 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Gospodarka i ekonomia
| Napisano | Autor | Tytuł | | 19-09-2006 10:39 | jarekland (142470 punktów) | Podatki | W np. Stanach Zjed. gdy jest kryzys gospodarczy to obniża się podatki (oczywiście nie wiem wszystkiego i z pewnością bywają wyjątki). U nas wręcz przeciwnie. Rezultaty są widoczne. Oczywiście nie chcę tutaj gloryfikować USA bo to nie o to chodzi. Że to jest słuszna polityka (obniżanie podatków) to chyba nie muszę mówić. Każdy woli zapłacić mniej niż więcej. A jeżeli przedsiębiorca zapłaci mniejszy podatek to część z tych pieniędzy może przeznaczyć na podwyżki dla pracowników-zjeść może tylko tyle ile może (Ci jeżeli będą zarabiali więcej to mimo że ich podatki, procentowo, będą niższe to będą więcej wpłacali do budżetu państwa), biznesmen może też tworzyć nowe mniejsca pracy albo wspierać organizacje pozarządowe. Natomiast jeżeli państwo będzie posiadało więcej środków to powinno przeznaczyć je na inwestycje edukacyjne, naukowe, kulturalne itd Generalnie mówiąc takie podejście do problemu daje korzyści wszystkim: ludziom pracy, naukowcom, uczniom, ludziom kultury, państwu, organizacjom III sektora etc Ale żeby nie było tak różowo to taki system ma też wady. Po zmiejszeniu podatków, okresowo, państwo ma mniej pieniędzy na swoje statutowe cele, pracodawcy mogą się "zachłysnąć" większą ilością pieniędzy do wydania i przznaczyć je na swoje potrzeby-a więc nie ma mowy o podwyżkach czy nowych miejscach pracy. Ale po pewnym czasie system który wyżej opisałem zaczyna działać. Po prostu: nie można w nieskończoność wydawać coraz większej liczby pieniędzy. To zaczyna się nużyć. Nacisk społeczny: media, związki zawodowe, organizacje pozarządowe- to też ma swoje znaczenie. Zapraszam do dyskusji.  | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| noname (191 punktów) | Wygląda na to, że masz rację w sprawie obniżania podatków. O ile pamiętam mamy nawet nasz rodzimy przykład z akcyzą na alkohol (sic!), gdy została obniżona, wzrosły wpływy do budżetu z jej tytułu - głównie, jak mi się wydaje, przez ograniczenia zakupów tego pożądanego artykułu z nielegalnych źródeł. Zdaje się jednak, że nasi politycy nie mają zaufania do mechanizmów rynkowych.
|
|
 | | jarekland (142470 punktów) | > O ile pamiętam mamy nawet nasz rodzimy przykład z akcyzą na alkoholTa akcyza może być, oczywiście, przykładem ale ja bym alkoholu nie stawiał za wzór. Jednym z powodów dla których tak mówię jest to że jestem niepijący
|
|
 | | Thorvoy (6588 punktów) | Oj, nie mają, nie mają... Czy tak ciężko zauważyć że niższe podatki wzmagają przedsiębiorczość? Widać, tak...
|
|
| jarcio (1198 punktów) | Witam,
Nie zgodze się ze stwierdzeniem, że malejące podatki mogą powodować typowo konsumpcyjne tendencje. Pracodawca, przede wszystkim, działa na rynku, gdzie co chwila musi walczyć z konkurencją. Priorytetem pracodawcy, jest zatem nastawienie na rentowność przedsiebiorstwa i czerpanie z tego zysków dopiero w drugiej kolejności, a nie w pierwszej kolejności nastwienie na konsumpcje kosztem zmniejszania retnowności. W przeciwnym razie jego przedsiebiorstwo musi upaść. Nie obawiałbym się zatem zmniejszenia podatków. Konsumentami mogą być konsumenci, a nie kapitaliści. W przexiwnym razie muszą zwinąć interes po jakimś czasie. Ale ktoś kto zakłada firme, jest doskonale świadom tego na czym polega bogactwo jego rodziny - wynika z rentowności, a nie konsumpcji.
Oczywiście, liberalizm ma swoje wady i dlatego dogmat o wolnym rynku musiał ugiąć się pod ciężarem rzeczywistości i system w tych elementach w których zawodził oparł się na instytucji państwa. Z tym, że państwo wówczas funkcjonowało w możliwie minimalnym rozmiarze i jego prerogatywy nie dotyczyły tych sfer, gdzie mechanizm państwa działał po prostu gorzej aniżeli działać mógł organizm społeczeństwa obywatelskiego. Źle sie dzieje, gdy państwo zaczyna zbierać podatki na swoje cele. Państwo ma służyć społeczeństwu, a nie na odwrót. Ta tendencja została odwrócona z nastaniem epoki państwa totalitarnych i tak pozostało do dzisiaj. Nadal panują te same schematy myślowe, że państwo musi mieć pieniądze na swoje cele lub przekonanie, że im państwo bogatsze tym i ludziom żyje się zasobniej. To jest typowy język nowomowy, gdzie utarte schematy myślowe służą systemowi i obejmują te sfery zycia, którym państwo nie służy.
Prawda, jest taka, że bogactwo państwa - rozumianego jako państwo XX wieku, a nie przykładowo z okresu państwa narodowego - bierze się z bogactwa narodu. Marks, kiedyś pisał, że ekonomia polityczna nie potrafi rozróżniać dwóch odrębnych i przeciwstawnych wartości prywatnych: jest wartość prywatna pracodawcy i wartość prywatna pracownika. Zdaniem klasyka ta pierwsza miała rosnąć na mogile tej drugiej. Rzecz jasna Marks rozumiał inaczej kapitalizm, lub po prostu rozumiał go źle (samo pojęcie kapitalizmu zostało ukształtowane dopiero po smierci Marksa i kojarzyło się jednoznacznie z gospodarczą wolnością obywatelską, a nie tak jak Marks to widział z mechanizmem państwa, które kapitalizm miało podtrzymywać w sile) i stąd w jakieś mierze bierze się poczucie zniechęcenia ludzi do tego co kojarzone, jest z pojęciem liberalizmu, wolnego rynku czy kapitalisty.
Tę myśl Marksa można teraz odwrócić lub ustawić ją w dokładniejszym porządku i stwierdzić, całkiem słusznie, że obecnie mamy do czynienia z trzema wartościami: wartością prywatną pracownika i pracodawcy oraz wartością państwową. Wartość państwowa rośnie na mogile wartości prywatnej kapitalisty i pracownika. Obecnie, własność państwa wiedzie prymat nad własnościa prywatną społeczeństwa, gdzie, jak obliczają eksperci ekonomiczni, blisko ponad 50% tego co człowiek w ciągu roku wypracuje zabiera państwo. Państwo ze swojej natury, jest mechanizmem i jako takie pozostaje w alienacji do organizmu czyli człowieka. Nie jest tak, że urzednik rozumie polityke pracodawcy lepiej niż sam pracodawca, co usielnie stara się nam od wielu już lat wmawiać. Można zatem zaryzykować stwierdzenie, że zubożenie społeczeństwa rośnie wprost proporcjonalnie do bogactwa państwa - pojmowanego typowo dla epoki posttotalitarnej - a nie bogactwa kapitalisty, jak się powszechnie sądzi. Apologetyczny pancerz państwa rozpada się tu na kawały niczym przegniłe próchno.
|
|
 | | jarekland (142470 punktów) | > Nadal panują te same schematy myślowe, że państwo musi mieć pieniądze na swoje cele lub przekonanie, że im państwo bogatsze tym i ludziom żyje się zasobniej. Cała rzecz w tym że państwo nie może zbierać podatków na jakieś swoje cele ale na cele obywateli. Przykład: państwo zbiera podatki na służbę zdrowia. A służba zdrowia jest dla państwa czy dla obywateli? Jeżeli państwo zaczyna wydawać pieniądze społeczne na cele niezgodne z ich przeznaczeniem to jest to, oczywiście, aberracja.
|
|
|  | | Thorvoy (6588 punktów) | Aberracja ta dotyczy, obawiam się, WIĘKSZOŚCI płaconych przez podatników pieniędzy.
|
|
|  | | jarcio (1198 punktów) | >Cała rzecz w tym że państwo nie może zbierać podatków na jakieś swoje cele ale na cele obywateli. Przykład: państwo zbiera podatki na służbę zdrowia. A służba zdrowia jest dla państwa czy dla obywateli?
Mylisz założenie ideologii z faktyczną realizacją tego założenia. Nie jest tak, że skoro służba zdrowia ma służyć obywatelom - bo tak decyduje konstytucja, ustawy i ministrowie - to wszelkie zebrane na nią pieniądze rzeczywiście społeczeństwu zaczynają służyć. Nie wystarczy sam postulat - należy przenieść to na grunt rzeczywisty. Pieniądze sa wydawane na obywateli wtedy, gdy to sami obywatele je wydają, a nie państwo, które traktuje nas jak potencjalnych samobójców, idiotów, nieudaczników i złodziei, dlatego odbiera nam większość własności prywatnej. Oczywiście w jakimś zakresie ta usługa, jest świadczona, ale jest to mechanizm ułomny, korupcjogenny; tym samym wiele pieniędzy wydanych na służbe zdrowia ginie.
We wszelkich dyskusjach traktujących o gospodarce zawsze należy odnieść się do samej natury państwa. Państwo to jest mechanizm, dla którego człowiek staje się tym mniej zrozumiały im wieksze prerogatywy maszyna posiada. W jaki sposób państwo bada człowieka ? Bada go statystykami. Czyni to by stworzyć możliwie najbardziej ogólny wzór człowieka i w tak ustalone paradygmaty wrzucić całe społeczeństwo. Maszyna opierając się na tym jednym wzorze oddziałowuje na miliony odrębnych organizmów ludzkich - ten wzór to z zasady zarysowany bezbronny, niemogący poradzić sobie z własnym zyciem plastelinowy ludzik, który jest określany przez coraz to nowsze ustawy, regulacje, zakazy, nakazy itd.. Im większe społeczeństwo i zakres władzy państwa tym ten wzór staje się coraz bardziej absurdalny. Ja przykładowo nierzadko nie potrafie zrozumieć samego siebie. Dobrze choć niezupełnie rozumie mnie rodzina i znajomi. Troche mniej sąsiedzi, a jeszcze mniej zna mnie przypadkowy przechodzeń. A co mam powiedzieć o państwie, które nie zna mnie w ogóle, bowiem operuje wzorem jednego dla wszystkich i na siłe upycha mnie w tej alienacji ? To jest dialektyka negatywna podniesiona do potęgi władzy post-totalitarnego państwa. Elytom politycznym może się jedynie wydawać, że stojąc za sterami megamaszyny rzeczywiście potrafią wydawać pieniądze na społeczeństwo lepiej aniżeli robiłoby to same społeczeństwo. Mechanizm a społeczeństwo obywatelskie to dwie inne sprawy i nie można nakładać ich na siebie, a przeciw sobie.
|
|
 | | Piotr Patucha (2279 punktów) | > Nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że malejące podatki mogą powodować typowo konsumpcyjne tendencje. Pracodawca, przede wszystkim, działa na rynku, gdzie co chwila musi walczyć z konkurencją.Konkurencją nie zawsze uczciwą. Na szczęście w wielu przypadkach można temu przeciwdziałać. Dla przykładu: w razie dezinformacji klientów, że w produkcie firmy X znajdują się szkodliwe elementy "a" i "b", co jest nieprawdą, można zweryfikować skład chemiczny produktu powołując się na espertyzy naukowców lub ośrodków uprawnionych do wykonywania takich badań. W tym przypadku prawo sprzyja zdrowej konkurencji. > Priorytetem pracodawcy, jest zatem nastawienie na rentowność przedsiebiorstwa i czerpanie z tego zysków dopiero w drugiej kolejności, a nie w pierwszej kolejności nastwienie na konsumpcje kosztem zmniejszania retnowności. W przeciwnym razie jego przedsiebiorstwo musi upaść.To prawda. Rzecz w tym, aby przełamać stereotypy panujące w społeczeństwie postkomunistycznym i umożliwić w miarę swobodne bogacenie się obywateli uczestniczących w grze rynkowej. Nie wiem jak liczny jest obóz ludzi, którzy stosując stare kalki uważają, iż bogacić i wspinać w hierarchii społecznej może się tylko człowiek, który posiada koneksje w klasie rządzącej. Już dziś widać, że elity rządzące nie są tożsame z łże-elitami, a geneaologicznie wywodząca się z totalitaryzmu stratyfikacja społeczna nie odzwierciedla aktualnej sytuacji społeczno-politycznej. Jednak właśnie ten relikt ancien regime'u w postaci czarno-białej socjologii przetrwał i nadal oddziaływuje na świadomość obywateli zamieszkujących krainę nad Wisłą. Z tego powodu ludzi urodzonych na przełomie lat 70 i 80 nazywam - może trochę przesadzając - "neopostkomunistami", mając szczególnie na uwadze ich faktyczną zależność od istniejących układów społecznych oraz konieczność dostosowywania się do nich. > Oczywiście, liberalizm ma swoje wady i dlatego dogmat o wolnym rynku musiał ugiąć się pod ciężarem rzeczywistości i system w tych elementach w których zawodził oparł się na instytucji państwa. Z tym, że państwo wówczas funkcjonowało w możliwie minimalnym rozmiarze i jego prerogatywy nie dotyczyły tych sfer, gdzie mechanizm państwa działał po prostu gorzej aniżeli działać mógł organizm społeczeństwa obywatelskiego. Źle sie dzieje, gdy państwo zaczyna zbierać podatki na swoje cele. Państwo ma służyć społeczeństwu, a nie na odwrót. Ta tendencja została odwrócona z nastaniem epoki państwa totalitarnych i tak pozostało do dzisiaj. Nadal panują te same schematy myślowe, że państwo musi mieć pieniądze na swoje cele lub przekonanie, że im państwo bogatsze tym i ludziom żyje się zasobniej. To jest typowy język nowomowy, gdzie utarte schematy myślowe służą systemowi i obejmują te sfery zycia, którym państwo nie służy.Fakt. Problem w tym, że proces zastępowania dawnych stereotypów nowymi, oznacza pracę wielu pokoleń. Pamiętasz w jaki sposób administracja Busha usprawiedliwiała agresję Stanów Zjednoczonych skierowaną przeciwko Irakowi? Dla wielu komentatorów nie ulegało wątpliwości, że mamy do czynienia praktyczną egzemplifikacją "prawa mocniejszego", jednak oni ustawicznie przekonywali opinię publiczną, że Saddam posiada broń masowego rażenia, a za punkt honoru stawiali sobie zaprowadzenie w Iraku demokratycznego ładu. Oczywiście można tam ogłosić wolne wybory i posadzić na stołkach kilku notabli, przy czym za fasadą demokratycznego ustroju będzie skrywać się endogenna historia totalitarnych nawyków przekazywana z pradziada na dziadza etc. Edukacja społeczeństwa trwa znacznie dłużej niż zwykli sądzić optymiści. Podejrzewam, że potrzeba Polsce conajmniej 50-ciu lat, aby znaczącą część społeczeństwa wyzwolić z komunistycznych przesądów . > Prawda, jest taka, że bogactwo państwa - rozumianego jako państwo XX wieku, a nie przykładowo z okresu państwa narodowego - bierze się z bogactwa narodu. Marks, kiedyś pisał, że ekonomia polityczna nie potrafi rozróżniać dwóch odrębnych i przeciwstawnych wartości prywatnych: jest wartość prywatna pracodawcy i wartość prywatna pracownika. Zdaniem klasyka ta pierwsza miała rosnąć na mogile tej drugiej. Rzecz jasna Marks rozumiał inaczej kapitalizm, lub po prostu rozumiał go źle (samo pojęcie kapitalizmu zostało ukształtowane dopiero po smierci Marksa i kojarzyło się jednoznacznie z gospodarczą wolnością obywatelską, a nie tak jak Marks to widział z mechanizmem państwa, które kapitalizm miało podtrzymywać w sile) i stąd w jakieś mierze bierze się poczucie zniechęcenia ludzi do tego co kojarzone, jest z pojęciem liberalizmu, wolnego rynku czy kapitalisty.W tej kwestii jestem optymistą w większym stopniu. Proces dowartościowania kapitalistycznych rozwiązań został zapoczątkowany dużo wcześniej, już w latach 70', kiedy Polacy zaczęli rozpoznawać sytuację ekonomiczną obecną w Europie Zachodniej i USA. Mało kto był w stanie uwierzyć zapewnieniom progandystów, że zwierzę rozumne obdarzone wrodzonym egoizmem jest skłonne do większej dbałości o dobro wspólne, aniżeli o dobro prywatne. Zdroworozsądkowa obserwacja stosunków społecznych, np. takich, że matki i ojcowie, bardziej niż cudze, kochają swoje dzieci, a kradzież samochodu należącego do sąsiada sprawia mniejszą przykrość, niż strata własnego, naprowadza na oczywisty wniosek, że właściciel prywatnych środków produkcji będzie się troszczył o rozwój interesu lepiej od zarządcy organizującego pracę w przedsiębiorstwach z kapitałem państwowym. Nasi dziadkowie i ojcowie wiedzieli o tym równie dobrze jak my, przy czym wprowadzenie innowacji rozsadzającej istniejący system - zwłaszcza w sytuacji kiedy merytoryczne argumenty zastępuje się gumowymi pałami - jest zadaniem trudnym i niebezpiecznym. Jednak tę pracę wykonano jakiś czas temu za nas i chwała Wam za to!  Serdecznie pozdrawiam
|
|
| qazad | >A jeżeli przedsiębiorca zapłaci mniejszy podatek to część z >tych pieniędzy może przeznaczyć na podwyżki dla >pracowników -- to co piszesz nie jest zgodne ze szkołą ekonomiczną Leszka Balcerowicza.Kilkanaście dni temu prezes NBP ostrzegał i apelował,by ograniczać wzrost płac, gdyż grozi to niezrealizowaniem przez NBP celu inflacyjnego.
>-zjeść może tylko tyle ile może (Ci jeżeli będą >zarabiali więcej to mimo że ich podatki, procentowo, będą >niższe to będą więcej wpłacali do budżetu państwa), >biznesmen może też tworzyć nowe mniejsca pracy albo >wspierać organizacje pozarządowe. --- Po obniżeniu CIT z 27% do 19% dane statystyczne ówczesnego ministerstwa pracy nie odnotowały wzrostu zatrudnienia.
|
|
 | | jarekland (142470 punktów) | >>A jeżeli przedsiębiorca zapłaci mniejszy podatek to część z >>tych pieniędzy może przeznaczyć na podwyżki dla >>pracowników >-- to co piszesz nie jest zgodne ze szkołą ekonomiczną Leszka Balcerowicza.Kilkanaście dni temu prezes NBP ostrzegał i apelował,by ograniczać wzrost płac, gdyż grozi to niezrealizowaniem przez NBP celu inflacyjnego. Bardzo cenię prof. Balcerowicza ale nie jest on wyrocznią. >>-zjeść może tylko tyle ile może (Ci jeżeli będą >>zarabiali więcej to mimo że ich podatki, procentowo, będą >>niższe to będą więcej wpłacali do budżetu państwa), >>biznesmen może też tworzyć nowe mniejsca pracy albo >>wspierać organizacje pozarządowe. >--- Po obniżeniu CIT z 27% do 19% dane statystyczne ówczesnego ministerstwa pracy nie odnotowały wzrostu zatrudnienia. Bowiem musi minąć pewien okres czasu po to aby zaspokoić swoje potrzeby mogli przedsiębiorcy. Powiesz: oni zawsze mają na zaspokojenie swoich potrzeb kosumpc. Tak. Ale mając więcej pieniędzy można sobie kupić większą willę z basenem, wymienić park samochodowy etc
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|