Racjonalista - Strona głównaDo treści
Jakie państwo?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Gospodarka i ekonomia
NapisanoAutorTytuł
24-09-2006 09:50jarekland (142470 punktów)Jakie państwo?
Są niewątpliwie racje przemawiające za państwem typowo kapitalistycznym ale są też te którymi posługuja się zwolennicy państwa opiekuńczego.
Które jest skuteczniejsze, a które bardziej przyjazne obywatelom? A może da się to pogodzić i stworzyć idealną ekonomię w której wilk syty i owca cała?
A więc do piór: zalety i wady państwa kapit. oraz opiekuńczego.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

szukacz
Sam podział na państwa kapitalistyczne i opiekuńcze jest niewłaściwy. Jest to znaczne uproszczenie. To uproszczenie przewija się w większości dyskusji i powoduje, że dyskusja zabrnie w ślepą uliczkę. Będzie ona przypominać dyskusję na temat istnienia Boga. Tak naprawdę co inne jest istotne w organizacji państwa.
Thorvoy (6588 punktów)
Przykładem opiekuńczego kapitalizmu są kraje skandynawskie.

Wysokie podatki i full socjal do takiego stopnia że samotna matka z dzieckiem żyje na poziomie, który u nas uznawany jest za ponadprzeciętny.
Basia (364 punktów)
A przykładem państwa typowo kapitalistycznego Szwajcaria. Oba świetnie funkcjonują.
FailSafe (308 punktów)
>Są niewątpliwie racje przemawiające za państwem typowo
>kapitalistycznym ale są też te którymi posługuja się
>zwolennicy państwa opiekuńczego.
>Które jest skuteczniejsze, a które bardziej przyjazne
>obywatelom? A może da się to pogodzić i stworzyć idealną
>ekonomię w której wilk syty i owca cała?
>A więc do piór: zalety i wady państwa kapit. oraz
>opiekuńczego.

mówi się o dwóch drogach. Jest to oczywiście pewne uproszczenie, ale konieczne dla dyskusji. Są państwa kapitalistyczno wolnorynkowe (to drugie słowo jest nawet ważniejsze) i państwa jak to nazwałeś opiekuńcze o zamkniętej i kontrolowanej strukturze rynku. Oczywiście to, że rynek nie jest wolny nie oznacza że państwo jest opiekuńcze. Czy np. ZSRR można uznać za taki twór opiekuńczy? Można o tyle, że to państwo rozdzielało ludziom pensje, towary i przywileje więc się nimi opiekowało, ale w przypadku ZSRR sprawa jest bardziej karkołomna.

Inaczej wygląda sprawa z drugiej strony. Wolny rynek w czystej formie wyklucza istnienie państwa opiekuńczego, a przynajmniej państwa opiekuńczego w znanej nam formie. Czemu? Bo w państwie wolnorynkowym, to popyt i podaż dyktują na co się wydaje pieniądze, w co się inwestuje. Każdy uczstnik wolnego rynku jest zdany na siebie. Musi sam sobie oszczędzić na leczenie, na emeryturę itd.

Jest jeszcze tzw. trzecia droga. Generalnie publicyści stwierdzają że jest ona fałszem i że dążenie do niej jest błędem. Polega ona na łączeniu elementów obu przeciwności. Czyli - mamy względnie wolny rynek i względnie opiekuńcze państwo. W praktyce, wszędzie na świecie istnieje obecnie (nie licząc państw zamkniętych) właśnie jakiś rodzaj trzeciej drogi. Nawet w USA nie ma wolnego rynku. Wszędzie tam gdzie są politycy pojawiają się regulacje, koncesje, licencje itd, które jak chce teoria są ograniczeniem wolnego rynku. Choć pewnie USA są bliżej tego ideału niż my. Ale jest to ideał nieosiągalny w państwie demokratycznym, w którym decyzje wyborcze podejmowane są większością głosów. Czemu? Bo wolny rynek jest wysoce konkurencyjnym i bardzo brutalnym środowiskiem w którym dobrze czują się tylko jednostki i ludzie najbardziej pracowici. Większość społeczeństwa chciałaby zarabiać duże pieniądze, ale jeszcze bardziej wolałaby aby im się coś należało i było zagwarantowane. Np. aby państwo gwarantowało wysokość pensji, aby buliło na leczenie, edukację, emeryturę itd.

A co jest lepsze? Wolny rynek czy państwo opiekuńcze? Dla każdego coś innego. Jednostki przedsiębiorcze i najbardziej pracowite będą wolały wolny rynek bo on pozwala się rozwinąć i coś osiągnąć. Ludzie mniej pracowici i mniej uzdolnieni lub zwyczajnie: pechowcy, skłonią się ku modelowi opiekuńczemu. Każdy przecież chce żyć i to na jakimś poziomie i nikt sam sobie miski sprzed ust nie odejmie. Dodam jeszcze, że dochodzą wszelkiego rodzaju cwaniaczki i oszuści, którzy dobrze się czują w obu modelach - ich pomijam w swoich wyliczeniach.

Ideałem byłoby państwo opiekuńcze z wolnym rynkiem, ale nie może być w pełni wolnego rynku tam, gdzie konieczne jest ściąganie podatków tak wysokich by się maksymalnie opiekować 3/4 społeczeństwa. Dodam jeszcze, że opiekuńczość państwa wpływa też na takie dziedziny jak dostęp do pracowników. Ludzie, którzy mają zagwarantowane ileś tam świadczeń będą szukali pracy lżejszej, krótszej i za większe pieniądze a nie mogąc jej znaleźć będą pozostawali w strefie bezrobocia, ceniąc sobie to dość wygodne bezrobocie. Pracodawcy z kolei mają wtedy ograniczony dostęp do pracowników i muszą liczyć się z większymi kosztami działalności.
szukacz
To są schematy myślowe wokół których toczy sie dyskusja. Są możliwe inne scenariusze niż te ciągle opisywane przez publicystów i ekonomistów. Zapętliłeś się w te schematy.
Piotr Patucha (2279 punktów)
Warto zapronować uszczegółowienie tematu. Mimo, iż postawiony problem jest sformułowany ogólnikowo, może być dobrym przyczynkiem do rozpoczęcia dyskusji na temat konkretnych rozwiązań.
Piotr Patucha (2279 punktów)
Mieliśmy już taki wątek pt. "Jaki model państwa preferujecie?", w którym wszechstronnie na temat się wypowiadałem. Nie zamierzam się powtarzać. Jedno jest pewne, że mówienie o modelu państwa bywa niestety jałowe, natomiast warto mówić o polityce konkretnego rządu, która może być bardziej etatystyczna, bądź bardziej liberalna. Rządząca koalicja decyduje o kierunku rozwoju gospodarczego ustalając m.in. wpływy i wydatki budżetu państwowego każdego roku. Proponuje zatem, poza wszelkimi politycznymi zawiściami, niechęciami i erystycznymi chwytami, zastanowić się w jaki sposób tegoroczny budżet został skonstruowany, a także rozważyć kwestię wysokości podatków, ceł i regulacji prawnych określających koegzystencję państwa oraz podmiotów gospodarczych. Pracując na konkretnym materiale będziemy mieli większą pewność, że nie odlatujemy w świat ładnie brzmiących abstrakcji. Mój przedmówca FailSafe wydaje się być osobą kompetentną w tym zakresie tematycznym, dlatego w imieniu swoim oraz stałych współpracowników strony "Racjonalista" proszę go o zabranie głosu w tej arcyciekawej kwestii.

Serdecznie zapraszam.
FailSafe (308 punktów)
>Rządząca koalicja decyduje o kierunku rozwoju gospodarczego ustalając m.in. wpływy i wydatki budżetu państwowego każdego roku. Proponuje zatem, poza wszelkimi politycznymi zawiściami, niechęciami i erystycznymi chwytami, zastanowić się w jaki sposób tegoroczny budżet został skonstruowany, a także rozważyć kwestię wysokości podatków, ceł i regulacji prawnych określających koegzystencję państwa oraz podmiotów gospodarczych. Pracując na konkretnym materiale będziemy mieli większą pewność, że nie odlatujemy w świat ładnie brzmiących abstrakcji. Mój przedmówca FailSafe wydaje się być osobą kompetentną w tym zakresie tematycznym, dlatego w imieniu swoim oraz stałych współpracowników strony "Racjonalista" proszę go o zabranie głosu w tej arcyciekawej kwestii.
>Serdecznie zapraszam.

no cóż... z tą moją kompetencją różnie bywa Dziękuję za komplement i zaufania postaram się nie nadużyć, ale rzeczy o których piszę nie są moją profesją a jedynie jakąś wypadkową nabytej wiedzy (studiowałem stosunki mnarodowe), z osobistymi zainteresowaniami (polityka i gospodarka) plus przeżyciami (tych mało jest bom młody).

na początek liczby. Budżet na 2007 zakłada wydatki rzędu 242 miliardów przy wpływach 212 miliardów a zatem widać tutaj dysproporcję (30 miliardów).

przede wszystkim widać większe przekierowania funduszy do jednostek administracyjno-sądowniczych państwa. Znacznie powiększono budżet kancelarii prezydenta (11%), kancelarii senatu, Sądu Najwyższego, NSA. W podobnym rzędzie wielkości (10-15%) nastąpiły wzrosty dla Rady Radiofonii czy PiPu. Większe środki dostanie ZUS, KRUS. Jak widać, rządzący postawili na administrowanie, zatrudnianie dodatkowych urzędników i wyciąganie pieniędzy od płatników (np. dzięki pipowi). To jest chyba element mało pasujący do modelu gospodarki wolnorynkowej, prawda? Powstanie też CBA, które dostanie sporą kasę dodatkowo obciążając budżet z jednej strony a z drugiej - stając się kolejnym organem kontroli i nadzoru nad podatnikami. To wszystko przypomina politykę raczej mało prorynkową.

kolejna rzecz - wzrost nakładów na budownictwo (17%) i służbę zdrowia. W pierwszym przypadku oznacza to, że państwo chce przejąć część odpowiedzialności za tworzenie nowych mieszkań, co już zupełnie koliduje z zasadami wolnorynkowymi. Co więcej - jeśli uda się zrealizować te bzdurne zapowiedzi o iluś tam milionach nowych mieszkań, to będziemy mieli jeden, niezbyt sympatyczny efekt: drastyczny spadek wartości nieruchomości. A przypominam, że mieszkania są głównym dobrem tezauryzacyjnym i są traktowane jako świetna inwestycja. Co do służby zdrowia to wiadomo - worek bez dna a zatem i pieniądze nie mają znaczenia. Ile by nie wrzucili, będzie za mało, choćby z racji skrajnie niegospodarnego zarządzania nimi. Jak ktoś się będzie chciał leczyć to i tak pójdzie do prywatnej lecznicy, potulnie godząc się na podwójne opłaty (raz dla państwa a dwa dla prywatnego właściela kliniki).

O jedną trzecią wzrośną wydatki na transport - być może będzie więcej autostrad, choć póki co z zapowiedzi wynika, że w przyszłym roku oddane zostanie ich aż... 12 kilometrów! Szok, prawda?

Generalnie - widać tutaj chęć opłacenia wyborców, którzy głosowali na kosmiczne postulaty partii rządzących. Przedsiębiorcy będą traktowani bez zmian, czyli jako krowy dojne, dające wysokoprocentowe i smaczne mleko, ale nie zasługujące na nic innego, niż podatkową rzeź. Komu w końcu żal krów?

Dodać należy, że pojawiły się już głosy o tym, że wpływy podane przez rząd są nierealne i co oznaczać będzie powiększenie się dziury budżetowej. Dokładniejsze ściąganie podatków i dokładanie nowych opłat (licencyjnych itd) pomaga zapchać tą dziurę ale drenuje jednostki gospodarcze, które mniej wydadzą na własny rozwój.

a zatem - jaką drogę widzicie na podstawie tego budżetu? Prorynkowa czy prosocjalna? Mi się widzi, że raczej to drugie...
szukacz
Myślę, że problem leży w innym miejscu, w świadomości społeczeństwa. Jest istotne, czy społeczeństwo będzie inwestować w magię, rytuał, ceremoniał, narkotyki,alkohol i papierosy, intrygi polityczne, czy w naukę postęp inwestycje użytkowe, ludzi zdolnych, czy będzie marnować to wszystko,tak jak to się dzieje w Polsce.
Róznice w warunkach życia ludzi, to rzecz naturalna, jednak obowiązuje pewien poziom solidarności społecznej, której w Polsce nie ma. Polacy w każdym ustroju marnują to, co mają.
Wystarczy porównać rózne kraje socjalistyczne np Czechy i Polskę, Pragę i Warszawę.
Pytanie- prorynkowa, czy prosocjalna jest pytaniem niewłaściwym.
Niebieski (34 punktów)
Moim zdaniem problem leży w braku umiejętności ludzi rządzących państwem. Państwo to ogromna i skomplikowana konstrukcja i zawiadować nią powinien zastęp ludzi którzy mają ku temu wykształcenie i umiejętności. A tymczasem spora część ludzi mający decyzyjny wpływ na kształt państwa ma o zasadach jego funkcjonowania nikłe pojęcie (takie przynajmniej mam wrażenie). Przypomina mi to nieco niedawną sytuację gdzie jakiś sympatyk PiS`u czy też LPR`u obiąwszy posadę kierowniczą w radiu (było o tym głośno w mediach jakiś czas temu) zapytany :
"Czy ma pan jakieś doświadczenie w tej branży ?"
odparł :
"Nie. Ale zamierzam je nabyć."
(Cytaty z pamięci, niedokładne ale oddające sens [czy raczej nonsens] sytuacji)
W dużych firmach nie można zostać członkiem zarządu lub dyrektorem jeżeli nie ma się ku temu odpowiedniego wykształcenia i doświadczenia. W państwie powinno być tak samo. Nie mówię, że senatorem czy ministrem nie może zostać fizyk, muzyk czy rolnik - może ale niech najpierw udowodni swoje umiejętności (np. prawidłowo zarządzając dużym przedsiębiorstwem doprowadził do jego rozwoju). Z drugiej strony startować może każdy kto ma bierne prawo wyborcze. I każdy może oddać na niego swój głos.
Piotr Patucha (2279 punktów)
>Moim zdaniem problem leży w braku umiejętności ludzi rządzących państwem. Państwo to ogromna i skomplikowana konstrukcja i zawiadować nią powinien zastęp ludzi którzy mają ku temu wykształcenie i umiejętności.

Ten problem był stawiany od wieków, m.in. przez antydemokratycznie nastawionego Platona (ok. 2,5 lat temu). Co prawda nie zgadzam się z jego wieloma tezami, ale w tym punkcie muszę przyznać mu dużo racji. Na pytania: "Jakie kryteria musi spełniać dobry polityk?" oraz "Jaka instytucja mogłaby wychowywać profesjonalnych polityków?" warto szukać odpowiedzi. W Stanach Zjednoczonych skuteczny i merotorycznie przygotowany polityk powinien zaliczyć studia na Harvard University. A czy w Polsce istnieje choćby jedna szkoła wychowująca przyszłe głowy państwa?
Celecrin (11895 punktów)
Cześć
Po ostatnich wyborach, ostatnich którymi się przejmowałem (zresztą i tak niezbyt), zrozumiałem, że to nie z politykami jest "coś nie tak". Myślę, że po moim poście, też tak zaczniesz myśleć.
Skąd się biorą niedouczeni politycy?
Z WYBORÓW.
Większość Polaków nie ma wykształcenia średniego, na wsi, gdzie mieszka ok. 25% ludności wygląda to naprawdę tragicznie. Przykład moja gmina: 2% wyższe, 20% techniczne, i RESZTA wyborców. W miastach to również nie wygląda tak świetnie.
Trudno mówić o racjonalnych wyborach, w takim przypadku.
Na polityka wyedukowanego, mądrego i rozsądnego MUSI być zapotrzebowanie, takiego w Polsce NIE MA i długo nie będzie. Zapotrzebowanie jest na "gruszki na wierzbie" i "banany na wierzbie".
W Polsce na przemian rządzą lewicowe partie: SLD, PSL, AWS (partia związku zawodowego, szkoda gadać), PiS (partia o cechach faszystowskich), NIC się nie zmieni, ani w następnych wyborach, ani jeszcze w następnych.

Do tego dochodzą jeszcze katolicy z uporem usiłujący przejąć w Polsce władzę, by uchronić KK przed nieuchronnym zmierzchem. Tragedia.

Wyborcy są winni za sytuację w Polsce, za wybieranie ciągle tych samych ludzi, w kółko, tylko oni. Jest takie powiedzenie: władzę masz taką, na jaką sobie zasłużyłeś.
Mamy takiego prezydenta i takiego premiera na jakich zasłużyliśmy.
Piotr Patucha
>Na polityka wyedukowanego, mądrego i rozsądnego MUSI być zapotrzebowanie...

Zauważyłem spory popyt na myślicieli i pisarzy, dlatego sądzę, że istnieje również zapotrzebowanie na wykształconych polityków. Dziwi mnie tylko nikła, czterdziestoprocentowa frekwencja wyborcza. Czy oznacza ona, że większości wyborców jest rozczarowana i zniechęcona do aktywnego brania udziału w życiu politycznym RP?
A może to jeden z syndromów postmunistycznych czystek w głowie narodu, a także przekonania, że reprezentaci interesu ludu i tak "zrobią swoje"?

Pomyślę o tym.
kimak (2276 punktów)
>A może to jeden z syndromów postmunistycznych czystek w głowie narodu...

Co to jest "postkomunistyczna czystka w głowie narodu"?


"Bawimy się, bawimy ładnie, lub nie
nieważne, bo Nico niełatwo rozdrażnić"
Lech Janerka
Celecrin (11895 punktów)
Cześć
>Zauważyłem spory popyt na myślicieli i pisarzy, dlatego sądzę, że istnieje również >zapotrzebowanie na wykształconych polityków.
Kilku myślicieli w ostatnich latach zmarło...bolesne.
Pisarze...Na absolutnym topie jest Dorota Masłowska. Na rozdaniu Nike nie potrafiła sklecić paru zdań po polsku (widziałem), czym "lekko" zszokowała ludzi. Z wywiadami mówionymi, również u niej ciężko (widziałem). No, ale wiadomo, GENIUSZ. Nawet jak jej bohaterowie mówią "poszłem" to jest to przecież "genialna stylistyka środowiskowa". Pisarka zdobywca NIKE powinna symbolizować kulturę języka, tymczasem króluje nam "pisarski autysta".

Nie ma zapotrzebowania na wykształconych polityków IMO. Ludzie chcą kasy od polityków, a nie mądrości. Pamiętaj jakiego mamy wicepremiera lub ministra oświaty. Teoria ewolucji, cała Europa się z nas śmieje...
Piotr
>Kilku myślicieli w ostatnich latach zmarło...bolesne.

Śmiercią naturalną?

>Pisarze...Na absolutnym topie jest Dorota Masłowska. Na rozdaniu Nike nie potrafiła sklecić paru zdań po polsku (widziałem), czym "lekko" zszokowała ludzi. Z wywiadami mówionymi, również u niej ciężko (widziałem). No, ale wiadomo, GENIUSZ. Nawet jak jej bohaterowie mówią "poszłem" to jest to przecież "genialna stylistyka środowiskowa". Pisarka zdobywca NIKE powinna symbolizować kulturę języka, tymczasem króluje nam "pisarski autysta".

Nigdy nie widziałem Masłowskiej, więc na ten temat nie mogę się wypowiadać.

>Nie ma zapotrzebowania na wykształconych polityków IMO. Ludzie chcą kasy od polityków, a nie mądrości.

Z tego co wiem, nikt nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. Politycy PIS'u i Platoformy mieli utworzyć koalicję i wyłonić rząd, który miał profesjonalnie zarządzać państwem.
Stało się inaczej - wątpię czy większościowy elektorat życzył sobie Giertycha na stanowisku Ministra Edukacji, a w roli Wicepremiera lidera Samoobrony - Andrzeja Leppera. Zwróć uwagę, że frekwencja w wyborach wyniosła ok. 40%, a na partie, które aktualnie współrządzą z PIS'em zagłosowało w sumie niecałe 20% wyborców.


>Pamiętaj jakiego mamy wicepremiera lub ministra oświaty. Teoria ewolucji, cała Europa się z nas śmieje...

Powtarzam, prawie nikt o Giertychów się nie prosił, o neofaszystowskie bojówki również. Jeśli chodzi o krytykę darwinizmu - to chyba jakiś tumor na mózgu rodziny Giertychów. Skoro nawet Papieska Akademia Nauk dystansuje się od tego pomysłu, trzeba wziać pod uwagę najgorszy z możliwych scenariuszy: człowiek stojący na czele placówek oświatowych wraz z jego protoplastą mają kłopoty z adekwatną percpecją rzeczywistości.
Celecrin (11895 punktów)
Cześć
>Z tego co wiem, nikt nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. Politycy PIS'u i Platoformy >mieli utworzyć koalicję i wyłonić rząd, który miał profesjonalnie zarządzać państwem.
Ja się spodziewałem. Dowodem są moje posty, twierdziłem, że "będą się żreć jak psy".

Piotr, pobożnymi życzeniami nie da się zmieniać rzeczywistości. PiS to partia socjalistyczno-narodowa, gdzie tu Platforma. NIE WIERZĘ, że oni się kiedyś dogadają.

Sądzę, że powinna rządzić mieszanka prawych z socjaldemokracji z lewymi z liberałów, coś takiego. Przy jednoczesnym czyszczeniu sceny politycznej z kolesi (czarnych, czerwonych, jakichkolwiek).
Piotr Patucha (2279 punktów)
>Piotr, pobożnymi życzeniami nie da się zmieniać rzeczywistości. PiS to partia socjalistyczno-narodowa, gdzie tu Platforma. NIE WIERZĘ, że oni się kiedyś dogadają.

Ja również nie wierzę. Partie konserwatywne mają tendencję do wszczynania wojen na własnym podwórku i właśnie z tego powodu polska prawica była zawsze rozbita i posiekana na wiele drobnych partyjek, które jednoczyły się w czasie kampanii wyborczej, ale do wspólnych rządów nie były zdolne.

>Sądzę, że powinna rządzić mieszanka prawych z socjaldemokracji z lewymi z liberałów, coś takiego. Przy jednoczesnym czyszczeniu sceny politycznej z kolesi (czarnych, czerwonych, jakichkolwiek).

Czyszczenia nie będzie, ponieważ teczki w IPN są cennym źródłem informacji dla każdej formacji, która pragnie czerpać profity z istniejącej sytuacji. Zatem bedzie tak, że od czasu do czasu ktoś "da głowy" i wszystko wróci do normy. Swoją drogą, pomyśl, co robią ludzie, którzy aktualnie nie pełnią żadnej funkcji publicznego zaufania, lecz mają coś do ukrycia w archiwach Instytutu? Ciekawy jestem na kogo oddają swoje głosy?

Ja tego nie wiem i prawdę powiedziawszy nie interesuje się takimi tematami. Są ważniejsze sprawy, np. rodzina, praca, święty spokój(niezbędny, aby czytać, myśleć oraz pisać). Mam kilku bliskich, którzy cierpią na poważe choroby układu krążenia(także na raka). Jak mam wyrazić intuicję, że chętnie - za twoim przykładem - rzuciłbym sprawy RP, tylko po to, aby zaczerpnąć świeżej aury, dotlenić mózgownicę i w ciszy pomyśleć o rodzinnym interesie?

Nasze poprzednie rozważania na forum przypominały drabinę, po której my wraz ze współmyślącymi moglibyśmy się wspiąć na wyższy poziom poznania realiów społecznych(bo przecież nie chodzi o status w hierarchi; middle class to wszystko na co mnie stać).
Równie dobrze moglibyśmy rozstrząsać kwestie telekomunikacyjne łącznie z opłacalnością korzystania z abonamentu w kilku firmach jednocześnie. Moglibyśmy dojść do wniosku, że lepiej być abonentem w jednej firmie, dzwonić niewiele i płacić niedużo. Takie rozpoznanie sytuacji mogłoby przynieść korzyść w postaci zmiejszonych rachunków telefonicznych, ale nic ponadto. Podobnie było w przypadku naszych forumowych rostrząsań dotyczących filozofii Ernsta Cassirera, aneksu Heiddegera do NSDAP, klerokracji i układu sił w polskim parlamencie.

Status społeczny rośnie dzięki inicjatywom, które znajdują odzwierciedlenie w postaci zarobionych pieniędzy, imponującej willi, awansu w firmie lub Urzędzie Miejskim. Od wykształcenia w niewiększym stopniu. Inteligencja wraz z ze środowiskami biznesowymi współtworzy klasę średnią - każdy absolwent wyższej uczelni do niej należy. Natomiast elity są przewilejem najlepszych. Dlatego ja uprawiam poznanie dla poznania i nie mam złudzeń. Pieszcząc córki noblistów, nie zyskam nic prócz rumieńców zadowolenia.

Są dwie sprawy, które trzeba wyraźnie oddzielić. Poznanie dla poznania jest czystą frajdą, a karierowiczowstwo kwestią zawodową. Nigdy nie uważałem, że komuś może przybyć znajomości nauki i filozofii dzięki wykonywaniu telefonów do kolegów i koleżanek, które pracują w placówkach oświatowych. Równie dobrze możnaby dzownić do Bozi z pytaniem: co to jest helisa? Rozumiesz absurd sytuacji? Wolę zamknąć się w swoich czterech ścianach i czytać Dawkinsa.

Pzdr
Celecrin (11895 punktów)
Cześć Piotr.
Domyślam się o co Ci chodzi, jednak popraw mnie, gdybym się pomylił.
Generalnie, nie zgadzam się z Tobą. Spróbuję wyjaśnić Ci to na przykładzie czołgu PT-91 Twardy i polskiego przebojów eksportowych - siarki, miedzi czy węgla.
Może sprzedaż broni wyda się komuś nieetyczna, ale jest to tylko pacyfistyczne gadanie. Broń zawsze będzie przedmiotem pożądania i jest towarem dobrym i bardzo rozwijającym gospodarkę i co najważniejsze: JEST POTRZEBNA i zużywa się

Po pierwsze ile wiedzy trzeba włożyć żeby wyprodukować dobry czołg? MASĘ.

Potrzebujesz dobrego silnika, pancerza, działa, amunicji, systemów łączności, systemów celowania, systemów trakcyjnych (podwozie). Każdy z tych elementów to INNY obszar techniki. Na przykład silnik to inny obszar wiedzy, pancerz inny, nie wspominając o komputerach, laserach i radarach.

Potrzebujesz do tego masę inżynierów, MASĘ Piotr, począwszy od naukowców-inżynierów po tych pracujących w zakładach pracy. Do tego masę techników...
Jeden "Twardy" kosztuje pewnie około 100 mln dolarów. Wynika z tego, że sprzedanie 10 sztuk to ok. 1 mld dolarów! Nie licząc wozów zaopatrzenia, naprawczych, amunicji, zapasowych luf, innych części zamiennych, trenażerów, kosztów szkolenia...

Piotr ile siarki, węgla, miedzi sprzedasz za 1 mld dolarów? Ile to wagonów? Tysiące? Zarobek mały przerzut towarów duży, jednym słowem narobisz się i zarobisz MAŁO. Na dodatek w Twoim kraju zostają DZIURY w ziemi.

Wyobraź sobie kontrakt na 100 czołgów z całą otoczką ...15 mld dolarów.

Dobrobyt kraju przynosi TYLKO wiedza. Naturalnym nośnikiem wiedzy jest klasa średnia.
Dlatego potrzebujemy KLASY ŚREDNIEJ, zarówno upper, lower oraz middle i dlatego się z Tobą pozwolę nie zgodzić.
Zdrówko
Piotr Patucha (2279 punktów)
>Generalnie, nie zgadzam się z Tobą. Spróbuję wyjaśnić Ci to na przykładzie czołgu PT-91

Widziałem, wygląda imponująco. Mam nadzieję, że producent przewidział jazdy próbne.

>Może sprzedaż broni wyda się komuś nieetyczna.

Sądzę, że każda wojna jest nieetyczna(także proxy war).

Przy okazji. Handel miedzią również jest opłacalny. Pamiętaj, że parę lat temu zamknięto kilka kopalni w Europie, dzięki polski przemysł metalurgiczny stał się potęgą na świecie. Jeśli wszedłeś na giełdę papierów wartościowych i nie wiesz jak ulokować pieniądzę, inwestuj w polską miedź. To bezpieczna i pewna inwestycja, która szybko Ci się zwróci(najlepiej gdybyś to zrobił korzystając z usług doradcy finansowego, mimo wszystko warto coś na ten temat wiedzieć).

>Wyobraź sobie kontrakt na 100 czołgów z całą otoczką ...15 mld dolarów.

Zastanowię się nad tym.

>Dobrobyt kraju przynosi TYLKO wiedza. Naturalnym nośnikiem wiedzy jest klasa średnia.
>Dlatego potrzebujemy KLASY ŚREDNIEJ, zarówno upper, lower oraz middle i dlatego się z Tobą pozwolę nie zgodzić.

A ja do znudzenia powtarzam: love, peace and sex.
Celecrin (11895 punktów)
Cześć
"Twardy" to już złom. Chciałem Ci pokazać coś bardziej złożonego technicznie, to wszystko.

Najlepszym przykładem produkcji cywilnej, która potrzebuje klasy średniej to obrabiarki.
Eksport obrabiarek (maszyn) jest jednym z najważniejszych wzkaźników stanu gospodarki! Domyślasz się? Leżymy w tej dziedzinie.

Na miedzi można zarobić dobrze, ale miedź w Polsce się KOŃCZY. Jednak na miedzi można zrobić KROCIE jak się potrafi robić miedzianą folię. Wyobraź sobie, że Polacy nie potrafią. Czaisz? Nie-pot-ra-fią.
Naszą miedź kupują Chińczycy i jeszcze zarabiają na niej 20 razy tyle, ile zarobił KGHM, na miedzi elektrolitycznej wysyłanej do nich w postaci prętów.
Piotr Patucha (2279 punktów)
>Najlepszym przykładem produkcji cywilnej, która potrzebuje klasy średniej to obrabiarki.

Jeśli chodzi o polską klasę średnią, istnieje ona realnie od kilkunastu dobrych lat, sęk w tym, że jest zwykle niedostrzegana. Mówiąc: "potrzebujemy klasy średniej" dołączasz do nielicznego chórku publicystów, myślicieli i polityków, którzy już chcieliby ją mieć w postaci uświadomionej grupy społecznej spełniającej odpowiednie kryteria, a przede wszystkim wyraźnie wyodrębnionej pośród innych klas. Podejrzewam, że proces wzajemnego rozpoznawania i ujednolicania się reprezentantów middle class potrwa następne kilkanaście lat. Największym problemem będzie przeterminowana nomenklatura oraz związane z nią represje. Mamy do czynienia ze wzbierającą falą słownej dyskryminacji obywateli w życiu społecznym i kulturowym(nie wspomnę o prywatności). Co jakiś czas sonduję w internecie rynek artykułów i pozycji książkowych dotyczących zagadnienia klasy średniej i musze przyznać, że cały czas znajdują tą samą, niewielką ilość tekstów. Podejrzewam, że współczesych myślicieli i dzienikarzy łączy pewien rodzaj zmowy milczenia. Wśród osób, które czerpią profity z aktualnej klasyfikacji można wyczuć strach przed degradacją do klasy niższej.

Czasem żartuję, że Polska pośród innych państw jest krajem elitarnym, ponieważ u nas każdy należy do elity. Mimo wszystko procesy socjalizacji młodego pokolenia obfitują w tłuszcze starej siatki pojęciowej, która bardziej zaciemnia, aniżeli objaśnia struktury młodej demokracji. Ustalenia poczynione w czasie obrad "okrągłego stołu" umożliwiły obalenie rzeźb Wodzów i komunistycznego ustroju, lecz impet reform był niewystarczający, aby pokonać nomenklaturę, która zasłania najmocniejszą pod względem ekonomicznym, a także intelektualnym klasę społeczną. Każdy reprezentant powinien być dumny, że współtworzy klasę średnią. Jak na ironię, Polacy wolą być w elitach.

>Eksport obrabiarek (maszyn) jest jednym z najważniejszych wzkaźników stanu gospodarki! Domyślasz się?

W Polsce nadal mało się produkuje. Zaglądając do rankingu największych gospodarek świata na 23 miejscu znajdziesz Polskę. Wartość produkcji per capita waha się pomiędzy 10-20.000$/osobę. Dla porównania w Stanach Zjednoczonych i Skandynawii wartość produkcji przekracza 30.000$/osobę. (BTW: w rankingu HDI Polska plasuje się na miejscu 36.). Osobiście mnie to nie dziwi, ponieważ ekonomowie ostrzegali nas, że potrzeba nam conajmniej ćwierćwiecza, aby osiągnąć stopy życiowe oraz poziom produkcji, jakie na przełomie lat 80 i 90 istniały w krajach zachodnich. Jeśli będę miał chwilę czasu, opracuję ten temat bardziej rzetelnie.
mohawk (2936 punktów)
>>Z tego co wiem, nikt nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. Politycy PIS'u i Platoformy mieli utworzyć koalicję i wyłonić rząd, który miał profesjonalnie zarządzać państwem.
>Ja się spodziewałem. Dowodem są moje posty, twierdziłem, że "będą się żreć jak psy".
No jasne. Problemem jest Lepper i Giertych w rządzie. Nie wyczuwacie w tym pewnej niespójności: że niby z Platformą to byłby dobry, 'kompetentny', zmieniający Polskę rząd, ale z 'warchołami' i 'faszystami' jest z definicji zły? Utyskiwanie na PiS przy jednoczesnym oklaskiwaniu Platformy zalatuje cokolwiek obłudą - zwłaszcza w wykonaniu światopoglądowych liberałów z tego forum. W gruncie rzeczy Platforma to taka sama kołtuneria jak PiS, tyle że (jeszcze) mniej szczera. Pojechali konserwatyzmem, bo wiedzieli, że liberalizm sprzedaje się kiepsko.

>Piotr, pobożnymi życzeniami nie da się zmieniać rzeczywistości. PiS to partia socjalistyczno-narodowa, gdzie tu Platforma. NIE WIERZĘ, że oni się kiedyś dogadają.
Tych dwóch partii nie dzieli merytorycznie NIEMAL ZUPEŁNIE nic, poza ambicjami i urazami przywódców. "Socjalizm" zaś PiS nigdy nie wyszedł poza ramy wyborczych obiecanek, co przyznaje dziś chociażby - zawiedziony a zachęcający do głosowania na Kaczora i PiS - Ryszard Bugaj.

>Sądzę, że powinna rządzić mieszanka prawych z socjaldemokracji z lewymi z liberałów, coś takiego. Przy jednoczesnym czyszczeniu sceny politycznej z kolesi (czarnych, czerwonych, jakichkolwiek).
W nawiązaniu do jednej z wcześniejszych Twych wypowiedzi ośmielę się stwierdzić, iż w Polsce bynajmniej nie rządziła lewica, gdyż nie ma u nas partii lewicowych, w każdym razie w głównym nurcie życia politycznego. Konia z rzędem temu, kto potrafi wymienić choć jedną jednoznacznie lewicową decyzję gabinetu Millera czy Belki. I nawet dziś jeszcze, będąc w opozycji, SLD w osobie podobno radykalnej (światopoglądowo) Joanny Senyszyn głosi z trybuny sejmowej iż obecna ustawa antyaborcyjna to kompromis.
Michał Aleksy Mentrak (10563 punktów)
>Problemem jest Lepper i Giertych w rządzie.

Nie. Problemem jest TEN RZĄD sam w sobie i jego OBSESJE. Lepper i Giertych są tylko logicznym dopełnieniem pewnej całości. Pełnią rolę swoistego "wentyla bezpieczeństwa" na wypadek porażki (na kogoś przecież trzeba móc zwalić własne błędy). Poza tym są bardzo przydatni, bo głoszą hasła niepopularne, ale PiS-owi niezwykle bliskie i wygodne.
Wizją Kaczyńskich jest maksymalna centralizacja władzy - kontrolowanie wszystkiego i wszystkich. Lepper najchętniej zrenacjonalizowałby całą gospodarkę (z powrotem do PGR-ów włącznie) więc Kaczyńskim pasuje jak ulał. Giertych zaś zamienił by ten kraj w jeden wielki obóz koncentracyjny nadzorowany przez Młodzież Wszechpolską (co koresponduje z wizją Dorna, Wassermana czy Macierewicza) więc też Kaczyńskim pasuje.
Dodatkowo wszyscy oni są zgodni co do wizji Polski jako państwa wyznaniowego.
Więć nie mówmy, że ta koalicja jest przypadkowa lub że jest złem koniecznym. Ona jest efektem wcześniejszych głębokich przemyśleń panów K. i nie ma w niej niczego nielogicznego. A największą hipokryzją tych panów jest wmawianie nam, że ten ich totalizm jest najwspanialszą formą demokracji!!!

>Tych dwóch partii nie dzieli merytorycznie NIEMAL ZUPEŁNIE nic, poza ambicjami i urazami przywódców.

Urazy i ambicje - owszem też. A poza tym WSZYSTKO. A łaczy jedynie to, co w Polsce łączy wszystkie partie polityczne (z SLD na czele) - paniczny strach przed KRK i wynikający z niego serwilizm wobec tej instytucji.

>[...] w Polsce bynajmniej nie rządziła lewica, gdyż nie ma u nas partii lewicowych, w każdym razie w głównym nurcie życia politycznego.

Tu masz całkowitą rację. Można jedynie zapytać czy Polskę stać jest na lewicę i jej rządy?
Ale to zupełnie inna kwestia.

Reasumując: zastanawiające jest to, że tak wiele osób (w tym: racjonalistów) wręcz panicznie boi się LIBERALNEJ DEMOKRACJI.

Pozdrawiam.

fides ex necessitate esse non debet
enfant (64444 punktów)
>Cześć
>>Zauważyłem spory popyt na myślicieli i pisarzy, dlatego sądzę, że istnieje również >zapotrzebowanie na wykształconych polityków.
>Kilku myślicieli w ostatnich latach zmarło...bolesne.
>Pisarze...Na absolutnym topie jest Dorota Masłowska. Na rozdaniu Nike nie potrafiła sklecić paru zdań po polsku (widziałem), czym "lekko" zszokowała ludzi. Z wywiadami mówionymi, również u niej ciężko (widziałem). No, ale wiadomo, GENIUSZ. Nawet jak jej bohaterowie mówią "poszłem" to jest to przecież "genialna stylistyka środowiskowa". Pisarka zdobywca NIKE powinna symbolizować kulturę języka, tymczasem króluje nam "pisarski autysta".

Ważne, czy dobrze pisze, a nie jak mówi. Znam wielu ludzi, w tym siebie kilka lat temu, którzy piszą wyraźnie lepiej, niż mówią. Wielu wybitnych artystów było beznadziejnie jednoukierunkowanych. Stworzyli dzieła. Jeśli chodzi o autyzm, to po prostu wysyp artystów na to cierpi, nie mówiąc już o wybitnych naukowcach. Nie mam nic przeciwko pisarskim autystom. Cieszę się, że liczy się sztuka, a nie medialność.

>Nie ma zapotrzebowania na wykształconych polityków IMO. Ludzie chcą kasy od polityków, a nie mądrości. Pamiętaj jakiego mamy wicepremiera lub ministra oświaty. Teoria ewolucji, cała Europa się z nas śmieje...

Uproszczenie dość typowe dla twojego stylu. Niegłupie, ale przesadne i narzekanckie.

Minus za post.
Celecrin (11895 punktów)
Cześć
Budzik czytałeś choć jedną książkę Masłowskiej? Jak napiszesz, że nie, to ja dam Ci minusa za ..."dobrą literaturę".

Co do politycznych uproszczeń. Coś Ci się pomyliło z tym "narzekanctwem". Może jest GORYCZ, ale ja nie narzekam. ZROZUMIAŁEM, że problemem Polski są Polacy w sumie to nic odkrywczego...

Co do uproszczeń, to się zgadzam, ale nie można napisać posta na 10 linijek i czegoś nie uprościć.

Jednak nasz ELEKTORAT pozostanie taki sam, jest to elektorat oczekujący cudów. Elektorat w większości roszczeniowy, brak w Polsce wykształconej klasy średniej, CHCĄCEJ pracować i żyć na godnym poziomie. To znaczy: nie ma ona przewagi podczas głosowania. NIE MA znaczenia ilu ludzi pójdzie do wyborów IMO, rozsądni zawsze będą w mniejszości.

Tymczasem politycy nie potrzebują szczęśliwych ludzi. Lewica potrzebuje bezrobotnych, bo uwielbia walczyć z bezrobociem. Prawica potrzebuje "komunistów", bo uwielbia walczyć z komunizmem. Liberałowie potrzebują niezadowolonych przedsiębiorców, bo ustawicznie obniżają im podatki.
Strach pomyśleć co będą mówić politycy podczas kampanii wyborczej szczęśliwym wyborcom?

P.S.
Zastanawiam się czy dostałem od Ciebie minusa za post, czy za Giertycha. Skłaniam się ku drugiemu. Ostatnio jest Twoim ulubieńcem.
Aha, przy okazji, czytałem Twój komentarz pod wiadomością o tej małej, nie umiesz wyrażać się językiem adekwatnym do Twojej inteligencji?
enfant (64444 punktów)
>Cześć
>Budzik czytałeś choć jedną książkę Masłowskiej? Jak napiszesz, że nie, to ja dam Ci minusa za ..."dobrą literaturę".

W takim razie czekam na minusa.
Nigdzie nie chwaliłem Masłowskiej. Pisałem o tym, że nie liczy się "autyzm", jeśli ktoś dobrze pisze. A jestem pewien, że laureat nagrody Nike pisze świetnie. Przecież wszyscy są zgodni, co do jej sprawności - a to argument wystarczający, by obalić ten o "szkodliwym autyzmie".

>Co do politycznych uproszczeń. Coś Ci się pomyliło z tym "narzekanctwem". Może jest GORYCZ, ale ja nie narzekam. ZROZUMIAŁEM, że problemem Polski są Polacy w sumie to nic odkrywczego...

No tak, ale ile można narzekać na tych Polaków, i to tak ogólnikowo.

>Co do uproszczeń, to się zgadzam, ale nie można napisać posta na 10 linijek i czegoś nie uprościć.

Fakt. Ja w komentarzu pod wiadomością "o małej" też uprościłem.

>Jednak nasz ELEKTORAT pozostanie taki sam, jest to elektorat oczekujący cudów. Elektorat w większości roszczeniowy, brak w Polsce wykształconej klasy średniej, CHCĄCEJ pracować i żyć na godnym poziomie. To znaczy: nie ma ona przewagi podczas głosowania. NIE MA znaczenia ilu ludzi pójdzie do wyborów IMO, rozsądni zawsze będą w mniejszości.

To prawda, ale pisanie o tym dzień w dzień jest narzekanctwem.

>Tymczasem politycy nie potrzebują szczęśliwych ludzi. Lewica potrzebuje bezrobotnych, bo uwielbia walczyć z bezrobociem. Prawica potrzebuje "komunistów", bo uwielbia walczyć z komunizmem. Liberałowie potrzebują niezadowolonych przedsiębiorców, bo ustawicznie obniżają im podatki.
>Strach pomyśleć co będą mówić politycy podczas kampanii wyborczej szczęśliwym wyborcom?

Rzadko kto jest szczęśliwy w znaczeniu takim, że więcej już nie pożąda.

>P.S.
>Zastanawiam się czy dostałem od Ciebie minusa za post, czy za Giertycha. Skłaniam się ku drugiemu. Ostatnio jest Twoim ulubieńcem.

Po pierwsze, znowu uproszczenie, choć teraz już mocno przekłamane. Nawet dobrze, że to napisałeś. To tylko udowadania, że wystarczy wstawić się w czyjejś obronie w jakiejś konkretnej sprawie i już przylepią ci etykietkę zwolennika. O podobnych podziałach próbuję cały czas powiedzieć. Wyręczasz mnie, dzięki.
Po drugie, nie widziałem dawno żadnych twoich postów krytykujących Giertycha, więc twój argument odpada automatycznie.

>Aha, przy okazji, czytałem Twój komentarz pod wiadomością o tej małej, nie umiesz wyrażać się językiem adekwatnym do Twojej inteligencji?

Ja tam widzę emocje. Nie ma tam nic świadczącego o wysokiej, czy niskiej inteligencji. Ale rozumiem, szukasz już byle czego, bo zranił cię minusik.
kimak (2276 punktów)
> A czy w Polsce istnieje choćby jedna szkoła wychowująca przyszłe głowy państwa?

Opus Dei.


"Bawimy się, bawimy ładnie, lub nie
nieważne, bo Nico niełatwo rozdrażnić"
Lech Janerka
Piotr Patucha (2279 punktów)
Niezły żarcik.
placownik (17853 punktów)

>Bo wolny rynek jest wysoce konkurencyjnym i bardzo brutalnym środowiskiem w którym dobrze czują się tylko jednostki i ludzie najbardziej pracowici.

   Pragnę wnieść drobną, ale istotną moim zdaniem poprawkę. Nie - najbardziej pracowici - lecz najbardziej przedsiębiorczy. A ci, w każdym społeczeństwie stanowią mniejszość, liczebnie być może zbliżoną do liczebności grupy leniwych z urodzenia. Rolą państwa jest takie powściąganie przedsiębiorczości, aby nie wykluczała ona możliwości prowadzenia godnego życia przez pracowitych. A pracowici łącznie z przedsiębiorczymi powinni mieć możliwości wpływania na państwo w taki sposób, aby uniemożliwiało ono leniwym żerowanie na pracowitości jednych i przedsiębiorczości drugich.

   Nie pytaj mnie tylko o to jak to zrobić. Bo nie wiem.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
FailSafe (308 punktów)
racja - pracowitość nie jest równoznaczna z przedsiębiorczością. Generalnie nawet przedsiębiorczość jest pewną formą lenistwa - służy temu aby coś zyskać mniejszym kosztem. Mimo wszystko jednak nie wyklucza ona pracowitości. Śmiem twierdzić że w klasie średniej, do największych sukcesów dochodzą ci, którzy są zarówno pracowici jak i przedsiębiorczy. Ponoć jednak i wielu z górnej półki oprócz smykałki do interesów jest tytanami pracy. Uznajmy, że to taki skrót myślowy
IQ955 (2355 punktów)
A jak to się ma do amerykańskiego powiedzonka "Drugi milion można już zarobić legalnie"?


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
FailSafe (308 punktów)
>A jak to się ma do amerykańskiego powiedzonka "Drugi milion można już zarobić legalnie"?

hmm... jak zarobię pierwszy, drugi i trzeci to może coś powiem na ten temat
szukacz
Dyskusja pod tyytułem "równość, czy zróżnicowanie" jest stara jak świat i nie ma końca. Społeczeństwa na przemian jak wahadło popadają w skrajności Po okresie totalitaryzmu przychodzi moda na egalitaryzm.
Ta dyskusja przypomina inną dyskusję - co było pierwsze; kura czy jajko. Rozwiązanie problemu nie leży w obu przypadkach w odpowiedzi na postawione pytanie.Dyskusja wskazuje na zaniedbania w edukacji społeczeństwa.
rozumek
>Są niewątpliwie racje przemawiające za państwem typowo
>kapitalistycznym ale są też te którymi posługuja się
>zwolennicy państwa opiekuńczego.
>Które jest skuteczniejsze, a które bardziej przyjazne
>obywatelom? A może da się to pogodzić i stworzyć idealną
>ekonomię w której wilk syty i owca cała?
>A więc do piór: zalety i wady państwa kapit. oraz
>opiekuńczego.
Każde państwo się kimś opiekuje i każde na czyjejś pracy zbija kapitał. Oczywiście lepiej opiekuje się to, które większy zbije kapitał, a kapitał mnożony jest oczywiście przez obywateli. Państwa kapitalistyczne, opiekują się wszystkimi zamieszkującymi je kapitalistami, BO są nimi wszyscy obywatele tych państw. W naszym "kapitalistycznym" państwie, kapitału było ile było, ale kapitalistów brakowało, więc państwo postanowiło zaopiekować się tymi zachodnimi. Nie jest to chyba najszczęśliwszy model państwa dla tych, którzy woleliby z niego ze swoim kapitałem (majątkiem, głowami i rękami) nie wyjeżdżać.
lipschitz (1674 punktów)
Nie sądzę, aby państwo mogło być opiekuńcze, matka może być opiekuńcza, sąsiad może takimi cechami się wykazywać, ale państwo? Państwo może być mechaniczne i tylko takie, tworzą je pewne instrukcje, których wykonywaniem zajmują się jacyś tam ludzi. Pewnie potrzebujemy także pewnych procedur, sposobów, praw, ale dla mnie kwestia państwa opiekuńczego przypomina rozmowę o zasadach ruchu na drodze - nie są one opiekuńcze, choć ich celem jest zadbać o bezpieczeństwo wszystkich użytkowników drogi.

Przypisujemy państwu ludzkie cechy, według mnie nie czyniąc nic innego, czego nie czynilibyśmy w przypadku wymyślonego Boga, a to sprawia, że dochodzi do zamieszania - pojawia się fikcja. Ustalone prawa, które tworzą państwa, same w sobie nie stworzą człowieka opiekuńczego, najdoskonalsze dyrektywy nie są człowiekiem, który albo ma zdolność np. współczucia, albo jej nie ma. Państwo tej zdolności nie ma na pewno - nie istnieje suma wszystkich ludzkich odruchów, istnieję zawsze indywidualne przypadki.

Państwo może utrudnić działalność indywidualnego człowieka, choćby właśnie poprzez przypisanie sobie ludzkich odruchów i zmonopolizowanie ich w instrukcjach, ale nie może ich spowodować, np. wywołać lawinę współczujących postaw.

Myślę, że dopóki będziemy państwo traktować jak żywy twór przypisując mu ludzkie cechy, dopóty będzie ono przyczyną zamieszania w naszym życiu. Powinniśmy państwo rozpatrywać tylko w jednej kategorii, tego, czy ustalone prawa/instrukcje, ich mechaniczny charakter są nam rzeczywiście potrzebne, czy nie niszczą czasem normalnych, zdrowych relacji międzyludzkich, czy np. bierność w reagowaniu na biedę nie wynika z przywłaszczenia sobie przez państwo lub jemu podobne martwe twory wyłączności na pomoc. Coś z natury mechanicznego, programowalnego, według mnie nie może właściwie reagować na wynikające różne problemy natury ludzkiej.

Ustalamy pewne zasady współżycia po to, aby żyło nam się łatwiej, np. w rodzinie ustalamy kto i w jakiej kolejności ma zmywać, sprzątać, chodzić po zakupy, kiedy jednak owe prawa wyodrębnią się i staną wartością samą w sobie, stracimy z oczu człowieka - nie każdy na każdą chwilę jest gotów wypełniać ustalone obowiązki, można np. zachorować. Karykaturalną sytuacją jes ta, w której rodzina ledwie zarabiająca na własne utrzymanie musi odprowadzać podatek, który potem niby to ma być przeznaczony na pomoc tej rodzinie - z reguły przecież te środki nie wracają do rodziny i podatek jest jedynie dodatkowym obciążeniem, w tym wypadku instrukcja zdecydowanie negatywnie wpływa na zwyczajne ludzkie życie. Tego rodzaju regulacji jest wiele i nie znikną, chyba że, państwo będzie tylko państwem, czyli gdy człowiek zrozumie jego mechaniczną naturę i zacznie wykorzystywać w sposób właściwy, w jaki wykorzystuje się pozbawione uczuć narzędzia.
sukulent (2309 punktów)
Swoją odpowiedź znalazłam wysłuchując porównania wyników leczenia dzieci z chorobami nowotworowymi w różnych krajach Europy.

W każdym rodzaju choroby bezkonkurencyjne były kraje skandynawskie. Dodam, ze wielokrotnie leczenie przebiega w całej Europie wg tych samych protokołów lecznieczych, więc przewaga północnych sąsiadów powstała w tzw. leczeniu wspomagającym i w opiece nad chorym i jego rodziną.

Ach, ten Czarniecki ! Gdyby "potop" się Szwedom udał...Zmarnowaliśmy historyczną szansę zostania Szwedami.

Pozdrawiam.


"Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było" ("Chatka Puchatka"
qwerty
Jestem przekonany, że niektóre państwa autorytarne i etatystyczne (a więc niekwestionowana przewaga polityki nad gospodarką) stwarzały obywatelom świetne warunki. (Np. w III Rzeszy ci, którzy względem państwa byli lojalni, mogli liczyć na szeroką wzajemność.) To jest kwestia wartości. Większość ludzi to niewolnicy (Dostojewski: "najbardziej męczy się człowiek, by znaleźć czym prędzej kogoś, komu ofiarowuje ten dar wolności, z którym nieszczęsna istota się rodzi"). To jest też kwestia równości: gdy dominuje biznes, a państwo ma niewiele do powiedzenia, wówczas mamy czynnik dekadencki - *równość praw* podmiotów. To zaś zabija wolę. O ile dla państwa i dla narodu wielu pewnie byłoby chętnych pracować, o tyle pracować dla lokalnej społeczności, mieć wpływ prawie na nic, niewyraźnie kopać coś w swoim bardzo wąskim ogródku - to wcale nie pociąga tych twórczych, kipiących energią. Egoizm zarobkujących jest wrogiem egoizmu państwa czy narodu (nie bez powodu mówi się o dwóch możliwościach, globalnym kapitalizmie lub narodowym socjalizmie). Kapitalista, nawet jeśli wypracowawszy w ciągu kilkunastu lat wielką potęgę zechce realizować cele społeczne, zamiast jeno pomnażać swoje wpływy, będą to dalej cele zogniskowane wokół biznesu. Zobaczmy np. rozplanowanie przestrzenne: który kapitalista pozwoli budować w środku miasta wielkie panteony narodowe, muzea i wiele innych tego typu obiektów? Jak wyglądają miasta rządzone przez biznes doskonale wiemy: wszystko błyszczy, świeci, pstrokate i nijakie. Odbierzmy starożytnym cezarom choćby prawo do budowania (bo na to trzeba podatków): cóż pozostaje ze wspaniałego państwa? A ludzie lubią działać na rzecz wspólnego... każda równość zabija wolę... każde zmieszanie podnosi nieufność (co potwierdziły niedawne badania)...

Wróć do listy wątków działu Gospodarka i ekonomia

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365