 |
ateizm a iterpretacja istnienia Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Religie
| Napisano | Autor | Tytuł | | 20-11-2002 05:30 | Leszek | ateizm a iterpretacja istnienia | Dyskusja z Ateista zawsze przypomina probe "zlapania cienia" albo wysilek psa scigajacego swoj za krotki ogon... Klasyczne pytanie; "kto stworzyl Uniwers?" A potem "A kto stworzyl Boga?" Wszystko jest pojeciem wzglednym : "To co dla jednego dobre to dla drugiego zle..." I tak dalej, niekonczaca sie dyskusja, ktora odciaga nas od celu i niepotrzebnie komplikuje sprawe. Sprawe prosta pod warunkiem, ze zamiast "wejsc do domu przez drzwi nie probujemy komina". Na usprawiedliwienie ateisty musze przyznac, ze nasze odebranie rzeczywistosci to indywidualna interpretacja muzgu. W krancowych przypadkach jak schizofrenia osoba moze odbierac rzeczywistosc w sposob zupelnie inny jak wiekszosc innych. Wszystko jest pojeciem wzglednym wedlog ateisty!? Aby uniknac zamieszania rozne koscioly wymyslily DOGMATY, czyli punkty odniesienia, oporu do dalszej dyskusji. Jak powiedzial slynny filozof "daj mi punkt oparcia a podniose ziemie" Niestety dyskusja z ateista to dyskusja bez fundamentu o niczym i z nikim!! Ateista pomimo ze odczuwa istnienie Uniwersu nie moze zrozumiec podstawowego rownania ze UNIVERS=BOG. Jezeli nie ma Boga to znaczy nie ma Uniwersu , nie ma ateisty a ta dyskusja nigdy nie miala miejsca!!! Teraz ateista zaprze sie obcasami i bedzie udowadnial, ze Uniwers owszem ale Bog to nie. Na to nic nie poradzimy nie bede sie spieral z kims kto widzi rzeczywistosc w inny sposob bo tak jego mozg ja interpretuje. Moze kiedys wymysla tabletki na inteligencje, ktore wyeliminuja kompletnie interpretacje a zbliza nas do FAKTOW. Ateista musi sie zgodzic z tym, ze nie wszystko jest pojeciem wzglednym ,kolor czarny w oczach niewidomego na pewno nie ma odcieni jest zatem wartoscia bezwzgledna. Czyzby kolor czarny byl jedynym punktem oparcia dla ateisty! Jezeli nie ma Boga(Uniwersu), to istnienie kolorow jest produktem naszej wyobrazni ,pojeciem wzglednym. Wszystko jest czarne a w ogole to my wcale nie istniejemy. Przepraszam, ze zyje ateisto, mam nadzieje, ze nie spowodowalem Ci bolu glowy. Jezeli tak, to tylko Twoje zludzenie... |
| webmaster | >Klasyczne pytanie; "kto stworzyl Uniwers?" A potem "A kto stworzyl Boga?" Wszystko jest pojeciem wzglednym na pewno nie wszystko, pojęcia powinny byc wspolne i zgodne, ale siłą rzeczy mogą byc czasem względne, w sensie swojej konstrukcji i znaczenia. >I tak dalej, niekonczaca sie dyskusja, ktora odciaga nas od celu 'nas' ewangelizatorów ? chcecie wszystkich nawrócic na swoją 'dobrą nowinkę' ? >Na usprawiedliwienie ateisty musze przyznac, ze nasze odebranie rzeczywistosci to indywidualna interpretacja muzgu jeżeli rzeczywiscie to przyznajesz, to pojęcie boga i bezwzględnych wartosci moralnych traci sens, a z nim także upadają podstawy religii: dogmaty i wspólne przeżycia duchowe. >W krancowych przypadkach jak schizofrenia osoba moze odbierac rzeczywistosc w sposob zupelnie inny jak wiekszosc innych znam krańcowe przypadki, gdzie człowiek widząc plamę na szybie zaczyna się modlić do 'zawsze dziewicy'. >Aby uniknac zamieszania rozne koscioly wymyslily DOGMATY, czyli punkty odniesienia, oporu do dalszej dyskusji no i fajnie, ale czemu te dogmaty sa tak krańcowo różne ? czyżby były na świecie różne fundamenty/odniesienia ? och jej, a wiec i dogmaty to rzecz względna ! >Ateista pomimo ze odczuwa istnienie Uniwersu nie moze zrozumiec podstawowego rownania ze UNIVERS=BOG doprawdy, wiele w życiu równań widziałem, ale takiego jeszcze nie. jak mi tą tożsamość udowodnisz/sprawdzisz, to jestem gotów się zgodzić, ze dla teisty bog=swiat. >Moze kiedys wymysla tabletki na inteligencje.. i nie będę musiał czytać takich rzeczy na forum i mózgu przez 'u' >ktore wyeliminuja kompletnie interpretacje a zbliza nas do FAKTOW aha, więc jednak jest tylko jedna własciwa interpretacja rzeczywistości ? każda inna nie ma racji bytu, bo jakże to, bez pieczątki kapłana mówić o faktach ? >kolor czarny w oczach niewidomego na pewno nie ma odcieni śmiem twierdzić, ze czarny to nie kolor (a coś o fizyce wiem..) a niewidomy nic nie widzi, więc i braku światła nie widzi. ateista w boga nie wierzy więc i braku boga nie odczuwa. >Jezeli nie ma Boga(Uniwersu), to istnienie kolorow jest produktem naszej wyobrazni po pierwsze, nie ma tu zwiazku. jedno z drugiego nie wynika. po drugie, istnienie kolorów wynika wprost z praw fizyki, a nasze o nich pojęcie to rzecz względna, czego dowodem są daltoniści i inni, mający 'inną niż zwykle' percepcję barw. >Przepraszam, ze zyje ateisto, mam nadzieje, ze nie spowodowalem Ci bolu glowy nihilizm i determinacja chrześcijan są nieobliczalne.
|
|
| Leszek | >Dyskusja z Ateista zawsze przypomina probe >"zlapania cienia" albo wysilek psa scigajacego >swoj za krotki ogon... >Klasyczne pytanie; "kto stworzyl Uniwers?" A >potem "A kto stworzyl Boga?" Wszystko jest >pojeciem wzglednym : "To co dla jednego dobre to >dla drugiego zle..." I tak dalej, niekonczaca sie > dyskusja, ktora odciaga nas od celu i >niepotrzebnie komplikuje sprawe. Sprawe prosta >pod warunkiem, ze zamiast "wejsc do domu przez >drzwi nie probujemy komina". Na usprawiedliwienie >ateisty musze przyznac, ze nasze odebranie >rzeczywistosci to indywidualna interpretacja >muzgu. W krancowych przypadkach jak schizofrenia >osoba moze odbierac rzeczywistosc w sposob >zupelnie inny jak wiekszosc innych. Wszystko jest >pojeciem wzglednym wedlog ateisty!? Aby uniknac >zamieszania rozne koscioly wymyslily DOGMATY, >czyli punkty odniesienia, oporu do dalszej >dyskusji. Jak powiedzial slynny filozof "daj mi >punkt oparcia a podniose ziemie" Niestety >dyskusja z ateista to dyskusja bez fundamentu o >niczym i z nikim!! Ateista pomimo ze odczuwa >istnienie Uniwersu nie moze zrozumiec >podstawowego rownania ze UNIVERS=BOG. Jezeli nie >ma Boga to znaczy nie ma Uniwersu , nie ma >ateisty a ta dyskusja nigdy nie miala miejsca!!! >Teraz ateista zaprze sie obcasami i bedzie >udowadnial, ze Uniwers owszem ale Bog to nie. Na >to nic nie poradzimy nie bede sie spieral z kims >kto widzi rzeczywistosc w inny sposob bo tak jego >mozg ja interpretuje. Moze kiedys wymysla >tabletki na inteligencje, ktore wyeliminuja >kompletnie interpretacje a zbliza nas do FAKTOW. >Ateista musi sie zgodzic z tym, ze nie wszystko >jest pojeciem wzglednym ,kolor czarny w oczach >niewidomego na pewno nie ma odcieni jest zatem >wartoscia bezwzgledna. Czyzby kolor czarny byl >jedynym punktem oparcia dla ateisty! Jezeli nie >ma Boga(Uniwersu), to istnienie kolorow jest >produktem naszej wyobrazni ,pojeciem wzglednym. >Wszystko jest czarne a w ogole to my wcale nie >istniejemy. >Przepraszam, ze zyje ateisto, mam nadzieje, ze >nie spowodowalem Ci bolu glowy. Jezeli tak, to >tylko Twoje zludzenie...
Mozg czlowieka ( jestes pewny, ze nie mUzg, kto powiedzial ,ze to dobra czy zla pisownia!) to biologiczny komputer. Ma on zdolnosci do samozaprogramowania (wolna wola). Jego samozaprogramowanie jest wynikiem czynnikow wewnetrznych (predyspozycji) jak rowniez zewnetrznych (jakosc i ilosc informacji) Istnieje absolutna prawda tzn. nieskazona informacja (fakt) w nieograniczonej ilosci. Nalezy ja poprawnie wyszukac i oczyscic ze "smieci". Komputer ateisty popelnia blad zakladajac z gory, ze bog nie istnieje. To znaczy ,ze podstawa jego rozwazan nie istnieje, co za marnotrawstwo czasu i energii! Nie chcialbym miec takiego sedziego! Podobnie nasuwa sie pytanie: czy ktos jest winny zanim mu udowodniono wine ,czy odwrotnie?! Wydaje mi sie, ze zajecie jakiegokolwiek stanowiska jest uprzedzeniem. Ateista niczym sie nie rozni od fanatykow religijnych, ma tylko odwrotna "polaryzacje" Na domiar zlego jest tylko specjalista od burzenia, bo sam nie ma nic do zaoferowania po "obaleniu" obcych mu idei (nie zawsze zreszta logicznych). Ateista znajduje sie zawsze na ujemnej stronie skali chociaz powinien zaczac od zera i poruszac sie w strone pozytywna (konstruktywna). To, ze mysli o mozliwosci istnienia boga swiadczy o jego frustracj spowodowanej niepokojem, ze moze jednak popelnia blad! Na diabla zaprzatalby sobie uwage religia, seks jest na przyklad przyjemniejszy, daje natychmiastowa satysfakcje (mowie o normalnych zdrowych ludziach). Okazuje sie, ze nie kazdy krytyk moze byc artysta, nie kazdy bawiacy sie materialami wybuchowymi moze byc budowniczym... Czyzby zatem ateista mial mniejszy komputer niezdolny do logicznej analizy tych samych faktow, ktore sa dostepne innym komputerom?.Czy jest to wynik zakazenia wirusowego, czy moze potrzeba calkowitego wyczyszczenia pamieci i zaczecia od zera po stranie pozytywnej ,bez uprzedzen bez NEGATYWIZMU. To prawda, ze religia to ubezpieczenie na wypadek (zycia wiecznego) ale nawet ateista myslacy logicznie nie moze zapomniec o tym, ze wypadki sie zdarzaja nawet jezeli sie ich nie widzi! Stad ten niepokoj , potrzeba szukania FAKTOW, ale to wszystko "syzyfowa praca" jeseli interpretacja (samozaprogramowanie) jest nielogiczne bez oparcia na fundamencie ze bog naprawde istnieje! Mam nadzieje, ze nie dyskutowalem ponownie z niewidomym o kolorach. To jest przeciez najwikkszy kaleka...
|
|
 | | Swarożyc | >Mozg czlowieka ( jestes pewny, ze nie mUzg, kto powiedzial ,ze to dobra czy zla pisownia!) Polecam pierwszy lepszy słownik języka polskiego, drogi religiancie. >to biologiczny komputer. Ma on zdolnosci do samozaprogramowania (wolna wola). Jego samozaprogramowanie jest wynikiem czynnikow wewnetrznych (predyspozycji) jak rowniez zewnetrznych (jakosc i ilosc informacji) Co to za brednie? Jakie samozaprogamowanie? Czy wiesz, ile twoich wyborów, niby to dyktowanych wolna wolą, ma podłoże irracjonalne, związane z uwarunkowaniami zewnętrznymi (mnóstwo bodźców jest przyjmowanych podświadomie), jak i wenętrznymi? I nie chodzi tu o jakieś "predyspozycje", ale o procesy chemiczne etc zachodzące w twoim mózgu, które są również odpowiedzialne, jakbyś nie wiedział, również za twoje odczucia istnienia Boga/bogów/absolutnej rzeczywistości (niepotrzebne skreślić). Zostało to naukowo udowodnione, więc dwa razy się zastanów, zanim takie brednie zaczniesz wypisywać. >Istnieje absolutna prawda tzn. nieskazona informacja (fakt) w nieograniczonej ilosci. Nalezy ja poprawnie wyszukac i oczyscic ze "smieci". I ty ateistom zarzucasz fundamentalizm... Gdzie się więc mieści owa "absolutna prawda", czy jest ona absolutna faktycznie, jaka jest jej treść i czy wreszcie masz jakikolwiek dowód emipryczny na jej istnienie? Jeśli nie, to daruj sobie dalsze dywagacje na ten temat, gdyż aż szkoda czasu na czytanie tego. >Komputer ateisty popelnia blad zakladajac z gory, ze bog nie istnieje. Niczego nie zakładamy z góry. Za to ty i owszem, jak widzę. Mój ateizm wynika przykładowo częściowo z wychowania, jak i z obserwacji mojego wnętrza i świata mnie otaczajacego. Boga śladów jak dotad nikt nie wykazał we wszechświecie, więc mam mocne przesłanki by sądzić, że on wogóle nie istnieje, ani nie jest mi też potrzebny do budowania mojego światopoglądu. Gdzie to jest odgórne zakadanie czegokolwiek? >Wydaje mi sie, ze zajecie jakiegokolwiek stanowiska jest uprzedzeniem. Ateista niczym sie nie rozni od fanatykow religijnych, ma tylko odwrotna "polaryzacje" Co za brednie... Ateista nie zakłada niczego z góry, ani nie prowadzi wojen w imię swojego pojmowania transcendencji (no bo i jak, przecież w nią nie wierzy...). Fanatyzm opiera się na ślepej wierze w pewne niesprawdzalne dogmaty czy prawdy wiary, a ateista takich prawd nie ma, nawet jeśli wykazuje postawę fideistyczną u podstaw budowania swojego swiatopogladu, gdy idzie o ontologię (to jest zresztą naturalne dla każdego, jak sądzę, obojętnie czy teisty czy ateisty). >Na domiar zlego jest tylko specjalista od burzenia, bo sam nie ma nic do zaoferowania po "obaleniu" obcych mu idei (nie zawsze zreszta logicznych). Jak to nic nie ma, a o ideach i ideałach świeckiego humanizmu to się nie słyszało? Przebija z twoich wypowiedzi jakies straszne uprzedzenie do ateistów, jak widzę, gotowy jesteś nas posądzać o wszystko, począwszy od niesprawnego operowania władzami umysłowymi, po nihilzm i relatywizm. Otóż najczęściej nihilistami okazywali się ludzie wierzący, podobnie rzecz ma się z relatywizmem, w myśl przekonania, że skoro wraz z przystąpieniem do Wspólnoty Wybranych obowiązuje nas tylko prawo boskie, to po cóż jeszcze kłopotac się prawem i konwenansami ziemskimi... stąd tylko krok do ideologicznej legitymizacji wypraw krzyżwych etc. >Ateista znajduje sie zawsze na ujemnej stronie skali chociaz powinien zaczac od zera i poruszac sie w strone pozytywna (konstruktywna). Bzdura, nawet nie wiesz, jak wyzwolenie się od jarzma wiary i idiotycznych przepisów religijnych może byc uwzniaślające i konstruktywne... Widać, że nie znasz żadnego ateisty. >To, ze mysli o mozliwosci istnienia boga swiadczy o jego frustracj spowodowanej niepokojem, ze moze jednak popelnia blad! Niepokój... A kto go nie czuje? Może my popełniamy błąd, może wy, teiści. Kto to ostatecznie wie? Wiara jak i niewiara wymaga ciągłej weryfikacji z rzeczywistoscią, czyli także z odmiennymi światopoglądami. Tylko intelektualne zero i człowiek nie obdarzony jakąkolwiek refleksją filozoficzną może przechodzić nad tymi sprawami do porządku dziennego. >Czyzby zatem ateista mial mniejszy komputer niezdolny do logicznej analizy tych samych faktow, ktore sa dostepne innym komputerom?.Czy jest to wynik zakazenia wirusowego, czy moze potrzeba calkowitego wyczyszczenia pamieci i zaczecia od zera po stranie pozytywnej ,bez uprzedzen bez NEGATYWIZMU. Pierw udowodnij, że to są fakty obiektywne, te twoje "prawdy absolutne", to wtedy pogadamy. Bo może się okazać, że wirus tkwi nie w innym, a w twoim własnym małym rozumku... >ateista myslacy logicznie nie moze zapomniec o tym, ze wypadki sie zdarzaja nawet jezeli sie ich nie widzi! Stad ten niepokoj , potrzeba szukania FAKTOW, ale to wszystko "syzyfowa praca" jeseli interpretacja (samozaprogramowanie) jest nielogiczne bez oparcia na fundamencie ze bog naprawde istnieje! Już twoje stwierdzenie, że istnieje jakikolwiek niewzruszony fundament, kwalifikuje cię do grupy, jak ich nazwałeś, największych kalek...
|
|
 | | webmaster | >Mozg czlowieka ( jestes pewny, ze nie mUzg, kto powiedzial ,ze to dobra czy zla pisownia!) to biologiczny komputer. Ma on zdolnosci do samozaprogramowania już tu się mylisz mój drogi. coś wiem o komputerach i możesz mi wierzyć, że jak tylko słyszę takie porównanie to mi się źle robi.. >Istnieje absolutna prawda doprawdy ? i jako teista jesteś o tym tak bardzo przekonany ? powiem ci, że są fakty o których nie można powiedzieć, że są prawdziwe lub nie-wiadomo tylko że są. za tą prawdą to różnie bywa. >Komputer ateisty popelnia blad zakladajac z gory, ze bog nie istnieje gdybyś nie był takim ignorantem, to przeczytałbyś to, co już na forum jest i nie pisałbyś takich rzeczy. >Podobnie nasuwa sie pytanie: czy ktos jest winny zanim mu udowodniono wine ,czy odwrotnie?! zakłada się, że osoba jest niewinna, tak długo, jak odpowiedni sąd nie uzna, że przedstawione mu dowody wystarczą, aby uznać go za winnego. tak samo ateista nie będzie wierzył w bogów ani w elfy, jak długo ktoś mu nie przedstawi dowodów, że jednak jakiś bóg istnieje (choć jeden-to małe wymagania!). >Wydaje mi sie, ze zajecie jakiegokolwiek stanowiska jest uprzedzeniem dlatego ty przyjmujesz, że bóg jest mimo braku dowodów. w takim razie skazujesz (siebie jak sądze) na wyrok, nie znając dowodów ? >Ateista niczym sie nie rozni od fanatykow religijnych, ma tylko odwrotna "polaryzacje" i jestem pewien, że mam przeciwną polaryzację do twojej. >Na domiar zlego jest tylko specjalista od burzenia, bo sam nie ma nic do zaoferowania po "obaleniu" obcych mu idei nie obcych, i znów twoja ignorancja, bowiem wystarczy wpisać w wyszukiwarce słowo 'humanizm' lub 'humanista' i poczytać. ale po co ?! lepiej wydać wyrok bez dowodów, prawda ? >Ateista znajduje sie zawsze na ujemnej stronie skali chociaz powinien zaczac od zera i poruszac sie w strone pozytywna intuicja cię nie myli, ale ignorancja pogrąża. dalsza częśc tego co wyszło z pod twej klawiatury nie nadaje się nawet do komentowania. >Mam nadzieje, ze nie dyskutowalem ponownie z niewidomym o kolorach nie, ale to ja się tak czuję.
|
|
|  | | Ateista | I. Metodologia księdza Kłósaka odparta Najczęstszą strategią ataku religijnego na światopogląd ateistyczny jest ten, który Leszek Kołakowski zwięźle ujął w felietonie "Metodologia księdza Kłósaka" (ksiądz ten w ten sposób zwalczał marksistowski ateizm). A oto inna wersja tego samego dialogu, tym razem między ATEISTĄ a TEISTĄ (ostatni może być równie dobrze księdzem katolickim, pastorem, popem czy nawet rabinem albo bardziej oświeconym ajatollahem): "ATEISTA: Wiesz, zgasło mi światło w pokoju i nie mogę dociec dlaczego. TEISTA: Nie wiesz dlaczego? Jasne! To zjawisko nadprzyrodzone! ATEISTA: Bzdury mówisz! Bowiem spodziewam się, że z czasem uda mi się znaleźć racjonalne przyczyny tego zgaśnięcia światła. TEISTA: Spodziewasz się? Na jakiej podstawie? Nie masz podstaw. Ty tylko wierzysz, że te przyczyny wykryjesz, ale nie możesz tego poprzeć żadną argumentacją naukową. Twój pogląd, że zgaśnięcie światła ma jakoby przyczyny naturalne, opiera się wyłącznie na wierze. Bo cóż uprawnia cię do twierdzenia, że kiedyś w przyszłości zdołasz znaleźć takie przyczyny? Tylko wiara. Ale ja, stojąc na gruncie naukowym, muszę stwierdzić, że owo wydarzenie może mieć tylko przyczyny nadprzyrodzone. ATEISTA: Po pierwsze to ja, jako ateista, w nic nie wierzę, a tylko spodziewam się, że w przyszłości (nieważne jak dalekiej, ale najprawdopodobniej bardzo bliskiej) zostanie znaleziona racjonalna przyczyna zgaśnięcia światła w mym pokoju. Zaś spodziewam się znalezienia tej racjonalnej przyczyny na tej podstawie, że w przeszłości nauka znalazła racjonalne odpowiedzi na takie pytania jak czemu po dniu następuje noc, jaka jest natura pioruna, czy też co powoduje gruźlicę albo ostatnio AIDSa ? zauważ bowiem, że nie tak dawno temu uważano iż choroby to wynik grzechu, piorun to wynik gniewu bożego oraz uważano słońce za boga. Na koniec: na jakiej podstawie ty wierzysz w siły nadprzyrodzone i twierdzisz, ze stoisz na ?gruncie naukowym? szukając przyczyny praktycznie każdego zjawiska w siłach nadprzyrodzonych? TEISTA: Proszę, dowiedź, że nie ma sił nadprzyrodzonych. Potrafisz? Dowiedź choćby, że nie istnieją na przykład pegazy albo centaury. Powiesz, że nikt ich nie widział. Ale z tego, że nikt ich nie widział, nie wynika logicznie, że nie istnieją. Gdyby więc nawet nie było innych dowodów, ja, który wierzę w pegazy i centaury, mam równe do tego prawo, jak ty, który w nie nie wierzysz. Jeśli nikt nie dowiódł, że pegazy oraz centaury nie istnieją, ani że istnieją, obaj mamy równe prawa do wierzenia w nie lub niewierzenia. Ale na ich istnienie jest wiele ważkich dowodów, o których na razie zamilczę. ATEISTA: Nic dziwnego, że nie podajesz swych ?ważkich dowodów?, albowiem nauka (dokładnie aerodynamika) dowiodła już dość dawno, że pegazy (czyli skrzydlate konie) nie byłyby w stanie latać, czyli że skrzydła byłyby tylko niepotrzebnym balastem dla konia - po prostu pegazy były by za ciężkie aby mogły latać. Z kolei gdyby pegazy miały cienkie i lekkie kości (jak ptaki czy nietoperze), to połamały by się one od razu pod ciężarem ich ciała. Zauważ, proszę, jak wielkie skrzydła i jak małe ciało mają jedyne latające ssaki (nietoperze), i że największe ptaki (strusie) są niezdolne do lotu. Stąd pegazy nigdy nie miały by szansy przetrwania, gdyż skrzydła to dla konia tylko niepotrzebny balast, przeszkadzający w przetrwaniu. A co do centaurów (są to, jak wiadomo, mityczne istoty o głowie, torsie i rękach człowieka posiadające resztę ciała podobną do końskiego), to wyjaśnię ci zaraz, czemu i one nie istnieją. Przyczyna jest tu diametralnie różna do przyczyny, dla której nie istnieją pegazy (skrzydlate konie). W skrócie pegazy nie istnieją, bo ich skrzydła by im tylko przeszkadzały (nie jest fizycznie możliwe, aby tak masywne zwierzę jak koń mogło latać przy pomocy stosunkowo niewielkich ?ptasich? skrzydeł). Tak więc koniom nigdy skrzydła nie wyrosły, bowiem skrzydlate konie miałyby znacznie mniejsze szanse przetrwać w darwinowskiej ?walce o byt? niż zwyczajne konie (czyli bez skrzydeł). Jeśli chodzi zaś o centaury, to istoty takie musiałyby rozwinąć się z koni, które, jak wiadomo, nie mają rąk. Załóżmy jednak, że gdzieś się pojawiły owe centaury: istoty inteligentne i manualnie silne i zręczne jak ludzie, oraz wytrwałe, mocne w nogach i szybkie jak konie. Nie ma więc wątpliwości, że szybko opanowałyby one spore terytorium, wykorzystując swą niewątpliwą przewagę na ludźmi jak i nad zwierzętami. W odróżnieniu od prymitywnych ludzi, centaury posiadałyby bowiem także znaczną siłę, oraz szybkość, co pozwalałoby im pokonać większość innych zwierząt, oraz uciec przed większością drapieżników. Tak więc to centaury, a nie ludzie powinny być owym ?najwyższym gatunkiem? istot żyjących na naszej planecie. Jednakże wiemy zarówno z osobistego doświadczenia jak i z prasy, książek, telewizji, Internetu itp., że jedynym gatunkiem istot zagrażających supremacji ludzi (homo sapiens) są tylko inni osobnicy z gatunku homo sapiens. Stąd możemy z praktycznie stuprocentową pewnością stwierdzić, że na naszej planecie nie ma, i najprawdopodobniej nigdy nie było owych centaurów. A na koniec powiedz mi jeszcze co będzie, jeśli uda mi się wykryć, że światło zgasło wskutek na przykład przerwania się przewodu w ścianie? Czy nadal będziesz twierdził, że działają tu przyczyny nadprzyrodzone? TEISTA: Zawsze będę tak twierdził. Bo nigdy nie uda ci się wykazać, że przerwanie przewodu było przyczyną zgaśnięcia światła. Możesz na przykład ustalić współistnienie obu zdarzeń albo to, że jedno nastąpiło po drugim. Ale nigdy nie dowiedziesz, że jedno jest przyczyną drugiego. Ja zresztą jako naukowiec nie wykluczam z pewnością możliwości takiego przyczynowego związku. Być może, Pan Bóg dał przewodom elektrycznym tajemniczą zdolność gaszenia światła w chwili, gdy przewód ulega przerwaniu. ATEISTA: Nauka nie zajmuje się wydarzeniami niepowtarzalnymi. Zaś gaśnięcie światła z powodu przerwy w obwodzie elektrycznym jest zjawiskiem, które można łatwo powtórzyć w laboratorium (co zresztą mia
|
|
| |  | | ateista | TEISTA: Zawsze będę tak twierdził. Bo nigdy nie uda ci się wykazać, że przerwanie przewodu było przyczyną zgaśnięcia światła. Możesz na przykład ustalić współistnienie obu zdarzeń albo to, że jedno nastąpiło po drugim. Ale nigdy nie dowiedziesz, że jedno jest przyczyną drugiego. Ja zresztą jako naukowiec nie wykluczam z pewnością możliwości takiego przyczynowego związku. Być może, Pan Bóg dał przewodom elektrycznym tajemniczą zdolność gaszenia światła w chwili, gdy przewód ulega przerwaniu. ATEISTA: Nauka nie zajmuje się wydarzeniami niepowtarzalnymi. Zaś gaśnięcie światła z powodu przerwy w obwodzie elektrycznym jest zjawiskiem, które można łatwo powtórzyć w laboratorium (co zresztą miało miejsce olbrzymią ilość razy, głownie zresztą w celach dydaktycznych). Dla naukowca wystarczy, że eksperyment polegający na przerwaniu obwodu elektrycznego składającego się ze źródła prądu i żarówki daje za każdym razem ten sam rezultat: zgaśnięcie światła. Stąd, jeśli po zgaśnięciu światła znajduję przerwę w obwodzie, to stwierdzam z prawdopodobieństwem praktycznie 100%, iż owa przerwa w obwodzie była bezpośrednią przyczyną zgaśnięcia światła. A owego ?Pana Boga?, który rzekomo miał dać przewodom elektrycznym ową ?tajemniczą zdolność gaszenia światła w chwili, gdy przewód ulega przerwaniu?, ucinam mą niezawodną brzytwą Ockhama, jako byt zbyteczny, niepotrzebnie i bez sensu utworzony przez twój umysł, w momencie, gdy natrafiasz na jakiekolwiek zjawisko, którego natury (istoty czy też przyczyny) nie potrafisz sobie łatwo wytłumaczyć.?
|
|
| | |  | | ateista | II. Argumenty teistów w skrócie 1. Wiara to przyjmowanie czegoś bez dowodu 2. Nie potrafisz udowodnić podstaw swojego światopoglądu 3. Wynika stąd wprost i trywialnie, że twój światopogląd opierasz na wierze 4. Wierzysz w świat bez Boga 5. Ja wierzę w świat z Bogiem 6. Obaj jesteśmy fideistami Jednakże na zarzuty formalistyczne kontra jest zdroworozsądkowa: 1. Wiara to rzeczywiście przyjmowanie czegoś bez dowodu, czyli z definicji przeciwieństwo nauki, która wszędzie domaga się obiektywnych, czyli niezależnych od ?widzi mi się? poszczególnych ludzi, dowodów. 2. Nie jest prawdą, że ateista czy agnostyk nie potrafi udowodnić podstaw swojego światopoglądu. Ów racjonalistyczny światopogląd opiera się bowiem na podstawach empirycznych, czyli na aktualnym stanie nauki. Jako taki ulega on oczywiście zmianom, w kontraście do światopoglądu opartego na religii, który jest niezmienny (praktycznie zastygły od dwóch tysięcy lat). 3. Stąd tylko religianci opierają swój światopogląd na wierze. Ateiści i agnostycy opierają go na podstawach naukowych (empirycznych) - oni w nic nie wierzą, tylko domagają się wszędzie dowodów, zgodnie z naukową metodologią, która leży u podstaw ich światopoglądu. 4. A więc ateiści i agnostycy nie wierzą w nic, w tym też nie wierzą ani w ?świat bez Boga? ani też w ?świat z Bogiem?, ale ucinają owego Boga, jako byt zbyteczny, brzytwą Ockhama! 5. Prawdą jest zaś, że religianci wierzą w świat z Bogiem. 6. Stąd tylko religianci są fideistami. CNU.
|
|
|  | | Leszek | Osobiscie uwazam sie za Racjonaliste. Chociaz nie wiem jak inni interpretuja znaczenie takiego slowa. Nie podzielam ekstremizmu (negatywizmu) ateisty ani (optymizmu) teisty. Z podejrzeniem traktyje "geniuszy" z obu stron religijnego spektrum. W mojej poprzedniej dyskusji z ateista (?) przyjelem role teisty, aby udowodnic moje obecne stanowisko*. Pisze obecne, bo nie jestem fanatykiemi i jestem sklonny je* zmodyfikowac na podstawie logicznych argumentow , ktore jestem w stanie zrozumiec i zweryfikowac. Zarowno teizm tak i ateizm sa odbiciem , odwrotnymi biegunami . Tak wiec jak plus i minus redukuja sie w niekonczacych argumentach. Powody sa te same: Dzieli ich nie do przebycia bariera, ktora sami wzmacniaja po swojej stronie. Ateista na domiar zlego wydaje sie byc wiecej paradoksalny, bo marnuje czas i energie udawadniajac nie istnienie czegos w co nie wierzy. Teista popelnia blad dyskutujac z ateista, ktory nie jest w stanie w nic uwierzyc, a oboje nie sa w stanie nic udowodnic! Kazdy myslacy czlowiek zadaje sobie rozne pytania na tematy, ktore sa zwiazane z bogiem. (bez wzgledu na to czy w niego wierzy czy nie) Trudno uniknac tego tematu, ale nie ma sensu wpadac w skrajnosci. Nasz osobisty stosunek nie zmieni stanu rzeczy, a uzalezniony on bedzie od naszych subiektywnych przeslanek. Mozemy na przyklad spekulowac, ze nasze zycie nie jest bezcelowe. Moze to byc rodzaj egzaminu,gdzie sami musimy znalezc odpowiedz na pewne pytania, ktore najpierw musimy znalezc (polowa trudnoci). Dyskusja z innymi moze na zblizyc do celu albo oddalic. Dlatego tyle mamy religii, interpretacji nie tylko rzeczywistosci ale rowniez kompletnej fantazji..Sa jak Wam wiadomo religie bez boga, co wcale nie ulatwia lamiglowki. Odpowiedz na pytanie , jezeli takowe ktos znalazl, nalezy znalezc sam. Stwarzanie barier nie powieksza szansy. Nie mowie tu o oportunizmie, bo sama wiara* bez odpowiedniej akcji nie jest cala odpowiedzia.( Wiara * w sensie poprawnej odpowiedzi na poprawne pytanie.) Nie powinnismy wykluczac, ze marnujemy czas, ale nie powinnismy wykluczac, byloby nielogiczne zaniechac poszukiwan . Zadanie ma rozny stopien trudnosci dla roznych ludzi, nasuwa sie zatem pytanie czy chodzimy do tej samej szkoly, czy uwzglednione beda osobiste niedomagania, czy przeszkody? Czyzby ci najwiecej obciazeni chodzili do uniwerstytetu, a ci szczesliwcy tylko do przedszkola? Obawiam sie, ze koncept teizmu i ateizmu to "rozciaganie liny" nie doprowadza do niczego. Leszek
|
|
| |  | | webmaster | wiec pochwalasz indyferentyzm ? lepiej miec argumenty za i przeciw gdzies niz dociekac jak to z tymi bostwami jest ? wiec jak sie ktos np. wychowal w poganstwie, to nie warto sie starac i szukac innej religii czy jej braku, tylko lepiej zostac tak jak jest ? >Zarowno teizm tak i ateizm sa odbiciem , odwrotnymi biegunami na szczescie nie są. teista ma przymiot wairy, ateista go nie ma. jest wiec teista in plus w kwestii wiary, ateista ma w tym miejscu 0. a 0 nie jest biegunem, tylko (jezeli juz) równikiem >Ateista na domiar zlego wydaje sie byc wiecej paradoksalny, bo marnuje czas i energie udawadniajac nie istnienie czegos w co nie wierzy otoz nie marnuje, bo nie zyje sam na tym swiecie. a im mniej teistow tym dla ateistow lepiej. zreszta na dobra sprawe nie zajmuje sie udowadnianiem nieistnienia, tylko udowadnianiem, ze nie ma dowodow na istnienie, a to nie to samo. >Nasz osobisty stosunek nie zmieni stanu rzeczy ale jakis byc musi. ignorancja z pewnoscia nie popłaca ani teistom ani ateistom. >a uzalezniony on bedzie od naszych subiektywnych przeslanek powiedz to tym, ktorzy obiektywnie wmawiają milionom, ze bog jest (vide papież).
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|