>Można się domyślić, ze alternatywą dla >okropnego ateizmu i rządów rozumu >jest teizm, najlepiej w wydaniu watykańskim. >Jak wygląda więc owa alternatywa, rozwiązująca >wszelkie niezliczone problemy nurtujące świat w >stopniu wystarczającym ? Jak wygląda? Sądzę, że daleko nie trzeba szukać - średniowiecze. Zdaje się, że bardziej korzystnych czasów dla realizacji swoich postulatów Watykan już (na szczęście) nie zazna. Zawsze uważałem, że na przykładach epok, w których Kościół grał rolę dominujacą w każdej niemal że sferze życia idealnie można zobrazować, jak taka alternatywa wygląda w praktyce. A jak wyglada? Resztę niech sobie ten, co choć trochę wyznaje się na historii Kościoła dośpiewa sam, komentarz jest tu bowiem zbędny. Zastanawia mnie jedno. Ile to się słyszy, a zwłaszcza w naszym katolickich mediach, że Kościół w tych trudnych czasach powszechnej demoralizacji etc. podejmuje tak ważne tematy, jak tolerancja, wzajemne zrozumienie, co rusz sypią się słowa (czy szczere, to już mniejsza z tym) przeprosin za dawne grzechy, podkreśla się potrzebę kultywowania podstawowych wartości etycznych itp, itd... Słowem, Kościół pretenduje do rangi strażnika wzniosłych idei i wartości Zachodniego Świata (i nie tylko), trzymajacego rękę na moralnym pulsie narodów. Powtarzam, na ile jest to szczere i czy faktycznie sprawy się tak mają, to już mniejsza z tym. Warte zastanowienia jest to, że zawsze ma to miejsce w sytuacji, gdy Kościół jest definytywnie w defensywie! Nigdy na odwrót! Jak to jest, że zawsze, gdy Kościół miał pełnię środków, narzędzi do realizacji, do zaprowadzenia "chrześcijańskich porządków" (w sensie chrześcijańskich wartości etycznych), działo się coś odwrotnego? Zaprowadzano porządki z chrześcijańskim etosem mające niewiele lub zgoła nic wspólnego. Generalnie charakter danej jednostki, jej usposobienie określa się na podstawie zachowań, decyzji niczym nie skrępowanych. Powiada się wtedy, że na wierzch wychodzi jego/jej prawdziwa natura. Jak dotąd można większość w miarę pozytywnych przemian i procesów w Kościele zachodzących przez ostatnie kilkadziesiąt lat złożyć na karb trudnej dla religii sytuacji, a więc presji. A co się działo, gdy owej presji brakowało? Katolicyzm totalny, bez najmniejszego "ale", "lub", do Chrystusa po krzyżu, a nawet po ukrzyżowanych... Jakie szydło z worka zaświeciło, wszyscy wiemy. A czy wiedzą zwolennicy i propagatorzy "watykańskiej alternatywy"? Pozdrawiam, Swarożyc.
|