Modny obecnie antyklerykalizm z racjonalizmem nie ma wiele wspólnego. To raczej emocja niż pogląd. Tak się dziwnie składa, że antyklerykalni "racjonaliści" odnoszą się do jednej tylko religii. Czyżby była to religia jedynie niesłuszna? Gdy spotykam takiego wybiórczego racjonalistę poddaję go badaniu. I chociaż nie używam inkwizycyjnych narzędzi, wywołuję skutki wykraczające na ogół poza dyskurs. Jakby diabeł tkwiący w naszym racjonaliście poczuł nagle potrzebę zamanifestowania swojej obecności. Cóż takiego wyczyniam? Otóż do kolekcji wielkich uniwersalnych religii współczesności dorzucam jeszcze jedną i rozpoczynam analizę porównawczą. Konkluzja jest oczywista, ale reakcje moich racjonalistycznych oponentów sprowadzają się najczęściej do emocjonalnego odrzucenia. Badanie zatem wykazuje, że nie mam do czynienia z racjonalizmem, bo czy racjonalizm może być względny? Czy można być racjonalistą wybiórczym, np. tylko wobec katolicyzmu? Jako racjonalista odpowiadam - nie! Pozostaje wyjawić, której to religii używam jako probierza. To proste - marksizmu! Zachęcam do przeanalizowania zasadniczej zbieżności tej religii, zarówno w doktrynie jak i w praktycznym zastosowaniu, z katolicyzmem, z którego niewątpliwie czerpała wzorce pełnymi garściami. Dla zachęty podaję zaskakujący wynik egzegezy jednej z centralnych kategorii religii marksistowskiej. Otóż skoro odpowiednikiem raju jest komuna pierwotna (w religiach nie tworzy się nic nowego, tylko zrzyna wszystko od poprzedników, wierzcie mi!), to co jest odpowiednikiem grzechu pierworodnego, który pojawia się po utracie raju? Jest nim własność! Od tego momentu każdy czyn ma wartość moralną. Jeżeli prowadzi do własności, czyli jest zyskiem zwanym w marksizmie wartością dodatkową, jest zawsze moralnie negatywny. Jak grzech. Co nie znaczy, że nie jest siłą sprawczą naszych postępków. Ale cóż - aby żyć w realnym świecie musimy grzeszyć (=czyli zarabiać!). Kościół (Partia) jest po to, abyśmy w grzechu nie brnęli za daleko. Marksizm, mimo swych sukcesów ewagelizacyjnych w XX wieku, wydaje się jednak odchodzić w niepamięć. Aby trwać tysiąclecie potrzebna jest jeszcze opoka. Nie są nią wierni, lecz dobra, kadry no i - Watykan. O to jednak marksizm nie zadbał. Nawet Domu Partii w Warszawie PRPZ nie potrafił zawłaszczyć. Dlatego marksizm jest już tylko przedmiotem zainteresowania historyków religii. Pozdrawiam racjonalistów. |