Racjonalista - Strona głównaDo treści
Racjonalista powinien popierać wiarę

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » ABC Racjonalisty
NapisanoAutorTytuł
17-03-2007 18:00Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów)
(zablokowany)
Racjonalista powinien popierać wiarę
Wolter napisał:

"Mamy do czynienia z mnóstwem łotrzyków, z tłumem hołoty, gburów, pijaków, złodziei: nauczajcie ich, jeżeli chcecie, że nie ma piekła i dusza jest śmiertelna. Ja będę im wrzeszczał w same ucho, że zostaną potępieni na wieki, jeżeli mnie okradną".

I to jest mądre podejście.
Jeżeli dzięki wierze w karę w zaświatach będzie mniej kradzieży, rozbojów i innych łotrostw, to taka wiara może być przydatna, nieprawdaż?
Problem pojawia sie dopiero wtedy, gdy inne, ujemne dla społeczeństwa skutki wiary zaczynaja dominować - jak destrukcyjny wpływ ojca Rydzyka na państwo. Ale to jest argument za poskromieniem takich Rydzyków, a nie samej wiary.
A racjonalistą można być podczas prywatnych rozmów ludzi mądrych. Publicznie wspierajmy wiarę!
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Sycz (227 punktów)

>A racjonalistą można być podczas prywatnych rozmów ludzi
>mądrych. Publicznie wspierajmy wiarę!

Witam
I tak właśnie czyni to cała machina zwana Kościołem Katolickim (hierarchia).
Ot i cała tajemnica wiary.

Pozdrawiam

Beirut
Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów)
(zablokowany)
Nie cała machina. Duża część naprawdę wierzy, zwłaszcza doły. Im wyżej w kościelnej hierarchii, tym większy odsetek ateistów.
Wiem to nawet z autopsji, bo z racji wykonywanego zawodu paru księży już mi się "spowiadało" z kryzysu wiary, co bynajmniej nie przeszkadzało im w kontynuowaniu zawodu.
Sycz (227 punktów)
>Nie cała machina. Duża część naprawdę wierzy, zwłaszcza doły. Im wyżej w kościelnej hierarchii, tym większy odsetek ateistów.
>Wiem to nawet z autopsji, bo z racji wykonywanego zawodu paru księży już mi się "spowiadało" z kryzysu wiary, co bynajmniej nie przeszkadzało im w kontynuowaniu zawodu.

Pisząc machina K.K. właśnie hierarchię mam na myśli.
Reszta to niewidomi, po omacku wpadająca w jej tryby, niczym woda na młyn.

Beirut
LEGION (3161 punktów)
Byłbym za, gdybyśmy mieli władzę. Ale nie mamy, i to co wmówimy większości, ona będzie się starała NAM narzucić. Tak jak teraz to wygląda na linii Ateiści - Wierzący.
Nie to miejsce, nie ten czas.

NIE KLIKAĆ
Mesetchina (119 punktów)
Nie jest to głupie podejście ale mimo wszystko istnieją lepsze i uczciwsze sposoby na walkę z przestępczością i chuligaństwem niż mydlenie ludziom oczu. Trochę to niehumanitarne żeby dla wygody niewielkiego odsetka myślących ludzi robić wodę z mózgu reszcie naszego umiłowanego społeczeństwa. Końcowy pożytek byłby jedynie taki, że racjonaliści mieliby zajęcie na weekend - narzekanie po internetowych forach na opłakany poziom intelektulny w kraju i wszechwładzę kościoła. Sens myśli Voltaire'a był moim zdaniem mniej więcej taki - priorytetem jest uczciwe, przestrzegające prawa społeczeństwo, bez względu na to z jakich pobudek tego prawa przestrzega.
dżony
Coś w tym niestety jest, tyle że np. ja nie miałbym siły udawać kogoś kim nie jestem. Faktycznie w niektórych przypadkach porzucenie odwiecznych religijnych przyzwyczajeń mogłoby się źle skończyć.
Bo jak tu niektórym wmówić, że pewne rzeczy są celami samymi w sobie, niezależnymi od religijnych zaśpiewów i że nie będzie ani cukierka ani rózgi. W niektórych przypadkach skończyło by się to samobójstwem, w niektórych krzywdzeniem innych ludzi dla własnych korzyści.

Myślę, że największym problemem jest znalezienie w miarę spójnego zastępnika dla religii jako pewnego (kiepskiego bo kiepskiego ale) nośnika wartości. Nie chcę tu z tymi wartościami przesadzać, ale dla niektórych i tak zapewnia ona jedyny kontakt z czymś poza napełnianiem własnego brzucha - taka zdogmatyzowana nakazowo-zakazowa quasi-filozofia dla leniwych. Niektórym jednak służy ona za chociażby powód do życia w zgodzie z innymi bo sami być może nie znajdują w sobie takiej potrzeby (czy nawet nie zawsze mają do tego warunki).

Na pewno można to zrobić (choć raczej nie w tym kraju) jeżeli chodzi o szkolnictwo. Zamiast na religię a raczej naukę doktryny katolicyzmu, położyć nacisk na etykę, filozofię, humanizm, religioznawstwo (czemu nie), nauki społeczne. A już największe zadanie musi spoczywać na wychowaniu danym przez rodziców, ale jak wiadomo znacznie łatwiej jest postraszyć osmolonym kotłem i wysłać dziecko do kościoła, niż kierować się zasadą "zrób to sam".

Podejrzewam jednak, że może to nie wystarczyć - niektórzy po prostu potrzebują bicza nad głową bo sami nie potrafią.
Niektóre owce nadal potrzebują pasterzy, uszczęśliwiaczy, tatusiów prowadzących za rączkę, nieważne jakich, byle by byli, inaczej się pogubią.
Wątpię czy dożyję tych pięknych czasów, w których światopogląd religijny będzie stanowić margines, a zarazem ludzie na co dzień będą się szanować bardziej niż kiedykolwiek. Obawiam się, że nie dla wszystkich jest możliwa "wiara" w dobro bez wiary w boga, a wielka szkoda bo przecież naprawdę tak można

Tak czy inaczej w naszych realiach odrobina racjonalizmu zdecydowanie nie zaszkodzi, a wręcz jak najbardziej jest wskazana
Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów)
(zablokowany)
>Wątpię czy dożyję tych pięknych czasów, w których światopogląd religijny będzie stanowić margines<

Nie dożyjesz. Religijność jest nie tyle skutkiem indoktrynacji, co atawizmem zapisanym w genach. Prawdopodobnie istnieje cos takiego jak "gen Boga", który zmusza ludzi w każdej cywilizacji na całym świecie do szukania magicznych wyjaśnień i wykonywania czynności magicznych. My, racjonaliści to pradopodobnie albo efekt mutacji, albo nie ujawnienia się tego genu (genów?) w fenotypie.

No bo jak inaczej wyjaśnić, że głęboko religijni są często ludzie, którzy nie wychowali się w śrdowisku religijnym i mają wysoką inteligencję? Przypuszczalnie zmusza ich do tego zapisany w genach instynkt, tak samo, jak zmusza do oddychania, jedzenia czy kopulacji, nawet wtedy, gdy nie ma to biologicznego sensu.
Mesetchina (119 punktów)
>Religijność jest nie tyle skutkiem indoktrynacji, co atawizmem zapisanym w genach. Prawdopodobnie istnieje cos takiego jak "gen Boga", który zmusza ludzi w każdej cywilizacji na całym świecie do szukania magicznych wyjaśnień i wykonywania czynności magicznych. My, racjonaliści to pradopodobnie albo efekt mutacji, albo nie ujawnienia się tego genu (genów?) w fenotypie.
>No bo jak inaczej wyjaśnić, że głęboko religijni są często ludzie, którzy nie wychowali się w śrdowisku religijnym i mają wysoką inteligencję? Przypuszczalnie zmusza ich do tego zapisany w genach instynkt, tak samo, jak zmusza do oddychania, jedzenia czy kopulacji, nawet wtedy, gdy nie ma to biologicznego sensu.

bardzo ciekawa teoria. W zasadzie zgadzam się całkowicie, ale istnienia ateistów mutacją raczej bym nie tłumaczyła. Po prostu podmieniliśmy sobie boga na rozum, zdrowy ludzki rozsądek jako najwyższą instancję naszej egzystencji.
dżony
Ja mam podobną, choć odrobinę inną, małą teorię

Ludzie mają po prostu zaprogramowane w genach dążenie do szeroko pojętej doskonałości. Po co w kółko żmudną metodą prób i błędów wynajdywać coraz to doskonalsze biologiczne metody służące przetrwaniu, skoro o wiele bardziej opłacalne jest zaszczepienie swego rodzaju instynktu, który nakazywałby odpowiednio rozgarniętemu delikwentowi samemu się tym zająć.
Najnowszy (choć może wcale nie najnowszy) wynalazek ewolucji, który w połączeniu ze świadomym i celowym działaniem deklasuje wszystkie pozostałe.
Szeroko pojmowane doskonalenie w każdą możliwą stronę, które w przeszłości było koniecznością wymuszoną przez świat zewnętrzny na zasadzie "przeżyj lub zgiń", okazało się najbardziej przydatną "cechą" ze wszystkich i stało się częścią programu, biologicznym przykazem.
Trochę to może zagmatwane ale kto mi powie, że coś tu nie śmierdzi? Oczywiście jak dokładnie się to stało, to już materiał na inny odcinek raczej nie mojego autorstwa

Dokładnie wszyscy posiadamy taki biologiczny przykaz. Widać to w każdej dziedzinie życia. Wszędzie człowiek dąży do perfekcji, przekraczania wszelkich granic, pokonywania swoich ułomności, dokonywania rzeczy wcześniej niemożliwych. I ma to swoje biologiczne uzasadnienie.

Ale co to wszystko ma wspólnego z wiarą/niewiarą w boga?
Otóż ma:

1) Pojęcie "bóg" jako synonim "doskonałości" jest niczym innym jak tylko obrazem dążeń człowieka (zaszczepionym przez ewolucję, patrz wyżej). Bóg to taki perfekcyjny niematerialny człowiek-ideał, którego nie imają się żadne ograniczenia, uosobienie jego skrytych marzeń o doskonałości.
2) Teiści utożsamiają ten ideał z jakimś istniejącym w obiektywnej rzeczywistości, świadomym, działającym celowo bytem, który stworzył ich na swoje podobieństwo. (strasznie to ludzkie)
3) Ateiści, przeciwnie. Traktują go jako czysto abstrakcyjny punkt odniesienia (można mówić o nieskończenie wielkiej butelce piwa lub piwie o idealnym smaku co nie znaczy, że ono istnieje), nie mający odzwierciedlenia w obiektywnej rzeczywistości, przede wszystkim wykluczając pkt. 2.
Oraz podejrzewają (moim zdaniem słusznie) to co napisałem powyżej.

Czy coś w tym jest czy może nie, jak myślicie drodzy parafianie?
Jan B (383 punktów)
No tak, ale co z tego? Co z tego że dążenie do doskonałości jest w genach, czy to znaczy że go nie ma w ewentualnej duszy? Już Platon podał kontrargument ponad dwa tysiące lat temu, mówiąc że dusza obleka się w odpowiadąjace jej ciało. Sytuacja jest od wieków taka sama, nie można duszy obalić ani dowieść. Nie ma sensu przykładać nauki do duszy, tak jak to Pan zrobił, ani duszy do nauki, jak robili średniowieczni medycy.
dżony
Ależ ja nie zamierzam niczego udowadniać. Istnienia/nieistnienia krasnoludków też nie idzie udowodnić/obalić. Jedynie przedstawiam swoją, wg mnie najbardziej prawdopodobną wersję. Poza tym w mojej wersji "dusza", albo raczej nasze "ja", jest przejawem funkcjonowania mózgu i nie istnieje niezależnie od niego
Jan B (383 punktów)
Oczywiście, wyjaśnienie mechanizmów genami jest wystarczające. Sprzeciwniam się tylko mówieniu, że coś w tym jest, tak jakby była to opozycja względem duszy. To nie opozycja tylko zatrzymanie się w miejscu, które satysfakcjonuje naszą ciekawość.
A dusza to nie jest "ja", Sokrates nie jest duszą Sokratesa.
dżony
Jaką więc proponuje pan definicję duszy? Sporo ich.
Jan B (383 punktów)
Pewnie że sporo, i jest kilka dobrych. Definicja Arystotelesa opiera się rozwojowi nauki, chociaż sama w sobie ma pewne sprzeczności. U Platona tych definicji jest kilka, zależnie od kontekstu, ale wszystkie są niepełne. Trzeba szukać samemu, tak to jest z terminami złożonymi. Czytał Pan różne definicje nauki, np. na wikipedii? To dopiero jest dziwne, zacytuję Panu bo mi się ta definicja strasznie podoba, jest zupełnie postmodernistyczna:
Nauka - część kultury służąca wyjaśnieniu natury świata, w którym żyje człowiek. Nauka jest budowana i rozwijana wyłącznie za pomocą tzw. metody naukowej lub metod naukowych nazywanych też paradygmatami nauki (...) prowadzi do powstania wiedzy naukowej
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
@@@

>Ależ ja nie zamierzam niczego udowadniać. Istnienia/nieistnienia krasnoludków też nie idzie udowodnić/obalić. Jedynie przedstawiam swoją, wg mnie najbardziej prawdopodobną wersję. Poza tym w mojej wersji "dusza", albo raczej nasze "ja", jest przejawem funkcjonowania mózgu i nie istnieje niezależnie od niego
Zupełnie niema Pan racji! Widziałem piękne książki o krasnoludkach. Nawet encyklopedię oglądałem. Tak wspaniałe księgi musiały powstać pod natchnieniem.
Krasnoludki są na świecie!

Ździebko poważniej: Jak niematerialny umysł może być wytworem materialnego mózgu? Mózg wytwarzający myśl jak woreczek żółciowy wytwarzający żółć?
A jak niematerialna dusza mózgiem i ciałem porusza?

I najpoważniej: Aby w Polsce było lepiej potrzebne jest jedno z dwu wydarzeń:

1. Naturalne: Pan Bóg zainterweniuje,
2. Cudowne: Polacy zaczną myśleć.

Szanowny Panie, koncepcja duszy jest tak piękna i tak nią można manipulować, a poznanie mózgu i zrozumienie jego wytworu - umysłu, jest tak trudne.
Co wybierze niedouczony inteligent, a tym bardziej człowiek prosty?
Pytanie tylko retoryczne.


Miłego dnia.
Jan B (383 punktów)
>Religijność jest nie tyle skutkiem indoktrynacji, co atawizmem zapisanym w genach.
Gdyby religijność była atawizmem, szympansy byłyby religijne. Najprawdopodobniej nie są. Czekam aż ktoś wpadnie na pomysł, żeby to zbadać tak jak badano "ośrodek" modlitwy w mózgu.

>My, racjonaliści to pradopodobnie albo efekt mutacji, albo nie ujawnienia się tego genu (genów?) w fenotypie.
Tłumaczenie zachowań ludzkich genami to intelektualna tandeta. Nie wynikają z tego żadne wnioski, ponieważ wszystko jest w genach, także Pańska skłonność do tłumaczenia zachowań innych ludzi. Podając takie przykłady czysto motorycznych instynktów jak oddychanie, myli się Pan w swoim myśleniu, ale zdanie jest prawdziwe. Instynkty właściwe to np: instynkt macierzyński, popęd śmierci, elan vital. W takim ujęciu Pańskie zdanie, że religijność jest instynktem, mogłoby mieć sens. Ale nie jest to instynkt motoryczny, bo na religijność, tak jak i na instynkt macierzyński można wpływać i zmieniać jego przejawy.
Religijność nie jest w ogóle instynktem w ścisłym znaczeniu. Najszerzej rozumiana, także jako odawanie czci poprzez filozofię, jest wtórnym złożeniem różnych instynktów, które przejawiają się jednocześnie w formach prostszych, takich jak podążanie za idolem, sublimacja uczuć w dzieła sztuki, pragnienie unieśmiertelnienia, etc. Każda z tych form może włączyć się w przejawianie religijności: jako przebóstwienie, szukanie niezmienności i tworzenie w bycie niezmiennym. Jest o tym dużo w "Uczcie", i czyta się to łatwiej i przyjemniej niż teksty psychologów na ten sam temat, polecam.

>No bo jak inaczej wyjaśnić, że głęboko religijni są często ludzie, którzy nie wychowali się w śrdowisku religijnym i mają wysoką inteligencję?
Jest cała dziedzina od wyjaśniania tego, nazywa się socjologią i psychologią religii. Tam znajdzie Pan wiele wyjaśnień.

>My, racjonaliści
Skromności.

Pozdrawiam.

A dodam jeszcze, że wątek mi się podobał, prosty i sensowny. Założenie, że pewnych ludzi nie można nauczyć rozumowania, z którego mogliby sobie wyprowadzić moralność, jest jak najbardziej uprawnione.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
@@@

>Gdyby religijność była atawizmem, szympansy byłyby religijne.
A dlaczego atawizm cofać tylko do małp. Czy robaki są religijne?
>Najprawdopodobniej nie są.

>>>>My, racjonaliści to pradopodobnie albo efekt mutacji, albo nie ujawnienia się tego genu (genów?) w fenotypie.
>Tłumaczenie zachowań ludzkich genami to intelektualna tandeta.
Dokładnie, to nie wiem, skąd się biorą nasze określone zachowania. (najczęściej przyczyny są złożone), ale odrzucenie genetycznego wpływu na te zachowania "to intelektualna tandeta".
A jak nazwać poważną ripostę na żartobliwą prowokację, to już nie wiem?

>wszystko jest w genach,
Nie, nie wszystko jest w genach. Memy też odgrywają ważną rolę. Można nazwać to też procesem socjalizacji.

>Instynkty właściwe to np: instynkt macierzyński, popęd śmierci, elan vital. W takim ujęciu >Pańskie zdanie, że religijność jest instynktem, mogłoby mieć sens. Ale nie jest to instynkt motoryczny, bo na religijność, tak jak i na instynkt macierzyński można wpływać i zmieniać jego przejawy.
Gdy człowiek miał niewielkie pojęcie o funcjach mózgów instynkt był pożytecznym terminem. Dziś wiadomo, że nie da wydzielić się w zachowaniach (nie w reakcjach, np oddychaniu) zwierzat wyższych zachowań instyktownych od rozumowych. (Istnieje coś w rodzaju trójmózgu nakładającego się na siebie).

>Religijność nie jest w ogóle instynktem w ścisłym znaczeniu.
Nie ulega wątpliwości, że religijność ma podłoże instyktowne. Ale to stare dzieje.
Mamy płaty czołowe i tam też trochę Boga siedzi.

>Najszerzej rozumiana, także jako odawanie czci poprzez filozofię, jest wtórnym złożeniem różnych instynktów, które przejawiają się jednocześnie w formach prostszych, takich jak podążanie za idolem, sublimacja uczuć w dzieła sztuki, pragnienie unieśmiertelnienia, etc. >Każda z tych form może włączyć się w przejawianie religijności: jako przebóstwienie, szukanie niezmienności i tworzenie w bycie niezmiennym.
Piękny język. Przeczytaj i masz wszystko jasne.

>Jest o tym dużo w "Uczcie", i czyta się to łatwiej i przyjemniej niż teksty psychologów na ten sam temat, polecam.
Niektórym nawet sama uczta już wystarczy, a "Uczta" jest za trudna. Ja jednak polecałbym sięgnięcie do współczesnej literatury naukowej, czy popularnonaukowej.

>No bo jak inaczej wyjaśnić, że głęboko religijni są często ludzie, którzy nie wychowali się w śrdowisku religijnym i mają wysoką inteligencję?
Po prostu. Wyjątki potwierdzają regułę.
A tak przy okazji - chciałbym zrozumieć postawy takich ludzi, czy mógłby Pan polecić jakieś ich prace, gdyż ja nie znam żadnej. Te prace które znam, to byli ludzie wierzący w inną religię np. marksizm, którzy zmienili wyznanie np. katolicyzm.

Moja dotychczasowa wiedza mówi mi, że zmiana wyznania jest dosyć łatwa. Nawet, gdy są to poglądy ekstremalne. Na przykład: przejście od naukowego ateizmu na chrześcijaństwo, czy odwotnie zdarzało się masowo. Nie wierzę (poza wypadkami chorobowych olśnień), aby dorosły fidesta stał się racjonalistą, a jestem prawie pewien (99%), że naturalista ontologiczny, zachowujący postawę racjonalno-empirycznego sceptyka, nie może stać się wierzącym.
Polecam tu prace z ostatnich lat życia Władysława Dawida. (lata 30 ubiegłego wieku).


Miłego dnia.

.
Jan B (383 punktów)
>>wszystko jest w genach,
>Nie, nie wszystko jest w genach. Memy też odgrywają ważną rolę. Można nazwać to też procesem socjalizacji.
Tak jest.

>>Religijność nie jest w ogóle instynktem w ścisłym znaczeniu.
>Nie ulega wątpliwości, że religijność ma podłoże instyktowne.
Oczywiście.

>Piękny język. Przeczytaj i masz wszystko jasne.
Brak mi współczesnych terminów ale na pewno się Pan domyśla co chciałem powiedzieć: że w religijności człowiek realizuje różne od siebie dążenia, które może realizować z powodzeniem w życiu codziennym.

>A tak przy okazji - chciałbym zrozumieć postawy takich ludzi, czy mógłby Pan polecić jakieś ich prace, gdyż ja nie znam żadnej. Te prace które znam, to byli ludzie wierzący w inną religię np. marksizm, którzy zmienili wyznanie np. katolicyzm.
Nie wiem, po pierwsze jak Pan stwierdził takich ludzi jest bardzo mało, po drugie nie znam się na współczesnych tekstach dotyczących religii. I też nie o to mi chodziło, że mądre jest przejście od ateizmu do fideizmu, fideizmu nigdy nie będę bronił. Jeżeli jest coś mądrego poza ateizmem który z definicji ma być postawą racjonalistyczną, to może to być tylko racjonalistyczna metafizyka (w znaczeniu przyjętym w Polsce, tzn. zajmująca się dziwnymi abstraktami takimi jak dusza). Tutaj nie ma zależności o której Pan mówi, bo żaden rozsądny metafizyk nie mówi że ma pewność, że te rzeczy istnieją, mówi tylko że jakiś fakt na to wskazuje, że taka koncepcja jest jednym z rozwiązań jakiegoś problemu ontologicznego, nic więcej.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
@@@

>Brak mi współczesnych terminów ale na pewno się Pan domyśla co chciałem powiedzieć: że w religijności człowiek realizuje różne od siebie dążenia, które może realizować z powodzeniem w życiu codziennym.
Teraz znacznie łatwiej. Proszę pamiętać, że sporo ludzi nas czyta, o różnym merytorycznym przygotowaniu i też chcieliby rozumieć. To portal dla inteligentów, ale nie tylko filozofów.

>Nie wiem, po pierwsze jak Pan stwierdził takich ludzi jest bardzo mało,
Stwierdziłem tylko, że nie znam ich opublikowanych wypowiedzi na ten temat.
>po drugie nie znam się na współczesnych tekstach dotyczących religii.
Chodziło mi raczej o postawę światopoglądową, a więc o osobistym stosunku do wiary, a nie o religii.
>I też nie o to mi chodziło, że mądre jest przejście od ateizmu do fideizmu, fideizmu nigdy nie będę bronił.
Nie wiem, czy jest mądre, czy głupie. Chciałbym poznać taki intelektualny proces.

>Jeżeli jest coś mądrego poza ateizmem który z definicji ma być postawą racjonalistyczną, to może to być tylko racjonalistyczna metafizyka (w znaczeniu przyjętym w Polsce, tzn. zajmująca się dziwnymi abstraktami takimi jak dusza). Tutaj nie ma zależności o której Pan mówi, bo żaden rozsądny metafizyk nie mówi że ma pewność, że te rzeczy istnieją, mówi tylko że jakiś fakt na to wskazuje, że taka koncepcja jest jednym z rozwiązań jakiegoś problemu ontologicznego, nic więcej.

Tu zawiera się spór naszych postaw. Uważam, że do współczesnego uprawiania filozofii, konieczna jest poważna znajomość nauk przyrodniczych, a szczególnie neurofizjologii (dlatego, gdzieś tam, poleciłem Panu Bernarda Korzeniewskiego). Przed nami wszystkimi jest zagrożenie, które opisał A. Sokal w "Modnych bzdurach".
Pan przychyla się aktualnie do "racjonalistycznej metafizyki" (nie pogniewałbym się, gdyby Pan nieco rozwinął, to co Pan pod tym pojęciem rozumie). Ja jestem zdecydowanym racjonalistyczno-empirycznym sceptykiem, opierającym swoje poglądy na naturalizmie ontologicznym, a więc nie znajdującym miejsca dla abstraktów nadnaturalnych (Bóg, dusza). Żaden rozsądny sceptyk nie powie, że te rzeczy nie istnieją. On mówi, że te - wyspekulowane przez ludzi idee - nie wykazują jakiegokolwiek empirycznie potwierdzalnego oddziaływania na rzeczywistość, a jeżeli nie oddziaływają, to nawet gdyby istniały, dla człowieka nie ma to żadnego znaczenia.


Miłego dnia życzę.

.
Jan B (383 punktów)
>Tu zawiera się spór naszych postaw. Uważam, że do współczesnego uprawiania filozofii, konieczna jest poważna znajomość nauk przyrodniczych, a szczególnie neurofizjologii
Tyle razy już Pan podkreślał rolę nauki, że chyba muszę te książki przeczytać, przynajmniej po to żeby z czystym sercem się z Panem nie zgodzić.

>"racjonalistycznej metafizyki" (nie pogniewałbym się, gdyby Pan nieco rozwinął, to co Pan pod tym pojęciem rozumie).
Nazwę stworzyłem dla własnej potrzeby, żeby podkreslić różnicę między metafizyką katolicką (czy religijną w ogóle) od metafizyki filozoficznej zajmującej się jednak duszą. Założenia takiej metafizyki są dość proste, ma mieć wartość przede wszystkim wyjaśniającą. Tu Pan może stwierdzić, że wszystko można wyjaśnić nie uciekając się do abstraktów. Dla mnie to nie jest oczywiste, kilka lat temu zachwyciłem się samym początkiem dowodu Kartezjusza na istnienie Boga, tj. dowodem na istnienie samego siebie, i cały czas zastanawiam się jakie inne istnienia można z tego wyprowadzić tak, aby były równie pewne a nie tylko przypuszczalne, jak na razie wyprowadziłem sobie tylko tyle, że skoro czegoś doświadczam, to musi lub musiał istnieć przedmiot doświadczenia, czyli świat.
Dopuszczam możliwość, że racjonalistyczna metafizyka sprowadza się w konsekwencjach do Pańskiej postawy, ale dopuszczam też że może to być postawa skrajnie odmienna.
W takiej metafizyce przyjmuję postulaty moralne, tzn. jeżeli okaże się, że negacja istnienia abstraktów prowadzi do zrelatywizowania całej etyki, to 'dobrze będzie', jeżeli abstrakty istnieją. Na tym gruncie można ustalić z wyprzedzeniem, jakie abstrakty są rzeczywiście potrzebne aby utrzymać etykę i opracować dla nich spójny system, taki jak platonizm. Każdy taki postulat musi spełniać warunki poprawnego rozumowania, nie może być postulatów życzeniowych subiektywnie, typu "dobrze żeby dusza była nieśmiertelna, oj bo inaczej to koniec ze mną".
Szczególnie interesuje mnie w tym kontekście ludzkie rozumienie dobra, bo możemy twierdzić że dobro nie istnieje, sporowadzić je do jakichś mechanizmów, i wciąż wyciągać z tego twierdzenia konsekwencje dla etyki - nie możemy przestać myśleć w tych kategoriach nawet kiedy je odrzucimy. Może się okazać, że alternatywa jest taka: albo przyjąć że nasz sposób myślenia jest zgodny ze światem i zyskać w ten sposób podstawę do wszelkich ocen etycznych, albo stwierdzić jego niezgodność ze światem i pozbawić się tej podstawy ze wszystkimi konsekwencjami dla etyki.
Jeżeli dowiedzie się takiej alternatywy, to w przypadku kiedy oba twierdzenia są równie niesprawdzalne, postulat etyczny zyskuje pewną wartość. W obecnej chwili jestem właśnie w takiej sytuacji: nie potrafię zdecydować, czy bardziej prawdopodobne jest tworzenie idei na podstawie doświadczenia, czy doświadczanie na podstawie idei, więc zajmuję się jednocześnie argumentami sceptycznymi i tworzeniem spójnego systemu idei. Pańskie propozycje lektur mogą mi pomóc w rostrzygnięciu tego... chociaż musi Pan mieć świadomość, że jeśli pomogą, to źle się stanie.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
@@@

>chyba muszę te książki przeczytać, przynajmniej po to żeby z czystym sercem się z Panem nie zgodzić.

Szanowny Panie, aby odnieść się merytorycznie do Pańskiego postu, trzeba co nie co przemyśleć i bardzo dobrze, że tak jest. Pomyślę to postaram się prę słów skreślić.
Na szybko, to chciałbym do swojego postu dodać tylko jedną uwagę: Polecone Panu książki, są o tyle dla mnie ważne, iż ostatnio je czytałem. Chyba oczywistym jest, że przed nimi przeczytałem jeszcze parę innych, też związanych z problematyką naszej rozmowy.

Zastrzeżenie to nasunęło mi się, gdy czytałem Pańskie wywody dotyczące etyki. Nie podważając jej uwarunkowań kulturowych, warto wziąć pod uwagę jej uwarunkowania biologiczne.
Na przykład Matt Ridley napisał: Obiegową mądrością nauk społecznych jest twierdzenie, że natura ludzka to po prostu rezultat wychowania i doświadczenia jednostki. Nasze kultury nie są jednak przypadkowym zbiorem arbitralnych nawyków. Są one ukierunkowanym wyrazem naszych instynktów. Dlatego też te same motywy pojawiają się we wszystkich kulturach - takie jak rodzina, rytuał, wymiana, miłość, hierarchia, przyjaźń, zazdrość, lojalność grupowa i przesądy. (...) Społeczeństwo nie zostało wymyślone przez myślących ludzi; wyewoluowało jako część naszej natury. Jest tak samo wytworem naszych genów jak nasze organizmy

Tak, wielokrotnie już podkreślałam rolę nauki, w próbach odpowiedzi na filozoficzne pytania, ale moja fascynacja możliwościami poznawczymi nauki, zaczęła się już wiele lat temu i nadal rośnie. Jest mi żal, że nie poznam odpowiedzi na wiele problemów, które zostaną rozwiązane w przeciągu najbliższych kilkudziesięciu lat. Proszę zwrócić uwagę:
"W latach 60. ubiegłego wieku dwu wielkich uczonych: William. D. Hamilton oraz George C. Williams dochodzą do wniosku, że słynne dobro gatunku nie jest nadrzędnym celem. Wszystkie organizmy żywe działają wyłącznie w interesie swoich genów. Idąc dalej Hamilton dowodzi, że ludzką skłonność do poświęceń dla innych można wyrazić prostą matematyczną formułą, w której jedyną zmienną jest stopień pokrewieństwa. Dwanaście lat później Edward Wilson wydaje swoją "Socjobiologię", w której przedstawia deterministyczny i mechanistyczny charakter natury, proponując użycie takich samych narzędzi do analizy zachowań zwierząt i ludzi. A w 1976 r. Richard Dawkins w "Samolubnym genie" głosi, że nasze geny kontrolują nasze zachowanie, nawet skłonności altruistyczne są kształtowane przez interesy genów. Organizmy - w tym ludzie - są maszynami przetrwania - zaprogramowanymi zawczasu robotami, których zadaniem jest ochranianie samolubnych cząsteczek, zwanych genami. Smutne deterministyczne konstatacje - obecnie powszechnie w środowisku znane - pobudziły do zastanowienia, a czasem do protestu (nawet samobójstwa, G. Price) innych uczonych, którzy przedstawili propozycję własnych rozwiązań poruszonych problemów.

************************************

Może lepiej nie czytać polecanych Panu książek.

.


Miłego dnia życzę.

.
Jan B (383 punktów)
Tak, sprawa samobójstwa Price'a jest mi znana. Nie wiem czy było próbą dowodu przeciw tym "smutnym konstantacjom", czy aktem rezygnacji z życia w świecie do którego został przekonany.

Wierzę, że determinizm genetyczny jest prawdą i warunkuje także naszą etykę, więc nie chodzi o to żebym czytając te książki został do tego przekonany, tylko żebym poznał jakie wnioski kto z tego faktu wyciąga. Sam determinizm też mi nie przeszkadza, bo są systemy etyczne pozwalające funkcjonować w świecie deterministycznym, w tym mój ulubiony platonizm. Tak naprawdę to jestem spokojny o siebie, bo jestem zbyt uparty w dążeniu do rzeczy pewnych, żeby dać się przekonać do czegokolwiek.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
@@@

>Tak, sprawa samobójstwa Price'a jest mi znana. Nie wiem czy było próbą dowodu przeciw tym "smutnym konstantacjom", czy aktem rezygnacji z życia w świecie do którego został przekonany.
>Wierzę, że determinizm genetyczny jest prawdą i warunkuje także naszą etykę, więc nie chodzi o to żebym czytając te książki został do tego przekonany, tylko żebym poznał jakie wnioski kto z tego faktu wyciąga. Sam determinizm też mi nie przeszkadza, bo są systemy etyczne pozwalające funkcjonować w świecie deterministycznym, w tym mój ulubiony platonizm. Tak naprawdę to jestem spokojny o siebie, bo jestem zbyt uparty w dążeniu do rzeczy pewnych, żeby dać się przekonać do czegokolwiek.

W tym, co Pan tu wyżej napisał, nie ma między nami sporu. Zgadzam się z Panem.
Platonizm mało mnie przekonuje, ale to kwestia wyboru.
Jedne z moich poglądów, przez dalsze lektury zostały zgłębione, a inne zmienione. Niektóre zostały nawet bardzo zmienione.
Ważnym jest być otwartym i myśleć, a Pan chyba to ma w swojej postawie poznawczej.


Fascynujących lektur i ciekawych refleksji życzę.

.
Jan B (383 punktów)
Dziękuję i pozdrawiam.
Sycz (227 punktów)

>No bo jak inaczej wyjaśnić, że głęboko religijni są często ludzie, którzy nie wychowali się w śrdowisku religijnym i mają wysoką inteligencję? Przypuszczalnie zmusza ich do tego zapisany w genach instynkt, tak samo, jak zmusza do oddychania, jedzenia czy kopulacji, nawet wtedy, gdy nie ma to biologicznego sensu.

Ale kim są ci ludzie, którzy nie wiedząc, że istnieje Bóg nagle w niego uwierzyli.
Masz na myśli osoby, które nigdy w swoim życiu nie słyszały o jakichkolwiek wierzeniach i uwierzyli??

Musieliby żyć w jakimś hermetycznym świecie, bez dostępu informacji. Jakoś trudno mi w to uwierzyć.
Jestem pewny, że wszelkie religie i wierzenia pochodzą od jednego człowieka. To on pragnąc zawładnąć umysłami ludzkimi, wymyślił im bogów. Widząc, że jest to skuteczne, podążyli za nim inni żądni władzy. I niewątpliwie ten który to wymyślił musiał być inteligentny. W większości wierzeń występuje motyw kary i nagrody, przy czym kara jest niewspółmierna do przewinień. Chodzi tu o strach, o to by łatwiej było dzielić i rządzić.
I nawet jeśli są inteligentni ludzie wierzący w bogów, to da się to jakoś wytłumaczyć.
Motywem ich wiary może być chociażby chęć przynależności do jakiejś wpływowej kasty społecznej(korzyści majątkowe, społeczne).

Nie ma takiej możliwości by istniał "gen Boga".

Beirut
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
@@@

>Jestem pewny, że wszelkie religie i wierzenia pochodzą od jednego człowieka. To on pragnąc zawładnąć umysłami ludzkimi, wymyślił im bogów. Widząc, że jest to skuteczne, podążyli za nim inni żądni władzy. I niewątpliwie ten który to wymyślił musiał być inteligentny. W większości wierzeń występuje motyw kary i nagrody, przy czym kara jest niewspółmierna do przewinień. Chodzi tu o strach, o to by łatwiej było dzielić i rządzić.
>I nawet jeśli są inteligentni ludzie wierzący w bogów, to da się to jakoś wytłumaczyć.
>Motywem ich wiary może być chociażby chęć przynależności do jakiejś wpływowej kasty społecznej (korzyści majątkowe, społeczne).
Nie, nie istnieje taka religia.
Od pierwotnego (przez jakiegoś małpoluda) poczucia "świętości" permanentnie były przekształcane, udoskonalane i dopasowywane do społecznych potrzeb.
Nawet religie objawione pochodzące od jednego człowieka były religiami synkretycznymi, a później były też, przez wielu ludzi, wielokrotnie zmieniane i dostosowywane.

>Nie ma takiej możliwości by istniał "gen Boga".
Obecne naukowe badania zdecydowanie potwierdzają istnienie religijnych struktur w naszych mózgach. A więc chyba jednak nasza religijność jest genetycznie uwarunkowana.

Porównaj: Racjonalista pl, Andrzej B. Izdebski:

"Społeczne formatowanie ludzi, rozpoczynające się od samego momentu narodzenia, zostało już dosyć dobrze opisane i wiemy, jak bardzo trudno się z niego wyzwolić. Uczeni starają się wyjaśnić jak działanie podzespołów tworzących ludzką psychikę wpływa na kształtowanie się religijności21. Wraz z rozwojem wiedzy o mózgu zaczęto się zastanawiać, na ile nasze doświadczenia duchowe są odbiciem procesów neurologicznych. Niektórzy twierdzą, że nawet nasze poglądy polityczne w 30% uwarunkowane są genetycznie. Nic też dziwnego, że powstała nowa dziedzina nauki - neuroteologia. Polski "Newsweek" poświęca temu zagadnieniu sporo miejsca w dwóch numerach z 2 grudnia 2001 roku z okładkowymi tytułami: "Bóg i mózg". "Neuroteologia", "Zrozumieć wiarę" oraz z 20 lutego 2005 roku: "Bóg i geny", "Uczeni odnaleźli kod wiary w naszym DNA". Oczywiście medialnej sensacji w tych artykułach jest dużo, ale jest w nich sporo ciekawych informacji, czym zajmują się amerykańscy uczeni. Dean Hamer w książce "The God Gene" stawia tezę, że gdyby człowiek nie został wyposażony przez naturę w biologiczną zdolność do przeżyć pozazmysłowych, nie mógłby ich odczuwać.

Tak naprawdę istnieje wiele różnych genów tworzących neurologiczną strukturę, a także substancji sygnałowych w mózgu pośredniczących w skomplikowanych procesach umysłowych. Niewątpliwie wpływają one na skłonność ludzi do przeżyć duchowych (aż po mistykę) i wiary w zjawiska nadprzyrodzone. Ale są to procesy dalece skomplikowane i nigdy nie znajdą prostych rozwiązań. Dlatego też, według "Newsweeka", odpowiedź na pytanie, czy nasz mózg stworzył Boga, czy też Bóg stworzył mózg, wciąż pozostanie jedynie kwestią wiary. A moc ludzkiej wiary jest nie do przecenienia!"


Pozdrowienia.
zenek
Nasuwa się pytanie o korzyści, jakie odnieśliśmy z wykształcenia owej skłonności do przeżyć duchowych. Jeśli rzecz jest uwarunkowana genetycznie, to przynajmniej w którymś momecie rozwoju naszego gatunku, musiała być opłacalna.
Przyznam, że trudno mi dostrzeć jakieś oczywiste zyski.
Mesetchina (119 punktów)
>Nasuwa się pytanie o korzyści, jakie odnieśliśmy z wykształcenia owej skłonności do przeżyć duchowych. Jeśli rzecz jest uwarunkowana genetycznie, to przynajmniej w którymś momecie rozwoju naszego gatunku, musiała być opłacalna.
>Przyznam, że trudno mi dostrzeć jakieś oczywiste zyski.

Przede wszystkim zapewnienie o życiu pośmiertnym (co jest jakby przedłużeniem instynktu samozachowawczego). Może również dodatkowa motywacja do działania w oczekiwaniu na nagrodę z zaświatów lub usankcjonowanie eliminowania nieporządanych osobników - morderców, złodziei, heretyków, czarownic lub naukowców
zenek
> Przede wszystkim zapewnienie o życiu pośmiertnym (co jest jakby przedłużeniem instynktu samozachowawczego).

Intuicyjnie mam wrażenie, że to raczej może negatywnie działać na instynkt samozachowawczy.

Prędzej wydaje mi się, owa zdolność do przeżyć duchowych, jakimś produktem ubocznym umiejętności myślenia abstrakcyjnego, niekoniecznie przynoszoącym konkretne korzyści
Sycz (227 punktów)
Wszystko to bardzo ciekawe.
NIe jestem naukowcem więc nie będę zaprzeczał.
Zapytam czy istnieje również gen głupoty, mądrości, łatwowierności, uległości, złości, dobroci, miłości, itd

>Dlatego też, według "Newsweeka", odpowiedź na pytanie, czy nasz mózg stworzył Boga, czy też Bóg stworzył mózg, wciąż pozostanie jedynie kwestią wiary. A moc ludzkiej wiary jest nie do przecenienia!"

To tak samo, jak z odpowiedzią na pytanie, czy istnieje Bóg:
- albo Bóg stworzył człowieka, albo człowiek Boga

Pozdrawiam

Beirut
Justyna
>>Wątpię czy dożyję tych pięknych czasów, w których światopogląd religijny będzie stanowić margines<
>Nie dożyjesz. Religijność jest nie tyle skutkiem indoktrynacji, co atawizmem zapisanym w genach. Prawdopodobnie istnieje cos takiego jak "gen Boga", który zmusza ludzi w każdej cywilizacji na całym świecie do szukania magicznych wyjaśnień i wykonywania czynności magicznych. My, racjonaliści to pradopodobnie albo efekt mutacji, albo nie ujawnienia się tego genu (genów?) w fenotypie.
>No bo jak inaczej wyjaśnić, że głęboko religijni są często ludzie, którzy nie wychowali się w śrdowisku religijnym i mają wysoką inteligencję? Przypuszczalnie zmusza ich do tego zapisany w genach instynkt, tak samo, jak zmusza do oddychania, jedzenia czy kopulacji, nawet wtedy, gdy nie ma to biologicznego sensu.

To zależy od tego, jak pojmuje się religię - jako zbiór guseł i zabobonów, czy też jako doktrynę, której zadaniem jest dbać o moralny porządek relacji międzyludzkich. Czy religia (może raczej wiara) wyklucza pragmatyzm, czy musi być od razu mydleniem oczu? Czy konieczne jest wyszukiwanie na siłę "racjonalnego" wytłumaczenia dla kwestii: dlaczego ludzie wierzą? Ile z tych argumentów przyjmuje się "na wiarę"?
Nie twierdzę, że ludzie wierzący w cokolwiek czy kogokolwiek (czyt. nieateiści) mają z góry rację we wszystkich kwestiach, bo "każdy w coś wierzy". Chciałabym jedynie zwrócić uwagę na fakt, że kwestia religii jest o wiele bardziej złożona niż się to z pozoru wydaje.
Mesetchina (119 punktów)
Należałby ci się punkt za tę wypowiedź. Voltaire wiedział że w ludzkim uniwersum nie sposób znaleźć takiego zastępnika, czy powszechnego uzasadnienia humanitaryzmu. Dlatego wypalił z tą wiarą. Z braku laku
smag (464 punktów)
>A racjonalistą można być podczas prywatnych rozmów ludzi
>mądrych. Publicznie wspierajmy wiarę!

Racjonalizm nie polega na tym, ze jest się nim w poniedziałek, środę i piątek, a w resztę dni się nim nie jest.
Racjonalizm wynika przede wszystkim z nabytej wiedzy i wiedza owa powoduje brak wiary w nierzeczywiste doktryny religijne.
Człowiek będący racjonalistą nie może popierać propagowania czegoś, co jest w zupełnej sprzeczności z nauką, ponieważ okłamywałby sam siebie. Jeśli wiesz, że 2+2=4 to mimo, że możesz powiedzieć iż wynik jest równy 5, nigdy w to nie uwierzysz. Dlaczego księża tylko prywatnie nie popierają wiary chrześcijańskiej, a publicznie nie ogłaszają wartości ateizmu jako stanowiska zgodnego z nowoczesną nauką ???
18-03-2007 00:00 
 Ocena 2 na 2
Teresa (2693 punktów)
>Racjonalizm wynika przede wszystkim z nabytej wiedzy i wiedza owa powoduje brak wiary w nierzeczywiste doktryny religijne.

I w tym sformułowaniu leży właśnie kość niezgody, ponieważ prawdziwa wiedza jest fragmentaryczna.

Prawdziwy rozum mówi, że nie wie i pozostawia miejsce dla wiary.

Jeśli Ty uważasz ze wiedza wyklucza wiarę to znaczy, że ta Twoja "wiedza" jest zakłamana, bo nie jest to żadna wiedza tylko inna wiara.

To są zresztą podstawy... Naprawdę Już każdy racjonalista powinien to wiedzieć... coś nie możecie się sami doedukować we własnym gronie PSR i tylko ciemnotę szerzycie.
dżony
>Prawdziwy rozum mówi, że nie wie i pozostawia miejsce dla wiary.

Jaki to jest ten prawdziwy rozum? Ten co koniecznie musi wyznawać poglądy Teresy?

>Jeśli Ty uważasz ze wiedza wyklucza wiarę to znaczy, że ta Twoja "wiedza" jest zakłamana, bo nie jest to żadna wiedza tylko inna wiara.

To zależy o jaką wiarę chodzi, albo raczej w co.
Jeżeli w boga to nie wyklucza, a delikatnie deprecjonuje.
Nie widzę bowiem żadnego powodu, żadnego uzasadnienia, by w takie rzeczy wierzyć.
Istnienia krasnoludków też nie idzie wykluczyć, ale sama chyba przyznasz, że wiara w takie rzeczy jest kompletnie bezpodstawna i bezproduktywna.
19-03-2007 00:31 
 Ocena 2 na 2
Teresa (2693 punktów)
Dla dżonego

>Jaki to jest ten prawdziwy rozum? Ten co koniecznie musi wyznawać poglądy Teresy?

Nie. Ale warto to wiedzieć, że żadna nauka nie głosi że np. materia jest wieczna i niestworzona, bo zeby to wiedzieć jakiś naukowiec musiałby być w tej materii od początku żeby zauważyć czy nikt jej nie stworzył. Nie jest to możliwe chocby z tej prostej przyczyny że sam naukowiec jest materialny.
Nauka na mocy swoich własnych założen zajmuje sie zjawiskami zachodzącymi w świecie.

>>Jeśli Ty uważasz ze wiedza wyklucza wiarę to znaczy, że ta Twoja "wiedza" jest zakłamana, bo nie jest to żadna wiedza tylko inna wiara.
>To zależy o jaką wiarę chodzi, albo raczej w co.
>Jeżeli w boga to nie wyklucza, a delikatnie deprecjonuje.
>Nie widzę bowiem żadnego powodu, żadnego uzasadnienia, by w takie rzeczy wierzyć.

W takie rzeczy, czyli w "jakie"?

Weźmy np. świadomość. Nauka (przyrodnicza) nie dostarcza dowodu na istnienie świadomości, ponieważ nie ma możliwości (tak samo, jak w przypadku Boga) zweryfikowania jej istnienia za pomocą zmysłów czyli INTERSUBIEKTYWNIE.

Jednak ludzie uważają że świadomość istnieje, ponieważ w pewnym momencie uświadomili sobie, że są świadomi.
Świadomość nie jest ciałem, ponieważ nie rozcina się człowieka skalpelem żeby znaleźc jego świadomośc a mózg nie produkuje świadomości tak, jak np. wątroba produkuje żółć.
A mimo w to w nią "z reguły" wierzymy? Czy jest sens w to dalej wierzyć??

Tak samo łatwo można znaleźć "dowody" na istnienie np. grzechu pierworodnego, ponieważ nie od dziś wiadomo, że ludzie uznali, że ludzkość jest niegodziwa z tego prostego powodu że sami zdali sobie sprawę z własnej niegodziwości. Problem tylko w tym, że taki dowód każdy musi znaleźć sam (nauka mu ich nie da).

>Istnienia krasnoludków też nie idzie wykluczyć, ale sama chyba przyznasz, że wiara w takie rzeczy jest kompletnie bezpodstawna i bezproduktywna.

Nie rozumiem dlaczego uważasz, że krasnoludków też nie idzie wykluczyć. O ile są materialne można wykluczyć ich istnienie tzw. metodą naukową. Istnieje tylko jeden warunek trzeba wiedzieć zobaczenia (lub nie) czego mamy oczekiwać.
Jeśli ktoś wygłasza zdanie że "każda woda wrze w temp. 100 stopniu Celsjusza" wygłasza jednocześnie zdanie że " żadna woda nie wrze w temp. innej niż 100 Celsjusza".

Jesli jednak kranosludki nie są materialne to ja nie wiem skad u racjonalistów taka perwersyjna chęć przytaczania argumentacji z ich użyciem. Przecież żaden racjonalista nie twierdzi, że nie wierzy w archanioły bo nigdzie nie odkopano kości archaniola Gabriela.
smag (464 punktów)
>Jeśli Ty uważasz ze wiedza wyklucza wiarę to znaczy, że ta Twoja "wiedza" jest zakłamana, bo nie jest to żadna wiedza tylko inna wiara.

Wiedza, oparta na naukowym postrzeganiu świata wyklucza wiarę w doktryny religijne.

>To są zresztą podstawy... Naprawdę Już każdy racjonalista powinien to wiedzieć... coś nie możecie się sami doedukować we własnym gronie PSR i tylko ciemnotę szerzycie.

Bardzo błyskotliwe, a jakie inteligentne.
Jan B (383 punktów)
>Wiedza, oparta na naukowym postrzeganiu świata wyklucza wiarę w doktryny religijne.

Z tym się zgodzę, ale czy Pana zdaniem wyklucza wiarę w Boga w ogóle? I czy wyklucza wiarę w samoistne istnienie abstraktów, typu "dobro"?
smag (464 punktów)
>...ale czy Pana zdaniem wyklucza wiarę w Boga w ogóle? I czy wyklucza wiarę w samoistne istnienie abstraktów, typu "dobro"?

Jeśli wiara opiera się na biblii, w której jest napisane, np. , że człowiek został wybrany i stworzony na boskie podobieństwo, a nauka znajduje powiązania gatunku ludzkiego z innymi gatunkami istot żyjących na Ziemi, to moim zdaniem wyklucz to wiarę w boga.
Jeśli w biblii istnieje coś co zwane jest "niepokalanym poczęciem" a w nauce jest to niemożliwe, również nie daje to podstaw do wiary w boga.

Jeśli wiara w boga jest spowodowana brakiem znajomości, ignorancją faktów naukowych lub co gorsza iluzją posiadania jedynej najprawdziwszej prawdy wtedy osoby tak myslące będzie bardzo ciężko przekonać do próby spojżenia na świat w sposób alternatywny.

Jeśli to, że nauka nie spowodowała jednoznacznego zaprzeczenia istnienia boga (choć zanegowała większość przesłanek, ktore według doktryny religijnej były dowodem na prawdziwość danej wiary) jest powodem do wiary w niego, nie mogę nic napisać oprócz tego, że proponuję chłodną, racjonalną analizę dowodów opowiedających się za istnieniem boga i dowodów negujących jego istnienie.

Jeśli uważa Pan, za samoistne istnienie dobra, fakt iż istnieje jedno dobro dla wszystkich, we wszystkich sytuacjach mogących zaistnieć to nie mogę się zgodzić. Uważam iż czyny zależą od zaistaniałej, poprzedzającej je sytuacji i tak powinny być rozpatrywane. Pragnę również zauważyć, że moralność, dobro itp. nie są zarezerwowane wyłącznie dla religii, mimo iż wielu tak myśli, z powodu braku innych kryteriów oceny niż postrzeganie przez pryzmat religii.

Pozdrawiam.
Jan B (383 punktów)
Tak tak, zgadzam się żę teksty objawione itd. Muszę jednak zrobić jedną uwagę, gwoli ścisłości: >Jeśli w biblii istnieje coś co zwane jest "niepokalanym poczęciem" a w nauce jest to niemożliwe, również nie daje to podstaw do wiary w boga.
Niepokalane poczęcie, co mnie samego ostatnio bardzo zdziwiło, nie polega na braku stosunku seksualnego. I Maria, i rodzice Marii, mieli dzieci ze stosunku. Grzech pierworodny to stan grzeszności (brak świętości) (...) przekazywany jest człowiekowi w momencie poczęcia i przechodzący z pokolenia na pokolenie I cytuję dogmat: Maryja Panna od pierwszej chwili swego poczęcia, na podstawie szczególnej łaski i przywileju wszechmogącego Boga, mocą przewidzianych zasług Jezusa Chrystusa - została zachowana nietknięta od wszelkiej zmazy grzechu pierworodnego. Niepokalane poczęcie Marii polega na tym, że grzech pierworodny został jej uchylony. Tylko tyle.

>Jeśli to, że nauka nie spowodowała jednoznacznego zaprzeczenia istnienia boga (choć zanegowała większość przesłanek, ktore według doktryny religijnej były dowodem na prawdziwość danej wiary)
A tam, te dowody to tylko poetyckie fragmenty, np. o piorunach w którymś psalmie. Doktryna judaistyczna i chrześcijańska mówi jasno, że wiara w boga nie może opierać się na żadnych dowodach. Musi się Pan bardziej wysilić w poszukiwaniu sprzeczności doktryny z faktami rzeczywistości, nie twierdzę że ich nie ma. Po prostu w dyskusji z wykształconym księdzem mógłby Pan przegrać przez niedoinformowanie.

>Jeśli uważa Pan, za samoistne istnienie dobra, fakt iż istnieje jedno dobro dla wszystkich, we wszystkich sytuacjach mogących zaistnieć to nie mogę się zgodzić.
No, a zgodzi się Pan że jest jeden trójkąt dla wszystkich, i że polega on na tym, że ma trzy kąty, niezależnie od swojej powierzchni, relacji między długościami boków, materiału z którego go zrobiono, itd? Ja rozumiem dobro w ten sposób, a nie w formie zdaniowego zakazu lub nakazu.
LEGION (3161 punktów)
>No, a zgodzi się Pan że jest jeden trójkąt dla wszystkich, i że polega on na tym, że ma trzy kąty, niezależnie od swojej powierzchni, relacji między długościami boków, materiału z którego go zrobiono, itd? Ja rozumiem dobro w ten sposób, a nie w formie zdaniowego zakazu lub nakazu.
No to teraz wystarczy to dobro narysować i jesteśmy w domu...

NIE KLIKAĆ
Jan B (383 punktów)
Pan mówi o egzemplifikacji. "Rysunek" dobra to będzie jego egzemplifikacja, nie widzę w tym nic specjalnie śmiesznego. Jeżeli rozróżnia Pan czyny dobre zależnie od kontekstu sytuacji, to są te egzemplifikacje. Jeżeli jest jakaś spójna zasada na podstawie której rozróżnia je Pan właściwie, to jest idea.
LEGION (3161 punktów)
>Pan mówi o egzemplifikacji. "Rysunek" dobra to będzie jego egzemplifikacja, nie widzę w tym nic specjalnie śmiesznego. Jeżeli rozróżnia Pan czyny dobre zależnie od kontekstu sytuacji, to są te egzemplifikacje. Jeżeli jest jakaś spójna zasada na podstawie której rozróżnia je Pan właściwie, to jest idea.
Ale mamy problem.
Jeżeli narysuję trójkąt, to każdy człowiek, będzie wiedział, że to trójkąt.
Jeżeli Pan narysuje dobro(jeżeli to możliwe), to już niekoniecznie każdy zgodzi się, że to dobro.
Trójkąt posiada wyraźnie określone cechy(ilość boków, suma kątów), natomiast dobro jako idea istnieje tylko w umysłach ludzi. I w dodatku w każdym przypadku istnieje inaczej, a u niektórych wcale.

NIE KLIKAĆ
Jan B (383 punktów)
>Jeżeli narysuję trójkąt, to każdy człowiek, będzie wiedział, że to trójkąt.
Jeżeli Pan narysuje dobro(jeżeli to możliwe), to już niekoniecznie każdy zgodzi się, że to dobro.
To są subtelności. Gdzie indziej w tym wątku napisałem: "każde dziecko w klasie widzi inny trójkąt narysowany na tablicy, a dziecko z astygmatyzmem nie widzi trójkąta tylko figurę o krzywych bokach.". Można ten przykład dopracować, np. trójkąt ma być równoboczny, a z powodu różnego usadzenia dzieci w sali, te naprzeciw tablicy widzą w miarę równoboczny trójkąt, a te po bokach coraz mniej. Gdyby zapytać wszystkie czy to jest naprawdę trójkąt równoboczny, odpowiedziałyby że jest, chociaż oczywiście żadne z nich nie widzi naprawdę równych boków.
Cała różnica w tym, że nie jesteśmy żywotnie zainteresowani, żeby to co nazywamy równobocznym rzeczywiście miało równe boki, zgadzamy się wszyscy bo nikogo to nie obchodzi, zgadzamy się na umowność.
LEGION (3161 punktów)
>To są subtelności. Gdzie indziej w tym wątku napisałem: "każde dziecko w klasie widzi inny trójkąt narysowany na tablicy, a dziecko z astygmatyzmem nie widzi trójkąta tylko figurę o krzywych bokach.".
A niewidomy nie widzi go wcale. Ale co to wnosi do rzeczy? Nie zmienia to faktu,że trójkąt jest.
>Można ten przykład dopracować, np. trójkąt ma być równoboczny, a z powodu różnego usadzenia dzieci w sali, te naprzeciw tablicy widzą w miarę równoboczny trójkąt, a te po bokach coraz mniej. Gdyby zapytać wszystkie czy to jest naprawdę trójkąt równoboczny, odpowiedziałyby że jest, chociaż oczywiście żadne z nich nie widzi naprawdę równych boków.
Nieistotne JAKI jest ten trójkąt. Wszystkie mają trzy boki i sumę kątów 180 stopni. Długość boków nie wpływa na jego "trójkątowatość".
Krótko mówiąc: jaka jest spójna zasada, na podstawie której odróżnić można dobro od zła, skuteczności, czy bogów?
Jakie są niezmienne, obiektywne cechy "dobra"?


NIE KLIKAĆ
Jan B (383 punktów)
>A niewidomy nie widzi go wcale. Ale co to wnosi do rzeczy? Nie zmienia to faktu,że trójkąt jest.
No właśnie. Próbuję stworzyć taki przykład, który obrazowałby istnienie i subiektywne postrzeganie dobra, czyli to co nie pozwala nam zgodzić się na jego istnienie tak jak w przypadku figury geometrycznej. Gdyby dzieci miały tak mocny stosunek do trójkąta jak mamy do sprawy aborcji, to pojawiły by się co najmniej trzy stanowiska nt. tego czy to rzeczywiście jest trójkąt - zwłaszcza że w sali jest kilku nauczycieli i każdy mówi co innego: że to trójkąt, że to nie trójkąt, że abstrakcyjne figury geometryczne nie istnieją, istnieje tylko kreda i tablica. I takie stanowiska naprawdę istnieją, w filozofii matematyki, tyle że nie budzą wielkich emocji. Jestem przekonany, że nie możemy się zgodzić co do oceny jednego prostego czynu i istnienia idei dobra tylko dlatego, że jednym ludziom wygodniej w umyśle będzie jeżeli aborcja jest zła, drugim, jeżeli jest dobra (jako wolność kobiety), a inni patrzą na ten spór i ponieważ nie potrafią go rozwiązać, mówią że nie ma dobra ani zła, jest tylko to co (istotnie) kieruje ludźmi - korzyść, wygoda umysłu.

>Krótko mówiąc: jaka jest spójna zasada, na podstawie której odróżnić można dobro od zła, skuteczności, czy bogów?
Rozum.

>Jakie są niezmienne, obiektywne cechy "dobra"?
Pyta Pan o taką cechę, która jawiłaby się wszystkim ludziom tak samo, aby musieli się zgodzić (przynajmniej w duchu) że dany czyn jest dobry, tak jak każda figura o trzech kątach jest trójkątem? Cecha dobra nie jest naoczna ani emocjonalna, tylko rozumowa. Cechą czynu dobrego jest sprawiedliwość, np. jeżeli czynię coś względem drugiego człowieka, to czynię to co mu się należy. Skąd człowiek postronny może wiedzieć, co się należy moim znajomym? Mogę mu wytłumaczyć co, ale on nie musi tego tego tłumaczenia przyjąć, bo jest uparty. Jak przekonać np. antysemitę? Nie może być takiej cechy rozumowej, która jawiła by się wszystkim niezależnie od ich umysłowości. Nie widzę też powodu, dla którego taka cecha miałaby istnieć, chyba że dla wygody.
LEGION (3161 punktów)
Niezależnie od sposobu postrzegania i nazywania trójkąta, trójkąt na tablicy ma obiektywnie stwierdzalne cechy.
Czy przykład z upośledzeniem narządu wzroku wnosi coś do sprawy? Czy ludzie nie dostrzegający dobra są upośledzeni rozumowo?
Czy istnieją zapałki? Czy tylko siarka i patyczek? Pewne "złożenia" nazywamy inaczej niż elementy składowe. I nie ma w tym nic dziwnego.
Przykład trójkąta nic mi nie tłumaczy w kwestii samoistności "dobra".

>>Krótko mówiąc: jaka jest spójna zasada, na podstawie której odróżnić można dobro od zła, skuteczności, czy bogów?
>Rozum.
Rozum czy rozum?

Sprawiedliwość jest cechą czynu "sprawiedliwego", ja pytałem o cechy czynu "dobrego".
>Nie może być takiej cechy rozumowej, która jawiła by się wszystkim niezależnie od ich umysłowości. Nie widzę też powodu, dla którego taka cecha miałaby istnieć, chyba że dla wygody.
Na jakiej podstawie twierdzić można o samoistności "dobra".

NIE KLIKAĆ
Jan B (383 punktów)
>Niezależnie od sposobu postrzegania i nazywania trójkąta, trójkąt na tablicy ma obiektywnie stwierdzalne cechy.
Niby tak, ale czy trójkąt może mieć boki które nie są liniami prostymi? Żaden rysunek, nawet linia prosta na ekranie komputera, nie jest naprawde linią prostą. Linia naprawdę prosta istnieje tylko w umyśle.
Co to obiektywna stwierdzalność? Obiektywny jest tylko fakt, że każdy widzi co innego. Linia prosta też nie posiada cechy, która narzuca się obserwatorowi, jeżeli ten ma np. astygmatyzm. To są te obiektywnie stwierdzalne cechy? Czy może obiektywnie widzą ludzie o określonym stanie wzroku a pozostali widzą subiektywnie?

>Czy ludzie nie dostrzegający dobra są upośledzeni rozumowo?
Tak, ludzie nie dostrzegający moralności są upośledzeni, nauka określa to socjopatią. Co innego jeżeli ktoś twierdzi, że dobra nie ma a postępuje tak jakby było. To tak samo jak z filozofami, którzy mówią że nic nie jest pewne, a jednak bardzo zależy im na przekonaniu dyskutanta.

>Rozum czy rozum?
rozum.

>Sprawiedliwość jest cechą czynu "sprawiedliwego", ja pytałem o cechy czynu "dobrego"
Nie, sprawiedliwość jest cechą czynu dobrego, bo każdy czyn dobry jest sprawiedliwy. Jakby Pan zapytał o cechy linii prostej, to o które by Panu chodziło? O prostość?

>Na jakiej podstawie twierdzić można o samoistności "dobra".
To prawda, ja też nie twierdzę tego na tej podstawie tylko szukam analogii w postrzeganiu. Twierdzenie o tym, że dobro jest jedno, tak jak prawda jest jedna a nie dwie, jest czym innym niż twierdzenie o istnieniu takiego bytu jak "dobro". To że jest jedno dobro wynika z zasady niesprzeczności, tak jak to że jest jedna prawda - co nie znaczy że one istnieją samodzielnie.
Jeżeli chodzi o istnienie, to są różne próby dowodu: z braku przedmiotów doskonałych w świecie a istnieniu ich w postrzeganiu człowieka (np. linia prosta), z jakościowej niesprowadzalności kolorów, ze sprowadzenia relatywisty do absurdu, co ścisłym dowodem nie jest ale jest najłatwiejsze.
LEGION (3161 punktów)
>Niby tak, ale czy trójkąt może mieć boki które nie są liniami prostymi? Żaden rysunek, nawet linia prosta na ekranie komputera, nie jest naprawde linią prostą. Linia naprawdę prosta istnieje tylko w umyśle.
Boki trójkąta są odcinkami.
>Co to obiektywna stwierdzalność? Obiektywny jest tylko fakt, że każdy widzi co innego. Linia prosta też nie posiada cechy, która narzuca się obserwatorowi, jeżeli ten ma np. astygmatyzm. To są te obiektywnie stwierdzalne cechy? Czy może obiektywnie widzą ludzie o określonym stanie wzroku a pozostali widzą subiektywnie?
Obiektywnym jest fakt,że trójkąt widzi większość obserwatorów. Także Ci, z astygmatyzmem (moja kobieta i jej matka mają astygmatyzm, i obie trójkąt widzą). Tylko Ci, którzy mają naprawdę dużą wadę postrzegają go inaczej.
>>Czy ludzie nie dostrzegający dobra są upośledzeni rozumowo?
>Tak, ludzie nie dostrzegający moralności są upośledzeni, nauka określa to socjopatią. Co innego jeżeli ktoś twierdzi, że dobra nie ma a postępuje tak jakby było. To tak samo jak z filozofami, którzy mówią że nic nie jest pewne, a jednak bardzo zależy im na przekonaniu dyskutanta.
Socjopatia (a właściwie Osobowość Dyssocjalna)jest sklasyfikowana przez WHO jako zaburzenie osobowości, nie upośledzenie.
Co to znaczy: twierdzi, że nie ma, ale postępuje jakby było? Schizofrenik przykładem normalności?
>>Sprawiedliwość jest cechą czynu "sprawiedliwego", ja pytałem o cechy czynu "dobrego"
>Nie, sprawiedliwość jest cechą czynu dobrego, bo każdy czyn dobry jest sprawiedliwy. Jakby Pan zapytał o cechy linii prostej, to o które by Panu chodziło? O prostość?
Ze dwa posty temu zapytałem o to co odróżnia dobro od czegoś innego. Co odróżnia dobro od sprawiedliwości?
>>Na jakiej podstawie twierdzić można o samoistności "dobra".
>To prawda, ja też nie twierdzę tego na tej podstawie tylko szukam analogii w postrzeganiu. Twierdzenie o tym, że dobro jest jedno, tak jak prawda jest jedna a nie dwie, jest czym innym niż twierdzenie o istnieniu takiego bytu jak "dobro". To że jest jedno dobro wynika z zasady niesprzeczności, tak jak to że jest jedna prawda - co nie znaczy że one istnieją samodzielnie.
Czy istnieje jedna prawda, to zależy od przyjętej definicji prawdy.
>Jeżeli chodzi o istnienie, to są różne próby dowodu: z braku przedmiotów doskonałych w świecie a istnieniu ich w postrzeganiu człowieka (np. linia prosta), z jakościowej niesprowadzalności kolorów, ze sprowadzenia relatywisty do absurdu, co ścisłym dowodem nie jest ale jest najłatwiejsze.
?
Co to znaczy, że dobro jest bytem samoistnym?

NIE KLIKAĆ
Jan B (383 punktów)
>Boki trójkąta są odcinkami.
Odcinek jest częścią prostej.

>Obiektywnym jest fakt,że trójkąt widzi większość obserwatorów. Także Ci, z astygmatyzmem (moja kobieta i jej matka mają astygmatyzm, i obie trójkąt widzą). Tylko Ci, którzy mają naprawdę dużą wadę postrzegają go inaczej.
Ja jednak obstaję przy tym, że nikt nie ogląda linii prostej więc nikt nie ogląda trójkąta, tylko jego przedstawienie. To że większości to przedstawienie przypomina trójkąt, nie znaczy że to jest trójkąt.

>Socjopatia (a właściwie Osobowość Dyssocjalna)jest sklasyfikowana przez WHO jako zaburzenie osobowości, nie upośledzenie.
Być może WHO ma rację, ale wydaje mi się że w przypadkach kiedy jest nieuleczalna, jest upośledzeniem - w innych zaburzeniem. Tak jak człowiek który rodzi się ślepy jest upośledzony wzrokowo, a jeśli można mu przywrócić wzrok nieoperacyjnie, to jest to zaburzenie.

Co to znaczy: twierdzi, że nie ma, ale postępuje jakby było? Schizofrenik przykładem normalności?
Nie powiedziałem że to przykład normalności, powiedziałem że to kto inny niż socjopata. To albo relatywista albo ktoś kto podstawił inny cel za dobro, np. przyjemność. Relatywizm nie jest schizofrenią, relatywistom z psychologicznego punktu widzenia nic nie dolega. (chyba że sami siebie przekonają do tego co głoszą, co zdarza się wyjątkowo rzadko). Myślę że to tylko niekonsekwencja myślenia, mająca podłoże w jakichś mniemaniach z którymi nie chcą się rozstać. Podobnie jest z tymi, którzy za dobro podstawiają coś innego, np. przyjemność: nie mają wtedy prawa powiedzieć drugiej osobie, że zrobiła im coś złego, mogą jej powiedzieć najwyżej, że to było przykre. A ja mogę odpowiedzieć: a co mnie obchodzi że przykre, jak dla mnie przyjemne. Odrzucenie pojęcia dobra w etyce jest zadaniem karkołomnym.

>Ze dwa posty temu zapytałem o to co odróżnia dobro od czegoś innego. Co odróżnia dobro od sprawiedliwości?
Dobrze, dla wygody wprowadzę trzeci termin. Sprawiedliwość definiuję jako stan w którym każdy ma to na co zasługuje. Równość to stan, w którym nikomu nie przypisuje się cech których on nie posiada. Dobro to termin pierwotny. Odróżnia się go tym od sprawiedliwości i równości, że oba te stany są dobre, a są od siebie różne. Pan chyba wolałby usłyszeć, na jakiej podstawie określa się, że coś jest dobre lub złe, o czym już mówiłem wyżej - na podstawie dojrzałego rozumu, tzn. akceptującego fakt, że dobre może okazać się coś, co będzie z jakiegoś osobistego powodu trudne do przyjęcia, a złe coś, co robiło się całe życie.

>Czy istnieje jedna prawda, to zależy od przyjętej definicji prawdy
Obawiam się że nie ma takiej definicji prawdy, która pozwalałaby istnieć dwóm prawdom jednocześnie, z tego powodu że w takiej sytuacji 'prawdą' będzie, że istnieją dwie prawdy. Nie ma znaczenia co jak nazwiemy.

>Co to znaczy, że dobro jest bytem samoistnym?
Najpierw pyta Pan na jakiej podstawie można twierdzić o samoistności dobra, a potem co znaczy że jest bytem samoistnym? Nie wiem do końca dokąd Pan zmierza.
Tak czy inaczej to znaczy że istnieje niezależnie od tego jak je zdefiniujemy i będzie istniało nawet kiedy świat przestanie istnieć.
LEGION (3161 punktów)
>>Boki trójkąta są odcinkami.
>Odcinek jest częścią prostej.
A skąd to wiadomo, skoro prostej nikt nie widział? Ja tam widziałem odcinek , zmierzyłem nawet. Prosta to abstrakcja, odcinek to całkiem rzeczywisty łobrazek.
>relatywistom z psychologicznego punktu widzenia nic nie dolega.(chyba że sami siebie przekonają do tego co głoszą, co zdarza się wyjątkowo rzadko). Myślę że to tylko niekonsekwencja myślenia, mająca podłoże w jakichś mniemaniach z którymi nie chcą się rozstać.
Ciekawa teoria. Czyli relatywista nie jest zdrowy psychicznie. A sam relatywizm jest wynikiem niekonsekwencji w myśleniu.
>Dobrze, dla wygody wprowadzę trzeci termin. Sprawiedliwość definiuję jako stan w którym każdy ma to na co zasługuje.
Kto ocenić ma na co zasługuje pan X?
>Równość to stan, w którym nikomu nie przypisuje się cech których on nie posiada.
A to ciekawe, skąd taka definicja?
>Dobro to termin pierwotny.
"Dobro" to termin wtórny, ponieważ jakoś wstydzi się samodzielnych występów, i chowa za "dobrymi" rzeczami.
>Pan chyba wolałby usłyszeć, na jakiej podstawie określa się, że coś jest dobre lub złe, o czym już mówiłem wyżej - na podstawie dojrzałego rozumu, tzn. akceptującego fakt, że dobre może okazać się coś, co będzie z jakiegoś osobistego powodu trudne do przyjęcia, a złe coś, co robiło się całe życie.
Co to jest dojrzały rozum?
>>Co to znaczy, że dobro jest bytem samoistnym?
>Najpierw pyta Pan na jakiej podstawie można twierdzić o samoistności dobra, a potem co znaczy że jest bytem samoistnym? Nie wiem do końca dokąd Pan zmierza.
Chciałem się upewnić, że mówimy o tym samym.
>Tak czy inaczej to znaczy że istnieje niezależnie od tego jak je zdefiniujemy i będzie istniało nawet kiedy świat przestanie istnieć.
Bóg też...

NIE KLIKAĆ
Jan B (383 punktów)
>A skąd to wiadomo, skoro prostej nikt nie widział? Ja tam widziałem odcinek , zmierzyłem nawet. (...), odcinek to całkiem rzeczywisty łobrazek.
Tu się nie możemy zgodzić, ja już wszystko na ten temat powiedziałem więc nie będę dalej argumentował.

>Kto ocenić ma na co zasługuje pan X?
Ja, Pan, wszyscy mamy oceniać. Kto z nas będzie miał rację, tego nie uzgodnimy. Jeżeli, jak przypuszczam, jest Pan wielbicielem nauki, to zapytam Pana: kto ma ocenić, jaka teoria naukowa jest prawdopodobna? Ci którzy się znają na nauce. Tak samo ja mogę odpowiedzieć, że ci, którzy się znają na etyce.

>>Równość to stan, w którym nikomu nie przypisuje się cech których on nie posiada.
A to ciekawe, skąd taka definicja?
To jest moja definicja równości w społeczeństwie i jestem przekonany że jest ona dobra, i że zła jest np. taka definicja równości, według której wszystkim przypisuje się te same cechy, i twierdzi się że kobiety nie różnią się od mężczyzn a azjaci od skandynawów. To poboczny wątek i nie mam ochoty teraz o tym dyskutować.

>"Dobro" to termin wtórny, ponieważ jakoś wstydzi się samodzielnych występów, i chowa za "dobrymi" rzeczami.
Trafił Pan w samo sedno, to jest teoria idei. Cały problem w tym, czy to dobro bierze się z dobrych rzeczy i jest wtórne, czy tez dobre rzeczy są dobre przez dobro i są wtórne. Przyznam się że nie wiem.

>Co to jest dojrzały rozum?
Podświadomie odwołałem się do Kanta; w skrócie to będzie to, czym ma się posługiwać racjonalista.

>istnieje niezależnie od tego jak je zdefiniujemy i będzie istniało nawet kiedy świat przestanie istnieć.
>Bóg też...
Tak, ale to są tylko sposoby istnienia, dowodów szuka się gdzie indziej. Jak na razie nie znalazłem niczego co wskazywałoby na to że Bóg istnieje, natomiast widzę poszlaki co do istnienia idei.
LEGION (3161 punktów)
>Tak, ale to są tylko sposoby istnienia, dowodów szuka się gdzie indziej. Jak na razie nie znalazłem niczego co wskazywałoby na to że Bóg istnieje, natomiast widzę poszlaki co do istnienia idei.
A ja się tu męczę nie wiadomo po co. Dużo tych poszlak?


NIE KLIKAĆ
Jan B (383 punktów)
O jedną już się sprzeczaliśmy:
>skąd to wiadomo, skoro prostej nikt nie widział? Ja tam widziałem odcinek , zmierzyłem nawet. (...), odcinek to całkiem rzeczywisty łobrazek.
Ja twierdzę, że sposób myślenia nie wynika z doświadczenia, tylko doświadczenie wynika ze sposobu myślenia. W tym Pański odcinek, który jest najkrótszą drogą pomiędzy dwoma punktami. Mamy też dziwne kategorie w jakich rozpatrujemy świat, które pozwalają nam działać w świecie ale nie wynikają z doświadczenia, tak jak kategoria przyczyny i skutku. Są dwie sensowne teorie które to tłumaczą: ewolucji i idei. Obie są spójne, obie tłumaczą tyle samo, obu nie da się obalić.
LEGION (3161 punktów)
Co do prostej i odcinka sprawa jest chyba jasna. Odcinek jest na tablicy i w głowie, prosta jest tylko "w głowie" i poza nią nie istnieje.
> Mamy też dziwne kategorie w jakich rozpatrujemy świat, które pozwalają nam działać w świecie ale nie wynikają z doświadczenia, tak jak kategoria przyczyny i skutku.
Skutek: guz na głowie "ktosia". Przyczyna: gwałtowne zetknięcie głowy z kamieniem.
>Są dwie sensowne teorie które to tłumaczą: ewolucji i idei. Obie są spójne, obie tłumaczą tyle samo, obu nie da się obalić.
To jak porównywanie kreacjonizmu i ewolucji.
Problem nie leży w obaleniu, tylko w udowodnieniu.
Bo obalić nie da się także teorii o istnieniu krasnoludków, tyle, że nie da się jej też udowodnić, więc nie ma tu nic do obalenia.

NIE KLIKAĆ
Jan B (383 punktów)
>Co do prostej i odcinka sprawa jest chyba jasna. Odcinek jest na tablicy i w głowie, prosta jest tylko "w głowie" i poza nią nie istnieje.
Jasna tak, ale dla mnie bardziej. Jeżeli odcinek jest najkrótszą drogą od jednego punktu do drugiego, to może Pan być pewien że żadna kreska od jednego punktu do drugiego nie jest odcinkiem. Nie widzę tu za bardzo pola do dyskusji, mógłby się Pan bronić ewentualnie założeniem, że istnieją najmniejsze możliwe cząsteczki i że z tych cząsteczek, przy użyciu odpowiedzniej aparatury, udałoby się Panu ułożyć idealnie równą kreskę. Byłoby to bardzo dziwne, skoro wcześniej Pan takiej kreski nigdzie nie oglądał, i jeszcze dziwniejszy jbyłby fakt, że pański, ludzki, umysł widzi odcinki tam, gdzie ich nie ma.

>Skutek: guz na głowie "ktosia". Przyczyna: gwałtowne zetknięcie głowy z kamieniem
Codzienne podejście do zjawisk niekoniecznie daje nam prawdę, czasami trzeba sprawdzić co mają do powiedzenia filozofowie. Rozmawiałem już na temat przyczynowości w innym wątku gdzie streszczam poglądy Hospersa:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,73282#w73327

>Bo obalić nie da się także teorii o istnieniu krasnoludków, tyle, że nie da się jej też udowodnić, więc nie ma tu nic do obalenia.
Czy zna Pan dowód na teorię ewolucji - mam na myśli ewolucję międzygatunkową? Proszę mi podać link albo przedstawić w skrócie, bo ja nie znam.
Krasnoludki nic nie wyjaśniają, teoria idei wyjaśnia bardzo wiele. Najważniejszym kryterium dla teori jest jej moc wyjaśniania faktów; to że wydaje się dziwna nie świadczy przeciwko niej - takie stanowisko byłoby antropocentryczne, a tego pewnie by Pan nie chciał.
LEGION (3161 punktów)
>Jeżeli odcinek jest najkrótszą drogą od jednego punktu do drugiego, to może Pan być pewien że żadna kreska od jednego punktu do drugiego nie jest odcinkiem.
Prostym człowiekiem jestem. Odcinek jest kreską o długości x, w miarę prostą.
>>Skutek: guz na głowie "ktosia". Przyczyna: gwałtowne zetknięcie głowy z kamieniem
>Codzienne podejście do zjawisk niekoniecznie daje nam prawdę, czasami trzeba sprawdzić co mają do powiedzenia filozofowie. Rozmawiałem już na temat przyczynowości w innym wątku gdzie streszczam poglądy Hospersa.
Czyli, to, że "ktosia" boli głowa, nie jest wynikiem tego, że dostał kamieniem, ponieważ nie wie kto rzucił, z jaką siłą, i jakiego koloru był kamień.
>>Bo obalić nie da się także teorii o istnieniu krasnoludków, tyle, że nie da się jej też udowodnić, więc nie ma tu nic do obalenia.
>Czy zna Pan dowód na teorię ewolucji - mam na myśli ewolucję międzygatunkową? Proszę mi podać link albo przedstawić w skrócie, bo ja nie znam.
Nie znam, ale mam poszlaki. Tyle, że te poszlaki są możliwe do zbadania.

NIE KLIKAĆ
Jan B (383 punktów)
No dobrze, widzę że nigdzie już nie dojdziemy. Pas.
Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów)
(zablokowany)
Ciekawie Pan prawi o tzw. "niepokalanym poczęciu".
Lecz proszę o więcej informacji:

1. Czy o "niepokalanym poczęciu" pierwszy wspomniał jeden z jej synów Jezus?

2. A może jej mąż, ktoś z rodziny lub ktoś obcy, kto ją znał za życia?

3. A może dużo później jedni sobie tę bajeczke wymyślali, drudzy - mądrzejsi pukając się w czoło obalali (jak święty Bernard a potem święty Tomasz z Akwinu - najwybitniejsi teolodzy chrześcijańscy), aż wreszcie ponad 18 (słownie osiemnaście!!!) wieków po śmierci Marii, żony Józefa, matki Jezusa wyrachowaną polityczną decyzją usankcjonował tę baśń dla moherowych tłumoków papież Pius IX w 1854 roku? Dopiero w 1854????
Jan B (383 punktów)
Przecież Pan wie, sprawdził Pan, jak i ja, w wikipedii. Zwracam uwagę na to, że w żadnym momencie nie powiedziano, że ktoś urodził dziecko bez stosunku. Tak sugeruje się tylko w biblii dla dzieci.
Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów)
(zablokowany)
>Zwracam uwagę na to, że w żadnym momencie nie powiedziano, że ktoś urodził dziecko bez stosunku. Tak sugeruje się tylko w biblii dla dzieci.<

Zaprawdę powiadam wam, ciekawe rzeczy pan prawi. Bez stosunku sugeruje się czyjekolwiek narodziny tylko w biblii dla dzieci?
Zaiste, można i tak stwierdzić - wszak religia chrześcijańska jest dla dzieci - małych i całkiem dużych, które nigdy, hehehe, nie dorosły umysłowo.

Oto dowód - najważniejsza z modlitw katolickich, gdzie wyraźnie twierdzi się o narodzinach z dziewicy - czyli bez stosunku:

Wyznanie wiary - Credo
Wierzę w jednego Boga, Ojca Wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi, wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych. I w jednego Pana Jezusa Chrystusa, Syna Bożego Jednorodzonego, który z Ojca jest zrodzony przed wszystkimi wiekami. Bóg z Boga, Światłość ze Światłości, Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego. Zrodzony a nie stworzony, współistotny Ojcu, a przez Niego wszystko się stało. On to dla nas ludzi i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba. I za sprawą Ducha Świętego przyjął ciało z Maryi Dziewicy i stał się człowiekiem. Ukrzyżowany również za nas, pod Poncjuszem Piłatem został umęczony i pogrzebany. I zmartwychwstał dnia trzeciego, jak oznajmia Pismo. I wstąpił do nieba; siedzi po prawicy Ojca. I powtórnie przyjdzie w chwale sądzić żywych i umarłych, a Królestwu Jego nie będzie końca. Wierzę w Ducha Świętego, Pana i Ożywiciela, który od Ojca i Syna pochodzi. Który z Ojcem i Synem wspólnie odbiera uwielbienie i chwałę który mówił przez Proroków. Wierzę w jeden, Święty, powszechny i apostolski Kościół. Wyznaję jeden chrzest na odpuszczenie grzechów. I oczekuję wskrzeszenia umarłych. I życia wiecznego w przyszłym świecie. Amen.

Jan B (383 punktów)
>Oto dowód - najważniejsza z modlitw katolickich, gdzie wyraźnie twierdzi się o narodzinach z dziewicy
ma Pan rację, a tak mnie dziwił ten dogmat. Okazuje się że dogmat mówi o jednym, a dziewictwo jest inną, niezależną sprawą. No to punkt, faktycznie jest sprzeczność z nauką. Myliłem się i Pan zresztą też: niepokalane poczęcie dotyczy tylko Marii i oznacza uchylenie jej grzechu pierworodniego; a dziewictwo jest po prostu stwierdzone w Biblii więc nie wymaga dogmatu.
Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów)
(zablokowany)
To, że dziewictwo jest w Biblii bynajmniej nie świadczy, że tak było naprawdę.
Równie dobrze mógł mieć rację złośliwiec Celsus, który za ojca Jezusa uważał... a zresztą mniejsza z nim, równie niewiarygodny.

Lecz że partenogenezy u ludzi jeszcze nie stwierdzono, zatem i w kwestii dziewictwa matki Jezusa pozwole sobie być mocno sceptycznym. Zwłaszcza, że samemu ewangeliście wypsnęła się wzmianka o tym, że Jezus miał braci. Ciekawostka - też urodzili się boskopylnie?
Jan B (383 punktów)
>To, że dziewictwo jest w Biblii bynajmniej nie świadczy, że tak było naprawdę.

Spokojnie, nie rozmawia Pan z osobą wierzącą. Zgodziłem się już wyżej, że to sprzeczne z nauką.
smag (464 punktów)
>A tam, te dowody to tylko poetyckie fragmenty, np. o piorunach w którymś psalmie. Doktryna judaistyczna i chrześcijańska mówi jasno, że wiara w boga nie może opierać się na żadnych dowodach. Musi się Pan bardziej wysilić w poszukiwaniu sprzeczności doktryny z faktami rzeczywistości, nie twierdzę że ich nie ma. Po prostu w dyskusji z wykształconym księdzem mógłby Pan przegrać przez niedoinformowanie.

Mistrzu, tu nie chodzi o popisywanie się więdzą, sprzeczności jest mnóstwo i gdybym nie był pewien, że wiem o czym piszę to bym tego nie pisał. Mogę zacząć pisać o fizyce kwantowej, kosmologii i chaosie deterministycznym, ale co Pan z tego zrozumie, drogi Panie? Może rzeczywiście ma Pan rację i czas skończyć z uprzejmościami polegającymi na ogładnym, dookolnym przedstawianiu swych poglądów, tak aby były zrozumiałe dla większości i po prostu zacząć niszczyć rozmówców siłą argumentów, której nie będziecie w stanie się przeciwstawić, chyba że poprzez ignorancję.
W rozmowach hołduję logice i zgodnie z jej założeniami staram wypowiadać swe myśli w sposób zrozumiały dla wszystkich, jasne, ża można wznieść się na wyżyny własnego intelektu, a jeśli ktoś nie zrozumie argumentacji nazwać go półidiotą, lub człowiekiem niedoinformowanym.

>No, a zgodzi się Pan że jest jeden trójkąt dla wszystkich, i że polega on na tym, że ma trzy kąty, niezależnie od swojej powierzchni, relacji między długościami boków, materiału z którego go zrobiono, itd? Ja rozumiem dobro w ten sposób, a nie w formie zdaniowego zakazu lub nakazu.

Porównanie wartości moralnej do czegoś tak stałego jak figura geometryczna jest chybione.
Ale niech będzie geometria drogi Panie - wybieram tesserakt, którego kształt jest ciągle zmienny w czasie, tak jak ludzkie życie.
*tesserakt - czterowymiarowy sześcian, który oprócz standardowych trzech wymiarów, posiada przemieszczenia w kierunkach ana i kata.
Jan B (383 punktów)
>sprzeczności jest mnóstwo i gdybym nie był pewien, że wiem o czym piszę to bym tego nie pisał
Ale przecież o precyzję chodzi i mozna się na tym poziomie dogadać. Pan może być pewien że wie o czym pisze pisząc o "niepokalanym poczęciu", a gdyby sprawdził Pan to hasło w wikipedii, okazałoby się że ma Pan na myśli nie ten dogmat... Więc chyba nie o to chodzi, żeby się przerzucać poglądami, tylko o fakty, tak abyśmy coś z tej dyskusji wyciągnęli.

>a jeśli ktoś nie zrozumie argumentacji nazwać go półidiotą, lub człowiekiem niedoinformowanym.
Ale co w tym obraźliwego, że jest Pan niedoinformowany? Wszystkim nam brakuje jakiejś wiedzy, ja zwróciłem Panu uwagę na dogmat, potem mi zwrócił uwagę autor wątku, jeszcze raz wróciłem do wikipedii, i dopiero teraz wiem na czym polega dogmat niepokalanego poczęcia i że nie dotyczy on dziewictwa Marii, które jednocześnie jest częścią doktryny chrześcijaństwa. W końcu miał Pan rację, ale pomylił Pan dogmaty, a ja wiedziałem o pomyłce, ale pominąłem kwestię dziewictwa - czy nie o to chodzi, żeby to wyjaśniać?

>Mogę zacząć pisać o fizyce kwantowej, kosmologii i chaosie deterministycznym, ale co Pan z tego zrozumie, drogi Panie? Może rzeczywiście ma Pan rację i czas skończyć z uprzejmościami polegającymi na ogładnym, dookolnym przedstawianiu swych poglądów, tak aby były zrozumiałe dla większości
Chętnie posłucham, jeżeli Pan to przedstawi przystępnie i połączy z tematem. Akurat poznawanie samych poglądów nie jest mi potrzebne, interesuje mnie argumentacja.

>Porównanie wartości moralnej do czegoś tak stałego jak figura geometryczna jest chybione.Ale niech będzie geometria drogi Panie - wybieram tesserakt, którego kształt jest ciągle zmienny w czasie, tak jak ludzkie życie.

Figury geometryczne są stałe? Chyba rozbijamy się o kwestie języka. Ja mówię, że stała jest tylko idea figury geometrycznej, każda egzemplifikacja jest niestała, co nietrudno udowodnić. Jak narazie widzę idealną analogię idei trójkąta z każdym innym pojęciem, dobra, równości, czegokolwiek. Tam gdzie Pan używa relatywizacji, mówiąc np. że każdy uważa co innego za dobre, a niektórzy mówią że dobra nie ma, ja używam relatywizacji "każde dziecko w klasie widzi inny trójkąt narysowany na tablicy, a dziecko z astygmatyzmem nie widzi trójkąta tylko figurę o krzywych bokach."
smag (464 punktów)
>Więc chyba nie o to chodzi, żeby się przerzucać poglądami, tylko o fakty, tak abyśmy coś z tej dyskusji wyciągnęli.

Oczywiście, z tym się jak najbardziej zgadzam.

>Ale co w tym obraźliwego, że jest Pan niedoinformowany? Wszystkim nam brakuje jakiejś wiedzy, ja zwróciłem Panu uwagę na dogmat, potem mi zwrócił uwagę autor wątku, jeszcze raz wróciłem do wikipedii, i dopiero teraz wiem na czym polega dogmat niepokalanego poczęcia i że nie dotyczy on dziewictwa Marii, które jednocześnie jest częścią doktryny chrześcijaństwa. W końcu miał Pan rację, ale pomylił Pan dogmaty, a ja wiedziałem o pomyłce, ale pominąłem kwestię dziewictwa - czy nie o to chodzi, żeby to wyjaśniać?

O.k. rozumiem o Panu chodzi, lecz proszę mnie zrozumieć, wyjaśnienia inne niż oparte na naukowych dowodach są dla mnie bezwartościowe. Nie obrażam się o zarzut braku wiedzy, tylko wiedza w temacie dogmatycznej interpretacji dogmatów, nie jest rzeczą, którą określa prawdziwą wiedzę opartą na nauce i może być przez nią obalona, więc moim zdaniem, wiedza mająca swe źródło w dogmatach a nie w nauce jest bez wartości.

>Chętnie posłucham, jeżeli Pan to przedstawi przystępnie i połączy z tematem.
>Akurat poznawanie samych poglądów nie jest mi potrzebne, interesuje mnie argumentacja.

Po pierwsze to nie czuję się kompetentną osobą aby nauczać.
Po drugie nie mam na to czasu.
Po trzecie aby zrozumieć argumentację należy posiadać podstawy wiedzy z jej zakresu (w żadnym wypadku nie neguję, że Pan takowe posiada), bo przecież nie chodzi o to, aby przyjmować na wiarę słowa drugiej osoby.

>Tam gdzie Pan używa relatywizacji, mówiąc np. że każdy uważa co innego za dobre, a niektórzy mówią że dobra nie ma, ja używam relatywizacji "każde dziecko w klasie widzi inny trójkąt narysowany na tablicy, a dziecko z astygmatyzmem nie widzi trójkąta tylko figurę o krzywych bokach."

Chyba troszkę się nie zrozumieliśmy. Nie chodzi mi relatywizację typu coś jest dobre dla mnie, a złe dla Ciebie - trudo, ważne, że jest dobrze dla mnie. Chodzi mi o to, że jeśli oczywiście istnieją jakieś wartości nadrzędne (pomijam oczywiście wartości religijne), to nie istnieje wspólny schemat kierowania się tymi wartościami, który odnosiłby się do wszystkich zdarzeń.
Jan B (383 punktów)
>wiedza mająca swe źródło w dogmatach a nie w nauce jest bez wartości.
To prawda, ale jakoś nie mogę się powstrzymać żeby nie zwracać uwagi na błędy kiedy mówi się o doktrynach. Najlepszą postawą wydaje mi się mówienie po prostu "Nie rozumiem o czym oni mówią", bez wdawania się w polemikę.

>Chodzi mi o to, że jeśli oczywiście istnieją jakieś wartości nadrzędne (pomijam oczywiście wartości religijne), to nie istnieje wspólny schemat kierowania się tymi wartościami, który odnosiłby się do wszystkich zdarzeń.
Jak Pan rozumie ten schemat, jako zbiór reguł zrelatywizowanych do sytuacji? Ja uważam że taki istnieje, zrelatywizowany maksymalnie, tj. dla każdej osoby w każdym momencie istnieje zbiór dostępnych jej czynów, zrealizowanych przez nią lub nie, ocenionych jednoznacznie przez jedną doskonałą teorię etyczną. Nie wiem która to teoria, być może jeszcze jej nie sformułowano, co nie przeszkadza mi w przypuszczaniu że taka istnieje.
smag (464 punktów)
>Jak Pan rozumie ten schemat, jako zbiór reguł zrelatywizowanych do sytuacji? Ja uważam że taki istnieje, zrelatywizowany maksymalnie, tj. dla każdej osoby w każdym momencie istnieje zbiór dostępnych jej czynów, zrealizowanych przez nią lub nie, ocenionych jednoznacznie przez jedną doskonałą teorię etyczną. Nie wiem która to teoria, być może jeszcze jej nie sformułowano, co nie przeszkadza mi w przypuszczaniu że taka istnieje.

Uważam, że coś takiego jak doskonała teoria etyczna nie istnieje, religie próbują tego od tysiącleci upgrade'ując swoje dogmaty, lecz jak widzimy są to wielce chybione próby.
Otóż uważam, że nie ma Pan racji w samej podstawie dojścia do doskonałej teorii etycznej. Teoria taka, jak Pan zauważył wymagałaby od osoby ją tworzącej, aby przewidziała ona wszystkie możilwe zachowania każdego człowieka z osobna i w grupie, jak również wszystkie możliwe do zaistnienia sytuacje. Czyny każdego człowieka są zdeterminowane sytuacją danej chwili, a obrazu tej chwili nie jesteśmy w stanie przewidzieć.
Jan B (383 punktów)
>Otóż uważam, że nie ma Pan racji w samej podstawie dojścia do doskonałej teorii etycznej. Teoria taka, jak Pan zauważył wymagałaby od osoby ją tworzącej, aby przewidziała ona wszystkie możilwe zachowania każdego człowieka z osobna i w grupie, jak również wszystkie możliwe do zaistnienia sytuacje. Czyny każdego człowieka są zdeterminowane sytuacją danej chwili, a obrazu tej chwili nie jesteśmy w stanie przewidzieć.

Czy to nie tak jak z kompletną teorią fizyczną? Naukowiec nie zna wszystkich możliwych warunków w jakich może znaleźć się badany obiekt, i tworzy kolejne niepełne, ale coraz bliższe prawdzie teorie. Czy nie zakłada w ten sposób, że istnieje teoria kompletna?
Oczywiście etyka różni się brakiem ostatecznej metody weryfikacji, mozna badać tylko spójność teorii i zgodność ze strukturą psychiczną człowieka, więc zamiast kumulacji wiedzy przez pokolenia mamy tylko kumulację wiedzy jednostki. I najciekawszym założeniem etyki jest właśnie ta subiektywność, tzn. jeżeli istnieje teoria doskonała, to wielu ludzi dąży w zupełnie przeciwną stronę. To czyni etykę elitarną, w przeciwieństwie do nauki.
smag (464 punktów)
>Czy to nie tak jak z kompletną teorią fizyczną? Naukowiec nie zna wszystkich możliwych warunków w jakich może znaleźć się badany obiekt, i tworzy kolejne niepełne, ale coraz bliższe prawdzie teorie. Czy nie zakłada w ten sposób, że istnieje teoria kompletna?

Czy zakłada istnienie takiej teorii, czy nie to jest jego osobisty sposób postrzegania. Świat fizyki jest tak rozwinięty i skoplikowany, że istnieje kilka w miarę zgodnych stanowisk dotyczących teorii wystkiego. Jednak wiedza fizyka-naukowca opiera się na doświadczeniach, które potrafi on udowodnić, opracowuje teorię, która odnosi się do warunków w jakich przeprowadzał on swoje wyprowadzenia.

Lecz nauka to nie moralność. Człowiek to nie planeta, która jest zdeterminowana siłami. Człowiek potrafi myśleć i od tego co tam sobie wymyśli zależy to, co zrobi.
Jeśli dał Pan przykład nauki, to nie przesądza ona, że to co twierdzi w tej chwili jest prawdą przyjętą, jej stanowisko zależy od wiedzy i okoliczności weryfikacji tej wiedzy. Aby przewidzieć zachowanie wszystkich ludzi należy przewidzieć wszystkie czynniki zewnętrzne (fizyczne) i wewnętrzne (psychikę) w każdej chwili czasu. To jest dla mnie jakaś gigantyczna utopia.
Jan B (383 punktów)
Rozumiem Pana stanowisko, chociaż mnie nie przekonuje; ani ja nie mogę przekonać Pana. Straszna jest ta bezsilność.
smag (464 punktów)
>Rozumiem Pana stanowisko, chociaż mnie nie przekonuje; ani ja nie mogę przekonać Pana. Straszna jest ta bezsilność.

Jeśli chciałby Pan przybliżyć sobie problem fizyki, fizyki umysłu i wielu zagadnień z matematyki i fizyki, również teorię rozwiązywalności problemów w pkt. widzenia logiki, polenam książkę Rogera Penrose'a "Nowy umysł cesarza". Jest to pozycja popularnonaukowa, lecz wymaga podstawowej wiedzy z zakresu matematyki i fizyki.
Jan B (383 punktów)
Dziękuję, przeczytam.
18-03-2007 15:14 
 Ocena 2 na 2
Teresa (2693 punktów)
>>Jeśli Ty uważasz ze wiedza wyklucza wiarę to znaczy, że ta Twoja "wiedza" jest zakłamana, bo nie jest to żadna wiedza tylko inna wiara.
>Wiedza, oparta na naukowym postrzeganiu świata wyklucza wiarę w doktryny religijne.

Skoro tak, to poproszę o przykład doświadczenia naukowego, który wyklucza to, że jakiś człowiek został niepokalanie poczęty.

Może wystarczy rozciąć go skalpelem, by znaleźć w nim jakąś plamkę?
Albo moze trzeba wrzucić go do wrzątku aby wyparowały z niego opary zła przez co straci na wadze

Nauka - jak wiadomo - opiera się na możności intersubiektywnej sprawdzalności: czyli wszystko co w nauce zbudowanej tą metodą twierdzimy możemy udowodnić komuś drugiemu powtarzając dany eksperyment, albo wskazując na dedukcje sformalizowane, to jest dające się sprawdzić metodami czysto mechanicznymi określonymi przez logike.

Proszę więc o wskazanie takiego eksperymentu lub wnioskowania opartego na danych doświadczalnych albo odwołuj wszystkie bzdury jakie napisałeś.
Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów)
(zablokowany)

Teresko, odwracasz kotka ogonkiem.

Ja nie znam żadnego człowieka "niepokalanie poczętego", ale ty twierdzisz, że znasz.
Zatem jeżeli nie jestes kłamczuchą, to ty powinnaś udowodnić metodami naukowymi, że według ciebie "niepokalanie poczęta" matka Jehoszuy z Nazaretu rzeczywiście była "niepokalanie poczęta". Jak nie potrafisz, a mimo to nadal usiłujesz nam te rewelacje wcisnąć jako obiektywny fakt - to bez obrażania twej osoby - tyś oszustka i naciągaczka, amen.
Jan B (383 punktów)
No zaraz, proszę zerknąć do naszej dyskusji: niepokalane poczęcie Marii to uchylenie jej grzechu, co nie jest sprzeczne ani zgodne z nauką. Powinien Pan zarzucać Pani Teresie to, że wierzy, jeżeli taka jest prawda, w człowieka urodzonego BEZ poczęcia - Jezusa.
Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów)
(zablokowany)
>No zaraz, proszę zerknąć do naszej dyskusji: niepokalane poczęcie Marii to uchylenie jej grzechu, co nie jest sprzeczne ani zgodne z nauką.<

Jest sprzeczne z nauką - gdyż by coś uchylić - to coś musi istnieć. Zatem pani Teresa powinna nam udowodnić, że coś takiego jak "grzech pierworodny" rzeczywiście istnieje.

>Powinien Pan zarzucać Pani Teresie to, że wierzy, jeżeli taka jest prawda, w człowieka urodzonego BEZ poczęcia - Jezusa.<

Niech pani Teresa wierzy sobie w co chce. W siedmiogłowe smoki, Pierzastego Węża czy inne licho. Ale jak już chce do tego przekonywać innych - to do jasnej cholery dowody proszę, bo jak ich nie będzie to wywalę z progu na zbitą twarz, jak każdego naciągacza.
Jan B (383 punktów)
Zgoda, grzech pierworodny jest terminem skomplikowanym, ale Pan nieco przesadził. Wydaje mi się że prośba o udowodnienie grzechu pierworodnego jest absurdalna i prowadzi do absurdu. Będzie też Pan prosił panią Teresę, żeby udowodniła że istnieje radość, jeżeli powie że jej dziś radośnie? Pan umie udowodnić istnienie radości? Jak mi Pan udowodni istnienie radości?
Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów)
(zablokowany)
Radość jest pojęciem subiektywnym, a tzw. "grzech pierworodny" chyba już nie?
Czyżby KK nauczał: "Mili parafianie! Jeśli odczuwacie grzech pierworodny, to go macie, a jak nie odczuwacie - to go nie macie, amen"?
Jan B (383 punktów)
>Radość jest pojęciem subiektywnym, a tzw. "grzech pierworodny" chyba już nie?
Racja. Prośba o udowodnienie grzechu pierworodnego jest raczej podobna do prośby o udowodnienie istnienia Boga. Zgodzę się z Pana postawą, ja też nie znoszę kiedy ktoś próbuje mnie nawracać, a sam wie mniej ode mnie i zachowuje się jeszcze gorzej. Inna sprawa kiedy jest to geniusz. Istnienie Boga to piękna teoria, i należy raczej samemu szukać odpowiedzi u filozofów, niż czekać aż przyjdzie ktoś wygadany i nas przekona.
18-03-2007 18:46 
 Ocena 2 na 2
Teresa (2693 punktów)
>Teresko, odwracasz kotka ogonkiem.

Osobą, która odwraca kota ogonkiem jesteś raczej Ty.
Smag napisał, ze "Wiedza, oparta na naukowym postrzeganiu świata wyklucza wiarę w doktryny religijne"
Niech więc wykaże w jaki sposób nauka wyklucza istnienie grzechu pierworodnego lub niepokalanego poczęcia. Czy ja żądam zbyt wiele?

Prawda jest taka, że to nie jest możliwe, gdyż metoda naukowa opiera się na możności intersubiektywnej sprawdzalności a w przypadku grzechu pierwotnego czy bycia niepokalanie poczętym nie wiadomo zobaczenia czego mam oczekiwać, gdyż są to rzeczy niematerialne.
Nauka nie może znaleźć czegoś, czego nie da się znaleźć (za pomocą metody której ona używa a więc zmysłow).

>Ja nie znam żadnego człowieka "niepokalanie poczętego", ale ty twierdzisz, że znasz.
>Zatem jeżeli nie jestes kłamczuchą, to ty powinnaś udowodnić metodami naukowymi, że według ciebie "niepokalanie poczęta" matka Jehoszuy z Nazaretu rzeczywiście była "niepokalanie poczęta".

Nie, bo ja nie twierdzę, że nauka wykazała, że grzech istnieje. Mówię, że jest to rzeczą wiary.

>Jak nie potrafisz, a mimo to nadal usiłujesz nam te rewelacje wcisnąć jako obiektywny fakt - to bez obrażania twej osoby - tyś oszustka i naciągaczka, amen.

Rozumiem, że równie źle myslisz o Smagu, który próbował wcisnąć jako obiektywny fakt to iż: "Wiedza, oparta na naukowym postrzeganiu świata wyklucza wiarę w doktryny religijne", co chyba przeoczyłeś.
Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów)
(zablokowany)
Cześć Tereska!

Ustaliliśmy zatem - ani Ty nie możesz udowodnić istnienia grzechu jakiegośtam czy rodzenia dzieci bez uprzedniego chlapnięcia plemnikami, ani ci, którzy z tych bajek się śmieja też nie moga udowodnić, że te cuda nie istniały - no bo jak udowodnić urojone przez jakiegoś bajarza nieistnienie?

Problem jest w tym, że ja nie trąbię kazdemu napotkanemu człowiekowi - "pamiętaj, nie ma habźli, gahstołów, brździągw, jakruzów", a ty usiłujesz podać swoje urojenia na temat rzekomego grzechu jakiegośtam czy niepokalanego spłodzenia za prawdę mimo braku jakichkolwiek dowodów - co jest oszustwem, niczym więcej.
22-03-2007 01:21 
 Ocena 2 na 2
Teresa (2693 punktów)
>Ustaliliśmy zatem - ani Ty nie możesz udowodnić istnienia grzechu jakiegośtam czy rodzenia dzieci bez uprzedniego chlapnięcia plemnikami, ani ci, którzy z tych bajek się śmieja też nie moga udowodnić, że te cuda nie istniały - no bo jak udowodnić urojone przez jakiegoś bajarza nieistnienie?

Nie zrozumieliśmy się. Nie rozmawiamy o tym czego ja nie mogę udowodnić tylko o tym, co Smag potrafi rzekomo udowodnić a mianowicie, że nauka wyklucza "grzech jakiśtam czy rodzenie dzieci bez uprzedniego chlapnięcia plemnikami"
Ktoś wyżej napisał, że nauka nie może nawet wykluczyć istnienia krasnoludków, jeśli tak, to jak może wykluczyć powyższe?

>Problem jest w tym, że ja nie trąbię kazdemu napotkanemu człowiekowi - "pamiętaj, nie ma habźli, gahstołów, brździągw, jakruzów", a ty usiłujesz podać swoje urojenia na temat rzekomego grzechu jakiegośtam czy niepokalanego spłodzenia za prawdę mimo braku jakichkolwiek dowodów - co jest oszustwem, niczym więcej.

To proszę jak jesteś taki mądry udowodnij mi proszę, że istniejesz a nie jesteś tylko snem robaka leżącego po ziemią.

>Problem jest w tym, że

To jest Twój problem. Ja mogę trąbić każdemu napotkanemu człowiekowi że to, w co wierzę nie jest to sprzeczne nauką i MOŻE być prawdą.

Poza tym ściśle rzecz biorąc niepokalane poczęcie dotyczy kwestii czy Maryja, matka Jezusa Maryja była wolna od grzechu pierworodnego. To, że Maria pozostała dziewicą do urodzenia Jezusa to inna rzecz.
To, że Ty to uważasz oszustwo wynika z Twego światopoglądu odmiennego niż mój, w którym najwidoczniej "grzech" nie istnieje. Wiem, że "milej" jest nie wierzyć w jego istnienie, ale wg mnie temu przeczy doświadczenie.
LEGION (3161 punktów)
Doświadczenie? A czym jest grzech, skoro można go jakoś doświadczalnie zbadać?

NIE KLIKAĆ
28-03-2007 23:11 
 Ocena 2 na 2
Teresa (2693 punktów)
>Doświadczenie? A czym jest grzech, skoro można go jakoś doświadczalnie zbadać?

Grzechu nie można doświadczalnie zbadać, ale można zdać sobie sprawę z tego że jest się niegodziwym (czyli bezpośrednio doświadczyc swojej grzeszności)- jeśli się chce, bo zawsze można powiedzić, że to słabość, niewiedza, choroba, itp..

Jeśli już samemu znajdzie sie dowód na grzech, mozna wnosić, że cała ludzkość jest grzeszna i zobaczyć skutki grzechu.
Tak samo jak człowiek ktory uświadomił sobie, że jest świadomy uwaza że inni ludzie też są świadomi, że są swiadomi.

Są też tacy ktorzy twierdza, że ludzie nie są niegodziwi (nie mają grzechu ) bo ich przodkowie mieli ogony. Ale ja nie wiem co ma jedno do drugiego.
LEGION (3161 punktów)
>Grzechu nie można doświadczalnie zbadać, ale można zdać sobie sprawę z tego że jest się niegodziwym (czyli bezpośrednio doświadczyc swojej grzeszności)
Na jakiej podstawie można doświadczyć własnej grzeszności?
>- jeśli się chce, bo zawsze można powiedzić, że to słabość, niewiedza, choroba, itp..
Więc czym jest grzech?
>Jeśli już samemu znajdzie sie dowód na grzech, mozna wnosić, że cała ludzkość jest grzeszna i zobaczyć skutki grzechu.
Jak go szukać?
>Tak samo jak człowiek ktory uświadomił sobie, że jest świadomy uwaza że inni ludzie też są świadomi, że są swiadomi.
I często się myli...
>Są też tacy ktorzy twierdza, że ludzie nie są niegodziwi (nie mają grzechu ) bo ich przodkowie mieli ogony. Ale ja nie wiem co ma jedno do drugiego.
Może kiedy poznam definicję grzechu będę w stanie określić co ma ogon do niegodziwości...


NIE KLIKAĆ
smag (464 punktów)
Jak pamiętam rozmawialiśmy na bardzo podobyny temat w Sylwestra. Twoja ignorancja przerasta wszelkie skale porównawcze. Pamiętasz napisałem Ci wtedy kilka bardzo prostych argumentów przeciwko wierze i poprosiłem o to byś Ty podała równie logiczne, abym mógł się przekonać, że nie mam racji. Zignorowałaś moją prośbę/propozycję.
Dziś robisz dokładnie to samo, wymagasz ode mnie abym ciągle udowadniał, że Ty nie masz racji. Może w końcu sama udowodnisz wszystkim w swej niezwykłej wiedzy i mądrości, że masz rację.
Tak jak poprzednim razem, poproszę o trzy logiczne argumenty potwierdzające prawdziwość Twych religijnych prezekonań, aby dalsza wspólna polemika była możliwa. Również jak poprzednio informuję, że jeśli nie podasz tych argumentów/dowodów a dalej będziesz próbowała tych swoich dziecięcych podchodów, to zignoruję Twoje wypowiedzi.
LEGION (3161 punktów)
>Prawdziwy rozum mówi, że nie wie i pozostawia miejsce dla wiary.
Rozumiem do miejsca "(...)nie wie(...)", dalej trochę gorzej: na jaką wiarę ma zostawić miejsce? Dlaczego "prawdziwym" jest rozum który wierzy? Czy rozum który nie wierzy jest fałszywy? Jeżeli tak, to dlaczego?


NIE KLIKAĆ
Celecrin (11895 punktów)
Czesć
>Prawdziwy rozum mówi, że nie wie i pozostawia miejsce dla wiary.
Tu jest właśnie kość niezgody. To co piszesz jest nieprawdą. Do wiary nie dochodzi się na drodze rozumowej, ona jest podtrzymywana przez brak wiedzy. W sumie to raczej zalecasz, w swoim zdaniu, dobre postępowanie, ale to też jest błędne. W życiu nie postępujesz tak, że jak nie wiesz, to wierzysz.

Generalnie wierze "do widzenia" mówi się na drodze rozumowej. Nigdy nie jest inaczej, prawie nigdy. Dlaczego?
Prawie nikt nie rodzi się w rodzinie ateistów. Nie wiem czy w Polsce są rodziny, gdzie mama, tata, babcie i dziakowie są ateistami. W związku z tym dziecko jest poddane religijnej indoktrynacji od kolebki. Naprawdę trudno jest przyjąć, że do wiary dochodzi się na drodze rozumowej, skoro religijne bajeczki są składnikiem Twojego dziecięcego życia.
Dzieci myślą magicznie, dla teistów to jest woda na młyn. Dlatego tak Kościół walczy o religię w szkole, od tak wczesnych lat.

Natomiat jak ma się wiedza do religii?
WIEM, że Biblię pisali ludzie, nie Bóg.
WIEM, że nauka z Biblii była poddana retuszom. Nawet 10 przykazań się nie zgadza, he,he,he.
WIEM, że katolicyzm przyniósł wiele ofiar, wiele cierpienia.
WIEM, że Kościół ma na koncie oszustwa, mordy i grabieże.
WIEM, że nie powiedział przepraszam.
Za dużo wiem, by wierzyć katolikom. Parę innych religii też poznałem i też im nie wierzę.

Nie wierzę Ci Tereso, że masz jakąś WIEDZĘ. Z naszych dyskusji wynika, że niczego nie wiesz. Skupiasz się tylko na szukaniu miejsca do spekulacji, żeby nakarmić swoją subiektywnie odczuwaną wiarę, co DOSKONALE ujęłaś w tym poście, a dokładnie w tym jednym zdaniu. Oddałaś swój rozum na usługi instynktom.
Z poważaniem
18-03-2007 16:49 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
> Do wiary nie dochodzi się na drodze rozumowej, ona jest podtrzymywana przez brak wiedzy.

nonsens logiczny...jeżeli nie wiem, że p, to wcale nie musi być: wierzę, że p. przykłady wymyśl sobie sam. do wiary nie dochodzi się w ogóle. wiarą jest się zainfekowanym. granice rozumu są granicami świata, pod warunkiem, że rozum wie, kiedy nie stawiać pytań i szukać na nie odpowiedzi,... to jest właśnie rozum oświecony....

>WIEM, że Biblię pisali ludzie, nie Bóg. ...itd.

takie przekonania nie są ż a d n ą przesłanką w konstrukcji racjonalnego obrazu świata i racjonalnego działania... czym takie mniemania różnią sie od wiedzy opartej na bezpośrednim doświadczeniu, od konstrukcji logiki czy matematyki?

najważniejsze jest to, że wiara może być (i dla wielu jest) zbędna. dlatego można racjonalizm zdefiniować jako minimalny zbiór tych świadomych poglądów, które umożliwiają żyć. o reszcie pisał szekspir i mówią papieże

z poważaniem
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

@@@

>Prawdziwy rozum mówi, że nie wie i pozostawia miejsce dla wiary.

Ale taki normalny rozum, to mówi, że z wiąra nie ma dyskusji. Wierzącego nikt nie przekona, że "białe jest białe, a czarne jest czarne".
Oni wiedzą lepiej, Oni posiadli PRAWDĘ!


>Jeśli Ty uważasz ze wiedza wyklucza wiarę to znaczy, że ta Twoja "wiedza" jest zakłamana, bo nie jest to żadna wiedza tylko inna wiara.
>To są zresztą podstawy... Naprawdę Już każdy racjonalista powinien to wiedzieć... coś nie możecie się sami doedukować we własnym gronie PSR i tylko ciemnotę szerzycie.
W powyższych zdaniach kryje się cała argumentacja i cały stosunek do nas większości teistów wchodzących na nasze forum. Czasem początkowo zdarza się pewna przymilność, czy udawana chęć na merytoryczną dyskusję, ale przy pierwszych niepowodzeniach wychodzi "szydło z worka". Przecież pomimo największych starań (gdyby takowe zostały podjęte) Pani Teresa nie jest w stanie zrozumieć o co racjonalistom chodzi.
Myślę, że choć my powinniśmy starać się zrozumieć Panią Teresę.

Poniżej wypowiedź Izdebskiego podająca opinie różnych ludzi kościoła o ateizmie.

Tak nas Oni widzą:

"Według soborowej "Konstytucji o Kościele i świecie współczesnym" nie istnieje jednoznaczna definicja ateizmu i wymienia jego wiele postaci: odrzucanie prawdy absolutnej, zaprzeczanie istnieniu Boga, zniekształcanie idei Boga, odrzucanie idei Boga jako protest przeciw złu, stawianie człowieka na miejscu Boga, ubóstwianie niektórych dóbr czy wartości ludzkich, wyolbrzymianie autonomii i wolności człowieka przy jednoczesnym zaprzeczaniu zależności człowieka od Boga, tłumaczenie rzeczywistości świata z punktu widzenia nauk przyrodniczych. Kościół odrzuca całkowicie "boleśnie zgubną doktrynę i jej działalność", a Paweł VI określa ateizm jako "najgroźniejsze zjawisko naszych czasów".

Sadzę, że zrozumienie wiary przez niewierzących jest bardzo trudne, ale na podstawie dotychczas poznanej literatury przedmiotu uważam, że zrozumienie przez wierzących ateistów, "dla których jakakolwiek wiara nie jest do niczego potrzebna" - jest niemożliwe.

Aby nie szukać daleko, a znaleźć poglądy dla tego środowiska dosyć powszechne, zobaczmy, jak myśli wybitny współczesny katolicki filozof, religioznawca, profesor KUL, siostra urszulanka Zofia Zdybicka, zgodnie z myślą św. Tomasza wyrażoną np. przez Piusa XII w "Humani Generis": "Prawdy dotyczące Boga oraz relacji między Bogiem i ludźmi przekraczają w sposób absolutny porządek rzeczy podpadających pod zmysły (...) Rozum ludzki natomiast w poszukiwaniu takich prawd napotyka trudności wynikające z wpływu zmysłów i wyobraźni oraz złych skłonności spowodowanych przez grzech pierworodny. Uważa, że natura BoŹga, bez daru światła Objawienia Bożego', przekracza poznawcze możliwości ludzkiego zrozumienia, a dar ten, czyli "Łaskę wiary" posiadają tylko niektórzy. Niewierzący z własnej woli są jej pozbawieni i dlatego ich zdolności intelektualne są ograniczone i mogą myśleć, co najwyżej, ateistycznie. Niektórzy polscy katoliccy religioznawcy idą w tym epitetowaniu znacznie dalej*. Ich wywody znacznie przekraczają niezrozumienie, wyziera z nich nietolerancja, a nawet nienawiść do inaczej myślących. Moim zdaniem, wynika to głównie z braku merytorycznych argumentów oraz intelektualnej niepewności własnego stanowiska.

*Na przykład rozumienie ateizmu przez ks. Lecha Grabowskiego: jasno wynika, że "dziwna postawa myślowa ateisty możliwa jest wskutek fałszywego pojmowania nie tylko Boga, ale również istoty całego świata duchowego, charakteryzującego się właśnie wolnością. Natomiast błędne myślenie jest z kolei następstwem wypaczonej woli człowieka, który już ogranicza swe zainteresowania do świata materialnego, a tym bardziej w imię źle pojętej wolności uprawia samowolę, zaspokajając zachcianki swych niższych skłonności i z wolna coraz bardziej pogrąża się w świecie zmysłowym.(...) Nadto człowiek rozwiązły zatraca poczucie tyrani swojego ciała, fałszywie przypisując duchowi tyranizowanie, jako zdrowe wymogi duchowe nie zezwalają na tyranię zmysłów. (...) Te drastycznie występujące sprzeczności są już dostatecznym dowodem, że pozytywny ateizm jako rozumnie przemyślany światopogląd nie jest możliwy". "Wielki Nieznany. Zarys religioznawstwa".

Myślę, że zrozumieliście już Państwo, co myśli o Was Pani Teresa i inni intelektualiści katoliccy.

***************

Parę zdań na dokładkę, co racjonalista (Izdebski) myśli o ateistach:

"Zadowalający dla ludzi religijnych podział na teistów, ateistów i agnostyków jest podziałem socjologicznie nieuzasadnionym. Tak naprawdę w tych kwestiach bardziej prawdziwym jest Wierzących - niezależnie od tego, w co wierzą (np. w to, że Bóg nie istnieje), oraz niewierzących (opierających swą wiedzę wyłącznie na nauce, ale nawet wobec niej sceptycznych). Agnostycyzm najczęściej jest dyplomatyczną przykrywką dla konformistycznej postawy dążącej do nie ujawniania swoich poglądów.

Narzucanie konieczności bezkrytycznego przyjęcia Boga u sceptyków wywołuje reakcję prowadzącą do ateizmu.

Nie ukrywam, że w tym kontekście bawi mnie spostrzeżenie, iż teistów od ateistów różni tylko konsekwencja. Teiści odrzucają prawie wszystkich, wśród znanych, jak i nie poznanych bogów, pozostawiając sobie jako przedmiot wiary wyłącznie wybrany panteon lub zaledwie kilku bogów, a nawet czasem wyłącznie jednego. Ateiści są konsekwentni i idą tylko o jeden krok dalej.

Wynika to zarówno z większych wątpliwości dotyczących możliwości ludzkiego poznania, jak i mniejszej pewności istnienia prawd ostatecznych znanych człowiekowi.


Miłego dnia.
22-03-2007 00:12 
 Ocena 2 na 2
Teresa (2693 punktów)
>Ale taki normalny rozum, to mówi, że z wiąra nie ma dyskusji. Wierzącego nikt nie przekona, że "białe jest białe, a czarne jest czarne".
>Oni wiedzą lepiej, Oni posiadli PRAWDĘ!

Po pierwsze piszesz kompletnie nie na temat.
Po drugie to, co napisałeś świadczy o tym, że sam nie rozumiesz istoty wiary.
Co to jest wiara? Od strony formalnej każda wiara jest to zbior założeń i dających się wydedukować z nich wniosków (tzw. system aksjomatyczny).
Istnieje wiele wiar różniących się założeniami. Z założeniami nie dyskutuje się z definicji (gdyż założenia się zakłada).
Ty też w coś wierzysz, więc zdanie:
"Oni wiedzą lepiej, Oni posiadli PRAWDĘ!"
dotyczy tez Ciebie.

Jest coś, jakieś założenie, które przyjmujesz nieświadomie, dlatego to Ci umyka.

>W powyższych zdaniach kryje się cała argumentacja i cały stosunek do nas większości teistów wchodzących na nasze forum. Czasem początkowo zdarza się pewna przymilność, czy udawana chęć na merytoryczną dyskusję, ale przy pierwszych niepowodzeniach wychodzi "szydło z worka".

Ucieczka. Pytanie brzmiało: czy wiedza wykluczająca wiarę jest zakłamana czy nie. Przymilność jest tylko jedna z form przekazywania treści - równie dobrze można przekazać to samo prozą lub wierszem

>Przecież pomimo największych starań (gdyby takowe zostały podjęte) Pani Teresa nie jest w stanie zrozumieć o co racjonalistom chodzi.

A Ty jesteś wszechwiedzący?

>Sadzę, że zrozumienie wiary przez niewierzących jest bardzo trudne, ale na podstawie dotychczas poznanej literatury przedmiotu uważam, że zrozumienie przez wierzących ateistów, "dla których jakakolwiek wiara nie jest do niczego potrzebna" - jest niemożliwe.

Naprawdę nie mam pojęcia na jakiej podstawie tak uważasz. To, że Paweł VI określił ateizm jako "najgroźniejsze zjawisko naszych czasów" NIE ŚWIADCZY o braku zrozumienia, bo być może ateizm jest rzeczywiście "najgroźniejszym zjawiskiem naszych czasów". Trzeba tylko wymienić konsekwencje ateizmu aby to argumentować. Ja rozumiem, że takie podstawienie sprawy może kogoś zranić, ale jest to zranienie uzdrawiające.

>Ich wywody znacznie przekraczają niezrozumienie, wyziera z nich nietolerancja, a nawet nienawiść do inaczej myślących. Moim zdaniem, wynika to głównie z braku merytorycznych argumentów oraz intelektualnej niepewności własnego stanowiska.

Zrozumienie NIE OZNACZA akceptacji. A tolerancja to jest po prostu znoszenie ludzi o innych poglądach różniących się pod względem światopoglądu. Ty mylisz jakoś po buddyjsku. Wyobraź sobie, ze człowiek ktory bardzo dobrze rozumie ateistów może nie przypisywać im braków intelektualnych, ale jednocześnie może się z nimi nie zgadzać ale może tez przypisywać im braki intelektualne i mieć przy tym rację. Ateiści też nie są jednorodną grupą. Np. komuniści są ateistami i buddyści są ateistami (mimo ze są religijni).

>.(...) Nadto człowiek rozwiązły zatraca poczucie tyrani swojego ciała, fałszywie przypisując duchowi tyranizowanie, jako zdrowe wymogi duchowe nie zezwalają na tyranię zmysłów. (...) Te drastycznie występujące sprzeczności są już dostatecznym dowodem, że pozytywny ateizm jako rozumnie przemyślany światopogląd nie jest możliwy". "Wielki Nieznany. Zarys religioznawstwa".

No, coż, nie urażając nikogo w tych gorzkich słowach jest wiele prawdy o człowieku rozwiązłym.

>Myślę, że zrozumieliście już Państwo, co myśli o Was Pani Teresa i inni intelektualiści katoliccy.

Dlaczego mam nie myśleć o przyczynach, konsekwencjach i zagrożeniach wiążące się z porzuceniem wiary w Boga?
Bardziej martwi mnie fakt, ze w imię źle pojętej wolności uprawianie samowoli dotyczy także wielu osób określających się jako wierzące.

>"Zadowalający dla ludzi religijnych podział na teistów, ateistów i agnostyków jest podziałem socjologicznie nieuzasadnionym. Tak naprawdę w tych kwestiach bardziej prawdziwym jest Wierzących - niezależnie od tego, w co wierzą (np. w to, że Bóg nie istnieje), oraz niewierzących (opierających swą wiedzę wyłącznie na nauce, ale nawet wobec niej sceptycznych). Agnostycyzm najczęściej jest dyplomatyczną przykrywką dla konformistycznej postawy dążącej do nie ujawniania swoich poglądów.

A do której z tych grup zalicza się Izdebski? Nie ma nic bardziej irytującego niż facet, który sam siebie zalcza do grupy niewierzących a wierzy. Poza tym w tym fragmencie jest potencjalnie bład ekwiwokacji, gdyż ktoś kto wierzy w istnienie atomu zapewne zostałby zaliczony do grupy niewierzących podczas gdy jego istnienie jest rzeczą wiary.

>Teiści odrzucają prawie wszystkich, wśród znanych, jak i nie poznanych bogów, pozostawiając sobie jako przedmiot wiary wyłącznie wybrany panteon lub zaledwie kilku bogów, a nawet czasem wyłącznie jednego. Ateiści są konsekwentni i idą tylko o jeden krok dalej.

Aleś pojechał ... A ateiści byli i są komunistami, więc chyba jednak nie idą nie tylko o jeden krok dalej, ale zdarza się że idą o wiele za daleko... odrzucają bogów po to, aby samemu być bogami (jak np. Stalin).
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
@@@

>Po pierwsze piszesz kompletnie nie na temat.
>Po drugie to, co napisałeś świadczy o tym, że sam nie rozumiesz istoty wiary.
>Co to jest wiara?
>Od strony formalnej każda wiara jest to zbiór założeń i dających się wydedukować z nich wniosków (tzw. system aksjomatyczny).
>Istnieje wiele wiar różniących się założeniami. Z założeniami nie dyskutuje się z definicji (gdyż założenia się zakłada).

>Ty też w coś wierzysz, więc zdanie:
>>>>"Oni wiedzą lepiej, Oni posiedli PRAWDĘ!"
>dotyczy tez Ciebie.(...)

****************************************

Myślę, że jakiś większy komentarz jest tu całkiem zbyteczny!.
Post Pani Teresy znakomicie potwierdza wszystkie postawione przeze mnie tezy na temat jej wiedzy oraz stosunku do nas i ateizmu.
Czyli całkowitej niewiedzy i braku jakiegokolwiek zrozumienia.
Pani Teresa - poza swoją wyjątkowością (już choćby poprzez to, że chce być z nami) - jest typową katolicką intelektualistką, a ten typ tak ma!

PS. Pani Teresko, jest mi ogromnie przykro, ale naprawdę niewiele Pani zrozumiała z tego co napisałem, a ja zupełnie nie podejmuję się Pani tego wytłumaczyć.
Jeżeli zgadza się Pani z przytoczoną wypowiedzą Księdza Lecha Grabowskiego, chyba już profesora, którego oceniam, po znanych mi tekstach, jako wykształconego troglodytę robiącego za katolickiego uczonego, to cóż ja biedny, poza złożeniem Pani gratulacji - mogę.

Nie wolno nam dzielić Kościoła, to jeden zgodny chór, tyle że, jak to z chórami bywa, na głosy jest podzielony.
Prawda Pani Teresko? Czy może się mylę?

Ciągle wydaje mi się, że napotykam tam na bardzo ciekawych myślicieli, ale może to tylko "ludzie do zadań specjalnych"?


Miłego dnia.
diogenes (42753 punktów)
>Jeżeli dzięki wierze w karę w zaświatach będzie mniej
>kradzieży, rozbojów i innych łotrostw, to taka wiara może
>być przydatna, nieprawdaż?

no no, masz zadatki na wielkiego manipulatora...chodzi więc o byle co, co zapobiegnie tzw. społecznym patologiom. no więc możesz ludziska uchlać tanią wódzią, pozwolić na pędzenie bimbru (ale w dużych ilościach, co by padli na pysk...), dodać do tego jezusa, lutra lub zen...albo wpakować im jakiś elektroniczny implant podnoszący etyczną wrażliwość, albo zmniejszający ich witalność na tyle, że nie będą mieli siły bić się po radiach maryja itp. ale problem pozostaje: kto bedzie manipulował, kto będzie manipulowanym?

>A racjonalistą można być podczas prywatnych rozmów ludzi
>mądrych. Publicznie wspierajmy wiarę!

mylisz racjonalizm ze sk***ysyństwem...
Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów)
(zablokowany)
Spokojnie - nie mam zamiaru nikim manipulować. Od tego już są w Polsce fachowcy od końca X wieku

>mylisz racjonalizm ze sk***ysyństwem...<

Przecież ostatnie zdanie to był żart - roześmianego emotikonka nie zauważyłeś?

Wróć do listy wątków działu ABC Racjonalisty

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365