 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 03-12-2007 13:19 | Walczyslaw | Racjonalne pytanie | Witam wszystkich, Nie pragnę rozpoczynać nowego wątku, ale chcę dokonać wszelkich starań zanim wyciągnę wnioski. Otóż moje pytanie brzmi: Jeżeli Bóg nie istnieje i nasza świadomość kończy się wraz z naszą śmiercią, to jaki jest cel przedłużania istnienia tej cywilizacji? Prosiłbym o odpowiedzi rzeczowe i nietrywialne. Prędzej czy później każdy jako jednostka i ludzkość jako całość dojdzie do wniosku, że tworzenie, następne pokolenia, jak też i postęp nie mają najmniejszego celu, jeżeli nasz wkład kończy się wraz z naszą śmiercią. Mówię o skali czasowej setek, albo tysięcy lat naprzód. Instynkt przetrwania u człowieka słabnie, natomiast świadomość wzrasta i będą tego konsekwencje. pozdrawiam (po co?  walczyslaw |
| walczyslaw (54 punktów) | Racjonalne pytanie - sprecyzowane | To jeszcze raz ja, znaczy walczyslaw  Poczytałem forum i widzę, że postawiłem nieprecyzyjnie pytanie. Nie pytam się o sens istnienia, ale pytam się czy w świetle znanych faktów  nie powinniśmy działać w kierunku najbardziej bezbolesnego położenia kresu cywilizacji, planecie, wszechświatowi czy czemu tam jeszcze? pozdrawiam armagedońsko  walczyslaw
|
|
 | | Piotrek Karwala (451 punktów) | Odp: Racjonalne pytanie - sprecyzowane | > Nie pytam się o sens istnienia, ale pytam się czy w świetle znanych faktów nie powinniśmy działać w kierunku najbardziej bezbolesnego położenia kresu cywilizacji, planecie, wszechświatowi czy czemu tam jeszcze?E, bezsensowna propozycja. I talk to the wind
|
|
 | | Władek Lichacz (2050 punktów) | > ..ale pytam się czy w świetle znanych faktów nie powinniśmy działać w kierunku najbardziej bezbolesnego położenia kresu cywilizacji, planecie, wszechświatowi czy czemu tam jeszcze?Ktoś musi zacząć pierwszy. Może Ty dasz przykład?
|
|
|  | | walczyslaw (54 punktów) | > >..ale pytam się czy w świetle znanych faktów nie powinniśmy działać w kierunku najbardziej bezbolesnego położenia kresu cywilizacji, planecie, wszechświatowi czy czemu tam jeszcze?> Ktoś musi zacząć pierwszy. Może Ty dasz przykład?No właśnie usiłuję!  Ale o tym w trzecim wątku już łopatologicznie.
|
|
| |  | | Władek Lichacz (2050 punktów) | >No właśnie usiłuję!
Słabo Ci to wychodzi!
>W dodatku nie chce mi się umierać ze starości na ginącej planecie.
Wobec tego staraj się o wprowadzenie eutanazji.
|
|
| elfir (1058 punktów) | Odp: Racjonalne pytanie | >Jeżeli Bóg nie istnieje i nasza świadomość kończy się wraz >z naszą śmiercią, to jaki jest cel przedłużania istnienia >tej cywilizacji?
A jaki ty masz cel w zyciu? Tylko ewentualne zbawienie i wizje zycia w raju? Dlaczego idziesz do pracy? Dlaczego kupujesz dom, samochód, idziesz do kina? By twoje zycie minęło jak najbardziej przyjemnie. Dlaczego masz dzieci? Czy chcesz im zapewnic wygodny byt? Zostawic cos w spadku?
Dlaczego swiat i ludzkość muszą mieć jakieś wielkie cele?
Postep dokonuje się tylko dlatego, ze ktoś miał juz dośc noszenia dobytku na plecach, więc wymyślił kolo i wózek.
|
|
 | | walczyslaw (54 punktów) | > >Jeżeli Bóg nie istnieje i nasza świadomość kończy się wraz> >z naszą śmiercią, to jaki jest cel przedłużania istnienia> >tej cywilizacji?> A jaki ty masz cel w zyciu? Tylko ewentualne zbawienie i wizje zycia w raju?Niezupełnie, ale mniej więcej tak  Cel mam się kiedyś dowiedzieć. Wszystkiego  Jak nie ma boga, to się nie dowiem  > Dlaczego idziesz do pracy? Dlaczego kupujesz dom, samochód, idziesz do kina?Z nudów, mówiąc krótko. I trochę, że mam nadzieję, że się czegoś dowiem. Ale rajcuje mnie tylko wiedzieć. > By twoje zycie minęło jak najbardziej przyjemnie.Nie mija przyjemnie, jak i życie każdego człowieka, trochę wyżej rozwiniętego. Rozum mówi, że lepienie bałwana jest bezcelowe. Jakaś przyjemnośc w zimie, ale do pewnego wieku tylko  > Dlaczego masz dzieci? Czy chcesz im zapewnic wygodny byt? Zostawic cos w spadku?Nie. Dzieci mam z niedorzałości, a zapewniać im nic nie chcę, bo niby czemu miałbym dbać o cokolwiek po swojej śmierci? Spokojnie, dzieci o tym nie wiedzą  Chciałbym im zapewnić szczęście, owszem, ale jak nie ma boga, to szczęście jest równoznaczne dla mnie z nieistnieniem. > Dlaczego swiat i ludzkość muszą mieć jakieś wielkie cele?No, nie muszą. To tylko ja. Jednak bez ważnego celu działanie jest zbędne. Cele mają swoją hierarchię i prędzej czy później dochodzę do najwyżeszego - celu istnienia. > Postep dokonuje się tylko dlatego, ze ktoś miał juz dośc> noszenia dobytku na plecach, więc wymyślił kolo i wózek.Ale po co nam ten postęp, który produkuje istoty zdające sobie coraz bardziej sprawę z własnego nieszczęścia? Można żyć, owszem, ale - jak napisałem wcześniej - im bardziej świadomość ludzi wzrasta, im większy postęp, im więcej czasu mają na samorozwój, tym bardziej dociera do nich właśnie ta prawda. Mizeria istnienia  Ja chciałbym jakiś wyników, a nie dysputy od tysięcy lat. Do przodu, czyli postęp
|
|
|  | | elfir (1058 punktów) | > Niezupełnie, ale mniej więcej tak Cel mam się kiedyś dowiedzieć. Wszystkiego Jak nie ma boga, to się nie dowiem Z tego co wiem, chrześcijański bog tez nie obiecuje wszechwiedzy. A o którym mowisz i na którego liczysz i czy jestes przekonany, ze postepujesz właściwie według jego zamysłów? > Z nudów, mówiąc krótko. I trochę, że mam nadzieję, że się czegoś dowiem. Ale rajcuje mnie tylko wiedzieć.A ja myśle, ze idziesz do pracy, by zarobić pieniądze, za które opłacisz sobie wygody dnia codziennego - czynsz, prąd, zakup ksiązki, itp. Jednym słowem, by zycie mijało wygodnie i to miałam na mysli mówiąc przyjemnie: zebyś nie musiał kąpać się w zimnym strumieniu i podcierać liśćmi. > Nie mija przyjemnie, jak i życie każdego człowieka, trochę wyżej rozwiniętego. RozumNie jest przyjemnie odkręcic kaloryfer gdy zimno na dworze? Nie jest przyjemnie zapalić lampę, gdy ciemno, albo pojechac do pracy pojazdem mechanicznym zamiast dyrdać na piechotę? > Nie. Dzieci mam z niedorzałości, a zapewniać im nic nie chcę, bo niby czemu miałbym dbać o cokolwiek po swojej śmierci? Spokojnie, dzieci o tym nie wiedzą Chciałbym im zapewnić szczęście, owszem, ale jak nie ma boga, to szczęście jest równoznaczne dla mnie z nieistnieniem.Co ma szczęscie do boga? > No, nie muszą. To tylko ja. Jednak bez ważnego celu działanie jest zbędne. Cele mają swoją hierarchię i prędzej czy później dochodzę do najwyżeszego - celu istnienia.Czy cel - żyć wygodnie jest gorszy od celu - uzyskać zbawienie? Jak to wartościowujesz? > Ale po co nam ten postęp, który produkuje istoty zdające sobie coraz bardziej sprawę z własnego nieszczęścia? Można żyć, owszem, ale - jak napisałem wcześniej - im bardziejJa jestem szczęsliwa. M.in. dlatego, że mam zmywarke i nie muszę niszczyć rąk myjac naczynia, co zagwarantował mi postęp technologiczny. Czy moje szczęście musi byc wielkie, celowe i obejmowac cały swiat? > Ja chciałbym jakiś wyników, a nie dysputy od tysięcy lat. Do przodu, czyli postęp Wyniki są takie, ze teraz ludzie żyja wygodniej niż kiedyś. Nie obawiaja się aż tak bardzo głodu (mam na mysli nasza zachodnią cywilizację) i klesk żywiołowych. Mają zapewniona pewną opieke na starość. itd dużo małych rzeczy zwiekszających poczucie bezpieczenstwa.
|
|
| |  | 1 na 1 | walczyslaw (54 punktów) | > >Niezupełnie, ale mniej więcej tak Cel mam się kiedyś dowiedzieć. Wszystkiego Jak nie ma boga, to się nie dowiem > Z tego co wiem, chrześcijański bog tez nie obiecuje wszechwiedzy. A o którym mowisz i na którego liczysz i czy jestes przekonany, ze postepujesz właściwie według jego zamysłów?Ale ja nie mówię o chrześcijańskim ani żadnym innym. Ja mówię, że jest wysoce prawdopodobne, że nie ma żadnego. A ponieważ dyskusje "jest? nie ma?" są bardzo stare i do niczego nie prowadzą, więc mówię, że może już czas dostać jednoznaczną odpowiedż. > >Z nudów, mówiąc krótko. I trochę, że mam nadzieję, że się czegoś dowiem. Ale rajcuje mnie tylko wiedzieć.> A ja myśle, ze idziesz do pracy, by zarobić pieniądze, za które opłacisz sobie wygody dnia codziennego - czynsz, prąd, zakup ksiązki, itp.Oczywiście, że tak. Ale ilość wygód z w porównaniu z ilościa pieniędzy zarabianych w pracy jest minimalna. Wygody mnie już nie rajcują. Starzeję się i mądrzeję  > Jednym słowem, by zycie mijało wygodnie i to miałam na mysli mówiąc przyjemnie:> zebyś nie musiał kąpać się w zimnym strumieniu i podcierać liśćmi.> >Nie mija przyjemnie, jak i życie każdego człowieka, trochę wyżej rozwiniętego. Rozum> Nie jest przyjemnie odkręcic kaloryfer gdy zimno na dworze? Nie jest przyjemnie zapalić lampę, gdy ciemno, albo pojechac do pracy pojazdem mechanicznym zamiast dyrdać na piechotę?Pewnie, że jest. Ale po co mi to ciepło, światło i komunikacja? Mam większe potrzeby. Konkretnie mówiąc: wszystko  Jak nie wszytko, to nie chcę niczego  Bo mi przyjemności wszystkie psują te momenty jak do mnie dotrze. I pamięć o tych momentach też. Ale nie chciałem rozpoczynać wątku dyskusyjnego i zabawy w sofizmaty. Szukam takich ludzi, co sądzą, że czas skończyć jałowe rozważania i posłuchac jakie mają pomysły na to. Niepodważalnym dla mnie jest, że jak boga nie ma, to istnienie nie ma celu. > Co ma szczęscie do boga?O rety! Sie nie dogadamy. Wszystko ma. Nie ma szczęścia bez boga i jest tylko jakaś gadżetownia  . Ludzie dojdą do wszystkiego, wszystko zrozumieją. I staną się wiecznie młodzi i nieśmiertelni. No i dalej zaczną wskrzeszać tych, co już umarli. Jak mnie przegapią, to ja mam w dupie ten racjonalizm  Bóg byłby pewniejszy, bo by nie przegapił. > >No, nie muszą. To tylko ja. Jednak bez ważnego celu działanie jest zbędne. Cele mają swoją hierarchię i prędzej czy później dochodzę do najwyżeszego - celu istnienia.> Czy cel - żyć wygodnie jest gorszy od celu - uzyskać zbawienie?Oczywiście, że nie. Mi jednak nie załatwia. Wachlarz wygód jest bardzo szybko wyczerpywalny. > Jak to wartościowujesz?Nie wartościuje! Mam swoje stanowisko oparte na długoletnich obserwacjach, studiowaniu i wrodzonym cechom. Nie ma boga, koniec świata. Kropka i nikt mnie nie przekona inaczej, bo po prostu jakiekowliek argumenty odpadają w porównaniu z nicością. Nie być zachłannym? No, moze... Ale u mnie nie działa. Wszystko. Za wszelką cenę. Myślę, że każdy tak ma, tylko spycha    > Ja jestem szczęsliwa. M.in. dlatego, że mam zmywarke i nie muszę niszczyć rąk myjac naczynia, co zagwarantował mi postęp technologiczny. Czy moje szczęście musi byc wielkie, celowe i obejmowac cały swiat?Nie musi. Bądź szczęśliwa! Ze zmywarką  Jak mówisz szczerze. Mi mało. Zmywarki, samochodów, miłości, powodzenia, wszystkiego mi za mało, jak nie ma boga, bo mnie moga przegapić przy wskrzeszaniu  A jak umieram i tyle będzie po mojej świadomości, to mogę równie dobrze już, bo czas nadchodzący, jak nic ma się nie wydarzyć jest nieprzydatny. > >Ja chciałbym jakiś wyników, a nie dysputy od tysięcy lat. Do przodu, czyli postęp > Wyniki są takie, ze teraz ludzie żyja wygodniej niż kiedyś. Nie obawiaja się aż tak bardzo głodu (mam na mysli nasza zachodnią cywilizację) i klesk żywiołowych. Mają zapewniona pewną opieke na starość. itd dużo małych rzeczy zwiekszających poczucie bezpieczenstwa.Taaak... i z tego powodu mają "racjonalistę.pl" lazą we wschodnie hokusy-pokusy, hipnozy, regresje i inne ufologie  Cierpią. Ot co!  I będą niestety cierpieć coraz bardziej. Mimo wygód. Bo ci, co do wskrzeszania nie dotrzymają skąd mają mieć pewność, ze ich nie przeoczą?
|
|
| | |  | | elfir (1058 punktów) | > Oczywiście, że tak. Ale ilość wygód z w porównaniu z ilościa pieniędzy zarabianych w pracy jest minimalna. Wygody mnie już nie rajcują. Starzeję się i mądrzeję A ja mysle, że te drobne przyjemności sa dla ciebie tak oczywiste, ze nawet ich nie zauważasz. Chcialabym widziec, jak na starośc musisz narąbac drzewa i nanieśc wodę z potoku. Rzeczywiscie już by cie nie rajcowały zdobycze techniki? Zwlaszcza jak z braku swiatla sztucznego i elektryczności nie moglbys spedzac nudnych jesiennych wieczorow na studiowanie naszych wypocin na tym forum. > Pewnie, że jest. Ale po co mi to ciepło, światło i komunikacja? Mam większe potrzeby.Czyżby? Masz "jeszcze inne potrzeby" a nie tylko "inne potrzeby" niż wymieniłam. Jak wpominalam - po prostu nie doceniasz dorobku poprzednich pokolen. sądzą, że czas skończyć jałowe rozważania i posłuchac jakie mają pomysły na to. Niepodważalnym dla mnie jest, że jak boga nie ma, to istnienie nie ma celu. Dla mnie jest. Cel mojego istnienia wynika z egocentrycznych pobudek, dzieki czeu nie mysle o popelnieniu samobojstwa. Chce obejrzec swiat, poznac innych ludzi. Nie sadze, bym wyczerpala ten temat przed swoja smiercia. > O rety! Sie nie dogadamy. Wszystko ma. Nie ma szczęścia bez boga i jest tylko jakaś gadżetownia . Ludzie dojdą do wszystkiego, wszystko zrozumieją. I staną się wiecznie młodzi i nieśmiertelni. No i dalej zaczną wskrzeszać tych, co już umarli. Jak mniePrzejawiasz nadmierny optymizm z ta niesmiertelnoscia. Na razie nie potrafimy sobie poradzic z wirusami i bakteriami. Ludzie pewnie tez nie odgadna wszystkiego jeszcze bardzo bardzo dlugo. Wyobraz sobie, ze bog jest - nie przeraża cie nuda zycia wiecznego? Wszyscy zaspokojeni, wszyscy niesmiertelni, wszyscy bezcielesni, zero emocji, itd. Brrryy... Co ty się martwisz o przyszle pokolenia? Moze one świetnie sobie cele znajdą, nawet z pelną wiedza o swiecie (np. zaczna go zmieniac)? > >>Ja chciałbym jakiś wyników, a nie dysputy od tysięcy lat. Do przodu, czyli postęp Zgłoś wniosek do Boga, by sie ujawnil, albo go odrzuc. Albo po prostu przestan zadawac pytania ktore zwasze pozostana bez odpowiedzi. > Taaak... i z tego powodu mają "racjonalistę.pl" lazą we wschodnie hokusy-pokusy, hipnozy, regresje i inne ufologie Cierpią. Ot co! I będą niestety cierpieć coraz bardziej.nie sądze, po prostu niektóre jednostki maja tak, ze lubią cierpieć.
|
|
| piątek (1035 punktów) |
>Jeżeli Bóg nie istnieje i nasza świadomość kończy się wraz >z naszą śmiercią, to jaki jest cel przedłużania istnienia >tej cywilizacji?
Nie wiadomo jaki cel, Najpierw trzeba by przekonać 6 miliardów ludzi żeby nie kopulowali, to może ci się uda zapobiec przedłużeniu ten bezcelowej cywilizacji
"Bóg uczynił mnie ateistą. Kim Ty jesteś by kwestionować jego mądrość"
|
|
 | | walczyslaw (54 punktów) | > >Jeżeli Bóg nie istnieje i nasza świadomość kończy się wraz> >z naszą śmiercią, to jaki jest cel przedłużania istnienia> >tej cywilizacji?> Nie wiadomo jaki cel, Najpierw trzeba by przekonać 6 miliardów >ludzi żeby nie kopulowali, to może ci się uda zapobiec >przedłużeniu ten bez celowej cywilizacjiNo, właśnie nie uda się ich do tego przekonać, bo kopulacja jest za przyjemna  Zresztą zajęłoby to za dużo czasu. W dodatku nie chce mi się umierać ze starości na ginącej planecie. Niestety cynicznie muszę stwierdzić, że to, co nazywamy większością populacji, to bezwolne i chciwe zbiorowisko. Ja więc proponuję zadecydować za nie i na tym skupić wysiłki. Pozycja moja jest, chyba jak każdego na tym forum  , że wolałbym, żeby bóg istniał, bo wtedy by było przyjemnie  Ale, że są poważne poszlaki sądzić, że nie istnieje, nie można tej kwestii pozostawić nierozstrzytgniętej.
|
|
|  | | elfir (1058 punktów) | > planecie. Niestety cynicznie muszę stwierdzić, że to, co nazywamy większością populacji, to bezwolne i chciwe zbiorowisko. JNie chciwe - egocentryczne. Każdy taki jest. Nie ma się czego wstydzić. > Pozycja moja jest, chyba jak każdego na tym forum , że wolałbym, żeby bóg istniał, bo wtedy by było przyjemnie Ale, że są poważne poszlaki sądzić, że nie istnieje, nie można tej kwestii pozostawić nierozstrzytgniętej.Mnie tam juz teraz jest dobrze i nie wiem jak koncepcja boga miałaby mi bardziej pomóc? Wręcz przeciwnie. Moje samozadowolenie zostaloby wyparte strachem, ze moge cos zrobic nie tak i urazic bostwo, a tym samym pozbawic sie jakiejs nagrody.
|
|
| |  | | walczyslaw (54 punktów) | > >planecie. Niestety cynicznie muszę stwierdzić, że to, co nazywamy większością populacji, to bezwolne i chciwe zbiorowisko.> Nie chciwe - egocentryczne. Każdy taki jest. Nie ma się czego wstydzić.No jest, jest, oczywiście, wszyscy egocentryczni  Z różną swiadomością. Mój egocentryzm skupia się na tym, żeby wszystkim było jak w raju, bo tylko wtedy ja mam jak w raju  Zaś egocentryzm niektórych na tym, zeby otoczyć się murem, przepchnąć geny otrzymane od praszczura i pieprzyć resztę  Jak dla mnie, to nieświadomi idioci lub ryzykanci, bo ryzyko takiego egocentryzmu jest zawsze wyższe od zera. Mój egozentryzm zakłada ryzyko zerowe  > >Pozycja moja jest, chyba jak każdego na tym forum , że wolałbym, żeby bóg istniał, bo wtedy by było przyjemnie Ale, że są poważne poszlaki sądzić, że nie istnieje, nie można tej kwestii pozostawić nierozstrzytgniętej.> Mnie tam juz teraz jest dobrze i nie wiem jak koncepcja boga miałaby mi bardziej pomóc? Wręcz przeciwnie. Moje samozadowolenie zostaloby wyparte strachem, ze moge cos zrobic nie tak i urazic bostwo, a tym samym pozbawic sie jakiejs nagrody.No, to w takim razie się mocno różnimy i nietety nie mamy szans na porozumienie. Wybacz mi zatem, że nie będę dalej ciągnął tej rozmowy z Tobą, ale nie chcę burzyć Ci spokoju, bo sam sobie zburzyłem tą swoją wśibskością i teraz mam   pozdrawiam walczysław
|
|
| |  | | radek (767 punktów) | >Nie chciwe - egocentryczne. Każdy taki jest. Nie ma się czego wstydzić.
No genertycznie tak, ale mamy rozum. Mozemy nadawac cel ograniczony w czasie pewnym przedsiewzieciom. Mozemy poznawac, kochac, budowac i w krotkim czasie bedzie to mialo sens dla pewnej grupy. To ze rozumiemy nature i jej bezcelowosc nie oznacza ze musimy zawsze podazac jej sciezkami.
|
|
| | |  | | elfir (1058 punktów) | >To ze rozumiemy nature i jej bezcelowosc nie oznacza ze musimy zawsze podazac jej sciezkami.
nie, ale nie mozna tego wymagać od innych.
|
|
| Kelly (2051 punktów) | Żeby się nie nudzić. Ja na przykład nie potrzebuję motywacji w postaci sądu bożego, żeby zwlekać się codziennie z tego cholernego łóżka i tuptać do tej cholernej szkoły, by zdobywać cholerną wiedzę, która i tak mi się w większości nie przyda. Motywację daje mi natomiast świadomość, że moje życie się skończy. I że kiedyś albo moja wnuczka powie do swoich dzieci "Zbierajcie się, skarby, idziemy na grób prababci", a one wzniosą oczy do niebios - albo będą się chwalić kolegom i koleżankom, kim była ich prababcia  . Nie żebym była dumną, arogancką, interesowną meterialistką, po prostu wierzę, że nie dusza, ale pamięć o człowieku jest prawie wieczna. A że kiedyś cywilizacja się po prostu skończy, większość ludzi będzie zapomniana... Trudno. Wolę to od siedzenia bez celu w niebie  . Od pieczenia się w ogniu piekielnym też, chociaż tam przynajmniej "jest dużo znajomych"  .
|
|
 | 1 na 1 | walczyslaw (54 punktów) | Kelly, czy Ty dobrze ruszyłaś swoją wyobraźnię?  Na pewno tylko taki scenariusz się zdarzy po Twojej śmierci?  Po pierwsze na jakiej podstawie zakładasz, że pamięć o Tobie przetrwa jako pozytyw? Po drugie: skąd założenie, że Twoi potomkowie będa, że się tak wyrażę : "porządnymi ludźmi?"  Po trzecie: jak długo ta pamięć ma trwac o Tobie, do którego pokolenia Cię satysfakcjonuje? Po czwarte: a co do cholery ma za znaczenie pamięć o Tobie jak jej nie doświadczysz?!!!  Przykro mi to stwierdzić, ale niestety zyjesz w takiej samej religi jak obowiązujące religie. Założyłaś sobie coś i tak na pewno będzie i nie przyjmujesz do wiadomosci najczarniejszego scenariusza  Jesteś z sekty optymistów  Oni rozkminiają sobie życie w optymistycznie pesymistyczny sposób. Ja jestem z sekty "chcewiedzaczy"  Koniec rozkminiania. Teraz na pewno! A nie tam jakieś pitu-pitu   pozdrawiam P.S. Pozostawmy już temat motywacji laickich, bo mogę niechcący sfabrykować bardzo czarny scenariusz dla Ciebie. Równie prawdopodobny jak ten Twój   Ja mówię, że chcę skończyć odwieczne ludzkie ględzenie po próżnicy! Bez względu na konsekwencję! Prawda droższa niż Platon! Kto ze mną?! 
|
|
|  | | Kelly (2051 punktów) | > Kelly, czy Ty dobrze ruszyłaś swoją wyobraźnię? Na pewno tylko taki scenariusz się zdarzy po Twojej śmierci? Dlaczego miałam "ruszać wyobraźnię"? Mam wrażenie, że mnie nie zrozumiałeś. > Po pierwsze na jakiej podstawie zakładasz, że pamięć o Tobie przetrwa jako pozytyw?Dążenie do tego, żeby przetrwała jako pozytyw jest właśnie moim celem. Który może się spełnić, a może i nie  . > Po drugie: skąd założenie, że Twoi potomkowie będa, że się tak wyrażę : "porządnymi ludźmi?" Wychowanie ich na porządnych ludzi też jest całkiem niezłym celem życiowym. > Po trzecie: jak długo ta pamięć ma trwac o Tobie, do którego pokolenia Cię satysfakcjonuje? Po czwarte: a co do cholery ma za znaczenie pamięć o Tobie jak jej nie doświadczysz?!!! Nie wiem. Ale ma  . > Przykro mi to stwierdzić, ale niestety zyjesz w takiej samej religi jak obowiązujące religie. Założyłaś sobie coś i tak na pewno będzie i nie przyjmujesz do wiadomosci najczarniejszego scenariusza Jesteś z sekty optymistów Oni rozkminiają sobie życie w optymistycznie pesymistyczny sposób.Oj, nie znasz mnie...  > Ja jestem z sekty "chcewiedzaczy" Koniec rozkminiania. Teraz na pewno! A nie tam jakieś pitu-pitu  > pozdrawiam> P.S. Pozostawmy już temat motywacji laickich, bo mogę niechcący sfabrykować bardzo czarny scenariusz dla Ciebie. Równie prawdopodobny jak ten Twój  > Ja mówię, że chcę skończyć odwieczne ludzkie ględzenie po próżnicy! Bez względu na konsekwencję! Prawda droższa niż Platon! Kto ze mną?!  Nie mam pojęcia. Ale domyślam się, że lubisz żółty kolor  .
|
|
| |  | | walczyslaw (54 punktów) | No dobra  Pofolguję sobie, bo tu w końcu chyba ludzie zaprawieni w bojach i zdołowac ich nie da rady łatwo  A więc Kelly kończysz szkołę z dobrymi wynikami, starając się, dostajesz dobrą pracę, masz dzieci i szczęśliwą rodzinę. Dzieci wyrastają Ci na walczysławów i mają gdzieś pamięć swojej mamy, babci czy czegokolwiek!  Ba! Mają do nich nawet pretensje, że Kelly ich na świat powołała, dała zabawki i powiedziała: "a dalej radźcie sobie sami, tylko mnie wspominajcie"  A ich uwiera i mają gdzieś wspominania  W międzyczasie oczywiście ukochany mąż może dostać jakieś z tysiąca modnych nieuleczalnych chorób i przedłużenie jego życia będzie zależąło od finansów, których nie posiadasz. A przed śmiercią im więcej go ból będzie niszczył, tym będzie dla Ciebie bardziej obcy i wkońcu Ci wyzna, ze udawał wszystkie orgazmy   Może się tak zdarzyć czy nie? Szanse na Twój scenariusz i mój są fifty fifty czy sto do zera?   P.S. Oczywiście przesadziłem i się tak na pewno nie zdarzy i będą Cię wspominać, albo przynajmniej możesz sobie przed umieraniem taką religię stworzyć. To jest motywacja jak cholera Na pocieszenie więcej żółtego      
|
|
| | |  | |
| | | |  | |
| Kurak (74 punktów) | Sądzę, że moje rozumowanie częściowo pokrywa się z myślą autora wątku. Doszukiwanie się jakiejś fundamentalnej celowości wydaje mi się nieco na wyrost. Jakie motywy kryją się za działaniem grawitacji czy elektromagnetyzmu? Nasza planata, nasza cywilizacja i my jesteśmy tylko drobnymi, krótkotrwałymi punkcikami będącymi jednymi z niewyobrażalnej ilości różnych produktów przejściowych różnych procesów i oddziaływań zachodzących w Naturze. Oczywiście nie wszystko złożyło się jak Boeing na składzie złomu podczas tornada, powstają i powstawały różne czynniki porządkujące, które przyczyniały się do lokalnego zwiększenia uporządkowania, ale i im w większości przypadków ciężko zarzucać celowość działań. W tej skali i perspektywie rzeczywiście ciężko dopatrywać się sensu czy celu  Sam człowiek i jego osobowość, która wykształciła się w kontakcie ze światem na wrodzonym biologicznym rusztowaniu, jest także tylko takim "produktem przejściowym". "Głębsza" celowość działań, ponad przyziemne rozmnażanie się czy znajdowanie pożywienia jest tylko "efektem ubocznym" jednej z jego adaptacji jaką jest rozbudowany mózg, także mimo wszystko dającym pewną przewagę (choćby rzutując na postęp technologiczny). Nie jesteśmy czysto racjonalnymi, nihilistycznymi automatami bez wrodzonych czy nabytych namiętności, a nawet jeśli dążylibyśmy do takiego stanu, to jest to proces samoograniczający się. Pozbawionym celu i motywacji do trwania i rozmnażania się ciężko wróżyć długą ewolucyjną spuściznę. Dobór naturalny (i to nie tylko stricte biologiczny) skuteczne odrzuca takie cechy. No, jest jeszcze możliwość, że w nagłym zrywie nihilizmu cywilizacja po prostu rzuci to wszystko w cholerę i zdechnie. Wszechświat jednak nie mrugnie nawet powieką. To może wbrew zamierzeniu wątku trywialne, ale jesteśmy kim jesteśmy. Nasze cele lub ich brak wynikają tylko z naszej osobowości i światopoglądu, które cały czas (nawet w tej dyskusji) w pewnym stopniu ulegają przekształceniom. Chciałem napisać jeszcze trochę więcej, ale chwilowo muszę się czymś zająć, a i sam tekst objętościowo zaczyna mi się rozrastać ponad miarę. Na razie więc kończę by kontynuować w późniejszej części dyskusji i wyklarować mój punkt widzenia. Pozdrawia Kurak
|
|
| Witold Baryluk (630 punktów) | >Jeżeli Bóg nie istnieje i nasza świadomość kończy się wraz >z naszą śmiercią, to jaki jest cel przedłużania istnienia >tej cywilizacji? Pytanie racjonalne nie jest. Może gdybyś sprecyzował o którego boga chodzi (pisząc z dużej litery rozumiem że chodzi Tobie o jakiegoś konkretnego), pytanie nabrałoby sensu.
pozdrawiam serdecznie.
|
|
 | | walczyslaw (54 punktów) | > >Jeżeli Bóg nie istnieje i nasza świadomość kończy się wraz> >z naszą śmiercią, to jaki jest cel przedłużania istnienia> >tej cywilizacji?> Pytanie racjonalne nie jest. Może gdybyś sprecyzował o którego boga chodzi (pisząc z dużej litery rozumiem że chodzi Tobie o jakiegoś konkretnego), pytanie nabrało by sensu.> pozdrawiam serdecznie.> Pytanie jest jak najbardziej racjonalne, tylko być może pozwoliłem sobie dokonać zbyt dużego sktótu myślowego. Chodzi o to czy za moją swiadomością stoi inna, wyższa świadomość, czy też fakt wypisywania przeze mnie na tym forum jest konsekwencją przypadkowych zdarzeń rządzonych jakimiś tam prawami. Lub też chaosem bez praw. Jeżeli jest to chaos i ludzka świadomość jest psikusem rzeczywistości jak na przykład płatek śniegu, to - pytam się dalej - jaki jest sens dal tego płatka padać?  pozdrawiam serdecznie P.S. Analogia może nie do końca trafna, bo płatek przed stopnieniem przynajmniej w masie się na narty nadaje, a że swiadomość w masie się na coś nadaje przed stopnieniem, to chyba nikogo nie leczy?
|
|
|  | | tokamaka (58 punktów) | > Jeżeli jest to chaos i ludzka świadomość jest psikusem rzeczywistości jak na przykład płatek śniegu, to - pytam się dalej - jaki jest sens dal tego płatka padać? Przeczytałem wszystkie wypowiedzi z Twojego wątku i rozumiem Cię, nie napiszę tu nic nowego ani odkrywczego, więc mogę Ci jedynie zaproponować obejrzenie filmu Fight Club 
Życie to gra, której nie da się wygrać, można tylko opóźnić przegraną.
|
|
|  | | Witold Baryluk (630 punktów) | > Pytanie jest jak najbardziej racjonalne, tylko być może pozwoliłem sobie dokonać zbyt dużego sktótu myślowego. Chodzi o to czy za moją swiadomością stoi inna, wyższa świadomość, czy też fakt wypisywania przeze mnie na tym forum jest konsekwencją przypadkowych zdażeń rządzonych jakimiś tam prawami. Lub też chaosem bez praw. Jeżeli jest to chaos i ludzka świadomość jest psikusem rzeczywistości jak na przykład płatek śniegu, to - pytam się dalej - jaki jest sens dal tego płatka padać? Teraz rozumiem już więcej.  Wydaje mi się że pytania tego nie da się rozwiązać ani dyskutami filozoficznymi, ani badaniami empirycznymi. W Twoim wywodzie jest również założenie, że sens istnieje. Sens może mieć różnorakie znaczenie, może to być "sens krótkookresowy", kiedy to w konkretnym momencie prawa natury nadają bieg wydarzniom, tak że "płatek miał taki sens padania, że MUSIAŁ spać", czy też to że akurat "wcisnąłeś klawisz p na swojej klawiaturze". W obu wypadkach można by się doszukać jakiegoś jakiegos bardzo małego okresu (wręcz infitizymalnego) w których te zdarzenia były koniecznością, a pociągniete dalej zapewne i na dłuższe okresy. Drugim sensem jest właśnie "sens długookresowy". Jeśli chodzi o potoczne rozumienie sensu, to życie nie ma wyższego sensu (tak uważam), to jest konieczności (poza wolą jednostki) dążenia do jakiegoś celu. Tego typu sens wydaje się być potrzebny z psychicznego i socjologicznego punktu widzenia do prawidłowego funkcjonowania, ale być może jest to wynik tysięcy lat kulturowych zabiegów, aby ten sens wynajdywać. A może i ewolucyjnym mechanizmem, który zwiekszał motywację do walki, działania i przetrwania. Sensem długookresowym dla materii jest powstawanie struktur znacznie bardziej skomplikoanych niż interakcje nieredkowalnych elementów (załóżmy, że atomów). Nie jest on sensem dosłownym, jest jedynie koniecznością. Ale jest on często spotykaną tendencją. Czy to powstanie białka, dna, ewolucja, mechanizmy rynkowe, struktura społeczna Europy, czy Galaktyka, świadomośc mózgu są tego typami (a przynajmniej teoretycznie się tak wydaje niekŧórym) strukturami. Podobnie chaos deterministyczny. Nauka odkrywa tutaj prawa które tworzą nową jakość na innym poziomie i odszukuje w nich rózne rodzaje sensu. Sensem ewolucji może być na przykład tworzenie lepiej przystosowanych osobników, celem ostatecznym otrzymania najlepszego. Podobnie sensem mózgu może być rozgrywka w ewolucji, albo takie panowanie nad jej przebiegiem, aby to siebie rozaijać. I tak dalej. Nie jest to jednak sens do którego mechanizmy te kierują się bezpośrednio, używają one do tego tylko i wyłącznie sensu krótkookresowego, czyli konieczności. Jaką rolę odgrywa na przykład w naszej świadomości problem indeterminizmu, czy to w związku z klasyczną termodynamiką czy mechaniką kwantową, jest nadal otwartym pytaniem. W każdym bądź razie polecam samodzielne poszukiwanie odpowiedzi albo pogodzenie się z tym, że jej nie ma. Pozdrawiam. PS. Co do "chaosu bez praw". Brak praw, też ma swoje prawa. PS2. Co do braku sensu, mam nawet pewne przesłanki, że brak sensu jest lepszy niż jego posiadanie. Ale to całkiem inna sprawa.
|
|
1 na 1 | krzat (123 punktów) | Jeśli życie doczesne jest bezwartościowe, to dlaczego to samo życie, tylko przedłużone do nieskończoności ma być jakimś nadrzędnym celem?
|
|
 | | walczyslaw (54 punktów) | >Jeśli życie doczesne jest bezwartościowe, to dlaczego to samo życie, tylko przedłużone do nieskończoności ma być jakimś nadrzędnym celem?
Nie chodzi o życie przedłużóne w nieskońćzoność. Chodzi o następne stopnie. Że coś jeszcze będzie. Serial. Nie, że jeden odcinek i koniec. W serialu jest szansa, że się znudzi i cokolwiek na koniec serialu przyjdzie będziemy gotowi.
|
|
|  | | Witold Baryluk (630 punktów) | >Nie chodzi o życie przedłużóne w nieskońćzoność. Chodzi o następne stopnie. Że coś jeszcze będzie. Serial. Nie, że jeden odcinek i koniec. W serialu jest szansa, że się znudzi i cokolwiek na koniec serialu przyjdzie będziemy gotowi.
Sequele przecież zwykle są gorsze...
|
|
| |  | | walczyslaw (54 punktów) | > >Nie chodzi o życie przedłużóne w nieskońćzoność. Chodzi o następne stopnie. Że coś jeszcze będzie. Serial. Nie, że jeden odcinek i koniec. W serialu jest szansa, że się znudzi i cokolwiek na koniec serialu przyjdzie będziemy gotowi.> Sequele przecież zwykle są gorsze...No i o to właśnie chodzi!  Żeby mieć dość  Ja tu zaczynam, a statystyka mi daje 30 lat jeszcze?! Co można zrobić przez 30 lat?! Nic, kompletnie! Nie warto zaczynać nawet  Ludzie kochani, skupmy się na problemie może  Najpierw załatwmy, że do nieba, a potem w niebie założymy następnego racjonalistę.pl i tam będziemy się z nową świadomośćia marwtić co dalej
|
|
| | |  | | Kurak (74 punktów) | > No i o to właśnie chodzi! Żeby mieć dość Ja tu zaczynam, a statystyka mi daje 30 lat jeszcze?! Co można zrobić przez 30 lat?! Nic, kompletnie! Nie warto zaczynać nawet Nie bardziej perspektywicznie i racjonalnie zająć się biotechnologią w dziedzinie gerentologii? Intensywnie popracować przez te trzydzieści lat nad przedłużaniem długości życia ludzkiego i przesunąć jego granice daleko poza te naturalne? Ot tak 500 lat, przez tyle pewnie można nieźle się "wyżyć". Jako bonus masz Nobla z medycyny, światowy rozgłos i ogromną kasę z wymarzonego dla wielu ludzi wynalazku (na nieśmiertelność, taką czy inną, był i będzie popyt), które uprzyjemnią ci niezmiernie bimbanie kolejnych 400 lat. Możliwe, że jest to w perspektywie paru dekad osiągalny cel. Nawet jeśli się nie uda, to moim zdaniem to i tak pewniejszy zakład niż modlitwa o zbawienie. Wprawdzie powyższy scenariusz już zaklepałem dla samego siebie, ale ewentualną konkurencję gorąco zachęcam do działania jako dodatkową motywację
|
|
| specto (57 punktów) | Świetny wątek doskonale ujmujący problem "zderzenia" świadomości i potrzeby celu z nieskończonością lub końcem. Niestety racjonalizm nie odpowiada raczej na pytanie: po co. Religia natomiast tak (oczywiście bez dowodów, "na wiarę", ale wielu ludzi się nad tym nie zastanawia, wierzy i hop - mają już sens  ) i pewnie dlatego jeszcze długo nie straci na popularności. Zauważcie, że często toczą się na Ziemi dyskusje, co będzie po śmierci, skąd się wzięło życie, czy powinno się nauczać religii w szkołach, itp. Są to może pytania ważne z punktu widzenia człowieka żyjącego tu i teraz, ale z większej perspektywy wydają mi się one "lokalne", wydają mi się one być "szczegółami", a nie ma nic gorszego niż "zamulenie się w szczegółach"  . Ciekawsze i "pełniejsze" są chyba pytania stawiane na granicach ludzkiego poznania i wyobraźni: 1. Skąd się wzięła sama możliwość istnienia? 2. Czy człowiek jako człowiek (potrzeba sensu, działania?) może istnieć szczęśliwie i nieskończenie? bo - jeśli we wszechświecie jest skończona ilość problemów do rozwiązania, to kiedyś nie będzie już nic do roboty - jeśli jest nieskończona ilość problemów do rozwiązania to mamy "Syzyfową pracę"... 3. Koniec daje sens, ale koniec jest jednocześnie końcem sensu, czyli pytanie "po co żyć, skoro po śmierci już nas nie będzie?" zadane przez autora wątku.I tutaj chciałbym zauważyć, że nie trafiają do mnie argumenty o pamięci o przodkach, itp. - po co całe życie sadzić drzewo, z którego nie będzie można zbierać owoców? Chciałem też zauważyć, że nie ma chyba większej różnicy między życiem wiecznym a końcem istnienia, bo w obu przypadkach mamy do czynienia z "brakiem sensu". I tu jest mój pat: tak czy siak sprawy nie mają sensu. Ktoś ma jakiś pomysł (może oprócz takich dwóch: wyzbyć się potrzeby sensu lub iść do monopolowego  )? Jeszcze jedno: wielu ludzi na tym forum ma strasznie ograniczone pojęcie boga, czyli np. do Boga chrześcijańskiego (król, do którego podchodzi się na kolanach i któremu dziękuje się za to, że się jest by po chwili przepraszać za to, że się żyje...), czy bogów innych ludzkich religii. Weźcie jeszcze pod uwagę inne możliwości: że oto Bóg nie był by osobną, świadomą istotą, bytem, który stworzył sobie ten świat "gdzieś na boku", tylko byłby tym światem, a więc i my bylibyśmy Nim (częściowo). Słowem Bóg byłby całością, głównym systemem, my zaś podsystemami. Wtedy Bóg byłby nam równym, bo byłby nami, a my Nim. Oczywiście nawet taka teza nie udziela odpowiedzi na pytanie skąd się do licha to wszystko wzięło, no ale cóż...
Wiedząc, że nie wiesz wiesz więcej niż ten, który wierzy, że wie.
|
|
 | | walczyslaw (54 punktów) | /.../ > Ciekawsze i "pełniejsze" są chyba pytania stawiane na granicach ludzkiego poznania i wyobraźni:> 1. Skąd się wzięła sama możliwość istnienia?To łatwe: bóg, przypadek, albo co innego  > 2. Czy człowiek jako człowiek (potrzeba sensu, działania?) może istnieć szczęśliwie i nieskończenie?...nietrwale, ale do każdego następnego etapu, jak wie, że etap będzie... > bo> - jeśli we wszechświecie jest skończona ilość problemów do rozwiązania, to kiedyś nie będzie już nic do roboty...nowy wszechświat z nowymi problemami? > - jeśli jest nieskończona ilość problemów do rozwiązania to mamy "Syzyfową pracę"......jak jest dla nas celem istnienia? > 3. Koniec daje sens, ale koniec jest jednocześnie końcem sensu, czyli pytanie "po co żyć, skoro po śmierci już nas nie będzie?" zadane przez autora wątku.No właśnie, właśnie... Odpowiedź niestety jest dla mnie jednoznaczna - po nic. I obawiam się, że ten pogląd będzie się coraz bardziej rozprzestrzeniał w miarę rosnącej zamożności świata tzw.cywilizowanego. Pytania jak najbardziej ciekawe, tylko nam się chyba spieszy  Najpierw załatwmy se boga, a potem będziemy sie martwić co dalej jak już będziemy w niebie  Analogia do ziemskiego padołu. Kto w wieku nastu lat martwi się o raty za samochód? > Chciałem też zauważyć, że nie ma chyba większej różnicy między życiem wiecznym a końcem istnienia, bo w obu przypadkach mamy do czynienia z "brakiem sensu". I tu jest mój pat: tak czy siak sprawy nie mają sensu.Albo mają poza naszym pojmowaniem. Dla psa komputer też nie ma sensu  Ba! Dla mojej babci też nie ma  ! > Ktoś ma jakiś pomysł (może oprócz takich dwóch: wyzbyć się potrzeby sensu lub iść do monopolowego )?To jest dobry pomysł!  Niestety krótkiego działania. > Weźcie jeszcze pod uwagę inne możliwości: że oto Bóg nie był by osobną, świadomą istotą, bytem, który stworzył sobie ten świat "gdzieś na boku", tylko był by tym światem, a więc i my bylibyśmy Nim (częściowo). Słowem Bóg był by całością, głównym systemem, my zaś podsystemami. Wtedy Bóg był by nam równym, bo był by nami, a my Nim. Oczywiście nawet taka teza nie udziela odpowiedzi na pytanie skąd się do licha to wszystko wzięło, no ale cóż...To kabała. 64 tysiące części boga. Kiedyś mieli łatwiej. Wymyślali i myśleli, że odkrywają. Im dalej w las, tym mniej nowych pomysłów  Jak w kinematografii  pozdrowienia P.S. Z tym monopolowym, to nie jest taki głupi pomysł. proste rozwiązania są często diablo skuteczne. Ale musiałoby istnieć lekarstwo, co całkowicie reperkusje znosi... niestety nie ma.
|
|
 | | Witold Baryluk (630 punktów) | > Ciekawsze i "pełniejsze" są chyba pytania stawiane na granicach ludzkiego poznania i wyobraźni:> b>1. Skąd się wzięła sama możliwość istnienia?> 2. Czy człowiek jako człowiek (potrzeba sensu, działania?) może istnieć szczęśliwie i nieskończenie?> boBardzo dobre pytanie. > - jeśli we wszechświecie jest skończona ilość problemów do rozwiązania, to kiedyś nie będzie już nic do robotyW Lemowych "Bajkach robotów" było o cywilizacji zwanej NFR (Najwyższa faza rozwoju). Lem sprytnie udowodnił że taka cywilizacja istnieje, a następnie przedstawił ich członków. Niestety byli to straszni nihiliści i tylko leniuchowali milionami lat, leżąc na plecach swej sześciennej planety. Czasami ta wizja "wszystkowiedzenia" mnie przeraża. > - jeśli jest nieskończona ilość problemów do rozwiązania to mamy "Syzyfową pracę"...Czy jest skończona czy nieskończona, dowiemy się tylko to sprawdzając. Więc odkrywajmy  Myśle, że nawet jeśli kiedyś problemy teoretyczne się skończą to pozostanie wiele inżynieryjnych, ich wdrożenie w życie. W poprawę życia. A tu ludzie nie znają granic.  pozdrawiam. PS. Tzn. nie, nawet empierycznie nieskończoności problemów nie potwierdzimy, ale jest ona falsyfikowalna, więc działajmy.
|
|
| Rotor | > Jeżeli Bóg nie istnieje i nasza świadomość kończy się wraz> z naszą śmiercią, to jaki jest cel przedłużania istnienia> tej cywilizacji?Czy Bóg istnieje czy nie istnieje; pomimo tego, że nasza świadomość potrafi kończyć się nawet przed naszą śmiercią, to cel przedłużania tej i każdej cywilizacji, jest ...naturalnie niecelowy, w prochu materi przypadkowy  . - Tym niemniej, przedłużanie cywilizacji jest celowo nam człowiekom naturalne potrzebne...  Bo jak byśmy jej nie przedłużali, to skończyło by się nam jedzenie i byłoby nam przykro głodnie, chłodnie, wszawo, świerzbowato i temu podobnie  .
|
|
 | | walczyslaw (54 punktów) | /.../ niecelowy, w prochu materi przypadkowy  . - Tym niemniej, przedłużanie cywilizacji jest celowo nam człowiekom naturalne potrzebne...  Bo jak byśmy jej nie przedłużali, to skończyło by się nam jedzenie i byłoby nam przykro głodnie, chłodnie, wszawo, świerzbowato i temu podobnie  . Nie kupuję niestety. Wymysłone przez praszczurów, sprzedane następnym pokoleniom i pokutuje... Brat w melancholii  A właśnie, że nie! I dość tego chodzenia na kolanach i samooszukiwania! Należy nam się! Albo Będziemy tupać nóżką! Dzieci są tylko rozbestwione. I nie wolno ich karcić. Trzeba je uszczęśliwić, albo ukatrupić bezboleśnie  Zamiast marnego szczeźnięcia może być przecież fajerwerk
|
|
| radek (767 punktów) | Na to pytanie jest tyle odpowiedzi ile odpowiadajacych
|
|
1 na 1 | aenigma (455 punktów) | Sensem życia jest jego koniec; gdyby trwało wiecznie, było pozbawione ryzyka, nie miałoby większego sensu. Cała zabawa polega na tym by wykorzystać je, zostawiając po sobie jakieś "przedłużenie¨. W końcu pewnie cywilizacja zostanie zmieciona z powierzchni Ziemi, ale chęć przetrwania nadaje jej sens...
God made me an atheist. Who are you to question his wisdom?
|
|
 | | walczyslaw (54 punktów) | > Sensem życia jest jego koniec; gdyby trwało wiecznie, było pozbawione ryzyka, nie miałoby większego sensu. Cała zabawa polega na tym by wykorzystać je, zostawiając po sobie jakieś "przedłużenie¨. W końcu pewnie cywilizacja zostanie zmieciona z powierzchni Ziemi, ale chęć przetrwania nadaje jej sens...Aha. No. To juz wiem i wszystko załatwione. Ja bym jeszcze dodał coocoobara. To aborygeńskie na wombata  Sensem życia jest tylko bóg  To oczywiste dla każdego, kto jest szczery wobec siebie i nie będę niestety się wdawał w dyskusje na ten temat. Jakby co, to palnąłem wywód na innym wątku "związek popieraczy dziwadełek" i oczywiście zapraszam do trzeciego wątku, ale tam już prosiłbym na temat, czyli rozwiązanie  Jak nic, niech będzie nic
|
|
| waligóra (961 punktów) | Im dłużej żyje tym jestem coraz bardziej pewny że sens istnienia jest w samym istnieniu, tzn istnieć jest lepiej niż nie istnieć. Ponieważ wszechświat jest hierarchiczny sens jego istnienia przechodzi na niższe szczeble. I o ironio, chcąc nie chcąc tym sposobem myślenia wspieram chrześcijańską koncepcje Boga który jest samym istnieniem.
|
|
| krzat (123 punktów) | A co jest sensem życia boga w takim razie? Jego bóg?
|
|
 | | Rotor | > A co jest sensem życia boga w takim razie? Jego bóg?- Sensem życia wszystkich bogów jest zajmowanie się tym, do czego zostali przez bogowymyślaczy wymyśleni.  Sensem Boga Jahwe np. początkowo było kochanie narodu izraelskiego o pomaganie mu w jego wojenkach. A obecnie wymyślono mu kochanie wszystkich ludzi i pomaganie wszystkim we wszystkich świństewkach jakimi po katolicku darzą swych bliźnich.  - Sensem życia bogów jest wiara w istnienie ludzi, w to, że jak się ludziom dobrze przysłużą, to zasłużą na żywot wieczny w bajkach o sobie.
|
|
 | | waligóra (961 punktów) | >A co jest sensem życia boga w takim razie? Jego bóg? Sensem jego istnienia byłby on sam - zgodnie z prostym rozumowaniem sens=istnienie Bóg=istnienie.
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|