 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 07-12-2007 22:08 | diogenes (42753 punktów) | Religia i dobro wspólne | w społecznym nauczaniu koscioła np. www.opoka.(*)oteka/I/IK/czym_jest_kns7.htmlpojęcie dobra wspólnego odgrywa fundamentalną rolę. nie rozumiem, dlaczego kościół zniekształca przy okazji pojęcie czegoś, co jest wspólne: moim skromnym zdaniem wspólne jest to, co w jakiś sposób związane jest ze wszystkimi podmiotami życia społecznego. wspólne jest powietrze, którym oddychamy, wspólna jest ziemia, po której chodzimy,... ale czy wspólna jest religia katolicka, wartości, które głosi kościół? wydaje mi się, że zaliczanie wartości religijnych do tzw. dobra wspólnego, jest zniekształcaniem znaczenia pojęcia tego, co wspólne. żeby nie było żadnych wątpliwości: religia katolicka nie jest dobrem wspólnym polaków, lub, szerzej - europejczyków.. kto tak twierdzi, mija się z prawdą i z potocznym użyciem słowa "wspólne". społeczna nauka kościoła nie może więc rościć sobie prawa do bycia uniwersalną teorią społeczną. tak na wszelki wypadek lepiej będzie, jeśli nie będzie wychylać się poza kościelną kruchtę... | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
5 na 5 | piątek (1035 punktów) | Odp: religia i dobro wspólne | Dla kościoła wszystko jest wspólne, prócz pieniędzy z tacy 
"Bóg uczynił mnie ateistą. Kim Ty jesteś by kwestionować jego mądrość"
|
|
 | | placownik (17853 punktów) |
Zabierasz głos nie zadawszy sobie nawet trudu kliknięcia na podany link. Wiesz swoje i to Ci wystarcza. To nienajlepszy punkt wyjścia do dyskusji.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
|  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | > Zabierasz głos nie zadawszy sobie nawet trudu kliknięcia na podany link.
?, pomijając fakt, że ten link raz działał, a raz nie, ale to już nie moja sprawa.
>Wiesz swoje i to Ci wystarcza. To nienajlepszy punkt wyjścia do dyskusji.
owszem, swoje wiem. i właśnie akurat to wydaje mi się dobrym punktem wyjścia do dyskusji, a nawet zmiany poglądów: w końcu trzeba je mieć, żeby je zmienić. czy mam prezentować nie swoje poglądy?
|
|
| |  | 2 na 2 | placownik (17853 punktów) |
>?, pomijając fakt, że ten link raz działał, a raz nie, ale to już nie moja sprawa.
Nie działał, gdyż niepotrzebnie wziąłeś go w nawias. Zaczął działać po usunięciu tego nawiasu. Nie przeszkadzało to piątkowi w dorzuceniu swoich trzech groszy, moim zdaniem nie na temat i stąd mój komentarz.
A działanie podawanego linku zawsze lepiej sprawdzić. Poprawianie takich linków to niekoniecznie zadanie dla moderatora.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| J.Szulc (5723 punktów) | Odp: Religia i dobro wspólne |
Nie do końca się z Tobą zgodzę, diogenesie. Założenia przedstawione w artykule uważam za słuszne i, jakby nie patrzeć, dobre. A że "kościelne"? Czy tylko dlatego złe? Lata zapoznawania się z doktryną naszego "monopolisty"w dziedzinie wiary doprowadziły mnie jedynie do agnostycyzmu. Nie znaczy to jednak, żebym negowała to, co brzmi słusznie i uczciwie. Opisane w artykule dobro wspólne, jako dbałość o poprawne stosunki, o poszanowanie inności i odrębności jednostki, gdyby tylko było stosowane w praktyce, byłoby czymś godnym naśladowania. Nie uważasz? Owszem, samo pojęcie dobra wspólnego, jest chyba w tym wypadku pojęciem trochę apstrakcyjnym, ale czy do końca? Nie chciałbyś mieszkać w domu, gdzie będą szanowane Twoje poglądy? Nie chciałbyś osiedla, gdzie nie musisz martwić się o sąsiedzki odbiór Twojej osoby i poglądów? I nie myślę tu tylko o komformizmie. Stosunki, poprawne, międzyludzkie wymagają przecież wyważonych sądów i opinii. To z kolei zależy od Twojego podejścia do innych i od choćby próby ich zrozumienia, nie od obojętności, którą możesz im zafundować. Jeśli ktoś mówi mądrze, choćby nawet był księdzem, dlaczego nie przyznać mu racji?
Pozdrawiam.
Kobieta nie powinna być gorsza od anioła, mężczyzna zaś tylko trochę lepszy od diabła.
|
|
 | 4 na 4 | diogenes (42753 punktów) | > A że "kościelne"? Czy tylko dlatego złe?
tak, dlatego są właśnie złe. to wynika z elementarnych zasad logiki dla przedszkolaków. weź pod uwagę, że z fałszywych przesłanek wynikać mogą prawdziwe wnioski (wedle reguły ex falsio omnia). tak więc nie czaruj, że coś tam w tej doktrynie jest dobre. powtarzam raz jeszcze: to, co w kościele jest dobre, może obyć się bez kościoła...
|
|
|  | | J.Szulc (5723 punktów) |
- może logika przedszkolaka jest mi obca? A tak już poważniej, w swojej wypowiedzi nigdzie nie napiałam, że tylko kościół ma wyłączność. Na określanie ewentualnych granic dobra, czy w ogóle jego definiowania również. Jeśli jednak przy jego (kościoła) pomocy komuś jest łatwiej wybierać drogę w życiu, model zachowania, konstytuować wartości, to czy to jest złe? Zwróć ( proszę) uwagę, ilu ateistów i agnostyków wychowało się na wartościach wyniesionych z nauk tegoż właśnie. Przyjęło te wartości za swoje, będąc już później poza nim. Może niektórym jest łatwiej przyswajać właśnie w ten sposób? Nie odzierałabym ludzi z "ułatwień" tylko dlatego, że nie lubię kościoła, jako instytucji. To jednak tylko moje zdanie. Nie musisz się z nim zgadzać.
Pozdrawiam.
Kobieta nie powinna być gorsza od anioła, mężczyzna zaś tylko trochę lepszy od diabła.
|
|
| |  | 3 na 3 | diogenes (42753 punktów) | >Jeśli jednak przy jego (kościoła) pomocy komuś jest łatwiej wybierać drogę w życiu, model zachowania, konstytuować wartości, to czy to jest złe?
tak, to jest złe. życie można oprzeć tylko na indywidualnej prawdzie, na indywidualnej oczywistości, a nie na czymś, co jest łatwe, lub trudne, przyjemne lub nie. jesli chrystus nie jest tak oczywisty jak to, że w tej chwili czuję smak herbaty, to mnie po prostu nie interesuje. kościół głosi ciemne tezy. obawiam się, że nie rozumie sam siebie. uważa np. tradycję za autorytet. ale tradycja ta jest sprzeczna (augustyn, tomasz): ze sprzeczności wynika wszystko. utrwalanie iluzji jest złem. trzeba prawdzie losu spojrzeć w oczy. dopiero wtedy jesteś człowiekiem. dlatego kościół zabiega o socjalizację ludzi, a nie o indywiduację: wystarczy, że ludzie funkcjonują w parafialnym stadku i nie stawiają (np. podczas mszy) kłopotliwych pytań.
|
|
| | |  | | J.Szulc (5723 punktów) |
Nie dziwi mnie wcale socjalizowanie tego, jak mówisz, stadka. Trzeba przecież w jakiś sposób "walczyć o swoje", prawda? Indywidualizacja mnie, na przykład, zaprowadziła w szeregi agnostyków. I pewnie tak właśnie było z wieloma, kiedyś wierzącymi. Nie będę się jednak napuszać za kilka prawd, które w jakiś tam sposób kościół mi zaszczepił. Może "doszłabym" do tego również w inny sposób. Faktem jest jednak, że coś tam jednak tej instytucji zawdzięczam. I dalej jestem wrogiem przekonywania kogokolwiek "na siłę'. To przypomina mi akcję misjonarzy wśród choćby Wiślan, pamiętasz z historii, prawda? Każdy musi dojrzeć do swojej decyzji. Pamiętasz opowieść o motylu powoli wydostającym się ze swojego kokona? Gdyby nie niepotrzebna pomoc, głupia i bezmyślna, w końcu wyfrunąłby piękny motyl. Silny, zdrowy, szczęśliwy. "Pomoc" sprawiła, że na świat wydostał się osobnik chory, szary i słaby. Daleko mu było do piękna. Tak więc niech sobie każdy dojrzewa po swojemu. Mając perspektywy z obu stron. Czy nam wybierać za innych?
Pozdrawiam.
Kobieta nie powinna być gorsza od anioła, mężczyzna zaś tylko trochę lepszy od diabła.
|
|
| | | |  | 3 na 3 | diogenes (42753 punktów) | >Nie będę się jednak napuszać za kilka prawd, które w jakiś tam sposób kościół mi zaszczepił.
prawda jest nijaka, pozbawiona smaku. ani kościelna, ani ateistyczna. 2+2=4.
|
|
| | | | |  | | J.Szulc (5723 punktów) |
Czy nie uważasz, że żeby PRAWDA była prawdziwa, powinna być pozbawiona emocji? Prawda, to według mnie stan spokoju i równowagi emocjonalnej. Jedynie dążenie do niej może wywoływać emocje. Zmaganie z własną percepcją pewnych zjawisk, ustawianie swojego "ja" względem różnych poglądów emocje może wywoływać. Prawda wcale nie musi być nijaka, ale faktycznie - wtedy 2+2=4.
Pozdrawiam.
Kobieta nie powinna być gorsza od anioła, mężczyzna zaś tylko trochę lepszy od diabła.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | >Prawda, to według mnie stan spokoju i równowagi emocjonalnej. Jedynie dążenie do niej może wywoływać emocje. Zmaganie z własną percepcją pewnych zjawisk, ustawianie swojego "ja" względem różnych poglądów emocje może wywoływać.
wydaje mi się, że trzeba rozróżnić prawdę obiektywną od subiektywnej. ta obiektywna, to prawda niezależna od człowieka: możesz tupać ze złości, ale nie zmienisz np. odległości z ziemi na księżyc itd. jej obiektywność jest sprawdzalna dla innych, tzn. prawda tego rodzaju jest (lub postulatywnie: musi być) intersubiektywnie sprawdzalna. taka jest właśnie prawda nauki. zgodzę się z tobą, że mogą jej towarzyszyć emocje, ale nie wchodzą one w żaden istotny sposób w zawartość obiektywnej prawdy. nie chcę w tej chwili wchodzić w kwestię, na ile taka prawda jest obiektywna w sensie ontologicznej niezależności od człowieka: skłaniam się ku stanowisku, że jest to mimo wszystko prawda ludzka, i że poza ludzką podmiotowością (kognicją) nie ma ona sensu. świat, który poznajemy, jest tylko naszym światem. inaczej ma się sprawa z prawdą subiektywną. jej fundamentem nie są zewnętrzne wobec nas relacje, ale nasza subiektywność, która wystąpi zawsze jako człon takiej relacji. jest mi zimno, czuję sie tu źle, ten obraz jest wspaniały, moje(!) życie nie ma sensu, mam poczucie wolności itd., itp.: to tylko niektóre z prawd subiektywnych, o które nie ma sensu się spierać, chyba że (tak np. było z klasycznym kanonem piękna jako obiektywnej harmonii) na siłę chcemy podać ich obiektywną wersję. bezsensowność sporu w tego rodzaju kwestiach najlepiej oddaje porzekadło, że w sprawach gustu nie ma dyskusji (de gustibus non est diskutandum). inna sprawą jest, jak pojmiemy ten gust: może to być nie tylko gust dotyczący koloru skarpetek czy krawatu, ale gust metafizyczny czy religijny. maksyma protagorasa, że człowiek jest miarą wszechrzeczy ma u podstaw takie właśnie ujęcie prawdy. w każdym razie osobiście uważam prawdę subiektywną za fundamentalną: nawet klasyczna definicja prawdy jako zgodność intelektu ze stanem rzeczy ma subiektywistyczny odcień (poprzez intelekt!). prawda obiektywna jest tylko teoretyczną abstrakcją (w sensie pominięcia) od podmiotu poznania. wiele sporów filozoficznych, światopoglądowych i religijnych bierze się moim zdaniem z braku precyzyjnego ujęcia tego zagadnienia. to wcale nie znaczy, że prawda subiektywna jest prosta, łatwa i przyjemna lub nie. to bardzo trudno dotrzeć do fundamentu przeżywania świata, do źródeł s w o i c h przeżyć. trzeba, jak to ładnie powiedział vallery, być uzbrojonym po zęby, żeby wejść w siebie. jeśli zrobimy to źle, to zamiast prawdy znajdziemy psychiatryk, albo, co zdarza się najczęściej, dajemy sobie spokój w pogoni za wiatrem i zaczynamy powtarzać cudze prawdy. co też jest formą obłędu, a właściwie pewnego rodzaju śmierci indywiduum.
|
|
| | | | | | |  | | J.Szulc (5723 punktów) |
Dostało mi się, zupełnie za darmo (!), całkiem "zjadliwy" wykład. Dziękuję. Owszem, zgadzam sie z podejściem do prawdy obiektywnej. Z subiektywną radze sobie, być może trochę "po omacku", bez podpierania się definicjami różnych mądrych ludzi. Nie powiem, że się z nimi nie zapoznaję jakby co. Swoje prawdy subiektywne wypracowuję sobie sama, opierając się na obserwacji, tolerancji i szacunku względem zdania innych. Z prawdą, moim zdaniem, jest własnie tak jak z pięknem, miłością i szczęściem - ilu ludzi, tyle prawd, tych subiektywnych właśnie. Wszystko zależy od stopnia poznania siebie, swoich potrzeb intelektualnych, wyrobionego (bądź nie) smaku, stopnia zaangażowania w poznanie, w końcu potrzeb. Zawsze za wzór stawiam sobie swoją babcię. Ta wspaniała kobieta była analfabetką, czyli obce jej były teorie, definicje i inne, czasem bardzo wydumane, spekulacyjne wręcz podejścia. Kierowała się w swoim życiu prostymi zasadami, które właśnie przez swoją prostotę, były wspaniałe. Była kobietą obdarzoną niesamowitą wręcz umiejętnością puentowania sporów. Jej mądrość życiowa była o niebo większa, niż u większości tych, którzy chcieliby uchodzić za autorytety. Przecież "bycie dobrym człowiekiem nie boli" - to częste słowa babci. I zupełnie się z nią zgadzam. Zostawiam więc sobie tolerancję w stosunkach interpersonalnych. Nie przeszkadza mi, skąd ktoś czerpie swoją mądrość w byciu dobrym, byleby tylko tym dobrym człowiekiem był.
Pozdrawiam niezmiennie.
Kobieta nie powinna być gorsza od anioła, mężczyzna zaś tylko trochę lepszy od diabła.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
>bycie dobrym człowiekiem nie boli I tu bez hipokryzji dokończmy, że niepotrzebna była ta jezusowa męka dla zbawienia ludzkości. .
|
|
| | | | | | | | |  | | Zbysław Śmigielski (8639 punktów) |
Cytat: "Drugiego zbawiciela nie będzie - pierwsze zbawienie okazało się bezcelowe". .
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) | > Cytat: "Drugiego zbawiciela nie będzie - pierwsze zbawienie okazało się bezcelowe".Był to 45-ty z Wyboru aforyzmów, odpowiem na to 14-tym z listy - "Nie ma wątpliwości - kolejny Zbawiciel też zostanie ukrzyżowany." Kłaniam się Autorowi obydwu. .
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >Wszystko zależy od stopnia poznania siebie, swoich potrzeb intelektualnych, wyrobionego (bądź nie) smaku, stopnia zaangażowania w poznanie, w końcu potrzeb.
opisujesz stan idealny. niestety z prawdą często bywa tak, jak z sową minerwy, która wylatuje o zmierzchu(hegel), kiedy wszystko juz zostało dokonane. poznanie przychodzi później, rozum wlecze się za afektami.
>Przecież "bycie dobrym człowiekiem nie boli" - to częste słowa babci. I zupełnie się z nią zgadzam.
różnie z tym bywa. parę dni temu zaryzykowałem pomoc pijakowi, który przewrócił sie do kałuży na peronie. postawiłem go na dwóch łapach (jakiś sentyment do homo erectus), a tu zjawia się jego kompan, równie zalany, i agresywnie pyta o co ci chodzi? zdarzenie zakończyło się pokojowo, bo nadeszło trzech policjantów kolejowych...kto wie, czy odruchu dobra nie musiałbym zamienić na dobrego kopa...
|
|
| | | | | | | | |  | | J.Szulc (5723 punktów) |
Wbrew pozorom nie opisuję stanu idealnego. Raczej powiedziałabym, że każdy, w swoim życiu, wypracowuje swój model, według którego czasem udaje mu się żyć. W nawiązaniu do Twojej "przygody"... tak się przyjęło w moim otoczeniu, że pomagam każdemu pijanemu, którego gdzieś tam spotkam. Czasem, niestety, muszę wezwać pogotowie. Może jestem nie reformowalna, bo i mnie spotykają podobne reakcje. Nie potrafię jednak przejść spokojnie. Muszę przyznać, że z największą przykrością spotkałam się nie ze strony pijanych, a ze strony ich żon... o zgrozo! Pewnie te panie wolałyby żeby szanowny małżonek dokonał żywota gdzieś w ciasnym kącie. Nie udało się! Bycie dobrym nie boli....
Pozdrawiam.
Kobieta nie powinna być gorsza od anioła, mężczyzna zaś tylko trochę lepszy od diabła.
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | >Bycie dobrym nie boli....
ale bycie złym - też nie zawsze. twoja teza wydaje mi sie jednak wątpliwa. chyba sama znajdziesz fakty, które jej zaprzeczą. dobro często przepłacić trzeba fizycznym cierpieniem. pewnie, że niektórym wystarczy moralna satysfakcja za doznane ciepienia w związku z wyświadczeniem komus dobra, ale to raczej wyjątek od reguły. nie jestem pewien, ale wydaje mi się, że dobro, które nie boli, jest (często) mało istotne, to takie "doberko" które ani ziębi, ani grzeje.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | J.Szulc (5723 punktów) |
Nie, diogenesie, nie zgadzam się. Staram się w każdej sytuacji zachowywać, jak na człowieka przystało - szanując życie, prawdę, człowieka. Zgoda, że nie zawsze jest to łatwe. Często coś tam jednak się płaci. Nie zgadzam się jednak, żebyś to nazywał "doberkiem". Czy robię to dla moralnej satysfakcji? Nawet się nad tym nie zastanawiam. Robię i już. Pewnie, gdybym zaczęła się zastanawiać, skończyłoby się na "gdybaniu". A to już mi się nie podoba. Może przestaliby, co niektórzy, zarzucać mi brak instynktu samozachowawczego, ale to akurat ich problem, że nie rozumieją. Bardziej bolałaby mnie świadomość, że mogłam coś zrobić, ale wolałam bezpiecznie przejść obok. I to tyle w tej sprawie.
Nieodłączne pozdrowienia.
Kobieta nie powinna być gorsza od anioła, mężczyzna zaś tylko trochę lepszy od diabła.
|
|
| | | | | | |  | | J.Szulc (5723 punktów) |
Drogi diogenesie - wybacz mi, proszę, małą prawdę OBIEKTYWNĄ. "De gustibus non est DISPUTANDUM".
Pozdrawiam bardzo.
Kobieta nie powinna być gorsza od anioła, mężczyzna zaś tylko trochę lepszy od diabła.
|
|
| | | | | | | |  | | Zbysław Śmigielski (8639 punktów) |
>"De gustibus non est DISPUTANDUM".
A cóż innego my tu na forum czynimy?! Cały czas dyskutujemy o gustach, niekiedy aż do bicia piany. .
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >"De gustibus non est DISPUTANDUM".
no jasne, bez dyskusji.
|
|
| | | | | | | | |  | | J.Szulc (5723 punktów) |
Sorry bardzo - poprawiłam tylko pisownię. Nie zauważyłeś? Na pewno nie chcę i nie będę dyskutować o gustach...
- i znowu, niezmiennie, pozdrawiam. Tym razem obu panów, którzy zapowiedzieli dyskusję bez odwoływania się do oceny gustów. Czyż nie?
Kobieta nie powinna być gorsza od anioła, mężczyzna zaś tylko trochę lepszy od diabła.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
>żeby PRAWDA była prawdziwa A też mawiają ludziska, że stopniem wyższym prawdziwej prawdy jest oczywista oczywistość.
>Prawda, to według mnie stan spokoju i równowagi emocjonalnej. Prawda to zgodność z faktami. (Definicję tę podaję z niezmąconym spokojem, uchwyciwszy równowagę emocjonalną.) .
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >Prawda to zgodność z faktami.
zgodność czego?
|
|
| | | | | | | |  | Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
>>Prawda to zgodność z faktami. >zgodność czego? Twierdzenia. .
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >Twierdzenia.
tego na papierze, a więc śladu tuszu, czy tego w głowie, jego sensu, czy czegoś takiego?
|
|
| | | | | | | | | |  | Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
>>Twierdzenia. >tego w głowie, jego sensu, czy czegoś takiego? Tak, chodzi o coś takiego. O zdanie oznajmujące, które może mieć wartość logiczną. Ta wartość to prawda, a jej brak, to fałsz. .
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Zbysław Śmigielski (8639 punktów) |
> Ta wartość to prawda, a jej brak, to fałsz.
Tu coś ci się omsknęło w myślach, Osnowo. Brak prawdy nie może być fałszem. Brak to... brak. To żadna antyteza, żadne zaprzeczenie. Brak prawdy to najwyżej miejsce na nią... . (Kropki są fajne, nie?)
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
> Brak prawdy to najwyżej miejsce na nią... W zadaniu oznajmującym to miejsce zawsze jest obsadzone.
>. (Kropki są fajne, nie?) Może to e-kropki wg Morse'a? W każdym razie fajne i - .
|
|
| | | | | |  | Ludomir Tulko (317 punktów) (zablokowany) |
>Prawda, to według mnie stan spokoju i równowagi emocjonalnej. Prawda - jeszcze nie błąd, ale już nie fakt. Błędy wśród samych realiów. A wśród samych prawd? Niniejsze wyrażenie jest inne, niż prawdziwe. No nie?
Ludomir Tulko
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | J.Szulc (5723 punktów) |
Przykro mi, ale nie nadaję się na tak głębokie filozofowanie. Nie jest grzecznie czmychnąć po cichu, więc uczciwie powiem, że dla mnie temat jest wyczerpany. Dziękuję i pozdrawiam.
Kobieta nie powinna być gorsza od anioła, mężczyzna zaś tylko trochę lepszy od diabła.
|
|
| | |  | Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) | >>Jeśli jednak przy [kościoła] pomocy komuś jest łatwiej [...], czy to jest złe?
>tak, to jest złe. >życie można oprzeć tylko na indywidualnej prawdzie, na indywidualnej oczywistości, a nie na czymś, co jest łatwe, lub trudne, przyjemne lub nie. jesli chrystus nie jest tak oczywisty jak to, że w tej chwili czuję smak herbaty, to mnie po prostu nie interesuje. kościół głosi ciemne tezy. obawiam się, że nie rozumie sam siebie. uważa np. tradycję za autorytet. ale tradycja ta jest sprzeczna (augustyn, tomasz): ze sprzeczności wynika wszystko. >utrwalanie iluzji jest złem. trzeba prawdzie losu spojrzeć w oczy. dopiero wtedy jesteś człowiekiem. dlatego kościół zabiega o socjalizację ludzi, a nie o indywiduację: wystarczy, że ludzie funkcjonują w parafialnym stadku i nie stawiają (np. podczas mszy) kłopotliwych pytań. > Święte słowa, Diogenesie. Kłaniam się. .
|
|
| | | |  | 3 na 3 | diogenes (42753 punktów) | >Święte słowa...
jesli święte, to do kosza z nimi....
|
|
| Totus | Spośród wielu wartości mogących stanowić dobro wspólne autor tekstu akcentuje na tę najważniejszą postać dobra wspólnego jaką są wartości moralne.
Problem polega na tym, że uniwersalne wartości moralne (UWM), które załóżmy, że zawiera religia katolicka nie zostały do tej pory sprecyzowane.
>społeczna nauka kościoła nie może więc rościć sobie prawa do bycia uniwersalną teorią społeczną. Jako, że nie dowiedziono by nauka kościoła miała zrozumiały i przez to spełniający podstawowy wymóg praktycznej wdrażalności projekt teorii społecznej to z tego tytułu zgadzam się z Twoją opinią.
>religia katolicka nie jest dobrem wspólnym polaków, lub, szerzej - europejczyków.. kto >tak twierdzi, mija się z prawdą i z potocznym użyciem słowa "wspólne".
Koncentrując się na wartościach moralnych (czy też UWM) będących na celowniku autora artykułu to dobro jakim one są stanowczo należy stwierdzić, że nie jest dobrem wspólnym. Kto bowiem wie co jest dobre a co złe - Kto poza Bogiem ?
.
|
|
 | 1 na 1 Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
>Kto bowiem wie co jest dobre a co złe - Ja. >Kto poza Bogiem ? No mówię - Ja. .
|
|
|  | 2 na 2 | Zbysław Śmigielski (8639 punktów) |
A jakby tak pomyśleć? Nie za bardzo konkretnie - w ogóle.
Ludzka cywilizacja nawet już w swych zawiązkach tworzyła określone pojęcia dobra: prawdy, sprawiedliwości, piękna, etc. Są to więc pojęcia, zawsze bliskie i właściwe człowiekowi, na każdym stopniu rozwoju. Pojawienie się religii spowodowało zawłaszczenie przez nią tych pojęć jako cechy związanej wyłącznie z religią.
To wielkie historyczne nadużycie wszystkich religii, po którym do dziś tak naprawdę nie możemy się otrząsnąć. Więcej: do dziś podawane to jest jako aksjomat religiantów, nienaruszalny i oczywisty.
Coś, co stanowi immanentną cechę człowieka, przypisano do pewnego atrybutu ludzkiej działalności i stąd powstało uzasadnienie, by ów atrybut decydować mógł o człowieku w ogóle.
Padliśmy po prostu ofiarą oszustwa i wielkiej mistyfikacji.
Księżulo, produkujący się w odnośnym linku, dowodzi tego w miły wprawdzie, ale cukrowo-fałszywy sposób.
A przecież starczy pomyśleć. Tak w ogóle... .
|
|
| |  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | > A jakby tak pomyśleć? Nie za bardzo konkretnie - w ogóle.
myślenie może byc tylko przenośnie "konkretne". zawsze jest ogólne, bo ogólne są pojęcia. dlatego logikę można ilustrować zdaniami typu: ala ma kota lub sokrates jest śmiertelny. konretna moze być zdaje sie sztuka (np. rzeźba), ale jej rozumienie znowu wraca do ogólności pojęć. tak sądzę.
> Ludzka cywilizacja nawet już w swych zawiązkach tworzyła określone pojęcia dobra: prawdy, sprawiedliwości, piękna, etc. Są to więc pojęcia, zawsze bliskie i właściwe człowiekowi, na każdym stopniu rozwoju. Pojawienie się religii spowodowało zawłaszczenie przez nią tych pojęć jako cechy związanej wyłącznie z religią. >To wielkie historyczne nadużycie...
pełna zgoda. osobiście wolałbym jednak argumentację odwołującą się do aktualnego doświadczenia, a nie do początków naszego gatunku, czyli raczej argumentacja filozoficzna a nie historyczna. ta druga ewentualnie pomocniczo
|
|
| | |  | | Zbysław Śmigielski (8639 punktów) |
Wybacz, ale ja zawsze tak jakoś idiotycznie i nie w pełni... Co do konkretów, też je nie bardzo odróżniam. Bez żadnej tam filozofii czuję, że ktoś mnie bezczelnie nabiera, usiłując wmówić, że tylko bóg stanowi źródło miłości i dobra.
Jakoś tak też bez boga ludzie umieszczają mnie na nie całkiem ostatnim miejscu listy sukinsynów, ośmielę się rzec, iż nawet bliżej środka... I to mnie zadowala.
Co do argumentacji, też nie jestem w tym zbyt dobry. Nie cierpię autorytetów, na które musiałbym się powołać.
W ogóle skrobię własną rzepkę, ale czasem też wcinam podkradaną.
diogenes, kurcze blade, masz jakiś taki honor małoliterkowy? .
|
|
| | | |  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >Bez żadnej tam filozofii czuję, że ktoś mnie bezczelnie nabiera, usiłując wmówić, że tylko bóg stanowi źródło miłości i dobra.
to sie nazywa mieć niucha, a bardziej uczenie - intuicję. filozofia to po prostu trochę namysłu nad owym niuchem: niuchologia byłaby istotną jej częścią.
>kurcze blade...
zmieńmy to na kacze
|
|
| | | | |  | | Zbysław Śmigielski (8639 punktów) |
>zmieńmy to na kacze
Dobra. Kacze blade... ee, to nie brzmi. Kacza dupa. O! Kacza dupa, masz ten honor małoliterkowy? .
|
|
|  | | Totus | > JaChciałbym powiedzieć "Witaj córko" ale jakoś Ci nie wierzę.
|
|
| |  | Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
> ...jakoś Ci nie wierzę.  I tak zostałeś niewierzącym.  Witaj w klubie! .
|
|
1 na 1 | keymak (3379 punktów) | Janek Kowalski powiedział że Pluton ( już nie planeta ) jest zbudowany z żółtego sera. Janek Kowalski to prawdziwy autorytet naukowy i dlatego jest wiele teorii innych naukowców mówiących o tym w jaki sposób Pluton jest zbudowany z żółtego sera. Niektórzy nawet twierdzą że jest to ser szwajcarski. Ja nie jestem pewien czy mają rację i wolę się na ten temat nie wypowiadać. Choć przyznam że powtarzanie co chwila o teorii Plutona z żółtego sera jest dość skuteczną metodą tworzenia teorii które przez innych są traktowane jak coś oczywistego.
Pozdrawiam.
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|