 |
Szacunek do samego siebie. Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Bazgroły
| Napisano | Autor | Tytuł | | 05-04-2010 10:39 | Adamiak (36436 punktów) | Szacunek do samego siebie.
6 na 6 | Dość często padają na tym forum słowa o szacunku. Najczęściej dotyczą szacunku, jakim piszący darzy (lub nie) kogoś innego za coś i są to na ogół jakieś cechy uznane przez piszącego za wyjątkowo warte szacunku, choć zazwyczaj dość relatywne i kontrowersyjne. Przypomniałem sobie porzekadło - jeśli chcesz by cię szanowano musisz zacząć się sam szanować i widzę w nim sporo prawdy, choć pominięto w nim szacunek do kogoś. No i brakuje mi w tym porzekadle przepisu na szacunek do samego siebie. Skorzystałem więc z uprzejmości ciotki Wiki i po wpisaniu hasła "szacunek do samego siebie" znalazłem tylko jedną, wyróżniającą się według mnie sensownością definicję, sformułowaną przez Janinę Prosół w takim brzmieniu: "Czym jest szacunek do samego siebie? Jest to intelektualny obraz siebie uformowany na podstawie informacji zebranych od innych ludzi na przestrzeni wielu lat i w wyniku różnych życiowych doświadczeń." Lecz i ta definicja coś chromą mi się zdaje, a to przez użycie w niej (choć nie tylko) "informacji zebranych od innych ludzi" - czy tylko ja mam wrażenie kulawości tejże propozycji? Z kolei na tym forum znalazłem parę odpowiedzi na pytanie "czym jest szacunek do samego siebie", ale są to raczej głosy już o efektach tegoż szacunku, a mnie bardziej o genezę chodzi. We wszystkich tych głosach brakuje mi czegoś o szacunku do siebie zbudowanym na podstawie poczucia własnej wartości, uzyskanej w wyniku braku, lub może wypracowanego zmniejszania się zapotrzebowania na oszukiwanie samego siebie. Czy ktoś podziela moje zdanie? Ciekaw też jestem głosów zupełnie różnych, a krótko mówiąc - każdych na ten temat. < | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| apud (4399 punktów) |
> Janinę Prosił w takim brzmieniu:> "Czym jest szacunek do samego siebie? Jest to> intelektualny obraz siebie uformowany na podstawie informacji zebranych od innych ludzi na> przestrzeni wielu lat i w wyniku różnych życiowych doświadczeń."> Lecz i ta definicja coś chromą mi się zdaje, a to przez użycie w niej (choć nie tylko)> "informacji zebranych od innych ludzi" - czy tylko ja mam wrażenie kulaw ości tejże propozycji?> Z kolei na tym forum> znalazłem parę odpowiedzi na pytanie "czym jest szacunek do samego siebie", ale są to raczej głosy> już o efektach tegoż szacunku, a mnie bardziej o genezę chodzi.> We wszystkich tych głosach brakuje mi czegoś o szacunku do siebie zbudowanym na podstawie> poczucia własnej wartości, uzyskanej w wyniku braku, lub może wypracowanego zmniejszania się> zapotrzebowania na oszukiwanie samego siebie.tow.Adamiak, kolektyw jest dumny z was, ponieważ wzięliście sobie do serca nieśmiertelne słowa tow. Lenina, wypowiedziane na III Zjeździe Komsomołu. Uczitsia, uczitsia i jeszczo raz uczitsia. A tera, tak z rozpędu, poszukajcie definicji słowa ego. I żadna szpilka wam nie zagrozi.
|
|
 | 1 na 1 | Adamiak (36436 punktów) | > A tera, tak z rozpędu... Złamanie regulaminu - niewycinanie zbędnych cytatów poprzednika.
|
|
|  | | apud (4399 punktów) | > >A tera, tak z rozpędu...> Złamanie regulaminu - niewycinanie zbędnych cytatów poprzednika. > Alez to tylko po to, aby łatwiej było porównać! PS Zgodnie z regulaminem, to nie sa zbędne cytaty poprzednika, tylko definicje wymyślone przez naukowców. Wielkich. Ja tam osobiście jestem egoistka, szacunku do siebie tez nie mam, za to mam poręczny walek do ciasta.
|
|
1 na 1 | gama (1062 punktów) | >Ciekaw też jestem głosów zupełnie różnych, a krótko mówiąc - każdych na ten temat.
Szacunek dla siebie samego zyskujemy w wyniku nabywania doświadczeń życiowych (bardzo szerokie pojęcie włączające również umiejętność życia w społeczności jak i nabytą wiedzę - przy tym przez tę wiedzę niekoniecznie należy rozumieć ukończone uniwersytety) i wyciągania z nich właściwych wniosków. I to jest prawda, którą ciotka ci podała.
Dodam odnośnie tych wniosków: idzie o wnioski wyciągnięte wyłącznie dla siebie, gdyż te same wnioski mogą być postrzegane inaczej przez osoby posiadające zupełnie inne doświadczenia nabyte w innych warunkach.
Ludzie, którzy nabyli wiele różnorodnych doświadczeń czyli "z niejednego pieca....", osoby wykształcone i kierujące się racjonalnym obrazem rzeczywistości w której egzystują nie potrzebują iluzji, mrzonek i fantasmagorii służących oszukiwaniu siebie samych celem zaprojektowania sobie samym sztucznego piękna czy ułudy rajskiego dolce vita. Choć miło jest mieć coś takiego co nam choćby w nieokiełzanej wyobraźni tę szarą egzystencję osłodzi.
Jeśli ktoś jednak tego potrzebuje to powinien - jak słusznie powiadasz dążyć do zmniejszenia tego zapotrzebowania. I najlepiej jest gdy sam to zrozumie lub wydedukuje z wypowiedzi innych osób czyli takich, które się już nie oszukują. Nie należy mu tego nakładać łopatką do głowy.
|
|
 | 3 na 3 | Adamiak (36436 punktów) | >... te same wnioski mogą być postrzegane inaczej przez osoby posiadające zupełnie inne doświadczenia nabyte w innych warunkach. No tak, w tym teza Marksa (oby nam wiecznie służył) zdaje się być aktualną.
>Ludzie, którzy (...) "z niejednego pieca....", osoby wykształcone i kierujące się racjonalnym obrazem rzeczywistości w której egzystują nie potrzebują iluzji, mrzonek i fantasmagorii służących oszukiwaniu siebie samych celem zaprojektowania sobie samym sztucznego piękna czy ułudy rajskiego dolce vita. Ilość wszelakiego autoramentu wykształconych ideowców na świecie zdaje się przeczyć temu twierdzeniu.
Czy tylko ja tak widzę, że właśnie kształcenie z naciskiem na "państwowe" jest bazą dla moralnej schizofrenii?
>Jeśli ktoś jednak tego potrzebuje to powinien - jak słusznie powiadasz dążyć do zmniejszenia tego zapotrzebowania. Być może każdy człek ma genetycznie wbudowany mechanizm podwójnej oceny zjawisk (hipokryzji), będący "wentylem bezpieczeństwa" w tym, co tak naprawdę z homo sapiens ludzi współczesnych uczyniło, czyli między innymi- wg. mnie- zdolności do świadomego egoizmu zwrotnego.
Chodzi o zdolność oszukania samego siebie w sytuacji, gdy perspektywiczny zysk jest mało prawdopodobny, ale nie wykluczony i skierowanie go w razie potrzeby na wewnętrzne zadowolenie z okazania się szczodrym (głupim?) "bezinteresownie".
>I najlepiej jest gdy sam to zrozumie lub wydedukuje z wypowiedzi innych osób czyli takich, które się już nie oszukują. Nie należy mu tego nakładać łopatką do głowy. Nawet mało możliwa mi się zdaje opcja nauczenia jakiejś potrzeby - potrzeba jest już następstwem niedosytu, poczucia braku, a taki może się chyba jedynie instynktownie wygenerować.
>Choć miło jest mieć coś takiego co nam choćby w nieokiełzanej wyobraźni tę szarą egzystencję osłodzi. Uważam, że po takim stwierdzeniu warto postawić pytanie: czy tylko miło, czy hipokryzja jest warunkiem sine qua non prawidłowego funkcjonowania ludzkiego psyche?
|
|
4 na 4 | Madman (7811 punktów) | Cały Adamiak. Jak już napisze coś mądrego, to w bazgrołach...
|
|
2 na 2 | setarkos (10757 punktów) | Z szacunkiem do samego siebie (i z innymi relacjami zwrotnymi) dziwnie się rzeczy mają. Jak odróżnić kto tu szanujący, a kto szanowany? Co najmniej rozdwojenie jaźni byłoby potrzebne - wtedy jednak przestaję być sobie sam, lecz raczej we własnym towarzystwie. Tak czy inaczej niemożliwa się wydaje pełna indywidualizacja bez 'zapętlenia'. Trudno zgadnąć czy Kartezjusz wątpiący 'widział' też Kartezjusza wątpliwego, ale powinien był.
W kilku osobach lub kilku grupach szarych komórek (co może i na jedno wychodzi) upatrywałbym minimum dla rozważań o szacunku.
|
|
 | 3 na 3 | Adamiak (36436 punktów) | > Z szacunkiem do samego siebie (i z innymi relacjami zwrotnymi) dziwnie się rzeczy mają. Jak odróżnić kto tu szanujący, a kto szanowany? Co najmniej rozdwojenie jaźni byłoby potrzebne - wtedy jednak przestaję być sobie sam, lecz raczej we własnym towarzystwie. Żeby bardziej namieszać: coś na kształt dualizmu (  ) hipokryzji czasem dostrzegam - taką instynktownie, egoistycznie "wewnętrznie przydatną", niezbędną do codziennego funkcjonowania (np. tłumaczenie drobnych przyjemności "koniecznością", lub małych acz podświadomie zamierzonych gaf - roztargnieniem), oraz tę "zewnętrzną", ustawioną na bezkrytyczne i automatyczne przekładanie "wewnętrznej" na ogół działań publicznych, czyli przenoszenie swego dualizmu na relacje interpersonalne. W powyższym kontekście i nawiązaniu do wstępniaka, własną wartość jako budulca szacunku do siebie, upatrywałbym w nabytej i permanentnie uzupełnianej zdolności do jasnego widzenia genezy swoich działań ze szczególnym wyczuleniem na styk i płynną granicę sfery prywatnej z tą drugą, niejako stadną działalnością. > Tak czy inaczej niemożliwa się wydaje pełna indywidualizacja bez 'zapętlenia'. Ja jeszcze nie rezygnuję.  > Trudno zgadnąć czy Kartezjusz wątpiący 'widział' też Kartezjusza wątpliwego, ale powinien był. Staram się wystrzegać cudzych powinności. > W kilku osobach lub kilku grupach szarych komórek (co może i na jedno wychodzi) upatrywałbym minimum dla rozważań o szacunku. A po cholerę, myślisz, piszę?
|
|
|  | 1 na 1 | setarkos (10757 punktów) |
> A po cholerę, myślisz, piszę?Staram się wystrzegać zgadywania cudzych motywów
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|