 |
Czy mam ochrzcić dziecko, chociaż jestem niewierząca? Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 20-11-2007 09:11 | Taiken (1148 punktów) | Czy mam ochrzcić dziecko, chociaż jestem niewierząca?
6 na 6 | Felieton o takim tytule ukazał się wczoraj w "Dużym Formacie" - dodatku do "Gazety Wyborczej". Udało mi się znaleźć link do niego, więc podaję: www.gazetawyborcza.pl/1,76842,4682028.htmlZastanawiałam się, czy wątek ten umieścić w "Religiach" czy tutaj. Wydaje mi się jednak, że jest to raczej problem społeczny niż religijny. Pójście na łatwiznę, zrobienie czegoś wbrew swej woli, tylko dlatego, że zachodzi obawa "co ludzie powiedzą" albo "tak wypada", zachowania konformistyczne, moim zdaniem, doprowadziły do takiej sytuacji w naszym społeczeństwie, że kler czuje się upoważniony do ingerencji w prywatne sprawy i światopogląd ludzi oraz rozbestwia się jeszcze bardziej, wpływając również na władzę, która mu często ustępuje, a nawet okazuje nadgorliwość. Taka właśnie postawa zrodziła Rydzyków, Trwam, MaRyja, Jankowskiego i Jasia Pospieszalskiego. Moją mamę artykuł zbulwersował. Nie rozumie postawy rodziców głównej bohaterki artykułu, która może czuć się osamotniona w walce o życie zgodnie z własnymi przekonaniami. Która miota się między zapewnieniem szczęścia swojemu dziecku a spełnieniem oczekiwań rodziców i teściów. Na szczęście ja nie mam tego problemu. Szkoła mojego syna wychodzi z założenia, że nie każdy musi być katolikiem (to chyba rzadkość, sądząc z artykułu). Lekcje religii są na początku lub na końcu (tak jest w zerówce) zajęć, więc po prostu syna odbieramy wcześniej. Czytając artykuł, czułam własną siłę, siłę swoich przekonań i argumentów, bo jeszcze rok-dwa temu byłam w podobnej sytuacji jak Magda. Chciałam żyć w zgodzie z własnymi przekonaniami i wychowywać synów na racjonalistów o naukowym podejściu do życia, a jednocześnie czułam nacisk rodziny mojego męża i ciągłe pytania "kiedy chrzciny?". Równocześnie czułam wewnętrzny opór, ponieważ te ablucje i rytuały katolickie są mi całkowicie obce. Nie znam się na tym i nigdy nie miałam ochoty poznawać. Nie czuję się przez to uboższa wewnętrznie. Teraz tego dylematu nie mam. W ogóle nie rozważam takiej sytuacji. Nie będę uczyła moich synów, że nie liczy się to, w co się wierzy, jakie ma się poglądy, tylko wygodnictwo i zakłamanie. Tak, dzisiaj uważam, że takie pójście na łatwiznę i uleganie presji otoczenia "bo inne dzieci go wykluczą", "bo tak wypada", "bo w przyszłości będzie miał problemy, gdy będzie chciał się ożenić" itd. - to zakłamanie. Jak dziecko może stać się pewnym i odpowiedzialnym za swoje czyny człowiekiem, skoro własna rodzina uczy go, że najważniejsze jest nie to, co się czuje, ale to, co widać na zewnątrz? Śmiałam się nawet, że jeśli ktoś będzie bardzo chciał mi mieszać w życiu i przekonywać mnie wbrew mej woli - to zacznę praktykować buddyzm, który przecież religią nie jest, tylko systemem filozoficznym, a to mi ładnie dopełni moje zainteresowania kulturą Wschodu: Zen, Tao, Feng Shui i aikido mojego syna.  | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| Taiken (1148 punktów) | Chrzeciny bez chrztu | A tu jest artykuł - jakby dopełnienie tematyki. > Anna Radwan-Röhrenschef ma 29 lat, jest szefową Polskiej Fundacji im. Roberta Schumana zajmującej się promocją idei Unii Europejskiej, mężatką, mamą dwuletniego Jasia i niespełna rocznej Krysi nazywanej w domu Kiką. Jest katoliczką. Kasia Kozłowska ma 30 lat, jest szwagierką Ani Radwan (żoną jej brata Piotra), analitykiem finansowym w firmie księgowej, mamą pięcioletniej Magdy, trzyletniego Maćka i dwumiesięcznej Małgosi. Jest ateistką. Obie szykują się do chrzcin. Ania ochrzci Kikę w najbliższą niedzielę w kościele Dominikanów, Kasia chrzciny zorganizuje zaraz po przeprowadzce do własnego domu. Ale będą to chrzciny bez chrztu.Więcej: www.gazetawyborcza.pl/1,75248,4572529.html
Za dużo mówimy o zmianie świata, a za mało świat zmieniamy. Za dużo mówimy o miłości, a za mało kochamy.
|
|
1 na 1 | elfir (1058 punktów) | Odp: Czy mam ochrzcić dziecko, chociaż jestem niewierząca? | Ta matka popełniła podstawowy błąd - puściła dziecko na lekcje religii, która ja najzupełniej nie interesuje. W pewnym wieku dzieci szukają sobie autorytetów (nauczyciel, potem koledzy). Było do przewidzenia, ze katechetka zacznie manipulować dzieckiem namawiając ładnymi słowami do chrztu i praktykowania religii. W tym wieku dziecku sie wydaje, że religia to tylko fajne, "egzotyczne", niecodzienne obrządki, ciekawe opowieści o "jezusku", oraz prezenty. Matka nigdy go nie przygotowywała do krytycznego myslenia. Przecież moze mu wyjaśnić, ze w "jezuska" wierzą nie tylko katolicy.
Dziwie sie trochę księdzu, który nie chciał nowej owieczki w stadzie.
PS. Całe zachowanie tej kobiety w zyciu to jakiś brak konsekwencji i bezwolność. Przydałoby się nią zdrowo potrząsnąć.
|
|
 | 2 na 2 | ariadna (352 punktów) |
>Dziwie sie trochę księdzu, który nie chciał nowej owieczki w stadzie.
Mnie też to dziwi. Ale najlepszy w tym felietonie jest ten fragment, kiedy dziennikarka w rozmowie z księdzem wyraża opinię, że może Janek tylko dlatego chce się ochrzcić, że wszyscy w klasie są ochrzczeni i idą do komunii. A ksiądz na to: "To jest założenie. Gdy przyjmie się inne, na przykład takie, że to wypływa z jego serca, sprawa wygląda inaczej". Genialne! W ten sposób można wszystko wytłumaczyć. W którymś miejscu ksiądz twierdzi, że ośmiolatek jest tak samo mądry jak pięćdziesięciolatek, że "obserwuje świat, widzi kościół i chce się ochrzcić". Super. Ciekawe co by powiedział ten sam ksiądz, gdyby ośmiolatek kategorycznie odmawiał chrztu? A wracając do tytułu wątku. Jeśli matka nie chce dziecka chrzcić, niech tego nie robi, niech zaciśnie zęby i jakoś przetrwa. Ale będzie ciężko, wiem o tym. Moja córka została ochrzczona tuż przed komunią, na "własne" życzenie (ukształtowane, jak mniemam, zajęciami religii w przedszkolu, z których nie mogłam jej wypisać, bo odbywały się dokładnie w środku dnia; oczywiście istniała jeszcze jedna opcja: wszystkie dzieci mają religię, a moja córka w tym czasie siedzi sama w innej sali - koszmar). W piątej klasie podstawówki oświadczyła, że nie będzie chodziła na religię, bo nie wierzy w to, o czym opowiada katechetka. Być może nie bez wpływu był fakt, że prawie cała rodzina to ateiści?
|
|
|  | | Ciekawski |
Ksiądz ma trochę racji gdyż rzeczywiście ośmiolatek obserwuje świat, widzi kościół, widzi, że wszyscy w klasie są już ochrzczeni i pójdą do komunii, a potem jak bozia da to nawet do nieba, bo bozia kocha i czeka na swoje dzieci razem ze świętym mikołajem i saniami i aż serduszko raduje się, czuje potrzebę przygotowania się na przeżywanie tego szczęścia.
Nie chce mi się wierzyć, żeby ksiądz sugerował coś innego. Przecież gdyby sugerował, że przyczyną potrzeby chrztu u ośmiolatka mogła by być namiastka aktu woli, której źródłem byłoby duchowe przeżycie wynikające z analizy Słowa Bożego i wejścia w relację z Duchem Świętym wzywającą do przyjęcia chrztu to nazwałbym tego księdza skończonym kpiarzem, cynikiem, hipokrytą, oszustem religijnym, szydercą itp.itd. Ktoś zapyta może- Dlaczego? Dlaczego ksiądz byłby takim okrutnikiem? Otóż, (ten osąd wybaczcie oprę na swoim przekonaniu) wierzę, że jest małe prawdopodobieństwo by ten ksiądz był idiotą. Innych wariantów nie dostrzegam.
Pozdrawiam.
|
|
| |  | | piątek (1035 punktów) | Pamiętaj ksiądz nigdy nie ma racji, a jak ją ma to patrz pkt 1
"Bóg uczynił mnie ateistą. Kim Ty jesteś by kwestionować jego mądrość"
|
|
| |  | 1 na 1 | mohawk (2936 punktów) | >Ksiądz ma trochę racji gdyż rzeczywiście ośmiolatek obserwuje świat, widzi kościół, widzi, że wszyscy w klasie są już ochrzczeni i pójdą do komunii, a potem jak bozia da to nawet do nieba, bo bozia kocha i czeka na swoje dzieci razem ze świętym mikołajem i saniami i aż serduszko raduje się, czuje potrzebę przygotowania się na przeżywanie tego szczęścia.
Dla większości dzieci, wychowywanych w warunkach polskiego katolicyzmu obrzędowego, pierwsza komunia to jedynie orgia prezentów i zero przeżycia duchowego. Opisywany w gazecie dzieciak musi być jakoś szczególnie wrażliwy, albo ma bardzo przebiegłego katechetę, na którego niecne zagrania matka nie uodporniła syna o czasie.
|
|
5 na 5 | Marian (5438 punktów) |
A ja mam pomysł. Dlaczego by nie kupić dzieciakowi Biblii po prostu? Tylko nie takiej „dla dzieci”, gdzie większość ciekawszych fragmentów została ocenzurowana. Nie od dziś wiadomo, że lektura Biblii to jeden z najlepszych sposobów na utratę wiary. Powiedzieć mu: „przeczytaj i zastanów się, czy właśnie w takiego boga chcesz wierzyć” (w moich czasach ośmiolatki potrafiły czytać, choć może niezbyt płynnie). W końcu powinien poznać dobrze religię, którą chciałby wyznawać. Albo nawet lepiej czytać mu samemu (niektóre formy mogą być dla dziecka niezrozumiałe); od początku oczywiście, czyli najpierw pięcioksiąg. Można by się w ten sposób przekonać, czy naprawdę zależy mu na chrzcie ze względu na religię, czy kolegów.
Pozdrawiam.
A rationalist is simply someone for whom it is more important to learn than to be proved right — Karl Popper
|
|
 | | Ciekawski | >W końcu powinien poznać dobrze religię, którą chciałby wyznawać. Nie stanie się to z dnia na dzień więc czy nie byłoby słusznym zacząć naukę już w przedszkolu?
|
|
|  | | Marian (5438 punktów) | >>W końcu powinien poznać dobrze religię, którą chciałby wyznawać. >Nie stanie się to z dnia na dzień więc czy nie było by słusznym zacząć naukę już w przedszkolu? Mam wątpliwości, czy przedszkolak jest w stanie zadecydować, że chciałby wyznawać jakąś religię.
Pozdrawiam.
A rationalist is simply someone for whom it is more important to learn than to be proved right — Karl Popper
|
|
| |  | | Agnies | Wychodzi więc na to panowie, że pierwsza komunia z racji wieku osób do niej przystępujących masowo w Polsce jest przestępstwem kleru wobec Boga, którego kler ośmiela się reprezentować. Zgadłam? Tyle, że nie jestem pewna czy nie zalicza się jej do obrzędu podlegającego decyzji rodziców podobnie jak chrztu niemowlęcia i wtedy jest tylko komunią z nazwy, jakimś obrzędowym sakrum o niejasnym charakterze symbolicznym, w którym nie dziecko ale rodzic wysuwa się na pierwszy plan. Jeśli tak to posyłanie dziecka do komunii przez rodzica "niewierzącego" jak też do chrztu jest jego problemem wewnętrznym, który rośnie wprost proporcjonalnie do przekonania rodzica, że religia jest złem, czy też wiara chrześcijańska, jej obiekt kultu może, a może tylko kler i jego instytucja a dalej rodzi się podejrzenie czy te sakramenty to aby nie pic na wodę, fotomontaż, blef spreparowany dla wysysania kasy z kieszeni skutecznie omamionej większości proletariatu zmanipulowanego przez kler by dawać w kość wyłamującym się wykształciuchom i ich dzieciom ???
Z ciekawości idę córce zerknąć do katechizmu, coś mi tu śmierdzi delikatnie mówiąc.
|
|
 | 2 na 2 | Patty Matheson (2087 punktów) | Też mi się wydaje, że niezłym wyjściem z bałaganu byłoby zgodzenie się na chrzest tylko pod warunkiem poznania religii; jej prawdziwego oblicza. Bo dziecko najprawdopodobniej pociągają kolorowe obrzędy i chęć nieodstawania od kolegów, co może być zresztą zastąpione przynależnością do innej grupy. Sprawa jest bardzo trudna głównie przez brak wglądu rodzica w to, co mów katechetka.
Pozdrawiam.
I na koniec dnia szóstego Bóg usłyszał: "Za mało many"
|
|
|  | 1 na 1 | J.Szulc (5723 punktów) |
>Sprawa jest bardzo trudna głównie przez brak wglądu rodzica w to, co mów katechetka.
Tak prawdę powiedziawszy, to rodzic ma prawo być obecny na lekcji, po uprzednim uzgodnieniu tego z dyrekcją. W każdym razie tak było za czasów uczęszczania moich dzieci do szkoły podstawowej. Zdaję sobie sprawę, że taka lekcja nie będzie wyglądać tak, jak zawsze. Ale może warto czasem popatrzeć "na ręce" nauczycielowi, który zachowuje się nie jak nauczyciel? Nie chcę tu obrażać wielkiej rodziny prawdziwych pedagogów, rozumiejących dzieci i umiejących rozmawiać, takoż nauczać. Jak wiadomo, przysłowiowe "zgniłe jajo" znajdzie się wszędzie.
Pozdrawiam.
|
|
3 na 3 | J.Szulc (5723 punktów) |
Moim zdaniem, to wszystko, co wiąże się z katolicyzmem, chrześcijaństwem w ogóle, to jedna, wielka manipulacja. "Wciska się" nic nie rozumiejącą, małą istotkę w tryby i tak funkcjonuje ona aż do osiągnięcia swojego własnego rozumku. Co gorsza, nie pozwala się jej nawet na szukanie alternatywy. Religia w przedszkolu? No to ja bardzo przepraszam! Zero tolerancji, zero szacunku dla inności. Co to za przedszkole/szkoła, gdy zostawia się dziecko nie uczestniczące w "praniu mózgu" w innym pomieszczeniu? Mam nadzieję, że nie siedzi tedy ono samo. W ten sposób wdrukowuje się jakby karę za inny tok myślenia. I to ma być pedagogiczne? Wychowawcze?
Niech mi ktoś udowodni, że siedmio - czy ośmiolatek ma tak szerokie postrzeganie wiary, że sam chce być ochrzczony... Nasłuchał się, nieborak, o prezentach z racji I komunii i też ma na nie chrapkę. To cała tajemnica nawrócenia.
Pozdrawiam.
"Lepiej z mądrym nieść kamień, niż z głupcem jeść i pić." - przysłowie armeńskie
|
|
1 na 1 | piątek (1035 punktów) | Nie wiem z kąt się takie dzieci biorą, ale jak Ja szedłem do komunii to raczej mało mnie interesowało pojednanie z Bogiem, a raczej, mój nowy rower... Moi rodzice nie chodzą do kościoła są raczej mało aktywnymi agnostykami, na komunie poszedłem tylko i wyłącznie ze względów czystko biznesowych, i nikt mi nie kazał, Rodzice zapytali mi czy chce iść, Ja nawet nie wiedziałem co oznacza słowo komunia wtedy, przynajmniej w moim przypadku na lekcjach religii ostatnią rzeczą którą sie robiło to słuchanie gadania katechetki;o Starsi koledzy się chwalili co dostali to też poszedłem, i niech mi nikt nie mówi że dziecko wie po co tam idzie. Chrzest to nie pojednanie się z Bogiem, a z kościołem, bo Bóg nigdzie nie pisze, nie mówi o chrzcie, to taka indoktrynacja za młody, coś jak wyprawy krzyżowe, tyle że w łagodniejszej formie.
"Bóg uczynił mnie ateistą. Kim Ty jesteś by kwestionować jego mądrość"
|
|
4 na 4 | diogenes (42753 punktów) | >Chciałam żyć w zgodzie z własnymi >przekonaniami i wychowywać synów na racjonalistów o >naukowym podejściu do życia,...
naukowe podejście do życia...to brzmi tak jakoś dualistycznie: z jednej strony nauka (która podchodzi do życia), z drugiej strony życie, które ..., no właśnie...co robi życie, do którego podchodzi nauka? te wszystkie analizy, syntezy, motyle przebite szpilką i płody w formalinie......jakie ono jest, to życie? naukowe? dzikie? pogańskie? buddyjskie?
a jak życie podchodzi do nauki? chyba o to chodzi...o życiowe podejście do nauki...
|
|
 | | Rotor | Czy jest tu ktoś na Forum, znający się na prawie, kto mógłby przytoczyć to, jak prawo odnosi się do przymusowego i nieświadomego wcielania do organizacji nawet sądownie zarejestrowanych, osób małoletnich. W przypadku organizacji Kościoła Rzymskokatolickiego nawet niemowląt. Następnie zmuszanie ich do niezrozumiałych, obcych im i zniewalających ich dusze praktyk kultowych: katechizacji, ewangelizacji, komunizacji, sakramentyzacji itp.
|
|
|  | | Rotor | (Powyższy post jest do forumowego ogółu. Nieuważnie tutaj go umieściłem.)
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|