>ktoś w końcu musi zrozumieć tych, którzy ledwo wiążą koniec z końcem, a czasem - tylko końce stryczka... W Polsce nie ma biednych. Od lat czytam w mediach, że bezrobocie leci na łeb, na szyję, że bankom już prawie brakuje środków na przyznawanie kredytów, że deweloperzy nie wyrabiają się z budowaniem mieszkań po 10 tys. zł za m kw., że płace rosną w tempie zastraszającym i wywołującym inflację, że "średnia krajowa" wynosi blisko 3 tys. zł na rękę i rośnie.
Niektórzy pracodawcy w Polsce (bardzo niewielu) zaczęli srać po nogach, gdy okazało się, że już nie ma kogo dymać, bo 99% ich dotychczasowych i potencjalnych pracowników wyemigrowało, a i Ukrainiec czy Białorusin też nie chce pracować za gównianą pensję. Sranie im się nasiliło, gdy się zorientowali, że przenoszenie produkcji do Rumunii czy na Słowację nie jest już takie proste, bo tam są obecni już pracodawcy z Chin czy ogólnie spoza Europy/USA. Czym ta sraczka skutkuje? Wzrostem płac dla naganiaczy wewnątrz firm i dla headhunterów poza firmami. Jaki tego skutek? Niewielki, bo okazuje się niezmiennie, że nawet "konserwator powierzchni płaskich" może sobie pozwolić na olanie jałmużny w niebywałej wysokości 700zł/miesiąc w Polsce i wyemigrować do dowolnego kraju UE, gdzie MA PRAWO zarabiać 5-10 razy tyle.
Prorokuję, że inflacja w Polsce, znakomicie rosnąca od 2008 roku, wywoła nasilenie rozwolnienia u polskich i działających na polskim rynku pracodawców. Obudzą się z ręką w nocniku pełnym gówna.
|