Racjonalista - Strona głównaDo treści
Uczuciowa ateistka

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
04-01-2008 23:33mysza (47 punktów)Uczuciowa ateistka
Ocena 3 na 3
Wiem, że jestem naiwna, ale może ktoś spróbuje mi udzielić odpowiedzi na pytanie czym naprawdę jest miłość? Dręczy mnie to od pewnego czasu. Uznałam, że może ktoś na forum Racjonalisty ktoś jest w stanie zdefiniować to uczucie. Nie chodzi mi bynajmniej o miłość matki do dziecka daną z natury tylko o tą, która nagle łączy zupełnie przypadkowych ludzi. Jest to pozbawione uczucie całkowicie pozbawione logiki i moim zdaniem irracjonalne. Od razu zaznaczam, że nie przeżyłam żadnego rozdzierającego serce zawodu miłosnego. Zawsze patrzę tylko z boku i chociaż nie jestem nastolatką żadne silne uniesienia miłosne nie stały się moim udziałem. Czy to nie jest tak jak z Bogiem, że On jest tylko wtedy gdy się w Niego wierzy? W takim razie chyba jestem uczuciową ateistką. Trudno mi się bowiem wierzyć w miłość gdy ktoś po raz siódmy z rzędu zwierza się zawodu twierdząc, że już nigdy, że to była miłość życia, żeby za tydzień poznać kolejną "miłość życia". Czasem mam wrażenie, że "miłość" istnieje tylko w serialach kręconych w oparciu o scenariusze Łepkowskiej. Poza serialem miłość już nie jest taka kolorowa. Ona niespecjalnie piękna, a on bez pracy i też urodą nie grzeszy. W sumie są ze sobą bardziej ze strachu przed samotnością niż z wielkiego uczucia. Wiadomo, że on widziałby się przy boku Angeliny Jolie, ale skoro nie przypomina Brada Pitta to musi się pogodzić z posiadaniem dziewczyny z bloku obok, która może i nie zachwyca urodą, ale i przez to nie jest specjalnie wybredna. Więc może to wcale nie miłość tylko połączenie reakcji chemicznych ze strachem przed samotnością?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

avenger (463 punktów)Odp: uczuciowa ateistka
>Wiem, że jestem naiwna, ale może ktoś spróbuje mi udzielić
>odpowiedzi na pytanie czym naprawdę jest miłość?
>Jest to pozbawione uczucie całkowicie pozbawione logiki i
>moim zdaniem irracjonalne.
Miłość jest irracjonalna i dlatego nie ma definicji na nią.Oczywiście można pisać o chemii o pociągu samca do samicy i itp.rzeczy ale wydaje mi się że to nie specjalnie wyjaśnia sprawę.Bóg też jest irracjonalny i wiele ,wiele innych rzeczy które są wbrew logice sprzeczne z umysłem.Oczywiście to czy się wierzy czy nie nie ma tu takiego znaczenia miłość Cię dopada i koniec.Podobnie jak nie jest ważne czy wierzysz w Boga Bóg wierzy w Ciebie

Jarek Kubaszewski
>Miłość jest irracjonalna i dlatego nie ma definicji na nią.
Tak, masz rację.
>Bóg też jest irracjonalny (...)
Tu też się zgadzam.
Tylko że między wiarą w boga/bogów a miłością jest ta różnica że z wiary w bóstwa można się wyzwolić. Natomiast czy można wyleczyć się z miłości? Tak, tylko że nie zawsze warto.
Postawmy pytanie inaczej: czy racjonalista może się zakochać? Uważam że może. W końcu każdy ma prawo do szczęścia. Tak, tak. Już słyszę te oburzone głosy ludzi którym ich związki nie przypominały sielanki. Ale warto spróbować, tylko przedtem dokonać wyboru. A ze nie zawsze się uda, no cóż. "Life is brutal".
Pozdrawiam
@ffe?
Owszem, miłość istnieje jak najbardziej, jest tez ściśle zdefiniowana - ale tobie nie o to chodzi. Raczej o to ,ze dotąd jej nie zaznałaś. Czy to jednak znaczy, ze jeśli nie byłaś na Księżycu, to on nie istnieje? Ale nie trafia się miłość każdemu i na życzenie. Jednak pewnie i ty w końcu na tę chorobę zapadniesz. A wtedy zobaczysz, że żaden film się do rzeczywistości nie umywa.
mikos
Pytanie bardzo dobre ,ale i temat rozległy.
Miłość to złożone uczucie z wielu czynników.Aby zaistniała miłość musi być spełnionych kilka warunków -a najlepiej jak najwięcej z nich.W przypadku miłości do partnera musi dochodzić do zaspokojenia potrzeb -są to m.in.popęd fizyczny uwarunkowany dobraniem odpowiadającego genotypu partnera,umysłowa potrzeba kontaktu z odpowiednim osobnikiem,potrzeba bezpieczeństwa,potrzeba urozmaicenia,zgodność z poglądami otaczającego środowiska im kultury.Im więcej potrzeb zaspokaja związek z partnerem tym silniejsze jest uczucie -wiekszość nazywa to miłością....
Drobner
>Wiem, że jestem naiwna, ale może ktoś spróbuje mi udzielić
>odpowiedzi na pytanie czym naprawdę jest miłość? Dręczy
>mnie to od pewnego czasu.
Dla mnie - Agata, moja zona

Drobner, ze smutkiem godzący się na monogamię...
Yaoming (7480 punktów)
>Wiem, że jestem naiwna, ale może ktoś spróbuje mi udzielić
>odpowiedzi na pytanie czym naprawdę jest miłość?
Nie ukrywajmy, miłość jest uwarunkowana przez reakcje biochemiczne zachodzące w naszym organiźmie. Nie ma nic wspólnego z metafizyką, pomimo iż niektórzy myślą, że ma w sobie coś nieziemskiego.
Miłość jest determinowana w głownej mierze przez fenyloetyloamine. Dużą rolę odgrywają również endorfiny, feromony i hormony. Troszeczkę więcej możesz przeczytać tutaj:
racjonaliz(*)385774,DA2006-12-31,index.html
Pozdrawiam i życzę szczęścia w miłości.
gurgul (651 punktów)
Zgadza się. Warto przy okazji dodać, że miłość i zakochanie to dwie różne rzeczy. Stan zakochania wiąże się z silnym pociagiem seksualnym i ma na calu zmuszenie zakochanych w sobie osobników do jak najczęstszej kopulacji po to, ażeby spłodzić potomstwo. Proces zakochania może trwać około roku. Miłość nieco się od zakochania różni. Często wiąże się ją raczej z cechami rozumu tj. odpowiedzialność, niż ze sferą seksualną. Ale również jest to proces biochemiczny, mający na celu wstępne odchowanie potomstwa.
prokaczystowska_racjonalistka(956 pkt)

>Miłość jest determinowana w głownej mierze przez >fenyloetyloamine

to jest oczywiste,każdy student biologii może sobie wychodowac "milosc" w sloiku,to dobry pomysl na biznes.
mysza (47 punktów)
"Miłość jest determinowana w głównej mierze przez fenyloetyloamine" - myślę, że jest to zdanie dnia, a może nawet tygodnia Jest po prostu bezbłędnie wspaniałe Pozdrawiam!
Yaoming (7480 punktów)
Przepraszam, ale nie wiem o co ci chodzi myszko. Możesz mi wytłumaczyć co ciebie zachwyciło w tym zdaniu. A może to tylko nutka sarkazu z twojej strony.
Pozdrawiam
derkacz (375 punktów)Odp: Uczuciowa ateistka
Jak sądzę - inaczej na rzecz zapatrują się kobiety, inaczej mężczyźni. Tak nas natura stworzyła (jesteśmy na racjonalista.pl , więc nie piszę "Bóg" ) Faceci chyba w mniejszym stopniu podążają za owo mityczną "miłością" (chociaż z różnych względów twierdzą, że tak jest), a bardziej po prostu szukają przygód (nie tylko mam tu na myśli seks jako taki, ale ogólnie to co udanym relacjom damsko-męskim towarzyszy). Jako istoty bardziej poligamiczne mężczyźni mniej są zdeterminowani do szukania "związków" i chyba mniej przeżywają tzw. "porażki" w tym zakresie. Szybciej stają na nogi i przechodzą do porządku dziennego nad faktem, że trzeba szukać dalej. To, że obie płcie używają słowa "miłość" i w różnych sytuacjach mówią: "kocham cię" nie oznacza , że o tym samym myślą. Poza tym jakkolwiek "miłości" nie definiować należy pamiętać, że jako stan "zamroczenia", "uniesienia" trwa nie tak znowu długo (chemia!). W najlepszym razie po latach zostaje przyjaźń i wzajemny szacunek. To już jest cenne. Bo jakoś nie chce mi się wierzyć, że ten początkowy "ogień" może płonąć do grobowej deski. Może problemem jest nadmierne eskalowanie oczekiwań. Wiem, że to co napisałem niewiele ma wspólnego z wizją serwowaną przez kobiece pisma, ale to tylko mój punkt widzenia, poparty jakimiś tam obserwacjami. A poza tym wszystkim życzę: miłości, miłości i jeszcze raz miłości Pozdrawiam.
Basia (364 punktów)

Wiele razy zastanawiałam się nad tym, czy miłość naprawdę istnieje. I niestety doszłam do wniosku, że więszość par wiąże nie uczucie, a "kontrakcik", który zapenia im nie tyle zrealizowanie potrzeb, co załatanie samotności. Nią są z kimś dlatego, że, nie mogą żyć bez tej osoby, ale dlatego, że nie potrafią (nie chcą) żyć sami. Związek z rozsądku ma więcej wspólnego z męczarnią, niż z miłością.
Myślę jednak, że prawdziwa miłość czasem się zdarza, tylko nie tak często jak się wszystkim wydaje.
Tofik (5585 punktów)
Miłość nie jest irracjonalna. To jest naturalny proces chemiczny, powiązany z hormonami, strachem przed samotnością, chęcią wydania potomstwa (ale od tego są właśnie hormony), w dwójkę też żyje się prościej. Właściwie każda osoba przeciwnej płci mogłaby wzbudzać w nas tą reakcję chemiczną, jednak czynniki zewnętrze powodują, że wybieramy ładniejszych, tych z którymi nam się lepiej rozmawia, którzy zaspokajają nasze potrzeby itp. Miłość jest normalna.

"Bez bogów można żyć normalnie. BEZ ROZUMU - NIE!" Drobner
kasiasz (6 punktów)
>Wiem, że jestem naiwna, ale może ktoś spróbuje mi udzielić
>odpowiedzi na pytanie czym naprawdę jest miłość? Dręczy
>mnie to od pewnego czasu. Uznałam, że może ktoś na forum
>Racjonalisty ktoś jest w stanie zdefiniować to uczucie.


Miłość jest sprawą indywidualną. Każdy kocha po swojemu. (Tak jak umie.)
Jeżeli Ty jesteś zdolna do miłości to napewno ją znajdziesz.
Wtedy sama sobie na to pytanie odpowiesz.
A czego ty oczekujesz od miłości?

Definicję znajdziesz na Wikipedii.

>Zawsze patrzę tylko z boku i chociaż nie jestem nastolatką
>żadne silne uniesienia miłosne nie stały się moim udziałem.>


Często wystarczy spojrzenie, dotyk lub rozmowa z ukochaną osobą.
To odczucia indywidualne.

>Czy to nie jest tak jak z Bogiem, że On jest tylko wtedy gdy
>się w Niego wierzy


Boga zostaw w spokoju.
Miłość to uczucie. Nie ma nic wspólnego z wiarą.
Miłości można oczekiwać, pragnąć, okazywać itp.

> Więc może to
>wcale nie miłość tylko połączenie reakcji chemicznych ze
>strachem przed samotnością?


Tak to fluidy. Na strachu niczego się nie buduje a tym bardziej miłości.
Życzę cierpliwości. Życie najczęściej daje to czego naprawdę się pragnie.
przyjaciel

>>żadne silne uniesienia miłosne nie stały się moim udziałem.>

>To odczucia indywidualne.
>Miłość to uczucie.

Zastanawia mnie, dlaczego bardzo często miłosc sprowadzana jast jedynie do UCZUCIA. Jeśli ktoś naprawdę się zakochał, trwa w jakimś związku, to wie, że nie możliwe jest trwanie w "silnym uniesieniu emocjonalnym" przez długi czas.
TRZEBA ROZRÓŻNIAC MIŁOŚC OD ZAKOCHANIA. Zakochanie mija, jest tylko falą uczuc, ale miłośc trwa.
Jeśli ktoś jest z druga osobą tylko dlatego, że jest mu z nią dobrze, szybciej mu serduszko bije itd, i mówi drgugiej osobie, że ją kocha, to ją po prostu WYKORZYSTUJE, a kocha sam SIEBIE!
NIe zgadzam sie z poglądami, że miłośc to tylko chemia, owoc potrzeb itp... Owszem, w dużej mierze tak, ale nie sprowadzajmy tak pięknej relacji jedynie do biologii, czy nawet psychologii i emocji!
Każdy kto przeżyl (przeżywa) prawdziwą miłośc wie, że to także cierpienie.
Zaznaczę tu, iż nie uważam za stosowne nazywanie miłością przelotnych związków, tak jak to się dziś dzieje, zwłaszcza w telewizji.
Miłośc To także odkrywanie z czasem wad ukochanej osoby (i swoich). To problem akceptacji tego, kogo kocham. To nieraz rezygnacja z siebie, tego czego ja chcę.
Miłośc wymaga przecież także zgody, zaangażowania własnej woli (a gdy wchodzimy w sferę wolitywną, nie możemy mówic tylko o CHEMII). TO także problem dochowania wierności ukochanej osobie - to trudne, ale jednocześnie jak piękne!
gurgul (651 punktów)
>Czy to nie jest tak jak z Bogiem, że On jest tylko wtedy gdy
>się w Niego wierzy?

Nie. To jest tak jak z dyfuzją, albo resublimacją. Nie widzę tu nic w co można byłoby wierzyć lub wątpić.
Talarek
>>Czy to nie jest tak jak z Bogiem, że On jest tylko wtedy gdy
>>się w Niego wierzy?
>Nie. To jest tak jak z dyfuzją, albo resublimacją. Nie widzę tu nic w co można byłoby wierzyć lub wątpić.
>
Jakże? Resublimacja i dyfuzja to zjawiska fizyczne, podczas gdy nie ma żadnego dowodu na to że bóg istnieje, jak i na to, że nie istnieje. Pod "przejawy istnienia boga" można sobie podstawić cokolwiek, np. zjawisko resublimacji (w myśl terori, że bóg stworzył świat), albo symptomy schizofrenii.
michal
Czy to nie jest tak jak z Bogiem, że On jest tylko wtedy gdy
się w Niego wierzy?

Nie do końca. Przede wszystkim Bóg jest niezależnie od tego, czy w Niego wierzysz, czy nie. Albo patrząc z innej strony - nie ma Go... ale to także nie zależy od tego co sądzisz na temat Jego istnienia.
Wiem, że problem, który poruszyłaś nie dotyczy istnienia Boga, ale zastanawiło mnie to zdanie.
Pozdrawiam,życząc odnalezienia prawdziwej MIŁOŚCI
Marian (5438 punktów)

   Według mnie problem z miłością nie leży w tym, że nie ma definicji (to nie byłby żaden problem), ale raczej w tym, że definicji jest zbyt wiele. Zupełnie tak, jakby każdy miał swoją własną, w dodatku dynamicznie zmieniającą się w zależności od usposobienia i nastroju.
   Miłość to jednocześnie czasownik (z charakterystyczną, bezokolicznikową końcówką -ść), jak i rzeczownik. Oznacza jednocześnie całą tą mistyczną otoczkę, wokół całkiem prozaicznej rzeczy, jaką jest prokreacja, jak i prokreację samą w sobie. Również rodzaj specyficznej troski w grupach krewniaczych nazywa się miłością. Czasem ciężko nadążyć, co to słowo oznacza tym razem.
   Czy miłość jest irracjonalna? Czasem może prowadzić do irracjonalnych zachowań, ale w szerszym sensie, biorąc pod uwagę cześć wspólną wszystkich definicji, raczej irracjonalna nie jest. Troska o bliskich, czy dążenie do posiadania potomka może nie jest zbyt ambitnym zajęciem, ale niewątpliwie pożytecznym. Zwłaszcza to ostatnie; ktoś musi zarobić na naszą emeryturę

   Pozdrawiam.


A rationalist is simply someone for whom it is more important to learn than to be proved right - Karl Popper
05-01-2008 20:48 
 Ocena 2 na 2
Mindewicz (143 punktów)
Moim zdaniem miłość to impuls fizyczny, który potem musi zostać podlany "wiarą w miłość" oraz pracą nad sobą. Bo jeśli miłości sie nie pomorze, to długo ona nie przetrwa. Jeśli obydwie osoby w związku regularnie podlewają swoją miłość, to uważam, że może ona trwać i trwać. Jeśli tej pracy nie ma, to prawdopodobnie wszystko pryśnie szybciej niż się pojawiło.

Moim zdaniem nie ma sensu "być racjonalistą w kwestiach miłości", bo kiedy się w nią uwierzy staje się jedną z najpiękniejszych rzeczy w życiu, a jeśli sprawia zawód, to można być pewnym, że gdy w końcu będzie miłością w pełni odwzajemnioną doceni się ją dziesięć razy bardziej niż za pierwszym zakochaniem i sprawi ona znacznie więcej przyjemności.

Bartosz Piotr Mindewicz
07-01-2008 16:02 
 Ocena 1 na 1
radek (767 punktów)
Milosc ma swoja biologiczna definicje. Problem polega na tym, ze ludzie albo nie maja wiedzy z biologii, a szczegolnie genetyki albo im ta definicja staje osia w gardle, bo okazuje sie, ze nie pasuje to do ich systemu moralnego.
Prawda jest natomiast taka, ze milosc to zachowanie egoistyczne genow, ktore na poziomie osobniczym przybiera forme zachowan altruistycznych. Geny warunkuja produkcje odpowiednich substancji chemicznych, ktore podtrzymuja okreslone stany w mozgu na roznym etapie istnienia zwiazku miedzy osobnikami. Na wypadek wspomne rowniez jakby ktos mial takie zapedy, iz milosc dotyczy nie tylko Homo sapiens i inne zwierzeta tez ja odczuwaja.
"Celem" milosci na poziomie genow jest oczywiscie replikacja, na poziomie osobniczym posiadanie potomka i opieka nad nim. Jednak ktorakolwiek droga rozumowani bysmy nie poszli zawsze wracamy do genow i ich maksymalizacji w populacji, czyli znowu replikacja. Mozna oczywiscie dazyc miloscia zwierzeta, rzeczy, osoby tej samej plci itd itd, ale zjawisko to jest skutkiem ubocznym fenotypu i nazywane jest ang. misfiring. Tutaj zakoncze polecajac literature fachowa. Dawkins pisze o tym w najprostszy sposob, wiec chyba bedzie to racjonalny wybor.
Mindewicz (143 punktów)
>Milosc ma swoja biologiczna definicje. Problem polega na tym, ze ludzie albo nie maja wiedzy z biologii, a szczegolnie genetyki albo im ta definicja staje osia w gardle, bo okazuje sie, ze nie pasuje to do ich systemu moralnego.

Pytanie które ja sobie kiedyś postawiłem, brzmi następująco:

Czy, posiadając kompletną wiedzę na temat biologicznych definicji miłości, jest jakikolwiek sens kierowania się nią w życiu, w relacjach z innymi osobami?

Wszystko oczywiście zależy od tego "co kto lubi". Ja uważam, że przysłowiowe patrzenie przez szkiełko i oko na uczucia wyższe, a miłośc do takich uczuc zaliczam (w przeciwieństwie do chciwości, agresji), jest jak palenie papierosów - z jednym jednak wyjątkiem - nie sprawia żadnej przyjemności, niszczy nas od wewnątrz, przybija, zasmuca. Wyobraźnia emocjonalna, czy może raczej inteligencja emocjonalna jest dla mnie czymś niesamowicie ważnym i niesamowitą przyjemnośc sprawia mi oszukiwanie od czasu do czasu samego siebie, przynajmniej w kwestii uczuc, co można również nazwac wiarą.

Bo jednym jest dojśc do tego, że pochodzimy od zwierząt, a drugim, zupełnie czym innym lecz równie dla mnie istotnym - zmierzac do tego, by się od zwierząt wyodrębnic, tworzyc, zaczynając od siebie, "człowieka" w którego w dzisiejszych czasach tak często przestajemy wierzyc.

Bartosz Piotr Mindewicz
radek (767 punktów)
Nie musisz siebie oszukiwac. Rozumienie mechanizmu powstawania odczuc wcale nie musi powodowac, ze przestaniesz jej doznawac. Program genow, ktory realizujesz nie jest "doskonaly" i wypelniony jest zjawiskami misfiring. To one w duzej czesci stanowia twoja wolnosc. Wiec kochaj badz kochany, ale z zachowaniem swiadomosci, co to zycie. Ta ograniczona przez program wolnosc to wszystko, co masz, wiec nie daj soba manipulowac.

Jezeli myslisz, ze czlowiek jest lepszy od innch zwierzat to zastanow sie jakbys np. potraktowal inny gatunek, ktory hoduje ludzi, by sie nim zywic, a znaczna czesc populacji tego gatunku kwestionuje humanitary ich uboj.
Czlowiek to zakala tej planety, ale kazdy inny gatunek na miejscu czlowieka zachowalby sie podobnie. Bo taka jest ewolucja. Ani dobra, ani zla tylko obojetna, obojetna od miliardow lat.
Mindewicz (143 punktów)

>Jezeli myslisz, ze czlowiek jest lepszy od innch zwierzat to zastanow sie jakbys np. potraktowal inny gatunek, ktory hoduje ludzi, by sie nim zywic, a znaczna czesc populacji tego gatunku kwestionuje humanitary ich uboj.

Nie twierdze, że jest lepszy - uważam, że człowiek powinien dążyc do wyeliminowania negatywnych pozostałości po ewolucji. Jednym z moich problemów egzystencjalnych jest to, że dochodzę do wniosku iż ludzie w większości się upadlają, zamiast stawiac sobie jakies "wyższe" cele i mam iście idealistyczne pragnienie, by za mojego życia chociaż w jednym promilu coś się zmieniło.

Bartosz Piotr Mindewicz
radek (767 punktów)
Ewolucji nie da sie wyeliminowac. Jest, byla i pozostanie, tak dlugo jak bedzie trwalo zycie. Jest jednym z procesow fizycznych tak jak erozja, utlenianie, synteza jadrowa i wiele innych. Co niektorzy twierdza, ze kultura to juz nie natura i nie podlega ewolucji. Myla sie i to bardzo. Polecam zapoznac sie z "The Extended Phenotype" Dawkinsa lub inna ksiazka o tej tematyce.
Mindewicz (143 punktów)
>Ewolucji nie da sie wyeliminowac. Jest, byla i pozostanie, tak dlugo jak bedzie trwalo zycie. Jest jednym z procesow fizycznych tak jak erozja, utlenianie, synteza jadrowa i wiele innych. Co niektorzy twierdza, ze kultura to juz nie natura i nie podlega ewolucji. Myla sie i to bardzo. Polecam zapoznac sie z "The Extended Phenotype" Dawkinsa lub inna ksiazka o tej tematyce.

Chyba nie czytasz moich wiadomości uważnie .
Nie chce eliminowac ewolucji, tylko jej "negatywne piętna", co również jest ewolucją.
Pragne, byśmy w ewolucji szli do przodu, bo z moich obserwacji wynika, że powoli zaczynamy się cofac (jako ludzkosc), coraz częściej odwołujemy się do pierwotnych instynktów z których niektóre - oczywiście są potrzebne i nie ma co z nimi walczyc - ale inne, jak niekontrolowana agresja, strach przed nieznanym, strach powodowany urojoną niepewnością są jak najbardziej do opanowania, tylko trzeba troche chęci, zauważenia w tym wszystkim sensu, wyższego celu.

Bartosz Piotr Mindewicz
radek (767 punktów)
ok to bede bardziej precyzyjny, ewolucja nie da sie kierowac.
Mindewicz (143 punktów)
>ok to bede bardziej precyzyjny, ewolucja nie da sie kierowac.

Możesz uzasadnic? Bo w świetle wspóczesnej wiedzy o ewolucji i dziedziczeniu to chyba nieprawda.

Bartosz Piotr Mindewicz
radek (767 punktów)
Polecam na poczatek standardowy zestaw Selfish Gene i The Extended Phenotype obie Dawkinsa a nastepnie ESS Maynarda. To podstawy biologii ewolucyjnej. Szczegolna uwaga nalezy sie pozycji The Extended Phenotype.
Mindewicz (143 punktów)
>Polecam na poczatek standardowy zestaw Selfish Gene i The Extended Phenotype obie Dawkinsa a nastepnie ESS Maynarda. To podstawy biologii ewolucyjnej. Szczegolna uwaga nalezy sie pozycji The Extended Phenotype.

Dobrze, zostawie biologiczny aspekt ewolucji, bo w tej dziedzinie posiadam jedynie szkolną wiedzę a nie chce wracac do dyskusji dopiero po przeczytaniu tych książek, których tytuły mi podałeś, za co dziękuję, lecz nie wiem czemu nie mogłeś mi w kilku prostych, zrozumiałych argumetnach wyjaśnic swojego stanowiska.

Drugi aspekt, to aspekt, jak ja to nazywam, "ewolucji za życia", bądź "ewolucji przez wychowanie".
Czy nie sądzisz, że człowiek znacząco "ewoluuje" między pierwszym, a np 25 rokiem swojego życia? Bo ewolucja o którą mi chodziło, jeśli rozumiesz, to ewolucja którą kierujemy my, ludzie za życia np. wychowując swoje dzieci, kształcąc się, przekazując wiedzę, ucząc się kontrolowania popędów, które tkwią w nas od pokoleń.

Zdaje mi się, że rozmawiamy o dwóch różnych rzeczach i mam wrażenie, że "zaparłeś" się na mnie i negujesz wszystko co powiem, nie zastanawiając się o czym mówię.

Polecam na początek standardowy zestaw "Gra Szklanych Paciorków" i "Wyższy Świat" obie Hessego, "Jądro Ciemności" i "Szaleństwo Almayera" Conrada. W moim wypadku to podstawy rozważań o egzystencji. Szczególna uwaga należy się pozycji "Gra Szklanych Paciorków".

Bartosz Piotr Mindewicz
radek (767 punktów)
Profesorowie biologii z Oxfordu, czy Cambridge pisza o tym ksiazki, a ty wymagasz odemnie, aby ci w paru zdaniach wszystko wytlumaczyl. Twoje oczekiwania sa zbyt wygorowane. Moim celem jest raczej zachecic cie do lektury niz udowadniac, ze sie mylisz. Ksiazki ktore ci polecilem odpowiadaja na pytanie co to jest zycie i na jakich zasadach dziala jego ewolucja.
Pojecia, ktorych uzywasz typu "ewolucji za życia", czy "ewolucji przez wychowanie" oraz inne wskazuja, ze nie posiadasz wiedzy pozwalajacej rozumiec ten proces .
To troche tak jakbys wymagal odemnie wytlumaczania co to calka nie bedac zaznajomionym z pojeciem funkcji.
Mozesz sie wypiac i mnie zignorowac, albo pojsc do ksiegarni i poczynic najlepsza inwestycje w swoja wiedze. Wybor nalezy do ciebie.
salek (4701 punktów)
>Nie twierdze, że jest lepszy - uważam, że człowiek powinien dążyc do wyeliminowania negatywnych pozostałości po ewolucji. Jednym z moich problemów egzystencjalnych jest to, że dochodzę do wniosku iż ludzie w większości się upadlają, zamiast stawiac sobie jakies "wyższe" cele i mam iście idealistyczne pragnienie, by za mojego życia chociaż w jednym promilu coś się zmieniło.
Według jakiego klucza będziesz oceniał która pozostałość jest pozytywna, a która negatywna? Albo może najpierw - jak ocenisz, co jest pozostałością, a co tą 'ważną' częścią?
hiyoshiro (278 punktów)
Im więcej czytam "definicji miłości" tym większą szkodę widzę w nich dla tego pojęcia.
Można oczywiście dociekać jego genezy i racjonalności, ale nie tędy droga.
Jeśli o mnie chodzi mając do wyboru "szczęście filozofa" lub szczęście w miłości (np. kochającą żonę) bez wahania wybrałbym to drugie(Jasna sprawa, że nie muszą się sprawy te wzajemnie wykluczać, chciałem to tylko podkreślić).
Czasami mam wrażenie, że to ludzie nieszczęśliwi chcą wytłumaczyć sobie miłośc racjonalnie, np. po to by dowieść sobie, że przecież tak naprawdę nic nie tracą.. (nie mówie o Tobie autorko, luźna refleksja..)
Miłość jest obecna w naszej kulturze od jej początku, każda epoka jest przepełniona m.in.poezją na jej temat - podkreśla to jej ogromne znaczenie w ludzkim życiu.
Życzę Ci zakochania (z wzajemnością), wtedy zrozumiesz to co teraz może wydawać się niejasne, a jeśli nawet nie zrozumiesz to z pewnością to poczujesz.

Neurosis
lipschitz (1674 punktów)
Czyż nie jest cudownie znaleźć się nad brzegiem morza, albo mieć dziadków, którzy nie mówią o tych wszystkich powinnościach o jakich mówią inni ludzie, którzy się uśmiechają, przytulają, wypytują czy czegoś nam nie brakuje? Albo serdeczny sąsiad lub muzyka, piękny obraz, cień drzewa w upalny dzień. Są miejsca, które kochamy, są rzeczy, które nas uspokoją, są też ludzie, którzy za sprawą różnych swoich cech sprawiają, że czujemy się wspaniale, potrafią spojrzeć na nas tak, że aż się ciepło na sercu robi, albo się cieszą naszymi dokonaniami. I my się w tym zakochujemy, w tym, co tak wspaniale na nas oddziałuje, kochamy morze, góry, las, zwierzaki, ludzi i pragniemy do tego wracać.

Oczywiście możemy to wszystko sprowadzić jedynie do biologicznych uwarunkowań. Na dobrą sprawę podobnie można podejść do muzyki, w końcu to tylko rozrzedzające i skupiające się cząsteczki powietrza, rozpoznawane i nazywane jako wielotony, szumy białe, barwne itd. Symfonie Beethovena? E tam, czysta fizyka Dobrze jednak wiemy, że choć możemy tak dobrze opisać już fizyczną naturę dźwięków i ich następstw, to nie uczyni to z nas muzyków czarujących swoją muzyką.

Według mnie, nie jest to jednak miłość - to wspaniałe samopoczucie przy kimś lub na widok kogoś a także czegoś. Miłością jest nasz własny stosunek do tego, to, w jaki sposób wyrazimy samych siebie na widok czegoś tak wspaniałego. Jeśli zapragniemy to posiąść, ukraść, wykupić lub zawładnąć tym w jakikolwiek inny sposób, albo staniemy się zazdrośni o to, miłości w tym nie będzie. Są ludzie, którzy się podzielą, zrobią miejsce innym ludziom, by ci także mogli odetchnąć lub zachwycić się, których raduje sam fakt radowania się kogoś innego, i są tacy, którzy tego nie umieją lub gdzieś to zgubili po drodze.
Talarek
>może ktoś spróbuje mi udzielić
>odpowiedzi na pytanie czym naprawdę jest miłość? Nie
>chodzi mi bynajmniej o miłość matki do dziecka daną z natury
>tylko o tą, która nagle łączy zupełnie przypadkowych ludzi.
>Jest to pozbawione uczucie całkowicie pozbawione logiki i
>moim zdaniem irracjonalne.
>

Ktoś: >Miłość jest irracjonalna i dlatego nie ma definicji na nią.>

Ja bym powiedziała, że nie jest do końca racjonalna
, a nie zgadzam się z tym, że skoro ktoś zakłada że jest irracjonalna, to z tego powodu, że jest irracjonalna, nie ma na nią definicji.

Jeśli nie ma ścisłej definicji to stanowi to problem? Nietolerancja niejednoznaczności?
Nie zawsze jesteśmy w stanie dookreślić coś do końca - piękna sprawa! Niewiadoma w morzu innych czynników, również logicznych
Paweł B (199 punktów)
>Wiem, że jestem naiwna, ale może ktoś spróbuje mi udzielić
>odpowiedzi na pytanie czym naprawdę jest miłość? Dręczy
>mnie to od pewnego czasu.
>

Miłość to nieuświadomione pragnienie seksu z daną osobą.
07-01-2008 12:11 
 Ocena 1 na 1
kasiasz (6 punktów)

>Miłość to nieuświadomione pragnienie seksu z daną osobą.

To raczej pożądanie.
Paweł B (199 punktów)
>>Miłość to nieuświadomione pragnienie seksu z daną osobą.
>To raczej poąądanie.

Poąądanie to uświadomione pragnienie :>
moralny "antychryst"
>Poąądanie to uświadomione pragnienie :>
Chyba raczej odczute? Moim zdaniem, uświadomione = zrozumiane i zaakceptowane przez odczuwającego. Poąądanie nie zawsze bywa takim pragnieniem.
10-01-2008 11:00 
 Ocena 1 na 1
Toma Cruz (390 punktów)
>Miłość to nieuświadomione pragnienie seksu z daną osobą.
No tak, czyli mam opierać swe dążenia na potrzebach swego ciała? Miłość ma się opierać na chemii, seksie, itp. Moje zdanie na ten temat jest odmienne. Miłość to konstytutywne uwarunkowanie każdej istoty ludzkiej. mam tu na myśli pragnienie dobra dla drugiej osoby przy jej równoczesnym pożądaniu ale w sposób nie wykraczający poza granice zasad moralnych, bo przecież myślimy racjonalnie, a to pomaga nam na lepsze poznanie tego co dobre, a co złe. Mówienie, że miłość jest irracjonalna jest równe powiedzeniu, że byt ludzki ma sens ukryty na Marsie. Chyba ten irracjonalizm opiera się na doświadczeniu -lub jego braku- w związku z tymże uczuciem. Czymże jest miłość? Jest naszym pragnieniem, bólem, sekretem, motywacją, westchnieniem, cierpieniem, chorobą, nałogiem, wszystkim co w nas dobre i co złe, uwarunkowaniem, pokarmem. Jeśli będziemy bazować tylko na odruchach cielesnych to sami doprowadzimy się do autodestrukcji. Staniemy na równi ze zwierzętami, które kierują się w swoim życiu instynktem. tego nie jesteś w stanie raz a dobrze wytłumaczyć. To zjawisko jest dla każdego indywidualne i niezależne.
Paweł B (199 punktów)
>>Miłość to nieuświadomione pragnienie seksu z daną osobą.
>No tak, czyli mam opierać swe dążenia na potrzebach swego ciała? Miłość ma się opierać na chemii, seksie, itp.

Wg mnie sie opiera. W pewnym wieku chyba juz sie chyba traci zludzenia

Moje zdanie na ten temat jest odmienne. Miłość to konstytutywne uwarunkowanie każdej istoty ludzkiej. mam tu na myśli pragnienie dobra dla drugiej osoby przy jej równoczesnym pożądaniu ale w sposób nie wykraczający poza granice zasad moralnych, bo przecież myślimy racjonalnie, a to pomaga nam na lepsze poznanie tego co dobre, a co złe.

mozliwe ale przy takiej definicji wszelka dyskusja na jej tema nie ma sensu.
Toma Cruz (390 punktów)
>mozliwe ale przy takiej definicji wszelka dyskusja na jej tema nie ma sensu.
Dlaczego traci sens?
Mijo (396 punktów)
Odpowiedź na to pytanie już znalazła neurofizjologia, psychologia, neurokognitywistka.... Zaryzykowałabym nawet, że sam Pawłow swoim warunkowaniem.
Ale co na to racjonaliści?
Generalnie powołąłabym się na to co pisze Freud

Pozdraw
sztejkat (4743 punktów)
Ja zauważyli przedmówcy, definicja miłości jest trudna, rzekłbym, uzyskanie satysfakcjonującej postaci jest niemożliwością.

Skoro więc nie ma definicji obiektywnej, należy trzymać się definicji subiektywnej.

Bo tak na prawdę to o co chodzi z tą miłością?

Chyba o to by być szczęśliwym pozostając w związku z drugim człowiekiem. W sumie zawsze szukamy "szczęścia w miłości", prawda?

I to jest moim zdaniem odpowiedź - miłość jest wtedy, gdy czujesz się szczęśliwy/szczęśliwa z tym, że jesteś z tym/tą drugą. Niezależnie od sposobu osiągnięcia tego, przebiegu związku, urody, dopasowania itp. Kto co lubi, wedle życzenia.

Wszelkie próby racjonalizacji, rozgrzebywania, "a czy ja na pewno ją/jego kocham", "a może kto inny byłby lepszy", szukania uzasadnienia, zgodności z definicją, itp. są szukaniem guza.

Dlatego, że będą próbą przyłożenia innych, obcych definicji, niż prostej egoistycznej zasady bycia szczęśliwym.

A miłość wzajemna?

No cóż, gdy oboje są z tego szczęśliwi.

Seks? Cóż, ten element zdecydowanie komplikuje sprawę, wprowadzając niezłe hormonalne zamieszanie w mózgu. Dlatego trzeba znać własne ciało, wiedzieć jak daje znać gdy pożąda. Można wtedy ocenić, kiedy chodzi głównie o seks, a kiedy poczucie szczęścia bierze się głównie z czego innego.

Tak na prawdę każdy ma inną definicję miłości. I każda jest jedyną prawdziwą dla tej osoby. Tego trzeba się trzymać - bo w tym wszystkim nie chodzi o spełnianie cudzych zachcianek, społecznej definicji, miłosnych standardów i innych bzdur. Chodzi o własne życie i własne szczęście. Jedno, jedyne.

Tomasz Sztejka

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365