Racjonalista - Strona głównaDo treści
Samotność czy "bycie z kimś" na siłę?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
08-01-2008 14:29mysza (47 punktów)Samotność czy "bycie z kimś" na siłę?
Ocena 2 na 2
Czytając wasze odpowiedzi na mój ostatni i zarazem pierwszy wątek, jeszcze bardziej zapętliłam się w moich przemyśleniach. I oto w jakim kierunku poszłam. Zaczęłam się zastanawiać, czy warto jest być z kimś na siłę, tylko dlatego, że jest się samotnym lub po prostu „wypada” stworzyć podstawową komórkę społeczną. Ludzie łączą się w pary i są z siebie wzajemnie niezadowoleni. Często w związkach obowiązuje zasada, że jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma. A jak już ktoś ma to czego nie lubi usilnie próbuje to zmienić. Tak więc zaczyna narzucać tej drugiej osobie swoje zdanie, zmienia jej styl ubierania, znajduje nowe lepsze hobby, a nawet nowych lepszych przyjaciół. Ta pierwsza osoba ciągle chce ulepszać tą drugą, która, z „miłości”, się na to zgadza. Dzięki temu pierwsza osoba, jest ciągle niezadowolona z efektów swoich działań, a druga przestaje być sobą. Jednym słowem doskonały przepis na dwoje nieszczęśliwych ludzi.

To zupełnie tak jakbyśmy poszli do sklepu zoologicznego z zamiarem kupna żółwia błotnego. Jednak okazuje się, że nie ma wymarzonego przez nas zwierzątka. Po namyśle kupujemy kanarka, a następnie trzymamy go w terrarium i karmimy karmą dla żółwi. Idiotyczne? Jednak to co na przykładzie zwierzątek takie się właśnie wydaje, ochoczo praktykujemy na innych ludziach. Nawet gdy w danym momencie nie ma w sklepie żółwia, to przecież w końcu kiedyś będzie. Po co więc wiązać się z kimś kto nam nie odpowiada. W sumie lepiej jest nie mieć żółwia wcale, niż patrzeć przez pół życia na znienawidzonego "kanarka".

Więc może czasem warto czegoś nie mieć niż szukać tego na siłę. Będąc samemu nie trzeba być przecież samotnym i zgorzkniałym.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

moralny "antychryst"
>Więc może czasem warto czegoś nie mieć...
Jasne, że lepiej nie mieć. Gdy się ma wszystko, nie ma do czego racjonalnie dążyć.
Do każdego żółwia i każdej myszy stoi cała kolejka kanarków. Nie warto ani dać im się kupić, ani ich sprzedawać.
Ojciec Dyrektor (1704 punktów)
Niewątpliwie masz rację w swojej wypowiedzi, jednak niestety nikt nie jest w stanie zmienić takiego stanu rzeczy, oprócz samych zainteresowanych. Niektórzy odczuwają tak wielką potrzebę "bycia z kimś", że są w stanie poświęcić własne przyzwyczajenia i dotychczasowy styl bycia tylko po to, aby dopasować się do tej drugiej osoby. Co wtedy?? Przecież robi to świadomie.

Pozdrawiam.

Nie polemizuj nigdy z idiotą! Najpierw ściągnie Cię na swój poziom, a później zniszczy doświadczeniem.
piątek (1035 punktów)
"Jak nie ma co się lubi to się kradnie co po padnie" - U mnie się tak mówi

@wątek
Dla mnie głupie to trochę, jak masz problemy z facetami to nie trzeba wątków na forum pisać.

"Bóg uczynił mnie ateistą. Kim Ty jesteś by kwestionować jego mądrość"
moralny "antychryst"
>"Jak nie ma co się lubi to się kradnie co po padnie" - U mnie się tak mówi
>Dla mnie głupie to trochę, jak masz problemy z facetami to nie trzeba wątków na forum pisać.
Ma SIEBIE oddać pierwszemu z brzegu złodziejowi, czyli pole do popisu Tobie?
I kto tu z kim ma problemy?
piątek (1035 punktów)
>>"Jak nie ma co się lubi to się kradnie co po padnie" - U mnie się tak mówi
>>Dla mnie głupie to trochę, jak masz problemy z facetami to nie trzeba wątków na forum pisać.
>Ma SIEBIE oddać pierwszemu z brzegu złodziejowi, czyli pole do popisu Tobie?
>I kto tu z kim ma problemy?

zła interpretacja - pierwsze nie ma związku z drugim, rzuciłem to tak luźno jako swego rodzaju "ciekawostkę"

"Bóg uczynił mnie ateistą. Kim Ty jesteś by kwestionować jego mądrość"
moralny "antychryst"
>zła interpretacja - pierwsze nie ma związku z drugim, rzuciłem to tak luźno jako swego rodzaju "ciekawostkę"
Zła interpretacja. Zarówno pierwsze jak drugie ma związek z Tobą. I zarówno pierwsze jak drugie, kierowane było do "żółwi" i "myszy", a nie tylko kanarków. Kim jesteś (niezależnie od dni tygodnia)?
piątek (1035 punktów)
Wyczuwam nutę wrogości, nie chcąc cię poniżać zaprzestane komentarzy.

"Bóg uczynił mnie ateistą. Kim Ty jesteś by kwestionować jego mądrość"
moralny "antychryst"
>Wyczuwam nutę wrogości, niechcąc cię poniżać zaprzestane komentarzy.
Już mnie poniżyłeś, pomawiając o wrogość i wiarę w zabobon. Bardzo lubię piątki. Nawet 13-tego. Lubię też ludzi, mysze i żółwie. Szczególnie lubię, gdy przeistaczają się w to wszystko kanarki, gęsi i papugi. Jakaś taka niechęć (ale nie wrogość) do
ptactwa. Chyba, że na przekąskę.
piątek (1035 punktów)
Co do nie których ptaków również odczuwam niechęć.

"Ja jeden na milion, Ty jeden z miliona"
anulex (263 punktów)
>Dla mnie głupie to trochę, jak masz problemy z facetami to nie trzeba wątków na forum pisać.

Jedni mają problemy z sensem swojego życia, ekologią, polityką, głodem na świecie, czy czym tam jeszcze, inni z miłością. Myślę, że traktowanie tematu związków damsko-męskich jako gorszego, to błąd.
piątek (1035 punktów)
Pamiętajmy jednak, że to nie poradnia dla złamanych serc

"Bóg uczynił mnie ateistą. Kim Ty jesteś by kwestionować jego mądrość"
anulex (263 punktów)
Pamiętamy. Mimo to wciąż nie wiem, co jest nie tak z tym wątkiem. Z kącikiem dla złamanych serc może kojarzyć się tylko dlatego, że jest o miłości.
laszka (296 punktów)
Jasne, ze lepsza jest samotność. A właściwie bycie samym, a nie samotnym.
less
Układ partnerski czy małżeńsko-rodzinny jest układem złożonym, skomplikowanym, wymaga tak pracy, jak i określonej mądrości życiowej, a nie tylko entuzjazmu i przestrzegania jakichś tam narzuconych, mocno niedoskonałych zasad. Dziś rozpada się połowa małżeństw w Europie. Moim zdaniem proces zaniku instytucji rodziny i małżeństwa będzie się pogłębiał ze względu na coraz większy rozdźwięk pomiędzy powiększającym się standardem życia, jego złożonością i emancypacją jednostki a wciąż beznadziejnie nieudolnym rozumieniem życia, świata, rzeczywistości, siebie i swoich relacji z innymi ludźmi. Wyobrażenia na ten temat wciąż pochodzą z jakichś mitologii, prawd ludowych i kompletnie nieudolnych, skrajnie powierzchownych, prostackich i wyidealizowanych wzorców. W coraz ciekawszej, atrakcyjniejszej, wielowątkowej, wielopłaszczyznowej i również wygodniejszej rzeczywistości, coraz trudniej jest utrzymać aż tak bliską i trwałą relację z drugim człowiekiem. Uda się to jedynie nielicznym. Przypadkiem, szczęśliwym zbiegiem okoliczności i dzięki przystającym do siebie jako tako osobowościom, albo dzięki prawidłowemu rozumieniu zależności pomiędzy światem, życiem, człowiekiem i drugim człowiekiem, co jest jednak trudne. Jak to prawidłowo skonstruować? Gdzie jest tutaj jeszcze miejsce na miłość? Na ten dość dziwny termin? Czym ona w ogóle jest? Na pewno atrakcyjnym zjawiskiem kulturowym, przekształconym właściwie w kult czy niematerialny fetysz ze względu na swą powszechną obecność; opartym na prostych, automatycznych, wrodzonych mechanizmach, co wynika oczywiście z tego, że każdy żywy organizm jest de facto maszyną stworzoną ku replikacji genetycznej. Do tego jest stanem łatwo osiągalnym, nie wymaga żadnego twórczego wysiłku, pojawia się właściwie za darmo, siłami natury i produkuje bardzo silne bodźce i wizje wymagające zaspokojenia. Niestety, w praktyce życia relacja ta przestaje być z czasem tak atrakcyjna, jak była wcześniej - czyli w okresie zakochania, zachłyśnięcia sobą i zatopienia w hormonalnej maszynerii. Tutaj pojawia się bardzo istotny problem, bowiem ludzie nie posiadają odpowiedniej wiedzy o sobie, człowieku, życiu i świecie. Żyją generalnie pośród uproszczonych wzorców myślenia o rzeczywistości, utopijnych, najczęściej życzeniowych, bajkowych, nieprawdziwych. Praktyka życia z czasem ujawnia głupotę tych wzorców i człowiek staje wobec świata, życia i relacji z partnerem w nieporozumieniu, które tym jaśniej się uwypukla im mniejsza już jest skuteczność działania hormonów, do których mózg każdego z nas z czasem się przyzwyczaja i już tak nie odurza jak na początku każdego związku. Trzeźwość myślenia ściąga maski z naszego baśniowego patrzenia w rzeczywistość. Dziś tym trudniej jest utrzymać związek, gdyż łatwość wychodzenia z niego jest banalnie prosta. Kiedyś było to trudniejsze, bo społecznie nieakceptowane czy wręcz prawnie zabronione. Nie wiem, czy to dobrze czy źle, może ludzie dziś zbyt łatwo się poddają, czasami nie walczą nawet z prostymi konfliktami czy przeciwnościami losu, ale z drugiej strony taka sytuacja ściąga zasłonę z wszelkich patologii w związkach, których był i jest ogrom, a co kiedyś pomijało się milczeniem. Największym źródłem nieszczęścia współczesnego człowieka jest źle uformowana, ścisła, najbliższa relacja z drugim człowiekiem. Bardzo rzadko staje się ona piękną treścią życia, bo to jest po prostu trudne do realizacji i mądrego ułożenia.
No i życie to nie wesołe miasteczko, gdzie co chwila mamy nową karuzelę, kolejną atrakcję, a taki model świata i naszego bycia w nim wdrukowywano w nasze wyobrażenia przez kilka ostatnich dekadach. Nieustanna stymulacja, ciągłe rozbudzanie i zaspokajanie bodźców na wielu płaszczyznach funkcjonowania. Nieprzerwany Disneyland, hormonalny haj i ciągły głód zaspokajania potężnie rozbuchanych potrzeb. Poprzez media, reklamę i mnóstwo kulturowych, najczęściej głupich, ale atrakcyjnych i rozbudzających nasze potrzeby do bólu, wzorców. Już nie wystarczy spokojnie, normalnie, zwykle. Musi być jazda, która dostarcza bodźców na odpowiednim, niestety coraz wyższym poziomie i to zwykle wedle władnego, jedynego słusznego wzorca.. Czysty marketing. Proza życia i charakter związku i rodziny zupełnie jednak odbiega swym efektem od tych nadintensywnych modeli. Osobiście uważam, że jeżeli ktoś oczekuje od bycia we dwoje nieustannego karnawału, to lepiej, żeby pozostawał w luźnych relacjach, bo inaczej zadręczy partnera swymi niemożliwymi do zaspokojenia potrzebami. Oczywiście tego typu dynamiczne, gwałtowne uniesienia mają swój czas, prawa i miejsce w naszym życiu, zwykle tym młodzieńczym, ale życiowej mądrości to ze sobą raczej nie niesie, tylko tworzy jakieś idealistyczne, utopijne i egoistyczne dyrdymały jak z wenezuelskiej telenoweli. Ta nadpobudliwa młodzieńczość nie jest dobrym fundamentem, ale każdy musi przez nią w ten czy inny sposób przejść, tylko że nie każdy umie czy chce ten stan opuścić, co najczęściej pakuje delikwenta w kłopoty w relacjach partnerskich, bo kolejne etapy życia rodzą nowe, inne już wymagania, którym przy potężnie rozbudzonych potrzebach własnej świadomości, nie sposób sprostać.Relacje pomiędzy dwiema osobami, by były do zniesienia, muszą być jednoczesnym pogłębianiem wzajemnej więzi, pielęgnowaniem jej oraz pełnym poszanowaniem wolności drugiej osoby, porzuceniem naturalnej tendencji do zniewalania i dopasowywania partnera do jakiejś własnej wizji. Partner musi być dla nas podmiotem, a nie przedmiotem. Bytem samoistnym i pięknym w swej indywidualności, a nie narzędziem do realizacji jakiegoś naszego wzorca, widzi mi się, czy nieustannego pobudzania emocjonalno-hormonalno-uczuciowego wedle naszych, jedynie słusznych wizji. Umiar i dystans w ingerowaniu w partnera to dziś już niezbędny element dla zdrowego kształtowania i utrzymania związku. Tutaj czeka oboje najcięższa praca.
dajmonion (3663 punktów)
>Gdzie jest tutaj jeszcze miejsce na miłość? Na ten dość dziwny termin? Czym ona w ogóle jest? Na pewno atrakcyjnym zjawiskiem kulturowym, przekształconym właściwie w kult czy niematerialny fetysz ze względu na swą powszechną obecność; opartym na prostych, automatycznych, wrodzonych mechanizmach, co wynika oczywiście z tego, że każdy żywy organizm jest de facto maszyną stworzoną ku replikacji genetycznej. Do tego jest stanem łatwo osiągalnym, nie wymaga żadnego twórczego wysiłku, pojawia się właściwie za darmo, siłami natury i produkuje bardzo silne bodźce i wizje wymagające zaspokojenia.

Wydaje mi się, że piszesz tu o stanie zakochania, a nie o miłości.

dajmonion
less
Piszę o kulturowych stereotypach narzucanych dziś młodym ludziom, które nawet do zakochania często nie sięgają tylko do bardzo powierzchownego pobudzania. Kiedyś robiono to bardziej elegancko (co nie znaczy, że mądrzej), choćby poprzez romantyczne powieści czy lukrowane filmy, dzisiaj robi się to bardziej wprost, bo rzeczywistość pędzi, a czas to pieniędz. A miłość (jeżeli już mam użyć tego terminu), czyli, moim zdaniem jakaś sensowna, głęboka i trwałą więź, zacząć może się dopiero wtedy, kiedy skończy się stan permanentnego odurzenia hormonalnego zwanego potocznie zakochaniem.
less
Wypracowanie jak najlepszej, niekoniecznie doskonałej, ale chociaż satysfakcjonującej harmonii pomiędzy tymi sprzecznymi względem siebie żywiołami, jest czymś absolutnie niezbędnym. W związku trzeba dbać o to, by obie strony mogły oddychać w miarę pełnymi płucami. By nikt się nie dusił, żył w warunkach możliwie największej wolności. Trzeba powściągnąć egoizm, który z natury tkwi w każdym z nas, a charakteryzuje się skłonnościami do zdominowania partnera czy zachwiania proporcji w zwykłym, codziennym funkcjonowaniu.
Życie we dwoje w bliskiej relacji jest z dnia na dzień coraz trudniejsze, bardziej skomplikowane ze względu na coraz większą złożoność życia, w którym uczestniczymy. Szereg bliskich osób był kiedyś korzystny dla naszego przetrwania w świecie, ale dziś, coraz bardziej okazuje się być męczącym i silnie ograniczającym zobowiązaniem. Miłość w bezpośredniej bliskości, to coraz trudniejsze zadanie i naprawdę ciężka praca. Tym bardziej, że nasza biologia nie uległa zmianie jak nasza kultura i wciąż pobudza nas do wywiedzionej z genów dominacji, zawłaszczania, opanowywania. Kultura zaś zafundowała nam szereg wolności, liberalizm, emancypację czyli triumf, ochronę i wyeksponowanie jednostki. Ograniczenia zatem wciąż chętnie stosujemy wobec innych, zwłaszcza tych najbliższych, a wolności twardo oczekujemy wobec siebie. Biologia i kultura dramatycznie tutaj gryzą się ze sobą. Sami oczekujemy poszanowania wolności, innym ją odbierając, jak tylko nadarzy się okazja. Jak tylko partner okaże się jednostką bardziej od nas spolegliwą.
Dlugo by jeszcze pisać, bo każdy człowiek ma swoją specyfikę, swoje potrzeby, każda relacja partnerska jest nieco inna. To taki mój, ogólny i subiektywny zarys. Życzę trafnej decyzji i życiowej mądrości.
Ewa...
>Więc może czasem warto czegoś nie mieć niż szukać tego na
>siłę. Będąc samemu nie trzeba być przecież samotnym i
>zgorzkniałym.

Zgadzam się zupełnie. Dlatego stojąc przed podjęciem decyzji (dylemat zawarty w temacie), zakończyłam ponad 4-letni związek (to długo; mam 23 lata). I od tamtej pory jestem sama (chociaż, szczerze mówiąc, czuję się czasami samotna). Poza tym, bardzo szybko się zakochuję i odkochuję (pewnie bardzo pragnę bliskości, ale na tym pragnieniu poprzestaję , mimo to jestem ciągle sama...

Tak, lepiej nie mieć tego kanarka, jak nie można mieć żólwia.

[a w słuchawkach leci Jaromir Nohavica "Pritel"... ach ten los...]
moralny "antychryst"
>Tak, lepiej nie mieć tego kanarka, jak nie można mieć żólwia.
Bo tylko nie mając kanarka, możesz dostać żółwia. I jeszcze go dostaniesz. Tylko nie bierz z wystawy, bo to same atrapy. Prawdziwe dostaje się tylko spod lady. To samo z myszami.
Ewa...
>Bo tylko nie mając kanarka, możesz dostać żółwia. I jeszcze go dostaniesz. Tylko nie bierz z wystawy, bo to same atrapy. Prawdziwe dostaje się tylko spod lady. To samo z myszami.
>

To niezwykle pocieszające, ale o tej porze nie brzmi to tak i optymistycznie, i refleksyjnie... Proza życia...
A gdzie tych żółwi spod lady szukać??? Są w ogóle takie??? Te prawdziwe... Ach...

Dziękuję i pozdrawiam
moralny "antychryst"
>A gdzie tych żółwi spod lady szukać??? Są w ogóle takie??? Te prawdziwe... Ach...
Nie widzisz, że wśród całych stad kanarków trafiają się tu i ówdzie zarówno mysze jak żółwie? Ja widzę. Szukać ich trzeba oczywiście wśród kanarków. Pod którą ladą Twój żółw się schował
nie mam rzecz jasna pojęcia. Przecież nie ja mam go szukać i nie ja odnaleźć. Gdyby na mnie, a nie na Ciebie czekał, nie byłby raczej Twoim żółwiem i obydwoje mielibyście przechlapane. On by czekał, a Ty nie miała nic do roboty. I odwrotnie.
Pozdrawiam
mysza (47 punktów)
Z całą stanowczością muszę stwierdzić, że na przyszłość powinnam ostrożniej dobierać wszelkie metafory i trochę żałuję, że się zaplątałam w te zwierzęta Generalnie równie dobrze mogłam się posłużyć przykładami mięs tudzież warzyw jako alternatywnej wersji dla wegetarianów A tak to uparłam się na ten świat przyrody nieszczęsny. Wszak nie o zwierzątka tu chodzi tylko o skomplikowanie wszelkich relacji, nie tylko tych damsko-męskich, przede wszystkim ogólnoludzkich.

Miejmy jednak nadzieję, że każdy w końcu trafi na ten swój gatunek i nie okaże się że jest tym ostatnim przedstawicielem na wymarciu  Tego wszystkim życzę, pozdrawiając jednocześnie wszelkie, kanarki, żółwie i zaprzyjaźnione gryzonie
dajmonion (3663 punktów)
>Będąc samemu nie trzeba być przecież samotnym i
>zgorzkniałym.

Teoretycznie tak, ale jeśli bycie z kimś jest dla Ciebie ważne, to nie ma sensu odsuwać na bok ważnych potrzeb i dorabiać do tego ideologie.

dajmonion
anulex (263 punktów)
A ja myślę, że niewarto brać pierwszego z brzegu zwierzaka, ale również niewarto upierać się przy żółwiu błotnym. Trzeba mieć otwarty umysł, żeby nie przeoczyć cudownego partnera życiowego tylko dlatego, że pod jakimiś względami nie odpowiada naszemu wydumanemu ideałowi. Bardzo często ludzie mają partnerów, którzy zupełnie nie odpowiadają ich wcześniejszym wizjom, i są z nimi szczęśliwi.

>Więc może czasem warto czegoś nie mieć niż szukać tego na
>siłę. Będąc samemu nie trzeba być przecież samotnym i
>zgorzkniałym.

Masz rację. Ale najlepiej mieć i nie szukać tego na siłę. I do tego warto dążyć.
SzamanGniewko (353 punktów)
Pomijając te metaforyczne gadki o zwierzętach warto zauważyć, że nie każdy lubi być sam jak i nie każdy lubi być "z kimś". A już spędzanie czasu z kimś kogo się nie lubi i źle się z nim czuje w imię społecznych nakazów społecznych jest głupotą.

Z drugiej zaś strony często właśnie partner pokazuje ci jaka/i naprawdę jesteś. Nasze wyobrażenie o własnej osobie zazwyczaj jest mocno wyidealizowane i bycie w związku (a to zazwyczaj jest kompromis zachowań) choć czasem w nas godzi nie zawsze wychodzi nam na złe.

Be yourself,
no matter what they say!
dajmonion (3663 punktów)
> Tak więc
>zaczyna narzucać tej drugiej osobie swoje zdanie, zmienia
>jej styl ubierania, znajduje nowe lepsze hobby, a nawet
>nowych lepszych przyjaciół. Ta pierwsza osoba ciągle chce
>ulepszać tą drugą, która, z "miłości", się na
>to zgadza. Dzięki temu pierwsza osoba, jest ciągle
>niezadowolona z efektów swoich działań, a druga przestaje
>być sobą. Jednym słowem doskonały przepis na dwoje
>nieszczęśliwych ludzi.

W tym przypadku problem nie musi polegać na tym, że zjawisko wywierania presjii w ogóle występuje, a na tym, że na przykład jedna z osób nie komunikuje drugiej swoich prawdziwych potrzeb i uczuć w imię "miłości".
Innymi słowy to, że ktoś wywiera na partnerkę presję nie oznacza jeszcze, że dzieje się coś złego. Nie musi to oznaczać, że osoby te się nie kochają, może to natomiast oznaczać, że posiadają niedojrzałą osobowość, czego ewidentnym przykladem jest rezygnacja ze swojej indywidualności w imię źle rozumianej miłości.
W pierwszym numerze "Stylow i Charakterów" Barbara Smolińska wyjaśnia, że etap, w którym partnerzy godzą się, że nie są idealni przechodzi każda para. W każdym zwiazku dwoje ludzi musi ustalić na przyklad, kto kim bardziej się opiekuje, co jest obszarem wspólnym a co oddzielnym itd.
Zatem być może rzeczywiście dokonało się złego wyboru, a być może jest się po prostu niedojrzałym do związku na całe życie.

dajmonion
Freva
Wiązanie się z kimś na siłę jest bez sensu i myślę z góry skazane jest na porażkę ...wcześniej czy póżniej...
Ludzie boją się samotności , boją się być się sami... Wiec czasami szukają czego coś wypełni im pustkę... Jesteśmy ponoć zwierzętami stadnymi wiec to naturalne , ze chce sie miec kogos bliskiegp... Jednak bycie z kims bo tak wypada, badz o zgrozo pod presja otoczenia ??? Glupota!!! Lepiej byc samemu niz przezywac potem tragedie...
Freva
A samotnosc wbrew pozorom wcale nie musi byc utrapieniem.... kwestia podejscia i charakteru
Tomasz P. (179 punktów)
Dla mnie to trochę dziwny temat, ponieważ nie sposób ogarnąć ludzkie poglądy, zachowania, uczucia, upodobania. dla jednych to co znienawidzone może stać się kochane lub chociaż lubiane, kwestia przyzwyczajenia a może zmiana nastawienia. Czasem można też nie mieć tej rzeczy / człowieka / zwierzęcia i być z tego bardziej niezadowolonym niż mieć coś czego się nie lubi. To temat bardzo płynny i raczej nie da się ustalić uniwersalnej odpowiedzi. Z tego co przeczytałam w Twojej wypowiedzi, mogę stwierdzić, że chciałabyś uogólniać ludzkie zachowania i sprowadzić je w jeden punkt/miejsce i po prostu mieć na wszystko uniwersalną odpowiedz. A człowiek i jego psychika jest czymś naprawdę nieodgadnionym jak na razie i myślę, ze jeszcze długo nie będzie. Oczywiści można analizować ludzką psychikę ale z pewnością nie będzie to jakaś zabójczo głęboka analiza. Jeżeli chodzi o mnie i o sprawę podaną w temacie, to sam nie wiem czy wolałbym kupić kanarka, którego nie cierpię czy nie kupić żółwia, którego uwielbiam/kocham. Człowiek uczy się na własnych błędach, a takie uniwersalne rady raczej odstawia na bok, bo uważa, że on wie lepiej. Ktoś kupi tego kanarka wbrew sobie tylko po to by go mieć. Może to wynikać z presji społecznej, materialności, egoizmu lub wielu innych przyczyn.
sztejkat (4743 punktów)
>Czytając wasze odpowiedzi na mój ostatni i zarazem pierwszy
>wątek, jeszcze bardziej zapętliłam się w moich
>przemyśleniach. I oto w jakim kierunku poszłam. Zaczęłam
>się zastanawiać, czy warto jest być z kimś na siłę, tylko
>dlatego, że jest się samotnym lub po prostu
>"wypada" stworzyć podstawową komórkę społeczną.

"Na siłę", "bo wypada", "by nie zranić" - nie. Przede wszystkim dlatego że to się nie uda. Bo partner nie jest taki głupi na jakiego wygląda - połapie się w tym dość szybko, że motywy były delikatnie mówiąc nie prawdziwe. I z dobrych chęci wyjdzie wielkie łup.

Związek to ciągła praca, nieświadoma próba sił, ustalania terytoriów i zasad. Trudno od tego się uwolnić, więc trzeba być tego świadomym i to kontrolować.

Jeśli jednak "na siłę" zastąpimy "by nie być samotnym" u obojga - wówczas jest spora szansa na powodzenie. Samotność potrafi bardzo doskwierać, a czas płynie. Tik-tak, tik-tak, życie ucieka.

Związki są różne, tak jak różni są ludzie. Budowane na różnych zasadach, różnych podstawach.

Moim zdaniem ważne jest to, by obie strony oczekiwały od związku z grubsza tego samego, by miały takie samo wyobrażenie o tym czym jest miłość. Wtedy, nawet gdy nie są dla siebie kanarkami, rzecz się uda.

>Ludzie łączą się w pary i są z siebie wzajemnie
>niezadowoleni. Często w związkach obowiązuje zasada, że jak
>się nie ma co się lubi to się lubi co się ma. A jak już ktoś
>ma to czego nie lubi usilnie próbuje to zmienić.

Bardzo kiepskie podejście. Choć bywa tak, że nie ma w tym złej woli, że jest to po prostu nieprawidłowy odbiór postępowania wg zasady "podzielę się z tobą tym co najlepsze, to ci polecę, pokażę, zaproponuję". Bywa też tak, gdy łączą się osoby pasywne z osobami dynamicznymi.

Inna sprawa - czy bać się złych związków? Czy warto "bo się nie uda", "bo nie ma kanarków", pozostawać samotnym?

Pozdrawiam.

P.S. Nie przykładaj do tego co piszę zbyt dużej wagi. Ot, wynurzenia starego pierdoły.

Tomasz Sztejka
mysza (47 punktów)
Jest bardzo dużo racji w tym co piszesz, a samodzielne przemyślenia, jakiekolwiek by one nie były nie są pierdołami

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365