 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » ABC Racjonalisty
| Napisano | Autor | Tytuł | | 10-02-2020 08:20 | Mariusz Agnosiewicz (moderator) | Syndrom Bambi
6 na 6 | Kryzys wizerunku człowieka jest znamieniem pomodernistycznego kryzysu zachodniej kultury. Stąd powrót do archaicznej sakralizacji natury i zwierząt, która była główną cechą wszelkich wierzeń animistycznych i totemistycznych. Nie tyle dowartościowuje się przyrodę i zwierzęta, lecz nade wszystko dewaluuje człowieka. Wielką popularnością cieszy się dziś maksyma (fałszywie przypisywana Gandhiemu) mówiąca, że miarą wielkości i moralności człowieka jest jego stosunek do zwierząt. Dlaczego ma to być miernikiem moralności, skoro jest to takie proste? Nie jest sztuką kochać psa, dla którego człowiek jest kimś w rodzaju boga, jest sztuką kochać innego człowieka, który jest znacznie bardziej kapryśny i trudny w obsłudze. Miłość wobec istot słabszych i mniej inteligentnych przychodzi nam łatwo, w przeciwieństwie do miłości wobec równych nam. Ludzie coraz częściej zastępują trudne i pracochłonne przyjaźnie z innym człowiekiem na rzecz znacznie prostszych przyjaźni ze zwierzętami domowymi. I chętnie ulegają racjonalizacjom dowartościowującym te relacje. Prawdziwą miarą wielkości i moralność jest to, jak traktujemy innych ludzi. Dlatego, że dobro wobec innych ludzi kosztuje nas znacznie więcej wysiłku, niż dobro wobec zwierząt. Największymi Himalajami moralności jest natomiast to, jak traktujemy ludzi, którzy nie są nam przychylni. Stąd właśnie chrześcijańska miłość bliźniego oraz kochanie także nieprzyjaciół to najwyższy miernik wielkości moralnej i cywilizacyjnej społeczeństw. Dlatego, że jest to rzecz najtrudniejsza. Można zauważyć, że szczególny nacisk na miłość wobec idealizowanych zwierząt bardzo często idzie w parze z nienawiścią wobec demonizowanego człowieka, który przedstawiany jest jako plaga biednej umęczonej Ziemi. Miłość wobec zwierząt staje się dziś formą maskującą antyhumanizm, staje się wygodną formą eskapizmu od trudnych relacji społecznych. Zjawiska te rozkwitły na fali popularności bajki Walta Disneya o przygodach jelonka Bambi. Paul McCartney wyznał, że bajka Bambi spowodowała u niego zainteresowanie prawami zwierząt. Beatlesi spopularyzowali idealizację natury wśród pokolenia dzieci kwiatów. Syndrom Bambi w 1993 naukowo opisał dr Rainer Braemer z Uniwersytetu Marburgskiego. Cechuje go emocjonalny stosunek wobec przyrody, polegający na jej umoralnieniu oraz infantylizacji. W prawdziwym świecie naturalnym wszystkie słabe jednostki są zadziobywane, zabijane i pożerane - dlatego, że natura jako taka promuje propagację dobrych zestawów genetycznych, odrzucając te bardziej nieporadne. Natura jest brutalna i bezlitosna. Dla jasności dodam, że kocham zwierzęta. Ludzi kocham jednak bardziej.  | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
4 na 4 | Duch Prawdy (14789 punktów) | "Myślę o tych niepokojących problemach, z jakimi się zmagamy. I myślę, że czasami czujemy, że walczymy o różne cele. Ale ja widzę w tym podobieństwa. Myślę, że czy mówimy o nierównościach wynikających z płci, rasizmie, prawach osób queer czy prawach zwierząt, mówimy o walce z nierównościami, o walce z przekonaniem, że jedna nacja, jedna rasa, jedna płeć, jeden gatunek, ma prawo dominować, kontrolować, wykorzystywać inny - podkreślił Joaquin Phoenix. Myślę, że staliśmy się bardzo "rozłączeni" od świata naturalnego i wielu z nas jest winnych tego, że mamy egocentryczne podejście, myślimy, że jesteśmy centrum wszechświata. Wychodzimy do świata naturalnego i niszczymy go, myślimy, że możemy zapłodnić nienaturalnie krowę, a kiedy ona rodzi, kradniemy jej dzieci. Mimo, że słyszymy jej smutek. A potem kradniemy jej mleko i dodajemy je do naszej kawy i płatków - mówił. - Myślę, że boimy się idei zmiany nas samych, ponieważ myślimy, że musimy w zamian coś oddać, poświęcić się (...), ale myślę, że jeżeli użyjemy miłości, współczucia, empatii, możemy stworzyć i zastosować system zmiany, który będzie dobry dla nas i dla środowiska - podkreślił. - Byłem przez całe moje życie samolubny, czasami okrutny, trudny do współpracy, ale jestem wdzięczny, bo tak wielu z was tutaj zgromadzonych, dało mi drugą szansę. I myślę, że to wtedy jesteśmy najlepsi, kiedy siebie wspieramy, nie kiedy chcemy "anulować" innych ze względu na popełnione błędy, ale kiedy pomagamy sobie dojrzewać, edukujemy się, wskazujemy sobie drogę - to jest najlepsze człowieczeństwo - podkreślił. Bardzo wzruszony Phoenix dodał: "Kiedy miałem 17 lat, mój brat napisał takie słowa: »Biegnij na ratunek z miłością, a pójdzie za tym spokój«. Dziękuję"."www.wprost(*)WbdD7z7kRo7ns4xP1YODr9r9wK2cZo> Ludzi kocham jednak bardziej.Wszystkich?
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
 | | bartech (554 punktów) | I tym wystąpieniem udowodnił, że taka nagroda bezsprzecznie mu się należy. Wspaniale to odegrał, bo ludzie faktycznie uwierzyli, że to na serio.
|
|
|  | 1 na 1 | Duch Prawdy (14789 punktów) | Nie odegrał, wyraził to co czuje i jego słowa pokazują, że zrozumiał istotę człowieczeństwa, doświadczenia i obserwacja życia wiele go nauczyły...
człowiek trzeciego sortu...
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
| | |  | 2 na 2 | Duch Prawdy (14789 punktów) | > Rozumiem, że wierzysz w to, że Leo DiCaprio po swoim przemówieniu na Oskarach w 2016 rokuTo powiadasz, że przemawiał na Oskarach w 2016 roku, dzięki za informację. > , w którym mówił o konieczności prowadzenia działań mających powstrzymać zmiany klimatyczne, porzucił hollywoodzki konsumpcjonizm i zaczął prowadzić proekologiczne życie na poziomie zwykłego Smitha?  Nie znam osobiście Leo DiCaprio, nie wiem co konsumuje i jakie życie prowadzi, powiem więcej, nie znam zwykłego Smitha i nie wiem czym jego życie różni się od życia innego zwykłego Smitha.
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
2 na 2 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) |
>Nie jest sztuką kochać psa, dla którego człowiek jest kimś w rodzaju boga, jest sztuką kochać innego człowieka, który jest znacznie bardziej kapryśny i trudny w obsłudze. Z tym, że w tym kontekście termin "kochać" jest częstym nadużyciem, bo przecież naprawdę chodzi o zwykłą przyzwoitość, a często tylko wyzbycie się wrogości; pisałabym raczej "nie jest sztuką przyzwoicie traktować psa, dla którego człowiek jest kimś w rodzaju boga, jest sztuką wyzbyć się wrogości wobec innego człowieka, który jest znacznie bardziej kapryśny i trudny w obsłudze".
Co i tak nie sprawdzi się wobec np. plagi szczurów czy jakiegoś ewidentnego nikczemnika.
Sygnaturką w stopce świata nie naprawisz.
|
|
5 na 5 | Kulmin (4007 punktów) | >Miłość wobec istot słabszych i mniej inteligentnych przychodzi nam łatwo, w >przeciwieństwie do miłości wobec równych nam. Ludzie coraz częściej zastępują trudne i pracochłonne >przyjaźnie z innym człowiekiem na rzecz znacznie prostszych przyjaźni ze zwierzętami domowymi. I >chętnie ulegają racjonalizacjom dowartościowującym te relacje. >Prawdziwą miarą wielkości i moralność jest to, jak traktujemy innych ludzi. Dlatego, że dobro wobec >innych ludzi kosztuje nas znacznie więcej wysiłku, niż dobro wobec zwierząt. Największymi Himalajami >moralności jest natomiast to, jak traktujemy ludzi, którzy nie są nam przychylni. Stąd właśnie >chrześcijańska miłość bliźniego oraz kochanie także nieprzyjaciół to najwyższy miernik wielkości >moralnej i cywilizacyjnej społeczeństw. >Dlatego, że jest to rzecz najtrudniejsza.
Serio? Chrześcijańska miłość bliźniego? Przecież to tylko słowa na papierze, nigdy nie realizowane przez nikogo. Chrześcijaństwo w rzeczywistości to depresja moralna, a nie himalaje. Inaczej nie można nazwać ideologii która wymyśla choroby, wmawia je ludziom, po czym ogłasza, że jako jedyna ma lek.
Po prostu nie krzywdźmy innych istot zdolnych do cierpienia. Po co cała ta gadka o miłości? Błąd polega na tym, że wyrazem moralności ma być jakaś czynność aktywna typu wielbienie/kochanie. To bzdura. Powstrzymywanie się od zadawania krzywd - to jest sedno moralności.
|
|
 | 2 na 2 | klaio (1068 punktów) | >Po prostu nie krzywdźmy innych istot zdolnych do cierpienia. Po co cała ta gadka o miłości? Błąd polega na tym, że wyrazem moralności ma być jakaś czynność aktywna typu wielbienie/kochanie. To bzdura. Powstrzymywanie się od zadawania krzywd - to jest sedno moralności.
Nie, nie krzywdzenie innych to jeden z poziomów moralności. Wyższym jest przyjmowanie cierpienia, by inni byli szczęśliwsi niż ja, nie przekazywanie go innym by siebie od niego uwolnić. Nikt tego nigdy nie realizował? Można ten kolejny krok ludzkości w rozwoju etyki zacząć od siebie. Ale byli już tacy, którym to się udało, choćby na 1%. Juz tylko to jest ogromnym postępem.
|
|
|  | 4 na 4 | Kulmin (4007 punktów) |
>Nie, nie krzywdzenie innych to jeden z poziomów moralności. Wyższym jest przyjmowanie cierpienia, by inni byli szczęśliwsi niż ja, nie przekazywanie go innym by siebie od niego uwolnić. Nikt tego nigdy nie realizował? Można ten kolejny krok ludzkości w rozwoju etyki zacząć od siebie. Ale byli już tacy, którym to się udało, choćby na 1%. Juz tylko to jest ogromnym postępem.
Co to w ogóle za jakieś poziomy moralności? Kto to ustala i wymyśla? Taki podział jest bez sensu, jest niemoralny, bo nie ma żadnego zastosowania, poza wywyższaniem jakichś konkretnych osób lub grup osób ponad inne. Tworzenie sztucznych podziałów i hierarchii zawsze tym skutkuje. Po co w tak ważnej dziedzinie jak moralność tworzyć podziały? A no po to by móc się i tutaj wywyższać i zaznaczać, że jest się lepszym. Oczywiście w domyśle lepsi są chrześcijanie... Sami wymyślają podział w którym przy arbitralnie przyjętych przez siebie kryteriach poziomów umiejscawiają siebie na szczycie. Śmiech pusty bierze.
|
|
| |  | 2 na 2 | klaio (1068 punktów) | >Co to w ogóle za jakieś poziomy moralności? >Kto to ustala i wymyśla? >Taki podział jest bez sensu, jest niemoralny (...) Po co w tak ważnej dziedzinie jak moralność tworzyć podziały?
Zaprzeczasz, że istnieje podział na mniej i bardziej wrażliwych etycznie ludzi? Że są różne gatunki zwierząt różniące się poziomem altruizmu? Spierasz się z faktami? Może ewolucja je wymyśliła, nie o to idzie spór.
>bo nie ma żadnego zastosowania, poza wywyższaniem jakichś konkretnych osób lub grup osób ponad inne. Św.Katarzyna z Sieny: "Jestem nic plus grzech". Św.Franciszek też się uważał za ostatniego. I jeszcze paru innych, chociaż niewielu ich było.
>Oczywiście w domyśle lepsi są chrześcijanie... To jakieś twoje "kompleksy". Ale ja nie twierdzę, że chrześcijaństwo jest najwyższym szczytem moralności. Może jak zdobędziemy ten szczyt, ukaże się za nim kolejny. Może istnieje gdzieś inna cywilizacja, która doszła dalej?
|
|
| | |  | 2 na 2 | Kulmin (4007 punktów) |
>Zaprzeczasz, że istnieje podział na mniej i bardziej wrażliwych etycznie ludzi? Że są różne gatunki zwierząt różniące się poziomem altruizmu? Spierasz się z faktami? Może ewolucja je wymyśliła, nie o to idzie spór.
Zaprzeczam, że podział na poziomy moralnosci ma jakieś sensowne uzasadnienie i uważam, że jest jedynie narzędziem do utwierdzania się w swojej racji i swojej wyższości. Nie zaprzeczam owej wrażliwości etycznej bo nie wiem co to jest.
>>bo nie ma żadnego zastosowania, poza wywyższaniem jakichś konkretnych osób lub grup osób ponad inne. >Św.Katarzyna z Sieny: "Jestem nic plus grzech". >Św.Franciszek też się uważał za ostatniego. I jeszcze paru innych, chociaż niewielu ich było.
No to faktycznie. Dwie osoby. Podczas gdy religie doktrynalnie i instytucjonalnie się wywyższają samą sugestią, że ich moralność ma boskie pochodzenie, a implicte, że jest na wyższym poziomie. To się z resztą przewija w debacie publicznej non stop. Gadki polityków i hierarchów o tym, że zerwanie ze chrześcijańską moralnością doprowadzi do upadku zachód jest tego przejawem.
>>Oczywiście w domyśle lepsi są chrześcijanie... >To jakieś twoje "kompleksy". Ale ja nie twierdzę, że chrześcijaństwo jest najwyższym szczytem moralności.
Może błędem jest myślenie, że jakieś szczyty w ogóle są? Może to teren nizinny o zróżnicowanej glebie i roślinności?
|
|
| | | |  | 2 na 2 | klaio (1068 punktów) | >Zaprzeczam, że podział na poziomy moralnosci ma jakieś sensowne uzasadnienie i uważam, że jest jedynie narzędziem do utwierdzania się w swojej racji i swojej wyższości.
To prawda, że wielu dowartościowuje się w ten sposób, ale nie równajmy w dół. Oni tracą szansę na wysokie loty, można im tylko współczuć.
>>Św.Katarzyna z Sieny: "Jestem nic plus grzech". >>Św.Franciszek też się uważał za ostatniego. I jeszcze paru innych, chociaż niewielu ich było. >No to faktycznie. Dwie osoby. Paweł Apostoł pisze, że jak przez jednego człowieka (Adama) przyszło zło, tak przez jednego (Jezusa) przyszło odkupienie dla mnie i wszystkich. Można wyłożyć to tak, że jeżeli jeden człowiek zdolny jest do zła, pokazuje to, że wszyscy jesteśmy zdolni, bo mamy tę samą naturę. Ale jeżeli jeden zdolny jest to Miłości, wszyscy też możemy kochać. Podobnie z istnieniem wszechświata - jak powiedział mędrzec, czy istniałby wieloświat, czy tylko jedna molekuła, istnienie to wymagałoby dokładnie takiego samego objaśnienia. Więc ty bądź trzecią, ja czwartą taką osobą, niczego to nie umniejsza że może być nas mało - spróbujmy czegoś ambitnego.
>Podczas gdy religie doktrynalnie i instytucjonalnie się wywyższają samą sugestią, że ich moralność ma boskie pochodzenie, a implicte, że jest na wyższym poziomie. To się z resztą przewija w debacie publicznej non stop. Gadki polityków i hierarchów o tym, że zerwanie ze chrześcijańską moralnością doprowadzi do upadku zachód jest tego przejawem.
Tak, ale nie nadużycia stanowią o ideale. Co do upadku Zachodu - etyka chrześcijańska przestaje już działać, nowa - laicka czy inna się nie krystalizuje, w lukę wchodzi nihilizm, który jest śmiertelnym zagrożeniem, zwłaszcza w starciu z cywilizacjami nawet jeśli (jeszcze?) prymitywnymi, to kierującymi się "mocnymi" wartościami (islam przede wszystkim, ale też Daleki Wschód).
>>>nie twierdzę, że chrześcijaństwo jest najwyższym szczytem moralności. >Może błędem jest myślenie, że jakieś szczyty w ogóle są? Może to teren nizinny o zróżnicowanej glebie i roślinności?
Tu zgoda, może żyjemy na nizinach, ja też nie wiem, czy są szczyty. Przyznam się, że bardzo chcę, by istniały. Jeżeli nie istnieje Miłość, to nasze życie jest ponurą farsą, nie interesuje mnie. Staram się żyć jak umiem wdrapując się na te może nie istniejące szczyty - bez tego bym nie chciał żyć. Przy czym moje emocje nijak się nie mają do prawdy, czy te szczyty są czy ich nie ma.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Arminius (25555 punktów) | upadek? | >Tak, ale nie nadużycia stanowią o ideale. Co do upadku Zachodu - etyka chrześcijańska >przestaje już działać, nowa - laicka czy inna się nie krystalizuje, w lukę wchodzi nihilizm, który jest śmiertelnym zagrożeniem....
Byłem właśnie przez chwilę w Czechach. Nie jest wielkim bohemofilem - ale będę się upierał, iż Czechy nie sa krajem zdegenerowanych nihilistów, a tak przecież powinno być, bo chrześciajństwa tam ostało się niewiele. Jest tam jednakże jakaś "inna" etyka, która działa wcale nieźle.
|
|
| | | | | |  | | klaio (1068 punktów) | Odp: upadek? | >Byłem właśnie przez chwilę w Czechach. Nie jest wielkim bohemofilem - ale będę się upierał, iż Czechy nie sa krajem zdegenerowanych nihilistów, a tak przecież powinno być, bo chrześciajństwa tam ostało się niewiele. Jest tam jednakże jakaś "inna" etyka, która działa wcale nieźle.
Poczekajmy jeszcze kilka pokoleń, wtedy zobaczymy rezultaty, czy czeska mutacja Zachodu potrafi się reprodukować Póki co słyszę, że 40% skremowanych zwłok nie jest obierana przez czeskie rodziny. To słaby symptom zdolności do kontynuowania cywilizacji.
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 | Arminius (25555 punktów) | mutanci? | >>Byłem właśnie przez chwilę w Czechach. Nie jest wielkim bohemofilem - ale będę się upierał, iż Czechy nie sa krajem zdegenerowanych nihilistów, a tak przecież powinno być, bo chrześciajństwa tam ostało się niewiele. Jest tam jednakże jakaś "inna" etyka, która działa wcale nieźle. >Poczekajmy jeszcze kilka pokoleń, wtedy zobaczymy rezultaty, czy czeska mutacja Zachodu potrafi się reprodukować Póki co słyszę, że 40% skremowanych zwłok nie jest obierana przez czeskie rodziny. To słaby symptom zdolności do kontynuowania cywilizacji.
Ale pociągi i autobusy jeździły znacznie lepiej niż w Polsce - a ludzie sprawiali wrażenie mniej zagonionych, bardziej spokojnych. W Polsce symptomy takich zachowań jak te wskazane przez pana też się nasilają. Ludzie nie chcą się opiekować starcami - na przykład. Albo ma miejsce wyścig szczurów o wszystko - w myśl zasady po trupach do celu. Więc albo etyka chrześciańska też jest dziurawa albo już jej nie ma i jest jak na zachodzie?
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 | Duch Prawdy (14789 punktów) | Odp: upadek? | >Póki co słyszę, że 40% skremowanych zwłok nie jest obierana przez czeskie rodziny. To słaby symptom zdolności do kontynuowania cywilizacji. Przeciwnie, mocny: "Lecz Jezus mu odpowiedział: "Pójdź za Mną, a zostaw umarłym grzebanie ich umarłych!""
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
| | | | | | | |  | | klaio (1068 punktów) | >>Póki co słyszę, że 40% skremowanych zwłok nie jest obierana przez czeskie rodziny. To słaby symptom zdolności do kontynuowania cywilizacji. >Przeciwnie, mocny: > "Lecz Jezus mu odpowiedział: "Pójdź za Mną, a zostaw umarłym grzebanie ich umarłych!"" ( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
Myślę, że motywacja tych Czechów jest inna.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Duch Prawdy (14789 punktów) | >Myślę, że motywacja tych Czechów jest inna. Zdrowa, nie obciążona mitem ( piętnem ) "Jezusa"...
Adam Asnyk Daremne żale
Daremne żale, próżny trud, Bezsilne złorzeczenia! Przeżytych kształtów żaden cud Nie wróci do istnienia. Świat wam nie odda, idąc wstecz, Zniknionych mar szeregu: Nie zdoła ogień ani miecz Powstrzymać myśli w biegu. Trzeba z Żywymi naprzód iść, Po życie sięgać nowe: A nie w uwiędłych laurów liść Z uporem stroić głowę! Wy nie cofniecie życia fal! Nic skargi nie pomogą! Bezsilne gniewy, próżny żal! Świat pójdzie swoją drogą.
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
| | | | | | | | | |  | | klaio (1068 punktów) | >>Myślę, że motywacja tych Czechów jest inna. >Zdrowa, nie obciążona mitem ( piętnem ) "Jezusa"...
Domyślam się, że "Jezus" to "wydanie" chrześcijańskie. A jaki jest, kim jest bez cudzysłowu? Historia może być obciążeniem, ale może być kotwicą. Chesterton pisał, że tradycja broni przed tyranią nowoczesności, oczyszcza ją z nieudanych pomysłów. Jak jest w przypadku Czechów za wcześnie przesądzać. Ja podchodzę do ich eksperymentu nieufnie, bo nie wierzę w szczęście na skróty, łatwą drogę bez wyrzeczeń. Bym przyznał im rację, musiałbym zobaczyć nie tylko to, czy trzecie pokolenie jest również jakoby szczęśliwe (czy dzieci obecnego pokolenia będą potrafili w tym samym duchu wychować swoje dzieci), ale też zobaczyć, jak to społeczeństwo przechodzi kryzys typu, że nie ma już żadnej perspektywy, następuje zagłada dotychczasowych wyobrażeń. Polacy w ostatnich pokoleniach (od XIX wieku, bo tam są korzenie naszego romantyzmu) przechodzili przez takie kryzysy i jakoś z tego wyszli, a o Czechach trudno to powiedzieć. Ale życzymy im szczęścia, ja nie czekam na ich niepowodzenie by stanęło na moim.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Duch Prawdy (14789 punktów) | >>>Myślę, że motywacja tych Czechów jest inna. >>Zdrowa, nie obciążona mitem ( piętnem ) "Jezusa"... >Domyślam się, że "Jezus" to "wydanie" chrześcijańskie. A jaki jest, kim jest bez cudzysłowu? "Jezus" to mit, bez cudzysłowu to "wydanie" chrześcijańskie.
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | Hamerlik-Konopka (2812 punktów) (zablokowany) | >>>>Myślę, że motywacja tych Czechów jest inna. >>>Zdrowa, nie obciążona mitem ( piętnem ) "Jezusa"... >>Domyślam się, że "Jezus" to "wydanie" chrześcijańskie. A jaki jest, kim jest bez cudzysłowu? >"Jezus" to mit, bez cudzysłowu to "wydanie" chrześcijańskie. > ( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
Jezus jest wizja tego kim chcielibyśmy być ale nie potrafimy.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Duch Prawdy (14789 punktów) | >Jezus jest wizja tego kim chcielibyśmy być ale nie potrafimy. Jest i pozytywnym i negatywnym wzorem, więc potrafilibyśmy, ale nie chcemy. Ludzie w większości chcą cieszyć się życiem, nie jesteśmy masochistami nadstawiającymi drugi policzek, nie mamy mentalności niewolnika i samobójcy w obronie grubymi nićmi szytej obiecanki... "Apostołowie Jezusa" sprzedają wizję, a kupują za nią luksusy życia doczesnego... Ostatnie "moherowe" niedobitki naiwnie wierzą w tę wewnętrznie sprzeczną "wizję"...
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | Hamerlik-Konopka (2812 punktów) (zablokowany) | >>Jezus jest wizja tego kim chcielibyśmy być ale nie potrafimy. >Jest i pozytywnym i negatywnym wzorem, więc potrafilibyśmy, ale nie chcemy. Ludzie w większości chcą cieszyć się życiem, nie jesteśmy masochistami nadstawiającymi drugi policzek, nie mamy mentalności niewolnika i samobójcy w obronie grubymi nićmi szytej obiecanki... "Apostołowie Jezusa" sprzedają wizję, a kupują za nią luksusy życia doczesnego... Ostatnie "moherowe" niedobitki naiwnie wierzą w tę wewnętrznie sprzeczną "wizję"... > ( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
Ale okazuje się, że taka masochisryczna postawa wobec własnego wroga w ogólności nie jest wcale taka zabójcza jak postawa antagonistyczna, agresywna i że w życiu doczesnym zapewnia więcej korzyści niż strat.
Chodzi też o to, że wróg zaraza się twoja postawa, bo widzi, że ludzie, którzy się wspierają osiągają więcej od ludzi, którzy się wzajemnie atakują i zwalcza Wizerunek Jezusa to obraz społecznika, dla którego interes społeczny jest zawsze ponad interesem indywidualnym.
Jest wiele ludzkich chorób autoagresywnych, które wyraźnie pokazują, że nadmiar agresji prowadzi do śmierci.
Jest też wiele chorób, które dowodzą, że brak agresji prowadzi do śmierci.
Postać Jezusa budzi u mnie mueszane uczucia. Myślę, że jest alegoria, która ma studzić w ludzkich umysłach złość.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | j23a (1186 punktów) |
>Poczekajmy jeszcze kilka pokoleń, wtedy zobaczymy rezultaty, czy czeska mutacja Zachodu potrafi się reprodukować Póki co słyszę, że 40% skremowanych zwłok nie jest obierana przez czeskie rodziny.
Co ma wspólnego cmentarz z etyką? Pomijam że nie zmam czeskich przepisów pochówkowych.
> To słaby symptom zdolności do kontynuowania cywilizacji.
Znaczy cywilizacja się zawali przez kremację?
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | j23a (1186 punktów) | >Poczekajmy jeszcze kilka pokoleń, wtedy zobaczymy rezultaty, czy czeska mutacja Zachodu potrafi się reprodukować Póki co słyszę, że 40% skremowanych zwłok nie jest obierana przez czeskie rodziny.
Teza słuszna wyłacznie przy założeniu że istnieje ścisła korelacja pomiędzy sposobem pochówku a opiekowaniem się człowiekiem (jeżeli tego potrzebuje) wcześniej. Jest taka? Wykaż.
>To słaby symptom zdolności do kontynuowania cywilizacji.
Serio?
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | klaio (1068 punktów) | >Byłem właśnie przez chwilę w Czechach. Nie jest wielkim bohemofilem - ale będę się upierał, iż Czechy nie sa krajem zdegenerowanych nihilistów, a tak przecież powinno być, bo chrześciajństwa tam ostało się niewiele. Jest tam jednakże jakaś "inna" etyka, która działa wcale nieźle.
Powtórzę - poczekajmy na trzecie pokolenia by zobaczyć, czy potrafią te wartości reprodukować. Tymczasem życzymy im jak najlepiej.
|
|
 | 1 na 1 | bartech (554 punktów) | Odp: Syndrom Bambi | >Po prostu nie krzywdźmy innych istot zdolnych do cierpienia.
Kto i w jaki sposób ocenia zdolność innych istot do cierpienia?
|
|
|  | | Kulmin (4007 punktów) | >>Po prostu nie krzywdźmy innych istot zdolnych do cierpienia. >Kto i w jaki sposób ocenia zdolność innych istot do cierpienia?
Nie kto, tylko co. Ośrodkowy i obwodowy układ nerwowy i receptory bólu.
|
|
| |  | 1 na 1 | bartech (554 punktów) | >>>Po prostu nie krzywdźmy innych istot zdolnych do cierpienia. >>Kto i w jaki sposób ocenia zdolność innych istot do cierpienia? >Nie kto, tylko co. Ośrodkowy i obwodowy układ nerwowy i receptory bólu.
Aha, czyli ryby nie są zdolne do cierpienia i na te wszystkie opowiastki o ciężkiej doli świątecznych karpi można mieć wywalone?
|
|
| | |  | 1 na 1 | Kulmin (4007 punktów) | >>>>Po prostu nie krzywdźmy innych istot zdolnych do cierpienia. >>>Kto i w jaki sposób ocenia zdolność innych istot do cierpienia? >>Nie kto, tylko co. Ośrodkowy i obwodowy układ nerwowy i receptory bólu. >Aha, czyli ryby nie są zdolne do cierpienia i na te wszystkie opowiastki o ciężkiej doli świątecznych karpi można mieć wywalone?
Nie można, bo ryby czują ból. Swiadczą o tym liczne eksperymenty, np podawanie rybom pszczelego jadu który sprawiał, że chowały się w głębi akwarium, nic nie jadły, szorowały pod dnie, a po podaniu morfiny przestawały. Z tego wynika, że nie tylko mają receptory bólu i układ nerwowy zdolny do interpretacjii takich bodźców, ale mają również receptory opioidowe których funkcją jest m.in uśmierzanie bólu. To jest już ogolnie znana wiedza. Po prostu inaczej ból okazują. Ryba nie powie, że ją boli w brzuszku, nie złapie się za grzbiet, nie krzyknie, ani nie skrzywi się na twarzy.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | bartech (554 punktów) | > Swiadczą o tym liczne eksperymenty, np podawanie rybom pszczelego jadu który sprawiał, że chowały się w głębi akwarium, nic nie jadły, szorowały pod dnie, a po podaniu morfiny przestawały. Z tego wynika, że nie tylko mają receptory bólu i układ nerwowy zdolny do interpretacjii takich bodźców, ale mają również receptory opioidowe których funkcją jest m.in uśmierzanie bólu. To jest już ogolnie znana wiedza.Aha, czyli nikt nie widział receptorów bólowych ryby, ale powszechnie wiadomo, że istnieją?
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | Kulmin (4007 punktów) | > >Swiadczą o tym liczne eksperymenty, np podawanie rybom pszczelego jadu który sprawiał, że chowały się w głębi akwarium, nic nie jadły, szorowały pod dnie, a po podaniu morfiny przestawały. Z tego wynika, że nie tylko mają receptory bólu i układ nerwowy zdolny do interpretacjii takich bodźców, ale mają również receptory opioidowe których funkcją jest m.in uśmierzanie bólu. To jest już ogolnie znana wiedza.> Aha, czyli nikt nie widział receptorów bólowych ryby, ale powszechnie wiadomo, że istnieją? Dla chcącego nic trudnego. Wiedza jest dostępna za darmo. Wystarczy mieć dość odwagi by weryfikować swoje przekonania. www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC1691351/
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | bartech (554 punktów) | > www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC1691351/Przeczytaj cały artykuł jeszcze raz i szczerze napisz, czy taki jego opis: > >>Swiadczą o tym liczne eksperymenty, np podawanie rybom pszczelego jadu który sprawiał, że chowały się w głębi akwarium, nic nie jadły, szorowały pod dnie, a po podaniu morfiny przestawały. Z tego wynika, że nie tylko mają receptory bólu i układ nerwowy zdolny do interpretacjii takich bodźców, ale mają również receptory opioidowe których funkcją jest m.in uśmierzanie bólu.można poważne traktować. Przyjmijmy, że ryby są zdolne do odczuwania bólu, bo przeprowadzono ileś tam badań i naukowcy doszli do konsensusu, że tak faktycznie jest. W świecie naukowym toczy się również dyskusja na temat tego, czy insekty odczuwają ból: www.researchgate.net/post/Do_insects_feel_painGdy już ileś badań w swoich wnioskach ogłosi, że owady są również zdolne do odczuwania bólu, to rozumiem, że komary także dołączą do Twojej listy istnień chronionych przed krzywdzeniem?
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Kulmin (4007 punktów) | > >www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC1691351/> Przeczytaj cały artykuł jeszcze raz i szczerze napisz, czy taki jego opis:To nie jest opis TEGO artykułu. > można poważne traktować.> Przyjmijmy, że ryby są zdolne do odczuwania bólu, bo przeprowadzono ileś tam badań i naukowcy doszli do konsensusu, że tak faktycznie jest.> W świecie naukowym toczy się również dyskusja na temat tego, czy insekty odczuwają ból:> www.researchgate.net/post/Do_insects_feel_pain> Gdy już ileś badań w swoich wnioskach ogłosi, że owady są również zdolne do odczuwania bólu, to rozumiem, że komary także dołączą do Twojej listy istnień chronionych przed krzywdzeniem?Jezeli się okaże, że insekt odczuwa ból i może fizycznie cierpieć i mamy powody by wykluczyć, że jest to czysto chemiczna reakcja unikania szkodliwych substancji, to ludzie konsekwentni w swoich poglądach staną przed trudnym, bądź nierozwiązywalnym problemem, wymagającym podejścia utylitarystycznego. Nie ma łatwych dróg.
|
|
| | | |  | | j23a (1186 punktów) |
>Nie można, bo ryby czują ból. >Swiadczą o tym liczne eksperymenty, np podawanie rybom pszczelego jadu który sprawiał, że chowały się w głębi akwarium, nic nie jadły, szorowały pod dnie, a po podaniu morfiny przestawały. Z tego wynika, że nie tylko mają receptory bólu i układ nerwowy zdolny do interpretacjii takich bodźców, ale mają również receptory opioidowe których funkcją jest m.in uśmierzanie bólu. To jest już ogolnie znana wiedza.
Wydaje mi się że do "czucia bólu w sensie cierpienia" potrzebny jest jednak jakiś progowy poziom świadomości a ten jest skorelowany mi ze złożonością układu nerwowego i sposobem oraz prędkością przetwarzania danych. Nie wiem czy ryby to osiągają (prędzej ośmiornice - nie pojmuje jak je można jeść ot tak), owady raczej nie. Podobnie pantofelki czy podobne (też unikają szkodliwych obszarów). Inaczej dojdziesz do wniosku że robot na mikroprocesorze co unika ognia cierpi a to przecież totalna bzdura (możesz wyposażyć w czujniki temperatur, wiele innych i skopiować reakcje w tym symulacje opiatów).
|
|
6 na 6 | Marszalik (733 punktów) | >Wielką popularnością cieszy się dziś maksyma (fałszywie przypisywana Gandhiemu) mówiąca, że miarą wielkości i moralności człowieka jest jego stosunek do zwierząt.
Człowiek też jest zwierzęciem.
>Nie jest sztuką kochać psa, dla którego człowiek jest kimś w rodzaju boga
Też mi przykład. A co ze zwierzętami nie udomowionymi, dla których człowiek jest kimś zupełnie nie istotnym? Wie Pan... takimi, które są "znacznie bardziej kapryśne i trudniejsze w obsłudze"?
>Ludzie coraz częściej zastępują trudne i pracochłonne przyjaźnie z innym człowiekiem na rzecz znacznie prostszych przyjaźni ze zwierzętami domowymi. I chętnie ulegają racjonalizacjom dowartościowującym te relacje.
Ma Pan jakieś dane na ten temat? Jak wielka jest tego skala? Niezmiernie jestem ciekaw.
>Prawdziwą miarą wielkości i moralność jest to, jak traktujemy innych ludzi. Dlatego, że dobro wobec innych ludzi kosztuje nas znacznie więcej wysiłku, niż dobro wobec zwierząt. Największymi Himalajami moralności jest natomiast to, jak traktujemy ludzi, którzy nie są nam przychylni. Stąd właśnie chrześcijańska miłość bliźniego oraz kochanie także nieprzyjaciół to najwyższy miernik wielkości moralnej i cywilizacyjnej społeczeństw. Dlatego, że jest to rzecz najtrudniejsza.
"Prawdziwą miarą wielkości i moralność jest to, jak traktujemy innych..." Kropka.
Kulawy przykład relacji wiernego psa i człowieka zupełnie nie jest wystarczającym dowodem na potwierdzenie reszty Pana wypowiedzi. Zwłaszcza, że należy traktować człowieka jako istotę zawierającą się w zbiorze zwierzęta.
Chrześcijańska miłość bliźniego oraz kochanie także nieprzyjaciół nie ma nic wspólnego z moralnością, a jest jedynie sposobem na racjonalizację swojego trefnego położenia względem innych. Jest to narzędzie. Stworzone, by słabym, chorym i uciśnionym dać nadzieję na lepszy start później - po śmierci.
Dodatkowo, przez Pana tekst przesiąka bardzo mocno elitystyczne podejście do świata. Człowiek zdaje się być u Pana w centrum wszechświata i to on rozdaje karty, dzieli i rządzi. Jeśli już jest mowa o archaicznych zachowaniach, to czy takie podejście nie jest właśnie przejawem powrotu do tego, co już było i się nie sprawdziło?
> Można zauważyć, że szczególny nacisk na miłość wobec idealizowanych zwierząt bardzo często idzie w parze z nienawiścią wobec demonizowanego człowieka, który przedstawiany jest jako plaga biednej umęczonej Ziemi. Miłość wobec zwierząt staje się dziś formą maskującą antyhumanizm, staje się wygodną formą eskapizmu od trudnych relacji społecznych.
Jeśli zainteresowani zechcą zauważyć, że człowiek to też zwierzę - to trudno będzie dopatrywać się antyhumanizmu. Łatwo jest jednak polemizować z ideami wykastrowanymi na potrzeby własne - jak w Pana tekście.
Całe szczęście, nasza cywilizacja dorasta i zdaje sobie sprawę, że jest odpowiedzialna za swoje otoczenie. Świat nie jest nam dany od boga, a więc nie jest też pod niczyją kontrolą. Trzeba więc zakasać rękawy i zająć się naszym otoczeniem - domem, podwórkiem, okolicą, miastem, krajem... Ziemią. Od stabilnego ekosystemu w tych miejscach przecież zależy nasze istnienie.
Nie ma więc żadnej sprzeczności w postulacie, by dbać o zwierzęta i rośliny bardziej niż o nas samych - jest to po prostu wyższa forma świadomości na temat tego, co pozwala nam żyć w dobrobycie.
|
|
3 na 3 | okragly (21676 punktów) |
> Nie jest sztuką kochać psa, dla którego człowiek jest bogiemudomowienie psa to genialny wynalazek, chronił przed wężami (utrapienie w raju) tygrysami szablozębnymi, tropił, pokazywal gdzie szukać królika, często przynosil coś do jedzenia a zimne wieczory ogrzewał, przytulał sie do człowieka ratował życie, żywił, ogrzewał, stąd (z raju) niektórzy sądzą, że pies lepszy niż druga połówka. www.focus.(*)dziwiajace-badania-kennel-club> sztuką kochać innego człowieka, który jest znacznie bardziej kapryśny i trudny w obsłudze. Nie mamy normalnych war do życia, jesteśmy jak "bojlery" w klatkach, czy one mogą być szczęśliwe  w wyścigu szczurów, nie ma solidarności, Liberalizm (indywidualizm i wolność) też nie sprzyja radości obcowania z innym czlowiekiem, taki mamy system W raju na widok obcego człowieka byla radosc, prezenty, wymiana informacji, seks, itp
szukanie raju, moim celem
|
|
 | 1 na 1 | Arminius (25555 punktów) | genialnie | > udomowienie psa to genialny wynalazek, chronił przed wężami (utrapienie w raju) tygrysami >szablozębnymi...Co zo znaczy "chronił"??? Raczej ostrzegał, zwłaszcza przed tymi drugimi. Poza tym, to - rzecz jasna - genialny wynalazek z perspektywy ludzkiej, nie psiej, o czym świadczy np. traktowanie psów wyścigowych (charty, psy ciągnące zaprzęgi po śniegu) przez człowieka. Polecam lekturze: www.aspca.(*)animal-issues/greyhound-racingwww.peta.o(*)t/cruel-sports/dogsled-racing/
|
|
|  | | j23a (1186 punktów) | Odp: genialnie | > >udomowienie psa to genialny wynalazek, chronił przed wężami (utrapienie w raju) tygrysami >szablozębnymi...> Co zo znaczy "chronił"??? Raczej ostrzegał, zwłaszcza przed tymi drugimi.Uczciwa watacha łajek wyżywi człowieka na Syberii, odwrotnie jest trudniej, samemu raczej zejście  Polecam zapiski syna Tarkowskiego - bawi się w surviwal. > Poza tym, to - rzecz jasna - genialny wynalazek z perspektywy ludzkiej,W normalnych warunkach to przyjaźń oparta o współpracy i wzajemnej korzyści. Rozpalasz ogień, masz ręce i w razie potrzeby psy ratujesz, one polują czy pilnują, wieczorem masz się do kogo przytulić, nie zostawi i nie zdradza. Nie dziwie się że lepszy od żony/kochanki/utrzymanki (czy co to tam teraz modne jest) i dużo lepiej u niektórych w rankingach uczciwy pies wypada  > nie psiej, o czym świadczy np. traktowanie psów wyścigowych (charty, psy ciągnące zaprzęgi po śniegu) przez człowieka.Zaprzęgowe były traktowane przez plemiona normalnie i z szacunkiem. Do dewiacji doszło mi. w wyprawach arktycznych bo tam nie ma transportu plemiennych gratów jak normalnie tylko wyścig do bieguna. Nie dość że sam wyścig chory w założeniu to występuje na terenie skąpym w żywność i prowadzi do wybijania części zaprzęgu po częściowym zużyciu zapasów (sanie stają się lżejsze i nie potrzebują tylu psów ciągnących a jeść nie ma co) czego oczywiście nie było w życiu plemion które te psy stworzyły. Nawet w ich religiach masz karę że jak się źle zajmujesz psami to po śmierci rozszarpią i nieba nie będzie (bardzo fajny wariant - nie żebym wierzył w coś takiego ale nie mam od razu odruchu wymiotnego jak z KK/okolicą). Wyścigowo-myśliwskie charty to wyjątek coś jak walki byków (charty przez niektórych nie są uważane dokładnie za psy). W przyrodzie takie raczej nie występują (może poza wilczarzem irlandzkim i podobnymi ale to nie są psy do wyścigu). Więc jak większość wynalazków pod publikę i dla plebsu jest to chore z założenia.
|
|
1 na 1 Dragan Dargomier (5636 punktów) (zablokowany) | Odp: Syndrom Bambi |
Wszystko, co żyje, daje dowody na słuszność tez maltuzjanizmu. ****** *******
"Bierze się życie - oddaje życie. Bierze się od użycia - oddaje zużyte, rachunek czysty, sumy równiuteńkie - komu by się tam chciało o nadmiar targować". - Narcyza Żmichowska
|
|
2 na 2 | hanging_bishop (1112 punktów) | Rywalizacji wewnątrzgatunkowej to nie ma? Jest wyjątkowo silna, a jeszcze silniejsza rywalizacja wewnątrzpłciowa. Zwierzęta nie stanowią obecnie takiego zagrożenia dla ludzi jak kiedyś. Tysiące lat temu istniał kult zwierząt, bo istniał kult siły. Dzisiaj opiera się to na współczuciu, które w jakimś stopniu wypływa z chrześcijaństwa. Współczujemy słabszym. Nawet tak kulturalni ludzie jak Cicero, nie widzieli nic złego w niewolnictwie, w walkach gladiatorów... Nauka i technika umożliwiły wykorzystanie ogromnej "martwej siły", która zapewnia nam dobrobyt. Walka jednak dalej istnieje. Bardziej drapieżni, sprytniejsi górują, skupiają zasoby. Jeden pracuje fizycznie, inny gra na giełdzie, siedzi w urzędzie, czy kombinuje. Kto jest pasożytem? Niech każdy odpowie sobie na to pytanie. Zwierzęta są szczere, o ile można tak powiedzieć. Może dlatego niektórzy je tak gloryfikują.
|
|
 | 2 na 2 | hanging_bishop (1112 punktów) | Przypomniał mi się wątek z "Rodziny Soprano". Tony zabija z zimną krwią człowieka, który podpalił stajnie. To wynika - moim zdaniem - z powodu poczucia zagrożenia, a mafioso czuje je ciągle; nie zagrażają mu zwierzęta, tylko ludzie. W tym przypadku emocje posunięte są do granic absurdu, ale przez to wyraźniej widać mechanizm. Zauważyłem, że miłość do zwierząt deklarują ludzie wystawieni na rywalizację, np. pracownicy korporacji (takich jak TVN). Oni lepiej znają kopanie dołków, rzucanie kłód pod nogi, złośliwość etc.
|
|
1 na 1 | bartech (554 punktów) | Kolejnym etapem są oczywiście próby przenoszenia swojego bambistycznego postrzegania natury na zwierzęta i uniemożliwianie im odżywiania się mięsem. Póki co przynosi to takie efekty: youtu.be/-w8k7xqCxxY?t=204
|
|
1 na 1 | Jan Rylew (3965 punktów) | > Kryzys wizerunku człowieka jest znamieniem pomodernistycznego kryzysu zachodniej kultury. Stąd powrót do archaicznej sakralizacji natury i zwierząt, która była główną cechą wszelkich wierzeń animistycznych i totemistycznych. Nie tyle dowartościowuje się przyrodę i zwierzęta, lecz nade wszystko dewaluuje człowieka.Widzę to nieco inaczej. Można mówić wprawdzie o kryzysie wizerunku człowieka w naszych czasach, ale to zjawisko trwa, głównie wskutek postępującej utraty nadziei na poprawę stosunków społecznych panujących ciągle na świecie, kompromitacji głoszonych idei i upadku tzw. autorytetów, przywódców politycznych i duchowych. Podnoszenie rangi natury w tym zwierząt jest próbą dowartościowania także i człowieka, którego trzeba oceniać w kontekście naturalnego środowiska. > Wielką popularnością cieszy się dziś maksyma (fałszywie przypisywana Gandhiemu) mówiąca, że miarą wielkości i moralności człowieka jest jego stosunek do zwierząt.To oczywiście błędna teza, może być całkiem inaczej. > Nie jest sztuką kochać psa, dla którego człowiek jest kimś w rodzaju boga, jest sztuką kochać innego człowieka, który jest znacznie bardziej kapryśny i trudny w obsłudze.> Miłość wobec istot słabszych i mniej inteligentnych przychodzi nam łatwo, w przeciwieństwie do miłości wobec równych nam.Miłość jest tutaj chyba zbyt wielkim słowem. Wzajemne przywiązanie jest łatwiejsze w przypadku układu Człowiek - pies lub człowiek - koń, stosunki między ludźmi, patrnerami na wspólnej drodze życiowej są bardziej skomplikowane i wymagają pewnych cech i wysiłku obu stron. > Himalajami moralności jest natomiast to, jak traktujemy ludzi, którzy nie są nam przychylni. Stąd właśnie chrześcijańska miłość bliźniego oraz kochanie także nieprzyjaciół to najwyższy miernik wielkości moralnej i cywilizacyjnej społeczeństw. Dlatego, że jest to rzecz najtrudniejsza.Chrześcijańska miłość bliźniego to dobry wzorzec dla ludzkości, ale niezwykle trudny do naśladowania. Dlatego pod "miłość" podstawiłbym zauroczenie osobowością i mądrością niektórych ludzi, których mamy szczęście spotkać na swojej drodze, a w innych przypadkach raczej szacunek i wyrozumiałość dla wad i niedoskonałości innych. "Kochanie nieprzyjaciół" wydaje się kategorią wykraczającą jeszcze poza ludzką wyobraźnię i moralność. Zatem można tylko zastanawiać się nad zastępczymi definicjami "kochania" i "nieprzyjaciela". > Można zauważyć, że szczególny nacisk na miłość wobec idealizowanych zwierząt bardzo często idzie w parze z nienawiścią wobec demonizowanego człowieka, który przedstawiany jest jako plaga biednej umęczonej Ziemi. >Miłość wobec zwierząt staje się dziś formą maskującą antyhumanizm, staje się wygodną formą eskapizmu od trudnych relacji społecznych.Sporo przesady w tym opisie, w mojej optyce są wprawdzie przypadki wskazujące na taki stan, ale dotyczy to raczej nielicznej grupy fundamentalistów idei godności zwierząt i dehumanizacji ludzi, albo ludzi którym trudno jest znależć się w takiej formacji kulturowej jaka obecnie panuje. > Zjawiska te rozkwitły na fali popularności bajki Walta Disneya o przygodach jelonka Bambi. Paul McCartney wyznał, że bajka Bambi spowodowała u niego zainteresowanie prawami zwierząt. Beatlesi spopularyzowali idealizację natury wśród pokolenia dzieci kwiatów.Opisywane zjawiska, działania i fakty przyczyniły się jednak do bardziej humanitarnego traktowania zwierząt oraz lepszego rozumienia ekosystemu i środowiska naturalnego człowieka. > Dla jasności dodam, że kocham zwierzęta. Ludzi kocham jednak bardziej.Kocha, lubi, szanuje, nie dba, nie chce, żartuje... Mój przyjaciel mawia że z kochaniem jest tak jak ze zdrowiem - nie było i nie ma  .
|
|
1 na 1 Hamerlik-Konopka (2812 punktów) (zablokowany) | >Dla jasności dodam, że kocham zwierzęta. Ludzi kocham jednak bardziej.
Latwo polubić istotę całkowicie podporządkowana i zależna, która dla naszego widzimisię skoczy w ogień, trudniej która chce iść własnymi ścieżkami, jeszcze trudniej, której ścieżki przecinają się z naszymi a bardzo trudno, która żąda abyśmy zeszli jej z drogi.
Chrześcijańskie nawolanie do miłowania wroga jest nawolaniem do nieludzkiego wysiłku.
Naturalne wroga zabija się a nie staje się mu przychylnym.
|
|
| FadeToBlack (14 punktów) | Bambinizm jest nawet gorszy od dawnego sakralizowania przyrody. Wtedy robili to ludzie żyjący wśród natury, świadomi jej mechanizmów, świadomi zagrożenia ze strony natury. Obecnie natura jest infantylnie traktowana przez mieszkańców miast zachodniej kultury, którzy naturę znają jedynie z monitora lub z opieki nad domowym zwierzątkiem a w najlepszym wypadku z safari odbytego na bezpiecznym dachu terenówki. Oni to nie są świadomi bezwzględności, amoralności natury i jej podstawowej zasady, że KAŻDY organizm, jeżeli tylko może, wyrządzi KAŻDĄ największą nawet szkodę innemu organizmowi (poza oczywiście krewniaczymi)aby uzyskać JAKĄKOLWIEK, najmniejszą nawet korzyść.
|
|
 | 1 na 1 | okragly (21676 punktów) | >Bambinizm jest nawet gorszy od dawnego sakralizowania przyrody. Nie są świadomi bezwzględności, amoralności natury i jej podstawowej zasady, że KAŻDY organizm, jeżeli tylko może, wyrządzi KAŻDĄ największą nawet szkodę innemu organizmowi aby uzyskać JAKĄKOLWIEK, najmniejszą nawet korzyść. tak Niemcy tłumaczyli napaść na nas, np Gebels mówi "Słowianie nie sa ludzmi lecz zbiorowiskiem zwierzat, największym niebezpieczeństwem ze wschodu jest otępiałość tej masy" Kapitaliści Darwinem uzasadniają, że zarabiają 1000 000/ miesiac a drugi zdycha pod mostem a my wierzymy w te brednie W indiach wmówili nietykalnym że są gorsi i oni uwierzyli, w Polsce moi przodkowie, niewolnicy, chłopi pańszczyxniani podobnie, zginali kark i calowali po rekach pana i plebana.
Ty masz w sobie więcej obcych bakterii niż własnych komórek, bez nich byś umarł. Świat żyje w symbiozie a nie bezwzględnej walce. Darwin był mądry, darwinizm jest głupi, Nie rozumiemy Darwina, jesteśmy za głupi.
szukanie raju, moim celem
|
|
|  | 1 na 1 | FadeToBlack (14 punktów) | Różnica jest tylko jedna ale zasadnicza, zwierzęta rzeczywiście nie są ludźmi natomiast ludzie są ludźmi niezależnie od grupy etnicznej a wszelkie próby odczłowieczenia (np. poprzez określenie jako zwierzęta) wybranych do likwidacji grup jest znanym chwytem socjologicznym. Powyższe nie zmienia faktu, że ludzie jako bardziej rozwinięci od zwierząt mogą jako pierwszy gatunek sprzeciwić się naturze i nie przestrzegać przytoczonej we wcześniejszym wpisie zasady natury obowiązującej wszystkie organizmy. Możemy, robimy to i powinniśmy robić - rozszerzać krąg empatii poza naturalny obszar obowiązywania czyli tylko do krewnych, rozszerzać go już nie tylko na wszystkich ludzi, co jest obecnie oczywiste, ale także na inne zwierzęta.
|
|
| |  | 1 na 1 | okragly (21676 punktów) |
twoje słowa "KAŻDY organizm, jeżeli tylko może, wyrządzi KAŻDĄ największą nawet szkodę innemu organizmowi (poza oczywiście krewniaczymi)aby uzyskać JAKĄKOLWIEK, najmniejszą nawet korzyść."
sa nieprawdziwe, elity mówia poprzez wlasna produkcje filmową; popatrz, nie masz tak żle, jak niby jest w naturze, bądź nam wdzieczny i nie buntuj sie
tymczasem jakby zrobic film z zycia tygrysa, to on ciągle śpi, tak samo z antylopy, nic nie robi tylko je, je i je (a my co? 10 godz dziennie pracy dla pana, pózniej obiad, tania rozrywka i sen)
dobrze, że ten wirus sie przypaletal, troche spokoju
szukanie raju, moim celem
|
|
1 na 1 | Lateca (4 punktów) | > Kryzys wizerunku człowieka jest znamieniem pomodernistycznego kryzysu zachodniej kultury. Stąd> powrót do archaicznej sakralizacji natury i zwierząt, która była główną cechą wszelkich wierzeń> animistycznych i totemistycznych. Nie tyle dowartościowuje się przyrodę i zwierzęta, lecz nade> wszystko dewaluuje człowieka.> Wielką popularnością cieszy się dziś maksyma (fałszywie przypisywana Gandhiemu) mówiąca, że miarą> wielkości i moralności człowieka jest jego stosunek do zwierząt. Dlaczego ma to być miernikiem> moralności, skoro jest to takie proste? Nie jest sztuką kochać psa, dla którego człowiek jest kimś w> rodzaju boga, jest sztuką kochać innego człowieka, który jest znacznie bardziej kapryśny i trudny w> obsłudze. Miłość wobec istot słabszych i mniej inteligentnych przychodzi nam łatwo, w> przeciwieństwie do miłości wobec równych nam. Ludzie coraz częściej zastępują trudne i pracochłonne> przyjaźnie z innym człowiekiem na rzecz znacznie prostszych przyjaźni ze zwierzętami domowymi. I> chętnie ulegają racjonalizacjom dowartościowującym te relacje.> Prawdziwą miarą wielkości i moralność jest to, jak traktujemy innych ludzi. Dlatego, że dobro wobec> innych ludzi kosztuje nas znacznie więcej wysiłku, niż dobro wobec zwierząt. Największymi Himalajami> moralności jest natomiast to, jak traktujemy ludzi, którzy nie są nam przychylni. Stąd właśnie> chrześcijańska miłość bliźniego oraz kochanie także nieprzyjaciół to najwyższy miernik wielkości> moralnej i cywilizacyjnej społeczeństw. Dlatego, że jest to rzecz najtrudniejsza.> Można zauważyć, że szczególny nacisk na miłość wobec idealizowanych zwierząt bardzo często idzie w> parze z nienawiścią wobec demonizowanego człowieka, który przedstawiany jest jako plaga biednej> umęczonej Ziemi. Miłość wobec zwierząt staje się dziś formą maskującą antyhumanizm, staje się> wygodną formą eskapizmu od trudnych relacji społecznych.> Zjawiska te rozkwitły na fali popularności bajki Walta Disneya o przygodach jelonka Bambi. Paul> McCartney wyznał, że bajka Bambi spowodowała u niego zainteresowanie prawami zwierząt. Beatlesi> spopularyzowali idealizację natury wśród pokolenia dzieci kwiatów.> Syndrom Bambi w 1993 naukowo opisał dr Rainer Braemer z Uniwersytetu Marburgskiego. Cechuje go> emocjonalny stosunek wobec przyrody, polegający na jej umoralnieniu oraz infantylizacji. W> prawdziwym świecie naturalnym wszystkie słabe jednostki są zadziobywane, zabijane i pożerane -> dlatego, że natura jako taka promuje propagację dobrych zestawów genetycznych, odrzucając te> bardziej nieporadne. Natura jest brutalna i bezlitosna.> Dla jasności dodam, że kocham zwierzęta. Ludzi kocham jednak bardziej.> www.icnet.pl/oferta/monitoring-i-zabezpieczenia
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|