Nie pamiętam, w której bajce czytałem o takim specjalnym pokoju w biurowcu, zwanym wyszalnią, gdzie każdy mógł się dowolnie wyszaleć. Poziom agresji wśród pracowników natychmiast opadł w pobliże zera. Również: podobno, Japończycy do "wyszalni" wkładali plastykowe figurki szefów, kierowników i dyrektorów, w celu identycznym. Czy tego nie filmowali, nie wiem, ale pomysł jakoś nieszczególnie się rozpowszechnił.
Publiczna wyszalnia ma w Polsce pewien sens, ale jego poziom oceniałbym z umiarem.
Prawdziwy Hyde Park też chyba nie wykreował żadnej znaczącej osobowości, chyba w sensie naszego forumowego ulubieńca o kulawym rozumie. .
|