Ktokolwiek pamięta rok 1989, ocet na półkach, kilometrowe kolejki przed stacjami benzynowymi i ogólny widok Polski w tamtych czasach, powinien być świadom, że cud się dokonał. Liczyliśmy na więcej. Chyba przede wszystkim na to, że będzie bardziej po ludzku, że ludzie przestaną się opluwać, robić sobie świństwa, oszukiwać się. Na tym polu ponieśliśmy sromotną klęskę. Polskie piekło stało się zasobniejsze, barwniejsze, pełne czarujących postaci w rodzaju braci Kaczyńskich, kapłanów takich jak Rydzyk, patriotów jak Jacek Kurski, Bubel i inni. Irlandzki cud zabrał nie mniej niż 20 lat. Irlandia została przyjęta do EWG w 1973 roku i stopniowo krzepł jej organizm gospodarczy. Jeszcze przez pierwsze dwa dziesięciolecia w Unii ten mały kraj był katolicką potęgą zaopatrującą angielskojęzyczny świat w katolickich kapłanów. Irlandia Północna była w ogniu walk między katolikami i protestantami. Przy tamtym, irlandzkim piekle, nasze, polskie piekło to śmiech na sali. Stopniowo Irlandczyk-katolik przestawał słuchać proboszcza, pustoszały kościoły. Prawdziwy irlandzki cud dokonał się jednak w seminariach dla duchownych, które po roku 1990 zaczęły gwałtownie pustoszeć. Dziś wyświęca się w Irlandii rocznie kilku księży, więcej księży zdejmuje sutanny niż je zakłada. Ogień w irlandzkim piekle zaczął się wypalać i przygasać. Cud się dokonał. Trudno o wątpliwości.
|