Chciałbym dorobić się racjonalnego stanowiska w sprawie Tybetu, jego autonomii lub niepodległości i roli buddyzmu lamaickiego w polityce tego kraju. Jako Polak, syn narodu długo pozostającego w zależności politycznej od sąsiadów i walczącego o niepodległość uważam, że każdy naród powinien mieć prawo do samostanowienia. Wcale to nie znaczy, że każdy, nawet najmniejszy narodek (np. kaukaski) powinien mieć swoje państwo, ale Tybet to nie Abchazja, to kraj i naród o starej historii, wielkim terytorium i licznej ludności. Problem polega na tym, że w Tybecie bardzo silne są tradycje teokratyczne. Od bardzo dawna aż do utraty niepodległości na rzecz Chin dalajlamowie byli nie tylko przywódcami religijnymi, lecz posiadali także władzę polityczną, byli monarchami absolutnymi. Władzę lokalną pełnili mnisi lamaiccy. Tak, jak nie życzę Polsce, ani sobie jako jej obywatelowi władzy absolutnej księdza Rydzyka, tak samo za nieszczęście dla Tybetu uważam powrót do dawnych porządków politycznych. Nie znam sprawy dokładnie, ale ze strzępów wiadomości, które do mnie docierają mniemam, że XIV dalajlama Tenzin Gjatso jest człowiekiem myślącym racjonalnie i nie robiłby głupstw, nawet wtedy, gdyby po swoich poprzednikach przejął władzę absolutną, ale czy to samo da się powiedzieć o jego następcach? Uważam, że Chińczycy dobrze robią nie pozwalając na odtworzenie Tybetu w jego dawnym kształcie politycznym, choć na pewno zbrodnią jest studzenie rozpalonych głów tybetańskich patriotów metodami tak drastycznymi. Tybet powinien dopracować się cywilizowanej struktury państwowej. Muszą tam istnieć partie polityczne, parlament, rząd pod kontrolą parlamentu, samorządy lokalne. Dla dalajlamy może się też znaleźć miejsce w strukturze państwa. Niech pełni rolę taką, jak król brytyjski, niech będzie głową kościoła lamaickiego, niech błyszczy na uroczystościach, przypina ordery, formalnie wręcza nominacje, ale żadnej realnej władzy!
|