 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 17-02-2008 17:51 | Miau (116 punktów) | Sens życia
3 na 3 | Większość osób, które dowiadują się o moim ateizmie, pyta: "Jaki widzisz sens w życiu?". I kiedy odpowiadam: żaden, zastanawiają się, dlaczego właściwie jeszcze nie popełniłam samobójstwa. Dla mnie jest oczywiste, że żyję, gdyż tak mi się podoba. Ale właśnie, co z ludzmi, którzy muszą dostrzegać głęboki sens, wyraźny cel w życiu? Co ja, "promując" ateizm, mogę im zaproponować ? Czy wiara w boga, patrząc z czysto egoistycznego punktu widzenia, nie pomaga? Nie mówię o żadnym konkretnym bogu, w którego de facto nie wierzy większość moich znajomych, ale o nieskonkretyzowanej istocie wyższej nadającej właśnie upragniony sens życiu (np. poprzez gawarancję życia wiecznego). Jeśli nie bóg, to co wzamian ? Miłość, dzieci, praca, własny rozwój, powiększanie majątku ? Do czego to prowadzi ? Uzależnienie, a przy stracie ból, ktow wie, czy nie samobójstwo albo pogrążanie się dla odmianny w innych nałogach (alkohol, narkotyki). Co jest lepsze dla przetrwania jednostki: wiara czy niewiara? Być może ludziom niezbędny jest stały element w życiu. Na koniec długiej listy pytań: Co byście doradzili? "Promować" ateizm czy pozostać biernym w kwestii wiary/niewiary? Nie chcemy mieć przecież nikogo na sumieniu  Pozdrawiam  | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
1 na 1 | _DJ. (400 punktów) | > Czy wiara w boga, patrząc z czysto egoistycznego punktu> widzenia, nie pomaga? Nie mówię o żadnym konkretnym bogu, w> którego de facto nie wierzy większość moich znajomych, ale o> nieskonkretyzowanej istocie wyższej nadającej właśnie> upragniony sens życiu (np. poprzez gawarancję życia> wiecznego).Nie sądzę by wiara w jakiegokolwiek boga, czy siłę wyższą dawała jakieś głębsze poczucie sensu życia. Nie zaobserwowałam by osoby, które określają się jako wierzące miały jakoś rażąco odmienne od bezwyznaniowców sensy życia. Na ogół jest wymieniana samorealizacja, szczęście itd. Tak naprawdę mało który wierzący (katolik, bo takich głownie znam) traktuje życie jako jakiś swoisty sprawdzian, który zadecyduje o tym, gdzie spędzi wieczność (w niebie, czyśćcu, czy w piekle). Przynajmniej ja nie znam nikogo takiego, więc ostrożnie wnioskuję, że osoby religijne i niereligijne nie różnią się znacząco, jeśli chodzi o deklarowane sensy życia, motywacje. Każdy chce być w pewien sposób szczęśliwy i dąży do tego, co uważa za szczęście a wiara bądź jej brak ma tutaj - na ogół - znaczenie drugorzędne. > Jeśli nie bóg, to co wzamian ?Cokolwiek zechcesz sobie ustanowić. Wybór jest Twój i tylko Twój, niczyj inny.  > Na koniec długiej listy pytań: Co byście doradzili?> "Promować" ateizm czy pozostać biernym w kwestii> wiary/niewiary? Nie chcemy mieć przecież nikogo na sumieniuŚwiatopogląd to nie jest - przynajmniej w moim odczuciu - coś, co można "promować". Do tego każdy musi dojść sam. Można kogoś zainspirować do przemyśleń, ale nigdy nie wolno podawać mu gotowych rozwiązań na tacy, czy "wtłaczać" w umysł jakichś poglądów, bo wówczas to tak naprawdę nie będzie jego światopogląd, ale światopogląd przejęty, więc i zarazem nietrwały.
|
|
 | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >osoby religijne i niereligijne nie różnią się znacząco, jeśli chodzi o deklarowane sensy życia, motywacje. Każdy chce być w pewien sposób szczęśliwy i dąży do tego, co uważa za szczęście a wiara bądź jej brak ma tutaj - na ogół - znaczenie drugorzędne.
Zdaje się, że mówisz o sensie w życiu , a nie o sensie życia jako całości. To co innego nadawać życiu sens poprzez odniesienie go do jakiegoś ponadnaturalnego, a więc pozażyciowego celu, od cząstkowych sensów w ramach życia. Szczęście jest raczej kategorią życiową. W perspektywie chrześcijańskiej chodzi raczej o zbawienie. Chociaż kto tak naprawdę wie, o co w nim chodzi?
|
|
 | | moralny "antychryst" | > Każdy chce być w pewien sposób szczęśliwy i dąży do tego, co uważa za szczęście a wiara bądź jej brak ma tutaj - na ogół - znaczenie drugorzędne. Wiara ma tu absolutnie znacznie nie tylko pierwszorzędne, ale wręcz decydujące. Do niczego w życiu nie dojdziesz, zanim najpierw w możliwość dojścia nie uwierzysz. Gdy uwierzysz, to i dojdziesz gdzie zechcesz. Problem polega na tym, że mało który Polak w to wierzy. Ogromna większość z nas, to ludzie niewierzący, zastępujący wiarę rozmaitymi religiami.
|
|
7 na 7 | Zbysław Śmigielski (8639 punktów) |
Sensem życia jest nieustanne zastanawianie się nad tym, czy sens taki w ogóle istnieje. Odebranie nam tej możliwości, albo - co gorsze - ostateczne rozstrzygnięcie, mogłoby sprawić, że wszyscy popełnilibyśmy zbiorowe samobójstwo. Powodzenia w szukaniu! .
|
|
 | | enfant (64444 punktów) | +
Krótka piłka.
|
|
 | | Draken (1 punktów) | + Kazdy powinien szukac sensu sam a nie zdawac sie na czyjes "prefabrykaty".
|
|
 | | moralny "antychryst" | > Sensem życia jest nieustanne zastanawianie się nad tym, czy sens taki w ogóle istnieje. Odebranie nam tej możliwości, albo - co gorsze - ostateczne rozstrzygnięcie, mogłoby sprawić, że wszyscy popełnilibyśmy zbiorowe samobójstwo. > Powodzenia w szukaniu! Szukanie, to nie sens życia, ale samo życie. Nie ma co się zastanawiać, jaki jest sens tych poszukiwań, bo oczywiście sensem jest możliwość znalezienia skarbu, a ryzyka nie ma żadnego.
|
|
| webmaster (moderator) | Gdyby religia była odpowiedzią na sens życia, to mielibyśmy tylko jedną i zero niewierzących. A tymczasem mamy bardzo wiele, bardzo ze sobą sprzecznych. Pod względem logicznym, samo pytanie o sens życia nie ma sensu. Sens jest tym, co określa człowiek, a wiec nie jest dany odgórnie, ale trzeba swemu życiu go nadać. Ten, kto oczekuje, że wiara da mu taki gotowy sens, podobny jest do bezrobotnego czekającego, aż pracodawca sam do niego przyjdzie z ofertą.
>Czy wiara w boga, patrząc z czysto egoistycznego punktu widzenia, nie pomaga? Branie narkotyków też może pomóc, jednak nikt nie nazwie tego rozwiązaniem problemu, jakim jest stawienie czoła życiu.
>Nie chcemy mieć przecież nikogo na sumieniu. Jakoś nie widzę, aby niewierzący tracili sens życia i zabijali się. Założenie, że ateizm jest niebezpieczny albo zły dla większości ludzi, jest nieuzasadnione, to takie wywyższanie się: Ja mogę być ateistą, ale moja babcia? Nie, ona tego nie wytrzyma.
O tym co napisałeś możesz poczytać w "Bógu urojonym", dokładnie te tematy są poruszane.
|
|
 | | dajmonion (3663 punktów) | >Pod względem logicznym, samo pytanie o sens życia nie ma sensu.
Dlaczego? Sens życia to taki jego cel, który ma dla konkretnego człowieka na tyle duże znaczenie, że daje mu siłę do przezwycieżania trudów wiażących się z urzeczywistnianiem tego celu.
>Sens jest tym, co określa człowiek, a wiec nie jest dany odgórnie, ale trzeba swemu życiu go nadać.
Poniekąd jest. Przecież także Wy racjonaliści, inspirowani między innymi myślą Nietschego, zachecacie do aktywności w życiu. Jak by nie patrzeć jest to odgórne nadawanie sensu, tyle, że w ogólnych zarysach. Samodzielne nadanie swemu życiu sensu polega w tym przypadku na indywidualnym wypełnieniu treścią tej aktywności.
Podobnie czyni Benedykt XVI. W swojej najnowszej encyklice Spe salvi pisze:"teraźniejszość, nawet uciążliwą, można przeżywać i akceptować, jeśli ma jakiś cel i jeśli tego celu możemy być pewni, jeśli jest to cel tak wielki, że usprawiedliwia trud drogi"
dajmonion
|
|
|  | | webmaster (moderator) | >Dlaczego? Sens życia to taki jego cel, który ma dla konkretnego człowieka na tyle duże znaczenie, że daje mu siłę do przezwycieżania trudów wiażących się z urzeczywistnianiem tego celu. Słowo 'konkretnego' zupełnie zmienia kontekst, z sensu życia na sens dla konkretnego człowieka.
>Poniekąd jest. Przecież także Wy racjonaliści, inspirowani między innymi myślą Nietschego, zachecacie do aktywności w życiu. Jednak nie dajemy recepty na ogólny sens życia, ponieważ czegoś takiego nie ma.
>Jak by nie patrzeć jest to odgórne nadawanie sensu, tyle, że w ogólnych zarysach. Czyli niby to samo, ale zupełnie co innego..
>Samodzielne nadanie swemu życiu sensu polega w tym przypadku na indywidualnym wypełnieniu treścią tej aktywności. Pewien grzybiarz całe życie szukał idealnego grzyba, znalazł ich miliony, ale żadnego nie zerwał, bo nie spełniał jego oczekiwań. Wtedy doszedł do wniosku, że grzybobranie nie polega na szukaniu idealnego grzyba, tylko na zrywaniu znalezionych.
|
|
| |  | | dajmonion (3663 punktów) | >>Poniekąd jest. Przecież także Wy racjonaliści, inspirowani między innymi myślą Nietschego, zachecacie do aktywności w życiu. >Jednak nie dajemy recepty na ogólny sens życia, ponieważ czegoś takiego nie ma. >>Jak by nie patrzeć jest to odgórne nadawanie sensu, tyle, że w ogólnych zarysach. >Czyli niby to samo, ale zupełnie co innego..
Może nie do końca to samo, ale też nie zupełnie co innego. Ogólnie można powiedzieć, że celem ludzkiego życia jest osiągnięcie doskonałości, także doskonałości w sensie intelektualnym, ale nie tylko, bo chodzi też o pracę nad jakością naszych relacji z innymi. Możliwe, że sens nie jest tożsamy z tak rozumianym celem, jednak wydaje mi się, że nie może istnieć sens (rozumiany ogólnie czy konkretnie) bez tak rozumianego celu.
>>Samodzielne nadanie swemu życiu sensu polega w tym przypadku na indywidualnym wypełnieniu treścią tej aktywności. >Pewien grzybiarz całe życie szukał idealnego grzyba, znalazł ich miliony, ale żadnego nie zerwał, bo nie spełniał jego oczekiwań. Wtedy doszedł do wniosku, że grzybobranie nie polega na szukaniu idealnego grzyba, tylko na zrywaniu znalezionych.
To za mało, bo grzybiarz sensem swojego życia może uczynić trucie innych grzybiarzy. Trzeba wiedzieć jakiej idei się służy.
dajmonion
|
|
| | |  | | moralny "antychryst" | >To za mało, bo grzybiarz sensem swojego życia może uczynić trucie innych grzybiarzy. >Trzeba wiedzieć jakiej idei się służy. A czym idea trucia grzybiarzy lepsza od idei zbierania grzybów? Ja tam wolę nie informować grzybiarza, że ta, której służy to za mało.
|
|
| | | |  | | dajmonion (3663 punktów) | >>To za mało, bo grzybiarz sensem swojego życia może uczynić trucie innych grzybiarzy. >>Trzeba wiedzieć jakiej idei się służy. >A czym idea trucia grzybiarzy lepsza od idei zbierania grzybów? >Ja tam wolę nie informować grzybiarza, że ta, której służy to za mało.
Chodziło mi o to, że partykularne sensy w postaci np. zbierania grzybów muszą mieć kanwę w postaci dobra osoby ludzkiej. Pełny rozwój własny i innych jest celem ludzkiego życia.
dajmonion
|
|
| | | | |  | | moralny "antychryst" | > Chodziło mi o to, że partykularne sensy w postaci np. zbierania grzybów muszą mieć kanwę w postaci dobra osoby ludzkiej. Pełny rozwój własny i innych jest celem ludzkiego życia. Tak naprawdę, to ja wiem, o co Ci chodziło, bo prawie wszystkim nam w efekcie chodzi o to samo. Tyle tylko, że nie każdy do efektu tego widzi tę samą drogę. Ja uważam, że najważniejsza na tej drodze jest wolna wola jednostki, bo wierzę w człowieka. Z Twoich słów wynika, że jesteś zdania, że jeśli innym nie powiemy co dobre, a co złe, to nie będą wiedzieli i się pozabijają. Ja w to nie wierzę. Nie wierzę, że inni mają gorsze intencje od moich. Co więcej, uważam, że dobrymi chęciami Piekło jest wymurowane. Wcale nie uważam, że wszyscy musimy zbierać grzyby dla innych i za innych. Zupełnie wystarczy, gdy każdy będzie zbierał je za siebie i dla siebie (nie będzie ani innych truł, ani sam nie pozwoli się innym otruć).
|
|
| | | | | |  | | dajmonion (3663 punktów) | >> Chodziło mi o to, że partykularne sensy w postaci np. zbierania grzybów muszą mieć kanwę w postaci dobra osoby ludzkiej. Pełny rozwój własny i innych jest celem ludzkiego życia. > Z Twoich słów wynika, że jesteś zdania, że jeśli innym nie powiemy co dobre, a co złe, to nie będą wiedzieli i się pozabijają.
Zupełnie nie. Ja uważam jedynie, że filozofowanie na temat obiektywnego sensu życia jest możliwe w przeciwieństwie do osób, które już na wstępie ucinają tego typu rozważania, co wynika jedynie z ich założeń światopoglądowych (np. egzystencjalizm).
dajmonion
|
|
| | | | | | |  | | moralny "antychryst" | > Zupełnie nie. Ja uważam jedynie, że filozofowanie na temat obiektywnego sensu życia jest możliwe w przeciwieństwie do osób, które już na wstępie ucinają tego typu rozważania, co wynika jedynie z ich założeń światopoglądowych (np. egzystencjalizm). Albo filozofia. Masz filozofować na swój, a nie innych temat. Myśląc, zrób założenie, że każdy człowiek to filozof, chociaż oczywiście to nieprawda. A wiesz dlaczego nieprawda? Właśnie dlatego, że nie każdy potrafi zrobić takie myślowe założenie. Większości wydaje się, że są lepsi od innych (no bo przecież obiektywna prawda jest taka, że ludzie się zabijają, a on nie zabija).
|
|
| | | | | | | |  | | dajmonion (3663 punktów) | >> Zupełnie nie. Ja uważam jedynie, że filozofowanie na temat obiektywnego sensu życia jest możliwe w przeciwieństwie do osób, które już na wstępie ucinają tego typu rozważania, co wynika jedynie z ich założeń światopoglądowych (np. egzystencjalizm). >Albo filozofia. Masz filozofować na swój, a nie innych temat.
Niepotrzebne ograniczenie. Filozofwać można o wszystkim o czym się chce, mogą z tego wyniknąć cenne wnioski, które mocą swojej rozumności zostana przejęte w sposób wolny przez innych.
dajmonion
|
|
| | | | | | | | |  | | morlny "antychryst" | > Niepotrzebne ograniczenie. Filozofwać można o wszystkim o czym się chce, mogą z tego wyniknąć cenne wnioski, które mocą swojej rozumności zostana przejęte w sposób wolny przez innych. Zatem kolejny raz Cię informuję, że jeśli zamierzasz w trakcie swojego filozofowania robić z człowieka wielbłąda, z grzybiarza truciciela, z Kowalskiego idiotę, a z Malinowskiego zboczeńca, to nie interesuje mnie taka filozofia. Nie interesują mnie też wnioski, które z tej filozofii płyną. Zupełnie niezależnie od tego, jak bardzo są rozumne i ilu ludzi je przyjmie.
|
|
4 na 4 | Kornowski (835 punktów) | Wg mnie pytania o sens życia są produktem znudzenia intelektualnego wynikającego z bezczynności. Zasugeruj aby nie tracili czasu na takie rozmyślania, lecz zajęli się czymś pożytecznym. I to tu i teraz, bo wszystko wskazuje na to, że świat w którym żyjemy istnieje.
Sens życia nie jest wrodzony tak jak kolor oczu czy z góry określony. Sami nadajemy sens swojemu życiu żyjąc w ten, nie inny sposób. Oczywiście nie każdy z nas ma szansę dokonać jakiegoś odkrycia ale nie zapominajmy, że ludzka społeczność jest jak żywy organizm i do jego sprawnej pracy konieczna jest sprawność wszystkich elementów. Przykładowo jak by wyglądało twoje miasto, gdyby przez miesiąc nikt nie wywoził śmieci?
|
|
3 na 3 | Scorp (5381 punktów) | >Ale właśnie, co z ludzmi, którzy muszą >dostrzegać głęboki sens, wyraźny cel w życiu? Co ja, >"promując" ateizm, mogę im zaproponować ?
>Na koniec długiej listy pytań: Co byście doradzili? >"Promować" ateizm czy pozostać biernym w kwestii >wiary/niewiary? Nie chcemy mieć przecież nikogo na sumieniu
Pytanie o sens życia jest istotne dla nas ludzi jako istot genetycznych, społecznych i myślących. Sprowadźmy go do pytania o cel życia, przyjmując, że sensowność życia oznacza realizację celu.
Jako istoty biologiczne realizujemy cele genetyczne, jako osobnicy społeczni - cele społeczne a jako myślący ludzie realizujemy cele memetyczne, w tym również religijne. Te trzy cele - powiększanie naszego udziału w puli genów, rozpowszechnianie posiadanych memów i przynoszenie korzyści naszej społeczności - w zasadzie wyczerpują listę celów, które można uznać za ważne. Celów typu samorealizacja, rozwój albo szczęście, czy dążenie do niego, do istotnych celów bym nie zaliczył, chyba że w ograniczonym zakresie, który mieści się w tych trzech istotnych, sprzyjając ich realizacji. Istotne cele, których nie można arbitralnie podważyć od wewnątrz mogą być tylko transcendentne wobec podmiotu.
Co do wiary w Boga i celów religijnych. Oczywiście pomaga, zaspokaja ludzką potrzebę teleologiczną i w tym jest wielu ludziom pomocna. Są to cele memetyczne, niekiedy konfliktujące z innymi, ale można je przy braku zrozumienia uznać za główne.
Co możesz, promując ateizm, zaproponować ludziom potrzebującym zrozumienia celu życia a opanowanym przez mem religii? Zaproponuj wiedzę. Szerszą perspektywę niż daje religia. Zrozumienie informacji dostarczanych przez naukę. Postawę otwartą wobec nauki. Nie proponuj rezygnacji z ukochanej wiary, tylko refleksję nad tym co mówią ci, którzy nie wierzą.
Promować wiedzę nie ateizm.
Pozdrowienia, szczególnie serdecznie z okazji dnia kota! Miau!!!
|
|
 | | Kornowski (835 punktów) | W sumie napisałeś to samo co ja ale w bardziej przystępny i obszerniejszy sposób.
Dodatkowo wspomniałeś o jednej bardzo ważnej rzeczy aby: zamiast lansować ateizm czy jakąkolwiek inną postawę lansujmy otwartość na wiedzę i poglądy innych. Bo nie ma różnicy kto podpala stos z bliźnim.
|
|
|  | | Scorp (5381 punktów) |
>W sumie napisałeś to samo co ja ale w bardziej przystępny i obszerniejszy sposób.
Nie, nie zgadzam sie.
Piszesz: "Wg mnie pytania o sens życia są produktem znudzenia intelektualnego wynikającego z bezczynności". Uważam, że to raczej niemądra opinia.
Dalej:"Sami nadajemy sens swojemu życiu żyjąc w ten, nie inny sposób". Napisałem właśnie odwrotnie, że sens musi nadawać coś z zewnątrz. 'Nadawanie sensu swojemu życiu' to chwyt pedagogiczny (w sensie nadawanie jako tworzenie go). Spośród dostępnych można najwyżej sobie wybrać i go realizować, zaniedbując inne. Można żyć (lub nie) według sensu a nie określać sens żyjąc. Wybacz drobiazgowość, ale sens wypowiedzi kryje się w szczegółach znaczeń.
Zgoda tylko na to, że praca na rzecz społeczności może być właściwym sensem życia.
|
|
| |  | | Kornowski (835 punktów) | Jednak byłbym skłonny że piszemy o tym samym, choć różnimy się co do szczegółów.
Napisałeś np o "celach społecznych" i trudno z tym się nie zgodzić. Sens nadaje coś z zewnątrz społeczeństwo/religia/geny itd. Lecz to co uznamy za sens życia i czy pójdziemy tą czy inną ścieżką zależy od nas samych. Możemy co najwyżej dyskutować czy wolna wola faktycznie istnieje, oraz w jak dużym stopniu jesteśmy wypadową naszych genów, doświadczeń, relacji społecznych itd. ___________
Co zaś się tyczy samego pojęcia "sens życia" to jest on wg mnie tworem syntetycznym. Ot ktoś kto nie musi się ciągle uganiać za pokarmem lub pilnować by samemu nim nie zostać spożytym może sobie pozwolić na komfort gdybań "dlaczego tu jesteśmy", "dlaczego właśnie my" "jaki to ma sens" itd. Jedyna sensowna odpowiedź to: "tak wyszło". Możemy albo przejść do porządku dziennego i spróbować skorzystać z unikalnej okazji że istniejemy, albo gdybać dalej.
|
|
1 na 1 | Kelly (2051 punktów) | >Większość osób, które dowiadują się o moim ateizmie, pyta: >"Jaki widzisz sens w życiu?". I kiedy odpowiadam: żaden, zastanawiają się, dlaczego właściwie jeszcze nie popełniłam samobójstwa. Cóż, trudno im się dziwić. >Miłość, dzieci, praca, własny rozwój, powiększanie majątku ? Do czego to prowadzi ? Uzależnienie, a przy stracie ból, ktow wie, czy nie samobójstwo albo pogrążanie się dla odmianny w innych nałogach (alkohol, narkotyki). A moim zdaniem prowadzi to do szczęścia i do spełnienia. Nie można odmawiać sobie czegoś tylko z powodu możliwości stracenia tego. Ogólnie rzecz biorąc, dla większości ateistów sensem życia jest przyjemność, którą może ono dawać. Dlatego też powinni dbać o umilanie życia innym ludziom, a przez to dawanie im powodu, motywacji i sensu życia.
|
|
| Wawrzak (3 punktów) | hmm... o istocie która gwarantuje wieczne zycie... ale czy przez to wlasnie wieczne zycie nie tracimy sensu tego co robimy tutaj z tego co wiem ludzie to raczej takie zwierzatka stadne które chca przetrwac jako gatunek.. czy to wlasnie nie natura stworzyla nas takimi zebysmy dbali o siebie o swoje dzieci zeby zostawic im wszystko co najlepsze zeby moglby budowac dalej ten swiat odkrywac nowe rzeczy. Zeby przetrwac. Zostawiajac czastke siebie na ziemi stajemy sie w pewnym sensie niesmiertelni. ALe czy warto promowac ateizm jezeli komus to pomaga wiara w boga który nad nim czuwa to niech moze tak zostanie, lepiej jest moze zwalczac instytucje która wykorzystuje tego boga.. dla siebie niszczac innych...
|
|
1 na 1 | Piotrek Karwala (451 punktów) | > Co ja, "promując" ateizm, mogę im zaproponować ?Ateista może w piątek zjeść kromkę z szynką.  A z tym sensem to dałbym sobie spokój. Można żyć "po prostu". Zwłaszcza, że sensu ni widu, ni słychu. No, chyba, że picie kawy.
|
|
| moralny "antychryst" | > Nie mówię o żadnym konkretnym bogu, w >którego de facto nie wierzy większość moich znajomych, ale o >nieskonkretyzowanej istocie wyższej nadającej właśnie >upragniony sens życiu (np. poprzez gawarancję życia >wiecznego). Jeśli nie bóg, to co wzamian ? "W zamian" Ty sama i Twoja wiara. Najlepiej w życie wieczne i przyjemne. Koniecznie z innymi ludźmi, ale niekoniecznie z Bogiem.
|
|
1 na 1 | kondziu (99 punktów) | Jesli w zyciu masz ciagle cos do zrobienia i jest to tak zajmujace ze trudno Ci znalezc czas na zastanoweinie sie nad sensem zycia, zadne wyobrazenie o bogu nie bedzie Ci potrzebne.
|
|
| kondziu (99 punktów) | Kiedys gdy sprowokowalem do rozmowy o sensie zycia pewna osobe, na pytanie "więc po co wlasciwie żyjesz" odpowiedziała mi: "a kto mi zabroni"  . Jak widac mozna zyc bez wiekszego cel, a mimo to byc zadowolonym z zycia, wystarczy ze nie uswiadamiamy sobie tego braku celu.
|
|
 | | moralny "antychryst" | > Kiedys gdy sprowokowalem do rozmowy o sensie zycia pewna osobe, na pytanie "więc po co wlasciwie żyjesz" odpowiedziała mi: "a kto mi zabroni" . Jak widac mozna zyc bez wiekszego cel, a mimo to byc zadowolonym z zycia, wystarczy ze nie uswiadamiamy sobie tego braku celu.Brak celu życia, to brak śmierci, czyli wiara w życie wieczne. Kto nam w takie wierzyć zabroni choćby podświadomie? To cel (kres) szczęśliwego życia absolutnie wystarczający i nie ma lepszego.
|
|
1 na 1 | Łukasz Domagała (4 punktów) | Ja przestałem wierzyć w boga ponieważ straciłem w wierze sensu życia. Obecne jestem nieformalnym agnostykiem,nieformalnym bo oficjalne należę do Kościoła ale nie chodzę na religię w szkole.Kilka osób z mojej klasy miało do mnie negatywny stosunek do moich przekonań.Teraz obecne właśnie szukam sensu,coś co mnie by pchało do życia,oczywiście nie mam samobójczych myśli.Teraz zdaję maturę ale potem będę musiał dokonać wartości i celu w moim życiu,oczywiście każdy ma prawo dokonać wyborów i szanuję osoby które widzą sens u boga.W kwestii promowania lub nie promowania radziłbym żebyś w razie gdyby ktoś dopytywał o twoje przekonana nie ukrywał,tylko walnąć śmiało to co masz na myśli w kwestii wiary/niewiary.  Pozdrawiam
|
|
1 na 1 | MichaQ (1056 punktów) | Sens życia? Pozwolę sobie tutaj przytoczyć Bertranda Russella:
"Człowiek jest wytworem działania przyczyn, które nie zakładały celu, do jakich prowadziły. Jego pojawienie się i rozwój, jego nadzieje i obawy są jedynie rezultatem przypadkowych powiązań między atomami. Żaden płomień, heroizm, intensywność myśli i uczuć nie są w stanie podtrzymać i przedłużyć życia jednostki poza grób. Cały wysiłek stuleci, poświęcenie, inspiracja, cały blask ludzkiego geniuszu skazane są na zagładę wraz ze śmiercią systemu słonecznego; świątynie ludzkich osiągnięć zostanie niechybnie pogrzebana w rumowisku obróconego w gruzy wszechświata. Wszystkie te sprawy, jeśli nawet nie do końca bezdyskusyjne, są jednakże nieomal tak nieuchronne, że żadna filozofia, która je odrzuca, nie może mieć nadziei na przetrwanie. Tylko w obrębie struktury tych prawd, tylko wsparte na stałym fundamencie niezachwianej rozpaczy, może być od tej chwili budowane bezpieczne domostwo dla ducha"
Oczywiście mogę mówić tutaj tylko za siebie i odpowiedzieć na pytanie o sens życia tylko tak, jak ja sam ów sens pojmuję. Nie zabiłbym się, bo życie jest jedyną pewną wartością, jaką posiadam. Poza tym osoby, które zadają ateiście pytanie, czemu się nie zabił, są primo cyniczne, a secundo nie uwzględniają instynktu samozachowawczego. Cel i sens swojego życia człowiek nadaje sobie sam. Nicość, powstała po odrzuceniu wiary, jest warunkiem niezbędnym do twórczego życia! Jak to powiedział Nietzsche: "Śmierć Boga czyni możliwym nadczłowieka". Szczęście? Na początek wypadałoby zdefiniować szczęście. Władysław Tatarkiewicz podał taką definicję: Szczęście to trwałe, pełne zadowolenie z życia jako całości. Oczywiście osiągnięcie szczęście tak pojętego, jest nierealne. Tylko takie ujęcie można przyjąć za definicję, bo cóż to za szczęście, które nie będąc ani pełne, ani trwałe, jest tylko zadowoleniem z krótkiego okresu czasu? Aby konstrukcja była trwała trzeba ją stawiać na mocnych i pewnych fundamentach. Jakie to będą fundamenty? Jest niezaprzeczalnym faktem to, że jesteśmy oraz to, że żyjemy. Życie jest najpewniejszą wartością! Miłość, pieniądze, zmysłowa rozkosz, sława? Są to rzeczy zbyt niepewne, zbyt od naszej woli niezależne, aby czynić z nich fundament naszego szczęścia. Uważam, że najpewniejszym sposobem osiągnięcia szczęścia jest samorealizacja. "Człowiek jest liną rozpiętą między zwierzęciem i nadczłowiekiem, liną ponad przepaścią." Możemy czerpać niesamowitą satysfakcję z pracy włożonej w siebie. "Cóż jest szczęściem? - uczucie, że moc rośnie, że przełamuje się opór". Człowiek dostał szanse życia i, moim skromnym zdaniem, ma moralny obowiązek wykorzystania całego swojego potencjału ku pożytkowi swojemu, i przy okazji ku pożytkowi zbiorowości, w której żyje.
|
|
 | | Scorp (5381 punktów) | >Sens życia? Pozwolę sobie tutaj przytoczyć Bertranda Russella: >"Człowiek jest wytworem działania przyczyn, które nie zakładały celu, do jakich prowadziły.
W cytacie z Russela i w Twoim określeniu celu życia, słowo to zostało użyte w sensie bardziej humanistycznym, jako coś zamierzonego, planowanego, pożądany stan docelowy. Rzeczywiście, procesowi ewolucji nie można przypisać takiego celu, natomiast człowiekowi albo innej myślącej i świadomej maszynie - tak. W tym ludzkim znaczeniu celem może być wszystko, co się zechce, tylko że to nie jest cel istotny.
Ale stosuje się też inne, bardziej materialistyczne znaczenie określenia cel istnienia albo działania, cel jako racja istnienia, jako funkcja do wykonania. W tym znaczeniu celem kółka w przekładni jest przeniesienie napędu do sąsiedniego kółka a celem produktów bezcelowej z natury rzeczy ewolucji (czyli nas) jest realizacja selekcji genetycznej, czy jakoś tak. Kółko zębate z uszkodzonymi zębami traci sens istnienia w konstrukcji i ląduje na złomie, człowiek po wyczerpaniu zdolności reprodukcyjnych też wraca do recyklingu.
Dlatego tylko cele materialistyczne uznać należy za istotne i nadrzędne, cele humanistyczne nie. Ponad naszym życiem jest ewolucja, której ślepe manipulacje wytworzyły geny, które z kolei wytworzyły nas - a nasze osobiste przyjemności w rodzaju szczęścia, samorealizacji i innych własnych pożytków są tylko malunkami na konstrukcji tych procesów.
Istotnym celem może być też walka z tymi wielkimi procesami, co właśnie robimy, usiłując zrozumieć o co tu komu chodzi. -
|
|
|  | 3 na 3 | Kupc (111 punktów) | Nie istnieje coś takiego jak uniwersalny sens życia, to termin pozorny, nieprawdziwy. Katolicy uważają, że sensem życia jest osiągnięcie życia wiecznego w raju P: . Więc moje pierwsze pytanie brzmi, jaki jest sens bezkresnej egzystencji??? heh. Co dzieje się z wolną wolą w raju, i co za tym idzie, naszą wolnością. Czym zajmują się dusze w raju? przez całą nieskończoność, i po co? Czy w ogóle posiadamy wolną wolę, przecież bóg wszystko zaplanował za nas, skoro tak to czy mamy wybór czy trafimy do piekła czy do raju, czy po prostu bóg stworzył złych i dobrych ludzi a ich życie jest zdeterminowane?! Często słyszę na to, że mamy wolną wolę, ale bóg wie jakiego wyboru dokonamy, przewidział to wszystko, czy zatem sam nie podlega przeznaczeniu? Sami wyciągnijcie wnioski, takich pytań można postawić bardzo wiele, wiele z tych, które przytoczyłem to cytaty. Pytania te są banalne, bo racjonalna odpowiedź na nie jest oczywista, bawi mnie samo rozważanie tej kwestii, to tak jakby zastanawiać się nad materialnym istnieniem latających reniferów czy króliczka wielkanocnego P: . Sorry za chaos w mojej wypowiedzi, przeczytałem topic i poczułem nieodpartą potrzebę wtrącenia swoich 5 gr. heh. Aha i jeszcze jedno chciałem dodać, pojęcia takie jak: bóg, sens życia, uniwersalna sprawiedliwość,wiara ,raj ,los, przeznaczenie, celowość egzystencji, wolność,wieczne szczęście, św. Mikołaj, latające renifery i króliczek wielkanocny - to pojęcia pozorne, służące ludziom jako narzędzia do odrzucania brutalnej rzeczywistości. Produkuje je podświadomość, albo nieświadomość (ten termin bardziej przypadł mi do gustu), która jest częścią naszego instynktu samozachowawczego, a może nawet to jedno i to samo, heh tak myślę . Podświadomość to instynkt samozachowawczy. I to na razie tyle, jak wymyślę coś jeszcze to napiszę. Pozdrawiam wszystkich. Fajny ten serwis, szacunek dla jego twórców.
|
|
|  | | MichaQ (1056 punktów) | Wie Pan, nie wychodzę w świat idei. Próbuje operować na tym, co najpewniejsze i bezpośrednio dane. Ewolucja i inne wielkie procesy nie tyczą się jednostki bezpośrednio, ponieważ są to procesy zbyt wolne i długotrwałe. W przeciągu swojego życia człowiek nie jest w stanie np. doświadczyć ewolucji, a samo bycie Dasein, jeśli używać terminologii Heideggera, jest częstokroć nic nie znaczące w dziejach świata. Jednak wątek autora dotyczył skali mikro, a nie makro. Człowiek, będąc zdeterminowany przez przyrodę, jest jednocześnie skazany na wolność, na codzienne podejmowanie decyzji, dotyczących zarówno swojego obecnego położenia, jak i swojego całego życia. Ludzie rodzą się i muszą coś ze swoim życiem zrobić. Powtarzam: sprowadzanie wielkich procesów do życia jednostki jest ex definitione błędne, bo te procesu nie tyczą się bezpośrednio jednostki.
|
|
| |  | | Scorp (5381 punktów) | >Wie Pan, nie wychodzę w świat idei. Próbuje operować na tym, co najpewniejsze i bezpośrednio dane. Ewolucja i inne wielkie procesy nie tyczą się jednostki bezpośrednio, ponieważ są to procesy zbyt wolne i długotrwałe. W przeciągu swojego życia człowiek nie jest w stanie np. doświadczyć ewolucji, a samo bycie Dasein, jeśli używać terminologii Heideggera, jest częstokroć nic nie znaczące w dziejach świata. Jednak wątek autora dotyczył skali mikro, a nie makro. Człowiek, będąc zdeterminowany przez przyrodę, jest jednocześnie skazany na wolność, na codzienne podejmowanie decyzji, dotyczących zarówno swojego obecnego położenia, jak i swojego całego życia. Ludzie rodzą się i muszą coś ze swoim życiem zrobić. Powtarzam: sprowadzanie wielkich procesów do życia jednostki jest ex definitione błędne, bo te procesu nie tyczą się bezpośrednio jednostki.
Ciekawe, z jakiego to rozumowania wyszło Ci, że sprowadzanie wielkich procesów do życia jednostek jest błędne? I to ex definitione? Z jakiej to definicji?
Procesy dziejowe duże i małe, wpływają na życie każdego człowieka. Weźmy trzy całkowicie różne procesy. Proces biologiczny epidemii jakiejś zarazy. Ludzie, którzy ją przeżyją, będę bardziej uodpornieni. Proces cywilizacyjny postępu technicznego: ludzie, którzy go doznają będą postępować inaczej niż sąsiedzi, bo będą mieli inne warunki życia, higieny, pracy, odpoczynku. Proces memetyczny: infekcja memu, na przykład religijnego, wpływa na postępowanie całych społeczności i poszczególnych jednostek też.
Na konkretną jednostkę w czasie jej życia ewolucja wpływu nie ma ale na to, jaka ta jednostka będzie, gdy się urodzi - ma. W przeciągu swego życia człowiek doświadcza więc skutków działania wielkich procesów, w tym również ewolucji, w ten sposób że procesy te determinują jego możliwości, wybory, decyzje ponieważ po prostu tworzą go w tej postaci i właściwościach jakie ma. Jest rezultatem tych procesów, również jako podmiot decyzji.
Na koniec: wątek autora dotyczył sensu życia pojedynczej osoby, ale kiedy autor włączył do tematu postać Boga, to rozszerzył dyskusję na zakres super makro, więc odpowiedź zahaczająca o procesy ewolucyjne mieści się w temacie. I chyba na tę sprawę trzeba tak szeroko patrzeć, bo spoglądając tylko na koniec nosa można zobaczyć najwyżej, co z tego nosa kapie.
|
|
| | |  | | MichaQ (1056 punktów) | > Procesy dziejowe duże i małe, wpływają na życie każdego człowieka. Weźmy trzy całkowicie różne procesy. Proces biologiczny epidemii jakiejś zarazy. Ludzie, którzy ją przeżyją, będę bardziej uodpornieni. Proces cywilizacyjny postępu technicznego: ludzie, którzy go doznają będą postępować inaczej niż sąsiedzi, bo będą mieli inne warunki życia, higieny, pracy, odpoczynku. Proces memetyczny: infekcja memu, na przykład religijnego, wpływa na postępowanie całych społeczności i poszczególnych jednostek też.> Na konkretną jednostkę w czasie jej życia ewolucja wpływu nie ma ale na to, jaka ta jednostka będzie, gdy się urodzi - ma. W przeciągu swego życia człowiek doświadcza więc skutków działania wielkich procesów, w tym również ewolucji, w ten sposób że procesy te determinują jego możliwości, wybory, decyzje ponieważ po prostu tworzą go w tej postaci i właściwościach jakie ma. Jest rezultatem tych procesów, również jako podmiot decyzji.Tutaj przyznaje Panu rację  > Na koniec: wątek autora dotyczył sensu życia pojedynczej osoby, ale kiedy autor włączył do tematu postać Boga, to rozszerzył dyskusję na zakres super makro, więc odpowiedź zahaczająca o procesy ewolucyjne mieści się w temacie. I chyba na tę sprawę trzeba tak szeroko patrzeć, bo spoglądając tylko na koniec nosa można zobaczyć najwyżej, co z tego nosa kapie.Tutaj się nie zgadzam, a ściślej mówiąc, inaczej interpretuje. Albert Camus w swojej wersji filozofii egzystencjalnej podawał rozwiązania dla pojedynczego człowieka. Co więcej, każda dotychczasowa filozofia etyczna mówiła jak "człowiek" żyć powinien. Były to propozycje skierowane do wszystkich i zarazem do każdego z osobna. Trzeba pamiętać, że społeczeństwa składają się z jednostek, a nie odwrotnie.
|
|
| |  | | moralny "antychryst" | > W przeciągu swojego życia człowiek nie jest w stanie np. doświadczyć ewolucji... Ciekawe, czego doświadcza ewoluując z płodu w dziecko, z dziecka w człowieka dojrzałego, starca, a potem zmarłego. Ciekawe, czego oprócz ewolucji i rewolucji doświadcza w życiu każdy człowiek i w czym oprócz ewolucji i rewolucji uczestniczy.
|
|
| | |  | | MichaQ (1056 punktów) | > > W przeciągu swojego życia człowiek nie jest w stanie np. doświadczyć ewolucji...> Ciekawe, czego doświadcza ewoluując z płodu w dziecko, z dziecka w człowieka dojrzałego, starca, a potem zmarłego. Ciekawe, czego oprócz ewolucji i rewolucji doświadcza w życiu każdy człowiek i w czym oprócz ewolucji i rewolucji uczestniczy.Oczywiście tego rodzaju ewolucji doświadczy, jednak ja pisałem o ewolucji biologicznej  Przecież w ciągu swojego krótkiego życia człowiek nie doświadczy powstania nowego gatunku. Oczywiście człowiek jest do pewnego stopnia zdeterminowany prawami przyrody, prawem państwowym, obyczajami itd. Mimo wszystko jednostka ma zawsze pewną swobodę poruszania się. Co więcej, śmiem twierdzić, że ma ona znaczący wpływ na koleje swojego życia. Wybór szkoły, wykształcenia, zawody, czy recepty na szczęście w dużym stopniu zależy od człowieka. Oczywiście wcześniej musi on uwzględnić wszelakie determinizmy.
|
|
| | | |  | | moralny "antychryst" | > Oczywiście tego rodzaju ewolucji doświadczy, jednak ja pisałem o ewolucji biologicznej Przecież w ciągu swojego krótkiego życia człowiek nie doświadczy powstania nowego gatunku.Rozwój pojedynczego człowieka to też biologiczna ewolucja. Co więcej, bez niej nie byłoby rozwoju gatunku. Ewoluuje wszystko (nie tylko każdy element Wszechświata i cały Wszechświat, ale także nauka) i do ewolucji potrzebny jest czas. > Oczywiście człowiek jest do pewnego stopnia zdeterminowany prawami przyrody, prawem państwowym, obyczajami itd.Niczym oprócz praw przyrody i wolnej woli zdeterminowany nie jest. > Mimo wszystko jednostka ma zawsze pewną swobodę poruszania się.Nie pewną, ale pełną. Oczywiście w ramach praw natury. > Co więcej, śmiem twierdzić, że ma ona znaczący wpływ na koleje swojego życia. Wybór szkoły, wykształcenia, zawody, czy recepty na szczęście w dużym stopniu zależy od człowieka. Oczywiście wcześniej musi on uwzględnić wszelakie determinizmy.Tylko wynikające z praw natury. Gdy urodzi się bez nóg, maratończykiem raczej nie będzie. Gdy nie ma talentu, to niczego nie skomponuje itd..Każdy z nas ma znaczący wpływ na swoje życie, ale też każdy uczestniczy w ewolucji.
|
|
| | | | |  | | MichaQ (1056 punktów) | >Rozwój pojedynczego człowieka to też biologiczna ewolucja. Co więcej, bez niej nie byłoby rozwoju gatunku. Ewoluuje wszystko (nie tylko każdy element Wszechświata i cały Wszechświat, ale także nauka) i do ewolucji potrzebny jest czas.
Ja wiem, że panta rei, ale darwinowska ewolucja ma wpływ na to, jaki dany człowiek będzie w momencie narodzenia, ale nie zmieni jego życia jednostki. Jest to proces zbyt długotrwały.
>Niczym oprócz praw przyrody i wolnej woli zdeterminowany nie jest.
Nie bierze Pan pod uwagę wpływu społecznego i procesu wychowania dziecka.
>Tylko wynikające z praw natury. Jak wyżej. Trzeba uwzględnić warunki społeczne.
Gdy urodzi się bez nóg, maratończykiem raczej nie będzie. Gdy nie ma talentu, to niczego nie skomponuje itd..Każdy z nas ma znaczący wpływ na swoje życie, ale też każdy uczestniczy w ewolucji.
Jeśli nie skorzysta z możliwości jedzenia, umrze z głodu. Jeśli nie pójdzie na studia, nie będzie miał wykształcenia itd.
|
|
| | | | | |  | | moralny "antychryst" | >Jeśli nie skorzysta z możliwości jedzenia, umrze z głodu. Jeśli nie pójdzie na studia, nie będzie miał wykształcenia itd. Przecież nikt nie ma co do tego wątpliwości. Czego człowiek nie zrobi, nie będzie robione, a jeśli nie będzie żył (nic robił), to umrze. I o tym właśnie piszę: sensem życia jest samo życie (działanie i współdziałanie, a to też ewolucja). Nie mogę też zaprzeczyć, że to FATALNIE dla jednostki, jeśli zdeterminowana zostanie do czegokolwiek innego. Całkowicie obojętne jest przy tym, czy jej sprzeczny z naturą sposób myślenia (a więc i sens życia) zdeterminowany zostanie przez geny, wychowanie, religię, jakiś autorytet, czy cokolwiek innego.
|
|
| | | | | | |  | | MichaQ (1056 punktów) | > Przecież nikt nie ma co do tego wątpliwości. Czego człowiek nie zrobi, nie będzie robione, a jeśli nie będzie żył (nic robił), to umrze. I o tym właśnie piszę: sensem życia jest samo życie (działanie i współdziałanie, a to też ewolucja). Nie mogę też zaprzeczyć, że to FATALNIE dla jednostki, jeśli zdeterminowana zostanie do czegokolwiek innego. Całkowicie obojętne jest przy tym, czy jej sprzeczny z naturą sposób myślenia (a więc i sens życia) zdeterminowany zostanie przez geny, wychowanie, religię, jakiś autorytet, czy cokolwiek innego.Skoro uważa Pan, że życie jest celem samym w sobie, to ja nie wiem, o co my sie kłócimy  Mam na ten temat poglądy stoicko-nietzscheańskie. Przy czym uważam, że człowiek powinien w jak największym stopniu zrealizować potencjał, który tkwi w jego życiu. Rozwój życia - o to mi chodzi.
|
|
| | | | | | | |  | | moralny "antychryst" | > Skoro uważa Pan, że życie jest celem samym w sobie, to ja nie wiem, o co my sie kłócimy  Przecież się nie kłócimy, tylko wymieniamy poglądy?! Sensem życia jest życie, a nie celem. Jak wszyscy wiemy, jego celem jest śmierć ciała. Co do duszy, to tego już nie wiemy, więc to zależy od indywidualnie wybranej wiary. > Mam na ten temat poglądy stoicko-nietzscheańskie. Przy czym uważam, że człowiek powinien w jak największym stopniu to zrealizować potencjał, który tkwi w jego życiu. Rozwój życia - o to mi chodzi.Potencjał tkwiący w życiu i w nim samym. W tej sprawie, nasze poglądy są IDENTYCZNE. Tyle, że uważam, iż jest to pogląd wszystkich prawdziwych filozofów (a także innych naukowców i wielu prostych ludzi), a nie tylko stoików i Nietzschego.
|
|
| | | | | | | | |  | | MichaQ (1056 punktów) | > Przecież się nie kłócimy, tylko wymieniamy poglądy?! Sensem życia jest życie, a nie celem. Jak wszyscy wiemy, jego celem jest śmierć ciała. Co do duszy, to tego już nie wiemy, więc to zależy od indywidualnie wybranej wiary.Słowo "kłótnia" proszę potraktować przez palce, tak półżartem, półserio. To jest taki mój nawyk  > W tej sprawie, nasze poglądy są IDENTYCZNE. Tyle, że uważam, iż jest to pogląd wszystkich prawdziwych filozofów (a także innych naukowców i wielu prostych ludzi), a nie tylko stoików i Nietzschego.Tutaj mógłbym się nie zgodzić tylko z kwestią prostych ludzi. Zauważyłem (to jest całkowicie subiektywny osąd), że w społeczeństwa wielu krajów składają się z ludzi, których jedynym celem jest dobrobyt i spokój (Nietzsche nazywał ich nihilistami). W Polsce mamy naszych sporą grupę katolików, którzy za przeproszeniem leją na nauczanie Kościoła, zwłaszcza w kwestii etyki seksualnej. Nietzsche mówił: "Nadchodzi wielka fala nihilizmu", Ortega y Gasset pisał o buncie mas, Spengler o zmierzchu Zachodu, a wcześniej Hegel, Comte, a nawet nasz Norwid czarno widzieli przyszłe społeczeństwa. Nietrafione przypuszczenia? Nie wydaje mi się. Socjolodzy mówią o mcdonaldyzacji, a McLuhan przewidział globalną wioskę. Poza tym mamy wolny rynek, czyli kapitalizm. Jakie tego są skutki uboczne? Wzrost postaw konsumpcyjnych, dehumanizacja człowieka. Celem staje się nie realizacja pełni własnych możliwości życiowych (intelektualnych, fizycznych itd.), ale zysk i dorobienie się majątku. Wszyscy ludzie powinni dogłębnie uświadomić sobie dwa cytaty z Nietzschego: "Bóg umarł" i "Człowiek jest czymś, co pokonanym być powinno. Wszystkie zwierzęta stworzyły coś ponad siebie. Chcecie do zwierzęcia powrócić niż człowieka pokonać?".
|
|
| | | | | | | | | |  | | moralny "antychryst" | > Słowo "kłótnia" proszę potraktować przez palce, tak półżartem, półserio. To jest taki mój nawyk  Pewnie, że tak traktuję. Ta uwaga była na wszelki wypadek, bo tu są tacy, którzy mają za złe, gdy się z nimi rozmawia. Zdaje się, że należy ograniczyć się do potakiwania. > Tutaj mógłbym się nie zgodzić tylko z kwestią prostych ludzi.> .... których jedynym celem jest dobrobyt i spokój.Że jest celem, to dobrze. Źle, jeśli poza tym nie są niczym zainteresowani, bo wtedy w gruncie rzeczy oczekują tego spokoju i dobrobytu od innych. Na pewno nie wszyscy prości ludzie mają takie oczekiwania. > W Polsce mamy naszych sporą grupę katolików, którzy za przeproszeniem leją na nauczanie Kościoła, zwłaszcza w kwestii etyki seksualnej.A mnie się wydaje, że gdyby lepiej lali na nauki Kościoła, a mniej na siebie wzajemnie i całą resztę społeczeństwa, to może wcale nie byłoby gorzej, tylko lepiej. Moim zdaniem, do tego, żeby człowiek mógł się doskonalić i doskonalił, trzeba mu wpoić parę moralnych zakazów i nic więcej. Zamiast tego, Kościół wpaja całą etykietę dobrego postępowania i dobrych uczynków, a wszystkie te uczynki mają służyć Kościołowi, a nie katolikowi i społeczeństwu. Oczywiście w Dekalogu podane są moralne zakazy uznawane przez ogół społeczeństwa, ale nawet on podawany jest wiernym jak informacja co można dobrego zrobić dla Kościoła, a nie czego złego nie wolno robić bliźniemu. Uważam, że nawet zasadę "nie rób drugiemu co Tobie nie miło" należałoby zmienić, wykreślając z niej drugie "nie". Moim zdaniem Kościół nie jest żadną specjalną "akademią etyki". Raczej instytucją a-wychowania. > ..a nawet nasz Norwid czarno widzieli przyszłe społeczeństwa.Też czarno widzę, ale spora w tym zasługa chrześcijańskich kościołów, wychowujących ludzi w duchu przeciwnym chrześcijaństwu. > Poza tym mamy wolny rynek, czyli kapitalizm. Jakie tego są skutki uboczne? Wzrost postaw konsumpcyjnych, dehumanizacja człowieka.Katolicyzm to jedna wielka instytucja wychowująca konsumentów: uczy, że wystarczy się modlić, żeby mieć wszystko, czego się zapragnie. Mamy wolny rynek ludzi o postawach konsumenckich. Im ktoś większy ma apetyt, tym lepiej mnoży swój kapitał. > Celem staje się nie realizacja pełni własnych możliwości życiowych...Tylko realizacja wymogów jedynego boga, którym dla jednych jest duszpasterz, a dla drugich mamona. > "Bóg umarł" i "Człowiek jest czymś, co pokonanym być powinno. Wszystkie zwierzęta stworzyły coś ponad siebie. Chcecie do zwierzęcia powrócić niż człowieka pokonać?".Podzielam myśli zawarte w tych cytatach, pod warunkiem, że "Bóg" oznacza w nich Jezusa lub Lenina, a "człowiek" baranka jakiegokolwiek pasterza. Najwyższa pora wszystkich i wszystko przywrócić na właściwe miejsce.
|
|
| Miau (116 punktów) | Dzięki z wszystkie odpowiedzi. Dyskusji z mojej strony rozpoczętej nie będzie, gdyż zasadniczo nie ma o czym. Zgadzam się z dużą częścią opinii tu prezentowanych. Chciałabym jendak zwrócić uwagę na pewien fakt, jeśli ktoś pyta mnie o sens życia bez boga, najprawdopodobniej sam takowego by w mojej sutuacji nie dostrzegał. Dla niektórych to co nietrwałe i przemijające automatycznie traci sens. Natomiast ja zawsze twierdziłam, że wartościowym czyni życie właśnie jego kruchość  Nie chciałabym żadnego życia wiecznego, mam nadzieję, że bóg uszanuje moją decyzję. Aaaa... ktoś mówił o Dniu Kota. Duża miska mleka całkowicie zastępuje sens życia. Pozdrawiam
|
|
 | | moralny "antychryst" | > Natomiast ja zawsze twierdziłam, że wartościowym czyni życie właśnie jego kruchość  Dla mnie nie kruchość, ale przemijanie. I nie życia(ducha), ale formy jego "opakowania" (ciała) > Nie chciałabym żadnego życia wiecznego, mam nadzieję, że bóg uszanuje moją decyzję.bóg, to raczej niczego nie uszanuje, bo go nie ma. Jeśli chodzi o Boga, to on szanuje decyzję (wiarę) każdego człowieka. Twój duch przeminie, mój będzie żył wiecznie (z wszelką pewnością do śmierci ciała, a potem zobaczymy). > Aaaa... ktoś mówił o Dniu Kota. Duża miska mleka całkowicie zastępuje sens życia.Kotem najwyraźniej nie jestem, bo życie może mi zastąpić jedynie samo życie, a sens życia, to właśnie życie.
|
|
| leon | Niezbyt mi odpowiada zamienne stosowanie dwóch określeń - sensu życia i jego celu. Moim zdaniem cel życia może istnieć tylko dla jednostki, która go sobie uświadomiła i do niego świadomie dąży. Ktoś napisał, że brak celu życia oznacza brak śmierci, co zbliża się do eschatologii. Jednak w jaki sposób śmierć może być celem życia? Nie może. Najlogiczniej uważać za cel to co jednostka sobie uświadomiła i stara się zrealizować, albo przynajmniej twierdzi, że do celu dąży (np. student będący de facto leserem, mimo wszystko, nawet docierających do niego opinii otoczenia, trwający w przekonaniu, że jedzie równą drogą na szczyt, który uznaje za swój cel - można go wg mnie uznaćza posiadającego cel w życiu). Gdy przestaje do celu dążyć, a co ważniejsze traci świadomość dążenia do tego celu, można powiedzieć, że jednostka taka nie ma celu życia (albo raczej celu w życiu). Przyjmując takie rozumowanie, pozbawione podstaw zdaje się uważanie śmierci, rzeczy i tak nieuchronnej, za cel życia. Bo cel wyznacza człowiek - zaś śmierć jest od zamysłów człowieka niezależna (pomijam świadomie samobójstwo). Także śmierć jako cel w życiu odpada. A co ze śmiercią jako sensem życia? Czym sens życia różni się od celu? Według mnie cel jest czymś bardziej "namacalnym". Może to być jakieś zdarzenie, sukces, osiągnięcie czegoś. Coś co jest, do czego jednostka jest w stanie świadomie dążyć. Sens zaś to pojęcie bardziej nieuchwytne, uformowane mocno "na siłę". Żeby było, bo jest tak dziwnie, gdy go nie nie ma. To dość ludzkie. Przykład - zdziwienie tzw. "wierzących" rozmówców, gdy słyszą, że mój sens życia jest taki, że go nie ma albo że jest żaden. Uważam to za jeden z czynników składających się na siłę religii. Jednak i eschatologiczne wyobrażenia można podważyć (tu przykład chrześcijaństwa), zadając pytanie jaki jest sens życia dusz ludzkich w niebie? Przejście do następnego nieba? Stanie bliżej Pana Boga w anielskim chórku? A co jeśli Bóg jest wszędzie, lub, o zgrozo, wszystkim - gdzie wtedy jest bliżej Boga? Na tym obszarze zaczynają się pojawiać pewne sprzeczności, które dla mnie są potwierdzeniem mojego ateizmu. Ktoś może powiedzieć, że umysł ludzki nigdy nie zgłębi takich sekretów, że jest to niedostępna wiedza, którą w pełni zna Bóg. Podobnie mogli myśleć niektórzy w zamierzchłych czasach - "nigdy nie dowiemy się, dlaczego jabłko spada z drzewa" - daję sobie milimetr paznokcia (szanuję siebie) uciąć, że ktoś na pewno w ten sposób myślał. Jak to z jabłkiem bywa wiemy dzisiaj dzięki panu Newtonowi. Tak więc racjonalizm górą.  Nie ma rzeczy, której nie wyjaśni ludzka myśl. Wszystko jest kwestią czasu. Czyli bóg, taki czy też inny, jest wytworem ludzkiej myśli. Tylko i wyłącznie. Przypomnę tutaj znaną zagwozdkę - jak dostatecznie rozwinięte zwierzę, np. koń wyobrażałoby sobie boga? Komu miałby on gwarantować życie wiecznie? Koniom, psom, a może też ludziom? Masa pytań wynika stąd, zaprawdę. To dla mnie potwierdzenie słuszności ateizmu. Podobnie myślę o sensie życia. To pojęcie wytworzone przez człowieka, który takiego czegoś potrzebuje. Nie wynika z obserwacji, a raczej z wyobraźni i chęci dopisania jakiejś przyczyny do tego olbrzymiego, tajemniczego, żyjącego, świata. Podsumowując - nie ma sensu życia. Można sobie wyznaczyć cel w życiu - np. napić się jutro kawy, ew. wmawiać sobie, że jakiś tam sens jest. Ale odgórnie go nie ma i nigdy nie będzie. Na koniec cytat z genialnych Pythonów. "Well, that's the end of the film. Now, here's the meaning of life. Thank you, Brigitte. M-hmm. Well, it's nothing very special.Uh, try and be nice to people, avoid eating fat, read a good book every now and then, get some walking in, and try and live together in peace and harmony with people of all creeds and nations, and, finally, here are some completely gratuitous pictures of penises to annoy the censors and to hopefully spark some sort of controversy, which, it seems, is the only way, these days, to get the jaded, video-sated public off their f**king arses and back in the sodding cinema. Family entertainment bollocks. What they want is filth: people doing things to each other with chainsaws during tupperware parties, babysitters being stabbed with knitting needles by gay presidential candidates, vigilante groups strangling chickens,armed bands of theatre critics exterminating mutant goats - Where's the fun in pictures? Oh, well, there we are. Here's the theme music. Goodnight."
|
|
 | | moralny "antychryst" | >Niezbyt mi odpowiada zamienne stosowanie dwóch określeń - sensu życia i jego celu. Sensem życia jest samo życie. Wszyscy wiemy, że jego ostatecznym celem jest śmierć. Są to pojęcia "jakby" sprzeczne. Zamienne ich stosowanie to zwykły bełkot.
|
|
|  | | dajmonion (3663 punktów) | >Sensem życia jest samo życie.
Sensem życia nie jest samo życie, liczy sie jakość tego życia, a jakość zależy od przyjetego celu, wokół którego ogniskują się działania jednostki.
dajmonion
|
|
| |  | | moralny "antychryst" | >>Sensem życia jest samo życie. > Sensem życia nie jest samo życie, liczy sie jakość tego życia, a jakość zależy od przyjetego celu, wokół którego ogniskują się działania jednostki. Czyli sensem jest szukanie najłatwiejszej ścieżki do wygodnego życia kosztem bliźniego? Znam szczytniejsze. Nie wypaczaj mi po katolicku wszelkich idealizmów, nie wyłączając chrześcijaństwa. Zgodnie z chrześcijaństwem, życie to dar boży. Prawda? JEST wiec sensem samo w sobie, a Twoje nie jest ani lepsze, ani gorsze od mojego. Nie masz prawa wyznaczać nikomu żadnych sensów, ani celów. Wyznaczaj je sobie. Sensem mojego jest to, że się z niego cieszę, a celem śmierć, której się nie boję, bo zamierzam żyć wiecznie. Chcesz ten mój wybór ocenić lub zmienić?
|
|
| | |  | | dajmonion (3663 punktów) | >>>Sensem życia jest samo życie. >> Sensem życia nie jest samo życie, liczy sie jakość tego życia, a jakość zależy od przyjetego celu, wokół którego ogniskują się działania jednostki. >Czyli sensem jest szukanie najłatwiejszej ścieżki do wygodnego życia kosztem bliźniego? Znam szczytniejsze.
Taki wniosek nie wynika z tego co napisałem. Jakość nie jest tożsama z szukaniem najłatwiejszej ścieżki do wygodnego życia kosztem bliźniego. Życie zyskuje na jakości, jeśli się doskonali, rozwija, a wiażące się z tym zadowolenie jest skutkiem tego doskonalenia.
>Zgodnie z chrześcijaństwem, życie to dar boży. Prawda? JEST wiec sensem samo w sobie, a Twoje nie jest ani lepsze, ani gorsze od mojego.
Życie jest wartością samo w sobie, ale tylko w sensie ontycznym. Wynika to z faktu, że człowiek jest osobą stworzoną na obraz i podobieństwo Boga. Jednocześnie każdy ma za zadanie rozwijać wiedzę, rozum, pracować nad relacjami z innymi, urzeczywistniać wartości.
dajmonion
|
|
| | | |  | | moralny "antychryst" | > Taki wniosek nie wynika z tego co napisałem. Jakość nie jest tożsama z szukaniem najłatwiejszej ścieżki do wygodnego życia kosztem bliźniego. Życie zyskuje na jakości, jeśli się doskonali, rozwija, a wiażące się z tym zadowolenie jest skutkiem tego doskonalenia. No więc sensem życia jest życie z tym sensem i nie ma po co temu zaprzeczać. Mamy żyć i cieszyć się życiem. Zarówno swoim, jak bliźnich. Innych sensów nie widzę. A już szczególnie, gdy ciągle nam czegoś za mało. Jaką jakość postulujesz poprawiać? Chyba tylko materialną?
> Życie jest wartością samo w sobie, ale tylko w sensie ontycznym. Wynika to z faktu, że człowiek jest osobą stworzoną na obraz i podobieństwo Boga. A to podobieństwo każdy inaczej rozumie. Ja rozumiem jako podobieństwo TWÓRCZE. W żadne fizyczne podobieństwa nie wierzę i uważam, że w takie podobieństwo (oraz istnienie takiego Boga), mogą wierzyć tylko dzieci i niektórzy ludzie religijni (w tym wszyscy ateiści). >Jednocześnie każdy ma za zadanie rozwijać wiedzę, rozum, pracować nad relacjami z innymi, urzeczywistniać wartości. Może pośrednio. Bezpośrednio, to naszym zadaniem jest odtworzyć wszystko co zniszczymy (szczególnie zjemy) i utrzymać przy życiu wszystko co stworzymy (m.in. dzieci). I to ma nas cieszyć, a nie poszukiwanie alternatywnych wartości (np.wskazywanych przez KrK).
|
|
| | | | |  | | dajmonion (3663 punktów) | >> Taki wniosek nie wynika z tego co napisałem. Jakość nie jest tożsama z szukaniem najłatwiejszej ścieżki do wygodnego życia kosztem bliźniego. Życie zyskuje na jakości, jeśli się doskonali, rozwija, a wiażące się z tym zadowolenie jest skutkiem tego doskonalenia. >No więc sensem życia jest życie z tym sensem i nie ma po co temu zaprzeczać. Mamy żyć i cieszyć się życiem. Zarówno swoim, jak bliźnich. Innych sensów nie widzę. A już szczególnie, gdy ciągle nam czegoś za mało. Jaką jakość postulujesz poprawiać? Chyba tylko materialną?
Postuluję poprawiać na przykład jakość wypowiedzi na forum, jakość naszych relacji z innymi, żeby związki nie rozpadały się z byle powodu,...
dajmonion
|
|
| | | | | |  | | moralny "antychryst" | >>No więc sensem życia jest życie z tym sensem i nie ma po co temu zaprzeczać. Mamy żyć i cieszyć się życiem. Zarówno swoim, jak bliźnich. Innych sensów nie widzę. A już szczególnie, gdy ciągle nam czegoś za mało. Jaką jakość postulujesz poprawiać? Chyba tylko materialną? >Postuluję poprawiać na przykład jakość wypowiedzi na forum, jakość naszych relacji z innymi, żeby związki nie rozpadały się z byle powodu,... To samo postuluję. Żeby się nie rozpadały, trzeba się zrozumieć i nie podejrzewać o złe intencje. Ja Ciebie o nic nie podejrzewam. Piszę jak rozumiem Twoje słowa i jaki moim zdaniem efekt wywołałyby Twoje postulaty, gdyby się do nich zastosować.
|
|
| | |  | | dajmonion (3663 punktów) | >Nie masz prawa wyznaczać nikomu żadnych sensów, ani celów. Wyznaczaj je sobie.
No popatrz, przykład sam się nawinął. Jednym z celów Twojego życia powinno być takie formułowanie wypowiedzi na forum racjonalisty, aby zdania nie niosły ze sobą niepotrzebnego negatywnego ładunku emocjonalnego, gdyż chodzi o to aby zapewnić wszystkim spokojną i swobodną wymianę myśli, co sprzyja rodzeniu się nowych pomysłów.
dajmonion
|
|
| | | |  | | moralny "antychryst" | >>Nie masz prawa wyznaczać nikomu żadnych sensów, ani celów. Wyznaczaj je sobie. > No popatrz, przykład sam się nawinął. Jednym z celów Twojego życia powinno być takie formułowanie wypowiedzi na forum racjonalisty, aby zdania nie niosły ze sobą niepotrzebnego negatywnego ładunku emocjonalnego, gdyż chodzi o to aby zapewnić wszystkim spokojną i swobodną wymianę myśli, co sprzyja rodzeniu się nowych pomysłów. A wyobraź sobie, że jednym z celów mojego życia, jest bez żadnych negatywnych emocji, takie formułowanie wypowiedzi, aby czasem negatywne emocje zdania moje niosły. To pewnie dlatego, że zdecydowanie wolę awantury werbalne niż fizyczne. Wolę spokojne i swobodne życie, od spokojnych i swobodnych wypowiedzi na rzecz ograniczeń tej swobody i tego spokoju. Wszelkie tego typu pomysły wolę dusić w zarodku, niż sprzyjać ich rozwojowi. Tak wiec nie obrażaj się tak prędko, tylko pomyśl nad tym co mówisz.
|
|
| | | | |  | | dajmonion (3663 punktów) | > To pewnie dlatego, że zdecydowanie wolę awantury werbalne niż fizyczne. Zatem zrezygnuj też z werbalnych, będzie jeszcze lepiej 
dajmonion
|
|
| | | | | |  | | moralny "antychryst" | > >To pewnie dlatego, że zdecydowanie wolę awantury werbalne niż fizyczne.> Zatem zrezygnuj też z werbalnych, będzie jeszcze lepiej  Zatem mam bezdyskusyjnie podzielić Twoje zdanie, że nie ma nic lepszego od tego, żeby inni określili mi sens życia? Czy nie za wiele oczekujesz? A może by tak dać innym choć cień wolności? Choćby TYLKO werbalnej?
|
|
| | | | | | |  | | dajmonion (3663 punktów) | > >>To pewnie dlatego, że zdecydowanie wolę awantury werbalne niż fizyczne.> > Zatem zrezygnuj też z werbalnych, będzie jeszcze lepiej  > Zatem mam bezdyskusyjnie podzielić Twoje zdanie, że nie ma nic lepszego od tego, żeby inni określili mi sens życia? Czy nie za wiele oczekujesz? A może by tak dać innym choć cień wolności? Choćby TYLKO werbalnej?Tak, dobrze by było, gdybyś w tej kwestii (awantury werbalne) podzielił moje zdanie, ale nie dlatego, że jest moje, a dlatego, że jest rozumne. Co do wolności, to jej niezbywalnym komponentem jest rozumność i uwzględnianie obiektywnych uwarunkowań otaczającej nas rzeczywistości. Jeśli ktoś je ignoruje to popada w zniewolenie. Wolność od wszystkiego szybko zamienia się w swoje przeciwieństwo. Natura wolności i fakt istnienia obiektywnych uwarunkowań pozwala filozofować o obiektywnym sensie życia.
dajmonion
|
|
| | | | | | | |  | | moralny "antychryst" | >Tak, dobrze by było, gdybyś w tej kwestii (awantury werbalne) podzielił moje zdanie, ale nie dlatego, że jest moje, a dlatego, że jest rozumne. Rozumne jest to co racjonalne. Bezrozumne narzucanie innym własnej wiary. Będę się "awanturować", ilekroć ktokolwiek komukolwiek będzie usiłował ją narzucić, a Ty właśnie usiłujesz to robić, chociaż nie zdajesz sobie z tego sprawy. Pozytywne jest utożsamianie własnego interesu z interesem innych jednostek ludzkich. Wysoce negatywne utożsamianie się z tymi jednostkami lub całym społeczeństwem. To drugie prowadzi prościutko do pasożytnictwa (niby w interesie tych, na których się pasożytuje). Ani Tobie, ani mnie, żadna większość nie ma prawa niczego narzucić, bo dla większości dobre jest wszystko, co dobre jest dla jednostki (mniejszości). >Co do wolności, to jej niezbywalnym komponentem jest rozumność i uwzględnianie obiektywnych uwarunkowań otaczającej nas rzeczywistości. Jeśli ktoś je ignoruje to popada w zniewolenie. Wolność od wszystkiego szybko zamienia się w swoje przeciwieństwo. Zgadzam się w pełni. Nie wolno uwalniać się od interesu jednostki, bo człowiek staje się tyranem, a tyranizuje zarówno siebie, jak otoczenie. Jest w 100% zniewolony przez własne myślenie, zupełnie jakby ktoś narzucił mu je z góry. >Natura wolności i fakt istnienia obiektywnych uwarunkowań pozwala filozofować o obiektywnym sensie życia. No widzisz, jak się ładnie zgadzamy.
|
|
| | | | | | | | |  | | dajmonion (3663 punktów) | >>Tak, dobrze by było, gdybyś w tej kwestii (awantury werbalne) podzielił moje zdanie, ale nie dlatego, że jest moje, a dlatego, że jest rozumne. >Rozumne jest to co racjonalne. Bezrozumne narzucanie innym własnej wiary. Będę się "awanturować", ilekroć ktokolwiek komukolwiek będzie usiłował ją narzucić, a Ty właśnie usiłujesz to robić, chociaż nie zdajesz sobie z tego sprawy.
Nie narzucam Ci swoich przekonań, gdyż jest to niewykonalne. Przedstawiam pewien pogląd, który jest według mnie słuszny. Jeśli ktoś uważa, że jest to pogląd logiczny, wówczas uznaje go za własny. Nikogo nie powinno natomiast interesować to, w jakim stopniu jestem utwierdzony w swoim poglądzie. Jeśli przedstawiam go jako jedynie słuszną prawdę, a jednocześnie czynię to sposób kulturalny, to liczy się jedynie jakość tego co piszę, nic więcej. To o czym piszę może co najwyżej narzucić się samo mocą swojej rozumności. Poza tym nie powinieneś używać słowa wiara, bo nasza rozmowa w najmniejszym stopniu nie ma charakteru teologicznego, a ja nie jestem misjonarzem. Lepszym słowem jest tutaj 'przekonania', 'poglądy'.
dajmonion
|
|
| | | | | | | | | |  | | moralny "antychryst" | > Poza tym nie powinieneś używać słowa wiara, bo nasza rozmowa w najmniejszym stopniu nie ma charakteru teologicznego, a ja nie jestem misjonarzem. Lepszym słowem jest tutaj 'przekonania', 'poglądy'. Nie przedstawiam ani żadnych poglądów ani przekonań religijnych (tych, które znam), bo znam ich zbyt wiele. Przedstawiam jedynie te (areligijne) w które wierzę. Właśnie dlatego, że nie jestem misjonarzem, wiem że w żadne dogmaty NIE WIERZĘ. Głoszenie wszelkich dogmatów (także własnego autorstwa) uważam za narzucanie innym własnej wiary.
|
|
| | |  | | dajmonion (3663 punktów) | >Nie wypaczaj mi po katolicku wszelkich idealizmów, nie wyłączając chrześcijaństwa.
Z tego co się orientuję filozofia chrześcijańska stoi na gruncie realizmu, tak ontologicznego jak i epistemologicznego. Jeśli chodzi Ci natomiast o to, że chrześcijaństwo zachęca do realizowania pewnego ideału człowieczeństwa, to w celu uniknięcia nieporozumień należy raczej napisać, że etyka chrześcijańska jest perfekcjonistyczna.
dajmonion
|
|
| | | |  | | moralny "antychryst" | >>Nie wypaczaj mi po katolicku wszelkich idealizmów, nie wyłączając chrześcijaństwa. > Z tego co się orientuję filozofia chrześcijańska stoi na gruncie realizmu, tak ontologicznego jak i epistemologicznego. Jeśli chodzi Ci natomiast o to, że chrześcijaństwo zachęca do realizowania pewnego ideału człowieczeństwa, to w celu uniknięcia nieporozumień należy raczej napisać, że etyka chrześcijańska jest perfekcjonistyczna. Każda etyka jest perfekcjonistyczna, a chrześcijaństwo to oczywiście realizacja tej etyki. Nie mówię o chrześcijańskim wypaczaniu idei, ale katolickim (o wprowadzaniu w życie idei dokładnie przeciwnych).
|
|
 | | dajmonion (3663 punktów) | >Podsumowując - nie ma sensu życia. Można sobie wyznaczyć cel w życiu - np. napić się jutro kawy, ew. wmawiać sobie, że jakiś tam sens jest. Ale odgórnie go nie ma i nigdy nie będzie.
Moim zdaniem jest i zawsze będzie. Tym celem jest rozwijanie swojego człowieczeństwa polegajace na urzeczywistnianiu w swoim życiu takich wartości jak sprawiedliwość, prawda, męstwo, umiarkowanie, dbanie o jakość relacji z innymi i z samym sobą. Innymi słowy osobowa doskonałość.
dajmonion
|
|
|  | | moralny "antychryst" |
> Moim zdaniem jest i zawsze będzie. Tym celem jest rozwijanie.... cytat z powyżej: >...a jakość zależy od przyjetego celu..., To może zdecyduj się. Jednostka ma wolny wybór celu, czy ktoś za nią tego wyboru dokonuje, więc on JEST? Moim zdaniem, celu sobie nie wybieramy, bo jest nim w każdym przypadku śmierć (przynajmniej ciała). Sensem jest rozwój, czyli samo życie.
|
|
| |  | | dajmonion (3663 punktów) | >To może zdecyduj się. Jednostka ma wolny wybór celu, czy ktoś za nią tego wyboru dokonuje, więc on JEST?
Konkretny cel wybierasz sobie sam, ale jednocześnie ma on być taki, aby ludziom ( w tym Tobie) się dobrze żyło, a to wiąże sie z rozwijaniem swojej osobowości w takim kierunku, aby panowała uczciwość, sprawiedliwość, prawda, itp.
>Moim zdaniem, celu sobie nie wybieramy, bo jest nim w każdym przypadku śmierć (przynajmniej ciała). Sensem jest rozwój, czyli samo życie.
Życie nie jest tożsame z rozwojem, bo żyjąc możesz sie rozwijać lub degradować (narkomani).
dajmonion
|
|
| | |  | | moralny "antychryst" | > Konkretny cel wybierasz sobie sam, ale jednocześnie ma on być... Co znaczy "ma on być.."? To jest ograniczenie, przymus, czy co takiego? Bo moim zdaniem, jednostka MA PRAWO tak być wychowana, żeby rozumiała, co leży w JEJ, a wiec i wszystkich innych jednostek interesie. Moim zdaniem, w Polsce wychowywana jest w duchu dokładnie przeciwnym. Tak, by nic nie rozumiała, oprócz tego co MUSI. Zawsze dla urzędników państwa i kościoła, a czasem dla mamusi. >...taki, aby ludziom ( w tym Tobie) się dobrze żyło, a to wiąże sie z rozwijaniem swojej osobowości w takim kierunku, aby panowała uczciwość, sprawiedliwość, prawda, itp. To jest idealizm typu "niech się stanie światło". Z przykrością stwierdzam, że nie opłaca mi się być żarówką. Większości żarówek opłacać się przestało. Dlatego coraz jaśniej rozświetlają Irlandię i inne okolice. >Życie nie jest tożsame z rozwojem, bo żyjąc możesz sie rozwijać lub degradować (narkomani). Mówię o normalnym życiu, w którym jednocześnie następuje jedno i drugie. Ciało się degraduje, rozwija dusza (umysł). Mówię też o degeneratach pracujących nad degradacją umysłów dzieci i młodzieży, a następnie zgłaszających do innych pretensje, że społeczeństwo ulega degradacji.
|
|
| | | |  | | dajmonion (3663 punktów) | > >...taki, aby ludziom ( w tym Tobie) się dobrze żyło, a to wiąże sie z rozwijaniem swojej osobowości w takim kierunku, aby panowała uczciwość, sprawiedliwość, prawda, itp.> To jest idealizm typu "niech się stanie światło". Z przykrością stwierdzam, że nie opłaca mi się być żarówką. Większości żarówek opłacać się przestało. Dlatego coraz jaśniej rozświetlają Irlandię i inne okolice.Zawsze opłaca sie być żarówką, bo dzięki temu wszystkim się lepiej żyje. Gdyby wszyscy myśleli tak jak Ty, to wszędzie panowałaby ciemność, także w Irlandii. > >Życie nie jest tożsame z rozwojem, bo żyjąc możesz sie rozwijać lub degradować (narkomani).> Mówię o normalnym życiu, w którym jednocześnie następuje jedno i drugie. Ciało się degraduje, rozwija dusza (umysł). Mówię też o degeneratach pracujących nad degradacją umysłów dzieci i młodzieży, a następnie zgłaszających do innych pretensje, że społeczeństwo ulega degradacji.Ok  Teraz o tym piszesz, ale z Twojego zdania "sensem jest rozwój, czyli samo życie" to nie wynikało stąd moja uwaga.
dajmonion
|
|
| | | | |  | | moralny "antychryst" | > Zawsze opłaca sie być żarówką, bo dzięki temu wszystkim się lepiej żyje.Wszystkim oprócz żarówek. > Gdyby wszyscy myśleli tak jak Ty, to wszędzie panowałaby ciemność, także w Irlandii.Gdyby wszyscy myśleli tak jak ja, jasność panowałaby nie tylko w Irlandii, ale także w Polsce. > >Mówię o normalnym życiu, w którym jednocześnie następuje jedno i drugie. Ciało się degraduje, rozwija dusza (umysł). Mówię też o degeneratach pracujących nad degradacją umysłów dzieci i młodzieży, a następnie zgłaszających do innych pretensje, że społeczeństwo ulega degradacji.> Ok Teraz o tym piszesz, ale z Twojego zdania "sensem jest rozwój, czyli samo życie" to nie wynikało stąd moja uwaga.I stąd cała "awantura", której zresztą ja za awanturę nadal nie uważam. Cytowanego zdania nie zmieniam. Mogę tylko dodać, że ciemniactwo gasi wiele żarówek, zanim się rozświetlą. Gasi także takie, które jaśniej niż świecą, świecić już nie mogą. Ciemnocie ciągle zbyt ciemno i nic w tym dziwnego.
|
|
| | | | | |  | www.wolnyswiat.pl (97 punktów) (zablokowany) | Ciekawostką jest fakt, iż tzw. wierzących inne bóstwa, ofiary org. religijnych śmieszą, drwią z nich, pogardzają nimi, dziwią się im, że wieżą w takie bzdury-wymysły, a własne bóstwo i współofiary, wierzenia - stan - traktują absolutnie (w tym niekiedy śmiertelnie...!!!) poważnie. Nie zdają sobie sprawy z analogii... - własnej sytuacji; w tym z faktu, iż kieruje nimi instynkt stadny. Ale najważniejsze jest to, iż tak naprawdę tzw. wierzący wcale nie są wierzącymi. Ale o tym w następnym ne.
PS
Oczywiście obnoszący się z swoją wiarą, jej symbolami np. katolicy, muzułmanie będą się zapierali iż SWOJEJ JEDYNIE PRAWDZIWEJ RELIGII NIGDY SIĘ NIE WYPRĄ! - Naturalnie nie zdają sobie sprawy, że gdyby się urodzili w przeciwnych obozach to twierdziliby to samo...
"FAKTY i MITY" nr 50, 20.12.2007 r.: Nic dziwnego, skoro wyznań chrześcijańskich jest - jak podaje podręcznik - 20 800! A katolicyzm przez większość spośród 20 799 pozostałych nie jest traktowany (z uwagi na jawne sprzeczności z Biblią) nawet jak chrześcijaństwo.
PS2
Gdyby bóg istniał, to każdy by o tym wiedział, a Kościół byłby ostatnią organizacją mającą coś z tym wspólnego. Prawda, wiedza byłaby do niego drogą (a tak się składa, że nie jest, dlatego kor tak zaciekle walczyła i walczy z nią, eliminując, w tym mordując niejednokrotnie najwartościowszych ludzi) i nikt nigdy nikogo nie musiałby o tym przekonywać...(!!!) co było i jest pretekstem i powodem tylu nieszczęść, okrucieństw, zbrodni i potworności - po prostu nie istniałoby takie pojęcie. Tak jak nie ma wierzących czy niewierzących w grawitację, powietrze czy Ziemię.
To w co ty wierzysz (przecież każdy musi w coś wierzyć)?! - To pytanie b. często zadają tzw. wierzący tzw. ateistom. To tak jakby alkoholicy, nikotynowcy, narkomani pytali się abstynentów: A ty od czego jesteś uzależniony - czym się trujesz (przecież każdy musi być od czegoś uzależniony - czymś się truć)?...
Tzw. ateiści różnią się od tzw. wierzących tym, iż wszędzie mają te same racjonalne poglądy, w przeciwieństwie do wierzących, którzy mają takie, jakie są zgodne z lokalną, jedynie słuszną - prawdziwą - religią (a jest ich ponad dwieście) w przeciwieństwie do pozostałych, głupich i fałszywych...
TAK JAK ZAŻYWACZE TN, NARKOTYKÓW, ALKOHOLU DORABIAJĄ SOBIE IDEOLOGIĘ DO SWOJEGO STANU, POSTĘPOWANIA - TAK SAMO ROBIĄ TO UZALEŻNIENI OD RELIGII (KTÓRA JEST UCIECZKĄ OD RYZYKOWNEGO, RACJONALNEGO MYŚLENIA I UŁATWIA POGODZENIE SIĘ Z SYTUACJĄ). I JEDNI I DRUDZY, W TYM TACY I TACY JEDNOCZEŚNIE, WCIĄGAJĄ TEŻ, ŚWIADOMIE I MIMOWOLNIE, W TO BAGNO NASTĘPNYCH.
Trzeba w coś wierzyć. Tak: w racjonalność, w tym rzeczywistość, własną inwencję, siły, zdolności - w siebie, swoje ograniczone, ale na ogół spore - rzadko w znacznej części odkryte i wykorzystane - możliwości; twórcze działanie (w tym w zdobytą, z wiarygodnych źródeł, wiedzę - ale w rozsądnym zakresie), rozsądną współpracę (ufać innym należy w ograniczonym zakresie). Zamiast w zatruwające, wypaczające i zubażające życie brednie, oferowane przez innych, nimi, zatrutych, oraz perfidnych, oszustów - pasożytniczych wyłudzaczy, wykorzystywaczy! A zamiast religijnym trzeba być rozsądnym, racjonalnym - mądrym. I takich należy ludzi cenić.
PS
Religijność ofiar org. religijnych nigdy nie była dla nich celem samym w sobie a jedynie środkiem do osiągnięcia własnych korzyści.
Jeżeli jedni dążą takie rzeczy szacunkiem, milczą na ich temat, to inni wezmą przykład i taka postawa przyczynia się do kontynuacji takiej sytuacji!! Ci, którzy to widzą mają etyczny obowiązek pomóc pozostałym.
Społeczeństwa składają się z przeróżnych jednostek, osób pełniących różne funkcje (np. policja powinna chronić przed bezprawiem, a nie je szanować, czy tolerować, sądy karać tych, którzy działają na szkodę innych, media rzetelnie informować, w tym przestrzegać a nie zamilczać, oszukiwać, być koniunkturalne, politycy m.in. tworzyć prawo sprzyjające współpracy, rozwojowi, bezpieczeństwu itp., a nie np. organizacjom relig.).
WIęCEJ NA MOJEJ STRONIE
|
|
| | | | | | |  | | moralny "antychryst" | > Tak jak nie ma wierzących czy niewierzących w grawitację, powietrze czy Ziemię. Bo wszyscy w to WIERZĄ i nie ma żadnych przeciwwskazań (nawet wręcz przeciwnie) by wierzyli w to jak w Boga. Oczywiście bez mszy i innych ceregieli. Nie ma też przeciwwskazań, żeby to wszystko poznawali, czyli uczestniczyli w życiu i rozwoju nauki. >To w co ty wierzysz (przecież każdy musi w coś wierzyć)?! - To pytanie b. często zadają tzw. wierzący tzw. ateistom. Wiesz, też to pytanie zadaję. >To tak jakby alkoholicy, nikotynowcy, narkomani pytali się abstynentów: A ty od czego jesteś uzależniony - czym się trujesz (przecież każdy musi być od czegoś uzależniony - czymś się truć)?... Też słusznie. Można być uzależnionym od życia. Przecież tego uzależnienia nie odstawisz. >Tzw. ateiści różnią się od tzw. wierzących tym,... Od wierzących różnią się wiedzący (wszystko). Wśród jednych i drugich są zarówno teiści jak ateiści. To wiedzący są ciemni. >Trzeba w coś wierzyć. Tak: w racjonalność, w tym rzeczywistość, własną inwencję, siły, zdolności - w siebie, swoje ograniczone, ale na ogół spore - rzadko w znacznej części odkryte i wykorzystane - możliwości; twórcze działanie (w tym w zdobytą, z wiarygodnych źródeł, wiedzę - ale w rozsądnym zakresie), rozsądną współpracę (ufać innym należy w ograniczonym zakresie). Trzeba w to WIERZYĆ. Nie wolno niczego WIEDZIEĆ, czego się nie wie (nie sprawdziło).
>Jeżeli jedni dążą takie rzeczy szacunkiem, milczą na ich temat, to inni wezmą przykład i taka postawa przyczynia się do kontynuacji takiej sytuacji!! Ci, którzy to widzą mają etyczny obowiązek pomóc pozostałym. Ale nie pomagają.. >Społeczeństwa składają się z przeróżnych jednostek, Trzeba być tolerancyjnym i nie wolno tolerować nietolerancji. Ogólnie to się zgadzamy. I nie tylko my. Ale co nam z tego? >WIęCEJ NA MOJEJ STRONIE Może skorzystam, ale w ogóle, to wolę porozmawiać niż tylko czytać i także z innymi, a nie tylko z Tobą. Pozdrawiam
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|