Racjonalista - Strona głównaDo treści
Chrześcijański romans ze Śmiercią

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
27-02-2008 19:49heimdallr (99 punktów)Chrześcijański romans ze Śmiercią
Ocena 1 na 3
Witam,

Czy wszyscy chrześcijanie nie powinni wymrzeć już u początków, zaraz jak powstała ich doktryna ideologiczno-światopoglądowa? Jest to coś, co amerykańscy profesorowie nazywają "Ultimate Death Worship" - wyznawaniem śmierci w stopniu najwyższym, jako spełnienie życia doczesnego. Bo przecież czym innym jest życie po śmierci jak nie ukoronowaniem naszego życia na Ziemi - którego to znaczenie jest raz po raz przekreślane przez kler?

Skutkiem jednak tego jest okrutny wniosek - "Idźcie i rozmnażajcie się" jest przekreśleniem chrześcijańskiego ideału - prawdziwy bogobojny chrześcijanin powinien przeżyć swoje życie według nakazów Boga i nigdy nie odbyć stosunku płciowego - bo powstrzymywanie zapłodnienia to grzech a spowicie dziecka jest również złe - dając nowe życie chrześcijanin ryzykuje, że nie będzie ono wolne od grzechu i nie trafi do nieba. W związku z tym życie wszystkich chrześcijan powinno zakończyć się już w pierwszym pokoleniu - tym sposobem wszyscy oni trafiliby do nieba aby przebywać w obliczu Boga w radości i dostatku po wieki wieków, amen.

Tak czy inaczej pogarda chrześcijan dla życia doczesnego jest chora i de facto hamuje rozwój, chęć przeżywania, radość życia i ogólne zdrowe i pełne energii odczuwanie - zapaść w stagnację i powtarzanie wyjątkowo depresyjnym głosem psalmów okazuje się najlepszym przepisem na życie. Dziwi mnie, że chrześcijaństwo ma swoich filozofów i to na przestrzeni dwóch tysiącleci wcale ich nie zabrakło, jednak mimo, że "ojcowie kościoła" włożyli dużo pracy w zmienianie Pisma Świętego tak, aby usunąć wszelkie dwuznaczne czy budzące sprzeciw używających rozumu fragmenty, problem życia na Ziemi wciąż pozostaje dziurą ideologiczną, która kłóci się z innymi założeniami chrześcijańskiej ideologii.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

diogenes (42753 punktów)
>Tak czy inaczej pogarda chrześcijan dla życia doczesnego
>jest chora ...

Jest chyba odwrotnie: mnie zastanawia pogarda chrześcijan wobec głoszonej przez nich doktryny, ich eschatologiczna obłuda: panu bogu świeczkę, a sobie żarcie, żarcie, żarcie. Czy to nie dziwne, że ich bóg cały jest istnieniem, a oni cali są trawieniem?
krzat
A czyż ten kontrast nie jest zabawny - Jan Chrzciciel który łaził w szmatach i zajadał się dzikim miodem naprzeciwko kleru w złotych szatach.

W każdym razie nie rozumiem, dlaczego ciągle powstają na tym forum tematy przekazujące kolejne rewelacje o religiach i ich wyznawcach.
ra-serafin (2786 punktów)
>A czyż ten kontrast nie jest zabawny - Jan Chrzciciel który łaził w szmatach i zajadał się dzikim miodem naprzeciwko kleru w złotych szatach.
>W każdym razie nie rozumiem, dlaczego ciągle powstają na tym forum tematy przekazujące kolejne rewelacje o religiach i ich wyznawcach.

bo jest to ponad 50% tematów założonych na forum (oczywiście nie wiem czy naprawdę jest ponad 50% ale takie tematy pojawiają się najczęściej) i gdyby takie tematy nie powstawały byłoby mniej rozmowy i wymiany zdań. A chyba dobrze sobie pogadać z takimi fajnymi użytkownikami (oczywiście poza kilkoma prowokatorami zmieniających ciągle nicki)

Z przyszłością jest małe "ale" .Za każdym razem,jak się na nią spojrzysz - zmienia się,bo się na nią spojrzałeś.A to zmienia wszystko pozostałe.
zlomierz (124 punktów)
>>A czyż ten kontrast nie jest zabawny - Jan Chrzciciel który łaził w szmatach i zajadał się dzikim miodem naprzeciwko kleru w złotych szatach.
>>W każdym razie nie rozumiem, dlaczego ciągle powstają na tym forum tematy przekazujące kolejne rewelacje o religiach i ich wyznawcach.
>bo jest to ponad 50% tematów założonych na forum (oczywiście nie wiem czy na prawdę jest ponad 50% ale takie tematy pojawiają się najczęściej) i gdyby takie tematy nie powstawały było by mniej rozmowy i wymiany zdań. A chyba dobrze sobie pogadać z takimi fajnymi użytkownikami (oczywiście poza kilkoma prowokatorami zmieniających ciągle nicki)
>
Z przyszłością jest małe "ale" .Za każdym razem,jak się na nią spojrzysz - zmienia się,bo się na nią spojrzałeś.A to zmienia wszystko pozostałe.


Ciągle nowe temqty... wyszukiwrka nie jest pierwszym zauważalnym elementem forum a do tego jest blokada odswieżania starych wątków więc trudno się dziwić skoro temat jest ciągle aktualny
moralny "antychryst"
>.. prawdziwy bogobojny chrześcijanin powinien przeżyć
>swoje życie według nakazów Boga ..
I to się zgadza, ale co do reszty...
Chyba mylisz chrześcijanina z baranem, a katolicki kler z Bogiem? Mylisz też chyba kleryków z chrześcijanami? W ogóle, nie mylisz przypadkiem chrześcijaństwa z katolicyzmem?
Zaznaczam, że nie twierdzę, że wśród katolików (a nawet ich kleru) nie zdarzają się sporadycznie chrześcijanie.
sztejkat (4743 punktów)
To chyba nie tak.

Życie po śmierci, a konkretnie jego forma, jest wynikiem tego jak życie prowadzono na ziemi.

Trik z grzechem pierworodnym i całą resztą grzeszności jest bardzo sprytny. Po pierwsze nie da się po prostu umrzeć, bo zadanie śmierci, nawet sobie, czy to aktywnie, czy poprzez zaniechanie jest grzechem. Także śmierć dziecka, pozornie niewinnego, nie odeśle go do krainy wiecznej szczęśliwości - zadziała grzech pierworodny.

Po drugie, nigdy człowiek do końca nie wie jaki jest jego obecny bilans. A więc ryzyko piekła pozostaje. Śmierć to zgłoszenie się do oceny - trzask prask, nie ma już odwrotu, zmiany, poprawy.

Grzechem jest też okazywanie pogardy boskim tworom, takim jak choćby życie i prokreacja. Stąd grzeszny jest seks bez prokreacji, ale też powstrzymywanie się od ożenku z powodów innych niż służba bogu nie jest najlepiej widziane.

W chrześcijaństwie zdaje się było wiele nurtów którym daleko było od pogardy wobec życia doczesnego.

Suma sumarum, moim zdaniem się mylisz. Chrześcijaństwo nie jest kultem śmierci. Śmierć jest w nim obecna mocno, tak jak w rzeczywistości. Być może wydaje ci się, że za bardzo, jednak to dzisiejsze czasy są chyba najbardziej ślepymi na śmierć w historii. To nie tyle chrześcijaństwo skupia się na śmierci, co nasze życie codzienne ją ukrywa.

Ludzie umierają.

Chrześcijaństwo oswaja ten przykry fakt, poprzez zmianę końca w początek nowego wiecznego żywota. Podobnie jak wszystkie inne religie.


Tomasz Sztejka
gurgul (651 punktów)

>Suma sumarum, moim zdaniem się mylisz. Chrześcijaństwo nie jest kultem śmierci. Śmierć jest w nim obecna mocno, tak jak w rzeczywistości. Być może wydaje ci się, że za bardzo, jednak to dzisiejsze czasy są chyba najbardziej ślepymi na śmierć w historii. To nie tyle chrześcijaństwo skupia się na śmierci, co nasze życie codzienne ją ukrywa.
>Ludzie umierają.Chrześcijaństwo oswaja ten przykry fakt, poprzez zmianę końca w początek nowego wiecznego żywota. Podobnie jak wszystkie inne religie.

Nie do końca masz rację. Współczesne chrześcijaństwo nie jest kultem śmierci tylko dla tego, że chrześcijanie nie wiedzą w co wierzą. Pierwotne chrześcijaństwo było zarazem kultem śmierci i kultem życia, ale jeżeli zdarzały sie przegięcia to tylko w stronę śmierci. Po pierwsze sam chrzest jest symbolem śmierci. Chodzi o śmierć ziemska i powtórne narodzenie w Chrystusie, jednakże woda zawsze była symbolem śmierci. Poza tym pierwsi chrześcijanie żyli w przeświadczeniu o bliskości końca świata. Wynikał z tego jeżeli nie bezpośredni kult śmierci, to negacja życia. Św Paweł w liście do Tesaloniczan pisze : kto nie pracuje niech nie je (czy jakoś tak). Pokazuje to, że wśród społeczności chrześcijańskich byli ludzie, którzy do tego stopnia zanegowali życie doczesne, że przestali prowadzić życie zawodowe. Całe średniowiecze opiera się na kulcie śmierci. Oprócz tego mamy przecież rożnego rodzaju ascetów całkowicie rezygnujących z życia. W starożytności część chrześcijan miała pozytywny stosunek do kastracji a nawet - w skrajnych wypadkach - do samobójstwa. Rzeczywiście wszystkie religie mają do śmierci stosunek pozytywny, ale w chrześcijaństwie kult ten jest wyjątkowo silny. Oczywiście nie można zapominać, ze chrześcijaństwo to - przynajmniej w teorii - kult życia i śmierci. Żadnego bardziej, żadnego mniej.
MichaQ (1056 punktów)
Jak to mówił Nietzsche: "Chrześcijaństwo, dotychczas było największym nieszczęściem ludzkości."
Poza tym dziwi mnie jedna rzecz, którą fajnie przedstawił Dawkins w "Bogu urojonym". Dlaczego chrześcijanie boją się śmierci? Jeśli chrześcijanin wie, że dochował przykazać, to właściwie śmierć powinna być dla niego tylko nic nieznaczącym momentem, bo po nim będzie miał wieczne szczęście.
28-02-2008 20:46 
 Ocena 1 na 1
afrah (6 punktów)
> Jak to mówił Nietzsche: "Chrześcijaństwo, dotychczas było największym nieszczęściem ludzkości."

ad auctoritatem jest rodzajem słabego argumentu.Współczuje że takich musisz używać,a przecież pisałeś często takie ciekawe rzeczy

> Poza tym dziwi mnie jedna rzecz, którą fajnie przedstawił Dawkins w "Bogu urojonym". Dlaczego chrześcijanie boją się śmierci? Jeśli chrześcijanin wie, że dochował przykazać, to właściwie śmierć powinna być dla niego tylko nic nieznaczącym momentem, bo po nim będzie miał wieczne szczęście.

jak wyżej :/..Istnieje w stwierdzeniu tego słabego merytorycznie filozofa pewna nieścisłość:

mianowicie-brak empirycznych dowodów na to że wszyscy chrześcijanie boją się śmierci.wnioskowanie indykcyjne zawodzi-znam autentycznych chrześcijan którzy inaczej podchodzą do kwestii śmierci.
29-02-2008 01:48 
 Ocena 1 na 1
MichaQ (1056 punktów)
Faktycznie muszę pochylić głowę, bo rzeczywiście napisałem komentarz na przysłowiowe "odwal się", ale nie zawsze mam ochotę i możliwości do pisania wyczerpujących elaboratów, zwłaszcza na tydzień przed maturą próbną.

Jednak do rzeczy. Autor postu porusza między innymi problematykę chrześcijańskiej ascezy i samoograniczenia, które jest przez tę religię narzucane. Zanim przystąpię do wygłoszenia własnej opinii, muszę stwierdzić, że autor do pewnego stopnia jest w błędzie. Ścisłe skojarzenie asceza-chrześcijaństwo powinno przejść do lamusa. Obecna doktryna, mimo że wciąż mocno restrykcyjna w niektórych kwestiach, jak na przykład sprawa etyki seksualnej, jest znacznie bardziej łagodna niż w to w stereotypowym ujęciu się przyjmuję. Współczesna stanowisko Kościoła katolickie w sprawie człowieka opiera się, z tego co wiem, głównie na stanowisku jakim jest personalizm. Notabene, aby zobaczyć jak silny wpływ ma ten nurt filozoficzny na Kościół powszechny, wystarczy przeczytać którekolwiek z tekstów Jana Pawła II. Personalizm, którego głównymi przedstawicielami byli Mounier i Marcel, podkreśla wartość i znaczenie osoby ludzkiej w świecie. Najważniejszymi relacjami w jakich pozostaje człowiek są, według personalistów, relacje międzyludzkie, relacje z innymi osobami. Dla personalizmu nie ma rozdziału między duszą a ciałem. Obie te części natury ludzkiej są komplementarne, stanowią nieodłączny element osoby ludzkiej.
Stanowisko to radykalnie zmieniło retorykę Kościoła powszechnego. Najlepszym tego dowodem jest Katechizm Kościoła Katolickiego. Stereotypowo kojarzy się doktrynę chrześcijańską z wyrzeczeniem własnych namiętności, zaparciem samego siebie i zwróceniem się ku Bogu. Rzeczywiście coś takiego było, ale w średniowieczu. Wzorcowym przykładem takiego stanowiska etycznego jest filozofia św. Augustyna z Hippony, która była oficjalną nauką Kościoła do XI wieku. Obecnie, co bardzo wyraźnie prześwituje przez zapisy z KKK, kładzie się potężny nacisk na godność człowieka, a także na pełnię i szczerość okazywanych uczuć. Przykładowo: Kościół nie zgadza się na prezerwatywy, gdyż traktuje tzw. "bezpieczny seks" jako coś egoistycznego i niezgodnego z prawami natury, bo skutkiem aktu płciowego nie jest powstanie życia. Seks jest jak najbardziej dozwolony, ale tylko w ramach związku małżeńskiego i tylko jako połączenie mające na celu uzyskanie potomstwa. Jedynym dozwolonym środkiem antykoncepcji jest kalendarzyk małżeński. Wniosek jest taki: słowa "idźcie i rozmnażajcie się" pozostają zachowane. Kościół katolicki wyraźnie głosi, że są ludzie dzielą sie na przeznaczonych do posługi kapłańskiej oraz na tych, którym Bóg zlecił życie świeckie.
Teraz o moim oglądzie na tą sprawę. Już od długiego czasu zarzucam chrześcijaństwu primo utopijność, secundo niekonsekwencję. Błąd moim zdaniem tkwi w relacji wartości względem człowieka. Mówiąc jaśniej, wartości etyczne (miłość, altruizm, sprawiedliwość, litość, dobroć) stają się celem samym w sobie. Jest to moje subiektywne odczucie, chociaż nie pozbawione przesłanek. Wystarczy posłuchać kazań na mszach świętych lub księdza na katechezie w szkole. Wracając do tematu, będę tutaj stał murem za Nietzsche, a właściwie za moją interpretacją tego, o czym ów niemiecki filozof pisał. "Życie nie przez moralność zostało stworzone" - mawiał, a ja dodam, że moralność powinna być po to, aby życie człowiekowi ułatwić i zorganizować. Po drugie, stanowisko etyczne chrześcijaństwa kipi, moim zdaniem, brakiem szczerości i autentyzmu. Chrześcijanin robi z miłości, litości, dobroci, sprawiedliwości, a w ostateczności ze strachu przed karą boską. Twierdzę, że wszystkie postępki moralne powinny wypływać z radości życia, z rozpierającej człowieka "woli mocy". Chce ktoś być litościwy? Niech będzie, ale niech nie robi tego, dlatego że mu szkoda człowieka, ale dlatego, że rozpiera go radość życia, dlatego że po prostu ma na to ochotę. Tylko wtedy będziemy mieli do czynienia z naprawdę szczerym postępowaniem moralnym.
Jak już wspomniałem personalizm, a za nim Kościół katolicki podkreślają godność człowieka. To jest, moim zdaniem, niekonsekwencja i takową pozostanie do póty, do póki utrzymany zostanie ideał chrześcijańskiej pokory. Uważam, że ślęczenie na klęczkach w kościelnych ławkach jest wyjątkowo upokarzające. Coniedzielna modlitwa a godność człowieka to jeszcze nic, gdy weźmie się pod uwagę Środę Popielcową. "Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz" - w tym zdaniu pokazuje się raczej marność ludzkiego żywota niż jego wyjątkowość. Moim zdaniem, gdy brać całościowo nauczanie Kościoła, wygląda to mocno ambiwalentnie. Z jednej strony uzasadnia się postępowanie moralne godnością ludzką, a z drugiej nakazuje się pokorę w obliczu Boga. Nie powinno się przypadkiem wybrać jednego z tych dwóch? Dalej, urągając sile ludzkiego rozumu, Kościół każe nam najpierw coś przyjąć na wiarę, a potem próbować to pogłębić. Wszak sam rozum człowieka nie może odnaleźć Boga.
Kwestia utopijności. Chrześcijański ideał agape to ideał miłości bezinteresownej, zarówno w odniesieniu do Boga jak
i drugiego człowieka. To jest moim zdaniem szczyt hipokryzji. Według Watykanu stosunek człowieka do Boga powinien opierać się na bezinteresownym uczuciu obu stron nawzajem do siebie. Z Bogiem rzecz jasna nie ma problemu, ale z człowiekiem już jest. Postawie pytanie, jak sądzicie, czy chrześcijanie tak naprawdę kochają Jezusa, czy nie mogąc sie uwolnić od wiary w Boga boją się kary w życiu pozagrobowym? Człowiek jest z definicji egoistą. Nie mówię tutaj o skrajnym ujęciu Hobbesa, które ów angielski filozof wyraził w słynnym Homo homini lupus. Hobbes, moim zdaniem, nie wykalkulował w swoją teorię czynnika społecznego, czyli wartości, które jednostce są wpajane, i których wypełnianie może dawać swoistą przyjemność wynikającą z poczucia spełnionego obowiązku.
Pomoc, altruizm, bezinteresowna, miłość to chrześcijańskie fikcje, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością.
Książę Palownik
Widzę, że masz mizerną wiedzę o doświadczeniu religijnym, co tłumaczy ciasnotę intelektualną przedstawionych poglądów. Osiągnięcie ideału chrześcijanina to największe szczęście dostępne człowiekowi. Zwracam uwagę, że oddanie się Bogu ma odpowiednik np. w buddyzmie. Polega na zniesieniu relacji podmiot-przedmiot i odrzucenie swoich pragnień. Chrześcijanin nie boi się śmierci, ani nie pragnie życia wiecznego. Ideał chrześcijanina to człowiek kochający Boga, Absolut, wolny od ograniczających popędów. Ta tradycja jest pokrewna w sposobie doświadczania Absolutu takim tradycjom jak buddyjska, hinduska, taoistyczna. Zaproponuj buddyjskiemu mnichowi "szczęście" w Twoim wydaniu - uśmiechnie się i poprosi, byś przestał mu przeszkadzać w medytacji. Podobnie prawdziwy chrześcijanin.

Tak poza tym, to ciekawe jest, że na portalu "Racjonalista" roi się od ludzi zideologizowanych, uprawiających intelektualną prostytucję, pozbawionych chęci krytycznego myślenia i zdobywania wiedzy. Nie chodzi tu o bycie teistą/ateistą ale o pogłębianie refleksji nad rzeczywistością i własnymi metodami tej refleksji.

Dla waszego ogólnego zafrasowania dodam, że nie jestem wierzący. Wysoko cenię intuicje, które podsuwa Wittgenstein, Heidegger, Kierkegaard, i wielu innych. Intuicje te zachęcają do krytyczności wobec własnych poglądów, gdyż bez niej łatwo zginąć w fundamentalizmie i zideologizowaniu, który prezentują bywalcy portalu - o ironio - "Racjonalista".
webmaster (moderator)
Jeżeli ilość neuroprzekaźników w mózgu ma prowadzić do wniosków metafizycznych, to, o ironio, daleko z tym nie zajdziemy. O otwartości umysłu nie świadczy umiejętność ucieczki od rzeczywistości w doznania mistyczne, świadczy o tym umiejętność odróżnienia bzdur od prawdy, czasem wbrew intuicji i tzw. zdrowemu rozsądkowi.
J.Szulc (5723 punktów)

Dziękuję za konkluzję, najtrafniejszą z możliwych.

Pozdrawiam.

Jestem człowiekiem. Znaczy to, że jestem spełniającym się zadaniem świata. J.Stachniuk
Książę Palownik
Widzę, że kolega ma niejakie kłopoty z czytaniem ze zrozumieniem. Czy ja napisałem, że to dobrze, że chrześcijanie uwalniają się od swojego Ego, że uciekają w Absolut?

Mniemam, że dyskutuję z kolejnym filozofem-amatorem, który zapewne jeszcze Liceum nie skończył. Napiszę wiec jeszcze raz: nie twierdzę, że osiąganie Absolutu, doświadczenia mistyczne to błąd czy poprawde działanie. Twierdzę natomiast, że osobnik, który założył ten temat podał spaczony, fałszywy obraz chrześcijaństwa, oparty na ideologii, ciemnocie i ateistycznym zacietrzewieniu. Natomiast grupa równie "oświeconych" klakierów mu przyklaskuje, włącznie z osobnikiem o wątpliwej umiejętności czytania tekstu ze zrozumieniem (zaburzonej zapewne jedyną słuszną ideologią), któremu niniejszym odpowiadam.

Nazwa tego portalu sprawia, że jestem coraz bardziej rozbawiony
afrah (6 punktów)
>Widzę, że kolega ma niejakie kłopoty z czytaniem ze zrozumieniem. Czy ja napisałem, że to dobrze, że chrześcijanie uwalniają się od swojego Ego, że uciekają w Absolut?
>Mniemam, że dyskutuję z kolejnym filozofem-amatorem, który zapewne jeszcze Liceum nie skończył. Napiszę wiec jeszcze raz: nie twierdzę, że osiąganie Absolutu, doświadczenia mistyczne to błąd czy poprawde działanie. Twierdzę natomiast, że osobnik, który założył ten temat podał spaczony, fałszywy obraz chrześcijaństwa, oparty na ideologii, ciemnocie i ateistycznym zacietrzewieniu. Natomiast grupa równie "oświeconych" klakierów mu przyklaskuje, włącznie z osobnikiem o wątpliwej umiejętności czytania tekstu ze zrozumieniem (zaburzonej zapewne jedyną słuszną ideologią), któremu niniejszym odpowiadam.
>Nazwa tego portalu sprawia, że jestem coraz bardziej rozbawiony

Po co tak ostro mości ksiażę.Wszak ponoć Bóg jest cierpliwy a chrześcijanie dążą do bycia takim jak On.Proszę o dozę cierpliwości i kultury,bo inaczej do niczego nie dojdziemy
webmaster (moderator)
Jak przepiszesz swoją wypowiedź bez ad personam i z zachowaniem czegokolwiek, do czego można się odnieść, to odpowiem. Na razie tylko się ośmieszasz, traktując innych protekcjonalnie i 'mniemając'.
moralny "antychryst"
>Jak przepiszesz swoją wypowiedź bez ad personam i z zachowaniem czegokolwiek, do czego można się odnieść, to odpowiem. Na razie tylko się ośmieszasz, traktując innych protekcjonalnie i 'mniemając'.
Wiesz, obydwaj macie rację, więc obydwaj jej nie macie. On ma rację, bo autor wątku rzeczywiście protekcjonalnie traktuje wszystkich chrześcijan i domniemywa w co każdy z nich wierzy (jest to wiara samego autora, a nie tych, o których pisze). Ty masz rację, bo on zbyt emocjonalnie reaguje na obiektywny fakt, że ludzie bez słów się nie rozumieją, a jednak czasem usiłują to robić (domniemywają w co inni wierzą, czyli co mają na myśli i traktują ich protekcjonalnie).
www.wolnyswiat.pl (97 punktów)
(zablokowany)
RELIGIJNOŚĆ WYNIKA NIE Z WIEDZY, TYLKO Z EMOCJI.

Ludzie stają się religijni z niewiedzy (dezinformacji). Czyli ludzie rzetelnie poinformowani nie są religijni i w związku z tym postępują racjonalnie.

Naukowcy nie powołują się na siły z którymi mają do czynienia, iż są z nimi w kontakcie, tylko racjonalnie interpretują zjawiska.

Kiedyś religia była sposobem na wytłumaczenie niezrozumiałych, nieznanych zjawisk, reakcją na wytłumaczenie swojej świadomości, inności w świecie przyrody, swojego bytu (umysł wpadł w własną pułapkę - osiągnął samoświadomość ale bez możliwości tego wytłumaczenia). Obecne osiągnięcia, wiedza m.in. w dziedzinie chemii, fizyki, geologii, archeologii, astronomii, biologii (neurologii, psychologii) pozwala ludziom rozumnym, którzy chcą taką wiedzę posiąść, na wytłumaczenie, poznanie istoty tych praw. Więc poprzednie, zastępcze, wytłumaczenie traci rację bytu.

PS

Wiara (w tym samoograniczenie się, stagnacja - zakładanie że wszystko już jest wiadome, nieomylności) jest przeciwieństwem nauki (w tym badania, poznawania, uczenia się na błędach - rozwoju), więc nie może być dla niej msa m.in. w szkole!

Joanna Senyszyn: "Wszak, gdzie zaczyna się wiara, tam kończy się rozum".

Steven Pinker: "Wiara i religia nie są alternatywnymi sposobami docierania do wiedzy, obok rozumu i nauki. Wiara różni się od rozumu tak jak astrologia od astronomii czy alchemia od chemii. Astrologia była ważną dziedziną w starożytności. Nie da się zrozumieć dramatów Szekspira, jeśli się nie wie, co to jest astrologia. Ale tylko do tego jest ona potrzebna. Podobnie jest z wiarą. Ostro sprzeciwiam się więc zrównywaniu jej z rozumem. Nie ma ona żadnych zdroworozsądkowych podstaw".

Sprzeczność.

Jak można negować oszustów z kor, ale ich wymysły, dzięki którym funkcjonują, już nie...

PS

David Hume: "Jeśli Bóg chce ustrzec nas przed złem i nie może, to znaczy, że nie jest Wszechmocny. Jeśli może i nie chce, to znaczy, że nie jest Dobry. A jeśli chce i może, to dlaczego, i skąd, jest zło?".

WIęCEJ NA MOJEJ STRONIE
moralny "antychryst"
>RELIGIJNOŚĆ WYNIKA NIE Z WIEDZY, TYLKO Z EMOCJI.
Całkiem możliwe, że myślimy tak samo, ale innymi słowami wyrażamy te myśli. Dla mnie religia to nie prawdziwa wiara, ale coś jej dokładnie przeciwnego, a mianowicie domysły, czyli fałszywa wiedza, która powstaje dokładnie na zasadzie zaprezentowanej powyżej, tyle że w odniesieniu nie do słów wypowiadanych przez "szeregowego człowieka", ale przez prawdziwego naukowca. To po prostu nadinterpretacja wiedzy naukowców.
>Ludzie stają się religijni z niewiedzy (dezinformacji). Czyli ludzie rzetelnie poinformowani nie są religijni i w związku z tym postępują racjonalnie.
Tylko, że niektórych poinformować rzetelnie się nie da, a inni należą do rozmaitych kościołów z poza-religijnych pobudek (np. jest to ich rodzinna tradycja).
>Kiedyś religia była sposobem na wytłumaczenie niezrozumiałych, nieznanych zjawisk,
Albo opisywała proces tworzenia Świata, którego to procesu nigdy nie poznamy. Dziś, z dzisiejszych prawd naukowych powstają nowe opisy tego procesu, chociaż nikt nie nazywa ich religiami. Raczej rozwojem nauki (za Kopernika, katolicy też uważali się za lepszych od niego naukowców, bo wcześniejsze prawdy nadinterpretowywali, czyli wiedzieli to, czego naukowcy za ich czasów nie wiedzieli).

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365