 |
Czy może istnieć coś , np. Świat, bez przyczyny? Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 18-02-2008 09:27 | Parys (592 punktów) (zablokowany) | Czy może istnieć coś , np. Świat, bez przyczyny?
-2 na 2 | Ateiści , materialiści - jaka jest wasza odpowiedż na to zasadnicze pytanie?
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| Józef | Tak zadane pytanie już z definicji jest przejawem intelektualnej rozpaczy i braku ładu w głowie, podobnie jak postawa ateistyczna nosząca cechy wiary religijnej, choć bez Boga. Jedyną rozsądną, w obliczu rzeczywistej niewiedzy na temat otaczającego nas świata, postawą wydaje się być agnostycyzm, na podbudowie sceptycyzmu. Czy może powstać coś z niczego? Doświadczenie mówi że nie, ale wiemy tak mało!! Natomiast naiwna, wręcz śmieszna, "gospodarska" wizja Boga Stwórcy reprezentowana przez ludzi RELIGIJNYCH (różnych religii), oczekujących np. określonej reakcji Boga na określone zachowania ludzkie - MIMO doświadczeń tysiącleci - obezwładnia pustką myśli. Czasem ta pustka i rozbieganie myśli przyjmuje formy farsowe, np. gdy polski bogacz nie może pogodzić swego programowego, nijakiego ,pochodzącego jeszcze z PRL, "czerwonego ateizmu" z chęcią zatrzymania na dłużej zgromadzonych dóbr. W biednej głowie powstaje myśl: przecież dalej musi COŚ być, to nie może się tak po prostu skończyć!!! Tymczasem wymyślać można wszysto ale naprawdę - NIE WIADOMO!!!!
|
|
 | 1 na 1 Parys (592 punktów) (zablokowany) | >Tak zadane pytanie już z definicji jest przejawem intelektualnej rozpaczy i braku ładu w >głowie,
Z definicji?Z jakiej? - może byś ją przedstawił to podyskutujemy.
|
|
 | | J.Szulc (5723 punktów) |
Szkoda, Józefie, że nie mogę Ci dać plusa...
Pozdrawiam.
Jestem człowiekiem. Znaczy to, że jestem spełniającym się zadaniem świata. J.Stachniuk
|
|
 | | moralny "antychryst" | >Czy może powstać coś z niczego? Doświadczenie mówi że nie, ale wiemy tak mało!! Pytanie o to, czy może istnieć skutek bez przyczyny, jest pytaniem o to, czy możemy mieć dziś bez wczoraj. Niektórzy ludzie wierzą właśnie w doświadczenie (świat realny), wiec w taką możliwość absolutnie uwierzyć nie mogą. Sprzeczna z praktyką teoria o możliwym zaistnieniu skutku bez przyczyny, to tylko ateistyczny dogmat religijny. To, czy pierwszą (nieznaną) przyczynę ktoś nazywa Bogiem, to już wyłącznie jego sprawa i nie ma to związku z żadną religią.
|
|
|  | | K_GL | >Pytanie o to, czy może istnieć skutek bez przyczyny, jest pytaniem o to, czy możemy mieć dziś bez wczoraj. Niektórzy ludzie wierzą właśnie w doświadczenie (świat realny), wiec w taką możliwość absolutnie uwierzyć nie mogą. Sprzeczna z praktyką teoria o możliwym zaistnieniu skutku bez przyczyny, to tylko ateistyczny dogmat religijny. >
Chciałbym zauważyć, że Twoje wnioski opierają się na nieuzasadnionej ekstrapolacji pewnej własności(związek przyczynowo-skutkowy) z obserwacji zjawisk wewnątrz wszechświata na wszechświat jako całość(rzeczywistość). Problem tylko w tym, że wcale to nie jest pewne czy możemy dokonać takiej ekstrapolacji ponieważ mamy do czynienia z zupełnie różnymi obiektami, dokładniej ze zbiorem pewnych elementów(wszechświat) i pojedyńczymi elementami(zjawiska wewnątrz wszechświata). Suma części może być czymś więcej niż jej składniki. Mylisz ze sobą pewne pojęcia. Przykładowo niektórzy ludzie, bardzo słabo znający matematykę mylą np zwykłe dodawanie z dodawaniem wektorów. Widzą ten sam znaczek "+" wiec myślą, że to to samo. Twoje postępowanie w tym momencie jest podobne. Wcale nie wiesz czy istnieją jakiekolwiek zbiory zawierające w sobie wszechświat i czy występują wśród nich związki przyczynowo-skutkowe ale ponieważ wewnątrz wszechświata owe związki występują to stosujesz je również do wszechświata jako całość. Niepoprawnie zastosowałeś swoje doświadczenie. Taka ekstrapolacja może mieć jedynie charakter "roboczy" ale nie może być przyjęta jako pewnik. Na pewno nie w naukach przyrodniczych Już wiele razy w historii nauki na takim pewniku sie przejechano. Przykładem może być fizyka kwantowa.
|
|
| |  | | moralny "antychryst" | >Przykładowo niektórzy ludzie, bardzo słabo znający matematykę... Nie powiem, że znakomicie znam matematykę, ale nie mam z nią żadnych problemów i znakomicie znam jej zastosowania. Matematyka abstrakcyjna w ogóle mnie nie interesuje, a szczególnie nie interesuje mnie abstrakcyjna logika. > mylą np zwykłe dodawanie z dodawaniem wektorów. Z wszelką pewnością dodając jabłko do jabłka nie będę dodawać wektorów, a sumy dwóch sił nie pomylę z dwoma jabłkami. Już tutaj występuje problem przyczyny i skutku liczenia: czy przyczyną są jabłka i potrzeba ich policzenia, czy przyczyną jest sam skutek, czyli chęć uzyskania jakiegokolwiek wyniku. > Widzą ten sam znaczek "+" wiec myślą, że to to samo. Twoje postępowanie w tym momencie jest podobne. Wcale nie wiesz czy istnieją jakiekolwiek zbiory zawierające w sobie wszechświat... Gdyby takie zbiory istniały, to ów "wszechświat" nie byłby Wszechświatem, tylko jego podzbiorem. Wszechświat jest sumą wszystkiego, co nazywasz "wszechświatem" (to są i jabłka i siły i matematyka i ludzkie myśli i WSZYSTKO inne). > i czy występują wśród nich związki przyczynowo-skutkowe ale ponieważ wewnątrz wszechświata owe związki występują to stosujesz je również do wszechświata jako całość. TYLKO do Wszechświata jako całości. Bez tego który istniał wczoraj nie byłoby tego dzisiejszego, a bez dzisiejszego nie byłoby go jutro. > Nie poprawnie zastosowałeś swoje doświadczenie. To mi go popraw. Nie będę się opierać. >Taka ekstrapolacja może mieć jedynie charakter "roboczy" ale nie może być przyjęta jako pewnik. Napewno nie w naukach przyrodniczych Już wiele razy w historii nauki na takim pewniku sie przejechano. Zawsze raczej przejeżdżano się na "pewniku", że Wszechświat kończy się poza horyzontem (wzroku, czasu lub myślenia), a dalej są inne wszechświaty lub niczego nie ma. Ja tak się nie przejadę. Ty najwyraźniej masz ochotę. Pozdrawiam
|
|
| | |  | | K_GL | >Z wszelką pewnością dodając jabłko do jabłka nie będę dodawać wektorów, a sumy dwóch sił nie pomylę z dwoma jabłkami. Już tutaj występuje problem przyczyny i skutku liczenia: czy przyczyną są jabłka i potrzeba ich policzenia, czy przyczyną jest sam skutek, czyli chęć uzyskania jakiegokolwiek wyniku.
Chyba nie zrozumiałeś o co mi w tym miejscu chodziło. Podałem jedynie przykład pomylenia dwóch całkowicie różnych pojęć poprzez ekstrapolacje własności jednego pojęcia na drugie w wyniku niewiedzy oraz nieostrożności. Nigdzie nie zasugerowałem, że nie rozróżniasz wektorów od skalarów. Tego akurat nie mogłem wiedzieć więc nie rozumiem z czego się tłumaczysz?? Po drugie nigdzie nie napisałem, że wspomniany przez Ciebie problem nie występuje więc nie rozumiem po co ta wstawka??
>> Widzą ten sam znaczek "+" wiec myślą, że to to samo. Twoje postępowanie w tym momencie jest podobne. Wcale nie wiesz czy istnieją jakiekolwiek zbiory zawierające w sobie wszechświat... >Gdyby takie zbiory istniały, to ów "wszechświat" nie byłby Wszechświatem, tylko jego podzbiorem. Wszechświat jest sumą wszystkiego, co nazywasz "wszechświatem" (to są i jabłka i siły i matematyka i ludzkie myśli i WSZYSTKO inne).
Tutaj chyba sie znów nie zrozumieliśmy. W jednym z dalszych postów wyjaśniłem jak rozumiem Wszechświat(celowo pisany z dużej litery) i wszechświat. Wszechświat(z dużej litery) to istotnie WSZYTKO za to wszechświat to pewna struktura materialno-czasoprzestrzenna powstała w myśl aktualnych teorii w wyniku zjawiska nazywanego BIG BANG. W myśl pewnych teorii kosmologicznych takich wszechświatów może być więcej aczkolwiek jeszcze daleka droga do wykazania tej hipotezy. Wiadomo, że taką sytuację dałoby się opisać ale jak na razie na gruncie tego co wiemy o wszechświecie nie możemy zakładać, że NA PEWNO istnieje jakiś większy zbiór. Poza tym skoro uznajesz, że Wszechświat to WSZYSTKO więc jak może mieć przyczynę?? Skoro nic poza nim nie ma?? Przyczyna jeśli istnieje może być tylko w nim samym. Przypomina nieco definicję absolutu nie sądzisz?? (podkreślam słowo "nieco", żebyś przypadkiem znów nie czepiał się słówek, zresztą nie zdziwię się, jak się czepniesz:P)
>> i czy występują wśród nich związki przyczynowo-skutkowe ale ponieważ wewnątrz wszechświata owe związki występują to stosujesz je również do wszechświata jako całość. >TYLKO do Wszechświata jako całości. Bez tego który istniał wczoraj nie byłoby tego dzisiejszego, a bez dzisiejszego nie byłoby go jutro.
Problem tylko w tym, że to cały czas nasz Wszechświat. Gdzie tu miejsce na przyczynę leżącą poza nim?? W ogóle na jakąkolwiek pierwszą przyczynę?? W ten sposób można się cofać w nieskończoność. Czyli nota bene sam napisałeś, że wszechświat nie ma przyczyny ponieważ tworzy ciąg bez początku i bez końca;> Poza tym chyba dalej nie rozumiesz o co mi chodzi. Skoro według Ciebie zbiór pewnych elementów zawsze posiada identyczne własności jak jego elementy to rozumiem, że według Ciebie mój komputer to jest taki duży tranzystor, a zresztą gdzie tam tranzystor zwykły bezwartościowy krzem. Przy czym zaznaczam, że ten przykład pokazuje, że nie zawsze własności całości są takie same jak własności jej części więc nie wytykaj, że występują w nim aspekty przyczynowości.
>> Nie poprawnie zastosowałeś swoje doświadczenie. >To mi go popraw. Nie będę się opierać. >>Taka ekstrapolacja może mieć jedynie charakter "roboczy" ale nie może być przyjęta jako pewnik. Napewno nie w naukach przyrodniczych Już wiele razy w historii nauki na takim pewniku sie przejechano. >Zawsze raczej przejeżdżano się na "pewniku", że Wszechświat kończy się poza horyzontem (wzroku, czasu lub myślenia), a dalej są inne wszechświaty lub niczego nie ma. Ja tak się nie przejadę.
No rzeczywiście zakładanie, że NA PEWNO istnieje pierwsza przyczyna leżąca poza Wszechświatem nie jest przecież żadnym myślowym ograniczeniem i w dodatku jest niesprzeczna z pojęciem Wszechświata... Podaj może przykłady tego, że nauka przejechała się na założeniach "że Wszechświat kończy się poza horyzontem (wzroku, czasu lub myślenia), a dalej są inne wszechświaty lub niczego nie ma" Zresztą sam nieco wyżej stwierdziłeś, że wszechświat nie ma początku więc czemu się burzysz przeciwko takiej hipotezie?? Zarówno w fizyce relatywistycznej jak i kwantowej początkowe trudności wynikały właśnie z ekstrapolacji twierdzeń stosowanych do zjawisk dnia codziennego na zjawiska w zupełnie innych skalach.
>Pozdrawiam
Również pozdrawiam
|
|
| | | |  | | moralny "antychryst" | > Wszechświat(z dużej litery) to istotnie WSZYTKO za to wszechświat to pewna struktura materialno-czasoprzestrzenna powstała w myśl aktualnych teorii w wyniku zjawiska nazywanego BIG BANG. W myśl pewnych teorii kosmologicznych... I tu się właśnie różnimy. W pojmowaniu BIG BANG i wszechświata (z małej litery). Dla mnie wszechświat, to nasze horyzonty w poznawaniu Wszechświata (nieskończonego). I to horyzonty myślowe (zarówno pojedynczego człowieka jak całej ludzkości) się poszerzają, a nie Wszechświat (który jest, jaki jest). Ciała niebieskie też podobno się "rozjeżdżają", ale moim zdaniem ma to związek wprawdzie z BIG (Wszechświatem), ale nie BANG (wybuchem rozwoju nauki). > takich wszechświatów może być więcej aczkolwiek jeszcze daleka droga do wykazania tej hipotezy. Zgodnie z moją definicją "wszechświata", takich wszechświatów jest dokładnie tyle ilu obserwatorów Wszechświata, a wiec zapewne nieskończoność. I nie jest to hipoteza, ale potwierdzona praktyką (a więc naukowa) teoria, czyli FAKT. > Poza tym skoro uznajesz, że Wszechświat to WSZYSTKO więc jak może mieć przyczynę?? Każda zmiana ma swoją przyczynę, a Wszechświat niczego innego nie robi, tylko się zmienia. Jeśli chcesz, to przyczyną istnienia Wszechświata jest zmiana, czyli ruch, czyli ewolucja, a to wszystko należy wprawdzie do Wszechświata, ale też swoją przyczynę mieć musi i ona też należy do Wszechświata, czyli istnieje. Nazywać ją możesz jak chcesz. Wielu ludzi nazywa ją Bogiem. Wśród tych ludzi oczywiście niewielu jest katolików, bo Jezus tą przyczyną z wszelką pewnością nie był. > Przypomina nieco definicję absolutu nie sądzisz?? (podkreślam słowo "nieco", żebyś przypadkiem znów nie czepiał się słówek, zresztą nie zdziwię się, jak się czepniesz. Jak widzisz nie czepnę się, bo to właśnie JEST absolut. >Problem tylko w tym, że to cały czas nasz Wszechświat. Gdzie tu miejsce na przyczynę leżącą poza nim?? W ogóle na jakąkolwiek pierwszą przyczynę?? Jeśli pierwszą, to tą, która wystąpiła nieskończenie dawno. Ale tak się "głupio" składa, że ona do dziś działa, więc istnieje (należy do Wszechświata). > Skoro według Ciebie zbiór pewnych elementów zawsze posiada identyczne własności jak jego elementy to rozumiem, że według Ciebie mój komputer to jest taki duży tranzystor, a zresztą gdzie tam tranzystor zwykły bezwartościowy krzem. Jedyną wspólną cechą elementów zbioru i samego zbioru, o którym mówimy, jest ich ZMIANA w czasie. I nie ma dwóch identycznych elementów. Twój komputer nie jest taki, jakim był przed sekundą, ale ten sprzed sekundy jest przyczyną zaistnienia aktualnego. >No rzeczywiście zakładanie, że NA PEWNO istnieje pierwsza przyczyna leżąca poza Wszechświatem nie jest przecież żadnym myślowym ograniczeniem i w dodatku jest niesprzeczna z pojęciem Wszechświata... Byłaby sprzeczna tylko z definicją WSZYSTKIEGO. Niesprzeczna jest ta, która do dziś istnieje i działa. >Podaj może przykłady tego, że nauka przejechała się na założeniach "że Wszechświat kończy się poza horyzontem (wzroku, czasu lub myślenia),... Oczywiście naukowcy się nie przejechali, bo zawsze mieli nieograniczone horyzonty czasowe i myślowe, choć ograniczoną wiedzę i zasięg wzroku. Nauka się przejechała, gdy "naukowcy" postawili hipotezę, że Ziemia jest płaska. Potem, że Ziemia jest centrum Układu Słonecznego. Zdaje mi się, że obecnie "naukowcy" stawiają hipotezę, że Słońce to centrum Wszechświata lub wszechświata. Naukowcy żadnych centrów nigdy nie znali, a jeśli, to były to zawsze centra naukowe. > czemu się burzysz przeciwko takiej hipotezie?? Burzę się przeciwko wszelkim niesprawdzalnym lub nie sprawdzonym hipotezom, bo wszystkie one są a-naukowe (religijne). > Zarówno w fizyce relatywistycznej jak i kwantowej początkowe trudności wynikały właśnie z ekstrapolacji twierdzeń stosowanych do zjawisk dnia codziennego na zjawiska w zupełnie innych skalach. I do dzisiaj te trudności występują, choć sam problem jest wyssany z palca, bo kwant czasu to coś dokładnie przeciwnego jego nieskończoności (a więc i zmiany w kwancie czasu to zupełnie co innego niż zmiany w czasie od minus nieskończoności do dzisiaj). Pozdrawiam
|
|
| | | | |  | | K_GL | >I tu się właśnie różnimy. W pojmowaniu BIG BANG i wszechświata (z małej litery). Dla mnie wszechświat, to nasze horyzonty w poznawaniu Wszechświata (nieskończonego). I to horyzonty myślowe (zarówno pojedynczego człowieka jak całej ludzkości) się poszerzają, a nie Wszechświat (który jest, jaki jest).
Właściwie to teraz mam wrażenie, że cały czas mówiliśmy o czymś zupełnie innym... Stąd nieporozumienia.
>Zgodnie z moją definicją "wszechświata", takich wszechświatów jest dokładnie tyle ilu obserwatorów Wszechświata, a wiec zapewne nieskończoność. I nie jest to hipoteza, ale potwierdzona praktyką (a więc naukowa) teoria, czyli FAKT.
No od takiej strony podchodząc mogę się z Tobą zgodzić.
>Każda zmiana ma swoją przyczynę, a Wszechświat niczego innego nie robi, tylko się zmienia. Jeśli chcesz, to przyczyną istnienia Wszechświata jest zmiana, czyli ruch, czyli ewolucja, a to wszystko należy wprawdzie do Wszechświata, ale też swoją przyczynę mieć musi i ona też należy do Wszechświata, czyli istnieje. Nazywać ją możesz jak chcesz. Wielu ludzi nazywa ją Bogiem. Wśród tych ludzi oczywiście niewielu jest katolików, bo Jezus tą przyczyną z wszelką pewnością nie był.
Ale my obserwujemy jedynie, że wszechświat się zmienia, a nie Wszechświat. Pokaż przykład zmiany Wszechświata. Jeśli Wszechświat to wszystko, to zawiera również wszystkie stany przez jakie przechodzą obiekty w czasie i w przestrzeni oraz również zmiany czasoprzestrzeni, a gdzie w takim razie zmiany samego Wszechświata. Każdy przykład zmiany jaką możesz podać to tylko zmiana elementu Wszechświata, która nota bene jest również jego elementem. Te zmiany są niejako podzbiorem Wszechświata.
>Jak widzisz nie czepnę się, bo to właśnie JEST absolut.
Zbliżamy sie do panteizmu hehehe Właściwie do tej koncepcji przyczepić się nie mogę.
>Jeśli pierwszą, to tą, która wystąpiła nieskończenie dawno. Ale tak się "głupio" składa, że ona do dziś działa, więc istnieje (należy do Wszechświata).
Jeśli wystąpiła nieskończenie dawno temu to nazywanie ją pierwszą jest nieco mylące nie sądzisz?? To tak jakby powiedzieć, że istnieje pierwsza liczba zbioru liczb rzeczywistych lecz jest ona minus nieskończona. To oksymoron. Moim zdaniem takie kłopoty można uniknąć odpowiednio dobierając słowa. Matematycy mieli swego czasu podobny problem z pojęciem "większego zbioru". Zlikwidowano go wprowadzając termin moc zbioru i dzięki temu nie ma nieporozumień. Poza tym gdy mówimy słowo "przyczyna" to jest ona zwykle dobrze(jednoznacznie)określona "w danym miejscu i w danym czasie". Używanie tego słowa w kontekście nieskończoności znów może prowadzić do nieporozumień jak widać na przykładzie naszej dyskusji. Raczej wątpię żeby były to wyłącznie moje problemy...
>Jedyną wspólną cechą elementów zbioru i samego zbioru, o którym mówimy, jest ich ZMIANA w czasie. I nie ma dwóch identycznych elementów. Twój komputer nie jest taki, jakim był przed sekundą, ale ten sprzed sekundy jest przyczyną zaistnienia aktualnego.
Akurat w tym przypadku określiłbym komputer z "teraz" jako jeden z warunków koniecznych do zaistnienia tego z przyszłości. Tak przypuszczałem, że o tym wspomnisz ale chodziło mi w tym momencie o pokazanie, że własności zbioru nie muszą być tożsame z własnościami jego elementów, a nie o związki przyczynowo-skutkowe.
>Oczywiście naukowcy się nie przejechali, bo zawsze mieli nieograniczone horyzonty czasowe i myślowe, choć ograniczoną wiedzę i zasięg wzroku. Nauka się przejechała, gdy "naukowcy" postawili hipotezę, że Ziemia jest płaska. Potem, że Ziemia jest centrum Układu Słonecznego. Zdaje mi się, że obecnie "naukowcy" stawiają hipotezę, że Słońce to centrum Wszechświata lub wszechświata. Naukowcy żadnych centrów nigdy nie znali, a jeśli, to były to zawsze centra naukowe.
Ja bym raczej powiedział, że przejechali się Ci którzy uznali, że już posiedli pełną wiedzę bez względu na to czy byli naukowcami czy tylko zaznajomili się z powyższymi koncepcjami. Ogólnie mimo, że te hipotezy okazały się błędne to musiały one zostać postawione po to by mieć punkt wyjścia do badań. Nauka rozwija się poprzez ciągłą weryfikacje starych "prawd" poprzez nowe obserwacje ale żeby owa weryfikacja mogła być przeprowadzona to musimy mieć na czym("prawdy") ją przeprowadzać. Problem pojawiał się wtedy gdy istotnie ktoś przy ich pomocy ograniczał swoje horyzonty.
>Burzę się przeciwko wszelkim niesprawdzalnym lub nie sprawdzonym hipotezom, bo wszystkie one są a-naukowe (religijne)
Transcedentalne przyczyny zaistnienia Wszechświata właśnie takie są i to z definicji!! I początkowo odebrałem, że właśnie o takowych mówisz.
Ogółem jednak cały czas uważam, że jeśli chodzi o przyczynowość jako taką to jest to własność którą obserwujemy będąc wewnątrz wszechświata widząc zmiany jakie właśnie w nim zachodzą. Roztaczanie tej własności na Wszechświat uważam raczej za ekstrapolację naszych dotychczasowych doświadczeń na obszary których nie znamy. Tak jak wyżej powiedziałem prowadzi to do niepotrzebnych niejasności i nieporozumień oraz sprzeczności.
>Pozdrawiam
Pozdrawiam
|
|
| | | | | |  | | moralny "antychryst" | > Nazywać ją możesz jak chcesz. Wielu ludzi nazywa ją Bogiem. Wśród tych ludzi oczywiście niewielu jest katolików, bo Jezus tą przyczyną z wszelką pewnością nie był. >Każdy przykład zmiany jaką możesz podać to tylko zmiana elementu Wszechświata, która nota bene jest również jego elementem. Te zmiany są niejako podzbiorem Wszechświata. No i dobrze. Wszechświat (Bóg) jest niezmienny, istnieje w każdym miejscu siebie samego i samego siebie jest podzbiorem. No i oczywiście wszystkie jego wymiary są nieskończone, a on sam jest idealny. Wszystko się zgadza. >Zbliżamy sie do panteizmu hehehe Właściwie do tej koncepcji przyczepić się nie mogę. Zaczęliśmy od panteizmu (wielu wszechświatów). Teraz jesteśmy przy MONO. >Jeśli wystąpiła nieskończenie dawno temu to nazywanie ją pierwszą jest nieco mylące nie sądzisz?? No, ale wiesz jak to jest z Bogiem. Od niego się wszystko zaczęło, od niego wszystko zależy i na nim wszystko się kończy. >To tak jakby powiedzieć, że istnieje pierwsza liczba zbioru liczb rzeczywistych lecz jest ona minus nieskończona. To nie tak, bo liczby we Wszechświecie nie istnieją, a materia, energia i zmiany obydwu istnieją (i nic poza tym). Skądś wziąć się musiały. Tylko Bóg "raczy wiedzieć" skąd, wiec on jest tą pierwszą przyczyną (stwórcą). >To oksymoron. Dla mnie TYLKO nazwa tego, czego inaczej nazwać się nie da. Tego, co ewidentnie istnieje, ale obserwowane jest jedynie w działaniu. > Poza tym gdy mówimy słowo "przyczyna" to jest ona zwykle dobrze(jednoznacznie)określona "w danym miejscu i w danym czasie". No właśnie. Nieskończenie dawno, tu w naszym jedynym, bo nieskończonym Wszechświecie. Jeśli nie wierzysz w tę praprzyczynę, to w jaką wierzysz? Skąd wzięła się materia i ile jej jest i było? Chyba nie wierzysz, że jakiś bóg osobowy sześć dni tworzył, a w siódmym sobie odpoczął? >Tak przypuszczałem, że o tym wspomnisz ale chodziło mi w tym momencie o pokazanie, że własności zbioru nie muszą być tożsame z własnościami jego elementów, a nie o związki przyczynowo-skutkowe. Tak się głupio składa, że żaden istniejący zbiór nie ma właściwości własnych podzbiorów, a żaden komputer nie jest drugim komputerem (nawet z tej samej serii). No i równie głupio się składa, że Twój komputer nie istnieje zarówno bez mojego, jak bez czegokolwiek, co istnieje (lub istniało). Istnienie każdego elementu zależne jest od istnienia każdego innego, a wszystko co przeszłe jest ściśle zdeterminowane, choć nie koniecznie komukolwiek znane. >Ja bym raczej powiedział, że przejechali się Ci którzy uznali, że już posiedli pełną wiedzę bez względu na to czy byli naukowcami czy tylko zaznajomili się z powyższymi koncepcjami. No ale "naukowcy" byli najgorsi, bo odbierali głos naukowcom i tworzyli takie koncepcje. Nigdy nie były one naukowe. Jak wiesz, geometria płaska nadal obowiązuje, chociaż Ziemi pozwolono się nieco zaokrąglić. Wiesz też chyba, że Kopernik nie wstrzymał ruchu (względnego) Słońca wokół Ziemi? Naukowcy nigdy nie stawiali żadnych hipotez. Oni zawsze badali i opisywali to, co istnieje. > Ogólnie mimo, że te hipotezy okazały się błędne to musiały one zostać postawione po to by mieć punkt wyjścia do badań. Czego? Tego, czego się nie widzi i nie wie? Tego, czego w danym momencie zbadać nie sposób? > Nauka rozwija się poprzez ciągłą weryfikacje starych "prawd" Nieprawda. Rozwija się przez obalanie idiotycznych hipotez ("prawd") i rozwój starych prawd naukowych. >Problem pojawiał się wtedy gdy istotnie ktoś przy ich pomocy ograniczał swoje horyzonty. A ograniczał każdy, kto w obieg wprowadzał własne niezweryfikowane hipotezy i jak ognia bał się prawd naukowych i normalnej naukowej niewiedzy. >Transcedentalne przyczyny zaistnienia Wszechświata właśnie takie są i to z definicji!! I początkowo odebrałem, że właśnie o takowych mówisz. Wiem, że tak odbierasz, bo nie wierzysz w wiarę, więc musisz wierzyć we wszechwiedzę (nie masz innego wyjścia), a to wszechwiedza jest religijna, a nie wiara. Obecność/nieobecność w niej Boga, nie ma na to żadnego wpływu. >Ogółem jednak cały czas uważam, że jeśli chodzi o przyczynowość jako taką to jest to własność którą obserwujemy będąc wewnątrz wszechświata widząc zmiany jakie właśnie w nim zachodzą. Roztaczanie tej własności na Wszechświat uważam raczej za ekstrapolację naszych dotychczasowych doświadczeń na obszary których nie znamy. Obserwując Wszechświat przez teleskopy, obserwujemy jego prahistorię. W tej prahistorii zmiany zachodzą. Przypuszczasz, że jak dawno Wszechświat zamarł w bezruchu? Ja wierzę, że NIGDY, ale dopuszczam do siebie myśl, że się mylę i kiedyś zobaczymy martwą, nieruchomą ścianę. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | |  | | K_GL | > No i dobrze. Wszechświat (Bóg) jest niezmienny, istnieje w każdym miejscu siebie samego i samego siebie jest podzbiorem. No i oczywiście wszystkie jego wymiary są nieskończone, a on sam jest idealny. Wszystko się zgadza.Co znaczy, że jest idealny?? Czym są jego wymiary?? Co określają i co znaczy, że są nieskończone?? Pojęcie ideału wprowadził Platon postulując istnienie niezależnego idealnego świata, dla którego nasz świat jest tylko cieniem, a więc coś idealnego znaczy pokrywającego się ze światem idei. Z jaką ideą pokrywa się Bóg?? Słowo wymiar jest powiązany ze słowem miara. Miara określa wzorzec wielkości z którą porównujemy nasze dane. Określamy czy nasze dane są większe, równe bądź mniejsze w porównaniu ze wzorcem. Przy czym zarówno miara jak i dane muszą być tego samego typu. Wymiar jest zbiorem wszystkich możliwych wyników owych porównań. Abstrahuję tu oczywiście od bardziej matematycznych definicji związanych z przestrzeniami algebraicznymi. Mam jeszcze jedno pytanie. Czy Ty występujesz w każdym miejscu samego siebie?? Prosiłbym abyś nie używał mętnych pojęć... albo dobrze wyjaśnił o co Tobie chodzi i nie nadawał dobrze określonym pojęciom sobie tylko znanego znaczenia... > Zaczęliśmy od panteizmu (wielu wszechświatów). Teraz jesteśmy przy MONO.Panteizm a politeizm to dwie różne koncepcję... Po Twojej wypowiedzi wnioskuję, że mówisz o politeizmie. Wspomniany przeze mnie panteizm utożsamia Boga z Wszechświatem ale to już nie jest dobry, kochający Bóg jakiego pragnie wielu wierzących różnych religii, a pewien bardzo abstrakcyjny byt. Politeizm zakłada istnienie wielu Bogów częstokroć posiadających bardzo różnorodne atrybuty oraz niejednokrotnie bardzo podobnych do ludzi w swym wyglądzie i charakterze. > No, ale wiesz jak to jest z Bogiem. Od niego się wszystko zaczęło, od niego wszystko zależy i na nim wszystko się kończy.Według Ciebie wszystko zaczęło się od Boga, który jest nieskończony i utożsamiony z Wszechświatem więc wszystko zaczęło się od minus nieskończoności... a więc się zaczęło czy nie, ma początek czy nie?? Przypominam, że przyjęło się mówić minus nieskończoność gdy coś nie ma początku... > To nie tak, bo liczby we Wszechświecie nie istnieją, a materia, energia i zmiany obydwu istnieją (i nic poza tym).Po pierwsze mam pytanie co rozumiesz mówiąc energia?? Pojęcie energii jakie wprowadzili fizycy nie jest czymś co istnieje, to tylko czysto teoretyczna wielkość skalarna bardzo użyteczna w opisie pewnych przemian. Po drugie, liczby mają tę własność, że czasem dobrze opisują cechy pewnych zjawisk bądź pewne pomysły. Dlatego tak szeroko są wykorzystywane w fizyce. Chodziło mi o unaocznienie absurdu tego co mówisz mianowicie, że minus nieskończoność ma swój początek... "Nieskończony początek" zbioru liczb rzeczywistych akurat dobrze unaocznia absurd tego co napisałeś. > Skądś wziąć się musiały. Tylko Bóg "raczy wiedzieć" skąd, wiec on jest tą pierwszą przyczyną (stwórcą).Dlaczego musiały?? Dlatego, że nie potrafisz wyzbyć się dogmatu o przyczynowości?? Poza tym to, że ktoś/coś "wie" skąd się inne coś wzięło nie implikuję, że ten ktoś/coś jest tego czegoś przyczyną. Przykładowo, jeśli wiem, jak produkuję się procesory to czy oznacza to, że to ja je produkuję?? > Dla mnie TYLKO nazwa tego, czego inaczej nazwać się nie da. Tego, co ewidentnie istnieje, ale obserwowane jest jedynie w działaniu.Jak aktualnie obserwujesz działanie pierwszej przyczyny?? Jeśli coś możemy zaobserwować to znaczy, że możemy wymyślić eksperyment(dokonać obserwacji) mający na celu zanegowanie naszej hipotezy. Podaj eksperyment weryfikujący Twoją koncepcję nieskończonej pierwszej przyczyny. > Jeśli nie wierzysz w tę praprzyczynę, to w jaką wierzysz?A dlaczego musi mieć swoją przyczynę?? Bo wszystko musi mieć swoją przyczynę?? ale dlaczego?? dlaczego wszystko musi mieć swoją przyczynę, w szczególności materia w swej istocie abstrahując od jej postaci(np kształtów różnych materialnych przedmiotów), dlaczego cały Wszechświat musi mieć swoją przyczynę?? bo widać przyczynowość na pewnym poziomie złożoności materii?? Nie będę w tym miejscu powtarzał tego co już zostało powiedziane niżej nt. fizyki kwantowej. > Nieprawda. Rozwija się przez obalanie idiotycznych hipotez ("prawd") i rozwój starych prawd naukowych.Mechanika klasyczna, relatywistyczna i kwantowa to doprawdy niezwykle stare prawdy naukowe znane już Arystotelesowi... > Wiem, że tak odbierasz, bo nie wierzysz w wiarę, więc musisz wierzyć we wszechwiedzę (nie masz innego wyjścia).Przyznam szczerze, że kompletnie nie rozumiem o czym w tym miejscu mówisz.  > Obserwując Wszechświat przez teleskopy, obserwujemy jego prahistorię. W tej prahistorii zmiany zachodzą. Przypuszczasz, że jak dawno Wszechświat zamarł w bezruchu? Ja wierzę, że NIGDY, ale dopuszczam do siebie myśl, że się mylę i kiedyś zobaczymy martwą, nieruchomą ścianę.Przytoczę tu Twoje własne słowa z poprzedniego posta: Cytat:Wszechświat (Bóg) jest niezmienny Zdecyduj się więc... Ogółem to co obserwujemy to zależność miedzy czasem, przestrzenią, a materią ale gdzie obserwujemy aby całą ta struktura traktowana jako całość była dynamiczna. Czy gdy patrzysz na diagramy wizualizujące ewolucję wszechświata nie masz wrażenia, że całość struktury(zaznaczam, że łącznie z czasem) jest jednak statyczna??
|
|
| | | | | | | |  | | moralny "antychryst" | >Co znaczy, że jest idealny?? To znaczy, że nic mu zarzucić nie można i niczego go pozbawić. Można natomiast uczestniczyć w jego ewolucji. A nawet nie uczestniczyć się nie da (przynajmniej dopóki się żyje). > Czym są jego wymiary?? Co określają i co znaczy, że są nieskończone?? Cztery podstawowe znasz przecież, bo one go określają. Wiesz też chyba, co to nieskończenie dawno i nieskończenie daleko? Jest jeszcze nieskończenie blisko, nieskończenie mało/małe, nieskończenie dużo/duże i w nieskończenie dalekiej przyszłości. Teoretycznie jest też nieskończenie wielka prędkość, ale jest nam ona nieprzydatna w praktyce, bo obserwujemy Wszechświat (w czterech wymiarach) dzięki prędkości światła, a nie dzięki tej nieskończonej. Każdy tor światła i każdy punkt na jego drodze to też wymiary Wszechświata. Absolutnie wszystko co istnieje (a istnieje nieskończenie wiele rzeczy) składa się z nieskończenie małego, a wszystko razem nieskończenie wielkie tworzy. > Pojęcie ideału wprowadził Platon, postulując... On niczego nie postulował. On stwierdzał fakt posiadania idealnego modelu Świata w głowie. Ten model był idealnie zgodny ze Światem obserwowanym przez Platona, ale o tyle od obserwacji lepszym (idealniej zgodnym z rzeczywistością), że uwzględniał też wszystko to, czego Platon nie mógł zaobserwować (był na te obserwacje "głuchy" lub "ślepy"), ale mogli to zaobserwować inni. > Z jaką ideą pokrywa się Bóg?? Dokładnie z taką, jaką sobie zdefiniujesz (zbudujesz w głowie). Ja próbuję odnaleźć w ideach tego, którego zdefiniowali kiedyś chrześcijanie, a współcześni go nie zrozumieli, więc uwierzyli w innego. Moim zdaniem, chrześcijański Bóg, to dokładnie cały światopogląd (model Świata) dowolnego filozofa w historii ludzkości. Rozwój nauki na ten światopogląd nie miał żadnego wpływu, bo światopogląd to nie wiedza, ale przede wszystkim niewiedza(wiara/niewiara). >Słowo wymiar jest powiązany ze słowem miara. Tylko dlatego, że każdy wymiar można mierzyć (ale dowolnym wzorcem, czyli dowolną miarą, bo wszystko jest względne). > Czy Ty występujesz w każdym miejscu samego siebie?? Na mnie składa się każde to miejsce i dodatkowo idea każdego z tych ( i nie tylko tych) miejsc, którą mam w głowie. >Prosiłbym abyś nie używał mętnych pojęć... Pojęcia każdy ma inne, bo pojęcia to właśnie idee. Próbuję Ci moje opisać. Nie znam jednoznacznej definicji takich pojęć jak JA, albo MÓJ światopogląd (zresztą, cokolwiek co MOJE, a nie TWOJE, JEGO, WASZE, ICH lub choćby NASZE). >Panteizm a politeizm to dwie różne koncepcję... Masz rację. Mój błąd. Ale jak widzisz, w tej samej idei Wszechświata, można wyodrębnić wszystkie te koncepcje ISTNIEJĄCYCH bogów. >to już nie jest dobry, kochający Bóg jakiego pragnie wielu wierzących różnych religii,.. Skoro go pragną, to w niego nie wierzą. Gdy nie wierzą, to i nie mają. Kochałby ich, gdyby i oni go kochali. Żaden człowiek religijny nie wierzy w to, co wyznaje (i jedynie tym różni się od wierzących). > a pewien bardzo abstrakcyjny byt. Dla mnie nic co istnieje we Wszechświecie nie jest abstrakcją. Dla mnie abstrakcja to boskość Chrystusa, wszelkie niesprawdzalne hipotezy i wszelkie dogmaty (czyli wszelkie religie). > wielu Bogów ...niejednokrotnie bardzo podobnych do ludzi w swym wyglądzie i charakterze. Wystarczająco dużo od człowieka zależy (np. życie innego) i wystarczająco dużo umie on tworzyć, aby i jego można było uznać za boga (byle każdego, a nie konkretnego). >... a więc się zaczęło czy nie, ma początek czy nie?? Musi mieć skoro ciąg zdarzeń trwa, ale nie wiadomo kiedy to pierwsze wystąpiło i jakie było. Pierwsza przyczyna w przypadku Wszechświata to nie pierwsza, ale wszystkie poprzedzające tę, którą znamy. Jeśli nie znam prapradziadka, to i tak w niego wierzę, a to samo dotyczy całego Wszechświata. >Przypominam, że przyjęło się mówić minus nieskończoność gdy coś nie ma początku... Nie wiem gdzie się tak przyjęło. Gdyby funkcja (np. tangens) nie miała początku, to by i całej funkcji nie było.
Tego postu będzie kontynuacja. Nie byłoby jej, gdyby tego co wyżej nie było.
|
|
| | | | | | | |  | | moralny "antychryst" (cd) | > Po pierwsze mam pytanie co rozumiesz mówiąc energia?? Pojęcie energii jakie wprowadzili fizycy nie jest czymś co istnieje,..Chyba żartujesz? Energia elektryczna i światło nie istnieje? Ruch, którego bez energii nie ma też nie istnieje? To co Twoim zdaniem istnieje? O czym tu gadamy? > Po drugie, liczby mają tę własność, że czasem dobrze opisują cechy pewnych zjawisk bądź pewne pomysły.Szczególnie pomysły na udowodnienie, że nic poza abstrakcyjną, oderwaną od rzeczywistości matematyką nie istnieje. Przy odpowiednio "rozsądnych" założeniach, można policzyć prawdopodobieństwo, że nikt z nas nie ma dziadka, Ziemia jest płaska, Wszechświat dwuwymiarowy, a Słońce namalował jeden z wielu krasnoludków. Tak właśnie robi wielu "naukowców", obliczając prawdopodobieństwo zdarzeń przeszłych, jakby nie wiedzieli, że jego liczenie ma sens jedynie w odniesieniu do PRZYSZŁOŚCI. > "Nieskończony początek" zbioru liczb rzeczywistych...Cały czas mówię o istniejących funkcjach (czasu i przestrzeni), a nie nieistniejących liczbach. Czegoś się tak uparł rozmawiać o abstraktach? > Dlaczego musiały?? Dlatego, że nie potrafisz wyzbyć się dogmatu o przyczynowości??Jeśli to jest dogmat, to Ty się nie urodziłeś i nie masz rodziców. Nie wierzę w te Twoje dogmaty. Wolę w związki przyczynowo skutkowe i następstwo zdarzeń. Nie odpowiada mi ta Twoja religia, bo kompletnie jej nie rozumiem. Wolę wierzyć doświadczeniu niż jakimkolwiek przeczącym mu teoriom i hipotezom. > Poza tym to, że ktoś/coś "wie" skąd się inne coś wzięło...Tym bardziej, jeśli tego NIKT nie wie (oprócz niego samego). Upieram się, że tylko Wszechświat "wie" skąd się wziął. Nie bronię Ci upierać się, że wiedzą to jacyś naukowcy (tylko nie chcą powiedzieć?). > nie implikuję, że ten ktoś/coś jest tego czegoś przyczyną. Przykładowo, jeśli wiem, jak produkuję się procesory to czy oznacza to, że to ja je produkuję??Z wszelką pewnością, MIMO że wiesz jak się produkuje dzieci, nie wyprodukowałeś samego siebie. A wszechświat chyba to zrobił (zarówno w odniesieniu do Ciebie, jak samego siebie). > Jak aktualnie obserwujesz działanie pierwszej przyczyny??Obserwując skutki działania wszystkich następnych, aż do dnia dzisiejszego i obecnej chwili. > Jeśli coś możemy zaobserwować to znaczy, że możemy wymyślić eksperyment(dokonać obserwacji) mający na celu zanegowanie naszej hipotezy.Oczywiście. Jeśli obserwujesz, że żyjesz, możesz wymyślić eksperyment mający na celu zanegowanie tej hipotezy. > Podaj eksperyment weryfikujący Twoją koncepcję nieskończonej pierwszej przyczyny.A po co? Zupełnie mi wystarczy wiara, że o jej skończoności nie wiemy i nigdy się nie dowiemy. > bo widać przyczynowość na pewnym poziomie złożoności materii??Jakiej złożoności i jakiej materii? Mówię wyłącznie o tym, że nie ma następnika bez poprzednika. To nie koniecznie ma związek z materią. I nie ma w tym żadnej złożoności. Podobnie jak nie ma fałszu bez prawdy (choć prawda bez fałszu istnieje). > Mechanika klasyczna, relatywistyczna i kwantowa to doprawdy niezwykle stare prawdy naukowe znane już Arystotelesowi...A która z nich powstała sama z siebie, a nie z rozwoju poprzednich? I która jakąkolwiek Arystotelesową obaliła? A może twierdzenie Pitagorasa w nich nie obowiązuje? > >Wiem, że tak odbierasz, bo nie wierzysz w wiarę, więc musisz wierzyć we wszechwiedzę (nie masz innego wyjścia).> Przyznam szczerze, że kompletnie nie rozumiem o czym w tym miejscu mówisz.O różnicy między fałszywą wiedzą i prawdziwą wiarą, czyli między wiarą w religijną lub "naukową" doktrynę, a wiarą w naukową prawdę. > Przytoczę tu Twoje własne słowa z poprzedniego posta:> Cytat:Wszechświat (Bóg) jest niezmienny > Zdecyduj się więc...Nie muszę się decydować. To Wszechświat zadecydował: niezmiennie się zmienia (funkcjonuje). Niezmiennie oznacza, że zgodnie z określonymi, niezmiennymi prawami/zasadami tych zmian. > .. że całość struktury(zaznaczam, że łącznie z czasem) jest jednak statyczna??Co rozumiesz przez statyczność czasu? Znaczy, jak żył pradziadek tak nadal żyje i nie ma następców? Nie widzę tu żadnej statyczności. Pradziadek w czterech wymiarach oczywiście istnieje, ale Wszechświat JEDNAK z każdą sekundą się rozwija (podobno także przestrzennie, ale to ma znacznie mniejsze dla nas i rozwoju nauki znaczenie). Strasznie długie już te posty, a teraz odnoszę wrażenie, że wcale nie rozumiemy się lepiej, niż na początku. Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | |  | | K_GL | > PozdrawiamPozdrawiam
|
|
|  | | Łukaszewski (4 punktów) |
>Pytanie o to, ...
Zauważmy, że cały otaczający nas świat to nie tylko rzeczy materialne. Np. jeśli wyobrażę sobie jakiś przedmiot, inny świat itp., to już staje się on elementem wszechświata, pomimo że fizycznie nie istnieje. Jest obiektem niematerialnym.
|
|
| |  | | moralny "antychryst" | >>Pytanie o to, ... > Zauważmy, że cały otaczający nas świat to nie tylko rzeczy materialne. Np. jeśli wyobrażę sobie jakiś przedmiot, inny świat itp., to już staje się on elementem wszechświata, pomimo że fizycznie nie istnieje. Jest obiektem niematerialnym. Światopogląd (model Wszechświata nie tylko materialnego) też nie jest materią. W naszych głowach, nasza wyobraźnia buduje tysiące nie istniejących zdarzeń (wraz z ich przyczynami), czyli tysiące wirtualnych Wszechświatów. W tym samym czasie, suma naszych życiowych doświadczeń buduje niby taki sam wirtualny (bo niematerialny) Wszechświat. Ten budowany przez doświadczenie, jedynie tym różni się od innych, że on istnieje RÓWNIEŻ materialnie. Bardzo istotna jest umiejętność odróżniania go od innych, a nie wszyscy ludzie potrafią to zrobić. Tak wynika z moich doświadczeń i jest to najbardziej zdumiewający mnie ich wynik. Odnoszę wrażenie, jakby tacy ludzie żyli gdzieś poza czasem, więc i nie odróżniali skutków od przyczyn. Takich ludzi jest całkiem sporo.
|
|
 | | moralny "antychryst" | >Czy może powstać coś z niczego? Doświadczenie mówi że nie, ale wiemy tak mało!! Ja tam na ten prościutki temat wiem wystarczająco dużo. Jak nie ma książki bez jej autora, tak też nie ma bez niego niczego innego. Nie mam żadnych wątpliwości, że Wszechświat istnieje i "żyje" (zmienia się), więc i jakiś jego "autor" też istnieć musi. Nie wierzę tylko, że jest to osoba, ale mówimy przecież bezosobowo (przyczyna).
|
|
| Magda Kuprowska (640 punktów) | 'Świat bez przyczyny' Drobny paradoks nie sądzisz? Świat- nie wiemy przez co został stworzony,a raczej nie potrafimy tego ogarnąć. Jesteśmy zbyt mało inteligentni ? na pewno. Ale nie chodzi tylko o to. Musi być jakaś 'siła'? która zapoczątkowała to wszystko. Mówiąc ' nie wierze w nic ' zaprzeczamy tym samym samemu sobie. Każdy człowiek na ziemi w coś wierzy- może być to jego pasja,bóg blablabla ale jednak. Nie mówię też o intensywności tych wierzeń bo jest to raczej temat na osobną analize. Osoba,która nie wierzyłaby w NIC wierzy jednocześnie we wszystko - gdyż tym zaprzecza samemu sobie. Świat jest jedną wielką aluzją? jeśli tak jest pomyśl o tym co stanie się z twoim umysłem po śmierci.Co będziesz 'robić' w nieskończoność. płytko
|
|
| asriel | Wszechświat nie ma przyczyny bo z definicji zawiera w sobie wszystko co istnieje, czyli nie istnieje nic na zewnątrz niego co może być jego przyczyną.
Teiści mogą powiedzieć idąc za Akwinatą że wszechświat musi mieć przyczynę i jest nią bóg który istnieje bez przyczyny. Skoro jednak bóg może istnieć bez przyczyny równie dobrze materialny wszechświat może istnieć bez przyczyny i to jest znacznie lepsze rozwiązanie bo nie mnożymy bytów ponad potrzebę. Jakim wyjaśnieniem jest bóg skoro sam wymaga wyjaśnienia.
|
|
 | -1 na 1 Parys (592 punktów) (zablokowany) | >wszechświat może istnieć bez przyczyny
Może jakieś uzasadnienie tej tezy?
|
|
|  | 5 na 5 | diogenes (42753 punktów) | > >wszechświat może istnieć bez przyczyny >Może jakieś uzasadnienie tej tezy?
Bóg może istnieć bez przyczyny.Tak? No to może jakieś uzasadnienie tej tezy?
|
|
| |  | | asriel | >> >wszechświat może istnieć bez przyczyny >>Może jakieś uzasadnienie tej tezy? >Bóg może istnieć bez przyczyny.Tak? >No to może jakieś uzasadnienie tej tezy? > Chodzi o to że teiści mówią o bezprzyczynowym bogu o oburzają się gdy ktoś mówi o bezprzyczynowym wszechświecie choć obie możliwości są tak samo logicznie uprawnione, co wcale nie znaczy że równie prawdopodobne w rzeczywistości.
|
|
| | |  | | moralny "antychryst" | >Chodzi o to że teiści mówią o bezprzyczynowym bogu o oburzają się gdy ktoś mówi o bezprzyczynowym wszechświecie choć obie możliwości są tak samo logicznie uprawnione, co wcale nie znaczy że równie prawdopodobne w rzeczywistości. Chyba niewłaściwie rozumiesz w tym przypadku słowo "przyczyna". Tu nie chodzi o jakiś zamiar, ale po prostu o to, co spowodowało, że coś zaistniało. W odniesieniu do Wszechświata, chodzi o to, jaki był jego stan, zanim osiągnął stan dzisiejszy. Nie znamy dzisiejszego stanu Wszechświata (znamy tylko niektóre fragmenty i szczegóły), a co dopiero mówić o "wczorajszym". Nie istnieje nic bez przyczyny (ani żaden bóg, ani Wszechświat). Nie ma natomiast żadnego powodu (żadnej przyczyny) ku temu, abyśmy nie wierzyli, że to czego nie znamy istnieje. Ta wiara jest tożsama z brakiem wiary we własną wszechwiedzę na temat otaczającego nas Świata. Co do "Boga", to nie ma żadnych przeciwwskazań, aby wszystko, czego nie wiemy, a w co wierzymy nazwać Bogiem. Istnieniu takiego Boga tylko wszechwiedzący może zaprzeczyć, a każdy wszechwiedzący, to ktoś o bardzo ograniczonych horyzontach myślenia.
|
|
| | | |  | | asriel |
>Chyba niewłaściwie rozumiesz w tym przypadku słowo "przyczyna". Tu nie chodzi o jakiś zamiar, ale po prostu o to, co spowodowało, że coś zaistniało. W odniesieniu do Wszechświata, chodzi o to, jaki był jego stan, zanim osiągnął stan dzisiejszy.
W moim rozważaniu nie chodzi mi jednak o stan wcześniejszy bo wiadomo że taki zawsze istnieje dla danego zjawiska, ale przyczynę w sensie filozofii tomistycznej która lokuje rację ostateczną bytów materialnych poza materią. W takim sensie wszechświat jest bezprzyczynowy co nie znaczy, że w pewnym momencie w przeszłości jego historia się urywa i nie ma niczego wcześniejszego.
>Nie ma natomiast żadnego powodu (żadnej przyczyny) ku temu, abyśmy nie wierzyli, że to czego nie znamy istnieje.
Nie znamy być może jakiegoś nowego gatynku krasnali nie opisanych jak dotąd w rzadnej baśni czy to znaczy że mamy wierzyć że istnieją.
>Co do "Boga", to nie ma żadnych przeciwwskazań, aby wszystko, czego nie wiemy, a w co wierzymy nazwać Bogiem.
God of the gaps Bóg jako personifikacja niewiedzu, ale ten bóg kurczy się z każdym dniem, aż w końcy zniknie. Poza tym nie należy używać określenia bóg bo ludzie są skłonni przypisywać istnienie realne bytom okreslanym przez słowa które nie odnoszą się do rzeczywistości.
|
|
| | | | |  | | moralny "antychryst" | >W moim rozważaniu nie chodzi mi jednak o stan wcześniejszy bo wiadomo że taki zawsze istnieje dla danego zjawiska, ale przyczynę w sensie filozofii tomistycznej która lokuje rację ostateczną bytów materialnych poza materią. W takim sensie wszechświat jest bezprzyczynowy co nie znaczy, że w pewnym momencie w przeszłości jego historia się urywa i nie ma niczego wcześniejszego. Jest coś wcześniejszego, tylko tego nie znamy. Racją bytów materialnych jest ich zmiana w czasie i ruch. To co niematerialne (zmiana, czas, ruch, myśl, dana, odległość...) zawsze dotyczy materii, ale nie jest z nią immanentnie związane. Np. odległość między dwoma przedmiotami pozostaje, choć przedmiotów już nie ma gdzie były (jest nowa odległość między nimi). >Nie znamy być może jakiegoś nowego gatynku krasnali nie opisanych jak dotąd w rzadnej baśni czy to znaczy że mamy wierzyć że istnieją. Nie. To znaczy, że nie mamy wierzyć, że nie istnieją. Po prostu nie wiemy. Ani w nie nie wierzymy, ani wierzymy. >>Co do "Boga", to nie ma żadnych przeciwwskazań, aby wszystko, czego nie wiemy, a w co wierzymy nazwać Bogiem. >God of the gaps >Bóg jako personifikacja niewiedzu, ale ten bóg kurczy się z każdym dniem, aż w końcy zniknie. Po pierwsze, dlaczego personifikacja? Jak niewiedza może być osobą? Po drugie, nie wiem jak Ty, ale ja nie zamierzam zapisywać się do klubu wszechwiedzących. Wiem, że wszystkiego nie dowiem się nigdy. Wiem też, że nikt nigdy wszystkiego o wszystkim wiedzieć nie będzie. >Poza tym nie należy używać określenia bóg bo ludzie są skłonni przypisywać istnienie realne bytom okreslanym przez słowa które nie odnoszą się do rzeczywistości. Nie wiem, jakiego innego słowa użyć w odniesieniu do wszystkiego w istnienie czego się wierzy, wszystkiego w istnienie czego się nie wierzy oraz wszystkiego czego się nie wie.
|
|
| |  | Parys (592 punktów) (zablokowany) | >Bóg może istnieć bez przyczyny.Tak? >No to może jakieś uzasadnienie tej tezy?
Bóg jako Pierwsza Przyczyna był przed zaistnieniem czegokolwiek innego a więc i związków przyczynowo -skutkowych- dlatego pytanie o przyczynę Boga nie ma sensu.
|
|
| | |  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >Bóg jako Pierwsza Przyczyna był przed zaistnieniem czegokolwiek innego a więc i związków przyczynowo -skutkowych- ....
Jeśli bóg istniał przed zaistnieniem czegokolwiek, w tym związków przyczynowo-skutkowych, to z jakiej racji określasz go mianem pierwszej przyczyny? W ten sposób tworzysz pierwsza przyczynę bez istnienia jakiegokolwiek związku przyczynowego. To coś w stylu bezdzietnej matki, albo pytania: czym się różni wróbelek? A jak już masz taką sprzecznmość (fałsz), to możesz z niej wyprowadzić co chcesz: ex falsio omnia. I to nie tylko paradoksy teologii, ale również paradoksy parafialnego życia. Z alkową proboszcza włącznie.
|
|
| | | |  | 1 na 1 Parys (592 punktów) (zablokowany) | >Jeśli bóg istniał przed zaistnieniem czegokolwiek, w tym związków przyczynowo->skutkowych, to z jakiej racji określasz go mianem pierwszej przyczyny?
To proste : Bóg najpierw stworzył między innymi ideę związków przyczynowo-skutkowych a potem Świat i przez to jest jego(Świata) Pierwszą Przyczyną.
>I to nie tylko paradoksy teologii, ale również paradoksy parafialnego życia. Z alkową >proboszcza włącznie.
Po co schodzisz na poziom chama spod budki z piwem?
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | >To proste...
Nie żartuj...
>Bóg najpierw stworzył między innymi ideę związków przyczynowo-skutkowych
Jesli cię dobrze rozumiem: jest sobie bóg i nic więcej. Ponieważ na tym etapie refleksji nie ma jeszcze związków przyczynowych, czasu, przestrzeni itd., nie ma sensu pytanie o to, co było wcześniej. Zgoda.I nagle (jak pęcherzyki CO 2 w butelce wody mineralnej?) Bóg stwarza idee, np. ideę związków przyczynowych. Będac wścibski jak Platon zapytam, jaka była przyczyna stworzenia owych idei, skoro "jest niemożliwe, by się coś rodziło bez przyczyny." (Timajos, 28a) Czy akt stworzenia idei miał charakter relacji przyczynowej? A jesli tak, to jakiego rodzaju była to przyczyna? Wzorcza? To skąd bóg zaczępnął wzór? Stworzył najpierw idee wszystkich idei, i tak w nieskończoność? A może materialna? To w takim razie, skoro istniał tylko bóg, budulcem owych idei był sam bóg. Nie inaczej sprawa miałaby się ze światem, co skończyłoby się czystej wody panteizmem. Tak więc nie mów, że to proste. (Wywody te są jedynie metafizyczną żonglerką; traktowanie naszego świata jako modelu tego typu myślenia uważam za paranoję)
>Po co schodzisz na poziom chama spod budki z piwem?
Zszedłem na poziom alkowy proboszcza. Postawiłem tezę, że jej sprzeczności stanowią konsekwencję bardziej fundamentalnych sprzeczności. Tyle.
Budka piwa - stajenka Wołomina, ...to Białoszewski.
|
|
| | | | | |  | Parys (592 punktów) (zablokowany) | >I nagle (jak pęcherzyki CO 2 w butelce wody mineralnej?) Bóg stwarza idee, >np. ideę związków przyczynowych. Będac wścibski jak Platon zapytam, jaka była >przyczyna stworzenia owych idei, skoro "jest niemożliwe, by się coś rodziło bez >przyczyny."
Bóg nie podlega prawom, które stworzył - dlatego mamy cuda, dlatego istnieje Świat.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >Bóg nie podlega prawom, które stworzył ...
To po co te brednie o bogu, jako pierwszej przyczynie?
|
|
| | | | | | | |  | | moralny "antychryst" | >>Bóg nie podlega prawom, które stworzył ... >To po co te brednie o bogu, jako pierwszej przyczynie? A nazwij sobie tę przyczynę absolutem, chwilą zero, krasnoludkiem, albo zielonym ludzikiem. Możesz nawet do tego zielonego ludzika zacząć się modlić. Po co bredzisz o Bogu? Moim zdaniem, istnienie zarówno zielonych ludzików jak chwili zero jest bardzo mało prawdopodobne, więc w takie brednie nie wierzę.
|
|
|  | | asriel | A masz jakieś uzasadnienie tezy przeciwnej że wszechświat niby musi mieć przyczynę? Zajwiska życia codziennego maja przyczyny bo istnieją zjawiska zewnętrzne w stosunku do nich. Wszystkie one zawierają się jednak we wszechświecie. Wszechśwait nie zawiera się w niczym innym w czym musiała by się także zawierać różna od niego jego przyczyna. Dla tego, że sama nazwa wszechświat oznacza całą rzeczywistość i nie ma nic na zewnątrz. Można pytać sensownie tylko o przyczynę poszczególnych zjawisk we wszechświaecie. Przyczyna musi być zewnętrzna względem skutku, a nie ma nic poza wszechświatem co mogłoby być jego przyczyną. Chyba że przejdziemy na język scholastycznej teologii i wszechświat ma być causa sui.
|
|
| |  | | ra-serafin (2786 punktów) |
> Zjawiska życia codziennego maja przyczyny bo istnieją zjawiska zewnętrzne w stosunku do nich. Wszystkie one zawierają się jednak we wszechświecie. Wszechświat nie zawiera się w niczym innym w czym musiała by się także zawierać różna od niego jego przyczyna.czytałem ostatnio na forum astronomii.pl wątek na temat wszechświata w czarnej dziurze. Więc załóżmy że nasz wszechświat istnieje w czarnej dziurze która istnieje we wszechświecie który jest w czarnej dziurze itd. Więc w założeniu wszechświat zawiera się w czymś więc ma przyczynę w zjawisku zewnętrznym. Ale te moje założenia to tylko założenia mające zachęcić do dyskusji żebym mają co czytać i na co odpisywać a zgadzam się z twoim poglądem asriel że wszechświat nie ma przyczyny 
Z przyszłością jest małe "ale" .Za każdym razem,jak się na nią spojrzysz - zmienia się,bo się na nią spojrzałeś.A to zmienia wszystko pozostałe.
|
|
| | |  | | asriel | Ja także słuszłem o tej koncepcji wszechświatów w czarnych dziurach (jak np dobór naturalny wszechświatów Lee Smolina). Gdyby teoria ta się potwierdziła wcale nie zagroziło by to moim wczeniejszym stwierdzeniom, po prostu wszechświat (jako całość rzeczywustości) obejmował by nie tylko nasz "wszechświat-czarną dziurę" ale i jego wszechświat "macierzysty" i inne czarne dziury. Być może nazwano by to metawszechświatwem ale zasadnicza jego definicja pozostała by niezmieniona
|
|
| | | |  | | ra-serafin (2786 punktów) | wiem , też czytałem o multiwszechświecie, wszechświatach równległych itp ale mi chodziło o to że, choć popieram twoją tezę wszechświata bez przyczyny, to wszechświat istniejący w czarnej dziurze miał by przyczynę ale ten cały multi, wszechświat nie miał by przyczyny 
Z przyszłością jest małe "ale" .Za każdym razem,jak się na nią spojrzysz - zmienia się,bo się na nią spojrzałeś.A to zmienia wszystko pozostałe.
|
|
| | |  | | K_GL | To co fizycy aktualnie nazywają wszechświatem nie do końca się pokrywa z pierwotnym znaczeniem tego słowa. Pierwotnie Wszechświat(celow pisze z dużej litery) to jest WSZYTKO, a u fizyków wszechświat to przestrzeń+czas+materia. Stąd mogą wynikać pewne nieporozumienia bo o ile wszechświat w rozumieniu fizyków może mieć swoją przyczynę to Wszechświat(zawierający wszechświat fizyków i jego przyczyne) już jej nie ma.
|
|
| |  | Parys (592 punktów) (zablokowany) | Bóg jako stwórca Świata był zanim był Świat a więc Bóg jest poza Światem.
|
|
| | |  | | moralny "antychryst" | >Bóg jako stwórca Świata był zanim był Świat a więc Bóg jest poza Światem. Chyba, że tak zdefiniujemy Boga, że on nadal istnieje i tworzy.
|
|
 | 5 na 5 | Zbysław Śmigielski (8639 punktów) |
>Jakim wyjaśnieniem jest bóg skoro sam wymaga wyjaśnienia.
To pytanie, po namyśle, uznaję za śmiertelne dla teologii. .
|
|
|  | | asriel | I istotnie jest śmiertelne, ale dzięki ignorancji wierzących nie dotarło jeszcze od powszechnej świadomości.
|
|
|  | 5 na 5 | diogenes (42753 punktów) | >>Jakim wyjaśnieniem jest bóg skoro sam wymaga wyjaśnienia. > To pytanie, po namyśle, uznaję za śmiertelne dla teologii.
Świat wydaje się teologom na tyle mroczny, że próbują go wyjaśnić (w sensie rozjaśnić) ideą boga. Okazuje się jednak, że idea ta jest zwykłą ściemą, i miast cos wyjaśnić, ba - uczynić oczywistym - wprowadza zamęt nie tylko teoretyczny, ale i praktyczny, z politycznym włącznie. Zabawne pytanie asriel wydaje mi się jednak dla teologii obojętne, bowiem jest ona w istocie tworem martwym. To nie bóg wymaga wyjaśnienia, ale ci, którzy go sobie w złej lub dobrej wierze roją. Krytyka teologii powinna być raczej krytyczną psychologią społeczną, a w wersji polskiej - dodatkowo krytyką ekonomii i polityki.
|
|
| |  | | asriel | >Krytyka teologii powinna być raczej krytyczną psychologią społeczną, a w wersji polskiej - dodatkowo krytyką ekonomii i polityki.
Święta prawda. Po dekonstukcji teologii, dekonstrukcja systemu który teologię tworzy i wspiera.
"Krytyka nieba przeobraża się w ten sposób w krytykę ziemi, krytyka religii - w krytykę prawa, krytyka teologii - w krytykę polityki" Karol Marks
|
|
| |  | | ra-serafin (2786 punktów) | > >>Jakim wyjaśnieniem jest bóg skoro sam wymaga wyjaśnienia.> > To pytanie, po namyśle, uznaję za śmiertelne dla teologii.> Świat wydaje się teologom na tyle mroczny, że próbują go wyjaśnić (w sensie rozjaśnić) ideą boga. Okazuje się jednak, że idea ta jest zwykłą ściemą, i miast cos wyjaśnić, ba - uczynić oczywistym - wprowadza zamęt nie tylko teoretyczny, ale i praktyczny, z politycznym włącznie.szkoda bo przez to że dla nich świat jest mroczny i muszą go rozjaśniać przez te swoje zabiegi świat nam normalnym inteligentnym ludziom zaczyna robić się mroczny i denny. 
Z przyszłością jest małe "ale" .Za każdym razem,jak się na nią spojrzysz - zmienia się,bo się na nią spojrzałeś.A to zmienia wszystko pozostałe.
|
|
4 na 4 | True_Q (1471 punktów) | >Ateiści , materialiści - jaka jest wasza odpowiedź na to >zasadnicze pytanie?
Na co dzień "istniejemy" w świecie, w którym przyczyn i skutek są ze sobą nierozerwalnie związane. Nic więc dziwnego, że ewolucja ukształtowała nas w ten sposób, iż te przyczynowo-skutkowe związki dostrzegamy, i co więcej są one dla nas naturalnym stanem rzeczy. Dlatego też nie potrafimy sobie wyobrazić skutku bez przyczyny. Co więcej, nasza historia pokazała, że ilekroć pojawiał się jakiś skutek, którego przyczyny nie rozumieliśmy, sami mu ją nadawaliśmy w postaci odwiecznej walki żywiołów, działania demonów czy bóstw, oddziaływania ciał niebieskich itp. Być może jednak okaże się, że wszechświat nie ma przyczyny! A być może taką "przyczynę" kiedyś odnajdziemy. Zapewniam jednak, że odbędzie się to na drodze dociekań naukowych, a nie subiektywnego dyskursu filozoficznego. Pytanie które zadałeś jest poza tym obosieczne. Bo skoro wszechświat musi mieć przyczynę i przyjmiemy, że jest nią jakiś kreator, to natychmiast pojawia się pytanie o przyczynę kreatora. I tutaj odpowiedź, że kreator nie miał przyczyny jest tak samo dobra, jak twierdzenie, że Wszechświat nie miał przyczyny...
pozdrawiam
|
|
 | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >... przyczyna i skutek są ze sobą nierozerwalnie związane.
Niby czym?
|
|
|  | Parys (592 punktów) (zablokowany) | >>... przyczyna i skutek są ze sobą nierozerwalnie związane. >Niby czym? > Wzajemną koniecznością : przyczyna koniecznie powoduje skutek a skutek koniecznie ma przyczynę - podstawa pracy naukowców.
|
|
| Zaratull | >Ateiści , materialiści - jaka jest wasza odpowiedż na to >zasadnicze pytanie? >
Czy istnieje w ogóle coś takiego jak przyczyna. Może ten nasz wszechświat jest bezprzyczynowy powstał od tak. Może to tylko my szukamy powodu by coś w nim zaistniało. Jestem ateistą nie mam wiary wiec gdzie moja wiara skoro każdy musi wierzyć w coś by nie zatracić istnienia. Wyobraź sobie życie ze świadomością iż to wszystko dzieje sie bez przyczyny, bez przeznaczenia. Nazwijmy to bajkami dla małych dzieci skoro my dorośli nie postrzegamy wszystkiego aż tak surrealnie. Wszystko co w naszych światach się dzieje staje się przypadkiem, zbiegiem okoliczności. Dzieckiem nie związanych ze sobą zdarzeń jest np. poznanie na nowo dawno zapomnianego przyjaciela. Zbudujmy religię do tej sytuacji by nadać jej smaku życia. Pomyślmy tak: może to był jakiś znak że akurat tego dnia i w tej chwili spotkaliśmy tą osobę. Czyż nie lepiej to brzmi od zwykłego spotkania? Jaki % ludzi pomyślałoby o tym zdarzeniu właśnie w ten sposób? Ludzie mają takie głowy chcą by ktoś nimi kierował i by wszystko miało sens. Wówczas tworzą się światy, religie, wiara i przeznaczenie. Zmieńmy kraj na jakiś który nam troszeczkę pomoże zrozumieć świat i działające w nim mechanizmy. Co powiecie na Etiopię, Indie, Koree, Wietnam? Zamieszkajcie tam i odpowiedzcie sobie na pytanie które tutaj sie przewija miedzy umysłami ludzi którzy wciąż szukają odpowiedzi. Wspomnienie o "kreatorze"też jest dobre. Typowo ludzkie myślenie. Nie może przecież istnieć coś bez czegoś nad tym. np wszechświat też został stworzony, jeśli tak to przez kogo i po co? A może po prostu zaistniał w wyniku praw fizyki wszechświata i nie ma stwórcy itp rzeczy? Stwierdzenie o "Bobie Budowniczym" już zdradza iż nie jest się obiektywnym co do tego pytania. Ja pracuje to znaczy że mam szefa który znowuż ma nad sobą szefa itd. Mamy takie umysły i jesteśmy nimi ograniczeni dlatego też nasz rozum nigdy nie pojmie tego świata nie mówiąc o wszechświecie i światach które sami tworzymy we własnym otoczeniu (a tych jest tyle ile gwiazd na niebie). Jak żyć? wierzyć w przeznaczenie czy przyczynowo skutkowość? Może też wybierzmy opcje iż to wszystko jest bez tych dwóch pierwszych opcji i tylko istnieje od tak bez ideologii.
|
|
6 na 6 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Ateiści , materialiści - jaka jest wasza odpowiedż na to >zasadnicze pytanie?
Fizyka już udowodniła, że przyczyny nie istneją w rzeczywistości ani nie istniały wcześniej. Wszystkie zdarzenia mają charakter spontaniczny i losowy. To co obserwujemy z daleka jako ruchy ciągłe i połączone ze sobą, z bliska pokazują swoją prawdziwą naturę, a mianowicie, że składają się z pojedynczych zdarzeń, odizolowanych od siebie w casie i przestrzeni, a każde z tych zdarzeń ma miejsce w pełni spontanicznie i losowo. Nasze zmysły nie są w stanie dostrzec tych zdarzeń, tak jak nasze oczy nie są w stanie dostrzec pojedynczych cząstek elementarnych.
To co nazywamy przyczyną, to jest zbiór przynajmniej rzędu trylionów (lepiej powiem tryliardów, żeby nikt nie pomylił naszych liczb z amerykańskimi) całkowicie spontanicznych i losowych zdrzeń, tak samo każdy skutek składa się z tryliardów a nieraz decyliardów zdarzeń, które postrzegamy jako jednolitą całość.
Zauważmy, że już Kant i Nietzsche domyślali się trudności, do jakich prowadzi pojęcie przyczyny-skutku, a nie znali oni jeszcze wcale kwantowych praw fizyki. Doprawdy dziwne jest, że w XXI w. wciąż tak wiele osób nie rozumie, że przyczynowość jest tylko koniecznym złudzeniem, bez którego nie można postrzegać rzeczywistości... i niczym więcej, bo w realnym świecie nie ma czegoś takiego jak przyczynowość.
doku
|
|
 | | ra-serafin (2786 punktów) | inteligentne i dobre wyjaśnienie ale po co się było męczyć , wystarczyło po prostu krótkie ,,tak,, Ale plus dla ciebie 
Z przyszłością jest małe "ale" .Za każdym razem,jak się na nią spojrzysz - zmienia się,bo się na nią spojrzałeś.A to zmienia wszystko pozostałe.
|
|
 | | placownik (17853 punktów) |
>bo w realnym świecie nie ma czegoś takiego jak przyczynowość.
Przyjmując ten punkt widzenia, większość osiągnięć nauki można sobie po prostu w buty wsadzić.
Przyczynowość (w makroświecie rzecz jasna), jest jednym z założeń przyjmowanych w nauce bez dowodu, czyli inaczej mówiąc na wiarę. Równie dobrze można przyjąć założenie przeciwne, trudno jednak uprawiać wtedy naukę bez popadania w schizofrenię.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
|  | 2 na 2 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >>bo w realnym świecie nie ma czegoś takiego jak przyczynowość. > Przyjmując ten punkt widzenia, większość osiągnięć nauki można sobie po prostu w >buty wsadzić.
A to dlaczego? Nauka nie jest przecież realnym światem, ale jego opisem.
II Zasada Termodynamiki mówi, że opis świata musi być uboższy niż sam świat. Kant pokazał, że przyczynowość jest koniecznym atrybutem podmiotu. Teoria zbiorów dowodzi, że każdy zbiór można dobrze uporządkować. Z tych trzech prawd wyłania się dla mnie niezachwiane przekonanie, że dobra nauka powinna posługiwać się przyczynowością, żeby dobrze opisywała świat realny.
>trudno jednak uprawiać wtedy naukę bez popadania w schizofrenię.
Kant nie znał jeszcze kwantowych praw rządzących światem, a już rozumiał, że przyczynowość w realnym świecie nie istnieje. Teraz mamy fizykę kwantową, która pozwala nam zrozumieć, jak ten świat działa, mimo że nie ma w nim przyczyn.
Pozdrawiam
doku
|
|
 | Parys (592 punktów) (zablokowany) | >Wszystkie zdarzenia mają charakter spontaniczny i losowy.
Jesli tak , to w jaki sposób człowiek może np. zbudować most nad rzeką?
|
|
|  | 1 na 1 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > >Wszystkie zdarzenia mają charakter spontaniczny i losowy. >Jesli tak , to w jaki sposób człowiek może np. zbudować most nad rzeką?
Jak napisałem, składają się na to kwadryliardy mikrozdarzeń, których nie postrzegamy osobno, ale które są osobne, jeśli spojrzeć na nie przez dostatecznie silny "mikroskop".
doku
|
|
5 na 5 | diogenes (42753 punktów) | >Ateiści , materialiści -
Zapomniałes o skromnych wyznawcach zdrowego rozsądku. Jesli uważasz to pytanie za tak fundamentalne, to należałoby najpierw przynajmniej naszkicować znaczenie wystepujących w nim pojęć. Dlaczego tak nonszalancko przechodzisz od elementów świata (coś), do świata w całości? Czy to uzasadniona procedura? Traktowanie elementów świata jako tego samego typu logicznego co świata w całości to nonsens, dla którego nie widzę żadnego uasadnienia poza naiwną wyobraźnią: skoro ktoś zrobił garnek, to juści i świat ktoś ulepił. Po prostu taniutki, odpustowy anropomorfizm.
>jaka jest wasza odpowiedż na to zasadnicze pytanie?
Nie stawiasz żadnego pytania, tylko powielasz zasadniczy nonsens.
|
|
 | Parys (592 punktów) (zablokowany) | >należałoby najpierw przynajmniej naszkicować znaczenie wystepujących w nim pojęć. >Dlaczego tak nonszalancko przechodzisz od elementów świata (coś), do świata w całości?
Otóż to: brak uzgodnionych definicji używanych pojęć uniemożliwia dyskusję.
Wobec tego wyjaśniam : przez "Świat" rozumię to co materialne plus przestrzeń i czas. A więc pytanie : Czy może istnieć coś bez przyczyny odnosi się także do Świata , który jest zbiorem "cosiów" czyli rzeczy materialnych umieszczonych w czasoprzestrzeni.
Oczywiście Bóg jest poza Światem.
|
|
1 na 1 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >Ateiści , materialiści - jaka jest wasza odpowiedż na to >zasadnicze pytanie? Taka sama, jak na pytanie, czy może istnieć głupota bez przyczyny. Najwyraźniej może. Pozdrawiam
|
|
 | 1 na 1 | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >>Ateiści , materialiści - jaka jest wasza odpowiedż na to >>zasadnicze pytanie? >Taka sama, jak na pytanie, czy może istnieć głupota bez przyczyny. >Najwyraźniej może. Dodaje, by być dobrze zrozumiany. Jeśli wszystko ma mieć swoją przyczynę, to dochodzimy, do paradoksu. Bo jeśli przyczyną istnienia świata jest bóg, to co jest przyczyną istnienia boga. Gdy tylko przyjmiemy, że bóg nie ma przyczyny, łamiemy narzuconą sobie konwencję. Bo jeśli można przyjąć, że bóg może nie mieć przyczyny- jest samoistny, to dlaczego wcześniej nie przyjąć, że świat jest samoistny i nie tworzyć dodatkowo boga, by pozornie wyjaśnić pierwotną przyczynę istnienia świata. Oczywiście wierzący widzi to inaczej. On już założył, że bóg istnieje i dla niego ekonomiczne jest, by przyjąć, że bóg jest przyczyną świata, bo zamiast dwóch bytów samoistnych- świata, boga, ma już tylko jeden- boga. Niemniej tłumaczenie ateistom, że bóg jest przyczyną świata jest co najmniej odrobinę nietrafione. Wpierw trzeba by ich przerobić na wierzących, by takie argumeny trafiały. Pozdrawiam
|
|
|  | Parys (592 punktów) (zablokowany) | >Jeśli wszystko ma mieć swoją przyczynę, to dochodzimy, do paradoksu.
Odwrotnie: Jeśli NIE wszystko ma mieć swoją przyczynę, to dochodzimy, do paradoksu
|
|
| |  | 2 na 2 | Kosicki (12 punktów) | > Odwrotnie: Jeśli NIE wszystko ma mieć swoją przyczynę, to dochodzimy, do paradoksuWnioskuję, że Pańska teoria brzmi: "Wszystko musi mieć swoją przyczynę". Nie możliwe jest żeby wszystko miało swoją przyczynę bo dochodzimy do zapętlenia. Bóg -> świat. A skąd Bóg? Inny świat -> Bóg -> świat Ale skąd inny świat? Bóg -> inny świat -> Bóg -> świat? Ale skąd...? itd. Więc ta teoria upada pierwsza. Nie jestem ekspertem fizycznym. Wyżej Panowie tłumaczyli jakieś kwestie. Przyznam, że nie znam tematu więc nie komentuję. Ale proponuję przyjąć, że to wszechświat jest bez przyczyny, zamiast tworzyć kolejnego Boga. Bo na jego istnienie dowodów nie ma i pewnie jak go znam to nie będzie, a wszechświata doświadczam i to mi wystarczy  Pozdrawiam
Raczej...
|
|
| |  | | sceptymucha (moderator, 11470 punktów) | >>Jeśli wszystko ma mieć swoją przyczynę, to dochodzimy, do paradoksu. >Odwrotnie: Jeśli NIE wszystko ma mieć swoją przyczynę, to dochodzimy, do paradoksu Co to znaczy, że nie ma przyczyny? Znaczy to, że nie jest wynikiem działania czegoś innego, pierwotniejszego. Skoro nie znajduję niczego pierwotniejszego dla świata, co byłoby jego przyczyną, wypada mi przyjąć, że nie ma on przyczyny. Nie potrafię odpowiedzieć, skąd się świat wziął, co nie znaczy, że od razu tworzę paradoksy. Pozdrawiam
|
|
|  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >...tłumaczenie ateistom, że bóg jest przyczyną świata jest co najmniej odrobinę nietrafione. Wpierw trzeba by ich przerobić na wierzących, by takie argumeny trafiały.
Bycie katolikiem nie polega na teologicznych i filozoficznych dysputach. Stara baba, pisał Savonarola, wie więcej o wierze niż Platon. Wiary nie nabywa się w drodze przekonywania, dyskusji, argumentowania. Nic dziwnego, że Jezus (który chyba może uchodzić za mistrza przekonywania) powiedział: Ktobykolwiek nie przyjął królestwa Bożego jako dzieciątko, nie wnijdzie do niego (Luc 18,17). Do dziecka nie trafią przecież argumenty św. Augustyna czy dowody Akwinaty. Chodzi o to, aby konstruować osobowość przy stałej obecności pewnych zachowań, o kaształtowanie nawyków, bez których potem dorosły człowiek nie może się obejść, które stanowią oś jego osobowości. To jest sedno nie tylko religijnen indoktrynacji, ale i habituacji.
|
|
7 na 7 | Marian (5438 punktów) | >Ateiści , materialiści - jaka jest wasza odpowiedż na to zasadnicze pytanie? Krótką odpowiedzią jest „sądzę, że tak”. Teraz dłuższa odpowiedź. Jak już napisał dokowski, wiemy że w świecie dzieją się rzeczy bez przyczyny; było to obrazoburcze odkrycie fizyki minionego wieku, z którym – jak pamiętamy – nie mógł się pogodzić Einstein wypowiadając sławne zdanie „bóg nie gra w kości”. Jednakże wszystko wskazuje na fakt, że Einstein się mylił (nie tylko w części z bogiem, ale z kośćmi również); światem kwantowym rządzi ślepy przypadek. Dla przykładu, atom promieniotwórczy może rozpaść się, lub nie, bez żadnego powodu. Oczywiście, procesy te nie są może w pełni losowe; są w pewien sposób ograniczone przez tzw. reguły wyboru (odpowiednik zasad zachowania w fizyce klasycznej). Przypomina to trochę sytuację ze znanego eksperymentu z chaosem deterministycznym, gdzie wybieramy losowo punkt wewnątrz trójkąta, a następnie kolejno losujemy wierzchołek i stawiamy punkt w środku między starym punktem a wybranym wierzchołkiem. Po dużej ilości iteracji dostajemy bardzo uporządkowany wzór - trójkąt Sierpińskiego. Również tutaj mamy pewne „reguły wyboru”, które ograniczając losowość prowadzą do pojawienia się zupełnie nowej jakości. Jednakże zasadniczą siłą napędową jest przypadek. To co robi mechanika kwantowa to liczenie prawdopodobieństw zajścia pewnych procesów, które przy wielości identycznych zjawisk prowadzą oczywiście do obserwowalnych efektów typu określona intensywność jakiejś linii widmowej. Korespondencja między dwoma skrajnymi reżimami – klasycznym i kwantowym wciąż nie jest jasna i to wciąż gorący temat, niemniej jednak nie ulega wątpliwości, że pojęcie przyczynowości na fundamentalnym poziomie nie występuje. Zatem wniosek jest nieunikniony – to co wygląda dla nas na przyczynowość, musi mieć źródło na innym, wyższym poziomie; musi pojawić się złożoność, aby mogło istnieć złudzenie przyczynowości. Można by jeszcze wiele na ten temat pisać, bo to naprawdę interesujące rzeczy, ale mam nadzieję, że moja – i tak nieco przydługawa – odpowiedź odzwierciedla mój pogląd na ten temat.
Pozdrawiam.
A rationalist is simply someone for whom it is more important to learn than to be proved right - Karl Popper
|
|
 | 2 na 2 | ra-serafin (2786 punktów) | > Można by jeszcze wiele na ten temat pisać, bo to naprawdę interesujące rzeczy, ale mam nadzieję, że moja – i tak nieco przydługawa – odpowiedź odzwierciedla mój pogląd na ten temat.następna inteligentna odpowiedź i dla ciebie również plus. Możesz pisać dalej, twoja wypowiedź była interesująca, wcale nie przydługawa nikt nie ma nic przeciwko  > nie mógł się pogodzić Einstein wypowiadając sławne zdanie "bóg nie gra w kości". Jednakże wszystko wskazuje na fakt, że Einstein się mylił (nie tylko w części z bogiem, ale z kośćmi również) taki inteligentny ale szkoda że również taki wierzący bo gdyby taki nie był może by odkrył więcej z naszego pięknego świata 
Z przyszłością jest małe "ale" .Za każdym razem,jak się na nią spojrzysz - zmienia się,bo się na nią spojrzałeś.A to zmienia wszystko pozostałe.
|
|
 | | krzat | Jak obalono wątpliwości Einsteina, jakoby ta przypadkowość nie była "sama w sobie", ale wynikała z jakichś jeszcze mniejszych nieodkrytych zjawisk?
|
|
|  | 2 na 2 | Marian (5438 punktów) | >Jak obalono wątpliwości Einsteina, jakoby ta przypadkowość nie była "sama w sobie", ale wynikała z jakichś jeszcze mniejszych nieodkrytych zjawisk? Z jednej strony można powiedzieć, że sukces mechaniki kwantowej wskazuje, że jest to właściwy opis świata. Einstein sugerował, że zjawiska fizyczne wydają się być przypadkowe dlatego, że nie mamy o nich pełnej wiedzy. Jeśli rozważyć np. rzut monetą, to z punktu widzenia mechaniki klasycznej strona na którą upadnie jest ściśle zdeterminowana przez warunki początkowe (nadany kręt, siła podrzutu, itd.), których nie znamy. Einstein rozumował, że analogicznie muszą istnieć pewne wewnętrzne zmienne, czy stopnie swobody, do których nie mamy dostępu, a które determinują wyniki pomiarów. Okazuje się, że jest to weryfikowalna hipoteza. Załóżmy, że mamy dwóch obserwatorów, zwyczajowo nazywa się ich Alicją i Bobem, którzy mają po jednej cząstce. Cząstki posiadają po dwie obserwable, które mogą przyjmować wartość 1 i -1. Jeśli obserwable u Alicji nazwiemy odpowiednio Q i R, a Boba S i T, to podążając za hipotezą zmiennych ukrytych łatwo wykazać, że kombinacja QS+RS+RT-QT powinna być mniejsza lub równa 2. Tymczasem eksperymenty z cząstkami splątanymi wykazały, że w rzeczywistości taka kombinacja obserwabli może być większa od 2 (zgodne z przewidywaniami mechaniki kwantowej). Zwolennicy hipotezy zmiennych ukrytych twierdzą, że argument ten wyklucza jedynie tzw. lokalne zmienne ukryte, ale jak dotychczas nie wiadomo, jak można sprawdzić istnienie nielokalnych zmiennych ukrytych.
Pozdrawiam.
A rationalist is simply someone for whom it is more important to learn than to be proved right - Karl Popper
|
|
 | Parys (592 punktów) (zablokowany) | > Dla przykładu, atom promieniotwórczy może rozpaść się, lub nie, bez żadnego powodu.
bez powodu znanemu człowiekowi ale mogą być powody nieznane człowiekowi
> Jednakże zasadniczą siłą napędową jest przypadek.
W takim razie jak jest możliwe celowe działanie np. zbudowanie choćby roweru?
>musi pojawić się złożoność, aby mogło istnieć złudzenie przyczynowości.
ale w jaki sposób skoro:
>zasadniczą siłą napędową jest przypadek.
|
|
|  | 2 na 2 | Zbysław Śmigielski (8639 punktów) |
>W takim razie jak jest możliwe celowe działanie np. zbudowanie choćby roweru?
Zapewne przyczyna i skutek są jak łańcuch w tym rowerze, i zapewne to Bóg na nim pedałuje. .
|
|
|  | | Marian (5438 punktów) | > bez powodu znanemu człowiekowi ale mogą być powody nieznane człowiekowi Odpowiedź na to jest podobna do tego, co napisałem o hipotezie zmiennych ukrytych nieco wyżej ( tutaj). Krótko: mnie osobiście interesuje to co jest, a nie to co rzeczywiście być może, ale brak na to dowodów. Jak na razie dane empiryczne wskazują, że podejście oparte na mechanice kwantowej dobrze opisuje mikroświat. > W takim razie jak jest możliwe celowe działanie np. zbudowanie choćby roweru? Jak już pisałem, przejście od reżimu kwantowego do klasycznego, gdzie pojęcie przyczynowości ma już jako taki sens nie jest jasne, więc sądzę, że szczera odpowiedź na to pytanie powinna brzmieć: nie wiem. Jednak jest jasne, że złożoność często wprowadza nową jakość, jak w przypadku wspomnianego eksperymentu z chaosem deterministycznym, czy chociażby drugą zasadą termodynamiki. Druga zasada termodynamiki (stopień nieporządku nigdy nie maleje), tak silnie związana z kierunkiem upływu czasu, nie ma żadnego sensu dopóki mówimy o pojedynczych cząstkach; pojawia się dopiero jako rezultat złożoności, gdy mamy do czynienia z makroskopową liczbą cząstek. Uważam, że tak samo może być z przyczynowością. Na poziomie mikro wszystkie procesy są odwracalne – istnieje symetria na odwrócenie biegu czasu (ściślej: mówimy o symetrii cpt; czyli przy odwróceniu biegu czasu, zmianie cząstek na antycząstki i odbiciu przestrzennym obraz zjawiska się nie zmienia). Tymczasem pojęcie dobrze określonej strzałki czasu wydaje się być kluczowe dla określenia relacji przyczyna-skutek; jednakże, jak wspomniałem, dobrze określona strzałka czasu pojawia się dopiero z termodynamiczną strzałką czasu (kierunek wskazywany przez wzrost nieporządku). Pozdrawiam. A rationalist is simply someone for whom it is more important to learn than to be proved right - Karl Popper
|
|
| ra-serafin (2786 punktów) | > Ateiści , materialiści - jaka jest wasza odpowiedż na to> zasadnicze pytanie?> Masz coś do ateistów i materialistów 
Z przyszłością jest małe "ale" .Za każdym razem,jak się na nią spojrzysz - zmienia się,bo się na nią spojrzałeś.A to zmienia wszystko pozostałe.
|
|
| laszka (296 punktów) | >Ateiści , materialiści - jaka jest wasza odpowiedż na to >zasadnicze pytanie?
To naprawdę zaczyna być już nudne. Jak ktoś chce wierzyć w jakiegoś stwórcę, to niech idzie na forum, gdzie inni też w to wierzą i niech przestanie zadręczać tych, którzy w to nie wierzą. Naprawdę taka na siłę prezentowana "wyższość" wierzących jest męcząca i nudna. Wydaje się wam, że zostaliście dopuszczeni do tajemnicy, co stawia was na wyższym poziomie wtajemniczenia, niż ateistów. Nie ma żadnej tajemnicy, tak samo jak my znikniecie, nie będzie żadnej bramy, żadnej wieczności w raju. Nie będzie żadnego boga, który was pogłaszcze po główce za to, że byliście tacy dobrzy. Apeluję do wszystkich wierzących: dajcie już z tym spokój. Ta dyskusja dalej nigdzie nie prowadzi. Chyba jeszcze nikt pod wpływem waszych "argumentów" nie zmienił zdania.
Ps. kategoryczność wypowiedzi jest świadoma i proszę o niedopisywania komentarzy typu: "nie można mówić, że czegoś na pewno nie ma".
|
|
 | | asriel |
>To naprawdę zaczyna być już nudne. Jak ktoś chce wierzyć w jakiegoś stwórcę, to niech idzie na forum, gdzie inni też w to wierzą i niech przestanie zadręczać tych, którzy w to nie wierzą.
Zadręczać? Sama ilość wypowiedzi w tym wątku świadczy o tym, że takie potyczki z teistami to jest to co tygryski lubią najbardziej. O czym byśmy bez wierzących nich dyskutowali.
|
|
|  | | asriel (90 punktów) | Teraz sprawdziłem tematy. Z tego co widzę ten Parys to po prostu prowokator.
|
|
 | | ra-serafin (2786 punktów) |
> . Chyba jeszcze nikt pod wpływem waszych "argumentów" nie zmienił zdania.i bardzo dobrze , gdyby ktoś zmienił zdanie nasze forum straciłoby reputację  > Nie ma żadnej tajemnicy, tak samo jak my znikniecie, nie będzie żadnej bramy, żadnej wieczności w raju.jednak jest jedna tajemnica, oni znikną ze świadomością że całe życie przeklęczeli w kościele marząc o wieczności, a my racjonaliści znikniemy spełnieni, poznamy świat taki na jaki obecna nauka daje zgodę i będzie dobrze. > Apeluję do wszystkich wierzących: dajcie już z tym spokój. Ta dyskusja dalej nigdzie nie prowadzi.takich apeli było wiele ale moherowe hordy ciągle na nie nie reagują ale o jeden apel więcej to nic złego, nawet więcej dobrego. > Wydaje się wam, że zostaliście dopuszczeni do tajemnicy, co stawia was na wyższym poziomie wtajemniczenia, niż ateistów.mi się wydaje że to my racjo. zostaliśmy dopuszczeni do większej tajemnicy jaka jest prawda o świecie a ci o których mówisz laszka w cytacie zostali dopuszczeni na razie na wyższy poziom fikcji literackiej 
Z przyszłością jest małe "ale" .Za każdym razem,jak się na nią spojrzysz - zmienia się,bo się na nią spojrzałeś.A to zmienia wszystko pozostałe.
|
|
|  | | laszka (296 punktów) | > mi się wydaje że to my racjo. zostaliśmy dopuszczeni do większej tajemnicy jaka jest prawda o świecie a ci o których mówisz laszka w cytacie zostali dopuszczeni na razie na wyższy poziom fikcji literackiej  Tak jest, tyle, że ich mniemanie jest nader odmienne. Pozytywne jest natomiast to, że jak pisałeś, my umrzemy spełnieni, a nie w ułudzie, że jak moje życie tutaj jest nędzne to w zaświatach dostanę nagrodę. Pytanie jeszcze do autora wątku: czy ty naprawdę nie masz większych problemów?
|
|
2 na 2 | MichaQ (1056 punktów) | >Ateiści , materialiści - jaka jest wasza odpowiedź na to >zasadnicze pytanie? >
Samo pytanie jest skonstruowane nieco błędnie. Świat, pojmowany jako całość, jest abstraktem. Przyczyny można ustalać tylko dla pojedynczych rzeczy.
Czyste (podkreślam czyste) doświadczenie informuje nas o istnieniu pewnych faktów oraz o istnieniu stałych następstw tychże faktów. Należy dodać, że nie dostajemy żadnej informacji o przyczynie zaistnienia danego faktu. Wiemy, że jakaś przyczyna być musiała, ale nie mamy prawa (nie ma logicznej konieczności) do określania, co było tą przyczyną. Wyjaśnię to na przykładzie. Pan Jan, przechadzając się po łące, zobaczył w trawie zegarek. Czyste doświadczenie informuje Pana Jana o pewnym fakcie, którym jest istnienie zegarka. Pan Jan może stwierdzić, że ów zegarek został zrobiony przez zegarmistrza, ale należy tutaj podkreślić może! Przerzucanie swojego doświadczenia w przeszłość (na przyczynę) lub w przyszłość (na skutek) ma charakter mniemania, domysłu. Aby Pan Jan mógł z całą pewnością stwierdzić, że ów zegarek został zrobiony przez zegarmistrza, musiałby być świadkiem procesu tworzenia. Konkludując: Nic bez przyczyny powstać nie może, ale nie mamy prawa do określenia, co było przyczyną zaistnienia danego faktu, jeśli nie byliśmy świadkami momentu aktualizacji. Mówiąc inaczej: żeby mieć prawo do stwierdzenia, że np. Bóg stworzył Ziemię, musielibyśmy widzieć ów moment stwarzania.
Przyczyna świata równie dobrze może być materialna. Przypuśćmy, że świat składa się z nieskończonej liczby atomów. Jeśli istnieje jakaś możliwa kombinacja tych atomów, stanowiąca samoistny ład, to prędzej czy później, w nieskończonym czasie, dojdzie do utworzenia takiej kombinacji.
Oczywiście mógłby Pan dalej się upierać i wstawiać Boga, jako pierwszą przyczynę. Jeśli tak jest, to proszę uważnie przeczytać poniższe: Proszę sobie wyobrazić wagę. Na szalce numer 1 położono ciężar 10 uncji. Szalka numer 2 pozostaje zasłonięta. Szalka numer 1 podnosi się do góry, a szalka numer 2 opada w dół. Jaki możemy wysnuć wniosek? Z całą pewnością możemy stwierdzić, że na szalce 2 znajduje się ciężar o masie większej niż 10 uncji. Jednak nie mamy już prawa do stwierdzania, że znajduje się na niej 11 uncji, a tym bardziej 100 uncji lub też ciężar o nieskończonej masie. Podobnie nie mamy prawa do wniosku, że stwórcą świata był wszechmocny, doskonały, wieczny Bóg.
|
|
 | Parys (592 punktów) (zablokowany) | > Nic bez przyczyny powstać nie może, ale nie mamy prawa do określenia, co było >przyczyną zaistnienia danego faktu, jeśli nie byliśmy świadkami momentu aktualizacji.
Banalne: naukowcy zaczynając eksperyment nie idą na kawę zanim się on nie skończy.
>Mówiąc inaczej: żeby mieć prawo do stwierdzenia, że np. Bóg stworzył Ziemię, >musielibyśmy widzieć ów moment stwarzania.
Czy ktokolwiek widział elektrony?-a wszyscy mówią,że są.
>Przyczyna świata równie dobrze może być materialna.
Świat to głównie materia plus przestrzeń i czas- nie chce Pan chyba powiedzieć ,że materia ma własność stwarzania czasoprzestrzeni i samą siebie? Bo jeśli tak, to....
>Oczywiście mógłby Pan dalej się upierać i wstawiać Boga, jako pierwszą przyczynę.
Uczeni też się upierają, że istnieją elektrony ale nikt ich przecież nie widział.
Po prostu zarówno elektron jak i Bóg to konieczność wynikajaca z obserwacji tego co nas otacza i nas samych.
> nie mamy prawa do wniosku, że stwórcą świata był wszechmocny, doskonały, wieczny >Bóg.
Mamy takie prawa: są to prawa logiki- dzięki nim właśnie możemy powiedziec ,że zdanie: "materia powstała sama z siebie" jest bełkotem natomiast zdanie "stwórcą świata był Bóg" nie jest bo pierwsze zdanie jest sprzeczne z definicją materii a drugie nie jest sprzeczne z definicją Boga.
|
|
|  | 1 na 1 | ra-serafin (2786 punktów) | najważniejsze pytanie w całym tym temacie. Czy można dawać bana na racjonaliscie za denne tematy, za prowokacjie, za denerwowanie itp. Bo znalazłem pewnego takiego delikwenta który ma za dużo dostępu do internetu.  Tak Parys to ty jesteś zwycięzcą. Ale to czysty przypadek że to ty. To że cię nie lubię nie jest przyczyną twojego zwycięstwa. I jak by szczęśliwie potoczyły sie przyszłe wydarzenia i byś wyleciał z racjonalisty to pewnie po tygodniu na jakimś katolickim forum założył byś temat: Czy można wyrzucić katolika z forum bez przyczyny? 
Z przyszłością jest małe "ale" .Za każdym razem,jak się na nią spojrzysz - zmienia się,bo się na nią spojrzałeś.A to zmienia wszystko pozostałe.
|
|
| |  | 2 na 2 | gurgul (651 punktów) | >najważniejsze pytanie w całym tym temacie. Czy można dawać bana na racjonaliscie za denne tematy, za prowokacjie, za denerwowanie itp.
Regulamin forum na to nie wskazuje.
Czytałem kilka wątków założonych przez Parysa i mam wrażenie że ten człowiek lubi pogadać sobie o czymś o czym nie ma pojęcia. Tym niemniej jego prowokacje uważam za ciekawe, nie ze względu na ich treść, ale na treść odpowiedzi których udzielają inni użytkownicy. Przy okazji tego wątku padło już wiele bardzo ciekawych odpowiedzi, dlatego uważam że banowanie kogoś za prowokacje - nawet te nieco infantylne - byłoby błędem.
Pozdrawiam
|
|
|  | | asriel |
> Czy ktokolwiek widział elektrony?-a wszyscy mówią,że są.> Uczeni też się upierają, że istnieją elektrony ale nikt ich przecież nie widział.Elektrony odkrył Joseph John Thomson w 1897r, oj chyba się wagarowało na fizyce w szkole, ale nie jest jeszcze za późno www.pg.gda.pl/PismoPG/nr6_97/elektron.html> Świat to głównie materia plus przestrzeń i czas- nie chce Pan chyba powiedzieć ,że materia ma własność stwarzania czasoprzestrzeni i samą siebie? Bo jeśli tak, to....A hipotetyczny bóg ma taką możliwość czy uzyskuje ją dopiero po ogłoszeniu przez teologów dogmatu o wszechmocy. > Po prostu zarówno elektron jak i Bóg to konieczność wynikajaca z obserwacji tego co nas otacza i nas samych.Istnienie elektronu zostało potwierdzone w licznych eksperymentach a istnienie boga w żadnym.
|
|
|  | | Kosicki (12 punktów) | >Bóg to konieczność wynikajaca z obserwacji tego co nas otacza i nas samych.
To znaczy na przykład jakich obserwacji? Ja tam żyję sobie wesoło i nie widzę żadnej konieczności wciskania do tego jakiegoś tam boga.
Raczej...
|
|
| |  | | Ra-serafin | ciągle powtarzam że Parys wygrał w konkursie bana. Kiedy ktoś wręczy mu nagrodę bo czytanie jego wypowiedzi jest jak rozmowa z radiem: mówić do radia, drzeć się do radia, a ono ciągle plecie swoje.  ps.powinno takich gości sie banować, blokować ich IP by nie mogli się rejestrować na racjonaliście
|
|
| | |  | 2 na 2 | Wojtek (3465 punktów) | Z banowaniem jest tak: można banować trolli, ludzi obrażających wszystkich wokoło. Co do Parysa - nie wypełnia on znamion wymienionych powyżej. Prowadzi dyskusję, ma całkowicie odmienne poglądy od interlokutorów, moim zdaniem niesłuszne i nielogiczne. Nie jest to jednak wystarczające do zbanowania. Pisze na temat, nie obraża. Faktycznie, pisze niewiele, zadaje pseudo-filozoficzne pytania, niemniej nie jest to ni zabronione ni naganne. Błędy wnioskowania i uprawiana erystyka także nie wykluczają z dyskusji - na forum ostałoby się wtenczas nie więcej niż dziesięć osób. Zatem, tolerancję zalecam, choć próby przekonywania uważam za zbędne i z gruntu bezowocne.
Pozdrawiam
|
|
| | | |  | | Zbysław Śmigielski (8639 punktów) |
>Zatem, tolerancję zalecam, choć próby przekonywania uważam za zbędne i z gruntu bezowocne.
Tym razem, być może wyjątkowo, zgadzam się w pełni. Cnota cierpliwości przyda się nawet racjonaliście. .
|
|
|  | 3 na 3 | diogenes (42753 punktów) | >...Bóg to konieczność wynikajaca z obserwacji tego co nas otacza i nas samych.
Z obserwacji można wyciągnąć jedynie wnioski co do skuteczności parafialnej indoktrynacji, a nie co do konieczności przejścia od zdań obserwacyjnych do zdań na temat istnienia i istoty boga. Podejrzewam, że za jakiś czas dostąpisz objawienia i nawet rozumowanie stanie się czymś zbędnym. Polecam neokatechumenat.
|
|
| |  | | Kupc (111 punktów) | Witam wszystkich, niewiele mam wspólnego z nauką, więc prosze o wyrozumiałość w stosunku do mojej wypowiedzi, heh. Na wstępie chciałbym wyjaśnić co uważamy za wszechświat, czy jest nim pusta próżnia? Wydaje mi się, że nie, wszechświatem jest chyba wszelka materia istniejąca w próżni. Więc pytanie tego wątku forum brzmi: czy istnieje przyczyna powstania materii?! A co sądzicie o teorii Einsteina i jego słynnym wzorze e=mc2, przecież materia faktycznie mogła powstać z energii. Z moich obserwacji wynika ,że jest ona wszechobecna i zawarta we wszystkich bytach i niebytach , jak to określają materię filozofowie. Energia napędza nasze organizmy i zawiera się w we wszystkim co jemy, każdy przedmiot posiada energię, dowodem na to jest fakt że wszystko można spalić,energia znajduje się w powietrzu, atmosferze - widzimy ją w postaci wyładowań elektrycznych, energia sprawia,że czujemy (impulsy przesyłane przez nerwy do mózgu to ładunki elektryczne), nasze myśli to będące w nieustannym ruchu ładunki energii w naszych mózgach. A co z starą już teorią, w myśl której wszechświat spowodowała wielka eksplozja, być może wywołana przez znajdującą się w próżni energię. Nigdy nie udowodniono chyba doświadczeniem, że zamiana energii na materię jest możliwa, ale wzór Einsteina przekształcono osiągając w ten sposób "przepis" na broń jądrową, bo to po prostu odwrotna reakcja - materia na energię. Odnośnie wielkiej eksplozji jako genezy wszechświata, to istnieją na jej poparcie dowody, jak dla mnie dość wiarygodne. Steven Hawking odkrył w przestrzeni kosmicznej promieniowanie radioaktywne, które uznano za pozostałość po owej kosmicznej eksplozji. Udowodniono także, że wszechświat się "rozciąga" - planety, układy słoneczne i galaktyki oddalają się względem ustalonego środka znanego nam wszechświata. Być może ten wyliczony środek to obszar w którym nastąpiła eksplozja. Powszechnie wiadomo jak niszczycielską siłą jest energia, wydaję się jednak, że posiada ona również moc tworzenia, bo jak już wcześniej wspomniałem wszystko składa się z energii. Czym jest energia - bezpostaciowa wielkość fizyczna, nicość posiadająca moc tworzenia i niszczenia?! heh. Nie jestem za dobry z fizy, i intryguje mnie pytanie, czy energia może sobie wybuchnąć od tak w próżni, bez tlenu? wybuch to chyba takie bardzo szybkie spalanie, a nie ma spalana bez tlenu, z drugiej zaś strony wiadomo, że eksplozje w przestrzeni kosmicznej mają miejsce. No nie wiem, może ktoś pomoże heh.
|
|
| | |  | | Kupc | >jest ona wszechobecna i zawarta we wszystkich bytach i niebytach , jak to określają materię filozofowie.>
>Czym jest energia - bezpostaciowa wielkość fizyczna, nicość posiadająca moc tworzenia i niszczenia?!>
Te zdania wymagają korekty, mianowicie - materia nie może być niebytem, to energia nim jest. W drugim przytoczonym zaś zdaniu powinienem był zatem użyć właśnie terminu "niebyt" zamiast "nicość", tak mi się wydaje, nie ma chyba wielkiej różnicy między tymi dwoma pojęciami ale nicość kojarzy mi się z czym innym. Sorry za te błędy.
|
|
|  | 1 na 1 | MichaQ (1056 punktów) | Jak widzę, Pan nie za bardzo zrozumiał, co miałem na myśli. Aby mieć prawo do stwierdzania o przyczynie, związek przyczynowy musiałby być związkiem logicznie koniecznym. Taką koniecznością wykazują się tylko wnioski aprioryczne, czyli nie oparte na doświadczeniu. Nie może Pan na podstawie samego pojęcia prochu, samego słowa "proch", wydedukować, jak proch powstaje, ani tego, że wybuchnie. Wniosek jest taki, że związek przyczynowy nie jest związkiem koniecznym. Wnosząc o przyczynie nie stwierdzamy tylko przypuszczamy. Poza tym związku przyczynowego nie poznajemy również a posteriori (na podstawie doświadczenia). Czyste doświadczenie informuje nas tylko o faktach, ale nie informuje nas o przyczynie, ani o ewentualnym skutku. Właśnie to miałem na myśli pisząc: "żeby mieć prawo do stwierdzenia, że np. Bóg stworzył Ziemię, >musielibyśmy widzieć ów moment stwarzania." Chodziło mi o doświadczenie pewnego faktu, którym było stworzenie świata. Ludzie z nawyku przenoszą swoje doświadczenie w przeszłość na przyczynę lub w przyszłość na skutek. Powtarzam jeszcze raz: czysta empiria nie informuje nas o tym, jaka była przyczyna oraz o tym, jaki będzie skutek! Istnienia Boga nie można wykazać empirycznie. Istnienie elektronu zostało wykazane empirycznie, i w każdym momencie osoba dysponująca odpowiednim sprzętem i wiedzą może ponownie wykazać istnienie takiej cząstki materii. Bóg nie jest koniecznością wynikającą z obserwacji. Jest przypuszczeniem. Nawet współczesna teologia zrezygnowała z dowodów na istnienie Boga i stwierdza, że takiego dowodu podać nie można. Poza tym pytanie o to, co było przed Wielkim Wybuchem jest pozbawione sensu. Wcześniej nie było czasu! Oczywiście mógłby Pan stwierdzić, że Bóg jest poza czasem, ale to również nie jest zdanie logiczne (proszę patrzeć niżej na definicję zdania logicznego). Przyznawanie idei Boga jakichkolwiek predykatów (cech) jest z punktu widzenia logiki pozbawione sensu.
>"materia powstała sama z siebie" jest bełkotem natomiast zdanie "stwórcą świata był Bóg" >nie jest bo pierwsze zdanie jest sprzeczne z definicją materii a drugie nie jest sprzeczne z definicją Boga.
Zdanie "Bóg stworzył świat" uważa Pan za zgodne z logiką? Dobre. Zdanie logiczne to zdanie, które ma wartość 0 lub 1, czyli jest to zdanie prawdziwe lub fałszywe. Jak Pan stwierdzi bezwzględną prawdziwość tego zdania? Już w na przełomie XIX i XX wieku ustalono, że wszelkie metafizyczne zdania o Bogu są z logicznego punktu widzenia bez sensu. Proszę sobie zobaczyć wymóg Hume'a.
|
|
| |  | | Kupc (111 punktów) | > Jak widzę, Pan nie za bardzo zrozumiał, co miałem na myśli...>
Rozumiem,że to komentarz do wypowiedzi pana Parysa ?!
A ten ??? -
> Poza tym pytanie o to, co było przed Wielkim Wybuchem jest pozbawione sensu. Wcześniej nie było czasu!>
Hmm, skąd pewność, że przed Wielkim Wybuchem, zakładając, że takie zdarzenie miało miejsce, czas nie istniał? Czym jest czas? Poza tym pańska wcześniejsza wypowiedź zawierała zdanie, które wydaje się temu zaprzeczać -
> Jeśli istnieje jakaś możliwa kombinacja tych atomów, stanowiąca samoistny ład, to prędzej czy później, w nieskończonym czasie, dojdzie do utworzenia takiej kombinacji.>
> Oczywiście mógłby Pan stwierdzić, że Bóg jest poza czasem, ale to również nie jest zdanie logiczne (proszę patrzeć niżej na definicję zdania logicznego). Przyznawanie idei Boga jakichkolwiek predykatów (cech) jest z punktu widzenia logiki pozbawione sensu.>
Nie jestem pewien czyjej wypowiedzi komentarzem są także te zdania. W ramach wyjaśnienia stwierdzam z pełnym zdecydowaniem, że moje rozważania na temat energii to nie próba uprawiania apologetyki, apotezy i vice versa czy obrony poglądów pana Parysa. Jestem ateistą. Odnośnie zaś predykatów i apotezy, to bliskie mi są idee panteistyczne, pana Barucha Spinozy np. który utożsamiał boga z wszechświatem. Istotną różnicą między panteistami, a ortodoksyjnymi teistami jest jednak pogląd o determinizmie jako mechanizmie powodującym wszechświatem, a nie wiara w wolną wolę nadprzyrodzonej istoty-stwórcy.
|
|
| | |  | | MichaQ (1056 punktów) | To był komentarz to wypowiedzi Parysa. Jeśli zacząłem go niekulturalnie, to muszę przeprosić. Wybuch spowodowany jest tym, że po raz n-ty muszę tłumaczyć kolejnej osobie, że nie ma prawa do określania przyczyny.
Zdanie dotyczące czasu wziąłem od Hawkinga. Hawking twierdził, że zadawanie pytania, co było przed powstaniem świata jest pozbawione sensu, bo wtedy nie było czasu. Wszelkie pytanie proszę kierować do Hawkinga.
Często w dyskusjach z wierzącymi mam do czynienia z przypisywaniem Bogu kolejnych predykatów. Przy czym mamy do czynienia z koncepcją transcendentnego Boga, a nie panteizmem. Chodziło mi o to, że Parys nie ma prawa do przypisywania orzeczników czemuś, co nie jest mu dane ani pośrednio, ani bezpośrednio w doświadczeniu.
|
|
| |  | -1 na 1 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >pytanie o to, co było przed Wielkim Wybuchem jest pozbawione sensu. Wcześniej nie było >czasu!
Aż dwa błędy w jednym sądzie.
1. Przekonanie, że wcześniej nie było czasu jest konsekwencją nierozumienia praw kwantowych fizyki. W rzeczywistości funkcja falowa opisująca Wszechświat przed Wielkim Bum nie może różnić się tak istotnie od tych, które opisują nasz świat teraz
2. Na głębszym poziomie rozumienia świata: już Kant pokazał, że czas jest tylko formą funkcjonowania podmiotu poznawczego, że w świecie rzeczywistym czas nie istnieje, czas jest tylko konieczną formą postrzegania - bez niego postrzeganie by w ogóle nie działało. Podobnie przestrzeń i przyczynowość są tylko koniecznymi formami nadawanymi przez podmiot wrażeniom zmysłowym. Fizyka kwantowa potwierdziła, że Kant miał rację.
Czasu więc nie ma i nie było, nic się nie zmieniło
doku
|
|
| | |  | | zamojta (113 punktów) | Nie znam sie na teoriach kwantowych ani na filozofii. Jedno co moge zaproponowac od siebie to to ze tak dyskusja nie ma konca i miec nie moze. Poslugujecie sie Panowie/Panie (bo tak naprawde nie wiem kto sie skrywa pod nickami i nie chcialbym nikogo urazic) slowami a wiec wycinkami opisujacymi ciaglosc rzeczywistosci. Mozecie mnozyc argumenty dodawac nowe slowa nawet tworzyc nowe dzwieki i ich znaki to do niczego nie prowadzi a powieksza jedynie zasob slownictwa, czyli wycinkow. Dochodzenie do tzw prawdy jest niemozliwe stosujac same slowa bo nie sa one odzwierciedleniem calej rzeczywistosci w jakiej jestesmy wszyscy razem z bogiem, wszechswiatem, przyczynami i skutkami. Nasuwa mi sie taka mysl, iz caly czas nieswiadomie sobie cos udowadniamy, to to ze przyczyna i skutek to w zasadzie jedno i to samo, poniewaz zmierza z nieskonczonosci do nieskonczonosci nie majac zadnego kierunku, zwrotu i czego tam jeszcze sobie nie wymyslimy, a szukanie rozwiazania dalej popycha nas ludzi o oograniczonym mozgu do tworzenia religii na miare swoich potrzeb i upodoban. Slowo staje sie przeklenstwem nauki bo tworzy z niej religie. Jak wiec tworzyc nauke bez slow? Moze po prostu przyjac skromnie ze takowa nie istnieje jest tylko wielkie nieskonczone zgadywanie tego czego nie ma.
|
|
| | | |  | | moralny "antychryst" | > Moze po prostu przyjac skromnie ze takowa nie istnieje jest tylko wielkie nieskonczone zgadywanie tego czego nie ma. Z całym wstępem się zgadzam. Z konkluzją wcale. Zgadywanie, to właśnie tworzenie religii. Nauka to badanie i opisywanie istniejącego i postrzeganego, a nie zgadywanie i dowodzenie istnienia zgadniętego.
|
|
| | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > Jedno co moge zaproponowac od siebie
Szukam więc tej "propozycji", szukam...
Jest coś!
>Moze po prostu przyjac skromnie ze takowa nie istnieje
(chodzi o to, że nauka bez słów nie istnieje)
Zgadzam się, propozycja mi się podoba, przyjmuję więc skromnie, że nauka bez słów nie istnieje. Postaram się więc, pisząc o nauce, używać skromnie wielu słów.
Pozdrawiam
doku
|
|
| | | | |  | | moralny "antychryst" | >Zgadzam się, propozycja mi się podoba, przyjmuję więc skromnie, że nauka bez słów nie istnieje. Postaram się więc, pisząc o nauce, używać skromnie wielu słów. No i będziesz opowiadał religijne brednie. Nauka nie istnieje bez pojęć składających się na obserwowany przez naukowców Wszechświat. Bez słów spokojnie istnieć (rozwijać się) może, tyle że Ty się o jej rozwoju nie dowiesz. Nauka to nie słowotok, choć tworzy nowe słowa.
|
|
| | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Nauka nie istnieje bez pojęć składających się na obserwowany przez naukowców >Wszechświat. Bez słów spokojnie istnieć (rozwijać się) może...
Nie rozumiem. W jakim sensie nauka może istnieć bez słów, ale nie może istnieć bez pojęć. Co to za pojęcia, które nie mogą być ujęte słowami.
doku
|
|
| | | | | | |  | | moralny "antychryst" | >>Nauka nie istnieje bez pojęć składających się na obserwowany przez naukowców >>Wszechświat. Bez słów spokojnie istnieć (rozwijać się) może... >Nie rozumiem. W jakim sensie nauka może istnieć bez słów, ale nie może istnieć bez pojęć. Co to za pojęcia, które nie mogą być ujęte słowami. Dlaczego mają nie móc? Mogą, ale nie muszą, bo nie tylko bez słów, ale nawet bez ludzi istnieją. Te pojęcia to materia, energia, czas i ewolucja (zmiana w czasie). Zarówno Ty, jak naukowiec badać (robić doświadczenia) może bez gadania. Wystarczy rozumieć ich cel i wyniki. Dopiero potem można zrozumiane opisać, żeby podzielić się tym z innymi (i wyłącznie w tym celu). Dość często do opisywania służy język matematyki, a nie potoczny.
|
|
| | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >nie tylko bez słów, ale nawet bez ludzi istnieją. Te pojęcia to >materia, energia, czas i ewolucja (zmiana w czasie)
Były kiedyś w starożytnej filozofii takie poglądy, nie chce mi się odgrzebywać nazw, których wyznawcy wierzyli w istnienie tego rodzaju abstrakcyjnych bytów jak formy, kształty, pojęcia, sedna, ideały... tak jakby istniały one w takim sensie, w jakim istnieje materia. Czy dobrze rozumiem, że zaliczasz się do kontynuatorów któregoś z tych nurtów?
doku
|
|
| | | | | | | | |  | | moralny "antychryst" | >>nie tylko bez słów, ale nawet bez ludzi istnieją. Te pojęcia to >>materia, energia, czas i ewolucja (zmiana w czasie) >Były kiedyś w starożytnej filozofii takie poglądy, nie chce mi się odgrzebywać nazw, których wyznawcy wierzyli w istnienie tego rodzaju abstrakcyjnych bytów jak formy, kształty, pojęcia, sedna, ideały... tak jakby istniały one w takim sensie, w jakim istnieje materia. Czy dobrze rozumiem, że zaliczasz się do kontynuatorów któregoś z tych nurtów? Tak. Bardzo dobrze rozumiesz, że nie istnieje nauka bez jej kontynuacji. I dobrze rozumiesz, że w głowie mam nie Wszechświat, ale TYLKO jego model (ideę). Jeśli w Twoim przypadku jest inaczej, to głęboko współczuję, bo Wszechświat chyba nie może pomieścić Ci się w głowie? I ból głowy musisz z tego powodu mieć spory. Naprawdę współczuję. Mogę jakoś pomóc?
|
|
| | | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >głęboko współczuję, bo Wszechświat chyba nie może pomieścić Ci się w głowie? I ból głowy musisz z tego powodu mieć spory. >Naprawdę współczuję. Mogę jakoś pomóc?
Tak szczerego i szlachetnego entuzjazmu nie godzi się marnować, daj więc ujście swoim zapałom i pomóż mi. Pomożesz mi oświecając mnie, jak wyobrażasz sobie istnienie pojęć jako bytów materialnych. Bo o ile łatwo mi sobie wyobrazić istnienie takiego pojęcia jak np. "drzewo", to już o ból głowy przyprawia mnie próba wyobrażenia sobie istnienia np. "absurdu" w postaci materialnego bytu. Napisałeś, że Ty to potrafisz, że pojęcia istnieją wg Ciebie jako byty materialne. Od tego rozbolała mnie głowa. Pomóż mi!
doku
|
|
| | | | | | | | | | |  | | moralny "antychryst" | >>głęboko współczuję, bo Wszechświat chyba nie może pomieścić Ci się w głowie? I ból głowy musisz z tego powodu mieć spory. >>Naprawdę współczuję. Mogę jakoś pomóc? >Tak szczerego i szlachetnego entuzjazmu nie godzi się marnować, daj więc ujście swoim zapałom i pomóż mi. Pomożesz mi oświecając mnie, jak wyobrażasz sobie istnienie pojęć jako bytów materialnych. Bo o ile łatwo mi sobie wyobrazić istnienie takiego pojęcia jak np. "drzewo",... I jak też istnienie tego pojęcia sobie wyobrażasz? Czy pojęcie to, to przypadkiem nie idea (niematerialny, obraz drzewa w umyśle człowieka)? > to już o ból głowy przyprawia mnie próba wyobrażenia sobie istnienia np. "absurdu" w postaci materialnego bytu. Znaczy wierzysz w pojętą ideę, ale nie wiesz skąd ona się w Twojej głowie wzięła? Czyli Twoim zdaniem drzewo to nie byt materialny? A jaki? > Napisałeś, że Ty to potrafisz, że pojęcia istnieją wg Ciebie jako byty materialne. Od tego rozbolała mnie głowa. Pomóż mi! To, to Ty napisałeś. Ja twierdzę, że pojęcia (idee) są niematerialnym (bo powstającym w umyśle człowieka) odzwierciedleniem istniejących bytów (zarówno materialnych, jak niematerialnych). Współczuję bólu głowy, ale niestety nadal go nie podzielam. Co więcej, nadal kompletnie nie rozumiem, jak można się go nabawić i skąd taki się bierze. Żeby Ci pomóc, trzeba najpierw poznać jego źródło. Może jest nim to nieustanne przekręcanie cudzych myśli i wypowiedzi (wmawianie i wciskanie innym własnych wyznań wiary i niewiary)?
|
|
| | | | | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | Co za bezczelność | >> Napisałeś, że Ty to potrafisz, że pojęcia istnieją wg Ciebie jako byty materialne. Od tego rozbolała mnie głowa. Pomóż mi! >To, to Ty napisałeś. Ja twierdzę, że pojęcia (idee) są niematerialnym (bo powstającym w >umyśle człowieka) odzwierciedleniem istniejących bytów
Już drugi raz udowadniam ci czarno na białym, że kłamiesz bezczelnie, kiedy ci się zdarzy popaść w sprzeczności
"nie tylko bez słów, ale nawet bez ludzi istnieją" - to twoja opinia na temat pojęć sprzed kilku postów
A teraz piszesz coś przeciwnego i udajesz, że tego nie widzisz, chyba przestanę zauważać takiego nicka
doku
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | moralny "antychryst" | Odp: Co za bezczelność i czyja | >>> Napisałeś, że Ty to potrafisz, że pojęcia istnieją wg Ciebie jako byty materialne. Od tego rozbolała mnie głowa. Pomóż mi! >>To, to Ty napisałeś. Ja twierdzę, że pojęcia (idee) są niematerialnym (bo powstającym w >>umyśle człowieka) odzwierciedleniem istniejących bytów >Już drugi raz udowadniam ci czarno na białym, że kłamiesz bezczelnie, kiedy ci się zdarzy popaść w sprzeczności >"nie tylko bez słów, ale nawet bez ludzi istnieją" - to twoja opinia na temat pojęć sprzed kilku postów >A teraz piszesz coś przeciwnego i udajesz, że tego nie widzisz, Być może moja bezczelność jest faktem. Faktem jest jednak również, że Ty nie rozumiesz co ludzie piszą i co sam piszesz. 1) Wiesz co to drzewo? Pytam o takie, które rośnie przy drodze, wiec jest materialne? 2) Wiesz, co to pojęcie z tymże (konkretnym!) drzewem związane, czyli idea, czyli obraz tegoż drzewa w ludzkiej głowie? 3) Wiesz co to słowo "drzewo"? n) Rozróżniasz w/w trzy różne "rzeczy"? Bóg, który tak ludziom namieszał w głowach, musiał być chyba bezczelniejszy ode mnie.
Nadal bezczelnie Cię pozdrawiam i życzę zrozumienia istnienia (zarówno własnego, jak Wszechświata, a w nim drzewa).
|
|
| |  | Parys (592 punktów) (zablokowany) | Odp: Czy może istnieć coś , np. Świat, bez przyczyny? | > Jak widzę, Pan nie za bardzo zrozumiał, co miałem na myśli. Aby mieć prawo do stwierdzania o przyczynie, związek przyczynowy musiałby być związkiem logicznie koniecznym. Taką koniecznością wykazują się tylko wnioski aprioryczne, czyli nie oparte na doświadczeniu.
Tylko? Podam przykład:
Jest tylko przestrzeń i poruszają ce się ku sobie dwie kule po chwili następuje zderzenie. Czy twierdzi Pan że zderzenie w opisanej sytuacji jest logicznie niekonieczne?- jeśli tak to jedna z kul "przeszłaby" przez drugą czyli by nieistniała wbrew założeniu.
Pan za Hume'm zakłada , że wprawdzie w naszej części Świata wydaje się zderzenie tych kul być konieczne ale w innej noże nie być konieczne (niejednolitość Świata), natomiast fizycy zakładaja ,że Świat jest jednolity a zderzenie kul w opisanym przypadku jest konieczne w kazdej jego części.
Różne rzeczy można zakładać np. że nam się wydaje że jesteśmy realnie, czemu nie?
>Czyste doświadczenie informuje nas tylko o faktach, ale nie informuje nas o przyczynie, >ani o ewentualnym skutku.
Ja zakładam jednolitość Świata.
> Zdanie "Bóg stworzył świat" uważa Pan za zgodne z logiką?
Napisałem: "zgodne z definicją".
Ale uważam ,że zdanie "Bóg stworzył świat" jest prawdziwe , gdyż wynika z zdania prawdziwego ,że " nie ma skutku bez przyczyny" i definicji Boga.
|
|
| | |  | | Andrzej.51 (15814 punktów) | >Ale uważam ,że zdanie "Bóg stworzył świat" jest prawdziwe , gdyż wynika z zdania prawdziwego ,że " nie ma skutku bez przyczyny" i definicji Boga. >
Skoro Parysie wiesz wszystko najlepiej i z niebywałą wręcz pewnością siebie oznajmiasz wszystkim, że to Bóg stworzył świat, to dlaczego do tej pory nie odniosłeś się do wypowiedzi asriela (z 18 lutego), który poddał pod rozwagę taką kwestię; "Jakim wyjaśnieniem jest Bóg, skoro sam wymaga wyjaśnienia". (Podzielam opinię p. Zbysława Śmigielskiego o tym pytaniu.) Jeśli zatem nie masz żadnych wątpliwości odnośnie stworzenia świata, jeśli ponad wszelką wątpliwość twierdzisz, że świat jest dziełem Boga, to ja postaram się niejako rozwinąć kwestię poddaną przez asriela : 1) Pokuś się o wyjaśnienie nam natury Boga: spróbuj go jakoś określić, opisz go jakoś, podaj jego atrybuty (wystarczą te najważniejsze, bez których niemożliwe by było jego istnienie, podaj jego metody i środki działania, itd.). 2) Dlaczego Bóg stworzył świat właśnie wtedy, gdy to uczynił, ani później, ani wcześniej. 3) Jeśli, jak twierdzisz, Bóg istniał jeszcze przed stworzeniem świata, to co robił, zanim ten świat stworzył, gdzie przed tym czynem przebywał, czy przed stworzeniem świata był bezczynny. I wreszcie: gdzie przebywa teraz. 4) Jaki Bóg miał cel, by stworzyć świat, po co go stworzył, czego mu było brak, że podjął się tego dzieła, na czym polegał jego dyskomfort wynikający z braku świata, co uzyskał dzięki stworzeniu świata. 5) Kto stworzył Boga, kto (lub co) był przed nim. Z czego ewentualnie wynika, że to Bóg był "tą pierwszą przyczyną". Że to on istniał przed wszystkim. Twierdzisz może, że to wynika z definicji, że z definicji Bóg nie wymagał stworzenia, że był ponad tym, że był "od zawsze". Czy potrafisz to udowodnić. A jeśli ja stwierdzę, że wszechświat nie wymagał stworzenia, że istniał zawsze i że to właśnie wynika z definicji wszechświata, to czy Ty zażądasz ode mnie dowodów na poparcie tej tezy. Czy dowody ma dawać tylko nauka, a kreacjoniści są od tego zwolnieni.
Uważasz, że niepoważne jest to, co napisałem. A ja uważam, że jest to bardzo poważne. Uważam bowiem, że nie jest poważne to, co Ty twierdzisz. Skoro kreacjoniści (do których, jak sądzę z Twoich wypowiedzi, zaliczasz się) wymagają od świata nauki niepodważalnych dowodów na wszystkie kwestie związane z powstaniem świata, to może wreszcie kreacjoniści też coś udowodnią, albo przynajmniej postarają się coś udowodnić, podejmą jakieś działania. Na drodze naukowej oczywiście. Jeśli tak skrupulatnie kreacjoniści wykorzystują wszelkie istniejące "luki" w naukowym wyjaśnianiu powstania wszechświata i twierdzą, że te "luki" dowodzą właśnie istnienia Boga (w tych "lukach" kreacjoniści natychmiast niejako zakładają istnienie Boga), to może wreszcie udowodnią to. Przecież od nauki wymagają dowodów.
Mimo wszystko nie zniechęcaj się. Do dzieła!!!
|
|
| | | |  | Parys (592 punktów) (zablokowany) | >"Jakim wyjaśnieniem jest Bóg, skoro sam wymaga wyjaśnienia".
Proszę się nie ośmieszać- próba wyjaśniania Boga przez człowieka jest podobna do sytuacji zegarka wyjaśniajacego zegarmistrza.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >>"Jakim wyjaśnieniem jest Bóg, skoro sam wymaga wyjaśnienia". >Proszę się nie ośmieszać- próba wyjaśniania Boga przez człowieka jest podobna do sytuacji zegarka wyjaśniajacego zegarmistrza.
Nie wysiliłeś się. Kiepsko Ci poszło. Może jednak spróbujesz jeszcze raz. Odpowiedz chociaż na kilka pytań.
A dlaczego z góry założyłeś, że próba wyjaśnienia Boga jest niemożliwa? Co pozwala Ci wysunąć taką opinię? Czy wiesz coś na temat Boga, byś mógł tak sądzić? A może nie byłoby wcale tak trudno? Poddajesz się bez walki? Ale ja Cię rozumiem. Nie da się objaśnić bytu nieistniejącego.
A czy nie wydaje Ci się, że nauka staje przed trudnymi problemami codziennie? A jednak coś robi. Źle się wyraziłem - nie "coś", robi bardzo dużo. Można powiedzieć, że każdy niemal dzień powiększa wiedzę człowieka i być może coraz bliżsi jesteśmy ostatecznego wyjaśnienia powstania wszechświata. Być może bliskie już jest poznanie tzw. "teorii wszystkiego". Może coś o tym słyszałeś? A czy zwróciłeś uwagę na to, że tych "luk", o których wczoraj pisałem, jest coraz mniej. Coraz mniej zatem zasług możecie przypisywać Bogu. A będzie coraz gorzej. Czy zdajesz sobie z tego sprawę?
Nauka zatem "coś" robi. Nie tłumaczy się, że próba wyjaśnienia wszechświata "jest podobna do sytuacji zegarka wyjaśniającego zegarmistrza". A Ty próbujesz się wykpić tym jednym śmiesznym zdaniem. Nie wstyd Ci. Nie kpij. Nauka nie kpi tak, jak Ty! Jakże łatwo powiedzieć, że się nie da. Walcz! Nie poddawaj się!
Do roboty! Nie próżnuj. Może Ci się uda. To Ty się ośmieszyłeś. Nawet bardzo. Nie ja.
|
|
| | | | |  | Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
>próba wyjaśniania Boga przez człowieka jest podobna do sytuacji zegarka wyjaśniajacego zegarmistrza.
Więc pokorne zegarki w swej bojaźni spóźniają się lub całkiem stanęły, czekając na Zegarmistrza, w nadziei, że nakręci je na wieczne tykanie... Ale zegarmistrz się przekwalifikował i bateryjki zakłada. .
|
|
| | | | | |  | | moralny "antychryst" | >>próba wyjaśniania Boga przez człowieka jest podobna do sytuacji zegarka wyjaśniajacego zegarmistrza. >Więc pokorne zegarki w swej bojaźni spóźniają się lub całkiem stanęły, czekając na Zegarmistrza, w nadziei, że nakręci je na wieczne tykanie... Ale zegarmistrz się przekwalifikował i bateryjki zakłada. Nie mów! A zegarki mu teraz kowal robi? To jak one w ogóle chodzą i tykają? I czy mają jeszcze na co czekać? A te bateryjki, to przed śmiercią, czy dopiero po niej?
|
|
| | | | | | |  | Osnowa (11779 punktów) (zablokowany) |
> >Więc pokorne zegarki w swej bojaźni spóźniają się lub całkiem stanęły, czekając na Zegarmistrza, w nadziei, że nakręci je na wieczne tykanie... Ale zegarmistrz się przekwalifikował i bateryjki zakłada.> ...> A te bateryjki, to przed śmiercią, czy dopiero po niej?A te bateryjki, to wiedzy porcyjki. Rozróżnij też Zegarmistrza i zegarmistrza. Bo coraz bardziej "żyjemy w nowoczesności"  i nauka obala kolejne dogmaty religijne. Na przykład kiedyś Niebo było w niebie. Ot, tak mnie natchnęło Twoje porównanie do zegarka. Ale się tym nie stresuj, bo Ci pęknie sprężynka... drogi Zegarku.  .
|
|
| | | | | | | |  | | moralny "antychryst" | > >>Więc pokorne zegarki w swej bojaźni spóźniają się lub całkiem stanęły, czekając na Zegarmistrza, w nadziei, że nakręci je na wieczne tykanie... Ale zegarmistrz się przekwalifikował i bateryjki zakłada.> >...> >A te bateryjki, to przed śmiercią, czy dopiero po niej?> A te bateryjki, to wiedzy porcyjki.Byle na temat Zegarmistrza, a nie tych zegarków, które stworzył kowal. I byle w tego kowala, zamiast w Zegarmistrza nie wierzyć. > Rozróżnij też Zegarmistrza i zegarmistrza.Tego nie odróżniam. Odróżniam jedynie zegarek od Zegarka i Zegarmistrza od kowala. > Bo coraz bardziej "żyjemy w nowoczesności" i nauka obala kolejne dogmaty religijne. Na przykład kiedyś Niebo było w niebie.A dziś jest zarówno na Ziemi, jak w Niebie. Ciągle tylko Zegarmistrz nowocześniejszy jest od kowala. > Ot, tak mnie natchnęło Twoje porównanie do zegarka. Ale się tym nie stresuj, bo Ci pęknie sprężynka... drogi Zegarku.  Pękają jedynie tym, które tworzą kowale. W ten sposób z Zegarków robią się klepsydry. Pozdrawiam i nadal wierzę, że i Ciebie stworzył Zegarmistrz, a nie kowal. A wierzę w to bez specjalnego natchnienia (zesłanego przez kowala lub którąkolwiek z jego klepsydr).
|
|
| | |  | | MichaQ (1056 punktów) |
> Jest tylko przestrzeń i poruszające się ku sobie dwie kule po chwili następuje zderzenie.> Czy twierdzi Pan że zderzenie w opisanej sytuacji jest logicznie niekonieczne?- jeśli tak to jedna z kul "przeszłaby" przez drugą czyli by nie istniała wbrew założeniu.Z krytyki Hume'a wynika jasno, że nie możemy wypowiadać się z pewnością o tym, co nastąpi, ponieważ wykraczamy poza własne doświadczenie. Może Pan ustalać tylko wysokość prawdopodobieństwa. W tym przypadku istnieje bardzo wysokie prawdopodobieństwo. > Pan za Hume'm zakłada , że wprawdzie w naszej części Świata wydaje się zderzenie tych kul być konieczne ale w innej noże nie być konieczne (niejednolitość Świata), natomiast fizycy zakładają ,że Świat jest jednolity a zderzenie kul w opisanym przypadku jest konieczne w każdej jego części.> Różne rzeczy można zakładać np. że nam się wydaje że jesteśmy realnie, czemu nie?Za przeproszeniem bzdura. Skąd Pan wyciągnął taki wniosek? Gdzie ma Pan napisane, że, według mnie i Hume'a, w innej części świata związek przyczynowy będzie miał charakter konieczny? > Ja zakładam jednolitość Świata.Ja też. Prawdopodobieństwo wskazuje, że jest on z gruntu materialny. Proszę się zapoznać z tzw. brzytwą Ockhama. > Ale uważam ,że zdanie "Bóg stworzył świat" jest prawdziwe , gdyż wynika z zdania prawdziwego ,że " nie ma skutku bez przyczyny" i definicji Boga.Po pierwsze nie może Pan definiować Boga. Nie może Pan definiować czegoś, co nie jest Panu dane nawet w sposób pośredni. Z punktu widzenia logiki i filozofii języka słowo "Bóg" ma taką samą wartość, jak słowo "jednorożec". Poza tym sam Pan stwierdził na tym forum, że to omylni ludzie tworzą definicję Boga. Czyżby był Pan nieomylny?  >
|
|
| | | |  | Parys (592 punktów) (zablokowany) | >>Jest tylko przestrzeń i poruszające się ku sobie dwie kule po chwili następuje zderzenie. >Czy twierdzi Pan że zderzenie w opisanej sytuacji jest logicznie niekonieczne?- jeśli tak to >jedna z kul "przeszłaby" przez drugą czyli by nie istniała wbrew założeniu.
>Z krytyki Hume'a wynika jasno, że nie możemy wypowiadać się z pewnością o tym, co >nastąpi, ponieważ wykraczamy poza własne doświadczenie. Może Pan ustalać tylko >wysokość prawdopodobieństwa. W tym przypadku istnieje bardzo wysokie >prawdopodobieństwo.
Jeżeli Pan dopuszcza możliwość znikania a potem pojawiania się ciał realnych( bo tylko w ten sposób można wytłumaczyć niezderzenie się kul) to wierzy Pan w cuda a więc w istnienie Boga.
>> Pan za Hume'm zakłada , że wprawdzie w naszej części Świata wydaje się zderzenie >tych kul być konieczne ale w innej noże nie być konieczne (niejednolitość Świata), >natomiast fizycy zakładają ,że Świat jest jednolity a zderzenie kul w opisanym przypadku >jest konieczne w każdej jego części.
>Za przeproszeniem bzdura. Skąd Pan wyciągnął taki wniosek? Gdzie ma Pan napisane, że, >według mnie i Hume'a, w innej części świata związek przyczynowy będzie miał charakter >konieczny?
O! to tylko próba racjonalizacji twierdzeń Hume'a- w przeciwnym razie wierzył on w cuda.
>>Ja zakładam jednolitość Świata. >Ja też. Prawdopodobieństwo wskazuje, że jest on z gruntu materialny.
W jaki sposób "prawdopodobieństwo wskazuje, że jest on (Świat)z gruntu materialny"?
>>Ale uważam ,że zdanie "Bóg stworzył świat" jest prawdziwe , gdyż wynika z zdania >prawdziwego ,że " nie ma skutku bez przyczyny" i definicji Boga.
> Po pierwsze nie może Pan definiować Boga.Nie może Pan definiować czegoś, co nie jest >Panu dane nawet w sposób pośredni.
Istnienie Pana (Micha Q) pośrednio wskazuje ,że istnieje Bóg , bo Pan nie ma przecież własności stwarzania samego siebie - zresztą materia , przestrzeń też.
>Z punktu widzenia logiki i filozofii języka słowo "Bóg" ma taką samą wartość, jak >słowo "jednorożec".
Niech tę wartość zatem Pan określi - to podyskutujemy.
|
|
| |  | | artjab | >Proszę sobie zobaczyć wymóg Hume'a. Hume obalił związek przyczynowo-skutkowy, ale zrobił to jedynie na poziomie mentalnym. Analiza naukowa rzeczywistości pokazuje bowiem, że jego stanowisko jest nie do utrzymania. Bez związku przyczynowo-skutkowego upada świat a co za tym idzie, cała nauka. I tak też by się stało gdyby naukowcy Hume'owi uwierzyli. Cały jego wywód to inteligentna, aczkolwiek fałszywa retoryka filozoficzna, która o tyle może być niebezpieczna, jeśli zwiedzie niedouczone i wpływowe umysły powabem swego logicznego ale nieontologicznego uroku.
|
|
| | |  | | moralny "antychryst" | >>Proszę sobie zobaczyć wymóg Hume'a. >Hume obalił związek przyczynowo-skutkowy, ale zrobił to jedynie na poziomie mentalnym. Niczego nie obalał, a tym bardziej niczego nie zakładał. Stwierdził prosty fakt logiczny: Ewolucji (żadnej i niczego) nie da się wiedzieć. W ewolucję można jedynie wierzyć lub w nią nie wierzyć, a poznanie to też ewolucja.
|
|
| zamojta (113 punktów) | Jesli jest A to odpowiedzia moze byc A ale moze byc tez B. Co jest przyczyna, ze na A jest odpowiedz A lub B. Juz samo to ze postawilem warunek slowo "dopowiedz" wynika iz musza istniec co najmniej 2 podmioty wyrazajace wlasciwosci natury. Czyli logicznie biorac wynika to z porownania zadnia A wzgledem B. Ale zeby porownac A musi byc jakis czynnik zewnetrzny ktory pozwoli nam na to porownanie niech to bedzie czynnik C jako katalizator odpowiedzi. Paradoksalnie czynnik C moze byc czynnikiem A czyli A to C a wiec C to B lub A. Chyba to nie jest niezrozumiale. Zmierzam do tego by unaucznic zwykla zaleznosc w naturze. Aby zauwazyc cos trzeba miec punkt odniesienia, czyli dokonac porownania. Jesli bedziemy mieli do czynienia z jednym zdaniem A i tylko z nim nie bedzie zadnego B i C. Przyjmijmy ze cala nasza natura z ziemia sloncem, ludzmi i wrzcheswiatem to i tylko A. Nie wiem czy slusznie rozumuje gdyz nie jestem wolny od uzywania wycinkow opisujacych nieskonczonosc ciaglosci zdarzen. Moge tylko i wylacznie porownywac skazany przez nature do roli odbierajacego bodzce w takiej a nie w innej formie. Chcialbym jeszcze dodac iz swiadomie posluzylem sie sformuowaniem zagadka w odniesieniu do tzw nauki by zobaczyc jak Panstwo na to zareagujecie i widze ze reakcja byla prawidlowa wg mojego zalozenia, ze jesli A to B. Moze tyle ze to B nie bylo az takie C jak na to wygladalo  Prosze wybaczyc moj zarcik
|
|
 | | moralny "antychryst" | >Jesli jest A to odpowiedzia moze byc A ale moze byc tez B. Jeżeli A jest przyczyną, to skutkiem (odpowiedzią) nigdy A nie jest. Zawsze jakieś B. Chyba, że mówisz nie o przyczynach i skutkach, ale o ich wartościach. Wtedy często obowiązuje prawo akcji i reakcji, wiec A=B.
|
|
|  | | zamojta (113 punktów) | Widze ze moje pseudomatematyczne rozwazanie stworzylo duzy klopot. Moja propozycja jest taka zeby moze na chwile porzucic nabyte przyzwyczjenia do nazewnictwa i uporczywego trzymaniania sie scislych definicji okreslajacych calosc zdazen jak "powinny" byc i uciec sie do wyobrazni probujac uchwycic ten tak niby trudny temat. Wyszedlem z zalozenia iz jesli calosc wszechrzeczy jest nieskonczona to wszystko co sie dzieje rozgrywa sie w zbiorze otwartym (nie zamknietym) czyli nieskonczonym, wiec kazdy element tego zbioru takze jest nieskonczony i nieograniczony. Moze przciez byc nieskonczenie wielki lub nieskoczenie maly. Moze tez tak byc ze jest to w takim razie jeden element. Wiem,ze podchodzenie czysto matematyczne spowoduje nielogicznosc tego rozumowania jak to juz zauwazono w komentarzu. Zgadzam sie z tym . Jednak z mojego rozumowania wynika ze na istote A odpowiedzia czyli relacja moze byc samo A lub B. W otwartym zbiorze nie ma szczegolowej okreslonosci podmiotu bo byc nie moze. Wiem ze to ciezko zrozumiec ale przysiegam tego nie mozna rozpatrywac w skali rozumowej i na tym polega ulomnosc mojego wywodu co dla poniektorych dyskwalifikuje powyzsze rozwazanie calkowicie. Mowi sie trudno. Moze kiedys uda mi sie nakreslic ten "problem" w nieco jasniejszym swietle na dzis jeszcze nie potrafie.
|
|
| |  | | moralny "antychryst" | >Widze ze moje pseudomatematyczne rozwazanie stworzylo duzy klopot. Nie ma pseudomatematycznych rozważań. Istnieje tylko abstrakcyjna matematyka i jej istniejące zastosowania (do opisywania istniejącej rzeczywistości). Sama liczba "2" jest matematyczną abstrakcją. Twoje dwie nogi istnieją (przy założeniu, że ich nie straciłeś). > Moja propozycja jest taka zeby moze na chwile porzucic nabyte przyzwyczjenia do nazewnictwa i uporczywego trzymaniania sie scislych definicji.... Taka jest moja propozycja od początku uczestniczenia w dyskusjach na tym forum. Jeśli mówisz nie wierzę w Boga, to gadaj zaraz w co konkretnie, bo nie znam Twojej definicji Boga (nie wiem w co konkretnie nie wierzysz i wobec tego w co takiego wierzysz w zamian). > okreslajacych calosc zdazen jak "powinny" byc i uciec sie do wyobrazni probujac uchwycic ten tak niby trudny temat. Niezależnie od tego co być "powinno", jest co jest i tylko o tym co jest warto gadać, bo jedynie to można wykorzystać do zrobienia tego, co ma się ewentualnie zamiar zrobić. Co być "powinno", to raczej wszyscy wiedzą: idealny Świat i idealni ludzie. Świat idealny JEST. Nam do ideałów daleko. Szczególnie gdy niektórzy upierają się, że idealny człowiek, to człowiek z nimi tożsamy. > Wiem,ze podchodzenie czysto matematyczne spowoduje nielogicznosc tego rozumowania jak to juz zauwazono w komentarzu. Nie spowoduje, bo matematyka jest bardziej logiczna niż cokolwiek innego, a nielogiczne wyniki daje jedynie przy nielogicznych założeniach. Gdy mówisz A, to najpierw A ZDEFINIUJ (to są w matematyce założenia). >Zgadzam sie z tym . Jednak z mojego rozumowania wynika ze na istote A odpowiedzia czyli relacja moze byc samo A.... Nie może, jeśli zdefiniujesz A jako zdarzenie. Wynikiem zdarzenia A może być jedynie JAKIEŚ zdarzenie B. > W otwartym zbiorze nie ma szczegolowej okreslonosci podmiotu bo byc nie moze. Ale jest zdarzenie poprzednie i zdarzenia następne, bo Wszechświat ma czwarty wymiar. Jest więc otwartym zbiorem nie tylko materialnych bytów, ale także związanych z nimi zdarzeń. > Wiem ze to ciezko zrozumiec ale przysiegam tego nie mozna rozpatrywac w skali rozumowej i na tym polega ulomnosc mojego wywodu co dla poniektorych dyskwalifikuje powyzsze rozwazanie calkowicie. Można Twoje rozważania zrozumieć i ja je rozumiem. Brakuje w nich TYLKO osi czasu, a wiec i definicji zdarzeń. >Mowi sie trudno. Moze kiedys uda mi sie nakreslic ten "problem" w nieco jasniejszym swietle na dzis jeszcze nie potrafie. Uda Ci się z wszelką pewnością, ale nie TEN, bo TEGO problemu po prostu nie ma, a od zrozumienia otwartego zbioru zdarzeń jesteś o maluteńki kroczek.
|
|
1 na 1 | Andrzej.51 (15814 punktów) | > Ateiści , materialiści - jaka jest wasza odpowiedż na to> zasadnicze pytanie?> Wątek niewątpliwie bardzo ciekawy. Ja ze swej strony postanowiłem jednak poprosić o udzielenie odpowiedzi na postawione pytanie samego Stephena Hawkinga. Niewielu jest zapewne na świecie takich, którzy mogliby to zrobić równie dobrze, jak on. Zatem będzie cytat z doskonałej książki Stephena Hawkinga i Leonarda Mlodinowa pt. "Jeszcze krótsza historia czasu", Wyd. Zysk i S-ka, 2007 (początek rozdziału 8 - Wielki wybuch, czarne dziury i ewolucja wszechświata). Niech wypowie się geniusz! Cytat:W pierwszym modelu Friedmanna czwarty wymiar wszechświata - czas - jest skończony, podobnie jak wymiary przestrzenne. Przypomina linie z dwoma końcami. Zatem czas ma koniec i ma także początek. Wszystkie rozwiązania równań Einsteina, w których wszechświat zawiera taką ilość masy, jaką obecnie obserwujemy, mają jedną istotną cechę wspólną: w pewnym momencie przeszłości (około 13, 7 miliarda lat temu) odległość między sąsiednimi galaktykami musiała być równa zeru. Innymi słowy, cały wszechświat był ściśnięty do jednego punktu o zerowych rozmiarach, czyli do czegoś w rodzaju kuli o promieniu zero. Gęstość wszechświata oraz zakrzywienie czasoprzestrzeni musiały być wtedy nieskończone, a ów moment nazywamy wielkim wybuchem.
Wszystkie nasze teorie kosmologiczne są formułowane przy założeniu, że czasoprzestrzeń jest gładka i niemal płaska. Oznacza to, że wszystkie nasze teorie załamują się w wielkim wybuchu: czasoprzestrzeni o nieskończonym zakrzywieniu nie można przecież nazwać niemal płaską! Nawet jeżeli przed wielkim wybuchem zaszły jakieś zdarzenia, nie moglibyśmy ich wykorzystać do przewidywania tego, co zdarzyło się później, ponieważ przewidywalność zostałaby unicestwiona w wielkim wybuchu.
Na tej samej zasadzie nie możemy powiedzieć, co zaszło wcześniej, nawet jeżeli wiemy, co działo się po wielkim wybuchu. Z naszego punktu widzenia zdarzenia, które zaszły przed wielkim wybuchem, nie mogą mieć dla nas konsekwencji, a zatem nie powinny być uwzględniane w naukowym modelu wszechświata. Oznacza to, że nauka nie wypowiada się w takich kwestiach, jak na przykład pytania o to, kto ustanowił warunki dla wielkiego wybuchu. Koniec cytatu. Wynika z tego ni mniej, ni więcej tyle, że nie jesteśmy w stanie powiedzieć nic na temat praprzyczyny, dzięki której - po pierwsze - w chwili wielkiego wybuchu wszechświat charakteryzował się ww. cechami - i po drugie - która ten Bing Bang spowodowała. Powód tej niemożności jest taki, że znane nam teorie kosmologiczne - z uwagi na założenia poczynione u ich podstaw - ani wielkiego wybuchu, ani tym bardziej tego co przed nim było, nie obejmują. Zatem słusznym wydaje się stwierdzenie, że jak długo ludzkość nie pozna teorii kosmologicznych, powstałych w wyniku uprzedniego założenia nieskończonej krzywizny czasoprzestrzeni, tak długo nie pozna odpowiedzi na temat przyczyn wszechświata. Wartość opinii twierdzących, iż przed wielkim wybuchem istniał jakiś absolut, który stworzył czasoprzestrzeń charakteryzującą się ww. cechami oraz wybuch ten spowodował, każdy niech oceni sam.
|
|
 | | moralny "antychryst" | > Wszystkie rozwiązania równań Einsteina, w których wszechświat zawiera taką ilość masy, jaką obecnie obserwujemy,... Ciekawe tylko, skąd założenie (bezsensowna hipoteza), że poza horyzontem naszego wzroku (teleskopów) już żadnej materii nie ma? Z wszelką pewnością nie jest to założenie ani Einsteina, ani żadnego naukowca z prawdziwego zdarzenia. Taka hipoteza to wypisz wymaluj to samo, co kiedyś hipoteza, że poza horyzontem nic nie istnieje na Ziemi, a więc jest ona płaska. >Wszystkie nasze teorie kosmologiczne są formułowane przy założeniu, że czasoprzestrzeń jest gładka i niemal płaska. To nie "nasze" założenie, ale naukowców (m.in Einsteina) > Oznacza to, że wszystkie nasze teorie załamują się w wielkim wybuchu: czasoprzestrzeni o nieskończonym zakrzywieniu nie można przecież nazwać niemal płaską! I tu nie "nasze" teorie się załamują, ale teoria Einsteina (o niemal płaskiej czasoprzestrzeni) obalana jest przez hipotezę wielkiego wybuchu. >Na tej samej zasadzie nie możemy powiedzieć, co zaszło wcześniej,.. I na tej samej zasadzie Hawking nie może powiedzieć, że zaszedł jakikolwiek wielki wybuch. Będzie to mógł powiedzieć dopiero wtedy, gdy teleskopy sięgną granic Wszechświata (których raczej nie ma). >Oznacza to, że nauka nie wypowiada się w takich kwestiach, jak na przykład pytania o to, kto ustanowił warunki dla wielkiego wybuchu. A przecież tak łatwo sprawdzić, kto postawił hipotezę, że wielki wybuch miał w ogóle miejsce. Nikt inny tych warunków nie ustanawiał.
>Koniec cytatu...... > Powód tej niemożności jest taki, że znane nam teorie kosmologiczne - z uwagi na założenia poczynione u ich podstaw - ani wielkiego wybuchu, ani tym bardziej tego co przed nim było, nie obejmują. No właśnie. Są to jedynie nieweryfikowalne hipotezy, które z nauką i jej rozwojem nie mają NIC wspólnego, a nawet wręcz przeciwnie (mają taką samą "wartość" jak religijne dogmaty, które potem naukowcom tak trudno obalać). >Zatem słusznym wydaje się stwierdzenie, że jak długo ludzkość nie pozna teorii kosmologicznych, powstałych w wyniku uprzedniego założenia nieskończonej krzywizny czasoprzestrzeni, Takie założenie już zrobiono (wielki wybuch) i takie wyssane z palca teorie już istnieją. >tak długo nie pozna odpowiedzi na temat przyczyn wszechświata. No bo tą przyczyną będzie wielki wybuch, a jego twórcami niezwykle domyślni "naukowcy". Jeszcze długo (albo wcale) nie poznamy prawdziwej przyczyny. Jedno co pewne to to, że JAKAŚ była i to co spowodowała jest kontynuowane. >Wartość opinii twierdzących, iż przed wielkim wybuchem istniał jakiś absolut, który stworzył czasoprzestrzeń charakteryzującą się ww. cechami oraz wybuch ten spowodował, każdy niech oceni sam. Przed wielkim wybuchem (więcej niż 13,7 mld lat temu), którego zapewne nie było, coś zapewne było. Tak to samodzielnie oceniam (w teorię Einsteina wierzę, a w hipotezy Hawkinga nie).
|
|
|  | | Andrzej.51 (15814 punktów) | Źródło cytatu podałem w mojej wypowiedzi. Sięgnij po tę książkę i przeczytaj. Naprawdę warto. Ja już to zrobiłem.
Czy Ty naprawdę chcesz obalić fizykę XX i XXI wieku. Czy Ty naprawdę uważasz, że jesteś lepszym fizykiem od Einsteina, Feynmanna, Hawkinga. Czy ty chcesz tym geniuszom powiedzieć, że oni nie znają się na fizyce. Że Ty to wszystko wiesz lepiej. Nie przepadam za różnego rodzaju listami rankingowymi. Ale niedawno zapoznałem się m.in. z taką, w której tych trzech luminarzy nauki, fizyków, zalicza się do pierwszej pięćdziesiątki najwybitniejszych naukowców wszechczasów. Być może taka lista nie ma większego znaczenia. Ale jednak o czymś świadczy.
|
|
| |  | | zamojta (113 punktów) | Mozna by bylo zrozumiec ostatnia wypowiedz iz w nauce istnieje rowniez jak w muzyce czy innej dziedzinie zycia ludzkiego tzw lista przebojow. Jesli tak to moge sie spodziewac, ze w jakims trudnym do okreslenia czasie na wierzcholku tej listy nastapia zmiany liderow. Dalej rozwijajac te mysl uwazam, ze tak postawiony przez owych szacownych naukowcow oltarzyk woo doo ma za zadanie przeciac jakakolwiek dyskusje na temat prawdziwisci powstania wszystkiego. Niestety rzeczywistosc jest zimna i bezlitosna. Mozna popatrzec na historie nauki i wycignac wniosek iz to co niedawno bylo "swiete" w tej chwili odchodzi w niepamiec. Dla mnie osobiscie takim oltarzykiem jest Darwin. Jego teoria wyjasnia co i jak z tym naszym swiatem. Nie podaje on zadnych konkretnych rozwiazan podaje jedynie w watpliwosc to co juz znamy i co sami mozemy odkryc zadajac mase pytan. Mysle, ze prawdziwa krytyka i sceptyczne podejscie do nieskonczonosci mozliwosci rozwiazan to cechy prawdziwej nauki. Jak historia uczy nie ma w przyrodzie nic stalego tak samo w nauce. Kiedys autorytetem byl Budda potem Jezus nastepnie naukowcy okresu renesansu obecnie postmodernizmu. Poszukiwanie autorytetow i wiara bezgraniczna w nie to jak nabardziej ludzka cecha wynikajaca z ewolucji. Ewolucja to zjawisko o charakterze ciaglym i nie ma w nim miejsca na dogmaty i jedynie sluszne racje (na szczescie) wiec kazda dyskusja nawet ta jest jej wynikiem. Jak to ktos kiedys powiedzial "natura zrobi to za nas". Wiec moja rada jest taka aby nie spinac sie i nie denerwowac prosze bo to i tak i tak nie ma wiekszego znaczenia dla ciaglosci zdarzen. Moglbym sie zalozyc ze teoria Hawkinga zostanie przebita ale boje sie ze nie za mojego zycia odebrac bede mogl wygrana  Uszanowanie dla wszystkich dyskutantow i prosze o wybaczenie za gornolotnoisc i nietrzymanie sie tematu  ps: Podoba mi sie myslenie Pana Antychrysta ale to zupelnie na marginesie. Podziwiam odwage pdobna do Kopernikowskiej niemalze  i jeszcze jedno tak na zdrowy rozum co to jest "nieskonczona krzywizna" czy to nie zalatuje "calkowita abstrakcja"?
|
|
| | |  | | moralny "antychryst". | > ps: Podoba mi sie myslenie Pana Antychrysta ale to zupelnie na marginesie. Podziwiam odwage pdobna do Kopernikowskiej niemalzeZa to dziękuję. Też na marginesie, bo chcę skomentować ciąg dalszy. > i jeszcze jedno tak na zdrowy rozum co to jest "nieskonczona krzywizna" czy to nie zalatuje "calkowita abstrakcja"?  Żeby tylko abstrakcją i tylko zalatywało. To jest obalanie teorii Einsteina z użyciem teorii Einsteina. Zdaniem tych krzywych naukowców, Einstein był debilem, zakładając Wszechświata niemal całkowitą płaskość. Po prostu przeoczył alternatywę. Zdaniem tych samych "geniuszy", wszyscy probabiliści są durniami, że obliczają prawdopodobieństwo tylko zdarzeń przyszłych, bo ich zdaniem, lepiej przewidywać teraźniejszość i przeszłość. Pozdrawiam.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Andrzej.51 (15814 punktów) | Czas biegnie szybciej, niż ja sobie tego życzę. Stąd też kilkudniowa zwłoka w mojej odpowiedzi. Przyznaję, że moja ostatnia odpowiedź w dyskusji z p. moralnym "antychrystem" do nazbyt taktownych zapewne nie należała. Ale już się stało. Nie jestem w stanie już jej cofnąć. Przytoczyłem fragment z doskonałej książki Hawkinga uważając, iż warto to zrobić w dyskusji o możliwości istnienia czegokolwiek, np. świata, bez przyczyny. (Mogłem napisać dokładnie to samo, ale nie w formie cytatu, udając, że to wynik moich przemyśleń. Ale nie byłoby to z mojej strony uczciwe). Stwierdzić jednak muszę, że pogląd Hawkinga dotyczący przeszłości wszechświata, jego powstania, wielkiego wybuchu itd. nie jest wyłącznie jego poglądem, lecz jest wyrazem aktualnego stanu współczesnej fizyki, której jednym z prekursorów i zapewne najwybitniejszym przedstawicielem, był Einstein. Uważne wczytanie się w pierwszy akapit przytoczonego przeze mnie cytatu niezbicie dowodzi, że pojęcia nieskończonej krzywizny czasoprzestrzeni i nieskończonej gęstości wszechświata nie są pojęciami wprowadzonymi ni stąd, ni zowąd przez Hawkinga (czy też przez innych fizyków po-einsteinowskich), lecz wynikają bezpośrednio z rozwiązania równań Einsteina. Stwierdzeniem tym nawiązuję do skierowanej do Ciebie wypowiedzi z dnia 24 lutego p. moralnego "antychrysta" - mojego interlokutora. Z drugiego akapitu przytoczonego przeze mnie cytatu wynika, że współczesna fizyka dysponuje teoriami kosmologicznymi zakładającymi nieznaczne tylko zakrzywienie czasoprzestrzeni ("czasoprzestrzeń jest gładka i niemal płaska"). Ja rozumiem to w ten sposób, że teorie te opisują znany nam wszechświat, a nie wszechświat sprzed 13,7 miliarda lat. Do czego prowadzi rozwiązanie tych równań - już wiemy. O skrzywieniu czasoprzestrzeni współczesnego nam wszechświata mówi Hawking w cytowanej już książce. Początek pojęciu wielkiego wybuchu dały rozważania teoretyczne, potwierdzone później obserwacjami, dotyczące rozszerzaniu się wszechświata (lata 20-te XX wieku, tj. za życia Einsteina). Dało to podstawę do powstania teorii wielkiego wybuchu, która została oficjalnie przyjęta przez naukę po odkryciach z lat 60-tych ubiegłego wieku (Einstein zmarł w roku 1955). Faktem jest, że Albert Einstein uważał, iż wszechświat jest niezmienny w czasie, ale mimo jego niewątpliwego geniuszu niczego to nie dowodzi. Nauka też ewoluuje. > Moglbym sie zalozyc ze teoria Hawkinga zostanie przebita ale boje sie ze nie za mojego zycia odebrac bede mogl wygrana  Być może masz rację. Nie wiem. Żaden człowiek na świecie dzisiaj tego nie wie. Ale my rozmawiamy o fizyce współczesnej, a nie o tej, która będzie np. za 150 lat. Wtedy, za 150 lat, albo fizyka będzie kontynuacją fizyki nam współczesnej, albo też fizyka nam współczesna zostanie poprawiona lub odrzucona jako nie opisująca rzeczywistości w sposób wystarczająco dobry. Nie wierzę mimo wszystko w to, by została odrzucona jako całkowicie błędna. Pod koniec XVII wieku Isaac Newton ogłosił prawo powszechnego ciążenia, trzy prawa dynamiki oraz zapoczątkował rachunek różniczkowy i całkowy. Mimo ogromnego od tego czasu rozwoju fizyki, nikt do tej pory praw Newtona nie obalił. Obowiązują do dzisiaj. Nikt też niczego lepszego od tzw. analizy matematycznej nie wymyślił. Rozwinięta i udoskonalona (ale nie zmieniona) obowiązuje nadal. > i jeszcze jedno tak na zdrowy rozum co to jest "nieskończona krzywizna" czy to nie zalatuje "całkowita abstrakcja"?  Nie zalatuje. Pojęcie nieskończoności jest znane w matematyce. Ja to rozumiem tak. Jeżeli założyć np., że obecnie czasoprzestrzeń jest płaska, to promień jej zakrzywienia równy jest nieskończoności, a jej zakrzywienie równe jest zeru (w matematyce wartość ułamka 1/0 zmierza do nieskończoności, lub odwrotnie: jeden dzielone przez nieskończoność zmierza do zera). W miarę wzrostu zakrzywienia czasoprzestrzeni, będzie się zmniejszał promień jej zakrzywienia. Jeżeli natomiast cała czasoprzestrzeń zostanie zredukowana do "kuli" o promieniu równym zeru, to oczywistym jest, że jej zakrzywienie osiągnie wartość plus nieskończoność. Lepiej tego wytłumaczyć nie potrafię. Nie nazywam się Stephen Hawking.
|
|
| | | |  | | moralny "antychryst" | >Przyznaję, że moja ostatnia odpowiedź w dyskusji z p. moralnym "antychrystem" do nazbyt taktownych zapewne nie należała. Ale już się stało. Nie jestem w stanie już jej cofnąć. Nie musisz cofać, bo nic się nie stało. Różnica zdań to coś naturalnego. Pozwól jednak, że przy moim będę się upierać, więc to Twoje skomentuję i teraz. >Przytoczyłem fragment z doskonałej książki Hawkinga uważając, iż warto to zrobić w dyskusji o możliwości istnienia czegokolwiek, np. świata, bez przyczyny. Moim zdaniem, nic bez przyczyny (jako poprzednika w czasie) istnieć nie może. Tyle tylko, że na ogół wszystkich przyczyn NICZEGO (dowolnego zdarzenia) nie znamy. Nie zawsze znamy wszystkie przyczyny wybuchu wulkanu, a co dopiero nieskończonego ciągu nieskończonej liczby zdarzeń w nieskończonej czasoprzestrzeni. Przecież nie znamy nawet przebiegu ewolucji człowieka, a co dopiero mówić o ewolucji ciał niebieskich (i to wszystkich, nie wyłączając tych, które istnieją poza zasięgiem współczesnych teleskopów). >..Hawkinga dotyczący przeszłości wszechświata,... której jednym z prekursorów i zapewne najwybitniejszym przedstawicielem, był Einstein. Einstein, w przeciwieństwie do Hawkinga był naukowcem, a nie wróżbitą, wiec zajmował się tworzeniem matematycznych opisów i modeli tego co wie, a nie używaniem matematyki do dowodzenia tego, czego nikt wiedzieć nie może. >... lecz wynikają bezpośrednio z rozwiązania równań Einsteina. Nie wszystko co wynika z jakichkolwiek matematycznych równań jest opisem rzeczywistości (istnieje w fizyce). Tor ruchu wahadła opisany jest równaniem okręgu, co nie oznacza, że wahadło kręci się dookoła. Niech sobie Hawking rozwiązuje jakie chce równania, ale niech nie twierdzi, ze robi to jako fizyk, a nie matematyk. > że teorie te opisują znany nam wszechświat, a nie wszechświat sprzed 13,7 miliarda lat. Bo właśnie tym zajmował się Einstein. Tworzeniem modeli tego co znamy, a nie domysłami, co by było, gdyby "wahadło nie zawracało" > Dało to podstawę do powstania teorii wielkiego wybuchu, która została oficjalnie przyjęta przez naukę po odkryciach z lat 60-tych ubiegłego wieku (Einstein zmarł w roku 1955). Było to odkrycie, że wiemy to, czego nie wiemy? Że skoro Wszechświat się rozszerza, to rozszerzał się zawsze? Ciekawe, co za większy od Einsteina geniusz dokonał tego odkrycia? > Faktem jest, że Albert Einstein uważał, iż wszechświat jest niezmienny w czasie, Niczego takiego nie uważał. Nawet wręcz przeciwnie. Cała jego teoria oparta jest na znanym od prawieków fakcie, że wszystko ewoluuje (panta rei). Gdyby uważał, że jest niezmienny, to w ogóle nie zajmował by się czasem, bo i po co? Twoja hipoteza, to znowu robienie z Einsteina durnia. >Nauka też ewoluuje. Dość często w kierunku dowodzenia, że właśnie nowy "naukowiec" odkrył zarówno Wszechświat, jak jego ewolucję. >Być może masz rację. Nie wiem. Żaden człowiek na świecie dzisiaj tego nie wie. Moim zdaniem wszyscy naukowcy wiedzą (chociażby z historii rozwoju nauki), że hipoteza Hawkinga, jako a-naukowa padnie trochę wolniej niż powstała, ale padnie. Jego "wybuchocentryzm" jest przecież tym samym co wcześniej heliocentryzm, geocentryzm, a jeszcze wcześniej hipoteza o płaskości Ziemi. Wszystkie te hipotezy opierały się na przekonaniu, że "naukowiec" wie to, czego naukowcy nigdy nie wiedzieli (że Świat kończy się poza zasięgiem ich wzroku, wiec wiemy już wszystko). >Ale my rozmawiamy o fizyce współczesnej, a nie o tej, która będzie np. za 150 lat. Mówimy o tej, która obowiązywała zawsze i nigdy nie przestanie obowiązywać. Teoria Einsteina za 150 lat będzie obowiązywać. Hipoteza Hawkinga nawet za 500 nie zacznie, ale pewnie za kilka lub kilkanaście przestanie. Ja w każdym razie nie wierzę, że to naukowcy stworzyli Wszechświat, a nie Wszechświat naukowców. Moim zdaniem, to całkiem nieprawdopodobne, aby Hawking był Bogiem. > Wtedy, za 150 lat, albo fizyka będzie kontynuacją fizyki nam współczesnej, albo też fizyka nam współczesna zostanie poprawiona Znasz w historii przypadek, żeby nie była kontynuacją lub nie było w niej nic do uzupełnienia? > lub odrzucona jako nie opisująca rzeczywistości w sposób wystarczająco dobry. Znasz przypadek, żeby odrzucono jakąkolwiek naukową teorię bez jej kontynuacji? > Nie wierzę mimo wszystko w to, by została odrzucona jako całkowicie błędna. Nigdy tak nie było, nie jest i nie będzie. Zawsze obalano tylko wyssane z palca hipotezy. > Rozwinięta i udoskonalona (ale nie zmieniona) obowiązuje nadal. Dlaczego zatem sądzisz, że dziś miałoby być inaczej? Tylko dlatego, że uznałeś Hawkinga za Boga? >Nie zalatuje. Pojęcie nieskończoności jest znane w matematyce. Ale nie o matematyce mowa, tylko o astronomii, czyli czasoprzestrzeni. Tam obowiązuje nieskończona czterowymiarowa przestrzeń, a nie jej nieskończone zakrzywienie. > Nie nazywam się Stephen Hawking. Mimo to, on nie jest nie tylko Bogiem, ale nawet równym Einsteinowi naukowcem. Jest TYLKO twórcą abstrakcyjnej, czysto matematycznej hipotezy, wpuszczającej naukę w maliny.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >Nie musisz cofać, bo nic się nie stało. Różnica zdań to coś naturalnego.
Miło mi to słyszeć. Uważam, że gdyby nie było różnicy zdań, to dyskusja byłaby bezcelowa.
>Einstein, w przeciwieństwie do Hawkinga był naukowcem, a nie wróżbitą, wiec zajmował się tworzeniem matematycznych opisów i modeli tego co wie, a nie używaniem matematyki do dowodzenia tego, czego nikt wiedzieć nie może.
Aż nadto widoczna jest w Twojej wypowiedzi ostentacyjna niechęć do Hawkinga. Nie o samego Hawkinga tu ponoć jednak chodzi. Jego poglądy to przecież poglądy współczesnej nauki (myślę o Wielkim Wybuchu i powstaniu wszechświata). Mówi się, że pewnego rodzaju "wizjonerstwo" stanowi motor napędowy nauki. Wielki Wybuch uważany jest obecnie za najbardziej prawdopodobną przyczynę powstania wszechświata. WW to nie jedna teoria, ale cały ich szereg. Część z tych zagadnień została udowodniona, ale nie wszystkie. Dlatego też WW analizowany jest nadal na gruncie fizyki teoretycznej. A tak nawiasem mówiąc, czy wiesz o tym, że w grudniu 2007 r. roku w Centrum Kosmologii Teoretycznej na Uniwersytecie w Cambridge, gdzie m.in. Hawking jest profesorem, został odsłonięty pomnik przedstawiający jego popiersie. To pewnie o czymś świadczy. Mieć pomnik za życia, to nie byle co.
>> Dało to podstawę do powstania teorii wielkiego wybuchu, która została oficjalnie przyjęta przez naukę po odkryciach z lat 60-tych ubiegłego wieku (Einstein zmarł w roku 1955). >Było to odkrycie, że wiemy to, czego nie wiemy? Że skoro Wszechświat się rozszerza, to rozszerzał się zawsze? Ciekawe, co za większy od Einsteina geniusz dokonał tego odkrycia?
W latach 20-tych XX wieku wyprowadzone zostały równania opisujące rozszerzanie się wszechświata. Po kilku latach równania te zostały praktycznie potwierdzone. Edwin Hubble stwierdził, że wzajemna odległość Mgławicy Andromedy i naszej Drogi Mlecznej zmienia się. Dalsze badania Hubble'a polegające na obserwacji kolejnych odkrywanych galaktyk (dokładnie: obserwacji widma galaktyk i ich przesunięcia ku czerwieni) potwierdziły fakt, że galaktyki oddalają się od siebie. Odkrycia Hubala spowodowały, że pojawiła się koncepcja Wielkiego Wybuchu, którego efektem jest obserwowane rozszerzanie się wszechświata. Inna obowiązująca podówczas koncepcja głosiła, że wszechświat jest prawie niezmienny w czasie (nie rozszerza się). Gdzieś kiedyś przeczytałem, że Einstein był właśnie zwolennikiem tej koncepcji. Obecnie twierdzi się, że w chwili początkowej, tzn. w chwili WW, cały wszechświat był skupiony w kuli o promieniu równym zeru i o gęstości równej nieskończoności. Od momentu WW wszechświat zaczął się rozszerzać. Żadne badania ani teorie nie pozwalają sięgnąć do samej chwili WW (mówi się nawet, że wszechświat skrywa przed nami swe początki). Zakłada się, że możemy poznać wszechświat co najwyżej do czasu odległego od WW o miliardowe części sekundy. Skoro, jak twierdzą astrofizycy (naprawdę, nie tylko Hawking) nie jesteśmy w stanie sięgnąć do chwili WW, to ewentualne pytania o to, co było przedtem, są z naukowego punktu widzenia pozbawione sensu. Potwierdzeniem WW są podobno następujące fakty (odkrycia naukowe): 1) w miarę zagłębiania się w coraz odleglejsze obszary wszechświata i co za tym idzie w jego przeszłość, obserwuje się coraz więcej galaktyk w tej samej jednostce objętości (im bliżej momentu powstania wszechświata, tym materia jest bardziej skupiona), 2) odkrycie kwazarów, 3) potwierdzenie istnienia promieniowania tła, 4) wykonane przez satelitę zdjęcie wszechświata liczącego zaledwie około 400 tys. lat (od chwili WW). Z tego co napisałem wyżej wynika, że to nie tylko Hawking. On sam by tyle nie zdziałał.
>Moim zdaniem wszyscy naukowcy wiedzą (chociażby z historii rozwoju nauki), że hipoteza Hawkinga, jako a-naukowa padnie trochę wolniej niż powstała, ale padnie.
Nie wiemy w tej chwili, czy padnie. Raczej nic takiego jej nie grozi. Teoria WW to nie tylko Hawking. To dziesiątki innych doskonałych astrofizyków. Kilka lat temu czytałem książkę laureata Nagrody Nobla - amerykańskiego fizyka Stevena Weinberga pt. "Pierwsze trzy minuty". On twierdzi to samo co Hawking.
>>Ale my rozmawiamy o fizyce współczesnej, a nie o tej, która będzie np. za 150 lat. >Mówimy o tej, która obowiązywała zawsze i nigdy nie przestanie obowiązywać. Teoria Einsteina za 150 lat będzie obowiązywać. Hipoteza Hawkinga nawet za 500 nie zacznie, ale pewnie za kilka lub kilkanaście przestanie. [...] Moim zdaniem, to całkiem nieprawdopodobne, aby Hawking był Bogiem. >Znasz przypadek, żeby odrzucono jakąkolwiek naukową teorię bez jej kontynuacji? >>Nie wierzę mimo wszystko w to, by została odrzucona jako całkowicie błędna. >Nigdy tak nie było, nie jest i nie będzie. Zawsze obalano tylko wyssane z palca hipotezy.
Przytoczyłem Ci wyżej dowody potwierdzające teorię WW. Pochodzą nie tylko od Hawkinga. To chyba mocne argumenty. Teoria WW obowiązuje już teraz, nie ma co wybiegać na 500 lat w przyszłość. To nie jest teoria wyssana z palca. Teoria WW wymaga ciągłego doskonalenia. Ale "kierunek" ona już narzuciła. Tak mi się wydaje. Nie słyszałem o jakiejkolwiek innej teorii powstania wszechświata. Pewnie innej nie ma. Ale może to moja niewiedza. Hawking nie jest Bogiem (tu zgadzam się z Tobą) ale podobno uważany jest za geniusza. Ja też go za Boga też nie uważam. Bardzo mało wiem na jego temat. Przeczytałem jego "Jeszcze krótszą historię czasu". W kilku znanych mi artykułach na temat WW ciągle jest przytaczany.
>>Nie zalatuje. Pojęcie nieskończoności jest znane w matematyce. >Ale nie o matematyce mowa, tylko o astronomii, czyli czasoprzestrzeni. Tam obowiązuje nieskończona czterowymiarowa przestrzeń, a nie jej nieskończone zakrzywienie. >> Nie nazywam się Stephen Hawking.
Coś przeczytałem na temat WW i początków wszechświata i to cała moja wiedza. Nawet nie próbuję odpowiadać na niektóre pytania z oczywistych powodów. Nie nazywam się Hawking.
|
|
| | | | | |  | | moralny "antychryst" | >Aż nadto widoczna jest w Twojej wypowiedzi ostentacyjna niechęć do Hawkinga. Kompletnie nie mam nic do Hawkinga jako naukowca, bo nie mam pojęcia o jego pracach naukowo-badawczych. Mówię wyłącznie o jego kapłaństwie, czyli roli w propagowaniu teologii WW. Jest ona równie prawdopodobna i nośna jak każda inna, nie wyłączając tej, którą zbudowano w oparciu o założenie, że Świat został stworzony w 7 dni przez jednego dziadka, z synem po prawicy. Hawking najwyraźniej kreowany jest na tego syna i najwyraźniej nie ma nic przeciwko temu. > Nie o samego Hawkinga tu ponoć jednak chodzi. Z wszelką pewnością nie o niego. Chodzi o to, że jak Ziemia nigdy nie była centrum Układu Słonecznego, tak też do dziś nie stała się ani pępkiem Wszechświata, ani jedynym obecnym w nim układem odniesienia, ani też jedynym punktem obserwacyjnym. Takich Hawkingów jest poza zasięgiem jego teleskopów na pęczki, a każdy z nich wyznacza w czasoprzestrzeni zupełnie inny punkt, w którym nastąpił WW. Niektóre z tych punktów leżą poza zasięgiem teleskopów Hawkinga. Fakt, że Hawking ma ograniczone horyzonty myślowe, nie oznacza, że którykolwiek z naukowców w historii też miał takie. Ograniczone zawsze mieli tylko teolodzy (już w starożytności). Naukowcy zawsze byli zdania, że czas istnieje, a wszystko ewoluuje (porusza sie i zmienia). Nie potrzeba też im było Einsteina, żeby rozumieć co to względność i różne układy odniesienia. Uwzględnienie przez Einsteina względności czasu zmieniło niektóre matematyczne wzory i modele, ale nie zrodziło żadnej nowej religii (hipotezy stworzenia Wszechświata). > Jego poglądy to przecież poglądy współczesnej nauki Współczesnych "naukowych" kościołów, a nie nauki. ŻADEN naukowiec w historii ludzkości nie miał ograniczonych horyzontów myślenia i nie zakładał, że jest pępkiem czegokolwiek, ze Wszechświatem na czele. >(myślę o Wielkim Wybuchu i powstaniu wszechświata). Mówi się, że pewnego rodzaju "wizjonerstwo" stanowi motor napędowy nauki. Wizjonerstwo zawsze napędzało rozwój religii i to się nie zmieniło. Zmieniła się tylko religia. >Dlatego też WW analizowany jest nadal na gruncie fizyki teoretycznej. Tylko tej, którą przekształcono w teologię. >To pewnie o czymś świadczy. Mieć pomnik za życia, to nie byle co. Teologom WW należą się ołtarze, a nie pomniki. Na tych ołtarzach należałoby złożyć rękopisy teorii Einsteina, a obok nich Biblię. >W latach 20-tych XX wieku wyprowadzone zostały równania opisujące rozszerzanie się wszechświata. Bo się rozszerza, a równania opisują to rozszerzanie. Nie dowodzą natomiast, że rozszerzał się zawsze. >Odkrycia Hubala spowodowały, że pojawiła się koncepcja Wielkiego Wybuchu, którego efektem jest obserwowane rozszerzanie się wszechświata. A w czym gorsza jest hipoteza, że rozszerza się np. od 10 mld lat, a przedtem się zawężał? Poza tym, jeśli WW rzeczywiście nastąpił, skąd Hawking wie, że punkt ten od biliardów lat nie był Wszechświatem? Coś to 'wizjonerstwo' Hawkinga mało wizyjne. >Gdzieś kiedyś przeczytałem, że Einstein był właśnie zwolennikiem tej koncepcji. Jeszcze raz Ci mówię, że Einstein był NAUKOWCEM, a nie wizjonerem i mistykiem. Opisywał to co jest (widzi, wiec wie), a nie to, co mu się jawi w majaczeniach sennych. Nikt nigdy nie zaprzeczał, że Wszechświat się rozszerza. Gdy to zaobserwowano, nie było powodu nie uwierzyć w ten FAKT. >Obecnie twierdzi się, że w chwili początkowej,... No to niech "się twierdzi". Nie jestem teistą WW, wiec w to nie wierzę, choć tego boga znakomicie znam i rozumiem. >Żadne badania ani teorie nie pozwalają sięgnąć do samej chwili WW. Nikt nigdy nie był w stanie potwierdzić lub zaprzeczyć istnienia jakiegokolwiek boga. Bogowie zawsze istnieli, bo zawsze byli przez ludzi wymyślani. >(mówi się nawet, że wszechświat skrywa przed nami swe początki). Właśnie to mówię, a mówią i naukowcy. Skrywa zresztą nie tylko Wszechświat. Skrywają głównie teleskopy. > Zakłada się, że możemy poznać wszechświat co najwyżej do czasu odległego od WW o miliardowe części sekundy. Guzik prawda. Do takiego czasu wstecz, który pozwalają nam obserwować teleskopy. > .. to ewentualne pytania o to, co było przedtem, są z naukowego punktu widzenia pozbawione sensu. To "przedtem", to zanim zaczęliśmy Wszechświat obserwować. Tak wiec pytanie o to czy był WW, z naukowego punktu widzenia pozbawione jest sensu. >Potwierdzeniem WW są podobno następujące fakty (odkrycia naukowe): >1) w miarę zagłębiania się w coraz odleglejsze obszary wszechświata i co za tym idzie w jego przeszłość, obserwuje się coraz więcej galaktyk w tej samej jednostce objętości (im bliżej momentu powstania wszechświata, tym materia jest bardziej skupiona), No! To, to by pozwoliło postawić hipotezę, że Wszechświat się nie rozszerza, tylko jesteśmy w czarnej dziurze, na obrzeżach której masa jest nieskończona. W takim przypadku, to nic dziwnego, że nie wiemy co to Wszechświat (poza tą czarną dziurą). >4) wykonane przez satelitę zdjęcie wszechświata liczącego zaledwie około 400 tys. lat (od chwili WW). No popatrz. A głupi Einstein był zdania, że nie da się podróżować w przeszłość (można ją tylko obserwować z użyciem teleskopów). Zdawało mu się, że nie znamy prędkości większej od światła. >Z tego co napisałem wyżej wynika, że to nie tylko Hawking. On sam by tyle nie zdziałał. Przede wszystkim, gdyby nie Einstein, nie byłoby teorii, którą można tak wypaczać. >Nie wiemy w tej chwili, czy padnie. Nie wie nikt, kto w nią jak w Boga uwierzył. > Raczej nic takiego jej nie grozi. Teoria WW to nie tylko Hawking. To dziesiątki innych doskonałych astrofizyków. O tyle masz rację, że religie nie tak łatwo padają, bo zbyt licznych gromadzą wyznawców. >Przytoczyłem Ci wyżej dowody potwierdzające teorię WW. To, że w niego wierzysz, to żaden dowód. Nie jest też dowodem liczba wyznawców. Naukowe teorie wymagają praktycznego potwierdzenia. Nie przyjmuje się ich przez aklamację.
----reszta obrony rozwoju nauki przed teologami za chwilę-----
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej.51 (15814 punktów) | Orkan "Emma" szalał i na ponad dwa dni wywiało mi Internet z komputera. Powoli staram się nadrobić zaległości.
>Mówię wyłącznie o jego kapłaństwie, czyli roli w propagowaniu teologii WW. Jest ona równie prawdopodobna i nośna jak każda inna, nie wyłączając tej, którą zbudowano w oparciu o założenie, że Świat został stworzony w 7 dni przez jednego dziadka, z synem po prawicy.
Cóż w tym dziwnego, że Hawking (i nie tylko on) propaguje teorię WW. To chyba normalne - on chyba wierzy, że jego badania naukowe zmierzają we właściwym kierunku. Teorii WW nie nazwał bym jednak teologią. Teorię WW dzielą od teologii miliony lat świetlnych. Nawiasem mówiąc, ten dziadziuś tworzył podobno Świat przez sześć dni, a w siódmym ciężko zmęczony odpoczął. Był niewątpliwie bardzo zdolny, ale jednak się zmęczył.
>Chodzi o to, że jak Ziemia nigdy nie była centrum Układu Słonecznego, tak też do dziś nie stała się ani pępkiem Wszechświata, ani jedynym obecnym w nim układem odniesienia, ani też jedynym punktem obserwacyjnym. Takich Hawkingów jest poza zasięgiem jego teleskopów na pęczki, a każdy z nich wyznacza w czasoprzestrzeni zupełnie inny punkt, w którym nastąpił WW.
Hawking nigdy nie twierdził, że Ziemia jest centrum Wszechświata. Nie wiem z czego tak wnioskujesz. Wszechświat nie ma brzegów, a zatem nie istnieje ani pojęcie centrum Wszechświata, ani pojęcie jego "zewnętrza". Zakłada się ponoć także, iż Wszechświat może być nieskończony. Żaden z naukowców nie wyznaczył nigdy punktu, w którym nastąpił WW. Twierdzi się podobno, że WW nastąpił wszędzie we Wszechświecie, a naukowcy we wszystkich galaktykach obserwują, że większość galaktyk ucieka od nich we wszystkich możliwych kierunkach. Mówię "większość" galaktyk, a nie "wszystkie", gdyż podobno pewne grupy galaktyk są wzajemnie połączone siłami grawitacji, przez co przestały się od siebie wzajemnie oddalać.
>Fakt, że Hawking ma ograniczone horyzonty myślowe, nie oznacza, że którykolwiek z naukowców w historii też miał takie. Ograniczone zawsze mieli tylko teolodzy (już w starożytności).
Jestem przekonany, że Hawking nie ma ograniczonych horyzontów myślowych. Zgadzam się natomiast z Tobą odnośnie drugiego z ww. zdań. Sam fakt zgadzania się z Tobą napełnia mnie radością.
>Naukowcy zawsze byli zdania, że czas istnieje, a wszystko ewoluuje (porusza się i zmienia). Nie potrzeba też im było Einsteina, żeby rozumieć co to względność i różne układy odniesienia.
Pełna zgoda. Nie wiem tylko jak to stwierdzenie połączyć z hipotezą, iż czas został stworzony w WW. Nie oznacza to ponoć, by czas nie istniał przed WW. Też tego nie rozumiem.
>Teologom WW należą się ołtarze, a nie pomniki. Na tych ołtarzach należałoby złożyć rękopisy teorii Einsteina, a obok nich Biblię.
Pomiędzy wymienionymi dziełami nie ma oczywiście znaku równości. Mam nadzieje, że rozumujesz podobnie. Mimo wszystko drugie z tych dzieł czytałem, pierwszego nie.
>>W latach 20-tych XX wieku wyprowadzone zostały równania opisujące rozszerzanie się wszechświata. >Bo się rozszerza, a równania opisują to rozszerzanie. Nie dowodzą natomiast, że rozszerzał się zawsze.
Podobno to rozszerzanie zaczęło się w chwili WW, nie wiadomo natomiast, co było wcześniej.
>A w czym gorsza jest hipoteza, że rozszerza się np. od 10 mld lat, a przedtem się zawężał? Poza tym, jeśli WW rzeczywiście nastąpił, skąd Hawking wie, że punkt ten od biliardów lat nie był Wszechświatem? Coś to 'wizjonerstwo' Hawkinga mało wizyjne.
Może się i zawężał. Problem właśnie w tym, że nie wiadomo, co było wcześniej. Wyczytałem kiedyś (chyba w "Dzieciach Wszechświata" Ditfurtha"), że skoro rozszerzanie się Wszechświata jest wynikiem energii WW, to w miarę jej wyczerpywania się prędkość rozszerzania się musi maleć sukcesywnie aż do czasu, gdy spadnie na tyle, że siły grawitacji międzygalaktycznych spowodują ruch wsteczny, czyli "kurczenie się" Wszechświata. Efektem tego będzie destrukcja Wszechświata jako wynik (ponownego-?) skupieniu się całej materii wypełniającej Wszechświat. A następnie pewnie kolejny WW. W związku z tym nie wiadomo, czy ten WW o którym piszemy (o ile w ogóle miał miejsce-? - jak widzisz, też daję znaki zapytania) był pierwszym wielkim wybuchem. Być może przed nim miały już miejsce wielkie wybuchy. Wizja kurczącego się Wszechświata jest jednak trudna do zaakceptowania, gdyż podobno jego ekspansja przebiega coraz szybciej.
>Nikt nigdy nie był w stanie potwierdzić lub zaprzeczyć istnienia jakiegokolwiek boga. Bogowie zawsze istnieli, bo zawsze byli przez ludzi wymyślani.
Jak twierdził Kant - samo pojęcie Boga, lub nawet myślenie o nim (wymyślenie go) nie czyni jego istnienia ani możliwym, ani nawet bardziej prawdopodobnym.
>> Zakłada się, że możemy poznać wszechświat co najwyżej do czasu odległego od WW o miliardowe części sekundy. >Guzik prawda. Do takiego czasu wstecz, który pozwalają nam obserwować teleskopy.
Zapewne już niedługo teleskopy pozwolą się nam jeszcze bardziej "zbliżyć" do początków naszego Wszechświata. Co do tych sekund też bym się nie upierał. O tych miliardowych częściach sekundy wyczytałem u Hawkinga - rozumiem to jako konstrukcję myślową mającą uzmysłowić, że obserwacja WW nie jest możliwa, co najwyżej możliwe jest coraz większe "cofanie się wstecz" i obserwowanie Wszechświata nawet sekundy po chwili WW.
>>Przytoczyłem Ci wyżej dowody potwierdzające teorię WW. >To, że w niego wierzysz, to żaden dowód. Nie jest też dowodem liczba wyznawców. Naukowe teorie wymagają praktycznego potwierdzenia. Nie przyjmuje się ich przez aklamację.
Nie o moją wiarę tu chodzi. Przytoczyłem dowody potwierdzające WW.
(Nie odniosłem się oczywiście do wszystkich poruszonych przez Ciebie kwestii. Nie można zapewne naszej dyskusji rozszerzać w nieskończoność. Pomijam te fragmenty Twojej wypowiedzi, w których porównujesz teorię WW do religii.)
|
|
| | | | | | | |  | | moralny "antychryst" | >.. na ponad dwa dni wywiało mi Internet z komputera. Cieszę się, że nie na dłużej. Witaj. >... - on chyba wierzy, że jego badania naukowe zmierzają we właściwym kierunku. Moim zdaniem nie są to badania, ale dywagacje na temat co było, zanim zaczęliśmy obserwować co jest. >Teorii WW nie nazwał bym jednak teologią. Jeśli to są dywagacje, to równouprawnione z tymi o płaskości Ziemi (bo naukowcy rozwijają geometrię płaską), geocentryzmie lub heliocentryzmie (bo naukowcy opracowują modele ruchów ciał niebieskich WZGLĘDEM takich, a nie innych punktów we Wszechświecie). > Teorię WW dzielą od teologii miliony lat świetlnych. Nie miliony świetlnych, tylko tyle ziemskich, ile trwa rozwój nauki i równoczesny teologii (na Ziemi, a nie lata świetlne od niej). > Był niewątpliwie bardzo zdolny, ale jednak się zmęczył. A ten prawdziwy nigdy nie odpoczywa i nigdy się nie męczy. Jak prowadził ewolucję (wszystkiego, nie wyłączając ani atomu, ani kosmosu), tak nadal prowadzi. Nie wypoczywają także naukowcy i teolodzy. Pierwsi jak badali tego prawdziwego i prowadzoną przez niego ewolucję, tak nadal badają, a drudzy jak nadinterpretowywali wyniki badań, tak nadinterpretowują i jak z ludzi bogów robili, tak nadal robią. >Zakłada się ponoć także, iż Wszechświat może być nieskończony. Dla mnie to nie założenie, ale pewnik, a do przyjęcia go mam co najmniej dwa powody: 1)Łatwiej mi wyobrazić sobie nieskończoność Wszechświata, niż jego "ścianę" (byłby to dzisiejszy odpowiednik żółwia, na którym opiera się płaska Ziemia), 2)Nieskończoność nie wyklucza żadnej ewentualnie istniejącej "ściany". Za pewnik przyjmuję nieskończoność wszystkich wymiarów, a więc także czasu. > Żaden z naukowców nie wyznaczył nigdy punktu, w którym nastąpił WW. To znają jeden wymiar WW (czas), a pozostałych nie znają? I względem czego te miliardy lat liczą? Bo przecież wszystkie wymiary są względne i nie da się zrobić mapy całej czasoprzestrzeni (chociaż można ją sobie wyobrazić). Tu chyba zresztą jest "pies pogrzebany", bo przecież fakt, że pomiaru czasu w kosmosie potrafimy dokonać jedynie względem prędkości światła, nie oznacza, że to prędkość światła jest stała, a nie czasu. > Twierdzi się podobno, że WW nastąpił wszędzie we Wszechświecie, NIC na temat "wszędzie" nie ma nikt prawa twierdzić, bo widzimy tylko to co widzimy i znamy co znamy. Gdzieś we Wszechświecie mogą np. istnieć zupełnie nie znane nam pierwiastki chemiczne, o zupełnie innej strukturze, więc w ogóle nie potrafimy ani ich wykryć, ani zinterpretować zjawisk, które związane są ze zbudowanym z nich ciałem niebieskim. Nie mamy żadnych podstaw ku temu, żeby zanadto uogólniać to co w naszym Układzie Słonecznym na cały Wszechświat, bo to znowu ograniczający nam horyzonty myślowe geocentryzm. >... większość galaktyk ucieka od nich we wszystkich możliwych kierunkach. Jeżeli nie potrzebujemy mierzyć czasu i interpretować co we Wszechświecie widzimy, a co zobaczymy, gdy dotrze do nas obraz tego, co dzieje się tam TERAZ, to nie musimy przyjmować c=const i możemy o tej chwili TERAZ pomyśleć lub porozmawiać, czyli sprowadzić Wszechświat do trzech wymiarów (rozpatrywać wszystko w bezwzględnym układzie współrzędnych, dotyczącym nieskończonej czasoprzestrzeni). Jak w takim układzie wyobrażasz sobie, że wszystko od wszystkiego ucieka, nie zbliżając się jednocześnie do niczego innego? Pomijam już tu pytanie o to, skąd mamy wiedzieć, co od czego ucieka poza zasięgiem teleskopów. >Jestem przekonany, że Hawking nie ma ograniczonych horyzontów myślowych. No to swoim czytelnikom je ogranicza, bo nie mamy podstaw do uogólniania niczego co wiemy na nic, o czym nie mamy pojęcia. To tak, jak uogólniać siebie na ogół wszystkich ludzi, a choćby i jednego, ale zupełnie obcego człowieka. Podobnie kretyńskie są próby rozciągania praw obowiązujących w mikrokosmosie (gdzie t=0) na makrokosmos, gdzie t=nieskończoność. >Sam fakt zgadzania się z Tobą napełnia mnie radością. To bardzo się cieszę, bo są i tacy, których radością napełnia wyłącznie brak zgody (obojętne z kim i w jakiej sprawie). >Nie wiem tylko jak to stwierdzenie połączyć z hipotezą, iż czas został stworzony w WW. Nie oznacza to ponoć, by czas nie istniał przed WW. Też tego nie rozumiem. Bo to są właśnie te bzdury. To Hawking ten czas stworzył. Jedyne co naukowcy mogą wiedzieć i widzą, to to, że kiedyś tam (co TERAZ jeszcze nie wiedzą), jakaś tam galaktyka od jakiejś innej się oddalała. I nic więcej. Być może TERAZ już się do siebie zbliżają. Jeśli rzeczywiście Wszechświat nie jest stabilny (zdaje się, że to też nie jest takie pewne), to najlepszy dowód na to, jak łatwo wpadamy w uogólnienia tego co znamy, na to, czego nie wiemy. Stabilność sam Einstein przecież zakładał. Dla niektórych, myśl o tym, że poznamy kiedyś zagadkę Wszechświata jest myślą optymistyczną. Dla mnie to myśl koszmarna, bo jedyne co może oznaczać, to że żyjemy w menzurce jakiegoś olbrzyma. Wolę sobie tego nie wyobrażać. Wolę wierzyć w nieskończoność, niż takie laboratorium.
Rany, jaki ten post długi. To jego połowa. Zaraz druga.
|
|
| | | | | | | |  | | moralny "antychryst" | >Pomiędzy wymienionymi dziełami nie ma oczywiście znaku równości. Nie ma, bo każde traktuje o czym innym. Wspólnego mają tyle, że w żadnym nie ma fałszu, a obydwa są fałszowane (nadinterpretowywane, czyli nie rozumiane). > Mimo wszystko drugie z tych dzieł czytałem, pierwszego nie. Ja, w całości ani jednego, ani drugiego. Za to obydwa z pełnym zrozumieniem ich związku z tym, co mnie otacza, czyli rzeczywistością, ludzkim życiem i wiarą w ....nieznane i niepoznawalne, a także rozwój naszych możliwości poznawczych. >Może się i zawężał. Problem właśnie w tym, że nie wiadomo, co było wcześniej. Dzięki Bogu, Hawking nie wie co było w chwili WW. Wie tylko, że taka chwila była. Zarówno tu na Ziemi, jak tam w kosmosie. Osobiście uważam, że przyjęte przez Einsteina c=const. wszystkim ułatwiło obliczenia i interpretację tego co widzą, ale niektórym fizykom uniemożliwiło realne myślenie o czasie, chociaż niby wiedzą, że wszystkie prędkości są względne, a czas też z jakąś płynie (i na identycznej zasadzie jak "porusza" się światło, bo jak ono nie jest materią). >.. że skoro .... jest wynikiem energii WW, to ... musi maleć Efektem tego będzie... Nie "skoro jest" tylko "gdyby było"...musiałaby. I efektem tego byłoby.. A gdyby Ziemia jeździła na żółwiu, to musiałby to być olbrzym. Efektem tego musiałaby istnieć jeszcze większa zamieszkała przez żółwie planeta. No i to jest normalna "naukowa" hipoteza, przyjmowana za dobrą monetę przez ludzi wierzących w dogmaty, doktryny i naukową fikcję. >(o ile w ogóle miał miejsce-? - jak widzisz, też daję znaki zapytania) Ja znaków zapytania nie stawiam, bo wiem, że nie miał. Wiem, bo przyjęcie jakiegokolwiek początku ciągu zdarzeń z nieskończonej liczby ciągów możliwych, to wstrzelenie się w prawdę z prawdopodobieństwem 0. Równie dobrze Wszechświat może istnieć od "pół-wybuchu" do "pół-wybuchu". Nie wiemy nawet, czy, i jakie siły na niego działają spoza przestrzeni naszej obserwacji. Nie wiemy NIC. >.. gdyż podobno jego ekspansja przebiega coraz szybciej. Jedyne co przebiega coraz szybciej, to rozwój nauki i techniki, a z nimi poszerzanie się horyzontów naszego wzroku i słuchu. Czy zdajesz sobie sprawę o jakie prędkości chodzić może, gdy mówimy o ucieczce galaktyk? Ile trzeba czasu, żeby coś takiego zaobserwować? Myślisz, że Einstein był ślepy? On podał nam teorie (matematyczne), które lepiej niż dotychczasowe wyjaśniają co widzimy w kosmosie. Dziś na podstawie tych teorii powstają obrazy tego, co moglibyśmy zobaczyć, gdyby się zdarzyło. To zupełnie co innego gdy fizyk używa matematyki, a co innego, gdy matematycy zaczynają tworzyć wyssane z palca (z matematyki) fizyczne teorie. >Jak twierdził Kant - samo pojęcie Boga, lub nawet myślenie o nim (wymyślenie go) nie czyni jego istnienia ani możliwym, ani nawet bardziej prawdopodobnym. No bo istnieje i zdarza się co istnieje i zdarza, a nie to, co wymyślimy. Możemy prowokować zdarzenia i w nich uczestniczyć, ale przecież nie na kosmiczną skalę. A Bogiem możesz nazwać sobie co chcesz: siebie, "dziadka", krasnoludki, rodzinę, kosmos, nieskończoność, Wszechświat, wszystko razem...Istnienie/nieistnienie Boga zależy wyłącznie od definicji, czyli od człowieka, który deklaruje, że w niego wierzy. Sama deklaracja nie znaczy nic. >Zapewne już niedługo teleskopy pozwolą się nam jeszcze bardziej "zbliżyć" do początków naszego Wszechświata. Czyli "o włos" cofnąć w czasie, bo zwróć uwagę, że im dalej widzimy, tym dalszą obserwujemy PRZESZŁOŚĆ. > Co do tych sekund też bym się nie upierał. Lepiej nie upierać się przy niczym, oprócz tego, przy czym ja się upieram: NIC nie wiemy, a z nami i Hawking. > co najwyżej możliwe jest coraz większe "cofanie się wstecz" i obserwowanie Wszechświata nawet sekundy po chwili WW. W miarę zbliżania się zasięgu teleskopów do nieskończoności, której oczywiście nie osiągną nigdy. No i będzie to początek istnienia galaktyk nieskończenie odległych od naszej. Nie widzę tu miejsca na żadne WW. >Nie o moją wiarę tu chodzi. Przytoczyłem dowody potwierdzające WW. Dowód przytoczysz, gdy mi WW pokażesz, albo przynajmniej powiesz, jak mam go zaobserwować. > Pomijam te fragmenty Twojej wypowiedzi, w których porównujesz teorię WW do religii.) A są istotne. To też wiara w coś, czego nie potwierdzają doświadczenia. Jak żółw. Nie wierz w te żółwie. Pozdrawiam.
|
|
| | | | | |  | | moralny "antychryst" | >To nie jest teoria wyssana z palca. Niech Ci będzie. Zaczerpnięto ją z teorii Einsteina i Biblii. >Teoria WW wymaga ciągłego doskonalenia. Ale "kierunek" ona już narzuciła. Tak mi się wydaje. Nie słyszałem o jakiejkolwiek innej teorii powstania wszechświata. Pewnie innej nie ma. Ale może to moja niewiedza. Nie słyszałeś o teoriach katolickich? Są znacznie ciekawsze, a co najważniejsze, jest w nich również teoria stworzenia człowieka. >Hawking nie jest Bogiem (tu zgadzam się z Tobą) ale podobno uważany jest za geniusza. Nie wiem, czy jest genialnym naukowcem. Z wszelką pewnością genialnym teologiem. >Coś przeczytałem na temat WW i początków wszechświata i to cała moja wiedza. Nawet nie próbuję odpowiadać na niektóre pytania z oczywistych powodów. Nie nazywam się Hawking. Toteż nie Ty jesteś teologiem. Teologiem jest Hawkins. Ty jesteś zwykłym wyznawcą. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | |  | | Andrzej.51 (15814 punktów) | >>To nie jest teoria wyssana z palca. >Niech Ci będzie. Zaczerpnięto ją z teorii Einsteina i Biblii.
Teoria ta jest niejako konsekwencją, kontynuacją teorii Einsteina. Z Biblią nie ma nic wspólnego.
>Nie słyszałeś o teoriach katolickich? Są znacznie ciekawsze, a co najważniejsze, jest w nich również teoria stworzenia człowieka.
Słyszałem. Nie traktuję ich jednak poważnie. Uznaję też, że doskonały humor Cię nie opuszcza.
>Toteż nie Ty jesteś teologiem. Teologiem jest Hawkins. Ty jesteś zwykłym wyznawcą.
Co nieco na temat teorii WW czytałem. Nie nazwałbym się jej wyznawcą. Uważam tylko, że skoro naprawdę znakomici fizycy ją głoszą, to zapewne jest ona wielce prawdopodobna. Nie mam ani wiedzy, ani nawet odwagi, by ją negować, lub choćby podważać.
Przesyłam pozdrowienia.
|
|
| | | | | | | |  | | moralny "antychryst" | >Teoria ta jest niejako konsekwencją, kontynuacją teorii Einsteina. Z Biblią nie ma nic wspólnego. Katolicyzm wywodzi się z Biblii (jest "niejako" jej kontynuacją). Biblia to taki odpowiednik OTW. Jedno i drugie można albo rozwijać, albo kontynuować, pozbawiając podczas kontynuacji sensu. >Słyszałem. Nie traktuję ich jednak poważnie. Równie poważnie jak katolicką hipotezę stworzenia człowieka traktuję hipotezę WW. Różnica miedzy nimi tylko taka, że jedna dotyczy człowieka, a druga Wszechświata. O wiele łatwiej poznać prawdziwy przebieg ewolucji człowieka (a jednak go nie znamy) niż przebieg ewolucji Wszechświata. > Uznaję też, że doskonały humor Cię nie opuszcza. To prawda, ale z ewolucji kpin sobie nie robię. Robi je sobie Hawking. >Co nieco na temat teorii WW czytałem. Nie nazwałbym się jej wyznawcą. Uważam tylko, że skoro naprawdę znakomici fizycy ją głoszą, to zapewne jest ona wielce prawdopodobna. Nie mam ani wiedzy, ani nawet odwagi, by ją negować, lub choćby podważać. Wielu katolików też nie ma odwagi podważać tego co głoszą "mędrcy". A ja i Tobie i im radzę nie wierzyć w NIC, czego nie da się sprawdzić doświadczalnie. >Przesyłam pozdrowienia. Też. Za każdym razem. Nawet jeśli zapomnę dopisać.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | placownik (17853 punktów) |
Pytia to przy moralnym "antychryście" (vel osobowości, alterego, rozumku) niedościgły wzór ścisłości i jednoznaczności wypowiedzi. Może dlatego nie mogła się pochwalić taką chmarą dyskutantów? A swoją drogą ciekawe czym on się odurza?
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | |  | | moralny "antychryst" | > Pytia to przy moralnym "antychryście" (vel osobowości, alterego, rozumku) niedościgły wzór ścisłości i jednoznaczności wypowiedzi. Może dlatego nie mogła się pochwalić taką chmarą dyskutantów? A swoją drogą ciekawe czym on się odurza? Nie pytaj, czym liczni ludzie (także w historii) odurzają się, żeby nie wiedzieć tego, czego nie wie nikt. Lepiej powiedz, czym Ty się odurzasz, żeby to wiedzieć, bo marihuana raczej nie wystarczy.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | TyDraniu (6569 punktów) | A więc jak długo jeszcze będziemy narażeni na towarzystwo użytkowników, którzy nie muszą się logować? W aktualnej sytuacji normalni użytkownicy (zalogowani) stoją na przegranej pozycji, ponieważ nie mogą oceniać negatywnie podobnych wpisów, ani nie mogą użyć Czarnej Listy. Proszę to rozważyć (ponownie) w gronie władz Forum. Czy aktualne priorytety Forum Racjonalisty (wolność i łatwość wypowiedzi) wciąż mają rację bytu i czy nie powinny być zamienione na inne (np. ochronę zwykłych użytkowników przed trollami).
|
|
| | | | | | | |  | | placownik (17853 punktów) |
>A więc jak długo jeszcze będziemy narażeni na towarzystwo użytkowników, którzy nie muszą się logować?
Sprawa wcale nie jest taka oczywista. Ścierpię dziesięciu rozumków jeśli dzięki temu mogę czytać jednego lessa.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | |  | | moralny "antychryst" | >>A więc jak długo jeszcze będziemy narażeni na towarzystwo użytkowników, którzy nie muszą się logować? > Sprawa wcale nie jest taka oczywista. Ścierpię dziesięciu rozumków jeśli dzięki temu mogę czytać jednego lessa. Idź do niego i czytaj ile wlezie. Po co masz czytać co inni piszą? Przecież niewolnictwo zniesiono. A zalogowani mają Oazę Spokoju, w której w spokoju mogą wyżalić się na niezalogowanych. Naprawdę nie umiecie NORMALNIE korzystać z komputerów i internetu?
|
|
| | | | | | | |  | | moralny "antychryst" | >A więc jak długo jeszcze będziemy narażeni na towarzystwo użytkowników, którzy nie muszą się logować? W aktualnej sytuacji normalni użytkownicy (zalogowani) stoją na przegranej pozycji, Nie stoją na takiej pozycji, bo zawsze mogą zastosować atak ad personam, a moderatorzy mogą ten atak poprzeć, a nawet zainicjować. Jest dobrze!!!!
|
|
| | | | | | |  | | moralny "antychryst" | > Pytia to przy moralnym "antychryście" (vel osobowości, ..... A jeśli jesteś uważasz się za Pytię, to wyjaśniam, że ona przewidywała przyszłość, a nie przeszłość. Jeśli natomiast oprócz tego, że masz się za Pytię jesteś wyznawcą teologii WW, to wyjaśniam, że ma ona charakter zbliżony do tej, według której płaska Ziemia musi opierać się na żółwiu, a nie na słoniu lub wielbłądzie.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej.51 (15814 punktów) | > Pytia to przy moralnym "antychryście" (vel osobowości, alterego, rozumku) niedościgły wzór ścisłości i jednoznaczności wypowiedzi. Może dlatego nie mogła się pochwalić taką chmarą dyskutantów? A swoją drogą ciekawe czym on się odurza?
Wydaje mi się, że określenie "alter ego" nie oddaje wiernie skomplikowanej osobowości moralnego "antychrysta". W jego przypadku tzw. dwa w jednym to stanowczo za mało. Głosi sądy chwilami tak ryzykowne i karkołomne, iż wydaje mi się, że nawet on się z nimi nie zgadza. W dyskusji ze mną zdążył już obalić astrofizykę i kosmologię drugiej połowy XX wieku. Dowodów na razie nie przedstawił. Jemu zupełnie nie są potrzebne. Ja też ich nie oczekuję.
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | |  | | moralny "antychryst" | >W dyskusji ze mną zdążył już obalić astrofizykę i kosmologię drugiej połowy XX wieku. Dowodów na razie nie przedstawił. Jemu zupełnie nie są potrzebne. Ja też ich nie oczekuję. Jeśli wydaje Ci się, że jakikolwiek rozmówca cokolwiek obala, a nie przedstawia jednocześnie na to żadnych dowodów, to najlepszy dowód, że niczego nie obala i obalać nie zamierza. Taki rozmówca ewidentnie poddaje w wątpliwość Twoje kwalifikacje i umiejętność odróżniania naukowej fikcji od naukowych faktów. I to całkiem bez znaczenia, czy rozmówca jest jeden, czy jest ich tysiące.
|
|
| | | | | | | | |  | | Andrzej.51 (15814 punktów) | >Jeśli wydaje Ci się, że jakikolwiek rozmówca cokolwiek obala, a nie przedstawia jednocześnie na to żadnych dowodów, to najlepszy dowód, że niczego nie obala i obalać nie zamierza. Taki rozmówca ewidentnie poddaje w wątpliwość Twoje kwalifikacje i umiejętność odróżniania naukowej fikcji od naukowych faktów. I to całkiem bez znaczenia, czy rozmówca jest jeden, czy jest ich tysiące.
Jeśli zatem nie było Twoim zamiarem obalenie teorii WW, to zapewne zamiarem tym było wyśmianie Hawkinga. Świadczy o tym m.in. przyrównanie go do wróżbity ("Einstein, w przeciwieństwie do Hawkinga był naukowcem, a nie wróżbitą, ...) oraz do teologa ("Nie wiem, czy jest genialnym naukowcem. Z wszelką pewnością genialnym teologiem") . Zastanawiam sie jednak, jak w kontekście Twojej wypowiedzi należy rozumieć określenie teorii WW jako "a-naukowej" ("... hipoteza Hawkinga, jako a-naukowa padnie trochę wolniej niż powstała, ale padnie") . Faktem jest jednak, że w kilku już Twoich wypowiedziach argumentów naukowych przeciwko teorii WW nie dostrzegłem. Z tego choćby powodu, że ich nie przedstawiłeś.
Do moich miernych kwalifikacji w zakresie teorii WW przyznałem się już w czasie dyskusji. Nie udaję fizyka. Twoja ocena nic nowego nie wnosi. Niewątpliwie jednak ja dowody popierające teorię WW przytoczyłem. Znam je z książek. Ty je zignorowałeś. Dowodów negujących teorię WW jednak nie przedstawiłeś. Moim zamiarem nie była obrona Hawkinga ani teorii WW. Nie mam do tego kwalifikacji i wystarczającej wiedzy. Ja jedynie pisałem co na ten temat wiem, aby przeciwstawić się nazwaniu jej przez Ciebie teorią "a-naukową".
W przeciwieństwie do Ciebie ja nie poddam w wątpliwość Twoich kwalifikacji. Co najwyżej nieśmiało o nie zapytam.
|
|
| | | | | | | | | |  | | moralny "antychryst" | >Jeśli zatem nie było Twoim zamiarem obalenie teorii WW, to zapewne zamiarem tym było wyśmianie Hawkinga. Moim jedynym zamiarem jest przekonanie Cię o tym, że WW to nie teoria, ale hipoteza. Jedna z nieskończenie wielu możliwych. Nie zamierzam ośmieszać nikogo. Jeden stawia hipotezę o żebrze Adama, drugi o przybyciu UFO. W stawianiu hipotez nie ma nic złego (to jak marzenie tego kto ją stawia). Źle, gdy inni przyjmują je za teorie naukowe, czyli sprawdzalne lub sprawdzone fakty. > Zastanawiam sie jednak, jak w kontekście Twojej wypowiedzi należy rozumieć określenie teorii WW jako "a-naukowej" Już chyba wiesz? A-naukowe są wszystkie niesprawdzalne hipotezy. >..argumentów naukowych przeciwko teorii WW nie dostrzegłem. A jaki, jeśli nie naukowy to jest argument, że teorie naukowe muszą być zgodne z praktyką, czyli potwierdzone doświadczeniem? > Nie udaję fizyka. Twoja ocena nic nowego nie wnosi. Bo nie jest też oceną. Jest odpowiedzią na zarzut, że obalam teorie naukowe, czyli głoszę naukowe herezje (to Hawking je głosi). >Niewątpliwie jednak ja dowody popierające teorię WW przytoczyłem. Znam je z książek. Ty je zignorowałeś. Dowodów negujących teorię WW jednak nie przedstawiłeś. Jeśli nie wymagasz potwierdzeń doświadczalnych, to najlepszym dowodem negującym "teorię" WW jest to, że ja mam inną. >Ja jedynie pisałem co na ten temat wiem, aby przeciwstawić się nazwaniu jej przez Ciebie teorią "a-naukową". KAŻDA niesprawdzona i niesprawdzalna hipoteza (także historyczna) jest a-naukowa i nic Ci na to nie poradzę. >W przeciwieństwie do Ciebie ja nie poddam w wątpliwość Twoich kwalifikacji. Co najwyżej nieśmiało o nie zapytam. A może jednak zamiast MNIE "atakować", zaatakowałbyś Hawkinga? I nie mnie pytał o dowody na to, że WW nie było, tylko jego poprosił o dowody na to, że był? Jeśli tylko wzajemnie mamy przedstawiać sobie "dowody", to stawiam hipotezę, że żyliśmy razem z dinozaurami. Przedstaw dowody, że nie jest to teoria naukowa. Pozdrawiam.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >Uważam, że gdyby nie było różnicy zdań, to dyskusja byłaby bezcelowa.
A co powiedzieć o dyskusjach, w których różnica zdań (nawet na poziomie sprzeczności) jest tylko pozorna? To, że gramatyczne zdania się różnią, nie znaczy jeszcze, że maja sens.
|
|
| | | | | | |  | | moralny "antychryst" | >>Uważam, że gdyby nie było różnicy zdań, to dyskusja byłaby bezcelowa. >A co powiedzieć o dyskusjach, w których różnica zdań (nawet na poziomie sprzeczności) jest tylko pozorna? To, że gramatyczne zdania się różnią, nie znaczy jeszcze, że maja sens. Chyba tylko tyle, że wszelkie dyskusje pozbawione są sensu? Albo z obu stron bełkot, albo tylko z jednej, albo różnice tylko gramatyczne. W tym ostatnim przypadku można podyskutować już tylko o formie, a to zawsze dyskusje bez sensu.
|
|
| | | | | | |  | | Andrzej.51 (15814 punktów) | >A co powiedzieć o dyskusjach, w których różnica zdań (nawet na poziomie sprzeczności) jest tylko pozorna? To, że gramatyczne zdania się różnią, nie znaczy jeszcze, że maja sens.
To takie dyskusje też nie mają sensu. Bo skoro różnica zdań jest tylko pozorna, to może to oznaczać, że co najmniej jedna z osób biorących udział w dyskusji celowo do tej pozornej różnicy zdań doprowadza. Niekoniecznie dla samej tylko przyjemności dyskutowania. Aluzję zrozumiałem (tak mi się przynajmniej wydaje).
|
|
| czes (4083 punktów) | >Ateiści , materialiści - jaka jest wasza odpowiedż na to >zasadnicze pytanie?
Nie wiem. Nie znaczy to jednak, że stworzył go bóg. Przeczytałem znaczną cześć postów na tej stronie. Piękne wypowiedzi. Mądrzy ludzie. Fizyka i filozofia. Przyjemność czytania. Czy w efekcie chociaż jeden religiant odczepi się od nas?
|
|
| Markens (316 punktów) | skomentuje watek cytatem po angielsku. mam nadzieje ze moderator nie ma nic przeciwko. Nie mam czelnosci go tlumaczyc. Juz sam fakt, ze na potrzeby forum musze wkleic go w formie pisanej (a nie nagrania z wykladu) odbiera mu sporo uroku. Tlumaczenie prawdopodobnie nie oddaloby juz wcale rozbawienia mowcy, a tym bardziej publicznosci.
Every model of the universe has a hard swallow...a place where the argument cannot hide the fact that there's something slightly fishy about it. The hard swallow built into science is this business about the big bang. Now let's give this a little attention here. This is the notion that the universe, for no reason, sprang from nothing in a single instant. Before we dissect this, notice that this is the limit test for credulity. Whether you believe this or not, notice that it is not possible to conceive of something more unlikely or less likely to be believed. I defy anyone. It's just the limit case for unlikelihood: that the universe would spring from nothing in a single instant for no reason....It makes no sense. It is in fact no different than saying, "and then God said, 'Let there be light!'".
What the philosophers of science are saying is "give us one free miracle and we will roll from that point forward, from the birth of time to the crack of doom. Just one free miracle and then it will all unravel according to natural law and these bizarre equations which nobody can understand but which are so holy in this enterprise." Well I say then if science gets one free miracle then everybody gets one free miracle.
Terrence McKenna: Eros and the Eschaton. Seattle 1994 (audio).
|
|
| Cogito | >Ateiści , materialiści - jaka jest wasza odpowiedż na to >zasadnicze pytanie? Może. To zależy np. od tego jak zdefiniujesz pojęcia "Świat" i "przyczyna" i też od tego, czy ktoś uważa, że wszystko musi mieć jakiś cel swojego istnienia. Dziwi mnie też twoja uboga terminologia. Nie słyszałeś o agnostykach?
|
|
 | | moralny "antychryst" | >>Ateiści , materialiści - jaka jest wasza odpowiedż na to >>zasadnicze pytanie? >Może. To zależy np. od tego jak zdefiniujesz pojęcia "Świat" i "przyczyna" i też od tego, czy ktoś uważa, że wszystko musi mieć jakiś cel swojego istnienia. >Dziwi mnie też twoja uboga terminologia. Nie słyszałeś o agnostykach? A jaka może być definicja przyczyny, oprócz tej normalnej? Moim zdaniem to jest to "coś", co powoduje dowolny skutek. W przypadku Świata, jest to łańcuch zdarzeń, w wyniku którego dzieje się to, co się dzieje. I definicję Świata też można mieć różną? Nawet Świat sam się nie definiuje? O agnostykach to i owo każdy słyszał, ale ja osobiście nie mam pojęcia, co/kto za tym pojęciem się kryje. Jaki agnostycy mają pogląd odnośnie Świata, przyczyn i skutków?
|
|
|  | | Cogito | >A jaka może być definicja przyczyny, oprócz tej normalnej? Moim zdaniem to jest to "coś", co powoduje dowolny skutek. W przypadku Świata, jest to łańcuch zdarzeń, w wyniku którego dzieje się to, co się dzieje. I definicję Świata też można mieć różną? Nawet Świat sam się nie definiuje? >O agnostykach to i owo każdy słyszał, ale ja osobiście nie mam pojęcia, co/kto za tym pojęciem się kryje. Jaki agnostycy mają pogląd odnośnie Świata, przyczyn i skutków? Nie jest oczywiste że "coś" powoduje określony skutek o dowolnym już nie mówiąc. Sprawa jest niezwykle skomplikowana o czym chociażby świadczy to, że nie ma np. jednakowych drzew, ludzi itd. Np.prawa fizyki znamy dość powierzchownie. Nie wiemy np. jak jest natura sił grawitacji itp. Nie jesteśmy pewni wielkości wszechświata. Ostatnio czytałem, że liczbę gwiazd szacuje się na sekstyliony nie wiadomo ile. 1 sekstylion to 1 z 36 zerami (co za dokładność!!). Czyli można ją przyrównać np. do liczby ziaren piasku na Ziemi. Wynikałoby z tego, że nasza Ziemia to jakiś mikroelement jednego z takich ziaren piasku. I mikroorganizmy znajdujące się na tym mikroelemencie, które obiektywnie rzecz biorąc prawie nic o nim nie wiedzą próbują wypowiadać się na temat jego celowości lub bezcelowości. To niesamowita pycha. Tak więc do naszych celów możemy mieć różne definicje świata, takie które sprawdzają się w naszym otoczeniu podobnie jak mamy np. definicję prostej, która w warunkach kosmosu lub mikrokosmosu jest bezużyteczna. Powyżej wyjaśniłem ci w skrótowy sposób jaka jest postawa agnostyków; również w kwestii boga jest sceptyczna. Ponieważ nie ma przekonywujących dowodów na istnienie lub nieistnienie "siły wyższej" - owego ewentualnego sprawcy kierującego sprawami świata, więc nie wypowiadają się w tej materii. Nie twierdzą, że bóg istnieje lub że go nie ma.
|
|
| |  | | moralny "antychrydt" | > Nie jest oczywiste że "coś" powoduje określony skutek .... Jeśli chodzi o "coś" jako przyczynę to moim zdaniem pewne jest, że nie wiadomo co spowoduje/powoduje. Mam też pewność, że na każde "coś" jako skutek, składa się nieskończona suma ściśle określonych przyczyn. Fakt, że wszystkich składników tej sumy nie znamy, nie oznacza ani tego, że jest ich mniej niż nieskończoność, ani tego, że nie są to składniki ściśle określone zarówno jakościowo, jak wartościowo. Rozmawiamy tu o Świecie (czasoprzestrzeni) jako skutku, a nie przyczynie, wiec moja odpowiedź na zadane w wątku pytanie jest przecząca. Moim zdaniem, przyczyną zawartości przestrzeni w dowolnym punkcie czasu jest ewolucja (zmiana w czasie). >Sprawa jest niezwykle skomplikowana o czym chociażby świadczy to, że nie ma np. jednakowych drzew, ludzi itd. To nie "sprawa", tylko aktualna zawartość czasoprzestrzeni. Nie wierzę, aby cokolwiek aktualnie istniejącego mogło zmienić się w cokolwiek innego aktualnie istniejącego, więc nie dziwi mnie, że nie istnieją dwa jednakowe drzewa. > Np.prawa fizyki znamy dość powierzchownie. Nie wiemy np. jak jest natura sił grawitacji itp. Jak to nie wiemy jaka jest ich natura? Przecież je znakomicie czujemy, a nawet potrafimy dokonywać ich pomiaru. >Nie jesteśmy pewni wielkości wszechświata. To znaczy czego? Jak jest wielki, czy jak długo ewoluuje? Wydaje mi się, ze nie mogąc dowiedzieć jak wyglądał z naszego układu odniesienia (z Ziemi) np. 1000 lat temu, nie dowiemy się także nigdy jak długo ewoluuje i jak jest wielki. Nie mamy wiec wyjścia. Musimy przyjąć wymiary nieskończone. Daleko mi do poddawania w wątpliwość jego nieskończoności. Nie mam żadnych podstaw, by w nią nie wierzyć. > Ostatnio czytałem, że liczbę gwiazd szacuje się ... Nie wierzę w możliwość szacowania liczby tych, które są poza zasięgiem dzisiejszych teleskopów. Nie widzę żadnych podstaw do tego rodzaju szacunków. > Czyli można ją przyrównać np. do liczby ziaren piasku na Ziemi. Wynikałoby z tego, że nasza Ziemia to jakiś mikroelement jednego z takich ziaren piasku. A mnie się zdaje, że jest znacznie, znacznie mniejsza. Wręcz jak bezwymiarowy punkcik. > I mikroorganizmy znajdujące się na tym mikroelemencie, które obiektywnie rzecz biorąc prawie nic o nim nie wiedzą próbują wypowiadać się na temat jego celowości lub bezcelowości. To niesamowita pycha. A próbują? No coś Ty! Mówią o skutkach, a nie celu. Jeśli o celu, to nie Świata, ale własnym. >Tak więc do naszych celów możemy mieć różne definicje świata, Dla mnie nadal jest tylko jedna: to to, co widzimy, słyszymy i w czym żyjemy. To ta nieskończona niewiadoma, którą poznajemy poszerzając stale nasze horyzonty (rozwijając naukę i technikę). To to, dzięki czemu nie zabraknie nam nigdy ani miejsca do życia, ani roboty. > .. definicję prostej, która w warunkach kosmosu lub mikrokosmosu jest bezużyteczna. To, że w samochodzie mamy pięć kół, a nie pięć kwadratów, to wiem. Ale w czym prosta (i w ogóle matematyczne abstrakcje) bardziej przydają nam się na Ziemi niż w kosmosie, to naprawdę nie mam pojęcia. Jak tę przydatność/nieprzydatność rozumiesz? A już szczególnie jak rozumiesz nieprzydatność samych definicji? Przecież wiadomo, że definicje są nam potrzebne tylko do ułatwienia życia codziennego i codziennej rozmowy, a rozmów codziennych w mikroświecie raczej nie prowadzimy. >Powyżej wyjaśniłem ci w skrótowy sposób jaka jest postawa agnostyków; również w kwestii boga jest sceptyczna. Bardzo to dla mnie dziwna postawa. Tak wszystko na odwrót? To chyba nie agnostycyzm, ale arealizm? > Ponieważ nie ma przekonywujących dowodów na istnienie lub nieistnienie "siły wyższej" - owego ewentualnego sprawcy kierującego sprawami świata, więc nie wypowiadają się w tej materii. Nie twierdzą, że bóg istnieje lub że go nie ma. Dla mnie dowody na istnienie ewolucji są EWIDENTNE, bo nie potrafię wskazać niczego, co nie ewoluuje. Nie wierze ani w inną siłę wyższą, ani sprawczą. Nie wierzę też w istnienie Świata bez tej wyższej siły.
|
|
| artjab | >Czy może istnieć coś , np. Świat, bez przyczyny? Dobre pytanie. Idealne aby poruszyć pozorny spór kreacjonizmu z ewolucjonizmem, czyli spór typu: "Przejść ulicę na pasach czy na światłach?". Logika i doświadczenie dają odpowiedź negatywną na to pytanie. I słusznie. W przeciwnym razie groziłby nam galop ad infinitum lub irracjonalizm. Kreacjonizm i ewolucjonizm dają co ciekawe identyczną odp. na to pyt. Drugi musi dac pozytywną jeśli chce byc stanowiskiem naukowym ale i tak wyczerpie się tylko w obrębie świata przyrodniczego, gdyż dalej kompetencje nauki nie sięgają. I tu potrzebny jest kreacjonizm, który daje wyjaśnienie, którego poszukiwał Arystoteles w "Metafizyce". Jest to wyjaśnienie ostatecznościowe i ANTYateistyczne. Te 2 teorie mówią o tym samym, lecz na innym poziomie. Ten sam problem rozwiązują w obrębie różnych sfer ontycznych. Kto widzi tutaj spór, ten nigdy nie przejdzie ulicy.....
|
|
|  | | moralny "antychryst" | >Nawet jesli przejdziemy ulice i znajdziemy sie po jej drugiej stronie nie oznacza to, ze ja przeszlismy poniewaz problem jej przejscia na druga strone pozostaje po tej stronie po ktorej jestesmy. Nieprawda. Problemy powstają po tej, na której się odnajdziemy. Jesteśmy po drugiej niż Ty. W możliwość POWROTU nie wierzymy. Tak jak i w inne wędrówki w przeszłość.
|
|
 | Parys (592 punktów) (zablokowany) | >>Czy może istnieć coś , np. Świat, bez przyczyny? >Dobre pytanie. Idealne aby poruszyć pozorny spór kreacjonizmu z ewolucjonizmem,
Właśnie : "pozorny spór" bowiem ewoluować może to co już jest- czyli kreacja poprzedza ewolucję.
Próbowałem założyć wątek na ten temat ale cenzor tego portalu go odrzucił. Widać tutaj bezradność ateistów- brak logicznych kontrargumentów.
|
|
|  | 1 na 1 | placownik (17853 punktów) |
> Próbowałem założyć wątek na ten temat ale cenzor tego portalu go odrzucił. Widać tutaj bezradność ateistów- brak logicznych kontrargumentów. Czy mijanie się z prawdą jest dla Ciebie logicznym argumentem? Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
|  | | moralny "antychryst" | >Próbowałem założyć wątek na ten temat ale cenzor tego portalu go odrzucił. Widać tutaj bezradność ateistów- brak logicznych kontrargumentów. Widać też bezradność ludzi religijnych. Brak argumentów przeciw ewolucji (nie tylko biologicznej, ale także wszelkiej innej), bez której nigdy niczego nie było, nie ma i nie będzie. Zarówno niektórzy ateiści, jak niektórzy ludzie religijni nie rozumieją własnych wyznań, a więc i niczego innego.
|
|
| |  | Parys (592 punktów) (zablokowany) |
>Widać też bezradność ludzi religijnych. Brak argumentów przeciw ewolucji (nie tylko >biologicznej, ale także wszelkiej innej), bez której nigdy niczego nie było, nie ma i nie >będzie.
Ludzie religijni nie zaprzeczają temu ,że to co jest się zmienia(ewoluje) pod wpływem czynników zewnetrznych i wewnętrznych - bo to jest jasne jak słońce w południe.
Ludzie religijni natomiast są na tyle inteligientni, że dostrzegają to,że ewoluować może tylko to co już jest- natomiast ateiści mają z tym jak widać kłopot.
|
|
| | |  | | moralny "antychryst" | >Ludzie religijni natomiast są na tyle inteligientni, że dostrzegają to,że ewoluować może tylko to co już jest- natomiast ateiści mają z tym jak widać kłopot. Ludzie religijni mają natomiast kłopot z dostrzeżeniem tego, że to co już jest (więc może podlegać ewolucji) jest wynikiem ewolucji, a nie sześciu dni pracy jednego nie pozbawionego ducha faceta, z podobnym mu synem po prawicy.
|
|
| | |  | | Zbyszek Bryłowski (7257 punktów) | Witam. >Ludzie religijni natomiast są na tyle inteligientni, że dostrzegają to,że ewoluować może tylko to co już jest- natomiast ateiści mają z tym jak widać kłopot. Przepraszam, czy chodzi o ewolucję biologiczną?
Niebo gwiaździste nade mną, a prawo moralne we mnie...
|
|
| | | |  | | moralny "antychryst" | >Witam. >>Ludzie religijni natomiast są na tyle inteligientni, że dostrzegają to,że ewoluować może tylko to co już jest- natomiast ateiści mają z tym jak widać kłopot. >Przepraszam, czy chodzi o ewolucję biologiczną? O, ba! Gdybyż to inteligentni religijni wiedzieli o jaką im ewolucję chodzi! Kościołowi chodzi głównie o takie zgodne z nauką słowo jak "ewolucja". Znaczenie słowa dopracują potem, bo przecież u nich zawsze na początku jest słowo, a dopiero potem myśl, czyli znaczenie tego co mówią.
|
|
| | | |  | Parys (592 punktów) (zablokowany) | >Przepraszam, czy chodzi o ewolucję biologiczną?
Chodzi o jakąkolwiek ewolucję czyli zmianę tego co już jest. - NIC przecież nie może się zmieniać!-prawda?
|
|
|  | | Andrzej.51 (15814 punktów) | >Właśnie : "pozorny spór" bowiem ewoluować może to co już jest- czyli kreacja poprzedza ewolucję.
Ja natomiast dostrzegam Twoją bezradność. Argument, który przytaczasz, nadaje się na zajęcia z katechezy, ale co najwyżej w trzeciej klasie podstawówki.
Przy okazji przpominam Ci o moich dwóch skierowanych do Ciebie wypowiedziach z 21 i 22 lutego (w tym wątku). Znajdzesz tam kilkanaście pytań. Do tej pory nie udzieliłeś odpowiedzi na żadne z nich. Nawet nie spróbowałes podjąć dyskusji. Zachęcam jeszcze raz. Nie poddawaj się bez walki.
|
|
| Odlogik | Jeśli chodzi o przyczynę na początku świata to chyba ciężko z tym. Gdyby nie było przyczyny, nie byłoby tworzenia. Byłby tylko taki zastygły "kamienny" padół. Nudno i na zawsze. Chyba żeby była przyczyna przyczyny, he he.
|
|
 | 1 na 1 | hiyoshiro (278 punktów) |
scpetycyzm? jak najbardziej.
czy świat może istnieć bez przyczyny? dlaczego nie!
Żeby dojrzeć pewne rzeczy może najpierw trzeba zrzucić łańcuchy? Nie mówie, że to prawda na pewno, natomiast aby móc PRÓBOWAĆ zrozumieć takie pytania, logika przyczynowo-skutkowa może tylko pętać. Kto powiedział że wszechświat chce być logiczny? Należy mieć to na uwadze.
P.S. Oczywiście jest to pytanie bez odpowiedzi, na temat którego możemy spekulować, ja jednak pozostaję otwarty na możliwośc bezprzyczynowego i bezbożnego powstania świata.
Neurosis
|
|
|  | | moralny "antychryst" | >Żeby dojrzeć pewne rzeczy może najpierw trzeba zrzucić łańcuchy? Które łańcuchy? Łańcuch istnienia? Zdzieraj sobie ten łańcuch, ale innych do tego nie skłaniaj. Wszechświat istnieje i istnieje ewolucja, a Wszechświat jest jedynym skutkiem i jedyną przyczyną własnej(ewolucji). Cały Wszechświat składa się wyłącznie ze związków przyczynowo skutkowych (wszystko ewoluuje), więc nikomu myślącemu nie wmówisz, że związków tych lub Wszechświata nie ma. W takie bajki uwierzyć mogą tylko ludzie religijni. > Kto powiedział że wszechświat chce być logiczny? A kto powiedział, że masz go o to pytać? Kto Ci powiedział, że Wszechświat to człowiek, więc ma wybór sposobu myślenia (logiczny, alogiczny)? >...ja jednak pozostaję otwarty na możliwośc bezprzyczynowego i bezbożnego powstania świata. Logika mojego myślenia pozostaje KOMPLETNIE zamknięta na wszystko co a-logiczne, a głównie na to, że Wszechświat=człowiek. Bardzo sceptycznie podchodzę do Twojej koncepcji alogicznego myślenia.
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|