Racjonalista - Strona głównaDo treści
Polemika z artykulem "Ogien" Pawla Krukowa

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Kultura
NapisanoAutorTytuł
12-09-2007 19:46Agatella (19 punktów)Polemika z artykulem "Ogien" Pawla Krukowa
Przede wszystkim, jako śpiewaczka operowa, czuję się "mile połechtana" faktem, że są dziś jeszcze ludzie (acz bardzo nieliczni), których na tyle fascynuje ta dziedzina sztuki, że chcą o tym pisać na forum internetowym. Pan poszedł jeszcze dalej, zapragnął zaistnieć w świecie opery nie tylko jako odbiorca lecz także jako twórca i napisał Pan libretto operowe. To dziś wielka rzadkość. Życzę Panu aby któryś z kompozytorów napisał do niego muzykę i aby doszło (jeszcze za Pańskiego życia!) do wystawienia dzieła. Podejrzewam, że obok strasznych nerwów i tremy dostarczy to Panu wiele, wiele satysfakcji.
W swoim tekście wporowadzającym do libretta używa Pan jednach takich określeń, których można by się spodziewać raczej od zażartego przeciwnika tej sztuki, zupełnie jej nierozumiejącego, aniżeli od "operomana", jak sam się Pan określa. Pisze Pan o operze, że jest koturnowa, że posługuje się estetyką, która nie ma nić wspólnego z codziennością, że jest sztuczna i nieprzymierzalna do niczego innego jak scena operowa i dalej, że jast czymś wprost nienaturalnym, na przykład przez sposób wykorzystania głosu ludzkiego, a także, że można oderwać się dzięki temu od poczucia własnej podmiotowości i oddzielenia od otaczającej rzeczywistości.
Absolutnie się z tym nie zgadzam. Co więcej, takie traktowanie opery neguje sens naszej (śpiewaków) pracy nad zrozumieniem i przekazaniem psychologii odgrywanych przez nas postaci i poszukiwaniem "scenicznej prawdy", czyli takiego zaistnienia na scenie aby widz mógł uwierzyć w rzeczywistość prezentowanej akcji. Oczywiście zdarza się niejednokrotnie, że w źle wyreżyserowanych lub źle "odegranych" przedstawieniach występują tzw. dłużyzny, a czasem nawet zwykłe nudy, nie można jednak traktować tego jako obowiązującej reguły.
Czy opera jest dziś koturnowa ? Bardzo wątpię. Być może czasem, gdy reżyserowi przyjdzie akurat chętka na "historyczne realia" i wraca do barokowych pierwowzorów.
Widziałam też takie przedstawienie "Aidy", w którym reżyser chciał się popisać znajomością japońskiego teatru No i przeniósł akcję z Egiptu do Japonii. To, że mu wyszło coś koturnowego to jedno z najdelikatniejszych możliwych określeń... ale to przecież nie jest reguła! Cała scena powolnego umierania dwojga głównych bochaterów, zamurowanych żywcem, nie miała rzeczywiście nic wspólnego z rzeczywistością, bo była opowiedziana kodem niezrozumiałych w Europie gestów, przy jednoczesnym powstrzymywaniu się przez śpiewaków, nadludzkim niemal wysiłkiem, od okazywania jakichkolwiek ludzkich uczuć. Nie zapominajmy jednak, że Verdiemu zależało na czymś zupełnie innym kiedy to uparł się aby samemu reżyserować prapremierę. Śmierć głodowa (która występuje też m.in. w "Manon Lescaut" Pucciniego), ubrana w dialog i wstrząsającą oprawę muzyczną to coś, co zaliczylibyśmy raczej do kategorii "dramat psychologiczny" albo wręcz "horror". Była ona, niestety, realnym faktem dla wielu ofiar...
Opera nie jest też bynajmniej czymś wprost nienaturalnym, np. przez sposób wykorzystania głosu ludzkiego i nie powinna prowadzić do odrywania się od rzeczywistości lecz do zastanowienia nad nią, być może nad sobą.
Moim zdaniem, przez długie stulecia, opera pełniła taką funkcję, jaką dziś pełni film. Opowiadała pewną historię, tak jak to robi teatr dramatyczny. Zauważono jednak, i to już w starożytności, że wzbogacenie przedstawianej akcji o muzykę pozwala zwiększyć intensywność przeżyć. Kto nie wierzy, niech wyobrazi sobie film bez muzyki. O ile bardziej boimy się w kinie, gdy widząc zakradającego sie mordercę słyszymy ciche tremolo wiolonczel i kontrabasów, o ile szybszy wydaje się pościg samochodowy gdy toważyszy mu rytmiczna, głośna muzyka? Albo w "Szczękach", gdy jeszcze przed ukazaniem się rekina na ekranie jego nadejście zwiastowała powtarzana ostinatowo sekunda mała na wiolonczeli?
Kiedyś nie było jednak techniki nagrywania ruchomych obrazów - była scena (wraz ze swoimi ograniczeniami), nie było ścieżki dźwiękowej, którą możnaby tak ściszyć aby "przebiły się" przez nią mówione dialogi - była orkiestra. Z praw akustyki wiadomo (a studiują ją wszyscy kompozytorzy), że głos śpiewany jest bardziej nośny od głosu mówionego. Specjalny sposób szkolenia głosu może tę nośność dodatkowo zwiększyć, co z kolei pozwala na użycie większej orkiestry i wzbogacenie brzmienia. Wzbogacenie brzmienia pozwala na większą rozpiętość dynamiczną, a to z kolei aż się prosi o bardziej złożoną i wyrazowo silniejszą dramaturgię.
Apogeum wyrazu osiągnięto w epoce weryzmu (wł. il verismo powstało od la verita - prawda), odpowiednika naturalizmu w literaturze. Takie było z resztą wówczas, tj. w epoce wczesnego, "brutalnego" kapitalizmu, "zapotrzebowanie społeczne". Potem, opera dwudziestowieczna przyjęła różne kierunki rozwoju. Powstała m. in. opera "intelektualna", zwł. w Niemczech (np. "Zmierzch Bogów"). To tym typem opery zdaje się Pan być najbardziej zainspirowany. Ale trudno odmówić czystej, wulgarnej wręcz zmysłowości "Lulu" czy głębokiego, czarnego dramatu "Wozzekowi".
Co daje nam opera dzisiaj? Odpowiedź na to pytanie na pewno nie jest tak jednoznaczna jak oderwanie się od poczucia własnej podmiotowości i oddzielenie od otaczającej rzeczywistości. Może się bowiem okazać, że czasem jest dokładnie na odwrót.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.



Wróć do listy wątków działu Kultura

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365