Racjonalista - Strona głównaDo treści
Teoria Raskolnikowa - Zbrodnia i Kara

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Kultura
NapisanoAutorTytuł
13-09-2007 19:56Paweł (12 punktów)Teoria Raskolnikowa - Zbrodnia i Kara
Witam wszystkich, to mój pierwszy post na tym forum.

Na lekcji języka polskiego(liceum) omawialiśmy ostatnio lekturę "Zbrodnia i Kara" Dostojewskiego. Doszliśmy do aspektu filozoficznego i teorii Raskolnikowa na temat moralności popełnienia zbrodni przez "człowieka właściwego" w powiązaniu z filozofią Nietzschego. Zabicie lichwiarki miało być według polonistki testem na słuszność teorii Rodiona, a jego choroba i katusze moralne ostatecznie ją zakwestionować. Wspomniała także o tym, że powieść ta ukazuje zwycięstwo wartości chrześcijańskich nad teorią filozoficzną i relatywizmem moralnym, a religia zapewnia taki właśnie absolutyzm wartości.
Osobiście jednak uważam że wyciąganie takich wniosków to gruba przesada, bo:
- Sama teoria Raskolnikowa nie mogła zostać podważona jedynie przez to, że po dokonaniu zbrodni dręczyły go wyrzuty sumienia i nie mógł odnaleźć się w roli zbrodniarza. Moglibyśmy postawić sobie pytanie - czy jeśli jego sumienie byłoby odporne na taki czyn i uszłoby mu to na sucho, to czy słuszność jego teorii byłaby dowiedziona? Sam czyn Raskolnikowa był raczej zemstą za podłość i niesprawiedliwość niż próbą naprawy świata. Zabicie lichwiarki nie wnosiło nic nowego. Sam Raskolnikow mówi - jakby o sobie - że czasem jednostki słabe myślą o sobie jako o tych wyższych, ale nigdy nie zachodzą daleko, wyznaczając sobie samemu karę i jedyne, co należy zrobić to "spuścić im lanie". Nie był także środkiem do celu - celem zbrodni nie była grabież. W "Tako Rzecze Zaratustra" możemy przeczytać o zadziwiająco podobnym do Raskolnikowa "pobladłym przestępcy", którego Nietzsche potępia.
-W historii mieliśmy wiele przypadków, gdzie zbrodnie były ostatecznie częściowo lub całkowicie usprawiedliwione - np. wojna o wolność i suwerenność, wprowadzenie lepszego systemu czy zapobiegnięcie większemu złu. Według mnie nie ma wyraźnej granicy między dobrem i złem. W takich przypadkach dopuszcza się relatywizm moralny. Religia chrześcijańska i jej absolutne wartości nie są zawsze słuszne.

Chcę podkreślić że wcale nie jestem całkowicie za teorią wyjęcia spod prawa moralności niektórych jednostek, ale nie zgadzam się z takim uproszczonym przedstawieniem tematu, gdzie religia jest największą świętością i brak jest pewnego obiektywizmu.
Jakie jest wasze zdanie na ten temat?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Ojciec Dyrektor (1704 punktów)
Nie martw się. W szkołach pracują różni ludzie. Ważne jest to, że potrafisz dojść do osobistych wniosków i podjąć polemikę z wnioskami, które próbuje Ci wmusić nauczyciel.

Pozdrawiam.

Nie polemizuj nigdy z idiotą! Najpierw ściągnie Cię na swój poziom, a później zniszczy doświadczeniem.
Jan B (383 punktów)
Dostojewski, jako nawrócony chrześcijanin, z pewnością myślał o religii jako o odpowiedzi na opisane zło, co jasno wykłada w scenie, gdzie bohater siedzi na wzgórzu z ukochaną i patrzy na swój kołchoz (jeżeli dobrze pamiętam). W podobnych okolicznościach nawrócił się Dostojewski.

Nawiązywanie do Nietzschego i relatywizmu przez polonistkę jest po części nieuzasadnione, bo w książce się do nich nie nawiązuje. Jest też w całości nieuzasadnione, bo polonistka nie ma wykształcenia filozoficznego.

Ty również nawiązujesz do wartości absolutnych tak, jakbyś ich dobrze nie znał i zupełnie odchodzisz przy tym od książki. Wartościami przedstawionymi w książce są miłość i pokuta. Nie ma tam żadnych wartości absolutnych typu "nie zabijaj". Absolutyzm moralny ma dwa ujęcia: takie, jak twoje, i inne, bardziej skomplikowane, radzące sobie z relatywizmem.
Tofik (5585 punktów)
Tylko mój nauczyciel też powołał się na tego filozofa i też nie rozumiem dlaczego???

"Bez bogów można żyć normalnie. BEZ ROZUMU - NIE!" Drobner
Jan B (383 punktów)
Bo to kuszące, zestawić chrześcijanina z antychrześcijaninem, taki mają program nauczania. Zabrakło tylko tekstu Nietzschego, żeby szanse były równe.
Paweł (12 punktów)
>Nawiązywanie do Nietzschego i relatywizmu przez polonistkę jest po części nieuzasadnione, bo w książce się do nich nie nawiązuje. Jest też w całości nieuzasadnione, bo polonistka nie ma wykształcenia filozoficznego.

Teoria Raskolnikowa ma jednak cechy wspólne z filozofią Nietzschego. On sam jest na tyle ważną postacią, że nauczyciel miał chyba prawo do jego przywołania, nawet jeśli nie jest filozofem.

>Ty również nawiązujesz do wartości absolutnych tak, jakbyś ich dobrze nie znał i zupełnie odchodzisz przy tym od książki. Wartościami przedstawionymi w książce są miłość i pokuta. Nie ma tam żadnych wartości absolutnych typu "nie zabijaj". Absolutyzm moralny ma dwa ujęcia: takie, jak twoje, i inne, bardziej skomplikowane, radzące sobie z relatywizmem.

Wcale nie kwestionuję, że głównym motywem jest miłość i pokuta, interesuje mnie w tym momencie co innego. Nie mam dużej wiedzy na temat etyki. Absolutne nakazy moralne pochodzą z chrześcijańskiego dekalogu. Co masz na myśli mówiąc o skomplikowanym relatywizmie?

>Nie twierdzę, że powinieneś darować sobie wypowiedzi na racjonaliście, ale skoro masz możliwość uzewnętrznienia swoich poglądów na lekcji i skonfrontowania ich z opiniami innych osób, to powinieneś z tego prawa skorzystać. Bo zacięta dyskusja "na żywo" jest najbardziej pasjonująca.

Niestety w mojej klasie nie ma wielkiego zainteresowania tego typu tematami. Jakakolwiek próba konfrontacji czy szerszej dyskusji zostałaby odebrana jako zboczenie. Potęguje to że jestem na profilu mat-inf. Nauczyciel także nie wydaje się być skory do dyskusji bo czas goni a do zrealizowania ma kolejne tematy.

>Rodion miał altruistyczne pobudki, żeby zabić lichwiarkę. Chciał wykorzystać pieniądze, aby potem być zdolnym do zmieniania i ulepszania świata, pomóc rodzinie. Zbrodnia była też swoistym testem (którego nie zdał), czy może zaliczać się do wielkich ludzi takich jak Napoleon.

Jeżeli jego teoria dopuszczała tego typu ułatwianie sobie drogi do wielkiego czynu, to jestem zdecydowanie przeciw! Zabicie lichwiarki nie było czynem niezbędnym i moim zdaniem nie może być argumentem na odrzucenie pewnej względności moralnej.
Jan B (383 punktów)
>Co masz na myśli mówiąc o skomplikowanym relatywizmie?

Absolutyzmie. Mam na myśli to, że dla mnie granica między dobrem i złem jest bardzo wyraźna. Napisałeś, >Według mnie nie ma wyraźnej granicy między dobrem i złem. W takich przypadkach dopuszcza się relatywizm moralny. Religia chrześcijańska i jej absolutne wartości nie są zawsze słuszne.

Nie jestem chrześcijaninem ale wydaje mi się, że jakiś chrześcijanin mógłby myśleć podobnie jak ja. Dekalog jest niezmienny, ale można go różnie brać. Nie stoi tam przecież "zabójstwo jest złem" tylko "nie zabijaj". W interpretacji psychologicznej, która do mnie przemawia, dekalog jest zbiorem czynów, które u dobrego człowieka wzbudzają poczucie winy. Nie ma znaczenia przecież, ile dobrego się zrobi kosztem zła, bo to nigdy nie powinno przesłonić poczucia winy.
O takim ujęciu chrześcijańskich niezmiennych wartości nie można już powiedzieć, że jest nie zawsze słuszne, bo ono nie ma nic wspólnego ze słusznością i niesłusznością.
Paweł (12 punktów)
>Absolutyzmie. Mam na myśli to, że dla mnie granica między dobrem i złem jest bardzo wyraźna.
Przepraszam za pomyłkę, rzeczywiście chodziło o absolutyzm. Jeśli granica między dobrem a złem jest dla ciebie bardzo wyraźna, to co powiesz o dylematach moralnych typu "Jesteś maszynistą i zauważasz na torze przeszkodę nie do pokonania; możesz uratować 5 ludzi z wagonu, jeśli zmienisz tor przestawiając zwrotnicę. Niestety po drugim torze przechadza się przypadkowy niczego nieświadomy człowiek." Co wybierzesz i czy twoja decyzja będzie "wyraźnie dobra"? Dla mnie dobro i zło to po prostu pojęcia wprowadzone przez i dla człowieka, różniące się w zależności od kręgu społecznego czy kulturowego i dlatego można nazwać je względnymi. Rzecz jasna nie ma w tym nic odkrywczego.
Jan B (383 punktów)
Zacznę od pokazania, że pojęcia dobra i zła są dla ciebie jasne i wyraźnie odgraniczone.
Jasne jest w twoim przykładzie, że uratowanie pasażerów jest jednoznacznie dobre, a zabicie przechodnia jednoznacznie złe. Nie ma też takiej kultury, w której byłoby inaczej. Nieważne jak skomplikowany byłby przykład (pasażerowie mogliby być np. transportem skazanych morderców), zawsze rozkłada się na jasno określone elementy. Gdyby tak nie było, gdyby dobro i zło rzeczywiście były niejasne, to dylemat nie byłby dylematem, bo nie byłoby w nim konfliktu między dobrem a złem.

Dla mnie granica jest jasna, bo nie umieszczam dobra i zła w czynach, tylko w rozumach. Taka perspektywa bardzo wiele upraszcza. Czyn to rodzaj emanacji płynącej z rozumu. W twoim dylemacie nie mogę ocenić, które wyjście będzie lepsze "po prostu", z utylitarystycznego punktu widzenia. Liczy się tylko to, co rozgrywa się w umyśle podejmującym decyzję, a nie materialny wynik wyboru. Dlatego powiem, że dobre wyjście to będzie to, które wybierze dobry człowiek.
Jeżeli pytasz co ja bym zrobił, to zmieniłbym tor, ale taka odpowiedź nic przecież nie mówi. Mógłbym chcieć skasować przechodnia dla przyjemności.
Basia (364 punktów)
>Niestety w mojej klasie nie ma wielkiego zainteresowania tego typu tematami. Jakakolwiek próba konfrontacji czy szerszej dyskusji zostałaby odebrana jako zboczenie. Potęguje to że jestem na profilu mat-inf. Nauczyciel także nie wydaje się być skory do dyskusji bo czas goni a do zrealizowania ma kolejne tematy.

To oznacza mnie więcej tyle, że boisz się okazać zainteresowanie tematem, żeby nie zostać wyśmianym. Jak to się ma do niezależności myśli, asertywności i racjonalizmu? Zawsze łatwiej wypowiedzieć się jako anonimowy człowiek, ale czy chodzi o to, żeby wybierać najłatwiejsze rozwiązania? Swoją drogą nie wiesz, czy inni nie myślą podobnie do Ciebie, chcieliby coś powiedzieć, ale się boją. Tak to już jest z tą presją grupy.

A nauczycielem się nie przejmuj. Kto na nich zwraca uwagę
Poza tym, myślę, że dyskusja byłaby urozmaiceniem również dla nauczyciela, który przechodzi z lekcji na lekcję i umiera z nudy i monotonii.
Basia (364 punktów)

Lekcja polskiego jest idealną okazją do nawiązania dyskusji. Nie zawsze z nauczycielem musisz się zgadzać, a nawet lepiej kiedy stawiasz sprzeciw. Już Gombrowicz o tym pisał. A więc może lepiej podzielić sę swoimi spostrzeżeniami w gronie znajomych, niż na forum dyskusyjnym. Nie twierdzę, że powinieneś darować sobie wypowiedzi na racjonaliście, ale skoro masz możliwość uzewnętrznienia swoich poglądów na lekcji i skonfrontowania ich z opiniami innych osób, to powinieneś z tego prawa skorzystać. Bo zacięta dyskusja "na żywo" jest najbardziej pasjonująca
raydee (19 punktów)
>Witam wszystkich, to mój pierwszy post na tym forum.

Ja też witam wszystkich zgromadzonych tutaj wolnomyślicieli i też stawiam tu swój pierwszy post . Odwiedzam tą stronę od jakichś 4 miesięcy, kiedy to znalazłem link do Racjonalisty w Bogu Urojonym .
Musze przyznać, że Zbrodnia i kara to jedna z moich ulubionych lektur. Przerabialiśmy ją w szkole rok temu, jeszcze przed tą nierozsądną zmianą lektur byłego Ministra 'Edukacji'.
Niestety też muszę ponarzekać na naszego polonistę, który uznał, że książka Dostojewskiego jest powieścią przede wszystkim kryminalną, a nie, jak sądzę, psychologiczno - filozoficzną, poruszającą problemy moralne, przez co bardzo ją lubię.
>Zabicie lichwiarki miało być według polonistki testem na
>słuszność teorii Rodiona, a jego choroba i katusze moralne
>ostatecznie ją zakwestionować. Wspomniała także o tym, że
>powieść ta ukazuje zwycięstwo wartości chrześcijańskich nad
>teorią filozoficzną i relatywizmem moralnym, a religia
>zapewnia taki właśnie absolutyzm wartości.[...]
>ale nie zgadzam się z takim uproszczonym przedstawieniem >tematu, gdzie religia jest największą świętością i brak jest
>pewnego obiektywizmu.
Z tego co pamiętam w życiu Dostojewskiego doszło do jakiegoś przełomu po jego powrocie ze zesłania, zmienił radykalnie światopogląd, polubił swój kraj, bronił religii. Sądzę, że powieść ta zawiera pewne tendencje, w których autor sugeruje swoje poglądy, iż człowiek jest z natury egoistą i jedyne co go powstrzymuje od ZŁA to wiara w Boga i strach przed potępieniem. Pokazuje to m.in. przez dziwne, 'szczęśliwe' zbiegi okoliczności w trakcie popełniania zbrodni, które miały niby być wsparciem od szatana albo przez porównanie Rodiona do Łazarza.
>Osobiście jednak uważam że wyciąganie takich wniosków to
>gruba przesada, bo:
>- Sama teoria Raskolnikowa nie mogła zostać podważona
>jedynie przez to, że po dokonaniu zbrodni dręczyły go
>wyrzuty sumienia i nie mógł odnaleźć się w roli
>zbrodniarza. Moglibyśmy postawić sobie pytanie - czy jeśli
>jego sumienie byłoby odporne na taki czyn i uszłoby mu to
>na sucho, to czy słuszność jego teorii byłaby dowiedziona?
Choroba Raskolnikowa to również ciekawa sprawa. Bohater nigdy nie przyznaje się przed sobą lub innymi, że to co zrobił było niesłuszne, a tym bardziej że ateizm był błędem. Nie jestem pewien, czy miał nawet wyrzuty sumienia, sądzę że mogłaby to raczej być jakaś choroba spowodowana przełamaniem zasad moralnych człowieczeństwa.
>Sam czyn Raskolnikowa był raczej zemstą za podłość i
>niesprawiedliwość niż próbą naprawy świata. Zabicie
>lichwiarki nie wnosiło nic nowego.
Rodion miał altruistyczne pobudki, żeby zabić lichwiarkę. Chciał wykorzystać pieniądze, aby potem być zdolnym do zmieniania i ulepszania świata, pomóc rodzinie. Zbrodnia była też swoistym testem (którego nie zdał), czy może zaliczać się do wielkich ludzi takich jak Napoleon.
>-W historii mieliśmy wiele przypadków, gdzie zbrodnie były
>ostatecznie częściowo lub całkowicie usprawiedliwione - np.
>wojna o wolność i suwerenność, wprowadzenie lepszego systemu
>czy zapobiegnięcie większemu złu.
Generalnie mnie też to interesuje, czy sądzicie, że to rozumowanie bohatera jest dopuszczalne i słuszne.
>Według mnie nie ma wyraźnej granicy między dobrem i złem. W >takich przypadkach dopuszcza się relatywizm moralny. Religia >chrześcijańska i jej absolutne wartości nie są zawsze słuszne.
Oczywiście, że nie. Altruizm to normalny mechanizm, naturalny, wrodzony, a nie wymuszony i nauczony na lekcjach religii i w kościele. Nie lubię posługiwać się pojęciami Dobro i Zło, uważam je za względne, wole mówić o egoizmie, czy altruizmie.

Pozdrawiam,
Kamil
less
>Na lekcji języka polskiego(liceum) omawialiśmy ostatnio
>lekturę "Zbrodnia i Kara" Dostojewskiego. Doszliśmy do
>aspektu filozoficznego i teorii Raskolnikowa na temat
>moralności popełnienia zbrodni przez "człowieka właściwego"
>w powiązaniu z filozofią Nietzschego.
Człowiek właściwy (czy raczej niezwykły bądź wyższy, żeby cytować dosłownie) u Raskolnikowa nie ma nic wspólnego z nietzscheańskim ubermenschem. Chociaż obaj podziwiają np. Napoleona. Jednak wszystkie te postaci, wymieniane tak przez bohatera książki Dostojewskiego, jak i przez niemieckiego filozofa są jedynie jednostkami wybijającymi się na tle historii ludzkości. Jednostkami na pewno niezwykłymi. Różnica pomiędzy Raskolnikowem a ubermenschem jest bardzo głęboka. Raskolnikow w dyskusji z Porfirym za istotę wyższą uznaje właściwie każdą jednostkę, która, jak to ujmuje sam Raskolnikow, "posiada nową myśl, jest zdolna by choć odrobinkę powiedzieć coś nowego", i stopniuje to od ludzi myślących trochę samodzielnie po geniuszy - "korony ludzkości". Problem w tym, że owe korony ludzkości (np. Kepler czy Newton, których wymienia), nie mogą być nietzscheańskimi nadludźmi. Tutaj nie wystarczy coś zrobić, stworzyć, wymyśleć coś nowego, twórczego i bardzo pożytecznego dla ludzkości. Tutaj potrzebna jest określona konstrukcja wewnętrzna takiej osoby a nie tylko jej czyny, przewartościowanie wartości, rozbudzenie sił aktywnych wobec życia, zasadnicza jeśli nie kompletna zmian kulturowa i psychologiczna czyli afirmacja rzeczywistości, degradacja myślenia zaświatowego, reaktywnego czyli sokratejsko-platońsko-chrześcijańskiej ideologii. Raskolnikow taką osobą nie był, zapewnę był osobą nieco inteligentniejszą niż przeciętny zjadacz chleba, ale to tylko tyle. Zabicie jakiejś lichwiarki w zestawieniu z nietzscheańskim "człowiekiem wyższym" jest dość żałosne. Nie ta płaszczyzna problemu. I jeszcze ta żenująca rekacja stworzona przez chrześcijanina Dostojewskiego, by "udowodnić" swoją tezę. Dobrze wiemy z życia, że większość zabójców nie ma ze swoim czynem większych problemów. Często żadnych, a tak przerysowane to chyba jedynie jakiś chorobliwy margines.
> Zabicie lichwiarki miało być według polonistki testem na słuszność teorii
>Rodiona, a jego choroba i katusze moralne ostatecznie ją
>zakwestionować. Wspomniała także o tym, że powieść ta
>ukazuje zwycięstwo wartości chrześcijańskich nad teorią
>filozoficzną i relatywizmem moralnym
W przypadku Raskolnikowa u chrześcijanina Dostojewskiego, rzeczywiscie tak sie dzieje. Papier jest posłuszny poglądom pisarza, zwłaszcza tak wybitnie sprawnego.
> a religia zapewnia taki właśnie absolutyzm wartości.
No i Twoja nauczycielka jest szczęśliwa bo dopasowała wnioski do swojego obrazu świata i wartości.
>Osobiście jednak uważam że wyciąganie takich wniosków to
>gruba przesada, bo:
>- Sama teoria Raskolnikowa nie mogła zostać podważona
>jedynie przez to, że po dokonaniu zbrodni dręczyły go
>wyrzuty sumienia i nie mógł odnaleźć się w roli
>zbrodniarza. Moglibyśmy postawić sobie pytanie - czy jeśli
>jego sumienie byłoby odporne na taki czyn i uszłoby mu to
>na sucho, to czy słuszność jego teorii byłaby dowiedziona?
>Sam czyn Raskolnikowa był raczej zemstą za podłość i
>niesprawiedliwość niż próbą naprawy świata. Zabicie
>lichwiarki nie wnosiło nic nowego. Sam Raskolnikow mówi -
>jakby o sobie - że czasem jednostki słabe myślą o sobie
>jako o tych wyższych, ale nigdy nie zachodzą daleko,
>wyznaczając sobie samemu karę i jedyne, co należy zrobić to
>"spuścić im lanie". Nie był także środkiem do celu - celem
>zbrodni nie była grabież. W "Tako Rzecze Zaratustra" możemy
>przeczytać o zadziwiająco podobnym do Raskolnikowa
>"pobladłym przestępcy", którego Nietzsche potępia.
>-W historii mieliśmy wiele przypadków, gdzie zbrodnie były
>ostatecznie częściowo lub całkowicie usprawiedliwione - np.
>wojna o wolność i suwerenność, wprowadzenie lepszego systemu
>czy zapobiegnięcie większemu złu. Według mnie nie ma
>wyraźnej granicy między dobrem i złem. W takich przypadkach
>dopuszcza się relatywizm moralny. Religia chrześcijańska i
>jej absolutne wartości nie są zawsze słuszne.
>Jakie jest wasze zdanie na ten temat?
Trudno sie z tym wszystkim nie zgodzić. Nasz świat (w tym my sami), po prostu się zmienia. Wszystko w tym świecie jest procesem. I niczym innym. Powstanie, trwanie, destrukcja. Taki rytm. Destrukcja, zniszczenie, cierpienie to podstwowa wartość naszej rzeczywistości. Wartość, która jest bodźcem wzrostu, rozwoju, przekraczania, wznoszenia się na kolejne stopnie ewolucji. Bez tego ani rusz. Gdyby nie destrukcja, ból, cierpienie, strach bylibyśmy co najwyżej jakimiś małpoludami pasącymi się na sawannie pośród innych roślinożerców. Ale raczej życie w ogóle nie byłoby możliwe. Tyle, że czasy się zmieniają, myślę że jesteśmy coraz bliżej takiego poziomu cywilizacyjnego, w którym nasz wzrost obędzie się bez wzajemnego zwalczania i wyścigu zbrojeń rozwijającego naszą cywilizację i ostatecznie przeniesiemy to na inne płaszczyzny działania. Chociaż oczywiście istnieje taka możliwość, że wcześniej się wykończymy. W takiej sytuacji, na wszelkie działania Napoleonów, Aleksandrów Wielkich, Cezarów, inkwizytorów czy przywódców rewolucji francuskiej należy patrzeć przez pryzmat raczej nieuniknionego pędu i rozwoju kulturowo-cywilizacyjnego. Można tutaj dyskutować i sprzeczać się w oparciu o jakieś moralności i wartości, ale raczej należaloby skupić się na łagodzeniu skutków owej, nieustannej ewolucji w przyszłości i uznać ją za po prostu nieuniknioną, niezbędną. Niemniej nadmiar niepotrzebnego cierpienia zadawnego w imię absurdalnych pobudek czy dla samej przyjemności zadawania bólu należy piętnować i objaśniać, by rozumieć przed czym się chronić. No i tutaj jakieś zasady muszą obowiązywać.
Paweł (12 punktów)
>Zabicie jakiejś lichwiarki w zestawieniu z nietzscheańskim "człowiekiem wyższym" jest dość żałosne. Nie ta płaszczyzna problemu. I jeszcze ta żenująca reakcja stworzona przez chrześcijanina Dostojewskiego, by "udowodnić" swoją tezę. Dobrze wiemy z życia, że większość zabójców nie ma ze swoim czynem większych problemów. Często żadnych, a tak przerysowane to chyba jedynie jakiś chorobliwy margines. (...) Niemniej nadmiar niepotrzebnego cierpienia zadawanego w imię absurdalnych pobudek czy dla samej przyjemności zadawania bólu należy piętnować i objaśniać, by rozumieć przed czym się chronić. No i tutaj jakieś zasady muszą obowiązywać.

Całkowicie się zgadzam. Szczególnie jeśli chodzi o wyolbrzymianie roli wiary.
mohawk (2936 punktów)
Cytat:
Doszliśmy do aspektu filozoficznego i teorii Raskolnikowa na temat moralności popełnienia zbrodni przez "człowieka właściwego" w powiązaniu z filozofią Nietzschego. Zabicie lichwiarki miało być według polonistki testem na słuszność teorii Rodiona, a jego choroba i katusze moralne ostatecznie ją zakwestionować. Wspomniała także o tym, że powieść ta ukazuje zwycięstwo wartości chrześcijańskich nad teorią filozoficzną i relatywizmem moralnym, a religia zapewnia taki właśnie absolutyzm wartości.

Przypinanie Nietzschego do powieści Dostojewskiego to dziwna, acz nagminna przypadłość wielu polonistów - na zasadzie prostego kojarzenia podobieństw, w oderwaniu od faktów. Gdy w 1866 r. Dostojewski wydawał Zbrodnię i karę, o Nietzschem było w Rosji (i nie tylko) zupełnie głucho. Miał on zresztą wówczas dopiero 22 lata, pierwszą zaś książkę wydał w 1876 r. Wspomniane przez Ciebie Tako rzecze Zaratustra to sprawa lat osiemdziesiątych dziewiętnastego wieku, a więc już po śmierci Dostojewskiego. Jeśli więc była jakaś inspiracja, to raczej przebiegała w odwrotnym kierunku - od Dostojewskiego do Nietzschego.

Co do interpretacji polonistki, to wydaje mi się strasznie płaska, choć może nawet i zasadniczo zgodna z zamysłem autora [jeśli będziemy pamiętać, że chodzi o 'mielizny' skrajnego indywidualizmu, odrywającego człowieka od Boga i stawiającego go na jego miejscu, nie zaś o nietzscheanizm]. Rzecz w tym, że u wielkiego pisarza stanowisko, które być może na tym forum wypadałoby nazwać (spluwając za siebie przez lewe ramię ) integrystyczno-prawosławną utopią o zabarwieniu metafizycznym, jest ukazane w dramatycznej interakcji, w zderzeniu z innymi ideami i mrzonkami współczesności, wśród genialnie sportretowanych, wewnętrznie złożonych i rozdartych postaci. Nie ma tam - podług mnie - żadnej propagandowej nachalności, oczywistości czy (bezpośredniego) dydaktyzmu, jakie zdaje się sugerować sucha interpretacja szkolnej notatki. Przeciwnie, można powiedzieć, że postawa "ewangelicznej prostoty", uosobionej w "głupich dla Chrystusa" postaciach Sonii Marmieładowej, księcia Myszkina, czy Aloszy Karamazowa i starca Zosimy, jaką Dostojewski widział w roli przeciwwagi dla niszczycielskiego i autodestrukcyjnego indywidualizmu, intelektualnie jest w defensywie, wręcz przegrywa. Na długą tyradę, mowę oskarżycielską, Wielkiego Inkwizytora wyniośle milczący Chrystus nie odpowiada - jedynie "badawczo a łagodnie" mu się przygląda, składając na zakończenie pocałunek na jego starczych ustach. Miotający się Iwan Karamazow szuka jakiejś teodycei dla ogromu zła w świecie (którego świadectwa z masochistyczną lubością kolekcjonuje w wycinkach gazet) i jej nie znajduje; więcej - z góry odrzuca ją jako niemożliwą - żadna przyszła szczęśliwość nie może zadośćuczynić wyrządzonemu złu i zadanemu cierpieniu.

Cóż, zapewne - jak to w szkole bywa - klasa nie przejawia szczególnego zainteresowania ani aktywności, więc wystarczy podyktować notatkę do zeszytu i jadziem dalej z materiałem, bez wdawania się w zbędne polemiki. Tak naprawdę ważne jest jednak to, co Tobie dała ta lektura - do jakich przemyśleń Ciebie pobudziła.

Cytat:
Według mnie nie ma wyraźnej granicy między dobrem i złem.

A moim zdaniem granica jest dość wyraźna. Problemy rodzi często interpretacja ogólnych zasad oraz uchwycenie owej granicy w konkretnych egzemplarzach zachowań. Istnienie tej granicy nie oznacza jednak tego, że mamy "z góry" zesłany zestaw absolutnych i niezmiennych reguł moralnych, regulujących życie ludzi w oderwaniu od ich interesów i przekonań.

Cytat:
W takich przypadkach dopuszcza się relatywizm moralny.

Relatywizm moralny to raczej ogólny pogląd na temat charakteru i statusu przekonań moralnych.

Cytat:
Religia chrześcijańska i jej absolutne wartości nie są zawsze słuszne.

Jej wartości przedstawiają się jako absolutne i niezmienne, jak sądzę, głownie po to, żeby kwestie moralności całkowicie wyjąć spod jurysdykcji jakichkolwiek zewnętrznych instancji i uniemożliwić możliwość debaty na ten temat.

Wróć do listy wątków działu Kultura

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365