Filmu, niestety, jeszcze nie widziałem, ale Twoja relacja jest na tyle szczegółowa, że pozwolę sobie zabrać głos. Nie po to jednak by autorytatywnie rozwiać Twoje wątpliwości i odpowiedzieć na nurtujące Ciebie (a zapewne nie tylko Ciebie) pytania, ale by podzielić się własnymi refleksjami.
Za motto tej wypowiedzi niech posłuży cytat z Tadeusza Boya-Żeleńskiego ("Stefania"):
Z tym najgorszy jest ambaras,
Żeby dwoje chciało na raz.I właściwie na tym można by poprzestać.

Ale to byłoby zbyt proste. Podywagujmy więc nad problemem.
1. Ludzie w wieku bohatera filmu z reguły mają psychikę odmienną od tej jaką mieli jeszcze kilkanaście lat wcześniej. Zmiany te są uzależnione od bardzo wielu czynników (np. od ogólnego stanu zdrowia, życiowych doświadczeń, przebytych urazów, sytuacji środowiskowej, rodzinnej, wykształcenia, umysłowego treningu, zdolności percepcyjnych itp.). Najczęstszym objawem tych zaburzeń jest ucieczka w przeszłość, a konkretnie - w czasy swojej świetności lub wręcz w dzieciństwo. Prawdopodobnie jest to związane z podświadomym lękiem przed kontaktem z rzeczywistością, której już się nie rozumie, nie przyswaja, która wymknęła się nam spod kontroli. Ucieczka w świat miniony daje pozory poczucia bezpieczeństwa. Poczucie największego bezpieczeństwa daje zaś rodzina (ta najbliższa). Zazwyczaj jest tak, że małe dziecko chroni się pod opiekę rodziców; starzec (duże dziecko) oczekuje poczucia bezpieczeństwa od potomstwa (taki surogat rodziców).
Można ten problem rozpatrywać także w kategoriach "długu do spłacenia". Wyjdzie prawie na to samo.
W świetle powyższego, nawiązywanie nowych relacji z "obcymi" nie musi być dla bohatera filmu czymś atrakcyjnym. Zwłaszcza, gdy żyje on w świecie urojonym. Ale tu wiele zależy też od osobowości konkretnego człowieka - jedni są bardziej, inni mniej otwarci na innych ludzi.
2. >Nie dowiadujemy się jednak co doprowadziło do zerwania więzi [...]
A szkoda. Przyczyny zerwania więzi międzyludzkich są niezwykle istotne. Ich wprost nieskończona wielość sprawia, że są lub nie są do przezwyciężenia. Ale i tak wracamy do Boya. Bo, aby zerwane więzy ponownie nawiązać, potrzebna jest dobra wola obu stron. Jednostronne starania na niewiele się zdadzą.
3. >Nasuwa się pytanie: czy warto odbudowywać rodzinne relacje bez względu na wszystko?
Zapewne warto próbować. A czy bez względu na wszystko? Mam wprawdzie dzieci, ale nie byłem w takiej sytuacji więc zwyczajnie - nie wiem. Wiem jednak, że niechciałbym poznawać tego z autopsji, czego i innym nie życzę.
4. >Czy skazani jesteśmy na wyrzuty sumienia i zgorzknienie w sytuacji, gdy nie możemy dojść do porozumienia?
Myślę, że tak. Bo jeśli nawet jesteśmy głęboko przekonani o własnej niewinności, to zawsze gdzieś tam w głębi czai się pytanie: Czy aby faktycznie? Czy gdzieś nie popełniłem jakiegoś błędu? A może jednak to nie ja mam rację? Zresztą sama racja nie jest tu najważniejsza; najważniejsza jest świadomość tego, że właśnie oto coś niezwykle ważnego i pięknego legło w gruzach. A to wystarczający powód zarówno do wyrzutów jak i do zgorzknienia.
5. >Pojednanie [...], czy trzeba przywiazywać do niego na tyle wielką wagę, że przestajemy dostrzegać wokół siebie ludzi, którzy próbują nawiązać z nami bliższy kontakt.
I znowu Boy. To, że ktoś chce z nami nie znaczy wcale, że my też musimy chcieć z nim. Nie ma tu obligatoryjności, symetrii czy choćby imperatywu moralnego. Są to sprawy bardzo indywidualne i raczej nic nam do tego, bo wpływu na to i tak mieć nie będziemy. Każdy człowiek dotknięty takim doświadczeniem życiowym musi sobie sam z nim poradzić podejmując określone decyzje. A my...? - moim zdaniem - nie mamy nawet prawa dokonywać ocen tychże decyzji.
6. >Może warto pewne rzeczy po prostu zaakceptować?
Może?
Na pewno zaakceptować autonomię decydenta powinien obserwator zewnętrzny.
7. Poruszony przez Ciebie wątek homoseksualny proponuję zostawić w spokoju, aby niepotrzebnie nie rozszerzać dyskusji ponad ramy tematu. Zwłaszcza, że obaj wiemy jak wielu na tym forum jest dyskutantów, dla których ten akurat pretekst stałby się przysłowiową wodą na ich młyn.
Tymczasem jest to problem związany z wpływem stereotypów kulturowych na etykę, na relacje społeczne, zatem i na psychikę zainteresowanych osób - a to temat-rzeka. Więc może tak w "Oazie spokoju", gdzie nie każdy ma dostęp? Bo sprawa jest ciekawa i warta rozważań, ale nie w tym gronie.
Serdecznie pozdrawiam.
fides ex necessitate esse non debet