Racjonalista - Strona głównaDo treści
"Raj za daleko" Radosława Markiewicza - opinia

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Kultura
NapisanoAutorTytuł
26-09-2007 18:28dajmonion (3663 punktów)"Raj za daleko" Radosława Markiewicza - opinia
Miałem ostatnio przyjemność obejrzeć "Raj za daleko" Radosława Markiewicza. Film zdobył nagrodę w konkursie Nowe Filmy Polskie na festiwalu Era Nowe Horyzonty we Wrocławiu.

Jeden z bohaterów (Macio) to osiemdziesieciokilkuletni pensjonariusz ośrodka opieki społecznej. Jest człowiekiem zamknietym w sobie, trudno nawiązać z nim kontakt. Macio tęskni za mieszkajacym w Niemczech synem, którego pragnąłby odwiedzić i odbudować zburzone relacje. Staruszek znajduje się jakby w innej rzeczywistości. Żyje przeszłością i marzeniami. Pewnego dnia dowiaduje się, że jego stan zdrowia się pogorszył i będzie musiał zostać w szpitalu. Czując zbliżajacy się koniec Macio terroryzuje kierowcę karetki i każde mu jechać w nieznane. Zabiera ze sobą Jolę i Achima, dwoje innych pensjonariuszy ośrodka, ludzi niezwykle ciepłych, pogodnych i obdarzonych dużym poczuciem humoru.

W trakcie podróży wychodzi na jaw, że stosunki z ojcem kierowcy również pozostawiaja wiele do życzenia. Nie dowiadujemy się jednak co doprowadziło do zerwania więzi: Macia z synem czy kierowcy z ojcem.

Nasuwa się pytanie: czy warto odbudowywać rodzinne relacje bez względu na wszystko? Czy skazani jesteśmy na wyrzuty sumienia i zgorzknienie w sytuacji, gdy nie możemy dojść do porozumienia?

Macio zdaje się nie dostrzegać uroków chwili obecnej. Odtrąca gesty przyjaźni znajomych z pensjonatu. Łaskawie odpowiada im na pytania. Być może o wiele lepiej by się czuł gdyby przestał obsesyjnie myśleć o swoim synu i bardziej skoncentrował się na tym, co się wokół niego dzieje.

Pojednanie jest oczywiście czymś pięknym, ale zastanawiam się, czy trzeba przywiazywać do niego na tyle wielką wagę, że przestajemy dostrzegać wokół siebie ludzi, którzy próbują nawiązać z nami bliższy kontakt. Macio odtrąca bliskość, którą ma w zasięgu ręki. Jest wiecznie przygnębiony, bo nie może się pogodzić z porażką na polu relacji z synem. Może warto pewne rzeczy po prostu zaakceptować?

W filmie pojawia się też (na krótką chwilę) wątek homoseksualny. Jola w pewnym momencie pyta się kierowcy, czy ma dziewczynę albo chłopaka. Bez wzgledu na intencję, z jaką reżyser umieścil go w filmie można go interpretować jako zwrócenie uwagi na fakt, że problem porozumienia z rodzicami dotyczy w dużym stopniu gejów i lesbijek. Oni w szczególności muszą odpowiedzieć sobie na pytanie: czy ma sens wieczne zabieganie o aprobatę rodziców?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
Filmu, niestety, jeszcze nie widziałem, ale Twoja relacja jest na tyle szczegółowa, że pozwolę sobie zabrać głos. Nie po to jednak by autorytatywnie rozwiać Twoje wątpliwości i odpowiedzieć na nurtujące Ciebie (a zapewne nie tylko Ciebie) pytania, ale by podzielić się własnymi refleksjami.

Za motto tej wypowiedzi niech posłuży cytat z Tadeusza Boya-Żeleńskiego ("Stefania"):
Z tym najgorszy jest ambaras,
Żeby dwoje chciało na raz.


I właściwie na tym można by poprzestać.
Ale to byłoby zbyt proste. Podywagujmy więc nad problemem.

1. Ludzie w wieku bohatera filmu z reguły mają psychikę odmienną od tej jaką mieli jeszcze kilkanaście lat wcześniej. Zmiany te są uzależnione od bardzo wielu czynników (np. od ogólnego stanu zdrowia, życiowych doświadczeń, przebytych urazów, sytuacji środowiskowej, rodzinnej, wykształcenia, umysłowego treningu, zdolności percepcyjnych itp.). Najczęstszym objawem tych zaburzeń jest ucieczka w przeszłość, a konkretnie - w czasy swojej świetności lub wręcz w dzieciństwo. Prawdopodobnie jest to związane z podświadomym lękiem przed kontaktem z rzeczywistością, której już się nie rozumie, nie przyswaja, która wymknęła się nam spod kontroli. Ucieczka w świat miniony daje pozory poczucia bezpieczeństwa. Poczucie największego bezpieczeństwa daje zaś rodzina (ta najbliższa). Zazwyczaj jest tak, że małe dziecko chroni się pod opiekę rodziców; starzec (duże dziecko) oczekuje poczucia bezpieczeństwa od potomstwa (taki surogat rodziców).
Można ten problem rozpatrywać także w kategoriach "długu do spłacenia". Wyjdzie prawie na to samo.
W świetle powyższego, nawiązywanie nowych relacji z "obcymi" nie musi być dla bohatera filmu czymś atrakcyjnym. Zwłaszcza, gdy żyje on w świecie urojonym. Ale tu wiele zależy też od osobowości konkretnego człowieka - jedni są bardziej, inni mniej otwarci na innych ludzi.

2. >Nie dowiadujemy się jednak co doprowadziło do zerwania więzi [...]
A szkoda. Przyczyny zerwania więzi międzyludzkich są niezwykle istotne. Ich wprost nieskończona wielość sprawia, że są lub nie są do przezwyciężenia. Ale i tak wracamy do Boya. Bo, aby zerwane więzy ponownie nawiązać, potrzebna jest dobra wola obu stron. Jednostronne starania na niewiele się zdadzą.

3. >Nasuwa się pytanie: czy warto odbudowywać rodzinne relacje bez względu na wszystko?
Zapewne warto próbować. A czy bez względu na wszystko? Mam wprawdzie dzieci, ale nie byłem w takiej sytuacji więc zwyczajnie - nie wiem. Wiem jednak, że niechciałbym poznawać tego z autopsji, czego i innym nie życzę.

4. >Czy skazani jesteśmy na wyrzuty sumienia i zgorzknienie w sytuacji, gdy nie możemy dojść do porozumienia?
Myślę, że tak. Bo jeśli nawet jesteśmy głęboko przekonani o własnej niewinności, to zawsze gdzieś tam w głębi czai się pytanie: Czy aby faktycznie? Czy gdzieś nie popełniłem jakiegoś błędu? A może jednak to nie ja mam rację? Zresztą sama racja nie jest tu najważniejsza; najważniejsza jest świadomość tego, że właśnie oto coś niezwykle ważnego i pięknego legło w gruzach. A to wystarczający powód zarówno do wyrzutów jak i do zgorzknienia.

5. >Pojednanie [...], czy trzeba przywiazywać do niego na tyle wielką wagę, że przestajemy dostrzegać wokół siebie ludzi, którzy próbują nawiązać z nami bliższy kontakt.
I znowu Boy. To, że ktoś chce z nami nie znaczy wcale, że my też musimy chcieć z nim. Nie ma tu obligatoryjności, symetrii czy choćby imperatywu moralnego. Są to sprawy bardzo indywidualne i raczej nic nam do tego, bo wpływu na to i tak mieć nie będziemy. Każdy człowiek dotknięty takim doświadczeniem życiowym musi sobie sam z nim poradzić podejmując określone decyzje. A my...? - moim zdaniem - nie mamy nawet prawa dokonywać ocen tychże decyzji.

6. >Może warto pewne rzeczy po prostu zaakceptować?
Może?
Na pewno zaakceptować autonomię decydenta powinien obserwator zewnętrzny.

7. Poruszony przez Ciebie wątek homoseksualny proponuję zostawić w spokoju, aby niepotrzebnie nie rozszerzać dyskusji ponad ramy tematu. Zwłaszcza, że obaj wiemy jak wielu na tym forum jest dyskutantów, dla których ten akurat pretekst stałby się przysłowiową wodą na ich młyn.
Tymczasem jest to problem związany z wpływem stereotypów kulturowych na etykę, na relacje społeczne, zatem i na psychikę zainteresowanych osób - a to temat-rzeka. Więc może tak w "Oazie spokoju", gdzie nie każdy ma dostęp? Bo sprawa jest ciekawa i warta rozważań, ale nie w tym gronie.

Serdecznie pozdrawiam.

fides ex necessitate esse non debet
dajmonion (3663 punktów)
>5. >Pojednanie [...], czy trzeba przywiazywać do niego na tyle wielką wagę, że przestajemy dostrzegać wokół siebie ludzi, którzy próbują nawiązać z nami bliższy kontakt.
>I znowu Boy. To, że ktoś chce z nami nie znaczy wcale, że my też musimy chcieć z nim. Nie ma tu obligatoryjności, symetrii czy choćby imperatywu moralnego. Są to sprawy bardzo indywidualne i raczej nic nam do tego, bo wpływu na to i tak mieć nie będziemy. Każdy człowiek dotknięty takim doświadczeniem życiowym musi sobie sam z nim poradzić podejmując określone decyzje. A my...? - moim zdaniem - nie mamy nawet prawa dokonywać ocen tychże decyzji.

Ale mamy prawo, a nawet powinniśmy przedstawiać pewne sprawy z różnych punktów widzenia (jednym z nich jest właśnie moja opinia o tym filmie), aby osoby będące w podobnej sytuacji mogły sobie same z nią radzić, bo samodzielne radzenie sobie z czymś polega często na wyborze rozwiązania, które nie jest moim rozwiązaniem.

www.intelektualista.blogspot.com
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
> Ale mamy prawo, a nawet powinniśmy przedstawiać pewne sprawy z różnych punktów widzenia (jednym z nich jest właśnie moja opinia o tym filmie), [...]

I właśnie to zrobiliśmy. Ty jeden, ja drugi. Chociaż mój punkt widzenia wcale nie jest sprzeczny z Twoim, wręcz przeciwnie, jest jedynie próbą jego rozwinięcia i uzupełnienia. Czy próbą udaną? Nie wiem; nie mnie oceniać.

>[...] aby osoby będące w podobnej sytuacji mogły sobie same z nią radzić, bo samodzielne radzenie sobie z czymś polega często na wyborze rozwiązania, które nie jest moim rozwiązaniem.

I właśnie o tym pisałem. Każdy, w takiej sytuacji zostaje sam ze sobą. A czy skorzysta z rad i podpowiedzi? Myślę, że tak, a przynajmniej je rozważy, choćby podświadomie (czyli będą one miały jakiś pośredni wpływ na jego decyzję). Ale ta decyzja zawsze będzie decyzją autonomiczną.
(Nie wiem czy w tej kwestii wyrażam się na tyle precyzyjnie byś prawidłowo odczytał moje intencje.)
Chodzi mi o to, że jeśli nawet ta jego decyzja będzie "skażona" dowolną ilością "wpływów", to i tak pozostanie JEGO WŁASNĄ (czyli autonomiczną) decyzją - przynajmniej w JEGO mniemaniu. A nam nic do tego.

Bo, jak mniemam, nie o ocenę filmu Ci chodziło lecz o ustosunkowanie się do zaprezentowanej w filmie sytuacji. I to właśnie zrobiłem.

Serdecznie pozdrawiam.

fides ex necessitate esse non debet

Wróć do listy wątków działu Kultura

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365