Racjonalista - Strona głównaDo treści
Polski katolicyzm a testy dziewictwa

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
19-02-2008 17:47Atlantis (1733 punktów)
(zablokowany)
Polski katolicyzm a testy dziewictwa
Ocena 1 na 1
Ja wiem, że tego programu nie należy traktować jako przykładu rzetelnego dziennikarstwa, ja wiem, że jest robiony pod publiczkę, a ludzie zapraszani do studia mogą być niejednokrotnie podstawionymi "aktorami" - mam nawet własną teorię, wedle której jest on robiony wedle podobnego schematu jak wszystkie W-11, Anny Marie Wesołowskie i Detektywi, ale dzisiaj w ramach przerwy w lekturze włączyłem telewizor i trafiłem na Rozmowy w Toku - bo o nich mowa, temat tak mnie zainteresował, że sporą część obejrzałem, właściwie chodzi tylko o pierwsze 15 minut, ponieważ zaproszeni później goście reprezentowali już odmienne postawy.
Chciałbym myśleć, że cały odcinek był mistyfikacją, ale sama myśl, że nie był i takich ludzi jest więcej napawa mnie przerażeniem.

Do studia wchodzi młoda kobieta wraz z córką - na dobrą sprawę para jak z amerykańskiego serialu dla nastolatków - mama mogłaby zagrać rolę studentki, a chociaż po twarzy córki widać, że jest jeszcze młoda to ze względu na wzrost i sylwetkę trudno stwierdzić czy mamy do czynienia z czternasto czy może osiemnastolatką. Kobieta wyraźnie spięta (chociaż to może kwestia tremy) zaczyna opowiadać o tym jaki pilnuje "cnoty" swojej córki - opowiada o metodach: kontrolowanie pamiętnika, natrętne rozmowy (ja nazwałbym to o czym tam mówiono przesłuchaniami), w trakcie programu wyszło na jaw, że kobieta ma zamiar wysłać córkę do ginekologa celem sprawdzenia, czy jest jeszcze dziewicą! W tym momencie dosłownie spadłem z krzesła - widać mentalność wielu ludzi w kraju nad Wisłą niezbyt różni się od zasad wyznawanych wśród muzułmańskich fanatyków.
Oglądam jednak dalej - okazuje się, że nastolatka jest o wiele rozsądniejsza od matki ogarniętej jakąś manią. Trudno jest mi sobie czuć co może czuć młoda osoba, której non stop wchodzi się z butami w sferę intymności, nie ufa, dziewczyna sama powiedziała, że czasami czuje się, jakby matka widziała w niej prostytutkę...

Pisze się tyle o uwłaczającym godności traktowaniu młodych kobiet w społecznościach islamskich. Myślę, że równie ciekawe wyniki wyszłyby po przebadaniu obyczajów polskich katolików. O ile cały program może być mistyfikacją, to jedną rzecz sobie dzisiaj uświadomiłem i dziwię się, że nie wpadłem na nią wcześniej. Kobieta o której mowa ani razu nie wspomniała o religii, ani razu nie było mowy o "czystości przedślubnej" czy grzechu, najprawdopodobniej zwyczajnie bała się zostania młodą babcią. W całym swoim życiu znałem jednak wiele przypadków katolickich rodzin, gdzie matki przesiąknięte taką filozofią trzymały swoje córki krótko - zakaz wychodzenia na imprezy, zakaz kontaktów z przedstawicielami płci przeciwnej itp. Już z podstawówki pamiętam takie osoby, które właściwie z tego powodu żyły z boku. Kontrola z reguły była moim zdaniem niepotrzebna, bo dom przesiąknięty duchem fanatyzmu robił z tych ludzi kopie swoich rodziców (nie każdy ma skłonność do buntu). Jestem jednak ciekaw co się dzieje w domach takich skrajnie katolickich rodzin, w jak wielu przypadkach faktycznie rodzic pełni funkcję inkwizytora sprawdzającego, czy jego dziecko faktycznie żyje w "czystości przedślubnej". Szukamy zacofania i przykładów poniżającego traktowania kobiet na Bliskim Wschodzie lub na przedmieściach Paryża, a może nie dostrzegamy go przed własnym nosem?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

JATO (Jarosław Tomczyk) (2644 punktów)
>Ja wiem, że tego programu nie należy traktować jako
>przykładu rzetelnego dziennikarstwa,
Jeżeli to prawda. Jeżeli to prawda, to pakuje rodzinę, dobytek i kota i wieję do Finlandii. Tam woda czysta, trawa zielona, ludzie zaś normalni.
Ciemnogród ci u nas głęboki, ale żeby aż tak?
Pozdrawiam.
JATO


Zasada wyjaśniania Conrada: Wszystko co powiesz, zostanie ocenione przez innych , zupełnie sprzecznie z twoimi intencjami.
19-02-2008 18:15 
 Ocena 2 na 2
IQ955 (2355 punktów)
>ludzie zaś normalni.
Jako wieloletni emigrant i człowiek, co się sporo po świecie powłóczył - zaprawdę powiadam Panu - ludzi normalnych na tej planecie albo w ogóle nie ma, albo jest parę sztuk, ale ja nie wiem w jakim kraju. W każdym (powtarzam i to dużymi literami - KAŻDYM) kraju ludzie są nienormalni. Tyle, że ta nienormalność jest umieszczona w różnych miejscach mózgu. Co do mnie, to rozpytuję się o jakieś zaciszne planety, asteroidy etc., gdzie mógłbym stąd uciec. Może nie być kanalizacji ani oświetlenia. Wystarczą warunki zdatne do zycia. Gdyby pan coś wiedział...

Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Draken
>>ludzie zaś normalni.
>Jako wieloletni emigrant i człowiek, co się sporo po świecie powłóczył - zaprawdę powiadam Panu - ludzi normalnych na tej planecie albo w ogóle nie ma, albo jest parę sztuk, ale ja nie wiem w jakim kraju. W każdym (powtarzam i to dużymi literami - KAŻDYM) kraju ludzie są nienormalni. Tyle, że ta nienormalność jest umieszczona w różnych miejscach mózgu. Co do mnie, to rozpytuję się o jakieś zaciszne planety, asteroidy etc., gdzie mógłbym stąd uciec.

no wlasnie. Ma ktos na zbyciu bilet na Marsa? moze byc w jedna strone...
20-02-2008 09:24 
 Ocena 2 na 2
Atlantis (1733 punktów)
(zablokowany)
>no wlasnie. Ma ktos na zbyciu bilet na marsa? moze byc w jedna strone...

To jest właśnie najgorsze - obecnie nie ma nawet gdzie uciec. Jeśli w XVI-XVII wieku jakaś grupa wyznaniowa czuła się prześladowana - niewielki problem, wsiadali na statki i płynęli do Nowego Świata. Największym minusem było to, że tam już byli rdzenni mieszkańcy, którzy nie najlepiej na tym wychodzili, niemniej przynajmniej przez jedno cy dwa pokolenia mogli sobie żyć w tym swoim utopijnym państwie szczęśliwości bożej, gdzie wszyscy myślą tak samo, do czasu, aż nie doszło do pierwszego rozłamu.

Właśnie przypomniały mi się "Statki Czasu" Stephena Baxtera (współczesna kontynuacja klasycznego "Wehikułu..." H.G. Wellsa) kiedy Podróżnik dziwi się, że zaawansowani technicznie Morlokowie z alternatywnej wersji przyszłości nie toczą wcale wojen chociaż wyznają wiele sprzecznych ze sobą doktryn politycznych - posiadając jednak Sferę Dysona wokół Słońca dysponują tak niewyobrażalną ilością wolnej przestrzeni, że wystarczy jej dla niewyobrażalnej licby dysydentów.
Draken (1 punktów)
>>no wlasnie. Ma ktos na zbyciu bilet na marsa? moze byc w jedna strone...
>To jest właśnie najgorsze - obecnie nie ma nawet gdzie uciec. Jeśli w XVI-XVII wieku jakaś grupa wyznaniowa czuła się prześladowana - niewielki problem, wsiadali na statki i płynęli do Nowego Świata. Największym minusem było to, że tam już byli rdzenni mieszkańcy, którzy nie najlepiej na tym wychodzili, niemniej przynajmniej przez jedno cy dwa pokolenia mogli sobie żyć w tym swoim utopijnym państwie szczęśliwości bożej, gdzie wszyscy myślą tak samo, do czasu, aż nie doszło do pierwszego rozłamu.
>Właśnie przypomniały mi się "Statki Czasu" Stephena Baxtera (współczesna kontynuacja klasycznego "Wehikułu..." H.G. Wellsa) kiedy Podróżnik dziwi się, że zaawansowani technicznie Morlokowie z alternatywnej wersji przyszłości nie toczą wcale wojen chociaż wyznają wiele sprzecznych ze sobą doktryn politycznych - posiadając jednak Sferę Dysona wokół Słońca dysponują tak niewyobrażalną ilością wolnej przestrzeni, że wystarczy jej dla niewyobrażalnej licby dysydentów.
Tak... A ja nie mam ani pieniedzy na rakiete ani bazy na Marsie... I watpliwe, zebym kiedykolwiek sie dorobil takiej fortuny. Na dodatek na Marsa ludzkosc juz sie pcha. Musialbym sie ukrywac przed sondami. Smutne... :/
20-02-2008 14:08 
 Ocena 1 na 1
JATO (Jarosław Tomczyk) (2644 punktów)
>W każdym (powtarzam i to dużymi literami - KAŻDYM) kraju ludzie są nienormalni.
Zatem "pies tańcował z normalnością". Miało być do rymu, toteż tak wyszło. Jednakowoż może gdzieś istnieje takie miejsce zdatne do życia, gdzie współmieszkańcy są:
1. Domyci,
2. Tolerancyjni,
3. Nieagresywni (pod każdym względem),
4. Nie przeszkadzają sąsiadom (bez nocnych hałasów, plotek, śmieci na wycieraczce, psich i temu podobnych odchodów wszem i wobec.Nie wymieniam więcej, ponieważ wiadomo o co chodzi.).
Pozdrawiam.
JATO



Zasada wyjaśniania Conrada: Wszystko co powiesz, zostanie ocenione przez innych , zupełnie sprzecznie z twoimi intencjami.
20-02-2008 14:38 
 Ocena 1 na 1
IQ955 (2355 punktów)
>gdzie współmieszkańcy są:
>1. Domyci,
>2. Tolerancyjni,
>3. Nieagresywni (pod każdym względem),
>4. Nie przeszkadzają sąsiadom (bez nocnych hałasów, plotek, śmieci na wycieraczce, psich i temu podobnych odchodów wszem i wobec.
Nie znam takiego kraju! Jeśli Pan wie dokąd - możemy pojechać tam razem, przyoszczędzi się na paliwie.

>Nie wymieniam więcej, ponieważ wiadomo o co chodzi.
Ja - nie wiem. To ani żart, ani przekora. Ja naprawdę nie wiem, o czym mowa, kiedy mówi się o normalności. Sam nie wiem, czy jestem normalny, ani też nie potrafię tego z całą pewnością powiedzieć o nikim. Przykro mi, ale tak właśnie myślę.

P.S.1. Moim zdaniem - to w ogóle nie sprawa kraju, a zawartości mózgów.

P.S.2. Sróbuję kupić jakiś nowy globus - może na nim się coś znajdzie...

Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
20-02-2008 15:08 
 Ocena 2 na 2
JATO (Jarosław Tomczyk) (2644 punktów)
>Ja - nie wiem. To ani żart, ani przekora. Ja naprawdę nie wiem, o czym mowa, kiedy mówi się o normalności.
Jak wspomniałem - ta "normalność" wyskoczyła mi jak ten "diabełek z pudełka" po prostu aby wyszło niejako do rymu.
Toteż nie należy czepiać się jej dosłownie. Chodzi mi o takie miejsce na ziemi gdzie ludzie "żyją i pozwalają żyć innym" bez tego w co kto wierzy i jakie ma poglądy. Reszta to tylko kwestia bezpieczeństwa i higieny. Stąd było o psach i śmieciach, tudzież ludziach domytych. No zebrało by się jeszcze kilka przyczynków co do tej "normalności", tak aby nikt nikomu nie wadził. Zasię cytując za Stanisławskim "i to by było na tyle jak i na przodzie".
Serdecznie pozdrawiam.
JATO


Zasada wyjaśniania Conrada: Wszystko co powiesz, zostanie ocenione przez innych , zupełnie sprzecznie z twoimi intencjami.
IQ955 (2355 punktów)
>Chodzi mi o takie miejsce na ziemi gdzie ludzie "żyją i pozwalają żyć innym"[...]
Ależ ja dokładnie rozumiem, o co Panu chodzi i właśnie myślę, że takich miejsc nie ma. I chyba nawet nie może być, bo ludzkie pragnienia nie znają granic i nieuchronnie wchodzą ze sobą w konflikty. Oczywiście - bywa tu lepiej, tam gorzej - z tym - zgoda.

Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
20-02-2008 14:50 
 Ocena 1 na 1
plodzien (7378 punktów)
> Wystarczą warunki zdatne do zycia. Gdyby pan coś wiedział...>
>
Pozdrowienia,

>IQ955. [Marek Czeszek]

Jeśli można. Ja wiem. Szepietówka. W Rosji.
Na egzaminie z metalurgii w moskiewskiej Politechnice egzaminator zadaje studentowi pytania:
- na czym polega kierownicza roli partii komunistycznej?
- Student: partii komunistycznej??
- Nie wiecie co to jest partia komunistyczna?
- Student: nie
- A kto to był Lenin?
- Student: pierwszy hutnik rosyjski?
- Skąd Wy właściwie jesteście?
- Student: z Szepietówki... na Syberii

Egzaminator zamyślił się głęboko i mruknął pod nosem: a może by tak rzucić to wszystko i pojechać do Szepietówki?
IQ955 (2355 punktów)
>Jeśli można. Ja wiem. Szepietówka. W Rosji.
Słyszałem ten dowcip w wersji z Czukotką. No, coż - do rozważenia...

A swoją drogą, tak już poza żarcikami, to zastanawiający jest ten masowy i spontaniczny odzew na propozycję ucieczki od rzeczywistości. Widać wielu ludziom chodzi po głowie - nie tylko mnie.


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
20-02-2008 15:15 
 Ocena 2 na 2
plodzien (7378 punktów)
>A swoją drogą, tak już poza żarcikami, to zastanawiający jest ten masowy i spontaniczny odzew na propozycję ucieczki od rzeczywistości. Widać wielu ludziom chodzi po głowie - nie tylko mnie.>
Bo męczy ta pogoń za wszystkim. W pracy nie czujemy się bezpiecznie. W domu również nie zawsze.
Jeśli mogę coś o sobie - najlepiej jest mi w lesie. Jeżdżę kiedy tylko mogę i odkryłem, że np. zbieranie grzybów jest tylko pretekstem. Bez znaczenia jest pogoda i pora roku. Czuję się dobrze nawet gdy deszcz leje mi się na głowę. Zdarzało mi się zdrzemnąć na mchu z głową w wilkinowym koszyku.
Zero tv, innych ludzi. Mam takie miejsce, że nawet komórka nie odbiera.
Pozdrawiam
20-02-2008 18:11 
 Ocena 1 na 1
IQ955 (2355 punktów)
>Bo męczy ta pogoń za wszystkim.
Oczywiście, choć mnie się wydaje, że to nie sama pogoń, bo jeśli czegoś chcemy - to nawet przyjemnie jest o to zawalczyć. Gorsze jest to, że wkręca się nas w różne społeczne tryby i wmawia, że koniecznie musimy to, czy owo. Bez przerwy widzę jakąś uśmiechniętą maskę tłumaczącą mi, co dla mnie jest dobre. A pod tą maską - wstrętny ryj bełkoczący "Daj pieniędzy!".

>W pracy nie czujemy się bezpiecznie.
Chcieliśmy kapitalizmu - to i mamy.

>W domu również nie zawsze.
Chcemy swobody - to też mamy.

>Jeśli mogę coś o sobie - najlepiej jest mi w lesie.
Nooooooooooooo... Zwłaszcza w górach...

>zbieranie grzybów jest tylko pretekstem.
Nie chcę być zarozumiały, ale odkryłem to ok. 15 roku życia.
Tak, czy inaczej - pełna zgoda.

>Bez znaczenia jest pogoda i pora roku. Czuję się dobrze nawet gdy deszcz leje mi się na głowę. Zdarzało mi się zdrzemnąć na mchu z głową w wilkinowym koszyku.
Nie wytrzymam, aby tu nie przytoczyć pysznej anegdotki o moim śp. (antyklerykały - milczeć!) Dziadku - zapalonym grzybiarzu. Otóż wybrali się kiedyś jesienią z moim Ojcem na grzyby. Dziadek miał taką teorię, że na grzyby chodzi się bardzo rano, więc pojechali do lasu jedynym pociągiem, jaki się do tego celu nadawał. Wylądowali ok. 3 w nocy na małej stacyjce, na której nie było nawet zadaszenia. Było zimno i mżyło. Rozwidniało się, w najlepszym razie, ok 6. Ojciec był skłonny po prostu przeczekać, ale Dziadek postanowił, że pójdą do wsi. Tam wybrał na chybił trafił jakąś chałupę i zapukał. Otworzył mu jakiś zaspany chłopina w gaciach. Dziadek rozpoczął (bardzo uprzejmie) jakąś tam rozmowę i udało im się wejść na chwilę do sieni. To wystarczyło. Dziadek nawijał mu jeszcze przez jakieś dwie godziny, a gospodarz kiwając się na stołku - słuchał. Około szóstej - Dziadek pożegnał się z nim, jak z najlepszym znajomym i poszli z Ojcem na grzyby. Kto nie docenia wirtuozerii mojego Dziadka - niech spróbuje ten wyczyn powtórzyć. Za skutki - nie odpowiadam.

>Zero tv, innych ludzi. Mam takie miejsce, że nawet komórka nie odbiera.
Ja w ogóle nie mam telewizora, ani komórki! Rozmyślnie! I wcale nie wygląda na to, abym miał bez nich skończyć w rynsztoku. Więc może i można...?
>Pozdrawiam


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
21-02-2008 15:33 
 Ocena 1 na 1
Thorvoy (6588 punktów)
Szacunek dla dziadka i dla Ciebie. Naprawdę nie posiadasz komórki? Ja już nie wyobrażam sobie nie mieć jej w kieszeni. Telewizję rzuciłem w diabły 10 lat temu, ale z telefonu chyba tak łatwo nie zrezygnuję. Inna sprawa, że "komórka" jednak trochę życie ułatwia.
21-02-2008 19:44 
 Ocena 3 na 3
IQ955 (2355 punktów)
>Naprawdę (!?) nie posiadasz komórki?
Jak mogę Ci to udowodnić? Czy to jest takie dziwne, że mam tylko zwykły telefon (z automatyczną sekretarką)? Thorvoy, przecież Ty jesteś bystry gość; czy Ty sobie dobrze zdajesz sprawę z tego, co właściwie piszesz? Spóbuj się "wmyśleć" w samo to pytanie. Przecież stąd już tylko krok do następnego "...to ty naprawdę nie masz wszczepionego za uchem chipa?". Oczywiście, ani myślę Cię pouczać. Miej tę komórę, jesli chcesz (potrzebujesz) - tylko wiedz dobrze, co robisz. Ja, być może, kiedyś też kupię (lub nie!), ale TYLKO wtedy, kiedy będzie mi naprawdę potrzebna.

Niestety, nie jestem pewien żródła, ale wydaje mi się, że w którychś "Zapiskach na pudełku od zapałek" U. Eco napisał błyskotliwy (jak to on) esej właśnie o telefonach komórkowych. Wywodził on tam, że są one nie tyle krokiem do przodu, ile raczej dowodem duchowej pauperyzacji społeczeństwa, jako ograniczania sfery prywatności.

>Ja już nie wyobrażam sobie nie mieć jej w kieszeni.
I dokładnie o to szło jej sprzedawcom!

>Inna sprawa, że "komórka" jednak trochę życie ułatwia.
Bez wątpienia każda tego rodzaju technologia ma jakieś zalety - inaczej nikt by za to nie płacił. Dla niektórych ludzi (służby ratownicze, lekarze etc.) jest to po prostu twarda konieczność - tutaj OK. Rzecz w tym jednak, że jest to moim zdaniem (w lwiej części) sztucznie wytworzona potrzeba. Nie dysponuję, niestety, żadnymi danymi liczbowymi, ale spróbuj sobie wyobrazić "współczynnik sensowności rozmów przez komórkę (WSRPK)". Natomiast pewne dane liczbowe (lekki hrrorek, nawiasem mówiąc) znajdują się tutaj , pod koniec artykułu "To tu, a tamto tam...".


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
21-02-2008 22:43 
 Ocena 1 na 1
Thorvoy (6588 punktów)
Stanowczo masz rację, ale jednak już od dziesięcioleci zdziwienie budzi np. brak własnego samochodu (szczególnie w USA). Kiedyś prawdopodobnie tak samo będziemy się dziwić w związku nieposiadania wspomnianego przez Ciebie chipa.

No i felieton Eco z komórką w roli głównej faktycznie znajdował się na pierwszych "Zapiskach [...]". Dla mnie bomba
IQ955 (2355 punktów)
>Stanowczo masz rację,
Nowy, wspaniały świat (czytałeś?)...

Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
20-02-2008 20:40 
 Ocena 7 na 7
Małgorzata (3242 punktów)
>Jeśli mogę coś o sobie - najlepiej jest mi w lesie.

   Mnie również najlepiej jest w lesie. Mam takie Swoje Miejsce na Ziemi. Wieś w Beskidzie Wyspowym. Dom w powodzi zieleni. Wokół lasy pełne jagód i grzybów. Sarny podchodzące wczesnym rankiem do ogrodzenia. Wieczorami świerszcze grają jak oszalałe, od czasu do czasu słychać psa...Powietrze pachnie żywicą i skoszonymi co tylko trawami. Cisza...

   Nie oglądam telewizji, nie czytam gazet. Jestem. Telefon odbiera tylko po burzy, a burze bywają tu mocne jak dęby z pobliskiego lasu...Rano przecieram oczy ze zdumienia, że świat tak może komuś sprzyjać. Kwiaty w ogrodzie własnoręcznie pielone. Popołudniowa kawa w cieniu młodej lipy. Nawet obornik rozłożony na pobliskim polu uprawnym, tylko tutaj ma zapach francuskich perfum. I cisza...

   Życzliwi ludzie. Nie przeszkadza im nawet to, że jako jedyna we wsi nie uczestniczę w niedzielnych nabożeństwach. Kiedyś dostałam od sąsiadki z okazji rozpoczęcia wakacji własnoręcznie przez nią upieczony podpłomyk. Jeszcze ciepły...Druga przyniosła mi mleko, bo przecież ja, "miastowa" nie znam smaku prawdziwego, prosto od krowy. Z białą, syczącą pianą...Popołudniami wycieczki z okoliczną dzieciarnią na basen urządzony na tamtejszej rzece. Roześmiane buzie dzieci...Cisza...

   Pozdrawiam serdecznie

Conscia mens recti famae mendacia ridet
keymak (3379 punktów)
Ciekawa perspektywa

www.racjonalista.pl/forum.php/s,125043

Pozdrawiam.
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>   Sarny podchodzące wczesnym rankiem...

Piszemy sarna, a myślimy - jeleń...
.
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

   Z tego, co wiem, Szepietowka jest pod Żytomierzem. Ale może Żytomierz zesłali na Syberię? Cholerne komunisty!
.
plodzien (7378 punktów)
>   Z tego, co wiem, Szepietowka jest pod Żytomierzem. Ale może Żytomierz zesłali na Syberię? Cholerne komunisty!>

Nie miało bytelnie, ale śmiesznie
plodzien (7378 punktów)
>>   Z tego, co wiem, Szepietowka jest pod Żytomierzem. Ale może Żytomierz zesłali na Syberię? Cholerne komunisty!>
>Nie miało bytelnie, ale śmiesznie
>
Nie miało byc rzetelnie, ale śmiesznie
P! Tak chciałem napisac.
Pozdrawiam
plodzien (7378 punktów)
>>>   Z tego, co wiem, Szepietowka jest pod Żytomierzem. Ale może Żytomierz zesłali na Syberię? Cholerne komunisty!>
>>Nie miało bytelnie, ale śmiesznie
>>
>Nie miało byc rzetelnie, ale śmiesznie>
>P! Tak chciałem napisac.>
>Pozdrawiam >
Psiakrew! Dosyc pisania na dziś, bo coś mi nie idzie a nie jestem pijany
22-02-2008 00:56 
 Ocena 1 na 1
Kalinin (2 punktów)

Dobrze chociaż, że nie tłumaczysz się nieodpowiednią klawiaturą...

Pozdrawiam.

'nie pytaj starego, lecz doświadczonego"-malajskie
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>wieję do Finlandii. Tam woda czysta, trawa zielona, ludzie zaś normalni.

Ale za dużo komarów i gryzących muszek

doku
gurgul (651 punktów)
Po pierwsze należy powiedzieć, ze głupota jest obywatelem świata, więc zarówno w Emiratach Arabskich, Polsce, jak i wcześniej wspomnianej Finlandii ludzi głupich nie brakuje.

Po drugie nie jest to kwestia religii, ale osobowości i własnych doświadczeń rodziców. Napisałeś że "mama mogłaby zagrać rolę studentki". Nie wiem czy słusznie czynię interpretując to dosłownie, ale jeżeli czynie dobrze to wyjaśnienie zaistniałej sytuacji jest oczywiste. Matka nie chce żeby córka popełniła jej błędy, a nie chce tego tak mocno, że popada w paranoję. Cóż, zdarza się. Takie przypadki zdarzały się jak odkąd świat stoi i obawiam sie, ze nie zmieni tego ani liberalizm, ani demokracja, ani "kult rozumu".
Dzieciom z takich "pruderyjnych", czy może trafniej patologicznych domów można jedynie współczuć, bo w takich przypadkach państwo musi być bezsilne jeżeli nie chcemy zafundować sobie socjalistycznej powtórki z rozrywki.

19-02-2008 19:00 
 Ocena 2 na 2
Atlantis (1733 punktów)
(zablokowany)
> Napisałeś że "mama mogłaby zagrać rolę studentki". Nie wiem czy słusznie czynię interpretując to dosłownie, ale jeżeli czynie dobrze to wyjaśnienie zaistniałej sytuacji jest oczywiste. Matka nie chce żeby córka popełniła jej błędy

Mi też to przyszło do głowy - zapomniałem jednak wspomnieć, że podpisy wyświetlane pod imionami wypowiadających się osób trochę rozjaśniły sprawę - matka: 35 lat (chociaż nie wiedząc powiedziałbym, że dziesięć mniej), córka 15 lat. Komentować nie trzeba - może wczesny wiek jak na macierzyństwo jak na dzisiejsze czasy, ale nie szokujący, zwłaszcza kilkanaście lat temu. W końcu to już nie nastolatka. Oczywiście możliwy jest i taki obrót spraw, że ciąża zepsuła jej jakieś plany życiowe, ale inwigilację życia nastoletniego człowieka (nie powinno się tutaj już moim zdaniem stosować słowa "dziecko" - może to jeszcze nie do końca dorosły, ale klasyfikowanie wspólnie z siedmiolatkiem to pomyłka!), zwłaszcza jeśli chodzi o brutalne grzebanie w sferze intymności uważam za przejaw problemów z samym sobą.

W programie poruszono zresztą pewien inny problem, mam nadzieję, że chociaż drobna część widzów sobie to uświadomi - rodzice często są zdania, że wszystko można nadrobić - "dziecko" niech najlepiej zajmie się nauką, a wszelkie kontakty z płcią przeciwną odłoży "na później" (to "później" jest różnie definiowane, w skrajnym przypadku nawet jako "po ślubie") - przypominają mi się tutaj słowa koleżanki z czasów licealnych: "przecież matka byłaby wściekła, gdyby zobaczyła, że całuje się z chłopakiem", a przecież mowa o niemal dorosłej dziewczynie! Wielu dorosłym wydaje się, że rozwój emocjonalny związany z życiem uczuciowym (nierozerwalnie związanym z płciowością i cielesnością) można "zapauzować" a następnie włączyć w dowolnym momencie. To największy błąd, bowiem brak pewności z siebie wynikający z braku jakichkolwiek relacji damsko-męskich w czasach nastoletnich potrafi naprawdę mocno wpłynąć na zaniżenie własnej samooceny i problemy ze znalezieniem partnera w życiu dorosłym. Niestety wielu rodziców do dzisiaj chce stosować metody wychowawcze sięgające czasów aranżowanych w dzieciństwie małżeństw!

Kto wie - może przesadzam, może przejawia teraz przeze mnie mój antyklerykalizm, ale uważam, że spora w tym wina Kościoła i szerzonej przezeń propagandy. Ile to ja już razy słyszałem w swoim życiu grzmiących na katechezie duchownych, który przekonywali dzieci do takich absurdalnych twierdzeń jak:
- całowanie się przed ślubem jest grzechem
- myślenie o płci przeciwnej w kategoriach cielesności jest grzechem i uwłacza godności tej osoby
- jakiekolwiek zainteresowanie płcią przeciwną od strony cielesności jest grzeszne
- prawdziwa miłość w czasach nastoletniości powinna mieć czysto "platoniczny" charakter bez żadnych elementów cielesnej czułości, która jest zarezerwowana TYLKO i WYŁĄCZNIE dla małżeństwa zawartego przed kapłanem

Do tego dochodzi cała retoryka związana z cielesnością stosowana przez kler - konfrontowanie "czystości" z "brudem, zepsuciem i nieczystością".
19-02-2008 19:40 
 Ocena 2 na 2
gurgul (651 punktów)
>Ile to ja już razy słyszałem w swoim życiu grzmiących na katechezie duchownych, który przekonywali dzieci do takich absurdalnych twierdzeń jak:
>- całowanie się przed ślubem jest grzechem
>- myślenie o płci przeciwnej w kategoriach cielesności jest grzechem i uwłacza godności tej osoby
>- jakiekolwiek zainteresowanie płcią przeciwną od strony cielesności jest grzeszne
>- prawdziwa miłość w czasach nastoletniości powinna mieć czysto "platoniczny" charakter bez żadnych elementów cielesnej czułości, która jest zarezerwowana TYLKO i WYŁĄCZNIE dla małżeństwa zawartego przed kapłanem
>Do tego dochodzi cała retoryka związana z cielesnością stosowana przez kler - konfrontowanie "czystości" z "brudem, zepsuciem i nieczystością".

Ciekaw jestem w ilu przypadkach prawdziwą przyczyną patologii są poglądy religijne. Osobiście znam rodzinę, co prawda znacznie normalniejsza od tej z Rozmów w toku, która ma nieco purytańskie podejście do seksualności swoich dzieci, ale w ich wypadków wynika to ze strachu przed biedą, który owijają w katolickie piórka. Tak naprawdę bardzo rzadko (o ile w ogóle) ideologia jest przyczyną zaburzeń relacji człowieka z otoczeniem. Z reguły ludzie zaburzeni posługują się ideologicznymi (religijnymi) hasłami jako motywami swoich chorych zachowań, ale to nie są przyczyny, a jedynie pozory.
Kelly (2051 punktów)
Rodzina jest jak małe państwo - każda władza ma swoją koncepcję.
Prawdopodobnie dlatego moje poglądy robią się coraz bardziej lewicowe.
I pomyśleć, że do tej pory byłam zszokowana, że połowie moich znajomych rodzice zabraniają przeczytać "Kod da Vinci"...
Draken (1 punktów)
>Rodzina jest jak małe państwo - każda władza ma swoją koncepcję.
>Prawdopodobnie dlatego moje poglądy robią się coraz bardziej lewicowe.
>I pomyśleć, że do tej pory byłam zszokowana, że połowie moich znajomych rodzice zabraniają przeczytać "Kod da Vinci"...

Tak, znam to... Mimo ze jestem juz dorosly od dluzszego czasu, mama, gdy dorwalem "kod da vinci" stwierdzila, zebym lepiej dal sobie spokoj z czytaniem tego... Na pytanie "Dlaczego?" stwierdzila, ze to same glupoty, a na pytanie, skad o tym wie (nie czytala tej ksiazki) dostalem odpowiedz, ze tak sie wszedzie mowi, ze ona wie i juz. No coz... "kod..." to niezla ksiazka. milo sie czytalo.
Podobnie rzecz sie miala ze "Strachem" Grossa, ktora to ksiazke wlasnie czytam.
Kelly (2051 punktów)
>Tak, znam to... Mimo ze jestem juz dorosly od dluzszego czasu, mama, gdy dorwalem "kod da vinci" stwierdzila, zebym lepiej dal sobie spokoj z czytaniem tego... Na pytanie "Dlaczego?" stwierdzila, ze to same glupoty, a na pytanie, skad o tym wie (nie czytala tej ksiazki) dostalem odpowiedz, ze tak sie wszedzie mowi, ze ona wie i juz.
"Matka wie najlepiej"? Z drugiej strony, trzeba pilnować, żeby nie popaść w drugą skrajność. Na przykład moja babcia (ateistka) nie krytykuje tego, czego nie zna, więc zdarza jej się słuchać Radia Maryja w celu zweryfikowania, czy naprawdę jest takie niefajne. I... nie widzi w nim niczego złego (!).
Atlantis (1733 punktów)
(zablokowany)
>słuchać Radia Maryja w celu zweryfikowania, czy naprawdę jest takie niefajne. I... nie widzi w nim niczego złego (!).

Bo przecież Radio Maryja to nie jest dyżurna polska rozgłośnia neonazistowska, gdzie cały czas nadawano by antyżydowską propagandę. Sęk w tym, że zdecydowanie zbyt wiele razy pozwolili sobie na za dużo...
Jeśli włączysz tę rozgłośnię żeby usłyszeć coś pikantnego, kontrowersyjnego, nawołującego do przemocy - srogo się zawiedziesz, bo tam głownie modlitwy, śpiewy religijne itp.

Jednak na dłuższą metę działania ludzi związanych z Ojcem Dyrektorem przynoszą szkodę naszemu państwu i zalatują chęcią zamontowania w Polsce teokracji.
Draken (1 punktów)
>>słuchać Radia Maryja w celu zweryfikowania, czy naprawdę jest takie niefajne. I... nie widzi w nim niczego złego (!).

>Jeśli włączysz tę rozgłośnię żeby usłyszeć coś pikantnego, kontrowersyjnego, nawołującego do przemocy - srogo się zawiedziesz, bo tam głownie modlitwy, śpiewy religijne itp.

Calkowita racja. RM w trakcie dnia nadaje zwykle pogadanki na tematy religijne, modlitwy, gadki o kosciele, sieje lagodna propagande (ale tylko ta pozytywna tzn. "nas blogoslawil papiez", "my zasluzylismy sie tym, my zasluzylismy sie tamtym" itd. w tym stylu), czasami trafi sie jakis prawie obiektywny serwis informacyjny... Jesli pojawia sie jakas propaganda antysemicka/narodowosciowa, to jest ona dosc mocno zawoalowana i pozostawiajaca wiele interpretacji wlasnej sluchacza(moherstwo sie domysli, ze to np. nie "kradli" zadni "oni" tylko "zydokomuna", inny sluchacz niekoniecznie). Ostra, jawna propaganda pojawia sie tylko raz na jakis czas i to przewaznie poznymi wieczorami (co do czasu antenowego to chodzi prawdopodobnie o to, ze ktos niezainteresowany tematem wolal bedzie o tej porze prawdopodobnie polozyc sie spac, lub poogladac cos w telewizji niz sluchac tego belkotu, przy radiach zostanie sam moher), wtedy to jest gadka o "zydostwie", "zydokomunie", "zabijaniu dzieci nienarodzonych", "klamcach", "dziwkach" i innych w tym tonie.
Nic dziwnego, ze ktos sluchajacy RM tylko okazjonalnie moze nie doszukac sie w nim niczego, co moznaby uznac za negatywne.
Morawska (197 punktów)
Często pełna kontrola znajomych, miejsc w których pozwala się dziecku bywać i inne formy pilnowania powodują całkowity brak "odporności". W efekcie - z takim przypadkiem się spotkałam - młodzi ludzie nie potrafią powiedzieć "nie chcę" a jedynie "nie wolno mi".
Kiedy zabraknie wszechogarniającej kontroli rodzica okazuje sie, że już wszystko wolno. Uważam taką rygorystyczną kontrolę za jedną z form przemocy w rodzinie. Niestety katolicyzm, stawiając wartość rodziny jako całości ponad wartością jednostkową członka tej rodziny, uzasadnia stosowanie tej formy przemocy. Przypadki takiej rygorystycznej kontroli pojawiają się nie tylko w rodzinach fundamentalistów religijnych (różnych religii) ale także w domach, w których żadnej religii się nie wyznaje. Ciekawa jestem czy są prowadzone jakieś badania nad przemocą w rodzinie, które uwzgledniają rygoryzm kontroli wobec dzieci.
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
> kontrolowanie pamiętnika

Jak w 1984 Wellsa. Najbardziej mnie dziwi, że ludzie nie mają wtydu. Kontrolownie pamiętnika kojarzy mi się bardziej z sowietami niż z katolikami. A ja myślałem, że nawet najgłupsze komuchy wiedzą, że niektóre rzeczy są tak kompromutujące, że nawet w SLD się do nich nie przyznają.

doku
20-02-2008 13:16 
 Ocena 1 na 1
TyDraniu (6569 punktów)
>> kontrolowanie pamiętnika
>Jak w 1984 Wellsa.

Chyba Orwella...
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Chyba Orwella...

Nawet na pewno, dziękuję

doku
Draken (1 punktów)

>[Kobieta]zaczyna opowiadać o
>tym jaki pilnuje "cnoty" swojej córki - opowiada o
>metodach: kontrolowanie pamiętnika, natrętne rozmowy (ja
>nazwałbym to o czym tam mówiono przesłuchaniami), w trakcie
>programu wyszło na jaw, że kobieta ma zamiar wysłać córkę do
>ginekologa celem sprawdzenia, czy jest jeszcze dziewicą!
>(...)
>Oglądam jednak dalej - okazuje się, że nastolatka jest o
>wiele rozsądniejsza od matki ogarniętej jakąś manią. Trudno
>jest mi sobie czuć co może czuć młoda osoba, której non stop
>wchodzi się z butami w sferę intymności, nie ufa, dziewczyna
>sama powiedziała, że czasami czuje się, jakby matka widziała
>w niej prostytutkę...
>(...) W całym swoim życiu znałem
>jednak wiele przypadków katolickich rodzin, gdzie matki
>przesiąknięte taką filozofią trzymały swoje córki krótko -
>zakaz wychodzenia na imprezy, zakaz kontaktów z
>przedstawicielami płci przeciwnej itp. Już z podstawówki
>pamiętam takie osoby, które właściwie z tego powodu żyły z
>boku. Kontrola z reguły była moim zdaniem niepotrzebna, bo
>dom przesiąknięty duchem fanatyzmu robił z tych ludzi kopie
>swoich rodziców (nie każdy ma skłonność do buntu). Jestem
>jednak ciekaw co się dzieje w domach takich skrajnie
>katolickich rodzin, w jak wielu przypadkach faktycznie
>rodzic pełni funkcję inkwizytora sprawdzającego, czy jego
>dziecko faktycznie żyje w "czystości przedślubnej". Szukamy
>zacofania i przykładów poniżającego traktowania kobiet na
>Bliskim Wschodzie lub na przedmieściach Paryża, a może nie
>dostrzegamy go przed własnym nosem?
Sprawa jest prosta: jesli trafi na dziecko bez tendencji do buntu to zgadzam sie co do tego, ze wyrosnie z tego dziecka taki sam psychol...
A nawiazujac do sytuacji dziewczyny z telewizji:
dla chcacego nic trudnego. Jesli bedzie chciala uprawiac seks to i tak bedzie to robic. Po prostu nie zanotuje tego faktu w pamietniku, nie zostawi dowodow na swoja "dzialalnosc" w zasiegu matki i nauczy sie klamac patrzac prosto w oczy, a co do wizyty u ginekologa... lekarz tez czlowiek. Jesli nie zgodzi sie na to, zeby matka towarzyszyla jej podczas badania, to matka nie bedzie miala prawa tego zrobic, a sam na sam z lekarzem zawsze mozna sie sprobowac dogadac.
btw: jestem ciekaw, co by bylo gdyby wyszlo na to, ze corka jednak dziewica nie jest...
btw2: ciekawe, co bedzie, jak wspomniana dziewczyna skonczy 18 lat?
Mączka (431 punktów)
Stanę w obronie matki i pokażę praktyczny poważny powód, dla którego matka kontroluje seksualnośc piętnastoletniej córki.
Otóż w Polsce nie jest tak, że seksualność niepełnoletniego dziecka to tylko i wyłącznie jesgo sprawa, jego decyzja i jego konsekwencje. W Polskim prawodawstwie jest pewna rzecz postawiona na głowie, o czym już tutaj pisałam. Otóż:
Jeśli nieletnia córka zaliczy wpadkę (co przecież jednak się zdarza, a zwłaszcza młodym), to konsekwencje tej sytuacji w praktyce ponosi matka.
Chodzi o to, że w Polsce młodociana dziewczyna w ciąży: a) nie moze jej usunąć; b) zatem rodzi dziecko; c) ale nie ma pełni praw do urodzonego przez siebie dziecka; d) aby je zachować, d1. albo musi wyjśc za mąż (a mało który partner gotów się aż tak poswięcić ) d.2 albo ktoś dorosły, najcześciej matka, musi przyjąć na siebie obowiązki opiekuńcze względem jej dziecka.
Nie każda 35-letnia kobieta, która odpowiedzialnie pokierowała własną prokreacją, ma naturę masochistki, lubiącej co miesiąc denerwować się, czy swobodna seksualnie córka dostanie miesiączkę o czasie, czy też szykuje się harówa przy cudzym potomku...

Dlaczego mówi się o prawach nastolatki do seksu, a nie mówi się o prawach dorosłej kobiety do poczucia bezpieczeństwa, że nie zostanie utopiona w kupach i pieluchach dziecka innej kobiety?... Polskie prawo wmanewrowuje wszak matkę nastolatki w odpowiedzialnośc za prokreację córki!
Może to jednostkowa opinia, ale uważam, ze nie ma nic paskudniejszego, niż płacenie cudzych rachunków i wcale się nie dziwię, że jakaś kobieta woli wiedzieć, czy jej ktoś nie podkłada miny! Bo, niestety, w przypadku opisywanej wpadki to ta dorosła kobieta bedzie musiała płacić na cudze dziecko, a może zrezygnowac z pracy, żeby się nim zająć, pilnować szczepień, nie spać po nocach, leczyć kolki i odparzenia, itd...
Jakoś wszyscy się litują nad nieszczęściem piętnastolatki, której nie wolno uprawiać seksu (co to za ból!), a nikt się nie ulituje nad nieszcześciem 35-latki, której ktoś w każdej chwili może złamać życie, zniczczyć karierę zawodową czy zwykłe plany, wrobić w ogromną odpowiedzialność i obowiązek, co przecież przypomina emocjonalny gwałt! (jeśli nie zechce przyjąc praw opiekuńczych nad wnukiem - piętno: wyrodna babcia, wyrodna kobieta itd!). Jak zwykle święci tryumfy stereotyp: młody, dobry Kopciuszek contra stara, zła Wiedźma...

Ja rozumiem Wiedźmę i uważam, że Kopciuszkowi nic się nie stanie, jeśli poczeka z seksem do siedemnastki, kiedy to, nawet jeśli zaliczy wpadkę, nie obarczy macierzyństwem swojej matki, tylko sama będzie zobowiązana do wychowywania swojego dziecka (urodzi ok. osiemnastki). 17 lat to nie jest wcale "przestarzały" wiek na inicjację seksualną (polska średnia dla dziewcząt to bodajże 18,5) i uczciwa wobec rodziców dziewczyna, w kontekście obowiazujących praw, powinna do tego właśnie czasu nie robić matce świństwa w postaci stwarzania zagrożenia, że matka zostanie wrobiona w dziecko. Dlaczego jakakolwiek kobieta ma być zmuszona do denerwowania się o regularność cudzych miesiączek i bać się, że będzie obarczona bobo, na którego powstanie nie miała żadnego wpływu?..

Gdyby było tak, że każda nieletnia dziewczyna, która urodzi dziecko, ma normalne prawa i obowiązki macierzyńskie, nie byłoby sprawy - nikt nikomu sie nie wtrąca, każda kobieta robi, jak uważa, i ponosi konsekwencje. Tymczasem w świetle obowiazującego prawa matka stawiana jest w roli jelenia, który musi w pokorze milczeć, obgryzać paznokcie i trzymać w pogotowiu portfel, pampersa oraz gruszkę do lewatywy... Niewesoła rola i udupiająca. Tylko masochiście może się podobać. Zdrowy człowiek walczy o swoją godność.

Chcielibyście, aby zaczęto od was oczekiwać, że, nie mając nic do gadania w sprawie, będziecie ponosić odpowiedzialność za cudzą prokreację? Fajnie by wam było w sytuacji, w której jedynym wyjściem jest przyjęcie przez was obowiazków wobec spadłego na was niemowlęcia?...
Moim zdaniem, tylko w amerykanskich komediach familijnych coś takiego wygląda pięknie i radośnie. Ponieważ nie lubię naiwności tych obrazów, nie zachwyca mnie przedstawiony w nich na pierwszym planie ogłupiały jeleń, a może muł roboczy, a może po prostu "ofiarna Matka- Polka", wieczna ofiara bez wpływu na nic, która raz zostawszy matką, już nie ma żadnych praw - może tylko (a właściwie musi!) się poświęcić: na rzecz córki, swobód seksualnych córki, ewentualnego dziecka córki, dla siebie nic nie chciec, o sobie zapomnieć...
Eh!.. Że też i na Racjonaliście napędza się kobiety do roli ojelenialych Matek-Polek!..
20-02-2008 18:51 
 Ocena 2 na 2
Atlantis (1733 punktów)
(zablokowany)
Nie rozumiesz... Tutaj wcale nie chodziło o zabranianie uprawiania seksu, ale o kontrolę na kilometr zalatującą totalitaryzmem - przesłuchania w nerwowej atmosferze, czytanie pamiętnika - o tym powiedziano w programie, a jakoś nietrudno jest mi sobie wyobrazić inne przypadki, np. kontrolowanie komórki, podsłuchiwanie rozmów telefonicznych itp. Co to za sytuacja, kiedy rodzinny dom staje się areną inwigilacji, a rodzic i dziecko dwiema stronami zimnej wojny? Tego nie usprawiedliwia nawet obawa o to, że zostanie się babcią przed czterdziestką.
Poza tym program nie był o dziewczynie, która "puszcza się" na prawo i lewo i matka próbuje to jakoś ukrócić. Sytuacja była jasno przedstawiona - dziewczyna wielokrotnie jasno powiedziała matce, że współżycia nie rozpoczęła, ale ta ma jakąś chorobliwą obsesję i wydaje jej się, że jest okłamywana, obsesja ta prowadzi do tego, że chce poddać córkę badaniu w celu stwierdzenia dziewictwa...

Poza tym trzeba być naprawdę niesamowicie naiwnym, by wierzyć, że zakazy, nakazy, terror i inwigilacja naprawdę są skutecznym środkiem zapobiegającym ciąży u nastoletniej córki. Może, gdyby ją zamknąć w piwnicy i nie wypuszczać (nawet do szkoły). Gdy naprawdę będzie chciała wygospodaruje sobie chociażby pół godziny i kawałek przestrzeni - wbrew niewygodom, zwyczajnie żeby zrobić to, czego się jej zakazuje.

Problem polega na tym, że niektórzy rodzice potrafią być naprawdę "śmiesznie" naiwni - nie pamiętają własnej młodości i przeoczają moment w którym z dziecka robi się młoda osoba. Potem dziwią się "jak on/ona mając czternaście-piętnaście lat może się interesować płcią przeciwną? Przecież to jeszcze dziecko!?" i bagatelizują sprawę, potem albo wpadają w panikę (jak bohaterka wczorajszego programu) albo są wielce zdziwieni ciążą córki lub dziewczyny syna. A nie wystarczy trochę porozmawiać? Wiedzieć, jak wygląda życie uczuciowe dziecka? Przypomnieć sobie jak wyglądało nasze życie uczuciowe w jego wieku? Niech od nas usłyszy, że gazetki typu "Bravo" nie są wiarygodnym źródłem i tak naprawdę nie "wszyscy to robią" w wieku piętnastu lat jak wmawiają media. W końcu nich dzieciak wie, że istnieją środki antykoncepcyjne inne niż kalendarzyk... Sama wiedza nie szkodzi.

Tymczasem popełnia się kardynalne błędy - sam parę razy obserwowałem takie przypadki - zakochana po uszy nastolatka, sama pewnie o seksie nawet nie myśli, ale rodzice już patrzą z podejrzliwością bo wydaje im się, że zaraz zajdzie w ciążę. Deprecjonują jej uczucie (bo co "dziecko" może wiedzieć o miłości - niemalże plugawią to co czuje sprowadzając to do cielesnej żądzy). Oczywiści zakazy, krzyki, rozkazy, nieraz i inwigilacja... Całe szczęście moja wczesna młodość tak nie wyglądała, ale podejrzewam, że sam postawiony w takiej sytuacji popadłbym w ciężką depresję. To tyle o troskliwych rodzicach...
20-02-2008 19:00 
 Ocena 1 na 1
Mączka (431 punktów)
>Nie rozumiesz... Tutaj wcale nie chodziło o zabranianie uprawiania seksu, (i dalej że idzie o inwigilację).

OK, tylko czemu tak mało piszesz o problemie inwigilacji a aż tyle o seksie? Czemu sam wyraźnie komentujesz sprawę pod kątem uprawiania seksu przez nastolatki?:

>Poza tym trzeba być naprawdę niesamowicie naiwnym, by wierzyć, że zakazy, nakazy, terror i inwigilacja naprawdę są skutecznym środkiem zapobiegającym ciąży u nastoletniej córki. Może, gdyby ją zamknąć w piwnicy i nie wypuszczać (nawet do szkoły). Gdy naprawdę będzie chciała wygospodaruje sobie chociażby pół godziny i kawałek przestrzeni - wbrew niewygodom, zwyczajnie żeby zrobić to, czego się jej zakazuje.
>Problem polega na tym, że niektórzy rodzice potrafią być naprawdę "śmiesznie" naiwni - nie pamiętają własnej młodości i przeoczają moment w którym z dziecka robi się młoda osoba. Potem dziwią się "jak on/ona mając czternaście-piętnaście lat może się interesować płcią przeciwną? Przecież to jeszcze dziecko!?" i bagatelizują sprawę, potem albo wpadają w panikę (jak bohaterka wczorajszego programu) albo są wielce zdziwieni ciążą córki lub dziewczyny syna. A nie wystarczy trochę porozmawiać? Wiedzieć, jak wygląda życie uczuciowe dziecka? Przypomnieć sobie jak wyglądało nasze życie uczuciowe w jego wieku? Niech od nas usłyszy, że gazetki typu "Bravo" nie są wiarygodnym źródłem i tak naprawdę nie "wszyscy to robią" w wieku piętnastu lat jak wmawiają media. W końcu nich dzieciak wie, że istnieją środki antykoncepcyjne inne niż kalendarzyk... Sama wiedza nie szkodzi.
>Tymczasem popełnia się kardynalne błędy - sam parę razy obserwowałem takie przypadki - zakochana po uszy nastolatka, sama pewnie o seksie nawet nie myśli, ale rodzice już patrzą z podejrzliwością bo wydaje im się, że zaraz zajdzie w ciążę. Deprecjonują jej uczucie (bo co "dziecko" może wiedzieć o miłości - niemalże plugawią to co czuje sprowadzając to do cielesnej żądzy). Oczywiści zakazy, krzyki, rozkazy, nieraz i inwigilacja... Całe szczęście moja wczesna młodość tak nie wyglądała, ale podejrzewam, że sam postawiony w takiej sytuacji popadłbym w ciężką depresję. To tyle o troskliwych rodzicach...
O inwigilacji dwa krótkie akapity, o seksie nastolatek - wywód. Rajcuje temat, nie?
20-02-2008 19:25 
 Ocena 1 na 1
Atlantis (1733 punktów)
(zablokowany)
> O inwigilacji dwa krótkie akapity, o seksie nastolatek - wywód. Rajcuje temat, nie?

Nastolatki to mnie przestały kręcić odkąd sam przestałem być nastolatkiem. ;P
Chodzi o to, że celibat i "czystość przedślubna" w przypadku sporej części ludzi w wieku <18 lat to utopia. Można zrobić tylko dwie sprawy:
- Inwigilować, zakazywać, grozić, rozkazywać
- Skutecznie edukować, rozmawiać, mówić o antykoncepcji

Pierwszy wariant jest kompletnie nieskuteczny, o ile dziecka nie przykujesz łańcuchami do ściany w piwnicy, zostaje więc jedynie numer dwa.
20-02-2008 20:17 
 Ocena 2 na 2
Mączka (431 punktów)
Odpowiem jeszzce raz, bardziej merytorycznie:
> chodziło o kontrolę na kilometr zalatującą totalitaryzmem
I tu matka popełniła błąd, kontrola powinna być dyskretna! Dyskretna inwigilacja. Tylko i wyłącznie. Inteligentna i aksamitna!
> Co to za sytuacja, kiedy rodzinny dom staje się areną inwigilacji, a rodzic i dziecko dwiema stronami zimnej wojny?
Okres dojrzewania?...
No, ten czas, kiedy mózg nie jest jeszcze dojrzały, za to ciało nabuzowane hormonami, tymi od pryszczy, samobójstw z powodu pryszczy, projektowania kariery modelki oraz kierowcy Formuły1 (i cóż tu wadzi płaskostopie i - 5 dioptrii!), tudzież od przekraczania granic, w tym granicy prędkości, czyli np. jazdy 150/h na motorze, eksperymentowania z narkotykami, imprezowego seksu, bo to wstyd być cnotką i co ludzie powiedzą, zamiaru pielęgnowania trędowatych, zamiaru balowania na Balearach i zamiaru wyprowadzenia się od głupich starych, którzy nic nie rozumieją...
To wojna, mój drogi, regularna wojna! Wojna w hormonach, w myślach, ostra konfrontacja ze światem... W tej sytuacji dobrzy rodzice powinni byc asami wywiadu, bo jeśli nie będą, to wojna przyniesie ofiary i wszyscy przegrają. Rodzice to terroryści na pokładzie samolotu pilotowanego przez zwariowanego kapitana. A ta kontrola to miłość.
>Tego nie usprawiedliwia nawet obawa o to, że zostanie się babcią przed czterdziestką.
Czy zrozumiałes, co pisałam o prawie? Tu nie chodzi o zagrożenie zostania babcią, tylko chodzi o zagrożenie zostania MATKĄ - matką zastępczą dziecka córki. Różnica jest zasadnicza. Babcia to luksus dobrowolności, to bycie wtedy, kiedy pasuje, żadnego formalnego uwiązania. Wymuszone bycie matką zastępczą to odwalanie ciężkiej roboty przy cudzym dziecku - roboty, którą normalnie wykonują rodzice (lub płaca za opiekę), a nie przymuszone do tego osoby.
>Poza tym program nie był o dziewczynie, która "puszcza się" na prawo i lewo i matka próbuje to jakoś ukrócić.
Matka dmucha na zimne, co jest słuszne, ale w tym przypadku wręcz "dmie", co jest niesłuszne.
>dziewczyna wielokrotnie jasno powiedziała matce, że współżycia nie rozpoczęła,
> Gdy naprawdę będzie chciała wygospodaruje sobie chociażby pół godziny i kawałek przestrzeni - wbrew niewygodom, zwyczajnie żeby zrobić to, czego się jej zakazuje.
To wreszcie jakie są te nastolatki? Godne pełnego zaufania, czy zdolne do dywersji?
>Potem dziwią się "jak on/ona mając czternaście-piętnaście lat może się interesować płcią przeciwną? Przecież to jeszcze dziecko!?"
Chyba już nie ma takich tępych ludzi, którzy nie pomuja , ze i w przedszkolu można się zakochiwać, i w szkole, ba! i w domu spokojnej starości! i że zainteresowanie płcią przeciwną to normalka?
>A nie wystarczy trochę porozmawiać?
SIC!
Masz dzieci? Zdarłeś kiedyś gardło mówiąc plującemu dwulatkowi "Przestań"? Przekonałeś choć jedną nastolatkę, że przejście z rozmiaru S do M nie jest powodem do płaczu?..
>Przypomnieć sobie jak wyglądało nasze życie uczuciowe w jego wieku?
"Ja w twoim wieku..." - najnudniejsza rodzicielska zajawka.
"Ale to były inne czasy!" - najnudniejsza nastoletnia odpowiedź.
Niech od nas usłyszy, że gazetki typu "Bravo" nie są wiarygodnym źródłem i tak naprawdę nie "wszyscy to robią" w wieku piętnastu lat jak wmawiają media.
Dla nastolatka nie my, lecz "wszyscy" są największym autorytetem. On się próbuje sprawdzić w swiecie poza nami i ten swiat mu wyznacza standardy bardziej niż my. Nasza Victoria, kiedy w ogóle bierze nasz głos pod uwagę jako jeden z argumantów.
>Tymczasem popełnia się kardynalne błędy - sam parę razy obserwowałem takie przypadki - zakochana po uszy nastolatka, sama pewnie o seksie nawet nie myśli
Ale ciało myśli swoim własnym zmysłem, czasem ku kompletnemu zaskoczeniu samych nastoletnich posiadaczy ( i nie tylko nastoletnich). Także od wspólnego czytania Sartre'a można dostać erekcji i dobrze aby nastolatek to wiedział, a nie dufnie zaklinał się, że jego uczucie jest "komunią dusz" a seks mu w ogóle nie chodzi po głowie! Komunia dusz to scienma i coś nieludzkiego, nienaturalnego. Zmysłowość i seks to prawda i ludzka rzecz. Trza nastolatkowi wiedzieć, że się właśnie z tym mierzy, choć pod przykrywką Sartre'a. I że to jest ok, ale na swój Wielki Dzień trzeba trochę poczekać.
>Deprecjonują jej uczucie (bo co "dziecko" może wiedzieć o miłości - niemalże plugawią to co czuje sprowadzając to do cielesnej żądzy).
Dlaczego zaraz "Plugawią"? I dlaczego "cielesna żądza" ma człowieka plugawić?..
Jako plugawa kobieta, splugawiona wielokrotną cielesną żądzą, śmiem twierdzić, że nie ma dyhcotomii pomiedzu "wzniosłym uczuciem" a tąż żądzą. I że wzniosle uczucie wcale nie wyklucza cielesnej żądzy.
>postawiony w takiej sytuacji popadłbym w ciężką depresję. To tyle o troskliwych rodzicach...
Sytuacja była pewnie krańcowa, co zawsze dobrze się sprawdza w drzyzgowatych programach, ale problem, jak przypuszczam, nie polegał wcale na pilnowaniu cnoty. Pewnie, jak pisali inni, był to jeden z licznych wyrazów dziejącej się patologii - ale program zaserwował tylko wyrywkową, pikantną sensacyjkę. A to pewnie wierzchołek góry lodowej. Tak, jak w Carrie Kinga. Matka przesladująca córkę za jej seksualność, ale też w ogóle za to, kim jest, matka poważnie chora psychicznie.. Kojarzysz tekst lub film? Chyba podobne.
20-02-2008 21:47 
 Ocena 2 na 2
Atlantis (1733 punktów)
(zablokowany)
>I tu matka popełniła błąd, kontrola powinna być dyskretna! Dyskretna inwigilacja. Tylko i wyłącznie. Inteligentna i aksamitna!

Krótko mówiąc marzenie Stalina? Podglądać i podsłuchiwać tak, żeby podglądany i podsłuchiwany nawet sobie z tego sprawy nie zdawał? Na "litość boską" - łamanie tajemnicy korespondencji i inwigilacja sfery intymnej jest niemoralna bez względu na to czy widać czy nie. Pani zwyczajnie stosuje moralność złodzieja - "ukraść to nie grzech, grzechem jest dać się złapać na kradzieży".

> projektowania kariery modelki oraz kierowcy Formuły1 (i cóż tu wadzi płaskostopie i - 5 dioptrii!)

Że co? Że jak? W jakim wieku? Piętnastu lat? A nie ośmiu przypadkiem? ;P
I żeby nie było - "karierę" modelki wcale nie tak trudno zrobić dysponując urodą, sam znam w otoczeniu przynajmniej kilka dziewczyn, którym się udało - oczywiście łudzi się ta, która sądzi, że może to być jedyne zajęcie w życiu, z którego można się utrzymać z miesiąca na miesiąc.

> tudzież od przekraczania granic, w tym granicy prędkości, czyli np. jazdy 150/h na motorze, eksperymentowania z narkotykami, imprezowego seksu, bo to wstyd być cnotką i co ludzie powiedzą, zamiaru pielęgnowania trędowatych, zamiaru balowania na Balearach i zamiaru wyprowadzenia się od głupich starych, którzy nic nie rozumieją...

To już jest popadanie w schematy. Owszem - jest głupie dresiarstwo, "blachary", "tapeciary" itp. - jak to dzisiaj mówi młodzież na to całe towarzystwo. Oni są głośni, często niebezpieczni dla siebie oraz otoczenia i zwracają przez to na siebie uwagę, ale to jest MARGINES SPOŁECZNY. Co nas obchodzą przyszli lokatorzy zakładów karnych i pracownice agencji towarzyskich - nie można stosować ich miary do całej populacji ludzi mających mniej niż osiemnaście lat!
Szybka jazda samochodem, eksperymenty z narkotykami, seks na imprezach zakrapianych alkoholem... Gdzie ja o tym słyszałem... A tak! Stereotypowy opis studenckiego życia w akademiku (zapewne wyolbrzymiany przez tych, którzy w akademiku nigdy nie mieszkali). ;P

>To wojna, mój drogi, regularna wojna! Wojna w hormonach, w myślach, ostra konfrontacja ze światem... W tej sytuacji dobrzy rodzice powinni byc asami wywiadu

Nie... Rodzice powinni być partnerami i przyjaciółmi, którzy mają taką relację z dzieckiem, że samo do nich przyjdzie z problemem mając do nich zaufanie. Nie parą "zgredów" którzy go nie rozumieją, ale wchodzą w jego prywatność mając złudne wrażenie, że tego nie widać.

>Czy zrozumiałes, co pisałam o prawie? Tu nie chodzi o zagrożenie zostania babcią, tylko chodzi o zagrożenie zostania MATKĄ - matką zastępczą dziecka córki.

W porządku - to może tak zastosować metodę pewnego rolnika, który kilka lat temu przykuł swoją córkę łańcuchem do werandy, bo nie podobało mu się jej życie seksualne? Dziewczyna swoją drogą miała 21 lat i pomogła jej dopiero interwencja policji. Mamy XXI wiek, mamy środki antykoncepcyjne, mamy postinor. Trzeba być naprawdę naiwnym, że ta część młodzieży, która chce nie uprawiać seks powstrzyma się na skutek gróźb, krzyków, zakazów, szlabanów, ograniczeń wolności czyt inwigilacji. A guzik prawda! Zrobi to tym prędzej - matce na złość. Odsyłam do Orwella - rozwiązłość seksualna Julii była jej prywatnym wyrazem buntu przeciwko polityce czystości seksualnej prowadzonej przez partię.
Jeśli młodzi nie chcą - wiedza o antykoncepcji nie zaszkodzi. Jeśli chcą - RZETELNA wiedza może ocalić ich od życiowej tragedii.

>To wreszcie jakie są te nastolatki? Godne pełnego zaufania, czy zdolne do dywersji?

NIKT nie jest godzien pełnego zaufania, jako dorosła osoba musisz sobie zdawać z tego sprawę. Jednak łatwo jest mi sobie wyobrazić, że jeśli nie mamy do czynienia z cichą osobą, skłonną do absolutnego podporządkowywania się autorytetowi, ale z lekko zadziorną osobowością to polityka stosowania zakazów i nakazów przyniesie efekt odwrotny do zamierzonego.

>Chyba już nie ma takich tępych ludzi, którzy nie pomuja , ze i w przedszkolu można się zakochiwać, i w szkole, ba! i w domu spokojnej starości! i że zainteresowanie płcią przeciwną to normalka?

Jak to nie? ;> Przecież dziecko jest czyste i niewinne, nieskalane cielesnością, nie interesuje się wcale płcią przeciwną.

>Masz dzieci? Zdarłeś kiedyś gardło mówiąc plującemu dwulatkowi "Przestań"? Przekonałeś choć jedną nastolatkę, że przejście z rozmiaru S do M nie jest powodem do płaczu?..

To o czym mówiłem... Stawiasz nastolatków na równi z małymi dziećmi - to WIELKI błąd. Po drugie - stosujesz niesamowite uproszczenia. Często w wieku piętnastu lat niektóre osoby są już cholernie dojrzałe psychicznie.
Po trzecie - nie wiem dlaczego, ale mam wrażenie, że dla Ciebie rozmowa z załamanym nastolatkiem powinna być potrząsaniem nim i wykrzykiwaniem mu przed nosem: "opanuj się, to że rzuciła Cię dziewczyna to nie powód do rozpaczy" - gratuluję wyczucia, jeśli tak jest.
Masz to szczęście, że posiadasz doświadczenia życiowe i stać Cię na dystans do pewnych kwestii...

>"Ja w twoim wieku..." - najnudniejsza rodzicielska zajawka.
>"Ale to były inne czasy!" - najnudniejsza nastoletnia odpowiedź.

Czasy są podobne do siebie. Skoro "wszyscy będąc w ich wieku" byli tacy grzeczni, to czemu świat nigdy nie był rajem na ziemi?

>Komunia dusz to scienma i coś nieludzkiego,

O tym właśnie piszę cały czas - szkoda tylko, że ta cała ściema jest pompowana do młodych umysłów tak brutalnie.

>Dlaczego zaraz "Plugawią"? I dlaczego "cielesna żądza" ma człowieka plugawić?..

Do Kościoła nie chodzisz? :>
Chodzi o to, że często takie jest spojrzenie rodziców, zwłąszcza, jeśli są przesiąknięci religijną propagandą.
Mączka (431 punktów)
>Krótko mówiąc marzenie Stalina? Podglądać i podsłuchiwać tak, żeby podglądany i podsłuchiwany nawet sobie z tego sprawy nie zdawał? Na "litość boską" - łamanie tajemnicy korespondencji i inwigilacja sfery intymnej jest niemoralna bez względu na to czy widać czy nie. Pani zwyczajnie stosuje moralność złodzieja - "ukraść to nie grzech, grzechem jest dać się złapać na kradzieży".
Nie, nie zaglądałabym do korespondencji i nie wertowałabym pamiętników, nie ciągała po ginekologach i nie wpadała do pokoju, ale jakbym słyszała odgłosy pieszczot mojej piętnastolatki albo znalazła w śmietniku opakowania po gumkach, to bym przypomniała o cezurze 17 lat (bo wczesniej bym omówiła moje stanowisko), i powiadomiła, że właśnie naruszyła moją wolność i poniesie tego konsekwencje.
>kariery modelki oraz kierowcy
>Że co? Że jak? W jakim wieku? Piętnastu lat? A nie ośmiu przypadkiem?
Tak, znam kilka przypadków, nawet wśród starszych dziewczyn.
>> tudzież od przekraczania granic, w tym granicy prędkości, czyli np. jazdy 150/h na motorze, eksperymentowania z narkotykami, imprezowego seksu, bo to wstyd być cnotką i co ludzie powiedzą, zamiaru pielęgnowania trędowatych, zamiaru balowania na Balearach i zamiaru wyprowadzenia się od głupich starych, którzy nic nie rozumieją...
> to jest MARGINES SPOŁECZNY.
W takim razie powiedzieć muszę, że jedna klasa jednego z elitarnych liceów skupiała w sobie margines społeczny, gdyż były tam następujące przypadki nastolatków:
1. kolega, co dwa razy nie zdał, gdyż w sezonie wiosennym porzucał szkołę na rzecz surfingu, któremu to sportowi nie był w stanie się oprzeć
2. prawie cała klasa palących okazjonalnie marihuanę, w tym pisząca te słowa (nie uważam tego za wielkie co i pozwoliłabym córce, byle z rzadka), kilkoro znających działanie amfetaminy i LSD (na to bym nie pozwoliła, bo jeden od tego się stoczył).
3. sama ocierałam łzy koleżanki, która wypiła za dużo alkoholu i przezyła imprezowy seks z człowiekiem, którego nie mogła zidentyfikować. Tak w ogóle bardzo fajna i mądra dziewczyna, a jednak w tym czasie zdarzyło się.
4. Inna znowuż wstąpiła do zakonu, gdyż stwierdziła, ze zakochała się w Bogu - gdy dojrzała, wystąpiła po kilku latach.
5. kolega popadł w nastroje egzystencjalne, porzucił szkołę i zatrudnił się w zakładzie pogrzebowym
6. kolega w wieku 18 lat został ojcem..
Itd, itd. Jeśli ktoś mi powie, że wszyscyśmy margines, to.. To nic. Ja jednak twierdzę, że w pewnym wieku ma się większe "jazdy" niż w innym wieku i że w takich razach bardzo przydaje się otrzeźwienie w postaci rodzicielskiego "Nie".
>Szybka jazda samochodem, eksperymenty z narkotykami, seks na imprezach zakrapianych alkoholem... Gdzie ja o tym słyszałem... A tak! Stereotypowy opis studenckiego życia w akademiku (zapewne wyolbrzymiany przez tych, którzy w akademiku nigdy nie mieszkali). ;P
A ja byłam na imprezach w akademiku, gdzie tak właśnie było. Nie była to ogólna orgia, ale niektórzy po prostu opuszczali towarzystwo i zajmowali się ww. Nie każda impreza była taka, ale często na jakichś 18 sób ze 2,3,4, bawiły sie odrobinę bardziej.
>>To wojna, mój drogi, regularna wojna!
>Rodzice powinni być partnerami i przyjaciółmi, którzy mają taką relację z dzieckiem, że samo do nich przyjdzie z problemem mając do nich zaufanie.
Moim zdaniem, między ludźmi nie ma relacji czarno-białych. Kochamy się, ale trochę też walczymy ze sobą, trochę próbujemy się przechytrzać, czasem tupiemy nogą, walimy pięścią w stół... Byłoby super, gdyby bliskie relacje ludzi były naznaczone samą słodyczą. Bywa różnie, ale masz rację, ze ważne jest to, żeby w trudnej sytuacji móc liczyć na siebie wzajemnie.
>>Czy zrozumiałes, co pisałam o prawie? Tu nie chodzi o zagrożenie zostania babcią, tylko chodzi o zagrożenie zostania MATKĄ - matką zastępczą dziecka córki.
>W porządku - to może tak zastosować metodę pewnego rolnika, który kilka lat temu przykuł swoją córkę łańcuchem do werandy, bo nie podobało mu się jej życie seksualne?
A już zupełnie nie rozumiem, po co wyciągasz jakiegoś rolnika?
Czy rolnik miał realne zagrożenie zostania matką zastępczą?
>Mamy XXI wiek, mamy środki antykoncepcyjne, mamy postinor.
Ale w Polsce mamy XIX wiek, jeśli chodzi o antykoncepcję. Postinor? Przeczytaj na Feminotece relację dziewczyny, której pękła gumka i która chciała zdobyć postinor. To ciężej niż zdobyć alkohol w kraju prohibicji!
>Trzeba być naprawdę naiwnym, że ta część młodzieży, która chce nie uprawiać seks powstrzyma się
Jeśli parę razy wcześniej przekona się, że gdy poważnie naruszy dobra osobiste rodziców robi się bardzo niedobrze..?
> krzyków, zakazów, szlabanów, ograniczeń wolności czyt inwigilacji. A guzik prawda!
No to poniesie konsekwencje. Wolna wola do potęgi!
>Zrobi to tym prędzej - matce na złość. Odsyłam do Orwella - rozwiązłość seksualna Julii była jej prywatnym wyrazem buntu przeciwko polityce czystości seksualnej prowadzonej przez partię.
No to moim wyrazem buntu przeciwko polityce wrabiania matek w odpowiedzielność za seks nieletnich córek będzie chodzenie nago po mieszkaniu kiedy przyjdą jej znajomi albo pójście do niej do szkoły na zebranie w stroju kloszardki, z aluminiową puszką nasadzona na kij - a co, mnie nie wolno się buntować?.. Ja się muszę kontrolować i liczyć z tym, czy komuś nie zaszkodzę swoim postepowaniem, a córka nie musi?..

>Przecież dziecko jest czyste i niewinne, nieskalane cielesnością, nie interesuje się wcale płcią przeciwną.
I tylko ten onanizm dziecięcy, pewnie z niedokładnego chrztu...

>To o czym mówiłem... Stawiasz nastolatków na równi z małymi dziećmi - to WIELKI błąd.
Ale nastolatek to taki ktoś, kto w jednej chwili jest bardzo dojrzały, a w innej sprawie i w innej chwili - dzieciak.
>Często w wieku piętnastu lat niektóre osoby są już cholernie dojrzałe psychicznie.
Ale nadal nikt im nie da w Polsce praw opiekuńczych, gdy będą mieć dziecko.
>Po trzecie - nie wiem dlaczego, ale mam
Kelly (2051 punktów)
>No, ten czas, kiedy mózg nie jest jeszcze dojrzały, za to ciało nabuzowane hormonami, tymi od pryszczy, samobójstw z powodu pryszczy, projektowania kariery modelki oraz kierowcy Formuły1 (i cóż tu wadzi płaskostopie i - 5 dioptrii!), tudzież od przekraczania granic, w tym granicy prędkości, czyli np. jazdy 150/h na motorze, eksperymentowania z narkotykami, imprezowego seksu, bo to wstyd być cnotką i co ludzie powiedzą, zamiaru pielęgnowania trędowatych, zamiaru balowania na Balearach i zamiaru wyprowadzenia się od głupich starych, którzy nic nie rozumieją...
(...)
>To wojna, mój drogi, regularna wojna! Wojna w hormonach, w myślach, ostra konfrontacja ze światem... W tej sytuacji dobrzy rodzice powinni byc asami wywiadu, bo jeśli nie będą, to wojna przyniesie ofiary i wszyscy przegrają. Rodzice to terroryści na pokładzie samolotu pilotowanego przez zwariowanego kapitana. A ta kontrola to miłość.

Każdy ma takie dziecko, jakie wychował . Też jestem nastolatką, ale daleko mi do chętki na sex, drugs &... chociaż nie, rock'n'roll nawet lubię. Szanuję rodziców (chociaż czasem się z nimi nie zgadzam), motory mnie nie ciągną (w przeciwieństwie do samochodów, ale po co mam próbować już teraz, skoro prawo jazdy zdam dopiero po osiemnastych urodzinach?) i bardzo cenię sobie intymność, indywidualizm i zaufanie.

>Niech od nas usłyszy, że gazetki typu "Bravo" nie są wiarygodnym źródłem i tak naprawdę nie "wszyscy to robią" w wieku piętnastu lat jak wmawiają media.
Nie cierpię "Bravo", ale w co najmniej połowie z kilkunatu numerów, które czytałam w całym życiu istotnie było zdanie "To nieprawda, że wszyscy dookoła to robią" plus sarkastyczne stwierdzenie, iż ludzie, którzy tak się chwalą, prawdopodobnie kłamią, żeby zwrócić na siebie uwagę.
20-02-2008 19:21 
 Ocena 6 na 6
JATO (Jarosław Tomczyk) (2644 punktów)
>Stanę w obronie matki i pokażę praktyczny poważny powód, dla którego matka kontroluje seksualnośc piętnastoletniej córki.
"Obywatelowi należy wierzyć ale należy go kontrolować". Powyższe podobno wymyślił niejaki Lenin (W.I. Ulianow dla mniej wtajemniczonych). Inni z kolei przypisują to niejakiemu Feliksowi Edmundowiczowi Dzierżyńskiemu (dla przyjaciół Krwawy Feliks). Inna wersja tego powiedzenia brzmi "kontrola jest najwyższą formą zaufania". Tak czy inaczej co Lenin wymyślił Dzierżyński wykonał. I tak powstało CzK, Łubianka, GUŁAG etc... Skutki znamy.
Czym różni się opisana opieka matki nad córką od opieki państwa sowieckiego nad obywatelem. W formie i skutkach wszystkim ale w założeniach niczym. W rezultacie Rosja odziedziczyła społeczeństwo zniewolone, społeczeństwo rabów, bandytów etc... Wszystkiego tylko nie obywateli świadomych istoty i funkcji państwa.

Podobny skutek wywiera restrykcyjne zachowanie wobec własnego potomstwa. Nie będę się rozwlekał ale wiadomym jest od dawna, że aby wychować sobie syna chuligana istnieją dwie wykluczające się metody:
1. Pozwalać dziecku na wszystko;
2. Zabraniać dziecku wszystkiego.
To samo podejrzewam dotyczy i dziewcząt. Ima bardziej matka będzie trzymała latorośl za twarz, tym bardziej jej wyfrunie a wróci przynosząc pod fartuszkiem, pół biedy jeśli tylko niechciane potomstwo.

Otóż moim skromnym zdaniem dziecko należy wychowywać a nie pilnować .
Sam jestem ojcem dwóch córek. Jedna jest już dorosła i o dziwo jakoś trzeźwo i perspektywicznie patrzy na świat. Druga ma lat 15. Życzę każdemu rodzicowi takiej córki. Jej tzw. "zdrowy rozsądek" może powalić na kolana. Nie oznacza to wcale, że jest upośledzona emocjonalnie.
O dziwo, żadna z nich nigdy nie była traktowana restrykcyjnie. W to miejsce otrzymywała pełną wiedzę tak o życiu jak i rozmaitych jego zawirowaniach. Nie ma i nie było tematów tabu. I tyle. Mogę spać spokojnie.

Przy okazji. Wychowanie to również wychowanie seksualne. Dopóki nasz kochany arcy katolicki naród tego nie zrozumie to nie ma rady. Wpadki będą się zdarzały. Mimo restrykcji tak katolicko - religijnych jak i rodzicielsko - zamordystycznych. Już bodaj słowacki zauważył, że "krew nie woda a majtki nie pokrzywy".

Pozdrawiam.
JATO

PS. To nie rodzicom należy życzyć mądrych dzieci , tylko dzieciom mądrych rodziców.
JT



Zasada wyjaśniania Conrada: Wszystko co powiesz, zostanie ocenione przez innych , zupełnie sprzecznie z twoimi intencjami.
Mączka (431 punktów)
> "Obywatelowi należy wierzyć ale należy go kontrolować". Powyższe podobno wymyślił niejaki Lenin (W.I. Ulianow dla mniej wtajemniczonych). Inni z kolei przypisują to niejakiemu Feliksowi Edmundowiczowi Dzierżyńskiemu (dla przyjaciół Krwawy Feliks).
To samo mozna wyrazić w niezdyskredytowanych Dzierżyńskimi i Leninami słowach: "W życiu, jak na jezdni, sprawdza się zasada ograniczonego zaufania" - i już dobrze brzmi!
>Podobny skutek wywiera restrykcyjne zachowanie wobec własnego potomstwa. Nie będę się rozwlekał ale wiadomym jest od dawna, że aby wychować sobie syna chuligana istnieją dwie wykluczające się metody:
>1. Pozwalać dziecku na wszystko;
>2. Zabraniać dziecku wszystkiego.
No właśnie, chodzi o granice, które niełatwo wyznaczyć w sposób rozsądny i sensowny dla obu stron, ale one same jednak istnieć powinny i trzeba dążyć do kompromisu. Moim zdaniem - z lekką przewagą terytorialną rodziców - LEKKĄ. Opisywana matka chyba nie zostawiła dziewczynie ani kawałka własnej przestrzeni, co zdecydowanie sugeruje, że ma kobieta jakies problemy psychiczne, które "ćwiczy" akurat na córce.
>To samo podejrzewam dotyczy i dziewcząt. Ima bardziej matka będzie trzymała latorośl za twarz, tym bardziej jej wyfrunie a wróci przynosząc pod fartuszkiem, pół biedy jeśli tylko niechciane potomstwo.
Niekoniecznie, najczęściej taka matka po prostu zatruje młodość i potem zostanie jedną z tych staruszek, do których nikt nie przychodzi na święta.
>Otóż moim skromnym zdaniem dziecko należy wychowywać a nie pilnować .
A moim zdanie, tak na 90% wychowywać, a na 10% jednak pilnować i przyglądać się ukradkiem. Ale robić to tak, by co najwyżej nieznacznie uprzykrzyć, ale na pewno nie dziecko udręczyć i totalnie zniewolić.
>Sam jestem ojcem dwóch córek. Jedna jest już dorosła i o dziwo jakoś trzeźwo i perspektywicznie patrzy na świat. Druga ma lat 15. Życzę każdemu rodzicowi takiej córki. Jej tzw. "zdrowy rozsądek" może powalić na kolana. Nie oznacza to wcale, że jest upośledzona emocjonalnie.
Wierzę w to, jest mnóstwo fantastycznych dzieciaków i miło wiedzieć, że są ciepłe, dobre rodziny - w przeciwwadze do patologii jaką opisał założyciel wątku.
>O dziwo, żadna z nich nigdy nie była traktowana restrykcyjnie. W to miejsce otrzymywała pełną wiedzę tak o życiu jak i rozmaitych jego zawirowaniach. Nie ma i nie było tematów tabu. I tyle. Mogę spać spokojnie.
Hm, pewna bliska mi osoba miała tak samo, a mimo to wpadła w II licealnej...
>Przy okazji. Wychowanie to również wychowanie seksualne. Dopóki nasz kochany arcy katolicki naród tego nie zrozumie to nie ma rady. Wpadki będą się zdarzały. Mimo restrykcji tak katolicko - religijnych jak i rodzicielsko - zamordystycznych. Już bodaj słowacki zauważył, że "krew nie woda a majtki nie pokrzywy".
I tu przyznaję Ci pełną rację. Nie można robić z seksu tabu i w ogóle nie rozumiem maniery (chyba katolickiej) dzielenia świata na piękny, wzniosły i duchowy oraz zły, brzydki i cielesny, o którym cicho sza! Od wiadomości, czyli od świadomości nikt jeszcze w nastoletnią ciążę nie zaszedł a wielu być może jej uniknęło. Poza tym wiedza o seksualności, o własnym ciele, o prokreacji (antykoncepcji czy zwiększeniu skuteczności starań) to jedna z najważniejszych dziedzin wiedzy człowieka. Szkoła, kościół demonizują seks, pisemka fetyszyzują, a dzieci ogłupione...
Nie ma tu właśnie, w polskim życiu społecznym, normalnych granic w kwestii nastolatki/seks. Cała moc jest po stronie restrykcyjnego prawodawstwa (zero mówienia o seksie, zero nauki, rugowanie seksu ze spektrum zainteresowań, szalone prawo uniemożliwiające młodej wpadkowiczce osobistą odpowiedzialność za dziecko), kompletnie ignoruje się interesy nastolatków (wiedza o seksualności, wytłumaczenie, jak daleko w jakim momencie warto pójść, itd). Nasze państwo jest jak ta szalona matka, która wszystkiego zabrania i pewnikiem nie wychodzi na tym dobrze (dzieci i tak się mało rodzi!).
>PS. To nie rodzicom należy życzyć mądrych dzieci , tylko dzieciom mądrych rodziców.
Obu stronom tego samego: dobrych relacji i kompromisu.
Pozdrawiam!
20-02-2008 22:54 
 Ocena 1 na 1
Kelly (2051 punktów)
>Nie ma tu właśnie, w polskim życiu społecznym, normalnych granic w kwestii nastolatki/seks. Cała moc jest po stronie restrykcyjnego prawodawstwa (zero mówienia o seksie, zero nauki, rugowanie seksu ze spektrum zainteresowań, szalone prawo uniemożliwiające młodej wpadkowiczce osobistą odpowiedzialność za dziecko), kompletnie ignoruje się interesy nastolatków (wiedza o seksualności, wytłumaczenie, jak daleko w jakim momencie warto pójść, itd). Nasze państwo jest jak ta szalona matka, która wszystkiego zabrania i pewnikiem nie wychodzi na tym dobrze (dzieci i tak się mało rodzi!).
Widać, że wyszłaś z wieku nastoletniego co najmniej kilka lat temu .
Po pierwsze, w szkołach mamy tak zwany WDŻ - Wychowanie Do Życia (W Rodzinie). Temat seksu i miłości jest tam bynajmniej poruszany.
Po drugie, popularnością cieszą się te durnowate gazetki typu "Bravo GIRL" czy "Twist". Zawsze kiedy ja kupuję sobie "Newsweeka", moja młodsza o rok siostra dla kontrastu bierze jedną z nich, więc nawet w tej chwili mogę pójść do jej pokoju, poprosić o pożyczenie i dokładnie Ci opisać cały numer. Obok reklam tamponów i błyszczyków, kolorowych obrazków, zdjęć ciuchów oraz wyrażeń, jakich nie używają nawet najbardziej przebojowi z moich znajomych, znajdziemy około trzech raportów dotyczących
a) seksu,
b) gwałtu (de facto seksu),
c) prostytucji (de facto seksu),
d) narkotyków, chorób i/lub praw zwierząt.
Komponują się z kącikami porad, a kluczowe przesłanie kręci się dookoła "JESTEŚ ZA MŁODA NA SEKS, KOCHANIE!" lub ewentualnie "Skoro już musisz TO robić, to UŻYJ PREZERWATYWY!". Właściwie co kilka stron są odniesienia w stylu "To nieprawda, że wszyscy TO robią, oni się tylko chwalą" albo statystyki "99% nastolatek ŻAŁUJE PIERWSZEGO RAZU!!!".
Moja teoria jest prosta: zakazany owoc... "Na przekór mamie się przeziębię" .
Mączka (431 punktów)
Naprawdę jest tak dobrze, że teraz mozna w szkole dowiedzieć się, co po kolei się robi, jak pęknie gumka i trzeba załatwić postinor? Albo jakie pigułki są wskazane dla młodych dziewczyn? Jak wygląda prawo związane z ciążą nieletnich? Czy zadaniem domowym jest samodzielne kupienie prezerwatyw?...
Uważam, że te i inne wiadomości i ćwiczenia powinny wchodzić w zakres edukacji - wchodzą? Czy może bije się tylko pianę obchodząc opłotkami naprawdę ważne tematy?...
Jesli szkoła daje dobrą wiedzę o sprawach związanych z seksem, to faktycznie bardzo jest teraz inaczej niż za moich czasów i świat idzie w dobrym kierunku!
21-02-2008 01:37 
 Ocena 2 na 2
Kelly (2051 punktów)
>Naprawdę jest tak dobrze, że teraz mozna w szkole dowiedzieć się, co po kolei się robi, jak pęknie gumka i trzeba załatwić postinor? Albo jakie pigułki są wskazane dla młodych dziewczyn? Jak wygląda prawo związane z ciążą nieletnich? Czy zadaniem domowym jest samodzielne kupienie prezerwatyw?...
Nie uważasz, że przekazywanie młodzieży takiej wiedzy byłoby pewnego rodzaju instrukcją seksu, wskazówką "kroczek po kroczku"? Gdyby na lekcji w liceum sorka powiedziała nam to, co wymieniłaś, prawdopodobnie ćwierć klasy postanowiłaby wykorzystać wszystko w praktyce. Po co mamy wiedzieć coś, czego nie wprowadzać w życie? Czy chłopaki nie wpadną na genialny pomysł dziurawienia prezerwatyw, właśnie po to, by załatwić postinor? Czy dziewczyny nie zaczną brać pigułek dla szpanu (choć według mojej wiedzy tak naprawdę żadne nie są w stu procentach odpowiednie, jeśli w przyszłości chcemy założyć rodzinę i mieć dzieci)? A co mielibyśmy zrobić z zakupionymi gumkami? Nosić na szyi czy przyozdobić długopisy? A może użyć?
Atlantis (1733 punktów)
(zablokowany)
>Nie uważasz, że przekazywanie młodzieży takiej wiedzy byłoby pewnego rodzaju instrukcją seksu, wskazówką "kroczek po kroczku"? Gdyby na lekcji w liceum sorka powiedziała nam to, co wymieniłaś, prawdopodobnie ćwierć klasy postanowiłaby wykorzystać wszystko w praktyce.

Wybacz, ale zupełnie jakbym słyszał argumenty katolickich ekstremistów przeciwko wprowadzeniu edukacji seksualnej.
Zrozum - to są inne czasy. Dzisiaj przeciętny dwunastolatek wie jak złożyć M16 z przeciętnej gry komputerowej, wie jak za jego pomocą odesłać do Walhalli zastępy wrogów, zna slang amerykańskich gangsterów czy kretynów narażających życie swoje lub innych organizując nielegalne wyścigi samochodowe. Doskonale w końcu wie jak wygląda stosunek seksualny! Od tego Typu "wiedzy" nie odizolujesz go - bo nawet jeśli odbierzesz mu komputer i telewizor, to zawsze znajdzie się jakiś lepiej "wyedukowany" kolega - w takiej sytuacji jest tylko jedno wyjście - przeciwstawić tym wszystkim śmieciom RZETELNĄ wiedzę.

>Po co mamy wiedzieć coś, czego nie wprowadzać w życie?

Bardziej bałbym się, że zechce wprowadzić w życie model z amerykańskich komedii - wszyscy radośnie uprawiają seks ze wszystkimi, nikt nigdy nie łapie żadnego świństwa ani nie zachodzi w ciążę...

>Czy chłopaki nie wpadną na genialny pomysł dziurawienia prezerwatyw, właśnie po to, by załatwić postinor?

Myślisz, że w Polsce wystarczy przedziurawić prezerwatywę by dostać postinor? W niektórych okolicznościach łatwiej o kokainę.

>Czy dziewczyny nie zaczną brać pigułek dla szpanu

Jak to sobie wyobrażasz? Przychodzi piętnastolatka do ginekologa:
- dzień dobry! Mógłby mi Pan wypisać pigułki?
- Ależ nie ma problemu!
Przecież od tego jest lekarz by stwierdzić czy kobieta może brać tego typu środki czy może ma stosować inne metody!

>jeśli w przyszłości chcemy założyć rodzinę i mieć dzieci)?

Hmm... Czyżbyś czytała te same wyniki tajemniczych, magicznych "badań naukowych" co poseł Piłka? Mogę poprosić o linka? Będę bardzo wdzięczny, bo sam się za nimi rozglądałem, ale znaleźć nie mogłem, tymczasem większość lekarzy stanowczo zanegowała wtedy istnienie takiej możliwości, żeby pigułki powodowały bezpłodność po odstawieniu.
Kelly (2051 punktów)
>żeby pigułki powodowały bezpłodność po odstawieniu.
Bezpłodności może nie, ale mogą powodować problemy z samym zajściem w ciążę i urodzeniem zdrowego dziecka. Linków nie podam, bo to wiem akurat od lekarzy z rodziny i pośrednio od ludzi z doświadczeniem w tej kwestii .
21-02-2008 22:15 
 Ocena 1 na 1
Atlantis (1733 punktów)
(zablokowany)
>Bezpłodności może nie, ale mogą powodować problemy z samym zajściem w ciążę i urodzeniem zdrowego dziecka. Linków nie podam, bo to wiem akurat od lekarzy z rodziny i pośrednio od ludzi z doświadczeniem w tej kwestii .

A ja z kolei słyszałem, że MOGĄ zwiększyć ryzyko ciąży bliźniaczej np. tuż po odstawieniu. Widzisz ogólnie można powiedzieć, że MOGĄ wystąpić różne efekty uboczne, jeśli jednak są niepokojące jest to oznaka, że należy zmienić a) pigułki, b) lekarza - jeśli sprawę bagatelizuje.
Równie dobrze MOGĄ nie wystąpić żadne przykre konsekwencje i chyba to jest najrozsądniejsza odpowiedź - w końcu sporo kobiet bierze tabletki już od kilku dekad. Bardziej szkodliwe i do tego UDOWODNIONE jest działanie papierosów czy alkoholu.

Niestety religijna propaganda nie ma poczucia wstydu - chociażby straszenie rakiem. Faktycznie, jakieś badania potwierdziły, że antykoncepcja hormonalna może być przyczyną zwiększonej ilości zachorowań na raka, ale chodziło o jakąś wąską grupę podwyższonego ryzyka na które składały się również inne czynniki - oczywiście katolickie gazety natychmiast podchwyciły temat rozpisując sie o "rakotwórczości" tabletki antykoncepcyjnej...
Atlantis (1733 punktów)
(zablokowany)
>Naprawdę jest tak dobrze, że teraz mozna w szkole dowiedzieć się, co po kolei się robi, jak pęknie gumka i trzeba załatwić postinor? Albo jakie pigułki są wskazane dla młodych dziewczyn?

O jakiej szkole my mówimy? Jeszcze w moich czasach (a uczyłem się w radosnych czasach rządów SLD między innymi) lekcji tzw. "Wychowania do życia w [katolickiej] rodzinie" wyglądały następująco (bez względu na to, czy mowa o podstawówce czy też liceum):
- zajęcia prowadzone przez panią, która w tajemniczy sposób była mocno związana z Kościołem Katolickim - a to prowadziła nauki przedmałżeńskie, a to działała w radzie parafialnej, w każdym razie jej fanatyzm dosyć mocno się udzielał.
- ANI SŁOWA na temat "nienaturalnych" środków zapobiegania ciąży
- Nie, przepraszam - co do ostatniego - kilka słów było. "Dowiedzieliśmy się" na przykład, że prezerwatywa nie daje 100% zabezpieczenia (odkrycie Ameryki...) a pigułki hormonalne są bardzo niebezpieczne dla kobiety (są rakotwórcze...) i bardzo niewygodne (trzeba je brać z dokładnością czasową co do minuty - w przeciwnym razie ich skuteczność spada do zera, co jest wierutnym kłamstwem).
- Na każdym kroku cytaty z katechizmu, stosowanie pojęć takich jak "czystość przedślubna", demonizacja ludzi uprawiających seks be zgody kapłana itp.
- Na dłuższą metę zajęcia te były rozszerzeniem religii, gdyż większość czasu poświęcono rozważaniu kwestii doktrynalnych Kościoła Katolickiego związanych z płciowością i rodziną
- Doskonale pamiętam film, który nam kiedyś puszczono - jakaś produkcja ruchu pro life, USA, lata osiemdziesiąte. Dramatyczna historia dziewczyny, która zaszła w ciążę i waha się nad "zamordowaniem swojego nienarodzonego dziecka" wmanewrowywana w to przez swoją najlepszą przyjaciółkę (oczywiście dziewczyna przedstawiona jako wcielenie szatana). Potem jednak najlepsze były argumenty przeciwko aborcji, jeden do dziś wbił mi się w pamięć: Światowe przeludnienie to mit rozgłaszany przez środowiska liberalne, bo jeśli ustawić przy sobie wszystkich ludzi świata to zajmą niewielką powierzchnię. Wniosek: jest miejsca dla wielu nowych ludzi. Zupełnie pominięto fakt jak dużą część powierzchni lądów stanowią miejsca niezdatne do życia i jak wielkich przestrzeni trzeba, by wyżywić jednego człowieka, dostarczyć mu energii, surowców itp.

A teraz najważniejsze: to było PARĘ LAT TEMU, podczas rządów rzekomych antyklerykałów. Poprzednia koalicja rządząca scementowała taki stan rzeczy wprowadzając zasadę, że w szkole można nauczać JEDYNIE o naturalnych metodach zapobiegania ciąży (tak, tak - w polskiej szkole nie wolno już mówić o tabletkach i prezerwatywach!), nowa władza rzecz jasna nie kwapi się by usunąć ten absurdalny zapis.

>Jak wygląda prawo związane z ciążą nieletnich? Czy zadaniem domowym jest samodzielne kupienie prezerwatyw?...

Dlaczego nie? Nie sądzisz, że większym problemem jest to, że młodzi decydując się na seks wstydzą się iść do apteki i kupić prezerwatywę i koniec końców rezygnują z jakiegokolwiek zabezpieczenia lub polegają na mitach?

>Jesli szkoła daje dobrą wiedzę o sprawach związanych z seksem, to faktycznie bardzo jest teraz inaczej niż za moich czasów i świat idzie w dobrym kierunku!

Nic się nie zmieniło...
Mączka (431 punktów)
Ja właśnie w czasie, kiedy moja ewentualna córka będzie dochodziła do 17 lat, sama jej powiem o pigułkach, wytłumaczę, na czym polega jaki rodzaj seksu (encyklopedycznie, bez osobistych przykładów), podam sposoby na zdobycie postinoru (ale wydaje mi się, ze zanim zrodzę córkę i ona skończy 17 lat, już to nie bedzie problemem)zasugeruję wspólne pójście gdziekolwiek i kupienie przez nią prezerwatyw - żeby nauczyła się, ze to normalna sprawa i nie ma co się wstydzić. Jeśli zechce, to wezmę ją do sympatycznego gina, który zapisze jej pigułki, a na koniec kupię jakąś śliczną bieliznę i perfumki i powiem, że właśnie będzie mieć fajne święto!
Myslę, że szkoła czy rodzice powinni udzielić młodej osobie właśnie takiego szkolenia, żeby wiedziała, co i jak i np. nie wstydziła się poprosić o prezerwatywy. Fakt nabycia prezerwatyw, wbrew pogladom Kelly, nie oznacza bezzwłocznego ich użycia, ani tym bardziej dziurawienia, jak dziwnie obawia się Kelly (jeszcze nie słyszałm o człowieku, ktory by nabył prezerwatywy po to, aby je dziurawić )
Jeśli moja potencjalna córka uszanuje moje prawo do niebycia matką niechcianego dziecka, to ja już zadbam o to, żeby miała radosną atmosferę w przededniu inicjacji i żeby pamiętała miło te okoliczności.
Tak już mam, że jestem dobra dla tych, którzy dla mnie są dobrzy i szanuje tych, którzy mnie traktują z szacunkiem. Postaram się nie być w przyszłości matką-ofermą co pozwala sobie skakać po głowie, nie stawia granic, a potem jojczy, że nikt jej nie szanuje, że złamano jej życie, że jest wykorzystywana...
Nie podzielam poglądów typu "Zło dobrem zwyciężaj" i "nadstaw drugi policzek" i nie uważam takiej postawy za cnotę. Poświęcenie, ofiara, ofiarowatość, ofiarność, wyrzekanie się siebie, poświęcanie, lamentowanie i zginanie karku pod jarzmem (tzw. Krzyż) - to bardzo chrześcijańskie, a ja ku własnej uciesze jestem neopoganką i mam inne wartości. Nie dałabym się bez walki ukrzyżować ani wrobić i nie akceptowalabym człowieka, który by mi wmawiał, że miłość polega na tym, żeby miec się za nic i pozwolić, zeby inni urządzali mi życie tak, jak im wygodnie. O, nie! Nie mam mentalności judeochrześcijańskiej i jestem z tego dumna!
21-02-2008 21:45 
 Ocena 1 na 1
Kelly (2051 punktów)
>Myslę, że szkoła czy rodzice powinni udzielić młodej osobie właśnie takiego szkolenia, żeby wiedziała, (...).
Zgadzam się, rodzice powinni przekazać młodym ludziom taką wiedzę. A na wypadek niezdobycia jej przez dzieci z patologicznych rodzin, powinna ją przekazać szkoła... tyle że nie na przedmiocie "wychowanie seksualne".
Nie można robić z seksu dziedziny wiedzy. Jak w ogóle to by miało wyglądać? Dorosła kobieta czy facet - więc zapewne osoba już dłuuugo po rozpoczęciu współżycia - wchodzi do klasy i gada o suchej teoretyce "sztuki miłości", która niekoniecznie dotrze do uczniów - dziewic, a po drodze naruszy przestrzeń osobistą bardziej indywidualnych jednostek? Jak uniknąć tego, żeby z pozoru normalni ludzie zatrudnieni na stanowisku nauczyciela WS nie dawali uczniom do zrozumienia, że po prostu marzą o zajęciach praktycznych?
Zdaję sobie sprawę, że seks to temat rzeka, o którym można mówić przez godzinę, tydzień w tydzień, ale dla mnie na przykład takie lekcje byłyby stratą czasu. Nie należę do grupy osób, o których pisałam na początku - moi rodzice nie chodzą przez 24 godziny na dobę na tyle pijani, żeby nie powiedzieć mi tego i owego . Mam też o tyle łatwo, że zamiast pytać, wolę sobie sama sprawdzić i spytać co najwyżej wyszukiwarkę. Natomiast młodzieży, która nie ma tyle szczęścia, powinny zupełnie wystarczeć lekcje biologii, godziny wychowawcze i WDŻ (który tak naprawdę jest przedłużeniem GW).
A tak poza tym, rozumiem, że chcesz zapobiec tylko rodzeniu dzieci przez nastolatki, prawda? Na zasadzie "Dzieci, róbta co chceta, tylko się zabezpieczcie, bo mamusia nie ma zamiaru wychowywać więcej smarkaczy"?
>O, nie! Nie mam mentalności judeochrześcijańskiej i jestem z tego dumna!
Ja też nie. Różnica polega na tym, że potrafię uszanować inne niż moje podejście do życia, w tym seksu.
Zachowajmy równowagę pomiędzy edukacją seksualną młodzieży, a ich prawem do intymności.
21-02-2008 21:21 
 Ocena 2 na 2
Grażyna Morawska (197 punktów)
>Naprawdę jest tak dobrze, że teraz mozna w szkole dowiedzieć się, co po kolei się robi, jak pęknie gumka i trzeba załatwić postinor? Albo jakie pigułki są wskazane dla młodych dziewczyn? Jak wygląda prawo związane z ciążą nieletnich? Czy zadaniem domowym jest samodzielne kupienie prezerwatyw?...<
Niestety pytanie jest retoryczne - nie wchodzą. Nie mówi sie o tym w szkole ale nie jestem pewna czy z tematów zwiaznych z seksualnością należy zadawać zadania domowe. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie ROZMAWIAĆ o tych problemach z młodą osobą. Moja córka ma lat 16. Moja rola jako rodzica (z rozmysłem piszę rodzica a nie matki!) jest przygotowanie jej do życia w tym także do inicjacji seksualnej. Taka jest jednak natura przygotowania, ze powinno następować "przed". I nie ma ty co oglądać sie na szkołę czy młodzieżową prasę. Nie wszystko mogę i nie wszystko jestem w stanie jej wytłumaczyć. Zawsze można liczyć na wsparcie przyjaciół i fachowców.
Trochę zdziwiły mnie zaproponowane przez Ciebie proporcje 90% wychowywać - 10% kontrolować. Zawsze mozna zapytać czemu tak a nie 80/20 albo 75/25 - ale nie w tym rzecz. Uważam, że w pojęciu "wychowanie" elementy kontroli są już zawarte! To nie sa pojęcia rozłączne. Pytanie tylko JAK kontrolować, żeby:
_po pierwsze - nie naruszać poczucia godności młodego człowieka
_po drugie - zapewnić mu poczucie bezpieczeństwa - chodzi mi o takie podejście kiedy kontroluję DLA a nie PRZECIW.
_po trzecie - uczyć samokontroli i odpowiedzialności
Jak dotąd tylko jedna metoda spełnia te kryteria
- jasno uzgadniać co jest dopuszczalne a co nie,
-mówić o swoich obawach i zastrzeżeniach,
- ufać
I kwestia ostatnia - "miłościwie nam panujaca" ustawa antyaborcyjna zobowiązuje (nadal!) do prowadzenia edukacji seksualnej. To miał być jeden z elementów kompromisu.
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>_kontroluję DLA a nie PRZECIW.

Lepiej się nie oszukujmy, nie istnieje żadne "kontrolowanie DLA".
.
22-02-2008 13:38 
 Ocena 1 na 1
Grażyna Morawska (197 punktów)

>Lepiej się nie oszukujmy, nie istnieje żadne "kontrolowanie DLA".<
Jestem przekonana, że sie mylisz. Najprostszy przykład - sprawdzanie czy lekcje są odrobione. Nie robi się tego po to aby "przyłapać" dziecię i ukarać za to, że zadanie nie jest zrobione albo żeby wytknąć błąd. To element nauki systematyczności. Cel zostaje osiągnięty, kiedy dziecię samo z siebie zacznie odrabiać lekcje i będzie to robic bez wzgledu na to czy poprzedniego dnia sprawdzono mu zeszyty czy nie .
23-02-2008 10:11 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>>nie istnieje żadne "kontrolowanie DLA".<
>najprostszy przykład - sprawdzanie czy lekcje są odrobione...

Mowa była o kontrolowaniu, ale w swojej odpowiedzi użyłaś określenia "sprawdzanie". Pewnie zrobiłaś to intuicyjnie, wyczuwając, że istota kontrolowania nie pasuje do dobrych rodzinnych relacji, gdzie rodzice działają DLA swoich dzieci.

Dla dobra rodzinnych relacji warto mieć świadomość różnicy między kontrolowaniem, które z definicji jest PRZECIW, a sprawdzaniem, które może, a w rodzinie powinno być DLA.
.
Grażyna Morawska (197 punktów)
>Dla dobra rodzinnych relacji warto mieć świadomość różnicy między kontrolowaniem, które z definicji jest PRZECIW, a sprawdzaniem, które może, a w rodzinie powinno być DLA.< [/color]

Wg słownika poprawnej polszczyzny kontrola i sprawdzanie to synonimy. Dla mnie nie ma różnicy a użyłam słowa sprawdzanie tylko ze wględów stylistycznych - żeby sie nie powtarzać. Nie zgadzam się z rozróżnieniem, które tu wprowadzasz.
24-02-2008 00:24 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>kontrola i sprawdzanie to synonimy.
Czasem synonimy, czasem tylko terminy bliskoznaczne.

>użyłam słowa sprawdzanie tylko ze wględów stylistycznych - żeby sie nie powtarzać.
Gdybyś nazwała czynność kontrolowaniem - "kontrolowanie czy lekcje są odrobione, kontrolowanie zeszytów" - uzyskałabyś stylizację oddającą klimat domowego terroru.

>Nie zgadzam się z rozróżnieniem, które tu wprowadzasz.
Celnik przeszukujący Twoją walizkę kontroluje. Gdy tę walizkę przeszukujesz sama - sprawdzasz.

Oczywiście o kontroli celnika można też mówić, że sprawdza, bo kontrola to jedna z form sprawdzania (ta PRZECIW). Ale osobiste sprawdzanie zawartości własnej walizki nazwać "kontrolowaniem" można tylko z przymrużeniem oka.

Kontrola jest PRZECIW.
.
24-02-2008 04:05 
 Ocena 3 na 3
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

   Masz niewątpliwą słuszność, że określenia "sprawdzanie" oraz "kontrola" różnią się od siebie, przede wszystkim wartością emocjonalną.

   Ująłbym to tak: sprawdzać, czy coś jest w porządku, kontrolować, czy coś nie jest. Niby to samo, a nie to samo. "Słownik poprawnej polszczyzny" Stanisława Szobera zawierał jeszcze tę różnicę, obecne słowniki - nie.

   Jednak wyjaśnienie określenia "kontrolować" nawet w obecnych słownikach wspiera się desygnatem "nadzór", podczas gdy "sprawdzać" - nie.
.
Grażyna Morawska (197 punktów)
>Celnik przeszukujący Twoją walizkę kontroluje. Gdy tę walizkę przeszukujesz sama - sprawdzasz<

Argument mnie nie przekonał. Celnik przeszukuje moją walizkę - kontroluje - tu się zgadzam. Ale może to zrobić na dwa sposoby. Bez mojej wiedzy ją otworzyć i przetrząsnąć (kontrola PRZECIW) albo poprosić mnie, żebym otworzyła walizkę i pokazała co tam jest (kontrola ZA). Różnica tkwi w tym, ze w drugim przypadku moge odmówić otwarcia walizki.
Gdy sama "przeszukuję " swoją walizkę to nie jest to kontrola tylko samokontrola. Ponieważ wiem jakie procedury obowiązują na lotnisku przeprowadzam ją zanim udam się w podróż. Dlatego nie ma problemu, kiedy celnik poprosi mnie o otwarcie walizki. Natomiast byłabym oburzona gdybym nie została o to poproszona a walizka zostałaby przejrzana gdzieś na zapleczu, potajemnie.
W tym, wg mnie tkwi różnica w pojęciach kontrola ZA (osoba kontrolowana uczestniczy i ma wybór) a kontrola PRZECIW (osoba kontrolowana jest wykluczona).
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>nie ma problemu, kiedy celnik poprosi mnie o otwarcie walizki

Państwo zakłada, że możesz być przemytniczką, więc powołało celnika, by skontrolował Twoją walizkę. Ochocze otwieranie walizki nie zwalnia celnika z jego powinności - nadal kontroluje Cię jako domniemaną przemytniczkę. On jest PRZECIW Tobie.

Nawet jak mu odśpiewasz "Zrewiduj mnie". .
.
Grażyna Morawska (197 punktów)
>>nie ma problemu, kiedy celnik poprosi mnie o otwarcie walizki
>Państwo zakłada, że możesz być przemytniczką, więc powołało celnika, by skontrolował Twoją walizkę. Ochocze otwieranie walizki nie zwalnia celnika z jego powinności - nadal kontroluje Cię jako domniemaną przemytniczkę. On jest PRZECIW Tobie.
>Nawet jak mu odśpiewasz "Zrewiduj mnie". .
>.

Zgadzam się, ze nieco niefortunnie posłużyłam się Twoim przykładem. Wprowadzenie relacji państwo - obywatel sporo zmienia. Proponuję jednak, żebyśmy pozostali przy relacji rodzic - dziecko. Rozumiem, że słowa kontrolować i sprawdzać mogą nieść inny ładunek emocjonalny. Wydaje mi się jednak, ze brniemy w ślepą uliczkę. Używa sie pojęć "sprawować nadzór rodzicielski", "kontrolować postępy nauczania" itp. Brzmią zimno i oficjalnie ale trudno zgodzić się z tezą, iż odniesione do relacji rodzic - dziecko mają znaczenie pejoratywne. Raczej neutralne.
Pozytywnie lub negatywnie mozna ocenić dopiero sposób w jaki kontrola jest sprawowana ( lub jakimi metodami coś sprawdzamy).
I nadal twierdzę, iż jako rodzic mam obowiazek kontrolować różne aspekty życia mojego dziecka - przy czym słowo kontrola traktuję tu dość szeroko . Cały problem polega na tym jak ten obowiązek będę realizować.
Uważam, że nie każda kontrola musi być traktowana przez młodego człowieka jako represja skierowana przeciwko jego wolności. Jeżeli wspólnie uzgodnimy granice i wspólnie bedziemy pilnować, zeby nie były one przekraczane to możliwa jest taka kontrola, która nie będzie naruszała godności ani wolnosci młodego człowieka.
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Jeżeli wspólnie uzgodnimy granice i wspólnie bedziemy pilnować, zeby nie były one przekraczane to możliwa jest taka kontrola, która nie będzie naruszała godności ani wolnosci młodego człowieka.

Sądzę, że jeżeli wspólnie uzgodnicie granice i wspólnie będziecie pilnować, żeby nie były one przekraczane, to nie dojdzie do naruszenia godności ani wolności młodego człowieka.

Kłaniam się.
.
Miau (116 punktów)

>Po pierwsze, w szkołach mamy tak zwany WDŻ - Wychowanie Do Życia (W Rodzinie). Temat seksu i miłości jest tam bynajmniej poruszany.
>Po drugie, popularnością cieszą się te durnowate gazetki typu "Bravo GIRL" czy "Twist". Zawsze kiedy ja kupuję sobie "Newsweeka", moja młodsza o rok siostra dla kontrastu bierze jedną z nich, więc nawet w tej chwili mogę pójść do jej pokoju, poprosić o pożyczenie i dokładnie Ci opisać cały numer. Obok reklam tamponów i błyszczyków, kolorowych obrazków, zdjęć ciuchów oraz wyrażeń, jakich nie używają nawet najbardziej przebojowi z moich znajomych, znajdziemy około trzech raportów dotyczących
>a) seksu,
>b) gwałtu (de facto seksu),
>c) prostytucji (de facto seksu),
>d) narkotyków, chorób i/lub praw zwierząt.
>Komponują się z kącikami porad, a kluczowe przesłanie kręci się dookoła "JESTEŚ ZA MŁODA NA SEKS, KOCHANIE!" lub ewentualnie "Skoro już musisz TO robić, to UŻYJ PREZERWATYWY!". Właściwie co kilka stron są odniesienia w stylu "To nieprawda, że wszyscy TO robią, oni się tylko chwalą" albo statystyki "99% nastolatek ŻAŁUJE PIERWSZEGO RAZU!!!".
>Moja teoria jest prosta: zakazany owoc... "Na przekór mamie się przeziębię" .

Nie wiem do jakiej szkoły chodzisz. Jeszcze w gimnazjum brałam udział Wychowaniu Do Zycia W Rodzinie. Jedyne co zapamiętałam to widok aborcji live, zmielonego płodu, fragmetów kończyn dolnych i górnych, tudzież zmasakrowanej główki płodu na śmietniku. To są właśnie filmy edukacyjne. Dziewczyny mdlały, ale przynajmniej skutecznie zniechęcono nas do aborcji. Antykoncepcja hormonalna powoduje raka piersi, czasem bezpłodność (do dziś nie wiem jak jest naprawdę, gdyż nie mam dostępu do rzetelnych źródeł - wszędzie piszą coś innego). Nie wiem, czy była to rzetelna edukacja.
Druga sprawa to durnowate gazetki, o których wspomniałaś. Dla mnie i moich koleżanek z podstawówki było to jedyne źródło informacji o seksualności człowieka w ogóle (internet nie zyskał jeszcze takiej jak dziś popularności). Być może wszystko przedstawione wulgarnie i z dużą ilością przekłamań, ale przynajmniej przedstawione. Kąciki porad czytałam w pierwszej kolejności Gazetki były bardzo postępowe jak na tamte czasy (nie wiem, jak jest dzisiaj), ukazywały opozycyjne do chrześcijańskiego spojrzenie na seksualność. W sumie raczej na plus.
W moim otoczeniu widzę wiele typów dziewczyn: od dziwek po cnótki. Niemniej, skrajności nie są wcale częste. Irytuje mnie odbieranie dzieciom, nastolatkom, czy ogólnie młodym ludziom zdolności do racjonalnego, zdrowego myślenia. W rzeczywistości ta umiejętność nie zależy w głównej mierze od wieku.

Pozdrawiam

PS. Ja też byłabym chętna na wyprawę pozaziemską.
Kelly (2051 punktów)
Już druga osoba pisze o tym zniechęcaniu do aborcji i zalatującym jedyną słuszną wiarą punktem widzenia... Zmówiliście się, czy naprawdę tak było?
>Gazetki były bardzo postępowe jak na tamte czasy (nie wiem, jak jest dzisiaj),
Możesz dowiedzieć się za jedyne cztery pięćdziesiąt (niektóre są nawet tańsze). Raczej ignoruj te z, eee, osobami publicznymi na okładkach, bo są nastawione bardziej na kult idola, a zwracaj uwagę na wielkie, różowe nagłówki typu "[tytuł] radzi: seks i miłość", "Seks pod namiotem - za i przeciw", "Wszystko o antykoncepcji" itp.
Atlantis (1733 punktów)
(zablokowany)
>Już druga osoba pisze o tym zniechęcaniu do aborcji i zalatującym jedyną słuszną wiarą punktem widzenia... Zmówiliście się, czy naprawdę tak było?

Niestety nie... Napisałem "jak na świętej spowiedzi" - wszystko jak pamiętam, a chyba dobrze pamiętam i nic mi się nie ubzdurało...
Kelly (2051 punktów)
>>Już druga osoba pisze o tym zniechęcaniu do aborcji i zalatującym jedyną słuszną wiarą punktem widzenia... Zmówiliście się, czy naprawdę tak było?
>Niestety nie... Napisałem "jak na świętej spowiedzi" - wszystko jak pamiętam, a chyba dobrze pamiętam i nic mi się nie ubzdurało...
Esz. Wpajają nam szacunek dla dziadów i pradziadów, dzięki którym żyjemy w wolnym kraju i mówimy ojczystym językiem, ale męczeństwo młodszych pokoleń jest już przemilczane...
Naprawdę nie wiem, jak ludzie w moim wieku mogą jeszcze narzekać. Co nie przeszkadza mi jednocześnie do nich należeć.
20-02-2008 20:49 
 Ocena 3 na 3
Kelly (2051 punktów)
Ale metody tej "zapobiegliwej" matuli uchronią dziewczynę tylko dopóki każdy jej krok będzie kontrolowany. W efekcie wyrośnie na nieprzystosowaną społecznie, a dużo nieprzystosowanych społecznie dziewczyn (chłopaków zresztą też) w jednym miejscu zapowiada nieprzystosowane społeczeństwo. Czyli to co mamy teraz do potęgi lub dwóch.

Można wytłumaczyć, że seks rzeczywiście jest dla dorosłych, ale praktykowanie go nie czyni dziewczyny dorosłą. A w następnej kolejności, kiedy dojrzałość się zbliża, subtelnie wpoić hasło "Tylko załóż gumkę!!!".
20-02-2008 21:49 
 0 na 2
Mączka (431 punktów)
>Ale metody tej "zapobiegliwej" matuli uchronią dziewczynę tylko dopóki każdy jej krok będzie kontrolowany.
O matkach w rodzaju "matki Carrie" rzeczywiście mozna mówić w kontekście patologii, ale o matkach, które nie chcą przyzwalać na seks swojego niepełnoletniego dziecka chyba można już mówić ze zrozumieniem?..

Bo widzisz, chodzi o to, że wolnośc jednego człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. Seks nastoletniej córki jest zagrożeniem wolności matki, gdyż w polskich układach to matka w razie wpadki poniesie konsekwencje tego seksu. Każdy człowiek ma prawo bronić swojej wolności, czyż nie?

Konflikt interesów wygasa jednak, gdy córka ma 17 lat i więcej, bo od tej pory jej ew. dziecko będzie jej sprawą: jako dorosła osoba będzie za nie sama odpowiadać. Sytuacja robi się fair. Nie ma więc powodu, aby matki zabraniały seksu dziewczynom powyżej 17 lat.
Ale młodszym dziewczynom nawet powinny zabraniać, choćby dla podkreślenia własnej wartości i danie sygnału: "Droga córko, to, że jestem twoją matką, nie oznacza, że się nie liczę i jestem otwarta na przemoc i wrabianie z twojej strony. Szanuj mnie i moją wolność, a ja w pierwszej stosownej chwili (17+) uszanuję ciebie i twoją wolność".

>W efekcie wyrośnie na nieprzystosowaną społecznie, a dużo nieprzystosowanych społecznie dziewczyn (chłopaków zresztą też) w jednym miejscu zapowiada nieprzystosowane społeczeństwo. Czyli to co mamy teraz do potęgi lub dwóch.
Nie wiem, czy w życiu nalezy robić wszytsko, by dostosować się do aktualnych mód i głosu większości.
A poza tym popełniasz błąd logiczny: jeśli społeczeństwo składa się z nieprzystosowanych społecznie, to oni stają się właśnie wyznacznikami normy, czyli przystosowanymi społecznie!
>Można wytłumaczyć, że seks rzeczywiście jest dla dorosłych, ale praktykowanie go nie czyni dziewczyny dorosłą. A w następnej kolejności, kiedy dojrzałość się zbliża, subtelnie wpoić hasło "Tylko załóż gumkę!!!".
Święte słowa! Tłumaczyć trzeba, a i z lekka skontrolowac nie zawadzi!
Kelly (2051 punktów)
>a i z lekka skontrolowac nie zawadzi!
Przepraszam, czy nie zaczynasz się nabijać? "Z lekka"?! Nie mówimy o tym, że jakaś wariatka zabrania córce seksu, tylko o tym, JAK to robi! Odbiera jej jakąkolwiek intymność, nie ufa, narusza jej prywatność, wolność i przestrzeń osobistą - bo boi się zostać młodą babcią? Przecież to patologia!
Moja matka może być spokojna, że nie zrobię dziecka, dopóki nie będę miała stałego partnera i źródła dochodów, a jakoś mogę siedzieć w Internecie i swobodnie wypowiadać się choćby na tym forum.
To prawda, w wieku dojrzewania dla większości (nie wszystkich!) osób motywem przewodnim myślenia długodystansowego jest seks. Ale życie młodego człowieka składa się też z innych myśli i spostrzeżeń, które czasem powinno się zachować dla siebie. Jak myślisz, czy tamta dziewczyna jest w stanie weryfikować informacje przekazywane przez rodziców i konfrontować je z innymi punktami widzenia? Jak Twoim zdaniem ukształtują się jej poglądy polityczne, religijne, a nawet te dotyczące kultury (ulubiona muzyka, ulubieni pisarze). Jak ma powstać jej własne "ja", jej tożsamość? Będzie głosować w wyborach tak jak mamusia jej powiedziała? Na słowo mamusi będzie wyznawać religię, nieważne jaką (równie dobrze może to być brak religii)?
20-02-2008 23:24 
 Ocena 2 na 2
Mączka (431 punktów)
>>a i z lekka skontrolowac nie zawadzi!
>Przepraszam, czy nie zaczynasz się nabijać?
No, trochę się nabijam!
A ty chyba zbyt skrajnie interpretujesz moje wypowiedzi. Nigdzie nie opowiadam się za postawą tej konkretnej matki i, jak już parę razy pisałam, uważam, że jest to kobieta nie w pełni zdrowa psychicznie.
Chodzi mi raczej o wyznaczenie zdrowego balansu pomiedzy sprzecznymi interesami i z rachunków wychodzi mi, że ten moment to 17 lat. Tak, jak jestem za tym, żeby (zważywszy na obowiązujące prawo) szanująca się matka nie akceptowała życia seksualnego córki do tego wieku, tak uważam, że matki nie powinny wtracać się w życie seksualne córki ponad 17-letniej. Bronię praw matek i praw córek zarazem.
>Odbiera jej jakąkolwiek intymność
Czy gdziekolwiek napisałam, ze popieram szperanie po szufladach, pamiętnikach, przeglądanie poczty itd?.. Ale już zmyślne wypytywanki o niewygodne tematy uważam za dopuszczalne. Tudzież naturalne obserwacje w naturalnym otoczeniu.
>Jak myślisz, czy tamta dziewczyna jest w stanie weryfikować informacje przekazywane przez rodziców i konfrontować je z innymi punktami widzenia?
Myślę, że może, jeśli ma osobowościowe predyspozycje.
>Jak Twoim zdaniem ukształtują się jej poglądy?
Tego to nawet ja nie wiem! Pozdr.
Kelly (2051 punktów)
>Myślę, że może, jeśli ma osobowościowe predyspozycje.
Osobowościowe predyspozycje nie biorą się znikąd.
21-02-2008 00:05 
 Ocena 5 na 5
Mączka (431 punktów)
W wielkim finale moich na tym wątku pisań oświadczam wszem wobec, że:
1. Nie zmienię zdanie na rzeczony temat, dopóki nie zmienią się okoliczności prawne.
2. Nie zamierzam pozwalać ludziom aby się nade mną znecali psychicznie i zagrażali mojemu życiu, zatem:
a) nie pozwolę mężczyźnie, z którym nie chcę mieć dziecka, na seks bez zabezpieczeń, bo nie chcę co miesiąc przeżywać nerwówki ani mieć tego dziecka
b) nie pozwolę córce mającej mniej niz 17+ na seks, bo także nie chcę mieć tego dziecka ani też nie chcę co miesiąc przeżywac nerwówki
Proste, logiczne.
Wolno mi nie chcieć mieć dziecka i mówić "Nie" w tym temacie?..
Nikt nie musi odpowiadać. Ja sama wiem, że wolno.
21-02-2008 18:53 
 Ocena 1 na 1
JATO (Jarosław Tomczyk) (2644 punktów)
>W wielkim finale moich na tym wątku pisań oświadczam wszem wobec, że:
Oczywista. Zyjemy w demokratycznym, wolnym kraju. Oczywista temu i owemu jest to nie na rękę. Chętnie utworzyłby u nas republikę wyznaniową. Takie skrzyżowanie doktryny KRK z szariatem. Na szczęście w wolnym kraju jest to niemożliwe. I póki mego życia będę walczył o wolny, demokratyczny kraj. Mam dosyć tych, którzy wiedzą lepiej.
Dzięki temu, że kraj nasz pięknym jest, demokratycznym i wolnym, masz prawo głosić swoje przekonania i nikomu nie wolno Ci ich zmieniać czy narzucać.
Zgadzam się z Tobą w pełni. Troska rodzicielska jest jak najbardziej wskazana i należy chronić swoje potomstwo przed katastrofą jak tylko się da. Inna sprawa w jaki sposób. Tym samym mimo zgody co do meritum, nasze zdania są podzielone. Też mam rację.
Ciepło i serdecznie pozdrawiam zatroskaną Kobietę. Z szacunkiem chylę czoło nad problemami wychowawczymi. I nie zgadzam się.
JATO



Zasada wyjaśniania Conrada: Wszystko co powiesz, zostanie ocenione przez innych , zupełnie sprzecznie z twoimi intencjami.

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365