Racjonalista - Strona głównaDo treści
Człowiek i postęp techniczny

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
21-02-2008 20:20keymak (3379 punktów)Człowiek i postęp techniczny
Ocena 2 na 2
Przeczytałem ciekawy komentarz Małgorzaty , który mnie zainspirował.

To co napisała Małgorzata jest bardzo sugestywne i generuje wiele pytań związanych z miejscem człowieka w obecnie bardzo szybko rozwijającym się świecie. Po pierwszym przeczytaniu komentarza Małgorzaty można dojść do wniosku że świat który sobie tworzy jest lepszy i że tak powiem bardziej ludzki. Niestety po zastanowieniu okazuje się że to tylko pozory. Taki sielski świat wygląda pięknie, ale do czasu gdy można w nim żyć na koszt innych, lub za wcześniej zdobyte pieniądze. Jak zaś zdobyć środki na takie sielskie życie ? Ano trzeba najpierw siebie katować ciężką pracą, narażając się przy tym na załamanie nerwowe.

Myślę że już niedługo nie będzie alternatywy w postaci takich sielskich zakamarków na ziemi. Co wtedy ? Czy ludzie uporają się ze wszystkimi złymi konsekwencjami postępu technicznego ?
Już dzisiaj ludzie zamiast się spotykać i porozmawiać ze sobą wolą użyć internetu lub telefonu komórkowego. Oczywiście nie twierdzę że te wynalazki są czymś absolutnie złym. Wydaje mi się jednak że są nadużywane i powoli zaczynami być niewolnikami swoich wynalazków.

Czy postęp techniczny musi ludzi zniewalać ?
Czy komunikacja za pomocą maszyn jest dobra dla wszystkich ludzi ?

Jestem informatykiem i choć lubię to co robię dostrzegam że moje życie zmienia się na gorsze z powodu wynalazków związanych z informatyzacją. To co miało pomagać w komunikacji jeszcze bardziej komplikuje tę komunikację. Nie wiem może nie potrafię z rezerwą posługiwać się wynalazkami technicznymi, ale mam wrażenie że te wynalazki powodują pogorszenie kontaktu z innymi ludźmi. Myślę że nie jestem w tej ocenie odosobniony. Niektórzy ludzie zaś przechodzą z tym faktem do porządku dziennego i traktują wirtualne spotkania jak coś zupełnie naturalnego. A przecież te wirtualne spotkania mają jedynie pomagać w rzeczywistym kontakcie, a nie je zastępować ..

Jeżeli tak dalej pójdzie będziemy spotykać drugiego człowieka tylko w wyjątkowych sytuacjach a komunikacją będzie się odbywać tylko i wyłącznie za pośrednictwem maszyn.

Nie podoba mi się to co obserwuję i najchętniej uruchomił wehikuł czasu, który przerzuciłby mnie do jakiegoś indiańskiego wigwamu sprzed 1000 lat. Wtedy życie było prawdziwe.
Teraz zajmujemy się tylko produkcją lub zarabianiem na maszyny które rujnują nam życie ..

Pozdrawiam.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

israel
>do jakiegoś indiańskiego wigwamu sprzed 1000 lat. Wtedy życie >było prawdziwe.

zgadzam się,nie było wtedy indian-ateistów kontestujących dorobek kulturalny i religijny swoich ziomków.
nikt nie nazywał ich "motłochem" i "bydłem" za słuchanie nie tego szamana co trzeba.
potem przybyli "biali" z alkoholem,chorobami i krzyżami których używali jako wymówki do zbrodni.
keymak (3379 punktów)
Twoje powody też są dobre, ale chodziło mi raczej o to że aby np coś zjeść nie musiałbym sprawdzać z czego to jedzenie tak naprawdę, jest, wąchać zapachy wytwórni tego pożywienia, słuchać hałasy dobiegające z tej wytwórni, itd itp ..

Pozdrawiam.
22-02-2008 13:52 
 Ocena 3 na 3
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>aby np coś zjeść nie musiałbym sprawdzać z czego to jedzenie tak naprawdę, jest, wąchać zapachy wytwórni tego pożywienia, słuchać hałasy dobiegające z tej wytwórni

No to uważaj, kandydacie na Robinsona Cruzoe. Jesteś głodny, trzy dni ganiasz chorego królika (zdrowego nie złapiesz), w końcu jest Twój, sam już ledwo żywy zabijasz go pałką (tak jak lubisz - bez hałasu, umierające króliki nie krzyczą), obdzierasz ze skóry, patroszysz (tu się nawąchasz).
Teraz obróbka termiczna - gałęzie na ognisko, krzesanie ognia, sól by się przydała, ale nie ma...

Chyba pasożyty miał ten królik, nie czujesz dobrze, wymiotujesz już trzeci dzień...

Naprawdę nie lepiej wrzucić coś do mikrofali?

Żyjesz w mieście, szanuj beton.
.
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

>Żyjesz w mieście, szanuj beton.

   Ten partyjny?
.
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>>szanuj beton.
>   Ten partyjny?
Ten się wykruszył.
.
keymak (3379 punktów)
>Żyjesz w mieście, szanuj beton.
Jakoś mnie takie podejście do życia nie przekonuje

Pozdrawiam.
webmaster (moderator)
>Nie podoba mi się to co obserwuję i najchętniej uruchomił wehikuł czasu, który przerzuciłby mnie do jakiegoś indiańskiego wigwamu sprzed 1000 lat.
Ja też, ale wybrałbym odwrotny kierunek, ze względu na barbarzyństwo obecnej epoki.
keymak (3379 punktów)
Odwrotny kierunek, czyli jaki ? Bo nie bardzo rozumiem.
webmaster (moderator)
W przyszłość.
keymak (3379 punktów)
A kto to wie jak będziemy wyglądać w przyszłości ?
Może kontakt fizyczny zostanie uznany za szkodliwy dla zdrowia i będziemy się dotykać tylko w wyjątkowych sytuacjach ..
Zaś dzieci będą się rodzić w szpitalach nadzorowanych przez maszyny ..
Atlantis (1733 punktów)
(zablokowany)
A ja jestem bardzo pogodnie nastawiony jeśli chodzi o obraz przyszłości i tutaj zawsze mam nadzieję, że pójdziemy w kierunku, jaki już kila dekad temu opisywał Clarke - jeden z moich ulubionych autorów. Konkretnie mam na myśli takie dzieła jak opowiadanie "W Stronę Morza", powieść "Miasto i Gwiazdy" lub finał "Odysei Kosmicznej".
Wbrew temu co często widuje się w fantastyce nie ma w tych tekstach wcale wielkich, zadymionych, betonowych i ciasnych miast - nie ma potrzeby skupiać gęsto ludności na relatywnie niewielkim terenie. Zamiast tego mamy niewielkie, niemalże "wiejskie" skupiska zamieszkiwane przez niewielkie społeczności. Miasta jako takie istnieją - zbudowane jednak wokół tradycyjnych uniwersytetów jako rozbudowane kampusy, a wielkie "Molochy" z fabrykami nie wymagają rzesz robotników, ponieważ wszystko jest zautomatyzowane i potrzebna jest jedynie grupka dozorców i konserwatorów.
Nawet praca naukowa nie wymaga przebywania w jednym miejscu z powodu rozwiniętych technik komunikacyjnych (co jak co, ale to obserwujemy dziś). Autor zwyczajnie opisał jak sobie wyobraża rozwinięcie procesu, który już dzisiaj obserwujemy - odpływ ludności z centrów miast na przedmieścia.

Co do komórek, to ja jestem człowiekiem uzależnionym od takich technologicznych gadżetów - nie tyle samego telefonu jako maszynki do wysyłania SMSów i dzwonienia, co małego, podręcznego urządzenia do wszystkiego (PDA) - miło jest mieć w niewielkim pudełeczku niewielkich rozmiarów bibliotekę (polecam - takie czytanie naprawdę nie boli jeśli wyświetlacz ma rozsądną rozdzielczość i średnicę), kilka ulubionych albumów, możliwość korzystania z Internetu czy dopisania czegoś do pracy kiedy akurat stoi się w kolejce a do głowy napływają jakieś pomysły, które mają skłonność do ulatywania zanim przyjdziemy do domu i usiądziemy przed komputerem. Dzisiaj te urządzenia zrobiły się bardzo tanie, tylko jeszcze nie wszyscy o tym wiedzą.

Maszyny nie rujnują nam życia - bardzo je ułatwiają. To obecny odczłowieczony system stosunków międzyludzkich wykorzystuje je w tym całym "odrabianiu pańszczyzny": bądź 24 godziny na dobę pod komórką, bo szef może zadzwonić, po powrocie z pracy obowiązkowo usiądź przed komputerem i zajmij się tymi raportami, zamiast żoną i dziećmi itp.
keymak (3379 punktów)
>Maszyny nie rujnują nam życia - bardzo je ułatwiają. To obecny odczłowieczony system stosunków międzyludzkich wykorzystuje je w tym całym "odrabianiu pańszczyzny": bądź 24 godziny na dobę pod komórką, bo szef może zadzwonić, po powrocie z pracy obowiązkowo usiądź przed komputerem i zajmij się tymi raportami, zamiast żoną i dziećmi itp.

A mnie się właśnie wydaje że to właśnie maszyny odczłowieczają stosunki międzyludzkie.
Kiedyś gdy ludzie chcieli ze sobą porozmawiać to się zwyczajnie spotykali. Teraz zamiast spotkania wysyła się serię sms'ów, lub przesyła kilka maili ..
Oczywiście nie przeczę że maszyny są przydatne, ale nie powinny zastępować tego co człowiekowi jest najbardziej potrzebne: czyli kontaktu z innym człowiekiem.

Pozdrawiam.
Atlantis (1733 punktów)
(zablokowany)
>Kiedyś gdy ludzie chcieli ze sobą porozmawiać to się zwyczajnie spotykali. Teraz zamiast spotkania wysyła się serię sms'ów, lub przesyła kilka maili ..

Demonizujesz technologię i wyolbrzymiasz sprawę. Gdyby nie te "odczłowieczające" maszyny prawdopodobnie już dawno temu urwałby mi się nieodwracalnie kontakt z niektórymi znajomymi z czasów licealnych (a tak przynajmniej można go podtrzymać i przynajmniej co pół roku się spotkać na żywo - lepsze to niż całkowity brak kontaktu...) poza tym konferencja na GG prawdziwego spotkania i tak nie zastąpi i chyba każdy spotyka się ze znajomymi, choćby w weekend.
Kelly (2051 punktów)
Nie widzę sensu w powtarzaniu tego samego, tylko swoimi słowami, więc pozwolę sobie podpisać się pod Tobą .
diogenes (42753 punktów)
>Wtedy życie było prawdziwe. Teraz ...

To prawda tamtych czasów tworzy nasz czas. Za lat 30 ludzie bedą wspominać komputery tak, jak my maszyny do pisania....
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

   Z dwojga złego - wolę to trzecie. Mówiąc konkretniej, można znaleźć także w teraźniejszości swoje wygodne miejsce.

   Zgoda, trzeba jednak za to zapłacić. Nie tyle pieniędzmi, ile zbiorem doświadczeń - tylko czasami się zdarza, że człowiek jakoś instynktem od razu wie, o co mu chodzi. Normalnie zaś, musi tych doświadczeń nazbierać ilość i jakość odpowiednią.

   Przykład - ja sam. Chyba zaraz po urodzeniu wiedziałem, że moim celem jest morze. Nie muszę udowadniać, że tam jest wszystko, o czym pisze Małgorzata, i o czym piszą inni. Po raz pierwszy wypłynąłem na morze w wieku 9 lat. Co prawda, była to jedynie zatoka, ale ja byłem uczestnikiem, nie pasażerem i nie załogą, która z tego żyje. Dodam jeszcze, iż styl życia żeglarza jest na tyle inny, by z powodzeniem rekompensować niemal wszystko, co trudne i niedobre.

   Można rzec, że o tym by można książkę napisać - ale ja właśnie napisałem. Nie jedną. Nawet są tu fragmenty.

   Czy wiecie, czym jest w sytuacji "bez horyzontu" ustawienie jachtu na stop, aby zaglądać całymi dniami morzu w twarz lub w oczy - i nie myśleć o niczym innym, jedynie o tym, że zagląda się we własną twarz i oczy, bo właśnie tam, w głębi, znajduje się moja pra-ojczyzna -?

   Tego nie można się bać. Nawet kochać tego nie można. Tym się po prostu jest.
.
Małgorzata (3242 punktów)
   Francois de Chateaubriand powiedział kiedyś: nie daję się olśnić statkami parowymi i koleją żelazną. Wszystko to nie jest cywilizacją. Dzisiaj zmieniłabym słowa statek i kolej na telefon komórkowy i komputer. Resztę zostawiam bez zmian...

   W swoim poście, który Cię do pięknych przemyśleń zainspirował, opisałam kawałek swojego prawdziwego świata. Mojego świata. Na peryferiach tzw. cywilizacji. Tylko tutaj mogę być sobą. Jestem sobą. Potop traw pode mną, ocean gwiazd nad głową. Tu po raz pierwszy i chyba ostatni w życiu przestraszyłam się naprawdę obserwując rozgwieżdżone niebo nocą - dotknęłam bowiem TAJEMNICY. I, paradoksalnie, wtedy chyba zrozumiałam czym jest prawdziwa wolność...Wolność od stereotypów, przesądów, ograniczeń, nawet od techniki. Sięgnęłam gwiazd nie odrywając się od ziemi...

   Mój azyl. Dziewięć arów na skraju lasu. Kiedy wracam stamtąd do Krakowa, mam dziwne uczucie, że nie poradzę sobie z prozaicznym przejściem przez ulicę...Powoli wracam do rzeczywistości. Do komputera i telefonu komórkowego. Muszę; taka praca. I czekam. Czekam na kolejną możliwość wyjazdu, by znowu odnaleźć fragment tego co naprawdę ważne...

   Ludzie. Potrafimy wypowiadać nawet długie zdania do siebie, a mimo to rzadko ze sobą ROZMAWIAMY. Słuchamy lecz nie słyszymy. Widzimy. Coraz więcej obrazków, symboli, coraz mniej człowieka. Łatwiej wcisnąć klawisz telefonu, kliknąć myszką niż nacisnąć dzwonek u drzwi sąsiada. Mniej boli. I mniej kosztuje. A najłatwiej kłamać przez telefon...Zamiast prawdziwych uczuć - emotki...Jakie to proste...

   Lubisz góry? Zapraszam. Ogniska z pieczonymi w nich ziemniakami najlepiej w towarzystwie INNYCH smakują...Tak; ogień z tego ogniska też smakuje...

   Serdecznie pozdrawiam


Conscia mens recti famae mendacia ridet
keymak (3379 punktów)
>   Francois de Chateaubriand powiedział kiedyś: nie daję się olśnić statkami parowymi i koleją żelazną. Wszystko to nie jest cywilizacją.
Dziękuję za ten cytat. Bardzo dobrze pasuje do tego o czym chciałem porozmawiać.

> Sięgnęłam gwiazd nie odrywając się od ziemi...
Piękne uczucie. Gdy byłem młodszy częściej mnie podobne uczucie ogarniało. Ostatnio było blisko, gdy byłem u siostry na wsi. Ale inne okoliczności przeszkadzały ..

>   Mój azyl. Dziewięć arów na skraju lasu. Kiedy wracam stamtąd do Krakowa, mam dziwne uczucie, że nie poradzę sobie z prozaicznym przejściem przez ulicę...Powoli wracam do rzeczywistości. Do komputera i telefonu komórkowego. Muszę; taka praca. I czekam. Czekam na kolejną możliwość wyjazdu, by znowu odnaleźć fragment tego co naprawdę ważne...
Tak wszystko się zgadza. Tylko mam jedną wątpliwość. Tylko dlatego że katujemy się życiem w bezdusznych miejskich molochach możemy poczuć prawdziwe zalety życia w ciszy gdzieś daleko od cywilizacji. A co mają zrobić mieszkańcy tych cichych miejsc na ziemi ? Czy oni nie potrzebują innego życia ?

>   Ludzie. Potrafimy wypowiadać nawet długie zdania do siebie, a mimo to rzadko ze sobą ROZMAWIAMY. Słuchamy lecz nie słyszymy. Widzimy. Coraz więcej obrazków, symboli, coraz mniej człowieka. Łatwiej wcisnąć klawisz telefonu, kliknąć myszką niż nacisnąć dzwonek u drzwi sąsiada. Mniej boli. I mniej kosztuje. A najłatwiej kłamać przez telefon...Zamiast prawdziwych uczuć - emotki...Jakie to proste...
Dokładnie. Wynalazki techniczne bardzo nam komplikują życie zamiast je ułatwiać. To jest denerwujące. Nie wiadomo co w tej sytuacji robić, aby nie zatracić się całkowicie w obcowaniu z maszynami, a nie ludźmi ..

>   Lubisz góry? Zapraszam. Ogniska z pieczonymi w nich ziemniakami najlepiej w towarzystwie INNYCH smakują...Tak; ogień z tego ogniska też smakuje...
Trafiłaś w dziesiątkę. Uwielbiam góry. Gdy byłem pierwszy raz w tatrach od razu się w tym miejscu zakochałem. Samo miejsce i ludzie byli jacyś tacy normalni i otwarci.
Niestety gdy ostatnio odwiedziłem nasze tatry po 10-cio letniej przerwie doznałem szoku. Krupówki to kopia niektórych naszych ulic wielkich miast. Nie rozumiem jak ludzie mogą sobie tak psuć to co ładne. Nawet mniejsze miejscowości zamieniły się w wielkie hotele, gdzie bardzo trudno spotkać ludzi których było pełno na każdym kroku gdy byłem w górach wcześniej.
Można się załamać.
Gdzie ja teraz będę odpoczywać ?
Rozbiję namiot gdzieś w Bieszczadach ?
Podobno tam jeszcze cywilizacja nie dotarła.

>   Serdecznie pozdrawiam
Również pozdrawiam i dziękuję za miłe słowa
Szkoda tylko że ..
ra-serafin (2786 punktów)
>Niestety po zastanowieniu okazuje się że to tylko pozory.
>Taki sielski świat wygląda pięknie, ale do czasu gdy można
>w nim żyć na koszt innych, lub za wcześniej zdobyte
>pieniądze. Jak zaś zdobyć środki na takie sielskie życie ?
>Ano trzeba najpierw siebie katować ciężką pracą, narażając
>się przy tym na załamanie nerwowe.

Wiesz za darmo to nic nie ma. Chcesz mieć sielskie życie? Na nie trzeba sobie dobrze zapracować( no można urodzić się w rodzinie milionerów i też mieć sielskie życie)

>Myślę że już niedługo nie będzie alternatywy w postaci
>takich sielskich zakamarków na ziemi. Co wtedy ? Czy ludzie
>uporają się ze wszystkimi złymi konsekwencjami postępu
>technicznego ?

jeśli nie spotka nas jakiś kataklizm lub sami sie nie wybijemy to sie zobaczy. Ale dlaczego maja to być złe konsekwencje. Dzięki temu postępowi technicznemu nasza wiedza na temat ,, można powiedzieć wszystkiego,, zwiększa się i to bardzo szybko. Loty w kosmos, zdjęcie odległego wszechświata, odkrycia genetyczne :klonowanie, DNA itp, nowe leki, telekomunikacja

>Już dzisiaj ludzie zamiast się spotykać i porozmawiać ze
>sobą wolą użyć internetu lub telefonu komórkowego.
>Oczywiście nie twierdzę że te wynalazki są czymś absolutnie
>złym. Wydaje mi się jednak że są nadużywane i powoli
>zaczynami być niewolnikami swoich wynalazków.
>Czy postęp techniczny musi ludzi zniewalać ?
>Czy komunikacja za pomocą maszyn jest dobra dla wszystkich
>ludzi ?

Kiedyś by porozmawiać z kimś kto mieszka daleko trzeba było czekać długie dni, tygodnie a teraz wystarczy kliknięcie w ikonkę czat,gg itp. Komunikacja jest dobra przez maszyny dla tych ludzi którzy przez nią sie komunikują. Jeśli nie chcesz to wyrzuć telefon, odłącz internet.

>Jestem informatykiem i choć lubię to co robię dostrzegam że
>moje życie zmienia się na gorsze z powodu wynalazków
>związanych z informatyzacją.

Dlaczego zmienia się na gorsze. Podobno informatycy to teraz bardzo poszukiwani ludzi. Duże zarobki i nie trzeba się męczyć.

>Jeżeli tak dalej pójdzie będziemy spotykać drugiego
>człowieka tylko w wyjątkowych sytuacjach a komunikacją
>będzie się odbywać tylko i wyłącznie za pośrednictwem
>maszyn.

Ja ludzi spotykam co dziennie np.wychodząc do sklepu, z psem itp. Mam znajomego mieszkającego za miastem w odległości ponad 5km od mojego domu. Jak jest ciepło to przejadę się rowerem do niego ale wystarczy wyjrzeć za okno i zobaczy się że nie jest przyjemnie więc biorę telefon lub włączam gg i też jest dobrze.

>Nie podoba mi się to co obserwuję i najchętniej uruchomił
>wehikuł czasu, który przerzuciłby mnie do jakiegoś
>indiańskiego wigwamu sprzed 1000 lat. Wtedy życie było
>prawdziwe.

Prawdziwe życie. Bez książek, telewizji, komputera dostępu do najnowszych wiadomości i wiedzy. Co byś robił - polował na jakieś zwierzaki czy przywiązywał kogoś do totemu i latał z siekierką naokoło.

>Teraz zajmujemy się tylko produkcją lub zarabianiem na
>maszyny które rujnują nam życie ..

Powiedz to rodzicom chorego na nieuleczalna chorobę dziecka który żyje dzięki podtrzymującym go maszynom. Albo powiedz to profesorowi Hawkingowi który bez komputera nie mógł by się z nami porozumiewać i dokonywać wielkich odkryć naukowych.

>Pozdrawiam.

Ja również.

Z przyszłością jest małe "ale" .Za każdym razem,jak się na nią spojrzysz - zmienia się,bo się na nią spojrzałeś.A to zmienia wszystko pozostałe.
keymak (3379 punktów)
>jeśli nie spotka nas jakiś kataklizm lub sami sie nie wybijemy to sie zobaczy. Ale dlaczego maja to być złe konsekwencje. Dzięki temu postępowi technicznemu nasza wiedza na temat ,, można powiedzieć wszystkiego,, zwiększa się i to bardzo szybko. Loty w kosmos, zdjęcie odległego wszechświata, odkrycia genetyczne :klonowanie, DNA itp, nowe leki, telekomunikacja
Prawie się zgadzam, ale nie do końca
Na poczekaniu wymyśliłem regułę według której określiłbym wynalazki techniczne, które są ogólnie mówiąc dobre.
To wszystkie te wynalazki, które zbliżają ludzi do siebie a nie komplikują im życie.
Gdyby w ten sposób oceniać wszelkie wynalazki to wydaje mi się że większość jest robiona aby ludziom uprzykrzyć życie.

>Kiedyś by porozmawiać z kimś kto mieszka daleko trzeba było czekać długie dni, tygodnie a teraz wystarczy kliknięcie w ikonkę czat,gg itp. Komunikacja jest dobra przez maszyny dla tych ludzi którzy przez nią sie komunikują. Jeśli nie chcesz to wyrzuć telefon, odłącz internet.
Ok. Telefon, internet pomagają, ale dziwnie wypaczają tą komunikację.

>Dlaczego zmienia się na gorsze. Podobno informatycy to teraz bardzo poszukiwani ludzi. Duże zarobki i nie trzeba się męczyć.
Nie mówiłem o sprawie pieniędzy. Chodziło raczej o to że męczy mnie już komunikacją z innymi wyłącznie za pośrednictwem maszyn. Może jest tutaj wiele mojej winy, ale wydaje mi się że w wielu wypadkach wina leży po obu stronach. Niektórzy ludzie nauczyli się zastępować naturalne spotkania tymi wirtualnymi.

>Ja ludzi spotykam co dziennie np.wychodząc do sklepu, z psem itp. Mam znajomego mieszkającego za miastem w odległości ponad 5km od mojego domu. Jak jest ciepło to przejadę się rowerem do niego ale wystarczy wyjrzeć za okno i zobaczy się że nie jest przyjemnie więc biorę telefon lub włączam gg i też jest dobrze.
Troszeczkę zazdroszczę

>Prawdziwe życie. Bez książek, telewizji, komputera dostępu do najnowszych wiadomości i wiedzy. Co byś robił - polował na jakieś zwierzaki czy przywiązywał kogoś do totemu i latał z siekierką naokoło.
No książki bym z tego zestawu akurat wyłączył Czytanie wydaje mi się czymś naturalnym. Zaś oglądanie tv, gdzie są tylko jakieś pierdoły mnie interesuje.
Chodzi raczej o to że w warunkach które podałem kontaktował bym się z innymi bez pośrednictwa maszyn.
Oczywiście takie życie ma też swoje wady, ale wydaje mi się że właśnie tak ludzie powinni żyć. Być blisko innego człowieka a nie maszyn.

>>Teraz zajmujemy się tylko produkcją lub zarabianiem na
>>maszyny które rujnują nam życie ..
>Powiedz to rodzicom chorego na nieuleczalna chorobę dziecka który żyje dzięki podtrzymującym go maszynom. Albo powiedz to profesorowi Hawkingowi który bez komputera nie mógł by się z nami porozumiewać i dokonywać wielkich odkryć naukowych.
Trochę racji masz. Ale wytłumacz to wzrastającej ilości ludzi psychicznie chorych i samotnych, którym jakoś ten postęp nie pomaga.

Pozdrawiam.
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

   Należałoby chyba zastanowić się nad pewnym problemem: czy więcej nas umiera na choroby i przypadłości związane z postępem technicznym i cywilizacją - czy też z przyczyn "odwiecznie" ludzkich?
   Czy odkrywanie wciąż nowych i nowych chorób (i nie tylko) jest naprawdę jedynie odkrywaniem, czy też prostym stwierdzaniem powstawania tych nowych?

   Jak się to ma do bilansu korzyści z naszej dumy - postępu?
.
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

>Nie podoba mi się to co obserwuję i najchętniej uruchomiłbym wehikuł czasu, który przerzuciłby mnie do jakiegoś indiańskiego wigwamu sprzed 1000 lat. Wtedy życie było prawdziwe.

   Z tą prawdziwością życia to prawda najprawdziwsza. Bądź jednak łaskaw odpowiedzieć, czy jako Indianin chciałbyś zachować swoją obecną osobowość, czy też być Indianinem z wszystkimi konsekwencjami.

   Zachowując obecną osobowość zapewne rychło byś tam zwariował, albo utłukliby cię jako szalonego, w drugim zaś przypadku pozbawiłbyś się możliwości porównań, koniecznej dla odczuwania właśnie tego konkretnego szczęścia.

   A może byś chciał w tym wigwamie dysponować łazienką i streptomycyną?
.
22-02-2008 22:06 
 Ocena 1 na 1
keymak (3379 punktów)
Masz rację Ale chodziło mi raczej o samą wizję innego świata, innego kontaktu z innym człowiekiem.
Moją metodę całkowicie podważyłeś, ale to nie znaczy że nie istnieje sposób na to aby wpływać na obecne warunki tak, aby były że tak powiem bardziej ludzkie.

Pozdrawiam za pośrednictwem maszyny .. niestety.
mysza (47 punktów)
Wpływ postępu technicznego na człowieka to temat-rzeka. Cały czas dążymy do tego żeby stworzyć sobie raj na ziemi, a ten raj coraz bardziej przypomina piekło. Człowiek mamiony kolorowymi obrazkami goni za ułudą, którą nazywa szczęściem. Zaharowuje się dla niej, dążąc do lepszego życia, często okupując to zdrowiem. Na końcu okazuje się, że to czego tak pragnął nie jest wcale tym czego oczekuje od życia. Czy to jednak wyłącznie wina postępu?

Postęp techniczny ma zarówno swoje dobre jak i złe strony. Z jednej strony dążyliśmy do tego żeby ułatwić sobie wzajemną komunikację. Telefony, faks i Internet sprawiły, że odległość przestała być przeszkodą. Z drugiej strony, paradoksalnie te właśnie wynalazki, doprowadziły do tego, że coraz częściej nie potrafimy się komunikować bezpośrednio. To co miało ułatwić komunikację, w pewnym momencie zaczęło ją utrudniać. Kontakt wirtualny bowiem zaczął zastępować spotkanie z żywym człowiekiem. Okazał się być znacznie łatwiejszy zarówno do nawiązania jak i zerwania. Wygodny kontakt bez wychodzenia z domu i zbędnych konsekwencji. Zapewne nie jest on zdrowy, ale nie krytykujmy tego sposobu kontaktu bo będziemy uprawiać hipokryzję. Wszakże właśnie w ten "zły" sposób prowadzimy tę dyskusję.

Znam osobiście osobę, która zastąpiła prawdziwe życie, wirtualnym. To lepsza, łatwiejsza i bardziej kolorowa alternatywa. Nie wszystkich to jednak dotyczy. Nie każdy zastąpi rzeczywiste spotkanie, namiastką w postaci wymiany literek. Są ludzie, którzy za skarby świata nie zamieniliby spojrzenia w oczy, dotyku dłoni i uśmiechu na widok żółtej buźki. Są jednak i tacy, którzy boją się tego co ich czeka w tym prawdziwym świecie i łatwo ulegają złudzeniu, że Internet czy telefon zastąpią im żywego człowieka.

Jednak, moim zdaniem nie warto martwić się tym, że kiedyś staniemy się całkowitymi niewolnikami wynalazków, bo to tak naprawdę zależy to tylko od nas, a postępu technicznego nie jesteśmy w stanie powstrzymać. Nie ma co tęsknić za wigwamem. Wystarczy wyjść na spacer. Zbliża się wiosna więc będzie po temu wiele okazji.

less
>To co napisała Małgorzata jest bardzo sugestywne i generuje wiele pytań związanych z miejscem człowieka w obecnie bardzo szybko rozwijającym się świecie. Po pierwszym przeczytaniu komentarza Małgorzaty można dojść do wniosku że świat który sobie tworzy jest lepszy i że tak powiem bardziej ludzki. Niestety po zastanowieniu okazuje się że to tylko pozory.
Myślę, że każdy człowiek stara się stworzyć jakieś miejsce dla siebie w tym świecie, w którym czułby się dobrze, niejako u siebie. Własne sanktuarium. Inna sprawa, że udaje się to w różnym stopniu. Nie odnalazłbym się w świecie Małgorzaty na dłuższą metę, czasowo tak, mogłoby to nawet być ze dwa trzy lata. Chociaż sama wizja jest malownicza, brzmi pociągająco. Na stałe bym tak jednak nie umiał, bo wychowałem się "na krawędzi". I gdzieś to jest we mnie bardzo mocno wdrukowane. Jak jakaś religia. Czym była ta krawędź? Całe dzieciństwo i młodość mieszkałem na jednym z osiedli w Bielsku, ale co ciekawe, blok mieszkalny znajdował się na granicy dwóch światów. Tego prawiewielkomiejskiego z zupełnie innym. Mój blok stojący na krawędzi dotykał już innej przestrzeni. Tuż obok przebiegała zapomniana uliczka, która do dziś nie jest przykryta asfaltem, ale sześciobocznymi kostkami. Tak było od początku mojego świata i tak jest nadal. Po jej przekroczeniu zaczynał się inny świat. Łany falującego zboża, wolno stojące śliwy, czereśnie, wiśnie, krzaki głogu, gdzie budowaliśmy nasze kryjówki. Dalej były rozległe łąki, na których pasące się krowy zostawiały "miny", wielki sad, do którego ot tak można było wejść i coś zerwać. I pośród tego zapomniane, asfaltowe boisko z kortem tenisowym, na których spędzaliśmy gro czasu. Pszczoły z pobliskiej pasieki miały tu swoje rewiry. Przebiegał też tamtędy szlak kolejowy, trakt na Cieszyn, ale pociąg pojawiał się tam bardzo rzadko. Za torami było mnóstwo pagórków, lasków pełnych żołędzi i zakamarków, rzeczka z licznymi, prowizorycznymi mostkami. Świetne miejsce również na zimowe szaleństwa. Jakiś człowiek tylko od czasu do czasu, czasami bezpański pies. Do dziś jest we mnie zapach tamtej ziemi, tamtych traw, cykanie świerszczy, tamten szum wiatru falujący po zbożu i trawach, odkryte, ogromne niebieskie niebo i metafizyczna przestrzeń. Z drugiej strony - ulice, sklepy, beton, samochody, autobusy, mnóstwo pędzących za czymś ludzi, chodzenie do pracy i do szkoły itd. Dwa światy w jednym miejscu. I tak mi zostało, chociaż na miejscu łąk stoją już szeregowce, zbóż i drzew już nie ma, boisko zmieniło nawierzchnię na sztuczną trawę i jest nawet piękne oświetlenie; jest też olbrzymia hala sportowa. Nie ma pszczół, motyli, tamtych zapachów, przestrzeni, zakamarków. Świat wielkomiejskiej cywilizacji zaanektował te tereny. Ale ten świat krawędzi został we mnie. Dzisiaj mieszkam po drugiej stronie miasta, ale tu jest tylko miasto. Nie ma żadnej krawędzi. Co prawda góry, szlaki, przyroda są o dziesięć minut jazdy miejskim autobusem, a za oknem Szyndzielnia na wyciągnięcie ręki, ale to nie to samo co stałe, bezpośrednie życie na krawędzi, o dziesięć kroków od granicy dwóch, zupełnie różnych światów, które chyba już we mnie zostaną. Teraz przywykłem do miasta, ale brakuje mi czasami tej drugiej strony mojej tożsamości. Bowiem przestrzeń i tylko przyroda, to kontemplacja. Złudzenie niewidzialnej obecności i poruszającego się ducha. Tam gdzie zaludnienie, nieustanny kontakt, wciąż obecna relacja z drugim, gdzie wyodrębnia się jednostka, gdzie technicyzacja, przemysł, pośpiech i wielkomiejskość, tam kontemplacja i metafizyka ustępuje racjonalizacji. Miasto, zaludnienie, zamieszanie, hałas, beton i zabudowa, brak wielkich przestrzeni, brak odległego horyzontu, przystopowania, zadumy i spoglądania w rozległe i nieznane, tłumi ducha, ale wymusza logiczne, racjonalne poruszanie się, funkcjonowanie w zbiorowym organizmie. I to też niesie dla mnie swoje fascynacje. Przyroda i przestrzeń to czynnik sprzyjający metafizyce i kontemplacji, a co za tym idzie silniejszemu zintegrowaniu, zlaniu się własnego podmiotu z otaczającą rzeczywistością i ciągłemu, duchowemu ważeniu jego relacji z nieuchwytnością bytu i bycia. W tłumie wyodrębnia się jednostka, która staje się punktem wyjścia przy kreacji odniesień do otaczającej rzeczywistości. Dla mnie równie porywający świat. Przestrzeń natomiast, zlewa człowieka ze światem. Ja miałem to szczęście wzrastania na krawędzi, co jak sądzę, ma spory wpływ na to, jaki jestem dziś. Trochę tęsknię czasami za krawędzią, ale na szczęście do tego drugiego świata jest tylko dziesięć minut. Czasami jednak jest to aż 10 minut.

>To co miało pomagać w komunikacji jeszcze bardziej komplikuje tę komunikację. Nie wiem może nie potrafię z rezerwą posługiwać się wynalazkami technicznymi, ale mam wrażenie że te wynalazki powodują pogorszenie kontaktu z innymi ludźmi. Myślę że nie jestem w tej ocenie odosobniony. Niektórzy ludzie zaś przechodzą z tym faktem do porządku dziennego i traktują wirtualne spotkania jak coś zupełnie naturalnego. A przecież te wirtualne spotkania mają jedynie pomagać w rzeczywistym kontakcie, a nie je zastępować ..minut.
Kiedyś miałem podobne odczucia, ale je zweryfikowałem. Generalnie, charakter mam taki, że nie mam kłopotów z rezerwą do czegokolwiek, nie tylko do nowoczesnych komunikatorów. Ale internet uwielbiam, jest mi wielce pomocny w moim ciągłym odkrywaniu i weryfikowaniu świata i siebie. Co do samej komunikacji z ludźmi, to po początkowych refleksjach zbieżnych z Twoimi, zauważyłem, że cała ta machineria posiada całkiem przydatną cechę w kształtowaniu, redefinicji moich relacji z ludźmi. Zaznaczam, że to działa u mnie. Otóż włącza się mi tutaj bardzo silny czynnik selekcyjny, weryfikujący. To, co zawsze mnie zabijało w relacjach z ludźmi. Czyli bycie pośród nich, a mimo to odczucie bolesnej pustki, banału, prozaiczności relacji. Nie cierpię tego na dłuższą metę.
less
Nigdy mi to co prawda nie przeszkadza w relacjach z najbliższymi osobami, tutaj może być nudno i nijako, ale już z innymi oczekuję czegoś więcej. Inaczej mam poczucie traconego czasu. I tak sobie myślę, że ten dodatek w postaci technicznych komunikatorów jest dobrym czynnikiem selekcjonującym, oddzielającym ziarno od plew. Ci, którym wystarcza pozór, banał, powierzchowność relacji nie specjalnie płaczą z powodu braku ich bardziej namacalnej wersji. Ci, którzy chcą, potrzebują i znajdują wciąż poczucie jakiejś większej więzi, zostają. Choć selekcja jest czasami bolesna, ale zostaje to, co najbardziej wartościowe. Nasze życie jest wymianą wzajemnych usług, pod postacią różnorakich bodźców, udzielanych we wzajemnej relacji. Nie chcę tracić czasu na coś, co jest ich pozorem. To już wolę czytać książkę czy włączyć internet i wejść choćby tutaj. To mnie znacznie bardziej ubogaca, chociaż, pozornie to tylko pudło z ekranem. Jedynie ta rezerwa jest tutaj konieczna, by nie zapomnieć o świecie na zewnątrz. Zachowanie właściwej proporcji jest tutaj koniecznością, by zamiast korzystać z tego wszystkiego w możliwie najbardziej efektywny sposób, czegoś nie zatracić.
keymak (3379 punktów)
Masz coś czego ja nie posiadam. Umiejętność wyrażania swoich myśli przy pomocy maszyn tak aby brzmiały bardzo naturalnie. Ja niestety nie potrafię rozmawiać przez telefon czy internet tak, aby wyrazić to tak samo jak na żywo. Można powiedzieć że maszyny jako pośrednik wykoślawiają moje myśli i potem przychodzi frustracja, bo wiem że o wiele lepiej bym wyraził co myślę na żywo. Nawet niekiedy czytając to co kiedyś tutaj pisałem dziwię się jakim dziwnym językiem się wyrażałem. To oczywiście nie oznacza że wycofuję się ze wszystkiego co napisałem wcześniej. Wydaje mi się że takich ja ja jest więcej i w ten sposób okazuje się że maszyny wykoślawiają komunikację międzyludzką.

Co do zaś Twojego życia na "krawędzi" użyłbym raczej terminu życie na "granicy"

Pozdrawiam.
less
Zaręczam, że jesteś zbyt samokrytyczny. Zawsze czytam Twoje komentarze z przyjemnością, a pewien niedosyt po napisaniu jakiegoś tekstu jest chyba dosyć powszechny. Przyglądając się własnym tekstom "po czasie", muszą na nas nachodzić refleksje, czasami zdarzy się niedosyt, poczucie tego, że jakąś myśl można by wyrazić inaczej, żeby była jaśniejsza dla potencjalnych czytelników. A i poczucie błędu dla większości jest pewnie nieobce. I większość chyba się tutaj tej sztuki wyrażania uczy, co oczywiście nie znaczy, że wszyscy. Nie piszemy tutaj książek czy tekstów, nad którymi można posiedzieć dłużej.
Co do granicy i krawędzi....to chyba jednak krawędź hehe... To było jak wpadanie z jednej czasoprzestrzeni w inną, odmiennie skonstruowaną. W dzieciństwie wpadało się tak nawet z kilkanaście razy na dzień, a kilka na pewno. Później już rzadziej, choćby na te już rozreklamowane przez Małgorzatę pieczenie ziemniaków albo duszonki (tak to się przynajmniej u nas nazywa) nad rzeczką przy piwku, gitarach i długich dyskusjach, mniej lub bardziej istotnych. Wszystko, dopóki nie wjechały tam buldożery. Mam tutaj pewnie jakis niedosyt, jakiś brak, ale miasto to dla mnie też życie. Prawdziwe życie, tylko inne. I chyba jednak bez niego byłoby mi na dłuższą metę ciężej.
keymak (3379 punktów)
>Zaręczam, że jesteś zbyt samokrytyczny.
Nie to nie to. Nie chodzi o to że nie podoba mi się styl w jakim piszę, chodzi raczej o to że nawet mówiąc trudno mi przekazać to co tak naprawdę myślę. Gdy zaś coś piszę nie ma szans abym wyraził to co chce. To po prostu się czuję.
Ale dzięki za dobre słowo

>Co do granicy i krawędzi....to chyba jednak krawędź hehe...
Co do tych klimatów, to polecam film "Wszystko za życie".
www.kinomaniak.pl/filmy/into_the_wild/film.php
Warto obejrzeć, no i jest zrobiony jak na zamówienie
Choć obejrzałem go właśnie przed chwilą.

Pozdrawiam.
less
>Nie to nie to. Nie chodzi o to że nie podoba mi się styl w jakim piszę, chodzi raczej o to że nawet mówiąc trudno mi przekazać to co tak naprawdę myślę. Gdy zaś coś piszę nie ma szans abym wyraził to co chce. To po prostu się czuję.
To dla mnie ciekawe, bo ja, jak już, to mam odwrotnie. Pisząc, radzę sobie lepiej z przekazem swoich myśli niż mówiąc, choć generalnie jest nieźle, nie narzekam. Jedynie mam coś takiego, jak trochę opóźniony zapłon...hehe... mógłbym wystartować w Milionerach, ale na pewno nie w Jeden z dziesięciu, bo zamiast 3 sekund, potrzebuję może z 6, jak odpowiedzi nie znam od ręki, tylko musze chwilę jej "poszukać". Tak samo zdarza mi się podczas bezpośredniej dyskusji, ale nauczyłem się już brać głębszy oddech i wiem, że moja odpowiedź nie musi być zawsze natychmiastowa. Dyskusja to niekoniecznie odszczekiwanie, ale chwila na refleksję jest tutaj czymś naturalnym. Wówczas wychodzi lepiej, chociaż zapewne nigdy nie będzie idealnie. Ale to szczegół. Co Tobie poradzić, jak masz takie poczucie niespełnienia? Chyba jedynie ćwiczyć, dużo pisać, przelewać swoje myśli na papier czy choćby w Worda. Może efekty przyjdą. Ale ciekawe to dla mnie bo piszesz przejrzyście, precyzyjnie, jednak czujesz, że ręka nie podąża właściwie za myślą... Cholera, moja empatia tutaj zawodzi, nie mogę się wczuć i sobie tego wyobrazić...he...pewnie dlatego, że rzadko mi się zdarza takie poczucie, a jak już, to przyczyną jest raczej pośpiech, a nie przejście z abstrakcji w werbalizację.
>>Co do granicy i krawędzi....to chyba jednak krawędź hehe...
>Co do tych klimatów, to polecam film "Wszystko za życie".
Na pewno obejrzę. Dzięki. Zdaje się, że to klimaty, które rzeczywiście lubię.
keymak (3379 punktów)
> przyczyną jest raczej pośpiech
Tak tutaj chyba jest klucz. Mówiąc mogę sobie na wiele więcej pozwolić niż pisząc. Przynajmniej gdy wymawiam swoje myśli nie wpadam w jakieś zapętlenia. Może dlatego że naturalne podążam za myślą. Pisząc co chwila się cofam, aby uniknąć zapętleń, doprecyzować to co chciałem powiedzieć i wtedy właśnie zaczynają się schody. Głupio się przyznać, ale często mi tutaj się zdarzało że gdy przeczytałem coś ciekawego kliknąłem "odpowiedz", napisałem kilka zdań i po ponownym przeczytaniu przestało mi się podobać co właśnie napisałem. Zaczynało się poprawianie, a niekiedy sfrustrowany rezygnowałem z wysyłania tego co spłodziłem ..
Myślę że nie potrafię krótko wyrazić co myślę pisząc. Zaś boje się pisać coś dłuższego, bo wtedy potencjalna możliwość spłodzenia bełkotu wzrasta.
Podziwiam co niektórych tutaj, którzy piszą dość długie teksty i na końcu tekstu jest mowa o tym samym co zaczynali na początku
No cóż, trzeba ćwiczyć i tyle

Pozdrawiam.

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365