... w czarne sprawki czarnej struktury i zagorzalych i umiarkowanych zwolennikow pana od "santo subito".
Na łamy włoskiej prasy wracają ciemne machinacje finansowe Stolicy Piotrowej. Przez jakiś czas nie mówiło się wiele o tajemnicach watykańskiego banku. Na ogół kojarzy się go z aferą Banco Ambrosiano, z którym był powiązany. Na straży watykańskich finansów stał przez lata tajemniczy arcybiskup Marcinkus.
Wciąż nie ustają komentarze, że tajemnicza śmieć Jana Pawła I w 33 dniu pontyfikatu ma związek z bankiem, który papież zamierzał reformować, usuwając Marcinkusa. Zapiski dotyczące banku, które papież wziął do łóżka wieczorem przed śmiercią, rano zniknęły. Sekcji zwłok nie przeprowadzono. Potem Marcinkus miał już duże luzy. Ten mówiący po polsku syn imigrantów z Europy Wschodniej był faworytem Jana Pawła II, który bronił go przed włoskimi prokuratorami i nigdy nie wypowiedział złego słowa pod jego adresem. Marcinkus zmarł w Arizonie, zabierając do grobu mroczne sekrety operacji finansowych Kościoła, który – zdaniem włoskiego ministra skarbu Beniamina Andreatta – wypłacił dziesiątkom tysięcy puszczonych z torbami właścicieli kont 406 mln dolarów, czyli mniej niż jedną czwartą tego, co był winien. Zapanowała pozorna cisza.
Taki stan rzeczy bardzo odpowiadał bankowi kryjącemu się pod enigmatyczną nazwą Institituto Opere Religiose (Instytut Dzieł Religijnych) i mieszczącemu na terenie Watykanu, za nieoznakowanymi drzwiami pilnowanymi przez szwajcarskiego gwardzistę. Książeczki czekowe w tym banku nie istnieją. Depozyty przyjmuje się jedynie w postaci gotówki i sztab złota. Przy dyskrecji, jaką „instytut” zapewnia, banki szwajcarskie to mały pikuś. Również oprocentowanie, jakie oferuje, jest nie do pobicia. Nic dziwnego, że przyciąga to mafię. Angelo Aloia – nowy prezes banku – przyznał kiedyś, że są wśród nich „ludzie, mający problemy z wymiarem sprawiedliwości”.
Ale prokuratorzy nie przestawali węszyć. O niektórych konkluzjach ich pracy pisze właśnie włoska gazeta „La Repubblica”. Choć od roku 1989 bankowi oficjalnie prezesował Aloia, zakulisowe rządy sprawował ks. Donato De Bonis, dysponujący świetnymi kontaktami w świecie polityki i biznesu. Bywało, że osobiście konwojował klientów do banku, pomagając im nieść walizki z gotówką i złotem. W roku 1993 do prezesa Aloia zadzwonił prokurator generalny Francesco Berelli i oznajmił, że są pewne problemy dotyczące banku. Śledztwo prowadzone przez sędziego w Mediolanie mogłoby mieć dewastujące konsekwencje dla „instytutu” i Stolicy Apostolskiej. W Watykanie zapanowała panika: do żadnego oficjalnego śledztwa nie można było dopuścić. Posłużono się konkordatem podpisanym w roku 1929 przez Mussoliniego, deklarując, że instytucje watykańskie są wyłączone spod dochodzeń włoskiego wymiaru sprawiedliwości. Po serii zakulisowych nacisków wymiar sprawiedliwości musiał sprawę odpuścić, udając, że zadowala się wyjaśnieniem: „Instytut nie mógł wiedzieć o przeznaczeniu pieniędzy”. Po raz drugi alarm w „instytucie” zabrzmiał w połowie lat 90. Tym razem było jeszcze poważniej: podczas procesu jednego z mafiosów zeznania w formie wideokonferencji z USA składał Marino Mannoia – były członek mafii. Szycha: kontrolował produkcję heroiny na Sycylii. Opowiedział, jak cosa nostra lokowała pieniądze w banku watykańskim. „Instytut Dzieł Religijnych oferował mafii Corleone inwestycje i dyskrecję”. Kiedy JPII ekskomunikował kilku mafijnych bonzów, na Sycylii zapanowało oburzenie: jak to, my przynosimy pieniądze do Watykanu, a on tak nam dziękuje?! Dwie bomby eksplodowały przed rzymskimi kościołami.
Kurtyna zapadła na 10 lat. W ubiegłym roku odsiadujący wyrok mętny finansista Giampiero Fiorani opowiedział prokuratorowi z Mediolanu o trzech kontach w banku watykańskim, na których lokowano lewe pieniądze: w sumie kilka miliardów euro. Opowiedział również o swych kontaktach i konszachtach finansowych z kardynałem Castillo Larą.
Tajemnice banku watykańskiego prawdopodobnie nigdy nie będą ujawnione – konkluduje „La Repubblica”. Jego skarbiec nigdy dotąd nie był tak pełen, a oprocentowanie wkładów przekracza 12 procent. „Z dochodem na głowę rezydenta 407 tys. dolarów Watykan jest najbogatszym państwem świata” – konstatuje „Panorama Economy”. Ponadto Kościół katolicki tylko w USA posiada w akcjach, obligacjach i papierach wartościowych około miliarda dolarów. Żadne władze włoskie nigdy nie podjęły dochodzenia w kwestii operacji finansowych i zasobów Watykanu. We Włoszech pieniądze liczą się bardziej niż polityka; Kościół katolicki w aspekcie finansowym ma obecnie większe wpływy niż za czasów rządów chadecji.
W założeniu katolicyzm to jedyna religia z doktryną socjalną, która deklaruje walkę z biedą i potępia diabelską naturę pieniądza. To tu, w Kościele, mówi się o pieniądzu, że to sterco del diavolo (diabelskie odchody). Jednocześnie jest to jedyna religia posiadająca własny bank, prowadząca interesy, inwestująca w fundusze i współpracująca... z mafią. |