>
Księża tłumaczą, że za rekordowo niską frekwencję odpowiada zła pogoda. Liczenie wiernych przeprowadzono 23 listopada, a tego dnia niemal w całej Polsce rozszalała się zima..Oj, nie topfsze, nie topfsze.
Moim zdaniem, wszystko zło (kryzys powołań, absencja na mszach, itp.) zaczęło się o po zgonie naszego papieża, od walki młodych przeciw starym o schedę po sławnym Polaku.
Bo wierni nie lubią swarów ma górze.
Teczki biskupów konfidentów Urzędu Bezpieczeństwa, kartoteki księży współpracowników Służby Bezpieczeństwa, fiszki kapłanów kolaborantów wywiadu cywilnego i wojskowego poczęły jak zaraza wypływać z trupich szaf. Najpierw tych co wspomagali go i wspierali w Watykanie, później tych którzy bronili radia Maryja. Strach pomyśleć, co by się działo gdy IPN zainteresował się kapłanami internacjonalistami, którzy tak jak ojciec dyrektor współpracowali z niemiecką centralą redemptorystów, w czasach PRL.
A przecież legenda głosi, że wszystkie gorące papiery gen. Czesław Kiszczak przekazał po okrągłym stole stronie kościelnej.
I jeszcze ten nieroztropny choć poczciwy Isakowicz.
Człowiek w swej pobożnej zawziętości nie wie co robi, i raczej szkodzi niźli pomaga dobremu imieniu kościoła.
Bo gdyby nie rozumna współpraca polskiego kleru z komunistyczną władzą, nie uniknięto by rozlewu krwi na masową skalę.
Gdyby nie biskupi i prymas hamujący wybujałe apetyty na szybkie parcie do władzy radykałów opozycji, kraj spłynął by bezsensowną krwią jak powstanie warszawskie.
Z Popiełuszką ratowanie im nie wyszło, bo był ponoć zanadto utwierdzony w swoim powołaniu do parcia pod prąd.
I nie trafiały do dzielnego księdza argumenty, że jego kazania mogą wyprowadzić wiernych na ulice, pod lufy władzy ludowej chroniącej kraj (metodą zła mniejszego) przed krwawą interwencją bloku radzieckiego.
Przy okrągłym stole, roztropny polski episkopat też odegrał pozytywną rolę.
Tym wszystkim sługom pana należą się medale i pomniki za uratowanie setek tysięcy dorosłych ludzi a nie jakiś tam (zagnieżdżonych lub nie) hipotetycznych żyć ledwo poczętych.
Notabene, z woli bożej 60% zapłodnionych jaj zostaje samoistnie odrzucone przez organizm kobiety w ciągu pierwszych trzech tygodni od połączenia plemnika z jajem.
Nawet Trybuna pisała w czasie afery Wielgusa, że fałszywa zdaje się być legenda, jakoby większość naszych braci w wierze a kapłanów, werbowano szantażem ujawnienia pedofilii i homoseksualizmu, ukarania sprzedaży sakralnych dzieł sztuki za granicę, wypadków drogowych po pijanemu, lub ucieczki z miejsca wypadku ze skutkiem śmiertelnym.
Większość wyświęconych mężów urodzonych przed II wojną światową widziała pozytywne przemiany na polskiej wsi wprowadzone przez władze komunistyczne;
- likwidacja śmierci głodowej na przednówku,
- likwidacja analfabetyzmu,
- elektryfikacja wsi,
- studia wyższe dla młodzieży ze środowisk chłopskich i robotniczych,
- murowana wieś za Gierka, itp, itd.
Ci dzielni księża współpracowali z władzą ludową, bo naocznie uświadomili sobie, że dla większości narodu była lepsza od sanacyjnego reżimu.
To wzajemne oskarżanie się kapłanów zniechęca wiernych do trwania przy naszej narodowej wierze w zjawiska nadprzyrodzone.
No i jeszcze ta durna krucjata pro PiS'owskiewgo IPN przeciwko wszystkim, którzy legalnie spowiadali się służbom socjalistycznego państwa, uznawanego przez wszystkie międzynarodowe instytucje.
A przecież katolicyzm w gruncie rzeczy, oparty jest na tajnym (a nie jawnym) i powszechnym auto-donosicielstwie, czyli sakramencie spowiedzi.
Nic dziwnego, że przy konfesjonałach robi się pusto, kiedy wierni zniechęcają się do opowiadania o problemach osobistych spowiednikom, którzy nie wiadomo komu spowiadali się dawniej i spowiadają się dzisiaj.
Tym czasem, fucha pobożnego kapucha, w totalitarnym systemie religijnego wyzysku i ucisku, od tysięcy lat zdaje się być zajęciem dożywotnim i przekazywanym z pokolenia na pokolenie, bo zbliża "tron z ołtarzem" w sposób opłacalny szalenie.
Dla tego, moim zdaniem, słusznie Watykan pod władzą niemieckiego papieża odżegnuje się od swarliwych rozliczeń polskiego kleru za współpracę z organami bezpieczeństwa Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej.
Może się mylę, ale sercem czuję, że mam rację.
Albowiem, jako ateista w niemowlęctwie ochrzczony, choć nikt mnie nie spytał o zgodę, solidaryzuję się, (i współczuję mu), z całym łatwowiernym narodem.
PZDR, Jerzuś Jerzego syn Cieślański
bóg jest oszustwem