 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 02-06-2008 14:05 | Osnowa (11779 punktów) | Cała władza w ręce MED!
3 na 3 |
Aniśmy się spostrzegli, jak lekarze przejęli kontrolę nad wszystkimi niemal sferami naszego życia. Wyłącznie od zaświadczenia lekarskiego zależy czyśmy się urodzili i czy umarliśmy, czy możemy stać się mięsem armatnim rodzimej armii, kierowcą samochodu, albo sprzedawcą bułek. Jeśli jesteśmy niezdolni o pracy, stosowne zaświadczenie lekarskie ma wartość czeku na pieniądze z ubezpieczenia.
Tylko lekarz zdecyduje i o tym, czy jesteśmy niepoczytalni w stopniu pozwalającym na mordowanie bez konsekwencji i tylko on określi, czy możemy nie stawić się na dowolne wezwanie dowolnej władzy.
Podobno czasem lekarskie oświadczenia te nie mają pokrycia w faktach... Lecz któż tego dowiedzie, skoro kodeks zawodowej etyki zabrania?
Czarnych się lękamy, tymczasem biali tuż. .
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
2 na 2 | lipschitz (1674 punktów) | Mam kilku znajomych lekarzy i jeśli o czymś marzą, to przede wszystkim o zdecydowanym ograniczeniu biurokracji i obowiązków jakie na nich nakłada. Nie przesadzałbym więc z tego rodzaju retoryką. Generalnie mamy jednak coś, co można by już chyba nazwać obsesją sprawowania kontroli nad wszystkim. Sytuacja w tym względzie robi się lekko mówiąc - paranoiczna
|
|
 | | Osnowa (11779 punktów) |
> Mam kilku znajomych lekarzy i jeśli o czymś marzą, to przede wszystkim o zdecydowanym ograniczeniu biurokracji i obowiązków jakie na nich nakłada. Nie przesadzałbym więc z tego rodzaju retoryką.Księża zapewne też nie marzyli o konkordacie, katechizacji krytycznie nastawionych nastolatków, stawianiu czoła zwolennikom laickiego państwa... Więc i antyklerykalizm jest przesadzony? > Generalnie mamy jednak coś, co można by już chyba nazwać obsesją sprawowania kontroli nad wszystkim.Mało który konkretny lekarz ma w tym względzie szczególne zapędy, raczej ogólnie przydawanie znaczenia swojej działalności jest zjawiskiem oczywistym. Ale idąc w tym kierunku można je przypisać raczej lekarzom niż księżom, bo ci ostatni, jako bezdzietni nie mają interesu w konstruowaniu "profesji trzymającej władzę". A rodzinne tradycje w intratnych zawodach (prawnicy, aktorzy) to osobny temat. > Sytuacja w tym względzie robi się lekko mówiąc - paranoiczna Fakty z definicji są normalne. .
|
|
1 na 1 bozena (120 punktów) (zablokowany) | Czarnych się lękamy, tymczasem biali tuż.
No to współczuję. Jakież to życie musi być niesczęśliwe skoro co poniektórzy boją się nie tylko księży ale już i personelu medycznego. To już zaczyna zakrawać o jakieś problemy natury egzystencjonalnej. Strach paranoidalny o ile wiem wymaga leczenia
|
|
 | 1 na 1 | Osnowa (11779 punktów) |
Z §.14 Regulaminu: Treść wypowiedzi powinna być merytoryczna... .
|
|
1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >Czarnych się lękamy, tymczasem biali tuż.
Dorzućmy do tego jeszcze cepów w togach, belfra z kawałkiem kredy i hydraulika z kluczem francuskim - i mamy przestrzeń nędzy i rozpaczy, w której przyszło nam żyć. Sztuka polega jednak na tym, aby być niezależnym od życia i jego funkcjonariuszy, a kiedy trzeba pożegnać się z nim i nimi tak, jak kot z liniejącą sierścią. Nie żartuję.
|
|
 | | Osnowa (11779 punktów) |
>Sztuka polega jednak na tym, aby być niezależnym od życia Życie krótkie, sztuka długa - niezależnym, czyli truposzem.
Każdy taki niezależny na dzień dobry trąci znieczulicą, bo nie daje innym moralnego prawa oczekiwania odeń pomocy.
>i jego funkcjonariuszy Usługodawca "funkcjonariuszem życia" he, he - dobre.
>kot z liniejącą sierścią Robię co mogę, by stać się wyleniałym kocurem.
Akurat jedynka pokazała reportaż o kieszonkowcach na katowickim dworcu PKP: nie zareagowano gdy szajka zaczynała swój proceder, dziś policjanci boją się złodziei. .
|
|
|  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >Sztuka polega jednak na tym, aby być niezależnym od życia >Życie krótkie, sztuka długa - niezależnym, czyli truposzem. >Każdy taki niezależny na dzień dobry trąci znieczulicą, bo nie daje innym moralnego prawa oczekiwania odeń pomocy.
To ograna figurka retoryczna: niezależny, a więc drań. Możesz pomagać ludziom, nie brudząc się dobrem, podobnie możesz być sadystą, nie brudząc się złem. Jesteś wolny. Wolność stwarza dobro i zło, będąc od nich niezależna. Nietzsche był przekonany, że cokolwiek zrobione jest z miłości, jest poza dobrem i złem. Ja stawiam na wolność. Cokolwiek zrobisz w życiu - moralne skutki twego czynu będą miały raz dobre, raz złe skutki. Uratujesz człowieka - chwała ci za to. Za tydzień zamorduje kogoś - ty też wpleciony jesteś w to zdarzenie, chociaż zapewne mając na uwadze prawo i inne mechanizmy obronne - zaprotestujesz. Wiele umysłowych grzybów ma się dobrze żyjąc z cudzego zła. Co zaś do prawa do oczekiwania pomocy: czasami działa w normalnych temperaturach. Mnie interesują sytuacje paniczne, tam gdzie ludzie gubią buty i maski.
>Akurat jedynka pokazała reportaż o kieszonkowcach na katowickim dworcu PKP: nie zareagowano gdy szajka zaczynała swój proceder, dziś policjanci boją się złodziei.
Każdy jakoś chce się utrzymać na powierzchni. Policjantom płacą akurat za to, że się boją. Potrzeba trochę socjotechniki, by koty i myszy wróciły do swoich rewirów, a zło i dobro do statystycznej średniej, do labilnej równowagi.
|
|
| |  | | Osnowa (11779 punktów) |
>Mnie interesują sytuacje... Ja nie stoję z boku, ja żyję: JESTEM w sytuacjach które tu roztrząsam.
>Potrzeba trochę socjotechniki... Nie chcę manipulować, wątek jest po to, by odsłonić niepokojącą tendencję. .
|
|
| | |  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >Ja nie stoję z boku, ja żyję:...
Trzeba robić i jedno i drugie: stać (tzn.patrzeć w sensie theoria) z boku i żyć. Samo życie to zdaje się tytuł jakiegoś telewizyjnego szmatławca.
>>Potrzeba trochę socjotechniki... >Nie chcę manipulować, ...
Mało ważne, co chcemy.
|
|
| | | |  | | Osnowa (11779 punktów) |
>>Ja nie stoję z boku, ja żyję:... >Trzeba robić i jedno i drugie... Przecież "JESTEM w sytuacjach które tu roztrząsam".
>Mało ważne, co chcemy. Mała waga wystarcza.
Przykładem choćby ten wątek, który mimo skromnego oddźwięku a nawet naszych dywagacji na zawsze umieścił opisywane zjawisko w świadomości czytelników. Kropla drąży skałę - bez względu na dygresje wiatru i słońca. .
Niech ustrój forum powiadamia mnie o odpowiedziach i głosach.
|
|
1 na 1 | sztejkat (4743 punktów) | No cóż. Ceną manii koncesjonowania, licencjonowania, certyfikowania, określania kompetencji i samorządów zawodowych jest konieczność pozyskiwania koncesji, licencji, certyfikatu, zaświadczeń kompetencji oraz nadanie niemalże prawotwórczych kompetencji korporacjom zawodowym.
Jeśli od pracodawcy wymaga się, by zadbał o zdrowie pracownika, to w jakiż inny sposób może on tego dokonać niż przy pomocy pozyskania opinii fachowca? A skąd pozna że ony fachowiec dobrym jest? Ano po opinii stosownego samorządu. A co zrobi samorząd, na przykład lekarski, by zagwarantować jakość swoich opinii? Ano wprowadzi "dopuszczenie do zawodu".
I tak pięknie chęć zrobienia komuś dobrze napędza łańcuszek wzajemnych zaświadczeń. Dziś nie wystarczy, że produkuję dobre produkty - muszę zadeklarować zgodność z wymaganiami dyrektyw CE. Jednak moja deklaracja nie może być bez pokrycia - muszę zasięgnąć opinii, a jakże, certyfikowanego laboratorium. Które wykona badania na zgodność z normą europejską, której to twórcy, o dziwo, deklarują że nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za skutki stosowania stworzonej przez nich normy.
Idea zda się szczytna - stworzyć mechanizm gwarantujący jakość i bezpieczeństwo.
Jak zwykle jednak idea ideą, a rzeczywistość rzeczywistością.
Bo co zrobi pracownik, dowiedziawszy się od lekarza, że obecna praca mu szkodzi, tudzież, że wiek już nie ten, lub kondycja nie taka by dalej wykonywać swoją pracę? Co zrobi pracodawca - wiadomo. A pracownik - też wiadomo - zapłaci za "właściwe" oświadczenie lekarskie.
Certyfikat urasta do rangi świętości.
Skąd to wszystko?
Moim zdaniem sprawa jest prosta - ludzie nie chcą brać na siebie odpowiedzialności za swoje czyny. Stąd asekuracja zaświadczeniami, oświadczeniami, licencjami itp. I stąd brak wiary w cudzą odpowiedzialność i zastępowanie jej wiarą w certyfikat.
Pozdrawiam.
P.S. A początkiem wszystkiego stały się nic nie gwarantujące "Limited Warranty" dla oprogramowania.
Tomasz Sztejka
|
|
 | | Osnowa (11779 punktów) |
>nadanie niemalże prawotwórczych kompetencji korporacjom zawodowym. Właśnie - lekarze mają nadzwyczajne kompetencje w odniesieniu do kluczowych dziedzin życia! To poważne zachwianie równowagi społecznej zagraża już samej władzy, stąd coraz głośniejsze konflikty na linii lekarze - politycy.
> co zrobi samorząd, na przykład lekarski, by zagwarantować jakość swoich opinii? Ano wprowadzi "dopuszczenie do zawodu". W tym nieszczęście, że owo "dopuszczenie" nie gwarantuje niczego, prócz zobowiązania lojalności wobec środowiska. Mówię tu o owym niezgodnym z Konstytucją Art.52 "Kodeksu Etyki Lekarskiej".
>Certyfikat urasta do rangi świętości. Gdzie certyfikat świętością, tam wydający go świętym. "Biała" siła równa "czarnej".
>ludzie nie chcą brać na siebie odpowiedzialności za swoje czyny. Stąd asekuracja zaświadczeniami, oświadczeniami, licencjami itp. Ale i lekarz nie frajer, by dać się w całą tę odpowiedzialność wrobić. Ma swój Kodeks Etyki ze stosownym Art.52. Bo mimo orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, Art.52 został! Podobno zmienić ma się jego interpretacja.
Taka to już władza, mili moi. .
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|