Racjonalista - Strona głównaDo treści
Odp: Komentarze do Listy Ateistów i Agnostyków

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
22-05-2008 22:44Teresa (2693 punktów)Odp: Komentarze do Listy Ateistów i Agnostyków
Ocena 1 na 1
>Albo np. katolik myśli, jakby tu pogodzić naukę z wiarą, czyli ewolucjonizm z kreacjonizmem. To jest dopiero myślenie! Jak pogodzić coś, co nijak pogodzić się nie da.
Nie ma sprzeczności między nauka a wiara, jeśli obie rzeczywiście nie wykraczają poza swoje granice, czyli gdy nauka zajmuje się wyjaśnianiem faktów w świecie, a wiara: wartościami (etyką) i rzeczami poza światowymi. Jeśli ktoś twierdzi, że takie sprzeczności są, to znaczy, ze jest bardzo zainteresowany tym, aby takie sprzeczności były.
>Z tego co napisałaś wynika również, że ateista nie myśli.
Z tego, co napisałam nic takiego nie wynika. To nie jest tak, że jeśli ateista myśli to wierzący nie myśli i odwrotnie. Ty naprawdę tak myślisz?
>Ateista zatem nie myśli o Trójcy Świętej, czyli o Bogu, który podobno jest w trzech osobach, bo on takimi rzeczami głowy sobie nie zamierza zawracać. On myślenie na ten temat zostawił katolikowi, bo katolik myśli. Ateista bowiem nie jest w stanie zrozumieć, że 1 = 3, a tym samym 3 = 1, bo jak on ma to zrozumieć, skoro nie myśli.
Bo, żeby to zrozumieć wprowadza się pojęcia filozoficzne: natury, bytu i relacji, i wówczas naprawdę 1=1 a 3=3. Są trzy byty, które posiadają jedna naturę i między którymi są różne relacje.
>Ateista wie bowiem, mimo że nie myśli, że Jezus wcale za Boga (Syna Bożego) się nie uważał i za takiego nie uważał go nawet Paweł z Tarsu, i mniej więcej do połowy III wieku Jezus raczej z Bogiem nie był utożsamiany.
Przekręcanie faktów przez ateistów już przechodzi wszelkie pojęcie.
W ostatnią niedzielę była właśnie uroczystość Trójcy Świętej i było czytanie z Ewangelii wg św. Jana: "Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne." ( J 3,16)
>Bo wtedy uważano (Jezus tak uważał i Paweł też, i nie tylko oni), że Bóg Jahwe ważniejszy jest od Jezusa.
Wtedy uważano też inaczej.
>Ateista zatem o Trójcy Świętej nie myśli, bo on wie, że dopiero postanowienia nicejsko-konstantynopolitańskie z IV wieku dały podstawę do przyjęcia dogmatu o Trójcy.
A nawet, jeśli tak było to, co w tym złego, że wiara się rozwija? Oj, widzę, że to, co najbardziej Cię boli to kościelny racjonalizm (ach te "wydumane dogmaty").
>Aż pewnego dnia katolik myśląc stwierdził, że dłużej już tej teorii krytykować nie może, bo tylko się na śmieszność naraża, mimo że myśli. Więc ten katolik myśląc cały czas wymyślił otóż, że on zawsze z teorią ewolucji się zgadzał, a nawet wymyślił, że Biblia w Genesis jest z teorią ewolucji zgodna. Tak to sobie właśnie katolik wymyślił, spryciarz taki.
Ależ drogi ateisto, ten problem (dylematy wiary w obliczy wiedzy) był znany już w Średniowieczu (vide: św. Tomasz z Akwinu)!
>On wie nawet, że Biblia to nie jest również podręcznik do historii, więc też już myśleć nie musi. Bo jemu by nawet do głowy nie przyszło, by Biblię uznawać za podręcznik do przyrody albo do historii, bo on przecież nie myśli.
Z tego, ze dana książka nie jest podręcznikiem do historii wcale nie wynika, że nie ma ona żadnej wartości historycznej! Jest wprost przeciwnie to właśnie podręczniki do historii powstają też na bazie zapisków z pochodzacych z różnych czasów.
>Bo on wie, że Biblia to jest podręcznik do religii, i tylko do religii, ale też o tym nie myśli, bo myśleć to umie tylko katolik, a on, czyli ateista, nie myśli.
Jak to nie? Oczywiście, że ateistom przychodzi to do głowy, aby od Biblii wymagać ścisłej wiedzy przyrodniczej, skoro ma być ona słowem natchnionym od Boga.
>Ale mimo to ateista wie, że nawet w odniesieniu do osoby Jezusa Biblia nadmiernej wartości historycznej nie posiada.
A skąd ateista to wie? Powiem Ci: Biblia w odniesieniu do osoby Jezusa Biblia nadmiernej wartości historycznej nie posiada, bo napisali ją wierzący, a wierzącym nie można ufać, bo oni już w to wierzyli, więc Biblia nadmiernej wartości historycznej nie posiada.
Takie rozumowanie to się nazywa błędne koło.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Andrzej.51 (15814 punktów)Odp: Komentarze do Listy Ateistów i Agnostyków
Witam Cię.
Niestety, treść mojej wypowiedzi nieco wykracza poza temat niniejszego wątku. Ale wyjścia nie mam. Twojej, skierowanej do mnie wypowiedzi nie mogę pominąć milczeniem. Najwyżej moderator pogrozi mi palcem.
Moja wypowiedź jest dość obszerna. Z konieczności zatem dzielę ją na kilka mniejszych. Być może wykażesz się cierpliwością i wszystko przeczytasz.
Oto pierwsza część mojej wypowiedzi:

W swojej poprzedniej wypowiedzi napisałaś:
>>>A juz Katolik to może myśleć, np. o tym jak pogodzić ewolucję z biblijną nauką o stworzeniu [...]
Wyraźnie więc miałaś na myśli "godzenie" nauki (w tym przypadku - teorii ewolucji) z wiarą ( w tym przypadku - z biblijnym kreacjonizmem). Na co ja odpowiedziałem:
>>Albo np. katolik myśli, jakby tu pogodzić naukę z wiarą, czyli ewolucjonizm z kreacjonizmem. To jest dopiero myślenie! Jak pogodzić coś, co nijak pogodzić się nie da.
W odpowiedzi Ty piszesz, że:
>Nie ma sprzeczności między nauką a wiarą, jeśli obie rzeczywiście nie wykraczają poza swoje granice, czyli gdy nauka zajmuje się wyjaśnianiem faktów w świecie, a wiara: wartościami (etyką) i rzeczami poza światowymi.
W wypowiedzi tej stwierdzasz brak sprzeczności między nauką i wiarą pod warunkiem, że żadna z nich nie będzie wykraczać poza swoje granice. W poprzedniej wypowiedzi jednak wyraźnie zastanawiałaś się nad możliwością godzenia nauki z wiarą. W ten sposób zmieniasz sens swojej wcześniejszej wypowiedzi, próbujesz "odwracać kota ogonem", czyli zmienić swoją wcześniejszą wypowiedź w sposób wykrętny. To nie jest (z Twojej oczywiście strony) dobry sposób prowadzenia dyskusji.
Powtórzę zatem jeszcze raz: Na Twoje stwierdzenie, iż "[...] Katolik to może myśleć, np. o tym jak pogodzić ewolucję z biblijną nauką o stworzeniu", moja odpowiedź brzmi:
Nie da się połączyć wiary z nauką. Wiara jest nienaukowa, wszystko w niej bowiem sprowadza się do "zjawisk nadprzyrodzonych", do sprzeczności ze zdrowym rozsądkiem i do logicznych absurdów. Niektóre dogmaty nie mają nawet żadnego uzasadnienia w Biblii. Do nich zaliczany jest przez współczesną naukową biblistykę m.in. cytowany w naszych wypowiedziach dogmat o Trójcy Świętej.
Nie ma żadnych podstaw, by wiara (religia) wkraczała w obręb nauki, bo wiara jest nienaukowa. Podstawą, z której wychodzi wiara jest absolut, czyli "coś", co przez naukę w żaden sposób nie może być zbadane i wytłumaczone, bo wykracza poza nią. Wszystko zatem, co wynika z tej podstawy, jest w sposób oczywisty również nienaukowe.

>>Z tego co napisałaś wynika również, że ateista nie myśli.
>Z tego, co napisałam nic takiego nie wynika.

Faktem jest, że nie napisałaś w sposób jednoznaczny, że ateista nie myśli. I ja również nie napisałem, że Ty tak się wypowiedziałaś. Ja tylko napisałem, iż z Twojej wypowiedzi wynika (w moim odczuciu oczywiście), że ateista nie myśli, (dodam teraz: lub jeśli nawet myśli To wyjątkowo kiepsko). Ja tak pewne zdania Twojej wypowiedzi odbieram. Trudno bowiem (według mnie oczywiście) inaczej rozumieć Twoje stwierdzenia z poprzedniej wypowiedzi:
>>>Ale o czym tak myślicie? Myślicie o myśleniu? Myślicie, że myślicie?
oraz
>>>A już Katolik to może myśleć, np. o tym jak pogodzić ewolucję z biblijną nauką o stworzeniu, podczas gdy ateiści chyba przy tym wymiękają (jeśli jeszcze się wspomni o różnych gatunkach literackich w Biblii albo o o tym, ze Biblia to nie jest podręcznik przyrody to już normalnie jest koniec z ateistą).
(podkreślenia w drugiej z ww. wypowiedzi - moje)
Dajesz wyraźnie do zrozumienia, że Twoim zdaniem ateista ma raczej kłopoty z myśleniem (przynajmniej w sprawach dotyczących religii). Ty szydzisz z ateisty, Ty wyraźnie znacznie ponad nim stawiasz człowieka wierzącego. W Twojej wypowiedzi jest ironia z tych, którzy mają inne niż Ty zdanie na temat wiary.
Nieładnie się bawisz. Nie doceniasz ateisty. Bo ateista też myśli. Bo ateista - w przeciwieństwie do teisty - nic na wiarę nie przyjmuje. Dla ateisty najważniejszy jest rozum, dla teisty zaś - wiara.
Teresa (2693 punktów)
>Nie da się połączyć wiary z nauką. Wiara jest nienaukowa, wszystko w niej bowiem sprowadza się do "zjawisk nadprzyrodzonych", do sprzeczności ze zdrowym rozsądkiem i do logicznych absurdów.

Chcesz z wiary zrobić naukę przyrodniczą? Po co? To jakieś nieporozumienie.
Sens mej wypowiedzi był taki, ze wiara pozostawia pewne rzeczy do wyjaśnienia nauce. W tym sensie nie ma sprzeczności między nimi. Z kolei nauka pozostawia miejsce dla wiary (rozważania o absolucie)

>>Z tego co napisałaś wynika również, że ateista nie myśli.
>Z tego, co napisałam nic takiego nie wynika.

>Faktem jest, że nie napisałaś w sposób jednoznaczny, że ateista nie myśli. (...) I ja również nie napisałem, że Ty tak się wypowiedziałaś. Ja tylko napisałem, iż z Twojej wypowiedzi wynika (w moim odczuciu oczywiście),

No właśnie. Liczą się fakty, a nie subiektywne "odczucia"...

>Nieładnie się bawisz. Nie doceniasz ateisty. Bo ateista też myśli. Bo ateista - w przeciwieństwie do teisty - nic na wiarę nie przyjmuje. Dla ateisty najważniejszy jest rozum, dla teisty zaś - wiara.

Nie, to dla niewierzącego najważniejszy jest rozum, zaś dla teisty i ateisty- wiara (ateista wierzy, że Bóg nie istnieje, a więc nie jest niewierzący!).
28-05-2008 01:40 
 Ocena 2 na 2
Andrzej.51 (15814 punktów)
>Chcesz z wiary zrobić naukę przyrodniczą? Po co? To jakieś nieporozumienie.
>Sens mej wypowiedzi był taki, ze wiara pozostawia pewne rzeczy do wyjaśnienia nauce. W tym sensie nie ma sprzeczności między nimi. Z kolei nauka pozostawia miejsce dla wiary (rozważania o absolucie)

Po raz drugi wyjaśniam, że ja nic takiego od wiary nie chcę. Nie chcę z niej zrobić "nauki przyrodniczej", bo to jest po prostu niewykonalne. W ostatnim akapicie "czwartej części" mojej poprzedniej wypowiedzi już to napisałem. A Ty uparcie swoje.
Oświadczam jeszcze raz: Biblia ma pewną wartość historyczną, ale nadmiernie tego przeceniać nie można. Książką do przyrody ona nie jest, bo niby dlaczego miałaby być. Nonsensem byłoby tego od niej żądać - i ja tego bynajmniej nie czynię.
Jeśli wiara chce "coś" sobie samej wyjaśnić, to niech to zrobi sama. Nauka teologii żadnych problemów "nie podrzuca". Nauka (biblistyka naukowa) zajmuje się Biblią, np. odnośnie osoby Jezusa, Pawła z Tarsu, czy też początków chrześcijaństwa. Bo w tym zakresie naukowe zajmowanie się Biblią jest możliwe. W innych sprawach - np. w kwestii dogmatów - nauka żadnego stanowiska nie zajmuje. Bo nauka nie jest w stanie zajmować się nienaukowymi dogmatami. To są dwie różne sprawy. Pozwolę sobie powtórzyć jeszcze raz to, co napisałem w IV części: dogmaty (oraz większość tego, co głosi religia) w żaden sposób nie mogą być poddane jakiejkolwiek procedurze sprawdzającej: weryfikacji lub falsyfikacji. Nie posiadają bowiem, jako niesprawdzalne, żadnej wartości poznawczej i nie mogą być w żaden sposób uznane za inteligibilne.
Pozostawianie miejsca dla wiary nie jest w ogóle celem nauki. Wiara nie jest przedmiotem zainteresowania nauki. To wiara skrzętnie wykorzystuje to, że nauka nie wszystko jeszcze potrafi wyjaśnić. To wiara w te niezajęte (jak dotąd) przez naukę miejsca skrzętnie wstawia Boga, twierdząc, że istnieniem i działaniem Boga można coś wyjaśnić. Ale nic nie wyjaśnia.

>No właśnie. Liczą się fakty, a nie subiektywne "odczucia"...

Próbujesz łagodzić swoja uprzednia wypowiedź. Trudno jednak inaczej rozumieć takie Twoje zdania:
>>Ale o czym tak myślicie? Myślicie o myśleniu? Myślicie, że myślicie?
>>A już Katolik to może myśleć, np. o tym jak pogodzić ewolucję z biblijną nauką o stworzeniu, podczas gdy ateiści chyba przy tym wymiękają (jeśli jeszcze się wspomni o różnych gatunkach literackich w Biblii [...] to już normalnie jest koniec z ateistą).
Te moje odczucia chyba jednak były (i nadal są) słuszne. Ale to zupełnie nieważne. Z tego powodu dział przeciwko Tobie nie wytoczę.

>Nie, to dla niewierzącego najważniejszy jest rozum, zaś dla teisty i ateisty- wiara (ateista wierzy, że Bóg nie istnieje, a więc nie jest niewierzący!).

Aż trudno mi uwierzyć, że to napisałaś! Przecież ateista to człowiek niewierzący w Boga, z tą tylko różnicą, że on w swojej niewierze jest nieco bardziej zdecydowany niż "zwykły" niewierzący. Ateista dodatkowo bowiem neguje możliwość istnienia jakiegokolwiek boga (bogów), ale ta "negacja" nie ma nic wspólnego z wiarą, czy też niewiarą. Przyznam uczciwie, że ateista (myślę tu głównie o sobie) pozostawia w swoich przekonaniach pewien procent, raczej niewielki, na agnostycyzm. Ale to też nie ma nic wspólnego z wiarą (niewiarą).
Absurdalność Twojego naciąganego stwierdzenia, że "ateista nie jest niewierzący" zrównoważę moim: "teista nie wierzy, by Bóg nie istniał, a więc jest niewierzący". Co Ty na to?
Andrzej.51 (15814 punktów)
Druga część mojej wypowiedzi:

>>Ateista zatem nie myśli o Trójcy Świętej, czyli o Bogu, który podobno jest w trzech osobach, bo on takimi rzeczami głowy sobie nie zamierza zawracać. On myślenie na ten temat zostawił katolikowi, bo katolik myśli. Ateista bowiem nie jest w stanie zrozumieć, że 1 = 3, a tym samym 3 = 1, [...]
>Bo, żeby to zrozumieć wprowadza się pojęcia filozoficzne: natury, bytu i relacji, i wówczas naprawdę 1=1 a 3=3. Są trzy byty, które posiadają jedna naturę i między którymi są różne relacje.

Ale po co Ty jakieś pojęcia filozoficzne chcesz tu wprowadzać. Ważne są fakty, a nie pojęcia filozoficzne, którymi (takie jest oczywiście moje odczucie) próbujesz sprawę zaciemnić.
Fakty natomiast są następujące:

1) Dogmat o Trójcy Świętej ma rodowód pogański, a Kościół formułując naukę o Trójcy Świętej uległ wpływom religii pogańskich. Już Arystoteles pisał, że "trójca to liczba całości, gdyż obejmuje początek, środek i koniec". Wszystkie wielkie religie helleńskie posiadały trójce: trójpostaciowość Apisa i Serapisa (Izyda, Serapis i Horus). Trójcę w religii dionizyjskiej tworzyli Zagreus, Fanes i Dionizos. W Italii była triada kapitolińska: Jowisz, Junona i Minerwa. Istniała również teologia Hermesa, trzykroć wielkiego, trójjedynego boga świata, o którym twierdzono, że jest "jako jedyny całością i trzykroć jeden".

2) Jezus nie uważał się za Boga. Tylko kilkakrotnie wyraził swój stosunek do Boga w relacjach ojciec-syn. Jedna z tych wypowiedzi (Mt 11: 27 oraz Łk 10: 22) przez biblistów przypisywana jest pierwotnemu Kościołowi (kwestionuje się pochodzenie tych słów bezpośrednio od Jezusa).
Druga z tych wypowiedzi
"O dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec." (Mk 13: 32 oraz Mt 24: 36)
absolutnie zaprzecza boskości i zaprzeczenie to czyni sam Jezus. On bowiem stwierdza, że nie jest wszechwiedzący (a jako Bóg - taki być powinien). Nawet dla ojców Kościoła z IV w. niewiedza Jezusa wydaje się tak kompromitująca, iż uznawali oni te zdradliwe słowa za fałszerstwo. Zresztą jeszcze kilkakrotnie w ewangeliach wypowiedzi Jezusa świadczą o tym, że ani myśli on o równaniu się z Bogiem, że za Boga się nie uważa:
"Czemu nazywasz mnie dobrym. Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg." (Mk 10: 18)
oraz
"Ojciec większy jest ode mnie." (J 14: 28).
W rozważaniach nad samoutożsamianiem się Jezusa z Bogiem Ojcem biblistyka pomija natomiast tzw. trynitarną formułę dołączoną do ewangelii Mateusza
"Idźcie tedy [...] chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego" (Mt 28: 19)
gdyż jest ona typowa dla ewolucji doktrynalnej i jako taka nie znajduje zastosowania w historycznej analizie postaci Jezusa i jego epoki.
Pozostał jeszcze nieszczęsny fragment ewangelii Jana, który przytoczyłaś poniżej
"Albowiem tak Bóg umiłował świat, że syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny" (J 3: 16).
Przyznać trzeba, że wszyscy bibliści XX wieku (przynajmniej Ci, z pracami których miałem możliwość się zapoznać) pomijają ten cytat przy omawianiu zagadnienia "synostwa bożego Jezusa". Powód tego jest według nich następujący:
Podstawowym źródłem do poznania Jezusa - z historycznego punktu widzenia - są trzy ewangelie synoptyczne: Marka, Mateusza i Łukasza. Mimo, że nie zostały one pomyślane jako obiektywny zapis wydarzeń, to jednak można w nich odnaleźć Jezusa historii, czego w żadnej mierze nie da się powiedzieć o czwartej z ewangelii kanonicznych, czyli ewangelii Jana. Takie założenie jest konieczne, gdyż "Jezus historii" i "Jezus wiary" nie są z sobą tożsami, to jakby dwie różne osoby. Ewangelia Jana zasadniczo różni się od pozostałych i prezentuje całkiem inny wizerunek Jezusa. Z tego powodu nie stanowi ona źródła nauki Jezusa, lecz interpretowana może być wyłącznie alegorycznie jako źródło poznania chrześcijaństwa epoki postapostolskiej. Liczne wypowiedzi czwartego ewangelisty nie są do pogodzenia z pismami synoptyków. Zagadnienie to jest zbyt obszerne i z tego powodu omawiać go tu nie można. Warto jedynie dodać, że ewangelia Jana stała się przydatna dla Kościoła dopiero po "kościelnych" zabiegach redakcyjnych dokonanych mniej więcej w drugiej połowie II wieku. W ewangelii tej praktycznie nie ma już Jezusa historycznego. Pominięte są w niej prawie wszystkie wypowiedzi Jezusa synoptyków. Ewangelia jest tak napisana, że chwilami wręcz nie wiadomo, czy mówi jeszcze Jezus, czy już ewangelista Jan. Widać to wyraźnie w przytoczonej przez Ciebie wypowiedzi Jezusa (J 3: 16). W ewangelii Jana praktycznie następuje deifikacja Jezusa, czego zupełnie nie ma u synoptyków. Nawet umierając na krzyżu Jezus mówi coś zgoła innego, niż Jezus pierwszych trzech ewangelii.
W ogólnym zarysie tak rzecz się ma z pomijaniem przez biblistykę cytowanej wypowiedzi Jezusa (J 3: 16).

3) Nawet modląc się Jezus czyni wyraźne rozróżnienie pomiędzy nim a Bogiem. Modli się nie do siebie, lecz do Boga.
Miedzy nim a Bogiem występuje pewne napięcie. Prosi Boga o to, by ominął go ten kielich. W czasie ukrzyżowania skarży się Bogu
"Eli, Eli, lama sabachtani" (Mt 27: 46 oraz Mk 15: 34) - tłumaczenie tych słów zapewne nie jest Ci obce.
Lub też - również podczas ukrzyżowania - zwraca się do Boga
"Ojcze, w ręce Twoje polecam ducha mego" (Łk 23: 46) - to wyraźne rozróżnienie między nim a Bogiem.
Teresa (2693 punktów)
Nie rozumiem, dlaczego podajesz tutaj przykład argumentacji antytrynitarian. Czy to ma być przykład na jakąś szczególną "otwartość" myślenia ateistów?
Wg mnie to jest raczej pouczający przykład jak można dobierać fragmenty pod z góry powzięte założenia, co poniżej wykażę:

>Fakty natomiast są następujące:
>1) Dogmat o Trójcy Świętej ma rodowód pogański, a Kościół formułując naukę o Trójcy Świętej uległ wpływom religii pogańskich. Już Arystoteles pisał, że "trójca to liczba całości, gdyż obejmuje początek, środek i koniec". Wszystkie wielkie religie helleńskie posiadały trójce: trójpostaciowość Apisa i Serapisa (Izyda, Serapis i Horus). Trójcę w religii dionizyjskiej tworzyli Zagreus, Fanes i Dionizos. W Italii była triada kapitolińska: Jowisz, Junona i Minerwa. Istniała również teologia Hermesa, trzykroć wielkiego, trójjedynego boga świata, o którym twierdzono, że jest "jako jedyny całością i trzykroć jeden".

To nie jest fakt, ale chyba żart. Jeśli jedynym dowodem na to "Kościół formułując naukę o Trójcy Świętej uległ wpływom religii pogańskich" jest to, ze Arystoteles pisał, że "trójca to liczba całości, gdyż obejmuje początek, środek i koniec" albo to, z e np. "istniałą Trójca w religii dionizyjskiej tworzyli Zagreus, Fanes i Dionizos" to jest to po prostu śmieszne.
Jeśli chodzi o twierdzenie "trójca to liczba całości, gdyż obejmuje początek, środek i koniec" to już zupełnie nie ma się ono nijak do Ojca i Syna i Ducha św. ( w Apokalipsie to sam Syn jest Początkiem i Końcem!). Jeśli pozostałe pogańskie trójpostaciowości miały się do Trojcy św. tak, jak twierdzenie Arystotelesa to w ogóle nie nie warto o tym mówić. Czy Hermes poza swoja nazwą ", trzykroć wielki" miał coś wspólnego z Trojcą. Czy Ty w ogóle wiesz kim był Hermes czy tylko cytujesz za swoim "wybitnym biblistą" (już nietrudno się domyślic kto jest tym wybitnym biblistą).

>2) Jezus nie uważał się za Boga. (...)

To mamy dopiero wykazać. Napisałam Ci o relacjach, jednej naturze i odrębnych bytach, ale widzę Ty dalej powtarzasz swoje. Ojciec może być większy od Syna z tej racji, że sa odrębnymi bytami istniejącymi w pewnej relacji a nie, że mają różną istotę (np. to Ojciec rodzi Syna, a nie Syn -ojca, a mimo to Ojciec i Syn sa Bogiem, to Syn się wcielił się a nie Ojciec, to Syn jest Słowem Boga, itp.).
Nie widzę też problemu, aby Syn nie mógł czegoś nie wiedzieć. Np. w Apokalipsie jest mowa o rzeczach, o których wie tylko Syn, a więc zgodnie z Twoja logika Ojciec musiałby być mniejszy od Syna. Jak dla mnie to Syn i Ojciec chyba mogą umówić się, że o pewnych rzeczach wie tylko Ojciec a o innych Syn.

>W rozważaniach nad samoutożsamianiem się Jezusa z Bogiem Ojcem biblistyka pomija natomiast tzw. trynitarną formułę dołączoną do ewangelii Mateusza
>"Idźcie tedy [...] chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego" (Mt 28: 19)
>gdyż jest ona typowa dla ewolucji doktrynalnej i jako taka nie znajduje zastosowania w historycznej analizie postaci Jezusa i jego epoki.

Analiza postaci Jezusa też opiera się na tym fragmencie więc nie można mówić, że ten fragment nie znajduje w niej zastosowania. To tak, jakbym ja mówiła, że powietrze jest zbyt gęste, aby zobaczyć mgłę.
Jak możesz otwarcie analizować kwestię czy Jezus uzył tej formuły, jeśli od razu odrzucasz taką możliwość? Przecież, jeśli Jezus chciał, aby chrzcić w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego to właśnie tak by powiedział.

Jeśli masz zamiar dalej twierdzić, że tzw. trynitarną formułę została dołaczona do ew. Mt dopiero w IV wielu (tj. sobór w Nicei w 325 r. n.e). to lepiej dowiedz się, że istnieje długa lista z dzieł pisarzy wczesnochrześcijańskich z II i III wieku, którzy powoływali się Mt 28, 19 w znanej ich czasach wersji i dokładnie jest tam mowa o Ojcu, Synu i Duchu św..
"Pisarze wczesnochrześcijańscy, Mt 28:19, antytrynitarze":
www.trinit(*)-Mt-28_19-i-antytrynitarze.htm
www.trinit(*)godnym-fragmentem-Mt-28_19.htm

>Pozostał jeszcze nieszczęsny fragment ewangelii Jana, który przytoczyłaś poniżej
>"Albowiem tak Bóg umiłował świat, że syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny" (J 3: 16).

Tym niemniej nie jest prawdą, ze jak to napisałeś "Jeszcze w II i III wieku nikt nie utożsamiał Jezusa z Bogiem", bo własnie św. Jan w swojej "nieszczęsnej" (najwyrazniej dla Ciebie) ewangelii pisze:

Jan 1:18
"(18) Boga nikt nigdy nie widział, Ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, /o Nim/ pouczył."

Poza tym Św. Jan znał Jezusa Chrystusa osobiście. A jest bardzo prawdopodobne Jezus powiedział o sobie i zrobił o wiele więcej rzeczy, niż zostało zapisanych w Ewangeliach. Jest to więc mało prawdopodobne żebyś to akurat Ty (rodzony 2000 lat później) odkrył prawdę a św. Jan całkowicie pomylił.
25-05-2008 21:33 
 Ocena 4 na 4
słota (6553 punktów)
> To nie jest fakt, ale chyba żart. Jeśli jedynym dowodem na to "Kościół formułując naukę o Trójcy Świętej uległ wpływom religii pogańskich" [...]

Raczej żartem jest chyba Twoje uparte niedostrzeganie analogii. Może przeczytaj książkę Anny Kohli "Trzy kolory bogini" (tak dla przykładu), znajdziesz tam następne przykłady trójcy w religiach pogańskich. Dowiesz się także jak wielu pogańskich bogów rodziło się z dziewic i znajdziesz opisy wielu innych wierzeń potem kolejno adaptowanych i zawłaszczanych przez katolicyzm. Jakkolwiek ten sposób narracji może być trudny w odbiorze, to mając doświadczenie z literaturą teologiczną powinnaś sobie poradzić ze zrozumieniem.
Teresa (2693 punktów)
>Raczej żartem jest chyba Twoje uparte niedostrzeganie analogii. Może przeczytaj książkę Anny Kohli "Trzy kolory bogini" (tak dla przykładu), znajdziesz tam następne przykłady trójcy w religiach pogańskich. Dowiesz się także jak wielu pogańskich bogów rodziło się z dziewic i znajdziesz opisy wielu innych wierzeń potem kolejno adaptowanych i zawłaszczanych przez katolicyzm.

Dostrzegam analogię, ale z samego faktu, tego, że istniały takie wierzenia naprawdę nie wynika, że Kościół uległ im wpływom. Rozmaite idee religijne mogą powstawać niezależnie od siebie.
Zwłaszcza, ze wiara w Ojca, Syna i Ducha swiętego (w narodzenie z dziewicy chyba też) byla znana na długo przed soborem nicejskim (są na to dokumenty).
Niewątpliwie wpływ na chrześcijaństwo miała filozofia grecka, świadczy o tym, np. pojecie "istoty" w nicejskim wyznaniu wiary. Ale pojęcie to służy tylko do opisu Trójcy św. "Istota" nie była żadnym bogiem.

Ty rozumiem, że przeczytałas książkę Anny Kohli "Trzy kolory bogini" to odpowiedz proszę czy do opisu trójcy w religiach pogańskich uzywano takich pojecia filozoficznego jak istota? Bo jeśli nie, to oznaczać będzie, że trójca trójcy jest nierówna.
26-05-2008 01:55 
 Ocena 3 na 3
Kurczewski (2471 punktów)

>Zwłaszcza, ze wiara w Ojca, Syna i Ducha swiętego (w narodzenie z dziewicy chyba też) byla znana na długo przed soborem nicejskim (są na to dokumenty).

Owszem- problem w tym że było to wiele wieków PO istnieniu choćby triad egipskich (jak ta z Teb) więc w żaden sposób nie zaprzecza potencjalnej możliwości czerpania wzorców. Jeśli chodzi o sformuowanie doktryny o Duchu Świętym jako osobie boskiej to nie tylko nie dokonało się przed Niceą (zrobili to dopiero teolodzy wyciągający wnioski z postanowień soborowych, tacy jak Atanazy czy Grzegorz z Nazjanu), ale nie zostało nawet podjęte podczas tego soboru który- co może warto przypomnieć- rozważał czy Jezus był współistotny bogu. Credo nicejskie o Duchu Świętym mówi zaledwie: " Et incarnátus est de Spíritu Sancto ex María Vírgine, et homo factus est."

Nie odmówię sobie prośby o namiary na dokumenty potwierdzające wiarę w Ducha Świętego jako jedną z osób boskich- będziesz tak dobra ?
Teresa (2693 punktów)
>>Zwłaszcza, ze wiara w Ojca, Syna i Ducha swiętego (w narodzenie z dziewicy chyba też) byla znana na długo przed soborem nicejskim (są na to dokumenty).
>Owszem- problem w tym że było to wiele wieków PO istnieniu choćby triad egipskich (jak ta z Teb) więc w żaden sposób nie zaprzecza potencjalnej możliwości czerpania wzorców.

Dobra, podaj chociaż jeden przykład triady, która by była jednym Bogiem w trzech osobach. Bo to właśnie było najtrudniejsze w Trójcy św. chrz. jak logicznie mogą istnieć trzy osoby jako jedność.

Np. Hermes Trismegistos ("Po trzykroć wielki") był zbyt biedny na to, aby czerpać z niego jako ze wzorca, bo było to synkretyczne bóstwo hellenistyczne powstałem z połączenia cech greckiego boga Hermesa i egipskiego Thota, czyli że powstawał nowy bóg, nowa (jedna) osoba z cech innych osób/bogów. Synkretyzm to połączenie w sposób pozbawiony logiki!! W przypadku bóstw w Egipcie, gdzie miała miejsce "synteza kultów lokalnych: bóstwa utożsamiano ze sobą lub łączono w związki rodzinne: triady (Ozyrys, Izyda, Horus), enneady (9 bóstw czczonych w Heliopolis) a nawet ogdoady (8 bóstw czczonych w Hermopolis)" [http://encyklopedia.interia.pl/haslo?hid=128186].

>Nie odmówię sobie prośby o namiary na dokumenty potwierdzające wiarę w Ducha Świętego jako jedną z osób boskich- będziesz tak dobra ?

Ależ proszę bardzo:
Piszesz, że sformułowanie doktryny o Duchu Świętym jako osobie boskiej nie dokonało się przed Niceą poniżej podaję fragmenty pism "sprzed" Nicei (Nicea to rok 325 n. e. ) świadczące o tym, nie jest to prawdą.

Trynitarianie - strona apologetyczna (www.trinitarians.info/)
"16. TRÓJCA ŚW. W PISMACH OJCÓW KOŚCIOŁA"
www.trinit(*)_-W-PISMACH-OJCOW-KOSCIOLA.htm

W powyzszym artykule jest bardzo dużo dokumentów- podaję kila wybranych poniżej:

Atenagoras z Aten ok.177r. bronił chrześcijan słowami:
"Któż więc nie zdziwi się skoro usłyszy, że nazywają ateuszami tych, którzy wzywają Boga Ojca i Syna-Boga i Ducha Świętego i dowodzą jednej w nich potęgi i rozróżnienie w porządku" ("("Prośba za chrześcijanami" 10).

"Jak bowiem mówimy o Bogu, o Jego Synu-Słowie i o Duchu Świętym, istotach stanowiących jedność w zakresie mocy, a rozdzielonych w zakresie funkcji na Ojca, Syna i Ducha..." (j/w. 24 por. też 12).

Epipodiusz (†178) :
"Wyznaję, że Chrystus z Ojcem i Duchem Św. jest Bogiem". ("Akta męczeńskie")

Grzegorz Cudotwórca (270 r.)
"Jeden jest Bóg, Ojciec Słowa żywego, osobowej Mądrości, mowy i obrazu Przedwiecznego. Jeden też Pan, jedyny z jedynego, Bóg z Boga, odbicie i obraz Bóstwa, Słowo działające, Mądrość ogarniająca istotę wszystkich rzeczy, Moc powołująca do bytu wszelkie stworzenie, prawdziwy Syn prawdziwego Boga, niezniszczalny z niezniszczalnego, nieśmiertelny z nieśmiertelnego, wieczny z wiecznego. I jeden Duch Święty mający istnienie z Boga, a który i przez Syna objawił się ludziom. Doskonały obraz Syna doskonałego, Życie i przyczyna życia, Źródło święte, Świętość dająca uświęcenie. W Nim objawia się Bóg Ojciec, który jest ponad wszystkim i we wszystkim i Bóg Syn, który jest przez wszystko. Trójca doskonała, niepodzielna i nieodmienna w chwale, wieczności i królowaniu. W Trójcy nie ma nic stworzonego, nic służebnego, nic dodanego, czego by przedtem nie było, a dopiero później przybyło. Tak więc nigdy nie brakowało Ojcu Syna, ani Synowi Ducha, ale zawsze ta sama Trójca nieodwracalna i nieodmienna."

Parę innych artykułow (jest ich bardzo dużo):
"15. TRÓJCA ŚWIĘTA"
www.trinit(*)iary/art_196_TROJCA-SWIETA.htm

"16. TRÓJCA ŚW. W PISMACH OJCÓW KOŚCIOŁA"
www.trinit(*)_-W-PISMACH-OJCOW-KOSCIOLA.htm

"Atenagoras, Arystydes, Hymny Gloria i Phos Hilaron oraz apokryfy o Bogu w Trójcy Świętej"
www.trinit(*)on-oraz-apokryfy-o-Bogu-w-Troj
>cy-Swietej.htm

"Synody pierwszych wieków o Trójcy Świętej"
www.trinit(*)ch-wiekow-o-Trojcy-Swietej.htm

Wikipedia
pl.wikiquote.org/wiki/Trójca_Święta

Pozdrawiam
27-05-2008 00:56 
 Ocena 2 na 2
Kurczewski (2471 punktów)
Cytat:
Dobra, podaj chociaż jeden przykład triady, która by była jednym Bogiem w trzech osobach. Bo to właśnie było najtrudniejsze w Trójcy św. chrz. jak logicznie mogą istnieć trzy osoby jako jedność.


Zaraz, a czy ja kiedykolwiek powiedziałem że trójca chrześcijańska (lub jakakolwiek inna) jest tworem logicznym ? O ile wiem to jeden z najczęściej powtarzanych zarzutów pod adresem każdej trójcy i zarazem jedna z największych "tajemnic" (tak, ja też znam historyjkę o przelewaniu morza do dołka w piasku).

Jeśli chodzi Ci o trójce które są "współistotne" to było ich sporo już w Egipcie. Były bardzo powszechne (zwłaszcza te związane z kultem Amona) i ich cechą charakterystyczną było właśnie to, że troje połączonych bogów (czy bogiń) tworzyło nowe bóstwo, traktowane jako pojedyncza istota. Weź kroniki demotyczne i ich zapis ""Apis, Apis, Apis! Oto jest Ptah, Pre, Horsiese ... Apis to Ptah, Apis to Pre, Apis to Horsiese". Trzy osoby będące jednym bogiem, jedną istotą. Inny przykład ? Inskrypcja z amuletu poświęconego innej trójcy pomniejszych bóstw (Beith, Hator, Akori), obecnie w zbiorach British Musem : " Jedna jest Bait, jedna jest Hathor, jedna jest Akori - do nich należy moc. Bądź pozdrowiony, ojcze świata, bądź pozdrowiony, boże w trzech formach".

Cytat:
Np. Hermes Trismegistos ("Po trzykroć wielki") był zbyt biedny na to, aby czerpać z niego jako ze wzorca, bo było to synkretyczne bóstwo hellenistyczne powstałem z połączenia cech greckiego boga Hermesa i egipskiego Thota, czyli że powstawał nowy bóg, nowa (jedna) osoba z cech innych osób/bogów. Synkretyzm to połączenie w sposób pozbawiony logiki!!


Nie, to nieprawda. Synkretyzm to łaczenie różnych motywów które MOGĄ- ale nie muszą być sprzeczne. Logika nie ma tu nic do rzeczy. Inna rzecz że jeśli już miałbym wskazywać na źródła ikonografii i mitologii chrześcijańskiej to z bóstw synkretycznych które warto by wymienić w tym kontekście przywołałbym raczej Mitrę niż w gruncie rzeczy marginalnego Trismegistrosa. Tak naprawdę główne- i najważniejsze- źródła inspiracji pozostaną niezmienne i będą nimi wcześniejsze kulty o tym samym zasięgu- religie starożytnego Egiptu i Międzyrzecza.

Cytat:
W przypadku bóstw w Egipcie, gdzie miała miejsce "synteza kultów lokalnych: bóstwa utożsamiano ze sobą lub łączono w związki rodzinne: triady (Ozyrys, Izyda, Horus), enneady (9 bóstw czczonych w Heliopolis) a nawet ogdoady (8 bóstw czczonych w Hermopolis)" [http://encyklopedia.interia.pl/haslo?hid=128186].


Nie no- daj spokój, rozmawiajmy poważnie. Nie będziemy chyba cytować wikipedii jako źródła ?

Cytat:
Piszesz, że sformułowanie doktryny o Duchu Świętym jako osobie boskiej nie dokonało się przed Niceą poniżej podaję fragmenty pism "sprzed" Nicei (Nicea to rok 325 n. e. ) świadczące o tym, nie jest to prawdą.


No cóż- skoro zadałaś sobie tyle trudu nie mogę podejść lekko do Twoich argumentów. Pozwoliłem sobie zajrzeć do pism Atenagorasa. Fragment który Ty przytoczyłaś

Cytat:
"Jak bowiem mówimy o Bogu, o Jego Synu-Słowie i o Duchu Świętym, istotach stanowiących jedność w zakresie mocy, a rozdzielonych w zakresie funkcji na Ojca, Syna i Ducha..."


I przekład wielebnego B. P. Prattena, jak sądzę ten sam fragment z rozdziału XXIV :

Cytat:
"Gdyż, jak przyjmujemy do wiadomości, Bóg i Syn- jego Logos- i Duch Święty, zjednoczeni w istocie, Ojciec, Syn i Duch, ponieważ Syn jest Inteligencją, Rozumem, Mądrością Ojca a Duch emanacją, jak światło z ognia"


Tak samo w przypadku rozdziału X

Cytat:
"Któż więc nie zdziwi się skoro usłyszy, że nazywają ateuszami tych, którzy wzywają Boga Ojca i Syna-Boga i Ducha Świętego i dowodzą jednej w nich potęgi i rozróżnienie w porządku"


i przekład Pratta:

Cytat:
"Któż więc nie byłby zdumiony słysząc że ludzie, którzy mówią o Bogu Ojcu, i o Bogu Synu, i o Duchu Świętym, i którzy deklarują zarówno ich moc w zjednoczeniu i ich rozróznienie w porządku, mogą być nazwani ateistami"


Ot- drobiazgi a znaczące. Wkładem Atenagorasa było niewątpliwie nawiązanie do koncepcji greckich- ale nie nadawał on jeszcze Duchowi Świętemu miana odrębnej osoby boskiej. To nastąpiło później. Aż do momentu rozprawienia się z arianami kwestia ta pozostawała w zawieszeniu.

Weźmy pozostałe cytaty:
Cytat:

"I jeden Duch Święty mający istnienie z Boga, a który i przez Syna objawił się ludziom. Doskonały obraz Syna doskonałego, Życie i przyczyna życia, Źródło święte, Świętość dająca uświęcenie. W Nim objawia się Bóg Ojciec, który jest ponad wszystkim i we wszystkim i Bóg Syn, który jest przez wszystko. Trójca doskonała, niepodzielna i nieodmienna w chwale, wieczności i królowaniu. W Trójcy nie ma nic stworzonego, nic służebnego, nic dodanego, czego by przedtem nie było, a dopiero później przybyło. Tak więc nigdy nie brakowało Ojcu Syna, ani Synowi Ducha, ale zawsze ta sama Trójca nieodwracalna i nieodmienna."


Wszystko pięknie, ale gdzie tu osobowy Duch ? Jest potwierdzenie boskości Jezusa, Duch Święty owszem, jest wymieniony (jak był wymieniany wielokrotnie i wcześniej), jest co nieco o nim powiedziane ale czy masz tu potwierdzenie współistotności czy też Duch jest tu ciągle- jak u Atenagorasa- "emanacją, jak światło z ognia" ? Transparencją transcendencji w immanencji ?

Link o synodach jest (bez złośliwości) nieco nie na miejscu, jeśli mamy mówić o tym, co działo się do pierwszego z nich. Jeśli chodzi o pozostałe teksty do których odsyłasz - wszystkie one dowodzą że wiara w Trójcę jest integralną częścią doktryny chrześcijańskiej i że już w poczatkach tej religii powoływano się na Ojca, Syna i Ducha (btw- to jakaś kampania przeciw świadkom Jehowy ?). To pięknie, ale zwróć uwagę że tej kwestii wogóle nie poruszałem. Nasza dyskusja dotyczy nie tego, kiedy pojawiło się pojęcie Trójcy lub jej koncepcja, ale tego kiedy jej osoby stały się "współistotne".
Teresa (2693 punktów)
Cytat:
Jeśli chodzi Ci o trójce które są "współistotne" to było ich sporo już w Egipcie. Były bardzo powszechne (zwłaszcza te związane z kultem Amona) i ich cechą charakterystyczną było właśnie to, że troje połączonych bogów (czy bogiń) tworzyło nowe bóstwo, traktowane jako pojedyncza istota.


Obawiam się, ze mogło dojść tu do nieporozumienia. W Trójcy św. słowo istota nie oznacza po prostu "pojedynczej istoty" tylko istotę rzeczy ( przykładowo gdybyśmy mówili o człowieku to nie chodziłoby o pojedyncza istotę ludzką tylko chodzi o istotę człowieczeństwa).
Dzięki takiemu rozróżnieniu
można powiedzieć zdanie: "Bóg tak kochał ludzi ze umarł za nich na Krzyżu" - jeśli się odwołujemy do istoty, natury, substancji (drugiej osoby Boskiej),
lub takie zdanie: "Syn umarł na Krzyżu" - jeśli odwołujemy się do osoby Syna.
Ale z tego nie wynika, że Ojciec lub Duch św. umarli na Krzyżu.

Bo Syn to nie Ojciec, Ojciec to nie Duch., Duch to nie Syn , ale "Ojciec jest tym samym, co Syn, Syn tym samym, co Ojciec, Duch Święty tym samym, co Ojciec i Syn, to znaczy jednym Bogiem co do natury".
"Każda z trzech Osób jest tą rzeczywistością, to znaczy substancją, istotą lub naturą Bożą" (na podstawie Katechizmu Kościoła Katolickiego)

Cytat:
Weź kroniki demotyczne i ich zapis ""Apis, Apis, Apis! Oto jest Ptah, Pre, Horsiese ... Apis to Ptah, Apis to Pre, Apis to Horsiese". Trzy osoby będące jednym bogiem, jedną istotą. Inny przykład ? Inskrypcja z amuletu poświęconego innej trójcy pomniejszych bóstw (Beith, Hator, Akori), obecnie w zbiorach British Musem : " Jedna jest Bait, jedna jest Hathor, jedna jest Akori - do nich należy moc. Bądź pozdrowiony, ojcze świata, bądź pozdrowiony, boże w trzech formach".


No dobrze, to może zastanówmy się, co może oznaczać pierwszy zapis.
Ptah - w mitologii egipskiej jest to bóg stwórca, stojący na czele Wielkiej Ósemki Bogów. Razem z lwiogłową Sechmet i Nefertumem tworzyli w Memfis triadę.
Apis (z gr., egip. Hapi) - najbardziej znane spośród egipskich świętych zwierząt. Oddawano mu cześć w Memfis, a jego sanktuarium znajdowało się naprzeciwko świątyni wielkiego boga stwórcy Ptaha. Wierzono, że czarny byk Apis jest kolejnym wcieleniem Ptaha.
Przykro mi, ale jeśli Apis powstał jako kolejne wcielenie Ptaha, i ew. Pre, Horsiese to już to jest to coś zupełnie innego niż Trójca św.

Cytat:
Inna rzecz że jeśli już miałbym wskazywać na źródła ikonografii i mitologii chrześcijańskiej to z bóstw synkretycznych które warto by wymienić w tym kontekście przywołałbym raczej Mitrę niż w gruncie rzeczy marginalnego Trismegistrosa. Tak naprawdę główne- i najważniejsze- źródła inspiracji pozostaną niezmienne i będą nimi wcześniejsze kulty o tym samym zasięgu- religie starożytnego Egiptu i Międzyrzecza.


Swoją drogą to można powiedzieć, ze nawet słowo Bóg Żydzi zaczerpnęli z religii pogańskich, bo wcześniej chyba go nie znali. Tylko o czym strasznym ma to niby świadczyć? Nawet wąż w Księdze rodzaju został zaczerpnięty z religii pogańskich (gdyż symbol węża nie był przypadkowy).

Cytat:
Nie no- daj spokój, rozmawiajmy poważnie. Nie będziemy chyba cytować wikipedii jako źródła ?


No cóż, czasem wystarczy wikipedia.
Bo z tego wynika, Że Egipcjanie mieli nie tylko trójce, ale i ósemki i dziewiątki
Gdyby chrześcijaństwo pozostawało pod ich wpływem to moglibyśmy mieć zamiast jednej Trójcy św. np. ze dwie triady, ósemkę i dziewiątkę. Patrząc z tego punktu widzenia to właśnie arianizm jak i inne herezje są świadectwem na to, że Kościół nie uległ żadnym wpływom religii pogańskich, tylko obwarował się dogmatami.

Cytat:
Wszystko pięknie, ale gdzie tu osobowy Duch ? Jest potwierdzenie boskości Jezusa, Duch Święty owszem, jest wymieniony (jak był wymieniany wielokrotnie i wcześniej), jest co nieco o nim powiedziane ale czy masz tu potwierdzenie współistotności czy też Duch jest tu ciągle- jak u Atenagorasa- "emanacją, jak światło z ognia" ? Transparencją transcendencji w immanencji ?


Ależ proszę bardzo Duch św. jako osoba:
www.trinit(*)art_264_Duch-Swiety-osoba_.htm

c. d. n.
28-05-2008 03:05 
 Ocena 2 na 2
Kurczewski (2471 punktów)

Cytat:
Obawiam się, ze mogło dojść tu do nieporozumienia. [..]
Ale z tego nie wynika, że Ojciec lub Duch św. umarli na Krzyżu.


Pozwól że będę skracał cytaty- inaczej znowu się nie zmieszczę. Podkreślasz różnice pomiędzy trójcami występującymi w religii egipskiej i w chrześcijaństwie. Rozumiem to, ale w jaki sposób ma to stanowić zaprzeczenie dla twierdzenia o wtórnym pochodzeniu trójcy chrześcijańskiej ? Przyjmując na potrzeby dyskusji że masz rację (o przykładach które podałem a które omówiłaś za moment, to rzecz ciekawa ale drugorzędna), że trójca chrześcijaństwa różni się w ten czy inny sposób on tych, które istniały przed nią- ciągle nie podważa to argumentu o wtórności motywu. Nie da sie zaprzeczyć że na przestrzeni wieków na tych samych terenach, na których potem rozwinęło się chrześcijaństwo motyw trójcy bogów powiązanych najróżniejszymi zależnościami, od trzech emanacji jednego bóstwa po trzy bóstwa tworzące nową jakość, istniał i był powszechny. Pojawienie się trójcy chrześcijańskiej nie jest czymś nielogicznym czy łamiącym schematy. Jest kolejnym etapem rozwoju bardzo starego motywu, wynikiem oddziaływania na niego przez myśl grecką- ale niczym innym.

Cytat:
No dobrze, to może zastanówmy się, co może oznaczać pierwszy zapis.
Przykro mi, ale jeśli Apis powstał jako kolejne wcielenie Ptaha, i ew. Pre, Horsiese to już to jest to coś zupełnie innego niż Trójca św.


Miałabyś rację gdybyśmy mówili o zabytku z okresu Starego czy Nowego Państwa- wtedy Apis był emanacją Ptaha a potem Ozyrysa. Kronika Demotyczna pochodzi jednak z II w. p.n.e. Apis był wtedy autonomicznym bóstwem. W tym przypadku- jednym bogiem w trzech osobach, łączącym aspekty Horusa, Izis i Ptaha-Ozyrysa w jedno. Widzę że pominęłaś drugi amulet- skoro tak, zostawmy go, tak jak napisałem wcześniej- to przykłady mające pokazać istnienie daleko idących podobieństw.

Cytat:
Swoją drogą to można powiedzieć, ze nawet słowo Bóg Żydzi zaczerpnęli z religii pogańskich, bo wcześniej chyba go nie znali. Tylko o czym strasznym ma to niby świadczyć? Nawet wąż w Księdze rodzaju został zaczerpnięty z religii pogańskich (gdyż symbol węża nie był przypadkowy).


O ile wiem jako politeiści znali je dość dobrze ale to bez znaczenia. Historia to nieustanna kotłowanina wzajemnych wpływów różnych kultur- raz pokojowych, innym razem mniej. Ciągła wymiana idei i inspiracji. Żadna religia czy społeczność nie istniała w oderwaniu od nich i trzeba by strasznej naiwności żeby dowodzić że w przypadku którejkolwiek tak było. Dla mnie- jak pewnie zauważyłaś- twierdzenie o całkowicie wytłumaczalnym i ludzkim pochodzeniu koncepcji Trójcy jest akceptowalne i oparte na dość solidnych podstawach które lepiej lub gorzej umiem przedstawić. Osoba wierząca inaczej owe podstawy zinterpretuje (choćby mówiąc o odwiecznym przeczuciu tego co jeszcze nieobjawione znajdującym niedoskonałe wyobrażenie w kultach starożytnych)- i nie mam zamiaru w jakikolwiek sposób odbierać jej tego prawa tak długo, jak długo nie próbuje ubierać wiary w szatki nauki.

Cytat:
Bo z tego wynika, Że Egipcjanie mieli nie tylko trójce, ale i ósemki i dziewiątki
Gdyby chrześcijaństwo pozostawało pod ich wpływem to moglibyśmy mieć zamiast jednej Trójcy św. np. ze dwie triady, ósemkę i dziewiątkę. Patrząc z tego punktu widzenia to właśnie arianizm jak i inne herezje są świadectwem na to, że Kościół nie uległ żadnym wpływom religii pogańskich, tylko obwarował się dogmatami.


Chrześcijaństwo miało i dwunastki i siódemki i inne magiczne liczby. Mimo doktrynalnego monoteizmu wyjątkowo często wynaturzało się (zwłaszcza w percepcji ludowej) w postaci karykaturalne, ze świętymi zastępującymi dawnych bogów politeizmu. Kościół katolicki wybrał taką a nie inną drogę- nie bez tarć i korekt- zgoda, podobnie jak islam, buddyzm, judaizm, zoroastryzm itd itp. Czego to dowodzi ?

Ależ proszę bardzo Duch św. jako osoba:
www.trinit(*)art_264_Duch-Swiety-osoba_.htm

Uj... rozmawia się z Tobą miło, argumentować potrafisz ale- daruj porównanie- wtykasz te agitki jak Świadkowie Jehowy swoje broszury. Czy mam w odpowiedzi odsyłać Cię do artykułów przeciwników tej tezy "Spójrz tu" "Nie, to Ty spójrz tu". Tak ma wyglądać ta rozmowa ? Ja na A5, Ty na B7 ?

Widzę artykuł poświęcony dowodzeniu że cytaty biblijne (w których ani razu nie wypowiada się Duch jako osoba- ciągle mówi się o nim lub twierdzi że on mówi przez kogoś) można interpretować tak czy tak. Autor pisze

Cytat:
Nie ma żadnych znaczących świadectw z tamtego okresu, z których by wynikało, że istniał gdziekolwiek, kiedykolwiek lub u kogokolwiek jakiś spór na temat osobowości, bądź też nieosobowości Ducha Świętego.


Czym w takim razie były herezje Marcjona ? Przekonania ebionitów ?
Teresa (2693 punktów)
> Cytat:
Obawiam się, ze mogło dojść tu do nieporozumienia. [..]
>Ale z tego nie wynika, że Ojciec lub Duch św. umarli na Krzyżu.

>Pozwól że będę skracał cytaty- inaczej znowu się nie zmieszczę. Podkreślasz różnice pomiędzy trójcami występującymi w religii egipskiej i w chrześcijaństwie. Rozumiem to, ale w jaki sposób ma to stanowić zaprzeczenie dla twierdzenia o wtórnym pochodzeniu trójcy chrześcijańskiej ? (...)

>Przykro mi, ale jeśli Apis powstał jako kolejne wcielenie Ptaha, i ew. Pre, Horsiese to już to jest to coś zupełnie innego niż Trójca św.[/cytat]
>Miałabyś rację gdybyśmy mówili o zabytku z okresu Starego czy Nowego Państwa- wtedy Apis był emanacją Ptaha a potem Ozyrysa. Kronika Demotyczna pochodzi jednak z II w. p.n.e. Apis był wtedy autonomicznym bóstwem. W tym przypadku- jednym bogiem w trzech osobach, łączącym aspekty Horusa, Izis i Ptaha-Ozyrysa w jedno. Widzę że pominęłaś drugi amulet- skoro tak, zostawmy go, tak jak napisałem wcześniej- to przykłady mające pokazać istnienie daleko idących podobieństw.

No jak to? Przecież jest zupełnie odwrotnie:
Trójca św. to 3 osoby w jednej istocie.
A Apis to 3 istoty w jednej osobie.

Bo jeśli dobrze rozumiem to Apis łaczył aspekty 3 bogów (istoty, natury bogów). Czyli np. jeśli jeden bóg potrafił rzucać gromy, drugi odpowiadał za urodzaj , a trzeci był stwórca Ziemii to nowy powstały Bog potrafił i rzucać gromy, i panować nad urodzajem i był stwórcą Ziemiii. Czyż nie?

Nie mozna wiec uznać Apisa za wzorzec Trójcy św.
29-05-2008 00:23 
 Ocena 3 na 3
Kurczewski (2471 punktów)
Cytat:

No jak to? Przecież jest zupełnie odwrotnie:
Trójca św. to 3 osoby w jednej istocie.
A Apis to 3 istoty w jednej osobie.
Bo jeśli dobrze rozumiem to Apis łaczył aspekty 3 bogów (istoty, natury bogów). Czyli np. jeśli jeden bóg potrafił rzucać gromy, drugi odpowiadał za urodzaj , a trzeci był stwórca Ziemii to nowy powstały Bog potrafił i rzucać gromy, i panować nad urodzajem i był stwórcą Ziemiii. Czyż nie?
Nie mozna wiec uznać Apisa za wzorzec Trójcy św.


Moim zdaniem nie, ale popraw jeśli się mylę: Apis to jedna istota. Bóg- czy istota boska, jak wolisz. Istota w trzech odrębnych osobach. W Trójcy chrześcijańskiej również mamy Boga- jedną istotę, w trzech odrębnych osobach. Przypomina się tzw. scutum fidei, używana kiedyś do nauki katechizmu.



Trójcy Apisa nie można uznać za bezpośredni wzorzec trójcy katolickiej nie z racji jakichś zasadniczych różnic "konstrukcyjnych", a dlatego, że nie ma bezpośrednich związków, punktu styku. Nie zmienia to faktu że- moim zdaniem- nie da się utrzymać twierdzenia że poza chrześcijaństwem tego rodzaju koncepcje teologiczne nie istniały i że podobne inspiracje nie mogły mieć miejsca.

Rozumiem że uznanie "pochodności" idei chrześcijańskich jest dla Ciebie- z powodów światopoglądowych- nie do zaakceptowania. To Twój wybór i Twoje życie, mi nic do niego.

Dziękuję za miłą rozmowę i polecam się na przyszłość- jak sądzę nie raz jeszcze dane nam będzie się kłócić.
02-06-2008 23:14 
 Ocena 1 na 1
Teresa (2693 punktów)
Cytat:
Moim zdaniem nie, ale popraw jeśli się mylę: Apis to jedna istota. Bóg- czy istota boska, jak wolisz. Istota w trzech odrębnych osobach. W Trójcy chrześcijańskiej również mamy Boga- jedną istotę, w trzech odrębnych osobach. Przypomina się tzw. scutum fidei, używana kiedyś do nauki katechizmu.


Bóg chrz. stanowi jedność w trzech osobach, przy czym każda z tych osób jest pełnią Boga, tym samym Bogiem, który jest jeden. Jednak bogowie Egipcjan nie były pełnią Boga, jeśli każde z nich było ograniczone w swej mocy, bo np. miało władzę nad jednym żywiołem, i/lub mogło być stwórcą jakiejś jednej rzeczy.

Cytat:
Nie zmienia to faktu że- moim zdaniem- nie da się utrzymać twierdzenia że poza chrześcijaństwem tego rodzaju koncepcje teologiczne nie istniały i że podobne inspiracje nie mogły mieć miejsca. Rozumiem że uznanie "pochodności" idei chrześcijańskich jest dla Ciebie- z powodów światopoglądowych- nie do zaakceptowania. To Twój wybór i Twoje życie, mi nic do niego.


Z punktu widzenia powodow swiatopoglądów dla mnie jest to sprawa drugorzędna, skąd wzięła się dana idea religijna, bo liczy się to, która idea jest prawdziwa a która fałszywa, czyli która opisuje stan faktyczny a która nie.

Ale jasne nie da sie wykluczyć, że takie inspiracje nie mogły mieć miejsca.

I to mnie właśnie zastanawia jak to możliwe, ze niewierzący twierdzą, że nie można wykluczyć wspomnianych wyżej inspiracji (na które nie ma żadnych bezpośrednich dowodów - mimo, że niby niewierzący tylko na takich dowodach chcą polegać i na nich budować swoje życie), a jednocześnie wykluczają możliwość istnienia Boga ( w jego przypadku też nie mamy bezpośrednich dowodów, ale pośrednie są).
Czy ten brak konsekwencji wynika z powodów światopoglądowych?

>Dziękuję za miłą rozmowę i polecam się na przyszłość- jak sądzę nie raz jeszcze dane nam będzie się kłócić.

Dziękuję również.
03-06-2008 00:23 
 Ocena 2 na 2
Kurczewski (2471 punktów)
Bóg chrz. stanowi jedność w trzech osobach, przy czym każda z tych osób jest pełnią Boga, tym samym Bogiem, który jest jeden. Jednak bogowie Egipcjan nie były pełnią Boga, jeśli każde z nich było ograniczone w swej mocy, bo np. miało władzę nad jednym żywiołem, i/lub mogło być stwórcą jakiejś jednej rzeczy.

Zgoda- ale nigdy nie twierdziłem że trójce egipskie (czy inne) były IDENTYCZNE z chrześcijańską. Jest między nimi wystarczająco dużo analogii by móc spokojnie obronić tezę o tym że chrześcijańska idea trójcy wyrosła na gruncie wcześniejszych koncepcji. Jedynym na czym opierasz swoją obronę jest (popraw jeśli się mylę) "ale nie są identyczne". No nie są. Podobnie kult Zeusa i Jowisza nie były. Czy z tego wynika że nie było między nimi związków ?

>I to mnie właśnie zastanawia jak to możliwe, ze niewierzący twierdzą, że nie można wykluczyć wspomnianych wyżej inspiracji (na które nie ma żadnych bezpośrednich dowodów - mimo, że niby niewierzący tylko na takich dowodach chcą polegać i na nich budować swoje życie), a jednocześnie wykluczają możliwość istnienia Boga ( w jego przypadku też nie mamy bezpośrednich dowodów, ale pośrednie są).

U wa... momencik. Jeśli przeczytasz uważnie wypowiedzi takich ateistów jak koledzy piszący dla racjonalisty choćby osławiony Dawkins to zauważysz, że nie wykluczają oni (nie wykluczamy- jakkolwiek) możliwości istnienia boga a priori. Uznajemy ją po prostu za wyjątkowo mało prawdopodobną. Na tyle mało prawdopodobną, że owo prawdopodobieństwo można zignorować z takim samym spokojem jak prawdopodobieństwo istnienia słynnych różowych jednorożców.

Jeśli chodzi natomiast o dowody istnienia inspiracji- istnieją, po prostu jak widać z naszej dyskusji nie są przyjmowane do wiadomości, podobnie jak informacje o politeizmie hebrajczyków czy rozwoju kultu Jahwe. Niezależnie od tego czy wspomnę o dziesięciu, stu czy tysiącu zabytków potwierdzających istnienie tego rodzaju związków uznasz po prostu "ale nie są identyczne" "to nie jest to samo" i tu nasza dyskusja się urwie. Jeśli chodzi o pośrednie dowody istnienia boga- o czym my mówimy w chwili kiedy wyznawcy jednej religii nie potrafią przekonać wyznawców drugiej że to ich wiara jest prawdziwą ? Czy umiesz udowodnić żydom lub mahometanom (którzy podobno również wierzą w jednego boga wiec zadanie o wiele łatwiejsze niż w przypadku ateistów) że to właśnie Twoja religia jest prawdziwa ?

Cytat:
Czy ten brak konsekwencji wynika z powodów światopoglądowych?


W obu przypadkach- tak.
Teresa (2693 punktów)
Cytat:
Bóg chrz. stanowi jedność w trzech osobach, przy czym każda z tych osób jest pełnią Boga, tym samym Bogiem, który jest jeden. Jednak bogowie Egipcjan nie były pełnią Boga, jeśli każde z nich było ograniczone w swej mocy, bo np. miało władzę nad jednym żywiołem, i/lub mogło być stwórcą jakiejś jednej rzeczy.

Zgoda- ale nigdy nie twierdziłem że trójce egipskie (czy inne) były IDENTYCZNE z chrześcijańską.


Moment. O wole i karecie też można powiedzieć, ze nie są identyczne, a mimo to nie pasują do siebie.

Do Trójcy Świętej podstawiasz coś możliwie jak najbardziej do niej zbliżonego jak np. trójca Egipcjan. Egipcjanie rzeczywiście mieli trójcę, nawet, jeśli trójca ta nie była Bogiem. Po czym przechodzimy do innego aspektu Trójcy i wspominasz z kolei trójcę hinduizmu, ktora rzeczywiscie była Bogiem (a przynajmniej aspektem absolutu) podczas gdy nie było w niej chyba trzech rzeczywistych różnych osób (gdyż osoby te były tylko manifestacją jednego Boga w róznych rolach). A kiedy piszę ze w katolicyzmie cały czas była Trójca (bo nie mieliśmy nigdy, np. czwórek czy ósemek), to Ty piszesz o rytualnych mordach w Ameryce Południowej. To jest dość naciągane rozumowanie, nie uważasz?

Da się tu dostrzec prawidłowość, że kolejnych podobieństw wyszukujesz w coraz to innej religii pogańskiej... Jeśli używa się tej metody to zauważ, że cos może okazać się być zbyt unikalnym, aby dowieść swojej unikalności, bo lista religii pogańskich (żeby znaleźć te konieczne podobieństwa) będzie coraz to dłuższa... a i rozmycie tematu coraz większe!!

Cytat:
Jest między nimi wystarczająco dużo analogii by móc spokojnie obronić tezę o tym że chrześcijańska idea trójcy wyrosła na gruncie wcześniejszych koncepcji. Jedynym na czym opierasz swoją obronę jest (popraw jeśli się mylę) "ale nie są identyczne". No nie są. Podobnie kult Zeusa i Jowisza nie były. Czy z tego wynika że nie było między nimi związków ?


Nie, jedyne co możesz twierdzić to, to że "idea trójcy mogła wyrosnąć na gruncie wcześniejszych koncepcji" a nie że wyrosła, gdyż jedyne co zostało tutaj dotychczas wykazane to chyba, to że poganie mieli bujną wyobraźnie.

Problem nie w tym, ze "nie są identyczne" tylko w tym, że są pewne drobne podobieństwa, ale zarazem jest to coś zupełnie innego.

Cytat:
U wa... momencik. Jeśli przeczytasz uważnie wypowiedzi takich ateistów jak koledzy piszący dla racjonalisty choćby osławiony Dawkins to zauważysz, że nie wykluczają oni (nie wykluczamy- jakkolwiek) możliwości istnienia boga a priori. Uznajemy ją po prostu za wyjątkowo mało prawdopodobną. Na tyle mało prawdopodobną, że owo prawdopodobieństwo można zignorować z takim samym spokojem jak prawdopodobieństwo istnienia słynnych różowych jednorożców.


A co Bóg ma niby wspólnego z różowym jednorożcem: jest różowy czy ma jeden róg a może jedno i drugie?

Cytat:
Niezależnie od tego czy wspomnę o dziesięciu, stu czy tysiącu zabytków potwierdzających istnienie tego rodzaju związków uznasz po prostu "ale nie są identyczne" "to nie jest to samo" i tu nasza dyskusja się urwie.


Przepraszam, ale nie podałeś ani jednego zabytku potwierdzającego związek. Owe związki są więc na razie rzeczą Twojej wiary, a jako racjonalista powinieneś chyba ograniczać się do wiedzy.

Cytat:
Jeśli chodzi o pośrednie dowody istnienia boga- o czym my mówimy w chwili kiedy wyznawcy jednej religii nie potrafią przekonać wyznawców drugiej że to ich wiara jest prawdziwą ? Czy umiesz udowodnić żydom lub mahometanom (którzy podobno również wierzą w jednego boga wiec zadanie o wiele łatwiejsze niż w przypadku ateistów) że to właśnie Twoja religia jest prawdziwa ?


Tak. Dowodem może być np. to, że nasz krąg kulturowy jest jedynym, w którym nastąpił tak duży postęp. Oczywiście to przekona tych, dla których ten "postęp" ma znaczenie.

Pozdrawiam
09-06-2008 00:49 
 Ocena 2 na 2
Kurczewski (2471 punktów)
>Do Trójcy Świętej podstawiasz coś możliwie jak najbardziej do niej zbliżonego jak np. trójca Egipcjan. Egipcjanie rzeczywiście mieli trójcę, nawet, jeśli trójca ta nie była Bogiem.

Uff... ależ krótka pamięć. Czym był Apis ? Nie bogiem czasem ?

>Po czym przechodzimy do innego aspektu Trójcy i wspominasz z kolei trójcę hinduizmu, ktora rzeczywiscie była Bogiem (a przynajmniej aspektem absolutu) podczas gdy nie było w niej chyba trzech rzeczywistych różnych osób (gdyż osoby te były tylko manifestacją jednego Boga w róznych rolach).

Owszem, pokazuję że elementy które znalazły się w ramach koncepcji katolickiej nie są niczym wyjątkowym, istniały wiele wcześniej w ramach innych systemów wierzeń.

>A kiedy piszę ze w katolicyzmie cały czas była Trójca (bo nie mieliśmy nigdy, np. czwórek czy ósemek), to Ty piszesz o rytualnych mordach w Ameryce Południowej.

Próbujesz sprowdzić ad absurdum. Pisałaś o ciągłości tradycji jako argumencie mającym potwierdzać wyjątkowość chrześcijaństwa- odpowiedziałem Ci przykładem pokazującym możliwie najdobitniej że fakt istnienia ciągłości jakiejś tradycji nie jest w żadnym stopniu potwierdzeniem prawdziwości poglądów które ją tworzą. Szamanizm istnieje o wiele dłużej niż chrześcijaństwo, podlegając o wiele mniejszym przemianom doktrynalnym- czy to twierdzenie wystarczy byś wzięła bębenek i zaczęła tańczyć ?

>To jest dość naciągane rozumowanie, nie uważasz?

Szczerze mówiąc- nie, nie uważam .

>Da się tu dostrzec prawidłowość, że kolejnych podobieństw wyszukujesz w coraz to innej religii pogańskiej... Jeśli używa się tej metody to zauważ, że cos może okazać się być zbyt unikalnym, aby dowieść swojej unikalności, bo lista religii pogańskich (żeby znaleźć te konieczne podobieństwa) będzie coraz to dłuższa... a i rozmycie tematu coraz większe!!

Mam czuć się winnym temu że chrześcijaństwo zawiera tak dużo elementów funkcjonujących w ramach innych religii ? Wierz mi że nie wymieniłem nawet połowy analogii.

>Nie, jedyne co możesz twierdzić to, to że "idea trójcy mogła wyrosnąć na gruncie wcześniejszych koncepcji" a nie że wyrosła, gdyż jedyne co zostało tutaj dotychczas wykazane to chyba, to że poganie mieli bujną wyobraźnie. Problem nie w tym, ze "nie są identyczne" tylko w tym, że są pewne drobne podobieństwa, ale zarazem jest to coś zupełnie innego.

Nasze rozumienie pojęcia "drobne" musi być wyjątkowo odmienne.

>A co Bóg ma niby wspólnego z różowym jednorożcem: jest różowy czy ma jeden róg a może jedno i drugie?

Są równie prawdziwi- i ich prawdziwości dowodzi się dokładnie w ten sam sposób.

>Tak. Dowodem może być np. to, że nasz krąg kulturowy jest jedynym, w którym nastąpił tak duży postęp. Oczywiście to przekona tych, dla których ten "postęp" ma znaczenie.

Mhm... raczej kiepski argument biorąc pod uwagę fakt że tempo rozwoju krajów był, a obecni ich poziom technologiczny jest odwrotnie proporcjonalny do odstetka wierzących.
Teresa (2693 punktów)
Cytat:
>Do Trójcy Świętej podstawiasz coś możliwie jak najbardziej do niej zbliżonego jak np. trójca Egipcjan. Egipcjanie rzeczywiście mieli trójcę, nawet, jeśli trójca ta nie była Bogiem.

Uff... ależ krótka pamięć. Czym był Apis ? Nie bogiem czasem ?


Myślałam, że już to uzgodniliśmy, że Apis nie był takim Bogiem jaj Jahwe albo Brahman.
Może to wpływ monoteizmu bo dla mnie taki bóg jak Apis to nie Bóg.

Cytat:
Próbujesz sprowdzić ad absurdum. Pisałaś o ciągłości tradycji jako argumencie mającym potwierdzać wyjątkowość chrześcijaństwa- odpowiedziałem Ci przykładem pokazującym możliwie najdobitniej że fakt istnienia ciągłości jakiejś tradycji nie jest w żadnym stopniu potwierdzeniem prawdziwości poglądów które ją tworzą. Szamanizm istnieje o wiele dłużej niż chrześcijaństwo, podlegając o wiele mniejszym przemianom doktrynalnym- czy to twierdzenie wystarczy byś wzięła bębenek i zaczęła tańczyć ?


Tylko, że ja bynajmniej nigdzie nie twierdziłam, że : "fakt istnienia ciągłości jakiejś tradycji jest w jakimś stopniu potwierdzeniem prawdziwości poglądów które ją tworzą".

Cytat:
>To jest dość naciągane rozumowanie, nie uważasz?

Szczerze mówiąc- nie, nie uważam .


Naprawdę nie? Zgodnie z Twoim tokiem rozumowania, to papuga jest podobna do motyla, bo motyl też ma skrzydła i był wcześniej, czyli papuga pochodzi od motyla albo oboje pochodzą od ich wspólnego przodka albo też innego kwiatka. Zastosuj swoją metodę do czegokolwiek innego niż relgia, a sam się przekonasz... że prowadzi to, do nieprawidziwych wnioskow!

Cytat:
>A co Bóg ma niby wspólnego z różowym jednorożcem: jest różowy czy ma jeden róg a może jedno i drugie?

Są równie prawdziwi- i ich prawdziwości dowodzi się dokładnie w ten sam sposób.


Dobrze, na ile szacujesz prawdopodobieństwo, że w toku ewolucji nie mógł powstać różowy jednorożec na jakiejś planecie w jakimś wszechświecie? I dlaczego na zero?
Kurczewski (2471 punktów)
>Może to wpływ monoteizmu bo dla mnie taki bóg jak Apis to nie Bóg.

Z Twoimi osobistymi poglądami spierać się nie mogę bo są całkowicie i wyłącznie Twoją sprawą- jeśli dla Ciebie Apis nie jest/ nie był bogiem to tu się dyskusja urywa.

>Tylko, że ja bynajmniej nigdzie nie twierdziłam, że : "fakt istnienia ciągłości jakiejś tradycji jest w jakimś stopniu potwierdzeniem prawdziwości poglądów które ją tworzą".

To nie Ty powoływałaś się na trwanie chrześcijaństwa przy jednej i tej samej idei przez stulecia ?

>Naprawdę nie? Zgodnie z Twoim tokiem rozumowania, to papuga jest podobna do motyla, bo motyl też ma skrzydła i był wcześniej, czyli papuga pochodzi od motyla albo oboje pochodzą od ich wspólnego przodka albo też innego kwiatka. Zastosuj swoją metodę do czegokolwiek innego niż relgia, a sam się przekonasz... że prowadzi to, do nieprawidziwych wnioskow!

Ciągle ad absurdum. Zgodnie z moim trybem rozumowania to tak papuga jak i wróbel posiadają wspólnego przodka. Nie próbuję tworzyć związków przyczynowych łączących chrześcijaństwo z hinduizmem (wtedy Twój zarzut byłby uzasadniony) a tylko wskazuję na motywy ikonograficzne i wątki które istniały na tym samym terenie i nierzadko wśród tych samych ludzi, wśród kultur które wzajemnie od siebie czerpały. Nie uznajesz tego rodzaju metody badawczej- ponownie, to Twoja decyzja i Twój wybór, trudno mi o nim dyskutować.

>Dobrze, na ile szacujesz prawdopodobieństwo, że w toku ewolucji nie mógł powstać różowy jednorożec na jakiejś planecie w jakimś wszechświecie? I dlaczego na zero?

Widzisz- tu przypisujesz mi coś czego nie powiedziałem . Prawdopodobieństwo istnienia różowych jednorożców czy bóstw (dowolnych) nie wynosi zero. Co więcej - jeśli chcemy być uczciwi nigdy nie możemy go wykluczyć, podobnie jak rzucając monetą niby nie powinniśmy pomijać (oprócz orła i reszki) możliwości że stanie na kant. Sęk w tym że prawdopodobieństwo to jest tak małe (zmniejsza się wraz z przekraczaniem przez nas kolejnych granic poznania ale brawdopodobnie margines niewiedzy nigdy nie zniknie), że wielu z nas na potrzeby codziennego użytku utożsamia je z zerem. Ot- jak z mówieniem o facecie z jednym włosem na czubku czaszki że jest łysy.

Odwracając sytuację- czy przystępując do dyskusji potrafisz założyć, że bóg w którego wierzysz w rzeczywistości nie istnieje ? Czy może oczekujesz od przeciwników że założą iż Twój punk widzenia może być właściwym, ale sama już przed jej rozpoczęciem odrzucasz możliwość uznania za taki ich punktu widzenia ?
Teresa (2693 punktów)
Cytat:
>Może to wpływ monoteizmu bo dla mnie taki bóg jak Apis to nie Bóg.

Z Twoimi osobistymi poglądami spierać się nie mogę bo są całkowicie i wyłącznie Twoją sprawą- jeśli dla Ciebie Apis nie jest/ nie był bogiem to tu się dyskusja urywa.


To nie jest moja osobista sprawa. Apis był jednym z bogów a nie jedynym Bogiem takim jak Jahwe czy Brahman. Istniał bóg Osiris-Apis ale nigdy nie istniał Jahwe-Apis, prawda?
Apis jest raczej świetnym przykładem na to w czym trojce (lub inne kombinacje bóstw) religii pogańskich różnią się od Trójcy św. Ale dobrze niech Ci będzie Trójca św. nie jest identyczna z Apisem.

Cytat:
>Tylko, że ja bynajmniej nigdzie nie twierdziłam, że : "fakt istnienia ciągłości jakiejś tradycji jest w jakimś stopniu potwierdzeniem prawdziwości poglądów które ją tworzą".

To nie Ty powoływałaś się na trwanie chrześcijaństwa przy jednej i tej samej idei przez stulecia ?


Ale nie twierdziłam, że trwanie przy jakiejś idei świadczy o jej prawdziwości. Ale wbrew pozorom nawet przykład mordów rytualnych w Ameryce Południowej - mimo, ze uznałeś go za absurdalny - jednak może świadczyć o tym, że ludzie naprawdę w jakimś momencie uwierzyli ze zle duchy są z jakichś powodów skuteczniejsze od dobrych. Trwanie w jakimś przekonaniu, może świadczyć przynajmniej o tym, że ludzie myślą to, co mówią czy czynią.

Cytat:
Ciągle ad absurdum. Zgodnie z moim trybem rozumowania to tak papuga jak i wróbel posiadają wspólnego przodka. Nie próbuję tworzyć związków przyczynowych łączących chrześcijaństwo z hinduizmem (wtedy Twój zarzut byłby uzasadniony) a tylko wskazuję na motywy ikonograficzne i wątki które istniały na tym samym terenie i nierzadko wśród tych samych ludzi, wśród kultur które wzajemnie od siebie czerpały. Nie uznajesz tego rodzaju metody badawczej- ponownie, to Twoja decyzja i Twój wybór, trudno mi o nim dyskutować.


Nie, zgodnie z Twoim trybem rozumowania człowiek jest podobny do papugi nawet jeśli on jako jedyny [człowiek] potrafi to podobieństwo zauważyć.
Jeśli już chcieć szukać motywów to... chciałabym zwrócić uwagę na fakt, który może przejść nie zauważony w naszej rozmowie, że chrz. byli wrogo nastawieni do innych religii (szczególnie od politeizmu) i naprawdę robili wszystko, co mogli, aby nie narazić się na zarzut politeizmu. Apologeci nie chcąc narażać go na podejrzenia o zachwianie monoteizmu, podkreślali, że Chrystus w swej preegzystencji jest myślą Ojca, która w stworzeniu i objawieniu ujawniła się jako wypowiedź, a więc Słowo, czyli boski Logos. Pojęcie Trójca Św. jest, więc bliższe filozofii i rozważaniom nad stoickim Logosem niż politeizmowi.

Cytat:
Prawdopodobieństwo istnienia różowych jednorożców czy bóstw (dowolnych) nie wynosi zero. (...) Sęk w tym że prawdopodobieństwo to jest tak małe (zmniejsza się wraz z przekraczaniem przez nas kolejnych granic poznania ale brawdopodobnie margines niewiedzy nigdy nie zniknie), że wielu z nas na potrzeby codziennego użytku utożsamia je z zerem.


No, ale jak to wyliczyłeś, że takie jest? Może myślisz, że różowy jednorożec nie istnieje prawie na pewno tylko dlatego, że został wymyślony? Myślałam, że podasz mi jakieś wzór matematyczny. Zgodnie z twierdzeniem małpy z maszyna do pisania (ktora jest czestym argumentem ateisów w kwestii wyjaśnienia powstania życia jak i powstania praw fizyki) różowy jednorożec istnieje prawie na pewno.
(pl.wikiped(*)ńczonej_liczbie_małp)
Kurczewski (2471 punktów)
>To nie jest moja osobista sprawa. Apis był jednym z bogów a nie jedynym Bogiem takim jak Jahwe czy Brahman. Istniał bóg Osiris-Apis ale nigdy nie istniał Jahwe-Apis, prawda?

Była za to trójca Baal, Jahwe i Anat (teksty kolonii żydowskiej w Elefantynie, VI-V)

>Ale nie twierdziłam, że trwanie przy jakiejś idei świadczy o jej prawdziwości. Ale wbrew pozorom nawet przykład mordów rytualnych w Ameryce Południowej - mimo, ze uznałeś go za absurdalny - jednak może świadczyć o tym, że ludzie naprawdę w jakimś momencie uwierzyli ze zle duchy są z jakichś powodów skuteczniejsze od dobrych. Trwanie w jakimś przekonaniu, może świadczyć przynajmniej o tym, że ludzie myślą to, co mówią czy czynią.

W rzeczywistości jeśli chodzi o kryteria Azteków to trudno mówić o bogach złych czy dobrych- ich moralność zupełnie nie przystaje do naszych standardów ale to w gruncie rzeczy raczej glosa na marginesie. Skoro doszliśmy do tego, że fakt trwania społeczności czy nawet cywilizacji nijak nie przesądza o prawdziwości poglądu, to logicznym jest uznanie, że fakt, iż kościół katolicki przetrwał dwa tysiące lat nie ma związku z prawdziwością lub fałszem jego doktryny.

>Jeśli już chcieć szukać motywów to... chciałabym zwrócić uwagę na fakt, który może przejść nie zauważony w naszej rozmowie, że chrz. byli wrogo nastawieni do innych religii (szczególnie od politeizmu) i naprawdę robili wszystko, co mogli, aby nie narazić się na zarzut politeizmu. Apologeci nie chcąc narażać go na podejrzenia o zachwianie monoteizmu, podkreślali, że Chrystus w swej preegzystencji jest myślą Ojca, która w stworzeniu i objawieniu ujawniła się jako wypowiedź, a więc Słowo, czyli boski Logos.

To prawda, co zresztą w dużym stopniu przyczyniło się do wrogiego stosunku wyznawców innych religii do chrześcijaństwa.

>No, ale jak to wyliczyłeś, że takie jest? Może myślisz, że różowy jednorożec nie istnieje prawie na pewno tylko dlatego, że został wymyślony? Myślałam, że podasz mi jakieś wzór matematyczny. Zgodnie z twierdzeniem małpy z maszyna do pisania (która jest częstym argumentem ateistów w kwestii wyjaśnienia powstania życia jak i powstania praw fizyki) różowy jednorożec istnieje prawie na pewno.

Częstym argumentem tak teistów jak i ateistów. Obie strony wymachują nim z upodobaniem i często równie słabym zrozumieniem .

Masz rację, uznałem że różowy jednorożec nie istnieje właśnie dlatego, że został wymyślony. Jeśli chciałabyś, żebym udowodnił moje przekonanie odpowiedziałbym, że nie mogę udowodnić nieistnienia różowego jednorożca bo raz- nie przeprowadza się dowodów nieistnienia (niezależnie od tego czego miałyby dotyczyć) a dwa- ciężar przeprowadzenia dowodu istnienia danego bytu leży na postulującym jego istnienie. Dokładnie tak jak Bertranda Russell nie mógł udowodnić istnienia Niebiańskiego Czajniczka. W rzeczywistości dla mojego światopoglądu zagadnienie różowego jednorożca jest idealnie obojętne, więc nie poświęcam mu czasu, o ile oczywiście nie przydarzy się ktoś, kto będzie chciał nakłonić mnie do wiary w jego istnienie- wówczas chętnie się z nim poprzepycham.
Teresa (2693 punktów)
>>To nie jest moja osobista sprawa. Apis był jednym z bogów a nie jedynym Bogiem takim jak Jahwe czy Brahman. Istniał bóg Osiris-Apis ale nigdy nie istniał Jahwe-Apis, prawda?
>Była za to trójca Baal, Jahwe i Anat (teksty kolonii żydowskiej w Elefantynie, VI-V)

Ale co to za trójca? Ta Trójca jest przypadkowa, równie dobrze mogła to by być czwórka czy dwójca. Poza tym pomiędzy Baal, Jahwe i Anat nie ma relacji takich jak w Trójcy św..

Bo własnie chodziło mi o to, że Trójca św. w chrz. odnosi się do bytu o cechach absolutu, czyli wszechwiedzącego, wszechzawierającego, wszechmocnego. Przez absolut rozumiem rzeczywistość, która istnieje sama przez się. Chodzi o rzeczywistość, która jest najbardziej rzeczywista.
Może taka analogia:
Czy patrząc na błękit nieba powiedziałbyś o niebie, że jest jedno?
O Bogu (wg chrz.) należy myśleć jak o rzeczywiści (np. nieskończonym oceanie potwornej energii) a nie jak o jakiejś rzeczy zawartej w czymś innym.

Dla porównania proponuję wziąć potrójny absolut z filozofii Egipcjan.
Wg filozofii Egipcjan ( skrót z : ptta.pl/pef/pdf/e/egipskafilozofia.pdf ):
Bóg, świat duchowy i świat materialny, tworzą jedną organiczną całość (Ptah). Jest ona jedną rzeczywistością podzieloną na trzy strefy funkcjonalne: koncepcyjna, pośredniczącą i wykonawczą (trójca). S. koncepcyjna to Boski Umysł, (Niewidzialny Duch). Źródło boskiego intelektu wyłania z siebie Słowo (w postaci Horusa). S. pośrednicząca to świat między Bogiem a rzeczami widzialnymi (rodzaj energii twórczej, "moc"), a trzecia sfera to świat widzialny stanowiący odwzorowanie boskiego planu.
Dla porównania w chrz. cały absolut jest Bogiem, ale Bóg też wyłania z sobie Słowo (Syna) a Duch Boga przenika świat materialny, które został stworzony.

Mam nadzieję, że sam dostrzegasz jaki faux pas popełniłeś zestawiając absolut (Trójcę św.) z jakimś bożkiem?

>W rzeczywistości jeśli chodzi o kryteria Azteków to trudno mówić o bogach złych czy dobrych- ich moralność zupełnie nie przystaje do naszych standardów ale to w gruncie rzeczy raczej glosa na marginesie.

Skąd możesz wiedzieć, że ich moralność nie przystaje do naszych standardów. Może właśnie przystaje: może dokonywali rytualnych mordów, czyli robi coś b. złego, aby zwrócić na siebie uwagę złego bóstwa tak, jak sataniści bezczeszczą groby dla szatana?

>Skoro doszliśmy do tego, że fakt trwania społeczności czy nawet cywilizacji nijak nie przesądza o prawdziwości poglądu, to logicznym jest uznanie, że fakt, iż kościół katolicki przetrwał dwa tysiące lat nie ma związku z prawdziwością lub fałszem jego doktryny.

Niestety tak, zgadzam się z Tobą. Fakt trwania społeczności czy nawet cywilizacji nijak nie przesądza o prawdziwości poglądu, bo nie tylko o przetrwanie tu chodzi. Podobno najlepiej do przetrwania są przystosowane bakterie a one nawet nie mają poglądów.

Można wyróżnić trzy rodzaje zdań: dotyczace faktów, dot. wartości i dot. przedmiotów transcendentnych.
Zdania dot. faktów są najprostsze i napisałabym, że ich prawdziwość jest związana z trwaniem społeczności (bo np. społeczność uważająca, zdanie "Ziemia jest płaska" nie przetrwała), gdyby nie np. społeczność ludzi wierzących w astrologię, która trwa mimo, że astrologia jest fałszywa co wiemy dzięki autorytetowi nauki.

Ale także z samej treści wiary może wynikać ów związek, np. weźmy zdanie Chrystusa: "Ty jesteś Piotr opoka i na tej opoce zbuduję Kościół mój a Bramy piekielne go nie przemogą". Problem w tym, że nie wiadomo, co to znaczy: czy, że Kościół musi przetrwać (w niektórych epokach to niewiele brakowało, żeby umarł, ale zawsze ożywał!) czy też że prędzej Kościół wyzionie ducha niż da się przemóc szatanowi (gdyż w innym miejscu Pan pyta czy jak wróci to zastanie wiarę na ziemi - ba, nie wiadomo nawet czy te zdania należy ze sobą łączyć). Ale Chrystus powiedział więcej takich zdań, które można zweryfikować.

Z drugiej strony to jeśli weźmiemy np. zdania dot. wartości, to można się zapytać dlaczego np. zdanie "morderstwo jest złe" jest prawdziwe? Zauważ, że gdyby zdanie "życie jest mniej warte od śmierci" było prawdziwe to chyba mają rację ludzie, którzy wierzą w poglądy, które doprowadzają do śmierci (bez względu na prawdziwość tych poglądów)! Pytanie więc brzmi kto może być autorytetem w tej dziedzinie zdan dot. wartości? Wg mnie tylko Bóg, a wg Ciebie?
A są jeszcze zdania dot. przedmiotów transcendentnych jak np. zdanie "Bóg jest naszym ojcem" .

>>Jeśli już chcieć szukać motywów to... chciałabym zwrócić uwagę na fakt, który może przejść nie zauważony w naszej rozmowie, że chrz. byli wrogo nastawieni do innych religii (szczególnie od politeizmu) i naprawdę robili wszystko, co mogli, aby nie narazić się na zarzut politeizmu. Apologeci nie chcąc narażać go na podejrzenia o zachwianie monoteizmu, podkreślali, że Chrystus w swej preegzystencji jest myślą Ojca, która w stworzeniu i objawieniu ujawniła się jako wypowiedź, a więc Słowo, czyli boski Logos.
>To prawda, co zresztą w dużym stopniu przyczyniło się do wrogiego stosunku wyznawców innych religii do chrześcijaństwa.

No więc, dlaczego na liście podobieństw do Trójcy Św. nie należy na pierwszym miejscy wymienić judaizmu razem z filozofią stoików ... ? Bo wówczas Trójca sw. okazałoby się, zbyt unikatowa?
c. d. n.
Kurczewski (2471 punktów)

>Ale co to za trójca? Ta Trójca jest przypadkowa, równie dobrze mogła to by być czwórka czy dwójca. Poza tym pomiędzy Baal, Jahwe i Anat nie ma relacji takich jak w Trójcy św..

O to pretensje możesz mieć do starożytnych hebrajczyków- to nie ja tę trójcę stworzyłem. Uprzedzając- oczywiście, do chrześcijańskiej jej daleko,jest zaledwie przykładem że w ramach religii z której wyrosło chrześcijaństwo sama konstrukcja trójcy czy bóstwa troistego nie była nieznana- no i że mamy Jahwe- Baala.

>Bo własnie chodziło mi o to, że Trójca św. w chrz. odnosi się do bytu o cechach absolutu, czyli wszechwiedzącego, wszechzawierającego, wszechmocnego. Przez absolut rozumiem rzeczywistość, która istnieje sama przez się. [...]
>Mam nadzieję, że sam dostrzegasz jaki faux pas popełniłeś zestawiając absolut (Trójcę św.) z jakimś bożkiem?

Hmm... znasz rzeczywistość która nie istnieje sama przez się ?

Przedstawiłaś koncepcję trójcy w ujęciu współczesnej teologii (bo nie pierwszych wieków), przeciwstawiając ją jednej z koncepcji egipskich- wszystko to ładnie, oczywiście dostrzegam różnice, ale nie dowodzą one niczego, poza tym że nie ma bezpośredniego przełożenia między starożytną filozofią egipską a współczesną teologią katolicką (czego zresztą nigdy nie postulowałem). Jeśli chodzi o różnicę- nie wyczuwam gdzie popełniłem faux pas ale jeśli faktycznie tak było- przepraszam wszystkich zainteresowanych bożków i wszelkie trójce.

>Skąd możesz wiedzieć, że ich moralność nie przystaje do naszych standardów. Może właśnie przystaje: może dokonywali rytualnych mordów, czyli robi coś b. złego, aby zwrócić na siebie uwagę złego bóstwa tak, jak sataniści bezczeszczą groby dla szatana?

Bo znam założenia ich religii, obyczaje panujące w ich społeczeństwie i z grubsza wiem jak wyglądają współczesne standardy. Jakkolwiek tego nie wygniemy nie wyrywamy publicznie serc i po przegranej w meczu w piłkę nożną nie zabijamy przegrywających (może i należałoby- u nich do tej pory skutkuje to futbolem na wysokim poziomie).

>Podobno najlepiej do przetrwania są przystosowane bakterie a one nawet nie mają poglądów.

Och jaki piękny foch

>Można wyróżnić trzy rodzaje zdań: dotyczace faktów, dot. wartości i dot. przedmiotów transcendentnych.

>Zdania dot. faktów są najprostsze i napisałabym, że ich prawdziwość jest związana z trwaniem społeczności (bo np. społeczność uważająca, zdanie "Ziemia jest płaska" nie przetrwała), gdyby nie np. społeczność ludzi wierzących w astrologię, która trwa mimo, że astrologia jest fałszywa co wiemy dzięki autorytetowi nauki.

Drobne zastrzeżenie- wiemy to nie dzięki jej autorytetowi a dzięki jej weryfikowalności (możemy stosunkowo łatwo przetestować dowolnego astrologa, wróżkę czy proroka).

>Ale także z samej treści wiary może wynikać ów związek, np. weźmy zdanie Chrystusa: "Ty jesteś Piotr opoka i na tej opoce zbuduję Kościół mój a Bramy piekielne go nie przemogą". Problem w tym, że nie wiadomo, co to znaczy: czy, że Kościół musi przetrwać (w niektórych epokach to niewiele brakowało, żeby umarł, ale zawsze ożywał!) czy też że prędzej Kościół wyzionie ducha niż da się przemóc szatanowi (gdyż w innym miejscu Pan pyta czy jak wróci to zastanie wiarę na ziemi - ba, nie wiadomo nawet czy te zdania należy ze sobą łączyć). Ale Chrystus powiedział więcej takich zdań, które można zweryfikować.

Nie podejmuję się weryfikować przedmiotów wiary, będącej z zasady nieweryfikowalną (nie wspominając już o problemach z licznymi modyfikacjami tekstu źródłowego).

>Z drugiej strony to jeśli weźmiemy np. zdania dot. wartości, to można się zapytać dlaczego np. zdanie "morderstwo jest złe" jest prawdziwe? Zauważ, że gdyby zdanie "życie jest mniej warte od śmierci" było prawdziwe to chyba mają rację ludzie, którzy wierzą w poglądy, które doprowadzają do śmierci (bez względu na prawdziwość tych poglądów)! Pytanie więc brzmi kto może być autorytetem w tej dziedzinie zdan dot. wartości? Wg mnie tylko Bóg, a wg Ciebie?

Według mnie zestaw "wartości" którymi się posługujemy jest pochodną ewolucji- wynikiem przystosowania do życia w grupie (co poświadcza występowanie podobnych "kodeksów" zachowań w grupach różnych zwierząt. Stąd- odpowiadając na pytanie- autorytetem w sprawie standardów obowiązujących w ramach danej społeczności jest zawsze ta społeczność. Może uznać że zabijanie jest niezależnie od tego co się zabija całkowicie niedopuszczalne, może uznać że jest wręcz konieczne (przykład Azteków).

>No więc, dlaczego na liście podobieństw do Trójcy Św. nie należy na pierwszym miejscy wymienić judaizmu razem z filozofią stoików ... ? Bo wówczas Trójca sw. okazałoby się, zbyt unikatowa?

Ależ należy- czemu nie mielibyśmy nie wymieniać któregokolwiek z możliwych źródeł wpływów ? Zbyt unikatowa ? Co miałoby znaczyć "zbyt" ? Rzecz w tym, że kiedy mówimy o samej koncepcji boskiej trójcy czy jako wizji stosunków pomiędzy osobami boskimi czy też motywu ikonograficznego to nie stoicy i nie żydzi byli pierwsi.
Teresa (2693 punktów)
Cytat:
>Ale co to za trójca? Ta Trójca jest przypadkowa, równie dobrze mogła to by być czwórka czy dwójca. Poza tym pomiędzy Baal, Jahwe i Anat nie ma relacji takich jak w Trójcy św..

O to pretensje możesz mieć do starożytnych hebrajczyków- to nie ja tą trójcę stworzyłem. Uprzedzając- oczywiście, do chrześcijańskiej jej daleko,jest zaledwie przykładem że w ramach religii z której wyrosło chrześcijaństwo sama konstrukcja trójcy czy bóstwa troistego nie była nieznana- no i że mamy Jahwe- Baala.


Owszem, konstrukcje były znane, ale to były zupełnie inne konstrukcje. Jakieś podobieństwa między Baal, Jahwe i Anat a Trójcą być może i są, ale jak się zastanowić nazywanie Baal, Jahwe i Anat trójcą to jest to chyba rozmijanie się prawdą.

Cytat:
Hmm... znasz rzeczywistość która nie istnieje sama przez się ?


A Ty znasz rzeczywistość, która istnieje sama przez się?

Cytat:
Przedstawiłaś koncepcję trójcy w ujęciu współczesnej teologii (bo nie pierwszych wieków), przeciwstawiając ją jednej z koncepcji egipskich- wszystko to ładnie, oczywiście dostrzegam różnice, ale nie dowodzą one niczego, poza tym że nie ma bezpośredniego przełożenia między starożytną filozofią egipską a współczesną teologią katolicką (czego zresztą nigdy nie postulowałem).


Wiem, że nie postulowałeś, dlatego postanowiłam sama to zrobić.
Po pierwsze gdzie przestawiałam Trójcę w ujęciu współczesnej teologii? Przestawienie Syna Bożego jako Słowa (Logosu) jest już w Ewangelii wg św. Jana (1:1) ("Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo."). Np. Sokrates Scholastyk (ur. 380 r.) w "Historii Kościoła" przytacza list biskupa Aleksandra (około roku 323) o odstępcach (Ariusz), że nie uznają, że Syn Boży jest Logosem - zobacz str. 11. philosophi(*)astyk---Historia_kosciola.pdf.
O Bogu jako bycie wszechogarniającym mówił już św. Piotr "Bo w rzeczywistości jest On niedaleko od każdego z nas. Bo w nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy" (Dz 17,27-28).

Po drugie jeśli chodzi o "przełożenie" to filozofia Egipcjan miała np. wpływ na najsławniejszego filozofa żydowskiego Filona z Aleksandrii, który prawdopodobnie zaczerpnął z tego źródła koncepcję Logosu. Zaś Filon oddziaływał natomiast na filozofów pogańskich - neoplatończyków, a także teologów chrześcijańskich: Klemensa Aleksandryjskiego, Orygenesa, Ambrożego i Augustyna. Grecy (Platon) chętnie się do tego wpływu przyznawali (Egipt był dla nich kolebką wszelkiej mądrości). Takie elementy ich filozofii jak: świat idei, panenteizm, emanacjoanim można odnaleźć w filozofii Egiptu. A np. św. Augustyn uwielbiał Platona (a właściwie Plotyna).

Za B. Russellem ("Dzieje filozofii zachodu") metafizyka Plotyna (założyciela neoplatonizmu) rozpoczyna się od czegoś w rodzaju Trójcy świętej: jedni, ducha i duszy. Inaczej niż w Trójcy te trzy elementy nie są równe. Plotyn nazywa jednię Bogiem, nie wolno przypisywać jej żadnych cech, możemy o niej powiedzieć tylko "ona istnieje". Błędem byłoby mówić o Bogu jako wszystkim , ponieważ Bóg przekracza wszystko. Duch to zaś "Rozum świata" :matematyka, świat idei, wszelka myśl o tym co nie zmysłowe. Chrześcijanie utożsamili( autor Ew. wg św. Jana) Chrystusa z Logosem (Rozumem). Dlatego dla mnie osobiście jest nie do wyobrażenia sobie jak można by było nazwać Syna Bożego Logosem i jednocześnie nie uważać Boga za byt wszechogarniający, za absolut.

Są dokumenty, w których chrześcijanie rozwodzą się nad Logosem, ale nie ma chyba analogicznych dokumentów, w których rozwodziliby się np. nad (Ser)Apisem. Może wg Ciebie nie mogli o tym rozmawiać, bo byliby posądzeni o politeizm? Ale w tamtych czasach politeizm był normą, po co więcej mieliby się tak ukrywać. Zobacz w Historii Kościoła na str. 354 rozdział "O znalezionym w świątyni Serapisa hieroglificznym napisie".

Jeszcze chciałabym coś wyjaśnić.
W Egipcie filozofii nauczono w szkołach przy świątyniach, wiec niemożliwe jest, aby uczono w nich rzeczy całkowiecie sprzecznych tym co działo się w tych świątyniach. Link dot. filozofii Egiptu, który podałam wczesniej dotyczył filozofii szkoły kapłanów przy świątyni Ptah , filozoficznie byli to moniści, a religijnie -politeiści. Należy tez dodać, że współcześnie uważa się, ze Egipcie były dwie religie: politeistyczna (wyrosła z pobożności ludowej) i monoteistyczna pochodząca z filozoficznego namysłu nad katastrofą w 24 wieku przed Chrystusem (Echnaton). Religia politeistyczną (panentezim) odpowiadała w filozofii monizmowi (czyli. Jedności Boga i przyrody), monoteizmowi -monizm miał być zarzucony na rzecz dualizmu ( dwóch natur: stwórcy i stworzenia).

Problem w tym, że jeśli chcesz porównywać Apisa z Trójca św., to należy się zastanowić najpierw czym był Apis - czy był symbolem wiary w "nadprzyrodzoną mocy, którą ma człowiek" (np. zmartwychwstanie), czy mocy "przyrodzonej" (np. symbol płodności, sił natury), czy też był rzeczywistą osobą (Apis miał własną tożsamość), niewidzialną, czczoną pod postacią byka. Problem w tym, że dla wykształconego kapłana -monisty -jedynym Podmiotem (osobą) był Wielki Duch. Wielki duch był w każdym człowieku i w każdym bogu. Wydaje się więc, że Apis nie był czymś, co - w sensie dosłownym (jako coś naprawdę istniejącego) - było rozważane przez filozofów i teologów. Natomiast czymś takim jest Trójca św.. Do takich wniosków można dojść zgłębiając ten problem od strony filozoficznej. Nie potrafię zrozumieć religii bez filozofii, bo bez filozofii nie rozumiem, co oznaczają słowa użyte w religii (teologii).
Rozumiem jednak, że Ciebie interesują podobieństwo samych idei Apisa i Trójcy św. (czy to teologicznych, czy zaczerpniętych z mitów, czy z filozofii). No to jeśli chodzi o same idee to są jakoś podobne.

Jako ciekawostkę mogę dodać, ze niektórzy badacze uważają, ze to Egipcjanie odkryli monoteizm który przejęli Izraelici a potem chrz. od żydów.

c. d. n.
Kurczewski (2471 punktów)
Przepraszam za opóźnienie- troszku się ostatnio przepracowałem

>Owszem, konstrukcje były znane, ale to były zupełnie inne konstrukcje. Jakieś podobieństwa między Baal, Jahwe i Anat a Trójcą być może i są, ale jak się zastanowić nazywanie Baal, Jahwe i Anat trójcą to jest to chyba rozmijanie się prawdą.

Czekaj- chciałaś trójcy, czczonej jako trójca, w której był Jahwe- to przykład pokazujący że i taka pojawiła się w historii, wcale nie tak strasznie odległej od momentu powstania chrześcijaństwa. Że nie jest identyczna ? Nie, oczywiście nie jest, to przykład o parę wieków wcześniejszy i z nieco innego, bardziej prymitywnego nurtu, gdyby była identyczna przywoływanie jej nie miałoby sensu.

>A Ty znasz rzeczywistość, która istnieje sama przez się?

Touche ! Ładne, ładne. Masz rację, nie potrafię tego dowieść więc pozostajemy w podobnej sytuacji.

>Wiem, że nie postulowałeś, dlatego postanowiłam sama to zrobić.
>Po pierwsze gdzie przestawiałam Trójcę w ujęciu współczesnej teologii?

W całości Twoich wywodów. Przedstawiasz stanowisko kościoła tak, jakby było ukształtowane jako stałe i niezmienne już w I wieku, podczas gdy spory teologiczne trwają na dobrą sprawę aż do dziś.

>Chrześcijanie utożsamili( autor Ew. wg św. Jana) Chrystusa z Logosem (Rozumem). >Dlatego dla mnie osobiście jest nie do wyobrażenia sobie jak można by było nazwać Syna Bożego Logosem i jednocześnie nie uważać Boga za byt wszechogarniający, za absolut.

No cóż- już przed Jezusem żydzi uznawali boga za absolut. Jeśli chodzi o koncepcję logosu- można się odwołać do o wiele wcześniejszej Księgi Przysłów 8,22-31: Pan mnie stworzył, swe arcydzieło, jako początek swej mocy, od dawna, od wieków jestem stworzona, od początku, nim ziemia powstała. Przed oceanem istnieć zaczęłam, przed źródłami pełnymi wody; zanim góry zostały założone, przed pagórkami zaczęłam istnieć; nim ziemię i pola uczynił - początek pyłu na ziemi. Gdy niebo umacniał, z Nim byłam, gdy kreślił sklepienie nad bezmiarem wód, gdy w górze utwierdzał obłoki, gdy źródła wielkiej otchłani umacniał, gdy morzu stawiał granice, by wody z brzegów nie wyszły, gdy kreślił fundamenty pod ziemię. Ja byłam przy Nim mistrzynią, rozkoszą Jego dzień po dniu, cały czas igrając przed Nim [...].

Mądrość z tego starotestamentowego cytatu znakomicie odpowiada koncepcji przedwiecznego Logosu (na marginesie- takie odczytanie Logosu idealnie pasuje do koncepcji związanych z wspomnianą powyżej trójcą ale to juz glosa do glosy do glosy).

>Są dokumenty, w których chrześcijanie rozwodzą się nad Logosem, ale nie ma chyba analogicznych dokumentów, w których rozwodziliby się np. nad (Ser)Apisem. Może wg Ciebie nie mogli o tym rozmawiać, bo byliby posądzeni o politeizm?

Czekaj, czemu chrześcijanie mieliby rozwodzić się nad Serapisem mając "swojego" boga ? O ile chrześcijanie zajmowali się w pierwszych wiekach filozofią, o tyle rozważanie tekstów mistycznych pogan nie było wśród nich popularnym zajęciem. Rozwodzili się nad nim mistycy środowisk hellenistycznych, min. w Aleksandrii, odwołując się zresztą do podobnych koncepcji filozoficznych do których odwoływali się chrześcijanie.

>Rozumiem jednak, że Ciebie interesują podobieństwo samych idei Apisa i Trójcy św. (czy to teologicznych, czy zaczerpniętych z mitów, czy z filozofii). No to jeśli chodzi o same idee to są jakoś podobne.

Tak naprawdę nie tyle interesują mnie idee co wędrówki motywów. Nie próbuję ich wartościować, po prostu zauważam że taka koncepcja pojawiła się tu, podobna tam. Ten motyw ikonograficzny zaadoptowano stąd, ten stamtąd, znaczenie zmieniło się tak czy owak.
Teresa (2693 punktów)
>Przepraszam za opóźnienie- troszku się ostatnio przepracowałem

Nie przepraszaj. Chciałabym odpowiadać tak szybko jak Ty.

>Czekaj- chciałaś trójcy, czczonej jako trójca, w której był Jahwe- to przykład pokazujący że i taka pojawiła się w historii, wcale nie tak strasznie odległej od momentu powstania chrześcijaństwa. Że nie jest identyczna ? Nie, oczywiście nie jest, to przykład o parę wieków wcześniejszy i z nieco innego, bardziej prymitywnego nurtu, gdyby była identyczna przywoływanie jej nie miałoby sensu.

Ale to był nurt, który istniał zawsze w opozycji do nurtu, który "wydał" Trójcę św. Nurt ten opierał się na zupełnie innych (sprzecznych) założeniach.
Zauważ też, że w świecie ducha nie mamy li tylko do czynienia z prymitywną wędrówką motywów, ale pewne konstrukcje są wynikiem setek (jak np. Trojca św.) a nawet tysięcy lat przemyśleń.

>W całości Twoich wywodów. Przedstawiasz stanowisko kościoła tak, jakby było ukształtowane jako stałe i niezmienne już w I wieku, podczas gdy spory teologiczne trwają na dobrą sprawę aż do dziś.

Jakby nie było... to, co przytoczyłam, wystarczy, aby zauważyć, że motyw Logosu (mądrości kosmicznej) występuje i w filozofii Egipcjan, i w Starym Testamencie, i w filozofii greckiej oraz w chrz. .

>Mądrość z tego starotestamentowego cytatu znakomicie odpowiada koncepcji przedwiecznego Logosu (na marginesie- takie odczytanie Logosu idealnie pasuje do koncepcji związanych z wspomnianą powyżej trójcą ale to juz glosa do glosy do glosy).

Wow! ... i właśnie uważa się też, że fragmenty o mądrości są wkładem filozofii Egiptu do ST (Księga Przysłów i Księga Mądrości).

>Czekaj, czemu chrześcijanie mieliby rozwodzić się nad Serapisem mając "swojego" boga ?

Zaraz mnie coś trafi ... Przecież jeśli chrześcijanie inspirowali się trójcami istniejącymi w religiach pogańskich (czy
to nie Ty tak twierdzisz???), to wypadałoby aby rozwodzili się na jakimś przykładowym bogiem i jego "konstrukcją" (mieli "pod ręką" Serapisa). Tymczasem oni rozwodzili się nad pojęciem "logosu", bo odkryli zbieżność logosu z filozofii Greków a ST jak i z tradycją.

>Tak naprawdę nie tyle interesują mnie idee co wędrówki motywów. Nie próbuję ich wartościować, po prostu zauważam że taka koncepcja pojawiła się tu, podobna tam. Ten motyw ikonograficzny zaadoptowano stąd, ten stamtąd, znaczenie zmieniło się tak czy owak.

To pięknie, ale jak to możliwe, że nie zauważasz wędrówki motywu logosu mając go "pod nosem" (mając na to dokumenty) a zauważasz "jakąś iluzoryczną wędrówkę" motywu trójcy?
Teresa (2693 punktów)
Cytat:
>Skąd możesz wiedzieć, że ich moralność nie przystaje do naszych standardów. Może właśnie przystaje: może dokonywali rytualnych mordów, czyli robi coś b. złego, aby zwrócić na siebie uwagę złego bóstwa tak, jak sataniści bezczeszczą groby dla szatana?

Bo znam założenia ich religii, obyczaje panujące w ich społeczeństwie i z grubsza wiem jak wyglądają współczesne standardy. Jakkolwiek tego nie wygniemy nie wyrywamy publicznie serc i po przegranej w meczu w piłkę nożną nie zabijamy przegrywających (może i należałoby- u nich do tej pory skutkuje to futbolem na wysokim poziomie).


No, tak, bo ludy Ameryki Płn. to miały w zwyczaju wyrywać publicznie serca po przegranej w meczu w piłkę nożną. Ha ha ha...

Cytat:

Według mnie zestaw "wartości" którymi się posługujemy jest pochodną ewolucji- wynikiem przystosowania do życia w grupie (co poświadcza występowanie podobnych "kodeksów" zachowań w grupach różnych zwierząt. Stąd- odpowiadając na pytanie- autorytetem w sprawie standardów obowiązujących w ramach danej społeczności jest zawsze ta społeczność. Może uznać że zabijanie jest niezależnie od tego co się zabija całkowicie niedopuszczalne, może uznać że jest wręcz konieczne (przykład Azteków).


Ludzie uznawali też, że Ziemia jest plaska. Czy z tego wynika, ze rzeczywiście taka była, bo oni tak uznali? A Egipcjanie mieli fałszywy wzór na pole trójkąta. Mylisz chyba podglądy ludzi na to, co jest dobre a co zle (dla człowieka), z tym, co naprawdę jest dobre a co złe dla natury człowieka. Dobro i zło, to coś co się raczej odkrywa aniżeli wymyśla czy uznaje.

Cytat:
Ależ należy- czemu nie mielibyśmy nie wymieniać któregokolwiek z możliwych źródeł wpływów ? Zbyt unikatowa ? Co miałoby znaczyć "zbyt" ? Rzecz w tym, że kiedy mówimy o samej koncepcji boskiej trójcy czy jako wizji stosunków pomiędzy osobami boskimi czy też motywu ikonograficznego to nie stoicy i nie żydzi byli pierwsi.

Alez proszę bardzo wymieniajmy wszystkie możliwe źródła wpływów. Owszem były znane wcześniej koncepcje boskiej trójcy, problem tylko w tym, że były to trójce w zupełnie innym sensie niż w sensie, w którym jest nią Trójca św.
Kurczewski (2471 punktów)
>No, tak, bo ludy Ameryki Płn. to miały w zwyczaju wyrywać publicznie serca po przegranej w meczu w piłkę nożną. Ha ha ha...

Polscy kibice są coraz bliżsi tego "ideału"

>Ludzie uznawali też, że Ziemia jest plaska. Czy z tego wynika, ze rzeczywiście taka była, bo oni tak uznali? A Egipcjanie mieli fałszywy wzór na pole trójkąta. Mylisz chyba podglądy ludzi na to, co jest dobre a co zle (dla człowieka), z tym, co naprawdę jest dobre a co złe dla natury człowieka. Dobro i zło, to coś co się raczej odkrywa aniżeli wymyśla czy uznaje.

Uj, wchodzimy na kolejne bagnisko na którym potopiło się całe mnóstwo nielichych łbów. Zgodzisz się że różne cywilizacje miały różne poglądy na temat zła (z Aztekami uznającymi że wyrywanie serc jest dobre). Nawet w obrębie chrześcijaństwa poglądy na temat tego co jest moralnie dopuszczalne a co nie ewoluowały i to dość znacznie. Moralność ze swoją oceną "dobre/złe" nie jest więc czymś stałym i niezmiennym- podlega przemianom, a wraz z nią pojęcia dobra i zła.
Teresa (2693 punktów)
>Moralność ze swoją oceną "dobre/złe" nie jest więc czymś stałym i niezmiennym- podlega przemianom, a wraz z nią pojęcia dobra i zła.

Moralność jednak nie podlega aż takim przemianom, gdyż podstawowe rzeczy pozostają stale, np. miłosierdzie było tak samo dobre w Średniowieczu jak i dziś, tak samo w Europie jak i na Dalekim Wschodzie. A to z kolei wskazywałoby na to, że jednak dobro i zło się nie zmieniają, a to, ze niektórzy ludzie czy całe kultury mogły mieć (mają) różniące się poglądy może wynikać np. z tego że nisko upadli tj. wypaczyli się (jak np. ofiary z ludzi w Ameryce Południowej).
27-08-2008 15:07 
 Ocena 2 na 2
elfir (1058 punktów)
niektórzy ludzie czy całe kultury mogły mieć (mają) różniące się poglądy może wynikać np. z tego że nisko upadli tj. wypaczyli się (jak np. ofiary z ludzi w Ameryce Południowej).

Oczywiście twoja moralnośc jest jedynie słuszna i nalezy ja narzucić innym? Bo ty nie upadłaś ale inni mogli.
Pycha, ot co!

Zawsze mnie zastanawiało dlaczego chrześcijanie tak wybiórczo stosują się do nakazów, bardzo szczegółowo opisanych w ST - w zasadzie uznają jedynie okrojoną wersję 10 przykazań. A dlaczego nie inne zasady? Przecież ST to dzieło natchnione, wola boska przekazana ludziom. Jezus jednoznacznie ich nie obalił. A gdyby nawet przyjąć, że tak zrobił - co to za bog, ktory zmienia zasady moralne przez wieki?

Odpowiedzią dlaczego jest z pewnoscią rozsądek człowieka (a nie boga) i rozwój mysli humanistycznej - ignorujmy to, co jest bezsensowne i spróbujmy przekształcić resztę, tak by się nadawała do użycia.
Teresa (2693 punktów)
>> niektórzy ludzie czy całe kultury mogły mieć (mają) różniące się poglądy może wynikać np. z tego że nisko upadli tj. wypaczyli się (jak np. ofiary z ludzi w Ameryce Południowej).

>Oczywiście twoja moralnośc jest jedynie słuszna i nalezy ja narzucić innym? Bo ty nie upadłaś ale inni mogli.
>Pycha, ot co!

Za to Twoja moralność jest chyba już tak chora, że niczego już nie nazwie złem. Nie można tolerować składania ofiar z ludzi (w tym dzieci) dla demonów. Tolerancja nie oznacza zgody na zabijanie, poniżanie, itp..
W ogóle tolerancja opiera się na wspólnych wartościach ( nie na "moich" czy "twoich"). Kiedy nie ma wspólnych wartości tolerancja traci rację bytu.
Widzisz, ja nie mowie ze tylko to, co chrześcijańskie jest dobre, ale mówię, że to, co naprawdę dobre jest chrześcijańskie (to jest pewna różnica).
Kiedy piszesz o mojej "moralności" to nie wiem o czym piszesz, bo ja uważam, że jest jedna moralność wspólna dla wszystkich.
"Moja" moralność jest dla mnie bardzo rygorystyczna; nie spełniam jej wymagań, ale mimo to (a może właśnie dlatego), nie chcę zamienić jej na inną, bo nie chcę dostosowywać "dobra" i "zła" do siebie, tylko wole siebie próbować zmieniać lub przynajmniej mieć świadomość, że nie jestem dobra. Z taką świadomością naprawdę da się żyć, choć nie jest to komfortowe uczucie tylko przykre.
Gdybym zaczęła dostosowywać (racjonalnie uzasadnione) definicje "dobra" i "zła" do siebie to sama wiedziałabym, że ściemniam, bo coś nie może być prawdą tylko, dlatego, że "ja" tak chcę. Równie dobrze mogłabym sobie chcieć gwiazdkę z nieba...

>Zawsze mnie zastanawiało dlaczego chrześcijanie tak wybiórczo stosują się do nakazów, bardzo szczegółowo opisanych w ST - w zasadzie uznają jedynie okrojoną wersję 10 przykazań. A dlaczego nie inne zasady?

Może dlatego, że Bóg bezpośrednio przekazał Mojżeszowi tablicę tylko z dziesięcioma. A mówiąc poważnie Tego typu dylematy czy chrześcijanie (szczególnie nawróceni poganie) mają zachowywać stare zasady rozstrzygnęli apostołowie. Zajmowali się tym m. in. św. Paweł i św. Piotr (wiemy o tym z Dziejów Apostolskich i z Listów).

>co to za bog, ktory zmienia zasady moralne przez wieki?

Co masz na myśli? Np. składanie zwierząt w ofierze to nie jest zasada moralna tylko raczej zasada kultu (która w chrz. straciła rację bytu).

>Odpowiedzią dlaczego jest z pewnoscią rozsądek człowieka (a nie boga) i rozwój mysli humanistycznej - ignorujmy to, co jest bezsensowne i spróbujmy przekształcić resztę, tak by się nadawała do użycia.

Ale rozsądek człowieka tez jest darem Boga. Z jednej strony więc odrzucasz Boga który (ponoć) "zmienia zasady moralne przez wieki" a z drugiej uważasz, że możesz polegać na swoim rozsądku, który przecież tez jest dziełem tego samego Boga? Nie widzisz tu sprzeczności? Oj, wchodzisz na grząski grunt ...
08-09-2008 09:08 
 Ocena 3 na 3
elfir (1058 punktów)
>Za to Twoja moralność jest chyba już tak chora, że niczego już nie nazwie złem.

Ciekawe skad znasz moją osobistą moralnośc?
Być może dlatego tak uwazasz, ponieważ ja nie uwazam homoseksualizmu za zboczenie?

>Widzisz, ja nie mowie ze tylko to, co chrześcijańskie jest dobre, ale mówię, że to, co naprawdę dobre jest chrześcijańskie (to jest pewna różnica).

Chrzescijaństwo zmieniało się przez wieki - również jego normy moralne. Teraz jest pod wpływem mysli humanistycznej, powstałej w oświeceniu. I tylko dlatego jest taka "dobra". Gdyby nie opór ateizujacej Francji, pewnie dalej byłoby po staremu.

>Kiedy piszesz o mojej "moralności" to nie wiem o czym piszesz, bo ja uważam, że jest jedna moralność wspólna dla wszystkich.

Własnie ci udowodniłam, że nie - Indianie mieli inną, ty masz inną, a buddysci jeszcze inną. Moralnośc to wytwór kultury a nie ewolucji.
Strugaccy kiedys napisali: "Kazda rozumna istota etycznie jest rowna Tobie. Nie istnieje pytanie, czy istota ta jest lepsza czy gorsza, nawet jesli jej etyka i moralnosc rozni sie od twojej".

>Może dlatego, że Bóg bezpośrednio przekazał Mojżeszowi tablicę tylko z dziesięcioma. A mówiąc poważnie Tego typu dylematy czy chrześcijanie (szczególnie nawróceni poganie) mają zachowywać stare zasady rozstrzygnęli apostołowie. Zajmowali się tym m. in. św. Paweł i św. Piotr (wiemy o tym z Dziejów Apostolskich i z Listów).

Katolicy jawnie ignorują przykazanie o wizerunkach, które jest ewidentnie jednym z 10 przykazań. I Ani Paweł ani piotr nic o zniesieniu tego nakazu nie pisali.
Poza tym jak mozna interpretowac inaczej słowa "Rzekł nadto Pan do Mojżesza: Tak powiesz Izraelitom: Wy sami widzieliście, że z nieba do was przemawiałem. Nie będziecie sporządzać obok Mnie bożków ze srebra ani bożków ze złota nie będziecie sobie czynić. (...)"?
Chyba, że bóg jest kapryśny i raz na jakis czas wywraca do góry nogami wszystko co powiedział wcześniej?

>Co masz na myśli? Np. składanie zwierząt w ofierze to nie jest zasada moralna tylko raczej zasada kultu (która w chrz. straciła rację bytu).

Straciła rację bytu, bo była przestarzała nawet dla Żydów - co oznacza, że bog co jakiś czas powinen wydawać supelementy do swoich nawiedzonych tekstów - wraz z rozwojem cywilizacji, kultury i poglądów ludzi. Kto wie, moze teraz już odpuscił sobie obowiazek chodzienia do kosciola i zakaz antykoncepcji? A może po prostu to co wklada się bogu w usta jest po prostu wytworem ludzkiej mysli? Jak cała idea boga?

>Ale rozsądek człowieka tez jest darem Boga. Z jednej strony więc odrzucasz Boga który (ponoć) "zmienia zasady moralne przez wieki" a z drugiej uważasz, że możesz polegać na swoim rozsądku, który przecież tez jest dziełem tego samego Boga? Nie widzisz tu sprzeczności? Oj, wchodzisz na grząski grunt ...

Nie, nie wchodzę, grząskie grunty to domena religii. Skoro nie wierze w boga nie wierze tez w jego dary i dziela
Moj rozsadek z bogiem ma na szczescie niewiele wspolnego.
Teresa (2693 punktów)
>Ciekawe skad znasz moją osobistą moralnośc?
>Być może dlatego tak uwazasz, ponieważ ja nie uwazam homoseksualizmu za zboczenie?

A czy jest coś, co uważasz za zboczenie?

>Chrzescijaństwo zmieniało się przez wieki - również jego normy moralne. Teraz jest pod wpływem mysli humanistycznej, powstałej w oświeceniu. I tylko dlatego jest taka "dobra". Gdyby nie opór ateizujacej Francji, pewnie dalej byłoby po staremu.

Chcesz się licytować? Gdyby nie chrześcijaństwo to w ogóle nie byłoby Oświecenia, nie byłoby druku a nieruchoma Ziemia nadal byłaby w centrum wszechświata, bo Kopernik był księdzem kanonikiem...

>Własnie ci udowodniłam, że nie - Indianie mieli inną, ty masz inną, a buddysci jeszcze inną. Moralnośc to wytwór kultury a nie ewolucji.

Cóż, wg mnie z dobrem i złem jest tak, jak ze wzorem na pole trójkąta nie jest on ani wynikiem kultury ani ewolucji. A wzór na pole trójkąta jest jeden.

>Strugaccy kiedys napisali: "Kazda rozumna istota etycznie jest rowna Tobie. Nie istnieje pytanie, czy istota ta jest lepsza czy gorsza, nawet jesli jej etyka i moralnosc rozni sie od twojej".

To pięknie, ale nie rozumiem dlaczego to napisałaś, przecież chrz. właśnie głosi, że wszyscy ludzie są równi przed Bogiem (bez względu na płeć, rasę, narodowość, czy status społeczny).

>Katolicy jawnie ignorują przykazanie o wizerunkach, które jest ewidentnie jednym z 10 przykazań. I Ani Paweł ani piotr nic o zniesieniu tego nakazu nie pisali.
>Poza tym jak mozna interpretowac inaczej słowa "Rzekł nadto Pan do Mojżesza: Tak powiesz Izraelitom: Wy sami widzieliście, że z nieba do was przemawiałem. Nie będziecie sporządzać obok Mnie bożków ze srebra ani bożków ze złota nie będziecie sobie czynić. (...)"?
>Chyba, że bóg jest kapryśny i raz na jakis czas wywraca do góry nogami wszystko co powiedział wcześniej?

Piszesz rzeczy niedorzeczne, w chrześcijaństwie nikt nie uważa wizerunków za bożki.

>Straciła rację bytu, bo była przestarzała nawet dla Żydów - co oznacza, że bog co jakiś czas powinen wydawać supelementy do swoich nawiedzonych tekstów - wraz z rozwojem cywilizacji, kultury i poglądów ludzi. Kto wie, moze teraz już odpuscił sobie obowiazek chodzienia do kosciola i zakaz antykoncepcji? A może po prostu to co wklada się bogu w usta jest po prostu wytworem ludzkiej mysli? Jak cała idea boga?

A "może" to jest głębokie i szerokie. A może tak wcale nie jest?

>Nie, nie wchodzę, grząskie grunty to domena religii. Skoro nie wierze w boga nie wierze tez w jego dary i dziela
Moj rozsadek z bogiem ma na szczescie niewiele wspolnego.

Błąd, nie rozmawiamy teraz o tym czy wierzysz czy nie wierzysz tylko o idei (hipotezie) Boga. Jeśli rozpatrujesz już hipotezę Boga to należy wszystko brac pod uwagę nie tylko Pismo, ale i rozsądek (rozum), gdyż cała prawda pochodzi od Boga.
Teresa (2693 punktów)
>Masz rację, uznałem że różowy jednorożec nie istnieje właśnie dlatego, że został wymyślony. Jeśli chciałabyś, żebym udowodnił moje przekonanie odpowiedziałbym, że nie mogę udowodnić nieistnienia różowego jednorożca bo raz- nie przeprowadza się dowodów nieistnienia (niezależnie od tego czego miałyby dotyczyć) a dwa- ciężar przeprowadzenia dowodu istnienia danego bytu leży na postulującym jego istnienie.
>Dokładnie tak jak Bertranda Russell nie mógł udowodnić istnienia Niebiańskiego Czajniczka. W rzeczywistości dla mojego światopoglądu zagadnienie różowego jednorożca jest idealnie obojętne, więc nie poświęcam mu czasu, o ile oczywiście nie przydarzy się ktoś, kto będzie chciał nakłonić mnie do wiary w jego istnienie- wówczas chętnie się z nim poprzepycham.

E nie... Niebiański Czajniczek wziął się chyba stąd, ze jacyś wierzący twierdzili, ze Bóg istnieje, bo nie ma dowodu, że nie istnieje.
Na to ateista mógł odpowiedzieć, że Niebiański Czajniczek też istnieje, bo nie ma dowodu, że nie istnieje.
Jeśli twierdzisz, ze różowy jednorożec nie istnieje, bo nie ma dowodu, to popełniasz ten sam błąd, ponieważ Bóg istnieje (bądź nie istnieje) niezależnie od dowodów.

Poza tym to nie był różowy jednorożec tylko niewidzialny różowy jednorożec a więc z cechami, które są sprzeczne (niewidzialny nie może być różowy) - taki to nie istnieje na 100%. Bóg (katolicki) takich cech to nie ma. Tak więc analogia jest chybiona, no chyba że rozumiesz coś więcej niż ja.

>>Nie, w dyskusji nie wykluczam, ale mój światopogląd jest tak pojemny, ze nie przychodzi mi do głowy nic co mogliby go podważyć..

>Cieszę się skoro tak jest, przepraszam za posądzenie o to że mogłabyś nie dopuszczać do siebie ewentualności możliwości błędu.

Ależ nie ma za co...

>Rozumiem, ale czy chodzi tu o to żeby było "lepiej" (łatwiej, znośniej- doprecyzuj jeśli źle to ująłem) czy żeby było prawdziwie ? Rozumiem, że wiara może pomóc tysiącom osób w oswojeniu się z- chociażby- śmiercią bliskiej osoby i setkach innych sytuacji. Nie mam zamiaru tego negować. Pytaniem, które ja zadaję jest nie: "czy może pomóc" ale: "czy to co głosi jest prawdą".

Chodzi o to, żeby było prawdziwie (z tego, że może pomóc nie wynika, ze nie jest prawdą). Ale jeśli bierzesz lekarstwo o którym wiesz, ze jest skuteczne to czy w ten sposób nie "głosisz prawdy", że człowiek powinien być zdrowy (a przecież nie masz dowodu że tak powinno być) a jednak nie zawahasz się, prawda?
Tak więc "czemu widzisz źdźbło w oku brata swego (siostry swojej), a belki w oku swoim nie dostrzegasz?"?
Kurczewski (2471 punktów)
>Jeśli twierdzisz, ze różowy jednorożec nie istnieje, bo nie ma dowodu, to popełniasz ten sam błąd, ponieważ Bóg istnieje (bądź nie istnieje) niezależnie od dowodów.

Wróć- ja nie dowodzę istnienia (bądź nieistnienia) różowego jednorożca (niewidzialnego różowego jednorożca). Ja pokazuję, że niemożliwym i absurdalnym jest samo dowodzenie nieistnienia o co wielu gorliwców prosi. Nie udowodnię nieistnienia boga (jakiegokolwiek), jednorożca czy bździągliny złocistej i ta niemożność "dowiedzenia nieistnienia" w żaden sposób nie jest argumentem przemawiającym na ich korzyść. Kiedy mówisz "wierzę"- ok, to twierdzenie na które przy odpowiednim sformułowaniu credo tej wiary nie mogę odpowiedzieć dokładnie nic. Wierzysz- wierz, to Twoja sprawa, koniec dyskusji- wiara nie podlega kryteriom falsyfikowalności. Jeśli jednak magisteria wiary i nauki zaczną się nakładać (a z tym mamy do czynienia w momencie "dowodzenia" istnienia bytów transcendentnych)- będę na miarę swoich skromnych możliwości wytykał błędy w owym materiale dowodowym.

>Poza tym to nie był różowy jednorożec tylko niewidzialny różowy jednorożec a więc z cechami, które są sprzeczne (niewidzialny nie może być różowy) - taki to nie istnieje na 100%. Bóg (katolicki) takich cech to nie ma.

Różowy jednorożec w mistyczny sposób jest równocześnie różowy i niewidzialny - i udowodnij mi że tak nie jest . Jeśli chodzi o cechy boskie- co z wszechmocą i wszechwiedzą ? Czy nie wykluczają się nawzajem ?

>Chodzi o to, żeby było prawdziwie (z tego, że może pomóc nie wynika, ze nie jest prawdą). Ale jeśli bierzesz lekarstwo o którym wiesz, ze jest skuteczne to czy w ten sposób nie "głosisz prawdy", że człowiek powinien być zdrowy (a przecież nie masz dowodu że tak powinno być) a jednak nie zawahasz się, prawda?
>Tak więc "czemu widzisz źdźbło w oku brata swego (siostry swojej), a belki w oku swoim nie dostrzegasz?"?

Wymieniłaś kryterium prawdy w nieco innym kontekście niż ten o który mi chodziło. Wierzący nie wierzą dlatego, że liczą że to im pomoże (no dobrze- z założenia nie powinni), a dlatego że są głęboko przeświadczeni że ich wizja świata jest prawdziwą. Tak zostali wychowani, taka jest ich budowa psychiczna- motywy są nieistotne. Wychodzą z przesłanek pozarozumowych- ot, wierzą. Nieweryfikowalne odczucie czy przeświadczenie. Mi z kolei przyjmowanie a priori w chwili, gdy w grę wchodzą sprawy naprawdę ważne jest obce, tak jak osobie heteroseksualnej homoseksualizm (czy w drugą stronę) a udawanie w nadziei na wygraną na ruletce "na wszelki wypadek" uważam za żałosne. Interesuje mnie poznanie prawdy o rzeczywistości (nawet jeśli konkluzje z niego wynikające będą mało optymistyczne)- a nie "przyjęcie na wiarę" pozwalające cieszyć się wizjami o tyle kuszącymi (te wszystkie hurysy) o ile nieweryfikowalnymi. Rozumiem że pewnie trudniej będzie mi umierać niż facetowi który szczerze wierzy że jeszcze chwilka i już raj i wieczność pełna mentosów i coca coli, i ciocia Józia i wujo Wiesiek, ale wolę pozostać w zgodzie sam ze sobą.

Jeśli chodzi o zdrowie:

>jeśli bierzesz lekarstwo o którym wiesz, ze jest skuteczne to czy w ten sposób nie "głosisz prawdy", że człowiek powinien być zdrowy (a przecież nie masz dowodu że tak powinno być) a jednak nie zawahasz się, prawda?

Prawda, ale wtedy w grę wchodzi coś innego, o wiele bardziej przyziemnego- prosty rachunek strat i zysków. Po prostu- ja wolę być zdrowy. Wcale nie uważam że tak będzie lepiej dla wszechświata, że taki jest odwieczny porządek, że tak nakazał bóg czy rozum czy natura- wszystkie te rzeczy mam głęboko w poważaniu. To ja - wróć, JA - chcę być zdrowy, koniec kropka. Egoizm w postaci wręcz laboratoryjnej.
Teresa (2693 punktów)
Cytat:
Wróć- ja nie dowodzę istnienia (bądź nieistnienia) różowego jednorożca (niewidzialnego różowego jednorożca). Ja pokazuję, że niemożliwym i absurdalnym jest samo dowodzenie nieistnienia o co wielu gorliwców prosi.
Nie udowodnię nieistnienia boga (jakiegokolwiek), jednorożca czy bździągliny złocistej i ta niemożność "dowiedzenia nieistnienia" w żaden sposób nie jest argumentem przemawiającym na ich korzyść.


Oczywiście, że brak dowodu nie dowodzi ich nieistnienia czy istnienia. Ale czy możesz wyjaśnić, dlaczego niby nie dowodzi się nieistnienia? Nieistnienia można dowodzić (dowodzi się) tak samo jak istnienia. Np. żeby udowodnić, że coś nie istnieje, można dowieść, że istnieje coś, co wyklucza istnie tego, czego nie istnienia chcemy dowieść lub można też wprost wykazać sprzeczność w samych założeniach tego, czego nieistnienia chcemy wykaząć (np. niewidzialny różowy jednorożecc).
A obowiązek dowodzenia spoczywa zawszena tym, kto coś twierdzi. Nie musi udowadniać niczego tylko ktoś, kto nic twierdzi.

Cytat:
Kiedy mówisz "wierzę"- ok, to twierdzenie na które przy odpowiednim sformułowaniu credo tej wiary nie mogę odpowiedzieć dokładnie nic. Wierzysz- wierz, to Twoja sprawa, koniec dyskusji- wiara nie podlega kryteriom falsyfikowalności.


Nie zgodzę się z tym, że wiara nie podlega kryteriom falsyfikowalności. Sam podałeś przykład takiej falsyfikacji, kiedy napisałeś, że nie wierzysz w różowego jednorożca, bo jest wymyślony.
Wg mnie to uzasadnienie jest zresztą nieprawidłowe, bo gdy np., myślę o słoniu to tez można powiedzieć, ze ów słoń nie istnieje, bo jest tylko w moich myślach a przecież słonie istnieją. Pomyślany jednorożec nie tym samym, co rzeczywisty jednorożec, tak samo jak pomyślany słoń nie jest rzeczywistym słoniem.

To mi przypomina dowód ontologiczny św. Anzelma na istnienia Boga: można sobie przynajmniej pomyśleć byt, który jest najdoskonalszy. Jeśli byt najdoskonalszy istnieje tylko w intelekcie to musiałby być jednocześnie bytem doskonalszym od bytu, który istnieje w rzeczywistości, a to jest niemożliwe (bo byt rzeczywisty jest doskonalszy od bytu pomyślanego). A zatem byt najdoskonalszy istnieje w umyśle jak i w rzeczywistości. Czyli Bóg istnieje!

Cytat:
Różowy jednorożec w mistyczny sposób jest równocześnie różowy i niewidzialny - i udowodnij mi że tak nie jest .


Chętnie udowodnię, tylko proszę napisz, co oznacza "w mistyczny sposób".

Cytat:
Jeśli chodzi o cechy boskie- co z wszechmocą i wszechwiedzą ? Czy nie wykluczają się nawzajem ?


To jest inny przypadek, z tego, że niewiadomo jak je połączyć nie wynika, że się musza wykluczać.

Cytat:
Wymieniłaś kryterium prawdy w nieco innym kontekście niż ten o który mi chodziło. Wierzący nie wierzą dlatego, że liczą że to im pomoże (no dobrze- z założenia nie powinni), a dlatego że są głęboko przeświadczeni że ich wizja świata jest prawdziwą. Tak zostali wychowani, taka jest ich budowa psychiczna- motywy są nieistotne. Wychodzą z przesłanek pozarozumowych- ot, wierzą. Nieweryfikowalne odczucie czy przeświadczenie.


Możesz doprecyzować: to w końcu zostali tak wychowani czy tez ich budowa psychiczna jest taka?

Cytat:

Rozumiem że pewnie trudniej będzie mi umierać niż facetowi który szczerze wierzy że
jeszcze chwilka i już raj i wieczność pełna mentosów i coca coli, i ciocia Józia i wujo Wiesiek, ale wolę pozostać w zgodzie sam ze sobą.


No, nie jest tak różowo, bo jest jeszcze piekło (o czyśćcu nie wspominam, bo to już właściwie niebo).
Ale zauważ, że nie ma tez podstaw by wybierać z kolei najgorszy wariant jako ten prawdziwy. Np. ja (w najgorszym wariancie) musiałbym zostać muzułmanką, bo w islamie kobieta podobno nie ma duszy (a na pewno nie trafi do raju z męskimi odpowiednikami hurysami), ale ponieważ ani doświadczenie ani rozum nie mówi, aby kobieta była jakkolwiek gorsza od mężczyzny, dlatego w to nie wierzę. Mozna w coś nie wierzyć z czysto "naukowych" powodów.

Cytat:
Prawda, ale wtedy w grę wchodzi coś innego, o wiele bardziej przyziemnego- prosty rachunek strat i zysków. Po prostu- ja wolę być zdrowy. Wcale nie uważam że tak będzie lepiej dla wszechświata, że taki jest odwieczny porządek, że tak nakazał bóg czy rozum czy natura- wszystkie te rzeczy mam głęboko w poważaniu. To ja - wróć, JA - chcę być zdrowy, koniec kropka. Egoizm w postaci wręcz laboratoryjnej.


To pięknie. Gdybyś jednak był bardziej konsekwentny w swym egoizmie to przypuszczalnie uświadomiłbyś sobie, ze życie bez wiary w życie pozagrobowe nie ma sensu.
Kurczewski (2471 punktów)
>Oczywiście, że brak dowodu nie dowodzi ich nieistnienia czy istnienia. Ale czy możesz wyjaśnić, dlaczego niby nie dowodzi się nieistnienia?

Dlatego że tego rodzaju dowód jest niemożliwy do przeprowadzenia.

>Nieistnienia można dowodzić (dowodzi się) tak samo jak istnienia.

Nie, nie tak samo. Nie możesz dowieść nieistnienia czegokolwiek (nawet najbardziej fantastycznego tworu) bo brak dowodu nie jest dowodem. Z kolei obecność dowodu jest dowodem niepodważalnym. To jedna z przyczyn dla których dowodzi się istnienia w chwili kiedy postuluje się istnienie jakiegoś bytu, odrzucając równocześnie zbędne mnożenie bytów które mogłyby istnieć ale nie mamy na to żadnego dowodu.

>A obowiązek dowodzenia spoczywa zawszena tym, kto coś twierdzi. Nie musi udowadniać niczego tylko ktoś, kto nic twierdzi.

Czyli musze udowadniać że istnieję i nie jestem koniem ?

>Nie zgodzę się z tym, że wiara nie podlega kryteriom falsyfikowalności. Sam podałeś przykład takiej falsyfikacji, kiedy napisałeś, że nie wierzysz w różowego jednorożca, bo jest wymyślony.

To nie jest falsyfikacja. To akurat zaledwie oparte na doświadczeniu założenie. Ujmując rzecz inaczej: wierzysz że u podstaw Twojej wiary leży przekaz od boga. Jest to rzecz której nie możesz udowodnić (musiałabyś najpierw udowodnić że istnieje bóg, a wtedy wiara stałaby się wiedzą)

>Wg mnie to uzasadnienie jest zresztą nieprawidłowe, bo gdy np., myślę o słoniu to tez można powiedzieć, ze ów słoń nie istnieje, bo jest tylko w moich myślach a przecież słonie istnieją. Pomyślany jednorożec nie tym samym, co rzeczywisty jednorożec, tak samo jak pomyślany słoń nie jest rzeczywistym słoniem.

Chcesz powiedzieć że byt istniejący w umyśle obserwatora jest równie uprawniony co byt istniejący niezależnie od niego ? Tego rodzaju zatarcie (nie traktuj tego jako ataku pod swoim adresem) to jeden z objawów shizofrenii. Oczywiście możemy pójść w stronę solipsyzmu i uznać że wszystko jest tworem naszego umysłu ale wówczas dochodzimy do całkowitego podważenia realności otaczającego nas świata (z nami samymi włącznie).

>To mi przypomina dowód ontologiczny św. Anzelma na istnienia Boga: można sobie przynajmniej pomyśleć byt, który jest najdoskonalszy. Jeśli byt najdoskonalszy istnieje tylko w intelekcie to musiałby być jednocześnie bytem doskonalszym od bytu, który istnieje w rzeczywistości, a to jest niemożliwe (bo byt rzeczywisty jest doskonalszy od bytu pomyślanego). A zatem byt najdoskonalszy istnieje w umyśle jak i w rzeczywistości. Czyli Bóg istnieje!

Błędem w tym dowodzie jest założenie "byłt rzeczywisty jest doskonalszy od bytu pomyślanego" . Komunizm "w intelekcie" jest systemem sprawiedliwości społecznej. W rzeczywistości- ni cholery.

>Chętnie udowodnię, tylko proszę napisz, co oznacza "w mistyczny sposób".

W sposób niewyrażalny i niepoznawalny, transcendentny. To wielka tajemnica wiary w jednorożce które równocześnie są różowe i niepoznawalne.

>To jest inny przypadek, z tego, że niewiadomo jak je połączyć nie wynika, że się musza wykluczać.

Dlaczego inny ? Nie "niewiadomo jak je połączyć" tylko "są logicznie sprzeczne" , prawda ? Czy mylę się czymoże sytuacja jest jednak podobna do niewidzialności o której tez nie wiadomo jak połączyć ją z różowością ?

>Możesz doprecyzować: to w końcu zostali tak wychowani czy tez ich budowa psychiczna jest taka?

I jedno i drugie. Sama pewnie doskonale wiesz że są ludzie którzy wierzą bo tak ich nauczono. Podchodzą do wiary (często nie tylko do niej) bezrefleksyjnie. Są też tacy którzy muszą w coś wierzyć. Niekoniecznie w boga- w prądy teluryczne, matkę naturę czy wspólnotę dusz. Często przerzucają się z jednej religii na drugą, z chrześcijaństwa na buddyzm, new age, kabałę i co tam jeszcze wydłubią ale nigdy nie przestana wierzyć, wiara jest im niezbędna.

>Ale zauważ, że nie ma tez podstaw by wybierać z kolei najgorszy wariant jako ten prawdziwy. Np. ja (w najgorszym wariancie) musiałbym zostać muzułmanką, bo w islamie kobieta podobno nie ma duszy (a na pewno nie trafi do raju z męskimi odpowiednikami hurysami), ale ponieważ ani doświadczenie ani rozum nie mówi, aby kobieta była jakkolwiek gorsza od mężczyzny, dlatego w to nie wierzę. Mozna w coś nie wierzyć z czysto "naukowych" powodów.

Daruj, nie bardzo rozumiem powyższy wywód

>To pięknie. Gdybyś jednak był bardziej konsekwentny w swym egoizmie to przypuszczalnie uświadomiłbyś sobie, ze życie bez wiary w życie pozagrobowe nie ma sensu.

A czy ja kiedykolwiek twierdziłem że życie MA sens ?
Teresa (2693 punktów)
>Dlatego że tego rodzaju dowód jest niemożliwy do przeprowadzenia.

Jakiego rodzaju?

>Nie, nie tak samo. Nie możesz dowieść nieistnienia czegokolwiek (nawet najbardziej fantastycznego tworu) bo brak dowodu nie jest dowodem.

Ale dlaczego uważasz, ze dowodzenie nieistnienia implikuje brak dowodu? Weźmy np. wielkie twierdzenie Fermata: dla dowolnej liczby naturalnej n
>2, nie istnieją takie liczby naturalne dodatnie x, y, z, które spełniałyby równanie x^n + y^n = z^n.
Dowód tego twierdzenia został przeprowadzony przez angielskiego matematyka Andrew Johna Wilesa w roku 1994.

>Z kolei obecność dowodu jest dowodem niepodważalnym.

Sama obecność dowodu jest dowodem na nic, bo istotne jest jeszcze na co jest ten dowód.

>>A obowiązek dowodzenia spoczywa zawszena tym, kto coś twierdzi. Nie musi udowadniać niczego tylko ktoś, kto nic twierdzi.
>Czyli musze udowadniać że istnieję i nie jestem koniem ?

Z tym to chyba nie powinno być problemu, bo, to zdanie jest sprawdzalne o ile dobrze się zdefiniuje, co oznacza "kurczewski istnieje" i "bycie koniem". Bo, jeśli np. zdanie "kurczewski istnieje" jest równoważne ze zdaniem "kurczewskiego można ujrzeć", to będzie to proste ( o ile rozumie się co znaczy ""kurczewskiego można ujrzeć"). Ale jeśli chodzi o najgłębsze możliwe znaczenie "kurczewski istnieje", czyli że Ty naprawdę istniejesz, to tego chyba nie da się udowodnić.

Znów myślisz bardzo po chrześcijańsku, bo właśnie wg chrześcijaństwa jednostki (w tym kurczewski) istnieją naprawdę!, gdyż wg dogmatu Bóg stwarza bezpośrednio dusze każdego człowieka.

>To nie jest falsyfikacja. To akurat zaledwie oparte na doświadczeniu założenie. Ujmując rzecz inaczej: wierzysz że u podstaw Twojej wiary leży przekaz od boga. Jest to rzecz której nie możesz udowodnić (musiałabyś najpierw udowodnić że istnieje bóg, a wtedy wiara stałaby się wiedzą)

Ale Ty mówisz o dowodzeniu, a ja akurat mówiłam o czymś bardziej ogólnym tj. o możliwości sprawdzenia prawdziwości tego czy przekaz pochodzi od Boga, czy Bóg istnieje i czy przekaz jest prawdziwy. Można to zrobić np. poprzez doświadczenie nie tylko przez "dowodzenie" (są też chyba inne metody). Np. żeby sprawdzić czy Bóg istnieje wystarczy umrzeć. Ale gdybyśmy byli np. aniołami to moglibyśmy to sprawdzić ad hoc.
Poza tym może być odwrotnie a mianowicie to, że przekaz jest prawdziwy i jego treść mogą świadczyć o tym, że musi on pochodzić od Boga ( tak więc wcale nie musiałabym udowadniać najpierw że Bog istnieje a tylko wysnuć to jako wniosek).

>Chcesz powiedzieć że byt istniejący w umyśle obserwatora jest równie uprawniony co byt istniejący niezależnie od niego ? Tego rodzaju zatarcie (nie traktuj tego jako ataku pod swoim adresem) to jeden z objawów shizofrenii. Oczywiście możemy pójść w stronę solipsyzmu i uznać że wszystko jest tworem naszego umysłu ale wówczas dochodzimy do całkowitego podważenia realności otaczającego nas świata (z nami samymi włącznie).

To Ty początkowo twierdziłeś, że jednorożec nie istnieje, bo jest wymyślony. Gdyby Twoje rozumowanie byłoby prawdziwe to wystarczyłoby wymyślić wszystkie możliwe wojny i już te wojny nie mogłaby zdarzyć się naprawdę, bo zostały wymyślone:D.

>Błędem w tym dowodzie jest założenie "byłt rzeczywisty jest doskonalszy od bytu pomyślanego" . Komunizm "w intelekcie" jest systemem sprawiedliwości społecznej. W rzeczywistości- ni cholery.

Wg mnie to wskazuje raczej na to, że komunizm "w intelekcie" nie uwzględniał czegoś, co wystąpiło w rzeczywistości.

>>Chętnie udowodnię, tylko proszę napisz, co oznacza "w mistyczny sposób".
>W sposób niewyrażalny i niepoznawalny, transcendentny. To wielka tajemnica wiary w jednorożce które równocześnie są różowe i niepoznawalne.

To w końcu jakie te jednorożce mają być: różowe i niepoznawalne czy różowe i niematerialne?
Tajemnica wiary to coś, czego nie da się w pełni zrozumieć, np. coś, czego prawdziwości o własnych siłach nie da się przesądzić.

>>To jest inny przypadek, z tego, że niewiadomo jak je połączyć nie wynika, że się musza wykluczać.
>Dlaczego inny ? Nie "niewiadomo jak je połączyć" tylko "są logicznie sprzeczne" , prawda ? Czy mylę się ?

Chyba się mylisz. Proszę: Bóg wie co robi a robi to czego chce... nie widze tu sprzeczności wszechmocy z wszechwiedza.

>Sama pewnie doskonale wiesz że są ludzie którzy wierzą bo tak ich nauczono. Podchodzą do wiary (często nie tylko do niej) bezrefleksyjnie.
>Są też tacy którzy muszą w coś wierzyć. Niekoniecznie w boga- w prądy teluryczne, matkę naturę czy wspólnotę dusz. Często przerzucają się z jednej religii na drugą, z chrześcijaństwa na buddyzm, new age, kabałę i co tam jeszcze wydłubią ale nigdy nie przestana wierzyć, wiara jest im niezbędna.

Ale są tez tacy, którzy podchodzą refleksyjnie to swej religii. Jeśli "przerzucają się" to robią to w sposób "refleksyjny".

>>To pięknie. Gdybyś jednak był bardziej konsekwentny w swym egoizmie to przypuszczalnie uświadomiłbyś sobie, ze życie bez wiary w życie pozagrobowe nie ma sensu.
>A czy ja kiedykolwiek twierdziłem że życie MA sens ?

No, ale wcześniej pisałeś, że wolisz być zdrowy niż chory bo to wynika z prostego rachunku zysków i strat. Uznałam więc, że bycie zdrowym ma dla Ciebie sens a chorym nie.
Otóż mówiąc Twoimi słowami przyjmuje, że życie pozagrobowe istnieje, gdyż tak wynika z rachunku zysków i strat. Istnienie owego "rachunku" też spełnia moje poczucie sensu. Nie jestem wierzącą bez żadnego uzasadnienia, to jest wynik moich "refleksji".
Teresa (2693 punktów)
Cytat:
Odwracając sytuację- czy przystępując do dyskusji potrafisz założyć, że bóg w którego wierzysz w rzeczywistości nie istnieje ?

Potrafię to założyć to na potrzeby dyskusji.

Cytat:
Czy może oczekujesz od przeciwników że założą iż Twój punk widzenia może być właściwym, ale sama już przed jej rozpoczęciem odrzucasz możliwość uznania za taki ich punktu widzenia ?


Nie, w dyskusji nie wykluczam, ale mój światopogląd jest tak pojemny, ze nie przychodzi mi do głowy nic co mogliby go podważyć.. Najtrudniejszymi problemami - przynajmniej dla mnie - są problemy dot. chyba zła i śmierci, trudno jest zaakceptować, że to ma sens i prowadzi do czegoś lepszego, ale gdybym była niewierząca wcale nie byłoby lepiej tylko gorzej...
30-06-2008 01:49 
 Ocena 1 na 1
Kurczewski (2471 punktów)
>Nie, w dyskusji nie wykluczam, ale mój światopogląd jest tak pojemny, ze nie przychodzi mi do głowy nic co mogliby go podważyć..

Cieszę się skoro tak jest, przepraszam za posądzenie o to że mogłabyś nie dopuszczać do siebie ewentualności możliwości błędu.

>Najtrudniejszymi problemami - przynajmniej dla mnie - są problemy dot. chyba zła i śmierci, trudno jest zaakceptować, że to ma sens i prowadzi do czegoś lepszego, ale gdybym była niewierząca wcale nie byłoby lepiej tylko gorzej...

Rozumiem, ale czy chodzi tu o to żeby było "lepiej" (łatwiej, znośniej- doprecyzuj jeśli źle to ująłem) czy żeby było prawdziwie ? Rozumiem, że wiara może pomóc tysiącom osób w oswojeniu się z- chociażby- śmiercią bliskiej osoby i setkach innych sytuacji. Nie mam zamiaru tego negować. Pytaniem, które ja zadaję jest nie: "czy może pomóc" ale: "czy to co głosi jest prawdą". Uczciwy wierzący nie da innej odpowiedzi niż "wierzę, że jest". Szanuję tą odpowiedź ale czyjaś wiara nie jest dla mnie - i nie może być- dowodem.
09-06-2008 11:14 
 Ocena 2 na 2
Celecrin (11895 punktów)
Cześć
>A kiedy piszę ze w katolicyzmie cały czas była Trójca (bo nie mieliśmy nigdy, np. >czwórek czy ósemek), to Ty piszesz o rytualnych mordach w Ameryce Południowej. To >jest dość naciągane rozumowanie, nie uważasz?
Od kiedy datowałabyś powstanie katolicyzmu?
To jest najważniejsza sprawa w tej dyskusji.

Religia żydowska jest PODSTAWĄ wiary katolickiej. Podaje ona, iż istnieje JEDEN Bóg.
Nie jest to nic odkrywczego (odmiennego) ponieważ Żydzi tę legendę o wyłącznie jednym Bogu też ściągnęli. Cóż może wymyślić pasterski, nomadzki lud...niewiele.
Jest więc judaizm dość prymitywny w fantazjowaniu.
Jednak 90% świata ówczesnego praktykowało inny rodzaj religii z trzema bogami. W skrócie można powiedzieć: bogiem stwórcą, bogiem opiekunem, i bogiem karzącym.
Hinduizm: Brahma - stwórca, Wisznu- opiekun, Siwa - koniec świata.
Podobnie jest u katolików. Bóg ojciec - stwórca, Duch święty - opiekun, Jezus karzący - koniec świata.

Wszyscy pochodzimy prawdopodobnie z jednego miejsca, Celtowie, Germanie, Słowianie, wszyscy praktykowali wiarę w wielobóstwo, co jest logiczne. Wiara żydowska była NAM obca "genetycznie", została więc zmieniona. Trójca według mnie jest naturalnym następstwem głęboko zakorzenionej wiary naszych praojców. Według mnie nie ma różnicy pomiędzy bóstwami hinduizmu a panteonem bóstw katolickich. Kryszma, Rama, Wisznu to odrębne byty tej samej istoty. Fatalny błąd to myśleć o hinduizmie jak o politeizmie, to duże spłycenie.

Maria katolicka pojawia się jako "dewi", ponieważ w naszych aryjskich mózgach brakowało żeńskich bóstw.
W Polsce Maria na status bogini, ludzie się do niej modlą, ma swoje sanktuaria, święte lecznicze obrazy, jednym słowem potężny kult. Jakby tego było mało Jezus też ma towarzyszkę, "dewi", Magdalenę, jej kult się akurat nie przyjął, ale pokutuje gdzieś w zakamarkach...

Polski katolicyzm też wniósł trochę z wierzeń Słowian do bezbarwnej i płytkiej mitologii żydowskich pastuchów. Na przykład charakterystyczne obchodzenie dnia zmarłych, pogańskie Zielone Świątki, których Żydzi obchodzić nie mogli bo im nic nie rosło za bardzo...

Chrześcijaństwo jest jak sklejona w kulkę plastelina o rożnych kolorach, gdzie centrum stanowi wiara Żydów, potem dodawano i mieszano różne tradycje i wierzenia by pozyskać wyznawców.
Doskonałe przykłady: Jezus robiący wino, całkowicie zmyślona przypowiastka, ale pomocna jak się zdobywało Grecję i Rzym z silnym kultem Bachusa.
Maria z dzieciątkiem, wizerunek kropka w kropkę podobny do Izydy z Horusem, której kult był niewiarygodnie rozpowszechniony w całym basenie Morza Śródziemnego. Posągi już były, wystarczyło zmienić napisy (ale przedtem trzeba było "zapomnieć" o 3 "prawdziwym" przykazaniu, ale to przecież nie problem)
Teresa (2693 punktów)
Cześć

Cytat:
Według mnie nie ma różnicy pomiędzy bóstwami hinduizmu a panteonem bóstw katolickich. Kryszma, Rama, Wisznu to odrębne byty tej samej istoty. Fatalny błąd to myśleć o hinduizmie jak o politeizmie, to duże spłycenie.


Ale dla chrześcijan zyjących w pierwszych wiekach była to bardzo duża różnica.
W hinduizmie Brahma, Wisznu, Siwa są tylko aspektami jednego bytu a nie odrębnymi osobami. Chrześcijaństwo miało burzliwe spory nt. Boga. Ostatecznie przyjęto pogląd, o równości Ojca i Syna, że są oni odrębnymi osobami i ze mają tę samą substancję. Ale wśród chrześcijan byli też ludzie którzy podobnie jak w hinduizmie twierdzili , że Ojciec i Syn sa tylko aspektami Jednego bytu, i zostali oni potępieni. Była to herezja sabeliańska.

Tak więc proszę przestań pisac o tym że nie ma różnicy chocby z szacunku do biednego Sabeliusza!!!

Cytat:
Maria katolicka pojawia się jako "dewi", ponieważ w naszych aryjskich mózgach brakowało żeńskich bóstw. W Polsce Maria na status bogini, ludzie się do niej modlą, ma swoje sanktuaria, święte lecznicze obrazy, jednym słowem potężny kult.


Maria nie stała się jednak osobą Trójcy, więc wspominanie o niej tylko pokazuje, ze chrz. i hinduizm to są rzeczy pod tym względem nieporównywalne, bo w chrz. mimo że Maria "ma status bogini" nigdy nie stałą się boginią.

Cytat:
Chrześcijaństwo jest jak sklejona w kulkę plastelina o rożnych kolorach, gdzie centrum stanowi wiara Żydów, potem dodawano i mieszano różne tradycje i wierzenia by pozyskać wyznawców.


Judaizm jest religia nacjonalistyczną, a chrześcijaństwo siła rzeczy wychodzi poza nacjonalizmy, chrz. jest pod wpływem kultury greckiej a judaizm - nie. Nie można więc chyba powiedzieć, że judaizm jest sercem chrz. to raczej chrz. jest herezją judaizmu.

Cytat:
Doskonałe przykłady: Jezus robiący wino, całkowicie zmyślona przypowiastka, ale pomocna jak się zdobywało Grecję i Rzym z silnym kultem Bachusa.


No tak, szkoda tylko, że św. Pawel zapominał o wyznawcach kultu Bachusa kiedy pisał, "nie upijajcie się winem tylko duchem św."

Cytat:
Maria z dzieciątkiem, wizerunek kropka w kropkę podobny do Izydy z Horusem, której kult był niewiarygodnie rozpowszechniony w całym basenie Morza Śródziemnego.


To Horus nie był synem Izydy i Ozyrysa?
Celecrin (11895 punktów)
>Cześć
>Według mnie nie ma różnicy pomiędzy bóstwami hinduizmu a panteonem bóstw katolickich.
Może wytłumaczę dlaczego dla mnie nie ma różnic...

Jezus----------------------------- Kryszna
Bóg- człowiek zrodzony z kobiety-------------------------------- Bóg- człowiek zrodzony z kobiety
Pochodzenie: rodzina królewska-------------------------- Pochodzenie: rodzina królewska
Przepowiednie o przyjściu: tak --------------------------------Przepowiednie o przyjściu: tak
Jako niemowlę narażony na śmierć z reki ----------------------------Jako niemowlę narażony na śmierć z reki
króla---------------------------------------------------------------------- króla
Nauczyciel ----------------------------------------Nauczyciel
Śmierć z ręki człowieka ----------------------------------Śmierć z reki człowieka
Wniebowstąpienie ------------------------------------Wniebowstąpienie
Powrót na Ziemię i sąd ---------------------------Powrót na Ziemię i sąd

To tak w skrócieo tych dwóch najwaniejszych postaciach. Bardzo podobny schemat. Nie patrzę na terminologie teologiczną, której używasz bo jest ona bez sensu. Z jednego powodu, co najmniej. Jest bez sensu, bo pojęcia są niewspółmierne . Z drugiej strony (katolickiej) trójca jest TAJEMNICĄ, więc dlaczego próbuje się ja wytłumaczyć?

Katolicka teologia nie używa pojęcia "inkarnacja", ponieważ nie zna pojęcia reinkarnacja. O istocie duszy wiemy od Was niewiele i niewiele się dowiemy, bo sami nie wiecie. Może to jest powód tajemniczości Trójcy?
Hinduizm "wie", że dusze są niezniszczalne i wiecznie krążą i że jedna i ta sama dusza może istnieć w wielu ciałach. Inkarnacja więc ma mocne podstawy religijne.
Nie używa się tam pojęcia "substancja", ja nie wiem co to znaczy i Ty też nie.
Natomiast Hindus, który poznał życie Jezusa od razu wie, że to swój chłop, po prostu inkarnacja Boga, nawet życie miał podobne (typowe) dla hinduskich bogów.
Jednym słowem, nie podajesz jakichś istotnych argumentów na rzecz odmienności. Używając niewspółmiernych twierdzeń tego nie osiągniesz.
Teresa (2693 punktów)
Cytat:
Może wytłumaczę dlaczego dla mnie nie ma różnic...

Jezus Kryszna
Bóg- człowiek zrodzony z kobiety Bóg- człowiek zrodzony z kobiety
(...)


Popełniasz ten sam błąd co Twój poprzednik.
Zapomniałeś oddać, ze Kryszna jest uważany za ósmą inkarnacją Wisznu, oprócz niego pod postacią człowieka byli jeszcze Paraśurama iRama. Czyli rzeczywiście RYszna zstąpił z nieba, ale nie był jedynym takim przypadkiem w hinduizmie.
pl.wikipedia.org/wiki/Awatara
Dziesięć Awatar Wisznu:
1. Matsja - pod postacią ryby
2. Kurma - pod postacią żółwia
3. Waraha - pod postacią dzika
4. Narasinha - pod postacią pół-człowieka pół-lwa
5. Wamana - pod postacią karła
6. Paraśurama - pod postacią człowieka
7. Rama - pod postacią księcia Ajodhji
8. Kryszna - pod postacią człowieka, urodzonego w rodzinie pasterzy krów, który w przyszłości zostaje władcą
9. Budda - pod postacią człowieka, jednak część hinduistów uważa, że dziewiątym awatarem był Balarama (który zstąpił na Ziemię razem z Kryszną)
10. Kalkin - pod postacią jeźdźca (na białym koniu), którego przyjście ma zwiastować koniec obecnej Kali jugi; większość hinduistów oczekuje na jego przybycie, jednak niektóre odłamy hinduistyczne uważają, że ono już nastąpiło


Kryszna nie czynił się równym Brahmanowi. Jezus utożsamiał się z Jahwe.

Kryszna miał ziemską matkę i ziemską ojca, a Jezus nie. Czy jest hinduizmie odpowiednik Najświętszej Panienki?

Kryszna był arystokratą, jego matką była księżniczka, Jezus nie.

I co ważniejsze:
Śmierć Kryszny była dla niego samego przypadkowa ("Pewien myśliwy pomyłkowo uznał stopę Kryszny za część ciała jelenia i ugodził Krysznę strzałą raniąc go śmiertelnie"). Jezus sprawiał wrażenie, że przyszedł na ten świat aby umrzeć, bo mówił "Jeszcze nie nadeszła moja godzina"!

Kryszna został władcą, księciem i bojownikiem (był na wojnie), Jezus zaś twierdził, ze jego "królestwo nie jest z tego świata".
Chrystus założył Kościół w ten sposób, że powiedział o Piotrze że jest skałą, i dał mu klucze ("wszystko co zwiążecie na ziemi będzie związane z niebie"). A Kryszna?
Jak widzisz podobieństwa są bardzo drobne, albo żadne.

Cytat:
Katolicka teologia nie używa pojęcia "inkarnacja", ponieważ nie ma pojęcia reinkarnacja.


A hinduska teologia wierzy w inkarnację, tylko dlatego ze na takie słowo?
Katolicka teologia zna przecież słowo wcielenie.

Cytat:
Nie używa się tam pojęcia "substancja", ja nie wiem co to znaczy i Ty też nie.


No jak To?
Substancja to 1) jednostkowa rzecz. 2) to, co natura. To, że tworzywo bez którego nie może istnieć materia.
Istota pewnej rzeczy jest tym, czym jesteś ze swej natury, są to te z twoich właściwości których nie możesz utracić nie przestając być sobą. Np. Apis miał w sobie cechy trzech bogów, w tym sensie miał trzy istoty.

Cytat:
Natomiast Hindus, który poznał życie Jezusa od razu wie, że to swój chłop, po prostu inkarnacja Boga, nawet życie miał podobne (typowe).


Czyżby? A może gdyby hindusi usłyszeli, że Jezus z Nazaretu rości sobie prawo do bycia Jedyną Drogą, Pawdą i Życiem to zmieniliby o Nim zdanie.
Celecrin (11895 punktów)
Cześć

substancja, gr. ousía, łac. substantia [łac. substare 'znajdować się pod czymś'], termin różnie pojmowany przez poszczególne kierunki filoz., szkoły i myślicieli; do najważniejszych znaczeń należą: byt samodzielny, istniejący niezależnie, sam przez się, w przeciwstawieniu do cech, stanów, relacji itp.; to, czemu przysługują pewne cechy, ale czego nie można niczemu przypisać jako cechy; rzecz, przedmiot mający właściwości, obiekt materialny; trwałe, niezmienne podłoże wszelkich cech i przemian, odpowiednik substratu. Encyklopedia PWN'
Termin 'różnie pojmowany' oznacza, ze można wymyślić KAŻDE znaczenie do słowa substancja, nie ma problemu. Przecież nic nie powstaje ze słowa

Nie rozumiem dlaczego twierdzisz, że awatary to "manifestacje" tej samej osoby.
Przecież w przypadku Boga, nie działa "normalna reinkarnacja". Wszystkie awatary są sobie równe i podlegają boskim prawom (na przykład istniały zawsze)
Kryszna nie jest "ubrankiem" boga, które sobie można zrzucić, przecież zostaje wzięty żywcem do nieba i podobno ma wrócić, by nas rozliczyć.
Cytat:
W hinduizmie wcielenie (inkarnacja) bóstwa, które zstępuje z nieba na ziemię w postaci śmiertelnej - ludzkiej, zwierzęcej lub hybrydalnej, w celu przywrócenia ładu na ziemi (dharma).
Cytat z Wikipedii z hasła avatar, który NA PEWNO czytałaś.

1.Czy nie można o Jezusie powiedzieć, iż to Bóg zstąpił na Ziemię w ludzkiej postaci? (Słowo stało się ciałem)
2. Po co Bóg zstąpił na Ziemię pod postacią Jezusa, czyżby nie po to, żeby zaprowadzić porządek?
Nie mów mi, że Hindus nie rozpozna rytu wedyjskiego w postaci Jezusa, a kazania na górze jako przypominających nauk Kryszny przed bitwą.
Sięgnij Tereso po Bhagawad Gitę, książka to pięknie pachnąca, ciekawa i pouczająca.
Teresa (2693 punktów)
Cytat:
substancja, gr. ousía, łac. substantia [łac. substare 'znajdować się pod czymś'], termin różnie pojmowany przez poszczególne kierunki filoz., szkoły i myślicieli; do najważniejszych znaczeń należą: byt samodzielny, istniejący niezależnie, sam przez się, w przeciwstawieniu do cech, stanów, relacji itp.; to, czemu przysługują pewne cechy, ale czego nie można niczemu przypisać jako cechy; rzecz, przedmiot mający właściwości, obiekt materialny; trwałe, niezmienne podłoże wszelkich cech i przemian, odpowiednik substratu. Encyklopedia PWN'
Termin 'różnie pojmowany' oznacza, ze można wymyślić KAŻDE znaczenie do słowa substancja, nie ma problemu. Przecież nic nie powstaje ze słowa


Jak już chcesz wyjaśnić co znaczyło słowo substancja to lepszy byłby słownik języka greckiego z około 325 r. n. e. (Sobór w Nicei). Podawanie definicji z Encyklopedii PWN nie ma mocy dowodowej.
Poza tym definicja, którą podałeś jest ok., bo w definicji Trójcy św. słowo substancja ma oddawać jedność Boga (że istnieje jeden Bóg ) tak więc trudno sobie wyobrazić jakiego słowa należałoby użyć gdyby chcieć oddać tą jedność lepiej niż słowa substancja o znaczeniu zgodnym z powyższą definicja.

Cytat:
Nie rozumiem dlaczego twierdzisz, że awatary to "manifestacje" tej samej osoby.
Przecież w przypadku Boga, nie działa "normalna reinkarnacja". Wszystkie awatary są sobie równe i podlegają boskim prawom (na przykład istniały zawsze)
Kryszna nie jest "ubrankiem" boga, które sobie można zrzucić, przecież zostaje wzięty żywcem do nieba i podobno ma wrócić, by nas rozliczyć.


Ja też czegoś tu nie rozumiem. Niby jak Kryszna bedzie sądził? W chrześcijaństwie sąd Jezusa ma się odbyć po zmartwychwstaniu ciał. W hinduizmie powszechnie wierzy się reinkarnację i sansarę, czyli wszystko tam kręci się w kółko (dusza reinkarnuje w kolejne ciała dopóki nie osiągnie doskonałości), nie ma tam punktu kulminacyjnego, ktory mógłby być uwieńczoniony sądem?

Cytat:
1.Czy nie można o Jezusie powiedzieć, iż to Bóg zstąpił na Ziemię w ludzkiej postaci? (Słowo stało się ciałem)

Można, tylko, że Jezus miał dwie natury ludzką i Bożą - był prawdziwym człowiek i prawdziwym Bogiem. A czy Kryszna miał dwie natury? Wątpię czy mi na to odpowiesz, bo w hinduizmie nie zwoływano Soborów, aby to jednoznacznie rozstrzygnąć.

Cytat:
2. Po co Bóg zstąpił na Ziemię pod postacią Jezusa, czyżby nie po to, żeby zaprowadzić porządek?


Nie wiem co rozumiesz przez "zaprowadzić porządek" jeśli, to, że :

(za Katechizmem KK)
Jezus zstąpił z nieba: "Dla nas ludzi i dla naszego zbawienia" (Credo Nicejsko- Konstantynopolskie) .
"On się objawił po to aby zgładzić nasze grzechy" (1 J 3,5).
"Ojciec zesłal Syna jako zbawiciela świata" (1 J 4,14)

to tak, ale problem w tym, że wówczas pojęcie "zaprowadzić porządek" powinno znaczyć właśnie tylko to, a tak nie jest.

Cytat:
Nie mów mi, że Hindus nie rozpozna rytu wedyjskiego w postaci Jezusa, a kazania na górze jako przypominających nauk Kryszny przed bitwą.


Nie wiem, nigdy nie spotkałam Hindusa, który rozpoznałby ryt wedyjski w postaci Jezusa.
01-07-2008 08:34 
 Ocena 1 na 1
Celecrin (11895 punktów)
Cześć
Tereso, ja tylko chciałem udowodnić, że słowo "substancja" jest tylko słowem i ciałem się nie stanie.
Teologowie ze słowem substancja mogą sobie zrobić dokładnie co będą chcieli, jak pokazuje definicja PWN, jest wiele znaczeń, właśnie ze względu na różne użycie tego terminu. Najzabawniejsze znów jest to, że słowo stworzone przez poganina Arystotelesa użyto do określenia pojęcia Boga chrześcijan. Sam ten fakt nadaje temu słowu znaczenie symboliczne i tylko symboliczne.

Cytat:
Niby jak Kryszna bedzie sądził?

Nie jestem specjalistą w dziedzinie hinduizmu. Religii nie da się wytłumaczyć do końca racjonalnie. Racjonalne tłumaczenie religii jest scholastyką, której nie cierpię. Faktem jest, że w mitologii hinduskiej znalazło się miejsce na sąd ostateczny i koniec świata.
Cytat:
A czy Kryszna miał dwie natury? Wątpię czy mi na to odpowiesz, bo w hinduizmie nie zwoływano Soborów, aby to jednoznacznie rozstrzygnąć.

Wszystko jest w Bhagawad Gicie.

W sensie ogólnym wizyty Jezusa i Kryszny naprawdę miały podobny cel: NAUCZANIE. Prostowanie pewnych postaw, przekazywanie "dobrej nowiny".
Cytat:
Nie wiem, nigdy nie spotkałam Hindusa, który rozpoznałby ryt wedyjski w postaci Jezusa.

www.wydawn(*)o.php?cPath=21&products_id=898
www.chrystus.com.pl/lekcje/tem_a09.htm
www.nadzieja.pl/pastor/tajemnice/12_bozy_most.html
www.marana(*)-cud/483-zmartwychwstanie.html
Tereso, po co zaraz Hindusa? Słowo "inkarnacja" jest bardzo modne wśród polskich katolików i nie tylko. KUL, Znaki czasu... Możesz mi to wytłumaczyć?
Teresa (2693 punktów)
Cytat:
Przyjmując na potrzeby dyskusji że masz rację (o przykładach które podałem a które omówiłaś za moment, to rzecz ciekawa ale drugorzędna), że trójca chrześcijaństwa różni się w ten czy inny sposób on tych, które istniały przed nią- ciągle nie podważa to argumentu o wtórności motywu. Nie da sie zaprzeczyć że na przestrzeni wieków na tych samych terenach, na których potem rozwinęło się chrześcijaństwo motyw trójcy bogów powiązanych najróżniejszymi zależnościami, od trzech emanacji jednego bóstwa po trzy bóstwa tworzące nową jakość, istniał i był powszechny.


Ale jak to wyjaśnisz dlaczego chrz. przed długie wieki tak się upierało przy jednym Bogu w trzech osobach a nie np. przy jednym w dwóch osobach? Dlaczego 1 i 3 a nie 1 i 4 albo 1 i 2? No, bo zobacz, kapłani egipscy sprawiali wrażenie jakby nie wiedzieli, która kombinacja (trójca, ósemka czy jedenastka) jest tą właściwą, a zupełnie przecież inaczej było w chrześcijaństwie. Kapłani w Egipcie reprezentujący dany system kosmogoniczno-religijny albo nie mieli dośc sily aby wstrzynać prześladowania religijne albo sami nie wierzyli, że ich koncepcja jest prawdziwa i obejmuje cały świat. Np. kapłani heliopolitańscy chyba wcale nie uważali, że kapłani. systemu hermopolitańskiego w końcu się nawrócą i zaczną czcić "jedenastkę heliopolitańską":

W całym Egipcie czczono około 800 różnych bogów, lecz większość z tych kultów miała charakter lokalny. Istniały tam trzy najważniejsze systemy kosmogoniczno-religijne: heliopolitański, hermopolitański i memficki.
Kapłani heliopolitańscy dążyli do nadania religii egipskiej charakteru solarnego. Utożsamiali oni Horusa z bogiem słońca Re. W systemie heliopolitańskim najważniejsza była enneada (tzw. "jedenastka heliopolitańska") - czyli 11 najwyższych bóstw (...).
W teologicznym systemie kapłanów z Hermopolis (system hermopolitański), pozostających w opozycji do systemu heliopolitańskiego, występują cztery pary bogów. (...)
Główną rolę w systemie memfickim odgrywała triada bogów, określana stąd triadą memficką"
(Wiki)

Cytat:
Pojawienie się trójcy chrześcijańskiej nie jest czymś nielogicznym czy łamiącym schematy. Jest kolejnym etapem rozwoju bardzo starego motywu, wynikiem oddziaływania na niego przez myśl grecką- ale niczym innym.


Niemniej jednak bogowie Egiptu wyłaniali się z jednego i jedynego bytu (tzw. praoceanu, chaosu) i ten jeden i jedyny byt może być dopiero odpowiednikiem Boga chrześcijańskiego. Twierdzenie, że ten pierwszy (jeden i jedyny) byt jest trójosobowy (a nie samotny) jest chyba czymś nowym.

Cytat:
Apis był wtedy autonomicznym bóstwem. W tym przypadku- jednym bogiem w trzech osobach, łączącym aspekty Horusa, Izis i Ptaha-Ozyrysa w jedno.


Do tego odniosłam się w oddzielnej odpowiedzi i tam umieściłam kolejna odpowiedź.

Cytat:
Widzę że pominęłaś drugi amulet- skoro tak, zostawmy go, tak jak napisałem wcześniej- to przykłady mające pokazać istnienie daleko idących podobieństw.


Znalazłam, że ten amulet jest datowany na około 100 n. e.. Tak więc w jego przypadku równie dobrze to chrześcijaństwo mogło być inspiracją dla gnostyków ...jak i religia Egipcjan dla chrześcijaństwa.

Cytat:
Chrześcijaństwo miało i dwunastki i siódemki i inne magiczne liczby.


Gdyby Chrześcijaństwo miało magiczne liczby w takim sensie jak ma Trójce sw. to wybacz ale chyba bym o tym cos wiedziała. Owszem chrz. tak w ogóle to ma jakieś liczby, np.: 7 grzechów głównych, 12 apostołów, 6 darów Ducha św. Ale co to ma wspólnego z tym, ze mamy akurat Trójcę św.?

Cytat:
Widzę artykuł poświęcony dowodzeniu że cytaty biblijne (w których ani razu nie wypowiada się Duch jako osoba- ciągle mówi się o nim lub twierdzi że on mówi przez kogoś) można interpretować tak czy tak.


Proszę o to "zaległe" cytaty o Duchu św jako o osobie, wspólistotnej z Ojcem i Synem:

Tertulian ((ur.155)
"W ten sposób więź z Ojcem w Synu i z Synem w Pocieszycielu sprawia, że wszyscy trzej, pochodzący jeden od drugiego, są połączeni. Ci trzej stanowią jedno, a nie jednego [tzn. jedną osobę], jak powiedziano: Ja i Ojciec jedno jesteśmy, odnośnie jedności substancji, nie pojedynczości liczby" ("Przeciw Prakseaszowi" 25:1).

"Tymczasem on również zesłał dar otrzymany od Ojca, Ducha Świętego, trzecią osobę Bóstwa i trzecie stanowisko Boskiego majestatu, głosiciela pojedynczo sprawowanej monarchii, lecz i tego, który objaśnia ekonomię, jeśli ktoś wysłucha słów jego nowego proroctwa, nauczyciela wszelkiej prawdy, która jest w Ojcu i Synu i Duchu Świętym według nauki chrześcijańskiej" ("Przeciw Prakseaszowi" 30:5).

Orygenes:
"Nie jest bowiem tak, że Duch Święty kiedyś dawniej był czymś innym i dopiero w wyniku rozwoju doszedł do tego, że stał się Duchem Świętym [...]. Gdyby tak było, to Duch Święty nigdy nie znajdował by się w jedności Trójcy, to znaczy w zjednoczeniu z nieodmiennym Ojcem i Jego Synem, chyba że zawsze był Duchem Świętym" (O zasadach, I, 3,4).

Pozdrawiam
03-06-2008 01:18 
 Ocena 2 na 2
Kurczewski (2471 punktów)
>Ale jak to wyjaśnisz dlaczego chrz. przed długie wieki tak się upierało przy jednym Bogu w trzech osobach a nie np. przy jednym w dwóch osobach? Dlaczego 1 i 3 a nie 1 i 4 albo 1 i 2? No, bo zobacz, kapłani egipscy sprawiali wrażenie jakby nie wiedzieli, która kombinacja (trójca, ósemka czy jedenastka) jest tą właściwą, a zupełnie przecież inaczej było w chrześcijaństwie. Kapłani w Egipcie reprezentujący dany system kosmogoniczno-religijny albo nie mieli dośc sily aby wstrzynać prześladowania religijne albo sami nie wierzyli, że ich koncepcja jest prawdziwa i obejmuje cały świat. Np. kapłani heliopolitańscy chyba wcale nie uważali, że kapłani. systemu hermopolitańskiego w końcu się nawrócą i zaczną czcić "jedenastkę heliopolitańską":

Chrześcijaństwo- podobnie jak i wiele innych religii- po okresie krystalizowania się religii trwało przy wypracowanej koncepcji. Nie jest w tym żadnym wyjątkiem. Zadając analogiczne pytanie- czemu buddyzm trwał przy idei karmy ? Czemu w Ameryce Południowej dokonywano przez setki lat mordów rytualnych ?

>Niemniej jednak bogowie Egiptu wyłaniali się z jednego i jedynego bytu (tzw. praoceanu, chaosu) i ten jeden i jedyny byt może być dopiero odpowiednikiem Boga chrześcijańskiego. Twierdzenie, że ten pierwszy (jeden i jedyny) byt jest trójosobowy (a nie samotny) jest chyba czymś nowym.

Masz rację, na tym terenie raczej tak, nawet judaizm nie podziela tego poglądu uznając go za kryptopoliteizm. Jeśli chodzi o religie świata- zdecydowanie nie. Weź choćby koncepcję wiecznego brahmana z Rig Vedy, weź trójce hinduizmu.

Gdyby Chrześcijaństwo miało magiczne liczby w takim sensie jak ma Trójce sw. to wybacz ale chyba bym o tym cos wiedziała. Owszem chrz. tak w ogóle to ma jakieś liczby, np.: 7 grzechów głównych, 12 apostołów, 6 darów Ducha św. Ale co to ma wspólnego z tym, ze mamy akurat Trójcę św.?

I tylko przypadkiem liczby których używa chrześcijaństwo to liczby magiczne w innych kultach funkcjonujących na tym terenie . Kolejna zupełnie przypadkowa i pozostająca bez związku analogia ? Czy w chrześcijaństwie pełnią funkcje magiczne ? Trzebaby się zastanowić czym różni się religia od magii- zagadnienie ciekawe ale wykraczające poza kwestię komentarzy do listy ateistów i agnostyków .

>Proszę o to "zaległe" cytaty o Duchu św jako o osobie, wspólistotnej z Ojcem i Synem:

No wreszcie, Tertulian i Orygenes. Ładniejszy dla poparcia Twojej tezy byłby cytat Adv. Praxeam XXX ale i te są niezłe. I tu rodzi się problem- czy w chwili kiedy tego wymaga sytuacja można się podpierać twierdzeniami heretyków ? Jak pogodzić klątwę z próbami do powoływania się na nich jako tych, którzy tworzyli nauką kościoła ? Ładnie to tak ?

Tertulian był aż do śmierci wyznawcą montanizmu i krytykiem tego co określiłabyś jako kościół katolicki a co on określał mianem "kościoła biskupów". Orygenesa z powodu jego hierarchicznej koncepcji trójcy wyklęto z kościoła a większość jego pism spalono (II synod w Konstantynopolu). Pozwól że zacytuję:

" jeśli ktokolwiek nie wyklina Ariusza, Eunomiusza, Macedoniusza, Apollinarisa, Nestoriusza, Eutychesa i Orygenesa, wraz z ich niezbożnymi pismami, jak i innych heretyków już potępionych i wyklętych przez Święty Katolicki i Apostolski Kościół, i przez tegoż cztery Święte Synody, i wszystkich tych którzy pozostają, pozostawali lub przez swą niezbożność trwają do końca przy takich samych poglądach jak owi heretycy właśnie wspomniani: niech spadnie na nich anathema " (cyt. za Medieval Sourcebook: Fifth Ecumenical Council: Constantinople II, 553)

Pozdrawiam
Teresa (2693 punktów)
Cytat:
Chrześcijaństwo- podobnie jak i wiele innych religii- po okresie krystalizowania się religii trwało przy wypracowanej koncepcji. Nie jest w tym żadnym wyjątkiem. Zadając analogiczne pytanie- czemu buddyzm trwał przy idei karmy ? Czemu w Ameryce Południowej dokonywano przez setki lat mordów rytualnych ?


Wydaje się, ze w przypadku chrz. ta krystalizacja nastąpiła jednak w tempie ekspresowym. Gdzie jest ta granica? Powstanie czwartej Ewangelii czy może Pięćdziesiątnica? Bardzo trudno jest tu zastosować metodę ewolucyjną. To jest nowość.
Zaś u Egipcjan do panteonu dopuszczano coraz liczniejszych bogów...

Poza tym czemu my nagle mówimy o idei karmy buddyzmie albo mordach rytualnych Ameryce Południowej? Im dalej trzeba szukać podobieństw tym bardziej to dowodzi tylko unikatowości chrz. , nie uważasz?

Cytat:
>Niemniej jednak bogowie Egiptu wyłaniali się z jednego i jedynego bytu (tzw. praoceanu, chaosu) i ten jeden i jedyny byt może być dopiero odpowiednikiem Boga chrześcijańskiego. Twierdzenie, że ten pierwszy (jeden i jedyny) byt jest trójosobowy (a nie samotny) jest chyba czymś nowym.

Masz rację, na tym terenie raczej tak, nawet judaizm nie podziela tego poglądu uznając go za kryptopoliteizm. Jeśli chodzi o religie świata- zdecydowanie nie. Weź choćby koncepcję wiecznego brahmana z Rig Vedy, weź trójce hinduizmu.


Mam nadzieję, ze nie zaczniesz teraz twierdzić, ze Jezus wychował się w Tybecie? Rozmawiałam kiedyś z racjonalistą, który wydawał się być poważnym człowiekiem a twierdził, ze Jezus musiał wychować się w Tybecie, bo w przeciwnym wypadku nie mógłby powiedzieć tego, co mówił.

W hinduizmie bogowie w Trójcy chyba nie są rzeczywistymi różnymi osobami tylko manifestacją jednej osoby Saguna Brahmana (jest to ta sama osoba w różnych rolach):
www.hinduwebsite.com/hinduism/god.asp
www.hinduwebsite.com/hinduism/hindutrinity.asp
www.hinduwebsite.com/trinity.asp

Cytat:
I tylko przypadkiem liczby których używa chrześcijaństwo to liczby magiczne w innych kultach funkcjonujących na tym terenie .


No, cóż małych liczb naturalnych nie jest dużo. Co ważniejsze w chrz. liczby nie pełnią żadnej magicznej roli... no więc co z tego, że liczby te pełniły taką rolę w religiach pogańskich (o ile ją pełniły)? Przykro mi, ale w tym, co napisałeś brakuje logiki.

Cytat:
No wreszcie, Tertulian i Orygenes. Ładniejszy dla poparcia Twojej tezy byłby cytat Adv. Praxeam XXX ale i te są niezłe. I tu rodzi się problem- czy w chwili kiedy tego wymaga sytuacja można się podpierać twierdzeniami heretyków ? Jak pogodzić klątwę z próbami do powoływania się na nich jako tych, którzy tworzyli nauką kościoła ? Ładnie to tak ? (...)


Po pierwsze heretykiem może stać się tylko chrześcijanin. Po drugie zależy w czym okazali być heretykam. Te fragmenty które podałam heretyckie nie są- przynajmniej patrząc na nie z perspektywy XXI wieku n.e.. Sugerujesz, że ich poglądy na Trójcę św. nie były poglądami uznanymi w Kościele w czasach kiedy żyli?
Czyli przed Niceą byli potępiani za współistotną Trójcę, a po Nicei byli potępiani za coś dokładnie przeciwnego?
09-06-2008 02:53 
 Ocena 2 na 2
Kurczewski (2471 punktów)
>Wydaje się, ze w przypadku chrz. ta krystalizacja nastąpiła jednak w tempie ekspresowym. Gdzie jest ta granica? Powstanie czwartej Ewangelii czy może Pięćdziesiątnica? Bardzo trudno jest tu zastosować metodę ewolucyjną. To jest nowość.
>Zaś u Egipcjan do panteonu dopuszczano coraz liczniejszych bogów...

Ekspresowym ? Bez przesady. Trzysta lat na wyklarowanie się zrębów koncepcji teologicznej w ramach kultu bazującego na innej religii, biorąc dodatkowo pod uwagę dziedzictwo esseńczyków i innych, pokrewnych im odłamów judaizmu to żaden "ekspres".

>Poza tym czemu my nagle mówimy o idei karmy buddyzmie albo mordach rytualnych Ameryce Południowej? Im dalej trzeba szukać podobieństw tym bardziej to dowodzi tylko unikatowości chrz. , nie uważasz?

Naprawdę nie rozumiesz ? Mówisz "to a to było unikalne, istniało tylko i wyłącznie tu"- odpowiadam "nie, nie było unikalne, istniało też tu i tam". Mówisz "dowodem na prawdziwość tych a tych koncepci jest to że trwały w niezmienionej postaci przez tysiące lat"- w odpowiedzi pokazuję Ci inne koncepcje, tak odmienne i absurdalne żeby nie pozostawiało to żadnych wątpliwości, które również trwały w niezmienionej postaci przez tysiące lat a nie stały się przez to ani odrobinę mniej absurdalne.

>Mam nadzieję, ze nie zaczniesz teraz twierdzić, ze Jezus wychował się w Tybecie? Rozmawiałam kiedyś z racjonalistą, który wydawał się być poważnym człowiekiem a twierdził, ze Jezus musiał wychować się w Tybecie, bo w przeciwnym wypadku nie mógłby powiedzieć tego, co mówił.

Masz słuszną nadzieję. Ja kiedyś rozmawiałem z animatorem oazy- człowiekiem 30- letnim i uczącym innych o doktrynie katolickiej, który twierdził że hostia nie jest tak naprawdę ciałem Jezusa bo to tylko opłatek i nie można twierdzić że chrześcijanie naiwnie wierzą w tego rodzaju przemianę bo to nieprawda. Zdziwił się kiedy siedzący obok zakonnik sprostował jego błąd. Widać oboje mamy szczęście do rozmów z ludźmi o poglądach delikatnie rzecz ujmując ... niereprezentatywnych.

>W hinduizmie bogowie w Trójcy chyba nie są rzeczywistymi różnymi osobami tylko manifestacją jednej osoby Saguna Brahmana (jest to ta sama osoba w różnych rolach):
>www.hinduwebsite.com/hinduism/god.asp
>www.hinduwebsite.com/hinduism/hindutrinity.asp
>www.hinduwebsite.com/trinity.asp

Żeby to było tak proste. Każda czy każdy Saguna Brahman jest osobą, i każda z tych osób jest równocześnie Nirguna Brahmanem który jest wszystkoobejmującym i przenikającym wszystko absolutem.

>No, cóż małych liczb naturalnych nie jest dużo. Co ważniejsze w chrz. liczby nie pełnią żadnej magicznej roli... no więc co z tego, że liczby te pełniły taką rolę w religiach pogańskich (o ile ją pełniły)? Przykro mi, ale w tym, co napisałeś brakuje logiki.

Wolisz żeby zamiast "magiczne" pisać "mistyczne" ?

>Po pierwsze heretykiem może stać się tylko chrześcijanin. Po drugie zależy w czym okazali być heretykam. Te fragmenty które podałam heretyckie nie są- przynajmniej patrząc na nie z perspektywy XXI wieku n.e..

Patrzac z perspektywy XXI wieku wiele tez Lutra czy Husa z powodzeniem mieści się w duchu nauczania kościoła a teolodzy katoliccy ciągle jakoś niechętnie się odwołują do ich pism.

>Sugerujesz, że ich poglądy na Trójcę św. nie były poglądami uznanymi w Kościele w czasach kiedy żyli?

Biorąc pod uwagę to że Orygenes został wyklęty właśnie za poglądy dotyczące istoty Trójcy, zaś poglądy Tertuliana były w dużej części pochodną "nowego objawienia" w którym "Duch" i troje "proroków" odgrywali pierwszorzędną rolę ? Tak, możesz uznać że tak sugeruję. Uważam że ich poglądy wywarły silny wpływ na kształt tworzącego się chrześcijaństwa w okresie o którym mówimy, i to zarówno tego "prawomyślnego" jak i wszelkiej maści "herezji".
Teresa (2693 punktów)
Cytat:
>Wydaje się, ze w przypadku chrz. ta krystalizacja nastąpiła jednak w tempie ekspresowym. Gdzie jest ta granica? Powstanie czwartej Ewangelii czy może Pięćdziesiątnica? Bardzo trudno jest tu zastosować metodę ewolucyjną. To jest nowość.
>Zaś u Egipcjan do panteonu dopuszczano coraz liczniejszych bogów...

Ekspresowym ? Bez przesady. Trzysta lat na wyklarowanie się zrębów koncepcji teologicznej w ramach kultu bazującego na innej religii, biorąc dodatkowo pod uwagę dziedzictwo esseńczyków i innych, pokrewnych im odłamów judaizmu to żaden "ekspres".


Jednak teologia żydowska zawsze była bardzo prosta. Z plemiennego bóstaw Jahwe przekształcił się w stwórcę świata, boska sprawiedliwość została przeniesiona do nieba, gdy okazalo się, że nie zapewnia ona cnotliwym doczesnej pomyślonośc. I to bylo zrozumiałe. W toku ewolucji zasady wiary nie nabrały skomplikowanych, metafizycznych treści, nie zawierały tajemnic tak jak w chrz.

Cytat:
Naprawdę nie rozumiesz ? Mówisz "to a to było unikalne, istniało tylko i wyłącznie tu"- odpowiadam "nie, nie było unikalne, istniało też tu i tam".


Unikalną cechą chrz. jest to, że toczono tak burzliwe spory nt. bardzo subtelnych kwestii teologicznych.
Ortodoksja kościelna naprawdę musiała stąpać po o wiele bardziej wąskiej ścieżce - niż to mogłoby wynikać z Twoich analogii- np.: tym którzy kładł zbyt duży nacisk na odręnosc Ojca i Syna, groziło popadnięcie w herezję ariańską, a ci którzy nadmiernie podkreślali ich jedność, mogli łatwo popaść w sabelianizm, itd.

Cytat:
Mówisz "dowodem na prawdziwość tych a tych koncepci jest to że trwały w niezmienionej postaci przez tysiące lat"- w odpowiedzi pokazuję Ci inne koncepcje, tak odmienne i absurdalne żeby nie pozostawiało to żadnych wątpliwości, które również trwały w niezmienionej postaci przez tysiące lat a nie stały się przez to ani odrobinę mniej absurdalne.


Ja bynajmniej nigdzie nie twierdziłam , ze : "dowodem na prawdziwość tych a tych koncepcji jest to że trwały w niezmienionej postaci przez tysiące lat".

Cytat:
Widać oboje mamy szczęście do rozmów z ludźmi o poglądach delikatnie rzecz ujmując ... niereprezentatywnych.


Tamta osoba, z którą rozmawiałam, wg mnie naprawdę była już o niedaleko od wiary.
Wg mnie człowiek racjonalnie myślący powinien właśnie dochodzić do takich dziwnych wnioskow (że np. Jezus urodził się Tybecie). Ty zresztą rownież piszesz o Trócy hinduzimie - zastanawiam się po co? Czy po to żeby pokazać ze chrz się nią inspirowało, czy tylko po to aby wykazać, że Trójcę mozna wymyslić ?

Cytat:
Żeby to było tak proste. Każda czy każdy Saguna Brahman jest osobą, i każda z tych osób jest równocześnie Nirguna Brahmanem który jest wszystkoobejmującym i przenikającym wszystko absolutem.


Myślisz za bardzo po europojesku ( chrześcijańsku). Nie, o Nirguna Brahmanie to tylko tyle można powiedzieć, że nic nie można o nim powiedzieć, bo jest nie manifestującym się aspektem absolutu (pozbawionym właściwości) - jest on poza jakimikolwiek rozważaniami. Zaś Saguna Brahman, jest aspektem absolutu, który ma właściwości. W hinduzimie Brahma, Wisznu, Siwa są tylko aspektami jednego bytu a nie odrębnymi osobami. Na tym polega filozofia i wielkość hinduizmu.

Wśród chrz. też byli ludzie którzy podobnie jak w hinduizmie twierdzili, ze Ojciec i Syn sa tylko aspektami Jednego bytu, ale oni zostali potępieni. Była to herezezja sabeliańska.

Cytat:

>No, cóż małych liczb naturalnych nie jest dużo. Co ważniejsze w chrz. liczby nie pełnią żadnej magicznej roli... no więc co z tego, że liczby te pełniły taką rolę w religiach pogańskich (o ile ją pełniły)? Przykro mi, ale w tym, co napisałeś brakuje logiki.

Wolisz żeby zamiast "magiczne" pisać "mistyczne" ?


Mistyka to jest jakiś Twój kompleks? Nie słyszałam o religii, w której budowano by ołtarz dla liczby pi albo 1,5 albo dla trójkąta równoramiennego.

Cytat:
Patrzac z perspektywy XXI wieku wiele tez Lutra czy Husa z powodzeniem mieści się w duchu nauczania kościoła a teolodzy katoliccy ciągle jakoś niechętnie się odwołują do ich pism.


Luter jest czasem cytowany,ale rzadko. Ale Luter i Hus żyli dużo później - cóż więc mogli takiego nowego i interesującego wymyślić po tylu latach?
Poza tym teolodzy właśnie bardzo często odwołują się do pism Orygenesa i Tertulina, co więc ma do rzeczy to, że pism np. Lutra odwołują się rzadko? Znowu brak logiki...

Najwidoczniej wkład Orygenesa i Tertuliana był dużo większy niż np. Lutra.
Orygenes jest uwazany za Ojca Kościoła chociaż w pomniejszym okresie zycia został potępiony za zagłoszenie paru herezji.

Zobacz Benedykt XVI pisze (to tylko krótkie fragmentt)
o Orygenesie :

www.opoka.(*)xvi/audiencje/ag_25042007.html

"Orygenes Aleksandryjski jest rzeczywiście jedną z najważniejszych postaci dla całego rozwoju myśli chrześcijańskiej"
Jak pisze Benedykt XVI: "Wspomnieliśmy o «nieodwracalnym zwrocie», jaki za sprawą Orygenesa dokonał się w dziejach teologii i myśli chrześcijańskiej. Ale na czym polega ten «zwrot», ta nowość, tak brzemienna w konsekwencje? Oznacza ona w gruncie rzeczy oparcie teologii na wyjaśnianiu Pism."
c. d. n.
15-06-2008 00:06 
 Ocena 1 na 1
Kurczewski (2471 punktów)
>Jednak teologia żydowska zawsze była bardzo prosta. Z plemiennego bóstaw Jahwe przekształcił się w stwórcę świata, boska sprawiedliwość została przeniesiona do nieba, gdy okazalo się, że nie zapewnia ona cnotliwym doczesnej pomyślonośc. I to bylo zrozumiałe. W toku ewolucji zasady wiary nie nabrały skomplikowanych, metafizycznych treści, nie zawierały tajemnic tak jak w chrz.

Tu zupełnie się nie zgodzę. Mistyka żydowska rozwijała się wielotorowo (również w czasach Jezusa) i trudno uznać ją za "bardzo prostą".

>Unikalną cechą chrz. jest to, że toczono tak burzliwe spory nt. bardzo subtelnych kwestii teologicznych.
>Ortodoksja kościelna naprawdę musiała stąpać po o wiele bardziej wąskiej ścieżce - niż to mogłoby wynikać z Twoich analogii- np.: tym którzy kładł zbyt duży nacisk na odręnosc Ojca i Syna, groziło popadnięcie w herezję ariańską, a ci którzy nadmiernie podkreślali ich jedność, mogli łatwo popaść w sabelianizm, itd.

Widzisz- o ortodoksji możemy mówić w chwili kiedy ustalone są jakieś standardy i kiedy wiadomo że- na przykład- na temat kwestii filioque powinno się mówić to a nie tamto. W pierwszych trzech wiekach chrześcijaństwa różnice pomiędzy prawowiernymi bywały dość znaczące- doktryna dopiero się kształtowała. Doprecyzowywano ją właśnie dlatego że owe różnice- wcale nie tak subtelne- istniały i z punktu widzenia trwałości kultu unifikacja była wręcz niezbędna.

>Tamta osoba, z którą rozmawiałam, wg mnie naprawdę była już o niedaleko od wiary.

I... ?

>Wg mnie człowiek racjonalnie myślący powinien właśnie dochodzić do takich dziwnych wnioskow (że np. Jezus urodził się Tybecie). Ty zresztą rownież piszesz o Trócy hinduzimie - zastanawiam się po co? Czy po to żeby pokazać ze chrz się nią inspirowało, czy tylko po to aby wykazać, że Trójcę mozna wymyslić ?

Widzisz- jestem historykiem kultury. Zajmuję się badaniem tego w jaki sposób jedne motywy pojawiały się, inne zanikały, wpływały na siebie itd. Wspominam o trójcach różnych epok i kultur żeby pokazać że motyw trójcy, w najróżniejszych odmianach z których wymieniliśmy ledwie parę, jest dość powszechny w wierzeniach właściwie całego świata. Trójca chrześcijańska nie jest w tym kontekście żadną niesamowitą osobliwością jak początkowo to przedstawiałaś. Jest jednym- ciekawym ale w żaden sposób nie wyjątkowo oryginalnym- wariantem.

>Myślisz za bardzo po europojesku ( chrześcijańsku). Nie, o Nirguna Brahmanie to tylko tyle można powiedzieć, że nic nie można o nim powiedzieć, bo jest nie manifestującym się aspektem absolutu (pozbawionym właściwości) - jest on poza jakimikolwiek rozważaniami. Zaś Saguna Brahman, jest aspektem absolutu, który ma właściwości. W hinduzimie Brahma, Wisznu, Siwa są tylko aspektami jednego bytu a nie odrębnymi osobami. Na tym polega filozofia i wielkość hinduizmu.

Heh, chyba pierwszy raz ktoś przypisuje mi chrześcijański sposób myślenia- chyba powinienem podziekować za komplement. Moim zdaniem niepotrzebnie oddzielasz Nirgunę od Saguny. Według Advaity Vedanty pozbawiony właściwości absolut zyskuje właściwości (staje się Sagunem) w obecności obserwatora. Ot- kot Shroedingera. Jeśli chodzi o bóstwa i w ogóle wszelkie byty- to są one emanacjami absolutu ale nie oznacza to że nie są osobami. Oczywiście można podejść z pozycji Sikhizmu która bliższa jest tak temu co opisujesz jak i chrześcijańskiej wizji boga ale sikhizm to już raczej odrębna religia, neh ?

>Mistyka to jest jakiś Twój kompleks? Nie słyszałam o religii, w której budowano by ołtarz dla liczby pi albo 1,5 albo dla trójkąta równoramiennego.

Ad absurdum już było, teraz ad personam ? Moje kompleksy to moja sprawa i Tobie nic do tego.

>Luter jest czasem cytowany,ale rzadko. Ale Luter i Hus żyli dużo później - cóż więc mogli takiego nowego i interesującego wymyślić po tylu latach?

Nowego ? Właściwie nic, odgrzebali stare idee (choćby takie oburzające twierdzenia jak to że wierzący powinni znać Biblię i rozumieć co dzieje się w trakcie mszy).

>Poza tym teolodzy właśnie bardzo często odwołują się do pism Orygenesa i Tertulina, co więc ma do rzeczy to, że pism np. Lutra odwołują się rzadko? Znowu brak logiki...

Masz poniekąd rację - skoro już do jednych heretyków teolodzy odwołują się wyjątkowo często i bez widocznych oporów (fakt, dość starannie przemilczając fakt że wcześniej kościół wyklął ich i niszczył ich pisma do których teraz się tak chętnie odwołuje) nie powinni mieć kłopotów z odwoływaniem się do innych.
Teresa (2693 punktów)
Cytat:
Tu zupełnie się nie zgodzę. Mistyka żydowska rozwijała się wielotorowo (również w czasach Jezusa) i trudno uznać ją za "bardzo prostą".

Ale ja pisałam o treściach metafizycznych (nie mistycznych). Porównaj proszę ewangelie synoptyczne (ich prostotę) z ew. wg św. Jana, w której Jezus jest już Słowem, Logosem lub z listami św. Pawła.
Cytat:

Widzisz- o ortodoksji możemy mówić w chwili kiedy ustalone są jakieś standardy i kiedy wiadomo że- na przykład- na temat kwestii filioque powinno się mówić to a nie tamto. W pierwszych trzech wiekach chrześcijaństwa różnice pomiędzy prawowiernymi bywały dość znaczące- doktryna dopiero się kształtowała. Doprecyzowywano ją właśnie dlatego że owe różnice- wcale nie tak subtelne- istniały i z punktu widzenia trwałości kultu unifikacja była wręcz niezbędna.

Widzę, że nagle różnice w konstrukcji Trójcy już nie są "tak subtelne" a są nawet "dość znaczące".

Cytat:

Widzisz- jestem historykiem kultury. Zajmuję się badaniem tego w jaki sposób jedne motywy pojawiały się, inne zanikały, wpływały na siebie itd. Wspominam o trójcach różnych epok i kultur żeby pokazać że motyw trójcy, w najróżniejszych odmianach z których wymieniliśmy ledwie parę, jest dość powszechny w wierzeniach właściwie całego świata. Trójca chrześcijańska nie jest w tym kontekście żadną niesamowitą osobliwością jak początkowo to przedstawiałaś. Jest jednym- ciekawym ale w żaden sposób nie wyjątkowo oryginalnym- wariantem.


Problem w tym, że rozszerzasz listę podobieństwtylko, dlatego że rozszerzasz ideę "trójcy"!

Cytat:
Moim zdaniem niepotrzebnie oddzielasz Nirgunę od Saguny. Według Advaity Vedanty pozbawiony właściwości absolut zyskuje właściwości (staje się Sagunem) w obecności obserwatora. Ot- kot Shroedingera.


Zapewne, ale co to ma wspólnego z Trójca Św.? Trójca Św. ani nie zyskuje ani nie traci żadnych właściwości w obecności czy bez obecności obserwatora.

Cytat:
Jeśli chodzi o bóstwa i wogóle wszelkie byty- to są one emanacjami absolutu ale nie oznacza to że nie są osobami. Oczywiście można podejść z pozycji Sikhizmu która bliższa jest tak temu co opisujesz jak i chrześcijańskiej wizji boga ale sikhizm to już raczej odrębna religia, neh ?


Czyli co? Chrz. może i różniłoby się od Sikhizmu gdyby Sikhizmu to nie była to odrębna religia? Każesz mi znaleźć czarną owcę, a potem kiedy ci ją znajduje, mówisz ze taka owca odpada, bo jest czarna.
Zresztą, nie chodziło mi o to, że nie są osobami tylko, że ta sama jedna osobowa rzeczywistość Saguny przejawia się pod różnymi postaciami, rolami, imionami.
To mi przypomina herezje Sabelianizmu:
Sabelianizm (także "modalizm", z łac. modus - "sposób, kształt") - herezja szerząca się od II do IV wieku w Cyrenajce, w Azji Mniejszej i w Mezopotamii. Jej założyciel Sabeliusz głosił, że Bóg istnieje tylko w jednej osobie - Boga Ojca, zaś pozostałe osoby Trójcy Świętej - Syn Boży i Duch Święty - nie są oddzielnymi bytami, a jedynie odmiennymi przejawami jednego Boga, ujawniającymi się w konkretnych sytuacjach

Cytat:

>Mistyka to jest jakiś Twój kompleks? Nie słyszałam o religii, w której budowano by ołtarz dla liczby pi albo 1,5 albo dla trójkąta równoramiennego.

Ad absurdum już było, teraz ad personam ? Moje kompleksy to moja sprawa i Tobie nic do tego.


W takim razie moje mistyczne doświadczenia z liczbami to też nie jest Twoja sprawa.

Cytat:
>Luter jest czasem cytowany,ale rzadko. Ale Luter i Hus żyli dużo później - cóż więc mogli takiego nowego i interesującego wymyślić po tylu latach?

Nowego ? Właściwie nic, odgrzebali stare idee (choćby takie oburzające twierdzenia jak to że wierzący powinni znać Biblię i rozumieć co dzieje się w trakcie mszy).


Znać Biblię?? Żeby czytać Biblie trzeba mieć rozum. Każdy jakiś rozum tam ma... ale.

Luter więcej popsuł niż naprawił: zachęcał do lektury Biblii, która była kościelną księga, ale przy podważył kościelną interpretację tejże księgi.
Doprowadziło to wielu do zniszczeń...
Na przykład kobiety utraciły prawa, jakie jeszcze miały w średniowieczu, bo na skutek literalnej fundamentalnej interpretacji Biblii zaczęto odtwarzać stosunki ze Starego testamentu ( w niektórych krajach kobiety straciły prawo do dziedziczenia)... Tymczasem w ( tym niby ciemnym) średniowieczu kobiety miały prawa do dziedziczenia jak i pracy w niektórych zawodach.
Na przykład obecnie są ludzie w USA, którzy nie wysyłają dzieci do szkól, bo w szkołach uczą teorii ewolucji, gdyż ludzie ci chyba myślą, że nie da się pogodzić nauki z Biblią (albo też myślą, że nie powinno się godzić Biblii z nauką) i traktują Biblię jak podręcznik przyrody!! Jak myslisz, komu to zawdzięczają?
30-06-2008 01:38 
 Ocena 1 na 1
Kurczewski (2471 punktów)
>Ale ja pisałam o treściach metafizycznych (nie mistycznych). Porównaj proszę ewangelie synoptyczne (ich prostotę) z ew. wg św. Jana, w której Jezus jest już Słowem, Logosem lub z listami św. Pawła.

Zgoda, ale ewangelie synoptyczne trudno uznać za teksty reprezentatywne dla metafizyki żydowskiej, nawet jeśli ograniczymy ją tylko do czasów sprzed ewangelii Jana, prawda ?

>Widzę, że nagle różnice w konstrukcji Trójcy już nie są "tak subtelne" a są nawet "dość znaczące".

Nie do końca rozumiem. Myśl chrześcijańska pierwszych trzech wieków obejmuje prądy tak różne jak monofizytyzm, arianizm, anomeanizm, monarchianizm i wiele innych. Wiele z nich miało swoje, odmienne poglądy na temat osoby czy osób boskich i ich wzajemnych relacji. To goły fakt- podobnie jak gołym faktem jest to, że doprecyzowywanie credo kościoła katolickiego odbywało się w ciągu nieustannych sporów teologicznych, często przy udziale ludzi których później uznawano za heretyków.

> Problem w tym, że rozszerzasz listę podobieństwtylko, dlatego że rozszerzasz ideę "trójcy"!

Ja rozszerzam ? Ja je tylko wymieniam, one istnieją od tysiąca lat z kawałkiem. Mam uznać że motyw trójcy nie istniał poza chrześcijaństwem i pojawił się na świecie wraz z ewangeliami a żadnych podobieństw ikonograficznych czy koncepcyjnych nie ma ale byłoby to zamiatanie śmieci pod dywan.

>Zapewne, ale co to ma wspólnego z Trójca Św.? Trójca Św. ani nie zyskuje ani nie traci żadnych właściwości w obecności czy bez obecności obserwatora.

Bo i nie z powodu tej właściwości trójcy hinduizmu wymieniłem ją. Masz trzy współistotne osoby boskie- Brahma, Wisznu, Siwa- tworzące trójcę, a będące w gruncie rzeczy jednym.

>Czyli co? Chrz. może i różniłoby się od Sikhizmu gdyby Sikhizmu to nie była to odrębna religia? Każesz mi znaleźć czarną owcę, a potem kiedy ci ją znajduje, mówisz ze taka owca odpada, bo jest czarna.

To Ty napisałaś " Myślisz za bardzo po europejsku ( chrześcijańsku). Nie, o Nirguna Brahmanie to tylko tyle można powiedzieć, że nic nie można o nim powiedzieć, bo jest nie manifestującym się aspektem absolutu (pozbawionym właściwości) - jest on poza jakimikolwiek rozważaniami. Zaś Saguna Brahman, jest aspektem absolutu, który ma właściwości". Twierdzenie to jest prawdziwe TYLKO w odniesieniu do Sikhizmu i dlatego został wymieniony.

>Zresztą, nie chodziło mi o to, że nie są osobami tylko, że ta sama jedna osobowa rzeczywistość Saguny przejawia się pod różnymi postaciami, rolami, imionami. To mi przypomina herezje Sabelianizmu

Faktycznie założenia są dość podobne, chociaż chyba trudno dopatrywać się tu bezpośrednich powiązań, głównie z racji braku bezpośrednich kontaktów między obydwiema grupami no i różnicy czasowej. Ciekawe jest to, że Sikhizm- wyłaniając się z politeistycznych w gruncie rzeczy wierzeń hinduskich- stworzył tak osobliwą konstrukcję, w gruncie rzeczy miejscami bardzo podobną do buddyjskiej wizji świata.

>W takim razie moje mistyczne doświadczenia z liczbami to też nie jest Twoja sprawa.

Masz rację, Twoje doświadczenia to nie moja sprawa i dlatego ani razu nie wypowiadałem się na temat TWOICH osobistych mistycznych doświadczeń, obsesji czy hobby bo nie ich dotyczy nasza dyskusja. Mówiłem o obecności liczb mistycznych w ramach doktryny. Rozmawiamy o doktrynach i poglądach- nie o mnie czy o Tobie- i niech tak zostanie. Inaczej po prostu pokłócimy się jak baby na targu- miałoby to swój przaśny urok ale chyba szkoda czasu skoro możemy porozmawiać ciekawiej.

>Znać Biblię?? Żeby czytać Biblie trzeba mieć rozum. Każdy jakiś rozum tam ma... ale. Luter więcej popsuł niż naprawił: zachęcał do lektury Biblii, która była kościelną księga, ale przy podważył kościelną interpretację tejże księgi. Doprowadziło to wielu do zniszczeń [..] Na przykład obecnie są ludzie w USA, którzy nie wysyłają dzieci do szkól, bo w szkołach uczą teorii ewolucji, gdyż ludzie ci chyba myślą, że nie da się pogodzić nauki z Biblią (albo też myślą, że nie powinno się godzić Biblii z nauką) i traktują Biblię jak podręcznik przyrody!! Jak myslisz, komu to zawdzięczają?

Wyciąłem część cytatu (oczywiście biorę całą wypowiedź pod uwagę). Przedstawiasz rzecz w sposób kuriozalny- winą Lutra ma być to że postulował "powrót do Słowa" i że fakt, iż, było nie było, chrześcijanie poznali Biblię o której wcześniej nie mieli tak naprawdę pojęcia ? Mieli wierzyć nie wiedząc tak naprawdę w co wierzą ? Czyli dzisiejszy analfabetyzm biblijny części katolików jest cnotą ? Nie przypuszczam żeby o to chodziło. Czytanie biblii po łacinie jest dla mnie rzeczą męczącą, dla wielu naszych rodaków- niemożliwą, stąd uznałbym raczej tłumaczenie jej na języki narodowe za jedną z największych zalet reformacji. To że fundamentaliści dążą do ekstremum nie jest niczym nowym i nigdy nie było- czy był to wiek X, XV czy XX.
Teresa (2693 punktów)
>Ale ja pisałam o treściach metafizycznych (nie mistycznych). Porównaj proszę ewangelie synoptyczne (ich prostotę) z ew. wg św. Jana, w której Jezus jest już Słowem, Logosem lub z listami św. Pawła.

>Zgoda, ale ewangelie synoptyczne trudno uznać za teksty reprezentatywne dla metafizyki żydowskiej, nawet jeśli ograniczymy ją tylko do czasów sprzed ewangelii Jana, prawda ?

A ST też nie jest reprezentatywny dla religii żydowskiej, bo wydaje mi się, np. ew. Jana i listy św. Pawłą są jednak inne?

Ja przez mistykę rozumiem przeżycie bezpośredniego zetknięcia z Bóstwem.
A przez metafizykę to, to, co jest poza światem fizycznym, czyli dyscyplinę, która zajmuje się badaniem przedmiotów niedoświadczalnych (zmysłami).
Przykład metafizyki:
"Przez wiarę w Jezusa Chrystusa należymy do Niego, identyfikujemy się z Nim. Na tej zasadzie znajdujemy się w nurcie miłości Bożej, jesteśmy synami Boga Ojca. Już nie tylko jako stworzenia, ale jesteśmy z Nim złączeni na podobieństwo Jezusa Chrystusa. Dlatego też jesteśmy przeniknięci miłością: Duchem Świętym, który trwa pomiędzy Bogiem a Synem - pomiędzy Bogiem a nami: synami Bożymi. Jeżeli możemy mówić, że poprzez wiarę mieszka w chrześcijaninie Jezus Chrystus, to w sposób szczególny dzieje się to w społeczności wierzących w Chrystusa, jaką jest Kościół."
www.opoka.org.pl/biblioteka/K/kat_dla_nie10.html

Czy takie teksty są charakterystyczne dla religii żydowskiej?

>Ja rozszerzam ? Ja je tylko wymieniam, one istnieją od tysiąca lat z kawałkiem.
>Mam uznać że motyw trójcy nie istniał poza chrześcijaństwem i pojawił się na świecie wraz z ewangeliami a żadnych podobieństw ikonograficznych czy koncepcyjnych nie ma ale byłoby to zamiatanie śmieci pod dywan.

A ja mam pomijać milczeniem fakt, że tworząc listę "podobieństw" wybierasz tylko te właściwości, które Ci pasują do "motywu trójcy" a inne pomijasz milczeniem?

>>Zapewne, ale co to ma wspólnego z Trójca Św.? Trójca Św. ani nie zyskuje ani nie traci żadnych właściwości w obecności czy bez obecności obserwatora.

>Bo i nie z powodu tej właściwości trójcy hinduizmu wymieniłem ją. Masz trzy współistotne osoby boskie- Brahma, Wisznu, Siwa- tworzące trójcę, a będące w gruncie rzeczy jednym.

Bądź tak uprzejmy używać terminu "istota" w znaczeniu takim jak używa chrz. w Trójcy św. jeśli porównujesz.
Istota są to te z twoich własności, których nie możesz utracić nie przestając być zarazem sobą.
Trimurti, indyjska Trójca Bogów składająca się z: Brahmy, stworzyciela światów w ich cyklicznych okresach istnienia, Wisznu, utrzymującego je w istnieniu, oraz Śiwy, który niszczy je ogniem przy końcu cyklu.

Brahma nie byłby Brahmą gdyby niszczył a nie stwarzał, a Wisznu nie byłby Wisznu gdyby niszczył i utrzymywał w istnieniu a nie tylko podtrzymywał, itd. A wiec osoby te maja różną istotę, choć mają tę samą substancję (są jednym).
Zaś Ojciec, Syn i Duch św. są tak samo wszechmocni, razem stwarzają, podtrzymują i niszczą różnia się tylko wzajemnymi relacjami. Natomiast nie ma relacji miedzy Wisznu, Brahm a Siwą!

>To Ty napisałaś " Myślisz za bardzo po europejsku ( chrześcijańsku). Nie, o Nirguna Brahmanie to tylko tyle można powiedzieć, że nic nie można o nim powiedzieć, bo jest nie manifestującym się aspektem absolutu (pozbawionym właściwości) - jest on poza jakimikolwiek rozważaniami. Zaś Saguna Brahman, jest aspektem absolutu, który ma właściwości". Twierdzenie to jest prawdziwe TYLKO w odniesieniu do Sikhizmu i dlatego został wymieniony.

To w takim razie w jaki sposób w hinduizmie odkryto, że akurat istnieje trójca a nie jedynka czy dziesiątka - jeśli dotyczą one nie manifestującego się aspektu absolutu ( a nie manifestującego się)?
Chrz. ma Trójce, dlatego, że objawił ją Jezus Chrystus, który uważał się za Boga, przez co (o ile rzeczywiście był Bogiem) mógł być uważany za autorytet w sprawach przedmiotów metafizycznych.

>Ciekawe jest to, że Sikhizm- wyłaniając się z politeistycznych w gruncie rzeczy wierzeń hinduskich- stworzył tak osobliwą konstrukcję, w gruncie rzeczy miejscami bardzo podobną do buddyjskiej wizji świata.

Nie sądzisz, że stało się tak, dlatego, że Sikhizm jest rodzajem kompilacji islamu i hinduizmu?

>Wyciąłem część cytatu (oczywiście biorę całą wypowiedź pod uwagę). Przedstawiasz rzecz w sposób kuriozalny- winą Lutra ma być to że postulował "powrót do Słowa" i że fakt, iż, było nie było, chrześcijanie poznali Biblię o której wcześniej nie mieli tak naprawdę pojęcia ? Mieli wierzyć nie wiedząc tak naprawdę w co wierzą ? Czyli dzisiejszy analfabetyzm biblijny części katolików jest cnotą ?

Oczywiście, ze nie. A co ma do tego dzisiejszy analfabetyzm biblijny części katolików?

Nie twierdzę, że w Kościele nie było zła prowokującego do buntu. Ale zauważ, że protestanci, którzy pieją, że opierają swoje życie wyłącznie na Słowie Bożym w rzeczywistości opierają je na autorytecie jakiegoś pastora lub rady Kościoła. Jeśli każdy z pastorów twierdzi coś innego i do tego utrzymuje, ze przemawia pod natchnieniem tego samego Ducha św. (Duch św. jest tylko jeden), to tylko ośmiesza wiarę. Lutra by już nie przyjęto do większości kościołów luterańskich, ogłosiliby go heretykiem! Z szacunku do logiki mam więcej szacunku do takich pastorów, którzy przynajmniej twierdza, ze wszyscy inni (tj. wszyscy którzy się z nimi nie zgadzają) są pod działaniem diabla...

Poza tym jeśli prawdziwość wiary jest na pierwszym miejscu to nie znajdziesz usprawiedliwienia dla Lutra. Jezus przecież powiedział i zrobił o wiele więcej rzeczy niż to zostało napisane w Ewangeliach. W związku z tym uczniowie apostołów lepiej wiedzieli jak interpretować słowa Jezusa od nas. Np. słowa: "Bierzcie i jedzcie: Oto ciało moje" my interpretujemy dosłownie tylko na bazie tradycji! Protestanci tego nie rozumieją albo nie chcą zrozumieć.
Zauważ, że właśnie musi istnieć jedna instancja rozstrzygająca kwestie interpretacyjne, żeby człowiek wiedział, w co ma wierzyć!!
14-07-2008 03:47 
 Ocena 1 na 1
Kurczewski (2471 punktów)
(wyciąłem dłuższą część żeby oszczędzić znaków, zostawiam samo pytanie)

>Czy takie teksty są charakterystyczne dla religii żydowskiej?

Tak, z pewnością. Spójrz na tradycję komentowania i objaśniania Tory, rozwijającą się zresztą bujnie właśnie na terenach polskich od XVI aż do XX wieku (podobnie zresztą było i z żydowską mistyką).

>A ja mam pomijać milczeniem fakt, że tworząc listę "podobieństw" wybierasz tylko te właściwości, które Ci pasują do "motywu trójcy" a inne pomijasz milczeniem?

Absolutnie nie, rozmowa byłaby wtedy nużąca.

>Bądź tak uprzejmy używać terminu "istota" w znaczeniu takim jak używa chrz. w Trójcy św. jeśli porównujesz.

Oczywiście możemy tak zrobić, ale zwykle unika się używania terminologii stworzonej na potrzeby jednej religii do omawiania innej. To już na starcie dyskryminowanie jednej z nich (niezależnie od tego jakie dwie religie weźmiemy). Mimo to- pozwól że spróbuję.

>Istota są to te z twoich własności, których nie możesz utracić nie przestając być zarazem sobą.

>Trimurti, indyjska Trójca Bogów składająca się z: Brahmy, stworzyciela światów w ich cyklicznych okresach istnienia, Wisznu, utrzymującego je w istnieniu, oraz Śiwy, który niszczy je ogniem przy końcu cyklu.

>Brahma nie byłby Brahmą gdyby niszczył a nie stwarzał, a Wisznu nie byłby Wisznu gdyby niszczył i utrzymywał w istnieniu a nie tylko podtrzymywał, itd. A wiec osoby te maja różną istotę, choć mają tę samą substancję (są jednym).

To nie do końca prawda. Każde z tych bóstw posiada w ramach Trimutri aspekt z którym jest identyfikowane, ale to nie ten aspekt przesądza o istocie każdego z bóstw (nawet w rozumieniu chrześcijańskim). Shiwa nie tylko nie zawsze jest niszczycielem - w niektórych formach Mahakali czy jako Sambhu jest bóstwem dobroczynnym i łagodnym a mimo to nadal pozostaje Shiwą.

Zwróć przy tym uwagę że skoro wspominasz o współistotności osób trójcy chrześcijańskiej zaprzeczają jej często przywoływane przez antytrynitarian frazy: " Lecz o dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniolowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec." czy Jan 8:28 (Jezus przyznający że- w przeciwieństwie do Ojca- nie jest wszechwiedzący), Jan 14:28 (zaprzeczenie równorzędności osób boskich). Każda z osób trójcy chrześcijańskiej również posiada swoje "perogatywy". Odkupicielem jest nie Ojciec a Syn, natchnienia udziela nie Ojciec a Duch.

>Natomiast nie ma relacji miedzy Wisznu, Brahm a Siwą!

Możesz sprecyzować o jakich relacjach mówisz ?

>To w takim razie w jaki sposób w hinduizmie odkryto, że akurat istnieje trójca a nie jedynka czy dziesiątka - jeśli dotyczą one nie manifestującego się aspektu absolutu ( a nie manifestującego się)?

Przepraszam, nie do końca rozumiem o co pytasz- doprecyzuj jeśli nie odpowiem na pytanie które miałaś na myśli. Kiedy mowa o hinduskich bóstwach, to mówimy o absolucie który przybrał formę. Transparencja transcendencji w immanencji (moje ulubione sformułowanie z wykładów z teologii)- dokładnie takim samym aktem byłoby wcielenie Jezusa- rzeczywistość niepoznawalna przyjmuje poznawalną formę, Nigura Brahman staje się Shivą czy Wisznu. Dlaczego hinduizm wybrał trójcę ? Nie wiem, podobnie jak nie wiem dlaczego wiele innych kultur tak bardzo lubiło trójki, dwunastki, siódemki czy czwórki.

>Chrz. ma Trójce, dlatego, że objawił ją Jezus Chrystus, który uważał się za Boga, przez co (o ile rzeczywiście był Bogiem) mógł być uważany za autorytet w sprawach przedmiotów metafizycznych.

No tak, z tym że- zgodzisz się- przekaz Jezusa jest do dziś różnorodnie odczytywany a jego wypowiedzi- wyjątkowo niejednoznaczne. Nie mamy przekazu w którym Jezus siadłby z apostołami i powiedział: "zaprawdę zaprawdę powiadam wam, jest jeden bóg w trzech osobach, jestem bogiem (nie synem bożym)" stąd spekulacje prawdopodobnie nigdy się nie skończą a teologowie będą mogli łamać pióra przez kolejne stulecia

>Nie sądzisz, że stało się tak, dlatego, że Sikhizm jest rodzajem kompilacji islamu i hinduizmu?

Tym bardziej byłoby to dziwne- islam a buddyzm to jednak dwie całkowicie odmienne koncepcje funkcjonowania wszechświata (hinduizm byłby cześcią wspólną).

>Nie twierdzę, że w Kościele nie było zła prowokującego do buntu.(...)Protestanci tego nie rozumieją albo nie chcą zrozumieć.

Mówiąc szczerze kwestia obecności zła w kościele w czasach Lutra nie jest dla mnie szczególnie istotna w tym przypadku- tym co moim zdaniem jest ważne i dlaczego go wogóle przywołałem jest fakt, że najważniejsze postulaty tego wręcz "modelowego" heretyka, powody dla których spalono Husa i wybijano się nawzajem przez minimum dwa stulecia w sposób urągający wszelkim normom, te postulaty po trzech stuleciach zostały przez kościół spełnione, ba- uznano to za konieczną, sensowną i dobroczynną reformę. Dziś nikt nie podnosi głosu o użycie języków narodowych w czasie nabożeństw czy zakaz świętokupstwa- to norma, tak dla katolików jak i pozostałych chrześcijan (nie dam głowy czy wszystkich, zbyt wiele odłamów istnieje)

>Zauważ, że właśnie musi istnieć jedna instancja rozstrzygająca kwestie interpretacyjne, żeby człowiek wiedział, w co ma wierzyć!!

Jeśli taka instancja miałaby istnieć, musiałaby mieć nieustanny i bezpośredni kontakt z przedmiotem owej wiary (inaczej zachodzi ryzyko pomyłki). Problem w tym że legitymacja owej instancji również pozostaje w sferze ... wiary.
Teresa (2693 punktów)
> Cytat:
Bądź tak uprzejmy używać terminu "istota" w znaczeniu takim jak używa chrz. w Trójcy św. jeśli porównujesz.

Oczywiście możemy tak zrobić, ale z jakiej racji mam używać terminologii stworzonej na potrzeby jednej religii do omawiania innej ? To już na starcie dyskryminowanie jednej z nich (niezależnie od tego jakie dwie religie weźmiemy).


Nie chodzi o terminologię, ale o zrozumienie, do czego odnosi się liczba trzy a do czego jeden w Trójcy Św. Tym bardziej, że Trójca Św. jest to coś w czym światowa teologia osiągnęła absolutny szczyt!

Cytat:
Shiwa nie tylko nie zawsze jest niszczycielem - w niektórych formach Mahakali czy jako Sambhu jest bóstwem dobroczynnym i łagodnym a mimo to nadal pozostaje Shiwą.


No, ale czy Siwa jako bóstwo dobroczynne i łagodne też wchodzi w sklad Trimurti?

Cytat:
Zwróć przy tym uwagę że skoro wspominasz o współistotności osób trójcy chrześcijańskiej zaprzeczają jej często przywoływane przez antytrynitarian frazy: " Lecz o dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniolowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec." czy Jan 8:28 (Jezus przyznający że- w przeciwieństwie do Ojca- nie jest wszechwiedzący), Jan 14:28 (zaprzeczenie równorzędności osób boskich). Każda z osób trójcy chrześcijańskiej również posiada swoje "perogatywy". Odkupicielem jest nie Ojciec a Syn, natchnienia udziela nie Ojciec a Duch.


Myślałam, ze rozmawiamy o dogmacie Trójcy św., a nie koncepcjach antytrynitarian.
Owszem są "prerogatywy" , ale jest to wynik jednej woli Ojca, Syna i Ducha św..

Cytat:
>Natomiast nie ma relacji miedzy Wisznu, Brahm a Siwą!

Możesz sprecyzować o jakich relacjach mówisz ?


O takich, że wewnątrz Brahmana nie ma relacji (Wisznu raczej nie podtrzymuje Bramny i Siwy a Siwa nie niszczy Wisznu i Brahmy a Wisznu nie podtrzymuje Brahmy czy Siwy). Natomiast w Trójcy św. sa relacje wewnątrz Boga: Syn jest rodzony przez Ojca, a Duch pochodzi od Ojca i Syna.

Cytat:

Przepraszam, nie do końca rozumiem o co pytasz- doprecyzuj jeśli nie odpowiem na pytanie które miałaś na myśli. Kiedy mowa o hinduskich bóstwach, to mówimy o absolucie który przybrał formę. Transparencja transcendencji w immanencji (moje ulubione sformułowanie z wykładów z teologii)- dokładnie takim samym aktem byłoby wcielenie Jezusa- rzeczywistość niepoznawalna przyjmuje poznawalną formę, Nigura Brahman staje się Shivą czy Wisznu.


Chodziło mi o to Wisznu, Brahma i Siwa to tylko są sposoby, w jakich świadomość człowieka (tj. obserwatora) pojmuje Boga, choć Bóg nie jest w sobie zróżnicowany.

Cytat:
Nie mamy przekazu w którym Jezus siadłby z apostołami i powiedział: "zaprawdę zaprawdę powiadam wam, jest jeden bóg w trzech osobach, jestem bogiem (nie synem bożym)" stąd spekulacje prawdopodobnie nigdy się nie skończą a teologowie będą mogli łamać pióra przez kolejne stulecia


Nawet gdyby powiedzial, ze jest Bogiem to i tak nie byłoby pewności. Poza tym Syn Boży to właśnie Bóg (co do istoty)!

Cytat:
Tym bardziej byłoby to dziwne- islam a buddyzm to jednak dwie całkowicie odmienne koncepcje funkcjonowania wszechświata (hinduizm byłby cześcią wspólną).


Dlaczego? Hinduizm w niektórych swych odmianach nie przypomina nawet samego siebie, a w dodatku jego wielobóstwo jest pozorne, jeśli wszystkie bogowie, duchy, itp. są aspektami Jedynego, którego przez to to, ze jest jedyny nie daje się zauważyć.

Cytat:
- tym co moim zdaniem jest ważne i dlaczego go wogóle przywołałem jest fakt, że najważniejsze postulaty tego wręcz "modelowego" heretyka, powody dla których spalono Husa i wybijano się nawzajem przez minimum dwa stulecia w sposób urągający wszelkim normom, te postulaty po trzech stuleciach zostały przez kościół spełnione, ba- uznano to za konieczną, sensowną i dobroczynną reformę. Dziś nikt nie podnosi głosu o użycie języków narodowych w czasie nabożeństw czy zakaz świętokupstwa- to norma, tak dla katolików jak i pozostałych chrześcijan (nie dam głowy czy wszystkich, zbyt wiele odłamów istnieje)


No tak, możliwe, że były takie przypadki, że w jednej epoce można było być dziko prześladowanym czy potępionym za coś, za co w drugiej można było być wyniesionym na ołtarze ...

Cytat:
Jeśli taka instancja miałaby istnieć, musiałaby mieć nieustanny i bezpośredni kontakt z przedmiotem owej wiary (inaczej zachodzi ryzyko pomyłki). Problem w tym że legitymacja owej instancji również pozostaje w sferze ... wiary.


Sfera wiary to sfera wiary. Ale trzeba tez pamiętać o tym, że teologia jest też dziełem ludzkim - i na tym polu w pierwszej kolejności należy usuwać ew. błędy.
Teresa (2693 punktów)
c. d.

Jeszcze O Tertulianie
www.opoka.(*)xvi/audiencje/ag_30052007.html

"Tertulian, który na przełomie II i III w. dał początek literaturze chrześcijańskiej w języku łacińskim. Jego dzieło wydało znaczące owoce i byłoby rzeczą niewybaczalną tego nie docenić.".
"Ponadto Tertulian dokonał ogromnego przełomu w rozwoju dogmatu trynitarnego. Pozostawił nam w łacinie odpowiednie słownictwo, by wyrazić tę wielką tajemnicę, wprowadzając określenia «jedna istota» oraz «trzy Osoby». Opracował również właściwy język, by wyrazić tajemnicę Chrystusa Syna Bożego i prawdziwego Człowieka.
Afrykanin zajmuje się również Duchem Świętym, wykazując Jego naturę osobową i Boską: «Wierzymy, że zgodnie ze swoją obietnicą, Jezus Chrystus posłał, za pośrednictwem Ojca, Ducha Świętego, Parakleta, uświęciciela wiary tych, którzy wierzą w Ojca, w Syna i w Ducha» (tamże, 2, 1). Ponadto w dziełach Tertuliana znajdujemy liczne teksty o Kościele, zawsze uznawanym przez niego za «matkę»".

Cytat:
>Sugerujesz, że ich poglądy na Trójcę św. nie były poglądami uznanymi w Kościele w czasach kiedy żyli?

Biorąc pod uwagę to że Orygenes został wyklęty właśnie za poglądy dotyczące istoty Trójcy,


Ale Kościół mimo wielkiego wpływu Orygenesa potępił go za herezje.

Cytat:
zaś poglądy Tertuliana były w dużej części pochodną "nowego objawienia" w którym "Duch" i troje "proroków" odgrywali pierwszorzędną rolę ? Tak, możesz uznać że tak sugeruję.
Uważam że ich poglądy wywarły silny wpływ na kształt tworzącego się chrześcijaństwa w okresie o którym mówimy, i to zarówno tego "prawomyślnego" jak i wszelkiej maści "herezji".


Masz rację i nie masz racji, bo wychodzi na to, że np. Tertulian miał ogromny wpływ a Kościoł (język łaciński, doktryna trynitarian) i nie miał wypływu na Kościół (bo nie przekonał nikogo że to montaniści mają rację). Znacznie prostszym wjasnieniem jest to, że to Kościół od początku był przeciwieństwem bezkształnosci i miał wyraźnie zarysowaną doktrynę wiary, gdyż jednych ludzi przyjmował a innych potrafił wykląć. Potrafisz to racjonalnie wyjaśnić?
Kurczewski (2471 punktów)
Co dzisiaj wyjątkowo chętnie przemilcza. Przytaczasz peany na cześć obu podczas gdy są one moim zdaniem dowodem hipokryzji. Najpierw niszczy się dzieła obydwu i wyklucza ich ze wspólnoty (ze wszelkimi konsekwencjami oficjalnej anatemy która miała- w zamierzeniu- równać się wiecznemu potępieniu) a kiedy jest to wygodne bez najmniejszego skrępowania powołuje się na ich dzieła i robi z nich niemal czcigodnych ojców kościoła.

>Masz rację i nie masz racji, bo wychodzi na to, że np. Tertulian miał ogromny wpływ a Kościoł (język łaciński, doktryna trynitarian) i nie miał wypływu na Kościół (bo nie przekonał nikogo że to montaniści mają rację). Znacznie prostszym wjasnieniem jest to, że to Kościół od początku był przeciwieństwem bezkształnosci i miał wyraźnie zarysowaną doktrynę wiary, gdyż jednych ludzi przyjmował a innych potrafił wykląć. Potrafisz to racjonalnie wyjaśnić?

Bez problemów. Kościół chrześcijański od samego początku był areną bezpardonowej walki o rząd dusz (jakby któraś religia nie była...) . Najpierw między grupami Jakuba i Pawła, potem między najróżniejszymi innymi stronnictwami które w trakcie sporów krystalizowały swoje koncepcje. Jedno ze stronnictw wyszło z tej walki najsilniejsze- a fakt, że Tertulian, krytykujący hierarchiczne rządy biskupów (a nie doktrynę) został- mimo zasług- wyrzucony poza nawias potwierdza tylko że w trakcie tej walki nie bawiono się w półśrodki. Koniec końców- i tak miał szczęście. Nikt go nie spalił (wtedy jeszcze nie było to w modzie), wykorzystano z jego dzieł to co uznano za pasujące niszcząc resztę. Z Orygenesem sprawa jeszcze bardziej wątpliwa bo właśnie za poglądy na istotę Trójcy został wyklęty.
Teresa (2693 punktów)
>Co dzisiaj wyjątkowo chętnie przemilcza. Przytaczasz peany na cześć obu podczas gdy są one moim zdaniem dowodem hipokryzji. Najpierw niszczy się dzieła obydwu i wyklucza ich ze wspólnoty (ze wszelkimi konsekwencjami oficjalnej anatemy która miała- w zamierzeniu- równać się wiecznemu potępieniu) a kiedy jest to wygodne bez najmniejszego skrępowania powołuje się na ich dzieła i robi z nich niemal czcigodnych ojców kościoła.

Gdyby Kościół był zaściankowy, to zniszczyłby wszystkie dzieła Tertuliana i Orygenesa (jednak nie wszystkie dzieła zostały zniszczone, gdyż dotrwały do naszych czasów) i potępił w czambuł wszystko, co zrobili i starał się ukryć, że w ogóle istnieli. Tymczasem przyjęto jako swoje poglądy Tertuliana na Trójcę sw. (credo nicejskie), a podejście do interpretacji Biblii Orygensa stało się obowiązującym podejściem Kościoła na kolejne wieki. Na marginesie Tertulian był przeciwny takiemu podejściu. Tak więc byli to ojcowie Kościoła.

>>Masz rację i nie masz racji, bo wychodzi na to, że np. Tertulian miał ogromny wpływ a Kościoł (język łaciński, doktryna trynitarian) i nie miał wypływu na Kościół (bo nie przekonał nikogo że to montaniści mają rację). Znacznie prostszym wjasnieniem jest to, że to Kościół od początku był przeciwieństwem bezkształnosci i miał wyraźnie zarysowaną doktrynę wiary, gdyż jednych ludzi przyjmował a innych potrafił wykląć. Potrafisz to racjonalnie wyjaśnić?
>Bez problemów. Kościół chrześcijański od samego początku był areną bezpardonowej walki o rząd dusz (jakby któraś religia nie była...) . Najpierw między grupami Jakuba i Pawła, potem między najróżniejszymi innymi stronnictwami które w trakcie sporów krystalizowały swoje koncepcje. Jedno ze stronnictw wyszło z tej walki najsilniejsze- a fakt, że Tertulian, krytykujący hierarchiczne rządy biskupów (a nie doktrynę) został- mimo zasług- wyrzucony poza nawias potwierdza tylko że w trakcie tej walki nie bawiono się w półśrodki. Koniec końców- i tak miał szczęście. Nikt go nie spalił (wtedy jeszcze nie było to w modzie), wykorzystano z jego dzieł to co uznano za pasujące niszcząc resztę. Z Orygenesem sprawa jeszcze bardziej wątpliwa bo właśnie za poglądy na istotę Trójcy został wyklęty.

Pisanie o spaleniu na stosie jest nie na miejscu. Tertulian założył własny ruch ( po tym jak opuścił montanistów) i ruch ten w przeciwieństwie do Kościoła nie przetrwał. Działał jeszcze w czasach sw. Augustyna, który pisze o ich nawróceniu i przywróceniu do Kościoła.
Kurczewski (2471 punktów)

>Gdyby Kościół był zaściankowy, to zniszczyłby wszystkie dzieła Tertuliana i Orygenesa (jednak nie wszystkie dzieła zostały zniszczone, gdyż dotrwały do naszych czasów) i potępił w czambuł wszystko, co zrobili i starał się ukryć, że w ogóle istnieli. Tymczasem przyjęto jako swoje poglądy Tertuliana na Trójcę sw. (credo nicejskie), a podejście do interpretacji Biblii Orygensa stało się obowiązującym podejściem Kościoła na kolejne wieki. Na marginesie Tertulian był przeciwny takiemu podejściu. Tak więc byli to ojcowie Kościoła.

Kościół nie jest zaściankowy, natomiast zdarza się że zachowuje się w sposób którego inaczej niż hipokryzja nazwać nie potrafię. To że zachowały się dzieła Orygenesa nie jest spowodowane zabiegami hierarchii- zniszczono co się dało. Poglądy Tertuliana na Trójcę nie zostały przyjęte w całości o czym nie możesz nie wiedzieć.

>Pisanie o spaleniu na stosie jest nie na miejscu. Tertulian założył własny ruch ( po tym jak opuścił montanistów) i ruch ten w przeciwieństwie do Kościoła nie przetrwał. Działał jeszcze w czasach sw. Augustyna, który pisze o ich nawróceniu i przywróceniu do Kościoła.

Dlaczego jest nie na miejscu ? Herezjarchów- wcale niekoniecznie wybitnych- karano właśnie w ten sposób (codex Justiniani, 1.5.). Tertulian nigdy nie opuścił montanizmu i nie porzucił swoich poglądów na temat ich objawienia. Warto też wspomnieć że nie ma pewności czy ci, których później nazywano tertulianami (czyli wspomniany przez Ciebie odłam z czasów Augustyna) byli z nim w jakikolwiek sposób powiązani.
Teresa (2693 punktów)
>>Kościół nie jest zaściankowy, natomiast zdarza się że zachowuje się w sposób którego inaczej niż hipokryzja nazwać nie potrafię. To że zachowały się dzieła Orygenesa nie jest spowodowane zabiegami hierarchii- zniszczono co się dało. Poglądy Tertuliana na Trójcę nie zostały przyjęte w całości o czym nie możesz nie wiedzieć.

Niemniej jednak zarówno Orygenes i Tertulian nie mieli w całości poglądów, które dałoby się pogodzić z nauką Kościoła.
Np. Orygenes uważał, że :
"4. Istoty duchowe. Wszystkie "istoty duchowe", nazwane logikoí , zostały stworzone przez Boga w wolności. Na skutek upadku, nadużycia wolności, odeszły od Boga i zostały skazane na życie w zmysłowym ciele. Te zmysłowe ciała, którymi zostały ograniczone istoty duchowe, stanowią dla nich drogę i możliwość powrotu do Boga. Istoty o eterycznym ciele, które lekko zgrzeszyły - to aniołowie (myśl, że aniołowie nie są czystymi duchami, ale posiadają ciało eteryczne - była wówczas dość powszechna). Istoty, które ciężko zgrzeszyły - to demony. Odpadając całkowicie od Boga, stali się oni nierozumni i nie znający planów Bożych. Istoty posiadające ziemskie ciało - to ludzie.

Ten interesujący poglad -gdyby go przyjąć - mogłby mieć wiele konsekwencji, jest tutaj zawarta myśl, że wszystkie istoty zgrzeszyły, i że żyjemy na tym świecie w ciele "za karę" i po to aby stać się lepszymi, przy takim założeniu człowiek nie mógłby już być jednością ciała i duszy ( tylko duchem), a Maryja już nie moglaby zostać niepokalanie poczętą i odnieśc tak spektakularnego zwycięstwa nad szatanem.
Kurczewski (2471 punktów)
>Niemniej jednak zarówno Orygenes i Tertulian nie mieli w całości poglądów, które dałoby się pogodzić z nauką Kościoła.

Ująłbym to inaczej (oczywiście to już kwestia naszej odmiennej optyki)- moim zdaniem poglądy kościoła formowały się wówczas (czy jak wolisz- ulegały werbalizacji) i istniało mnóstwo nurtów z których te czy inne elementy weszły do późniejszej doktryny natomiast nurty te same w sobie uznano za heretyckie. Trochę podobnie jak z franciszkanami i innymi ruchami mendykanckimi- jedne z nich uznano za ratunek dla kościoła podczas gdy inne- bardzo podobne- skończyły dość marnie.

> przy takim założeniu człowiek nie mógłby już być jednością ciała i duszy ( tylko duchem), a Maryja już nie moglaby zostać niepokalanie poczętą i odnieśc tak spektakularnego zwycięstwa nad szatanem.

To dość wysoki poziom spekulacji- trzeba by rozważyć czy nasze "grzeszne" ciała nie mają być czasem "oczyszczone" po zmartwychwstaniu, czy cielesność Marii nie dałaby się wyjaśnić na gruncie wiary wolą bożą (jak można tłumaczyć stanowiące ewenement wniebowzięcie proroka Eliasza). Wybacz ale nie podejmę się prób tworzenia tego rodzaju konstrukcji, natomiast oczywiście, zgodzę się że kształt teologii opartej na takich założeniach byłby inny.
Teresa (2693 punktów)
Cytat:
Ująłbym to inaczej (oczywiście to już kwestia naszej odmiennej optyki)- moim zdaniem poglądy kościoła formowały się wówczas (czy jak wolisz- ulegały werbalizacji) i istniało mnóstwo nurtów z których te czy inne elementy weszły do późniejszej doktryny natomiast nurty te same w sobie uznano za heretyckie. Trochę podobnie jak z franciszkanami i innymi ruchami mendykanckimi- jedne z nich uznano za ratunek dla kościoła podczas gdy inne- bardzo podobne- skończyły dość marnie.


Owszem formowały się, ale w ramach tradycji przekazanej przez apostołów i ich uczniów. Jeśli ktoś wychodził za te ramy to słusznie był odrzucany.

Cytat:
To dość wysoki poziom spekulacji- trzebaby rozważyć czy nasze "grzeszne" ciała nie mają być czasem "oczyszczone" po zmartwychwstaniu, czy cielesność Marii nie dałaby się wyjaśnić na gruncie wiary wolą bożą (jak można tłumaczyć stanowiące ewenement wniebowzięcie proroka Eliasza). Wybacz ale nie podejmę się prób tworzenia tego rodzaju konstrukcji, natomiast oczywiście, zgodzę się że kształt teologii opartej na takich założeniach byłby inny.


W sumie racja. Dla mnie jednak bardziej przekonująca jest koncepcja, że sprawiedliwy Bóg rozlicza nas tylko z tego, co świadomie zrobimy a nie karze za to, co było w "poprzednim zyciu", którego nikt nie pamięta. Byc moze to był jeden z powodów, dla którego nie uznano jego koncepcji, a nie "walka stronnictw"?
Kurczewski (2471 punktów)
>Owszem formowały się, ale w ramach tradycji przekazanej przez apostołów i ich uczniów. Jeśli ktoś wychodził za te ramy to słusznie był odrzucany.

Wiesz dobrze że ci uczniowie często spierali się między sobą i odrzucali się nawzajem

>W sumie racja. Dla mnie jednak bardziej przekonująca jest koncepcja, że sprawiedliwy Bóg rozlicza nas tylko z tego, co świadomie zrobimy a nie karze za to, co było w "poprzednim zyciu", którego nikt nie pamięta. Byc moze to był jeden z powodów, dla którego nie uznano jego koncepcji, a nie "walka stronnictw"?

Nie wiem- wiem że zabiegi takie jak zastraszanie czy zamykanie przeciwników w piwnicy na czas głosowania podczas soborów miały miejsce i nie raz, nie dwa wpływały na kształt ustaleń.

Pozwól że coś zaproponuję- nasza dyskusja trochę się już kręci wokół przyczynków do przyczynków do przyczynków a ja mam dość ciężki moment w pracy i trudno mi będzie odpowiadać. Czy po Twojej odpowiedzi możemy nasze "starcie" zawiesić do kolejnej okazji ?

Pozdrawiam
Teresa (2693 punktów)
>>Owszem formowały się, ale w ramach tradycji przekazanej przez apostołów i ich uczniów. Jeśli ktoś wychodził za te ramy to słusznie był odrzucany.
>Wiesz dobrze że ci uczniowie często spierali się między sobą i odrzucali się nawzajem

No i co z tego? Czy z tego wynika, że wszyscy mieli jednakowo rację, bo się spierali? Weźmy przykład synod Antiochii w 268 roku., na którym uznano nauczanie biskupa Pawla z Samosaty o Chrystusie za herezję. Z braku ustalonego kanonu pisma świętego biskupi, powoływali się wówczas na tradycję, czyli na "to, w co wszędzie wszyscy wierzyli", więc odwoływali się do jakiejś tradycji.

>>W sumie racja. Dla mnie jednak bardziej przekonująca jest koncepcja, że sprawiedliwy Bóg rozlicza nas tylko z tego, co świadomie zrobimy a nie karze za to, co było w "poprzednim zyciu", którego nikt nie pamięta. Byc moze to był jeden z powodów, dla którego nie uznano jego koncepcji, a nie "walka stronnictw"?
>Nie wiem- wiem że zabiegi takie jak zastraszanie czy zamykanie przeciwników w piwnicy na czas głosowania podczas soborów miały miejsce i nie raz, nie dwa wpływały na kształt ustaleń.

To mało powiedziane, bo miało nawet miejsce pobicie (ze skutkiem smiertelnym), co mialo ponoć miejsce na "synodzie zbójeckim"! Niemniej jednak sprawy miały zawsze dalszy ciąg... aż do ostatecznego wyjaśnienia. Poza tym im dalej w las tym więcej drzew. Z biegiem czasu Kościół już chyba bardziej chronił tajemnicy wiary (jako tajemnicy własnie) niż coś ustalał. Kościół ustalał np. że, coś jest tak a nie inaczej (choć nie było wiadomo jak to "filozoficznie" wytłumaczyć) ... Dzięki temu w Kościele jest też miejsce na sprzeczne teorie w ramach doktryny.

>Pozwól że coś zaproponuję- nasza dyskusja trochę się już kręci wokół przyczynków do przyczynków do przyczynków a ja mam dość ciężki moment w pracy i trudno mi będzie odpowiadać. Czy po Twojej odpowiedzi możemy nasze "starcie" zawiesić do kolejnej okazji ?

Możemy... Dziękuje za miłą i rzeczową rozmowę.
Teresa (2693 punktów)
Ciąg dalszy

Cytat:
chodzi o pozostałe teksty do których odsyłasz - wszystkie one dowodzą że wiara w Trójcę jest integralną częścią doktryny chrześcijańskiej i że już w poczatkach tej religii powoływano się na Ojca, Syna i Ducha (btw- to jakaś kampania przeciw świadkom Jehowy ?). To pięknie, ale zwróć uwagę że tej kwestii w ogóle nie poruszałem.


Cieszę się, że się zgadzamy co do tego.

Cytat:
Nasza dyskusja dotyczy nie tego, kiedy pojawiło się pojęcie Trójcy lub jej koncepcja, ale tego kiedy jej osoby stały się "współistotne".


Sobór Nicejski i antytrynitarze
www.trinit(*)-Nicejski-i-antytrynitarze.htm

W powyższym artykule jest dużo danych mówacych o tym, że uczeni chrześcijanie pisali o współistotności jeszcze przed Niceą. Ponizej parę dokumentów:

Orygenes:
"Chrystus, który jest Mądrością, rodzi się z mocy samego Boga niby jakieś tchnienie: tak samo pochodząca od Niego Mądrość rodzi się z samej substancji Boga. Tak samo przez podobieństwo do materialnego wypływu mówi się, że jest On jak gdyby czystym i nieskalanym wypływem chwały Wszechmogącego. Oba te porównania bardzo wyraźnie pokazują, że Syn ma wspólną substancję z Ojcem. Wypływ bowiem wydaje się współistotny, to znaczy posiada jedną substancję z ciałem, którego jest wypływem albo tchnieniem" ("Komentarz do Listu do Hebrajczyków" cytat za Pamfilem [†309] "Obrona Orygenesa" 5:581).

Tertulian (ur. 155), choć pisząc po łacinie nie używał greckiego słowa homoousios:
"Synem Boga i Bogiem nazwany w jedności natury. (...) W ten sposób to, co z Boga wyszło, jest Bogiem i Synem Boga i jednym Bogiem obaj" ("Apologetyk" 21:11-13).

papież Dionizy, który w roku 260 napisał:
"Wskazane jest, abym wypowiedział się także o tych, którzy najczcigodniejszą prawdę głoszoną przez Kościół Boży mianowicie najwyższą Jedność [Trójcy Świętej] dzielą, rozłączają i rozpraszają na trzy moce, trzy różne substancje [hipostazy], trzy bóstwa. Słyszałem bowiem, że są wśród was katecheci i głoszący Słowo Boże, którzy wprowadzają tę naukę, chociaż diametralnie, powiedziałbym, różnią się od samego Sabeliusza. Ostatni bowiem bluźni utrzymując, że Syn jest tym samym, co Ojciec i odwrotnie. Oni natomiast głoszą jakby trzech bogów, dzieląc świętą Jedność na trzy rozłączone i obce sobie hipostazy. Tymczasem Słowo Boże musi być złączone z Bogiem wszechrzeczy, a Duch Święty - jako miłość - [musi] w Nim przebywać i trwać. Stąd mogę twierdzić, że Boża Trójca schodzi się w jedno Bóstwo, jakby szczyt i jest jednym wszechmocnym Bogiem wszechrzeczy, musi bowiem być jedną Głową i jednością organiczną. A zatem nierozważna nauka Marcjona, który tę Jedność Bożą dzieli i rozkłada na trzy niezależne zasady pochodzić może tylko od diabła, a w żadnym wypadku od prawych uczniów Chrystusa lub tych, którzy upodobali sobie naukę Zbawiciela. Ci wiedzą, ze Pismo Święte wyraźnie głosi Trójcę Świętą; ale o trzech bogach nie ma mowy ani w Starym, ani w Nowym Testamencie. Przeto nie wolno na trzy bóstwa dzielić prawdziwej Bożej Jedności ani umniejszać godności i niezrównanej wielkości Pana pojęciem 'stworzenia'. Lecz należy wierzyć w Boga Ojca wszechmogącego, w Jezusa Chrystusa, Syna Jego, i w Ducha Świętego. Należy łączyć Słowo z Bogiem wszechrzeczy, gdyż samo mówi o sobie: 'Ja i Ojciec jedno jesteśmy' oraz: 'Jestem w Ojcu a Ojciec we mnie' [J 10:30, 14:10]. W ten tylko sposób zachowa się Trójcę Bożą i świętą naukę o suwerennej Jedności" ("O Trójcy Świętej i Wcieleniu" - opublikowane w "Breviarium Fidei. Wybór Doktrynalnych Wypowiedzi Kościoła" opr. S.Głowa SJ, J.Bieda SJ, Poznań 1989).

I jeszcze:

"Sobór Konstantynopolitański i antytrynitarze"
www.trinit(*)olitanski-i-antytrynitarze.htm

Papież Damazy I w liście do biskupów wschodnich (ok. 374 r.) wyznawał:
"niestworzonego Ducha Świętego mającego jeden majestat, jedną istotę, jedną moc z Bogiem Ojcem i Panem naszym Jezusem Chrystusem" (cyt. za "Encyklopedia Katolicka" Tom II, kolumna 941, hasło <bóg>, Lublin 1985).

Pozdrawiam
28-05-2008 03:20 
 Ocena 3 na 3
Kurczewski (2471 punktów)
Cytat:

"Chrystus, który jest Mądrością, rodzi się z mocy samego Boga niby jakieś tchnienie: tak samo pochodząca od Niego Mądrość rodzi się z samej substancji Boga. Tak samo przez podobieństwo do materialnego wypływu mówi się, że jest On jak gdyby czystym i nieskalanym wypływem chwały Wszechmogącego. Oba te porównania bardzo wyraźnie pokazują, że Syn ma wspólną substancję z Ojcem. Wypływ bowiem wydaje się współistotny, to znaczy posiada jedną substancję z ciałem, którego jest wypływem albo tchnieniem" ("Komentarz do Listu do Hebrajczyków" cytat za Pamfilem [†309] "Obrona Orygenesa" 5:581).


Gdzie tu Duch ?

Cytat:
Tertulian (ur. 155), choć pisząc po łacinie nie używał greckiego słowa homoousios: "Synem Boga i Bogiem nazwany w jedności natury. (...) W ten sposób to, co z Boga wyszło, jest Bogiem i Synem Boga i jednym Bogiem obaj" ("Apologetyk" 21:11-13).


Jak wyżej- gdzie Duch ? Głównym przedmiotem dysputy soborowej była kwestia dania odporu arianizmowi- stąd podkreślanie jedności Syna i Ojca- i to ładnie tu widać- ale o Duchu cicho.

Cytat:
papież Dionizy, który w roku 260 napisał:
"Wskazane jest, abym wypowiedział się także o tych, którzy najczcigodniejszą prawdę głoszoną przez Kościół Boży mianowicie najwyższą Jedność [Trójcy Świętej] dzielą, rozłączają i rozpraszają na trzy moce, trzy różne substancje [hipostazy], trzy bóstwa. Słyszałem bowiem, że są wśród was katecheci i głoszący Słowo Boże, którzy wprowadzają tę naukę, chociaż diametralnie, powiedziałbym, różnią się od samego Sabeliusza. Ostatni bowiem bluźni utrzymując, że Syn jest tym samym, co Ojciec i odwrotnie. Oni natomiast głoszą jakby trzech bogów, dzieląc świętą Jedność na trzy rozłączone i obce sobie hipostazy. Tymczasem Słowo Boże musi być złączone z Bogiem wszechrzeczy, a Duch Święty - jako miłość - [musi] w Nim przebywać i trwać. Stąd mogę twierdzić, że Boża Trójca schodzi się w jedno Bóstwo, jakby szczyt i jest jednym wszechmocnym Bogiem wszechrzeczy, musi bowiem być jedną Głową i jednością organiczną. A zatem nierozważna nauka Marcjona, który tę Jedność Bożą dzieli i rozkłada na trzy niezależne zasady pochodzić może tylko od diabła, a w żadnym wypadku od prawych uczniów Chrystusa lub tych, którzy upodobali sobie naukę Zbawiciela. Ci wiedzą, ze Pismo Święte wyraźnie głosi Trójcę Świętą; ale o trzech bogach nie ma mowy ani w Starym, ani w Nowym Testamencie. Przeto nie wolno na trzy bóstwa dzielić prawdziwej Bożej Jedności ani umniejszać godności i niezrównanej wielkości Pana pojęciem 'stworzenia'. Lecz należy wierzyć w Boga Ojca wszechmogącego, w Jezusa Chrystusa, Syna Jego, i w Ducha Świętego. Należy łączyć Słowo z Bogiem wszechrzeczy, gdyż samo mówi o sobie: 'Ja i Ojciec jedno jesteśmy' oraz: 'Jestem w Ojcu a Ojciec we mnie' [J 10:30, 14:10]. W ten tylko sposób zachowa się Trójcę Bożą i świętą naukę o suwerennej Jedności"


Tu faktycznie najbliżej ale ciągle- nie ma nic bezpośrednio o Duchu jako osobie, jego istota nijak nie jest omówiona a wspomnienie o Duchu ogranicza się do apostrofy znanej już z wcześniejszych pism. Mamy trójcę- Ojciec, Syn, Duch. O naturze Ojca i Syna- jasne, o naturze Ducha ? Jest miłością, przebywa i trwa w bogu.

Cytat:
I jeszcze:
"Sobór Konstantynopolitański i antytrynitarze" Papież Damazy I w liście do biskupów wschodnich (ok. 374 r.) [..] (cyt. za "Encyklopedia Katolicka" Tom II, kolumna 941, hasło <bóg>, Lublin 1985


Mylę się czy tak sobór Konstantynopolitański jak i list na który powołujesz to czasy PO soborze nicejskim ?

Wzajemne pozdrowienia
28-05-2008 20:42 
 Ocena 1 na 1
słota (6553 punktów)
>Rozmaite idee religijne mogą powstawać niezależnie od siebie.
Zgadzam się z Tobą, a jaki stąd wniosek?
Wszystkie zostały objawione przez odpowiadających im bogów (w tym tego, którego nazywacie Bogiem), czy może wszystkie zostały wymyślone przez człowieka?
Katolicyzm pozbierał co ciekawsze idee, głównie te, których nie udało się powybijać (dosłownie) z głów ludziom i je rozwinął (głównie po to, aby w razie pytań i wątpliwości zarzucić pytającemu ignorancję, w ten sposób ucinając dyskusję). Tak to już jest z ludzką kreatywnością, świetnie pracuje nawet na najlichszej pożywce, szczególnie, że nie bardzo mogła rozwijać się w innym kierunku przez długi czas.

>Bo jeśli nie, to oznaczać będzie, że trójca trójcy jest nierówna.
Jasne, że trójca trójcy nie jest równa. Twoja mitologia jest bardziej rozwinięta (z powodów jak wyżej). Porównywanie różnych mitologii to jak porównywanie różnych dzieł literackich, pisanych przez różnych autorów.
Celecrin (11895 punktów)
Cześć
Cytat:
Dostrzegam analogię, ale z samego faktu, tego, że istniały takie wierzenia naprawdę nie wynika, że Kościół uległ im wpływom. Rozmaite idee religijne mogą powstawać niezależnie od siebie.

To niemożliwe w przypadku wiary katolickiej. Wiara katolicka powstawała DOSŁOWNIE na ruinach wiary Rzymu, Egiptu i Grecji. Niezależnie od siebie to powstały, wiara w Zeusa i w pierzastego węża Quetzalcoatla. Natomiast dosłownie żadna wiara nie powstała niezależnie na obszarze Europy i Azji.
28-05-2008 01:44 
 Ocena 2 na 2
Andrzej.51 (15814 punktów)
>Nie rozumiem, dlaczego podajesz tutaj przykład argumentacji antytrynitarian. Czy to ma być przykład na jakąś szczególną "otwartość" myślenia ateistów?
>Wg mnie to jest raczej pouczający przykład jak można dobierać fragmenty pod z góry powzięte założenia, co poniżej wykażę:

Źle mnie rozumiesz. Ja uznaję ustalenia współczesnej naukowej biblistyki. Nie dobieram fragmentów pod z góry przyjęte założenia. To jest cecha charakteryzująca badania katolickich teologów. Ja uznaję osiągnięcia tak wybitnych biblistów, jak np. Geza Vermes, Mircea Eliade, Hyam Maccoby, czy też Karlheinz Deschner.
To co napisałem na temat rodowodu Trójcy zaczerpnąłem głównie z książki Karlaheinza Deschnera pt. I znowu zapiał kur. Analogiczne informacje na ten temat są również w Słowniku religii napisanym przez Mircea Eliade i Ioana P. Couliano. W słowniku tym jest mowa np. o trójcy religii rzymian. Przytoczę dwa cytaty z tej książki, które ponumeruję cyframi "1" i "2":
Cytat:
1) "G. Dumezil również podkreślił obecność "trójdzielnej ideologii" indoeuropejskiej w trójcy bóstw rzymskich: Jupitera (władza zwierzchnia), Marsa (funkcja wojownicza) i Kwirynusa (funkcja karmicielska i opiekuńcza). Dawne kapłaństwo rzymskie obejmuje króla [...], flamines trzech bogów (lub flamines maiores: flamen Dialis, flamen Martialis, flamen Quirinalis) oraz pontifex maximus lub arcykapłana; [...]"
2) "Starodawna trójcę Jupiter-Mars-Kwirynus, którą otaczaja Janus Bifrons i chtoniczna bogini Westa, zastępuje w czasach Tarkwiniuszy nowa trójca, do której należą Jupiter [Jowisz] Optimus Maximus, Junona i Minerwa. Bogowie będący odpowiednikami Zeusa, Hery i Ateny, maja teraz posągi. Dyktator Aulus Postumius ustanawia na Awentynie nową trójcę: Cererę (Demeter), Libera (Dionizosa), Liberę (Korę)."

W słowniku tym jest również mowa m.in. o trójcy egipskiej: Izyda, Ozyrys i Horus (Izyda zaszła w ciążę ze zmarłym Ozyrysem i urodziła mu Horusa). Znane są w mitologii egipskiej wizerunki kultowej matki Izydy z dzieckiem Horusem, bóg Ozyrys w tej mitologii został wskrzeszony do życia. Mnie się to z czymś kojarzy.
Dodać można jeszcze, że pod pojęciem "trójcy" rozumie się również trójgłowe bóstwa znane wcześniej w hinduizmie i buddyzmie. Słowianie też mieli trójgłowe bóstwo, które zwało się Trzygłów (ośrodki kultu: Szczecin, Brandenburg=Brenna).

>To nie jest fakt, ale chyba żart. Jeśli jedynym dowodem na to "Kościół formułując naukę o Trójcy Świętej uległ wpływom religii pogańskich" jest to, ze [...] np. "istniała Trójca w religii dionizyjskiej tworzyli Zagreus, Fanes i Dionizos" to jest to po prostu śmieszne .
>[...] Czy Ty w ogóle wiesz kim był Hermes czy tylko cytujesz za swoim "wybitnym biblistą" (już nietrudno się domyślić kto jest tym wybitnym biblistą).

Nie, to nie jest żart, ani też to nie jest śmieszne. To jest po prostu prawda. Nazwiska biblistów i historyków religii powyżej wymieniłem (ciekawe, czy - zgodnie z tym, co napisałaś - któregoś z nich się domyślałaś). W oparciu o ich prace - i nie tylko (również prof. U. Ranke-Heinemann) - napisałem swoją wypowiedź. Jeśli znasz lepszych, to podaj ich nazwiska.
Czytałem co nieco o bogu Hermesie. Również w Internecie są wiadomości na temat Hermesa Trismegistosa (tego samego, o którym ja pisałem), reprezentującego triadę religii, nauki i sztuki, które tworzą w nim pełnię (pl.wikipedia.org/wiki/Hermes_Trismegistos).
Ale jeśli tych trójc (triad) jeszcze Ci mało, to ja mogę ich dużo wymienić:
Np. w hinduizmie występuje trimurti (trójca hinduistyczna), które tworzą Wisznu, Śiwa i Brahma. Na terenie Mezopotamii (u Sumerów) trójcę wielkich bogów tworzyli: Enlil, Anu i Enki. Na dzisiaj wystarczy.
Napisz proszę, o jakim "moim wybitnym bibliście" myślisz. Czy masz mu coś do zarzucenia. Wyjaśniam przy okazji, że ja nie mam tylko jednego "wybitnego biblisty". Ja ich mam wielu i znam (w pewnym zakresie oczywiście) ich twórczość. Swoich sądów nie opieram na jednej książce, lecz na naprawdę wielu.
Teresa (2693 punktów)
Cytat:
Źle mnie rozumiesz. Ja uznaję ustalenia współczesnej naukowej biblistyki. Nie dobieram fragmentów pod z góry przyjęte założenia. To jest cecha charakteryzująca badania katolickich teologów. Ja uznaję osiągnięcia tak wybitnych biblistów, jak np. Geza Vermes, Mircea Eliade, Hyam Maccoby, czy też Karlheinz Deschner.
To co napisałem na temat rodowodu Trójcy zaczerpnąłem głównie z książki Karlaheinza Deschnera pt. I znowu zapiał kur.


Widzę, że przedstawiasz tu poglądy "wybitnych biblistów". Przepraszam, że piszę w cudzyslowiu, ale np. tutaj apologetyka.katolik.net.pl/content/view/792/68/
apologetyka.katolik.net.pl/content/view/783/68/
zostało wykazane, że Deschnera nie może być traktowany jako żaden autorytet, gdyż zafałszowywał historię.

W związku z tym należy być raczej sceptycznym co do poglądow D. i nie wierzyć na słowo tylko wszystko samemu sprawdzać czy to co napisał jest (może być) prawdą, a ja wybacz nie mam tyle czasu.
Poza tym to Ty coś twierdzisz i na Tobie spoczywa obowiązek dowodzenia.

Ja też mogłabym napisać, np. że: Egipcjanie nie wierzyli w żadne trójce tylko Rzymianie sfałszowali ich dokumenty. I wymagać od Ciebie dowód, ze tak nie było. Powodzenia!

Zresztą sam chyba niewiele się wysilasz. Np. na moje pytanie
> Skąd ci wszyscy ludzie wiedzieli o Duchu św. skoro wg Ciebie nie mogli o nim nawet myśleć?

odpowiadasz:
"Mogę tylko powtórzyć, że Jezus nie znał pojęcia Ducha Świętego. Słowa (Mt 28, 19) włożone w usta "zmartwychwstałemu" są uważane za nieautentyczne."

Naprawdę nie musisz mi tego powtarzać. Ale jeśli nie podasz, np. jakieś konkretnego dokumentu, który mógłby za tym przemawiać to jest to tylko pustosłowie. Od razu podkreślam, ze to, że tak napisali wybitni bibliści nie jest żadnym dowodem, ze jest to prawdą.
Pozdrawiam
15-06-2008 22:11 
 Ocena 2 na 2
Andrzej.51 (15814 punktów)
>Widzę, że przedstawiasz tu poglądy "wybitnych biblistów". Przepraszam, że piszę w cudzyslowiu, ale np. tutaj apologetyka.katolik.net.pl/content/view/792/68/
>apologetyka.katolik.net.pl/content/view/783/68/
>zostało wykazane, że Deschnera nie może być traktowany jako żaden autorytet, gdyż zafałszowywał historię.

Po raz pierwszy na tym forum zrobię coś w rodzaju podsumowania. Nie ukrywam, że spowodowała to Twoja ostatnia wypowiedź skierowana do mnie. Wypowiedzią tą jestem mocno zdumiony. Czy Ty uważasz, że odpowiedziałaś mi nią na choćby jeden z wątków poruszonych przeze mnie w moich wypowiedziach? Jeśli tak, to grubo się mylisz. Dziwię się tym bardziej, że zamiast merytorycznej dyskusji wybierasz złośliwe uwagi oraz obrażanie ludzi, z których poglądami się nie zgadzasz. Zarzucasz im "fałszowanie historii". Ja na takie dyskusje ochoty nie mam, mnie obrażanie ludzi nie interesuje.
Niektórzy ludzie w chwili, gdy zaczyna im brakować argumentów, przystępują do rzucania inwektywami. Rozpoczynają coś, co zwykło się nazywać argumentum ad personam. Ja to, niestety, w Twojej wypowiedzi dostrzegam. Chciałbym mieć jednak nadzieję, że to był tylko z Twojej strony nieprzemyślany epizod.

Nasza dyskusja na tym wątku zaczęła się od mojej odpowiedzi z dnia 20 maja na Twoją szyderczą wypowiedź o ateistach z dnia 19 maja. Od tego czasu ja napisałem do Ciebie łącznie dziewiętnaście postów (ostatni z datą 28 maja), Ty zaś odpowiedziałaś tylko siedmioma (ostatni datowany na 26 maja, nie licząc oczywiście tej Twojej wypowiedzi z dnia 8 czerwca, na która teraz odpowiadam). Wynika z tego, że aż dwanaście moich wypowiedzi pozostaje nadal bez jakiejkolwiek reakcji z Twojej strony. Ja oczywiście na wszystkie Twoje wypowiedzi dawno już odpowiedziałem. Tym bardziej zdumiewające jest Twoje ponaglanie mnie do odpowiedzi na Twoją ostatnią wypowiedź z dnia 8 czerwca.
Zapewne to brak możliwości ustosunkowania się do moich dwunastu wypowiedzi spowodował, że zdecydowałaś się oskarżyć Karlheinza Deschnera o "fałszowanie historii", powołując się przy tym na dwa artykuły pana Jana Lewandowskiego. Z pierwszym artykułem zapoznałem się, a nawet, co muszę przyznać, poświęciłem mu wiele czasu. To spowodowało, że uznałem, iż zapoznawanie się z drugim jego artykułem jest bezcelowe. Tym bardziej, że pan Lewandowski - jak zostałem poinformowany - swego czasu zrobił na tym forum prawdziwą furorę wykazując nieistnienie elektronu.
Otóż Lewandowski w pierwszym z ww. artykułów całe ostrze swojej "miażdżącej" krytyki skierował przeciwko Deschnerowi i jego książce Kryminalna historia chrześcijaństwa powołując przy okazji również inną książkę Deschnera, a mianowicie I znowu zapiał kur.

Wracam do Twojej wypowiedzi.
Potwierdzam, że rzeczywiście w swoich wypowiedziach przedstawiam poglądy wybitnych biblistów (i historyków chrześcijaństwa). A ten, o którym piszemy, i któremu Ty, za Janem Lewandowskim, zarzucasz "fałszowanie historii", nazywa się Deschner (Karlheinz), a nie Deschnera.
Na początek zatem przytoczę kilka opinii na temat Deschnera, wypowiedzianych przez naukowców z tytułami profesorskimi (w tym teologów chrześcijańskich):
1) "Niewątpliwie najwybitniejszy krytyk i historyk zachodniego chrześcijaństwa i Kościoła rzymskokatolickiego, jakiego wydał wiek XX." (prof. dr Milan Petrović).
2) "Najwybitniejszy w tym stuleciu [XX w.] krytyk Kościoła." (prof. dr Wolfgang Stegmuller - filozof, uczeń Rudolfa Carnapa).
3) "Karlheinz Deschner należy dziś niewątpliwie do najbardziej uczonych, najpilniejszych, najkrytyczniejszych i najprzenikliwszych badaczy tematyki chrześcijaństwa." (teolog, prof. dr lic. h.c. Carl Schneider).
4) "W kwestiach teologicznych i metodach naukowych jest więc biegły. [...] Jeśli chodzi o meritum, to trudno byłoby dowieść Deschnerowi błędnych twierdzeń." (prof. dr Fritz Blanke, chrześcijanin).

Ponieważ to zapewne dla Ciebie mało, zatem przytoczę kilka uwag o Deschnerze i jego książce I znowu zapiał kur, wzmiankowanej również przez Lewandowskiego w pierwszym z artykułów, na które się powołujesz (książka ta w znacznej części dotyczy również historii chrześcijaństwa):
5) "Jego historia Kościoła dowiodła, że autor nie tylko odznacza się wręcz doskonałą znajomością źródeł i piśmiennictwa [...] Takich dzieł jak to istnieje niewiele." (teolog, prof. dr. lic. h.c. Carl Schneider).
6) "Historia Kościoła, jakiej jeszcze nigdy nie napisano; świadectwo niepospolitej erudycji i długoletniej pracy." (pastor Hermann Raschke).
7) "Wydarzenie najwyższej rangi. Deschner prezentuje materiał ogromny i przerażający." (teolog, prof. dr Friedrich Heer - katolik).
8) "Co do meritum; trudno byłoby udowodnić Deschnerowi, że myli się w którejkolwiek ze swych konstatacji. Ja - jako teolog protestancki - uważam jego prezentację genezy papiestwa i katolicyzmu rzymskiego za (w tym, co istotne) merytorycznie słuszną. Właściwe jest też widzenie "ukultowienia" chrześcijaństwa i jego hellenizacji; [...] Bezsprzecznie godna uznania jest miara, jaką Deschner przykłada do oceny dziejów chrześcijaństwa. [...] Polecam jego przeznaczoną dla laików książkę przede wszystkim tym teologom, którzy zajmują się zawodowo dziejami Kościoła." (prof. dr Fritz Blanke - chrześcijanin).

Domyślam się, że powyższe opinie również nic dla Ciebie nie znaczą. Ty masz Lewandowskiego. Każdy ma takie autorytety, na jakie sobie zasłużył. Zapewne znane Ci są, w co nie wątpię, równie doskonałe opinie świata nauki dotyczące twórczości Jana Lewandowskiego na temat historii chrześcijaństwa. Przytocz je. Z przyjemnością się z nimi zapoznam.
Teresa (2693 punktów)
Cytat:
Dziwię się tym bardziej, że zamiast merytorycznej dyskusji wybierasz złośliwe uwagi oraz obrażanie ludzi, z których poglądami się nie zgadzasz. Zarzucasz im "fałszowanie historii". Ja na takie dyskusje ochoty nie mam, mnie obrażanie ludzi nie interesuje.


Andrzeju, przypominasz mi człowieka , który opowiada dowcipy, tylko sam nie zdaje sobie z tego sprawy. Nie interesuje Cię jak zarzuca się fałszowanie historii Deschnerowi, za to interesuje Cię jak Deschner zarzuca fałszerstwa chrz. (zajmuje się on bowiem demaskowaniem fałszerstw chrzescijaństwa)!!!
Jeśli nie interesuje Cię zarzucanie fałszerstw i obrażanie ludzi to przede wszystkim powinieneś odrzucić ze obrzydzeniem dzieło Deschnera, gdyż on nie ma oporów aby - bez podawania zadnych dowodów - zarzucać fałszerstwa chrześcijanom:

Jan Lewandowski (apologetyka.katolik.net.pl/content/view/792/68/) napisal:
Cytat:
No tak, bo jaką wartość ma na przykład zdanie Deschnera z jego I tomu Kryminalnej..., gdzie na stronie 233 bez żadnych dowodów stwierdza on, że pismo Konstantyna napisane w celu złożenia Atanazego z urzędu było sfałszowane przez Atanazego dwukrotnie.
Na stronie 249 podobnie pisze on o Ambrożym, gdzie także bez żadnych dowodów stwierdza, że Ambroży nie cofa się przed fałszerstwem, podburzaniem ludu itd.


Cytat:
Zapewne to brak możliwości ustosunkowania się do moich dwunastu wypowiedzi spowodował, że zdecydowałaś się oskarżyć Karlheinza Deschnera o "fałszowanie historii", powołując się przy tym na dwa artykuły pana Jana Lewandowskiego. Z pierwszym artykułem zapoznałem się, a nawet, co muszę przyznać, poświęciłem mu wiele czasu. To spowodowało, że uznałem, iż zapoznawanie się z drugim jego artykułem jest bezcelowe. Tym bardziej, że pan Lewandowski - jak zostałem poinformowany - swego czasu zrobił na tym forum prawdziwą furorę wykazując nieistnienie elektronu.


Karlheinz Deschner popełnia w większości elementarne błędy, a pełne erudycji artykuły Jana Lewandowskiego swietnie to unaoczniają.

Na przykład:

Cytat:
W innym miejscu I tomu swej Kryminalnej historii... Deschner podaje (str. 142), że to dopiero Konstantyn w IV wieku zastąpił, jak się zdaje, szabat chrześcijańskim dniem Pańskim. W rzeczywistości to nie Konstantym zastąpił szabat dniem Pańskim, a o wiele wcześniej, zanim żył Konstantyn, chrześcijanie samowolnie przestali świętować szabas na rzecz niedzieli (zapis o "łamaniu chleba w pierwszym dniu po szabacie" znajdziemy już w Dz 20,7). Pisze o tym już św. Ignacy w roku 107, czyli aż 200 lat (!) przed Konstantynem. Ignacy pisał: "Tak więc nawet ludzie żyjący dawniej w starym porządku rzeczy doszli do nowej nadziei i nie zachowują już szabatu, ale obchodzą dzień Pański, w którym to przez Jezusa Chrystusa i przez śmierć Jego także i nasze życie wzeszło jak słońce" (Do Kościoła w Magnezji, IX, 1).
Podobnie uczył zaledwie 60 lat później Justyn Męczennik, który w Dialogu z Żydem Tryfonem przytacza słowa pobożnego Żyda, który twierdził, iż chrześcijanie już nie święcą soboty: "W życiu swoim w niczym nie różnicie się od pogan, bo nie zachowujecie świąt ani szabatu, i nie macie obrzezania. Nadzieje pokładacie w człowieku ukrzyżowanym" (X, 3).


To by znaczyło, ze np. św. Ignacy się pomylił i to dopiero Deschner- po tylu latach- odkrył jak to było z szabatem.

Cytat:
Na początek zatem przytoczę kilka opinii na temat Deschnera, wypowiedzianych przez naukowców z tytułami profesorskimi (w tym teologów chrześcijańskich):
1) "Niewątpliwie najwybitniejszy krytyk i historyk zachodniego chrześcijaństwa i Kościoła rzymskokatolickiego, jakiego wydał wiek XX." (prof. dr Milan Petrović). (...)


A człowiek wielkiego intelektu, jeden z najwybitniejszych teologów, profesor, dr. hab. Joseph Ratzinger uważa, że duchy niewątpliwie istnieją.
To stwierdzenie ma taką sama moc dowodową jak powyższe stwierdzenia, czyli żadną. Powyższe stwierdzenia nie dowodzą niczego!

Cytat:
Domyślam się, że powyższe opinie również nic dla Ciebie nie znaczą. Ty masz Lewandowskiego. Każdy ma takie autorytety, na jakie sobie zasłużył. Zapewne znane Ci są, w co nie wątpię, równie doskonałe opinie świata nauki dotyczące twórczości Jana Lewandowskiego na temat historii chrześcijaństwa. Przytocz je. Z przyjemnością się z nimi zapoznam.


Powyższe stwierdzenia dowodzą tylko tego, że teolog, prof. dr. lic. h.c. Carl Schneide uważa, ze Deschner odznacza się "nie tylko odznacza się wręcz doskonałą znajomością źródeł i piśmiennictwa" ,a pastor Hermann Raschke docenia trud Deschnera i że prof. dr Fritz Blanke jest zdania, ze trudno byłoby udowodnić Deschnerowi, że myli się w którejkolwiek ze swych konstatacji. , itd., itp.

Piszesz nie na temat!
16-07-2008 20:27 
 Ocena 1 na 1
Andrzej.51 (15814 punktów)
Z początku nie zamierzałem odpisywać. Uważam, iż nasza dyskusja, aczkolwiek dla mnie osobiście interesująca, raczej do niczego nie prowadzi. Odpowiedź wszakże przygotowałem już około 2-3 tygodnie temu, lecz nie mogłem się zdecydować, czy ją opublikować, czy też nie. A potem przyszedł urlop, a okres wakacyjno-urlopowy raczej nie sprzyja ślęczeniu przy komputerze. Rozstanie się z komputerem, choćby na dwa tygodnie, jest ze wszech miar korzystne. Ja od komputera odpocząłem.
Decyzję w końcu jednak podjąłem. Moja odpowiedź jest, jak zwykle, dość długa. Z tego powodu muszę ją dzielić na wypowiedzi odpowiedniej wielkości. Uzbrój się w cierpliwość. Bez żadnej złośliwości życzę miłej lektury.
A zatem po kolei.

>Nie interesuje Cię jak zarzuca się fałszowanie historii Deschnerowi, za to interesuje Cię jak Deschner zarzuca fałszerstwa chrz. (zajmuje się on bowiem demaskowaniem fałszerstw chrześcijaństwa)!!!

Zastanawiam się jak mam rozumieć tę część Twojego zdania, którą umieściłaś w nawiasie. Czy pisząc, że Deschner zajmuje się "demaskowaniem fałszerstw chrześcijaństwa" przyznajesz, że takie fałszerstwa miały miejsce?

>Jeśli nie interesuje Cię zarzucanie fałszerstw i obrażanie ludzi to przede wszystkim powinieneś odrzucić ze obrzydzeniem dzieło Deschnera, gdyż on nie ma oporów aby - bez podawania żadnych dowodów - zarzucać fałszerstwa chrześcijanom:

Przecież w poprzedniej wypowiedzi napisałem Ci, że tylko w pierwszym tomie Kryminalnej historii chrześcijaństwa znajduje się około 1000 odwołań w tekście do pozycji źródłowych, a w niektórych pozycjach przypisów autor podaje nawet kilkanaście pozycji źródłowych. Literatura do pierwszego tomu książki zawiera około 1500 pozycji. A Ty uparcie wypisujesz, że Deschner nie podaje dowodów na to co pisze. Czy Ty chciałabyś, by on po każdym zdaniu podawał odwołanie do pozycji źródłowych. Pokaż mi chociaż jedną książkę, której autor w ten sposób postępuje.

W swoim artykule Lewandowski używa takich samych argumentów. Pisze np. "[...] jeśli Deschner zechce się czasem odwołać do jakiegoś opracowania na poparcie swego wywodu, to są to prawie zawsze dzieła w języku niemieckim, niewydane w Polsce".
To, co pisze Lewandowski, jest niepoważne. Więcej: to już nawet nie jest śmieszne. Przecież to jest absurd.
No a cóż Deschner ma zrobić (lub jakikolwiek inny autor). Spowodować, by wydano w Polsce setki pozycji, do których się odwołuje, a które do tej pory nie zostały w Polsce wydane. A może nie powinien stosować odwołań w tekście tylko dlatego, że w Polsce nie wydano szeregu książek, czy też artykułów, na które się powołuje. Przecież książki Deschnera są tłumaczone na wiele języków. Czy w wydaniu francuskim jakiejś książki Deschnera mogą być wyłącznie odwołania do literatury wydanej we Francji, a w wydaniu hiszpańskim winny być odwołania wyłącznie do literatury wydanej w Hiszpanii. Czy część odwołań zastosowanych we francuskim wydaniu książki Deschnera ma zniknąć z wydań hiszpańskich tylko dlatego, że jakieś pozycje nie zostały akurat wydane w Hiszpanii? A może w polskim wydaniu książki winien pominąć te części tekstu, do których brak jest odnośnej literatury w języku polskim? Żaden autor nie pisze ksiązki osobno dla Polaków, osobno dla Francuzów, dla Włochów, Greków, Japończyków, Rosjan, Niemców itd. To przecież oczywiste.

Z ciekawości przejrzałem podręcznik akademicki do historii powszechnej okresu 1789-1870 autorstwa księdza prof. dr hab. Mieczysława Żywczyńskiego (Wyd. Naukowe PWN, Warszawa 1997). Książka ta nie zawiera ani jednego odwołania do źródeł (brak przypisów na końcu książki, brak w środku). Czyżby była ona bezwartościowa? Czy jej autor, znakomity skądinąd polski historyk, stracił wiarygodność. Czy ta książka z uwagi na brak odwołań zawiera jakieś nieprawdy, zmyślenia, a może fałszerstwa?
Teresa (2693 punktów)
Cytat:
Przecież w poprzedniej wypowiedzi napisałem Ci, że tylko w pierwszym tomie Kryminalnej historii chrześcijaństwa znajduje się około 1000 odwołań w tekście do pozycji źródłowych, a w niektórych pozycjach przypisów autor podaje nawet kilkanaście pozycji źródłowych. Literatura do pierwszego tomu książki zawiera około 1500 pozycji. A Ty uparcie wypisujesz, że Deschner nie podaje dowodów na to co pisze. Czy Ty chciałabyś, by on po każdym zdaniu podawał odwołanie do pozycji źródłowych. Pokaż mi chociaż jedną książkę, której autor w ten sposób postępuje.


Liczba odwołań nie jest dowodem na nic. Samo odwołanie się do jakiejkolwiek pozycji tez nie jest dowodem na nic. Jeśli autor - tak, jak Deschner - sam nie podaje namacalnego dowodu to powinien odwoływać się do pozycji w której przestawiono taki dowod.

Cytat:
W swoim artykule Lewandowski używa takich samych argumentów. Pisze np. "[...] jeśli Deschner zechce się czasem odwołać do jakiegoś opracowania na poparcie swego wywodu, to są to prawie zawsze dzieła w języku niemieckim, niewydane w Polsce".
To, co pisze Lewandowski, jest niepoważne. Więcej: to już nawet nie jest śmieszne. Przecież to jest absurd.


To nie jest żaden absurd tylko problem, bo nie ma możliwości sprawdzenia co jest w tych dziełach (a przynajmnie nie jest to proste).

Cytat:
Z ciekawości przejrzałem podręcznik akademicki do historii powszechnej okresu 1789-1870 autorstwa księdza prof. dr hab. Mieczysława Żywczyńskiego (Wyd. Naukowe PWN, Warszawa 1997). Książka ta nie zawiera ani jednego odwołania do źródeł (brak przypisów na końcu książki, brak w środku). Czyżby była ona bezwartościowa? Czy jej autor, znakomity skądinąd polski historyk, stracił wiarygodność. Czy ta książka z uwagi na brak odwołań zawiera jakieś nieprawdy, zmyślenia, a może fałszerstwa?


Podręczniki akademickie rządzą się swoimi prawami.
16-07-2008 20:29 
 Ocena 1 na 1
Andrzej.51 (15814 punktów)
Wracam do zarzutów Lewandowskiego (a tym samym Twoich):

Lewandowskiemu (i Tobie) przeszkadza rzekomy "brak dowodów" u Deschnera. Ale sam Lewandowski, by udowodnić Deschnerowi "pisanie nieprawdy" oraz "zmyślanie i ubarwianie" powołuje się na literaturę, w której też brak jest stosownych odwołań do pozycji źródłowych. Oto przykład:
Lewandowski zarzuca Deschnerowi, iż ten "bez odwołania się do czegokolwiek" napisał na stronie 227 pierwszego tomu Kryminalnej historii chrześcijaństwa, że na soborze w Nicei w 325 r. "nie otwierając listów, zawierających skargi i zażalenia biskupów, cesarz [Konstantyn - A.51] wrzucił je do ognia."

Rzecz jest dyskusyjna. Powyższe zdanie znajduje się w akapicie, którego początek jest na str. 227, zaś koniec na str. 228. Cały akapit dotyczy sporów i zażaleń biskupów związanych z przyjęciem terminu "współistotny" w odniesieniu do Jezusa (Jezus współistotny Bogu Ojcu), który zaproponował na soborze w Nicei nie ochrzczony cesarz Konstantyn. Faktem jest, iż na końcu omawianego zdania Deschner nie podaje odwołania do literatury źródłowej. Jednak odwołanie takie (o numerze 31) znajduje się na końcu akapitu, a w przypisach pod tym numerem Deschner podaje kilka pozycji źródłowych. Wygląda zatem na to, iż Deschner poparł odpowiednimi pozycjami źródłowymi swoje stwierdzenie o listach, które na soborze nicejskim otrzymywał Konstantyn.

Podstawą do zarzucenia Deschnerowi pisania nieprawdy jest dla Lewandowskiego książka prof. Aleksandra Krawczuka pt. Konstantyn Wielki, wyd. WP, Warszawa 1985 (Lewandowski korzysta z późniejszego wydania książki Krawczuka). Rzeczywiście, na stronie 213 Krawczuk opisuje rzecz całą następująco:

Cytat:
Zasypywano go [Konstantyna - A.51] listami, w których świątobliwi mężowie wzajem oskarżali się o przeróżne występki; Konstantyn nie czynił użytku z tych materiałów, ale też ich nie niszczył.

Na podstawie tego właśnie zdania Lewandowski stwierdził, iż Deschner napisał nieprawdę. W tym przypadku nie przeszkadza jednak Lewandowskiemu fakt, że Krawczuk ani na końcu cytowanego wyżej zdania, ani na końcu akapitu, ani też nawet na końcu rozdziału nie daje żadnego odwołania do pozycji źródłowych. Co według Lewandowskiego wolno Krawczukowi, tego nie wolno Deschnerowi. Według Lewandowskiego Deschner nie podając odwołania (co wielce wątpliwe) pisze nieprawdę, Krawczuk zaś pisze prawdę, mimo iż również nie podał stosownego odwołania do pozycji źródłowych. Zaiste, dziwna to logika. A przecież mógł np. Lewandowski stwierdzić, że to Deschner ma rację, a Krawczuk się myli.

Z obu cytatów (z Deschnera i z Krawczuka) wynika jednak niezbicie następujący wniosek:
Nieistotne jest, czy Konstantyn niszczył listy biskupów (tak twierdzi Deschner), czy też ich nie niszczył (tak z kolei twierdzi Krawczuk). Istotne jest natomiast to ("przyznają" to zgodnie i Deschner, i Krawczuk), że listy biskupów dla Konstantyna nie miały większego znaczenia i zbytnio się nimi nie przejmował.
Teresa (2693 punktów)
Cytat:
Rzecz jest dyskusyjna. Powyższe zdanie znajduje się w akapicie, którego początek jest na str. 227, zaś koniec na str. 228. Cały akapit dotyczy sporów i zażaleń biskupów związanych z przyjęciem terminu "współistotny" w odniesieniu do Jezusa (Jezus współistotny Bogu Ojcu), który zaproponował na soborze w Nicei nie ochrzczony cesarz Konstantyn. Faktem jest, iż na końcu omawianego zdania Deschner nie podaje odwołania do literatury źródłowej. Jednak odwołanie takie (o numerze 31) znajduje się na końcu akapitu, a w przypisach pod tym numerem Deschner podaje kilka pozycji źródłowych.
Wygląda zatem na to, iż Deschner poparł odpowiednimi pozycjami źródłowymi swoje stwierdzenie o listach, które na soborze nicejskim otrzymywał Konstantyn.


Szkoda, bo w publikacjach pretendujących do miana prac naukowych przypisy podaje się do zdań a nie akapitów.
Jeśli odwołanie jest na koncu akapitu a cały akapit dot. "sporów i zażaleń biskupów związanych z przyjęciem terminu "współistotny" to owe "pozycje źródłowe" wymienione w odowołaniu mogą równie dobrze dotyczyć coś zupełnie innego niż akurat dowodu na niszczenie listów.

Cytat:
Z obu cytatów (z Deschnera i z Krawczuka) wynika jednak niezbicie następujący wniosek:
Nieistotne jest, czy Konstantyn niszczył listy biskupów (tak twierdzi Deschner), czy też ich nie niszczył (tak z kolei twierdzi Krawczuk). Istotne jest natomiast to ("przyznają" to zgodnie i Deschner, i Krawczuk), że listy biskupów dla Konstantyna nie miały większego znaczenia i zbytnio się nimi nie przejmował.


Nie zmienia to faktu, że Deschner twierdzi coś innego niż Krawczuk. W pracach naukowych nie liczy się "istotność" tylko fakty.
placownik (17853 punktów)

>W pracach naukowych nie liczy się "istotność" tylko fakty.

   Zgódź się jednak z tym, że opisana przez Andrzeja.51 praktyka, stosowana przez J. Lewandowskiego, kryterium naukowości nie spełnia. Nie zbliża bowiem ani o krok do ustalenia prawdziwości tego konkretnego faktu.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Teresa (2693 punktów)
>>W pracach naukowych nie liczy się "istotność" tylko fakty.
>   Zgódź się jednak z tym, że opisana przez Andrzeja.51 praktyka, stosowana przez J. Lewandowskiego, kryterium naukowości nie spełnia. Nie zbliża bowiem ani o krok do ustalenia prawdziwości tego konkretnego faktu.

Zgadzam się. Czy to wszystko?
16-07-2008 20:31 
 Ocena 1 na 1
Andrzej.51 (15814 punktów)
>Jan Lewandowski (apologetyka.katolik.net.pl/content/view/792/68/) napisał:
> Cytat:
>No tak, bo jaką wartość ma na przykład zdanie Deschnera z jego I tomu Kryminalnej..., gdzie na stronie 233 bez żadnych dowodów stwierdza on, że pismo Konstantyna napisane w celu złożenia Atanazego z urzędu było sfałszowane przez Atanazego dwukrotnie.
>Na stronie 249 podobnie pisze on o Ambrożym, gdzie także bez żadnych dowodów stwierdza, że Ambroży nie cofa się przed fałszerstwem, podburzaniem ludu itd.

Zastanawiam się po co przytaczasz mi fragmenty z artykułu Lewandowskiego. Zapewne chcesz, bym ja wyraził tu swoje zdanie na temat tego, co napisał Deschner na stronach 233 i 249 Kryminalnej historii chrześcijaństwa. Chcesz bym był adwokatem Deschnera, a ja nie mam na to zbytniej ochoty. Czemu to ma służyć? Co chcesz uzyskać? Jeśli nie odpowiadają Ci jego książki, to ich po prostu nie czytaj.

Jeśli (razem z Lewandowskim) zarzucasz Deschnerowi "fałszowanie historii", to zwróć się o wyjaśnienia do niego, a nie do mnie. W jednej z poprzednich wypowiedzi napisałem, że nie posiadam tych pozycji źródłowych, na które Deschner się powołuje. Nie są mi one potrzebne, bo ja nie zamierzam nikomu nic w tym zakresie udowadniać. Jeśli kiedykolwiek napiszę, że znam np. równanie Einsteina w postaci E = mc2, to również nie przedstawię stosownego dowodu. Bo po pierwsze: ten dowód przedstawił Einstein, a po drugie: ja tego dowodu przeprowadzić bym nie umiał. Domyślam się, ze Ty również. Kto chce, niech spróbuje udowodnić Einsteinowi "pisanie nieprawdy" oraz "zmyślanie i ubarwianie".

Ponieważ jednak zostałem przez Ciebie niejako "wywołany do tablicy" w sprawie Deschnera i jego Kryminalnej historii chrześcijaństwa, oraz artykułu Lewandowskiego, zatem wyjścia chyba nie mam i co nieco muszę napisać na temat cytowanych przez Ciebie zarzutów Lewandowskiego. To w drodze wyjątku, na Twoje specjalne życzenie.
Teresa (2693 punktów)
Cytat:
Jeśli (razem z Lewandowskim) zarzucasz Deschnerowi "fałszowanie historii", to zwróć się o wyjaśnienia do niego, a nie do mnie. W jednej z poprzednich wypowiedzi napisałem, że nie posiadam tych pozycji źródłowych, na które Deschner się powołuje. Nie są mi one potrzebne, bo ja nie zamierzam nikomu nic w tym zakresie udowadniać. Jeśli kiedykolwiek napiszę, że znam np. równanie Einsteina w postaci E = mc2, to również nie przedstawię stosownego dowodu. Bo po pierwsze: ten dowód przedstawił Einstein, a po drugie: ja tego dowodu przeprowadzić bym nie umiał. Domyślam się, ze Ty również. Kto chce, niech spróbuje udowodnić Einsteinowi "pisanie nieprawdy" oraz "zmyślanie i ubarwianie".


Jest jednak różnica, bo Einstein przedstawił dowód (można się z nim zapoznać), podczas gdy u Deschnera - dowodów na falszertswa jakoś nie widać.
16-07-2008 20:34 
 Ocena 1 na 1
Andrzej.51 (15814 punktów)
A) Lewandowski pisze, że w pierwszym tomie Kryminalnej historii chrześcijaństwa Deschner na stronie 233 bez żadnych dowodów stwierdza, "że pismo Konstantyna napisane w celu złożenia Atanazego z urzędu było sfałszowane przez Atanazego dwukrotnie".
Rzeczywiście, pod koniec strony 233 Deschner pisze:

Cytat:
Pismo Konstantyna skierowane do synodu w Tyrze (335 r.), zawierające prawomocne złożenie Atanazego z urzędu, nauczyciel Kościoła sfałszował dwukrotnie.

Po zdaniu tym Deschner nie podał odwołania do pozycji źródłowych. W kolejnych zdaniach na stronach 233 i 234 (następujących bezpośrednio po cytowanym zdaniu) Deschner opisuje najpierw pierwsze, a następnie drugie fałszerstwo dokonane przez Atanazego, a na końcu umieszcza (już na stronie 234) odwołanie numer 46 do pozycji źródłowych. Powołany przypis numer 46 wskazuje kilka pozycji źródłowych.
Oczywiście wskazanych pozycji źródłowych nie sprawdziłem, bo ich nie mam i nie wiem, gdzie je zdobyć. Wygląda jednak na to, że Deschner podał stosowne odwołanie do pozycji źródłowych (czyli podał dowód na poparcie swoich stwierdzeń), a z tego wynika, iż Lewandowski się pomylił. W przekonaniu tym utwierdza mnie fakt, że w książce I znowu zapiał kur" (tom drugi, strona 48) Deschner pisze o dokonanych przez Atanazego fałszerstwach dwóch innych listów, a w odnośnych przypisach numer 18 i 19 podaje odwołania do pozycji źródłowych (łącznie trzy pozycje źródłowe). Drugi z tych przypadków dotyczy sfałszowania przez Atanazego (podszywającego się pod Konstantyna II, syna cesarza Konstantyna) listu do aleksandryjskiej gminy katolickiej, "w którym w imieniu młodego cesarza poinformował, że biskup Atanazy został przez ojca, cesarza Konstantyna, tylko na pozór wygnany, iżby nie dosięgnęły go ataki ze strony wrogów."

Ponieważ jednak (według Ciebie i Jana Lewandowskiego) Deschner "fałszuje historię", pozwolę sobie zacytować to, co na temat Atanazego pisze Edward Gibbon w drugim tomie znakomitej książki pt. Zmierzch Cesarstwa Rzymskiego, wyd. PIW, Warszawa 1975. Otóż w przypisie numer 120 na stronie 447 (do rozdziału 21 poświęconego w dużej mierze Atanazemu) Gibbon pisze, że Atanazy "przyznaje, że z jego podpisem wysyłano fałszywe listy".

(Podkreślenie w powyższym cytacie - i w następnych - moje.)
Jestem przekonany, że mój komentarz jest tu absolutnie zbędny. Wymowa tego, co przytaczam, jest niewątpliwie wystarczająca.
Dla uzupełnienia dodam jeszcze, że w kilku miejscach Zmierzchu Cesarstwa Rzymskiego Gibbon ponadto pisze:

a) w przypisie numer 144 na stronie 448 (do ww. rozdziału 21):

Cytat:
List Atanazego do mnichów pełen jest zarzutów, które robią wrażenie prawdziwych.

b) w przypisie numer 116 na stronie 446 (również do rozdziału 21):

Cytat:
Możemy jednak powątpiewać w szczerość wyznań arcybiskupa, ponieważ Atanazy rzucał potajemnie inwektywy na Konstancjusza (por. jego listy do mnichów), zapewniając go równocześnie o swym najgłębszym szacunku [...]

c) na stronie 257 (cały czas w rozdziale 21):

Cytat:
Podczas tych poufałych obrad z władcą Zachodu mógł Atanazy lamentować nad błędem Konstancjusza [syna Konstantyna - A.51], co mu jednak nie przeszkadzało winić zuchwale jego eunuchów i jego ariańskich biskupów; ubolewał nad niedolą i niebezpiecznym położeniem Kościoła katolickiego i budził w Konstansie [również syn Konstantyna - A.51] chęć rywalizowania na polu gorliwości i chwały z ojcem, Konstantynem Wielkim. Cesarz wreszcie oznajmił, że postanowił użyć wojsk i skarbów Europy w obronie prawdziwej wiary. Zwięzłym, kategorycznym listem zawiadomił swego brata, Konstancjusza, że w razie jego niezgody na natychmiastowe przywrócenie Atanazemu biskupstwa on sam, Konstans, z flotą i wojskiem osadzi arcybiskupa na tronie w Aleksandrii117.

W powołanym przypisie numer 117 Gibbon pisze na stronie 446:

Cytat:
Nie bacząc na dyskretne milczenie Atanazego i fakt, że list który zamieszcza Sokrates był jawnym fałszerstwem, groźby te znajdują pełne potwierdzenie u Lucyfera z Cagliari, a nawet samego Konstancjusza. Zob. Tillemont, t. VIII.

Warto przytoczyć jeszcze opinię, jaką na temat Atanazego przedstawił prof. Aleksander Krawczuk w książce pt. Konstantyn Wielki - cytuję ze str. 230 i 231:

Cytat:
Cechowały go [Atanazego - A.51], jak każdego fanatyka, upór i nieustępliwość oraz brak szerszych horyzontów myślowych. Żywił niezachwiane przekonanie, że tylko on kroczy słuszną drogą, a kto ośmiela się mieć inne zdanie, winien zostać zniszczony, działa bowiem na szkodę ludzkości. Był osobiście niewątpliwie uczciwy, lecz dla zrealizowania swych celów i ideałów nie cofał się przed niczym.

Teresa (2693 punktów)
Cytat:
Po zdaniu tym Deschner nie podał odwołania do pozycji źródłowych. W kolejnych zdaniach na stronach 233 i 234 (następujących bezpośrednio po cytowanym zdaniu) Deschner opisuje najpierw pierwsze, a następnie drugie fałszerstwo dokonane przez Atanazego, a na końcu umieszcza (już na stronie 234) odwołanie numer 46 do pozycji źródłowych. Powołany przypis numer 46 wskazuje kilka pozycji źródłowych.
Oczywiście wskazanych pozycji źródłowych nie sprawdziłem, bo ich nie mam i nie wiem, gdzie je zdobyć.
Wygląda jednak na to, że Deschner podał stosowne odwołanie do pozycji źródłowych (czyli podał dowód na poparcie swoich stwierdzeń), a z tego wynika, iż Lewandowski się pomylił.


Nie, nie wygląda. Dyskusja na ten temat już toczyła się na Racjonaliście. (www.racjonalista.pl/forum.php/s,3683). I tam Jan Lewandowski odpowiedzial na to, że przypis nr 46 jest tylko odnośnikiem do I tomu "Historii" Schultze, który pisze już o czymś zupełnie innym - o zawróceniu Atanazego do jego własnej ojczyzny, nie zaś o sfałszowaniu pism przez Atanazego.

Cytat:
W przekonaniu tym utwierdza mnie fakt, że w książce I znowu zapiał kur" (tom drugi, strona 48) Deschner pisze o dokonanych przez Atanazego fałszerstwach dwóch innych listów, a w odnośnych przypisach numer 18 i 19 podaje odwołania do pozycji źródłowych (łącznie trzy pozycje źródłowe). Drugi z tych przypadków dotyczy sfałszowania przez Atanazego (podszywającego się pod Konstantyna II, syna cesarza Konstantyna) listu do aleksandryjskiej gminy katolickiej, "w którym w imieniu młodego cesarza poinformował, że biskup Atanazy został przez ojca, cesarza Konstantyna, tylko na pozór wygnany, iżby nie dosięgnęły go ataki ze strony wrogów."


Teraz piszesz o zupełnie innych listach niż poprzedni. Tutaj D. podaje jakieś odwołania, ale znów nie wiemy co jest w tych dokumentach, do których się odwołuje. Nie ma więc podstaw aby utwierdzać się w przekonaniach, że podał dowód na sfałszowanie listów.
Mam II Tom znowu zapiał kur".
Odowolanie 18
Pierwsza pozycja to: Athanasius, Defense of the Nicene Definition 39
www.fourth(*)y.com/old/Urkunden/trans33.htm
List jest dostępny po polsku w Sokratesa Scholastyka "Historii Kościoła" philosophi(*)lastyk---Historia_kosciola.pdf - zobacz rozdział "Inny list Konstantyna" str. 36
To ten list wg Deschncera miał być sfałszowany w roku 350. W przypisach jest mowa o tym, że Sokrates Scholastyk błędnie umiejscowił ten list jako wiążący się z uchwałami Soboru w Nicei, podczas gdy ów list pochodzi z 333 roku, gdyż był związany z edyktem Konstantyna, kiedy to ponownie doktryna Ariusza została potępiona.
A drugiej opozycji (Kraft) nie mam możliwości sprawdzenia.

Odowolanie 19
To Seeck "Untersuchungen zur Geschichte"
Najprawdopodobniej chodzi o list Konstantyna II z roku 17 czerwca z 337 roku:
Znów Posłużę się Sokratesa Scholastyka "Historią Kościoła"
philosophi(*)lastyk---Historia_kosciola.pdf zobacz str. 100 "Konstantyn cezar do ludo Powszechnego Kościoła Aleksandrii".

Proszę o pokazanie mi pozycji źródłowych, które zawierają dowód ( a nie opinie) na to, że powyższe listy są sfałszowane.

Cytat:
Ponieważ jednak (według Ciebie i Jana Lewandowskiego) Deschner "fałszuje historię", pozwolę sobie zacytować to, co na temat Atanazego pisze Edward Gibbon w drugim tomie znakomitej książki pt. Zmierzch Cesarstwa Rzymskiego, wyd. PIW, Warszawa 1975. Otóż w przypisie numer 120 na stronie 447 (do rozdziału 21 poświęconego w dużej mierze Atanazemu) Gibbon pisze, że Atanazy "przyznaje, że z jego podpisem wysyłano fałszywe listy".


To zdanie jest wyrwane z kontekstu, więc niewiele mówi.

Cytat:
Cytat:
Możemy jednak powątpiewać w szczerość wyznań arcybiskupa, ponieważ Atanazy rzucał potajemnie inwektywy na Konstancjusza (por. jego listy do mnichów), zapewniając go równocześnie o swym najgłębszym szacunku [...]


No własnie możemy jedynie powątpiewac w szczerość... To może, co najwyżej sugerować, ze Atanazy nie był szczery w stosunku do Konstancjusza, który zresztą potem chciał go zamordować, a nie, że sfałszował listy.

Cytat:
W powołanym przypisie numer 117 Gibbon pisze na stronie 446:
Cytat:
Nie bacząc na dyskretne milczenie Atanazego i fakt, że list który zamieszcza Sokrates był jawnym fałszerstwem, groźby te znajdują pełne potwierdzenie u Lucyfera z Cagliari, a nawet samego Konstancjusza. Zob. Tillemont, t. VIII.


Niestety nadal nie podano tu dowodu ani z żadnego wyjaśnienia dlaczego ów list był jawnym fałszerstwem.
Poza tym czy to jest jakiś żart? No, bo co to za naukowa nowomowa: "Nie bacząc na fakt, że list, który zamieszcza Sokrates był jawnym fałszerstwem (...) groźby znajdują potwierdzenie znajdują pełne potwierdzenie u Lucyfera z Cagliari, a nawet samego Konstancjusza"
Przecież skoro groźby te znalazły pełne potwierdzenie i w innych dokumentach, to być może list nie był fałszerstwem.

Cytat:
Warto przytoczyć jeszcze opinię, jaką na temat Atanazego przedstawił prof. Aleksander Krawczuk w książce pt. Konstantyn Wielki - cytuję ze str. 230 i 231:
Cytat:
Cechowały go [Atanazego - A.51], jak każdego fanatyka, upór i nieustępliwość oraz brak szerszych horyzontów myślowych. Żywił niezachwiane przekonanie, że tylko on kroczy słuszną drogą, a kto ośmiela się mieć inne zdanie, winien zostać zniszczony, działa bowiem na szkodę ludzkości. Był osobiście niewątpliwie uczciwy, lecz dla zrealizowania swych celów i ideałów nie cofał się przed niczym.


To dopiero dowód, że Atanazy sfałszował wszystkie listy! Widać, ze dla prof. Krawczuka obrona prawdy, w którą się wierzy - jest oznaką "braku szerwszy horyzontów myślowych". I znowu ta naukowa nowomowa: " Był osobiście niewątpliwie uczciwy, lecz dla zrealizowania swych celów i ideałów nie cofał się przed niczym". To był niewątpliwie uczciwy czy czy nie cofał się przed niczym?
16-07-2008 20:36 
 Ocena 2 na 2
Andrzej.51 (15814 punktów)
B) Podobnie Lewandowski zarzuca Deschnerowi, że ten w pierwszym tomie Kryminalnej historii chrześcijaństwa na stronie 249 również bez żadnych dowodów stwierdza, iż "Ambroży nie cofa się przed fałszerstwem, podburzaniem ludu itd".
Przytoczę odnośny fragment ze str. 249 pierwszego tomu Kryminalnej historii chrześcijaństwa (trzy kolejno po sobie następujące zdania):

Cytat:
Zaostrzona walka przeciw 'kacerzom' była przecież bezpośrednio inspirowana przez biskupa [Ambrożego - A.51], który nie cofa się ani przed dyskryminowaniem, ani fałszerstwem, ani podburzaniem ludu, wojska i cesarskich oficerów. Bo krzywda innych była częścią ich religii. Nawet tam, gdzie katolicy wręcz jawnie czynili bezprawie (gdy ze względu na wiarę prześladowali, palili, niszczyli), dla Ambrożego było to zgodne z prawem9.

Wygląda na to, że Deschner odwołaniem numer 9 podaje dowód na swoje stwierdzenie, iż Ambroży "nie cofa się ani przed dyskryminowaniem, ani fałszerstwem, ani podburzaniem ludu, wojska i cesarskich oficerów". Nawiasem mówiąc w odnośnym przypisie numer 9 Deschner powołuje kilka pozycji źródłowych.

W drugim tomie I znowu zapiał kur na str. 116 Deschner pisze o historycznie pierwszym spaleniu synagogi, które - jego zdaniem - miało miejsce w 388 r. z nakazu biskupa Kalinikonu. Dalej Deschner podaje, że Ambroży "wstawił się za owymi chrześcijańskimi podpalaczami synagogi i stwierdził po prostu, że ich czyn nie był przestępstwem". Ponadto Ambroży napisał: "Oświadczam, że to ja podpaliłem synagogę, że ja wydałem i takie polecenie, iżby nie było już miejsca, w którym nie czci się Chrystusa75. W odwołaniu nr 75 Deschner powołuje się na literaturę źródłową (jedna pozycja).

Ponieważ jednak Deschner "fałszuje historię", więc przejdę do innych autorów:
Wybitny francuski religioznawca, prof. Marcel Simon w swej słynnej książce pt. Cywilizacja wczesnego chrześcijaństwa, I-IV w., wyd. PIW, Warszawa 1981, na stronie 264 pisze również o spaleniu synagogi w 388 r. w mieście Kallinikum. Cytuję:

Cytat:
W roku 388 w mieście Kallinikum nad Eufratem, podczas rozruchów ludowych, które wywołali mnisi, spalona została synagoga. Teodozjusz [cesarz - A.51] zarządził dochodzenie, po czym nakazał biskupowi, aby swoim kosztem synagogę odbudował. Ambroży, dowiedziawszy się o tym, wysłał pisemny protest: odbudowanie synagogi byłoby bezbożnością, niemal apostazją. Kiedy Teodozjusz upierał się przy swoim, Ambroży posunął się do tego, że w kazaniu, jakie wygłaszał w obecności cesarza, udzielił mu dyskretnej nagany. Teodozjusz odpowiedział mu na cały kościół i otwarcie oskarżył mnichów. Ambroży dopiero wtedy zgodził się odprawić mszę, gdy cesarz przyrzekł mu, że zaniecha w tej sprawie wszelkich kroków sądowych przeciwko chrześcijanom. Było to publiczne upokorzenie cesarza i władzy państwowej, tryumf nietolerancji, naruszenie prawa, judaizm bowiem był na tej samej zasadzie, co pogaństwo i chrześcijaństwo, uznawany i chroniony.

W tej samej książce Simon pisze na stronach 365 i 366, że "mnisi przewodzą w walce z pogaństwem i czynnie popierają burzenie pogańskich świątyń". Dalej Simon informuje, że obrońcami mnichów byli m.in. tacy przedstawiciele ortodoksji i hierarchii kościelnej, jak Anastazy, Hieronim, Ambroży i Jan Chryzostom.

Edward Gibbon w drugim tomie cytowanej już przeze mnie książki Zmierzch Cesarstwa Rzymskiego pisze w przypisie numer 80 na stronie 465 (do rozdziału 23):

Cytat:
Ambroży, t. II, Epist., XL. Napisał on [Ambroży - A.51] ten tchnący fanatyzmem list (388 r.) celem usprawiedliwienia biskupa, którego skazano w sądzie cywilnym za spalenie synagogi.

Zatem nie tylko Deschner pisze o pewnych "metodach działania" Ambrożego. Piszą o tym bowiem również Marcel Simon i Edward Gibbon. Czy aby na pewno oni wszyscy "fałszują historię"?
Teresa (2693 punktów)
Cytat:


Cytat:
Zaostrzona walka przeciw 'kacerzom' była przecież bezpośrednio inspirowana przez biskupa [Ambrożego - A.51], który nie cofa się ani przed dyskryminowaniem, ani fałszerstwem, ani podburzaniem ludu, wojska i cesarskich oficerów. Bo krzywda innych była częścią ich religii. Nawet tam, gdzie katolicy wręcz jawnie czynili bezprawie (gdy ze względu na wiarę prześladowali, palili, niszczyli), dla Ambrożego było to zgodne z prawem9.

Wygląda na to, że Deschner odwołaniem numer 9 podaje dowód na swoje stwierdzenie, iż Ambroży "nie cofa się ani przed dyskryminowaniem, ani fałszerstwem, ani podburzaniem ludu, wojska i cesarskich oficerów". Nawiasem mówiąc w odnośnym przypisie numer 9 Deschner powołuje kilka pozycji źródłowych.


Widzę ze Twoje rozumowanie staje coraz bardziej pokrętne. Proszę nie sugerować że jest tu cos czego nie ma. Pierwsze zdanie mówi o czymś zupełnie innym niż trzecie, a odwolanie nr 9 jest do trzeciego zdania.

Cytat:
W drugim tomie I znowu zapiał kur na str. 116 Deschner pisze o historycznie pierwszym spaleniu synagogi, które - jego zdaniem - miało miejsce w 388 r. z nakazu biskupa Kalinikonu. Dalej Deschner podaje, że Ambroży "wstawił się za owymi chrześcijańskimi podpalaczami synagogi i stwierdził po prostu, że ich czyn nie był przestępstwem".
Ponadto Ambroży napisał: "Oświadczam, że to ja podpaliłem synagogę, że ja wydałem i takie polecenie, iżby nie było już miejsca, w którym nie czci się Chrystusa75. W odwołaniu nr 75 Deschner powołuje się na literaturę źródłową (jedna pozycja).


Teraz piszesz o konflikcie Ambrożego z cesarzem w związku z podpaleniem synagogi -o ów konflikt najpewniej chodzi Deschnerowi w zdaniu trzecim. Ani Ambroży tej synagogi nie spalił, ani nie podburzał do jej spalenia...

Poza tym D. całą sprawę tendencyjnie przekręca. Jak pisze Bertrand Russell "Dzieje filozofii zachodu":
"W jednym rzymskich miast podpalono synagogę , a wedle raportu Wielkorządcy Wschodu doszło do tego za poduszczeniem miejscowego biskupa. Cesarz rozkazał ukarać bezpośrednich sprawców podpalenia a biskup, który ponosi za nie odpowiedzialność miał sam odbudować synagogę. Święty Ambroży ani nie potwierdza ani nie kwestionuje współwiny biskupa, wyraża jednak oburzenie, ze cesarz zdaje się opowiadać po stronie Żydów przeciw chrześcijanom. Co się stanie wówczas, gdy biskup odmówi spełnienia cesarskiego rozkazu? Zostanie męczennikiem, jeśli wytrwa w oporze, albo apostatą, jeśli podporządkuje się woli władcy."

Zresztą ten list jest tutaj Letter XL:
www.ccel.org/ccel/schaff/npnf210.v.ix.html
Zdanie w odwołaniu nr 75 jest wyrwane z kontekstu, gdyż Ambroży prosi cesarza aby to jego ukarał - jeśli uwaza chrz. za winnych.

A o oskarżeniach o podburzanie tłumu pisze sam Ambroży w Liście XX do siostry w związku z tym, że cesarzowa Justyna jako arianka wyrazila życzenie, aby jeden z mediolańskich kościołów zostal przekazany jej wyznawcom, ale Ambroży odmówił spełnienia jej prośby. Lud Mediolanu opowiedział sę po jego stronie i wokół bazyliki zaczęły gromadzić się ogromne tłumy. Jak pisze Ambroży: "Podburzanie ich nie leżało w moje mocy, lecz tylko Bog ich mógl uspokoić".

Cytat:
Ponieważ jednak Deschner "fałszuje historię", więc przejdę do innych autorów:
Wybitny francuski religioznawca, prof. Marcel Simon w swej słynnej książce pt. Cywilizacja wczesnego chrześcijaństwa, I-IV w., wyd. PIW, Warszawa 1981, na stronie 264 pisze również o spaleniu synagogi w 388 r. w mieście Kallinikum. Cytuję:


Dalej piszesz o konflikcie dot. synagogi. To nie jest żaden dowód na to, że Ambroży nie cofa się przed "fałszerstwem, podburzaniem ludu, wojska i cesarskich oficerów".
Teresa (2693 punktów)
Cytat:
W tej samej książce Simon pisze na stronach 365 i 366, że "mnisi przewodzą w walce z pogaństwem i czynnie popierają burzenie pogańskich świątyń". Dalej Simon informuje, że obrońcami mnichów byli m.in. tacy przedstawiciele ortodoksji i hierarchii kościelnej, jak Anastazy, Hieronim, Ambroży i Jan Chryzostom.


To udowodnij ,ze Ambroży "czynnie popierał burzenie pogańskich świątyń".

Cytat:
Edward Gibbon w drugim tomie cytowanej już przeze mnie książki Zmierzch Cesarstwa Rzymskiego pisze w przypisie numer 80 na stronie 465 (do rozdziału 23):

Cytat:
Ambroży, t. II, Epist., XL. Napisał on [Ambroży - A.51] ten tchnący fanatyzmem list (388 r.) celem usprawiedliwienia biskupa, którego skazano w sądzie cywilnym za spalenie synagogi.

Zatem nie tylko Deschner pisze o pewnych "metodach działania" Ambrożego. Piszą o tym bowiem również Marcel Simon i Edward Gibbon. Czy aby na pewno oni wszyscy "fałszują historię"?


W liscie (podałam go wyzej) nie ma nic nt usprawiedliwienia biskupa.

Tak się składa, że owe "Metody" przynosiły Ambrożemu zaszczyt w kolejnym konflikcie z cesarzem Teodozjuszem, kiedy ten [cesarz] dokonał masowej rzezi w cyrku (7 tys ludzi) w ramach zemsty na mieszkańcach miasta za to, ze rozwydrzony motłoch zamordował dowódcę miejscowego garnizonu.
Ambroży, który wcześniej usiłował bez powodzenia wstrzymać cesarza, napisał do niego po owych wypadkach list pełen niezwykłej odwagi, mówiący o sprawach moralnych "Oświadczam Ci , że w Twej obecności nie odważę się złożyć Najświętszej ofiary". W wyniku tego Cesarz okazał skruchę, zdjął purpurę, odbył publiczną pokutę w mediolańskiej katedrze.
16-07-2008 20:38 
 Ocena 1 na 1
Andrzej.51 (15814 punktów)
Trzy kolejne posty poświęcę (niejako z rozpędu) dyskusji z zarzutami Lewandowskiego z jego artykułu. Odpowiedzi, niestety, nie da się ująć w kilku zdaniach.

Lewandowski (raczej bezpodstawnie, o czym napisałem już wyżej) zarzuca Deschnerowi, iż ten wielokrotnie nie powołuje się na żadne źródła, że wykazuje się "brakiem elementarnej wiedzy w sprawach oczywistych dla każdego historyka kościoła", a także, iż ten powołuje się wielekroć na źródła, które zostały wydane wyłącznie w języku niemieckim (tzn. nie zostały wydane w Polsce). Sam zaś Lewandowski wykazuje się brakiem znajomości wielu znaczących dzieł dotyczących początków chrześcijaństwa i wydanych w języku polskim. Przykładowo Lewandowski polemizuje z Deschnerem na temat jego stwierdzenia znajdującego się na stronie 227 pierwszego tomu Kryminalnej historii chrześcijaństwa, że jeszcze w IV wieku biskupi Rzymu nie odgrywali żadnej istotnej roli na synodach. Zacytuję odnośny fragment z książki Deschnera:

Cytat:
O sprawach Kościoła decydowali cesarze, a nie na przykład papieże. Jeszcze przez cały wiek IV biskupi Rzymu nie odgrywali żadnej istotnej roli na synodach, nie byli instancją decydującą. Co więcej, od Konstantyna mamy do czynienia z cesarską władzą synodalną.

Deschner omawiając tę kwestię cytuje, również na stronie 227, historyka kościelnego Sokratesa z IV/V w.: "Odkąd [cesarze] zaczęli przyjmować chrześcijaństwo, zawisły od nich sprawy Kościoła, a największe synody odbywały się i obecnie się odbywają z ich inicjatywy".
Deschner powołuje się również na historyka kościelnego Myrona Wojtowytscha, który w 1981 r. następująco skomentował słowa Sokratesa: "Było to stwierdzenie nie zawierające jakiejkolwiek przesady", oraz "Nawet treść postanowień była zgodna w większości wypadków z wolą aktualnego władcy", a także "Ogólnie rzecz biorąc, strona kościelna uważała włączanie się władzy świeckiej do prac synodalnych za zasadniczo uprawnione30". W powołanym przypisie nr 30 Deschner podaje trzy pozycje źródłowe.

Lewandowski zarzuca Deschnerowi, iż ten tendencyjnie i nieuczciwie korzysta ze źródeł. Twierdzi, powołując się na dzieło tegoż Sokratesa Scholastyka pt. Historia Kościoła, iż bez głosu biskupów Rzymu synody były nieważne.

Nie posiadam cytowanego wyżej dzieła Sokratesa Scholastyka. Dlatego postaram się ustosunkować do powyższego sporu korzystając m.in. z ww. książki Aleksandra Krawczuka pt. Konstantyn Wielki.
Oto co pisze Krawczuk na temat synodu w Arelate (Arles), który odbył się w roku 314 (strony 166-169) - cytuję:

Cytat:
Z początkiem roku 314 cesarz [Konstantyn - A.51] rozesłał listy zwołujące synod biskupów ze wszystkich podległych sobie prowincji. Tym razem miał się on odbyć w południowej Galii, w Arelate, pod przewodnictwem biskupa tego miasta. Datę rozpoczęcia obrad wyznaczono na dzień 1 sierpnia. Zachował się tekst listu Konstantyna do biskupa Syrakuz, Chrestosa [...] Pismo rozpoczyna się od krótkiego przypomnienia istoty sporu, następnie zaś wywodzi m.in.:
"[...] Rozkazaliśmy przeto, aby biskupi w bardzo wielkiej liczbie, z rozmaitych i rozlicznych miejscowości, zebrali się w mieście Arelate do dnia 1 sierpnia. [...] Weź z sobą jeszcze dwóch mężów niższego stopnia [...] Staw się w oznaczonym dniu w wyżej wymienionej miejscowości."
[...] Ale najostrzej potępili członkowie synodu postawę donatystów w liście do biskupa Rzymu; był nim wówczas Sylwester, następca Miltiadesa, zmarłego w dniu 11 stycznia roku 314; w Arelate reprezentowali go dwaj wysłannicy.
[...] Jedno natomiast nie ulega żadnej wątpliwości: cesarza znudziły długie, małostkowe spory kościelne. Dowodzi tego w sposób niezbity końcowe zdanie w liście synodu do papieża Sylwestra. Brzmi ono krótko, ale jakże wymownie:
"Wreszcie zniechęcony [cesarz] rozkazał wszystkim powrócić do swych siedzib."

Kolejny cytat z Krawczuka dotyczący synodu, który odbył się w Tyrze (cytuję ze strony 232):

Cytat:
Wobec rosnących trudności Konstantyn zwołał synod biskupów. Odbył się on najpierw w palestyńskiej Cezarei, w roku 334, ale Atanazjusz nie przyjechał [...] Stawił się natomiast na drugiej części tego synodu, w fenickim Tyrze; [...]

I jeszcze cytat z książki znanego historyka chrześcijaństwa Jana Wierusza Kowalskiego pt. Chrześcijaństwo, wyd. KAW, Warszawa 1988 - cytuję ze strony 61:

Cytat:
Interwencja Konstantyna była nie tylko podyktowana niepokojem, że afrykańskie rozruchy przeobrażą się w separatystyczne ruchy niepodległościowe w tej ważnej dla interesów cesarstwa prowincji, ale wynikała również z jego sposobu rozumienia roli cesarza w sprawach Kościoła. To nie cesarstwo jest częścią Kościoła, ale Kościół jest częścią cesarstwa - takiego stanowiska bronił Konstantyn i podzieliło je wielu chrześcijańskich biskupów i rządzonych przez nich kościołów. Zwołany przez cesarza w 314 r. synod w Arelate (dzisiejsze Arles we Francji) potępił donatystów, ale nie uspokoił nastrojów w samej Afryce.
[...] Synod w Arles zgromadził 33 biskupów, w tym aż trzech z Brytanii, po raz pierwszy występujących na arenie religijnej działalności episkopatu łacińskiego. Wkrótce Konstantyn powoła dużo większe gremium i zaznaczy jeszcze silniej swój stosunek władczy do społeczności chrześcijańskiej.

27-07-2008 16:43 
 Ocena 1 na 1
Teresa (2693 punktów)
Cytat:
Deschner omawiając tę kwestię cytuje, również na stronie 227, historyka kościelnego Sokratesa z IV/V w.: "Odkąd [cesarze] zaczęli przyjmować chrześcijaństwo, zawisły od nich sprawy Kościoła, a największe synody odbywały się i obecnie się odbywają z ich inicjatywy".

Deschner powołuje się również na historyka kościelnego Myrona Wojtowytscha, który w 1981 r. następująco skomentował słowa Sokratesa: "Było to stwierdzenie nie zawierające jakiejkolwiek przesady", oraz "Nawet treść postanowień była zgodna w większości wypadków z wolą aktualnego władcy", a także "Ogólnie rzecz biorąc, strona kościelna uważała włączanie się władzy świeckiej do prac synodalnych za zasadniczo uprawnione30". W powołanym przypisie nr 30 Deschner podaje trzy pozycje źródłowe.
Lewandowski zarzuca Deschnerowi, iż ten tendencyjnie i nieuczciwie korzysta ze źródeł. Twierdzi, powołując się na dzieło tegoż Sokratesa Scholastyka pt. Historia Kościoła, iż bez głosu biskupów Rzymu synody były nieważne.

Nie posiadam cytowanego wyżej dzieła Sokratesa Scholastyka.


Sokratesa Scholastyka "Historia Kościoła" jest tutaj:
philosophi(*)astyk---Historia_kosciola.pdf.

Andrzeju, niestety nie zrozumielismy się. Istota sporu dotyczy czegoś innego.
Chodzi o to, że Deschner pisząc o tym, że jeszcze w IV wieku biskupi Rzymu "nie odgrywali żadnej istotnej roli na synodach" powoluje się na Sokratesa, kiedy ten [Sokrates] mowi o " inicjatywie cesarzy jako o przyczynie zwoływania soborów", natomiast pomija milczeniem to ze ten sam Sokrates powołując się na papieża Juliusza, pisze, że sobory były nieważne bez udziału biskupów Rzymu. W jego starożytnej Historii Kościoła czytamy, że "prawo kanoniczne wyraźnie zabrania Kościołom podejmować uchwały bez zgody ze strony biskupa Rzymu" (Sokrates Scholastyk, Historia Kościoła, II, 17).

Dalej już przytaczając kolejne fragmenty polemizujesz jedynie sam ze sobą, bo o tym, że również (bo nie tylko) cesarze zwoływali synody czy sobory piszą też kościelni pisarze jak np. wspomniany wyżej Sokrates.
16-07-2008 20:40 
 Ocena 1 na 1
Andrzej.51 (15814 punktów)
Warto również przytoczyć, co w swojej książce pisze Krawczuk o słynnym soborze, który odbył się w 325 r. w Nicei. Cytuję ze stron 211-213:

Cytat:
I znowu cesarz [Konstantyn - A.51] postąpił podobnie jak w sprawie donatyzmu. Uznał, że najlepiej będzie przekazać rzecz zgromadzeniu biskupów. [...] Wynikało stąd, że nie można poprzestać na zwołaniu niewielkiej grupy biskupów, lecz należy zorganizować obrady jak najznaczniejszej liczby dostojników kościelnych. W ten sposób - zapewne stopniowo - zrodziła się myśl powołania soboru powszechnego, pierwszego w dziejach chrześcijaństwa.
Inicjatorem i zwołującym był cesarz. To on wystosował pełne szacunku zaproszenia do wszystkich biskupów. Pierwotnie zjazd miał się zebrać w Ancyrze; tak zwała się wówczas obecna stolica Turcji, Ankara. Rychło jednak władca odstąpił od tego zamiaru i wyznaczył jako miejsce spotkania Niceę, dzisiejszy Isnik, miasto leżące w pobliżu Nikomedii. [...]
W gruncie rzeczy był to zjazd biskupów tylko ze wschodniej części Imperium. [...] Sylwester, biskup Rzymu, wymówił się podeszłym wiekiem; przysłał dwóch przedstawicieli. [...]
Pierwsza sesja odbyła się w dniu 20 maja roku 325, w wielkiej sali pałacu cesarskiego. Konstantyn zjawił się w całym blasku swojego majestatu. [...] Zebrani powitali go przez powstanie i usiedli dopiero na znak przezeń dany. Następnie cesarz wygłosił mowę, [...]
W toku dwumiesięcznych obrad Konstantyn wielokrotnie zjawiał się na sali i obejmował przewodnictwo. [...]
Jeżeli sobór chciał rozstrzygnąć kwestie doktrynalne, musiał ułożyć możliwie precyzyjne wyznanie wiary. [...] Właśnie to nicejskie wyznanie wiary powtarzane jest po dzień dzisiejszy, choć w nieco rozszerzonej formie, w większości kościołów chrześcijańskich. Stwierdza ono wyraźnie, że Chrystus jest 'homouzjos', czyli współistotny Bogu. Termin ten został ponoć zaproponowany przez samego Konstantyna, oczywiście z inicjatywy Hozjusza, który poprzednio przekonsultował to zagadnienie z Aleksandrem i Atanazjuszem.

O soborze nicejskim pisze również J.W. Kowalski na stronach 64 i 65 wzmiankowanej już książki pt. Chrześcijaństwo. Cytuję:

Cytat:
Wówczas Konstantyn postanowił zwołać zgromadzenie episkopatu całego świata chrześcijańskiego, czyli pierwszy w dziejach tej religii sobór ekumeniczny.
Sobór został zwołany wyłącznie z inicjatywy cesarskiej, świadczy o tym niezbicie zachowana w odpisie część aktów zgromadzenia. Żaden biskup, nawet rzymski, nie kwestionował tego zakresu kompetencji władcy imperium i pana Kościoła, chociaż nie był on wówczas jeszcze ochrzczony. [...]
Na początku czerwca 325 r. zjechało do Nicei około 250 biskupów, przeważnie ze wschodnich prowincji kościelnych. Ż zachodu przyjechało tylko pięciu, czy sześciu. Nie było biskupa rzymskiego, który poprzestał na wysłaniu dwóch kapłanów. [...]
Dyskusje były burzliwe i długotrwałe. Po kilku miesiącach Euzebiusz z Cezarei wysunął propozycje kompromisową. Przedstawił biskupom tekst wyznania wiary, którym posługiwano się w Palestynie. Mowa w nim była o Bogu Ojcu Wszechmogącym i o Synu Bożym z niego zrodzonym, który dla zbawienia świata stał się człowiekiem. [...] Konstantyn zgodził się na propozycje Euzebiusza, ale za namowa Hozjusza zażądał, by dodano to jedno słówko: homouzjos. Pod naciskiem cesarza biskupi ugięli się i podpisali uzupełnioną w ten sposób i poprawioną tradycyjną formułę wiary chrześcijańskiej.

Ten sam J.W. Kowalski pisze na stronie 74 swojej książki o zwołaniu soboru w Konstantynopolu:

Cytat:
Już wcześniej, bo 28 lutego 381 r., Teodozjusz [cesarz - A.51] ogłosił w Tessalonikach, iż Kościół katolicki jest jedyna religią znajdującą się pod prawną ochroną państwa, i nakazał usuniecie ze stanowisk urzędowych wszystkich pogan i heretyków. Aby nie było wątpliwości, kto jest heretykiem, zwołał do Konstantynopola nowy sobór powszechny (381 r.).
Przybyło około 150 biskupów, wyłącznie z prowincji wschodnich. Biskup rzymski nie został nawet zaproszony. Pod dyskretnym naciskiem Teodozjusza uchwalono nowy symbol wiary, który stał się obowiązujący dla wszystkich prawowiernych chrześcijan. Nie będzie przesadą, jeżeli przyjmiemy, że na soborze konstantynopolitańskim w 381 r. zrodziło się nowe pojęcie dogmatu. Wyraz ten dotychczas oznaczał w języku kościelnym wskazówkę etyczną, obecnie przyjął odcień prawny i wyznaczał to, w co trzeba wierzyć, co jest obowiązujące dla światopoglądu chrześcijańskiego. Dogmat był poparty autorytetem cesarskim, niemal narzucony w sposób dyscyplinarny.

O soborach pisze również znakomity polski religioznawca i biblista prof. Witold Tyloch w swojej książce pt. Bogowie czterech stron świata, Wyd. Łódzkie, Łódź 1988.
Pierwszy cytat ze str. 158/159 dotyczący zwołania soboru w Nicei, drugi ze strony 161 (cytaty oznaczam kolejnymi numerami):

Cytat:
1) Toteż cesarz Konstantyn zwołał wszystkich biskupów rzymskiego imperium na pierwszy sobór powszechny do Nicei w 325 r.

2) Doktryna chrześcijańska została ukształtowana w I tysiącleciu n.e. na pierwszych siedmiu soborach powszechnych. Wszystkie te sobory zwoływali cesarze i do nich należała inicjatywa oraz nadzór, a biskupi Rzymu wysyłali na nie swoich przedstawicieli i potem zatwierdzali ich uchwały.

16-07-2008 20:42 
 Ocena 2 na 2
Andrzej.51 (15814 punktów)
Na koniec jeszcze cytaty ze wspomnianej już książki Marcela Simona pt. Cywilizacja wczesnego chrześcijaństwa, I-IV w.. Cytaty ze stron 290, 292, 430 i 442 oznaczam kolejnymi numerami:

Cytat:
1) Zasięg i ostrość kryzysu wywołanego przez pojawienie się arianizmu skłoniły Konstantyna do interwencji. Postanowił zwołać w 325 r. w Nicei koło Nikomedii sobór; on również praktycznie rzecz biorąc kierował jego obradami. [...] Biskup rzymski poprzestał na wysłaniu dwóch kapłanów.

2) W roku 381 [cesarz Teodozjusz - A.51] zwołał do Konstantynopola drugi sobór ekumeniczny, który zatwierdził uchwały nicejskie.

3) Jako siedziba biskupstwa, zapewne od początku III wieku, miasto [Konstantynopol - A.51] brało bezpośredni udział w sporze ariańskim i przeżywało burzliwy okres aż do zwołania soboru konstantynopolitańskiego w 381 r., drugiego soboru powszechnego, który został zwołany przez Teodozjusza i wyparł arianizm z cesarstwa.

4) Konstantyn zatwierdził decyzje soboru [w Nicei w 325 r. - A.51] i ogłosił je jako prawa cesarskie.

Podsumowując należy stwierdzić (w oparciu o cytowane przeze mnie dzieła), że rację ma Deschner, a nie Lewandowski. Biskupi Rzymu rzeczywiście nie odgrywali istotnej roli na synodach (i soborach), które odbyły się w IV wieku. Albo w synodach tych nie uczestniczyli (z własnej woli), albo też w ogóle nie byli na nie zapraszani. Synody zwoływali rzymscy cesarze i nie tyle zapraszali na nie biskupów, lecz polecali (rozkazywali) im stawić się na nich w określonym miejscu i w określonym czasie. Pracami synodu kierowali de facto również cesarze. To oni wpływali na treść podejmowanych przez synody "uchwał". Nie ochrzczony cesarz Konstantyn decyduje (w sposób raczej nie znoszący sprzeciwu) o przyjęciu formuły o współistotności Jezusa i Boga Ojca. Profesor Tyloch pisze, że biskupi rzymscy zatwierdzali decyzje synodów, ale na podstawie przytoczonych cytatów należy sądzić, że to "zatwierdzanie" sprowadzało się wyłącznie do złożenia podpisu. Ot, to wszystko, co biskupi Rzymu mieli podówczas do powiedzenia.

Przytoczę jeszcze jeden cytat z Cywilizacji wczesnego chrześcijaństwa, I-IV w. Marcela Simona. Cytuję ze strony227 (fragment dotyczy papiestwa w IV wieku):

Cytat:
Papiestwo gra jeszcze skromną, a właściwie nieznaczną rolę. Wzmocni się dopiero po czasach, którymi się tutaj zajmujemy [po IV w. - A.51] [...]
16-07-2008 20:50 
 Ocena 2 na 2
Andrzej.51 (15814 punktów)
>Karlheinz Deschner popełnia w większości elementarne błędy, a pełne erudycji artykuły Jana Lewandowskiego świetnie to unaoczniają.

O rzekomych "elementarnych błędach Deschnera" właśnie skończyłem pisać. Wynika z tego niezbicie, że to zdecydowanie nie Deschner popełnia elementarne błędy.
Na ustosunkowanie się do kolejnego cytowanego przez Ciebie fragmentu artykułu Lewandowskiego, dotyczącego "dnia Pańskiego", a także do pozostałych zarzutów Lewandowskiego, już się namówić nie dam.

>A człowiek wielkiego intelektu, jeden z najwybitniejszych teologów, profesor dr hab. Joseph Ratzinger uważa, że duchy niewątpliwie istnieją.
>To stwierdzenie ma taką samą moc dowodową jak powyższe stwierdzenia, czyli żadną. Powyższe stwierdzenia nie dowodzą niczego!

O ile papież Benedykt XVI kiedyś coś takiego stwierdził, to można uznać, iż dał dowód, że wierzy w duchy.
"Powyższe stwierdzenia" dowodzą natomiast, że przytoczeni przeze mnie naukowcy z tytułami profesorskimi, wyrażają się z uznaniem o osobie i naukowych dokonaniach Karlheinza Deschnera. Analogicznych opinii świata nauki na temat "erudycji" Jana Lewandowskiego przytoczyć nie potrafisz. Dlaczego?

>Piszesz nie na temat!

Piszę cały czas na temat! Domyślam się też, że jest to dla Ciebie niewygodne.
Teresa (2693 punktów)
Cytat:
O rzekomych "elementarnych błędach Deschnera" właśnie skończyłem pisać. Wynika z tego niezbicie, że to zdecydowanie nie Deschner popełnia elementarne błędy. ...itd.


Na powyższe "zaczepki" nie mam zamiaru odpowiadać, widać z tego Twój światopogląd jest na tyle ciasny, ze nie umożliwią przyznania racji oponentowi nawet w oczywistych przypadkach.
Jeśli dla Ciebie dowodem na coś jest samo podania odwołanie do pozycji która niewiadomo co zawiera lub wiadomo, że jest w niej mowa o czymś zupełnie innym ....to tracimy czas. Złośliwe uwagi (ad personam) pod adresem Jana Lewandowskiego też niczego bynajmniej nie zmienią.
06-08-2008 20:08 
 Ocena 2 na 2
Andrzej.51 (15814 punktów)
Witam Cię Tereso.

Nasza dyskusja przemieniła się w spór dotyczący twórczości Karlaheinza Deschnera. Ja w tym sporze nie mam ochoty dłużej uczestniczyć. Ja uznaję twórczość Deschnera, Ty zaś jesteś tej twórczości przeciwniczką. I tak już zapewne zostanie. Konsensusu nie uzyskamy. Dlatego uważam, że dalsza nasza dyskusja na ten temat nie ma już większego sensu.
Swoją wypowiedź, rozdzieloną z oczywistych względów na cztery posty, umieszczam celowo po Twoim ostatnim poście z dnia 27.07.2008 r. Nie czynię tego dlatego, bym nie wiedział co odpisać na poprzednie Twoje posty, lecz wyłącznie dlatego, iż uważam, że naszą dyskusję najwyższy już czas skończyć.

W każdej ze swych książek Deschner setki, a nawet tysiące razy odwołuje się do literatury źródłowej, na której opiera swoje sądy, co w jego ocenie jest niewątpliwie przestawianiem stosownych dowodów. Literatura źródłowa, do której odnosi się Deschner w każdej ze swych książek, sięga również setek, a nawet tysięcy pozycji. Mnie te fakty wystarczają, nie mam ochoty nic sprawdzać, mnie to nie jest potrzebne. Ja nie zakładam, by Deschner swoich czytelników świadomie okłamywał. Uważam nawet, że jest to absolutnie niemożliwe. Zresztą podczas naszej dyskusji (wcześniej oczywiście też) wielokrotnie już konfrontowałem to, co pisze Deschner, z tym co piszą inni autorzy. Każdorazowo konfrontacje takie dawały wynik pozytywny. Czegóż zatem mam jeszcze szukać?

Ja naprawdę nie zamierzam być adwokatem Deschnera. Nie mam ochoty sprawdzać merytorycznej zawartości tych setek, czy nawet tysięcy odwołań do literatury źródłowej, nie mam ochoty szukać, a następnie czytać tych wszystkich pozycji książkowych, które Deschner wymienia w wykazach literatury. Ty chcesz koniecznie wykazać, że Deschner "fałszuje historię" oraz "zmyśla i ubarwia", ale ja nie chcę być stroną w tej dyskusji.

Przytoczyłem Ci w poprzednich moich wypowiedziach bardzo wiele przykładów z różnych książek, których autorami są: prof. Marcel Simon, Edward Gibbon, prof. Aleksander Krawczuk, prof. Witold Tyloch, J.W. Kowalski czy też prof. J.D. Crossan, a wcześniej również prof. Geza Vermes, prof. Hyam Maccoby, prof. Mircea Eliade, czy w końcu prof. U. Ranke-Heinemann. W omawianych przez nas zagadnieniach piszą oni to samo, co Deschner.
Czy wszyscy wymienieni powyżej twórcy "fałszują historię", czy naprawdę wypisują oni bzdury i głupoty w swoich książkach, czy naprawdę oni wszyscy "zmyślają i ubarwiają" oraz nieustannie oszukują swoich czytelników? Czy Ty naprawdę uważasz, że większość z nich została uhonorowana najwyższymi tytułami naukowymi za "fałszowanie historii", a nie za swoje osiągnięcia naukowe?

Dyskusja nasza dotyczy również tego, co pan Jan Lewandowski napisał w internetowym artykule pt. "Fałszerstwa antyfałszerzy, czyli Karlheinz Deschner w akcji" (i w innych jego artykułach, na które się powołujesz).
Na "problem Lewandowskiego" zwrócił Ci również uwagę p. placownik wypowiedzią z dnia 27.07.2008 r. godz. 16.31 (www.racjonalista.pl/forum.php/s,136786#w147176), pisząc:
"Zgódź się jednak z tym, że opisana przez Andrzeja.51 praktyka, stosowana przez J. Lewandowskiego, kryterium naukowości nie spełnia. Nie zbliża bowiem ani o krok do ustalenia prawdziwości tego konkretnego faktu.",
z czym Ty się zgodziłaś. Po co więc uparcie powołujesz się na jego artykuły. Czemu to ma służyć?

Lewandowski zarzuca Deschnerowi, że ten "cytuje tylko jakieś strzępki zdań, nagminnie nie podając źródła", "nie cofa się przed tendencyjnym i bardzo wybiórczym powoływaniem się na wypowiedzi niektórych historyków starożytnych" a "nawet jeśli Deschner zechce się czasem odwołać do jakiegoś opracowania na poparcie swego wywodu, to są to prawie zawsze dzieła w języku niemieckim".

Przyjrzyjmy się zatem jeszcze raz co pan Jan Lewandowski pisze w swoim artykule pt. "Fałszerstwa antyfałszerzy, czyli Karlheinz Deschner w akcji".
gonzo
>W każdej ze swych książek Deschner setki, a nawet tysiące razy odwołuje się do literatury źródłowej, na której opiera swoje sądy, co w jego ocenie jest niewątpliwie przestawianiem stosownych dowodów. Literatura źródłowa, do której odnosi się Deschner w każdej ze swych książek, sięga również setek, a nawet tysięcy pozycji. Mnie te fakty wystarczają,

To nie są "fakty", tylko jedynie przypisy.

>nie mam ochoty nic sprawdzać, mnie to nie jest potrzebne. Ja nie zakładam, by Deschner swoich czytelników świadomie okłamywał.

Racjonalistyczna wiara w antyklerykalne autorytety jest wprost niezachwiana.

>Uważam nawet, że jest to absolutnie niemożliwe.

Nie ma rzeczy niemożliwych, zwłaszcza dla tych co chcą zarobić.

>Przytoczyłem Ci w poprzednich moich wypowiedziach bardzo wiele przykładów z różnych książek, których autorami są: prof. Marcel Simon, Edward Gibbon, prof. Aleksander Krawczuk, prof. Witold Tyloch, J.W. Kowalski czy też prof. J.D. Crossan, a wcześniej również prof. Geza Vermes, prof. Hyam Maccoby, prof. Mircea Eliade, czy w końcu prof. U. Ranke-Heinemann. W omawianych przez nas zagadnieniach piszą oni to samo, co Deschner.

No i co z tego. To przecież z reguły antyklerykałowie reprezentujący jedną szkołę myślenia. Jak mogą pisać coś innego? Równie dobrze mógłbyś na poparcie wywodów Marksa cytować wywody Lenina.

>Czy wszyscy wymienieni powyżej twórcy "fałszują historię", czy naprawdę wypisują oni bzdury i głupoty w swoich książkach, czy naprawdę oni wszyscy "zmyślają i ubarwiają" oraz nieustannie oszukują swoich czytelników? Czy Ty naprawdę uważasz, że większość z nich została uhonorowana najwyższymi tytułami naukowymi za "fałszowanie historii", a nie za swoje osiągnięcia naukowe?

Ta, jasne, zaczyna się racjonalistyczna tyrada autorytetu. Krawczuk i Tyloch dostawali tytuły naukowe na marksistowskich uczelniach. A co do reszty to pokaż mi dowód na to, że dostali oni tytuły naukowe za popieranie deschnerowskich bajek.
Teresa (2693 punktów)
>Witam Cię Tereso.

Witaj. Już gonzo niewątpliwie bardzo wyczerpująco Ci odpowiedział, ja dodam tylko parę słow.

>Nasza dyskusja przemieniła się w spór dotyczący twórczości Karlaheinza Deschnera. Ja w tym sporze nie mam ochoty dłużej uczestniczyć.

Spór dotyczący twórczości Deschner jest poboczny. Nasza dyskusja zaczęła się od tego, że twierdziłeś, że ateista wie a wierzący wierzy. Jako przykład tej wiedzy ateisty podałeś dziwnych stwierdzeń, w tym, że np.: MT 28:19 jest sfałszowany. Jako "dowód' Podawałeś stosy opinii zamiast faktów, opinie profesorów i o innych profesorach. Zapewne zgodzisz się ze mną, że jest to monumentalny idiotyzm nazywanie czegoś wiedzą, co okazuje się być opinią lub wręcz nieprawda w obliczu faktów.

>W każdej ze swych książek Deschner setki, a nawet tysiące razy odwołuje się do literatury źródłowej, na której opiera swoje sądy, co w jego ocenie jest niewątpliwie przestawianiem stosownych dowodów. Literatura źródłowa, do której odnosi się Deschner w każdej ze swych książek, sięga również setek, a nawet tysięcy pozycji. Mnie te fakty wystarczają, nie mam ochoty nic sprawdzać, mnie to nie jest potrzebne.
>Ja nie zakładam, by Deschner swoich czytelników świadomie okłamywał.

No tak, bo to Ty jesteś "racjonalista" dlatego nie musisz sprawdzać, bo Ty wierzysz.
A gdzie ja napisałam, że Deschner okłamuje czytelników. Sprawdziłam to. Jedyną osobą która w tym wątku pisała o kłamstwach zarzucając je innym byłeś Ty.

Nawet bez sprawdzania owych "setek odwołań" masz przed oczami coś, czego sam nie widzisz!
Być może D. rzeczywiście uważa Kościół za największe zło jak i uważa, że nigdzie nie da się spotkać takiego nagromadzenia zła jak w chrz..
Tylko problem w tym, ze prawie zawsze:
- albo pisze o czymś, co wcale nie jest złem ( no, bo co to zbrodnia, że cesarz niszczył listy biskupów? Co to jest za zbrodnia kryminalna, że biskupi Rzymu nie byli osobiście na nich obecni na synodach?)
- albo dopatruje się zla tam gdzie go nie ma. Np. w "I znowu zapiał Kur", o Atanazym pisze, że nie zależało mu tylko na teologii, ale tez na urzędzie biskupa. Akurat Atanazy jak mało kto dowiódł że zależało mu przede wszystkim na tym pierwszym. A że zależało mu na urzędzie biskupa to tym bardziej się chwali. Upatrywać w tym zła może tylko ktoś, komu władza i pieniądze przesłaniają świat i mierzy innych swoją miarą.
- przypisuje zło bez żadnych odwołań do źródeł, np. Ambroży i podburzanie tłumów i wojsk cesarskich,
- przedstawia opinie (nieuzasadnione), ze np. "religią chrz. jest krzywda innych"
- przedstawia mało prawdopodobne hipotezy [które tacy naiwni ludzie jak nasz Andrzej biorą za "wiedzę"] np., ze apostołowie i ich uczniowie ulegli złudzeniu i na skutek tego złudzenia wierza w coś, czego nie miał na myśli Jezus Chrystus. Oczywiście D. nawet już lepiej od samego Jezusa wie co ten miał na myśli a także od uczniów, którzy go osobiście znali.

Co ciekawe szukałam pewnej zbrodni o której wiem, bo piszą o niej kościelni historycy, ale w I i II Tomie I Znowu zapiał Kur jej nie znalazłam (może źle szukałam ).
Jednakże jestem zdezorientowana, gdyż nie wiem jakie sa kryteria zła i zbrodni kryminalnej u Deschnera.

Z ciekawości zaczęłam czytać "I znowu zapiał Kur ..."
Deschner zaczyna od podważenia historycznego Jezusa Chrystusa, następnie twierdzi, że jeśli nawet Jezus istniał to i tak jego słowa zostały sfałszowane przez jego uczniów, a dalej, daje "dowody" na to, że jeśli nawet Jego słowa nie zostały sfałszowane to i tak je źle zrozumiano. Dalej obala dalsze prawdy wiary, synody, sobory, itp.
Przy czym przez sfałszowanie słów Jezusa rozumie spisanie Nowego Testamentu. Stosując takie kryterium prawie każda książka stanowiąca relację jakichś wydarzeń jest sfałszowana.
Moim zdaniem podając tyle zarzutów sam osłabia moc wcześniejszych zarzutów, no bo jeśli Jezus nie istniał to po pisac, że uczniowie sfałszowali jego słowa (bo jak można sfałszować słowa kogoś kto nie istniał?), należałoby raczej konsekwentnie napisać, że świadomie je spreparowali (a na to już D nie poważy, bo chyba nawet on to nie wierzy)..

>Czy wszyscy wymienieni powyżej twórcy "fałszują historię", czy naprawdę wypisują oni bzdury i głupoty w swoich książkach, czy naprawdę oni wszyscy "zmyślają i ubarwiają" oraz nieustannie oszukują swoich czytelników? Czy Ty naprawdę uważasz, że większość z nich została uhonorowana najwyższymi tytułami naukowymi za "fałszowanie historii", a nie za swoje osiągnięcia naukowe?

Zaiste, jeśli powyżsi autorzy mieli tylko tyle wspólnego z D. ile przytoczyłeś w tych fragmentach, to można odnieść przeciwne wrażenie, że w bardzo niewielu kwestiach zgadzali się z nim zgadzali, bo podawałeś fragmenty albo nie na temat, albo wyrwane z kontekstu, albo nie dotyczące kwestii spornych. A ze pisali oni bzdury, coż..

>Po co więc uparcie powołujesz się na jego artykuły. Czemu to ma służyć?
Artykuł Jana Lewandowskiego nie jest może idealny, ale to nie znaczy, ze zły. Stosując ten standard twórczość D. jest o wiele mniej "naukowa"... a Ty ją jednak się na niego powolujesz. Czemu to ma służyć?
06-08-2008 20:09 
 Ocena 1 na 1
Andrzej.51 (15814 punktów)
Zacznę od sprawy nieszczęsnych listów, które podczas soboru nicejskiego biskupi kierowali do cesarza Konstantyna I Wielkiego.

Pozwolę sobie jeszcze raz przytoczyć, co pisze w tej sprawie Lewandowski w swoim artykule (cytuję):
"Czasem Deschner najzwyczajniej zdaje się zmyślać i ubarwiać, być może w celu podniesienia mizernego w rzeczywistości tempa akcji swych "kryminałów". I tak, w I tomie swej Kryminalnej historii ... pisze (bez odwołania się do czegokolwiek) o listach od biskupów, jakie przychodziły na sobór nicejski do Konstantyna: «Nie otwierając listów, zawierających skargi i zażalenia biskupów, cesarz wrzucił je do ognia» (str. 227). Tymczasem jest to nieprawda. Potwierdzenia takich informacji nie znajdziemy nawet w naukowych opracowaniach laickich, nie pisanych wcale z pozycji katolickiej. Tak na przykład Aleksander Krawczuk w swej książce o Konstantynie Wielkim pisał o tej samej sprawie zgoła odmiennie: podczas soboru "Zasypywano go [Konstantyna - przyp. JL] listami, w których świątobliwi mężowie wzajem oskarżali się o przeróżne występki; Konstantyn nie czynił użytku z tych materiałów, ale też ich nie niszczył" (Aleksander Krawczuk, Konstantyn Wielki, Warszawa 1987, str. 132).

W powyżej przytoczonym, powołanym przez Lewandowskiego fragmencie z książki Krawczuka żadnych odwołań nie ma (ani na końcu zdania dotyczącego listów biskupów, ani na końcu akapitu, ani też nawet na końcu rozdziału), bo po prostu Krawczuk ich nie zamieścił. Ale to Lewandowskiemu już nie przeszkadza. Stosowania odwołań, i to wyłącznie do literatury wydanej w języku polskim, Lewandowski wymaga wyłącznie od Deschnera, braku zaś odwołań u Krawczuka Lewandowski już nie dostrzega, to mu nie przeszkadza.
A przecież - wobec pewnej różnicy w tym, co piszą Deschner i Krawczuk - Lewandowski mógł równie dobrze stwierdzić, że nieprawdą jest to, co napisał Krawczuk. Tego jednak Lewandowski nie uczynił, bo według niego to Deschner "fałszuje historię".

Jan Lewandowski w swoim internetowym artykule o rzekomych fałszerstwach Deschnera odwołał się m.in. do znanego mi skądinąd dzieła historyka Kościoła, apologety chrześcijaństwa Sokratesa Scholastyka (ok. 380 - ok. 450 r.) pt. Historia Kościoła. Ty również w kierowanych do mnie wypowiedziach powołujesz się na tego autora.
Lewandowski z dzieła Sokratesa skorzystał wybiórczo, wyłącznie w przypadku, w którym wydawało mu się, że ten świadczył na jego korzyść (sprawa m.in. soborów, które odbywały się w IV wieku i związku z nimi biskupów Rzymu). W sprawie dotyczącej listów biskupów kierowanych do Konstantyna na nicejskim soborze Lewandowski jednak do Historii Kościoła Sokratesa nie sięga.

Sprawdźmy zatem, co na temat litów kierowanych przez biskupów do cesarza Konstantyna na soborze nicejskim w 325 roku pisze powoływany przez was Sokrates Scholastyk, niewątpliwie pisarz kościelny, w Historii Kościoła, wyd. Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1986. Cytuję fragment z księgi I, rozdział 8 (I, 8) strona 79 (wyróżnienia w tekście moje):

Cytat:
A gdy już zapadła cisza, jak wypadało w takiej chwili, natychmiast zaczął cesarz [Konstantyn - A.51] przemawiać do nich [do biskupów - A.51] ze swego miejsca, nakłaniając i zachęcając ich do jedności i zgody. Jednocześnie im radził, by każdy przebaczył bliźniemu prywatną urazę i przykrość. Niemało bowiem było takich, co wzajemnie się oskarżali, a wielu spośród nich doręczyło poprzedniego dnia cesarzowi skargi na piśmie. Wezwawszy tedy zebranych, by przeszli do spraw, dla których się zgromadzili, rozkazał spalić pisemne skargi, jedno tylko przy tym mówiąc: Chrystus nakazuje, by odpuścił swemu bratu winę ten, kto pragnie sam dostąpić odpuszczenia.

Wymowa tego cytatu jest jednoznaczna. Listy biskupów zostały jednak spalone.
Czy nadal twierdzisz, że Deschner "fałszuje historię", że "zmyśla i ubarwia"? Bo fakty świadczą o tym, że niczego w tej sprawie Deschner ani nie zmyślił, ani tez nie ubarwił, historii również nie sfałszował. A zatem kto tę historię fałszuje? Czy znasz już odpowiedź? Bo ja znam.
I jeszcze jedno pytanie: jak myślisz, czy Jan Lewandowski pisząc swój internetowy artykuł Deschnerze znał ten fragment z książki Sokratesa Scholastyka, czy tez nie znał? Bo ja uważam, że doskonale znał. Przecież na pewno czytał tę książkę. A Ty co o tym sądzisz?
gonzo
>Zacznę od sprawy nieszczęsnych listów, które podczas soboru nicejskiego biskupi kierowali do cesarza Konstantyna I Wielkiego.Pozwolę sobie jeszcze raz przytoczyć, co pisze w tej sprawie Lewandowski w swoim artykule (cytuję):
>"Czasem Deschner najzwyczajniej zdaje się zmyślać i ubarwiać, być może w celu podniesienia mizernego w rzeczywistości tempa akcji swych "kryminałów". I tak, w I tomie swej Kryminalnej historii ... pisze (bez odwołania się do czegokolwiek) o listach od biskupów, jakie przychodziły na sobór nicejski do Konstantyna: «Nie otwierając listów, zawierających skargi i zażalenia biskupów, cesarz wrzucił je do ognia» (str. 227). Tymczasem jest to nieprawda. Potwierdzenia takich informacji nie znajdziemy nawet w naukowych opracowaniach laickich, nie pisanych wcale z pozycji katolickiej. Tak na przykład Aleksander Krawczuk w swej książce o Konstantynie Wielkim pisał o tej samej sprawie zgoła odmiennie: podczas soboru "Zasypywano go [Konstantyna - przyp. JL] listami, w których świątobliwi mężowie wzajem oskarżali się o przeróżne występki; Konstantyn nie czynił użytku z tych materiałów, ale też ich nie niszczył" (Aleksander Krawczuk, Konstantyn Wielki, Warszawa 1987, str. 132).

>Jan Lewandowski w swoim internetowym artykule o rzekomych fałszerstwach Deschnera odwołał się m.in. do znanego mi skądinąd dzieła historyka Kościoła, apologety chrześcijaństwa Sokratesa Scholastyka (ok. 380 - ok. 450 r.) pt. Historia Kościoła. Ty również w kierowanych do mnie wypowiedziach powołujesz się na tego autora.
>Lewandowski z dzieła Sokratesa skorzystał wybiórczo, wyłącznie w przypadku, w którym wydawało mu się, że ten świadczył na jego korzyść (sprawa m.in. soborów, które odbywały się w IV wieku i związku z nimi biskupów Rzymu). W sprawie dotyczącej listów biskupów kierowanych do Konstantyna na nicejskim soborze Lewandowski jednak do Historii Kościoła Sokratesa nie sięga.
>Sprawdźmy zatem, co na temat litów kierowanych przez biskupów do cesarza Konstantyna na soborze nicejskim w 325 roku pisze powoływany przez was Sokrates Scholastyk, niewątpliwie pisarz kościelny, w Historii Kościoła, wyd. Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1986. Cytuję fragment z księgi I, rozdział 8 (I, 8) strona 79 (wyróżnienia w tekście moje):
> Cytat:
A gdy już zapadła cisza, jak wypadało w takiej chwili, natychmiast zaczął cesarz [Konstantyn - A.51] przemawiać do nich [do biskupów - A.51] ze swego miejsca, nakłaniając i zachęcając ich do jedności i zgody. Jednocześnie im radził, by każdy przebaczył bliźniemu prywatną urazę i przykrość. Niemało bowiem było takich, co wzajemnie się oskarżali, a wielu spośród nich doręczyło poprzedniego dnia cesarzowi skargi na piśmie. Wezwawszy tedy zebranych, by przeszli do spraw, dla których się zgromadzili, rozkazał spalić pisemne skargi, jedno tylko przy tym mówiąc: Chrystus nakazuje, by odpuścił swemu bratu winę ten, kto pragnie sam dostąpić odpuszczenia.

>Wymowa tego cytatu jest jednoznaczna. Listy biskupów zostały jednak spalone.

Gdzie tam jest napisane, że zostały spalone? To już sobie dopowiedziałeś. Poza tym ani Deschner ani komentowany art nie powoływali się w tej sprawie na Sokratesa Scholastyka. Jaki jest więc sens cytować go w tej sprawie? Poza tym czemu cytujesz tu jako rozstrzygnięcie autora, którego sam wiarygodność podważasz niżej? Jest to po prostu niekonsekwencja.
Teresa (2693 punktów)
>(...) I jeszcze jedno pytanie: jak myślisz, czy Jan Lewandowski pisząc swój internetowy artykuł Deschnerze znał ten fragment z książki Sokratesa Scholastyka, czy tez nie znał? Bo ja uważam, że doskonale znał. Przecież na pewno czytał tę książkę. A Ty co o tym sądzisz?

Nawet gdyby ! To w końcu cesarz [sam] wrzucił listy do ognia czy też rozkazał je spalić? Wg mnie Deschner ewidentnie ubarwia.
W kwesti samego zniszczenia listów wyglądałoby na to, że to Deschner ma racje a nie prof. Krawczuk.
Och, że tez Jan Lewandowski musiał akurat powołać się na prof. Krawczuka, tymczasem prof. Krawczuk może jest jeszcze gorszy od dr. Deschnera.
06-08-2008 20:12 
 Ocena 1 na 1
Andrzej.51 (15814 punktów)
Druga sprawa (i ostatnia poruszona przeze mnie) dotyczy stanowiska Lewandowskiego odnośnie roli, jaką biskupi Rzymu odgrywali na synodach i soborach, które odbywały się w IV wieku.

Pozwolę sobie przytoczyć stosowny fragment z artykułu Lewandowskiego, w którym czyni on zarzuty Deschnerowi (cytuję):

"Czasem wybiórczość Deschnera idzie nawet tak daleko, że prezentuje on poglądy danego pisarza kościelnego w taki sposób, że ich prezentacja sugeruje odwrotne poglądy niż te, które tenże pisarz w rzeczywistości reprezentował w swych pismach. Znów odwołam się do przykładu Sokratesa Scholastyka. Taka skandaliczna sytuacja występuje bowiem właśnie w przypadku tego właśnie historyka kościelnego (nadmieńmy, że nie tylko), którego Deschner cytuje w I tomie swej Kryminalnej historii... na stronie 227. Deschner pisze tam, że jeszcze w IV wieku biskupi Rzymu "nie odgrywali żadnej istotnej roli na synodach". Sprawa dyskusyjna, jednakże Deschner aby poprzeć ten wniosek, ucieka się do ewidentnie nieuczciwej sztuczki, cytując wspomnianego Sokratesa, który mówił o inicjatywie cesarzy jako o przyczynie zwoływania soborów. Deschner nie mógł już gorzej trafić z tym wyborem, bowiem sam rzeczony Sokrates pisał o czymś zupełnie odwrotnym, niż Deschner proponuje w tym punkcie. Mianowicie, Sokrates, powołując się na Juliusza, pisał, że sobory były nieważne bez udziału biskupów Rzymu. W jego starożytnej Historii Kościoła czytamy, że "prawo kanoniczne wyraźnie zabrania Kościołom podejmować uchwały bez zgody ze strony biskupa Rzymu" (Sokrates Scholastyk, Historia Kościoła, II, 17). Jak widzimy, historyk, na jakiego powołuje się Deschner, wcale nie świadczy zgodnie z zamierzeniem Deschnera za tym, że biskupi Rzymu nie mieli nic do powiedzenia na synodach, ale świadczy za czymś wręcz odwrotnym, mianowicie, że bez głosu owych biskupów owe synody nie były ważne."

Aby móc dokładnie ocenić zarzuty, jakimi Lewandowski obciążył Deschnera, należy przytoczyć całe zdanie z książki Sokratesa Scholastyka pt. Historia Kościoła, gdyż Lewandowski - jak zapewne zauważyłaś - przytoczył tylko jego część.
Oto zatem całe zdanie z książki Sokratesa (cytuję z II, 17 strona 178) - część tego zdania przytoczoną przez Lewandowskiego (powyżej w cytacie) podam kursywą (podkreślenie w cytacie moje):

Cytat:
Sprzeczne zatem otrzymując listy Juliusz napisał do zebranych w Antiochii nie szczędząc im wyrzutów, w pierwszym rzędzie za obraźliwą formę listu, jaki mu wysłali, następnie za to, że naruszyli obowiązujące kanony, ponieważ nie zaprosili go na synod, mimo że prawo kanoniczne wyraźnie zabrania Kościołom podejmować uchwały bez zgody ze strony biskupa Rzymu; wreszcie, że działając potajemnie, przekręcają sens formuły wyznania wiary.

Dla jasności wyjaśnię tylko, że chodzi tu: po pierwsze o Juliusza I, który biskupem Rzymu był w latach 337 - 352, po drugie o synod, który odbył się w Antiochii w roku 341 (na który - według Sokratesa Scholastyka - biskup Rzymu nie został nawet zaproszony), oraz po trzecie o list, który biskupi biorący udział w synodzie antiochijskim wysłali rzymskiemu biskupowi Juliuszowi I, a którego treść rzeczywiście nie była dla niego przyjemna (Sokrates Scholastyk: Historia Kościoła, II, 15, str. 174).

Z tego fragmentu zdania, który przytoczył w swoim artykule Lewandowski (podanego przeze mnie kursywą), rzeczywiście wynika, że zgodnie z ponoć obowiązującym wówczas prawem kanonicznym zabronione było podejmowanie uchwał bez zgody biskupa Rzymu (zatem obecność rzymskiego biskupa na synodzie, bądź soborze, jest o tyle konieczna, o ile niezbędne jest podjęcie jakiejś uchwały). I nic więcej z tego fragmentu zdania nie wynika. Dlatego taki okrojony kawałek zdania był dla Lewandowskiego korzystny.
Jak widać całe zdanie z książki Sokratesa Scholastyka mówi już znacznie więcej, a na dodatek w sposób zdecydowany na niekorzyść J. Lewandowskiego. Z całego bowiem zdania wynika, że synod w Antiochii odbył się (w 341 r.) pomimo, że biskup Rzymu nie był na nim obecny, gdyż nie został nań zaproszony. Z całego zdania nie wynika bynajmniej, by synod antiochijski był nieważny z uwagi na nieobecność na nim rzymskiego biskupa. Niewątpliwie trudno było Juliuszowi I odgrywać jakąkolwiek rolę na antiochijskim synodzie (nie mówiąc o roli istotnej), na którym nie był w ogóle obecny.
Cytując wyrwany z całości fragment zdania z książki Sokratesa Scholastyka Lewandowski wypacza zatem to, co rzeczywiście stanowi istotę przekazu autora książki.
gonzo
>Druga sprawa (i ostatnia poruszona przeze mnie) dotyczy stanowiska Lewandowskiego odnośnie roli, jaką biskupi Rzymu odgrywali na synodach i soborach, które odbywały się w IV wieku.Pozwolę sobie przytoczyć stosowny fragment z artykułu Lewandowskiego, w którym czyni on zarzuty Deschnerowi (cytuję):
>"Czasem wybiórczość Deschnera idzie nawet tak daleko, że prezentuje on poglądy danego pisarza kościelnego w taki sposób, że ich prezentacja sugeruje odwrotne poglądy niż te, które tenże pisarz w rzeczywistości reprezentował w swych pismach. Znów odwołam się do przykładu Sokratesa Scholastyka. Taka skandaliczna sytuacja występuje bowiem właśnie w przypadku tego właśnie historyka kościelnego (nadmieńmy, że nie tylko), którego Deschner cytuje w I tomie swej Kryminalnej historii... na stronie 227. Deschner pisze tam, że jeszcze w IV wieku biskupi Rzymu "nie odgrywali żadnej istotnej roli na synodach". Sprawa dyskusyjna, jednakże Deschner aby poprzeć ten wniosek, ucieka się do ewidentnie nieuczciwej sztuczki, cytując wspomnianego Sokratesa, który mówił o inicjatywie cesarzy jako o przyczynie zwoływania soborów. Deschner nie mógł już gorzej trafić z tym wyborem, bowiem sam rzeczony Sokrates pisał o czymś zupełnie odwrotnym, niż Deschner proponuje w tym punkcie. Mianowicie, Sokrates, powołując się na Juliusza, pisał, że sobory były nieważne bez udziału biskupów Rzymu. W jego starożytnej Historii Kościoła czytamy, że "prawo kanoniczne wyraźnie zabrania Kościołom podejmować uchwały bez zgody ze strony biskupa Rzymu" (Sokrates Scholastyk, Historia Kościoła, II, 17). Jak widzimy, historyk, na jakiego powołuje się Deschner, wcale nie świadczy zgodnie z zamierzeniem Deschnera za tym, że biskupi Rzymu nie mieli nic do powiedzenia na synodach, ale świadczy za czymś wręcz odwrotnym, mianowicie, że bez głosu owych biskupów owe synody nie były ważne."
>Aby móc dokładnie ocenić zarzuty, jakimi Lewandowski obciążył Deschnera, należy przytoczyć całe zdanie z książki Sokratesa Scholastyka pt. Historia Kościoła, gdyż Lewandowski - jak zapewne zauważyłaś - przytoczył tylko jego część.
>Oto zatem całe zdanie z książki Sokratesa (cytuję z II, 17 strona 178) - część tego zdania przytoczoną przez Lewandowskiego (powyżej w cytacie) podam kursywą (podkreślenie w cytacie moje):
> Cytat:
Sprzeczne zatem otrzymując listy Juliusz napisał do zebranych w Antiochii nie szczędząc im wyrzutów, w pierwszym rzędzie za obraźliwą formę listu, jaki mu wysłali, następnie za to, że naruszyli obowiązujące kanony, ponieważ nie zaprosili go na synod, mimo że prawo kanoniczne wyraźnie zabrania Kościołom podejmować uchwały bez zgody ze strony biskupa Rzymu; wreszcie, że działając potajemnie, przekręcają sens formuły wyznania wiary.

>Dla jasności wyjaśnię tylko, że chodzi tu: po pierwsze o Juliusza I, który biskupem Rzymu był w latach 337 - 352, po drugie o synod, który odbył się w Antiochii w roku 341 (na który - według Sokratesa Scholastyka - biskup Rzymu nie został nawet zaproszony), oraz po trzecie o list, który biskupi biorący udział w synodzie antiochijskim wysłali rzymskiemu biskupowi Juliuszowi I, a którego treść rzeczywiście nie była dla niego przyjemna (Sokrates Scholastyk: Historia Kościoła, II, 15, str. 174).
>Z tego fragmentu zdania, który przytoczył w swoim artykule Lewandowski (podanego przeze mnie kursywą), rzeczywiście wynika, że zgodnie z ponoć obowiązującym wówczas prawem kanonicznym zabronione było podejmowanie uchwał bez zgody biskupa Rzymu (zatem obecność rzymskiego biskupa na synodzie, bądź soborze, jest o tyle konieczna, o ile niezbędne jest podjęcie jakiejś uchwały). I nic więcej z tego fragmentu zdania nie wynika. Dlatego taki okrojony kawałek zdania był dla Lewandowskiego korzystny.
>Jak widać całe zdanie z książki Sokratesa Scholastyka mówi już znacznie więcej, a na dodatek w sposób zdecydowany na niekorzyść J. Lewandowskiego. Z całego bowiem zdania wynika, że synod w Antiochii odbył się (w 341 r.) pomimo, że biskup Rzymu nie był na nim obecny, gdyż nie został nań zaproszony.

No ale co tu jest na niekorzyść Lewandowskiego? Synod w Antiochii odbył się, owszem, tylko co z tego, gdyby była to czarna msza to też mogłaby się odbyć, tylko co z tego. Z samego faktu odbycia się nie wynika ani ważność dla Kościoła, ani nieważność. Mowa tu natomiast o tym co było ważne z punktu widzenia tamtego prawa kanonicznego. Z tego punktu widzenia był nieważny bez aprobaty (niekoniecznie obecności) biskupa Rzymu.

>Z całego zdania nie wynika bynajmniej, by synod antiochijski był nieważny z uwagi na nieobecność na nim rzymskiego biskupa.

Jak się czyta to po racjonalistycznemu, to wszystko z tego nie wynika.

>Cytując wyrwany z całości fragment zdania z książki Sokratesa Scholastyka Lewandowski wypacza zatem to, co rzeczywiście stanowi istotę przekazu autora książki.

Jak na razie to ty wypaczasz zarówno to co pisze Lewandowski jak i to co pisze Sokrates.
Teresa (2693 punktów)
>W powołanym przypisie numer 25 stwierdza się - cytuję ze stron 162 i 163 (podkreślenie moje):

>Cytat:
>>25 Nie istniał wówczas żaden kanon tej treści. [...] W odniesieniu do synodów kanon taki został sformułowany >>trzy lata później w Sardyce (zob. II 20); Wschód jednak nigdy go nie uznał.

>No i wszystko jest już jasne. W czasie synodu w Antiochii, który odbył się w 341 roku, nie istniał żaden kanon "wyraźnie zabraniający Kościołom podejmować uchwały bez zgody ze strony biskupa Rzymu".

Nawet gdyby! To już trzy lata później taki kanon istniał! A wg Deschnera biskupu Rzymu nie ogrywali żadnej istotnej roli na synodach w IV wieku!
Jak mogli nie odgrywać roli skoro stworzyli prawo zgodnie z którym bez ich zgody nie można było podejmować uchwał?? Sam dowiodłeś, że Deschner mija się z prawdą.
Żeby "uratować" Deschnera i pogrążyć Lewandowskiego próbujesz dosłownie interpretować słowa, ale nawet taka dosłowna interpretacja mija się z prawdą, bo biskupi Rzymu również brali osobisty udział w niektórych synodach (poczytaj dostepne materiały w sieci) które odbyły się w IV wieku jak i sami je zwoływal, a więc stwierdzenie ze nie odgrywali oni żadnej istotnej roli jest zafalszowywaniem historii.
18-08-2008 22:09 
 Ocena 1 na 1
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

   Teresa, gonzo:

   A gdybyście tak, zamiast młócić słomę, spróbowali podążyć śladem choć jednego argumentu Deschnera - naprawdę od początku do końca?
.
gonzo
>>W powołanym przypisie numer 25 stwierdza się - cytuję ze stron 162 i 163 (podkreślenie moje):
>>Cytat:
>>>25 Nie istniał wówczas żaden kanon tej treści. [...] W odniesieniu do synodów kanon taki został sformułowany >>trzy lata później w Sardyce (zob. II 20); Wschód jednak nigdy go nie uznał.
>>No i wszystko jest już jasne. W czasie synodu w Antiochii, który odbył się w 341 roku, nie istniał żaden kanon "wyraźnie zabraniający Kościołom podejmować uchwały bez zgody ze strony biskupa Rzymu".
>Nawet gdyby! To już trzy lata później taki kanon istniał! A wg Deschnera biskupu Rzymu nie ogrywali żadnej istotnej roli na synodach w IV wieku!
>Jak mogli nie odgrywać roli skoro stworzyli prawo zgodnie z którym bez ich zgody nie można było podejmować uchwał?? Sam dowiodłeś, że Deschner mija się z prawdą.

Tak w ogóle to Deschner pisze dużo więcej głupot i nieprawd w temacie historii prymatu biskupów Rzymu, co zostało specjalnym tekstem dogłębnie rozebrane tutaj

apologetyka.katolik.net.pl/content/view/665/56/

Natomiast co do tego kanonu z Sardyki, tyczącego się obecności biskupów Rzymu na synodach, to warto jeszcze dodać, że powyżej cytowany przez Andrzeja51 przypis nr 25 z "Historii Kościoła" Sokratesa podaje nieprawdę, gdy stwierdza, że "Wschód jednak nigdy go nie uznał". Z czasem bowiem Wschód uznał kanony synodu w Sardyce za ważne, gdy przyjął je na tzw. Soborze Piąto-Szóstym in Trullo w Konstantynopolu w 692 roku, co przyznał nawet teolog prawosławny O. Clement (O. Clement, Rzym inaczej , Warszawa 1999, s. 25). Miało to oddźwięk w praktyce i później, gdy bizantyńczycy, mając na względzie właśnie postanowienia synodu w Sardyce, uznali prawo do interwencji legatów papieża Mikołaja I w 859 roku (tamże, s. 29).
06-08-2008 20:16 
 Ocena 1 na 1
Andrzej.51 (15814 punktów)
O nieobecności rzymskiego biskupa Juliusza I na synodzie antiochijskim w 341 r. i o informacji na ten temat w Historii Kościoła Sokratesa Scholastyka napisałem w poprzednim poście, odwołując się do fragmentów z: II, 17 strona 178 oraz II, 15, strona 174.
O synodzie tym Sokrates pisze jeszcze w księdze II, rozdział 8 (II, 8) na stronie 162. Cytuję (podkreślenie moje):

Cytat:
Urządza tedy [Euzebiusz z Nikomedii - A.51] synod w Antiochii Syryjskiej pod pretekstem poświęcenia kościoła, którego budowę rozpoczął jeszcze ojciec Augustów, [...] Ale nie uczestniczył w nim także i Juliusz, biskup odwiecznego Rzymu, a co więcej - nie wysłał nawet żadnej reprezentacji w swoim zastępstwie; a przecież według obowiązującego kanonu kościelnego 25 bez zgody biskupa rzymskiego poszczególne Kościoły nie mogą ustalać nowych kanonów.

W powołanym przypisie numer 25 stwierdza się - cytuję ze stron 162 i 163 (podkreślenie moje):

Cytat:
25 Nie istniał wówczas żaden kanon tej treści. [...] W odniesieniu do synodów kanon taki został sformułowany trzy lata później w Sardyce (zob. II 20); Wschód jednak nigdy go nie uznał.

No i wszystko jest już jasne. W czasie synodu w Antiochii, który odbył się w 341 roku, nie istniał żaden kanon "wyraźnie zabraniający Kościołom podejmować uchwały bez zgody ze strony biskupa Rzymu". Jan Lewandowski w celu udowodnienia Deschnerowi, iż ten "fałszuje historię", korzysta z literatury w sposób tendencyjny, wyrywa z kontekstu już nawet nie zdanie, ale strzępek zdania, byle tylko udowodnić coś, co w faktach potwierdzenia nie posiada. Należy jeszcze ponownie zwrócić uwagę na fakt, iż Sokrates pisze, że prawo kanoniczne zabrania Kościołom podejmować uchwały bez zgody biskupów Rzymu (ustalać bez ich zgody nowych kanonów), nie pisze zaś - co przypisuje mu Lewandowski - że sobory były nieważne bez udziału na nich rzymskich biskupów.

Przytoczę jeszcze jeden cytat z książki Historia Kościoła Sokratesa Scholastyka dotyczący synodu nicejskiego z 325 r. - cytuję z księgi I, rozdział 8 (I, 8) strona 77 w 325 r. (podkreślenie moje):

Cytat:
1) Ze względu na podeszły wiek nie stawił się biskup stolicy cesarstwa, ale w jego imieniu występowali obecni na soborze podlegli mu prezbiterowie.

Cytat ten potwierdza zatem, że biskup Rzymu nie był obecny na soborze nicejskim, a jako nieobecny żadnej roli na nim nie odegrał. Analogiczne informacje na temat nieobecności na nicejskim soborze chorego biskupa Rzymu podaje również Deschner w I znowu zapiał kur, tom 2, strona 37, z czego wynika, iż pisząc to Deschner nie sfałszował historii.

Również sobór konstantynopolitański obradował w 381 r. bez biskupa Rzymu Damazego I, pomimo że od 344 r. obowiązywał już zakaz zabraniający Kościołom podejmowania uchwał bez zgody biskupa Rzymu. Sokrates Scholastyk w Historii Kościoła ani nie pisze, że Sylwestra na soborze w Konstantynopolu nie było, ani też nie pisze, że był. Sobór ten przeszedł do historii chrześcijaństwa m.in. z uwagi na uchwalone "nicejsko-konstantynopolitańske wyznanie wiary" (kwestie Trójcy Świętej i Ducha Świętego) oraz kanony (m.in. sprawa biskupstwa w Konstantynopolu, czy też zatwierdzenie formuły nicejskiej).
A przecież według tego, co pisze Jan Lewandowski, sobór ten powinien być nieważny, bo odbył się bez udziału biskupa Rzymu. No to niech pan Lewandowski unieważni teraz ten sobór.

Na koniec przypomnę jeszcze, że w moich trzech wypowiedziach z dnia 16.07.2008 r. (www.racjonalista.pl/forum.php/s,136786#w145496, www.racjonalista.pl/forum.php/s,136786#w145497, www.racjonalista.pl/forum.php/s,136786#w145498) podałem kilka cytatów z książek Aleksandra Krawczuka (Konstantyn Wielki), J.W. Kowalskiego (Chrześcijaństwo) i Marcela Simona (Cywilizacja wczesnego chrześcijaństwa, I-IV w.), z których wynika m.in. że:
1) na synodzie w Arelate w 314 r. nie był obecny rzymski biskup Sylwester I (Krawczuk);
2) tenże Sylwester I nie był również obecny na bardzo ważnym soborze w Nicei w 325 r., gdyż wymówił się podeszłym wiekiem (Krawczuk, Kowalski, Simon - również Sokrates Scholasyk);
3) Na równie ważnym soborze w Konstantynopolu w 381 r. nie był obecny biskup rzymski Damazy I, gdyż nie został nań nawet zaproszony (Kowalski).

Zatem urzędujący podówczas biskupi Rzymu nie byli obecni na co najmniej dwóch soborach (Nicea i Konstantynopol) i dwóch synodach (Arelate i Antiochia). O nieobecności papieży w Nicei i Antiochii jednoznacznie pisze Sokrates Scholastyk.
O nieobecności biskupa rzymskiego Damazego I na soborze w Konstantynopolu w 381 r. można przeczytać w Internecie na stronach chrześcijańskich (katolickich):
www.effatha.org.pl/apologetyka/skonst-otrojcy.htm oraz www.aposto(*)złotego-wieku-partystyki.

Jan Lewandowski sobie potrafi niewątpliwie udowodnić wszystko. Ale czy to, co on pisze, ma jakąkolwiek wartość poznawczą? Ja na jego "twórczość" spuszczam zasłonę milczenia. A jaki jest Twój stosunek do omawianego artykułu Lewandowskiego?

I to wszystko.
Serdecznie Cię pozdrawiam.
gonzo
>O nieobecności rzymskiego biskupa Juliusza I na synodzie antiochijskim w 341 r. i o informacji na ten temat w Historii Kościoła Sokratesa Scholastyka napisałem w poprzednim poście, odwołując się do fragmentów z: II, 17 strona 178 oraz II, 15, strona 174.
>O synodzie tym Sokrates pisze jeszcze w księdze II, rozdział 8 (II, 8) na stronie 162. Cytuję (podkreślenie moje):
> Cytat:
Urządza tedy [Euzebiusz z Nikomedii - A.51] synod w Antiochii Syryjskiej pod pretekstem poświęcenia kościoła, którego budowę rozpoczął jeszcze ojciec Augustów, [...] Ale nie uczestniczył w nim także i Juliusz, biskup odwiecznego Rzymu, a co więcej - nie wysłał nawet żadnej reprezentacji w swoim zastępstwie; a przecież według obowiązującego kanonu kościelnego 25 bez zgody biskupa rzymskiego poszczególne Kościoły nie mogą ustalać nowych kanonów.

>W powołanym przypisie numer 25 stwierdza się - cytuję ze stron 162 i 163 (podkreślenie moje):
> Cytat:
25 Nie istniał wówczas żaden kanon tej treści. [...] W odniesieniu do synodów kanon taki został sformułowany trzy lata później w Sardyce (zob. II 20); Wschód jednak nigdy go nie uznał.

>No i wszystko jest już jasne. W czasie synodu w Antiochii, który odbył się w 341 roku, nie istniał żaden kanon "wyraźnie zabraniający Kościołom podejmować uchwały bez zgody ze strony biskupa Rzymu". Jan Lewandowski w celu udowodnienia Deschnerowi, iż ten "fałszuje historię", korzysta z literatury w sposób tendencyjny, wyrywa z kontekstu już nawet nie zdanie, ale strzępek zdania, byle tylko udowodnić coś, co w faktach potwierdzenia nie posiada.

Powoli, spokojnie. Po pierwsze, skąd pyszałkowaty autor przypisu 25 wie, że "Nie istniał wówczas żaden kanon tej treści"? Dziwna pewność, zwłaszcza wziąwszy pod uwagę to, że większość akt synodów z tamtego czasu zaginęła. Zamiast spekulantom z XX wieku opierającym się na wybrakowanych źródłach lepiej chyba ufać w tej sprawie żyjącym wtedy Juliuszowi i Sokratesowi, który o dziwo nie neguje poglądu Juliusza w tej sprawie, co raczej by nastąpiło, gdyby tak rzeczywiście było. Po drugie, skąd autor przypisu nr 25 wie, że Sokratesowi i Juliuszowi chodzi tu akurat o kanony z Sardyki? Znów brak dowodów na takie spekulacje. Po trzecie, ani Deschner, ani Lewandowski nie dyskutują/powołują się tu na opinie autorów przypisów, tylko na nie mniej ni więcej niż to co pisze w tej sprawie Sokrates.

Należy jeszcze ponownie zwrócić uwagę na fakt, iż Sokrates pisze, że prawo kanoniczne zabrania Kościołom podejmować uchwały bez zgody biskupów Rzymu (ustalać bez ich zgody nowych kanonów), nie pisze zaś - co przypisuje mu Lewandowski - że sobory były nieważne bez udziału na nich rzymskich biskupów.

Udział można zrozumieć w sensie zgody i udzielenia swego głosu w tej sprawie, jak pisze: "bez głosu owych biskupów owe synody nie były ważne". Nie ma tu żadnej manipulacji. Wyolbrzymiasz i tyle.

>Przytoczę jeszcze jeden cytat z książki Historia Kościoła Sokratesa Scholastyka dotyczący synodu nicejskiego z 325 r. - cytuję z księgi I, rozdział 8 (I, 8) strona 77 w 325 r. (podkreślenie moje):
> Cytat:
1) Ze względu na podeszły wiek nie stawił się biskup stolicy cesarstwa, ale w jego imieniu występowali obecni na soborze podlegli mu prezbiterowie.

>Cytat ten potwierdza zatem, że biskup Rzymu nie był obecny na soborze nicejskim, a jako nieobecny żadnej roli na nim nie odegrał.

Zaprzeczasz temu co sam twierdziłeś przed chwilą. Nie musiał być obecny aby odegrać na nim rolę. Wystarczy, że w jakiś sposób miał w nim swój udział (na przykład przez delegatów).

>Analogiczne informacje na temat nieobecności na nicejskim soborze chorego biskupa Rzymu podaje również Deschner w I znowu zapiał kur, tom 2, strona 37, z czego wynika, iż pisząc to Deschner nie sfałszował historii.

Sfałszował, gdyż przypisał Sokratesowi pogląd jakiemu on wyraźnie przeczył.

>Również sobór konstantynopolitański obradował w 381 r. bez biskupa Rzymu Damazego I, pomimo że od 344 r. obowiązywał już zakaz zabraniający Kościołom podejmowania uchwał bez zgody biskupa Rzymu.

Właśnie. Biskup Rzymu nie musiał tam być osobiście, wystarczyła jego zgoda lub zdanie wyrażane przez legatów.

>Sokrates Scholastyk w Historii Kościoła ani nie pisze, że Sylwestra na soborze w Konstantynopolu nie było, ani też nie pisze, że był.

Ha ha. Ale truizmy. O Myszce Miki też nie pisze, że tam była, lub nie była, zatem była tam, czy nie była?

>Sobór ten przeszedł do historii chrześcijaństwa m.in. z uwagi na uchwalone "nicejsko-konstantynopolitańske wyznanie wiary" (kwestie Trójcy Świętej i Ducha Świętego) oraz kanony (m.in. sprawa biskupstwa w Konstantynopolu, czy też zatwierdzenie formuły nicejskiej).
>A przecież według tego, co pisze Jan Lewandowski, sobór ten powinien być nieważny, bo odbył się bez udziału biskupa Rzymu. No to niech pan Lewandowski unieważni teraz ten sobór.

Nie rozumiesz tekstu z jakim polemizujesz, prostych słów w nim zawartych, albo po prostu celowo nim manipulujesz. "Udział" nie implikuje obecności bezpośredniej gdzieś. Wystarczy, że biskup Rzymu wysłał swych legatów. Lewandowski nie pisze nic o tym, że biskup Rzymu miał być obecny bezpośrednio na soborze.

>Zatem urzędujący podówczas biskupi Rzymu nie byli obecni na co najmniej dwóch soborach (Nicea i Konstantynopol) i dwóch synodach (Arelate i Antiochia). O nieobecności papieży w Nicei i Antiochii jednoznacznie pisze Sokrates Scholastyk.
O nieobecności biskupa rzymskiego Damazego I na soborze w Konstantynopolu w 381 r. można przeczytać w Internecie na stronach chrześcijańskich (katolickich):

Znów ta "obecność" bezpośrednia, przy któeej nikt się nie upiera - odsyłam do tego co pisałem wyżej.
15-06-2008 22:20 
 Ocena 1 na 1
Andrzej.51 (15814 punktów)
>W związku z tym należy być raczej sceptycznym co do poglądow D. i nie wierzyć na słowo tylko wszystko samemu sprawdzać czy to co napisał jest (może być) prawdą, a ja wybacz nie mam tyle czasu.
>Poza tym to Ty coś twierdzisz i na Tobie spoczywa obowiązek dowodzenia.

To jest niepoważne, co Ty piszesz. Ty wymagasz ode mnie (a tym samym zapewne od każdego, kto czyta książki, nazwijmy je naukowe), bym sprawdzał wszystko to, co autor w swojej książce napisał. A jakież ja, bądź inny czytelnik (np. Ty), mam możliwości sprawdzenia tego, co napisał np. Deschner w swoim dwutomowym dziele pt. I znowu zapiał kur? Ja nie mam, i nie mam ochoty mieć, setek pozycji źródłowych, z których korzystał Deschner przy pisaniu tej książki. To nie do mnie należy udowodnienie "prawdziwości" tego, co jest w książkach Deschnera, bo to winien czynić autor. I Deschner to czyni, o czym poniżej.
By Ci udowodnić absurdalność tego, co piszesz, podam kilka liczb dotyczących wyłącznie pierwszego tomu książki Deschnera pt. Kryminalna historia chrześcijaństwa:
1) W książce znajduje się około 1000 (słownie: jeden tysiąc) odwołań w tekście do pozycji źródłowych. W niektórych pozycjach przypisów autor podaje nawet kilkanaście pozycji źródłowych. Dla porządku dodam, że przypisy na końcu I tomu zajmują aż 56 stron. I ja mam to wszystko sprawdzać? Zastanów się, czy Twoja sugestia jest poważna.
2) Literatura do pierwszego tomu tej książki zawiera około 1500 pozycji (do tej bogatej literatury odwołuje się Deschner w przypisach, to są jego dowody). Ja mam to wszystko przeczytać? Ja mam na to poświęcić kilka, bądź nawet kilkanaście lat. Przecież to absurd!

Dla porządku dodam, że w obu tomach I znowu zapiał kur jest około 4100 przypisów i zajmują one 88 stron książki, zaś literatura obejmuje około 1000 pozycji.
Przytaczam te liczby wyłącznie dlatego, że Lewandowski w swym artykule twierdzi, iż Deschner nie dowodzi tego, co pisze.

Jeśli jednak zalecasz mi (a właściwie wymagasz tego ode mnie), bym sprawdzał wszystko to, co pisze Deschner, to powinnaś bezwzględnie wymagać tego również od siebie. Powinnaś więc przed powołaniem się na artykuły Lewandowskiego sprawdzić to, co autor w nich napisał. Ty jednak od razu zastrzegasz, że czasu na to nie masz.
Mimo tych Twoich absurdalnych żądań uważam, że i tak mam szczęście. Nie wymagasz bowiem ode mnie bym udowodnił, że nie ma Boga. A z takimi kuriozalnymi żądaniami wystąpiło na tym forum wielu już katolików.
Jeśli Lewandowski wytyka błędy Deschnerowi, to niech się z nim spotka i z nim na ten temat dyskutuje. Coś mi się wydaje, że ja już znam wynik tej konfrontacji.

Skoro nie masz czasu sprawdzić tego, co napisał Lewandowski, to dlaczego piszesz, że Deschner "fałszuje historię". Powinnaś (sparafrazuję Twoje słowa) "nie wierzyć na słowo, tylko sprawdzić, czy to co napisał Lewandowski jest (może być) prawdą, a ja wybacz nie mam tyle czasu".
Ja swoje wypowiedzi opieram na twórczości biblistów i historyków chrześcijaństwa. Podaję, z jakich źródeł korzystam, przedstawiam zatem dowody swoich stwierdzeń. Te dowody to opasłe tomy dotyczące chrześcijaństwa, które zostały napisane przez uznanych w całym świecie biblistów i historyków chrześcijaństwa. Ty przedstawiłaś na poparcie swoich poglądów dwa artykuły internetowe Jana Lewandowskiego.
Teresa (2693 punktów)
>tysiąc) odwołań w tekście do pozycji źródłowych. W niektórych pozycjach przypisów autor podaje nawet kilkanaście pozycji źródłowych. Dla porządku dodam, że przypisy na końcu I tomu zajmują aż 56 stron. I ja mam to wszystko sprawdzać? Zastanów się, czy Twoja sugestia jest poważna.

Nie, w ostatniej odpowiedzi prosiłam Cię tylko o dowód jednej rzeczy, żebyś uzasadnił dlaczego uważasz za dr Deschnerem i innymi, że słowa Mt 28, 19 są sfałszowane. NIe tracę nadziei, że tak się stanie
16-07-2008 20:52 
 Ocena 1 na 1
Andrzej.51 (15814 punktów)
>Nie, w ostatniej odpowiedzi prosiłam Cię tylko o dowód jednej rzeczy, żebyś uzasadnił dlaczego uważasz za dr Deschnerem i innymi, że słowa Mt 28, 19 są sfałszowane. Nie tracę nadziei, że tak się stanie

A ja w ostatniej wypowiedzi prosiłem Cię, byś przed powołaniem się na artykuły Lewandowskiego sprawdziła to, co on w nich napisał. Nie tracę nadziei, że tak się stanie.
Zastanawiam się ponadto, dlaczego próbujesz ukierunkowywać moje wypowiedzi (cytowane powyżej Twoje zdanie o tym świadczy), mimo że do tej pory nie odpowiedziałaś na wiele moich wypowiedzi, między innymi tych, w których piszę o logionie (Mt 28, 19).
Na temat logionu (Mt 28: 19) pisałem na tym forum już wielokrotnie. Ja swój sąd już zatem uzasadniłem! Nie ma chyba potrzeby, bym to wszystko pisał od nowa. Mogę co najwyżej podać Ci odsyłacze do niektórych moich wypowiedzi na ten temat (pierwsze trzy w dyskusji z Tobą na tym wątku):
www.racjonalista.pl/forum.php/s,94503#w136891
www.racjonalista.pl/forum.php/s,94503#w137344
www.racjonalista.pl/forum.php/s,94503#w136892
www.racjonalista.pl/forum.php/s,137407#w139368

Ponieważ jednak Tobie nadal nie wystarcza to wszystko, co dotąd napisałem na temat (Mt 28, 19), mimo że nie przytaczasz w zasadzie żadnych kontrargumentów, zatem pozwolę sobie jeszcze coś na ten temat napisać. Zwróć uwagę, że omawiana wypowiedź Jezusa "zmartwychwstałego": "Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego" (Mt 28: 19) występuje wyłącznie w ewangelii według Mateusza. Nie ma jej w pozostałych trzech ewangeliach.
1) W ewangelii według Marka "zmartwychwstały" Jezus mówi tylko: "Idźcie na cały świat i głoście ewangelię wszelkiemu stworzeniu. Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony" (Mk 16: 15-16).
2) W ewangelii według Łukasza zmartwychwstały Jezus nie wypowiada w ogóle podobnych słów. Wręcz przeciwnie, poleca uczniom pozostać w mieście (Łk 24: 49).
3) W ewangelii według Jana również próżno szukać tego logionu. Zmartwychwstały Jezus mówi w tej ewangelii jedynie: "Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam. Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane" (J 20: 21-23).
4) W Dziejach Apostolskich Piotr chrzci nie w imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego, lecz w imię Jezusa: "Nawróćcie się - powiedział do nich Piotr - i niech każdy z was ochrzci się w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych [...]" (Dz 2: 38). Należy to uzupełnić np. o (Dz: 8, 16; 10, 48; 19, 5). O ile mnie pamięć nie myli, w NT nikt nikogo nigdy nie ochrzcił w myśl (Mt 28, 19), lecz zawsze "w imię Jezusa Chrystusa".

Jak twierdzą teologowie katoliccy autor ewangelii według Jana był jednym z dwunastu apostołów. Piotr zaś apostołem był na pewno. Jeśliby Jezus rzeczywiście wypowiedział zdanie (Mt 28, 19), to obaj byliby tego naocznymi świadkami. Czyżby zatem obaj zapomnieli co Jezus do nich powiedział, czyżby zapomnieli o wydanym im tzw. trynitarskim poleceniu? Trudno w to uwierzyć.

Jezus, rzekomy inicjator chrztu, nigdy najprawdopodobniej sam nie chrzcił (por. J 3, 22nn z J 4, 2). Co ciekawe: apostołowie, tj. ci, co mieli chrzcić, nigdy ochrzczeni nie byli. Ponadto apostołowie chrzcili nie "w imię Ojca, i Syna i Ducha Świętego", tj. według (Mt 29, 18), lecz w "imię Jezusa".

W Nie i amen Ranke-Heinemann na str. 217 można przeczytać na temat (Mt 28, 19): "W kontekście nakazu działalności misyjnej chrzczenia ludzi (Mt 28, 19) - istotna jest także wskazówka, którą daje Schalom Ben-Chorin: «Nie pozostaje bez istotnego znaczenia dla naszych analiz fakt, że tego miejsca - jak udowodnił profesor Pines z Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie - nie ma w najstarszych rękopisach, tych sprzed soboru w Nicei w 325 roku» (Schalom Ben-Chorin, Paulus, 1986, s. 23)."
gonzo
>Ponieważ jednak Tobie nadal nie wystarcza to wszystko, co dotąd napisałem na temat (Mt 28, 19), mimo że nie przytaczasz w zasadzie żadnych kontrargumentów, zatem pozwolę sobie jeszcze coś na ten temat napisać. Zwróć uwagę, że omawiana wypowiedź Jezusa "zmartwychwstałego": "Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego" (Mt 28: 19) występuje wyłącznie w ewangelii według Mateusza. Nie ma jej w pozostałych trzech ewangeliach.

No i co z tego. To o niczym nie świadczy. Mt 10,5-6, w którym Jezus mówi, żeby nie iść do pogan, tekst tak chętnie cytowany przez racjonalistów i tak chętnie nazywany przez nich autentycznym ( sam to robisz na tym forum w wątku Do braci ateistów we wpisie z 9 czerwca 2008, z godz. 19:21) też jest tylko w Ew Mt a mimo to nie stanowi to już dla racjonalistów argumentu, że jest on nieautentyczny. Twoja argumentacja jest więc samoobalalna. Chyba, że przestaniesz uznawać autentyczność Mt 10,5-6, którego tak chętnie używasz, żeby wykazać, że Jezus nie był posłany do pogan.

>1) W ewangelii według Marka "zmartwychwstały" Jezus mówi tylko: "Idźcie na cały świat i głoście ewangelię wszelkiemu stworzeniu. Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony" (Mk 16: 15-16).

No i? Tekst z Mk 16,15-16 nawet przez racjonalistów nie jest uważany za autentyczny (tak zwane niekanoniczne drugie zakończenie) więc po co się na niego w tym miejscu powołujesz?

>2) W ewangelii według Łukasza zmartwychwstały Jezus nie wypowiada w ogóle podobnych słów. Wręcz przeciwnie, poleca uczniom pozostać w mieście (Łk 24: 49).

Ale manipulujesz. Zobaczmy więc co jest w Łk 24,49:

Oto Ja ześlę na was obietnicę mojego Ojca. Wy zaś pozostańcie w mieście, aż będziecie uzbrojeni mocą z wysoka .
(BT)

Tak więc Jezus kazał im pozostać w mieście aż do pewnego momentu, ale nie dłużej. A tak w ogóle to nie muszą być te same słowa co te z Mt 28,19.

>3) W ewangelii według Jana również próżno szukać tego logionu. Zmartwychwstały Jezus mówi w tej ewangelii jedynie: "Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam. Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane" (J 20: 21-23).

Jak pisałem wyżej, brak jakiegoś logionu w jednej z Ewangelii nie neguje, że takie słowa były wypowiedziane.

>4) W Dziejach Apostolskich Piotr chrzci nie w imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego, lecz w imię Jezusa: "Nawróćcie się - powiedział do nich Piotr - i niech każdy z was ochrzci się w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych [...]" (Dz 2: 38). Należy to uzupełnić np. o (Dz: 8, 16; 10, 48; 19, 5). O ile mnie pamięć nie myli, w NT nikt nikogo nigdy nie ochrzcił w myśl (Mt 28, 19), lecz zawsze "w imię Jezusa Chrystusa".

Forma "w imię Jezusa" jest skróconą formą i nie neguje formuły trynitarnej.

>Jak twierdzą teologowie katoliccy autor ewangelii według Jana był jednym z dwunastu apostołów. Piotr zaś apostołem był na pewno. Jeśliby Jezus rzeczywiście wypowiedział zdanie (Mt 28, 19), to obaj byliby tego naocznymi świadkami. Czyżby zatem obaj zapomnieli co Jezus do nich powiedział, czyżby zapomnieli o wydanym im tzw. trynitarskim poleceniu? Trudno w to uwierzyć.

Jak pisałem wyżej, brak jakiegoś logionu w jednej z Ewangelii nie neguje, że takie słowa były wypowiedziane.

>Jezus, rzekomy inicjator chrztu, nigdy najprawdopodobniej sam nie chrzcił (por. J 3, 22nn z J 4, 2).

Ni to co. Wystarczy, że zlecił to innym, co zresztą zrobił.

>Co ciekawe: apostołowie, tj. ci, co mieli chrzcić, nigdy ochrzczeni nie byli.

A skąd to wiadomo? Ex silentio w Ewangeliach na ten temat wcale nie oznacza, że tak było.

Ponadto apostołowie chrzcili nie "w imię Ojca, i Syna i Ducha Świętego", tj. według (Mt 29, 18), lecz w "imię Jezusa".

Powtarzasz się. O tym było wyżej.

>W Nie i amen Ranke-Heinemann na str. 217 można przeczytać na temat (Mt 28, 19): "W kontekście nakazu działalności misyjnej chrzczenia ludzi (Mt 28, 19) - istotna jest także wskazówka, którą daje Schalom Ben-Chorin: «Nie pozostaje bez istotnego znaczenia dla naszych analiz fakt, że tego miejsca - jak udowodnił profesor Pines z Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie - nie ma w najstarszych rękopisach, tych sprzed soboru w Nicei w 325 roku» (Schalom Ben-Chorin, Paulus, 1986, s. 23)."

Nie ma to znaczenia. Tekst ten znajduje się w wielu świadectwach patrystycznych sprzed roku 325 n.e.

www.trinit(*)-Mt-28_19-i-antytrynitarze.htm
15-06-2008 22:21 
 Ocena 1 na 1
Andrzej.51 (15814 punktów)
>Ja też mogłabym napisać, np. że: Egipcjanie nie wierzyli w żadne trójce tylko Rzymianie sfałszowali ich dokumenty. I wymagać od Ciebie dowód, ze tak nie było. Powodzenia!

Twój brak logiki jest porażający. Powtarzam: jeśli ja coś piszę, to podaję literaturę, z której korzystam. Nie wymagam od Ciebie byś dowodziła tego, co ja piszę. Ty zaś piszesz powyżej, że ja mam dowodzić tego, co Ty do mnie napiszesz. To nie jest już nawet śmieszne. To jest jakaś farsa. Tego nawet nie warto komentować. 

Ja pisząc o "trójcach" w religii powołałem się na prace samego Mircea Eliade. To jest wystarczający dowód, to w zupełności wystarcza. Jeśli Ty zaś chcesz udowodnić, że Eliade nie ma racji, to zrób to. Domyślam się, że po raz pierwszy usłyszałaś w ogóle to nazwisko.

>Zresztą sam chyba niewiele się wysilasz. Np. na moje pytanie
>>Skąd ci wszyscy ludzie wiedzieli o Duchu św. skoro wg Ciebie nie mogli o nim nawet myśleć?
>odpowiadasz:
>"Mogę tylko powtórzyć, że Jezus nie znał pojęcia Ducha Świętego. Słowa (Mt 28, 19) włożone w usta "zmartwychwstałemu" są uważane za nieautentyczne."
>Ale jeśli nie podasz, np. jakieś konkretnego dokumentu, który mógłby za tym przemawiać to jest to tylko pustosłowie. Od razu podkreślam, ze to, że tak napisali wybitni bibliści nie jest żadnym dowodem, ze jest to prawdą.

Potwierdzam to, co wcześniej napisałem. Według znanej mi literatury przedmiotu Jezus nie znał pojęcia Ducha Świętego, nigdy też nie wypowiedział zdania (Mt 28, 19). Pisząc to powołałem się na prof. Vermesa (to wybitny autorytet), prof. Ranke-Heinemann i dr Deschnera. To, co oni napisali jest wystarczającym dowodem, to nie jest pustosłowie. Żaden inny dowód nie jest już potrzebny. Jeśli twierdzisz, że oni nie mają racji w swoich sądach o (Mt 28, 19), to udowodnij im to. Zanim przystąpisz do przeprowadzania tego dowodu proponuję Ci, byś sobie jeszcze raz przeczytała, co oni sądzą na temat logionu (Mt 28, 19). Znajdziesz to w mojej, skierowanej do Ciebie wypowiedzi: www.racjonalista.pl/forum.php/s,94503#w137344
Wyjaśnię Ci również, że Deschner, wyszydzany przez Ciebie i Lewandowskiego, pisząc iż tzw. "trynitarski nakaz Jezusa zmartwychwstałego" (Mt 28, 19) - wyrażający rzekome polecenie wydane przez Jezusa apostołom, by chrzcili w imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego - jest przez ogół teologów uważany za nieautentyczny, powołał się na prace m.in. takich chrześcijańskich teologów, jak: Rudolf Bultmann, Martin Dibelius (polecam Twojej uwadze szczególnie te dwa pierwsze nazwiska), Ackermann, Lietzmann, Heitmuller, Werner, Lohmeyer, Klostermann i Harnack. Dokładnie to samo twierdzą: prof. Geza Vermes i prof. Ranke-Heinemann. Czy to już wystarczy, czy ciągle mało?
Ty oczywiście możesz uważać inaczej, niż oni. Ty możesz wierzyć Lewandowskiemu. Mnie to naprawdę nie przeszkadza, to wyłącznie Twoja sprawa. Nie wydaje Ci się jednak, że osamotniony Lewandowski to jakby trochę za mało naprzeciw przytoczonych przeze mnie nazwisk. Podaj jeszcze co najmniej kilka nazwisk uznanych w świecie teologów, powołaj się na ich prace, ale nie tylko na dwa artykuły w Internecie. Czy Ty tymi dwoma artykułami chcesz przeciwstawić się twórczości najwybitniejszych biblistów i teologów?

Dla zrównoważenia Twojej opinii dodam, "że fakt, iż coś napisał Lewandowski, nie jest żadnym dowodem, że jest to prawdą".
I jeszcze jedno. Napisz mi, kim właściwie jest pan Jan Lewandowski. Jakie są jego kwalifikacje w zakresie chrześcijaństwa i jego historii. Przecież on brak takowych zarzuca Deschnerowi. Napisz też, jakie są jego osiągnięcia naukowe w tym zakresie. Czy oprócz kilku artykułów internetowych jeszcze coś na ten temat napisał. Mam nadzieję, że moje prośba nie sprawi Ci kłopotu.

Pozdrawiam Cię.
Teresa (2693 punktów)
>Potwierdzam to, co wcześniej napisałem. Według znanej mi literatury przedmiotu Jezus nie znał pojęcia Ducha Świętego, nigdy też nie wypowiedział zdania (Mt 28, 19). Pisząc to powołałem się na prof. Vermesa (to wybitny autorytet), prof. Ranke-Heinemann i dr Deschnera. To, co oni napisali jest wystarczającym dowodem, to nie jest pustosłowie. Żaden inny dowód nie jest już potrzebny.

Jeśli chodzi o zdanie:
""Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego" Mt 28:19
to nie mogło być dodane (sfałszowane) do NT przez katolików w celu wprowadzenia Trójcy sw. do Bibli, gdyż zachowały się dokumenty pisarzy chrz. pochodzące II i III n.e, w których pisarze ci cytowali Pismi sw w znanej im postaci.
O Mt 28:19 w powyższej postaci pisali:
- Ireneusz z Lyonu (ur. 130-140)
- Klemens Aleksandryjski (ur. 150)
- Tertulian (ur. 155)
- Hipolit (ur. przed 170)
- Orygenes (ur. 185)
- Cyprian (ur. 200)
-itd.
To mało prawdopodobne, aby niemieccy bibliści z XX/XXI wieku i lepiej wiedzieli jak wygląd Pismo sw. w II i III w. niż wyżej wymienieni autorzy.

>Zanim przystąpisz do przeprowadzania tego dowodu proponuję Ci, byś sobie jeszcze raz przeczytała, co oni sądzą na temat logionu (Mt 28, 19). Znajdziesz to w mojej, skierowanej do Ciebie wypowiedzi: www.racjonalista.pl/forum.php/s,94503#w137344

Ale to jest bełkot. Piszesz, że:
Analiza postaci Jezusa rzeczywiście nie może się opierać na tym fragmencie, gdyż ten fragment jest "fałszerstwem" dopisanym do ewangelii Mateusza przez późniejszych "poprawiaczy".

Tymczasem aby dojść do wniosku, że należy odrzucić ten fragment trzeba najpierw dokonać analizy pism zawierającej ten fragment. Takie tłumaczenie jest więc nielogiczne.

>Wyjaśnię Ci również, że Deschner, wyszydzany przez Ciebie i Lewandowskiego, pisząc iż tzw. "trynitarski nakaz Jezusa martwych stałego" (Mt 28, 19) - wyrażający rzekome polecenie wydane przez Jezusa apostołom, by chrzcili w imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego - jest przez ogół teologów uważany za nieautentyczny, powołał się na prace m.in. takich chrześcijańskich teologów, jak: Rudolf Bultmann, Martin Dibelius (polecam Twojej uwadze szczególnie te dwa pierwsze nazwiska), Ackermann, Lietzmann, Heitmuller, Werner, Lohmeyer, Klostermann i Harnack. Dokładnie to samo twierdzą: prof. Geza Vermes i prof. Ranke-Heinemann. Czy to już wystarczy, czy ciągle mało?

Podawanie coraz dłużej listy nazwisk nie zastąpi dowodów.

>Ty oczywiście możesz uważać inaczej, niż oni. Ty możesz wierzyć Lewandowskiemu. Mnie to naprawdę nie przeszkadza, to wyłącznie Twoja sprawa. Nie wydaje Ci się jednak, że osamotniony Lewandowski to jakby trochę za mało naprzeciw przytoczonych przeze mnie nazwisk. Podaj jeszcze co najmniej kilka nazwisk uznanych w świecie teologów, powołaj się na ich prace, ale nie tylko na dwa artykuły w Internecie. Czy Ty tymi dwoma artykułami chcesz przeciwstawić się twórczości najwybitniejszych biblistów i teologów?

Nie rozumiem, dlaczego piszesz, że Jan Lewandowski jest osamotniony. To nie jest mój problem że dla Ciebie moc dowodową ma tylko poglądy tych biblistów, którzy myślą tak, jak Ty, bo jeśli myślą inaczej niż Ty to się nie liczą.

>I jeszcze jedno. Napisz mi, kim właściwie jest pan Jan Lewandowski. Jakie są jego kwalifikacje w zakresie chrześcijaństwa i jego historii. Przecież on brak takowych zarzuca Deschnerowi. Napisz też, jakie są jego osiągnięcia naukowe w tym zakresie. Czy oprócz kilku artykułów internetowych jeszcze coś na ten temat napisał. Mam nadzieję, że moje prośba nie sprawi Ci kłopotu.

Nie wiem jaki dorobek naukowy ma Jan Lewandowski, ale jego artykuly są pełne erudycji, a w dyskusji liczą się argumenty a nie stopnie naukowe.
16-07-2008 21:09 
 Ocena 4 na 4
Andrzej.51 (15814 punktów)
>Jeśli chodzi o zdanie:
>"Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego" Mt 28:19
>to nie mogło być dodane (sfałszowane) do NT przez katolików w celu wprowadzenia Trójcy sw. do Biblii, gdyż zachowały się dokumenty pisarzy chrz. pochodzące II i III n.e, w których pisarze ci cytowali Pismi sw w znanej im postaci.
>O Mt 28:19 w powyższej postaci pisali:
>- Ireneusz z Lyonu (ur. 130-140)
>- Klemens Aleksandryjski (ur. 150)
>- Tertulian (ur. 155)
> - Hipolit (ur. przed 170)
>- Orygenes (ur. 185)
>- Cyprian (ur. 200)
> -itd.
>To mało prawdopodobne, aby niemieccy bibliści z XX/XXI wieku i lepiej wiedzieli jak wygląd Pismo św. w II i III w. niż wyżej wymienieni autorzy.

Nie znam tych dokumentów, więc nie mogę jednoznacznie się do tego ustosunkować. Oczywiście powinnaś przytoczyć, co ww. autorzy napisali odnośnie (Mt 28, 19), szkoda, że tego nie uczyniłaś. Sama jednak przecież piszesz, że chodzi tu o dokumenty z II w. (należałoby raczej napisać: z drugiej połowy II w.) i III w. Jak wiemy ewangelia według Mateusza powstała około 80 roku.
Odnoszę wrażenie, że przytaczasz dowody na poparcie tego, co ja piszę.

Ponieważ nieustannie krytykujesz, że powołuję się na niemieckich biblistów, zatem dodam jeszcze sądy, które bynajmniej niemieckiego pochodzenia nie mają:

5) W Encyklopedii religii, wyd. PWN (encyklopedia "Gazety Wyborczej), w haśle "Trójca Święta, Trójca przenajświętsza" na stronie 736 stwierdza się: "[...] sam termin T.Św. pojawił się dopiero około 180 n.e. (Teofil z Antiochii, Tertulian); [...]".

6) Edward Gibbon w cytowanej już przeze mnie książce Zmierzch Cesarstwa Rzymskiego pisze na stronie 440: "Jeśli Teofil, biskup Antiochii (Dupin, Bibl. eccl., t. I) był pierwszym, który użył słów «Triada», «Trójca Święta», to abstrakcyjne to pojęcie, znane już poprzednio szkołom filozoficznym, zostało wprowadzone do teologii chrześcijańskiej w drugiej połowie drugiego stulecia."

7) W Cywilizacji wczesnego chrześcijaństwa, I-IV w. Marcel Simon pisze na stronie 288: "Tertulian również pierwszy używa terminów Trinitas i Persona w zastosowaniu do rzeczywistości Bożej."

8) John Dominic Crossan, chrześcijanin posiadający święcenia kapłańskie, profesor Studiów Biblijnych na De Paul Uniwersity w Chicago, w swojej książce Historyczny Jezus. Kim był i czego nauczał, wyd. Książka i Wiedza, Warszawa 1997, w rozdziale wstępnym zatytułowanym "Uwertura" podaje na stronach od 11 do 21 wykaz słów (logionów) pochodzących od historycznego Jezusa. W wykazie tym brak jest omawianego przez nas logionu (Mt 28, 19). Zatem według prof. Crossana historyczny Jezus nigdy nie wypowiedział słów: "Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego". Nawiasem mówiąc J.D. Crossan w wykazie tym nie umieszcza jeszcze wielu innych logionów, w tym słynnego: "Otóż Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą" (Mt 16, 18).
16-07-2008 21:14 
 Ocena 5 na 5
Andrzej.51 (15814 punktów)
>Ale to jest bełkot. Piszesz, że:
>Analiza postaci Jezusa rzeczywiście nie może się opierać na tym fragmencie, gdyż ten fragment jest "fałszerstwem" dopisanym do ewangelii Mateusza przez późniejszych "poprawiaczy".Tymczasem aby dojść do wniosku, że należy odrzucić ten fragment trzeba najpierw dokonać analizy pism zawierającej ten fragment. Takie tłumaczenie jest więc nielogiczne.

Nie. To nie jest bełkot. Przytoczyłem nazwiska bardzo wielu biblistów z najwyższymi tytułami naukowymi, którzy tak twierdzą. Jest dla mnie oczywiste, że oni dokonali szczegółowej analizy niezbędnych dokumentów.
Ponadto powyżej w punktach od 1 do 8 (w poprzednich postach) przytoczyłem dodatkowe informacje dotyczące logionu (Mt 28, 19).
Ja przez grzeczność nie napiszę, że bełkotem jest to, co Ty piszesz.

>>Wyjaśnię Ci również, że Deschner, [...] pisząc iż tzw. "trynitarski nakaz Jezusa zmartwychwstałego" (Mt 28, 19) [...] jest przez ogół teologów uważany za nieautentyczny, powołał się na prace m.in. takich chrześcijańskich teologów, jak: Rudolf Bultmann, Martin Dibelius (polecam Twojej uwadze szczególnie te dwa pierwsze nazwiska), Ackermann, Lietzmann, Heitmuller, Werner, Lohmeyer, Klostermann i Harnack. Dokładnie to samo twierdzą: prof. Geza Vermes i prof. Ranke-Heinemann.
>Podawanie coraz dłużej listy nazwisk nie zastąpi dowodów.

Nie zgadzam się z tym, co piszesz. Niemożliwe, by tak wielu wybitnych biblistów i teologów się myliło. Udowodnij im (powtarzam: im), że nie mają racji. Możesz próbować to zrobić wspólnie z panem Lewandowskim.

>Nie rozumiem, dlaczego piszesz, że Jan Lewandowski jest osamotniony. To nie jest mój problem że dla Ciebie moc dowodową ma tylko poglądy tych biblistów, którzy myślą tak, jak Ty, bo jeśli myślą inaczej niż Ty to się nie liczą.

To nie jest tak, jak piszesz. To raczej ja skromnie głoszę to, co oni, to ja opieram się na ich dokonaniach naukowych. Nie odwrotnie. Faktem jest jednak, że Ty swoje twierdzenia popierasz wyłącznie artykułami pana Lewandowskiego. W tym aspekcie jeden Jan Lewandowski jest naprawdę osamotniony naprzeciw tego ogromu uczonych, na których ja się opieram.

>Nie wiem jaki dorobek naukowy ma Jan Lewandowski, ale jego artykuły są pełne erudycji, a w dyskusji liczą się argumenty a nie stopnie naukowe.

Droga Tereso. Argumentów w tej dyskusji przedstawiłem już bardzo dużo. Oczywiście to nie są argumenty mojego autorstwa. Czerpię je z książek, które przeczytałem. Jestem przekonany, że te argumenty, pochodzące od uznanych w świecie naukowców z profesorskimi tytułami, mają moc bez porównania wyższą od tego, co pisze pan Lewandowski.

Serdecznie Cię pozdrawiam.
czes (4083 punktów)
>... Jestem przekonany, że te argumenty, pochodzące od uznanych w świecie naukowców z profesorskimi tytułami, mają moc bez porównania wyższą od tego, co pisze pan Lewandowski.

Jak zwykle, jestem pełen podziwu dla twej wiedzy i sposobu jej prezentowania.

Serdecznie Cię pozdrawiam. Czesiek
gonzo
>Przytoczyłem nazwiska bardzo wielu biblistów z najwyższymi tytułami naukowymi, którzy tak twierdzą.

Żaden argument. Są też tacy, którzy tak nie twierdzą. Tam gdzie jedne autorytety zaprzeczają innym nie ma żadnej bezspornej prawdy. Jest tylko chaos. W naukach humanistycznych zawsze jeden uczony się nie zgadza z drugim. Czysta statystyka. Więcej na ten temat tu:

www.trinit(*)zescijanstwa-jest-naukowe_.htm

Powołujesz się więc na selektywnie dobrane i nieuzasadnione opinie. Co to za autorytet na przykład Uta? Ona ma wyraźne skrzywienie w stronę atakowania NT. Kreowanie jej przez ciebie na wybitną biblistkę katolicką jest po prostu niepoważne. Czytałem wywiad z nią w "Polityce" gdzieś z 1997 roku, gdzie twierdziła, że Jezus ożenił się i wyjechał do Indii, albo coś w podobnym stylu. To mi dopiero "autorytet naukowy". Zresztą argumentowanie z autorytetu to zwykły sofizm nieformalny, o czym tu pl.wikipedia.org/wiki/Argumentum_ad_verecundiam

Nie przedstawiłeś żadnych dowodów na to, że Mt 28,19 zostało dopisane.

>Jest dla mnie oczywiste, że oni dokonali szczegółowej analizy niezbędnych dokumentów.

A skąd to wiesz? Tak naprawdę to tylko w to wierzysz. Jest to typowy przykład racjonalistycznej bezkrytycznej wiary w scjentyzm. Oczywistość twej wiary nie jest jednak żadnym argumentem. Nie musiało być wcale żadnej analizy. Wielu po prostu powtarza za innymi. Taka stadna mentalność. Owczy pęd. Nazywa się to "społeczny dowód słuszności" (Cialdinni). Podświadoma presja wynikająca z naszych atawizmów stadnych, które nie wiadomo z jakich powodów przyjmują, że w tym jak myśli bezmyślna z reguły większość jest jakaś rzekoma słuszność, mądrość. Czysta psychologia wynikająca z naszych stadnych zachowań. Kiedyś po prostu było łatwiej nam przetrwać w stadzie, zdać się na nie, stąd pozostał ten atawizm. Nauka wcale nie jest od tego wolna. Pięknym przykładem tego jest choćby średniowiecze, w którym wielu ówczesnych uczonych, astronomów i matematyków atakowało Kopernika pomimo dowodów, jakie wysuwał. A zatem nie ma żadnego dowodu na to, że jak jakieś stado coś twierdzi, to musi być to prawda.

>>>Deschner, [...] pisząc iż tzw. "trynitarski nakaz Jezusa zmartwychwstałego" (Mt 28, 19) [...] jest przez ogół teologów uważany za nieautentyczny, powołał się na prace m.in. takich chrześcijańskich teologów, jak: Rudolf Bultmann, Martin Dibelius (polecam Twojej uwadze szczególnie te dwa pierwsze nazwiska), Ackermann, Lietzmann, Heitmuller, Werner, Lohmeyer, Klostermann i Harnack. Dokładnie to samo twierdzą: prof. Geza Vermes i prof. Ranke-Heinemann.

To mają być te "autorytety"? Przecież to sami wywrotowcy i zajadli przeciwnicy NT. Bultmann - żaden argument, opierał się na heglizmie w analizie NT, który to heglizm był dla niego punktem wyjścia i sposobem interpretacji rzeczywistości. Odrzucał na wstępie całkowicie i z góry wiarygodność przekazów NT. A więc jego wnioski w tym temacie są tak "obiektywne", jak wnioski Hitlera w temacie Żydów. Dibelius -

"With Rudolf Bultmann, he helped define a period in research into the historical Jesus noted for skepticism toward the possibility of describing Jesus with historical authority" (za wikipedią).

A więc kolejny maniak naśladujący Bultmanna dla którego punktem wyjścia było z góry odrzucenie wiarygodności NT. Znów żaden obiektywny autorytet w tej delikatnej i dyskusyjnej kwestii.

Vermes, węgierski Żyd, chyba wyznawca judaizmu, nieobiektywny zatem ponownie w kwestii NT.

Reszty tych "autorytetów" nawet nie sprawdzam. Wszyscy oni są pewnie mniej więcej tak wiarygodni i "obiektywni" jak Uta i Deschner, po prostu mają odgórne wnioski w tym temacie. A to jeszcze nie są żadne dowody.

>>Podawanie coraz dłużej listy nazwisk nie zastąpi dowodów.
>Nie zgadzam się z tym, co piszesz. Niemożliwe, by tak wielu wybitnych biblistów i teologów się myliło.

Znów piękna deklaracja wiary w scjentyzm. Ale nic więcej. Poza tym jakich wielu? Wybiórczo dobrana garstka wywrotowców to "wielu"? A zresztą, nawet gdyby było ich wielu, to co to za dowód? W średniowieczu wielu wybitnych astronomów i matematyków uważało, że słońce krąży wokół ziemi. Obecnie wielu uczonych zaczyna się opowiadać za ID. Oni wszyscy się zatem nie mylili/nie mylą? No bo przecież to niemożliwie, żeby tak wielu wybitnych uczonych się nie myliło, ha ha. Ale sofistyka a nie argumentacja.

>Udowodnij im (powtarzam: im), że nie mają racji.

To oni muszą udowodnić, że mają rację, bo dowodzi ten co wysuwa jakąś rację. A dowodu na to, że Mt 28,19 jest dopiskiem po prostu nie ma bo to czysta i bezpodstawna spekulacja racjonalistów z XVII-XVIII w. A może ty udowodnij, że nie jesteś wielbłądem?

>Droga Tereso. Argumentów w tej dyskusji przedstawiłem już bardzo dużo. Oczywiście to nie są argumenty mojego autorstwa.

Nie przedstawiłeś argumenty, tylko same opinie.
gonzo
c.d. powyższej odpowiedzi:

Andrzej51:

>Czerpię je z książek, które przeczytałem. Jestem przekonany, że te argumenty, pochodzące od uznanych w świecie naukowców z profesorskimi tytułami, mają moc bez porównania wyższą od tego, co pisze pan Lewandowski.

Znów "argumentacja z autorytetu", czyli czysty sofizm.

Niezłe, jakby ktoś postanowił zrobić eksperyment lub przekupić jakąś grupę naukowców, żeby bronili jakiejś bzdury, której i tak nie da się do końca dowieść i obalić (jak choćby tezy o dopisku jakim ma być Mt 28,19) to byś wtedy dał się pięknie zrobić w konia. To ma być racjonalizm i sceptycyzm? Nie, to tylko bezkrytyczna i niemal bezmyślna wiara w scjentyzm. Poza tym czemu wierzysz akurat tym badaczom, którzy piszą, że Mt 28,19 to dopisek, a tym, którzy nie zgadzają się z tym już nie? Po prostu wybiórczo dobierasz sobie tylko te opinie, które ci pasują pod z góry wygodną tezę. No ale to już jest propaganda a nie argumentacja.

Gdybym ja napisał, że założenia Inteligentnego Projektu są słuszne, bo popierają je ludzie z tytułami profesorskimi lub naukowymi, tacy jak Behe, czy Dembski, to wtedy byś to uznał? Albo gdybym przytoczył opinie wierzących biblistów z tytułami profesorskimi, którzy twierdziliby co innego niż cytowani przez ciebie, lub twierdziliby, że Jezus dokonywał cudów, to wtedy też byś to uznał? A powinieneś, zgodnie z tym co sam piszesz. Oczywiście byś tego nie zrobił, odrzuciłbyś takie opinie autorytetów i zażądałbyś dowodów. No właśnie. Więc przestań się posługiwać wybiórczo dobranymi opiniami autorytetów, które jak widać o niczym nie są w stanie rozstrzygnąć, tylko po prostu przedstaw dowód, którego żąda Teresa i będzie po sprawie.
gonzo
Andrzej51:

>Nie zgadzam się z tym, co piszesz. Niemożliwe, by tak wielu wybitnych biblistów i teologów się myliło.

Ciekawe, bardzo interesujący przykład racjonalistycznej bezkrytycznej wiary w scjentyzm.

W takim razie ciekawe co powiesz na przykład żydowskiego synodu w Jamni, który właśnie bardzo dobrze pokazuje, że większość teologów (włącznie z racjonalistycznym guru Tylochem) może się mylić, gdyż bez sprawdzenia powtarza tę samą bzdurę, mianowicie tą, że rzekomo ustalono tam kanon ST, podczas gdy wnikliwy wgląd w tę sprawę pokazuje, że w rzeczywistości nic takiego tam nie nastąpiło.

Polecam ciekawą dyskusję w tej kwestii

watchtower.org.pl/forum/index.php?showtopic=4618
17-07-2008 02:10 
 Ocena 2 na 2
czes (4083 punktów)
>Ale to jest bełkot.
Staczasz się ...
17-07-2008 08:37 
 Ocena 1 na 1
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>Staczasz się ...

Ten proces trwa już od dość dawna; ciekawe czy ma jakieś dno...

fides ex necessitate esse non debet
28-05-2008 01:48 
 Ocena 2 na 2
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>2) Jezus nie uważał się za Boga. (...)
>To mamy dopiero wykazać. Napisałam Ci o relacjach, jednej naturze i odrębnych bytach, ale widzę Ty dalej powtarzasz swoje. Ojciec może być większy od Syna z tej racji, że sa odrębnymi bytami istniejącymi w pewnej relacji a nie, że mają różną istotę (np. to Ojciec rodzi Syna, a nie Syn -ojca, a mimo to Ojciec i Syn są Bogiem, to Syn się wcielił się a nie Ojciec, to Syn jest Słowem Boga, itp.).

Ani ja, ani Ty, nie jesteśmy w stanie nic sobie wzajemnie wykazać. Nie da się wykazać, że ktoś był, czy też nie był Bogiem (Synem Bożym), bo to są pojęcia nienaukowe. To jest kwestia wiary, przekonań itd. Każde z nas coś uznaje. Ja uznaję, że nie ma Boga, a tym samym, że Jezus nie był Synem Bożym, bo to akurat wyraźnie wynika z Biblii (głównie z NT). Ty uważasz przeciwnie. Nic sobie nie udowodnimy. Ja opieram się m.in. na analizie zapisów biblijnych, Ty zaś twierdzisz, że (cytuję): "[...] Ojciec rodzi Syna, a nie Syn -ojca, a mimo to Ojciec i Syn są Bogiem, to Syn się wcielił się a nie Ojciec, to Syn jest Słowem Boga, [...]" (zapomniałaś o Duchu Świętym).
Dla mnie te słowa nic nie oznaczają. To zdanie to zlepek słów, nie przedstawiający żadnej wartości poznawczej. To w ogóle nie jest zdanie. Nie wyraża ono sobą ani jakiejkolwiek prawdy, ani nawet fałszu. Do tego quasi-zdania nie można odnieść żadnych naukowych pojęć. Tego zdania nie można w sposób naukowy analizować.

>Nie widzę też problemu, aby Syn nie mógł czegoś nie wiedzieć. Np. w Apokalipsie jest mowa o rzeczach, o których wie tylko Syn, a więc zgodnie z Twoja logika Ojciec musiałby być mniejszy od Syna. Jak dla mnie to Syn i Ojciec chyba mogą umówić się, że o pewnych rzeczach wie tylko Ojciec a o innych Syn.

Zastanawiam się, co jeszcze wymyślić na obronę swoich argumentów. Skąd nagle wymyśliłaś, że Bóg się z Jezusem umówili, który z nich ma "coś" wiedzieć, a który "coś innego"? Gdzie Ty to w Biblii (w NT) wyczytałaś.? O czym w ogóle Ty piszesz? Przecież to są jakieś herezje!
Jeszcze raz powtórzę: są w NT wypowiedzi Jezusa świadczące, że on nie wie wszystkiego tego, co wie Bóg-Ojciec. Do takich wypowiedzi należy m.in. wypowiedź następująca:
"O dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec." (Mk 13: 32 oraz Mt 24: 36),
W której Jezus przyznaje się do pewnej swojej niewiedzy, a tym samym jednoznacznie zaprzecza swojej boskości. Wiele innych - już przeze mnie cytowanych wypowiedzi Jezusa - wyraźnie ponadto dowodzi, że Jezus ani myślał przyrównywać się do Boga. A Ty "wyskakujesz" (przepraszam za ten kolokwializm) z jakimś stwierdzeniem, że oni (Bóg i Jezus) ze sobą się umówili. A może oni jeszcze tę umowę spisali i poświadczyli notarialnie.

Można tu uzupełnić, że Jezus wyraźnie atrybutów boskości nie posiadał. O pewnych tego przejawach już pisałem. Dodam teraz że Jezus nie był wszechmocny (a to przecież podstawowy atrybut boskości). W ewangelii Marka jest bowiem stwierdzone, że w Nazarecie Jezus "nie mógł zdziałać żadnego cudu" (Mk 6, 5). Późniejszy od Marka Mateusz - wyraźnie poprawiając wizerunek Jezusa - pisze już, że "niewiele tam zdziałał cudów" (Mt 13, 58).
gonzo

>Jeszcze raz powtórzę: są w NT wypowiedzi Jezusa świadczące, że on nie wie wszystkiego tego, co wie Bóg-Ojciec. Do takich wypowiedzi należy m.in. wypowiedź następująca:
>"O dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec." (Mk 13: 32 oraz Mt 24: 36),
>W której Jezus przyznaje się do pewnej swojej niewiedzy, a tym samym jednoznacznie zaprzecza swojej boskości.

To wcale nie zaprzecza jego boskości:

brooklyn.org.pl/jlkenoza.htm
Janus (236 punktów)
"z biblijnego punktu widzenia wcale nie jest oczywiste to, że Bóg musi wszystko wiedzieć w danym momencie, że musi posiadać szczegółową wiedzę na temat niemal każdego aspektu rzeczywistości."

Nowinka. Wszechwiedza poszla sie rypac, bo tak wygodniej jest uzasadniac inne głupoty.
Lewandowski (228 punktów)
"z biblijnego punktu widzenia wcale nie jest oczywiste to, że Bóg musi wszystko wiedzieć w danym momencie, że musi posiadać szczegółową wiedzę na temat niemal każdego aspektu rzeczywistości."

janlew
>"z biblijnego punktu widzenia wcale nie jest oczywiste to, że Bóg musi wszystko wiedzieć w danym momencie, że musi posiadać szczegółową wiedzę na temat niemal każdego aspektu rzeczywistości."
>Nowinka. Wszechwiedza poszla sie rypac, bo tak wygodniej jest uzasadniac inne głupoty.

Wszechwiedza wcale nie poszła się "rypać", wystarczy, że jest potencjalna, niewykorzystywana w danym momencie.
21-06-2008 18:50 
 Ocena 2 na 2
Janus (236 punktów)
Aha, czyli wtedy kiedy trzeba za jej pomoca cos uzasadnic wtedy jest, a kiedy jest to niewskazane i niewygodne da dyskutanta, wtedy jej nie ma?
gonzo
>Aha, czyli wtedy kiedy trzeba za jej pomoca cos uzasadnic wtedy jest, a kiedy jest to niewskazane i niewygodne da dyskutanta, wtedy jej nie ma?

Widzę, że po prostu powtórzyłeś jeszcze raz to samo i nie zrozumiałeś co się do ciebie pisze.Nie myślisz, ale to nie mój problem.
21-06-2008 20:04 
 Ocena 1 na 1
Janus (236 punktów)
Rozumiem o czym piszesz.

"Potencjalna" wiedza jest bezsensem.

Co to w ogole jest za pojecie. Wiem, ze wiem, ale nie powiem, lecz potencjalnie wiem.
Chcialbym zebys Ty pomyslal co mowisz.
28-05-2008 01:50 
 Ocena 3 na 3
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>W rozważaniach nad samoutożsamianiem się Jezusa z Bogiem Ojcem biblistyka pomija natomiast tzw. trynitarną formułę dołączoną do ewangelii Mateusza
"Idźcie tedy [...] chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego" (Mt 28: 19)
>>gdyż jest ona typowa dla ewolucji doktrynalnej i jako taka nie znajduje zastosowania w historycznej analizie postaci Jezusa i jego epoki.
>Analiza postaci Jezusa też opiera się na tym fragmencie więc nie można mówić, że ten fragment nie znajduje w niej zastosowania.

Analiza postaci Jezusa rzeczywiście nie może się opierać na tym fragmencie, gdyż ten fragment jest "fałszerstwem" dopisanym do ewangelii Mateusza przez późniejszych "poprawiaczy". Przytoczę cytat z książki profesor Uty Ranke-Heinemann pt. Nie i amen, dotyczący m.in. właśnie tej omawianej przez nas "wypowiedzi" Jezusa:
Cytat:
O fałszerstwach w Nowym Testamencie można mówić w różnym sensie, na przykład wtedy, gdy w usta Jezusa wkładane są słowa, które czynią zeń propagandystę Kościoła i jego poczynań. Takie fałszerstwo stanowi Jezusowy nakaz działalności misyjnej i chrzczenia zawarty w Ewangelii Mateusza: "Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego" (Mt 28, 19). Jezus natomiast nie miał nic wspólnego z Kościołem, a tym bardziej z Kościołem o zasięgu światowym.

Dalej prof. Ranke-Heinemann przytacza uznawane za autentyczne słowa Jezusa (Mt 10, 5nn, Mt 15, 24 oraz Mt 10, 23), które przedstawiają dokładne przeciwieństwo powyższego nakazu.
Dla jasności wyjaśnię, że pani Uta Ranke-Heinemann jest profesorem teologii katolickiej, prowadzi katedrę Historii Religii na Uniwersytecie w Duisburgu (być może jest już emerytką - ur. w 1927 r.). Podkreślam to co wyżej napisałem: profesor teologii katolickiej pisze otwarcie w tłumaczonej na wiele języków książce o fałszerstwach w Biblii.
O fałszerstwach tych mówi również Karlheinz Deschner, który we wzmiankowanej wyżej książce cytuje m.in. Pawła z Tarsu: "A jeżeli przez moje kłamstwo(!) prawda Boża tym więcej się uwydatnia ku Jego chwale, jakim prawem jeszcze i ja mam być sądzony jako grzesznik?". Dalej Deschner daje przykład jeszcze energiczniejszego orędownika kłamstwa, Ojca Kościoła Jana Chryzostoma, który powoływał się nawet na przykłady ze Starego i Nowego Testamentu.
Odnośnie powyższej "wypowiedzi" Jezusa (Mt 28, 19) przytoczę dwa cytaty z ww. książki Deschnera, które ponumeruję cyframi "1" i "2":
Cytat:
"1) Ale gwoli usprawiedliwienia tej praktyki przemycono - wbrew przytoczonej tu (autentycznej) wypowiedzi Jezusa - później, na koniec ewangelii Mateusza, nakaz chrztu, w którym Jezus "zmartwychwstały" narzuca misje wszechświatową. Ten nakaz [...] jest przez ogół teologów uważany za fałszywy".
2) Trynitarski nakaz zawarty w ewangelii Mateusza: "Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody [...]", niejednokrotnie od czasów Oświecenia podawany w wątpliwość, stanowi - w opinii całej teologii krytycznej - fałszerstwo. Bo jakże Jezus, w którego nauce brak jakiegokolwiek potwierdzenia idei trynitarskiej, miałby przykazać chrzest w imię Trójcy? Jakże Jezus, uważający siebie za posłanego tylko do "owiec, które poginęły z domu Izraela", Jezus, który expressis verbis polecił swym uczniom: "Nie idźcie do pogan (...)", który przepowiedział: "Nie zdążycie obejść miast Izraela, nim przyjdzie Syn Człowieczy", miałby nagle nakazać światowe misjonarstwo? Ten nakaz został przemycony przez ludzi Kościoła [...]".

Dla dopełnienia całości jeszcze na ten sam temat (Mt 28, 19) cytat z książki Gezy Vermesa pt. Jezus Żyd" (wyobraź sobie, że wydanej przez wyd. "Znak":
Cytat:
"W naszych analizach pominiemy trynitarną formułę dołączoną do Ewangelii Mateusza - "w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego" (Mt 28, 19) - gdyż jest ona typowa dla ostatniego etapu ewolucji doktrynalnej i skutkiem tego nie znajduje zastosowania w historycznej analizie postaci Jezusa i jego epoki".

Z obowiązku dodam (i tak moja wypowiedź będzie bardzo długa), że Geza Vermes jest emerytowanym profesorem judaistyki na Uniwersytecie Oksfordzkim, członkiem British Academy of Arts, Sciences and Humanities oraz dyrektorem Forum Badań nad Zwojami znad Morza Martwego.
Profesor Vermes był w 2005 roku goszczony uroczyście przez redakcje "Tygodnika Powszechnego". Przeprowadzony z nim z tej okazji wywiad znajdziesz pod adresem tygodnik20(*)t.pl/1546,1221198,1,dzial.html
Wydaje mi się, że warto przeczytać.
O ile się nie mylę, jego książka pt. Jezus Żyd jest zalecana jako lektura uzupełniająca dla studentów akademii teologicznych.
Mam nadzieję, że temat (Mt 28, 19) wyczerpałem.
28-05-2008 01:55 
 Ocena 2 na 2
Andrzej.51 (15814 punktów)
>Jak możesz otwarcie analizować kwestię czy Jezus użył tej formuły, jeśli od razu odrzucasz taką możliwość? Przecież, jeśli Jezus chciał, aby chrzcić w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego to właśnie tak by powiedział.

Nie ja odrzucam fragment (Mt 28, 19), tylko odrzucają wybitni bibliści i teologowie krytyczni XX wieku, a nawet teologowie katoliccy, w tym również (nie ona jedna wśród teologów katolickich) prof. Ranke-Heinemann. Ja tylko skromnie za nimi powtarzam, że ta przypisywana Jezusowi wypowiedź jest fałszywa. Jezus nie mógł chcieć chrzcić w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego, bo - po pierwsze - pojęcie Trójcy Świętej oraz pojęcie Ducha Świętego były mu obce, oraz - po drugie - nie zamierzał swoją misją ogarniać "wszystkie narody". Wskazuje się również, że słów tych nie ma w najstarszych rękopisach ewangelii Mateusza, tj. tych sprzed soboru w Nicei. Ponieważ, jak zapewne wiesz, to sobór nicejski w 325 roku podłożył podwaliny pod dogmat o Trójcy Świętej (ostatecznie sprawa została sfinalizowana na soborze w Konstantynopolu w 381 roku), więc wnioski odnośnie tego fragmentu nasuwają się same.
Zapewne znasz różnice pomiędzy nicejskim a nicejsko-konstantynopolitańskim wyznaniem wiary.

>Jeśli masz zamiar dalej twierdzić, że tzw. trynitarną formułę została dołaczona do ew. Mt dopiero w IV wielu (tj. sobór w Nicei w 325 r. n.e). to lepiej dowiedz się, że istnieje długa lista z dzieł pisarzy wczesnochrześcijańskich z II i III wieku, którzy powoływali się Mt 28, 19 w znanej ich czasach wersji i dokładnie jest tam mowa o Ojcu, Synu i Duchu św.

Na ten temat już coś napisałe w jednej z wcześniejszych części mojej wypowiedzi.
Podałem nazwiska wybitnych biblistów, którzy stwierdzają "nieautentyczność" (Mt 28, 19), Ty przytaczasz dwa artykuły, jeden autorstwa pana Grzegorza Żebrowskiego, a drugi pana Włodzimierza Bednarskiego (po raz pierwszy o nich słyszę). Przyznaję, że artykuły te przeczytałem fragmentarycznie. Ich niejasne rozważania na temat (Mt 28, 19) nie wzbudziły we mnie zachwytu. W obu artykułach znajdują się równie dziwne (według mnie) odniesienia do Dziejów Apostolskich i listów Pawła do Koryntian, w których jest mowa o chrzczeniu w imię Jezusa, a nie w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. (Zwracam uwagę na fakt, ze zarówno Paweł, jak i autor Dziejów Apostolskich nie znali Jezusa.)
Przytoczę fragment z jednego z tych artykułów: "Nie wiadomo też czemu ma tak wielkie znaczenie dla nich to, że w tekście Euzebiusza nie występuje termin "chrzest". Przecież nawet z fragmentu "nauczajcie wszystkie narody" wynika domyślnie, że ludzi później chrzczono".
Stwierdzam z całą mocą, że z faktu "nauczania" w żaden sposób nie wynika późniejsze chrzczenie". Ot, cała wartość argumentów autora tego artykułu.

>>Pozostał jeszcze nieszczęsny fragment ewangelii Jana, który przytoczyłaś poniżej
>>"Albowiem tak Bóg umiłował świat, że syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny" (J 3: 16).
>Tym niemniej nie jest prawdą, ze jak to napisałeś "Jeszcze w II i III wieku nikt nie utożsamiał Jezusa z Bogiem", bo właśnie św. Jan w swojej "nieszczęsnej" (najwyraźniej dla Ciebie) ewangelii pisze:
>Jan 1:18
>"(18) Boga nikt nigdy nie widział, Ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, /o Nim/ pouczył."

Uwagi na temat ewangelii "według" Jana, a także jej nieprzydatności do badań postaci Jezusa i jego nauki, napisałem już w punkcie 2) drugiej części mojej poprzedniej wypowiedzi. Przytoczony przez Ciebie fragment (J 1, 18) jest tego najlepszym dowodem. Porównaj ten fragment (J 1: 1, 14, 18) z np. (Mt 23, 9), (Ga 4, 4-5), (Rz 8, 3) i (J 11, 27) i być może zrozumiesz na czym polegały stadia rozwoju tytułu "Syn Boży", oraz jaka jest przydatność ewangelii Jana do badań historycznych. W (Mt 23, 9) Jezus upomina, by nikomu na ziemi (również jemu) nie okazywać takiej miłości i szacunku, jakie nalezą się wyłącznie Abba w niebie. W (Ga 4, 4-5), (Rz 8, 3) i (J 11, 27) jest już Jezus uważany za "przybranego" syna Bożego zrodzonego z kobiety. Prolog ewangelii Jana idzie już znacznie dalej. Tu Jezus nie jest już synem Bożym zrodzonym z kobiety, jest już "naturalnym" synem Bożym, przedwiecznym Logosem, głównym narzędziem stworzenia i objawienia.
W czwartej ewangelii "zasypana" została przepaść dzieląca syna Bożego od Boga. Żadna z ewangelii synoptycznych nie próbowała tego dokonać. Wnioski wyciągnij z tego sama.

Kontynuując temat synostwa Bożego Jezusa, przytoczę jeszcze znany Ci fragment z ewangelii Łukasza:
"I oto poczniesz w łonie, i urodzisz syna, i nadasz mu imię Jezus. Ten będzie wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego. I da mu Pan Bóg tron jego ojca Dawida". (Łk 1: 31-32).
Zwróć uwagę, że anioł Gabriel (zapewne wysłany przez samego Boga) przepowiada Maryi, że urodzi syna, który będzie nazwany Synem Bożym "Najwyższego", a nie, że będzie tym Synem. To chyba duża różnica. (Podkreślenia moje)

Warto zwrócić także uwagę na fakt, że Jezus nie jest bynajmniej chronologicznie "pierwszym" synem Boga, który pojawia się na kartach Biblii. W Starym Testamencie miano synów Boga noszą np. różne "istoty" - przykładowo: (Rdz 6, 2), (Hi 1, 6), (Hi 2, 1) i (Hi 38, 7) i inne. Tytuł "bożego syna" nadawano w przeszłości wielu postaciom historycznym, takim jak Pitagoras, Platon, August, Apoloniusz z Tiany i wielu innych.
28-05-2008 02:04 
 Ocena 2 na 4
Andrzej.51 (15814 punktów)
Ciąg dalszy
Jeszcze fragment z Nie i amen autorstwa wspomnianej już Uty Ranke-Heinemann - profesorki teologii katolickiej:
Cytat:
"Jest prawdą uzasadnioną historycznie, że Jezus nigdy nie określał się mianem mesjasza, to znaczy - Chrystusa.
Jezus nie był mesjaszem i nie pragnął nim być. Wielu Żydów w tamtych czasach, łącznie z niektórymi Jego uczniami, chętnie by go za takiego uznało i to właśnie związane z nim oczekiwanie doprowadziło zapewne do Jego stracenia. Tym samym powstał dla chrześcijan problem, gdyż ukrzyżowany Mesjasz jest przecież przeciwieństwem tego, czego oczekuje się od zwycięskiego Mesjasza. Problem ten usiłowano następnie rozwiązać albo za pomocą przerażających w swej wymowie teorii pokuty, albo strasznych wypowiedzi o charakterze horroru w rodzaju takich, że Bóg ofiarował za nas swojego syna itd., nie stroniąc przy tym od opisu licznych barbarzyńskich okropności."

>Poza tym Św. Jan znał Jezusa Chrystusa osobiście. [...]

Jeśli Ty piszesz, że autor ewangelii "według" Jana znał osobiście Jezusa, i nie masz co do tego żadnych wątpliwości, to wzbudzasz we mnie duże zdziwienie. Pozwolisz zatem, że napiszę Ci co nieco na temat "autorstwa" czwartej ewangelii:
(a) Odnośnie autorstwa ewangelii "według" Jana nawet tradycja kościelna nie jest jednolita. Twierdzi się m.in., że autorem (pośrednim) był apostoł Jan, który poczynił notatki do ewangelii, ta jednak została wydana dopiero około roku 100 przez jego uczniów. W tradycji kościelnej funkcjonuje również pogląd, że Jan w podeszłym wieku (około 90 lat) sam napisał ewangelię, co ponoć tłumaczy pewne znajdujące się w niej błędy. Według drugiej wersji kościelnej (Papiasz) Jan ewangelista nie jest autorem czwartej ewangelii, a to dlatego, że zmarł w latach 60-tych I wieku n.e., a ewangelia ta powstała około roku 100 (taką datę powstania tej ewangelii potwierdza również strona kościelna). Powszechnym w tej chwili jest pogląd, uznawany również przez biblistykę niekatolicką, że apostoł Jan został zamordowany w roku 62 n.e. najprawdopodobniej razem z młodszym bratem Jezusa, Jakubem.
Warto przytoczyć jeszcze kilka argumentów przeciw autorstwu Jana:
(b) Według ewangelii Jan apostoł był Galilejczykiem, zaś autorowi ewangelii Galilea jest raczej obca.
(c) Jan był prostym rybakiem, a autora ewangelii należy uznać za filozofa.
(d) Męczeńską śmierć Jana przewidział Jezus w ewangeliach według Marka i Mateusza. Gdyby taka śmierć Jana nie była faktem, to autorzy tych dwóch ewangelii raczej nie pisaliby o tej przepowiedni Jezusa.
(e) Jako pierwszy o ewangelii Jana wspomina pod koniec II wieku Ireneusz z Efezu a na dodatek myli Jana apostoła z Janem prezbitrem z tegoż Efezu (to pozwala również kwestionować, by Jan apostoł był autorem dwóch listów, w których autor przedstawia się jako prezbiter).
(f) Czwarta ewangelia jest najbardziej antyżydowska. Z tego powodu nie można Jana apostoła uważać za jej autora, bo ten swoją działalność misyjną prowadził wśród Żydów.
(g) Charakter Jana z trzech pierwszych ewangelii ("syn gromu") nie pasuje do Jana z czwartej ewangelii (spokojny, ulubiony uczeń Jezusa).
marcel (1048 punktów)
(zablokowany)
>Jeśli Ty piszesz, że autor ewangelii "według" Jana znał osobiście Jezusa, i nie masz co do tego żadnych wątpliwości, to wzbudzasz we mnie duże zdziwienie. Pozwolisz zatem, że napiszę Ci co nieco na temat "autorstwa" czwartej ewangelii:
>(a) Odnośnie autorstwa ewangelii "według" Jana nawet tradycja kościelna nie jest jednolita. Twierdzi się m.in., że autorem (pośrednim) był apostoł Jan, który poczynił notatki do ewangelii, ta jednak została wydana dopiero około roku 100 przez jego uczniów.

Została zredagowana, tak jak redaguje się notatki zmarłego pisarza, który nie ukończył pracy. W przypadku Jana większość biblistów przyjmuje, że doczekał się jeszcze rozpowszechniania swojej Ewangelii.

>W tradycji kościelnej funkcjonuje również pogląd, że Jan w podeszłym wieku (około 90 lat) sam napisał ewangelię, co ponoć tłumaczy pewne znajdujące się w niej błędy. Według drugiej wersji kościelnej (Papiasz) Jan ewangelista nie jest autorem czwartej ewangelii, a to dlatego, że zmarł w latach 60-tych I wieku n.e.,

To opinia przyjmowana przez nielicznych biblistów. Uznaje się powszechnie, że Apokalipsę np. napisał Jan na wyspie Patmos, dokąd został zesłany w r. 95 za cesarza Domicjana a swoje Listy pod koniec I w. w Efezie.
Jeśli chodzi o biskupa Papiasza to spotkał on Jana w Efezie jeszcze ok. r. 96/97.

>Powszechnym w tej chwili jest pogląd, uznawany również przez biblistykę niekatolicką, że apostoł Jan został zamordowany w roku 62 n.e. najprawdopodobniej razem z młodszym bratem Jezusa, Jakubem.

Najwidoczniej tylko przez biblistykę niekatolicką, a jak się domyślam przez niezwykle nieliczną grupę uczonych o niewielkich kompetencjach typu pani teolog, o której pisałeś.

>Warto przytoczyć jeszcze kilka argumentów przeciw autorstwu Jana:
>(b) Według ewangelii Jan apostoł był Galilejczykiem, zaś autorowi ewangelii Galilea jest raczej obca.

To właśnie Jan jest jedynym autorem wspominającym o Kanie Galilejskiej, więc argument nieco chybiony.

>(c) Jan był prostym rybakiem, a autora ewangelii należy uznać za filozofa.

Prostym rybakiem Jan był wieku ok. 18 lat gdy został powołany, 80 lat pózniej nie musiał nim być.

>(d) Męczeńską śmierć Jana przewidział Jezus w ewangeliach według Marka i Mateusza. Gdyby taka śmierć Jana nie była faktem, to autorzy tych dwóch ewangelii raczej nie pisaliby o tej przepowiedni Jezusa.

Rozumiem, ze potrafisz podać żródła tych tez. Ew.Jana 21, 20 mówi zupełnie co innego, dla Piotra przewiduje śmierć męczęńską, dla Jana nie przewiduje takiej.

>(e) Jako pierwszy o ewangelii Jana wspomina pod koniec II wieku

Pierwszy o niej wspomina jego uczeń Ignacy Antiocheński zmarły kilka lat po Janie (107 r.), nastepnie Ireneusz z Lyonu (ur.140, zm.202)

>Ireneusz z Efezu

Takiego nie było. Był za to Polikrates z Efezu, biskup, Ireneusz był z Lyonu.

>a na dodatek myli Jana apostoła z Janem prezbitrem z tegoż Efezu (to pozwala również kwestionować, by Jan apostoł był autorem dwóch listów, w których autor przedstawia się jako prezbiter).

Jan Prezbiter to postać, co do której istnienia historycznego wątpliwości podziela dziś większość uczonych.

>(f) Czwarta ewangelia jest najbardziej antyżydowska. Z tego powodu nie można Jana apostoła uważać za jej autora, bo ten swoją działalność misyjną prowadził wśród Żydów.

Jan połowę życia spędził w Efezie, czyli daleko od domu.

>(g) Charakter Jana z trzech pierwszych ewangelii ("syn gromu") nie pasuje do Jana z czwartej ewangelii (spokojny, ulubiony uczeń Jezusa).

Ewangelie mówią jasno o tym, że Jan uniósł się nieco i zaproponował ogień na tę miejscowość za zniewagę na Nauczycielu, za co Jezus go zgromił. Pasuje jak ulał.

m.
14-06-2008 00:31 
 Ocena 3 na 3
Andrzej.51 (15814 punktów)
Przejrzałem kilka Twoich wypowiedzi, na które do tej pory nie zdążyłem odpowiedzieć. I już nie odpowiem. Tracę czas na dyskusję na temat chrześcijaństwa z kimś, kto w zasadzie nic na ten temat nie wie. Twoje wypowiedzi składające się zazwyczaj z jednego lub dwóch zdań nie mają żadnej merytorycznej wartości. Ty tylko udajesz, że mi odpowiadasz, lecz Ty tego nie czynisz. Do tej pory nie przytoczyłeś żadnego dowodu (odwołania do literatury) na to, co wypisujesz. Za to prawie w każdej wypowiedzi wypisujesz, że właśnie "coś" mi udowodniłeś.
Tracę czas. Kończę dyskusję z Tobą. Ona do niczego nie prowadzi.
Żegnam Cię.

PS. W jednej z ostatnich wypowiedzi skierowanych do mnie napisałeś, że jesteś chory. Co zrobić, tak nieraz bywa. Oczywiście życzę Ci rychłego powrotu do zdrowia.
Bywaj zdrów.
gonzo
>(a) Odnośnie autorstwa ewangelii "według" Jana nawet tradycja kościelna nie jest jednolita. Twierdzi się m.in., że autorem (pośrednim) był apostoł Jan, który poczynił notatki do ewangelii, ta jednak została wydana dopiero około roku 100 przez jego uczniów. W tradycji kościelnej funkcjonuje również pogląd, że Jan w podeszłym wieku (około 90 lat) sam napisał ewangelię, co ponoć tłumaczy pewne znajdujące się w niej błędy. Według drugiej wersji kościelnej (Papiasz) Jan ewangelista nie jest autorem czwartej ewangelii, a to dlatego, że zmarł w latach 60-tych I wieku n.e., a ewangelia ta powstała około roku 100 (taką datę powstania tej ewangelii potwierdza również strona kościelna).

To jakaś ściema lub po prostu manipulacja. W rzeczywistości to właśnie dzięki świadectwu Papiasza zachowanym w kodeksie Toletańskim i w kodeksie Reginae Sueciae wiemy o tym, że to właśnie Jan Apostoł miał napisać czwartą Ewangelię (za E. Dąbrowski, Prolegomena do Nowego Testamentu , Warszawa 1952, s. 100 i tamże przypis nr 3). Nawet jeśli Papiasz uważał, że Jan zmarł w latach 60. I wieku n.e., to wcale nie wyklucza to tego, że mógł napisać swą Ewangelię. Po prostu w tym wypadku zrobiłby to do tego czasu.

>Powszechnym w tej chwili jest pogląd, uznawany również przez biblistykę niekatolicką, że apostoł Jan został zamordowany w roku 62 n.e. najprawdopodobniej razem z młodszym bratem Jezusa, Jakubem.

Dano wiarę jednej tradycji (Papiasz) a nie innej (Ireneusz) w tym miejscu. Na jakiej podstawie? Bo dzięki temu racjonaliści mogą negować to, że Jan napisał swą Ewangelię w Efezie około roku 90 n.e. I tylko na tej podstawie. Kiedy indziej, gdy ten sam Papiasz jest już niewygodny, bo twierdzi, że to sam apostoł Mateusz napisał Ew Mt przed Markiem, to wtedy już się odrzuca jego świadectwa. Jest to po prostu racjonalistyczna wybiórczość i niekonsekwencja.

>Warto przytoczyć jeszcze kilka argumentów przeciw autorstwu Jana:
>(b) Według ewangelii Jan apostoł był Galilejczykiem, zaś autorowi ewangelii Galilea jest raczej obca.

Jasne. Wedle Bultmanna Jan nie zna Galilei, bo Bultmann nie może ogarnąć jak Jezus mógł odbyć podróż po Galilei zgodnie z opisem J 5-7. Jednak to, że Bultmann czegoś nie ogarnia w swym rozumciu wcale nie oznacza, że Jan nie zna Galilei. Nieporadność umysłowa jednych nie suponuje błędu u innych. Jan wspomina o Galilei aż 16 razy.

>(c) Jan był prostym rybakiem, a autora ewangelii należy uznać za filozofa.

W tamtych czasach ludzie prości byli zarazem stosunkowo nieźle wykształceni i obyci z teologią. Nawet Deschner cytuje gdzieś jakieś świadectwo starożytne, z którego wynika, że o zawiłościach filozoficznych Trójcy ludzie dyskutowali nawet na bazarach. W Ewangelii Jana teologia nie jest wcale jakąś wyższą filozofią. To podstawowe pojęcia filozofii hellenistycznej, które przesycały tamten świat i były znane wszystkim. Nawet prości rybacy i rolnicy znali grekę gdyż była ona niezbędnym językiem używanym w stosunkach handlowych. Taka lingua franca, jak dziś angielski, który zna wielu również prostych ludzi.

www.christian-thinktank.com/qjohngrk.html

>(d) Męczeńską śmierć Jana przewidział Jezus w ewangeliach według Marka i Mateusza. Gdyby taka śmierć Jana nie była faktem, to autorzy tych dwóch ewangelii raczej nie pisaliby o tej przepowiedni Jezusa.

Dlaczego? Nie widzę wynikania.

>(e) Jako pierwszy o ewangelii Jana wspomina pod koniec II wieku Ireneusz z Efezu

Kto to jest Ireneusz z Efezu?

>a na dodatek myli Jana apostoła z Janem prezbitrem z tegoż Efezu (to pozwala również kwestionować, by Jan apostoł był autorem dwóch listów, w których autor przedstawia się jako prezbiter).

Gdzie? To w sumie Papiasz mówił o Janie prezbiterze. Ale tylko tyle, że się od niego uczył. Racjonaliści szybko więc na tej podstawie stworzyli bajeczkę, że to ten Prezbier napisał nie tylko listy, ale też i Ewangelię i Apokalipsę, żeby odsunąć Jana Apostoła od redakcji tych utworów. Problem jednak w tym, że Papiasz nic takiego już nie twierdzi. To tylko jedna z kolejnych radosnych bajeczek racjonalistycznych w temacie NT, którą Uta prezentuje jako niemal objawioną prawdę a ty za nią bezkrytycznie idziesz w tej kwestii.

>(f) Czwarta ewangelia jest najbardziej antyżydowska. Z tego powodu nie można Jana apostoła uważać za jej autora, bo ten swoją działalność misyjną prowadził wśród Żydów.

Ale naiwny argument. Jezus też prowadził swoją dzialalność misyjną wśród Żydów a nazywał ich plemieniem żmijowym, grobami pobielanymi itd. Ewangelia Mateusza jest skierowana do Żydów, których chce nawracać, a mimo to jest bardzo antyżydowska w pewnych miejscach. Znów nazywa ich plemieniem żmijowym (Mt 3,7; 23,32), wężami (23,32), plemieniem przewrotnym i wiarołomnym (12,39; 16,4), obłudnikami (15,7; 23,13-14.22.24.26.28), ponadto wielokrotnie atakuje ich status narodu wybranego (Mt 5,20; 9,11n; 12,2n; 12,38n; 15,6n; 16,4; 21,43, 23,3n).

Paweł też był Żydem, nawracał ich, a mimo to nie szczędził im bardzo ostrych słów.

"Żydzi zabili Pana Jezusa i proroków, i nas także prześladowali. A nie podobają się oni Bogu i sprzeciwiają się wszystkim ludziom" (1 Tes 2,15, BT)

Stanowczość i dosadność wobec swego narodu nie neguje tego, że chce się go nawracać i że do niego kieruje się przesłanie. Nawet jeśli więc Ewangelia Jana zawiera elementy antyżydowskie (to też dyskusyjne), to nie wyklucza to, że napisał ja Jan Apostoł, Żyd.

>(g) Charakter Jana z trzech pierwszych ewangelii ("syn gromu") nie pasuje do Jana z czwartej ewangelii (spokojny, ulubiony uczeń Jezusa).

Każdy ma dwie natury i czasem jest gwałtowny a czasem łagodny.
gonzo
>"O dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec." (Mk 13: 32 oraz Mt 24: 36)

Do tego tekstu już podawałem link.

>absolutnie zaprzecza boskości i zaprzeczenie to czyni sam Jezus. On bowiem stwierdza, że nie jest wszechwiedzący (a jako Bóg - taki być powinien). Nawet dla ojców Kościoła z IV w. niewiedza Jezusa wydaje się tak kompromitująca, iż uznawali oni te zdradliwe słowa za fałszerstwo. Zresztą jeszcze kilkakrotnie w ewangeliach wypowiedzi Jezusa świadczą o tym, że ani myśli on o równaniu się z Bogiem, że za Boga się nie uważa:
>"Czemu nazywasz mnie dobrym. Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg." (Mk 10: 18)

To nie neguje Trójcy. Najpierw Jezus prosi o uzasadnienie nazwania go dobrym. Za chwilę dodaje ogólną konstatację o dobroci Boga. Nie mówi wcale: "tylko Bóg jest dobry a ja nim nie jestem".

>oraz
>"Ojciec większy jest ode mnie." (J 14: 28).

Wyrywasz ten tekst z kontekstu jak Świadkowie Jehowy. W Hbr 2,7.9 czytamy, że jako człowiek Jezus "mało od aniołów był pomniejszony", po czym został ukoronowany chwałą i czcią za swe cierpienia. Z tekstu tego wynika zatem, że na czas swego ziemskiego pobytu Jezus był mniejszy nawet od aniołów, co wiązało się z jego dobrowolną kenozą i uniżeniem wspomnianym w Flp 2,7-8. Skoro wedle tego tekstu Jezus był przez ten okres mniejszy od aniołów, to nic dziwnego zatem, że Jezus był w tym czasie tym bardziej mniejszy również od Boga Ojca. J 14,28 wykazuje więc tylko tyle, że Jezus, będąc na ziemi, mówi właśnie o tym swym "umniejszeniu". Nie przeczy ten wers zatem w żadnym wypadku nauce o Trójcy. Popatrzmy więc przez chwilę, jak zdanie Jezusa z J 14,28 wygląda w całości, bez szatkowania, które to szatkowanie, jak wiadomo, często może po prostu odwrócić zupełnie znaczenie tekstu (tak jest, niestety, tym razem). A wygląda to zdanie w całości tak:

"Gdybyście mnie miłowali, to byście się radowali, że idę do Ojca, bo Ojciec większy jest niż Ja".

Dlaczego Jezus powiązał radość uczniów z tym, że odchodzi, i z tym, że Ojciec jest większy od Niego? To oczywiste, Jezus mówi w tym tekście, że uczniowie powinni się radować z tego, że On idzie do Ojca, skoro teraz jest mniejszy od Niego. Ale jak już Syn do Ojca pójdzie, wtedy przestanie być mniejszy od Ojca, i to właśnie powinno być przyczyną radości uczniów. Takie znaczenie tego wersu jest oczywiste, inaczej trudno byłoby o logiczne wytłumaczenie, dlaczego uczniowie Jezusa mieliby cieszyć się z tego, że Jezus odejdzie do Ojca. Nie byłoby też jasne, co ma wspólnego ta radość uczniów i ten powrót do Ojca z tym, że Jezus jest od Niego mniejszy. Sprawa wyjaśnia się dopiero wtedy, gdy przyjmiemy, że ten powrót Jezusa do Ojca powinien napawać uczniów radością, bo wtedy Jezus już nie będzie mniejszy od Ojca, zostanie ponownie wywyższony (por. J 8,28; Dz 5,31; Hbr 7,26). Wynikający z faktu wcielenia kontrast istniejący pomiędzy uniżeniem i wywyższeniem Syna jest opisany w Flp 2,8-9. To wyjaśnienie zgadza się z tym, co napisałem wyżej zgodnie z Hbr 2,7.9, gdzie czytamy, że na czas wcielenia Jezus był mniejszy nawet aniołów (tym bardziej musiał być więc mniejszy od Ojca). Jak widać, po przeczytaniu zdania Jezusa z J 14,28 w całości okazuje się, że ma ono zupełnie przeciwne znaczenie niż nadają mu antytrynitaryści.

>3) Nawet modląc się Jezus czyni wyraźne rozróżnienie pomiędzy nim a Bogiem. Modli się nie do siebie, lecz do Boga.
>Miedzy nim a Bogiem występuje pewne napięcie. Prosi Boga o to, by ominął go ten kielich. W czasie ukrzyżowania skarży się Bogu
>"Eli, Eli, lama sabachtani" (Mt 27: 46 oraz Mk 15: 34) - tłumaczenie tych słów zapewne nie jest Ci obce.

To cytat z Psalmu 22 na okoliczność sytuacji. Nie neguje to Trójcy.

>Lub też - również podczas ukrzyżowania - zwraca się do Boga
>"Ojcze, w ręce Twoje polecam ducha mego" (Łk 23: 46) - to wyraźne rozróżnienie między nim a Bogiem.

Te wersy nie negują pojęcia Trójcy

www.tektonics.org/qt/skepticsandjesus.html

www.tektonics.org/jesusclaims/trinitydefense.html
Totus (1201 punktów)
Witam, dzięki ryśkowi temat wypłynął na wierzch wątków forumowych więc ulegam pokusie odpowiedzi na Pańskie wątpliwości, zaznaczam, że bardzo Pana szanuję za wiedzę, styl i nie tylko, żałuję, że dopiero teraz odpisuję. Zauważmy, że:
>Fakty natomiast są następujące:
>1) Dogmat o Trójcy Świętej ma rodowód pogański, (...)
Pasuje jak ulał do istoty Boga Chrześcijańskiego, sam bym go może dziś adoptował gdyby mnie nie uprzedzono.

>2) Jezus nie uważał się za Boga. Tylko kilkakrotnie wyraził swój stosunek do Boga w relacjach ojciec-syn. Jedna z tych wypowiedzi (Mt 11: 27
Skąd może Pan wiedzieć jaka będzie reakcja kolejnego wcielenia Jezusa na swoje dzieło w momencie gdy kolejny człowiek dostąpi w akcie paruzji udziału w życiu wiecznym (oczywiście, że przed śmiercią biologiczną!)? Jezus potrafi dokonywać oceny swoich czynów z punktu widzenia anioła (Syna Bożego z tego samego Ojca i Ducha Świętego), który dopiero nadejdzie w kolejnym etapie rozwoju ludzkości - musi Pan stać się nim (czyli bytem przyszłym=domniemanym w Jezusowej jaźni) by pojąć głębiej tę relację. Czy Jezusowi wszystko przekazał Ojciec Jego - znaczy czy postępowałby Pan identycznie na Jego miejscu, gdyby, poza odwagą, mielibyście Panowie tego samego Ojca, łączyły Was jednakowe idee, samointerpretacja podmiotu i jednakowa wizja świata?
Proszę :
Nikt nie zna Syna tylko Ja, nikt nie zna Ojca, tylko Ja i mnie, czyli tego, któremu Syn zechciał objawić.
Nakazuję Jezusowi postępować tak jak postępował - abym się stał .
Andrzeju Ty też nakażesz ?
>oraz Łk 10: 22)
Czy może jesteś z tymi, którzy też nie wiedzą kim jesteśmy Ja, Jezus i Ojciec Nasz ? A ??

>przez biblistów przypisywana jest pierwotnemu Kościołowi (kwestionuje się pochodzenie tych słów bezpośrednio od Jezusa).
Oczywiście Jezusem nie jestem, tamten, Zbawiciel mój - umarł na krzyżu zabity przez społeczeństwo wyznaniowe.

>Druga z tych wypowiedzi
>"O dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec." (Mk 13: 32 oraz Mt 24: 36)
Wybacz ale ja też nie wiem kiedy ludzkość stanie się w pełni na moje podobieństwo i rozpocznie się poapokaliptyczny tryumf Królestwa Niebieskiego, postaram się ten czas oczekiwania gwałtownie skrócić, a wtedy może i biada brzemiennym i karmiącym w owe dni w Jerozolimie jeśli nie dostosują się do nakazu opuszczenia tego miasta przed jego zaoraniem przez Nas - jako wola Jezusa - jako wola Zbawionych (Mt 24,15-22)

>absolutnie zaprzecza boskości i zaprzeczenie to czyni sam Jezus. On bowiem stwierdza, że nie jest wszechwiedzący (a jako Bóg - taki być powinien).
Czyj Bóg jest wszechwiedzący ?
>Nawet dla ojców Kościoła z IV w. niewiedza Jezusa wydaje się tak kompromitująca, iż uznawali oni te zdradliwe słowa za fałszerstwo. Zresztą jeszcze kilkakrotnie w ewangeliach wypowiedzi Jezusa świadczą o tym, że ani myśli on o równaniu się z Bogiem, że za Boga się nie uważa:
>"Czemu nazywasz mnie dobrym. Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg." (Mk 10: 18)
Przecież to młodzieniec nie może nazywać Jezusa dobrym bo nie może mieć o tym pojęcia czym jest d/Dobro !
Ktoś kto to wie jest dobry i ciążyłaby na nim konieczność wyręczenia Jezusa w jego misji, gdyby np. zadecydowała jako argument "za" data urodzin, w sensie jestem starszy więc zrobię to za Ciebie Jezusie.
>oraz
>"Ojciec większy jest ode mnie." (J 14: 28).
Zgadza się, każdy Syn Boży po Jezusie i on sam potęgują kolejnych i Bóg Ojciec rośnie w siłę, jaki będzie w osobie kolejnego Pocieszyciela ? (Jana 16,7 przeoczyłeś?)

>Pozostał jeszcze nieszczęsny fragment ewangelii Jana, który przytoczyłaś poniżej
>"Albowiem tak Bóg umiłował świat, że syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny" (J 3: 16).
Wiara wierze nie równa, ludzie nie muszą stawać się Aniołami (w tym Apokalipsy), doświadczającymi jej pełni, co nie oznacza, że jest to niemożliwe.
>Pominięte są w niej prawie wszystkie wypowiedzi Jezusa synoptyków. Ewangelia jest tak napisana, że chwilami wręcz nie wiadomo, czy mówi jeszcze Jezus, czy już ewangelista Jan.
Mnie też się to czasem zdarza. Nic to zdrożnego, choć publicznie bardzo ryzykowne.

>W ogólnym zarysie tak rzecz się ma z pomijaniem przez biblistykę cytowanej wypowiedzi Jezusa (J 3: 16).
>3) Nawet modląc się Jezus czyni wyraźne rozróżnienie pomiędzy nim a Bogiem. Modli się nie do siebie, lecz do Boga.
Czyli do Ciebie - czytelniku Ewangelii - , który wygrałeś wolność bo zrozumiałeś zawartą w niej naukę o sobie.
Jezus poprosi Cię czysto formalnie abyś przypadkiem poddawszy się oburzeniu, ludzkiemu uczuciu, które może najść Cię po tym jak zrozumiesz co Ci wyrządzono - Człowieku - na krzyżu, abyś czasem w afekcie nie zechciał skrzywdzić winowajców - bo oni - (powtarzaj za Jezusem, trzymaj wściekłość na wodzy) - nie są winni tego co czynią ( dziecięć razy i przejdzie Boży gniew )

>Miedzy nim a Bogiem występuje pewne napięcie. Prosi Boga o to, by ominął go ten kielich.
Pewnie się powtórzę ale co mi tam. Jezus zginął za nas i dla nas - Pan przyjmuje jego ofiarę w poczet wartościowych czy może jej sens czy idea są Panu obce?

>W czasie ukrzyżowania skarży się Bogu
>"Eli, Eli, lama sabachtani" (Mt 27: 46 oraz Mk 15: 34) - tłumaczenie tych słów zapewne nie jest Ci obce.
Ależ jestem tu i umierałem razem z Tobą. Twoja wiara we mnie nie była daremna - odpowiada czytelnik Ewangelii.

>Lub też - również podczas ukrzyżowania - zwraca się do Boga
>"Ojcze, w ręce Twoje polecam ducha mego" (Łk 23: 46) - to wyraźne rozróżnienie między nim a Bogiem.
Dziekuję Ci za Twe oddanie Sługo mój i Panie mój - odpowiada czytelnik Ewangelii.

No i gdzie padły ziarna ?

Pozdrawiam i liczę na zrozumienie i odpowiedź.
.
07-09-2008 14:24 
 Ocena 5 na 5
Andrzej.51 (15814 punktów)
>Witam, dzięki ryśkowi temat wypłynął na wierzch wątków forumowych [...]

Witam również.
Ja już ten temat zakończyłem i przyznaję, iż nie chcę więcej do niego wracać. Co miałem do napisania, już napisałem. Nie chce już więcej na ten temat pisać. Dla mnie ten wątek jest zamknięty i to jest pierwszy powód, że do naszej dyskusji nie dojdzie. Niemniej miło mi, że do mnie napisałeś (niniejszym proponuję formę wzajemnego zwracania się przez "ty" - tak jest łatwiej i mam nadzieję, że nie będzie Ci to przeszkadzać).

>[...] więc ulegam pokusie odpowiedzi na Pańskie wątpliwości, [...]

Z czego wnioskujesz, że ja mam jakieś wątpliwości. Wydaje mi się, że raczej ich nie mam. Jeśli którykolwiek fragment mojej wypowiedzi tak odebrałeś, to raczej pochopnie, niewłaściwie.

W mojej ocenie nasza dyskusja do niczego nie prowadzi, bo znajdujemy się na dwóch przeciwstawnych biegunach, a te bieguny się odpychają. Ja nie zaakceptuję i nie uznam Twoich argumentów, a Ty, jak mniemam, nie uznasz moich. Ty piszesz do mnie o Jezusie Synu Bożym, piszesz o Jezusie swojej głębokiej wiary, ja zaś widzę w Jezusie wyłącznie (a może "aż") człowieka. I tylko człowieka. Ty piszesz do mnie o kolejnym "wcieleniu" Syna Bożego Jezusa w chwili jego paruzji, ja zaś w tę paruzję po prostu nie wierzę.
Ja w swojej wypowiedzi (i w wielu innych) wyraziłem już mój sposób rozumienia takich logionów, jak np. (Mk 13: 32), (Mt 24: 36), (Mk 10: 18), (J 14: 28), (Mt 28: 19), (J 3: 16), czy też (Mt 27: 46), (Mk 15: 34) i (Łk 23: 46), a Ty przedstawiasz na te wypowiedzi pogląd zupełnie inny od mojego. Ja to Twoje stanowisko rozumiem i szanuję, gdyż jestem przekonany, iż wynika ono z Twojej głębokiej wiary. Ale stanowiska Twojego nie podzielam.
Ty widzisz w śmierci Jezusa na krzyżu zbawienie ludzkości i "ofiarowanie" jej (tej ludzkości oczywiście) przez ukrzyżowanego życia wiecznego. Dla mnie natomiast śmierć Jezusa na krzyżu jest wyłącznie niepotrzebną śmiercią człowieka, najgorszą i najokrutniejszą z możliwych, taką niestety, jakich w owych czasach było wiele. Ja w nieludzkiej męce i śmierci przez ukrzyżowanie nie dopatruję się ekspiacji Jezusa za ludzkość, bo według mnie śmierć ta żadną ekspiacją nie była.
Ty piszesz, że "Jezus zginął za nas i dla nas" a "Pan przyjął jego ofiarę". Ja zaś twierdzę, że okrutna śmierć Jezusa na krzyżu była nikomu niepotrzebna i uznaję, że Bóg (o ile oczywiście istnieje, w co ja nie wierzę) nie miał moralnego prawa takiej przerażającej śmierci ani przyjmować od Jezusa, swojego syna, ani też tym bardziej jej od niego wymagać jako rzekomego zadośćuczynienia, jako tzw. Ofiary Przebłagalnej za grzech prarodziców.

Na gruncie tych dzielących nas zasadniczych i doktrynalnych różnic nie ma, bo być nie może, ani żadnego porozumienia ani nawet możliwości uzyskania choćby częściowego konsensusu. Ty chcesz ze mną dyskutować o Jezusie swojej wiary, ja mogę Ci natomiast zaproponować wyłącznie dyskusję o Jezusie historii. To nie są te same osoby - Jezus wiary nie jest tożsamy z Jezusem historii. To właśnie - w moim oczywiście rozumieniu - czyni naszą dyskusję niepotrzebną. Jest to zatem drugi powód uniemożliwiający naszą dyskusję, dlatego też ja tej dyskusji nie podejmę.

Pozdrawiam Cię.
08-09-2008 15:17 
 Ocena 1 na 1
Totus (1201 punktów)
Tylko sprostowanie, proszę się nie niepokoić.

Oczywiście to co napiszę nie musiało wynikać z moich postów ale celem wyjaśnienia:

>Ty piszesz do mnie o Jezusie Synu Bożym, piszesz o Jezusie swojej głębokiej wiary, ja zaś widzę w Jezusie wyłącznie (a może "aż") człowieka.
Interesuje mnie Jezus jako obiekt nieraz ślepego kultu wielomiliardowej populacji chrześcijan. Widzę w Jezusie człowieka realizującego posiadany wzorzec "człowieka umysłowo/moralnie doskonałego = CUMD".

>I tylko człowieka.
Dopuszczam możliwość, że jest to postać z bajki, która jako złożony symbol została wymyślona na potrzeby zachowania pewnych, określonych idei bliskich humanizmowi o zabarwieniu radykalnie ateistycznym poprzez aktywnie stosowany w nich antropoteizm absolutyzujący wzorzec "CUMD" i nadający mu rangę Boga w rozumieniu najwyższej wewnętrznej wartości człowieka.

>Ty przedstawiasz na te wypowiedzi pogląd zupełnie inny od mojego. Ja to Twoje stanowisko rozumiem i szanuję, gdyż jestem przekonany, iż wynika ono z Twojej głębokiej wiary.
Zimną, swobodną i bezwzględną analizę danych, skutkiem której powstaje plik hipotez, ich korelacje, syntezę wniosków roboczych dających w większej części zgodny i spójny wizerunek światopoglądowy Zbawiciela niedopuszczalny aktualnie przez kościół dla osób wierzących (szczególnie w zaświaty dewaluujące nasze ludzkie życie tu na Ziemi) nie nazwał bym głęboką wiarą.

>Ale stanowiska Twojego nie podzielam.
Staję na stanowisku, że nauki Jezusa jeśli są oparte rzeczywiście na prawidłowo zinterpretowanej ludzkiej naturze w osobie jego samego, a podobna samointerpretacja towarzyszy humanistom a więc osobom potocznie nazywanym "niewierzący", niestety, pasjonujące (mnie przynajmniej) zagadnienie nie napotyka na zbytnie zainteresowanie osób z reguły chyba nie dopuszczających takiego wariantu. Przyjęcie kilku kluczowych założeń światopoglądowych do których moim zdaniem namawia Ten, którego różnie zwą, a którego treści nauk już zmienić się nijak na szczęście nie da jest nie do przyjęcia przez kościoły chrześcijańskie albo co fascynujące gdy wczytamy się w ostatnią księgę do przyjęcia z automatycznym apokaliptycznym upadkiem w atmosferze globalnego skandalu.

>Ty widzisz w śmierci Jezusa na krzyżu zbawienie ludzkości (...)
Dla mnie racjonalizacja życia zbiorowości ludzkich wolnych od patologii religijno-światopoglądowych jest takim samym marzeniem jak autorów przesłania Nowego Testamentu. Moja droga chyba nieco "pod prąd" jest konsekwencją dopuszczenia prawdziwości wyników swoich analiz.

>Ty piszesz, że "Jezus zginął za nas i dla nas" a "Pan przyjął jego ofiarę". Ja zaś twierdzę, że okrutna śmierć Jezusa na krzyżu była nikomu niepotrzebna i uznaję, że Bóg (o ile oczywiście istnieje, w co ja nie wierzę) nie miał moralnego prawa takiej przerażającej śmierci ani przyjmować od Jezusa, swojego syna, ani też tym bardziej jej od niego wymagać jako rzekomego zadośćuczynienia, jako tzw. Ofiary Przebłagalnej za grzech prarodziców.
Niestety nie mogę wytłumaczyć logiki tego postępowania bez wyraźnej prośby (tylko na forum, emaile nie dochodzą)

>Na gruncie (...)
>Ty chcesz ze mną dyskutować o Jezusie swojej wiary, ja mogę Ci natomiast zaproponować wyłącznie dyskusję o Jezusie historii. To nie są te same osoby - Jezus wiary nie jest tożsamy z Jezusem historii.
Rzeczywiście tu się rozmijamy, Jezus historii nie pobudzałby mnie do dyskusji ( nie przez wzgląd na brak wiedzy tylko przez jej charakter )

>Pozdrawiam Cię.
Również, serdecznie.

Przepraszam i dziękuję za uwagę.
.
Andrzej.51 (15814 punktów)
Trzecia część mojej wypowiedzi:

4) Również Paweł z Tarsu nie uważał bynajmniej, by Syn był tożsamy z Ojcem. Jezus nosi u Pawła tytuł Syna Bożego (tytuł ten Paweł przyznaje wszelkim istotom anielskim), ale Paweł podporządkowuje Jezusa Bogu (chrystologia subordynacyjna, którą Kościół odrzucił na soborze w Nicei). Wszędzie u Pawła "boskość" jest wyraźnie zastrzeżona dla Ojca. Jezus u Pawła jest uznawany za stojącego o jeden stopień niżej niż Bóg.
Jeszcze w II i III wieku nikt nie utożsamiał Jezusa z Bogiem. Chrześcijanie nie uznawali go za współistotnego z Bogiem, lecz przyznawali mu "drugie miejsce" za niezmiennym i wiecznym Stwórcą świata. Uważali tak m.in. tacy ojcowie Kościoła i kościelni teologowie, jak Ireneusz, Tertulian, Ariusz i Orygenes. Tenże Orygenes, największy teolog trzech pierwszych wieków, odrzucił modlitwę do Jezusa. Uważał, że należy się modlić wyłącznie do Boga Ojca.

5) Apostołowie także nie uważali Jezusa za Boga. W ich oczach był on człowiekiem - "mężem", który wypełniał posłannictwo Boga. Jest dla nich również "prorokiem", "sługą" Boga, "Świętym i Sprawiedliwym". Dopiero Jezusa ukrzyżowanego "uczynił Bóg i Panem, i Mesjaszem" (Dzieje Apostolskie 2: 22, 3: 22, 7: 37, 4: 27, 3: 14, 2: 33, 2: 36).
Zarówno apostołowie, jak i członkowie pierwotnej gminy nie wyszli jeszcze poza obręb narodu żydowskiego i jego religii. Potwierdzają to zgodnie wszyscy współcześni nam teologowie katoliccy i historycy religii. Nie istniała dla nich wiara w Jezusa, nie znali historii o jego narodzinach z dziewicy (nie znał jej również Paweł). Apostołowie stwierdzali jedynie fakt śmierci i zmartwychwstania Jezusa, ale to ostatnie w owych czasach nie miało cech zdarzenia niezwykłego. (Bogami powstałymi z martwych przed Chrystusem byli m.in.: Tammuz, Adonis, Attis, Ozyrys, Dionizos i inni. Niektórzy z nich zaznali różnych cierpień i mąk, a byli wśród nich tacy, co zmarli na krzyżu. Już w najdawniejszych czasach ich zmartwychwstaniu towarzyszyła nadzieja na ludzką nieśmiertelność.)

6) Jezus nie znał również pojęcia Trójcy Świętej. Słowa Jezusa z ewangelii Mateusza o chrzczeniu "w imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego" (Mt 28: 19) uznawane są nawet przez teologów krytycznych za nieautentyczne. Jezus co najwyżej mógł myśleć o "duchu Jahwe" (ruach Jahwe) wspomnianym setki razy w ST.
Duch u Pawła nie jest również Duchem Świętym z Trójcy. U Pawła Duch jest nieodłączny od Jezusa.

7) Początki dogmatu Trójcy Świętej sięgają soboru w Nicei w 325 r. n.e., na którym przyjęto formułę tzw. homousios, który wyraża współistotność Ojca z Synem. Na soborze w Konstantynopolu w 381 r. wprowadzona została boskość Ducha Świętego, a tym samym przyjęto niejako Dogmat Trójcy Świętej. Ten stopniowy proces "wprowadzenia" Trójcy Świętej widać wyraźnie w nicejskim a następnie w nicejsko-konstatynopolitańskim wyznaniu wiary.

Na koniec warto zwrócić uwagę, że choćby dziesiątki razy Jezus w Biblii nazywał się Bogiem lub Synem Bożym, choćby co najmniej tyle samo razy mówili to o nim jego apostołowie i inni ludzie mu współcześni, to będzie to oznaczać tylko tyle, że on się tak sam nazwał (za takiego się uważał -?), oraz niektórzy ludzie, np. apostołowie, tak go nazywali (za takiego go uważali -?). I nie będzie to oznaczać absolutnie nic ponadto. Nie będzie to oznaczać, że Jezus tym Bogiem (Synem Bożym) był (jest -?) naprawdę. Bo czegoś takiego to oznaczać po prostu nie może. Bo sam fakt, że takie słowa znajdują się w Nowym Testamencie nie jest - z oczywistych powodów - dowodem na boskość Jezusa. Sam fakt, że takie słowa znajdują się w Nowym Testamencie nie jest - z równie oczywistych powodów - dowodem na to, że kiedykolwiek zostały przez Jezusa lub np. apostołów wypowiedziane. Część osób uzna takie wypowiedzi (zapisy w NT) za prawdziwe i stwierdzi, że Jezus był (jest -?) Bogiem, czy tez Synem Bożym, a inni tego nie uznają. Bo jest to wyłącznie kwestia wiary, i nic więcej.

>>Ateista wie bowiem, mimo że nie myśli, że Jezus wcale za Boga (Syna Bożego) się nie uważał i za takiego nie uważał go nawet Paweł z Tarsu, i mniej więcej do połowy III wieku Jezus raczej z Bogiem nie był utożsamiany.
>Przekręcanie faktów przez ateistów już przechodzi wszelkie pojęcie.

Nie. Ja nie przekręcam faktów. Ja uważam nawet odwrotnie, że przekręcanie faktów przez teistów już przechodzi wszelkie pojecie. Ja fakty - w dużym oczywiście skrócie - przedstawiłem powyżej. Jeśli chcesz, możesz je uznać za prawdziwe. Wszystko to, co powyżej napisałem, oparte jest na dziełach wybitnych biblistów XX wieku. Ty - domyślam się - biblistykę naukową odrzucasz i zadowalasz się pracami teologów katolickich. No cóż, można i tak. Dyskutować nie zamierzam, bo i tak do porozumienia chyba nie dojdziemy. Tak mi się przynajmniej wydaje. Problem jednak polega na tym, że prace teologów katolickich raczej przez wybitnych biblistów nie są brane pod uwagę, gdyż nie posiadają tzw. "wolności badań". Nie omówię tego wątku, gdyż i tak moja wypowiedź jest nazbyt obszerna.

>W ostatnią niedzielę była właśnie uroczystość Trójcy Świętej i było czytanie z Ewangelii wg św. Jana: "Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne." ( J 3,16)

Jeśli - trudno by mi przyszło w to uwierzyć - swoją wiedzę opierasz wyłącznie na tym, co ksiądz mówił w czasie mszy, to ja na ten fragment Twojej wypowiedzi spuszczam zasłonę milczenia. Chciałbym jednak wierzyć, iż tak nie jest.
Do powyższego cytatu odniosłem się już powyżej.
Teresa (2693 punktów)
>Trzecia część mojej wypowiedzi:4) Również Paweł z Tarsu nie uważał bynajmniej, by Syn był tożsamy z Ojcem. Jezus nosi u Pawła tytuł Syna Bożego (tytuł ten Paweł przyznaje wszelkim istotom anielskim), (...)

Tak, jasne, Paweł ani jego uczniowie bynajmniej tak nie uważali, więc chyba byli pijani, gdy tak pisali:
Hbr 1,8-10
8. Lecz do Syna: Tron twój, o Boże, na wieki wieków, Berłem sprawiedliwym berło Królestwa twego.
9. Umiłowałeś sprawiedliwość, a znienawidziłeś nieprawość: Dlatego namaścił cię, o Boże, Bóg twój olejkiem wesela jak żadnego z towarzyszy twoich.
10. Oraz: Tyś, Panie, na początku ugruntował ziemię, I niebiosa są dziełem rąk twoich;
(BW)

>Jeszcze w II i III wieku nikt nie utożsamiał Jezusa z Bogiem. Chrześcijanie nie uznawali go za współistotnego z Bogiem, lecz przyznawali mu "drugie miejsce" za niezmiennym i wiecznym Stwórcą świata. Uważali tak m.in. tacy ojcowie Kościoła i kościelni teologowie, jak Ireneusz, Tertulian, Ariusz i Orygenes.

Skoro nikt w II i III wieku nie utożsamiał Jezusa z Bogiem to znaczy, że św. Jan apostoł albo nie mógł być chrześcijaninem albo nie mógł żyć w I wieku, gdyż on jak najbardziej utożsamiał Jezusa z Bogiem:

Jan 1:18
(18) Boga nikt nigdy nie widział, Ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, /o Nim/ pouczył.

Co wybieraz?

>Tenże Orygenes, największy teolog trzech pierwszych wieków, odrzucił modlitwę do Jezusa. Uważał, że należy się modlić wyłącznie do Boga Ojca.

Nie mam na tyle czasu, aby to analizować poglądy Orygenesa, ale na: www.trinitarians.info/trojca/
Jest duzo o Orygenesie, Tertulianie i Ireneuszu.

>5) Apostołowie także nie uważali Jezusa za Boga. W ich oczach był on człowiekiem - "mężem", który wypełniał posłannictwo Boga. Jest dla nich również "prorokiem", "sługą" Boga, "Świętym i Sprawiedliwym". Dopiero Jezusa ukrzyżowanego "uczynił Bóg i Panem, i Mesjaszem" (Dzieje Apostolskie 2: 22, 3: 22, 7: 37, 4: 27, 3: 14, 2: 33, 2: 36).

Św. Piotr pytany przez Jezusa, za kogo Go uważają, odpowiada przecież: "Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego" (Mt 16,16).

Testy o tym, że Jezus był Synem Bożym i że czynił sie równym Bogu, np:
Jn 5:18
18. Dlatego więc usiłowali Żydzi tym bardziej Go zabić, bo nie tylko nie zachowywał szabatu, ale nadto Boga nazywał swoim Ojcem, czyniąc się równym Bogu.
(BT)

są kluczowe dla struktury ewangelii nie jest wiec mozliwe aby był "dodane".

>Zarówno apostołowie, jak i członkowie pierwotnej gminy nie wyszli jeszcze poza obręb narodu żydowskiego i jego religii. Potwierdzają to zgodnie wszyscy współcześni nam teologowie katoliccy i historycy religii. Nie istniała dla nich wiara w Jezusa, nie znali historii o jego narodzinach z dziewicy (nie znał jej również Paweł).

Czy to jest aksjomat, że apostołowie, jak i członkowie pierwotnej gminy nie wyszli jeszcze poza obręb narodu żydowskiego i nie mieli wiedzy na ten temat?
A może właśnie "wyszli", skoro o dziewiczym poczęciu jest przecież mowa w Łk i Mt.
Mt1, 23
"23 Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel5, to znaczy: "Bóg z nami"."

Możesz tylko założyć, ze "nie wyszli", ale wówczas musisz zarzucić ludziom parę fałszywek i spisek trynitariański.
Możesz też założyć, że "wyszli" i wówczas możesz traktować katolików normalnie.
Co wybierasz?
Zanim odpowiedsz prosze pamiętaj o tzw. "wolności badań".

>6) Jezus nie znał również pojęcia Trójcy Świętej. Słowa Jezusa z ewangelii Mateusza o chrzczeniu "w imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego" (Mt 28: 19) uznawane są nawet przez teologów krytycznych za nieautentyczne. Jezus co najwyżej mógł myśleć o "duchu Jahwe" (ruach Jahwe) wspomnianym setki razy w ST.
>Duch u Pawła nie jest również Duchem Świętym z Trójcy. U Pawła Duch jest nieodłączny od Jezusa.

Ale skoro w ST był tylko "duch Jahwe" to pojawienie się "Ducha św." w NT może wskazywać na to, że właśnie Jezus o nim powiedzial. Jak mamy otwarcie analizować czy Jezus wiedzial o Duchu św jeśli nie możemy tego założyć, bo już z góry odrzucamy taki wariant?

Przeciez jako ateista możesz argumentować, ze pobożny Żyd, ale i wielki megaloman (utrzymywał ze prorocy ST mowią o Nim), mógl wymyślić Ducha św.. (duch Jahwe, święty -> duch św.)
Jeśli nastąpił jakiś przełom doktrynalnyto wlasnie w Jezusie, bo przecież jest zbyt dużo dokumentów: Dzieje Apostolskie, Listy, z I wieku n. e., inne itd. w ktorych -wszyscy jak oszalali piszą o Duchu św., mówią też o nim jako o obietnicy, którą dał im Pan. Skąd ci wszyscy ludzie wiedzieli o Duchu św. skoro wg Ciebie nie mogli o nim nawet myśleć?

A jak wyjaśnisz to, że Jezus ciągłe nazwał Boga swoim Ojcem? Czy w ST ktoś tak mówił?

> Nie będzie to oznaczać, że Jezus tym Bogiem (Synem Bożym) był (jest -?) naprawdę. Bo czegoś takiego to oznaczać po prostu nie może.

W imię czego, przepraszam, nie może? W imię materialistycznych dogmatów? A co z wolnością badań?

>Nie. Ja nie przekręcam faktów. Ja uważam nawet odwrotnie, że przekręcanie faktów przez teistów już przechodzi wszelkie pojecie. Ja fakty - w dużym oczywiście skrócie - przedstawiłem powyżej.

To nie były w fakty tylko raczej zbiór aksjomatów pomieszanych z faktami, gdyż w wielu przypadkach wykazałam, ze mogło być inaczej lub, że wręcz było inaczej.
28-05-2008 14:15 
 Ocena 4 na 4
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>4) Również Paweł z Tarsu nie uważał bynajmniej, by Syn był tożsamy z Ojcem. Jezus nosi u Pawła tytuł Syna Bożego (tytuł ten Paweł przyznaje wszelkim istotom anielskim), (...)
>Tak, jasne, Paweł ani jego uczniowie bynajmniej tak nie uważali, więc chyba byli pijani, gdy tak pisali:
>Hbr 1,8-10
>8. Lecz do Syna: Tron twój, o Boże, na wieki wieków, Berłem sprawiedliwym berło Królestwa twego.
>9. Umiłowałeś sprawiedliwość, a znienawidziłeś nieprawość: Dlatego namaścił cię, o Boże, Bóg twój olejkiem wesela jak żadnego z towarzyszy twoich.
>10. Oraz: Tyś, Panie, na początku ugruntował ziemię, I niebiosa są dziełem rąk twoichBW)

Nie wiem, czy byli pijani, gdy pisali ten list, ale skoro tak piszesz, ...
Gorszego przykładu niż list do Hebrajczyków już zapewne wybrać nie mogłaś.
Autorem tego listu na pewno nie jest Paweł z Tarsu. Dość długo tak uważano, dlatego też zresztą został włączony do NT. Dopiero Luter stwierdził, iż autorem listu jest najprawdopodobniej Apollos (taka wersja jest najczęściej uznawana). List ten przypisywany był dawniej Łukaszowi, bądź Barnabie. Uznaje się również obecnie, że być może autor listu jest anonimowy. Najczęściej przyjmuje się ponadto, że list powstał między 67 a 100 rokiem n.e. Jeśli uznać jako najbardziej prawdopodobne, że autor listu jest nieznany, bądź też jest nim Apollos, to trzeba stwierdzić, że autor nie znał Jezusa, nigdy też jego naukom się nie przysłuchiwał. I Ty fragmenty takiego listu przytaczasz w dyskusji ze mną. Jakaż jest wiarygodność tego, co w tym liście napisano? Jak mam uznawać coś, co o Jezusie napisał człowiek, który nie widział go na oczy? I niczego tu nie zmieni stwierdzenie, że być może autor tego listu był uczniem Pawła. W końcu Paweł też nigdy z Jezusem nie rozmawiał i całkowicie zmienił naukę Chrystusa. Zapewne wiesz też o tym, że list ten jest pod dwoma przynajmniej względami odmienny od wszystkich pozostałych pism NT - a mianowicie pod względem języka i myśli teologicznej. Otóż ta myśl teologiczna jest tam zupełnie odmienna od tej znanej z ewangelii, a nawet od nauczania Pawła z Tarsu. O języku tego listu mówi się to samo.
Na pewno list do Hebrajczyków jest kolejnym krokiem w udoskonalaniu i zmienianiu "wizerunku" prawdziwego Jezusa. To kolejny krok w czynieniu Jezusa już nawet nie tyle Synem Bożym, ale już wręcz Bogiem. Świadczy o tym fragment z omawianego listu (Hbr 1: 3, 5-10) - Ty przytaczasz (Hbr 1: 8-10). Pisałem o tym w poprzedniej wypowiedzi dotyczącej porównania (J 1: 1, 14, 18) z (Mt 23, 9), (Ga 4, 4-5), (Rz 8, 3) i (J 11, 27). Podobne (nieuzasadnione) udoskonalenia postaci Jezusa Chrystusa znajdziesz w (2Kor 4, 4) oraz (Kol 1, 15).
W rozumieniu Pawła Jezus nie jest - jak naucza Kościół - tożsamy z Bogiem. Nie ma u Pawła ani śladu nauki o Trójcy Świętej.

>Skoro nikt w II i III wieku nie utożsamiał Jezusa z Bogiem to znaczy, że św. Jan apostoł albo nie mógł być chrześcijaninem albo nie mógł żyć w I wieku, gdyż on jak najbardziej utożsamiał Jezusa z Bogiem:
>Jan 1:18
>(18) Boga nikt nigdy nie widział, Ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, /o Nim/ pouczył.

Ten fragment z ewangelii "według" Jana już omówiłem, jego "przydatność" do badań nad postacią i nauczaniem Jezusa - również. Odsyłam Cię do wcześniejszych fragmentów mojej (moich) wypowiedzi, drugi raz tego samego pisać nie będę.

>>Tenże Orygenes, największy teolog trzech pierwszych wieków, odrzucił modlitwę do Jezusa. Uważał, że należy się modlić wyłącznie do Boga Ojca.
>Nie mam na tyle czasu, aby to analizować poglądy Orygenesa, [...]

Jeśli nie masz czasu na dyskusję o Orygenesie i jego poglądach, to z wrodzoną mi skromnością zakładam, że uznajesz moje argumenty. Przechodzę zatem do dalszej części Twojej wypowiedzi.
28-05-2008 14:16 
 Ocena 3 na 3
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>5) Apostołowie także nie uważali Jezusa za Boga. W ich oczach był on człowiekiem [...]
>Św. Piotr pytany przez Jezusa, za kogo Go uważają, odpowiada przecież: "Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego" (Mt 16,16).

Ale Ty przytaczasz wypowiedź człowieka o Jezusie. A skąd ten apostoł (skądinąd prosty człowiek, rybak) to wiedział. Zastanowiłaś się nad tym? Niewątpliwie - trzeba to obiektywnie przyznać - apostołowie uważali Jezusa za Mesjasza. Ale czy to o czymkolwiek świadczy?
Warto tu stwierdzić, że ap. Piotr wypowiada te słowa (Mt 16,16) na wyraźna prośbę Jezusa. Jezus w odpowiedzi nie mówi nic o prawdziwości lub nieprawdziwości przekonania Piotra/apostołów, lecz jedynie:
"Wtedy surowo im przekazał, żeby nikomu o nim mówili" (Mk 8, 30)
Podobnie brzmią odpowiedzi Jezusa w (Mt 16, 20) i (Łk 9, 21).
Jakże inaczej brzmiałaby ewentualna odpowiedź Jezusa, np.: "Masz rację, ale na razie nikomu o tym nie mów", czy coś podobnego. Nic takiego jednak Jezus nie wypowiada. Mało tego - w ewangelii Marka (wcześniejszej od Mateuszowej) Jezus reaguje znacznie ostrzej na słowa Piotra:
"Wtedy Piotr wziął Go na bok i zaczął Go upominać. Lecz on obrócił się i patrząc na swych uczniów, zgromił Piotra słowami: Zejdź mi z oczu, szatanie [...]" (Mt 8: 32-33).
Warto również przeanalizować odpowiedzi Jezusa z jego rozmów z najwyższym kapłanem i Piłatem (przed ukrzyżowaniem). Na pytanie, czy jest Mesjaszem, Synem Bożym, Jezus tylko w ewangelii Marka odpowiada twierdząco:
"Ja jestem. [...]" (Mk 14: 61-62),
zaś w pozostałych dwóch ewangeliach synoptycznych nie potwierdza tego:
"Ty powiedziałeś. [...]" (Mt: 26: 63-64)
"Jeśli wam powiem, nie uwierzycie Mi [...] Wy mówicie, że nim jestem [...]" (Łk 22: 67-70).
Gdzie jest zatem prawda? Kto nie ma racji: Marek, czy też Mateusz i Łukasz. Porównaj jeszcze ten wątek z omówioną wcześniej odpowiedzią Piotra i wyciągnij z tego wnioski.

>Testy o tym, że Jezus był Synem Bożym i że czynił się równym Bogu, np: Jn 5:18
>18. Dlatego więc usiłowali Żydzi tym bardziej Go zabić, bo nie tylko nie zachowywał szabatu, ale nadto Boga nazywał swoim Ojcem, czyniąc się równym Bogu. (BT)
>są kluczowe dla struktury ewangelii nie jest wiec możliwe aby był "dodane".

Uparcie przytaczasz kolejne cytaty z NT. Tym razem kolejny cytat znowu z ewangelii Jana (nieszczęsnej oczywiście). Fragment ten, nieco wyrwany z kontekstu, informuje w sposób pośredni o tym, że Jezus zwraca się do Boga używając słowa Ojcze (Abba), a ponadto czyni się równym Bogu. Ciekawe jest, na jakiej podstawie "jacyś" ludzie takie zdanie (J 5, 18) o Jezusie wyrazili, skoro Jezus ani myślał równać się z Bogiem. Nieco dalej w ewangelii Jana Jezus mówi przecież wyraźnie:
"Gdybyście Mnie miłowali, rozradowalibyście się, że idę do Ojca, bo Ojciec większy jest ode Mnie" (J 14, 28).
Słowa te wyznaje Jezus johannejski, tj. bohater tej ewangelii, w której deifikacja jego postaci osiągnęła wyżyny. W celu pozbawienia owych słów (J 14, 28) ich wymowy ojcowie Kościoła nieraz posługiwali się sofizmatami. Na próżno.

Pozwolę sobie podsumować pewne wątki moich wypowiedzi dotyczących "boskości" Jezusa.
Jezus głównymi "postaciami" swej nauki uczynił Boga i bliźniego, a nie siebie. Nigdy nie żądał też, by obdarzano go czcią religijną. Tzw. pierwotna gmina kultu Jezusa nie uprawiała.
I jeszcze dwa cytaty teologów chrześcijańskich:
"Jezus nigdy nie identyfikował się z Bogiem i nie używał słowa "ja", gdy miał na myśli Boga" (teolog Wendland).
"Jezus nie wprowadził sam do swojej Ewangelii zdania: Ja jestem Synem Bożym, i każdy kto je tam umieszcza obok innych, dodaje coś do Ewangelii" (teolog Harnack).
Powtarzam: te zdania wypowiedzieli chrześcijańscy badacze Biblii. A dla Ciebie to ciągle mało?
gonzo
>Ciekawe jest, na jakiej podstawie "jacyś" ludzie takie zdanie (J 5, 18) o Jezusie wyrazili, skoro Jezus ani myślał równać się z Bogiem. Nieco dalej w ewangelii Jana Jezus mówi przecież wyraźnie:
>"Gdybyście Mnie miłowali, rozradowalibyście się, że idę do Ojca, bo Ojciec większy jest ode Mnie" (J 14, 28).
>Słowa te wyznaje Jezus johannejski, tj. bohater tej ewangelii, w której deifikacja jego postaci osiągnęła wyżyny.

No właśnie, dlaczego powołujesz się na te wygodne ci jak widać słowa z Ew J, skoro w innych wpisach w tym wątku negujesz już wiarygodność tej samej Ew J? Zwłaszcza wtedy gdy inni cytują ci J 1,18, który nazywa Jezusa wyraźnie Bogiem (czyni też tak zresztą J 1,1). W sumie to taka trochę mentalność Kalego, jak mi inni cytują Ew J, to źle, ta Ewangelia jest niedobra, niewiarygodna, beee, ale jak trzeba zaatakować Trójcę to wtedy nagle ta sama Ewangelia jest już OK i cytujesz z niej J 14,28...... Gdzie tu konsekwnecja?

>W celu pozbawienia owych słów (J 14, 28) ich wymowy ojcowie Kościoła nieraz posługiwali się sofizmatami. Na próżno.

Nie trzeba się posługiwać żadnymi sofizmatami żeby wykazać, że ten tekst wcale nie umniejsza bóstwa Jezusa. Wystarczy przeczytać go w kontekście o czym pisałem już w niniejszym wątku we wpisie z 20 lipca z godz. 12:08.
28-05-2008 14:18 
 Ocena 2 na 2
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>Zarówno apostołowie, jak i członkowie pierwotnej gminy nie wyszli jeszcze poza obręb narodu żydowskiego i jego religii. Potwierdzają to zgodnie wszyscy współcześni nam teologowie katoliccy i historycy religii. Nie istniała dla nich wiara w Jezusa, nie znali historii o jego narodzinach z dziewicy (nie znał jej również Paweł).
>Czy to jest aksjomat, że apostołowie, jak i członkowie pierwotnej gminy nie wyszli jeszcze poza obręb narodu żydowskiego i nie mieli wiedzy na ten temat?
>A może właśnie "wyszli", skoro o dziewiczym poczęciu jest przecież mowa w Łk i Mt.
>Mt1, 23
>"23 Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel, to znaczy: "Bóg z nami"

Przeczytaj wyraźnie powyższy fragment mojej wypowiedzi. Piszę tam, że do takiego wniosku zgodnie doszli m.in. wszyscy współcześni nam teologowie katoliccy. Rozumiem, że możesz nie uznawać ustaleń biblistyki (niechrześcijańskiej), ale tym razem przytaczam nawet poglądy chrześcijańskich teologów. A Tobie to jeszcze mało.

Próbujesz wytaczać przeciwko mnie kolejne działo. Wymagasz wręcz ode mnie, bym analizował rzeczy, w które absolutnie nie wierzę. Chcesz, bym uznał dziewictwo kobiety, która - jak dowodzi tego NT - oprócz Jezusa urodziła jeszcze czterech synów i co najmniej dwie córki (mówi się o trzech). Chcesz, bym uwierzył w to, że osoba stworzona przez Stwórcę może później urodzić tego swojego Stwórcę!
Tylko dwóch ewangelistów pisze o narodzinach Jezusa: Mateusz i Łukasz. Nic na ten temat nie wspomina autor najstarszej ewangelii, czyli Marek, a także ewangelista Jan. Co ciekawe: zarówno Mateusz, jak i Łukasz traktują historię o narodzinach wyłącznie jako przedmowę do głównego opowiadania. Zarówno oni w dalszych częściach swych ewangelii do tego tematu już nie wracają, ani też pozostała część NT do tego wątku nie nawiązują. Sytuacja taka sprawia, że można spokojnie przyjąć, że wstawki o narodzinach Jezusa maja drugorzędne znaczenie. Katolicka Teolog, prof. Ranke-Heinemann uznaje obie opowieści o narodzinach Jezusa jako bajki.
Opowieści o narodzinach Jezusa w obu ewangeliach bardzo istotnie różnią się od siebie. Te różnice to głównie:
a) Miejsce zamieszkiwania rodziców Jezusa (u Mateusza - Betlejem, u Łukasza - Nazaret).
b) U Mateusza informacje o ciąży Marii otrzymuje Józef podczas snu (Maria jest już w ciąży), u Łukasza to Maria pierwsza dowiaduje się o tym, że pocznie bez udziału mężczyzny, co wprawia Marie w duże zdziwienie.
c) Łukasz wiąże narodziny Jezusa ze spisem ludności zarządzonym przez Cezara Augusta, Mateusz nic o tym spisie ludności nie wie. (O bezsensownej i nieprawdziwej wędrówce ludzi do miejsca zamieszkania nawet nie ma potrzeby pisać - odległość między Nazaretem a Betlejem wynosi około 130 km.)
d) Łukasz popełnia bardzo poważny błąd określając czas narodzin Jezusa: z jednej strony pisze, że Jezus urodził się za panowania Heroda (który zmarł w 4 r. p.n.e.), a z drugiej, że w czasie ww. spisu ludności, który miał miejsce w 6 r. n.e.
e) Mateusz pisze, że Jezus przyszedł na świat za panowania Heroda.
f) Mateusz wiąże narodziny Jezusa z rzezią niemowląt i ucieczka do Egiptu, Łukasz nic o tym nie wie.
Podsumowując: Jezus urodził się albo około 7-6 r. p.n.e., albo około 6 r. n.e. Coś tu nie pasuje!!! Dla Ciebie zapewne wszystko jest w najlepszym porządku.
Dla większości teologów (również dla kardynała Ratzingera, obecnie papieża Benedykta XVI) jest dzisiaj oczywistym pogląd, że synostwo Boże nie może zostać uzależnione od narodzenia z dziewicy. Pogląd ten niestety nie jest znany nie tylko "zwykłym" wierzącym, ale nawet w znacznej mierze rzymskokatolickiej hierarchii. Ty również szermujesz tym dziewiczym poczęciem. Odnoszę wrażenie, że nie wiesz, z czego wynikają te "nieścisłości" związane z dziewictwem matki Jezusa.
Warto zaznaczyć, że rodzice Jezusa, Maria i Józef, szybko zapomnieli o zdarzeniach poprzedzających "cudowne" narodzenie Jezusa. Dwukrotnie widać to w ewangelii Łukasza. W pierwszej z dotyczących tego scen są bardzo zdziwieni, co o malutkim Jezusie mówił w świątyni Symeon (Łk 2: 25-35), w drugiej ze scen rodzice Jezusa wykazują brak zrozumienia dla tego, co przydarzyło się dwunastoletniemu Jezusowi w świątyni (Łk 2; 41-50). Czy potrafisz mi to wytłumaczyć?
Współcześni bibliści uważają dwie opowieści o narodzinach za bajki. Pogląd ten popiera również wspominana już przeze mnie katoliczka - prof., Ranke-Heineman. Ta zresztą za bajki uważa również Dzieje Apostolskie.

Deschner i Ranke-Heineman przytaczają w swych książkach wielce pouczającu przykład spłodzenia syna bożego z kobietą, pochodzący z mitologii perskiej" "O pani - rozbrzmiewał głos - wielki Helios posłał mnie do Ciebie jako zwiastuna poczęcia, którego dokona on w twym łonie... Zostaniesz matką... dzieciątka, którego imie Początek i Koniec".
Mnie ta scena coś przypomina.
gonzo
>>>Zarówno apostołowie, jak i członkowie pierwotnej gminy nie wyszli jeszcze poza obręb narodu żydowskiego i jego religii. Potwierdzają to zgodnie wszyscy współcześni nam teologowie katoliccy i historycy religii. Nie istniała dla nich wiara w Jezusa, nie znali historii o jego narodzinach z dziewicy (nie znał jej również Paweł).

Skąd teologowie żyjący w XXI wieku mogą wiedzieć co myśleli i wiedzieli ludzie w I wieku?

>Przeczytaj wyraźnie powyższy fragment mojej wypowiedzi. Piszę tam, że do takiego wniosku zgodnie doszli m.in. wszyscy współcześni nam teologowie katoliccy. Rozumiem, że możesz nie uznawać ustaleń biblistyki (niechrześcijańskiej), ale tym razem przytaczam nawet poglądy chrześcijańskich teologów. A Tobie to jeszcze mało.

>Chcesz, bym uwierzył w to, że osoba stworzona przez Stwórcę może później urodzić tego swojego Stwórcę!

Czemu nie? Teoretycznie jest to możliwe. A co jest możliwe nie jest niemożliwe. Dlaczego dla racjonalistów ciągle coś jest niemożliwe?

>Tylko dwóch ewangelistów pisze o narodzinach Jezusa: Mateusz i Łukasz. Nic na ten temat nie wspomina autor najstarszej ewangelii, czyli Marek, a także ewangelista Jan.

No jasne. Najstarszy Ewangelista o tym nie wspomina, źle, najmłodszy o tym nie wspomina (Jan), też źle. Ale właśnie to, że najpóźniejszy Ewangelista o tym nie wspomina dobrze pokazuje, że nie każdy z Ewangelistów musiał o tym pisać. Po co rozpisywać się o tym o czym pisali już inni? Poza tym, jak pisałem, ulubiony przez racjonalistów tekst z Mt 10,5-6, który ich zdaniem świadczy o zakazie misji wśród pogan, też jest tylko w jednej Ewangelii, co już racjonalistom zupełnie nie przeszkadza (w tym Andrzejowi51, jak wspomniałem wyżej). Gdzie tu więc konsekwencja? Brak.

>Co ciekawe: zarówno Mateusz, jak i Łukasz traktują historię o narodzinach wyłącznie jako przedmowę do głównego opowiadania. Zarówno oni w dalszych częściach swych ewangelii do tego tematu już nie wracają, ani też pozostała część NT do tego wątku nie nawiązują.

No tylko co z tego? Może powinni napisać o tym z jakieś 50 razy, żeby do racjonalistów to dopiero dotarło? Bądźmy poważni.

>Sytuacja taka sprawia, że można spokojnie przyjąć, że wstawki o narodzinach Jezusa maja drugorzędne znaczenie.

Nawet jeśli, to napisano o tym. I to się liczy.

> Katolicka Teolog,

?????

>prof. Ranke-Heinemann uznaje obie opowieści o narodzinach Jezusa jako bajki.

To dopiero "argument".

>Opowieści o narodzinach Jezusa w obu ewangeliach bardzo istotnie różnią się od siebie. Te różnice to głównie:
>a) Miejsce zamieszkiwania rodziców Jezusa (u Mateusza - Betlejem, u Łukasza - Nazaret).

Nieprawda. Mt nigdzie nie pisze, że Jezus "mieszkał" w Betlejem. Mówi tylko tyle, że Jezus co najwyżej narodził się w Betlejem (Mt 2,1) ale mieszkał w Nazarecie (Mt 2,23; 21,11). Wystarczy przeczytać drugi rozdział Mt aby się o tym samemu przekonać (jest króciutki). Łukasz w sumie mówi to samo - narodziny w Betlejem, jakiś czas pobytu tam, a potem zamieszkanie w Nazarecie. Naprawdę lepiej samemu czytać i sprawdzać Pismo niż czytać je przez tendencyjny filtr okularów Uty i Deschnera.

>b) U Mateusza informacje o ciąży Marii otrzymuje Józef podczas snu (Maria jest już w ciąży), u Łukasza to Maria pierwsza dowiaduje się o tym, że pocznie bez udziału mężczyzny, co wprawia Marie w duże zdziwienie.

Nieprawda. Mt 1,19 podaje, że Józef wiedział o ciąży Marii już wcześniej i dopiero wtedy gdy chciał ją oddalić nastąpił wspomniany sen. Nie ma tu żadnej sprzeczności między Mt i Łk gdyż Mt nie precyzuje jak długo Józef wiedział o ciąży Marii i czy było to wcześniej niż wiedziała o tym Maria. Nawet gdyby Maria wiedziała o tym pierwsza to nie byłoby tu sprzeczności między Ewangelistami gdyż żaden z nich nie zajmuje się tym, które z nich wiedziało o tym pierwsze.

>c) Łukasz wiąże narodziny Jezusa ze spisem ludności zarządzonym przez Cezara Augusta, Mateusz nic o tym spisie ludności nie wie.

To, że ktoś o czymś nie pisze wcale nie oznacza, że o tym "nie wie". Brak wynikania. Ja nie piszę nic o Ewangelii Judasza w swych postach, ale czy to oznacza, że nic o tym nie wiem? Nie, oznacza to tylko tyle, że z jakiegoś powodu nie jest mi potrzebne pisanie o tym. Mateusz mógł uznać, że nie będzie pisał o spisie bo jego czytelnicy albo już o tym wiedzieli, albo nie było potrzeby im o tym wspominać. Powodów nie napisania o tym mogło być tysiące.

A poza tym znów jest to bezsensowne zajmowanie się tym o czym napisał jeden a nie drugi. Takie dywagacje nie prowadzą donikąd.

>(O bezsensownej i nieprawdziwej wędrówce ludzi do miejsca zamieszkania nawet niema potrzeby pisać - odległość między Nazaretem a Betlejem wynosi około 130 km.)

No i co z tego. W tamtych czasach długie wędrówki były na porządku dziennym. Ludzie byli przyzwyczajeni do tego bo nie mieli pociągów, samochodów, samolotów, koleji itd.

>d) Łukasz popełnia bardzo poważny błąd określając czas narodzin Jezusa: z jednej strony pisze, że Jezus urodził się za panowania Heroda (który zmarł w 4 r. p.n.e.), a z drugiej, że w czasie ww. spisu ludności, który miał miejsce w 6 r. n.e.
>e) Mateusz pisze, że Jezus przyszedł na świat za panowania Heroda.
>f) Mateusz wiąże narodziny Jezusa z rzezią niemowląt i ucieczka do Egiptu, Łukasz nic o tym nie wie.
>Podsumowując: Jezus urodził się albo około 7-6 r. p.n.e., albo około 6 r. n.e. Coś tu nie pasuje!!! Dla Ciebie zapewne wszystko jest w najlepszym porządku.

To nie takie proste. W każdym razie trudno w tej sprawie wykazać Łukaszowi błąd

apologetyka.katolik.net.pl/content/view/898/68/

>Dla większości teologów (również dla kardynała Ratzingera, obecnie papieża Benedykta XVI) jest dzisiaj oczywistym pogląd, że synostwo Boże nie może zostać uzależnione od narodzenia z dziewicy.

Znów ta "większość teologów".... po co, po co?
gonzo
c.d.

>Warto zaznaczyć, że rodzice Jezusa, Maria i Józef, szybko zapomnieli o zdarzeniach poprzedzających "cudowne" narodzenie Jezusa. Dwukrotnie widać to w ewangelii Łukasza. W pierwszej z dotyczących tego scen są bardzo zdziwieni, co o malutkim Jezusie mówił w świątyni Symeon (Łk 2: 25-35), w drugiej ze scen rodzice Jezusa wykazują brak zrozumienia dla tego, co przydarzyło się dwunastoletniemu Jezusowi w świątyni (Łk 2; 41-50). Czy potrafisz mi to wytłumaczyć?

Bardzo łatwo to wytłumaczyć. Nawet ludziom, którzy doświadczyli objawień z czasem zwątpienie może przesłonić to co widzieli. W ST Żydom podczas exodusu objawiał się Jahwe a wystarczył krótki odcinek czasu, żeby przestali wierzyć w to co widzieli. Natura ludzka ma skłonność do wątpienia po prostu.

>Współcześni bibliści uważają dwie opowieści o narodzinach za bajki. Pogląd ten popiera również wspominana już przeze mnie katoliczka - prof., Ranke-Heineman. Ta zresztą za bajki uważa również Dzieje Apostolskie.

To mi dopiero "argument"...... A poza tym przestań nazywać Utę katoliczką. Taka z niej katoliczka jak z większości ateistów na tym forum, którzy może byli ochrzczeni, może nawet czasem ganiają ze święconką i śpiewają kolędy, ale nic poza tym.

>Deschner i Ranke-Heineman przytaczają w swych książkach wielce pouczającu przykład spłodzenia syna bożego z kobietą, pochodzący z mitologii perskiej" "O pani - rozbrzmiewał głos - wielki Helios posłał mnie do Ciebie jako zwiastuna poczęcia, którego dokona on w twym łonie... Zostaniesz matką... dzieciątka, którego imie Początek i Koniec".
>Mnie ta scena coś przypomina.

Z tej sceny nie wynika nic więcej jak tylko to, że pewne koncepcje religijne są powtarzalne w różnych kulturach. Ale nie ma to żadnego związku z tym, że coś jest prawdą, lub nie.
21-07-2008 21:42 
 Ocena 2 na 2
placownik (17853 punktów)

>Z tej sceny nie wynika nic więcej jak tylko to, że pewne koncepcje religijne są powtarzalne w różnych kulturach. Ale nie ma to żadnego związku z tym, że coś jest prawdą, lub nie.

   Czyżbyś przystał na to, że NT wyraża pewne koncepcje religijne? Jeśli tak, to lepiej dać sobie spokój z kategorią prawdy. Można mówić o spójności, funkcjonalności, łatwości upowszechniania itp. pewnych koncepcji religijnych, zarówno tych powtarzalnych jak i oryginalnych, ale przecież nie o prawdziwości!

   Potrąciłeś chyba fałszywą strunę.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
gonzo
>>Z tej sceny nie wynika nic więcej jak tylko to, że pewne koncepcje religijne są powtarzalne w różnych kulturach. Ale nie ma to żadnego związku z tym, że coś jest prawdą, lub nie.
>   Czyżbyś przystał na to, że NT wyraża pewne koncepcje religijne? Jeśli tak, to lepiej dać sobie spokój z kategorią prawdy. Można mówić o spójności, funkcjonalności, łatwości upowszechniania itp. pewnych koncepcji religijnych, zarówno tych powtarzalnych jak i oryginalnych, ale przecież nie o prawdziwości!
>   Potrąciłeś chyba fałszywą strunę.

Ty potrąciłeś fałszywą strunę. Nie zrozumiałeś tego elementu sporu. On nie miał elementu aksjologicznego. Aksjologia w kwestiach światopoglądowych to sprawa bardzo subtelna, nierozstrzygalna pomiędzy stronami nie zgadzającymi się ze sobą w tej kwestii. Dlatego ja nie pytam tu ateistów o aksjologię ich przekonań ani nie dyskutuje na ten temat. Mój powyższy wywód tyczył się jedynie tego, że brak podstaw do stwierdzania, że powtarzalność danej koncepcji w różnych kulturach implikuje cokolwiek na temat jej prawdziwości/fałszywości. I tylko tyle. Nic więcej. Natomiast skąd ktoś czerpie wartościowanie dla elementów swego światopoglądu religijnego to już zupełnie inna para kaloszy. Jak dotąd spór jest religioznawczy, bo tylko tu są jakieś punkty wspólne i dane w dyskusji, i momentami dotyczy on jedynie interpretacji wartości argumentów filozoficznych opartych na przekazach i tradycjach. Tak więc próbujesz zepchnąć tę dyskusję na boczny tor. Ja się o aksjologii nie wypowiadałem ani na razie nie mam zamiaru wypowiadać, chyba, że będę miał ochotę to wtedy nawet założę sobie wątek.
28-05-2008 14:26 
 Ocena 3 na 3
Andrzej.51 (15814 punktów)
>Możesz tylko założyć, ze "nie wyszli", ale wówczas musisz zarzucić ludziom parę fałszywek i spisek trynitariański.
>Możesz też założyć, że "wyszli" i wówczas możesz traktować katolików normalnie.
>Co wybierasz?
>Zanim odpowiesz proszę pamiętaj o tzw. "wolności badań".

Ależ ja wcale nie mam zamiaru na to pytanie odpowiadać. To nie jest mój problem, tylko Twój!
Ja poglądy zarówno biblistów jak i teologów chrześcijańskich (zgodne z sobą) przedstawiłem. Ty nie wierzysz nawet tym drugim. Twoja sprawa.
A sprawa tzw. "wolności badań" jest bardzo poważna. Nie ma co z tego szydzić. Z tego co piszesz powyżej wnioskuję, że nie wiesz nic na ten temat, że nie wiesz z czym ten problem "wolności badań" się wiąże. Ale może się mylę? Z przyjemnością wysłucham Twojego zdania na ten temat.

>>6) Jezus nie znał również pojęcia Trójcy Świętej. [...]
>>Duch u Pawła nie jest również Duchem Świętym z Trójcy.
>Ale skoro w ST był tylko "duch Jahwe" to pojawienie się "Ducha św." w NT może wskazywać na to, że właśnie Jezus o nim powiedział. Jak mamy otwarcie analizować czy Jezus wiedział o Duchu św jeśli nie możemy tego założyć, bo już z góry odrzucamy taki wariant?
>Jeśli nastąpił jakiś przełom doktrynalny to właśnie w Jezusie, bo przecież jest zbyt dużo dokumentów: Dzieje Apostolskie, Listy, z I wieku n. e., inne itd. w których -wszyscy jak oszalali piszą o Duchu św., mówią też o nim jako o obietnicy, którą dał im Pan. Skąd ci wszyscy ludzie wiedzieli o Duchu św. skoro wg Ciebie nie mogli o nim nawet myśleć?

Mogę tylko powtórzyć, że Jezus nie znał pojęcia Ducha Świętego. Słowa (Mt 28, 19) włożone w usta "zmartwychwstałemu" są uważane za nieautentyczne. Znalazły się w ewangelii Mateusza dopiero po roku 325, tj. po soborze Nicei, który - jak wiadomo dał podwaliny pod dogmat o Trójcy Świętej.
Przytaczasz w swoich wypowiedziach - kierowanych do mnie i do p. Kurczewskiego różne cytaty z II i III wieku n.e. mówiące o Duchu Świętym Ja wiem o tym, że w pismach chrześcijańskich Duch Święty pojawia się mniej więcej w drugiej połowie II wieku. W dyskusji z Tobą bodaj to o tym nie pisałem, ale wspomniałem o tym m.in. w wątku "Jezus - czy istniał naprawdę?" w dziale "Filozofia i światopogląd" (dyskusja z marca tego roku). Możesz to sprawdzić pod adresem www.racjonalista.pl/forum.php/s,126924#w128572.
Mam jednak do Ciebie następującą związaną z tym kwestię. Rozumiem, że chrześcijanie uważają Nowy Testament za dzieło boskie, spisane przez ludzi natchnionych przez Boga. Wprawdzie żaden autor tekstu nowotestamentowego nie uznaje swego dzieła za boskie (jedynie Apokalipsa, której niełatwo było znaleźć się w Biblii, rości sobie do tego pretensje), jednak katolicy tak twierdzą. Rozumiem zatem (a dokładniej - staram się rozumieć), że wszystko co znajduje się w NT katolicy uznają za prawdziwe, nie podlegające dyskusji. Ale powiedz mi, skąd "jacyś" autorzy II i III wieku n.e. wiedzieli o tym, że jest Duch Święty będący jedną z istot Trójcy? Kto i kiedy im taką wiadomość objawił. Czy Bóg, czy Chrystus, czy może sam Duch Święty? Dlaczego w związku z tym ich teksty są dla katolików równie niepodważalne jak teksty Nowego Testamentu? Na jakiej podstawie katolicy tak uznają? Z czego to wynika???

Paweł również nie zna doktryny o Duchu Świętym. Nie ma u niego żadnych aluzji trynitarskich. "Duch", o którym on pisze, jest od Jezusa nieodłączny. Tę "więź" pomiędzy Jezusem a Duchem Paweł wyraża słowami: "Pan zaś jest Duchem" (2 Kor 3, 17). W innych miejscach mówi o Duchu Jezusa Chrystusa, Duchu Syna, itd., pojawiają się u niego "Duch Pana" i "Pan Ducha" (Flp 1, 19), (Gal 4, 6), (Rz 8, 9-11), (Rz 8, 15-17), (2 Kor 3, 17-18).
"Duch" w NT określa różne rzeczy: wiatr, złe duchy, od których Jezus lecząc (uzdrawiając) uwalniał, ducha "ktoś" wyzionął w chwili śmierci, "Duchem" jest tez Bóg, jest też "Duch Chrystusa". Na przykład w Apokalipsie pojawia się triada: Bóg-Ojciec, siedem duchów i Jezus Chrystus, gdzie indziej w NT triada: Bóg, Chrystus, anioł. W pierwszym liście Jana jest np. "Trzej bowiem dają świadectwo w niebie: Duch, woda i krew, a ci trzej w jedno się łączą" (1 J 5: 7-8).
Rzeczywiście, dożo tu duchów. Tylko który z nich jest Duchem Świętym z Trójcy?

>A jak wyjaśnisz to, że Jezus ciągłe nazwał Boga swoim Ojcem? Czy w ST ktoś tak mówił?

Czy Ty próbujesz zapędzić mnie w kozi róg? A co tu wyjaśniać. Faktem jest, że Jezus w wielu przypadkach tak się zwracał do Boga, lub też tak się o bogu wyrażał. Ale co to Twoim zdaniem znaczy? Że Jezus był "naprawdę" synem Boga. Udowodnij mi, że fakt ten oznacza "autentyczne" synostwo Boże. Dasz radę to zrobić?
Nawet w modlitwie jest: "Ojcze nasz, który jesteś w niebie, [...]". Każdy zatem modlący się zwraca się do Boga per "Ojcze". Zalecił to sam Jezus:
"Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego [...]" (Mt 6, 6).
"Albowiem wie Ojciec wasz, czego wam potrzeba [...] Wy zatem tak się módlcie: Ojcze nasz, który jesteś w niebie [...]" (Mt 6, 8-9).
I dalej w (Mt 6, 14) oraz (Mt 6, 15) Jezus używa zwrotu "Ojciec wasz".
"A On rzekł do nich: Kiedy się modlicie mówcie: Ojcze, niech się święci Twoje imię [...]" (Łk 11, 2).
Powiedz - czy to czegoś dowodzi?
28-05-2008 14:28 
 Ocena 3 na 3
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>Nie będzie to oznaczać, że Jezus tym Bogiem (Synem Bożym) był (jest -?) naprawdę. Bo czegoś takiego to oznaczać po prostu nie może.
>W imię czego, przepraszam, nie może? W imię materialistycznych dogmatów? A co z wolnością badań?

Zachowujesz się jak uczennica, której trzeba wszystko pięć razy powtarzać. W imię tego nie może, że nikt, nawet Ty, nie jest w stanie udowodnić, że Jezus był synem Boga. Tak jak nikt, również ja, nie jestem w stanie udowodnić, np. Tobie, że Jezus tym synem nie był. Jeśli twierdzisz, że Ty możesz mi to udowodnić - to do dzieła. Zaczynaj.
Czy to jest tak trudno zrozumieć?
Nie udowodnisz mi, że jest Bóg, który stworzył świat. Nie udowodnisz mi również, że Jezus był jego synem, a jednocześnie był tym Bogiem, a Bóg był również nim. Nie udowodnisz mi również, że jest jeszcze do tego Duch Święty, który też jest i Bogiem-Ojcem i Synem, itd.
Napisz wreszcie, co rozumiesz pod pojęciem "wolności badań" i czy wiesz dlaczego prace teologów katolickich tej wolności nie posiadają (albo może posiadają). Po co ciągle próbujesz ironizować.

>>Ja nie przekręcam faktów. Ja uważam nawet odwrotnie, że przekręcanie faktów przez teistów już przechodzi wszelkie pojecie. Ja fakty - w dużym oczywiście skrócie - przedstawiłem powyżej.
>To nie były w fakty tylko raczej zbiór aksjomatów pomieszanych z faktami, gdyż w wielu przypadkach wykazałam, ze mogło być inaczej lub, że wręcz było inaczej.

Nic nie wykazałaś. Po prostu nic. Nie stwarzaj faktów, których nie było.
Ja opieram się na naukowej wiedzy dotyczącej Biblii, przytaczam nazwiska wybitnych biblistów oraz ich sądy. Ty powołujesz się na dwa nic nie znaczące artykuliki. To trochę mało! Kurczowo trzymasz się cytatów biblijnych uważając, że coś mi nimi udowadniasz. Uważasz, iż cytatami z NT coś mi udowodnisz.
W jednej z wcześniejszych części mojej wypowiedzi pisałem już, jak cenił sobie "religijne" kłamstwa Paweł z Tarsu, jak chełpił się biblijnymi kłamstwami Ojciec Kościoła Jan Chryzostom, zwany Złotoustym.
Teolog Carl Schneider pisze m.in.: "Fałszerstwa rozpoczynają się już w okresie powstania Nowego Testamentu i nigdy ich nie zaprzestano".
Karlheinz Deschner pisze m.in., że Jezus nie wygłosił nigdy takich "mów", jakie są w ewangeliach - np. Kazania na Górze w takim brzmieniu oraz mowy do apostołów w chwili rozesłania ich po świecie. Ewangeliści skomponowali je z rozmaitych kawałków. U Mateusza Kazanie na Górze składa się sto siedem wersetów. Łukasz przytacza spośród nich tylko sześćdziesiąt siedem, i to w różnych miejscach swojej ewangelii. W ewangeliach Marka i Jana Kazanie w ogóle nie pojawia się. Czyżby nic o nim nie słyszeli? A przecież podobno ewangelista Jan był uczniem Jezusa.
Niezgodności pomiędzy poszczególnymi ewangeliami są powszechnie znane. Historie dzieciństwa u Mateusza i Łukasza są nie do pogodzenia ze sobą. Rodowody Jezusa jaskrawo sobie przeczą. Szereg wzajemnych niezgodności zawierają ewangeliczne opowiadania o zmartwychwstaniu. W opowieściach o działalności Jezusa rozbieżności między ewangeliami są bardzo liczne. Wykazuje się, że owe różnice są wynikiem dokonywanych w pismach NT ciągłych zmian, dodatków, pominięć i retuszy, które były wyrazem określonych tendencji. Ewangelia Jana zasadniczo różni się od ewangelii synoptycznych i przekazuje całkiem odmienny wizerunek Jezusa. Jan nie jest zgodny z synoptykami nawet co do daty ukrzyżowania Jezusa. Według synoptyków działalność Jezusa trwa jeden rok, u Jana zaś działalność ta trwa co najmniej dwa, lub nawet trzy lata. Ewangelia Jana dokonuje ostatecznej mitologizacji postaci i działalności Jezusa. Nawet ostatnie słowa ukrzyżowanego Jezusa są diametralnie różne od tych "wypowiedzianych" u synoptyków. Również ilość "cudów" Jezusa jest tym większa, im późniejsza jest ewangelia - kolejni ewangeliści wręcz mnożą te "cuda". To mnożenie cudów widać nawet w ilości "niezwykłych" zjawisk zaistniałych rzekomo po śmierci Jezusa. Można jeszcze długo pisać na temat wzajemnych niezgodności ewangelii. Można wywód ten uzupełnić opowieściami o domniemanych autorach tych ewangelii oraz o autorach listów, czy też o zawartości dziejów Apostolskich. Można tu dodać tę część moich wypowiedzi, w których piszę o nieprawdziwych wypowiedziach przypisywanych Jezusowi. Nie widzę już jednak takiej potrzeby. Wzmiankowałem to zagadnienie jedynie w tym celu, aby zadać Ci podstawowe pytanie: czy Ty na podstawie właśnie Nowego Testamentu chcesz i mnie, i wielu innym dyskutującym z Tobą uczestnikom tego forum, udowodnić swoje racje? Czy jesteś pewna, że to Ci się uda?
gonzo

>Niezgodności pomiędzy poszczególnymi ewangeliami są powszechnie znane. Historie dzieciństwa u Mateusza i Łukasza są nie do pogodzenia ze sobą.

Są do pogodzenia

apologetyka.katolik.net.pl/content/view/1027/68/

>Rodowody Jezusa jaskrawo sobie przeczą.

Nie przeczą

www.christian-thinktank.com/fabprof4.html

apologetyka.katolik.net.pl/content/view/930/68/

>Szereg wzajemnych niezgodności zawierają ewangeliczne opowiadania o zmartwychwstaniu.

Nie zawierają

thaleia.pl/category/biblia/apologetyka/ (3 art od góry)

www.christian-thinktank.com/ordorise.html

www.tektonics.org/qt/rezrvw.html

>Jan nie jest zgodny z synoptykami nawet co do daty ukrzyżowania Jezusa.

Jest

www.tektonics.org/lp/passovertime.html

>według synoptyków działalność Jezusa trwa jeden rok, u Jana zaś działalność ta trwa co najmniej dwa, lub nawet trzy lata.

biblia.wia(*)118315048&dzi=1115795142&katg=

>Ewangelia Jana dokonuje ostatecznej mitologizacji postaci i działalności Jezusa.

To juz jest niemal racjonalistyczny dogmat.

>nawet ostatnie słowa ukrzyżowanego Jezusa są diametralnie różne od tych "wypowiedzianych" u synoptyków.

Nie są

www.tektonics.org/af/crosswords.html
gonzo
Andrzej 51

>>Tenże Orygenes, największy teolog trzech pierwszych wieków, odrzucił modlitwę do Jezusa. Uważał, że należy się modlić wyłącznie do Boga Ojca.

" A jeśli 'wzywać imienia Pana' [Ps 99:6] oznacza to samo, co 'modlić się do Pana', to Chrystusa należy wzywać tak, jak wzywany jest Bóg; jak modlimy się do Boga, tak samo mamy modlić się do Chrystusa ; jak przede wszystkim zanosimy modlitwy do Boga Ojca, tak samo mamy je zanosić do Jezusa Chrystusa; jak zanosimy prośby do Ojca, tak samo zanosimy je i do Syna ; i jak składamy dziękczynienie Bogu, tak samo składamy je Zbawicielowi. O tym bowiem, iż tę sama cześć należy oddawać obu, to znaczy Ojcu i Synowi, poucza nas słowo Boże stwierdzając: 'Aby wszyscy oddawali cześć Synowi, tak jak oddają cześć Ojcu' [J 5:23]" (Orygenes, "Komentarz do Listu do Rzymian" 8:5).

"módlmy się do wszechmogącego Boga, módlmy się też do Dziecięcia Jezus , do którego pragniemy przemawiać i którego pragniemy trzymać w ramionach [Łk 2:28-32]; 'Jemu jest chwała i władza na wieki, wieków, amen [1P 4:11]" (Orygenes, "Homilia o Ewangelii św.Łukasza" 15:5).

"I owszem, będziemy się modlić do tego Słowa , będziemy zanosić do Niego błagania, Jemu będziemy dziękować, do Niego kierować modły..." (Orygenes, "Przeciw Celsusowi" 5:4).

"jednak kimkolwiek jesteś módl się do Słowa Bożego , które cię uzdrowić może, a tym bardziej módl się do Jego Ojca, który do dawnych sprawiedliwych 'zesłał Słowo swoje, aby ich uzdrowić, i wyrwał ich od zagłady' [Ps 107:20]" ("Przeciw Celsusowi" 5:11).

"Pomińmy tę sprawę i nie słuchajmy rad Celsusa, który twierdzi, że należy modlić się do demonów: przecież modlić się trzeba wyłącznie do najwyższego Boga i do jego jednorodzonego Syna, Pierworodnego wszelkiego stworzenia, Słowa Bożego; Jego powinniśmy błagać, aby docierające doń modlitwy zanosił jako Wielki Kapłan do swego i naszego Boga, do swojego Ojca i Ojca tych, którzy żyją zgodnie z nakazami Słowa Bożego" (Orygenes, "Przeciw Celsusowi" 8:26).

"Czego więc należałoby się spodziewać, gdyby zgoda zapanowała nie tylko wśród małej garstki, jak to się dzieje teraz, ale w całym Imperium Rzymskim? Wówczas wszyscy modliliby się do Słowa Bożego , które powiedziało kiedyś Żydom cierpiącym prześladowanie (...). Zjednoczeni we wspólnej modlitwie mogliby pokonać większe zastępy prześladowców" (Orygenes, "Przeciw Celsusowi" 8:69).

Wiecej www.effath(*)ologetyka/modlitwadojezusa.htm
Andrzej.51 (15814 punktów)
Czwarta część mojej wypowiedzi:

>>Bo wtedy uważano (Jezus tak uważał i Paweł też, i nie tylko oni), że Bóg Jahwe ważniejszy jest od Jezusa.
>Wtedy uważano też inaczej.

Z oczywistych względów poproszę Cię o konkrety. Kto uważał inaczej i na czym opierasz swoje stwierdzenie.

>>Ateista zatem o Trójcy Świętej nie myśli, bo on wie, że dopiero postanowienia nicejsko-konstantynopolitańskie z IV wieku dały podstawę do przyjęcia dogmatu o Trójcy.
>A nawet, jeśli tak było to, co w tym złego, że wiara się rozwija? Oj, widzę, że to, co najbardziej Cię boli to kościelny racjonalizm (ach te "wydumane dogmaty").

A cóż Ty za nowe pojęcie wprowadzasz: "kościelny racjonalizm"? A cóż to jest? Wprowadzanie dogmatów nie wynikających z treści Biblii (w tym przypadku z treści NT), logicznie absurdalnych i sprzecznych ze zdrowym rozsądkiem, Ty nazywasz racjonalizmem.
Obecnie racjonalizm rozumiany jest jako połączenie rozumu i doświadczenia. Za racjonalne uważa się obecnie wyłącznie takie sądy (takie zdania), które dają możliwość przeprowadzenia ich weryfikacji lub falsyfikacji, czyli dają możliwość ich potwierdzenia lub obalenia w konfrontacji z doświadczeniem zmysłowym. Takiego sensu nie ma np. zdanie "Absolut jest podstawą wszelkiego bytu", gdyż nie ma żadnej możliwości powiązania tego zdania z jakąkolwiek obserwacją, której wynik mógłby być jego sprawdzianem (czyli brak jest możliwości dokonania weryfikacji lub falsyfikacji tego zdania przede wszystkim dlatego, że jest ono w sprzeczności z naszą dobrze ugruntowaną wiedzą o świecie). Stwierdzenie powyższe mówiące, iż "absolut jest podstawą wszelkiego bytu" nie może być zatem uznane za zdanie, gdyż jest wyłącznie pozbawionym sensu ciągiem wyrazów, jest "quasi-zdaniem". W filozofii wszelkie quasi-zdania zawierające w sobie słowo "bóg", lub wychodzące od tego słowa, nie są uznawane ani za prawdziwe, ani za fałszywe, z tego mianowicie powodu, że nie są w ogóle zdaniami. Te quasi-zdania tylko opisują czyjeś odczucia i przekonania, ale ani opisywać, ani wyjaśniać świata nie mogą, bo nie głoszą o nim nie tylko żadnych prawd, lecz nawet żadnych fałszów.

>>[...] Więc ten katolik myśląc cały czas wymyślił otóż, że on zawsze z teorią ewolucji się zgadzał, a nawet wymyślił, że Biblia w Genesis jest z teorią ewolucji zgodna. Tak to sobie właśnie katolik wymyślił, spryciarz taki.
>Ależ drogi ateisto, ten problem (dylematy wiary w obliczy wiedzy) był znany już w Średniowieczu (vide: św. Tomasz z Akwinu)!

Ależ droga teistko. Twoje stwierdzenie, że "dylematy wiary wobec wiedzy" znane już były Tomaszowi z Akwinu, nic do naszej dyskusji nie wnosi. Mogę jedynie spytać: i co z tego wynika? Bo moim zdaniem - nic. Dylematy pozostały. A teista niech sobie kombinuje dalej, mimo że wiara i nauka pogodzić się z sobą nie dadzą.

>Z tego, ze dana książka nie jest podręcznikiem do historii wcale nie wynika, że nie ma ona żadnej wartości historycznej! Jest wprost przeciwnie to właśnie podręczniki do historii powstają też na bazie zapisków z pochodzacych z różnych czasów.

Tak, niewątpliwie w ogólnym zarysie masz rację. W naszym przypadku problem jest jednak dość złożony. Niewątpliwie Biblia dostarcza pewnych danych historycznych. Jednak w podstawowym zakresie - dotyczącym historyczności głównych biblijnych postaci - Biblia źródłem historycznej wiedzy może być raczej w dość zawężonym zakresie.
Przykładowo:
Nie ma żadnych dokumentów (poza Starym Testamentem oczywiście) potwierdzających historyczność Abrahama.
Na podstawie pewnych, w miarę uzasadnionych przesłanek można wierzyć, że Mojżesz był postacią historyczną, że dokonał pewnych czynów opisanych w Biblii, a także posiadał dwie kamienne tablice zawierające zapis pewnych zasad moralności. I to wszystko. I dużo to, i mało.
Historyczność Jezusa też nie jest zbyt oczywista. Nie wspominają o nim współcześni mu historiografowie. Pod uwagę może być brane tylko słynne Testimonium Flavianum pochodzące ze Starożytności żydowskich Józefa Flawiusza, ale i tak zdecydowana większość biblistów uznaje ten fragment za późniejszą chrześcijańską wstawkę. Generalnie rzecz ujmując historyczność Jezusa jest przez większość biblistów uznawana. Twierdzą oni jednak, że zbyt wielu historycznych wiadomości o Jezusie Biblia nie dostarcza. Niejasna jest nawet data urodzenia Jezusa. Najpewniejszy jest - jak twierdzą bibliści - głównie fakt ukrzyżowania Jezusa pomiędzy 30 a 33 r. n.e. Co do wielu "faktów" z jego życia, opisanych w Biblii, już nadmiernej pewności nie ma. Kwestionuje się nawet historyczność słynnego kazania na górze.

>Oczywiście, że ateistom przychodzi to do głowy, aby od Biblii wymagać ścisłej wiedzy przyrodniczej, skoro ma być ona słowem natchnionym od Boga.

To Twoje stwierdzenie absolutnie nie jest oparte na prawdzie. Zapewniam Cię, że ateiści nic od Biblii nie chcą. Ateiści co najwyżej stwierdzają, że trudno jest Biblię uznawać za podręcznik do historii i trudno na jej podstawie ustalać pewne fakty historyczne, m.in. dotyczące właśnie Jezusa. I nic więcej teiści od Biblii nie chcą.
Nauka nie potrzebuje Biblii do prac nad ewolucją. Biblia jest tu kompletnie bezużyteczna i ani genetycy w swych pracach do Biblii nie sięgają, ani też pretensji z powodu jej bezużyteczności - w tym przynajmniej zakresie - nie zgłaszają. To co Ty piszesz, to jakieś nieporozumienie.
Teresa (2693 punktów)
>A cóż Ty za nowe pojęcie wprowadzasz: "kościelny racjonalizm"? A cóż to jest? Wprowadzanie dogmatów nie wynikających z treści Biblii (w tym przypadku z treści NT), logicznie absurdalnych i sprzecznych ze zdrowym rozsądkiem, Ty nazywasz racjonalizmem.

Sam powyrzucałes z Biblii fragmenty z ktorych mogły wynikac te dogmaty (twierdząc, że były dołaczone, gdyz z góry zakładaleś, ze to nie jest możliwe, aby wynikały z Biblii) a teraz piszesz, ze dogmaty nie wynkają z treści Biblii.
To jest własnie błąd błędnego koła, o którym pisałam, ze robią go ateiści.

>Ależ droga teistko. Twoje stwierdzenie, że "dylematy wiary wobec wiedzy" znane już były Tomaszowi z Akwinu, nic do naszej dyskusji nie wnosi. Mogę jedynie spytać: i co z tego wynika? Bo moim zdaniem - nic. Dylematy pozostały. A teista niech sobie kombinuje dalej, mimo że wiara i nauka pogodzić się z sobą nie dadzą.

Właśnie, że nie, Tomasz rozwiązał ten problem. Myślałam, ze wiesz...

>Zapewniam Cię, że ateiści nic od Biblii nie chcą. (...) To co Ty piszesz, to jakieś nieporozumienie.
Mylisz się, ateiści chcą obalić to, ż e Biblia jest słowem natchnionym od prawdomównego Boga tak więc suzkaja w niej "błędow" (np. że zawiera starożytny obraz świata niezgodny w dzisiejszymi wynikami nauk)
28-05-2008 15:09 
 Ocena 5 na 5
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>>Bo wtedy uważano (Jezus tak uważał i Paweł też, i nie tylko oni), że Bóg Jahwe ważniejszy jest od Jezusa.
>>Wtedy uważano też inaczej.
>Z oczywistych względów poproszę Cię o konkrety. Kto uważał inaczej i na czym opierasz swoje stwierdzenie.

Oczywiście żałuję, że nie ustosunkowałaś się do powyższej mojej prośby. Rozumiem, ze wolisz posługiwać się nic nie znaczącymi ogólnikami, a raczej nie konkretami. Widać to w kilku miejscach Twojej wypowiedzi.

>>A cóż Ty za nowe pojęcie wprowadzasz: "kościelny racjonalizm"? A cóż to jest? Wprowadzanie dogmatów nie wynikających z treści Biblii (w tym przypadku z treści NT), logicznie absurdalnych i sprzecznych ze zdrowym rozsądkiem, Ty nazywasz racjonalizmem.
>Sam powyrzucałeś z Biblii fragmenty z których mogły wynikać te dogmaty (twierdząc, że były dołączone, gdyż z góry zakładałeś, ze to nie jest możliwe, aby wynikały z Biblii) a teraz piszesz, ze dogmaty nie wynikają z treści Biblii.
>To jest właśnie błąd błędnego koła, o którym pisałam, ze robią go ateiści.

Wprowadzasz pojęcie "kościelnego racjonalizmu", a gdy proszę Cię o wyjaśnienie tego pojęcia, odpowiedzi nie udzielasz. A szkoda.
Czy Ty uważasz, że w dyskusji z Tobą dotyczącej głównie Nowego Testamentu i osoby Jezusa Chrystusa ja mam posługiwać się cytatami z podręcznika do ekonomii, czy może analizy matematycznej? Czegóż Ty ode mnie wymagasz. Bym rozmawiając z Tobą o Jezusie pominął treść Nowego Testamentu i posiłkował się Bóg wie czym. Trudno Cię zrozumieć.
Ja nie pisałem, że dogmaty wynikają z NT. Ja wręcz postawiłem zarzut, że pewna, całkiem liczna (ponoć ponad trzydzieści) ilość dogmatów w żaden sposób z treści NT nie wynika. Czyżbyś przeoczyła te fragmenty mojej wypowiedzi, czy też próbujesz wmawiać mi to, czego ja nie napisałem (nie pierwszy już niestety raz).
Ja nic z góry nie zakładam. Ja wiem! Ja nie jestem zwolennikiem dostarczania tzw. testimonia pro domo, wiem natomiast, kto takie założenie stawia u podstaw swej działalności "naukowej". Swoje wypowiedzi opieram na wiedzy wynikającej z badań nad Biblią (głównie Nowym Testamentem). Przecież chyba zdajesz sobie sprawę z tego, że pewne dogmaty naprawdę nie mają żadnych podstaw w Biblii. Choćby te tzw. "dogmaty maryjne". Niemożliwe, byś uważała inaczej.

>>Ależ droga teistko. Twoje stwierdzenie, że "dylematy wiary wobec wiedzy" znane już były Tomaszowi z Akwinu, nic do naszej dyskusji nie wnosi. [...]
>Właśnie, że nie, Tomasz rozwiązał ten problem. Myślałam, ze wiesz...

Tak, wiem. Ale z Twoich wypowiedzi wynika, jakbyś to Ty wiedziała trochę gorzej, albo - w najlepszym wypadku - była odrobinę niekonsekwentna.
W pierwszej wypowiedzi (19 maja, godz. 22:31) piszesz bowiem m.in.:
>A juz Katolik to może myśleć, np. o tym jak pogodzić ewolucję z biblijną nauką o stworzeniu [...]
czyli chcesz łączyć naukę z wiarą. W następnej wypowiedzi (22 maja, godz. 22:44) stwierdzasz:
>Nie ma sprzeczności między nauką a wiarą, jeśli obie rzeczywiście nie wykraczają poza swoje granice, czyli gdy nauka zajmuje się wyjaśnianiem faktów w świecie, a wiara: wartościami (etyką) i rzeczami poza światowymi.
a tym samym podważasz jakikolwiek sens ww. stwierdzenia z pierwszej wypowiedzi. To błędne koło.
Przypomnę Ci tylko, że powołany przez Ciebie Tomasz z Akwinu oddzielił wiedzę (naukę) od wiary i twierdził, że stanowią one dwie różne dziedziny. Uważał również, iż istnienie Boga nie jest prawdą oczywistą, nie wymagającą dowodzenia. Uważał, że istnienie Boga wymaga dowodu.
Ja natomiast w swojej wypowiedzi (23 maja, godz. 20:12) stwierdziłem:
>Nie da się połączyć wiary z nauką.
oraz
>Niema żadnych podstaw, by wiara (religia) wkraczała w obręb nauki, bo wiara jest nienaukowa.
28-05-2008 15:11 
 Ocena 6 na 6
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>Zapewniam Cię, że ateiści nic od Biblii nie chcą.
>Mylisz się, ateiści chcą obalić to, że Biblia jest słowem natchnionym od prawdomównego Boga tak więc szukają w niej "błędów" (np. że zawiera starożytny obraz świata niezgodny w dzisiejszymi wynikami nauk).

Odnoszę wrażenie, że Ty tu czegoś nie rozumiesz.
Ateiści nie chcą obalić tego, że Biblia jest słowem natchnionym od prawdomównego Boga, bo ateiści w tego Boga po prostu nie wierzą, przeto uważają, że Biblia jest dziełem ludzi powstałym bez "udziału" jakiegokolwiek bożego natchnienia. Nie jest to jednak kwestia obalenia, tylko kwestia przekonań. Ateiści doskonale bowiem wiedzą, że nie są w stanie "obalić" teistycznego przekonania o "boskim (religijnym, objawionym) charakterze" Biblii. Analogicznie ateiści są przekonani, że również teiści nie są w stanie udowodnić słuszności swoich przekonań, że nie są w stanie dowieść, iż Biblia posiada jakiś boski, religijny charakter. Ateiści twierdzą np., że choćby ktoś znalazł "arkę przymierza" lub dwie tablice z wyrytymi nań przykazaniami, to nie będzie to żaden dowód na to, że mają one jakikolwiek boski charakter.
Niewątpliwie tzw. biblistyka podczas badań nad Biblią dowiodła wielokrotnie różnego rodzaju "nieprawd", "fałszów", "niezgodności" itp., zawartych w treści biblijnych pism, ale przecież nie jest to wynikiem celowego szukania tych "nieprawd", lecz jest wynikiem niezależnych badań naukowych (historiograficznych), jest wynikiem badań, których celem jest poznanie historycznej (nie religijnej) prawdy.
Mam nadzieję, że to zrozumiałaś i pozbędziesz się zbędnych uprzedzeń w stosunku do ateistów i do naukowych (historycznych) badań nad Biblią. Pamiętaj o tym, że choćby biblistyka zanegowała w całości treść Biblii, to i tak nie będzie to dowodem na to, że Boga niema. W odwrotną stronę to zdanie też jest oczywiście słuszne.
Ateiści ten problem rozumieją, teiści zaś nieprzerwanie - co wyraźnie widać na tym forum - wymagają od ateistów, by Ci udowodnili im nieistnienie Boga. W tej sytuacji mogę tylko wzruszyć ramionami.

Na "deser" zostawiłem sobie boga Mitrę. To indoirański bóg światłości, którego kult sięga III tysiąclecia p.n.e. Mitrianizm ma bezpośredni związek z heliolatrią, czyli kultem Słońca. Kult Mitry był znany Izraelitom, zaś heliolatrię i mitrianizm wyznawali potajemnie chrześcijanie jeszcze w pierwszych wiekach n.e. Jeszcze w połowie V wieku papież Leon I Wielki Toskańczyk (440 - 461 r.) żalił się, że w dniu 25 grudnia (o tym dniu napisze w dalszej części wypowiedzi) mieszkańcy Rzymu, udający się na poranne nabożeństwa w świątyniach chrześcijańskich, witali wschodzące słońce mitraistycznym pocałunkiem. Wart zaznaczyć, że mitrianizm wyznawany był np. w Celicji, tj w krainie historycznej, z której wywodził się Paweł z Tarsu.
Mitra Sol invictus (Słonce Niezwyciężone) urodził się dnia 25 grudnia. Jego przyjściu na świat, towarzyszyło uwielbienie ze strony pasterzy, którzy przynieśli mu w darze podarunki. Później znów wstąpił do nieba, gdzie został intronizowany przez Boga-Słonce, Aż wreszcie stał się jedną z postaci Trójcy.
Wyznawcy mitrianizmu uznawali go za pośrednika między bogiem a nimi, za zbawcę i odkupiciela świata oraz wierzyli, że kiedyś wróci by wskrzesić zmarłych i ich osądzić na Sądzie Ostatecznym. Wierzyli również i w nieśmiertelność duszy, i w zmartwychwstanie cielesne. Jednoznaczne podobieństwa do Jezusa i chrześcijaństwa zapewne dostrzegasz.
Dzień 25 grudnia, czyli dzień narodzin Mitry, został w roku 353 uznany jako dzień narodzin Chrystusa. Dokładna data narodzin Chrystusa, jak zapewne wiesz, nie jest znana. Obecnie przyjmuje się, że urodził się najprawdopodobniej w 7 r. p.n.e. Za dzień urodzin Jezusa pierwsi chrześcijanie uznawali 20 maja, bądź 11 listopada, bądź tez 6 stycznia (dzień urodzin Ozyrysa). Znane mi są prace współczesnych biblistów, którzy ustalają datę narodzin Chrystusa na marzec 7 r. p.n.e. (a nawet dokładniej na niedzielę 1 marca).
Wyznawcy Mitry, którzy nazywali się "braćmi", stanowili wspólnotę, której przywódca zwany był "ojcem ojców" (pater patrum) - analogicznie nazywany jest papież. W mitrianizmie było siedem sakramentów, identycznie jest w Krk. W mitrianizmie istniał chrzest, komunia i bierzmowanie Zapewne te pojęcia też nie są Ci obce). Komunia składała się bądź z chleba i wody, bądź też z wody mieszanej z winem. Komunia przyjmowana była na pamiątkę ostatniej wieczerzy Mitry, na hostiach mitriańskich widniał krzyż. Zapewne podobieństwa dostrzegasz.
Podczas mitriańskich mszy w szczególnie uroczystych chwilach rozbrzmiewał dzwonki, a kapłan wygłaszał nad chlebem i wodą święte formuły.
Oczywiście rozumiem, że to nadal nic dla Ciebie nie znaczy.

Rozumiem, że nic dla Ciebie nie znaczą fakty mówiące, jak w Biblii z Jezusa-człowieka (ewangelia Marka) uczyniono pierw Mesjasza i Syna Bożego (ewangelie Łukasza i Mateusza), by następnie uczynić go Bogiem (ewangelia Jana i szereg pozostałych pism nowotestamentowych). Nie dostrzegasz - mimo bardzo solidnej wiedzy na temat chrześcijaństwa, którą niewątpliwie posiadasz - w jaki sposób proces ten został dokonany. Że nie dostrzegasz wyraźnie widocznego udoskonalania postaci Jezusa w kolejnych pismach NT, czynionych dla spełnienia stale rosnących oczekiwań chrześcijan. Dla Ciebie z kart NT nie wynika, że to nie Jezus był twórcą chrześcijaństwa, lecz Paweł z Tarsu, który nigdy Jezusa nie widział.

Jedno jest tu pewne: kiedy wiele, wiele lat później chrześcijaństwo określiło znaczenie terminu "Syn Boży" w swoim Credo, utworzona forma - "Bóg z Boga, Światłość ze Światłości, Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego [...] współistotny Ojcu" - nie wynikała w żaden sposób z nauk Jezusa, ani nawet Pawła z Tarsu, ale z nieżydowsko-chrześcijańskiej interpretacji ewangelii, dostosowanej do obcego Żydom świata pogańskiego hellenizmu. Zapewne Jezus byłby tym Credo co najmniej oszołomiony.

Pozdrawiam Cię.
gonzo

>Na "deser" zostawiłem sobie boga Mitrę. To indoirański bóg światłości, którego kult sięga III tysiąclecia p.n.e. Mitrianizm ma bezpośredni związek z heliolatrią, czyli kultem Słońca. Kult Mitry był znany Izraelitom, zaś heliolatrię i mitrianizm wyznawali potajemnie chrześcijanie jeszcze w pierwszych wiekach n.e. Jeszcze w połowie V wieku papież Leon I Wielki Toskańczyk (440 - 461 r.) żalił się, że w dniu 25 grudnia (o tym dniu napisze w dalszej części wypowiedzi) mieszkańcy Rzymu, udający się na poranne nabożeństwa w świątyniach chrześcijańskich, witali wschodzące słońce mitraistycznym pocałunkiem. Wart zaznaczyć, że mitrianizm wyznawany był np. w Celicji, tj w krainie historycznej, z której wywodził się Paweł z Tarsu.
>Mitra Sol invictus (Słonce Niezwyciężone) urodził się dnia 25 grudnia. Jego przyjściu na świat, towarzyszyło uwielbienie ze strony pasterzy, którzy przynieśli mu w darze podarunki. Później znów wstąpił do nieba, gdzie został intronizowany przez Boga-Słonce, Aż wreszcie stał się jedną z postaci Trójcy.
>Wyznawcy mitrianizmu uznawali go za pośrednika między bogiem a nimi, za zbawcę i odkupiciela świata oraz wierzyli, że kiedyś wróci by wskrzesić zmarłych i ich osądzić na Sądzie Ostatecznym. Wierzyli również i w nieśmiertelność duszy, i w zmartwychwstanie cielesne. Jednoznaczne podobieństwa do Jezusa i chrześcijaństwa zapewne dostrzegasz.
>Dzień 25 grudnia, czyli dzień narodzin Mitry, został w roku 353 uznany jako dzień narodzin Chrystusa. Dokładna data narodzin Chrystusa, jak zapewne wiesz, nie jest znana. Obecnie przyjmuje się, że urodził się najprawdopodobniej w 7 r. p.n.e. Za dzień urodzin Jezusa pierwsi chrześcijanie uznawali 20 maja, bądź 11 listopada, bądź tez 6 stycznia (dzień urodzin Ozyrysa). Znane mi są prace współczesnych biblistów, którzy ustalają datę narodzin Chrystusa na marzec 7 r. p.n.e. (a nawet dokładniej na niedzielę 1 marca).
>Wyznawcy Mitry, którzy nazywali się "braćmi", stanowili wspólnotę, której przywódca zwany był "ojcem ojców" (pater patrum) - analogicznie nazywany jest papież. W mitrianizmie było siedem sakramentów, identycznie jest w Krk. W mitrianizmie istniał chrzest, komunia i bierzmowanie Zapewne te pojęcia też nie są Ci obce). Komunia składała się bądź z chleba i wody, bądź też z wody mieszanej z winem. Komunia przyjmowana była na pamiątkę ostatniej wieczerzy Mitry, na hostiach mitriańskich widniał krzyż. Zapewne podobieństwa dostrzegasz.
>Podczas mitriańskich mszy w szczególnie uroczystych chwilach rozbrzmiewał dzwonki, a kapłan wygłaszał nad chlebem i wodą święte formuły.
>Oczywiście rozumiem, że to nadal nic dla Ciebie nie znaczy.

Bo to naprawdę nic nie znaczy, paralele naiągane:

apologetyka.katolik.net.pl/content/view/882/68/
gonzo

>Bo to naprawdę nic nie znaczy, paralele naiągane:
>apologetyka.katolik.net.pl/content/view/882/68/

I jeszcze to:

www.trinit(*)_Mitra-i-Swiadkowie-Jehowy.htm
21-06-2008 14:01 
 Ocena 1 na 1
Janus (236 punktów)
Odpowiadasz na taki esej dwoma linkami, ktore lagodnie mowiac sa slabiutkie.
Szczegolnie slabe podstawy historyczne i argumentacje ma ten pierwszy. Zdania w stylu, "nie mozna stwierdzic kiedy wyksztaltowal sie ów kult. bo nie można". Otóż można i stwierdzono.

Co NAJSMIESZNIEJSZE mitranizm w wielu dokumentach i definicjach ksiazkowych jest zamieniany na SEKTE chrzescijanska. Czyzby chrzescijanstwo nagle powstalo 3tys lat przed nasza era? Ciekawych informacji mozna sie dowiedziec.
gonzo
>Odpowiadasz na taki esej dwoma linkami, ktore lagodnie mowiac sa slabiutkie.

Twoja pusta opinia w tej sprawie nie ma żadnnego znaczenia. Nic w tej sprawie nie wykazałeś, w przeciwieństwie do tych tekstów, które opierają się już na konkretnych argumentach.

> Szczegolnie slabe podstawy historyczne i argumentacje ma ten pierwszy. Zdania w stylu, "nie mozna stwierdzic kiedy wyksztaltowal sie ów kult. bo nie można". Otóż można i stwierdzono.

Nie interesuje mnie co se stwierdzasz i wypierdzasz pod nosem, tylko interesują mnie konkrety. A nic takiego nie przedstawiłeś.

>Co NAJSMIESZNIEJSZE mitranizm w wielu dokumentach i definicjach ksiazkowych jest zamieniany na SEKTE chrzescijanska.

Ble, ble, ble, znów to samo. A kogo to obchodzi. Nadal nie przedstawiłeś żadnych faktów, argumentów, dowodów. Pusta gadanina.

>Czyzby chrzescijanstwo nagle powstalo 3tys lat przed nasza era? Ciekawych informacji mozna sie dowiedziec.

Znów pusta gadanina.

Nie masz żadnych konkretów, więc daruj sobie takie zabawy, na które zwyczajnie szkoda mi czasu.
21-06-2008 20:14 
 Ocena 2 na 2
Janus (236 punktów)
A jaki TY przedstawiles konkret? Jeden? Ja dysponuje datami- Ty slabiutkim tekstem za katolickiej strony internetowej.

I kultura zobowiazuje do innego tonu rozmowy, chyba ze jej Ci brak- a wszystko na to wskazuje.

Zadasz konkretów samemu NIC nie prezentujac, nie podajac ZADNYCH argumentow. Idz do kosciola lepiej, tam mozesz dyskutowac bez nich.

en.wikipedia.org/wiki/Mitra

zycze milej lektury, chyba ze Ci przetlumaczyc?

popatrz na daty, porownaj z haslem "chrzescijanstwo", ze Ci ulatwie, bo Twoj tok myslowy moze nie pozwalac na tak daleko idace wnioski
gonzo
>A jaki TY przedstawiles konkret? Jeden? Ja dysponuje datami- Ty slabiutkim tekstem za katolickiej strony internetowej.

Nie interesują mnie daty tylko argumenty. Tych nie masz. A tekst jest z witryny katolickiej, ale nie ma to znaczenia. Podaje bowiem dowody i argumenty. Których ty nie masz.

>en.wikipedia.org/wiki/Mitra

To jest właśnie słabiutki tekst, bez żadnych konkretów.

>zycze milej lektury, chyba ze Ci przetlumaczyc?
>popatrz na daty, porownaj z haslem "chrzescijanstwo", ze Ci ulatwie, bo Twoj tok myslowy moze nie pozwalac na tak daleko idace wnioski

Nadal tracę czas. Więc EOT.
gonzo

>>en.wikipedia.org/wiki/Mitra

>To jest właśnie słabiutki tekst, bez żadnych konkretów.

Jest wręcz śmiesznie krótki (1-2 stron) i ma tylko... 8 przypisów. W dodatku niemal wcale nie odnosi się do zagadnienia stosunku mitraizmu do chrześcijaństwa.

Podczas gdy tylko jeden z zapodanych przeze mnie tekstów ma aż 146 przypisów (odnoszących się do źródeł) i zajmuje się tylko tym zagadnieniem. Ma ponadto kilkanaście stron.

Więc z czym do ludzi.

Zapodałeś zatem mało istotny gniot nie na temat i tyle.
gonzo

>>popatrz na daty, porownaj z haslem "chrzescijanstwo", ze Ci ulatwie, bo Twoj tok myslowy moze nie pozwalac na tak daleko idace wnioski

No dobra, zacytujmy:

>The name Mithra was adopted by the Greeks and Romans as Mithras, chief figure in the mystery religion of Mithraism. At first identified with the Sun-god Helios by the Greeks, the syncretic Mithra-Helios was transformed into the figure Mithras during the 2nd century BC, probably at Pergamon.

A teraz po proszę o dowodziki na to.
22-06-2008 02:00 
 Ocena 2 na 2
Janus (236 punktów)
O czym Ty w ogole mowisz? Bo chyba nie wiesz. TO jest dowod na to, ze wyzanie to powstalo na dlugo przed chrzescijanstwem, co tekst z witryny katolickiej ktora podales, probuje nieudolnie obalic.

Mam Ci przyniesc pergaminy z 3 tysiaclecia pne?

Najpierw mysl, potem pisz- taka zasada na przyszlosc, Ty nie masz zadnych argumentow, w tekscie ktory podales tez nie ma ZADNYCH argumentow, wiec o jakich Ty mowisz?

I jesli oceniasz tekst po jego dlugosci... to gratuluje inteligencji.

www.marvunapp.com/Appendix/mitrahyb.htm

Radze przeczytac rozdzial "Mithraism and christianity". Szczegolnie kilka razy pierwszy akapit, az to do Ciebie DOTRZE. Wymagasz argumentow samemu nie podajac zadnych to masz, jeszcze raz dam sie wciagnac to dyskusji z osoba niemajaca pojecia o czym mowi.
gonzo
>O czym Ty w ogole mowisz? Bo chyba nie wiesz. TO jest dowod na to, ze wyzanie to powstalo na dlugo przed chrzescijanstwem,

Ha ha ha ha

No i co z tego. Może jeszcze udowodnisz, że Ziemia jest kulą.

Rzecz w tym, że perski mitraizm powstał przed chrystianizmem, ale tylko rzymski mitraizm miał wpływać na chrystianizm, z prostej przyczyny - xiaństwo nie powstało w Persji, a perska forma mitraizmu nigdy nie dotarła do Palestyny, co każdy badacz mitraizmu rzymskiego wie i przyznaje (nawet ateiści, vide zresztą prace Jaczynowskiej w tym temacie, wybitnej klasycystki z UJ, przytaczanej w zapodanym linku), a co do mitraizmu rzymskiego nie wiadomo już dokładnie jak wyglądał w I wieku n.e, bo źródła na ten temat są dopiero PO xiaństwie. On sam powstał dopiero w I wieku n.e i różni się od mitraizmu perskiego niczym hinduizm od judaizmu. Perski mitraizm jest czymś zupełnie innym niż rzymski i nie ma tu więc większego znaczenia, na dodatek istniał jeszcze indyjski mitraizm, no ale skąd masz to wiedzieć, skoro jesteś wyraźnym ignorantem w tym temacie i nie czytasz nawet tekstów do jakich został zapodany link, lecz mimo to się o nich jeszcze wypowiadasz (typowe dla racjonalistycznych pyszałków). Najwyraźniej więc wciąż tracę czas.

>Mam Ci przyniesc pergaminy z 3 tysiaclecia pne?
>Najpierw mysl, potem pisz- taka zasada na przyszlosc, Ty nie masz zadnych argumentow, w tekscie ktory podales tez nie ma ZADNYCH argumentow, wiec o jakich Ty mowisz?

Argumenty są w tekście: nie ma dowodów na to, że mitraizm rzymski wpłynął na xiaństwo, bo primo paralele te są naciągane, co wykazano w oparciu o cytowaną w tekście pracę Cummonta (zawiera kompletny wykaz zabytków mitraizmu rzymskiego), najwybitniejszego badacza mitraizmu na świecie, i secundo, jego źródła są postchrześcijańskie, co przyznają cytowani w tekście nawet badacze niechrześcijańscy. Oczywiście nie zadałeś sobie nawet trudu żeby znaleźć to w tym tekście, bo w ogóle go nie przeczytałeś, zamiast tego bezczelnie twierdzisz, że nie ma tam żadnych argumentów. Typowa racjonalistyczna bezczelność wymieszana z ignorancją w stosunku do tego, co się krytykuje.

A tak w ogóle to jakie "argumenty" ty przytoczyłeś? Niemerytoryczne śmiecie z netu.

>I jesli oceniasz tekst po jego dlugosci... to gratuluje inteligencji.
>www.marvunapp.com/Appendix/mitrahyb.htm

Oceniam tekst po wszytskim, zawartości merytorycznej, długości itd. Ten link też jest denny, tekst jest dłuższy, ale jego zawartość merytoryczna jest zerowa, gdyż nie posiada on żadnych przypisów do prac naukowych. Pisanina warta tyle co twoja - czyli zero. Można w tym tekście palnąć jakąkolwiek głupotę i nie ma tego gdzie sprawdzić. Cytowane przeze mnie teksty zawierają natomiast odnośniki do prac naukowych (jeden aż 146 przypisów), w tym do niekatolickich i nawet do najlepszego na świecie wykazu zabytków mitraistycznych Cummonta.

No ale skąd możesz o tym wiedzieć, skoro nie czytasz nawet tekstów, które próbujesz dyskredytować.
22-06-2008 13:53 
 Ocena 1 na 1
Janus (236 punktów)
Smiech pusty mnie ogarnia jesli to co jest w przypisach Twojego pseudo artykułu ma jakiekolwiek pokrycie w tym tekscie. Stronnicze katolickie lektury NIC nie wnoszą do tematu. Natomiast wyjęte z kontekstu informacje z innych ksiazek tylko pogarszaja sprawe, radze PRZECZYTAC ksiazki z przypisow a nie same przypisy. Tak na przyszlosc.

en.wikiped(*)ism#Mithraism_and_Christianity

Tu masz przypisow wiecej skoro one pozwalaja Ci uwierzyc w lekture. I ZALECAM przeczytanie, chociaz przejrzenie niektorych, sa rozsiane po necie. Ciekawa laketura.

A teksty czytam, czesto niejednokrotnie. Czego o Tobie nie mozna powiedziec, bo widac ze ich nie rozumiesz.
gonzo
>Smiech pusty mnie ogarnia jesli to co jest w przypisach Twojego pseudo artykułu ma jakiekolwiek pokrycie w tym tekscie. Stronnicze katolickie lektury NIC nie wnoszą do tematu. Natomiast wyjęte z kontekstu informacje z innych ksiazek tylko pogarszaja sprawe,

Ta, pewnie ty czytałeś te książki, że to "wiesz". Wciąż pusta gadanina.

>en.wikiped(*)ism#Mithraism_and_Christianity
>Tu masz przypisow wiecej skoro one pozwalaja Ci uwierzyc w lekture. I ZALECAM przeczytanie, chociaz przejrzenie niektorych, sa rozsiane po necie. Ciekawa laketura.

Przeczytałem i nic, krótki i bardzo ogólnikowy akapit o mitraizmie i chrześcijaństwie, zaledwie 5 przypisów. Jednym słowem: nędza. Dużo lepszy i dużo bardziej szczegółowy tekst na ten temat w anglosaskim necie, oparty na dużo większej ilości źródeł, jest tu:

www.tektonics.org/copycat/mithra.html

Nie mowiąc o tym, że ten tekst z wikipedii nadal nie obala nic z zapodanych przeze mnie linków. To nadal nie jest żaden dowód na zapożyczenia. Podobieństwo nie oznacza pokrewieństwa. Wie to nawet Deschner.

>A teksty czytam, czesto niejednokrotnie. Czego o Tobie nie mozna powiedziec, bo widac ze ich nie rozumiesz.

Wciąż tracę na ciebie czas, no ale cóż, tak w życiu bywa.
22-06-2008 16:33 
 Ocena 1 na 1
Janus (236 punktów)
Czas to tu ja trace, betonu nie przebije.

www.well.com/~davidu/sciam.html

Tekst profesora kosmologii i filozofii uniwersytetu kalifornijskiego. Wiec przypisow mu nie trzeba.

www.vexen.co.uk/religion/mithraism.html

Strona poswiecona temu problemowi, z wypowiedziami kilku naukowcow (wiem, ze dla Ciebie nie bedzie to argument, ale coz)

lexicorient.com/e.o/mithraism.htm

ostatni akapit.. encyklopedyczy, ajkbys sie nie zorientowal, wiec podwazaj skoro chcesz...

paganizing(*)strotheology_similarity_cx.htm

a to tak dla milej lektury.

A jak juz uzywasz googli, nie ograniczaj sie do 1szej strony, tam jest przycisk "dalej". Co prawda w dalszym ciagu nic w tej dyskusji nie prezentujesz poza dwoma artykułamiu, ktore Twoim zdaniem urosly do granic swietosci bo posiadaja duzo przypisow i sa dlugie. Nie ma to jak rzetelne sprawozdawstwo.
gonzo
>Tekst profesora kosmologii i filozofii uniwersytetu kalifornijskiego. Wiec przypisow mu nie trzeba.

No pewnie że nie trzeba, ta, jasna sprawa. Wszak jak profesor kosmologii to pewnie posiadł patent na nieomylność w kwestii mitraizmu i nie musi niczego dowodzić. Teraz może nawet wciskać każdą brednię, jak to zresztą czyni wielu racjonalistycznych hohsztaplerów i krętaczy z "tytułami", a ty i tak w to uwierzysz. Zabawni jesteście w tym swoim naiwnym scjentyzmie i bezkrytycznym braniu na wiarę wszystkiego co nosi choćby pozory "nauki". Ale uzasadnianie jednej opinii inną nie sprawi, że ta pierwsza opinia stanie się czymś więcej niż tylko pustą opinią, którą była od samego początku.

>a to tak dla milej lektury.

Nie rozśmieszaj mnie. Przytoczyłeś parę linków do tekstów, które wciąż są pełne tylko ogólników i traktują temat skrótowo, powtarzając zresztą bezkrytycznie nonsensy, jakich pełno w anglojęzycznym necie, który jest pełny śmiecia w temacie mitraizmu i chrześcijaństwa, tematu, który doczekał się tylu przekłamań, niedomówień i przekrętów w racjonalistycznej propagandzie. Nic to nie wnosi. Znam to i śledzę od lat. Daruj sobie kopiowanie mi googli. Sam umiem używać przycisku "szukaj" i nie potrzebuję do tego twojej pomocy.
23-06-2008 00:41 
 Ocena 1 na 1
Janus (236 punktów)
Zabawne jest powolywanie sie na katolickie strony i nic wiecej. Ale o tym juz zadecyduja inni, ja to co mam do powiedzenia napisalem. Jak dyskusje przyjelo grono forumowe, moze sie przekonamy.
gonzo

>Historyczność Jezusa też nie jest zbyt oczywista. Nie wspominają o nim współcześni mu historiografowie.

Nawet jeśli to co www.trinit(*)lides-i-Pitagoras-tez-nie_.htm

>Pod uwagę może być brane tylko słynne Testimonium Flavianum pochodzące ze Starożytności żydowskich Józefa Flawiusza, ale i tak zdecydowana większość biblistów uznaje ten fragment za późniejszą chrześcijańską wstawkę.

Niezbyt zasadnie a poza tym mało kto już dziś uważa, że całe TF jest interpolacją

www.trinit(*)zusie-zostalo-sfalszowane_.htm
Andrzej.51 (15814 punktów)
Piąta część mojej wypowiedzi:

>>Ale mimo to ateista wie, że nawet w odniesieniu do osoby Jezusa Biblia nadmiernej wartości historycznej nie posiada.
>A skąd ateista to wie? Powiem Ci: Biblia w odniesieniu do osoby Jezusa Biblia nadmiernej wartości historycznej nie posiada, bo napisali ją wierzący, a wierzącym nie można ufać, bo oni już w to wierzyli, więc Biblia nadmiernej wartości historycznej nie posiada.
>Takie rozumowanie to się nazywa błędne koło.

Ale to jest Twoje rozumowanie, a nie moje. Ja tylko stwierdziłem w poprzedniej wypowiedzi, a także potwierdziłem to w niniejszej (nieco powyżej), że Biblia w odniesieniu do Jezusa nadmiernej wartości historycznej nie posiada. Tyle, i tylko tyle napisałem - i nic więcej. Resztę ideologii dorobiłaś Ty. Pokaż mi, gdzie ja w poprzedniej wypowiedzi napisałem, że "wierzącym nie można ufać". Co Ty mi próbujesz wmawiać? Nie sugeruj wypowiedzi, której nie było.
Pewna "ahistoryczność" Biblii w odniesieniu do osoby Jezusa akurat nie ma takiego podłoża, o jakim w powyższym zdaniu piszesz.

Pozdrawiam Cię.
czes (4083 punktów)
Czytałem z rozdziawioną gębą.

Andrzej, serdecznie Cię pozdrawiam.
Duda (25557 punktów)
Panie Andrzeju Pańska wiedza jest ogromna. Dziękuję , że zechciał się Pan nią podzielić. Czytam pańskie wypowiedzi z pełnym podziwem, gdyż posiada Pan niewątpliwy talent mówienia w prosty sposób o rzeczach trudnych. Dziękuję Panu!
Pozdrawiam.
marzenka (546 punktów)
>A nawet, jeśli tak było to, co w tym złego, że wiara się rozwija?

Wiara się rozwija nie dlatego że chce tylko dlatego że musi. Gdyby kościół dalej upierał się ze Ziemia krąży wokół Słońca, jestem ciekawa ilu by miał wyznawców?

>Oj, widzę, że to, co najbardziej Cię boli to kościelny racjonalizm (ach te "wydumane dogmaty").

Racjonalizm kościelny!? Bądźmy poważni - coś takiego nie istnieje. Jak można kompletnie irracjonalne rzeczy tłumaczyć racjonalnie. To tak jak grecy racjonalnie wytłumaczyli pochodzenie ognia i stworzyli Prometeusza.


25-05-2008 23:12 
 Ocena 5 na 5
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)

>... Gdyby kościół dalej upierał się ze Ziemia krąży wokół Słońca...

   A wokół czego krąży, tak nawiasem?
.
Lotwaiiler-postlaicysta
>Racjonalizm kościelny!? Bądźmy poważni - coś takiego nie istnieje. Jak można kompletnie irracjonalne rzeczy >tłumaczyć racjonalnie. To tak jak grecy racjonalnie wytłumaczyli pochodzenie ognia i stworzyli Prometeusza.
No to racjonalności nie ma w ogóle, bo skąd miałaby sie u licha wziąść, na tej samej zasadzie można powiedzieć, że nie było ewolucji, bo proces ewolucyjny jest nie możliwy. coś tak irracjonalnego jak przodek małpy nie mogło stać si toxumnym człowiekiem. Laicką zapiekłość stać jak widac nawet na kreacjonizm. Który się szerzy w niektórych kręgach przecząc słowom, że nie uznanie kulistości Ziemi, coś by z konieczności zmieniło. Teraz się szare komóreczki włączą i będzie o głupocie, socjologii, przekonanie, że będzie z ewolucją pdobnie jak z modelem kopernika w przyszłości, ale szare komórki nie lubią pracować i zagadnienie czy prawa biloogii są tym samym, co prawa fizyki, do głowy nie przyjdzie.

Za wyzłośliwianie sie z góry przepraszam.
rysiek (4593 punktów)
Przejrzawszy to - jak ktoś już wcześniej trafnie zauważył "młócenie słomy" - uważam że najbardziej wymowne są te fragmenty wypowiedzi założycielki tematu:

>(...) wiara [zajmuje się] (...) rzeczami poza światowymi.<

w tym celu:

>(...) wprowadza się pojęcia filozoficzne: natury, bytu i relacji, i wówczas naprawdę 1=1 a 3=3. (...)<

Nic dodać, nic ująć.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365