Racjonalista - Strona głównaDo treści
edukacja sześciolatków? Co o niej sądzicie?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Nauka
NapisanoAutorTytuł
16-12-2010 19:35natala (3 punktów)edukacja sześciolatków? Co o niej sądzicie?
Co sądzicie o edukacji sześciolatków?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
>Co sądzicie o edukacji sześciolatków?
Jestem za! Szczególnie za edukacją seksualną.
diogenes (42753 punktów)
>Co sądzicie o edukacji sześciolatków?

Człowiek edukuje się od zera.
Ważne jest, w jakich warunkach się to odbywa.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
>Człowiek edukuje się od zera.
>Ważne jest, w jakich warunkach się to odbywa.
A w którym punkcie jest to zero?
17-12-2010 13:04 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>>Człowiek edukuje się od zera.
>A w którym punkcie jest to zero?

To zero znajduje się w dwóch punktach: w ojcu i w matce.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
>>>Człowiek edukuje się od zera.
>>A w którym punkcie jest to zero?
>To zero znajduje się w dwóch punktach: w ojcu i w matce.
Lecz z matematyki wiadomo, że 0+0=0. Zero jest punktem startowym. Od niego licznik zaczyna bić, jak w taksówce. Nie licząc trzaśnięcia drzwiami. Czyli stosunku.
17-12-2010 16:51 
 Ocena 4 na 4
diogenes (42753 punktów)
>Lecz z matematyki wiadomo, że 0+0=0.

Algebra stosunków jest inna.
Bywa, że dwa geniusze spłodzą zero, czyli 1+1=0.
Bywa też odwrotnie: dwa zera spłodzą geniusza.
Nieco poważniej: system edukacji (nie indoktrynacji) powinien obejmować cały system społeczny i każdego w każdym wieku.

>...licznik zaczyna bić, jak w taksówce. Nie licząc trzaśnięcia drzwiami. Czyli stosunku.

Wybierasz stosunkowo dziwne miejsca na stosunek.
I jeszcze dziwniejszy czas ich trwania.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
> Wybierasz stosunkowo dziwne miejsca na stosunek.
Bo taki film mi się przypomniał Woody`ego Allena, gdzie facet różne dziwne miejsca wybierał na stosunek. Np.pod stołem w restauracji, czy coś podobnego.
sirBuk_PanBuk (6257 punktów)
>>>>Człowiek edukuje się od zera.
>>>A w którym punkcie jest to zero?
>>To zero znajduje się w dwóch punktach: w ojcu i w matce.
>Lecz z matematyki wiadomo, że 0+0=0. Zero jest punktem startowym.

Przykład piękny: wystarczy narysować sobie układ współrzędnych, z osiami x i y, gdzie wszystko zaczyna się od zera i może być wartością pozytywna (plusem) lub negatywną (minusem)... Dla bardziej zaawansowanych jest i miejsce na pomoc sąsiedzką. Oś Z

>Od niego licznik zaczyna bić, jak w taksówce. Nie licząc trzaśnięcia drzwiami. Czyli stosunku.
Tylko kto zgarnia kasę, bo nie zawsze właściciel licznika

Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
>>>>>Człowiek edukuje się od zera.
Ale generalnie chodziło mi o wyjaśnienie. Czy edukuje się od zera, to znaczy od tabula rasa. Że niby na świat przychodzi czysty i niezapisany. I to jest poniekąd prawda. Czy edukuje się od zera, jako od początku. A więc kiedy ten początek się zaczyna? Ktoś tu ma taką stopkę, że nie ma najprawdziwszego początku i zupełnego końca, czy coś w tym stylu. A ja się z tym nie zgadzam, albowiem jest początek. Czyli ten punkt 0. No i jest też, niestety , koniec. Tylko gdzie ten punkt 0 leży? Od którego to człowiek się edukuje. I co to znaczy edukuje? Formalnie czy nieformalnie.
Koraszewski (82900 punktów)
>Co sądzicie o edukacji sześciolatków?<
Umysł dziecka jest najbardziej chłonny w pierwszych latach życia. Oczywiście dziecko jest edukowane, czy tak to nazywamy, czy nie. Można zamiast śmietnika załadować ten umysł czymś ciekawszym. Pytanie o edukację sześciolatków jest mało sensowne. Poważne pytanie brzmi jaka edukacja sześciolatków? Gdzie, w jakich warunkach, z jakim programem? Gdzie szukać wzorów? Jak różnicować?
16-12-2010 21:33 
 Ocena 2 na 2
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
> Gdzie, w jakich warunkach
I czy wszystkich sześciolatków? Ja jestem przeciwna przymusowi nauki. Przed wojną, jak się dziecko nie chciało uczyć, to szło do terminu. Szewca, albo krawca. Reymont był krawcem, ale mu to nie przeszkodziło Nobla zdobyć. A dzisiaj, jak jest przymus nauki, czyli, że nie można nijak się pozbyć ucznia ze szkoły, to tym uczniom z tego wszystkiego odbija , a to się odbija na nauczycielach, że ich trzeba chronić przed uczniami. I to jest dopiero paranoja. Więc jeszcze sześciolatków zmuszać do uczenia się? A są ludzie, którzy w ogóle nie posyłają dzieci do szkoły państwowej. Sami je uczą. To w takim wypadku i sześciolatków można uczyć. Czy chodzi o upaństwowioną edukację, czy o prywatną? Witkacy taki na przykład uczył się w domu i sztuki już jako dziecko pisał. A, że potem kiepsko z nim było, to chyba nie wina wczesnej edukacji.
spellbinder (8577 punktów)
>I czy wszystkich sześciolatków? Ja jestem przeciwna przymusowi nauki. Przed wojną, jak się dziecko nie chciało uczyć, to szło do terminu. Szewca, albo krawca.

Dokładnie tak - jak się jest szewcem czy krawcem, to teoretyczna chemia czy geografia człowiekowi do życia potrzebna nie jest (a nic nie stoi na przeszkodzie, żeby samo się zaczęło uczyć, jak będzie miało ochotę)
17-12-2010 08:30 
 Ocena 6 na 6
Ania... (14138 punktów)
>>I czy wszystkich sześciolatków? Ja jestem przeciwna przymusowi nauki. Przed wojną, jak się dziecko nie chciało uczyć, to szło do terminu. Szewca, albo krawca.
>Dokładnie tak - jak się jest szewcem czy krawcem, to teoretyczna chemia czy geografia człowiekowi do życia potrzebna nie jest (a nic nie stoi na przeszkodzie, żeby samo się zaczęło uczyć, jak będzie miało ochotę)
Szkoda tylko, że sześciolatek nie jest chyba wystarczająco dojrzały do podejmowania tak znaczących decyzji co do swojego życia.
Naprawdę uważasz, że dawanie dziecku takiej wolności wyboru jest dla niego dobre? Nie będziesz też mieć nic przeciwko temu, aby 6-latek pił piwko i palił fajki, w końcu to jego życie? Albo niech je tylko cukierki. No i po co sprzątać?!
Dzieci nie wiedzą co jest dla nich dobre - na tym chyba polega wychowywanie, abyśmy dali dziecku maksimum możliwości w chwili, kiedy będzie mogło już samodzielnie o sobie decydować. Ale nie zgadzam się, że na każdym etapie życia dziecko powinno decydować o wszystkich ważnych sprawach.
kognitywista (3391 punktów)
>Szkoda tylko, że sześciolatek nie jest chyba wystarczająco dojrzały do podejmowania tak znaczących decyzji co do swojego życia.
Dlatego na tym etapie decyzje powinni podejmować za niego rodzice.
17-12-2010 21:07 
 Ocena 2 na 2
sirBuk_PanBuk (6257 punktów)
>>Szkoda tylko, że sześciolatek nie jest chyba wystarczająco dojrzały do podejmowania tak znaczących decyzji co do swojego życia.
>Dlatego na tym etapie decyzje powinni podejmować za niego rodzice.
>
Zgadzam się z powyższym zdaniem. Jednakże, współcześni rodzice, cóż - też bywają nieodpowiedzialni. I to w bardzo dużym procencie. Odsetek ludzi z tzw wyższym wykształceniem rośnie, ale ni jak ma się to do ich dojrzałości. Ale to temat na osobny wątek.

Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
spellbinder (8577 punktów)
>Szkoda tylko, że sześciolatek nie jest chyba wystarczająco dojrzały do podejmowania tak znaczących decyzji co do swojego życia.

Niektórzy 18-latkowie też nie są dostatecznie dojrzali, ale decyzje podejmować trzeba. I umówmy się, że nie potrzeba wielkiej dojrzałości do stwierdzenia, że "ta geografia to mnie w ogóle nie interesuje". Poza tym lepiej jest edukować dzieci w tej sferze, w której posiadają uzdolnienia. Dla mnie osobiście lekcje np. muzyki były koszmarem, bo słuch mam na tyle dobry, że słyszę jak fałszują - a tu nauczycielskie patafiany zmuszają do śpiewania solo np. Innymi słowy, przez 8 lat zmarnowałem na lekcjach muzyki kilkaset godzin, które mógłbym spędzić na lekcjach "ulubionych".

>Naprawdę uważasz, że dawanie dziecku takiej wolności wyboru jest dla niego dobre? Nie będziesz też mieć nic przeciwko temu, aby 6-latek pił piwko i palił fajki, w końcu to jego życie? Albo niech je tylko cukierki. No i po co sprzątać?!

A nie palą? Są i tacy, co palą. Sześciolatek to jeszcze absolutnie nie rozumie co to jest piwko, jest dla niego obrzydliwe, więc i pił nie będzie. A sprzątać? Cholera, tego nigdy nie rozumiałem... ma dziecko swój pokój, załóżmy, to po co mu każą sprzątać? Albo nie wdeptywać w kałuże?

>Dzieci nie wiedzą co jest dla nich dobre - na tym chyba polega wychowywanie, abyśmy dali dziecku maksimum możliwości w chwili, kiedy będzie mogło już samodzielnie o sobie decydować. Ale nie zgadzam się, że na każdym etapie życia dziecko powinno decydować o wszystkich ważnych sprawach.

Nie - lepiej jak rodzic uzna co dziecko lubi W końcu wie lepiej:P Lepiej dzieciaka uśrednić, wrzucić do klasy o niedopasowanym, losowym poziomie zdolności. Niech równa w dół. Zamiast szukać w dzieciach uzdolnień, zamiast te uzdolnienia rozwijać, wrzuca się dziecko w schemat, szufladkuje i ścina to co odstaje.

Edit: każą - od kazać, zaś karzą - od karać.
18-12-2010 10:10 
 Ocena 3 na 3
Ania... (14138 punktów)
>I umówmy się, że nie potrzeba wielkiej dojrzałości do stwierdzenia, że "ta geografia to mnie w ogóle nie interesuje". Poza tym lepiej jest edukować dzieci w tej sferze, w której posiadają uzdolnienia. Dla mnie osobiście lekcje np. muzyki były koszmarem, bo słuch mam na tyle dobry, że słyszę jak fałszują - a tu nauczycielskie patafiany zmuszają do śpiewania solo np. Innymi słowy, przez 8 lat zmarnowałem na lekcjach muzyki kilkaset godzin, które mógłbym spędzić na lekcjach "ulubionych".
Gdyby moi rodzice tak na to patrzyli, to teraz byłabym pewnie polonistką - z całym szacunkiem dla polonistów, zanudziłabym się tym na śmierć... Często prawdziwe zainteresowania odkrywa się znacznie później niż w wiek lat 6-10. Znam wiele osób, które po maturze zmieniały diametralnie kierunek kształcenia i tylko wielokierunkowe kształcenie im to umożliwiało. Gdyby nie kształcenie w wielu kierunkach, nasze wybory byłyby później drastycznie ograniczone.
Co więcej, nie zgadzam się z hipotezą "zaśmiecania umysłu". Umysł to organ trochę jak mięśnie i tylko ustawiczne ćwiczenie go pozwala na jego rozwój. Nie osiągniemy tego redukując kolejne pola, w których mózg jest pobudzany do aktywności.

Uważam też, że spędzanie czasu nie tylko przyjemnie, ale niekiedy "mniej przyjemnie" uczy dzieci prostego faktu - nie zawsze robimy to, co nam wygodne.

Szczerze mówiąc jestem przerażona efektami "ułatwiania" dzieciom życia, redukowania im stresów itd. Poziom wykształcenia ale i często zwykłej zaradności, rozumowania itd. w pokoleniach zaczynających studia jest zasadniczo niższy niż nawet 10 lat temu. Nie wspomnę o wcześniejszych latach. 90% studentów nie zna podstawowych faktów i nie ma pojęcia o materiale, który teoretycznie ma studiować... porażka... Pozostaje te 10%, które nieco poprawiają nasze samopoczucie.

Druga sprawa: Jeżeli dziecko lubi tylko WF, to niech zostanie nauczycielem WF? Tyle, że wyobrażenie dziecka o tym, co musi mieć opanowane aby spełnić ten cel jest zwykle mylne. Niewiele dzieci zdaje sobie sprawę, że nie chodzi tylko o sport, ale i o biologię, fizykę i pewnie jeszcze inne przedmioty. Jeżeli dziecko wyeliminuje je, to później odkryje, że nie może zrealizować celu. A wyeliminowało i wszystko inne i niestety, braki uniemożliwią mu realizację innych kierunków. Przyjemna alternatywa? Tego chciałbyś dla swojego dziecka?
>A sprzątać? Cholera, tego nigdy nie rozumiałem... ma dziecko swój pokój, załóżmy, to po co mu karzą sprzątać? Albo nie wdeptywać w kałuże?
Kałuże to jedno - uwielbiałam się w nich taplać. Nawet w szkole średniej napadało mnie i przyjaciółkę. Ale sprzątanie to coś innego. Wychowując mamy przygotować dziecko do dorosłości. I niestety, obowiązki domowe to jeden z elementów tej dorosłości. Dzieciństwo powinno być atrakcyjne, przyjemne, zabawne, ale jeśli nie będzie również kształcić w nas tego, co potrzebne w dorosłości - efekt będzie raczej trudny. Takie osoby nie są później przystosowane do samodzielnego życia.
>Nie - lepiej jak rodzic uzna co dziecko lubi W końcu wie lepiej:P Lepiej dzieciaka uśrednić, wrzucić do klasy o niedopasowanym, losowym poziomie zdolności. Niech równa w dół. Zamiast szukać w dzieciach uzdolnień, zamiast te uzdolnienia rozwijać, wrzuca się dziecko w schemat, szufladkuje i ścina to co odstaje.
Kształcenie wielokierunkowe nie oznacza zaniedbania uzdolnień. Istnieje wiele metod pobudzania uzdolnień i na pewno zajęcie kilku godzin w tygodniu lekcjami muzyki, plastyki i in. nie zmieni tego.
spellbinder (8577 punktów)
>Gdyby moi rodzice tak na to patrzyli, to teraz byłabym pewnie polonistką - z całym szacunkiem dla polonistów, zanudziłabym się tym na śmierć... Często prawdziwe zainteresowania odkrywa się znacznie później niż w wiek lat 6-10. Znam wiele osób, które po maturze zmieniały diametralnie kierunek kształcenia i tylko wielokierunkowe kształcenie im to umożliwiało. Gdyby nie kształcenie w wielu kierunkach, nasze wybory byłyby później drastycznie ograniczone.

Zakładając, że dzieciarnia uczy się tych wielu przedmiotów. A tak nie jest. Dla znacznej większości studentów psychologii przedmiot "statystyka" jest wielkim problemem. Zdarzają się osoby, które są "dobre" w tym temacie, ale większość nie ma o nim pojęcia. Aby się prześlizgnąć.

>Co więcej, nie zgadzam się z hipotezą "zaśmiecania umysłu". Umysł to organ trochę jak mięśnie i tylko ustawiczne ćwiczenie go pozwala na jego rozwój.

Przy czym należy pamiętać, że Małysz się z Pudzianem nigdy nie zamieni, a zmuszanie Małysza do pakowania górnej części ciała tylko przeszkadzałoby w jego osiągach na skoczni. Innymi słowy - brak specjalizacji powoduje, że wyniki są ogólnie niższe.

>Szczerze mówiąc jestem przerażona efektami "ułatwiania" dzieciom życia, redukowania im stresów itd. Poziom wykształcenia ale i często zwykłej zaradności, rozumowania itd. w pokoleniach zaczynających studia jest zasadniczo niższy niż nawet 10 lat temu.

Jest niższy nawet niż 5 lat temu, ale to akurat nie jest wina nauczania, a wykluczania dzieci z normalnego społeczeństwa.

>Druga sprawa: Jeżeli dziecko lubi tylko WF, to niech zostanie nauczycielem WF? Tyle, że wyobrażenie dziecka o tym, co musi mieć opanowane aby spełnić ten cel jest zwykle mylne. Niewiele dzieci zdaje sobie sprawę, że nie chodzi tylko o sport, ale i o biologię, fizykę i pewnie jeszcze inne przedmioty.

Nauczyciel W-F nieodmiennie kojarzy mi się z facetem, który rzuca dzieciakom piłkę i idzie do kanciapy - ewentualnie, ci co ambitniejsi, potrafią troszkę posędziować.

>Jeżeli dziecko wyeliminuje je, to później odkryje, że nie może zrealizować celu. A wyeliminowało i wszystko inne i niestety, braki uniemożliwią mu realizację innych kierunków. Przyjemna alternatywa? Tego chciałbyś dla swojego dziecka?

Nie wyobrażam sobie, żeby szkolne nieuczenie dzieciaka czegokolwiek miało skutkować blokowaniem jakichś barier. Tym bardziej, że "prawdziwa nauka" zaczyna się tak naprawdę pod koniec liceum.

>Kałuże to jedno - uwielbiałam się w nich taplać. Nawet w szkole średniej napadało mnie i przyjaciółkę. Ale sprzątanie to coś innego. Wychowując mamy przygotować dziecko do dorosłości.

A w dorosłości, z jakichś powodów, sprzątanie ma być kluczem do...? Do czego?

>I niestety, obowiązki domowe to jeden z elementów tej dorosłości. Dzieciństwo powinno być atrakcyjne, przyjemne, zabawne, ale jeśli nie będzie również kształcić w nas tego, co potrzebne w dorosłości - efekt będzie raczej trudny. Takie osoby nie są później przystosowane do samodzielnego życia.

Samodzielne życie nie ma nic wspólnego ze sprzątaniem pokoju.

>Kształcenie wielokierunkowe nie oznacza zaniedbania uzdolnień. Istnieje wiele metod pobudzania uzdolnień i na pewno zajęcie kilku godzin w tygodniu lekcjami muzyki, plastyki i in. nie zmieni tego.

Kilka godzin w tygodniu owocuje setkami godzin w wymiarze całej edukacji. Mogę mówić na swoim przykładzie - lekcje plastyki, muzyki, ZPT, oraz tzw. W-Fu, gdzie trza było uprawiać sporty zespołowe, których nienawidzę po dziś dzień, były dla mnie absolutną stratą czasu. Wnioskuję po tym, że żadna ze zdolności nabytych podczas tych lekcji NIGDY mi się nie przydała. A to - tylko przez podstawówkę - zabrało mi (powiedzmy, że w roku szkolnym tygodni jest 35, a lekcje WF dwie) 35*5*8=1400 godzin zmarnowanych. Do tego można też doliczyć religię
19-12-2010 16:41 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)

>lekcje plastyki, muzyki, ZPT, oraz tzw. W-Fu ... żadna ze zdolności nabytych podczas tych lekcji NIGDY mi się nie przydała.
A ja mam wrażenie, że się mylisz, szczególnie jeśli chodzi o lekcje plastyki i muzyki.
>Do tego można też doliczyć religię
A tu się już nie mylisz

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
19-12-2010 16:52 
 Ocena 1 na 1
spellbinder (8577 punktów)
>A ja mam wrażenie, że się mylisz, szczególnie jeśli chodzi o lekcje plastyki i muzyki.

Zależy w czyim przypadku - dlatego też w powyższym zestawieniu pisałem o sobie - bo mi się te lekcje nie przydały. Nigdy w życiu nie śpiewałem, na muzyce się nie znam i znać nie zamierzam, nigdy też nie lepiłem cudności z plasteliny. Dla pewnych osób te lekcje mogą być przydatne - jednak nie dla dzieci pozbawionych jakiegokolwiek talentu w dziedzinie emisji głosu, tudzież tych niepotrafiących malować.

Swoją drogą - jak komuś idzie "rysowanie", to kształci się sam, spędzając czas na przelewaniu fantazji na papier.

>A tu się już nie mylisz
20-12-2010 07:16 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)
Nie chodziło mi o praktyczną umiejętność rysowania, śpiewania czy lepienia cudności, bardziej o ogólną orientację w szeroko pojętej historii sztuki. W zasadzie każdy powinien coś tam wiedzieć, i archeolog, i lekarz, i programista Takie, wiesz - żeby na nazwisko "Bach" coś się kojarzyło Jasne, że tego można się nauczyć w domu albo samemu, ale jednak szkoła daje większą gwarancję, że się usłyszy. Bo nie w każdym domu są książki, a telewizor służy nie tylko do oglądania transmisji sportowych i seriali.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
spellbinder (8577 punktów)
>Nie chodziło mi o praktyczną umiejętność rysowania, śpiewania czy lepienia cudności, bardziej o ogólną orientację w szeroko pojętej historii sztuki. W zasadzie każdy powinien coś tam wiedzieć, i archeolog, i lekarz, i programista

Rozumiem o co Ci chodzi, ale się nie zgodzę jednak. Archeolog nie ma żadnej potrzeby znać się na metalu - ludzie nie odróżniają black metalu od heavy metalu - gafy latają nawet w prasie (co mnie szczególnie nie dziwi), ale świat się od tego raczej nie zawali.

Powinien się jednak znać na architekturze i wzornictwie użytkowym starożytności - inna sprawa, że jego to po prostu interesuje.

>Takie, wiesz - żeby na nazwisko "Bach" coś się kojarzyło Jasne, że tego można się nauczyć w domu albo samemu, ale jednak szkoła daje większą gwarancję, że się usłyszy.

Bacha "odkryłem" niejako poza szkołą - w szkole puszczali, ale nie było atmosfery. Klasa nie miała chęci słuchać, ja nie miałem chęci, ot - chwila wytchnienia w lekcji, można sobie pogadać.
20-12-2010 07:49 
 Ocena 3 na 3
Chlodwig (10939 punktów)
>na muzyce się nie znam i znać nie zamierzam,

Muzyka jest ważną częścią kultury. Ktoś nie mający o niej pojęcia nie może się nazywać człowiekiem kulturalnym.

>Dla pewnych osób te lekcje mogą być przydatne - jednak nie dla dzieci pozbawionych jakiegokolwiek talentu w dziedzinie emisji głosu

Coś takiego jak talent w dziedzinie emisji głosu nie istnieje.
spellbinder (8577 punktów)
>>na muzyce się nie znam i znać nie zamierzam,
>Muzyka jest ważną częścią kultury. Ktoś nie mający o niej pojęcia nie może się nazywać człowiekiem kulturalnym.

Rozumiem, że chodzi tu o Justiny Biebery i o Lady Gagi?

Muzyki jest zbyt dużo, aby człowiek, który się nią nie interesuje miał ją poznać. Jest jakaś podstawa - w postaci klasyków - ale nie rozumiem dlaczego robi się ze znajomości Bacha takie wielkie halo - owszem, był genialny. Owszem, uwielbiam. No i co z tego? Szopena nie słuchałem nawet za bardzo, bo mi po prostu nie podchodzi...

>Coś takiego jak talent w dziedzinie emisji głosu nie istnieje.

No widzisz - ja np. nie potrafię powtórzyć danego dźwięku - słyszę, że nie trafiam, ale nie mam takiej kontroli nad strunami głosowymi, żeby nad tym zapanować.
20-12-2010 09:19 
 Ocena 3 na 3
Chlodwig (10939 punktów)
>>>na muzyce się nie znam i znać nie zamierzam,
>>Muzyka jest ważną częścią kultury. Ktoś nie mający o niej pojęcia nie może się nazywać człowiekiem kulturalnym.
>Rozumiem, że chodzi tu o Justiny Biebery i o Lady Gagi?

Nie.

>Muzyki jest zbyt dużo, aby człowiek, który się nią nie interesuje miał ją poznać.

Nie, nie jest.

>>Coś takiego jak talent w dziedzinie emisji głosu nie istnieje.
>No widzisz - ja np. nie potrafię powtórzyć danego dźwięku - słyszę, że nie trafiam, ale nie mam takiej kontroli nad strunami głosowymi, żeby nad tym zapanować.

To jest brak pamięci muzycznej. Słuch posiadasz. Słuch+pamięć jest podstawą do nauki emisji. Emisja to tylko technika potrzebna zawodowcom.
spellbinder (8577 punktów)
>>Muzyki jest zbyt dużo, aby człowiek, który się nią nie interesuje miał ją poznać.
>Nie, nie jest.

No jak nie jest - z jednego tylko gatunku masz setki tysięcy godzin muzyki. Poznanie wzajemnych wpływów i chronologii powstawania utworów to jest jakaś tytaniczna praca, jeśli człowiek chciałby to zgłębić porządnie. I człowiek, który ma muzykę w czterech literach miałby ślęczeć i uczyć się tego? A po jaką cholerę?

Muzyka służy do "zabawy" - wprawdzie przeznaczenie poszczególnych utworów jest inne, jednak niemal wszystkie sprowadzają się do rozrywki. Ktoś, kto nie zna muzyki jest w takim samym stopniu niekulturalny, jak ktoś kto nigdy nie grał w polo.
20-12-2010 12:32 
 Ocena 2 na 2
Chlodwig (10939 punktów)
>>>Muzyki jest zbyt dużo, aby człowiek, który się nią nie interesuje miał ją poznać.
>>Nie, nie jest.
>No jak nie jest - z jednego tylko gatunku masz setki tysięcy godzin muzyki. Poznanie wzajemnych wpływów i chronologii powstawania utworów to jest jakaś tytaniczna praca, jeśli człowiek chciałby to zgłębić porządnie.

Miliony! Miliardy!!!
Wiesz, Liliac poznanie tego zabrało jakieś 2 lata. I to przy okazji.

>I człowiek, który ma muzykę w czterech literach miałby ślęczeć i uczyć się tego? A po jaką cholerę?

A po jaką cholerę odróżniać w architekturze gotyk od od baroku, Szekspira od Hugo, Darwina od Dänikena?
A potem mamy takie bankomatoły np
spellbinder (8577 punktów)
>Miliony! Miliardy!!!
>Wiesz, Liliac poznanie tego zabrało jakieś 2 lata. I to przy okazji.

Powiedz lepiej ile to Tobie zajęło. I czy mówimy tu o pobieżnej znajomości kilku utworów, czy o znajomości konkretnej - "co" z jakiej płyty itd.

>A po jaką cholerę odróżniać w architekturze gotyk od od baroku, Szekspira od Hugo, Darwina od Dänikena?

Po taką samą jak np. znać literaturę z zakresu "Forgotten Realms". Że możesz przyszpanować w towarzychu jako osoba, która czytała/zna.

I dlaczego umiejętność odróżnienia jednego gmaszyska od drugiego ma być bardziej "znacząca" niż umiejętność nazywania drzew, ptaków, ryb - czy choćby owadów? Albo rzeczy wręcz podstawowej - szkieletu istoty ludzkiej
20-12-2010 13:53 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)

>Powiedz lepiej ile to Tobie zajęło. I czy mówimy tu o pobieżnej znajomości kilku utworów, czy o znajomości konkretnej - "co" z jakiej płyty itd.
Żeby wiedzieć wszystko o wszystkim, trzeba być omnipotencjatorem ogólnym. Albo inną sławą i znakomitością*. Nie mówimy o znajomości rzeczy "na wylot", tylko o ogólnej ogładzie. Bo taka znajomość muzyki, jaką postulujesz równa się znajomości wszystkich gatunków bakterii, grzybów i stawonogów - z nazwą polską i łacińską włącznie. Niewykonalne!

*czyli Trurlem bądź Klapaucjuszem**.
**nie mam na myśli naszego forumowego Klapaucjusza, aczkolwiek tytułu sławy i znakomitości mu nie odmawiam.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
20-12-2010 14:04 
 Ocena 1 na 1
spellbinder (8577 punktów)
>Żeby wiedzieć wszystko o wszystkim, trzeba być omnipotencjatorem ogólnym. Albo inną sławą i znakomitością*. Nie mówimy o znajomości rzeczy "na wylot", tylko o ogólnej ogładzie. Bo taka znajomość muzyki, jaką postulujesz równa się znajomości wszystkich gatunków bakterii, grzybów i stawonogów - z nazwą polską i łacińską włącznie. Niewykonalne!

Wykonalne jedynie w przypadku specjalizacji - a człowiek, który ma być specjalistą od np. chorób zakaźnych naprawdę nie będzie się zastanawiał nad zawiłościami architektonicznymi budynków.

Dlatego też nie zgadzam się zupełnie ze stwierdzeniem, że "jak ktoś nie zna danej części przekazu kulturowego", to nie jest człowiekiem "kulturalnym".

Jednocześnie nie da się wyrobić sobie pełnego obrazu danego artysty nie mając styczności ze wszystkimi jego dziełami. W przeciwnym razie sprowadza się to do stwierdzenia "a, tak... tego słuchałem".
21-12-2010 07:16 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)

>Wykonalne jedynie w przypadku specjalizacji
A owszem. Ale będę się upierać, że specjalizacja w jednej dziedzinie plus ogólna orientacja w całej reszcie to jest to
>W przeciwnym razie sprowadza się to do stwierdzenia "a, tak... tego słuchałem".
No i to chodzi!

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
20-12-2010 13:59 
 Ocena 2 na 2
Chlodwig (10939 punktów)
>>Wiesz, Liliac poznanie tego zabrało jakieś 2 lata. I to przy okazji.
>Powiedz lepiej ile to Tobie zajęło. I czy mówimy tu o pobieżnej znajomości kilku utworów, czy o znajomości konkretnej - "co" z jakiej płyty itd.

No to widać że pojęcia nie masz.

>>A po jaką cholerę odróżniać w architekturze gotyk od od baroku, Szekspira od Hugo, Darwina od Dänikena?
>Po taką samą jak np. znać literaturę z zakresu "Forgotten Realms". Że możesz przyszpanować w towarzychu jako osoba, która czytała/zna.

Bankomatoł?

>I dlaczego umiejętność odróżnienia jednego gmaszyska od drugiego ma być bardziej "znacząca" niż umiejętność nazywania drzew, ptaków, ryb - czy choćby owadów? Albo rzeczy wręcz podstawowej - szkieletu istoty ludzkiej

W tym orientacja też jest ważna.
spellbinder (8577 punktów)
>>I dlaczego umiejętność odróżnienia jednego gmaszyska od drugiego ma być bardziej "znacząca" niż umiejętność nazywania drzew, ptaków, ryb - czy choćby owadów? Albo rzeczy wręcz podstawowej - szkieletu istoty ludzkiej
>W tym orientacja też jest ważna.

Ważna? Dla pewnych specjalistów - oczywiście. Ale nie dla "zwykłego" człowieka. Jedynym co możesz osiągnąć jest specjalizacja, fachowość w jednej konkretnej dyscyplinie. Nikt nie będzie się pytał endokrynologa czy zna sonety Szekspira, bo dla tego konkretnego człowieka taki sonet nie ma absolutnie żadnego znaczenia. Gdyby człowiek chciał uczyć się wszystkiego co mu się nawinie pod rękę - owszem - wiedziałby więcej, ale w żadnej dziedzinie nie osiągnąłby perfekcji. To tak jakby od pianisty wymagać umiejętności grania na gitarze... no po co?
20-12-2010 14:25 
 Ocena 2 na 2
Chlodwig (10939 punktów)
>>>I dlaczego umiejętność odróżnienia jednego gmaszyska od drugiego ma być bardziej "znacząca" niż umiejętność nazywania drzew, ptaków, ryb - czy choćby owadów? Albo rzeczy wręcz podstawowej - szkieletu istoty ludzkiej
>>W tym orientacja też jest ważna.
>Ważna? Dla pewnych specjalistów - oczywiście. Ale nie dla "zwykłego" człowieka. Jedynym co możesz osiągnąć jest specjalizacja, fachowość w jednej konkretnej dyscyplinie. Nikt nie będzie się pytał endokrynologa czy zna sonety Szekspira, bo dla tego konkretnego człowieka taki sonet nie ma absolutnie żadnego znaczenia. Gdyby człowiek chciał uczyć się wszystkiego co mu się nawinie pod rękę - owszem - wiedziałby więcej, ale w żadnej dziedzinie nie osiągnąłby perfekcji. To tak jakby od pianisty wymagać umiejętności grania na gitarze... no po co?

"Każdy człowiek ma jakiś ograniczony horyzont swej wiedzy i zainteresowań. Kiedy horyzont ten zaczyna się stopniowo kurczyć i w koncu redukuje się do punktu, jest to własnie punkt widzenia."
David Hilbert
spellbinder (8577 punktów)
>"Każdy człowiek ma jakiś ograniczony horyzont swej wiedzy i zainteresowań. Kiedy horyzont ten zaczyna się stopniowo kurczyć i w koncu redukuje się do punktu, jest to własnie punkt widzenia."

Jestem naprawdę ciekaw, czy chciałbyś, aby chirurg składający Ci na przykład rękę, dajmy na to, że operacja jest skomplikowana, patrzył na nią z punktu widzenia a to drzewek, a to barokowego pamiętnikarstwa, a to współczesnego popu.
20-12-2010 23:19 
 Ocena 4 na 4
liliac (147340 punktów)
>Jestem naprawdę ciekaw, czy chciałbyś, aby chirurg składający Ci na przykład rękę, dajmy na to, że operacja jest skomplikowana, patrzył na nią z punktu widzenia a to drzewek, a to barokowego pamiętnikarstwa, a to współczesnego popu.

Może oczekuje, że rzeczony chirurg będzie będzie dysponować jakąkolwiek wiedzą poza fachową i że (w warunkach pozazawodowych) będzie z nim można porozmawiać o czymkolwiek innym poza szczegółami zawodowymi. Taka koncepcja "obycia ogólnego". Jego brak naprawdę utrudnia rozumienie otaczającego świata, jakkolwiek rozumiem, że można dyskutować, jak szeroki zakres tego obycia jest rzeczywiście niezbędny.

Oczywiście- nikt nikomu nie zabrania bycia kulturowym kaleką, ale nie wiem jednocześnie dlaczego miałby to być powód do dumy...
spellbinder (8577 punktów)
>Oczywiście- nikt nikomu nie zabrania bycia kulturowym kaleką, ale nie wiem jednocześnie dlaczego miałby to być powód do dumy...

Jednocześnie ciężko jest nazwać kulturowym kaleką kogoś, kto np. skupił się na literaturze przy pominięciu wiedzy muzycznej
22-12-2010 17:48 
 Ocena 1 na 3
liliac (147340 punktów)
>>Oczywiście- nikt nikomu nie zabrania bycia kulturowym kaleką, ale nie wiem jednocześnie dlaczego miałby to być powód do dumy...
>Jednocześnie ciężko jest nazwać kulturowym kaleką kogoś, kto np. skupił się na literaturze przy pominięciu wiedzy muzycznej

A kogoś, kto się skupił tylko na muzyce, a książek nie czyta wcale i jest z tego dumny (bo literki uznaje, ale głównie na partyturze), malarstwo zaś uważa za durne, marnujące czas i energię bohomazy? Ale OK- niech będzie- nie kaleka, chociaż jednak w jakimś tam stopniu niepełnosprawny.
Jednocześnie jestem świadoma, że można być bardzo wszechstronnie wykształconą i niezwykle obytą w ogólnie pojętej kulturze osobą z wybiórczą ślepotą na któryś jej dział. Czytając wspomnienia Franciszka Starowieyskiego, nie mogłam przestać się dziwić jego wybiórczej właśnie "ślepocie" na literaturę.

A co to nieszczęsne daje praktycznie? Może np. jakość naszej forumowej kartki antyświątecznej byłaby nieco inna, gdyby jej autor nieco więcej obcował ze sztuką? Może nie byłaby, ale w sumie ciekawam jego podejścia do kultury
22-12-2010 18:17 
 Ocena-1 na 1
spellbinder (8577 punktów)
>A kogoś, kto się skupił tylko na muzyce, a książek nie czyta wcale i jest z tego dumny (bo literki uznaje, ale głównie na partyturze), malarstwo zaś uważa za durne, marnujące czas i energię bohomazy? Ale OK- niech będzie- nie kaleka, chociaż jednak w jakimś tam stopniu niepełnosprawny.

Muzyka sama z siebie jest rzeczą służącą zabawie - tyle w niej głębi, co we wzornictwie zabawek z jajek niespodzianek. Bez tekstu muzyka nie niesie nic prócz pustej zabawy emocjami oraz reakcji na wyuczone zestawy dźwięków. Przekładając to na świat literatury, muzyka bez tekstu jest tym samym, czym harlequin. Czysta emocja, a głębi żadnej. Świetne do odstresowania się, tudzież wywołania danego nastroju, ale osiągnięcie tego nastroju zależy już od odbiorcy i od jego systemu skojarzeń/warunkowania.

Podobnie jest z malarstwem - malarstwo nie jest w stanie siebie zdefiniować, gdyż aby pokusić się o przedstawienie czegokolwiek, musi czerpać z symboli definiowanych przez słowa.

Także literatura, aby być wartościową, musi nieść jakieś przemyślenia, autor powinien nie tylko opisywać, a wyciągać wnioski. Fabuła jest pretekstem do pokazania czegoś, do dokonania konkretnej analizy.
22-12-2010 19:39 
 Ocena 1 na 1
lukaszewicz (5674 punktów)

Mam dokładnie odmienne odczucia.
Anegdota psuje i pozbawia sztukę głębi , zamienia ją w coś błahego i jednorazowego.
W malarstwie literatura zamienia je w komiks, a w muzyce w spot reklamowy.
A wnioski autora to dobre są w pracy naukowej.
spellbinder (8577 punktów)
>W malarstwie literatura zamienia je w komiks,

No proszę Cię, zdarzają się komiksy jak najbardziej genialne Tak jak nie każdy obraz będzie dziełem sztuki, tak i nie każdy komiks jest godzien uwagi.

>a w muzyce w spot reklamowy.

W muzyce masz "tekst" piosenki. Nie mam pojęcia co to ma wspólnego ze "spotowością".

>A wnioski autora to dobre są w pracy naukowej.

Czyli postulujesz czysty przekaz emocjonalny? Reymontowski "Wampir" tak samo dobry jak "Zmierzch"?
22-12-2010 21:46 
 Ocena 2 na 2
lukaszewicz (5674 punktów)


Nie neguję genialności komiksów, spotów czy piosenek.Ale to nie to samo co malarstwo, muzyka, literatura.
One nie są od dawania odpowiedzi.
Od zadawania pytań też.
Mogą najwyżej do tego prowokować.
I wtedy są sztuką.
Chlodwig (10939 punktów)
>>"Każdy człowiek ma jakiś ograniczony horyzont swej wiedzy i zainteresowań. Kiedy horyzont ten zaczyna się stopniowo kurczyć i w koncu redukuje się do punktu, jest to własnie punkt widzenia."
>Jestem naprawdę ciekaw, czy chciałbyś, aby chirurg składający Ci na przykład rękę, dajmy na to, że operacja jest skomplikowana, patrzył na nią z punktu widzenia a to drzewek, a to barokowego pamiętnikarstwa, a to współczesnego popu.

Jednak bankomatoł
21-12-2010 12:36 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
>>>I dlaczego umiejętność odróżnienia jednego gmaszyska od drugiego ma być bardziej "znacząca" niż umiejętność nazywania drzew, ptaków, ryb - czy choćby owadów? Albo rzeczy wręcz podstawowej - szkieletu istoty ludzkiej
>>W tym orientacja też jest ważna.
>Ważna? Dla pewnych specjalistów - oczywiście. Ale nie dla "zwykłego" człowieka.
Czy ja wiem... Powodzenia w leczeniu dowolnej "ciekawszej" choroby. Uważam, że znajomość podstaw funkcjonowania naszego ciała jest kluczowa dla przetrwania w licznych przypadkach. Np. ciężarna upominająca się o immunoglobulinę przy konflikcie serologicznym. Trudno uwierzyć, ale spotkałam dziewczynę, której przy poronieniu nie zapewniono tego minimum i później przez kilka lat walczyła z przeciwciałami. Gdyby wiedziała...
Ja sama weryfikuję lekarzy. Jeśli nie trzyma mi się kupy to co mówią, to zmieniam takiego delikwenta. Bez wiedzy na temat byłabym bezbronna. Co gorsze, ani "kasa", ani często renomowana przychodnia nie gwarantują niczego.
20-12-2010 12:42 
 Ocena 1 na 1
AdamGr (3037 punktów)
A konia umiesz zrobić paszczą ?
22-12-2010 21:55 
 Ocena 3 na 3
Almentyna (417 punktów)
> bo mi się te lekcje nie przydały. Nigdy w życiu nie śpiewałem, na muzyce się nie znam i znać nie zamierzam, nigdy też nie lepiłem cudności z plasteliny. Dla pewnych osób te lekcje mogą być przydatne - jednak nie dla dzieci pozbawionych jakiegokolwiek talentu w dziedzinie emisji głosu, tudzież tych niepotrafiących malować.

No i widzisz. Gdybyś się "znał", to byś wiedział że emisja głosu nie jest kwestią talentu, tylko wyuczalnej techniki wydobywania dźwięków z jamy gębowej (właściwe oddychanie, układ podniebienia miękkiego itd.).

>Swoją drogą - jak komuś idzie "rysowanie", to kształci się sam, spędzając czas na przelewaniu fantazji na papier.

Samouk raczej nie wykształci się sam, chociaż efekty jego przelewania fantazji na papier mogą być ciekawe. Na ogół widać od razu, że są dziełem prymitywisty lub... grafika komputerowego (grafik komputerowy tym się różni od grafika zwykłego, że nie musi mieć żadnych kwalifikacji artystycznych).

Myślę że wszystkie dzieci mają swobodę w każdej dziedzinie jakiej zechcą spróbować. Czyli mają pełen zestaw zdolności, tak jak pełen zestaw genów, wyjąwszy przypadki upośledzeń. Natomiast talent jest czymś rzadkim i trudnym do przeoczenia nawet w najmniej twórczej szkole.

Jest na świecie wiele cudownych rzeczy, ale cudów nie ma.
22-12-2010 22:20 
 Ocena 1 na 1
spellbinder (8577 punktów)
>No i widzisz. Gdybyś się "znał", to byś wiedział że emisja głosu nie jest kwestią talentu, tylko wyuczalnej techniki wydobywania dźwięków z jamy gębowej (właściwe oddychanie, układ podniebienia miękkiego itd.).

Tak samo jak akcent przy posługiwaniu się językiem obcym jest umiejętnością wyuczalną, przy czym jednym jest to zrobić łatwiej, innym trudniej. I to jest właśnie talent. Talent jest to określenie oznaczające łatwość w przyswajaniu, oraz górny próg danej umiejętności. Talent można mieć do wszystkiego, co wymaga nauki.

>Myślę że wszystkie dzieci mają swobodę w każdej dziedzinie jakiej zechcą spróbować. Czyli mają pełen zestaw zdolności, tak jak pełen zestaw genów, wyjąwszy przypadki upośledzeń. Natomiast talent jest czymś rzadkim i trudnym do przeoczenia nawet w najmniej twórczej szkole.

Dlatego też (ze względu na to pełne spektrum talentów) Einstein nie dostał się na politechnikę, zawaliwszy część humanistyczną
21-12-2010 09:40 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
>Przy czym należy pamiętać, że Małysz się z Pudzianem nigdy nie zamieni, a zmuszanie Małysza do pakowania górnej części ciała tylko przeszkadzałoby w jego osiągach na skoczni. Innymi słowy - brak specjalizacji powoduje, że wyniki są ogólnie niższe.
Specjalizację się osiąga na wyższych etapach. Jak dla mnie system technikum / LO z fakultetami był optymalny. Teraz zredukowali wybór tym zdecydowanym wcześniej, zamiast tego dając bezpłciowe licea...
>>Szczerze mówiąc jestem przerażona efektami "ułatwiania" dzieciom życia, redukowania im stresów itd. Poziom wykształcenia ale i często zwykłej zaradności, rozumowania itd. w pokoleniach zaczynających studia jest zasadniczo niższy niż nawet 10 lat temu.
>Jest niższy nawet niż 5 lat temu, ale to akurat nie jest wina nauczania, a wykluczania dzieci z normalnego społeczeństwa.
Nie sądzę. Różnice widać w skali już 5 lat, a wychowanie raczej jest takie samo.
Fakt jest faktem - zepsuliśmy to co było dobre w naszym szkolnictwie, a nie daliśmy niczego w zamian. Została kicha.

>Nauczyciel W-F nieodmiennie kojarzy mi się z facetem, który rzuca dzieciakom piłkę i idzie do kanciapy - ewentualnie, ci co ambitniejsi, potrafią troszkę posędziować.
Ja mam podobne skojarzenia, chociaż raz mieliśmy jakiegoś stażystę bodaj, który ambitnie nauczył nas szeroko rozumianej gimnastyki. Skakaliśmy przez wszystkie "gadżety" na maksymalnych nóżkach i w każdą stronę. Ale był niestety wyjątkiem a i to przez rok tylko.
>Nie wyobrażam sobie, żeby szkolne nieuczenie dzieciaka czegokolwiek miało skutkować blokowaniem jakichś barier. Tym bardziej, że "prawdziwa nauka" zaczyna się tak naprawdę pod koniec liceum.
Rezygnacja np. z któregokolwiek przedmiotu ścisłego powoduje braki, których nauka w domu zwykle nie potrafi wyrównać. Taka bariera wystarczy dla 99% społeczeństwa. Tylko wyjątki sobie z nią poradzą.
>>Ale sprzątanie to coś innego. Wychowując mamy przygotować dziecko do dorosłości.
>A w dorosłości, z jakichś powodów, sprzątanie ma być kluczem do...? Do czego?
Do samodzielnego życia i utrzymania domu? Ja tam żałuję, że moja mama nie przycisnęła mnie trochę bardziej do tej sfery wychowania. Sprzątanie to umiejętność, którą się kształtuje tak samo jak czytanie, wiązanie butów i inne. Oczywiście, możesz dla zasady olać ten punkt wychowania. Ale czy dla zasady chcesz skazać potem dziecko na nieprzyjemny trening w życiu dorosłym, kiedy nawyki trudniej zmieniać? Ja wiem po sobie - nie jest to wtedy miłe.
spellbinder (8577 punktów)
>Specjalizację się osiąga na wyższych etapach. Jak dla mnie system technikum / LO z fakultetami był optymalny. Teraz zredukowali wybór tym zdecydowanym wcześniej, zamiast tego dając bezpłciowe licea...

Oczywiście, że tak - ale w końcu dresik się nie zmieni tylko dlatego, że kiedyś tam w przeszłości przeczytał 3 rozdziały z Pana Tadeusza.

>Rezygnacja np. z któregokolwiek przedmiotu ścisłego powoduje braki, których nauka w domu zwykle nie potrafi wyrównać. Taka bariera wystarczy dla 99% społeczeństwa. Tylko wyjątki sobie z nią poradzą.

Jednakowoż przymus - choćby jeśli chodzi o naukę czytania - odnosi odwrotne do zamierzonych skutki. Cała masa ludzi po prostu nie sięgnie po lekturę książki, gdyż ta kojarzy im się z przymusem, nudziarstwem, a następnie - odpytkami.

>Do samodzielnego życia i utrzymania domu? Ja tam żałuję, że moja mama nie przycisnęła mnie trochę bardziej do tej sfery wychowania. Sprzątanie to umiejętność, którą się kształtuje tak samo jak czytanie, wiązanie butów i inne. Oczywiście, możesz dla zasady olać ten punkt wychowania. Ale czy dla zasady chcesz skazać potem dziecko na nieprzyjemny trening w życiu dorosłym, kiedy nawyki trudniej zmieniać? Ja wiem po sobie - nie jest to wtedy miłe.

No nie jest, ale człowiek sam może zdecydować - bo o to chodzi - kiedy sprzątać. Jaki rodzaj porządku (tudzież nieporządku) mu pasuje. Mi udało się wyrwać np. z matni niegaszenia światła, jaka miała miejsce w moim domu rodzinnym. Płacę rachunki mniejsze niż moja babcia, która mieszka sama - przy czym u mnie prawie non stop hula 600 watowy zasilacz.

Rodzice mnie nie nauczyli nie jest żadną wymówką tak naprawdę, bo w życiu dorosłym sami odpowiadamy za własne nawyki. I sami decydujemy które są właściwe.
17-12-2010 13:55 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>nie zgadzam się, że na każdym etapie życia dziecko powinno decydować o wszystkich ważnych sprawach.

Jasne. Podejmowania decyzji trzeba się (na)uczyć tak samo, jak tabliczki mnożenia czy algebry.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
17-12-2010 11:05 
 Ocena 2 na 2
Guzik (2020 punktów)

>I czy wszystkich sześciolatków? Ja jestem przeciwna przymusowi nauki. Przed wojną, jak się dziecko nie chciało uczyć, to szło do terminu. Szewca, albo krawca[..]

A co z równością szans? Wkrótce mielibyśmy klasy społeczne. Gdyby nie było obowiązku szkolnego to biedni i nieświadomi nie posyłaliby swoich dzieci do szkoły.
Reymont... Nobel? Kiedyś nadrobić nie było trudno, teraz przy takiej konkurencji, aby się przebić, trzeba być od początku bardzo dobrym a i tak potem lepsze szkoły obstawią ci co brali korki. A zaś studia dzienne obsiądą ci z dużych miast. Małomiasteczkowi będą płacić, za często nic nie warte, studia zaoczne.
17-12-2010 16:41 
 Ocena 1 na 1
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
> A co z równością szans?
Równość szans powinna zapewnić dostępność, a nie obowiązek. Chcesz się uczyć. OK. Możesz, ucz się. Masz szkołę, obiady i świetlicę po szkole. Nie chcesz się uczyć, to wyp....alaj. Tyle śniegu leży, którego nie ma kto odgarnąć.
17-12-2010 21:23 
 Ocena 2 na 2
sirBuk_PanBuk (6257 punktów)
>> A co z równością szans?
>Równość szans powinna zapewnić dostępność, a nie obowiązek. Chcesz się uczyć. OK. Możesz, ucz się. Masz szkołę, obiady i świetlicę po szkole. Nie chcesz się uczyć, to wyp....alaj. Tyle śniegu leży, którego nie ma kto odgarnąć.

I... niby ze dresiarstwo zamieni pilota tv na łopatę do śniegu? HA HA HA (Z tego co mi wiadomo, za odśnieżanie lepiej płacą (o zgrozo!) niż niejednej przedszkolance, a i tak chętnych silnych nie ma.


Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
18-12-2010 00:03 
 Ocena 2 na 2
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
> I... niby ze dresiarstwo zamieni pilota tv na łopatę do śniegu? HA HA HA
Jeśli ogląda tv to już dobrze. Aby nie robiło burd.
19-12-2010 11:04 
 Ocena 2 na 2
Guzik (2020 punktów)
>> A co z równością szans?

>Równość szans powinna zapewnić dostępność, a nie obowiązek. Chcesz się uczyć. OK. Możesz, ucz się. Masz szkołę, obiady i świetlicę po szkole. Nie chcesz się uczyć, to wyp....alaj. Tyle śniegu leży, którego nie ma kto odgarnąć.

Z mojego długoletniego doświadczenia wynika, że ta zasada dotyczy dopiero dzieci w gimnazjum. Z wolnej własnej woli olewają oni szkołę. W podstawówce dzieci lubią szkołę, chcą chodzić i uczyć się. Wystarczy tylko trochę mobilizacji ze strony domu. Jednak ta zachęta jest niezbędna. Co do starszych dzieci to się zgadzam - żadna siła ich nie zmusi do nauki. Figurują tylko na liście i faktycznie lepiej aby odśnieżały, ale z tego co wiem, obijają się i zasilają grupy osób z marginesu.
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
> żadna siła ich nie zmusi do nauki
Człowiek z natury jest ciekawy. I dzieci też. Tylko trzeba im jakoś uatrakcyjnić tę naukę, a nie jak u nas, czy gdzie indziej, tkwić w średniowieczu. Są różne metody edukacji nie tylko te tradycyjne. Np. Alexander Sutherland Neill ,który stworzył Summerhill.pl.wikipedia.org/wiki/Alexander_Sutherland_Neill
sirBuk_PanBuk (6257 punktów)
>> Gdzie, w jakich warunkach
>I czy wszystkich sześciolatków? Ja jestem przeciwna przymusowi nauki. Przed wojną, jak się dziecko nie chciało uczyć, to szło do terminu. Szewca, albo krawca.

A gdzie szacowna Pani chcesz teraz termin znaleźć? he? szewca? krawca? teraz społeczeństwo ma dwie strony: "Biedronkę" i "Doktorów". Tzw "rzemieślników" (usługi) skutecznie system eksterminuje. Chińskie jednorazówki a nie naprawianie. Zepsute - wywalasz...
Szkolnictwo zawodowe dogorywa.

>Reymont był krawcem, ale mu to nie przeszkodziło Nobla zdobyć.
Wałęsa elektrykiem...

>A dzisiaj, jak jest przymus nauki, czyli, że nie można nijak się pozbyć ucznia ze szkoły, to tym uczniom z tego wszystkiego odbija , a to się odbija na nauczycielach, że ich trzeba chronić przed uczniami. I to jest dopiero paranoja.

Jak się ma warsztat i doświadczenie, nie jest tak źle.

> Witkacy taki na przykład uczył się w domu i sztuki już jako dziecko pisał. A, że potem kiepsko z nim było, to chyba nie wina wczesnej edukacji.

?jak kiepsko... zracjonalizował się:
622 upadki Bunga:

Gdzie w was jest to, co tworzy życie, jak można chcieć to życie tworzyć z wami.(...) Jesteście trupami zamkniętymi w dialektycznych formułach i każda niespodzianka losu rodzi się dla was okuta w kajdany. Wasze słowa, nawet wasze czyny, pożal się Boże, nawet zbrodnie (...) są dialektyką pustki, którą zapełnia narkotyk. Bo dla was nawet sumienie stało się narkotykiem, sumienie, które żadnej nawet zbrodni nie potrafi strawić, zepsute sumienie istot słabych, które szukają usprawiedliwienia złego w zemście z zaświatów, sprowadzonych już do rynsztoka. Bo nawet tamten świat żaden dla was już nie istnieje. Nie macie Boga, a chcecie uwierzyć w Szatana, aby was bawił w godzinę śmiertelnej nudy. Jesteście odważni, bo nie znacie głębi strachu, a lęk, który tworzył potworne mity i okrutne religie, jest dla was tym samym co opium albo haszysz. Wolę najgorszych tchórzów niż taką odwagę samobójców oczekujących szczęśliwego przypadku.


Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
> A gdzie szacowna Pani chcesz teraz termin znaleźć? he?
Otóż to. Kiedyś termin był alternatywą. A dzisiaj jedyną alternatywę znalazł Giertych, aby niegrzeczną młodzież zamykać w ośrodkach zamkniętych.
17-12-2010 08:27 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
>>Co sądzicie o edukacji sześciolatków?<
>Umysł dziecka jest najbardziej chłonny w pierwszych latach życia. Oczywiście dziecko jest edukowane, czy tak to nazywamy, czy nie... Gdzie, w jakich warunkach, z jakim programem? Gdzie szukać wzorów? Jak różnicować?
Zgadza się - pierwsze lata życia dziecka są nieocenione w nabywaniu przez nie wiedzy o świecie. Te przedszkolne bardziej w sferze kształcenia emocji, te wczesnoszkolne już we wszystkich niemal chyba sferach życia, uczy się dziecko nie tylko "środowiska" czy czytania, ale wszystkich innych aspektów życia: kształtuje się jego nawyki "uczenia", jego relacje z rówieśnikami, stosunek do szkoły i nauczycieli, ciekawość i zadawanie pytań, metody oceny obserwacji i inne.
Owszem, można powierzyć ten jeden rok więcej przedszkolom, jednak ja wiem z doświadczenia, że dzieci po przedszkolach odbiegają od dzieci po "zerówce" szkolnej. Niestety, zwykle in minus.

Przecież ten rok edukacji nie polega na regularnych zajęciach lekcyjnych, nauczanie wczesnoszkolne jest dostosowane do potrzeb dzieci, zajęcia biegną niejako własnym rytmem, tak, aby dzieci mogły skoncentrować się na przedmiocie, urozmaicane często zabawami - edukacja przez zabawę. Może ja mam jakieś dziwne doświadczenia, ale tak to wyglądało za "moich czasów", tak też wyglądało w szkole dzieci moich znajomych.

A dyskusję o zniesieniu obowiązku szkolnego uważam za absurdalną.
Archon (8 punktów)
>Co sądzicie o edukacji sześciolatków?
Sądzę że jest fajna i tyle.
spellbinder (8577 punktów)
>Co sądzicie o edukacji sześciolatków?

Ja, nieskromnie się przyznam, umiałem czytać jak przeciętna osoba dorosła w wieku lat pięciu, i kiedy inne dzieci zasuwały rozmaite psy ferdynandy i kubusie puchatki czytane przez mamusie, ja sam przeczytałem pełnowymiarową powieść.

Kiedy dajemy dziecku stymulację na poziomie "kretyna", to nie ma się co dziwić, że wyżej nie dorasta. Uczymy dzieciaki pierdół tak naprawdę, (jysowanie kledkamiiii, ucenie sie wiersyka), rzekomo to ma w jakiś sposób stymulować "rozwój", podczas gdy czteroletni Mongoł potrafił zasuwać na koniu, niewiele starsze dzieci potrafiły strzelać z łuku, który - jak wiadomo - wymaga nieco więcej precyzji niż "jysowanie oblazków" tudzież lepienie plastusiów.

Obecnie dzieci nie uczą się prawie niczego, ślęcząc przed durnymi bajkami, które niby to mają oswoić je z życiem społecznym (które obecnie wyludniło podwórka i zagoniło dzieciarnię przed monitory). Co więcej - zamyka się dzieciom dostęp do świata dorosłych, co jedynie opóźnia osiąganie przez nie dojrzałości (a patrząc na niektórych celebrytów wręcz całkowicie ją stopuje).
AdamGr (3037 punktów)
>Co sądzicie o edukacji sześciolatków?

A co ty sądzisz ? Wypadałoby trochę też od siebie napisać, nie uważasz?
Kowalska (14008 punktów)
>Co sądzicie o edukacji sześciolatków?

   Ja uważam, że edukacja powinna się rozpoczynać w wieku 20 lat. To ułatwiłoby i rozwiązało wiele spraw.

- Po pierwsze taki dwudziestolatek idący do pierwszej klasy szkoły podstawowej jest już pełnoletni, więc jak nie chce się uczyć, to kij mu w tyłek, a miejsce się zwalnia dla następnego.

- Po drugie dwudziestolatki na przerwach znacznie podniosłyby przyrost naturalny w społeczeństwie.

- Po trzecie na studia człowiek by szedł już po odchowaniu dzieci.

- Po czwarte odprowadzanie dwudziestoletniego dziecka do szkoły w wieku sześćdziesięciu lat, przywróciłoby niejednej kobiecie drugą młodość.

- Po piąte nasza armia wreszcie byłaby stateczna i rozważna, a rekruci starsi od starej kadry.

- Po szóste, ZUS mógłby wreszcie zacząć wypłacać emerytury od wieku 104 lat.

   Same plusy. Młodzież miałaby dłuższe dzieciństwo. Szkoła zero obowiązków. Wojsko starą kadrę. A ZUS już nikomu nie musiałby wypłacić ani złotówki.


Myślenie jest głupie.
Rafaela (2059 punktów)
>Co sądzicie o edukacji sześciolatków?
Zapewne nie byłoby proste dla mnie dzisiaj zadecydować o tym czy moje 6-letnie dziecko ma rozpocząć naukę w szkole, czy też mogę ją o rok opóźnić. Póki co rodzice mają wybór. Zazwyczaj wydaje się, że lepiej jest, by dziecku nie zabierać roku beztroski. Czy jednak na pewno? Moja córka nie jest zadowolona z tego powodu, że jej rówieśniczki - koleżanki Francuski i Amerykanki rozpoczynają od nowego roku już naukę na uniwersytecie, a ona dopiero będzie robić maturę. Sama uważa, że lepiej rozpocząć naukę wcześniej, z resztą miała w podstawówce i gimnazjum kolegów młodszych o rok, którzy nigdy nie odstawali, a nawet wyprzedzali rówieśników.

**widzę co jest, nie co chcę, by było**
17-12-2010 18:00 
 Ocena 1 na 1
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
Ale obecnie chyba w Polsce pomysł jest taki, żeby edukację wydłużyć o rok, a nie zacząć rok wcześniej. Ja bym z perspektywy czasu wolał rok wcześniej zacząć. Ale z drugiej strony kuzynka, która przeniosła się do australijskiej szkoły po polskiej edukacji od razu została przeniesiona dwa lata wyżej (mowa o liceum).

Ogólnie dziwnie z tą edukacją mamy na całym świecie. Niby są jakieś standardy, ale dotyczą tylko studiów. Na razie do matury każdy kraj robi jak chce. Ale ta różnica wieku w którym zdaje się maturę jest dość ciekawym problemem.


"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
Rafaela (2059 punktów)
>Ale obecnie chyba w Polsce pomysł jest taki, żeby edukację wydłużyć o rok, a nie zacząć rok wcześniej.
Dzisiaj jest tak: 6-letnie dziecko ma obowiązek rocznego przygotowania przedszkolnego, natomiast dziecko 7-letnie realizujące program, który przygotowany został zanim 6-latek został objęty obowiązkową nauką, co w praktyce skutkuje tym, że dziecko uczy się tego samego 2 razy. Zmiany w edukacji nie spowodują wydłużenia nauki. Dziecko, które urodziło się w 2005 roku - jako 5-latek zostanie objęte obowiązkową edukacją przedszkolną w 2010/2011. Do szkoły pójdzie jako 6-latek w 2011/2012.

>Ja bym z perspektywy czasu wolał rok wcześniej zacząć.
I do tego własnie dąży się.

>Ale z drugiej strony kuzynka, która przeniosła się do australijskiej szkoły po polskiej edukacji od razu została przeniesiona dwa lata wyżej (mowa o liceum).
Szkolnictwo amerykańskie i francuskiej jest mi dość dobrze znane. Rzeczywiście polskie dzieci są niemal omnibusami. Czy jednak w tym okresie rozwoju to do czegoś jest przydatne? Czy wiedza rozszerzona nie jest bardziej potrzebna w dalszej edukacji?

>Ogólnie dziwnie z tą edukacją mamy na całym świecie. Niby są jakieś standardy, ale dotyczą tylko studiów.
I też różnie jest na różnych uczelniach.

>Na razie do matury każdy kraj robi jak chce. Ale ta różnica wieku w którym zdaje się maturę jest dość ciekawym problemem.
Rówieśniczki mojej córki, jedna np. w US ostatnia klasę liceum (rok wcześniej niż u nas by zdawała) uczy się na uczelni wyższej. Możliwość odbycia nauki licealnej na uczelni daje jej poziom jej wiedzy. Druga we Francji uczy się w liceum w sposób zbliżony do nauki na SGH (punkty).


**widzę co jest, nie co chcę, by było**
KORIUS (14106 punktów)
(zablokowany)
>Co sądzicie o edukacji sześciolatków?
-To fakt biologiczny, że młody mózg jest bardzo chłonny i ma więcej połączeń nerwowych niż w wieku późniejszym. Stopniowo jest ich coraz mniej. Trudno więc mówić o zbyt wczesnej edukacji. Natomiast niekoniecznie musi to być "chodzenie do szkoły".
17-12-2010 08:59 
 Ocena 1 na 1
Ania... (14138 punktów)
>>Co sądzicie o edukacji sześciolatków?
>-To fakt biologiczny, że młody mózg jest bardzo chłonny i ma więcej połączeń nerwowych niż w wieku późniejszym. Stopniowo jest ich coraz mniej. Trudno więc mówić o zbyt wczesnej edukacji. Natomiast niekoniecznie musi to być "chodzenie do szkoły".
Tylko czy ja wiem... Niestety, alternatywy są różne. Ja nie chodziłam do przedszkola, poszłam od razu do zerówki szkolnej. Niemniej jednak byłam lepiej przygotowana niż większość dzieci - czytałam i pisałam (bazgrałam szczerze mówiąc i mi zostało w wieku bodaj 5 lat, liczyłam proste działania w wieku lat 4 - pisemnie. W pierwszej klasie czytałam książki typu "Kubuś Puchatek" w jedno popołudnie. Dziękuję, babciu (ach, żeby nie było, później mi ta wybitność przeszła . Ale wiele dzieci nie ma takich pracowitych babć.
Ale już w pierwszej klasie pojawił się problem z dziećmi, które przyszły do szkoły po przedszkolach. Teraz widzę różnice w przygotowaniu dzieci po szkole i po przedszkolu, niekiedy miałam przyjemność uczestniczyć w takich zajęciach. No i cóż - nauczycielka robi zwyczajnie przygotowanie do nauki szkolnej, a przedszkola niestety często traktują zerówkę jako przedłużenie przedszkola. Później różnice może być coraz trudniej nadrobić.
spellbinder (8577 punktów)
I jest jeszcze coś takiego jak różna szybkość przyswajania informacji. Jeden "obczai" szybko, wystarczy mu raz powiedzieć, żeby zrozumiał - drugiemu trzeba wałkować dużo dłużej. W związku z czym ten "zdolniejszy" siedzi i się nudzi, traci czas, a poziom równa się w dół.
Ania... (14138 punktów)
>I jest jeszcze coś takiego jak różna szybkość przyswajania informacji. Jeden "obczai" szybko, wystarczy mu raz powiedzieć, żeby zrozumiał - drugiemu trzeba wałkować dużo dłużej. W związku z czym ten "zdolniejszy" siedzi i się nudzi, traci czas, a poziom równa się w dół.
Ano jest. Trudno jest na to coś konkretnego poradzić, bowiem sposób łączenia klas zgodnie z wynikami jest trochę kontrowersyjny. Jednak nie wiem, czy nie byłoby to sensowne - na języku obcym nikogo nie dziwi segregacja według poziomu zainteresowania. W szkole średniej coś takiego osiągało się "fakultetami". Ale w podstawówce nie ma chyba sensownego sposobu, poza "kółkami zainteresowań", które działają jak działają.
spellbinder (8577 punktów)
>Ale w podstawówce nie ma chyba sensownego sposobu, poza "kółkami zainteresowań", które działają jak działają.

Pozostają stare, dobre testy predyspozycji
17-12-2010 14:05 
 Ocena 1 na 1
azu. (492 punktów)
Jest cała masa mitów o starzeniu mózgu i utracie sprawności umysłowej z wiekiem. Nie będę się rozpisywał, tu ładnie i prosto wyjaśnione:
www.zjp.pl/mozg/article/87/chapter_2.html
Satyr (4285 punktów)
>Co sądzicie o edukacji sześciolatków?

Jest dość typowe, że w naszej cywilizacji, gdzie ceni się wiedzę teoretyczną, przygniatająca większość ludzi się zgodzi, że warto edukację zaczynać od najmłodszych lat. Tylko czemu od 6? Nie widzę przeszkód, żeby się dziecko uczyło od np. 3-go roku życia, byleby sposób podawania wiedzy był przystosowany (w tym wieku szczególnie łatwo nauczyć języków obcych - w formie zabaw).

Dodam od siebie tylko tyle, że to rodzice powinni zadecydować, kiedy ich dziecko rozpocznie edukację. Nie sądzę, żeby urzędnicy lepiej znali konkretne dziecko i jego możliwości niż rodzice.

Pozdrawiam
Brzostowski (7067 punktów)
Sprawa jest dość oczywista. Pytanie nie powinno brzmieć czy, tylko jak? Moja córka uczy się od 4 roku życia gdy poszła do przedszkola (nauka przez zabawę, tańce, angielski, ćwiczenia, mycie zębów, nauka wiązania sznurowadeł, kontakty społeczne, itd). To wszystko jest równie ważne jak później matematyka czy fizyka. Nie ma żadnej granicy wieku, nawet dla nauki bardziej sformalizowanej (klasy, lekcje), jedni są w stanie się dostosować w wieku 5 lat, inni mając 15 nie dają rady. Nic na siłę. W 38 mln narodzie jest wielu genialnych ludzi, tylko trzeba ich odkryć, jest to trudne gdy przyszły pisarz ślęczy godzinami nad matematyką, a projektant krzeseł przechodzi 20 lat edukacji ogólnej. A powinni rozwijać swoje talenty.

Nauka formalna w wieku 6 lat jest kontrowesyjna, w tym wieku powinno się mieć wybór: przedszkole lub szkoła.
farmer (22440 punktów)
Skupiam się na tym by nie klonować siebie, jednocześnie dając jedynie podbudowę pod to by w za 30 lat nie mówili do siebie:

zawsze chciałem być strażakiem a uczę fizyki w szkole
zawsze chciałem być opiekunem zwierząt, pracować w zoo a pracuję na budowie.

Jednym słowem nie poddawać się konformizmowi, dostarczyć tyle wiedzy ale nie tej książkowej by nie doświadczyli sytuacji w której myślą sobie że coś przegapili w życiu.

Czyli teraz w wieku 4-5 lat max zabawy a jak najmniej nauki jakiejkolwiek. Wyłącznie pokazywanie życia.

Bilans musi zamknąć się na zero. Inaczej ta edukacja będzie jak nóż RAMBO dla komandosa, masz w nim wszytko ale co z tego jak jesteś komandosem pracującym za biurkiem.
AdamGr (3037 punktów)
Tak czytam i nie bardzo Was rozumiem drodzy parafianie.
Dlaczego tworzycie z "6" jakaś magię i dylemat?
Rzecz w organizacji zajęć dla dzieciaków i brak sztywnych ram.
Moje zaczęło chodzić do szkoły od 4 (nieobowiązkowe).
Klasy/grupy to krzyżówka placu zabaw , z kredkami i całym przemysłem budowlano-klockowym oraz pacykarstwem malarko glinianym z pierwsza formą prawdziwej edukacji, czyli cyfry,liczenie ,litery, książki plus formami rozwoju społecznego plus kwestie przyrodnicze (zwierzęta głaskalne i roślinki sadzalne).
Kto na co ma ochotę i czym się zainteresuje, jak któryś dzieciak wyraża żywe zainteresowanie konkretami prawdziwego nauczania to się nad nim pochylają indywidualnie.
Dopiero później wprowadza się jakieś ramy, ale na ich początku pomaga się dzieciakom które lekko odstają i da się to zauważyć, wówczas wysyłany jest pracownik ze szkoły do domu celem doszlifowania indywidualnego, a oprócz tego jest doszlifowywanie na specjalnych zajęciach w szkole.
Można? Można,a w tym momencie czy to będzie 4..5..6...nie ma znaczenia.
Problem jest tylko wówczas kiedy dzieciak doznaje szoku i z piaskownicy trafia na dzwonek lekcyjny i rygor klasowy - brak płynnego przejścia i pomocy.
Jarosław Ziółkowski (972 punktów)
(zablokowany)
>Co sądzicie o edukacji sześciolatków?
   Nieistotne od kiedy, ważne, w jaki sposób, w jakim otoczeniu itd.

   Jestem za tym, by sześciolatki miały prawo do rozpoczęcia nauki. Nie warto dzieci zmuszać do edukacji, zwłaszcza, że z reguły kończy się to równaniem poziomu do najbardziej tępego ucznia w klasie. Dziś już nie ma zajęć wyrównawczych, na których kiedyś równało się w górę. Dziś uczeń zdolny musi czekać na resztę i nudzić się, bo nie ma środków, by poświęcić mu więcej czasu. Nikt też nie jest już zainteresowany tworzeniem klas dla uczniów szczególnie uzdolnionych.

Ponadto uważam, że marihuanę należy zalegalizować.
ziemiojad (338 punktów)
>Co sądzicie o edukacji sześciolatków?
Będę testować w praktyce - moja córka będzie pierwszym rocznikiem, który obowiązkowo pójdzie do pierwszej klasy w wieku 6 lat. Jednak nie znaczy to, że dopiero wtedy dziecko zacznie chodzić do szkoły - obowiązek szkolny zacznie się rok wcześniej, jako obowiązkowa zerówka dla pięciolatka.
Może teoria jest dobra. Według pani Hall dzieci w XXI wieku rozwijają się szybciej.
www.radosn(*)view=article&id=793&Itemid=205
Nie znam programu, nie wiem czy dzieci mają spędzać cały czas w ławkach, czy też dalej mogą się uczyć "na dywanie" jak w przedszkolu, bawiąc się i ruszając, dlatego nie będę się na ten temat wypowiadać.
Ale na pewno obniżenie wieku obowiązku szkolnego spowoduje, że dzieci z terenów wiejskich, nie mające możliwości skorzystania z przedszkola, rok wcześniej podejmą naukę w szkole, co będzie korzystne dla ich rozwoju. Właśnie na ograniczony dostęp do edukacji przedszkolnej chciałabym zwrócić waszą uwagę. Wystarczy spojrzeć na wskaźniki - wiele gmin w Polsce nie ma w ogóle żadnego przedszkola. Bardzo zależało mi, żeby córka skorzystała z jakiejkolwiek formy edukacji przedszkolnej zanim obowiązkowo jako pięciolatek pójdzie do szkolnej zerówki. W mieście z tym problem jest mniejszy niż na wsi. U nas działa tylko punkt przedszkolny - przyjmuje dzieci w wieku powyżej 4 lat, ale do zeszłego roku miejsc starczało tylko dla pięciolatków, miały pierwszeństwo przy przyjmowaniu. Do tego dochodzi problem dowozu dziecka do przedszkola odległego nieraz o ponad 10 km. Na wsi mało kogo na to stać, a dofinansowanie dojazdu jest tylko dla dzieci mających obowiązek szkolny. W tym świetle reforma to dobry pomysł - dzieci wiejskie wcześniej zaczną edukację. Choć moim zdaniem znacznie lepiej by było zrobić dla tych dzieci przedszkole.
Stalin-K (31 punktów)
>Co sądzicie o edukacji sześciolatków?
Chodzi o to by państwo szybciej miało robotnika. Tyle na ten temat, jak dla mnie beznadzieja
natala (3 punktów)
>Co sądzicie o edukacji sześciolatków?
Moim zdaniem, edukacja sześciolatków to bardzo dobre podejście w strone prawidlowego rozwoju dziecka. Oczywiscie praca z dziecmi w wieku 6 lat nie bedzie polegac na prowadzeniu typowych zajec tylko tak jak juz pare osób wspomniało, na stymulowaniu ich rozwojem poprzez właśnie zabawę, różnego rodzaju zajęcia praktyczne. Dlatego warto zastanowić się nad odpowiednimi warunkami, nad formami pracy z nimi. A wy co o tym sądzicie?

Wróć do listy wątków działu Nauka
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365