Kolega pożyczył mi wydane do tej pory na DVD odcinki jakiś czas temu, jednak dopiero wczoraj znalazłem chwilę by zapoznać się z tym nowym projektem sygnowanym nazwiskiem Agnieszki Holland i o jego wysokim (zwłaszcza jak na polską produkcję TV) poziomie niech świadczy fakt, że w ciągu jednego wieczora obejrzałem pięć odcinków, przerywając późną nocą jedynie z powodu zmęczenia, które uniemożliwiało dalszy świadomy odbiór.

Dziś mam zamiar obejrzeć pozostałe dwa.

Moje wrażenia:
- No cóż, sytuacja dosyć niecodzienna jak na warunki polskiego życia politycznego. Jako trudno mi sobie wyobrazić premiera, który ustępuje ze stanowiska ze względu na interes państwa i co więcej - wraz ze swoim otoczeniem doprowadza do powołania na stanowisko odpowiedniego, bezpartyjnego specjalisty z poczuciem misji, a nie kogoś, ze swojego najbliższego otoczenia...
- Nowy premier - ja wiem, że tacy ludzie są, chociażby na uczelni często się ich spotyka: młody, sympatyczny wykładowca, który o mechanizmach zarządzania państwem wie więcej, niż niejeden z ministrów, a w dodatku na władzy mu nie zależy, przyjmuje propozycje bo chce się sprawdzić - zobaczyć, czy może coś zmienić. No właśnie, tacy ludzie istnieją, ale NIE W POLITYCE.

- Pojawiające się okazje i wykorzystane szanse - to coś zupełnie nowego. Może się wydawać, że scenariusz serialu bazuje na cudach - a to nagle pojawia się zagraniczny inwersor chcący zbudować fabrykę biopaliw, co ratuje okoliczną zubożałą ludność od bezrobocia, a to na dnie Bałtyku zostają odkryte bogate złoża ropy...

Tutaj jednak chodzi o coś innego - wykorzystywanie pojawiających się szans - wszyscy pamiętamy jak nieraz z powodu opieszałości naszych władz wycofywał się zachodni inwestor chcący inwestować w PL...
- Teczki, agenci i cień PRLu - wreszcie jakieś rozsądne podejście do tematu. Zamiast straszyć tajnymi współpracownikami ktoś wreszcie pokazał, jak to wyglądało - dla kogoś bitego pałą przez kilkadziesiąt godzin na komendzie, zastraszanego, przerażonego podpis miał najmniejsze znaczenie, złapany student uczestniczący w konspiracji chciał tylko, żeby to piekło się skończyło i po pewnym czasie podpisał jakiś świstek, który mu podsunęli - teraz świstki mają znaczenie i powracają... Poza tym genialnie przedstawiony mechanizm opisany już przez Orwella - niegdysiejsi idealiści i buntownicy po wygraniu rewolucji i kilkudziesięciu latach w pobliżu centrum władzy stają się takimi samymi "ćpunami" uzależnionymi od władzy i mającymi gdzieś społeczeństwo - tak jak ci, w obaleniu których uczestniczyli.
- Dwuodcinkowy epizod z neonazistami zwyczajnie sprawił, że padłem na kolana! Wreszcie! Wreszcie ktoś miał odwagę wstać i powiedzieć - w Polsce legalnie działają organizacje szerzące ideologię neonazistowską, organizują legalne koncerty muzyczne, demonstracje, wydają legalne czasopisma i władze nic w tym kierunku nie robiły i nie robią...
Poza tym doskonałym posunięciem twórców tego serialu były scenki z sondą uliczną, piękna konfrontacja słów agresywnego skinheada wykrzykującego te wszystkie swoje brednie ze słowami kilku równie agresywnych staruszków: "Panie, Ci artyści to geje i lesby, to nie jest normalne, oni promują zboczenia, niszczą polską młodzież" a w kontekście słychać wyraźne "dobrze im tak, a niech ich wysadzą w powietrze - my ich tu nie chcemy".
Jakby ktoś miał jeszcze wątpliwości co do tego, że między mentalnością łysych panów a słuchacz RM nie ma wielkiej różnicy.
