 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Nauka
| Napisano | Autor | Tytuł | | 26-12-2004 16:14 | WC-terrorysta | filozofia a ewolucja | stawianie pytań filozoficznych jest ewolucyjnie cechą negatywną, to znaczy myślę że osobniki stawiające takie pytania mają minimalnie mniejszą szansę na przeżycie, z powodu ich stawiania, bo to prowadzi czasami do jakiś dziwnych zachowań np. wymuszających celibat.. zobaczcie na to z punktu widzenia złożenia człowieka z genów, składając takiego człowieka zawsze jest ryzyko że dając mu dane geny, podniesiemy jego ciekawość świata, dzięki temu zobaczy więcej zjawisk i będzie potrafił stosować zachowania, które dadzą mu większą szanę na przeżycie, ALE, będzie też mógł zapętlić swoje myśli na jakiejś idei, i np. wybrać rózne drogi z dala od ludzi i np. celibat, co dla jego genów jest katastrofą to tak jak projektowanie silnika, można dodać lub odjąć określoną cześć, w celu zwiekszenia mocy, ale może to oznaczać że taki silnik ma większe ryzyko rozlecieć się na wysokich obrotach i to jest ogranicznikiem naszej inteligencji, ludzie inteligentni, wybierają sposób życia który daje im mniej potomstwa, ale zato bardziej przygotowanego do przeżycia, ale w miare wzrostu tejże inteligencji, ta krzywa zaczyna spowrotem spadać w dół (oczywiście mówię o świecie np. 1000 lat temu, teraz to jest troche inaczej, ale to osobny temat) filozofowanie to uboczny efekt naszej inteligencji, nie robią tego wszyscy, filozofują ludzie którzy nie mają nic do roboty, którzy byli na tyle inteligentni że sobie jakoś w życiu poradzili, dawniej ta liczba była mniajsza, był to niewielki % teraz jest troche inaczej, ale też to w zasadzie mała liczba ludzi osobnym zjawiskiem w kontekscie tego wydaje się filozofowanie osób chorych psychicznie, np. schizofreników, czasami od razu możemy zobaczyć błędy w ich myśleniu, ciekawe są ich spostrzerzenia na temat świata, czasami oczywiście fałszywe, czasami trzeba się namyślić aby odkryć fałszywość, jak widać filozofowanie może też być objawem nieprzystosowania danego czlowieka do srodowiska |
jeyes (2281 punktów) (zablokowany) | > filozofują ludzie którzy nie mają nic do robotyZnajdź sobie coś do roboty, OK?
|
|
 | | inhet (1073 punktów) | .. np. weź parę lekcji ortografii...
|
|
| dahype | Stawianie pytań filozoficznych nie jest ewolucyjnie złą czynnością - aby taką tezę udowodnić musiałbyś wykazać, że w każdym przypadku postawienia filozoficznego pytania wynikają z tego negatywne ewolucyjnie skutki (np. śmierć). Czegoś takiego udowodnić się nie da, ponieważ są przykłady na to, że stawianie pytań filozoficznych może być z ewolucyjnego punktu widzenia korzystne - może pomóc w rozwoju intelektualnym, który może pomóc w pozyskaniu atrakcyjnej partnerki, chociarz to tylko przykład.
|
|
 | | WC-terrorysta | >Stawianie pytań filozoficznych nie jest ewolucyjnie złą czynnością
jest ryzykowną ewolucyjnie czynnością, nie w każdym przypadku oznacza zmniejszenia szns na potomnstwo, z przezyciem nie ma wiele wspólnego, ale dla genów to w sumie to samo chociaz nie w 100%
dałem porównanie z silnikiem i konstruktorem (tylko nie oskarzajcie mnie o jakiego kreatora), który projektuje silnik i chce aby miał większą moc, ale wie z drugiej strony że, jak zabardzo przezadzi z mocą to silnik może ulec przydadkowemu uszkodzeniu
ludzie którzy zadają pytania filozoficzne, kończą albo w kościele, albo w instytutach naukowych, albo w psychiatryku, albo jako biznesmeni bogaci z powodu inteligencji, ale wiekszosc i tak jest "normalna", tylko te pozostałe opcje cieszą się wśród filozofujących większą popularnością
tylko z punktu widzenia genów jest tak, że dodanie genów powiększających inteligencje oznacza ryzyko, bo nie wiadomo w jakim kierunku pójdą myśli tego człowieka, i może to oznaczać że uzna np. że nie warto się rozmnarzać z jakiegoś tam powodu, co nie znaczy że nie będzie sobie radził w życiu, może sobie radzić lepiej od innych
((a do powyrzszych przesmiewaczkow -> czy pieplęgniarki w szpitalach filozofują ?? >>
|
|
|  | jeyes (2281 punktów) (zablokowany) | Czyrzby koleiny dyzortograwig? ;-P
|
|
 | | WC-terrorysta | >Stawianie pytań filozoficznych nie jest ewolucyjnie złą czynnością
jest ryzykowną ewolucyjnie czynnością, nie w każdym przypadku oznacza zmniejszenia szns na potomnstwo, z przezyciem nie ma wiele wspólnego, ale dla genów to w sumie to samo chociaz nie w 100%
dałem porównanie z silnikiem i konstruktorem (tylko nie oskarzajcie mnie o jakiego kreatora), który projektuje silnik i chce aby miał większą moc, ale wie z drugiej strony że, jak zabardzo przezadzi z mocą to silnik może ulec przydadkowemu uszkodzeniu
ludzie którzy zadają pytania filozoficzne, kończą albo w kościele, albo w instytutach naukowych, albo w psychiatryku, albo jako biznesmeni bogaci z powodu inteligencji, ale wiekszosc i tak jest "normalna", tylko te pozostałe opcje cieszą się wśród filozofujących większą popularnością
tylko z punktu widzenia genów jest tak, że dodanie genów powiększających inteligencje oznacza ryzyko, bo nie wiadomo w jakim kierunku pójdą myśli tego człowieka, i może to oznaczać że uzna np. że nie warto się rozmnarzać z jakiegoś tam powodu, co nie znaczy że nie będzie sobie radził w życiu, może sobie radzić lepiej od innych
((a do powyrzszych przesmiewaczkow -> czy pieplęgniarki w szpitalach filozofują ?? >>
|
|
 | | Episte | > ...może pomóc w rozwoju intelektualnym, który może pomóc w pozyskaniu atrakcyjnej partnerki, chociarz to tylko przykład.....O tak!, zgadzam się całościowo!
|
|
| Episte | > stawianie pytań filozoficznych jest ewolucyjnie cechą negatywną.W pewnym sensie zgadzam się z tobą, ludzie którzy zatracają się w taką głębie swoich idei mogą marnotrawić cenne geny( Na różne sposoby). Pod tym względem jest to "ewolucyjnie zła cecha", tylko jaki procent spośród wszystkich nas stanowią intelektualiści zdolni poświęcić się dla swoich poglądów całkowicie i przezwyciężyć popęd seksualny albo nie spłodzić dzieci z przyczyn ideowych?. Osobiście twierdzę że, kazdy z nas świadomy tego, lub nie, stawia sobie pytania filozoficzne. Potrzebia filozofowania wynika z pewnej ludzkiej cechy którą jest potrzeba uzasadniania, albo rozumienia zjawisk spotykanych w ludzkim życiu przez pryzmat abstrakcyjnego pojmowania świata. A więc, nie wszyscy filozofujący skazani są na utratę cennych genów i przez to osłabienia procesu naszej ewolucji. Podejmowanie prób wyjaśniania lub spostrzegania filozoficznego może przecież przynieść wiele korzystnych nam konsekwencji takich jak wymieniona powyżej "partnerka" i inne mniej ulotne wrażenia np. satysfakcję, radość, melancholię etc. Czyż nie wyostrza to naszej wrażliwości, nie poszerza "choryzontów" intelektualnych i nie daję przyjemności. Choć wartości w tym, każdy winien odszukać się sam ,wedle własnych "uprzedzeń". A co do twych słów WC, że aby "filozofowanie to uboczny efekt naszej inteligencji", sam skory byłbym powiedzieć: filozofowanie to owoc naszej inteligncji. Zastanawiam się tylko czy nie otrzymamy tego samego efektu, czy nie "wyjdzie na jedno"  . Proponuję reszty się domyślić. P.S. Być może dla naszego filozofowania najlepszy okazałby się "złoty środek"
|
|
 | | inhet (1073 punktów) | Zapominacie wszyscy, ze człowiek jest istotą społeczną.
|
|
 | | Apofi (117 punktów) | >>stawianie pytań filozoficznych jest ewolucyjnie cechą negatywną. >W pewnym sensie zgadzam się z tobą, ludzie którzy zatracają się w taką głębie swoich idei mogą marnotrawić cenne geny( Na różne sposoby). Pod tym względem jest to "ewolucyjnie zła cecha",
Można zinterpretować to inaczej, taka jednostka pracuje nad polepszeniem bytu ogółu - a zatem ewolucyjnie jak najbardziej zachowanie poprawne. : )
> tylko jaki procent spośród wszystkich nas stanowią intelektualiści zdolni poświęcić się dla swoich poglądów całkowicie i przezwyciężyć popęd seksualny albo nie spłodzić dzieci z przyczyn ideowych?.
Nie tragizowałabym tak tego tematu. Sądzę, iż jest to dośc naturalny proces, mianowicie następuje po prostu "przewartościowanie wartości". Dla ludzi, dla których poznawanie jest pasją - zwykle na tyle zatracają się w niej, jest ona dla nich ogromną satysfakcją, czują się po prostu spełnieni w ten sposób, nie potrzebują substytutu seksualnych wrażeń. Ja nie widzę tutaj typu naukowca-męczennika, czy myśliciela-męczennika.. ; ))
pozdrawiam.
|
|
|  | | Teresa | > Ja nie widzę tutaj typu naukowca-męczennika, czy myśliciela-męczennika.. ; )) A ja widzę wielu świętych - męczenników !! Widzę nawet Bruno, który spłonął na stosie ... bo tak wierzył w rozum i wizję prawdy!!
|
|
| |  | | Apofi (117 punktów) | > > Ja nie widzę tutaj typu naukowca-męczennika, czy myśliciela-męczennika.. ; ))> A ja widzę wielu świętych - męczenników !!> Widzę nawet Bruno, który spłonął na stosie ... bo tak wierzył w rozum i wizję prawdy!!bardzo fajnie.. tylko że co to ma do sprawy, niech przypomne: "intelektualiści zdolni poświęcić się dla swoich poglądów całkowicie i przezwyciężyć popęd seksualny"
|
|
| zleper | >stawianie pytań filozoficznych jest ewolucyjnie cechą >negatywną, to znaczy myślę że osobniki stawiające takie >pytania mają minimalnie mniejszą szansę na przeżycie, z >powodu ich stawiania, bo to prowadzi czasami do jakiś >dziwnych zachowań np. wymuszających celibat.. Widzę tu kilka kwestii które wymagały by przemyślenia Należałoby poszukać wyników badań dotyczących ludzi wybitnie inteligentnych i genialnych, aby sprawdzić, czy poziom inteligencji jest skorelowany ze wskaźnikami istotnymi z punktu widzenia możliwości przekazywania genów na inteligencję.Ostatnioł słyszałem opinię, że ludzie z górnego pułapu "są rządzeni, a nie rządzą".Warto by było to sprawdzić. Następnie należałoby przeanalizować korelację między inteligencją a zajmowaniem się filozofią. Trzecie badanie dotyczyłoby korelacji między zajmowaniem się filozofią a wskaźnikami istotnymi z punktu możliwości przekazywania genów(chyba nie na filozofowanie?). Jest tu sporo problemów metodologicznych w szczególności odnośnie definicji "zajmowanie się filozofią" czy oddzielenie wpływu środowiska rodzinnego, ale obraz który wyłoniłby się z tych badań byłby dobrą podstawą do odpowiedzi na pytanie "Co z tą filozofią?" tak rozumianą jak ją zdefiniowaliśmy. Daleki jestem od "determinimzmu genetycznego" lecz udział genów w wielu naszych funkcjach wydaje mi się oczywisty. Już sam fakt, że mimo conajmniej dziesiątek tysięcy lat istnienia naszego gatunku, prawdopodobnie górny pułap inteligencji osobników żyjących na tej przestrzeni czasu, sie nie różni, wydaje się dziwny. Wydaje się, że są pewne ograniczenia w mózgu uniemożliwiające nieograniczony wzrost inteligencji. Zastanawia też to, że o tyle o ile, w świecie zwierząt, duże różnice wewnątrzgatunkowe, są szybko niwelowane w danej populacji przez dobór to w przypadku człowieka jest inaczej. Ma to chyba związek ze społeczną naturą człowieka wspomaganą różnego rodzaju "kodeksami moralnymi". Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że tylko 2% ludzi może należać do Mensy?
|
|
 | | inhet (1073 punktów) | Powiedziałem i powtórzę, że klucz do odpowiedzi na w/w pytania tkwi w fakcie, że jesteśmy istotami społecznymi. Inteligencja jest cechą ilościową, uwarunkowaną prze wiele genów, nie dziedziczy się więc w sposób tak prosty, jak kolor skóry czy oczu. Pojawia się losowo dzięki spotkaniu wszystkich potrzebnych genów. Inteligencja nie ma też wiele współnego z namietnościa filozofowania. Jak to ładnie ujął Russell: "procent idiotów wśród filozofów jest taki sam, jak wśród zwykłych ludzi". Ludzie z górnego pułapu IQ pełnią funkcję służebną wobec reszty społeczności. Czy są rządzeni? To już bardziej skomplikowane. Niemniej są bardzo przydatni dla społeczeństwa jako całości, dlatego mimo ograniczonych mozliwości rozmnażania wciąż się pojawiają i nie są eliminowani. Czy podobne zjawisko wystepuje u innych gatunków? Trudno dociec, ale nie jest to wykluczone przynajmnie tam, gdzie w społecznościach istnieje wzajemna opieka, jak np. u delfinów butlonosych.
|
|
|  | | zleper | > Powiedziałem i powtórzę, że klucz do odpowiedzi na w/w pytania tkwi w fakcie, że jesteśmy istotami społecznymi.> Inteligencja jest cechą ilościową, uwarunkowaną prze wiele genów, nie dziedziczy się więc w sposób tak prosty, jak kolor skóry czy oczu. Pojawia się losowo dzięki spotkaniu wszystkich potrzebnych genów.Może jestem nadwrażliwy na krytykę, ale wydaje mi się, że te wypowiedzi tyczą się mojego wcześniejszego postu więc odpowiadam: Nie sugerowałemm, że istnieje jeden gen na tzw. "inteligencję". Nie mam pewności ale wydaje mi się, że chociaż kolor oczu, czy skóry są prościej kodowane niż inteligencja, to nie jest to zależność jeden-jeden. Co rozumiesz przez stwierdzenie, że inteligencja pojawia się losowo dzięki spotkaniu się wszystkich potrzebnych genów? > Inteligencja nie ma też wiele współnego z namietnościa filozofowania. Jak to ładnie ujął Russell: "procent idiotów wśród filozofów jest taki sam, jak wśród zwykłych ludzi".A czy Russell powiedział, że procent filozofów w śród ludzi genialnych jest taki sam jak wśród zwykłych ludzi? Gdybyśmy mieli przyjąć standardy Russella obawiam się, że nic innego nam by nie pozostało, jak mieć nadzieję, że jesteśmy imbecylami. Mówiąc serio, rysuje się spory problem w kryteriach tego co to znaczy filozofować? Jeśli przyjmiemy, że jest to myślenie, które nie zwiększa ewolucyjnego przystosowania, to dalego w tej dyskusji nie zajdziemy, gdyż właściwie zamknęliśmy już temat. Wyróżnił bym dwie charakterystyki filozoficzności które mogłyby mieć związek z poruszonym tematem. Pierwsza to filozofowanie jako proces myślowy zabierający czas i energię którą jednostka mogłaby wykorzystać na czynności istotne z punktu widzenia przystosowania. Druga to pewna postawa wobec doczesności niekoniecznie związana z intensywnym życiem intelektualnym, a charakteryzująca się pewną wstrzemięźliwoscią a w skrajnym wydaniu ascezą. Ta postawa może mieć wiele źródeł choć najczęstszym wydaje sie być przyjęcie pewnej postawy religijnej (nie chce wdawać sie tu w ocenę wartości tej postawy i w miarę możliwości proszę potencjalnych dyskutantów o to samo dla dobra tego wątku  Obydwie postawy wydają się przeczyć ewolucjonizmowi w wydaniu Dawkinsa i spółki więc może warto byłoby zastanowić się dlaczego człowiek "wyzwolił się z władzy" genów. Dawkins chyba gdzieś o tym pisał w kontekście stosowania antykoncepcji. Człowiek jest nie tylko przedmiotem ewolucji ale także jej podmiotem. Z drugiej strony ten przykład nie musi dowodzić tego, że w ten sposób zachowujemy się "nieewolucyjnie", bo z punktu widzenia przetrwania własnych genów, może lepiej jest zainwestować w nieliczne potomstwo, nie mówiąc o stratach związanych z alimentami bądź samotnym wychowywaniem dziecka. > Ludzie z górnego pułapu IQ pełnią funkcję służebną wobec reszty społeczności. Czy są rządzeni? To już bardziej skomplikowane. Niemniej są bardzo przydatni dla społeczeństwa jako całości, dlatego mimo ograniczonych mozliwości rozmnażania wciąż się pojawiają i nie są eliminowani.Czy jest to oparte na jakiś badaniach mówiących, że poziom libido jest odwrotnie proporcjonalny do poziomu inteligencji?(Pytanie zadane m.in w kontekście Twojego powołania się na wypowiedź Russella. Sam Russell miał chyba dosyć liberalny stosunek do stosunku i to nie tylko w teorii). Mnie bardziej interesuje to dlaczego ludzie z dolnego pułapu IQ nie są eliminowani powszechnie i jawnie, chociaż były już przymiarki do tego w kraju spod znaku BMW lub Goethego jak kto woli, gdzie darwinizm dla potrzeb doraźnej polityki został zinterpretowany normatywnie. Poruszam się po tym gruncie dość niepewnie, ale zaryzykuję jeszcze kilka przypuszczeń. Paradoksem byłoby, że cecha która wyróżnia nas jako gatunek, nie jest poddawana silnej presji ewolucyjnej.Wyjaśnieniem mogłoby być to, że społeczeństwa takie jakie teraz znamy są tworem stosunkowo niedawnej "ewolucji kulturowej" i nasza biologia nie jest do nich przystosowana.Inaczej może to wyglądac w niewielkich społecznościach pierwotnych. Tezę tą wspierałyby rozważania D. Morrisa. Czy my chcemy się nawzajem zabijać lub jesteśmy sobie obojętni odwrotnie proporcjonalnie do stopnia spokrewnienia a kultura nakłada na nas sztuczne hamulce? Spróbuję na to pytanie odpowiedzieć w kontekście kolejnego cytatu. > Czy podobne zjawisko wystepuje u innych gatunków? Trudno dociec, ale nie jest to wykluczone przynajmnie tam, gdzie w społecznościach istnieje wzajemna opieka, jak np. u delfinów butlonosych.Byboby interesujące dotarcie do badań inteligencji wyższych zwierząt społecznych takich jak wspomniane delfiny czy szympansy. Można byłoby stwierdzić, na ile grupy te "akceptują odszczepieńców". W ramach fotelowych dywagacji stwierdzam, że wydaje mi się, że różnice indywidualne są dużo mniejsze niż u ludzi(tu też mielibyśmy zróżnicowanie na mniejsze i większe różnice w obrębie różnych systemów społecznych), a większe niż u innych zwierząt. Jeżeli ten ciąg byłby rzeczywisty, a istotnym elementem jego charakterystyki byłby wzrastający udział altruizmu odwzajemnionego, który w koncepcji samolubnego genu jest ukrytym egoizmem, to chcę postawić kolejne pytanie na które nie znajduję na razie odpowiedzi.Czy "kodeksy moralne sakralne czy świeckie" wzmacniają działanie tak rozumianego altruizmu czy też jemu przeciwdziałają. A może pytanie to jest źle postawione i wymaga jakiejś relatywizacji. Zaletą tego forum jest to, że można sobie uświadomić braki w swojej wiedzy, więc biorę się za lekturę "Biologii dziesięciu przykazań" W.Wicklera, bo uprawiam już chyba SF. Mam tylko nadzieję, że nie jest to SF najgorszego gatunku.
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|