Racjonalista - Strona głównaDo treści
Homoseksualne rodziny

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
21-01-2005 17:29Heteroseksualna homofilkaHomoseksualne rodziny
1) Homoseksualizm NIE jest patologią (chorobą)
2) Dojrzałe związki homoseksualne oparte są na miłości i mają taki przebieg jak dojrzałe związki heteroseksualne, jedyną różnicą jest wybór partnera spośród własnej płci.
3) Osoby homoseksualne mimo innej niż statystyczna orientacji seksualnej mają instynkt rodzicielski taki jak osoby pozostałych orientacji seksualnych. Siła instynktu nie zależy od orientacji tylko od struktury psychicznej danego człowieka (homo czy hetero nie gra tu roli)
4) Współcześni ludzie powinni sobie zdawać sprawę z faktu, że świat nie jest doskonały zatem "idealne rodziny" są pojęciami stricte ze świata idei a w realnym świecie należy dążyć do kompromisów, jakie będą najkorzystniejsze dla dziecka. Wzorzec męski-kobiecy w rodzinach homoseksualnych może być zachowany przez kontakty dziecka z wujkami, ciociami, babciami czy dziadkami itp. Samotne matki mają prawo adopcji mimo braku wzorca m-k w modelu rodziny. Dyskusję o braku wzorców i zaburzeniami identyfikacji płciowej dziecka uważam zatem za bezpodstawną.
5) Dziecko najbardziej do prawidłowego rozwoju psychicznego potrzebuje tzw. miłości bezwarunkowej. Homoseksualizm opiekunów nie jest żadną przeszkodą aby tę potrzebę dziecka realizować.
6) Największy problem dla potencjalnych rodzin homoseksualnych to społeczna nietolerancja takiego modelu. Nietolerancja jest powodowana homofobią bądź skostniałym konserwatyzmem.
7) Ewolucja społecznej percepcji homoseksualizmu nabiera tempa oraz właściwego kierunku. Społeczeństwo zaczyna wyzwalać się z ułomności typu homofobia i oswajać się z homoseksualizmem.
8) Homoseksualizm - TAK, homofobia - NIE.
====================================
PS.:
Pozdrawiam wszystkich, życzę miłego dnia. Kreatywnym homofobnym "artystom" życzę weny w twórczości z nurtu niewybrednych inwektyw. Pamiętajcie wszak, że słowo świadczy o osobie która je wypowiada a nie o tej do której jest skierowana
Legalizacja związków partnerskich będzie bodźcem wzmacniającym trwałość związków homoseksualnych a założenie rodziny homoseksualnej uczyni homo i hetero związki równymi pod względem społecznych parametrów. Uważam zatem legalizację za leżącą w interesie społecznym. Nie chcę aby moje dzieci, jak dorosną miały mi za złe zacofanie, dlatego unia - TAK, homoseksualne rodziny - TAK
Pomyślcie też przyszli rodzice czy też aktualni rodzice małych dzieci, że w każdej populacji homoseksualiści stanowią kilka procent, pochodzą z rodzin hetero... może to Wasze dziecko właśnie będzie miało orientację homoseksualną... o przyszłość trzeba zatroszczyć się już dziś. Dla mnie przyszłość to TOLERANCJA i szacunek dla ludzkiej indywidualności.
K. Imieliński "Seksjatria": "Dynamika przebiegu związków emocjonalnych homoseusualistów jest taka sama jak heteroseksualistów. Większa trwałość związków heteroseksualnych jest uwarunkowana nie (!!!) odmiennym przebiegiem związku emocjonalnego, ale naciskami społecznymi w kierunku zachowania trwałości rodziny, przede wszystkim wówczas, gdy istnieją dzieci".
Homoseksualizm klasyfikuje się jako nietypowe odchylenie seksualne "...mieści się w ramach NORMY MEDYCZNEJ i nie stanowi patologicznej dewiacji seksualnej"
MOJA IMPRESJA: nie chcę czynić nieuprzejmości, ale niestety jajko stara się być mądrzejsze od kury w tym przypadku. Kura to współczesna dziedzina zwana SEKSUOLOGIĄ a jajko to stereotypy. Zostawiam państwa ocenie te informacje...

PTRqwerty
No, ale to są postulaty, czy wnioski?

>3) Osoby homoseksualne mimo innej niż statystyczna orientacji seksualnej mają instynkt rodzicielski taki jak osoby pozostałych orientacji seksualnych. Siła instynktu nie zależy od orientacji tylko od struktury psychicznej danego człowieka
Wiesz... skoro związki hetero i homo są równocenne (co niejedna osoba postuluje), to co stoi na przeszkodzie (skoro są równocenne), aby związki homo zrobiły sobie własne dzieci?
Zwłaszcza w kontekście postulatu z punktu nr 1.

>4) Współcześni ludzie powinni sobie zdawać sprawę z faktu, że świat nie jest doskonały zatem "idealne rodziny" są pojęciami stricte ze świata idei a w realnym świecie należy dążyć do kompromisów, jakie będą najkorzystniejsze dla dziecka.
Nie tylko współcześni. Wszystkie księgi mądrościowe od najstarszych czasów piszą o tym, że świat nie jest doskonały.

>Wzorzec męski-kobiecy w rodzinach homoseksualnych może być zachowany przez kontakty dziecka z wujkami, ciociami, babciami czy dziadkami itp.
Nie rozumiem. Okazjonalnie odwiedza się ciocie, wujków, czy dziadków. Zaś każdego dnia dziecko będzie widziało wzorzec męsko-męski, lub damsko-damski. Ponadto w trakcie wizyt towarzyskich u rodziny dziecko nie uczy się wzorca życia w rodzinie, ale wzorca zachowań towarzyskich. Więcej się o wzrocu damsko-męskim nauczy z telenowel niż z tych kontaktów, które wymieniłaś.

>Samotne matki mają prawo adopcji mimo braku wzorca m-k w modelu rodziny.
Ja mam prawo oczekiwać, że jeśli będę jechał z żoną i przejedzie po nas tir, to nikt nie będzie na moich dzieciach robił doświadczeń społecznych, aby się po latach dowiedzieć, czy skutki zadowalające, tylko zapewni im sensowną opiekę.

>Dyskusję o braku wzorców i zaburzeniami identyfikacji płciowej dziecka uważam zatem za bezpodstawną.
A ja wręcz przeciwnie. Jeśli wystarczy, że dziecko posiada kontakt z dziadkami lub wujkami do nauczenia go relacji w rodzinie, to dlaczego mają z tym problemy dzieci, które pochodzą z rodzin, gdzie zabrakło jakiegoś małżonka (np. śmierć)? Przecież by wystarczyły kontakty z babciami lub ciociami.

>6) Największy problem dla potencjalnych rodzin homoseksualnych to społeczna nietolerancja takiego modelu.
Bardzo możliwe.

>Nietolerancja jest powodowana homofobią bądź skostniałym konserwatyzmem.
Nie tylko. To Ty sobie apriorycznie pozakładałaś, że homoseksualizm nie jest patologią i że wzorce zachowań dziecko heteroseksualne nauczy się w stopniu wystarczającym od wujków lub dziadków. - choć ja sądzę, że więcej z telenowel się nauczy niż ze spotkań okazjonalnych z dziadkami lub wujkami

>Kreatywnym homofobnym "artystom" życzę weny w twórczości z nurtu niewybrednych inwektyw. Pamiętajcie wszak, że słowo świadczy o osobie która je wypowiada a nie o tej do której jest skierowana
Świadczy, ale też przeciw Tobie, prawda? Wstępnie zakładasz, że każdy kto się z Tobą nie zgadza jest homofobem.
Mariusz Agnosiewicz
Spotkałem się kiedyś z opinią, że największymi homofobami wśród facetów, są ci, którzy sami nie są pewni swej męskości i swej orientacji i ze ewentualne inklinacje homo ich przerażają. Facet, który jest pewny swej męskości, nie ma problemów psychoseksualnych nie ma żadnych uprzedzeń i utajonych lęków wobec homo, które im się czkawką odbijają w postaci homofobii, którą próbują jakoś tam racjonalizować. Obserwując homofobiczne zaangażowanie poniektórych świętoszkowatych chłopców, zapytuję się was: czy birzecie pod uwagę takie źródła waszej homofobii?
Jednym z paradoksów homofobii jest też to, że często najbardziej zagorzałymi homofobami są osoby homo chcące wyprzeć swą orientację, nienawidzące swego homoseksualizmu, na ogół w związku z jego społecznym (chrześcijańskim) napiętnowaniem. U nas najwięcej takich grzmiących homofobów jest oczywiście na ambonach, bo jak wiadomo to grono walczących z homoseksualizmem panów w sukienkach jest szczególnie objęte "plagą homoseksualizmu", i to bynajmniej nie tylko nabytego w seminariach
Ja mam przyjemność osobiście znać wielu homoseksualistów i na podstawie tych licznych znajomości również mogę się podpisać tak jak autorka: "heteroseksualny homofil"
Wielu homofobów homoseksualizm przedstawia jako dewiację, argumentując tutaj mniej lub bardziej niedorzecznymi tezami. Dla mnie natomiast nie istnieje problem sytuacji argumentacyjnej homoseksualizmu, lecz homofobia jako pewna anomalia psychiczna, niedyspozycja nabyta kulturowo.
PTRqwerty
No i co z tego, że spotkałeś się z jakąś opinią? Mówimy tu zresztą o adopcji heteroseksualnego dziecka przez parę homoseksualną, a nie o akceptacji homoseksualizmu jako takiego.
Jak na razie nie uzyskałem sensownej odpowiedzi. Jak to jest możliwe, że wzorce zachowań w rodzinie dziecko nauczy się z okazjonalnych spotkań z dziadkami lub wujkami?
A argumentację, która wstępnie zakłada, że każdy kto zechce polemizować jest homofobem i ma zapewne jakieś problemy ze swoją męskością pozostaw na przyszłość dla siebie. Jak nie jesteś wstanie dać rzetelnej odpowiedzi, to po co zabierasz głos?
Mariusz Agnosiewicz
Spokojnie, nie denerwuj się To taki głos na marginesie. Czasami mnie zastanawia, że choć nie zawsze się udzielasz w dyskusjach, tak jeśli coś będzie o homo to można się spodziewać, że wytoczysz armaty, widać tu coś osobistego
O dzieciach nie jestem skłonny rozmawiać za wiele, bo to jest jakby dzielenie skóry na niedźwiedziu. Na razie nie wiadomo czy w ogóle w jakimś sensownie się dającym określić terminie zalegalizują związki partnerskie, a to dopiero, zwłaszcza ocena funkcjonowania tej instytucji, może dać powody do rozważań, według mnie, nad kwestią powyższą.
Dla jasności nie mówimy o adopcji heteroseksualnego dziecka, ale dziecka. Co z dziecka wyrośnie tego nie wiesz. Nie wiesz, czy Twoje dziecko nie "spłata Ci figla" i pomimo Twej homofobii nie znajdzie się w tych 5% społeczeństwa, która ma regularną orientację homoseksualną. Dla takiego dziecka taki rodzic to z pewnością horror: skończyłoby się pewnie na egzorcyzmach i elektrowstrząsach w jakimś kościelnym ośrodku "leczenia homoseksualistów"
Aby można było rozważać adopcję dzieci przez homo musi być przeważająco niehomofobiczne społeczeństwo, a do tego jeszcze trochę w Polsce brakuje, dlatego najpierw należy takich homofobów poddawać "terapii", czyli umożliwić im poznanie istoty homoseksualizmu i samych homoseksualistów.
Wzorce zachowań...? Być może to wzniosły element wychowania, ale we współczesnych społeczeństwach się to coraz bardziej zaciera. Zniewieściali, przynajmniej psychicznie, faceci i żelazne kobiety występują na skalę nigdy dotąd w Europie nienotowaną, i to bynajmniej nie w związku z ujawnieniem się homoseksualizmu na forum publicznym. Homoseksualizm właśnie dla tych rozbitych i zagubionych facetów jest czymś co ich przeraża, bo widzą w nim jakieś odbicie własnych słabości. Dlatego też odwoływanie się do wzorców zachowań k&m traci coraz bardziej na znaczeniu rozpatrywane ogólne, tym bardziej, że w związkach homo, zarówno les jak i gay, czasami będzie tak, że jeden partner/partnerka bardziej się będzie zbliżać do wzorca M, drugi do wzorca K. Poza tym, według bada amerykańskiej psycholog, te wzorce w poważnej mierze to nie kwestia wychowania. Zob: www.racjonalista.pl/kk.php/k,2/s,2549
W każdym razie obserwując przemiany w świecie zachodnim widać, że wszystko idzie w tym kierunku. Homo wywalczą sobie godną pozycję w społeczeństwie, a homofobi muszą po prostu wymrzeć wraz z ostatnimi nosicielami
Tradycjonalistka
Nie wiem czy ma to cos wspolnego z tolerancja, ale jak widze calujaca sie pare to jest to mile, a jak homoseksualistow to chce mi sie wymiotowac. Moze jestem ograniczona ale tak czuje i na nic kazania o tolerancji. Odruch wymiotny jest silniejszy i zawsze odwracam glowe. Nie chcialabym byc rowniez dzieckiem pary homoseksualnej. Wolalabym dom dziecka. Przykro mi, moze jest to bolesne, ale tak wlasnie czuje gdzies gleboko. Nigdy im tego wprost nie powiem ale tak czuje. Wspolczuje tym ludziom ze maja taki problem, ale naprawde nie sa to wzorce dla nikogo. Tak samo brzydza mnie jakies zabawki sado - maso. Niby nie musze brac w tym udzialu i nie dotyka mnie to, ale to nie jest normalne i nie chce tego tolerowac. Jedno i drugie jest obrzydliwe i nie ma to jak naturalny, namietny seks bez zadnych gadzetow (tzn z gadzetami naturalnymi , ktore swietnie wszedzie pasuja i dlatego od razu widac ze jest to zdrowe i wskazane . Mrrauuuuu
Zielona
>Nie wiem czy ma to cos wspolnego z tolerancja, ale jak widze calujaca sie pare to jest to mile, a jak homoseksualistow to chce mi sie wymiotowac. Moze jestem ograniczona ale tak czuje i na nic kazania o tolerancji. Odruch wymiotny jest silniejszy i zawsze odwracam glowe.

W pewnym sensie Twoja awersja do miłości homoseksualnej jest normalna, stanowi często komponentę orientacji heteroseksualnej. Gdybyśmy byli jej pozbawieni wszyscy bylibyśmy biseksualnymi promiskuitami. Widzisz przeciętny gej też nie dostrzega jakiegoś szczególnego piękna estetycznego jeśli chodzi o naszą hetero-miłość Tego typu awersje seksualne są konsekwencją naszej orientacji. Ale jeśli mam być szczera to dla mnie dwóch facetów w łóżku nie jest widokiem nieapetycznym a czasem powiedziałabym wręcz przeciwnie, analogicznie znaczna część hetero-mężczyzn postrzega miłość safistek

>.Nie chcialabym byc rowniez dzieckiem pary homoseksualnej. Wolalabym dom dziecka. Przykro mi, moze jest to bolesne, ale tak wlasnie czuje gdzies gleboko. Nigdy im tego wprost nie powiem ale tak czuje. Wspolczuje tym ludziom ze maja taki problem, ale naprawde nie sa to wzorce dla nikogo.

Wiesz "Ci ludzie" mają największy problem nie stricte ze swoją seksualnością, ale z nami, naszą hetero-nietolerancją. Homoseksualiści zgłaszają się do psychoterapeutów nie tyle by leczyć swoją orientacją ile by leczyć się z wtórnych efektów dezaprobaty społecznej tzn z nerwic i depresji jakie im fundujemy.

>Tak samo brzydza mnie jakies zabawki sado - maso. Niby nie musze brac w tym udzialu i nie dotyka mnie to, ale to nie jest normalne i nie chce tego tolerowac. Jedno i drugie jest obrzydliwe i nie ma to jak naturalny, namietny seks bez zadnych gadzetow (tzn z gadzetami naturalnymi , ktore swietnie wszedzie pasuja i dlatego od razu widac ze jest to zdrowe i wskazane . Mrrauuuuu

"Nie to jest ładne co jest ładne,. ale to co się komu podoba" Obrzydliwe ? Dla Ciebie zapewne jest tak jak piszesz, dla kogoś innego apetyczne A propos dopasowania to sprawa jest dalece ciekawa, bo mężczyzna niezależnie do orientacji ma w pewnym miejscu sferę erogenną co generalnie wskazywałoby, że męska miłość homoseksualna nie jest tak bardzo odległa od zamierzeń Matki Natury jakby się to zdawać mogło większości z nas. Oczywiście miłość nie jest tożsama z fizycznym obcowaniem ( i nie każdy gej a jak wykazują badania nikły odsetek z nich uprawia seks analny), ale skoro ten argument się pojawił i najczęściej po niego sięgają oponenci to i ja wchodzę na ten grunt by go "zaorać" zairnem obiektywizmu
Pewnie Cię nie przekonam, ale może choć trochę poskromię Twoją awersję do gejów
Pozdrawiam
??
Tradycjonalistka
Uwielbiam te naturalne gadżety . Mezczyzni jestescie cudowni!. Boze dzieki za nich!
Mariusz Agnosiewicz
Wprawdzie de gustibus non est disputandum, ale...

Ale rozumiem Twoje osobiste problemy, też w sumie miałem coś podobnego. Mianowicie sam widok zupy pomidorowej wywoływał we mnie odruch wymiotny. Jak widziałem kogoś kto na stołówce je zupę pomidorową, to musiałem się odwracać. Uważałem też, że nie ma to jak porządny rosół z kury, na widok którego mój apetyt z kolei był duży i sam jej widok wywoływał u mnie przyjemne uczucie. Nie mówiąc o jedzeniu! Z czasem jednak udało mi się zrozumieć, że zupa pomidorowa nie jest obiektywnie odrażająca, bo niektórzy, o zgrozo!, niezwykle ją lubią. Po iluś tam latach przełamałem swoją niechęć i wstręt do zupy pomidorowej, zrozumiawszy wcześniej, że moja awersja do niej wiązała się z tym, że jak byłem mały to mnie często tą zupą "katowano" na siłę, a byłem niejadkiem, i kiedyś aż zwymiotowałem po tej zupie. W ten sposób nabyłem się do niej głębokiego wstrętu. Dziś wprawdzie nie przepadam za zupą pomidorową, ale już nie wywołuje we mnie wstrętu. Czy uważasz, że źle zrobiłem nie zmuszając innych, aby podzielili moje gusta, wstręty i upodobania?
Inni mają wstręt do tego co ich religia nauczyła darzyć odrazą. Ktoś z innej kultury będzie wstrętem darzył zupełnie inne zachowania i pożywienie niż ty. Czy uważasz, że w dobie społeczeństwa otwartego można wprowadzać jednolite normy wynikające z gustów, preferencji, upodobań itd?
Tradycjonalistka
Jak mogli Ci te zupke tak wciskac na sile ???????? Niedobra mama Ja tez bylam niejadkiem, ale mi robiono sliczne "koniki" z kromeczek czyli male kwadraciki ktore "same" wskakiwaly do buzi
Nie wiem co napisac ale uwazam (tak czuje) ze to mnie odraza w sposob naturalnyi nie chce tego zmieniac...Uwazam ze istnieje odraza nabyta (do zupki albo seksu i naturalnych gadzetow oraz odraza naturalna ( do przemocy, brzydoty, zła). Ja ich toleruje ale nie wiem..no nie moge...jak pomysle o seksie facetow...bleeee...nie dam rady myslec ze to piekne...
Mysle jednak ze to jakas choroba, odchyl od normy, ja im naprawde wspolczuje z calego serca ale nie chce zeby to bylo uznawane za wzorzec. Wiem ze im jest zle, ale tym co lubia przemoc w seksie tez jest zle jak kogos nie bija a mimo to ja nie chce uznawac tego za norme i czyjs gust i byc tolerancyjna. To nie jest zdrowe ani dobre. Milosc i naturalny seks miedzy kobieta i mezczyzna to jest zdrowe, piekne i naturalne. Moze warto uczyc dzieci ze jest taki rodzaj ludzi zeby byly oswojone ale na pewno nie uznawac tego za norme. Naprawde uwazam ze w elementarzu powinna byc mama tata i dziecko. A nie mama i mama albo tata i tata. No tak uwazam. Moze i jestem ograniczona ale tak wlasnie czuje.
I na szczescie uwazam wlasnie mezczyzn za wspanialych i pociagajacych. My kobiety uwielbiamy Was!!!!!
grrrrr
Mariuszu gdyby ta dyskusja była jakimś ćwiczeniem pt.: "Jak skutecznie uzyskać przewagę w dyskursie?" to może dałbym Ci 4+, bo strategia niezła. No pięknie... skoro na ten temat się wypowiadam, to pewnie mam jakiś powód (to w kontekście wcześniejszego Twego listu). I oczywiście dowiaduję się, że armaty wytoczyłem. Jakie? Przecież ja zadałem proste pytanie.
Ponawiam więc. Jeśli nie chcesz sensownie dyskutować, to daj sobie spokój. W kolejnym liście wciąż nazywasz mnie homofobem, podczas gdy ja po prostu analizuję treść listu, który inicjuje wątek. Tam nie ma żadnych wniosków posiadających rzeczowe dowody. To są jedynie postulaty przedstawione tak, jakby były udowodnione.

No, ale rzeczywiście to jest dzielenie zupy na niedźwiedziu. Masz rację. Lobby homoseksualne na Zachodzie ma spore szanse uzyskać (uzyskuje) spore prawa i przywileje - i oczywiście owe związki muszą się nazywać i mieć status małżeństwa (tylko wtedy można mówić w dalszej perspektywie o adopcji przecież).

PTRqwerty
22-01-2005 22:38 
 Ocena 1 na 1
Tusia (54 punktów)
>Nie wiem co napisac ale uwazam (tak czuje) ze to mnie odraza w sposob naturalnyi nie chce tego zmieniac...Uwazam ze istnieje odraza nabyta (do zupki albo seksu i naturalnych gadzetow oraz odraza naturalna ( do przemocy, brzydoty, zła). Ja ich toleruje ale nie wiem..no nie moge...jak pomysle o seksie facetow...bleeee...nie dam rady myslec ze to piekne...

No wlasnie, nie chcesz tego zmieniac. No to nie zmieniaj, nie masz do tego zadnego powodu. Ale to, ze cos Ci sie nie podoba i nie chcesz zeby Ci sie podobalo, nie znaczy, ze jest to obiektywnie zle, nienaturalne itp. Nie znaczy to tez, ze taka postawa jest naturalna. Zostalas, podobnie jak ja, w uwarunkowana psychicznie przez spoleczenstwo. Skad taki wniosek? Stad, ze w niektorych spoleczenstwach milosc homoseksualna nie wywyoluje odrazy, czasem wrecz odwrotnie, jest/byla uznawana za najwyzsza forme milosci. A wiec postawa wobec tego rodzaju milosci jest warunkowana spolecznie. Jesli natomiast chodzi o przyczyne samego homoseksualismu, to jego wystepowanie wsrod zwierzat (np. szczury - 4%) sugeruje naturalne, nie kulturowe podstawy.

Nie musisz myslec, ze to piekne. Nikt Ci nie kaze lubic blondynow lub brunetow, ani bialo- lub ciemnoskorych. Albo dziewczyn. Mnie na szczescie tez nie. Ale na homoseksualistow jest wywierana presja. Maja lubic to, co byc moze uwazaja za odrazajace - w imie czego? Przeciez, w przewazajacej wiekszosci, ich preferencje sa naturalne, urodzili sie z nimi. Chcialabys, zeby rodzice sklaniali Cie do malzenstwa z kobieta, z jakichkolwiek wzgledow?

Jesli juz z jakiegokolwiek powodu wspolczuje homoseksualistom, to z powodu nietolerancji spoleczenstwa. I jest to moim zdaniem jedyny, ale wystarczajacy, powod, zeby nie mogli adoptowac dzieci. Po prostu, w dzisiejszym, homofobicznym spoleczenstwie te dzieci bylyby wrec przesladowane.
PTRqwerty
>No wlasnie, nie chcesz tego zmieniac. No to nie zmieniaj, nie masz do tego zadnego powodu. Ale to, ze cos Ci sie nie podoba i nie chcesz zeby Ci sie podobalo, nie znaczy, ze jest to obiektywnie zle, nienaturalne itp.
Na pewno tylko z faktu, że nie lubię ogórkowej nie oznacza, że każdy kto ją lubi postępuje niezgodnie z naturą (może to ja postępują niezgodnie z naturą?).

>Nie znaczy to tez, ze taka postawa jest naturalna. Zostalas, podobnie jak ja, w uwarunkowana psychicznie przez spoleczenstwo.
Zaraz, moment. To nie jest tak, że mamy z jednej strony złe społeczeństwo, a z drugiej strony biedną i poszkodowaną jednostkę. To nie tak, że to społeczeństwo sobie z powietrza powymyślało te czy inne zasady. Przyjęte zasady są wynikiem ewolucji choćby kultur. Pewne zaś zasady i odruchy pochodzą wg mnie z jeszcze wcześniejszych, wręcz pierwotnych okresów istnienia człowieka. Przykładowo niechęć spożywania swoich wydzielin to nie jest wynik tego, że społeczeństwo zmusza, ale gdy człowiek prezentował poziom owłosionej, dzikiej małpy, takie odruchy były dobrym sposobem byśmy jednak szukali innego pożywienia. No, ale to na marginesie (Mariusz zainicjował tu możność pisania na marginesie).

>Skad taki wniosek? Stad, ze w niektorych spoleczenstwach milosc homoseksualna nie wywyoluje odrazy, czasem wrecz odwrotnie, jest/byla uznawana za najwyzsza forme milosci. A wiec postawa wobec tego rodzaju milosci jest warunkowana spolecznie.
W której kulturze uważa się, uważano miłość homoseksualną za najwyższą formę miłości i co się z tymi kulturami stało, lub jakie mają perspektywy?

>Jesli natomiast chodzi o przyczyne samego homoseksualismu, to jego wystepowanie wsrod zwierzat (np. szczury - 4%) sugeruje naturalne, nie kulturowe podstawy.
Czy możesz opisać coś bliżej o tych szczurach. Z tego co wiem zdarzają się w przyrodzie zachowania homoseksualne, ale nie w takim kontekście jak u ludzi, np. człekokształtne małpy pokazują w ten sposób swoje miejsce w hierarchii stada. Homoseksualizmu "gejowskiego" w przyrodzie nie ma. Czy zechcesz opisać z uwzględnieniem tego aspektu, jak to jest wśród szczurów?

>Nie musisz myslec, ze to piekne. Nikt Ci nie kaze lubic blondynow lub brunetow, ani bialo- lub ciemnoskorych. Albo dziewczyn. Mnie na szczescie tez nie. Ale na homoseksualistow jest wywierana presja. Maja lubic to, co byc moze uwazaja za odrazajace - w imie czego?
Jest niestosowne (lekko to ujmując) zmuszać ludzi o orientacji homoseksualnej do zachowań heteroseksualnych i to bez względu na to, czy ich homoseksualizm jest wynikiem jakichś uwarunkowań genetycznych, czy też jest wynikiem jakichś problemów społecznych.

>Przeciez, w przewazajacej wiekszosci, ich preferencje sa naturalne, urodzili sie z nimi.
O ile się orientuję, to w istocie nie wiemy jak to jest, ale na tym etapie to mało znaczące.
Nawet jeśli homoseksualizm byłby wynikiem problemów społecznych, to jest on rzeczywistym stanem tych ludzi i nic tu nie da ich nie akceptowanie, czy ich odrzucanie.

>Jesli juz z jakiegokolwiek powodu wspolczuje homoseksualistom, to z powodu nietolerancji spoleczenstwa. I jest to moim zdaniem jedyny, ale wystarczajacy, powod, zeby nie mogli adoptowac dzieci. Po prostu, w dzisiejszym, homofobicznym spoleczenstwie te dzieci bylyby wrec przesladowane.
Nie tylko jest taki problem. Dziecko musi dostać pewne wzorce zachowań rodzinnych. Musi się nauczyć gry "tatuś"-"mamusia".
Nad przejawami nietolerancji wypada boleć, ale jest też druga strona. Homoseksualiści nie mają żadnego umiaru. Sa inni, ale chcą być traktowani jakby inni nie byli. Mają inną orientację, a chcą żeby nikt tego nie dostrzegał.

Sprawa polega na tym, że Jasiu nie chce czekoladki. On chce budyniu, a ponieważ wszyscy w tym czasie jedzą czekoladki rozmawiają o czekoladkach i porównują czekoladki, to Jasiu upiera się, żeby wszyscy nazywali jego budyń czekoladką, bo chce być taki jak inni.

To on nie akceptuje swojej inności, a nie oni.
To on chce ją zamaskować.

Wśród dzieci są oczywiście takie, które mu dokuczają, ale są i takie, które mówią mu: A jedz sobie swój budyń do woli, aż puścisz pawia, tylko nie mieszaj w głowach i nie wykręcaj kota ogonem.

Ale Jasiu wszystkie te zachowania traktuje jednakowo. Wszystkie one świadczą, że dzieci są złe, bo jedakowo nie chcą się bawić w "udawanie czekoladki".

"Małżeństwo" to nie jest umowa między dwojgiem ludzi, co pedalscy "działacze" w ogóle ignorują. Małżeństwo, to jest umowa między dwojgiem ludzi z jednej strony, a resztą społeczeństwa z drugiej. Patrząc z tego punktu widzenia, żądania wprowadzenia "małżeństw" homoseksualnych, są nie tylko całkowicie bezzasadne, ale wręcz szkodliwe. Społeczeństwo może bowiem istniec, tylko pod warunkiem nieustannego odnawiania swojej populacji, czego żadne "związki" homoseksualne nie są w stanie oczywiście zapewnić. Dopiero dalszy rozwój medycyny, umożliwiający całkowite oderwanie prokreacji od sfery seksualnej, a co za tym idzie dający homoseksualistom szanse na własne potomstwo (a nie tylko potomstwo partnera lub adoptowane) pozwoli na pozytywne podejście do tego zagadnienia. Podejście wciąż dyskusyjne z uwagi na kwestię jakich to wzorców taka para chce nauczyć - no chyba, że wstępnie uwarunkujemy dziecko genetycznie na orientację homoseksualną.
Mariusz Agnosiewicz
>pedalscy "działacze"

Miałem odpowiedzieć na te wielokrotnie wałkowane deklamacje homofobiczne (poziom gimnazjalny...), ale skoro rozmawiam z prostakiem, który coraz bardziej nakręca się w swojej niechęci i uprzedzeniach, nie będę się zniżał do twego poziomu. Polemika musi mnie ekscytować a nie odrażać. Miałeś u mnie "ignora", za żenujący poziom wielu polemik czy komentarzy jakie były sygnowane twoim nickiem. Teraz przeczytałem twoją odpowiedź i na nią odpowiedziałem. Jak widzę, niepotrzebnie. Pracuj nad sobą dalej, bo widzę, że nie potrafisz siebie przeskoczyć, co zresztą mało zaskakujące.
PTRqwerty

ojojoj... Mariusz się poczuł dotknięty. Czy to nie Ty zacząłeś sobie uskuteczniać w tym wątku styl, że wstępnie nazywałeś mnie homofobem i osobą z jakimiś tam problemami ze swoją męskością, a kiedy zaś zwróciłem Tobie uwagę uznałeś, że to było tylko na marginesie więc wszystko w porządku i dalej nazywałeś mnie wielokrotnie homofobem. Nadto przyjąłeś zasadę, że każdy kto się tu nie zgadza jest homofobem co wstępnie przekreślało jakąkolwiek dyskusję. Niemniej kiedy spotyka Cię coś podobnego larum podnosisz, niski poziom dyskusji zarzucasz. Widać jak na razie nie dostrzegasz jaki jest styl Twoich wypowiedzi w tym wątku i że w tym momencie jakakolwiek Twoja krytyka mojej osoby jest śmieszna.
Mariusz Agnosiewicz (moderator)
Nie poczułem się dotknięty, lecz poczułem odrazę do dyskusji na taki poziomie w którym dyskutując o pewnej grupie społecznej mój rozmówca używa epitetów powszechnie uważanych za obraźliwe i znieważające.
Homofobia to jest określenie pewnej postawy, która u ciebie wyziera aż nazbyt dokładnie, choćby przez te epitety. Możesz się z tym nie zgadzać, ale to jest kwestia kwalifikacji. Pedał natomiast to określenie znieważające. Nie mam dla ciebie więcej czasu. Ale zachęcam do pracy nad sobą. Możemy o tym porozmawiać jak dojrzejesz.
PTRqwerty

Zacznijmy od tego, że znowu wybrałeś najwygodniejszy sposób dyskusji. Wcześniej zamiast ustosunkować się do pytania wyjechałeś, że jestem homofobem i że mam problemy z własną męskością. Teraz ojojoj znalazłeś inny sposób na to, by uniknąć tematu.
Co do obraźliwych wypowiedzi to zdaje się Ty jesteś Redaktorem Naczelnym witrynki na której w licznych artykułach pojawiają się zwroty w stylu: "religianci", itp. Ty stosujesz tu podwójną etykę - innych (katolików) u Ciebie można zjechać równo i przykładnie, ale własnego podwórka tykać nie wolno, a jak ktoś to zrobi, to jest be i szkoda gadać.
Nie wiem czy zauważyłeś, ale jak na razie nic sensownego nie napisałeś w tym wątku tylko liczysz chyba na jakieś przepychanki słowne. Ujmując inaczej nic nikt nie traci, że nie chcesz tu więcej pisać.
PTRqwerty
>Homofobia to jest określenie pewnej postawy, która u ciebie wyziera aż nazbyt dokładnie,
Byłbym zapomniał się do tego odnieść. Co z tego, że sobie rzucisz epitetem? To by wypadło udowodnić. Ja natomiast piszę wyraźnie, że jeśli ktoś jest homoseksualistą to ok.
Ja nie mówię, że homoseksualizm nie ma swego miejsca w społeczeństwie. Ja poruszam dwie kwestie - dlaczego homoseksualiści mieliby uzyskać prawo do adopcji dzieci heteroseksualnych i co w istocie oznacza określenie "małżeństwo" w odniesieniu do relacji tej instytucji do społeczeństwa.
Tu nie ma niechęci do zjawiska homoseksualizmu. Jest natomiast w tym co piszę wiele niechęci w stosunku do traktowania tego związków homoseksualnych tak jak związków heteroseksualnych, bo każdy widzi, że nie są równocenne dla społeczeństwa. To w każdym razie nie jest homofobia. (No chyba, że sobie inaczej zdefiniujesz pojęcie, a wtedy rzeczywiście ja nie jestem skłonny uważać, że budyń to czekoladka).
Przemyśl więc dobrze jaką postawę rzeczywiście krytykujesz.
Mariusz Agnosiewicz (moderator)
>Nie wiem czy zauważyłeś, ale jak na razie nic sensownego nie napisałeś

Napisałem o wzorcach, co tak silnie forsujesz jako rację dostateczną swych argumentów, o 1) ich niwelowaniu się, 2) o ich związku z wychowaniem (badania Harris). Jest też naiwnością pisać, że rodzice kształtują jakieś wzorce współczesnych dzieci. To mit. Prace psychologów i socjologów współczesnych dowodzą, że te wzorce kształtują rówieśnicy, media, w stopniu niewielkim rodzice. Polecam zwłaszcza wspominaną książkę Harris: "Geny czy wychowanie, czyli co wyrośnie z naszych dzieci".
PTRqwerty
>Jest też naiwnością pisać, że rodzice kształtują jakieś wzorce współczesnych dzieci. To mit.

Nie ma wpływu wychowanie. hmm
Przyznaję, że zastanawiam się jak w ogóle do tak zadanego tematu podejść.
Ja ten problem widzę jakoś w ten sposób. Wyobraźmy sobie dziecko, które się urodziło w centralnym Tybecie. Wyobraźmy sobie dwa warianty. W pierwszym dajemy te dziecko do wychowania małżeństwu z Tybetu, a w drugim wariancie dajemy te dziecko do wychowania liberalnemu małżeństwu w Grecji.
I to ma nie mieć żadnego wpływu, tak?
Osoba wychowana przez konserwatywnych Chińczyków i ta sama osoba wychowana przez liberalnych Francuzów o ile znajdą się w tym samym środowisku będą identyczni, tak?
Bardzo ciekawe.
Nie ma więc znaczenia jakim będę ojcem. Najważniejsze bym znalazł dobre środowisko dla moich dzieci. To jest dobry patent na wychowanie Mariuszu.
Zastanawiam się skąd tyle ceregieli w procesie adopcyjnym. Po co się bada ewentualnych
przyszłych rodziców. Przecież rozsądniej robić prognozy w jakim środowisku te dzieci będą
dorastać.

Tzn. ja jestem nawet skłonny się zgodzić z tym, że w czasach stałych zmian wpływ rodziców jest mniejszy. Mogę się zgodzić z tym, że współcześni rodzice są mniej przygotowani do wychowywania dzieci i ich oddziaływanie jest mniejsze.
Jak jednak podejść do tego: "Prace psychologów i socjologów współczesnych dowodzą, że te wzorce kształtują rówieśnicy, media, w stopniu niewielkim rodzice"
Po pierwsze powiem zupełnie szczerze, że nie wierzę że współcześni psychologowie i socjologowie mówią tu jednym głosem. Myślę, że mimo wszystko nawet pisząc artykuły wybierasz osoby na które się powołujesz według ideologicznego klucza.
Po drugie nie jest dla mnie jasna następująca kwestia. Powołujesz się więc na osoby, które stwierdzają, że kultura w której żyją utraciła zdolność wychowywania własnych dzieci - gdyż jak twierdzisz "współcześni" naukowcy twierdzą, że współcześni rodzice mają wpływ na dzieci w znikomym stopniu. Na tym chcesz budować argumentację, że skoro tak, to nie ma znaczenia co mogą przekazać rodzice homoseksualni adoptowanym dzieciom. Staje się więc nieistotne cóż mają rodzice do powiedzenia. Na czymś takim chcesz budować.
Z tego coś musi wynikać bardzo istotnego dla współczesnej, europejskiej kultury. To niezmiernie ciekawe, że tak podchodzisz do zagadnienia - zapewne więc nie tylko Ty.
Czy taka kultura w ogóle ma szansę utrzymania się? To przecież tylko stałe zmiany. Kultura nie mająca szans przekazać siebie swym dzieciom.
Radosław
Jak zwykle zero meritum MKariusz. A może ty jesteś typowym heterofobem? Jest to jednostka chorobowa opisana przez amerykańskich psychiatrów. Choryują na nią osoby, które najczęściej zerwały ze swoim środowiskiem z przyczyn "światropoglądowych". Charakteryzują się one narastaniem co raz bardziej rozbujałego ego, udowodnienia swej racjii za wszelką cenę, poczucie bycia lepszym, posiadaniem monopolu na "myślenie".. .

Taki zaprezentowałeś poziom tym pierwaszym listem o homofobi. Nie bądź proszę urażony i sam zadaj sdobnie pytanie kto do czego sprowadza dyskusje.
Mariusz Agnosiewicz
>Jak zwykle zero meritum Mariusz.

Wy obaj, z PTR jesteście bardzo specyficznymi apologetami, reprezentujecie też podobny poziom. Mam nadzieję, że dopuszczasz do swej głowy ewentualność taką, że może być tak, iż jeśli ty z PTR nie widzicie w mojej wypowiedzi treści merytorycznych, to nie znaczy, że jej tam nie ma, tylko że wy jej nie widzicie... Przez ten wasz opóźniony zapłon nie lubię z wami wymieniać myśli.
Sądzę, że mam na tyle doświadczenia w polemikach, aby odrzucić z góry zainteresowanie niektórymi moimi polemistami. Kiedyś bawiłem się w odpowiadanie każdemu. Teraz nie mam na to ani czasu, ani ochoty. Wybaczysz?
Tradycjonalistka
Dlaczego wiec homo chca sie "bawic" w zabawy hetero, chca miec dom rodzine i nawet dziela sie w lozku rolami. Skoro dobrze im we dwoje tej samej plci to po co udaja kobiete i mezczyzne? Dlaczego w sumie dalej nasladuja zwiazki hetero? Ano dlatego ze w sumie chcieliby byc tacy jak inni i taka jest rola zdrowego czlowieka tylko cos tam u nich nie zagralo i pojawilo sie zboczenie.
24-01-2005 20:10 
 Ocena 1 na 1
Walpurg (29 punktów)
>Dlaczego wiec homo chca sie "bawic" w zabawy hetero, chca miec dom rodzine i nawet dziela sie w lozku rolami. Skoro dobrze im we dwoje tej samej plci to po co udaja kobiete i mezczyzne?

Czy twoim zdaniem geje to osoby, które myślą tylko o seksie? Zapewnieam cię, że nie. Lesbijki i geje w nic się nei bawią, tylko mają prawo do miłości, bo dwie lesbijki lub dwóch gejów kocha się dokładnie TAK SAMO jak ty ze swoim chłopakiem. I dlatego chcą razem mieszkać. Czy to dziwne, ze kochając kogoś chcesz z nim meiszkać?

A gdzie ty widzisz "udawanie" K i M? Bzdura.
Aut liberi aut libri (Nietzsche)
Tradycjonalistka
Hmmm..to albo nie jestes homo albo udajesz...w zwiazkach homo zawsze ktos przybiera role partnera kobiecego a ktos meskiego..czytalam wiele wywiadow z takimi parami i zawsze tak mowili... w wielu jezykach sa nawet niestety dosyc obrazliwe okreslenia tych rol, wiec nie bede ich przytaczac...I ni elituje sie nad Wami, po prostu jestem przekonana obserwujac Wasze zachowanie ze homo jest odcvhylem o czym swiadcza Wasze proby nagiecia tej sytuacji do naturalnych potrzeb posiadania partnera plci przeciwnej.
mimi
>w zwiazkach homo zawsze ktos przybiera role partnera kobiecego a ktos >meskiego..czytalam wiele wywiadow z takimi parami i zawsze tak mowili...

???? co?? jestem lesbijką i w ZADNYM związku nie udawalam ani "mezczyzny" ani "kobiety" i wcale nie chcialam, zeby ktoras z nas byla "facetem". nie zauważyłam też, zeby ktoras z moich homoseksualnych przyjaciolek miala w swoim zwiazku "podzial rol".

to smutne, że wiekszosc osob, która wypowiada zdanie w jakis sposob nieprzychylne homoseksualistom, po prostu kompletnie ich nie zna. jak można kogoś krytykować znając go tylko "ze słyszenia"?
Tradycjonalistka
Nikogo nie krytykuje tylko obnazam zjawisko . Homo deklaruja sie jako inni ale w sumie dalej korzystaja z wzorcow damsko - meskich. I nie ja wymyslilam slowo "ciota" oznaczajace kogos kto w zwiazku homo nadstawia cztery litery i stara sie udawac kobiete wiec nie mow ze nie ma takiego zjawiska jak podzial rol...W kazdym jezyku jest obrazliwe slowo okreslajace homo - kobiete (role).
Zauwazylam ze homo czuja sie niepewnie i za wszelka cene chca cos udowodnic...Kiedys otwarcie mowili o tym ze jeden jest kobieta a drugi facetem (mam na mysli role) a teraz jakby sie zreflektowali i udaja dwoch facetow.
I ta ich potrzeba wychowywania dzieci. Maskarada dobroczynnosci. Skrajny egoizm ubrany w szatki ckliwego rodzicielstwa. Jesli maja na uwadze dobro dziecka i potrzeba ich wyplywa naprawde z potrzebty obdarzani amalego czlowieka szczesciem niech daja to w inny sposob. Zawsze zadaje pytanie rodzicom czy wystarczyloby im odwiedzanie dziecka w domu dziecka i bawienie sie z nim oraz placenie na nie. Jesli slysze nie to wiem ze prawdziwa potrzeb ajest egoizm, etykietka spelnionego tatusia, spoleczna akceptacja.
Odpowiedx powinna brzmiec: jesli mialoby byc to dla niego dobr ejestem gotowy dawac mu milosc w taki sposob. Niestety malo kto sie na to decyduje. Bo fundamentaln apotrzba jest potrzeba WLASNA. Piesek, autko, mebelki, dzidzius. I mozecie nazywac to instynktem, potrzeba opiekunczosci czy jakos tam a ja wiem ze to jest egoizm.
Zielona
>Zawsze zadaje pytanie rodzicom czy wystarczyloby im odwiedzanie dziecka w domu dziecka i bawienie sie z nim oraz placenie na nie. Jesli slysze nie to wiem ze prawdziwa potrzeb ajest egoizm, etykietka spelnionego tatusia, spoleczna akceptacja.

To co serwujesz nam to bardzo pokrętna logika.

>Odpowiedx powinna brzmiec: jesli mialoby byc to dla niego dobr ejestem gotowy dawac mu milosc w taki sposob. Niestety malo kto sie na to decyduje. Bo fundamentaln apotrzba jest potrzeba WLASNA. Piesek, autko, mebelki, dzidzius. I mozecie nazywac to instynktem, potrzeba opiekunczosci czy jakos tam a ja wiem ze to jest egoizm.

Odpowiedź według Ciebie tak brzmieć powinna a nie odpwieidź w ogóle. Pozwól mi poznać cały wywód jaki Cię doprowadził do uznania tej odpwiedzi za prawidłową i jedynie słuszną. Nie sposób oceniać człowieka po odpowiedzi na jedno pytanie, Ty podważasz swoją teorią całą psychologię.
Nie mam pojęcia czy jestes matką, bo nic o tym nie piszesz. Ja jestem a wczęsniej nim nią zostałam pracowałam z dziećmi i powiem Ci , że praca z dziećmi to tylko czubek góry lodowej wiedzy o maluszkach. Najwięcej o dzieciach uczy kontakt z nimi w relacji dziecko-rodzic. Wyjątkiem jest myślę Korczak i kilka zapewne innych osób, którzy dostąpili łaski aby zrozumieć świat dziecka. Pięknie wcześniej ktoś zacytował wiersz - dziecko nie jest naszą własnością ani moją jako matki, ani mojego męża , ani państwa, ani Twoją. Dziecko to mały człowiek, któremu winniśmy my-dorośli miłość, troskę i opiekę.
Egoizm widze u Ciebie, która forsujesz swoje tezy, obrażasz mnóstwo ludzi i myślisz, że masz monopol na jednyną prawdę.
Owszem czasem to co dla dziecka najlepsze to izolacja od jego rodziców, ale nigdy dom dziecka nie jest wyjściem. Domy dziecka to powinien być (i dla mnie jest) największy wyrzut sumienia współczesnego społeczeństwa. Dziecko potrzebuje dorosłego kochającego człowieka a nie wyłącznie opieki socjalnej. Jesli Ty uważasz, że dom dziecka to miejsce gdzie ludzie powinni dorastać aby tylko nie trafić w ręce honmoseksualistów to egozim Twój jest wielki. Wiesz co słyszałam od mojej koleżnki, która nie lubi homoseksualistów z założenia samego ? Powiedziała, że wolałby zabić dzieci byle nie dać ich w ręce homoseksualistów. Czy Ty podobnie odczuwasz swoje fobie ? Czy jestes pewna, że kochasz dzieci uczciwie ?
Pragnę wierzyć, że jesteś dobrym , poztywnym człowiekiem, który trochę się zagubił a nie narzędziem homofobii.
Pozdrawim
??
25-01-2005 12:23 
 Ocena 1 na 1
Walpurg (29 punktów)
>Homo deklaruja sie jako inni ale w sumie dalej korzystaja z wzorcow damsko - meskich. I nie ja wymyslilam slowo "ciota" oznaczajace kogos kto w zwiazku homo nadstawia cztery litery i stara sie udawac kobiete wiec nie mow ze nie ma takiego zjawiska jak podzial rol...

Ale ty mylisz pojęcia. To nie są żadne wzorce damsko-męskie. W niektórych rodzajach seksu, praktykowanych także przez pary heteroseksualne, jedna ze stron jest ze względów "technicznych" aktywna, a druga pasywna. Nie ma to jednak w sobie nic z udawania kobiety. Poza tym seks analny., bo o nim piszę, nie jest wśród gejów aż tak popularany, jak myślisz. To kolejny stereotyp, że "geje uprawiają seks analny". Bzdura. Robi to część gejów (podobnie jak część heteryków). A poza tym życie to nie seks. Ile % w ciągu dnia zajmuje człowiekowi seks?
Razem żyje dwóch facetów lub dwie kobiety. I koniec.
Czy ty naprawdę uważasz, że mieszkając z moim partnerem, jeden z nas chodzi w sukience i papilotach, pierze nam skarpetki i gotuje obiadki, a drugi to maczo chodzący do pracy, któremu "żona" przynosi kapcie? Zapewniam cię, że u wszystkich znanych mi par jest dokładnie tak samo: dwóch facetów lub dwie kobiety.

>I ta ich potrzeba wychowywania dzieci. Maskarada dobroczynnosci. Skrajny egoizm ubrany w szatki ckliwego rodzicielstwa. Piesek, autko, mebelki, dzidzius. I mozecie nazywac to instynktem, potrzeba opiekunczosci czy jakos tam a ja wiem ze to jest egoizm.

Czyli twoim zdaniem to, czy wychowywanie dzieci jest egoizmem czy czymś naturalnym, zależy od orientacji seksualnej? Czyli kobiety, które jadą np. do Hiszpanii, gdzie oddają sie jakiemuś przystojnemu maczo i zachodzą z nim w ciążę (o której on nigdy się nei dowie) są wspaniałymi matkami? A pary heteroseksualne, którzy chcą adoptować dziecko? Równie dobrze o nich można by powiedzieć, że do szczęścia (do domu z ogródkiem i samochodu) brakuje im dziecka. A jak jest z "naturalnymi" rodzicami? Najpierw studia, potem praca, urządzanie mieszkania, a potem... Potem, jak się dorobią, to dziecko. To nie jest egoizm? Idąc twoim tokiem rozumowania, każde "posiadanie" dziecka jest dowodem egoizmu rodziców. Cudowna jest tylko "wpadka", bo to dar pana Boga?
Aut liberi aut libri (Nietzsche)
Tradycjonalistka
Nie chce nikogo obrazac i pokornie przyznam sie do bledu jesli ktos mnie przekona.
Ale nie przekonaliscie mnie. O egoistycznych potrzebach posiadania dzieci nie mowie tylko w kontekscie homoseksualistow. Bardzo malo ludzi kocha dzieci tak jak ja to rozumiem i jak mowi o tym wspomniany Korczak czy Gibran. To rodzic sluzy dziecku a nie dzieckpo jest spelnieniem jego zycia. Zreszta identyczny wymiar ma Boze Narodzenie, rodzi sie Doskonalosc w ludzkim ciele ktora nalezy uznac za swieta. I rodzi sie codziennie nie tylko dwa tysiace lat temu. To ja sluze dziecku - to jest punkt wyjcia, to jego potrzeby sa najwazniejsze , ja jako dojrzaly i spelniony rodzic tylko mu pomagam stac sie doroslym i wypelnic swoja misje. Pieknie pisal o tym rowniez Desjardins ktory wspominal ze w w innych jezykach mowi sie "dwoje dziecio jest przy mnie" a nie "mam dwoje dzieci" tzn ze kto spowierzyl mi dwoje dzieci na pewien czas i tak naprawde one nie sa moje tylko Zycia, Boga itp. U nas dziecko jest zachcianka spelnieniem ambicji i co najgorsze jest to ubrane w piekne szatki rodzicielstwa i poswiecenia.
Pytanie o to czy homo zgodziliby sie tylko na odwiedzanie dziecka jest rozstrzygajace. Bo jesli chodzi im o danie dzieckiu szczescia i otoczenie je opiejaka to zgodza sie zrezygnowac z "posiadania" na rzecz moze wyzszych celow (zakladam ze ktos tam zdecydowal ze jednak lepiej jak zostanie w domu dziecka),. Ale oczywiscie to sie rozbija o sciane bo oni chca to dziecko "posiadac" i to jest potrzeba priorytetowa.
Tradycjonalistka
Nie chce nikogo obrazac i pokornie przyznam sie do bledu jesli ktos mnie przekona.
Ale nie przekonaliscie mnie. O egoistycznych potrzebach posiadania dzieci nie mowie tylko w kontekscie homoseksualistow. Bardzo malo ludzi kocha dzieci tak jak ja to rozumiem i jak mowi o tym wspomniany Korczak czy Gibran. To rodzic sluzy dziecku a nie dzieckpo jest spelnieniem jego zycia. Zreszta identyczny wymiar ma Boze Narodzenie, rodzi sie Doskonalosc w ludzkim ciele ktora nalezy uznac za swieta. I rodzi sie codziennie nie tylko dwa tysiace lat temu. To ja sluze dziecku - to jest punkt wyjcia, to jego potrzeby sa najwazniejsze , ja jako dojrzaly i spelniony rodzic tylko mu pomagam stac sie doroslym i wypelnic swoja misje. Pieknie pisal o tym rowniez Desjardins ktory wspominal ze w w innych jezykach mowi sie "dwoje dziecio jest przy mnie" a nie "mam dwoje dzieci" tzn ze kto spowierzyl mi dwoje dzieci na pewien czas i tak naprawde one nie sa moje tylko Zycia, Boga itp. U nas dziecko jest zachcianka spelnieniem ambicji i co najgorsze jest to ubrane w piekne szatki rodzicielstwa i poswiecenia.
Pytanie o to czy homo zgodziliby sie tylko na odwiedzanie dziecka jest rozstrzygajace. Bo jesli chodzi im o danie dzieckiu szczescia i otoczenie je opiejaka to zgodza sie zrezygnowac z "posiadania" na rzecz moze wyzszych celow (zakladam ze ktos tam zdecydowal ze jednak lepiej jak zostanie w domu dziecka),. Ale oczywiscie to sie rozbija o sciane bo oni chca to dziecko "posiadac" i to jest potrzeba priorytetowa.
Zielona
Jako matka , która karmiła naturalnie swoje dziecko tuż po urodzeniu i przez blisko dwa lata później. Jako matka, która tuliła go i tuli kiedy budzi się w nocy z koszmarnego snu powiem Ci, że w ten sposób realziaję jego potrzeby, które może zrealizować tylko stała bliskość opiekuna. Nazywam go "moim syneczkiem" tak jak on nazywa mnie "moją mamunią" i nie jest to określnie prawa własności tylko więzi która nas łączy. Więź ta jest najpęknejszą i najszczerszą z więzi jakich człowiek doświadcza i kiedykolwiek doświadczy w swoim życiu o ile oparta jest na bezwarunkowej miłości rodzica do dziecka. Nigdy człowiek dorołsy nie jest już później w stanie doświadczyć miłości bezwarunkowej od drugiego dorosłego człowieka. Miłość bezwaryunkowa, do której każde dziecko powinno mieć prawo a my jako dorośli obowiązek by ją dwać jest dla małego człowiek największym kapitałem i potencjałem psychicznego zdrowia na przyszłą drogę przez zycie.
??
Tradycjonalistka
Ale ja nie mowie ze TY robisz cos zle!!!! Moze Twoje pobudki sa sluszne. Mowie o zjawisku. I przepraszam ale o Tym czy kochasz dziecko przekonasz sie pozniej nie w momencie gdy trzeba wstawac w nocy i karmic piersia ale w momencie gdy np ono Cie odrzuci powie Ci ze Cie nienawidzi, zerwie z Toba kontakt lub wybierze droge zyciowa obca Twoim przekonaniom.
Problem egoizmu w milosci jest zreszta identyczny w zwiazkach damsko - meskich. Mowimy kocham a tak naprawde mowimy potrzebuje Cie i nie ma to nic wspolnego z prawdziwa miloscia w ktorej chce sie uczynic szczesliwym druga osobe. Zadaje zawsze pytanie facetom co bys zrobil gdybym Cie zostawila dla innego, tak z dnia na dzien? Tylko raz w zyciu zdarzylo mi sie slyszec odpowiedz..pozwolilbym Ci odejsc bo najwazniejsze dla mnie zebys byla szczesliwa...
Wiec gdy slysze slowa milosc tolerancja i rodzicielstwo jestem bardzo bardzo zdystansowana bo wiem ze to w wiekszosci tylko marny slowotok ...
Zielona
Myślę, że testujesz ludzi założonymi a priori metodami co więcej jeśli coś nie jest zgodne z Twoim założeniem to odrzucasz to. Nie rozumiem jak możesz testować swoich mężczyzn, a czy Ty sama ich kochasz tak naprawdę ? Dlaczego wymagasz od niech takich delaracji ? Człowiek a szczególnie mężczyzna wyraża swoje emocje przez czyny lepiej niż słowa, Cóż dadzą Ci zatem takie puste deklaracje ? Mylisz się, że przez rozwiązywanie Twoich zagadek poznasz ludzka naturę. Ty budujesz wyłącznie mur z własnych projekcji i iiluzji, którego nie przebiją żadne rozsądne arumenty. Jeśli kochjąca matkę potrafisz odróznić od tej szczerze nie kochjącej po tym jak zachowa się w krtycznym okresie to moim zdaniem kolejny wyraz, że deprecjonujesz za łatwo ludzi a za mało im ufasz i zwyczajnie po ludzku za mało ludzi lubisz. Idąc Twoim tropem mogę powiedzieć, że motywy człowieka można wartościować dopiero po jego śmierci, kiedy jego czas się dokonał.
Pomyśl nad tym czy czasem nie krzywdzisz siebie samej tak wypaczając obraz relacji miedzyludzkich, szukając w nich podwjnego dna, żłych intencji.
Pozdrawiam i zyczę Ci większej otwartości na ludzi
??
Tradycjonalistka
Mezczyzni sa testowani w celu slusznym .
Chodzi o odroznienie tego co kocha" od "kocha" . Miłosnika koni od hodowcy. Hodowca dzikiemu koniowi uzde naklada, pielegnuje , po konkursach oprowadza i dumny jest z niego. Owsem najlepszym go karmi, holubi i piesci ale stajni opuszczac samemu nie zezwala. A prawdziwy milosnik tylko grzywe koniowi ukradkiem przeczesze i puszcza go na step i patrzy tylko przez lornetke jak mu grzywa pieknie na wietrze faluje. Moj dziadek byl milosnikiem koni i mi dzikie konie pokazal. Ty tego nie rozumiesz bo Ty zwierzatko hodowlane jestes . Ty glaskac lubisz i to milosc dla Ciebie oznacza. A dla mnie ona pod reke z wolnoscia idzie. Hodowca nie rozumie tego. On mi wprawdzie stajnie na zloto pomaluje i platki roz zamiast siana posypie i mi mowi ze to milosc jego. A ja na step musze.. A jak ide to on nie rozumie po co, zły jest i niepewny , bo dla niego nic tam nie bylo i nie ma...
Wiec wole go przetestowac wczesniej bo jesli to znowu taki co "kocha" a nie kocha i znowu mnie w zlotej stajni zamknie to ja znowu drzwi stratuje a i jego przy okazji .
Zielona

>Ty tego nie rozumiesz bo Ty zwierzatko hodowlane jestes . Ty glaskac lubisz i to milosc dla Ciebie oznacza.

A widzisz , tu się mylisz
Jestem jak dziki kot a nie domowe zwierzątko tyle, że u mnie prawo do WOLNOŚCI działa w obie strony. Wymagam w związku szanowania mojej wolności jako człowieka, ale też szanuję wolność tej drugiej strony Mam wrażenie, że Ty Dzika Klacz lubisz osiodłać swoje Ogiery sama nie chcąc być osiodłana

??
Tradycjonalistka
>??
To ze osiodlac go chce nie znaczy ze on sie da osiodlac . A poza tym jak on z wyprawy wraca to tak ładnie wiatrem pachnie ze wszystkie eau ida w odstawke...A osiodlany tak nie pachnie nigdy . Zauwazylas?
Zielona
Dla Ciebie Tradycjonalistko na koniec ( bo muszę zmykać na kilka dni z sieici) mam pewnien cytat :

If you love something, set it free.

If it comes back. it's your's

If it doesn't, it never was.

Bardzo lubię tę sentencję, ale nie pamiętam jej autora

??
Tradycjonalistka
Idąc twoim tokiem rozumowania, każde "posiadanie" dziecka jest dowodem egoizmu rodziców.
Nie rozumiesz mnie bo bierzesz pod uwage czynniki zewnetrzne a nie intencje. One sa najwazniejsze. Chce miec dziecko bo chce dac komus cos dobrego , chce pomoc drugiemu czlowiekowi stac sie szczesliwym.
Usprawiedliwiam kochanke macho, jesli ma takie intencje bedzie na pewno dobra matka...Nie ma rowniez znaczenia czy jest to zaplanowane w czasie . Chodzi o intencje o podrzednosc rodzica do dziecka, to ja jestem dla niego, jestem jego opiekunem adwokatem i obronca. Spelniam jego marzenia choc ich nie rozumiem. Pozwalam mu isc wlasna droge i pomagam mu w tym choc jego droga jest dla mnie obca. I w koncu pozwalam mu odejsc bo moim zadaniem bylo tylko pomoc mu stac sie samodzielnym doroslym. Przez chwile. Nie mam prawa nic za to oczekiwac, bo bycie rodzicem nie jest wymiana opieki za opieke , milosci za milosc, tu nie ma wyniku remisowego.
Jesli chce dobra dla dziecka, szczescia drugiego czlowieka to w obliczu niepewnosci jaka niesie za soba wychowaniew w zwiazku homo rezygnuje z wziecia go do domu i pomagam mu jak moge w inny sposob. Ale tak postapi tylko ktos kto KOCHA dziecko a nie poprzez dziecko realizuje egoistyczna potrzeba POSIADANIA dziecka. Dalej nie rozumiesz???
25-01-2005 16:58 
 Ocena 1 na 1
Walpurg (29 punktów)
>Idąc twoim tokiem rozumowania, każde "posiadanie" dziecka jest dowodem egoizmu rodziców.

Nie każde "posiadanie" jest, tylko może być

>Nie rozumiesz mnie bo bierzesz pod uwage czynniki zewnetrzne a nie intencje. One sa najwazniejsze. Chce miec dziecko bo chce dac komus cos dobrego , chce pomoc drugiemu czlowiekowi stac sie szczesliwym.

Ty chcesz dać komuś coś dobrego, a inni to na pewno egoiści? Twoim problemem jest megalomania. Wydaje ci się, że tylko ty potrafisz i chcesz dać miłość, a inni chcą tylko zabawki?

>Usprawiedliwiam kochanke macho, jesli ma takie intencje bedzie na pewno dobra matka...Nie ma rowniez znaczenia czy jest to zaplanowane w czasie . Chodzi o intencje o podrzednosc rodzica do dziecka, to ja jestem dla niego, jestem jego opiekunem adwokatem i obronca. Spelniam jego marzenia choc ich nie rozumiem. Pozwalam mu isc wlasna droge i pomagam mu w tym choc jego droga jest dla mnie obca.

A dlaczego znowu a priori zakładasz, że gej lub lesbijka nie może być adwokatem i obrońcą dziecka, że nie może spełniać jego marzeń, że nie może mu pomagać, że nie może go kochać?
Dlaczego twierdzisz, że para gejów/lesbijek NIE KOCHA, tylko REALIZUJE EGOISTYCZNĄ POTRZEBĘ? Jak na razie kilka razy powtórzyłaś tylko takie twierdzenie, ale BEZ argumentacji...
.

Aut liberi aut libri (Nietzsche)
Tradycjonalistka
>Dlaczego twierdzisz, że para gejów/lesbijek NIE KOCHA, tylko REALIZUJE EGOISTYCZNĄ POTRZEBĘ? Jak na razie kilka razy powtórzyłaś tylko takie twierdzenie, ale BEZ argumentacji...
>.
>Aut liberi aut libri (Nietzsche)

Moze nie mam racji przystojniaku (czuje przez kabelek ze jestes łąkomym kąskiem .
Ale rozumuje tak - skoro jestem homo i nikt do tej pory nie przeprowadzil kompleksowych badan jaki wplyw ma wychowanie dziecka przez homo na jego psychike wiec dla dobra dziecka na wszelkli wypadek rezygnuje z wziecia go do domu i daje mu milosc poprzez odwiedziny, spacery , spelnianie jego marzen, czulosc, itd. Bez koniecznosci eksperymentowania co bedzie jak bedzie z nami mieszkalo. Czy teraz jasne???
A tak a propos, jestem noga z łaciny. Co to znaczy to na dole?
25-01-2005 17:29 
 Ocena 1 na 1
Walpurg (29 punktów)
>Ale rozumuje tak - skoro jestem homo i nikt do tej pory nie przeprowadzil kompleksowych badan jaki wplyw ma wychowanie dziecka przez homo na jego psychike wiec dla dobra dziecka na wszelkli wypadek rezygnuje z wziecia go do domu?

Ale żadnych badań dotyczących ciebie też nie ma! I nikt nie wie, czy będziesz dobrą matką. A bardziej na poważnie: nikt nie domaga się jakoś badań dotyczących np. pijaków lub sadystów - czasami dziecko przed adopcją ochroni wywiad środowiskowy, ale czasem nie i wtedy tatusiem zostanie alkoholik, sadysta lub pedofil...

>A tak a propos, jestem noga z łaciny. Co to znaczy to na dole?

Nie uwierzysz: "Albo dzieci, albo książki"

Aut liberi aut libri (Nietzsche)
Gustaw
>Jesli chce dobra dla dziecka, szczescia drugiego czlowieka to w obliczu niepewnosci jaka >niesie za soba wychowaniew w zwiazku homo rezygnuje z wziecia go do domu i >pomagam mu jak moge w inny sposob. Ale tak postapi tylko ktos kto KOCHA dziecko a nie >poprzez dziecko realizuje egoistyczna potrzeba POSIADANIA dziecka. Dalej nie zumiesz???

Znakomite!!! Trafione w sedno. Dziękuję, że to napisałaś. Jesteś osobą, która potrafi odróżnić egoizm od miłości. Wykazać to, że dziecko to nie jest przedmiot, lalka do czesania na której typowy fryzjer będzie trenował fryzury dziecięce. Mam nadzieję, że inni zrozumieją.
Tradycjonalistka
A poza tym życie to nie seks. Ile % w ciągu dnia zajmuje człowiekowi seks?

Oj duzo duzo mraaaaauuuuuuu
25-01-2005 17:15 
 Ocena 1 na 1
Walpurg (29 punktów)
>A poza tym życie to nie seks. Ile % w ciągu dnia zajmuje człowiekowi seks?
>Oj duzo duzo mraaaaauuuuuuu

A mówią, że geje to "maszynki do seksu...
Aut liberi aut libri (Nietzsche)
Teresa
> A wiec postawa wobec tego rodzaju milosci jest warunkowana spolecznie. Jesli natomiast chodzi o przyczyne samego homoseksualismu, to jego wystepowanie wsrod zwierzat (np. szczury - 4%) sugeruje naturalne, nie kulturowe podstawy.

Takie argumenty ze świata zwierząt to już kompletnie nie trafiają mi do przekonania. Np. pies chodzi na go po ulicy i robi to z każdym innym psem, który mu się podoba, a PRZECIEŻ ludzie tak nie robią! Ale może własnie powinni skoro takie zachowania są (naturalne) w świecie zwierząt????
Adamko
Droga Tradycjonalistko !!!!

Musze Cie zmartwic, wcale nie musisz sie mna martwic a juz napewno nie musisz mnie zalowac. Doskonale sie czuje z tym ze jestem homoseksualista, tak samo doskonale jak czuje sie z tym ze mam niebieskie oczy, numer buta 42 i ladne biale zeby. Oczywiscie w waszym odczuciu powinnismy udawac, powinnismy zalozyc soczewki zmieniajace nasz kolor oczu, chodzic w zaciasnych butach i malo sie smiac, by nie pokazac ze dbalismy o kielki jak bylismy mali. To wszystko mozemy robic, ale po co... i wlasciwie jakim prawem ktos nazuca nam co jest ladne a co nie jest, co jest norma a co jest odlegle. Mowisz ze masz odruchy wymiotne jak widzisz calujaca sie pare mm lub kk i jak bardzo bym sie staral ja mam podobne odczucia do pra mieszanych. Tylko pomiedzy nami jest mala roznica, ja ich nie oceniam i nie probuje ich zmieniac, ja nie szukam w nich podobienstwa do mnie samego i nie probuje oceniac tego w sferze spolecznej. Przypominam ci ze "biali" mieli odruchy wymiotne w stosunku do czarnych... i niestety tylko cynicy probowali by "upodobnic" cih do siebie.... Pozdrawiam i co mam zyczyc.... moze lepszego samopoczucie jak zobaczysz kolejna calujaca sie pare homoseksualna...
Tradycjonalistka
Hmmm nie bede udawac ze mam inne uczucia niz mam, seks pary homo napawa mnie wtstretem ale moze nie powinnam rzeczywscie o tym mowic bo to moze byc dla kogos niemile wiec przepraszam. A co do rasizmu to doskonale rozumiem te niechec do Murzynow i ona nie wynikala wcale z koloru ich skory ale z tego ze smierdzieli , byli chamscy i prostaccy. Na pewno zdarzal sie Murzyn na poziomie ale niestety wleczemy za soba grzechy wiekszosci. Ja rowniez odczulam to dotkliwie bo za granica traktowana mnie jak potencjalna zlodziejke i dzikuske. Jest to jednak dla mnie oczywiste i nie buntuje sie przeciwko temu tylko wlasnym zachowaniem udowadniam ze ja jestem inna. I niestety z rasizmu pojetego jako pewien rodzaj ostroznosci wynikajacej z tego ze dana osoba zostala wychowana w kulturze o watpliwych wartosciach nie mam zamiaru sie leczyc. Cygan zawsze bedzie dla mnie potencjalnym oszustem, bo tak wyglada filozofia zycia tych ludzi. I naprawde smieszne sa te hasla antyrasistowskie, bo nie o rasizm tu chodzi ale o filozfie zyciai wartosci ktora ta rasa wypracowala.
Anna Słota
> I niestety z rasizmu pojetego jako pewien rodzaj ostroznosci wynikajacej z tego ze dana osoba zostala wychowana w kulturze o watpliwych wartosciach nie mam zamiaru sie leczyc.

niestety dajesz bardzo negatywny obraz swojej kultury, obraziłaś swoimi występami na tym forum tak wielu ludzi, że powinnaś juz skończyć, wiem ze najtrudniej sobie uświadomić swoją chorobę, dlatego jedyne o co chcę Ciebie prosić, to: zacznij czytać i analizować.
Tradycjonalistka
>> I niestety z rasizmu pojetego jako pewien rodzaj ostroznosci wynikajacej z tego ze dana osoba zostala wychowana w kulturze o watpliwych wartosciach nie mam zamiaru sie leczyc.
>niestety dajesz bardzo negatywny obraz swojej kultury, obraziłaś swoimi występami na tym forum tak wielu ludzi, że powinnaś juz skończyć, wiem ze najtrudniej sobie uświadomić swoją chorobę, dlatego jedyne o co chcę Ciebie prosić, to: zacznij czytać i analizować.
Forum jest po to zeby mowic co sie chce. A jesli ktos sie obraza za prawde to trudno. Smiac mi sie chce troche , bo przyklad Twojej "tolerancji" mialam w pracy. Na hali pracowalo dwudziestu pieciu moich pracownikow sami faceci, jeden z nich niestety nie lubil wody i mydelka. I zaczal sie problem, bo Kazia nie wolno obrazac (istota ludzka o wysokich moraliach tak nie robi) a smrodek sie unosi i reszta umiera w chmurce odoru. Zaczelismy myslec. No jak tu cholera Kazia nie urazic, w koncu tolerancja i takie tam...Pomyslow bylo sporo , wszystkie zabawne ale zaden nie przelamal granicy tolerancji i nieurazenia Kazia.
I wiesz jak sie skonczylo? Jeden nie wytrzymal wstal i ryknal (pewnie uznasz go za chama tak jak w domysle mnie) Kazek zacznij sie k...myc, I Kaziu splonal ale zaczal sie myc.
Wiec ja rowniez nie bede falszywie tolerancyjna i niestety wiekszosc Cyganow to oszusci, wiekszosc Polakow smierdzi ( jak nie wierzysz to sie przejedz w lecie autobusem komunikacji miejskiej) , a wiekszosc Niemcow lubi porzadek itd itp. I to nie sa zadne rasistowskie hasła tylko fakty. Ocxzywiscie nie wykluczam ze przed chwila poznany Cygan jest uczciwym i prawym czlowiekiem w ktorym moze sie nawet zakocham ale niestety RACJONALNIE dedukuje ze jak juz pieciu mnie oszukalo to ten tez moze to zrobic , wiec jestem ostrozna. A jak tego nie rozumiesz to zapros cyganke na kawke i oddal sie na godzine do kuchni.
Trzeba umiec odroznic tolerancje od pustoslowia i walenia w beben.
I pamietaj o jednym - Pycha najczesciej przybiera postac ...cnoty.
25-01-2005 15:45 
 Ocena 1 na 1
leo_z (935 punktów)

>(...)Trzeba umiec odroznic tolerancje od pustoslowia i walenia w beben.
W tym co teraz napisałaś jest wiele smutnej prawdy. Obruszamy się nad wyraz gdy tylko próbuje się nas odzierać z ułudy bycia "dobrym". Pokazujesz, że jednorożce nie istnieją. Niektórym trudno się z tym pogodzić.

pozdrawiam
Anna Słota
> I wiesz jak sie skonczylo? Jeden nie wytrzymal wstal i ryknal (pewnie uznasz go za chama tak jak w domysle mnie) Kazek zacznij sie k...myc, I Kaziu splonal ale zaczal sie myc.

Ja w takim przypadku miałam na tyle odwagi, że powiedziałam to człowiekowi w cztery oczy bez robienia scen, fakt był na mnie obrażony przez jakiś tydzień, ale od tej pory jest zawsze pachnący i ma codziennie swieżą koszulę. A ja mam satysfakcję ze nie odarłam go z godności, no ale to przecież według Ciebie zwykła pycha, prawda?
Trzeba też mieć troche wyrozumiałości i nie pogardzać ludzmi wracającymi z pracy w upalny dzień, bo nie każdy zakład pracy ma prysznice, tylko spróbować znaleźć sobie przewiewne miejsce i mieć nadzieje ze następny dzień bedzie chłodniejszy (nie napisałaś ze czujesz smród w autobusach przez cały rok). Bo jeśli oni wydzielają nieprzyjemny zapach, to może Ty także, tylko siebie nie czujesz?
Z Twoich słów wynika także, że nieprzyjemny zapach przepoconego ciała, czy skłonnośc do oszukiwania nie jest wyłaczną właściowością pewnej konkretnej grupy ludzi o wspólnym rodowodzie, czy ciemniejszym kolorze skóry. Oszustów i notorycznych śmierdzieli można spotkać wszędzie dlatego mówiąc "Polacy (czy jakakolwiek inna grupa) śmierdzą" - generalizujesz i obrażasz tych spośród nas, którzy dbaja zarówno o higienę ciała jak i jamy ustnej i także są Polakami
Tradycjonalistka
Ja w takim przypadku miałam na tyle odwagi
Twoj list jest sliczny slodki i na km pachnie dobrocia. Jak zabijas zkomara to tez mu mowisz "Pardon mon ami?"
Anna Słota
>Twoj list jest sliczny slodki i na km pachnie dobrocia. Jak zabijas zkomara to tez mu mowisz "Pardon mon ami?"
nie, bo potrafię odróżnić człowieka od komara
Tradycjonalistka
Dzikich ludzi nigdy nie widzialas to i Ci sie wydaje ze tolerancyjna byc potrafisz i wszystkich kochasz...Pod kloszem zyjesz a zlo w telewizji tylko widzisz... Jakby Ci dziecko porwali i z glodu zjedli to by Ci ta lukrowna dobroc szybko przeszla i po imieniu bys wszystko nazywac zaczela....
Anna Słota
>Dzikich ludzi nigdy nie widzialas to i Ci sie wydaje ze tolerancyjna byc potrafisz i wszystkich kochasz...Pod kloszem zyjesz a zlo w telewizji tylko widzisz... Jakby Ci dziecko porwali i z glodu zjedli to by Ci ta lukrowna dobroc szybko przeszla i po imieniu bys wszystko nazywac zaczela....
>
po tych kilku słowach, które zamieniłyśmy ciągle jeszcze nic o mnie nie wiesz, nie wiesz jakie są moje doświadczenia życiowe, dlatego nie możesz przewidziec jak zachowam się w tej czy innej sytuacji, bo tego sama nie wiem
Zielona

>>po tych kilku słowach, które zamieniłyśmy ciągle jeszcze nic o mnie nie wiesz, nie wiesz jakie są moje doświadczenia życiowe, dlatego nie możesz przewidziec jak zachowam się w tej czy innej sytuacji, bo tego sama nie wiem

Zainteresowała mnie wymian zdań miedzy Wami, więc ją śledzę.
Chciałabym dodać, że istnieją teorie, które sugerują, że zachowanie człowieka bardziej jest funkcją sytuacji niż osobowości. Myślę Anno, że fajnie właśnie o tym napisałaś
??
Anna Słota
>Zainteresowała mnie wymian zdań miedzy Wami, więc ją śledzę.
>Chciałabym dodać, że istnieją teorie, które sugerują, że zachowanie człowieka bardziej jest funkcją sytuacji niż osobowości. Myślę Anno, że fajnie właśnie o tym napisałaś
>??

"Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono" ...?

z któregoś postu powyżej dowiedziałam się, ze znikasz na jakiś czas, mam nadzieje, ze wrócisz, bo Twój głos jest potrzebny
Tradycjonalistka
Nie rozumiesz o czym mowie...O dobroci lukrowanej. O dowodcach na polu walki nigdy nie bywajacych. O teoretykach piszacych prace o smaku owocu ktorego nigdy nie jedli...
O tolerancji piszesz tak naiwnie...Dobrotliwie...Litosciwie...Wstrętnie....Bleeeeeeeeeee
Anna Słota
> Wstrętnie....Bleeeeeeeeeee
skoro wszystko dookoła Ciebie brzydzi, to może warto zastanowić się czy przypadkiem nie brzydzisz się sama sobą
Tradycjonalistka
>skoro wszystko dookoła Ciebie brzydzi, to może warto zastanowić się czy przypadkiem nie brzydzisz się sama sobą
A kto powiedzial ze wszyscy mnie brzydza? Lubie ladnych panow az za bardzo . Mrrrrrrau
06-02-2005 22:02 
 Ocena 1 na 1
Madian Dawid (2 punktów)
Tradycjonalistko, mam jedno małe pytanko. Czemu robisz odniesienia do sfery seksualnej, w ilości, która nie umknęła mojej uwadze? Choć powinna.
Rithy
>Cygan zawsze bedzie dla mnie potencjalnym oszustem, bo tak wyglada filozofia zycia tych ludzi.
Polka tradycjonalistka bedzie dla mnie zawsze tylko potencjalną zlodziejką samochodów, bo filozofia zycia Polakow wyglada tak, zeby tylko ukraśc i upic się.

Tradycjonalistko Twoja świadomośc przesiąknięta jest negatywnymi uprzedzeniami, stereotypami i falszywymi mitami. Istnieja także negatywne mity na temat grup do ktorych Ty nalezysz. Czy milo Ci, jesli sie je upowszechnia, a zwlaszcza odnosi do Ciebie. Moze Tobie to nie przeszkadza (tak piszesz). Ale nie wymagaj, aby każdy sie godzil na ponizanie go tylko ze wzgledu na mity odnoszace sie do grupy, do ktorej nalezy.

Co do Twojego watku "dwoch panow, trzech, czterech i pieska" to odpowiem, ze granice tolerancji i legalizacji leza tak daleko, jak leza autentyczne potrzeby spoleczne. Sa spoleczenstwa poligamiczne i jezeli nasze spoleczenstwo w drodze ewolucji model ten by przybralo, to nie widze powodu, aby to hamowac. Na razie sie na to nie zapowiada. Jesli sie na to zapowie, to trzeba to rozwazyc jako osobne zagadnienie, niezalezne od kwestii zwiazkow partnerskich, bo pilogamia moze byc zarowno homo-jak i heteroseksualna, jak i mieszana.

Co do pieska, to mylisz tu pewne pojecia: zwiazek z pieskiem mozna stworzyc wiażąc sie wiezem wlasnosci, natomiast zwiazek malzenski jest - wbrew temu czego sie obawiasz - nieadekwatny do natury zwiazku czlowieka i zwierzecia. Zwierze nie ma zdolnosci prawnej, nie moze wiec zlozyc oswiadczenia woli. Zwierze nie jest podmiotem praw majatkowych, wiec nie moze tworzyc z czlowiekiem wspolnoty majatkowej. Zwierze ma jedynie pewne prawa analogiczne do praw osobistych czlowieka (jeszcze do niedawna ich nie mialo - co oznacza, ze nasza swiadomosc wzgledem rowniez zwierzat sie zmienia). Twoje obawy dotyczace "pieska" sa po prostu absurdalne i wynikają albo z totalnej ignorancji albo ze zlej woli.
Tradycjonalistka
Owszem takie bylo zdanie o Polakach ale teraz sie to polepsza ja sie zajmuje posrednictwem pracy wiec wiem. W Anglii Polak pracownik to wspanialy pracownik a polskie Au pair sa najbardziej cenione w calej Europie, bo sa pracowite i kochane jak zadne. Jak spotkam Cyganow na budowach w urzedach w ogole w pracy a nie wrozacych i wyludzajacych kase to chetnie zmienie zdanie na temat ich filozofii zycia.
A argument z prawem wlasnosci i osoba fizyczna jest glupi, płaski i nie ma nic wspolnego z moralnoscia o ktorej mowie. Szkoda czasu na gadanie.papa
23-01-2005 00:54 
 Ocena 1 na 1
gooa (746 punktów)

>. Mezczyzni jestescie cudowni!. Boze dzieki za nich!
Tak, wy homoseksualisci !
Moim zdaniem, to wspaniali ludzie, szkoda,ze wszycy faceci nie sa tacy jak homo, nie bedac homo...
Jezeli chodzi o rodzine, wychowanie dziecka w zwiazku homoseksualistow, jestem raczej sceptyczna, chocby dlatego, ze w absolucie prowadzi to do wyginiecia gatunku ludzkiego.
PTRqwerty
>
>. Mezczyzni jestescie cudowni!. Boze dzieki za nich!
>Tak, wy homoseksualisci !
>Moim zdaniem, to wspaniali ludzie, szkoda,ze wszycy faceci nie sa tacy jak homo, nie bedac homo...
>Jezeli chodzi o rodzine, wychowanie dziecka w zwiazku homoseksualistow, jestem raczej sceptyczna, chocby dlatego, ze w absolucie prowadzi to do wyginiecia gatunku ludzkiego.
Nie, nie prowadzi. Dziecko nie jest hetero, bo wychowuje je para hetero. Ponadto dziecko nie będzie homo tylko dlatego, że wychowa je homo.
Natomiast dziecko w rodzinie stale się uczy. Stale obserwuje jak traktuje tatuś mamusię, a jak mamusia tatusia. Jakie są relacje między nimi. Potem się na tym wzoruje. Ten wzorzec nie zawsze jest dobry - wyobraźmy sobie stereotyp, że tatuś to wredny typ, który bije mamusię. Mimo, że dziecko tego nie akceptuje, często wzorzec będzie ponawiany w jego rodzinie.
A konkretnie jaki wzorzec dostaje dziecko prawdopodobnie heteroseksualne w rodzinie homoseksualnej??
Mariusz Agnosiewicz
>Nie ma wpływu wychowanie

Może nie tyle nie ma wpływu, co ma niewielki wpływ

>Ja ten problem widzę jakoś w ten sposób. Wyobraźmy sobie dziecko, które się urodziło w centralnym Tybecie. Wyobraźmy sobie dwa warianty. W pierwszym dajemy te dziecko do wychowania małżeństwu z Tybetu, a w drugim wariancie dajemy te dziecko do wychowania liberalnemu małżeństwu w Grecji. I to ma nie mieć żadnego wpływu, tak?

Popełniasz dwa zasadnicze błędy. Pierwszy: Odwołujesz się co wpływu kulturowego a nie osobowościowego. Ten przykład powie nam, dlaczego dziecko A będzie mówiło językiem chińskim, dlaczego będzie prawdopodobnie wyznawać buddyzm i zachowywać się podobnie jak ludzie w kulturze tybetańskiej, ale nie powie nam czy i w jakim zakresie dziecko to przejmie jakieś wzorce osobowe od rodziców, w jakim zakresie to oni ukształtują jego osobowość, charakter, a w jakim geny i rówieśnicze środowiska tybetańskie. Twój drugi błąd polega na tym, że wpływ ten chcesz ocenić "po uważaniu". Nie odwołujesz się do żadnych badań przeprowadzonych na podstawie jakiejś dobrze opracowanej metodologii, lecz piszesz to co Ci się wydaje.

Ja natomiast mogę napisać coś na ten temat na podstawie badań naukowych. Mogę do tego podejść kwestionując ten wpływ "wzorców" jaki stanowił Twój sztandarowy argument, ale nie mogę do tego podejść od strony pozytywnej, czyli wykazując jaki wpływ i skutki społeczne miałoby dozwolenie adopcji dla par homoseksualnych. Na to trzeba jeszcze trochę zaczekać. Powiesz może, że niemoralnie jest w ogóle podejmować taki eksperyment. Ale ludzkość cały czas różnorodnie eksperymentuje z różnymi rozwiązaniami społeczno-politycznymi. Tacy ludzie jak Ty w XIX w. mówili, że lepiej stanąć po stronie umiarkowania i rozsądku i nie dawać praw wyborczych i społecznych kobietom, bo .... itd. To był też niebezpieczny eksperyment społeczny, który miał swego czasu miejsce. Warto też pamiętać, że system pedagogiczny w starożytnej Grecji związany był dość silnie z podtekstem homoseksualnym. I to funkcjonowało. Odsyłam do literatury. Nikt też nie postuluje tego, aby zamieniać tradycyjny typ rodzinny jakimś nowym, lecz chodzi o ewentualne umożliwienie rozszerzenia aktualnych stosunków i objęcia określonymi prawami pary homo. Oni stanowią parę proc. społeczeństwa, a jaki procent z nich w ogóle chciałby adopcji? Pewnie mniejszość, nawet w sprzyjających warunkach, ale nie można z góry wykluczać możliwości, że to byłby eksperyment szkodliwy społecznie.

Dziecko potrzebuje ciepła, zainteresowania i opieki. Wiele par homo może spełnić lepiej te wymagania niż pary hetero. A jeśli wyeliminujemy domniemane przejmowanie wzorców i charakteru od rodziców, to chyba tylko uprzedzenia mogą być jakąś przeszkodą.

Nie chciałem z Tobą rozmawiać, bo ja w drugiej mojej wypowiedzi na ten temat podałem (przez odesłanie) argument dyskwalifikujący Twój główny argument, na co Ty mi mówisz, że w moich wypowiedziach nie ma merytorycznych treści (co jak papuga powtórzył Orcio, znany tytan apologetyki...). Otóż ja swoją opinię odnośnie wpływu rodziców na wychowanie dziecka opieram na pracy Judith Rich Harris. Jest to dzieło niezwykłe, tak jak sama autorka. Kilka słów na ten temat.

Pani Harris związana jest z psychologią rozwoju i wychowania, ale w sposób bardzo specyficzny. W młodości zablokowano jej karierę naukową i nie mogła zrobić nawet doktoratu. Urodziła dwie córki i zajęła się psychologią "poza akademią". Oczywiście jej praca nad tym odpowiadała standardom naukowym, nie bazowała li tylko na własnych doświadczeniach wychowawczych. Pozostawanie poza "establishmentem" okazało się w tym akurat przypadku atutem, jej praca była po części zmianą paradygmatu w tej działce. Pisze, że nie miała okazji zostać indoktrynowana dogmatami tradycyjnej psychologii wychowania (bazującej w poważnej mierze na Freudzie i behawiorystach), co pozwoliło jej na niezmącone przyjrzenie się wielu kwestiom na nowo. Po wielu latach samodzielnej pracy, wspierana materiałami przez pojedynczych "akademików", udało jej się zaprezentować swoją teorię rozwoju dziecka w najbardziej prestiżowym czasopiśmie psychologicznym ("Psychological Review"). Została w końcu uhonorowana za tę pracę nagrodą najbardziej szacownego gremium w tej dziedzinie - Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego (APA). Ten uhonorowany nowatorski artykuł zaczynał się następująco:
"Czy rodzice wywierają jakiś istotny, długotrwały wpływ na rozwój osobowości swojego dziecka? Niniejszy artykuł poddaje analizie ten problem i zawiera konkluzję, że odpowiedź jest negatywna."
Teoria ta została dopracowana i rozbudowana w tłumaczonej także na polski obszernej książce: "Geny czy wychowanie czyli co wyrośnie z naszych dzieci". Jak pisze we wstępie celem książki jest: a) pozbawienie czytelnika pewności, że osobowość dziecka, to co nazywamy jego charakterem, zostaje uformowane przez jego rodziców; b) przedstawienie czytelnikowi alternatywnego poglądu na sposób kształtowania się osobowości dziecka.
agnostyk
O tej teorii pracującej samodzielnie we własnym domu matki-naukowca tak pisał Steven Pinker, obsypany licznymi nagrodami profesor psychologii i jeden z guru neuroscience (dyrektor Center for Cognitive Neuroscience w słynnym MIT):

"W 1995 r. ukazał się w Psychological Review artykuł, który na zawsze zmienił mój pogląd na dzieciństwo i na dzieci. Jak większość psychologów, byłem przekonany o stosunkowo dużej roli skłonności dziedzicznych i rodzicielskiego wychowania. Wszyscy uważaliśmy, że to co nie pochodzi z genów, musi pochodzić od rodziców. I oto pojawia się artykuł niejakiej J.R. Harris, osoby najwidoczniej niezwiązanej z żadnym uniwersytetem, która twierdzi, że rodzice wcale nie mają zbyt dużego wpływu na swoje dzieci. Poza genami liczy się tylko grupa rówieśnicza. Brzmiało to dziwacznie, ale Judith Harris przypomniała mi o pewnych faktach, w których prawdziwość nigdy nie wątpiłem, ale które umieściłem w owym mało używanym folderze, utworzony specjalnie po to, żeby w nim przechowywać prawdy niepodważalne, ale nie pasujące do moich przekonań. (...)
Podstawowa teza tej książki, że w kształtowaniu się osobowości dorosłego liczą się geny, liczą się rówieśnicy, a nie liczą się rodzice - stwarza zupełnie nową sytuację i każe się zastanowić nad najważniejszymi problemami dotyczącymi dzieci i rodziców. Podważa ona standardowy model dziecka jako zespołu odruchów i nie zapisanej kory mózgowej, oczekującej na zaprogramowanie przez łaskawych rodziców (...)
Natura z cała pewnością nie wyznaczyła dzieciom roli plastelinowych figurek w rękach rodziców. Równie fałszywe jest przekonanie, że bliski związek dziecka z matką tworzy wzór jego przyszłych stosunków ze światem - jeszcze jeden dogmat obalony w tej książce. (...)
'Geny czy wychowanie' to naprawdę wyjątkowa książka. (...) Można w niej również znaleźć druzgocącą krytykę metodologiczną większości badań nad rozwojem dziecka (...)
To, że byłem jednym z pierwszych czytelników tej poruszającej książki uważam za przełomowy punkt mojej kariery psychologa. Rzadko spotyka się pracę, która jest tak naukowa, tak rewolucyjna i tak wnikliwa, a jednocześnie tak cudownie jasna i pełna humoru (...) Sądzę, że stanie się ona jednym z punktów zwrotnych w historii psychologii"

Powyżej przedstawiłem mniej więcej o czym jest ta książka. Na marginesie też polecam przetłumaczoną przez znaną czytelnikom Racjonalisty Małgorzatę Koraszewską monumentalną książkę prof. Pinkera - "Jak działa umysł" (656 stron, Książka i Wiedza, 2002)

Jeśli ktoś jest zainteresowany tą kwestią, to szczegółową prezentację i udowodnienie powyższych tez, z odwołaniem do naukowej literatury i rzetelnych badań, można znaleźć na niemal pół tysiącu stron wspomnianej książki. Osoby, które ją przeczytają, upewnią się czy jest to ideologiczny bełkot czy rzetelna praca naukowa. Judith wykazuje, że ideologia jest jej obca, np. sama podważa niektóre twierdzenia ideologicznego feminizmu. Ona nie ustala jak powinno być, ale jak jest naprawdę.

>Zastanawiam się skąd tyle ceregieli w procesie adopcyjnym. Po co się bada ewentualnych
przyszłych rodziców. Przecież rozsądniej robić prognozy w jakim środowisku te dzieci będą
dorastać.

To się także robi. Są jednak dwa 'ale': Proces adopcyjny jest utrudniony przez wadliwe prawo rodzinne i bardzo utrudniony proces pozbawiania praw rodzicielskich "oryginalnych" rodziców. Drugie ale: w dominującej psychologii rozwoju wciąż dominują dogmaty klasycznej psychologii, bo teoria Harris przebija się wolno, tak jak ogólnie nowoczesne paradygmaty w psychologii i w pedagogice. Przecie teoria Harris jest generalnie bardzo trudno akceptowalna przez samych rodziców, którzy wolą wierzyć, że sobie ulepią dzieci jak figurki plastelinkowe. Oczywiście rodzice mogą skrzywdzić dziecko psychicznie, np. wykorzystując je seksualnie, ale nie mają większego lub zgoła żadnego wpływu na Twoje domniemane indukowanie wzorców zachowań.

>Powołujesz się więc na osoby, które stwierdzają, że kultura w której żyją utraciła zdolność wychowywania własnych dzieci - gdyż jak twierdzisz "współcześni" naukowcy twierdzą, że współcześni rodzice mają wpływ na dzieci w znikomym stopniu. Na tym chcesz budować argumentację, że skoro tak, to nie ma znaczenia co mogą przekazać rodzice homoseksualni adoptowanym dzieciom.

Nie rozumiesz. Chodzi o to, że mogą im przekazać ciepło, miłość, opiekę, nauczanie, oparcie, itd. Ale nie mogą ich zasadniczo "zarazić" złymi wzorcami męsko-żeńskimi, bo te wynikają z jego uwarunkowań genetycznych oraz z grup rówieśniczych.

>Staje się więc nieistotne cóż mają rodzice do powiedzenia.

Książka Harris nie sprowadza roli rodziców do zera! Absolutnie. Ich rola jest naprawdę doniosła, tylko powinni zrozumieć, jaka ona jest naprawdę. Ładnie ujął to poetycko Kahil Gibran:

"Dzieci nie są waszą własnością,
Są synami i córkami samej mocy Życia,
Jesteście ich rodzicami, ale nie stworzycielami,
I chociaż mieszkają z wami do was nie należą.
Możecie dać im swoją miłość, lecz nie wasze idee,
Ponieważ one mają własne idee.
Możecie dać dom ich ciałom, ale nie ich duszom,
Ponieważ ich dusze mieszkają w domu przyszłości,
Którego wy nie możecie odwiedzić nawet we śnie
Możecie się wysilać, by stać się takimi jak one,
Lecz nie możecie żądać, by one upodobniły się do was,
Albowiem życie nigdy się nie cofa
Ani nie zatrzymuje się na dniu wczorajszym"
Mariusz Agnosiewicz
>Czy taka kultura w ogóle ma szansę utrzymania się? To przecież tylko stałe zmiany. Kultura nie mająca szans przekazać siebie swym dzieciom.

Postęp polega na tym, że dzieci postępują inaczej niż ich rodzice A mówiąc serio: Twoje argumenty są dotknięte tak poważnymi wadami metodologicznymi, że są one jednym mętlikiem argumentopodobnych tez. Znów mieszasz kulturę z cechami osobowościowymi.

Mam nadzieję, że jesteś usatysfakcjonowany tą odpowiedzią, na którą jednak się zdecydowałem wbrew swojej niechęci i wcześniejszej zapowiedzi, i wyzbyłeś się podejrzeń, że jeśli nie odpowiadam na Twoje czy Orcia wypowiedzi, to znaczy, że dlatego, iż nie mam co powiedzieć. Nie odpowiadam bo na ogół jak zacznę jakąś polemikę, to muszę zbyt obszernie wyjaśniać potknięcia w Waszych wypowiedziach, które je dyskwalifikują. Nie mam czasu na formułowanie takich wypowiedzi jak powyższa...

I przez nią nie dodam dziś nowych tekstów. Znów się nazbierało ponad 6 nowych, a ja straciłem czas na mozolne wyjaśnianie Wam, że już powyżej zaprezentowałem argument przeciw Waszym tezom, który je dyskwalifikuje, lecz Wam obu nie udało się go dostrzec, do czasu jak nie wyłuszczyłem kwestii w sposób łopatologiczny.
Mariusz AgnosiewiczOdp: Homoseksualne rodziny - ERRATA
Napisałem:

>Ten przykład powie nam, dlaczego dziecko A będzie mówiło językiem chińskim

Zasugerowałem się urzędowym językiem. Chodzić powinno raczej o język tybetański. Ale tam zazębianie się tych języków jest kwestią dość skomplikowaną.
TeresaOdp: Homoseksualne rodziny
>1) Homoseksualizm NIE jest patologią (chorobą)

To, co ja napiszę, to dopiero spotka się z naganą.
Wiadomo, że nie mogę poprzeć ani takich zachowań, ani takich małżeństw przy jak największym szacunku dla osób, których to w jakikolwiek sposób dotyczy.
Dlaczego?
No, bo co z komplementarnością płci?? To już nie ma żadnego znaczenia??
Osoby tej samej płci nie są w stosunku do siebie komplementarne fizycznie. Kompletnie do siebie nie pasują.
Z tego względu praktykowanie homo czy les nie jest dobre dla tej osoby, która się temu oddaje .
W każdym bądź razie brak poparcia dla takich zachowań wynika z troski o dobro osoby, a nie z chęci jej potępienia.
Mariusz Agnosiewicz
>To, co ja napiszę, to dopiero spotka się z naganą

Raczej z polemiką

>No, bo co z komplementarnością płci?? To już nie ma żadnego znaczenia??

>Osoby tej samej płci nie są w stosunku do siebie komplementarne fizycznie

Ale to bardzo redukcjonistyczna komplementarność - anatomiczna. Czyli dla Ciebie argumentem jest to, że po prostu "siusiak" pasuje do odpowiedniej "dziurki", czyli po tej linii biegną Twoje argumenty?
Ale fizycznie kobieta jako taka nie jest też predysponowana do zawodów męskich, jak choćby żołnierz, a jednak niektóre kobiety chcą to robić.
Nasza anatomia nie jest wcieleniem racjonalnego ideału, jakiego należałoby oczekiwać, gdyż ją zaprojektował jakiś inteligentny kreator, np. po co mi są pozostałości piersi, po co nam kość ogonowa?
Jeśli na sprawę spojrzysz nieco szerzej niż siusiak-dziurka to dostrzeżesz, że organizm geja jest zbudowany "niekomplementarnie" do łączenia się z organizmem przeciwnej płci, bo pomimo pozornej oceny, że części wystające pasują do części wklęsłych, to niewidoczne elementy jego organizmu, jak mózg ukształtowany np. poprzez hormony, powodują, że część wystająca nigdy nie będzie w stanie odpowiedniego ukrwienia (zwanego wzwodem), aby zaszła komplementarność KiM (tzn. mówiąc precyzyjnie, jeśli to będzie np. gej lokujący się na skali Kinsey'a na pozycji VI, bo osoba przejawiająca skłonności homoseksualne z pozycji np. IV mogłaby chyba w pewnych warunkach podniecać się atrakcyjnym osobnikiem zarówno jednej jak i drugiej płci)
Może Ci się wydaje, że seks to tylko sprawy związane z siusiakiem i dziurką, ale to PRZEDE WSZYSTKIM mózg. Tymczasem mózg geja nie jest bynajmniej ukształtowany "komplementarnie" z kobietą, lecz właśnie z mężczyzną.

Równie wątpliwa jest ta "komplementarność" oceniając pod względem psychicznym. Kiedyś jeszcze, jak byłem młodszy i nieco głupszy napisałem na takiej jednej stronce, która się zwała Kobietologia, a co ma pewien sens:
"Może i w życiu seks nie jest najważniejszą sprawa. Może. Ale w związku zwanym miłością dwojga ludzi - generalnie jest (oczywiście pomijam wyjątki, które zawsze towarzyszą regułom). Nie jest żadnym dodatkiem, ale jego istotą. Racja dla której łączymy się z kobietami, a nie z mężczyznami (tylko proszę, darujecie sobie posądzenia o homoseksualizm). Przecież takie związki teoretycznie byłyby lepsze - kobieta lepiej rozumie kobietę, mężczyzna - mężczyznę. Ale nie, natura wyryła w naszych główkach nakaz łączenia się w związki niedoskonale duchowo, ale pasujące cieleśnie."
Por. słynne: Mężczyźni są z Marsa, kobiety są z Wenus.
Nie twierdzę oczywiście, że mężczyzna nie może znaleźć bratniej duszy w kobiecie, że związki KiM skazane są na więź wyłącznie "łóżko+dzieci+prowadzenie wspólnego gospodarstwa domowego", ale niewątpliwie trudniej jest znaleźć mężczyźnie przyjaciela i partnera w pasjach i upodobaniach w kobiecie niż w mężczyźnie. I vice versa. Zawsze fascynowały mnie takie pary KiM, w których te dwa "gatunki" ludzkie połączone są wspólnymi pasjami i prawdziwą przyjaźnią, a nie tylko zwykłą prozą życia (np. Heloiza i Abelard; Carl Sagan i Druyan, pisałem trochę o ich związku: www.racjonalista.pl/kk.php/s,2252 ). Ale to trudne! To mniejszość. Zdecydowana.

Dlatego właśnie droga Tereso Twoja teza o komplementarności rozbawiła mnie swoim genitalnym redukcjonizmem

A o tym co jest dla nich dobre to się za bardzo nie troszcz. Pozwól im samym o tym zdecydować. Zawsze jak człowiek chciał uszczęśliwiać na siłę innego człowieka, to się kończyło przelewem krwi lub stosami.
Tradycjonalistka
list nr 1
Mam na imie Marzenka. Denerwuja mnie kałofobii. My z moim mezem uwielbiamy kapac sie w odchodach. Cale mieszkanie jest upstrzone sztucznymi i prawdziwymi kupkami. Kochamy to i nie rozumiemy dlaczego zabrano nam naszego synka. My bardzo go kochalismy i uwazamy ze dostwala od nas duzo ciepla i milosci. Walczymy o tolerancje dla wszystkich wielbicieli kału!
list nr 2
Mam na imie Tomek i jestem quatrosexualista. Sex w parach jest obrzydliwy. My musimy kochac sie w czwórkę. Tzn ja, Lusia, Beatka i moj pies Dino. Mieszkamy razem i mamy wspolna sypialnie. Walczymy o to zebysmy mogli wziac slub we czworke.To bardzo nietolerancyjne przesladowac quatrosexualistow i nie pozwalac im wychowywac dzieci! My tez mamy w sobie cieplo milosc i chcemy byc szczesliwi!
---------------------------------
Gdzie sa granice tolerancji???
Ludzie ocknijcie sie! Homoseksualizm to odchylenie! Niech sobie oni zyja w spokoju i bzykaja sie nawet w malzowine uszna, ale na pewno nie powinni wychowywac dzieci!!!!!!!!!!!To idiotyczne i nie dajmy sie otumaniac jakimis chorymi haslami o tolerancji......
Mariusz Agnosiewicz
Zestawiasz związek i seks dwojga ludzi tej samej płci z sodomią i z jakimiś egzotycznymi preferencjami, aby podważyć realnie istniejące stosunki społeczne, realne związki, które zostały świadomie wykreślone z rejestru chorób i nikt nie ma prawa mówić, że akurat homoseksualizm jest dewiacją czy chorobą. W coraz większej liczbie zachodnich krajów, po legalizacji oficjalnej związków homo, rozważa się przyznanie praw adopcyjnych. To jest realny fakt społeczny a nie jakieś twoje kupki.

A propos z tymi kupkami: w Chinach chyba z parę milionów osób stosuje urynoterapię jako naturalną metodę leczniczą. Jak rozumie, odebrałabyś im prawa rodzicielskie?
Tradycjonalistka
>Zestawiasz związek i seks dwojga ludzi tej samej płci z sodomią i z jakimiś egzotycznymi preferencjami, aby podważyć realnie istniejące stosunki społeczne, realne związki, które zostały świadomie wykreślone z rejestru chorób i nikt nie ma prawa mówić, że akurat homoseksualizm jest dewiacją czy chorobą. W coraz większej liczbie zachodnich krajów, po legalizacji oficjalnej związków homo, rozważa się przyznanie praw adopcyjnych. To jest realny fakt społeczny a nie jakieś twoje kupki.
>A propos z tymi kupkami: w Chinach chyba z parę milionów osób stosuje urynoterapię jako naturalną metodę leczniczą. Jak rozumie, odebrałabyś im prawa rodzicielskie?

Przyklad byl wyolbrzymiony ale logicznie poprawny. Co to znaczy Mariuszku realnie istniejace? Bo kupki i sodomia tez realnie istnieja....wiec nie wiem czemu oddzielasz jedno od drugiego? Homo cacy a kupki be? Z jakiego powodu? Bo amatorow fistingu jest mniej niz homoseksualistow? Gdzie jest granica zboczenia i kto ją ustala? Na to odpowiedzi nie ma. I nikt do konca nie moze mi odpowiedziec ktore rzeczy sa zboczeniami a ktore nie. Wiec trzeba do tego podejsc ostroznie i nie mieszac w to dzieci. Jesli rodzice lubia cos robic w sypialni co moze budzic rozne opinie to ich sprawa ale nie dotyka to dzieci, natomiast zwiazek homo jest z samego "widoku" nienormalny.A wiec legalizacja zwiazkow TAK dzieci NIE NiE i NIE.
A przykladu z urynoterapia nie moge uznac za sensowny w tej dyskusji, w ktorej roozmawiamy o kształtowaniu sie plciowej osobowosci dziecka pod wplywem wzorcow i ewentualnych skrzywien w przypadku skrzywienia owych wzorcow. Nijak to nie pasuje.
A tak w ogole to mezczyzni nie sa z Marsa a kobiety nie sa z Wenus. Pan Grey przebadal sprawe wnikliwie ale plytko.
Dziurki i peniski wszystkich krajów laczcie sie!
Mariusz Agnosiewicz
>Przyklad byl wyolbrzymiony ale logicznie poprawny

I co z tego, że logicznie poprawny? Pewien ksiądz sformułował w XVII w. taki argument przeciw heliocentryzmowi, który też jest logicznie poprawny: "Zwierzęta, które się poruszają, mają kończyny i mięśnie. Ziemia nie ma kończyn ani mięśni, a zatem się nie porusza. Saturna, Jowisza i Słońce wprawiają w ruch aniołowie. Gdyby Ziemia się poruszała, w jej środku musiałby przebywać anioł, który wprawiałby ją w ruch. Ale tam przebywają tylko diabły, a więc to diabeł poruszałby Ziemię"

>Co to znaczy Mariuszku realnie istniejace? Bo kupki i sodomia tez realnie istnieja...

Porównujesz seks międzygatunkowy, który jest niewątpliwą dewiacją i który nigdy nie był społecznie akceptowany, ze związkami homoseksualnymi, które były i są akceptowane w wielu kulturach i społeczeństwach, czasami jako dozwolony model, czasami równorzędnie traktowany ze związkami hetero, a czasami uważany za doskonalszy model związku i miłości niż model hetero, jak np. w starożytnej Grecji. Związki homoerotyczne były tam silnie związane z pedagogiką i wychowaniem młodzieży! Dodam, że ten okres starożytnej Grecji, w którym "to się działo", uważany jest powszechnie za "złoty okres", eksplozja cywilizacyjna i powstanie fundamentu cywilizacyjnego dla cywilizacji naszego kontynentu. Społeczeństwo, które położyło największy kamień węgielny pod kulturę europejską było przepojone nie tyle tolerancją dla homo, ale ich preferowaniem estetycznym. Poczytaj choćby takiego Platona: www.racjonalista.pl/kk.php/s,1785

Twój przykład z odchodami i sodomią jest więc absurdalny. Poza tym z księżyca. Nigdy nie słyszałem o takich "preferencjach" które wiązałyby się z obsrywaniem domu, a już absolutnie nigdy o tym, żeby ktoś kto miałby takie upodobania argumentował w oparciu o to o wychowywanie w takich warunkach dzieci. Jeśli w domu jest chlew to znaczy, że tacy rodzice nie są w stanie zapewnić dziecku minimalnych warunków higienicznych, i co to ma z normalną parą gejowską czy lesbijską, to wiesz chyba tylko Ty. Równie bezsensowne jest tutaj zestawianie upodobania do zwierząt, bo tego psycholodzy współcześni nie uważają za "preferencję seksualną", jak w odniesieniu do homo.

>zwiazek homo jest z samego "widoku" nienormalny

W pewnych kulturach, które zostały odpowiednio zakodowane, w innych tak nie jest, więc to co jest aktualnie w danej kulturze przez wielu traktowane negatywnie może nie tylko nie być obiektywnie negatywne, ale i przyjąć się za jakiś czas w tejże kulturze.

>A przykladu z urynoterapia nie moge uznac za sensowny w tej dyskusji, w ktorej roozmawiamy o kształtowaniu sie plciowej osobowosci dziecka pod wplywem wzorcow i ewentualnych skrzywien w przypadku skrzywienia owych wzorcow

Mój wykład o indukowaniu wzorców seksualnych na linii rodzice-dzieci, jaki zaprezentowałem powyżej widzę, że spłynął po tobie jak woda po kaczce. I po cóż się tu wysilać, skoro moi polemiści tak trudno "zaskakują"? Czy byłabyś łaskawa czytać uważnie to co ja piszę, jeśli chcesz ze mną polemizować?

Aby się troszkę wyedukować, zachęcam do zapoznania się z działem o homoseksualizmie: www.racjonalista.pl/kk.php/d,168
Tradycjonalistka
oj Mariusz...przyklad z kupa i zwierzatkiem byl oczywiscie celowo przesadzony...dlaczego udajesz ze nie wiesz o co mi chodzi? A gdyby trojka ludzi kochajacych orgietki chciala adoptowac dziecko (czyli Tomek Lusia i Beatka bez Dina to co wtedy? Akceptujemy czy nie? Uwazasz/cie ze kazdy ma prawo adoptowac dziecko jesli daje mu papu i kupuje misie pod chionke? ja tam jestem za rodzinka z dobranocki: dziurka penisek i dzidzius . Dwie mamusie bleeeeee i dwoch tatusiow tez bleeeee. Kamieniami ich obrzucac nie bede, ale zawsze traktowac wyczekujaco, bo jak w jednym sa odchyly to i w czym innym tez moga byc. I wolalabym aby moj edziecio nie chodzily do nich do domu. Przykro mi ale tak wlasnie mam. Moze jestem ograniczona wiesniara z prowincjonalnymi pogladami, ale cos mi tak mowi i jakos dziwnie w innych rzeczach jestem bardzo tiolerancyjna ale tutaj jakos nie.
Mariusz Agnosiewicz
>przyklad z kupa i zwierzatkiem byl oczywiscie celowo przesadzony...dlaczego udajesz ze nie wiesz o co mi chodzi?

Jestem otwarty na ludzkie upodobania, ale nie znaczy to, że znam nawet najbardziej egzotyczne ludzkie dziwactwa. Hooseksualizm nie jest dziwactwem, w przeciwieństwie do tych przykładów na które się Ty powołujesz.

>A gdyby trojka ludzi kochajacych orgietki chciala adoptowac dziecko (czyli Tomek Lusia i Beatka bez Dina to co wtedy? Akceptujemy czy nie?

Poczytaj: www.racjonalista.pl/kk.php/s,2326

Czyli po posprzątaniu kup i zaprowadzeniu Dino do budy, w sumie nie pozostało Ci nic groźnego. Nie widać w ogóle, szanowna fanatyczko seksu tradycyjnego, aby Ci pozostały jakieś argumenty, poza emocjami, epitetami i wielokrotnie powtarzanymi ofuknięciami. Chyba nie ma potrzeby dalszej dyskusji jeśli to by było na tyle.

Przed napaścią rozumu żadna "świętość" się nie uchowa
Tradycjonalistka
Nie umniejszaj mnie tylko mi spokojnie wyjasnij. Nie moja wina ze nie rozumiem a jak jestes madrzejszy to sie podziel wiedza. Wskazany tekst nic nie wnosi poza historia wielozenstwa. Zadalam proste pytanie a odpowiedzi brak. Gdzie jest granica normalnosci. Hetero i homo normnalni a trojkat nie? Prosze o odpowiedz na to pytanie. Kto i wedlug jakich kryteriow uznal Tomka i Romka za zdrowych i cacy a Tomka Romka i Lusie za zboczenie? Prosze o odpowiedz lopatologiczna.
Rithy

>Gdzie sa granice tolerancji???
Tradycjonalistko, Twoje argumenty maja cechy sprowadzania rzeczy do absurdu. Mieszasz kwestie praktyk seksualnych i praw spolecznych. We wlasnej alkowie ludzie maja prawo robic co chcą. Tymczasem homoseksualisci nie walcza o prawo do uprawiania nieskrepowanego seksu, lecz o prawa spoleczne, glownie prawną ochrone tworzonych przez siebie związkow. Nalezy te sprawy rozrozniac. Takze Twoje (ani kogokolwiek) subiektywne uprzedzenia nie mogą miec znaczenia dla reglamentacji ludzkich praw. Pomysl, ze Twoje zachowanie, wyglad, czy inne aspekty Twojej osobowosci takze moga wzbudzac czyjac fizyczna niechec. Czy to argument dla pozbawienia Cie jakichs praw?
Tradycjonalistka
Dlaczego nikt mnie odpowiedzial mi na pytanie dlaczego mam legalizowac Romka I Tomka a jak Lusia dojdzie to juz nie. Czy doczekam sie odpowiedzi?
Zielona
>Dlaczego nikt mnie odpowiedzial mi na pytanie dlaczego mam legalizowac Romka I Tomka a jak Lusia dojdzie to juz nie. Czy doczekam sie odpowiedzi?

To inaczej sformowane pytanie o to dlaczego monogamia tak a bigamia/poligamia i biandria/poliandria nie ? Zapewne wiesz, że w okresie Wspólnoty Pierwotnej panował promiskiutyzm czyli innymi słowy seks uprawiał każdy z każdym. Monogamia jest wynalazkiem kultury trzeba, więc zapytać co daje społeczeństwu monogamiczny wzór kulturowy ? Moim zdaniem formalnie taki wzór daje większe bezpieczeństwo kobiecie i dzieciom i w takim celu myślę (ale tu zapytać należałoby antropologa) zaistniał i funkcjonuje do dziś w większości kultur. Powyższa moja odpowiedź niewprost myślę nie zadowoli Cię, ale cóż Trudne pytanie, trudna odpowiedź Innymi słowy stosunek ilości mężczyzn do ilości kobiet jest mniej więcej jak 1:1 i dlatego monogamia jest wzorem panującym, dlatego też ludzie mają sposobność dobierać się w pary, nie muszą w trójkąty, ale jeśli chcą koniecznie niektórzy z nich to wola ich wola jeśli są wszyscy szczęśliwi. Generalnie myślę też, że jest tak, iż prawie każdy człowiek woli mieć monopol na uczucie drogiego człowieka, dopóki go kocha.
??
Tradycjonalistka
Ale Lusia Romek I Tomek chca w trojke i czuja sie bezpiecznie wiec skoro legalizujemy homo to i ich. A potem za dwadziesci alat zalegalizujemy czworki piatki a jeszcze sie i jakis piesek z czasem przyplata. No niestety dlaa mnie czarne jest czarne a biale biale. Zlo to zlo a dobro dobro. Moze jestem ograniczona. Nie przecze.
Karol Gustaw
>Gdzie sa granice tolerancji???
>Ludzie ocknijcie sie! Homoseksualizm to odchylenie! Niech sobie oni zyja w spokoju i >bzykaja sie nawet w malzowine uszna, ale na pewno nie powinni wychowywac >dzieci!!!!!!!!!!!To idiotyczne i nie dajmy sie otumaniac jakimis chorymi haslami o >tolerancji......
Tradycjonalistko podziwiam Cię i pomogę.
Otóż jeżeli się zredukuje i zezwierzęci człowieka to pozornie znikają bariery płciowe. Człowiek zaczyna kalać swoją duszę i staje się zwyrodnialcem seksualnym. Nie ma problemu by kobieta nadstawiała się psom czy koniom dla czystej satysfakcji fizycznej oraz by inny facet pobudzał drugiemu prostatę w celu osiągnięcia pełniejszego wytrysku. To zdegenerowane, zredukowane coś ma swoje korzenie w społeczeństwie konsumpcyjnym.
A wiemy kto nam narzuca się z taka parszywą kulturą. Oj wiemy. Zaczyna się od kolorowych gazet. I nie pytaj o granice tolerancji. Wojna kulturowa juz się zaczęła.
Tradycjonalistka
Wojna kulturowa juz się zaczęła.
Gdzie jest obecnie linia frontu?
Teresa
>Ale to bardzo redukcjonistyczna komplementarność - anatomiczna. Czyli dla Ciebie argumentem jest to, że po prostu "siusiak" pasuje do odpowiedniej "dziurki", czyli po tej linii biegną Twoje argumenty?

Ale co innego miałam napisać? To jest pierwsza rzecz, która od razu się nasuwa! Wszak płeć (cechy zewn.) mamy jednoznaczną na 99,9%, tak czy nie?
Ta kwestia wydawała mi się kluczowa, bo wg mnie wszystko sprowadza się do tego, czy uznamy, że takie zachowania same w sobie są ok, bo jeśli tak to i małżeństwa i adopcja dzieci też będą ok.

>Tymczasem mózg geja nie jest bynajmniej ukształtowany "komplementarnie" z kobietą, lecz właśnie z mężczyzną.

Ale to nie zmienia to faktu, że mężczyzna z tak ukształtowanym mózgiem nie jest komplementarny z drugim mężczyzną w pełnym sensie tego słowa. Rozumiem, ze "jakaś" komplementarność "uczuciowa" (hormonalna) jest, ale cielesnej nijak niet. W związku z tym traci to chyba sens.

>Por. słynne: Mężczyźni są z Marsa, kobiety są z Wenus.

Ale akurat ta książka ma bardzo optymistyczne przesłanie. Jest tam napisane, że KiM mogą się uszczęśliwić i to na poziomach: fizycznym, emocjonalnym, intelektualnym i duchowym i to właśnie dzięki poszanowaniu różnic, i że to właśnie te różnice stanowią o wzajemnej atrakcyjności. Ja tą książkę kiedyś przeczytałam z ciekawości, bo chciałam poznać, jaki jest sposób myślenia płci przeciwnej.

> niewątpliwie trudniej jest znaleźć mężczyźnie przyjaciela i partnera w pasjach i upodobaniach w kobiecie niż w mężczyźnie

A kto powiedział, że będzie łatwo? Poza tym to, co trudniejsze motywuje do rozwoju.
Może istotnie mam łatwiej niż Ty, bo mi pomaga wiara, bo skoro sam Bóg mówi, że znalezienie jest możliwe, to ja w to wierzę.
Poza tym nie jestem przekonana czy owa kobieta musi być już koniecznie "całym światem" dla tego mężczyzny, i podzielać wszystkie jego pasje i upodobania? To już nie może mieć własnych pasji?? Oboje chyba mogą mieć i pasje, i przyjaciół (tej samej płci). Człowiek pozostający w takim związku wg mnie nic nie traci, bo poza tym, że ma przyjaciół i pasje, to jeszcze zyskuje coś zupełnie wyjątkowego, co może zaistnieć tylko pomiędzy KiM.

>Zawsze fascynowały mnie takie pary KiM, w których te dwa "gatunki" ludzkie połączone są wspólnymi pasjami i prawdziwą przyjaźnią, (..) Ale to trudne! To mniejszość. Zdecydowana.

Wierzę, że to (albo nawet coś więcej) jest właśnie dla Ciebie.
Też jestem za prawdziwą przyjaźnią jak najbardziej.

>A o tym co jest dla nich dobre to się za bardzo nie troszcz. Pozwól im samym o tym zdecydować. Zawsze jak człowiek chciał uszczęśliwiać na siłę innego człowieka, to się kończyło przelewem krwi lub stosami.

Drogi Mariuszu, całe szczęście ja mam moralny obowiązek tylko upomnieć, a nie uszczęśliwiać na siłę. Uff.

Pozdrawiam
leo_z (935 punktów)
>Kreatywnym homofobnym "artystom" życzę weny w twórczości...

niestety, przy całej mojej "tolerancyjności", to czym raczy mnie szanowna Heteroseksualna homofilka w swoich wywodach powoduje, że wręcz chcę być homofobem. Mój "homofobny artyzm" wyrażę poprzez dwa zastrzeżenia:
Aspekt pierwszy - DZIECI.
Nawet największa miłość "rodzicielska" nie zniweluje efektów nietolerancji środowiska w jakim dziecku przyjdzie żyć. "Świat dziecka" to nie tylko enklawa, którą jest dom i "rodzice", ale również świat zewnętrzny pełen nietolerancji i wyszydzania każdej ułomności. Za pewnik można przyjąć, że "prawdziwi rodzice" już się postarają o to, aby ich dzieci nie bawiły się z "TYM" dzieckiem.
Mogę ścierpieć widok całujących się i zarośniętych facetów, ale trudno mi ścierpieć świadomość płaczu dziecka do poduszki tylko z tego powodu, że jego rodzice to "tatusie".
Dzieci z zasady rodziców sobie nie wybierają, a w tym przypadku oprócz braku wyboru skazuje się je również na "inność" wieku dziecięcego.
Owszem, w punkcie 6-tym swojego "wywodu" zauważasz problem, ale służy Ci on tylko jako jeden z kolejnych dowodów na poparcie tezy o nietolerancyjności obecnego - skostniałego w swoim konserwatyzmie społeczeństwa. Dlaczego Twoja "tolerancja" nie pozwala Ci zobaczyć "problemu" z pozycji dziecka.

Aspekt drugi - instynkt rodzicielski
O ile miałbym postrzegać homoseksualizm jako jedną z form "naturalnego" partnerstwa, o tyle należałoby oczekiwać, że natura postarałaby się ten fakt jakoś zamanifestować. Rodzicielstwo w obrębie tej samej płci -czemu nie, przykładem niech będą ślimaki. Gdy te miłe skądinąd głowonogi poczują chęć potomstwa - jedno z nich robi się bardziej męskie, a drugie bardziej kobiece. A człowiek cóż... - mimo, że brzmi dumnie jakoś tego nie potrafi.
Może jednak natura wie co robi, a to dowodzi, że instynkt macierzyństwa lub ojcostwa sam w sobie jest "hetero" i tyko w takiej opcji może być on "skonsumowany".
To, że partnerzy w związku homoseksualnym czuję chęć potomstwa nie wynika z aspektu tego związku, ale z "heteroseksualnej" natury człowieka. Gdyby było inaczej, natura o to by zadbała - ślimaki tego są najlepszym przykładem.
Chęć potomstwa pokazuje, że czynnik "hetero" należy postrzegać jako rozstrzygający. O ile pociąg ku sobie osobników tej samej płci zawierałby się w normach określonych przez naturę, natura znalazłaby korzystne dla takich związków formy współistnienia. Na dzień dzisiejszy natura nie wykazuje takiej potrzeby i patrząc na sprawę w takim ujęciu, chciejstwo potomstwa należałoby postrzegać li tylko jako formę dewiacji - tak jak pedofilię. Skąd taki wniosek. Ano stąd, że dla czystej "homoseksualności" rodzicielstwo powinno być z natury czynnikiem obcym i postrzegane jako zachowanie nienaturalne dla tego typu związku partnerskiego.

pozdrawiam

Mariusz Agnosiewicz
Leo,

Co do części pierwszej to się zgadzam z Tobą. Wprowadzenie takiego rozwiązania w przerażająco homo-nietolerancyjnym społeczeństwie jest szkodliwe i nie może być brane pod uwagę. Ale to się powinno zmieniać, na zachodzie są już liczne społeczeństwa i społeczności lokalne w których związki homo traktowane są normalnie, w których pary homo i hetero się ze sobą przyjaźnią jako np. sąsiedzi. U nas te zmiany będą powoli następowały. Tak samo zresztą jak i sekularyzacja.

Co do części drugiej to się nie zgadzam. Odwołujesz się do Natury jak do Inteligentnej Bogini, która z pewnością zrobiła to co jest dla nas dobre i której rozwiązań nie powinniśmy kwestionować (natura wie co robi, natura robi to co dobre dla nas). Zupełnie się z tym nie zgadzam, bo naturę można kwestionować, można poprawiać, co też robimy od okularów do inżynierii genetycznej. Może do XVIII-XIX w. musieliśmy się jej słuchać, aby nie wychodzić na tym źle. Teraz nadchodzi taki etap cywilizacji w którym natura będzie często poprawiana, udoskonalana. Proces naszej ewolucji nie był taki doskonały jak to może wynikać z Twoich słów. Mamy dużo niepotrzebnych ograniczeń i słabości, które można poprawić (np. pamięć).
Najbardziej wyrazistym światopoglądowym zapleczem tych zmian i możliwości jest transhumanizm. Marcin Sieńko opublikował na swojej stronie manifest Maxa More'a z Extropy Institute, który jest odpowiedzią na Twoje tezy traktujące to co nam dotąd dała natura jako szczyt naszych możliwości i dobra.

List do Matki Natury: simon.hell.pl/maxmore.html

Dodam jako ciekawostkę, że z Maxem Morem nawiązaliśmy pewną współpracę i wkrótce będą u nas tekst lub teksty z Extropy Institute

Nie mówię tutaj, że należy być takim technooptymistą, ale niewątpliwie argument odwołujący się do stwierdzenia: "natura tak nie chciała" jest wadliwy.

Zresztą, koncepcja socjobiologiczna Wilsona uwzględniająca rolę homo w społeczeństwach ludzkich i w "planie Matki Natury" związana była właśnie z wychowaniem potomstwa. Jeszcze raz do tego odsyłam: www.racjonalista.pl/kk.php/k,2/s,2549 (w części "Niereprodukcyjny aspekt seksu"). Jak widzisz, odwoływanie się do Matki Natury jest co najmniej wątpliwe, pomijając, że "jej postanowienia" nie muszą być dla nas dogmatami, ucieleśnieniami dobra, prawdy i słuszności...
24-01-2005 15:23 
 Ocena 1 na 1
leo_z (935 punktów)
>Jak widzisz, odwoływanie się do Matki Natury jest co najmniej wątpliwe, pomijając, że "jej postanowienia" nie muszą być dla nas dogmatami, ucieleśnieniami dobra, prawdy i słuszności...

Nie wiem, czy zostałem dobrze zrozumiany. Poprzez epatowanie odniesieniami do natury chciałem wskazać, że nasza "płciowość" jest na tyle uwarunkowana genetycznie, że niezależnie od hołdowanej opcji partnerskiej instynkt "rodzicielski" - w zamyśle traktowany jako impuls do przedłużenia gatunku, zwycięża nasze preferencje seksualne.
Epatowanie naturą miało również pokazać, że postrzegając związek partnerów tej samej płci jako wynikający jakoby wręcz z naszych uwarunkowań naturalnych, za naturalne kazałby domniemywać, że instynkt rodzicielski w parach homoseksualnych powinien ulec degradacji, aż do jego (instynktu rodzicielskiego) zaniku. Skoro jednak tak nie jest, można sądzić, że wyposażanie par homoseksualnych w prawa rodzicielskie nie znajduje dostatecznego i jednoznacznego umotywowania.
pozdrawiam
25-01-2005 04:23 
 Ocena 1 na 1
jarcio (1198 punktów)
> Odwołujesz się do Natury jak do Inteligentnej Bogini, która z pewnością zrobiła to co jest dla nas dobre i której rozwiązań nie powinniśmy kwestionować (natura wie co robi, natura robi to co dobre dla nas). Zupełnie się z tym nie zgadzam, bo naturę można kwestionować, można poprawiać, co też robimy od okularów do inżynierii genetycznej. Może do XVIII-XIX w. musieliśmy się jej słuchać, aby nie wychodzić na tym źle. Teraz nadchodzi taki etap cywilizacji w którym natura będzie często poprawiana, udoskonalana.

Udoskonalać nature ??? Natura ma to do siebie, że jest doskonała i ulepszać jej nie można.Można przykładowo uleczyć człowieka, przeszczepiając mu jakiś organ.Jednak nie bedzie to doskonaleniem natury, a raczej próbą powrotu do jej doskonałego stanu.Nie ma takiego pojęcia jak "poprawianie natury", gdyż jest ono fałszywe.Można stworzyć okulary i w ten sposób uleczyć lub przywrócić lepszy stan wzroku.Lecz ten wzrok wcale nie bedzie doskonalszy od tego jaki potrafi stworzyć natura.
Zielona
>>Kreatywnym homofobnym "artystom" życzę weny w twórczości...
>niestety, przy całej mojej "tolerancyjności", to czym raczy mnie szanowna Heteroseksualna homofilka w swoich wywodach powoduje, że wręcz chcę być homofobem. Mój "homofobny artyzm" wyrażę poprzez dwa zastrzeżenia:

Witam Jestem autorką postu wiodącego i winna jestem małe sprostowanie- swoją notkę wycięłam z szerszej dyskusji, do której właśnie owi "homofobni artyści" mnie nakłonili, więc proszę tego tak personalnie nie brać do siebie

>Aspekt pierwszy - DZIECI.
>Nawet największa miłość "rodzicielska" nie zniweluje efektów nietolerancji środowiska w jakim dziecku przyjdzie żyć. "Świat dziecka" to nie tylko enklawa, którą jest dom i "rodzice", ale również świat zewnętrzny pełen nietolerancji i wyszydzania każdej ułomności. Za pewnik można przyjąć, że "prawdziwi rodzice" już się postarają o to, aby ich dzieci nie bawiły się z "TYM" dzieckiem.

Moje dziecko też jest "INNE" w tym kraju, bo jego mamusia i tatuś są niewierzący Gwarantuję Ci, że wiem co to nietolerancja.

>Mogę ścierpieć widok całujących się i zarośniętych facetów, ale trudno mi ścierpieć świadomość płaczu dziecka do poduszki tylko z tego powodu, że jego rodzice to "tatusie".
>Dzieci z zasady rodziców sobie nie wybierają, a w tym przypadku oprócz braku wyboru skazuje się je również na "inność" wieku dziecięcego.

"INNOŚĆ"- każdy z nas jest de facto inny i tak sobie balansujemy między potrzebą afiliacji i autonomii w tym życiu. Oczywiście wiem co chcesz mi przekazać i masz rację o czym sama piszę we wspomnianym przez Ciebie punkcie 6-tym.

>Owszem, w punkcie 6-tym swojego "wywodu" zauważasz problem, ale służy Ci on tylko jako jeden z kolejnych dowodów na poparcie tezy o nietolerancyjności obecnego - skostniałego w swoim konserwatyzmie społeczeństwa. Dlaczego Twoja "tolerancja" nie pozwala Ci zobaczyć "problemu" z pozycji dziecka.

Moje tolerancja pozwala a wręcz nakazuje mi dostrzegać problem wieloaspektowo. Jest zatem dziecko, jego rodzice homoseksualni i jest społeczna dezaprobata. Na dzień dzisiejszy dziecko i rodzic przegrywają. Jednak mój wywód nie jest postulatem do parlamentu RP, jest wyłącznie moim stanowiskiem. Ta dyskusja ma wymiar wyłącznie wymiany mentalnej, która mam nadzieję zrodzi w kilku umysłach większy obiektywizm . Na dzień dzisiejszy zdecydowanie przeważająca część gejów i lesbijek mimo, że byliby wspaniałymi rodzicami nie podejmie się tej roli, bo mają oni świadomość w jakim żyją kraju. Najpierw zmiana mentalności społecznej a później mam nadzieję zmiana prawa. Dla mnie najważniejsze jest dobro dzieci szczególnie tych niechcianych a jest ich wiele. Sami mamy z mężem plany aby adoptować dziecko. To co boli mnie najbardziej na tym świcie to niekochane dzieci. Zapewniam Cię, że dobro dzieci leży mi na względzie najbardziej. Może oglądałeś film dokumentalny na HBO gdzie pokazano historię chłopczyka upośledzonego oraz jego przybranych opiekunów - parę gejów? Rodzicie biologiczni nie chcieli podjąć się trudu opieki nad synem. Więź chłopca z ojcami była bardzo silna i więcej zapewne mu dała niż jakakolwiek socjalizacja w domu dziecka czy jakimś zakładzie dla upośledzonych dzieci. To jest prawdziwe życie wraz z jego meandrami ludzkich losów .i należy wziąć pod uwagę, że czasem dla dziecka dobre jest to co nam zdaje się dziwaczne, nietypowe, niemoralne czy jakie tam jeszcze.

>Aspekt drugi - instynkt rodzicielski
>O ile miałbym postrzegać homoseksualizm jako jedną z form "naturalnego" partnerstwa, o tyle należałoby oczekiwać, że natura postarałaby się ten fakt jakoś zamanifestować. Rodzicielstwo w obrębie tej samej płci -czemu nie, przykładem niech będą ślimaki. Gdy te miłe skądinąd głowonogi poczują chęć potomstwa - jedno z nich robi się bardziej męskie, a drugie bardziej kobiece. A człowiek cóż... - mimo, że brzmi dumnie jakoś tego nie potrafi.
>Może jednak natura wie co robi, a to dowodzi, że instynkt macierzyństwa lub ojcostwa sam w sobie jest "hetero" i tyko w takiej opcji może być on "skonsumowany".
>To, że partnerzy w związku homoseksualnym czuję chęć potomstwa nie wynika z aspektu tego związku, ale z "heteroseksualnej" natury człowieka. Gdyby było inaczej, natura o to by zadbała - ślimaki tego są najlepszym przykładem.
>Chęć potomstwa pokazuje, że czynnik "hetero" należy postrzegać jako rozstrzygający. O ile pociąg ku sobie osobników tej samej płci zawierałby się w normach określonych przez naturę, natura znalazłaby korzystne dla takich związków formy współistnienia. Na dzień dzisiejszy natura nie wykazuje takiej potrzeby i patrząc na sprawę w takim ujęciu, chciejstwo potomstwa należałoby postrzegać li tylko jako formę dewiacji - tak jak pedofilię. Skąd taki wniosek. Ano stąd, że dla czystej "homoseksualności" rodzicielstwo powinno być z natury czynnikiem obcym i postrzegane jako zachowanie nienaturalne dla tego typu związku partnerskiego.

A pary hetero bezpłodne? Czyż nie są analogiczne do par homo ? Natura nie dzieli równo, ale człowiek ma tę możliwość aby trochę Matkę Naturę ujarzmić swoim umysłem. Nasze ciała są puszką dla mózgu a to co najważniejsze to nie fakt czy więź emocjonalna (wybacz za naturalizm) połączyła dwa penisy czy dwie waginy tylko jakich ludzi, jak jest silna i jakie maja oni kompetencje opiekuńczo-edukacyjne.

>pozdrawiam

Pozdrawiam

??
Tradycjonalistka
Denerwuje mnie mieszanie milosci do dzieci ze zwyklym wstretnym egoizmem posiadania pieska. Jak homo tak bardzo pragnie obdarzac dzieci miloscia to niech zasuwa do domu dziecka i tam daje swoja milosc. Niestety to im nie wystarcza. Chodzi bowiem o zaspokojenie potrzeb ego, ja mam rodzine, ja jestem wspanialy, mamy dzidziusia ach jakimi cudownymi tatusiami jestesmy. Rzygac mi sie chce tym ubieraniem egoizmu w szatki milosierdzia. Gowno obchodzi tych ludzi los dzieci, oni chca po prostu nowy mebelek do swojego wspanialego zycia. Chca etykietki "normalni". Zreszta nie dotyczy to tylko homo. W wielu przypadkach posiadanie potomstwa to kolejny krok w dobrze zaplanowanym zyciu. Naprawde niech sie bzykaja nawet po 10ciu naraz nie obchodzi mnie to ale od dzieci lapy precz bo gdyby chcieli naprawde dac milosc dziecku to jest tysiace innych sposobow a nie wychowywanie go w warunkach budzacych spore watpliwosci co do skutkow ...
Zielona
>Denerwuje mnie mieszanie milosci do dzieci ze zwyklym wstretnym egoizmem posiadania pieska.

Czy to o mnie ?
Znasz mnie aż tak dobrze ? Ich też znasz jak widzę?

>Jak homo tak bardzo pragnie obdarzac dzieci miloscia to niech zasuwa do domu dziecka i tam daje swoja milosc.

Działałam w domu dziecka przez długi okres czasu póki nie urodziłam własnego dziecka. To czym dsyponuję nazywa się potrzebą opiekowania się innymi i nie za dużo ma wspólnego z czystym egoizmem. No chyba , że za egoizm uznać realizację swoich potrzeb. W takim razie altruizm to egoizm prospołeczny, każdy z nas działa zatem egoistycznie. Redukując cierpnie płynące z widoku cierpienia innych redukuję moje przykre napi.ęcie. Znam też geja, który przelewa swoje instynkty ojcowskie w pracy i wcale dzieci mieć nie planuje, bo wie, że w tym społeczeństwie to nie jest możliwe Gdzie tu widzisz swoją "teorię pieska "?.Ja widzę teorię "psa ogrodnika " w Twoim przypadku.

>Niestety to im nie wystarcza. Chodzi bowiem o zaspokojenie potrzeb ego, ja mam rodzine, ja jestem wspanialy, mamy dzidziusia ach jakimi cudownymi tatusiami jestesmy.

Myślę, że psychologiem najlepszym nie jesteś.

>Rzygac mi sie chce

Mam nadzieje, że to tylko gastritis acuta a nie coś poważnego

>Gowno obchodzi tych ludzi los dzieci, oni chca po prostu nowy mebelek do swojego wspanialego zycia. Chca etykietki "normalni". Zreszta nie dotyczy to tylko homo. W wielu przypadkach posiadanie potomstwa to kolejny krok w dobrze zaplanowanym zyciu. Naprawde niech sie bzykaja nawet po 10ciu naraz nie obchodzi mnie to ale od dzieci lapy precz bo gdyby chcieli naprawde dac milosc dziecku to jest tysiace innych sposobow a nie wychowywanie go w warunkach budzacych spore watpliwosci co do skutkow ...

Skąd u Ciebie taki wysoki poziom agresji ?

??
TradycjonalistkaHomoseksualne rodziny
Moze marny ze mnie psycholog ale swietnie umiem odroznic prawdziwa potrzebe dania milosci (czyli uczynienia kogos szczesliwym - chce Twojego szczescia) od slicznie zamaskowanej proby zaspokojenia walsnych potrzeb. Nie oceniam Ciebie sorry na pewno kochana babka z Ciebie. Upieram sie jednak przy tym ze potrzebe prawdziwej milosci czyli chce dawania mozna zaspokoic na tysiace sposobow. Wiec jesli ktos musi miec dzieciaczka w domu nawet jesli budzi to obawy czy ten dom jest ok? to jest to wstretny egoizm. Gdyby chodzilo tylko szczescie dzieciaczka to ich decyzja bylaby inna.
A za slownictwo sorry jeszcze raz ale jestem w pracy i ktos mnie z rownowagi wyprowadzil i w dodatku mam miec okres. Ale glupoty wypisuje sorry . Uwielbiam to forum i chwala Mariuszkowi za pomysl i prace!
25-01-2005 13:27 
 Ocena 1 na 1
leo_z (935 punktów)Odp: Homoseksualne rodziny
>Witam Jestem autorką postu wiodącego i winna jestem małe sprostowanie- swoją notkę wycięłam z szerszej dyskusji, do której właśnie owi "homofobni artyści" mnie nakłonili, więc proszę tego tak personalnie nie brać do siebie
w takim razie z mojej strony wypada przeprosić za lekki ton zgryźliwości wypowiedzi

>Moje dziecko też jest "INNE" w tym kraju, bo jego mamusia i tatuś są niewierzący Gwarantuję Ci, że wiem co to nietolerancja.
Je nie neguję tego, że wiesz ale nie o to przecież chodzi. Dla mnie najistotniejszym jest, że to nie Ty "konsumujesz" tę nietolerancję - a jeżeli to tylko pośrednio. Cały impet nietolerancji przyjmuje dziecko, a tak jak to już mówiłem wcześniej - dziecka nikt się o zdanie nie pyta. Nasza miłość do dziecka może ukoić lub zniwelować skutki, ale im nie zapobiegnie. Okres dziecięcy to szlifowanie diamentu i narażenie dziecka na traumatyczne przeżycia może spowodować trwałą skazę na "szlifie".

>Moje tolerancja pozwala a wręcz nakazuje mi dostrzegać problem wieloaspektowo. (...) Najpierw zmiana mentalności społecznej a później mam nadzieję zmiana prawa (...) To jest prawdziwe życie wraz z jego meandrami ludzkich losów i należy wziąć pod uwagę, że czasem dla dziecka dobre jest to co nam zdaje się dziwaczne, nietypowe, niemoralne czy jakie tam jeszcze.
Dokładnie tak jak mówisz tylko... nie wszystko do jednego worka. Zwracasz uwagę na pewne aspekty, którym nie można odmówić zasadności i przychylności w ocenie, ale jest to widoczne dopiero po doprecyzowaniu zagadnienia i dopiero w takim ujęciu można rozpatrywać ewentualne "za lub przeciw"

>A pary hetero bezpłodne? Czyż nie są analogiczne do par homo ?
Jak dla mnie więcej różnić niż cech wspólnych. Pewne rzeczy są w nas od zawsze. W naszej obecnej rzeczywistości, na dzień dzisiejszy bezpłodna para "hetero" budzi współczucie i zrozumienie dla dążenia do bycia 2+1, a para "homo" - jeżeli już to tylko jednostkowe przyzwolenie i to w określonym środowisku

>Nasze ciała są puszką dla mózgu a to co najważniejsze to nie fakt czy więź emocjonalna (...) jak jest silna i jakie maja oni kompetencje opiekuńczo-edukacyjne.
Wcale nie przeczę. W swoim wywodzie wskazywałem tylko na "naturalność" pewnych zachować i cech im przynależnych.
Tak jak zauważyłaś wcześniej - każdy z nas jest inny, ale są też różne miary inności. Wśród idiotów normalność będzie traktowana jako wynaturzenie

Pozdrawiam
kret (6 punktów)
Własnie staje się homofobem (przez sam fakt odpowiedzi na Twój wątek, skoro tak założyłaś), ale muszę napisać, że chociaż nie znam żadnego(ej) homoseksualnej osoby to już ich lubię jak wszystkich ludzi z ogromnym poczuciem humoru i talentem autoironii. Pewien zespół muz. - Metallica- zaśpiewał kiedyś piosenkę pt.: "Free speech for the dumb", w której dość wrednie upomina się o wolność słowa dla niemów; ale hasło samo w sobie jest trzeba przyznać - kabaretowe. W swoich przykazaniach kreujesz im analogiczną sytuację...mianowicie (przy dodatkowym założeniu, że każdy homosex. wie skąd się biorą dzieci, ale pierwotnie (nie wtórnie-z domu dziecka)) piszesz o ludziach, którzy nie mają sobie zamiaru potomka sprawić, ale jakoby jednocześnie instynktownie poządają jego istnienia i w tej sprawie robią tyle, że zawiązują w parach wspólnoty majątkowe pzy okazji obiecując sobie wierność i tym samym (nie wdawajmy się w badanie siły presji społ., która burzy harmonię ich zw. aż w końcu zmusza ich do zdrady)
zgodnie z Twoją wiedzą na ich temat, resztę swojego niewyidealizowanego żywota spędzają tylko ze sobą pochłonięci walką o możliwość zdobycia potomka drugim kanałem, wspierają się w tej walce i podtrzymują w nadziei, że kiedyś go wreszcie zdobędą; czy tak naprawdę wygląda ich życie??? oj nieładnie tak sobie stroić żarciki z tym adoptowaniem dzieci przez ludzi którzy ich nie chcą mieć, pomyśl sobie o tych, którzy napradę biologicznie ich mieć nie mogą, pewnie czują się jak te niemowy po Twoim apelu...
manny
Witam serdecznie.
1. Jestem gejem. Jestem z moim facetem od ponad trzech lat w monogamicznym związku, razem mieszkami, zamierzamy żyć długo i szczęśliwie i byś może, że za jakiś czas będziemy się zastanawiali nad adopcją dziecka.

2. My się nie bawimy w zabawy "hetero", po prostu chcemy tak żyć i nikt nam tego szczęścia, jakie tworzymy nie zabierze.
Homoseksualizm to nie tylko skłonność seksualna, ale również pragnienie życia z osobami tej samej płci, wspólnego budowania szczęścia rodzinnego (tak!tak!), wspólne cele i marzenia, w końcu społeczność i kultura.

3. Stereotypem jest, że wszyscy homoseksualiści są rozwiązli i nie zawiązują trwałych związków. Zapraszam do rpzecyztania następującego artykułu, w którym zostały przedstawione wyniki badań dotyczących monogamii wśród gejów i lesbijek:
homiki.pl/(*)?name=News&file=article&sid=50

4. ROzumiem, że dla pewnych osób miłość dwóch facetów może być niesmaczna. Dlatego nie afiszujemy się ze swoją seksualnością, chociaż ciągłe życie w kamuflażu jest poniżające i nieprzyjemne. Świat jest cały zbudowany na heteroseksualnych wzorcach. "Inni" są zawsze traktowani gorzej, tak zawsze było. Jednak geje i lesbijki walczą - w Polsce coraz odważniej - o kawałek przstrzeni publicznej dla siebie. NIe chodzi tutaj o "obnoszenie się", czy "promowanie" jak mówia homofobowie. Walczymy o zrozumienie, o akceptację, o kawałek przestrzeni publicznej. Natura rządzi się nieubłaganymi prawami. 95% hetero, 5%homo, nie da się ani spedalić heteryka, ani "wyleczyć" homoseksualisty.

5. Nie mam ochoty dyskutować z osobami zastanawiającymi się nad normalnością czy nienormalnością. Światowa Organizacja Zdrowia powiedziała już swoje, 18 krajów świata zalegalizowało związki osób tej samej płci. Przychodzi kres tej dyskusji, chętnie podyskutuję na temat "jak mają sobie radzić osoby homsoeksualne w nietolerancyjnym społęczeństwie", albo "jak mają istnieć w społeczeństwie związki osób tej samej płci." Wszelka dyskusja na temat co jest normą a co nie trąci prymitywizmem.
osobom mającym problemy z pewnymi definicjami i zjawiskami zapraszam do rpzeczytania artykułu:
homiki.pl/(*)?name=News&file=article&sid=37
c.d.n.
Tradycjonalistka
Ja naprawde wspolczuje Wam tej nietolerancji ale przesadzacie z tymi dziecmi. Moze nalezaloby zrobic referendum wsrosddoroslych ( a moze tylko wsrod wychowankow domow dziecka) czy woleliby wychowac sie w domu dziecka czy w rodzinie homo. Sama jestem ciekawa wynikow takiej ankiety. Jesli okaze sie ze brak ciepla byl dla nich takim problemem ze wolalyby wychowywac sie z Wami jestem gotowa zmienic poglady.
I jeszcze jedno. Nie kazdy wstret jest nabyty. Jako dziewczynka ogladalam z wypiekami erotyczne zdjecia nagich cial lub milosne sceny w filmach ale niesmak budzily we mnie typowe zdjecia hardporno. I nikt mnie tego nie uczyl. To instynkt odroznial co jest dobre a co zle. I ten sam instynkt mowi mi ze homo to moga byc dobrzy ludzie i wspaniali szlachetni ale cos tu jest nie tak. Taki wewnetrzny zgrzyt. A jakby moje dziecko okazalo sie homo to chcialabym zeby zylo otwarcie i pomoglabym mu w tym ale nie chcialabym aby wychowywali dziecko. Po prostu mam zbyt duze watpliwosci.
Gniewko
_
A ja mimo, że współczuję napiszę takie oto zdanie:
Jak się ma zamiast duszy seksualny zwis na końcu którego zamiast żołędzia jest mózg, to wtedy nie sposób oprzeć się nie tylko otworom u ludzi ale jakże łatwo zamoczyć u dzieci i zwierząt jak juz nic nie wpadnie w rączki.
Zero tolerancji dla chorych emocjonalnie - mówi Watykan - przyczyna chorób emocjonalnych i dewiacji duchowych jednostek sponiewieranych przez system. Tak więc sanatorium kościelne czeka otworem. Juz przygotowują terraria dla kalek, by ich na nowo humanizować. Już piszą oświadczenie o winie za ten bajzel jaki zrobili w ludzkich umysłach.
manny
c.d.
6. Kwestia adopcji dzieci jest sprawą bardzo delikatną, jak pisałem, nie zastanawialiśmy się nad tym jeszcze, może nie przyszedł odpowiedni czas.

7. Znam za to kilka par lesbijskich i jedną parę gejowską, które żyją razem, mieszkają i wychowują dzieci. Ostatnio 3 takie pray występowały w programie "Nasze dzieci" w Polsacie. dzieci się chowają dobrze i nie mają problemów w szkole związanych z homoseksualnymi rodzicami.

8. Nie ma badań na temat dzieci wychowywanych w związkach gejowskich i lesbijskich (chociaż takie badania trwają), natomiast są badania na temat przemocy w rodzinach (tych normalnych), na temat pedofilii ojców w stosunku do dziewcząt i na temat nieludzkiego traktowania kobiet.
Nie chcę tutaj gloryfikować związków osoó homoseksualnych, ale chcę zwrócić uwagę na pewien szczegół, który w ferworze czasami ucieka. mianowicie - związki gejów i lesbijek są szczere. Dwóch facetów nic nie trzyma. W momenci, gdy kończy sie uczucie, miłość, namiętnośc, idą oni w swoje strony. Inaczej wygląda sprawa w związkach heteroseksualnych, które czasami trwają z przyzwyczajenia (bo ślub, bo dzieci, bo co powiedzą rodzice).
Tak samo - jeżeli dwie lesbijki decydują się przyjąc dziecko - czują większe poczucie odpowiedzialności niż wiele par, w których dzieci pojawiają się z powodów losowych ("bo wpadłam").

9. Niewątpliwie kwestia adopcji dzieci przez pary homoseksualne zostanie uregulowana prawnie (jest to już w niektórych krajach w Europie) , w Polsce jest to sprawa przyszłości,choć mam nadzieję, że doczekam tych czasów.

10. Pozdrawiam wszystkich heteroseksualistów i zapewniam o sympatii. Dwom zaciekłym Paniom radzę nabrać dystansu i może trochę "chrześcijańwskiej" miłości, czy człowieczeństwa, w co tam wierzycie. Ja znam się na buddyzmie i wiem, że za sianie nienawiści i obrażanie innych osób bardzo psuje się karma.
Pozdrawiam

Na zakończenie polecam jeszcze dwa artykuły z homików dotyczace adopcji dzieci przez pary jednopłciowe:
homiki.pl/(*)name=News&file=article&sid=227
homiki.pl/(*)name=News&file=article&sid=189
Tradycjonalistka
ja wiem ze sa dobrzy ludzie wsrod gejow. ja nie chcialam nikogo urazic tylko z tymi dziecmi mam obawy ze ktos je wykorzysta...moze trzeba to przemyslec faktycznie..zycze wam takiego szczescia i takich sukcesow jak Dolce and Gabbana (moi ukochani projektanci
24-01-2005 21:39 
 Ocena 1 na 1
Walpurg (29 punktów)
>tylko z tymi dziecmi mam obawy ze ktos je wykorzysta...moze trzeba to przemyslec faktycznie..

Choć jestem gejem, to akurat nie mam ochoty na adopcję dziecka (przepraszam, ale po prostu "nie lubię" dzieci) - problem adopcji jest dla mnie zatem tylko teoretyczny - dlaczego zakładasz a priori, że dwóch gejów "wykorzysta" swojego synka lub córkę? Równie dobrze mężczyzna z heteroseksualnej pary adoptującej dziecko może je "wykorzystać"...
A co z sytuacją, gdy dziecko jest biologicznym dzieckiem jednego z partnerów/jednej z partnerek?

.
Aut liberi aut libri (Nietzsche)
25-01-2005 00:23 
 Ocena 1 na 1
Tusia (54 punktów)
>>tylko z tymi dziecmi mam obawy ze ktos je wykorzysta...moze trzeba to przemyslec faktycznie..

>Choć jestem gejem, to akurat nie mam ochoty na adopcję dziecka (przepraszam, ale po prostu "nie lubię" dzieci) - problem adopcji jest dla mnie zatem tylko teoretyczny - dlaczego zakładasz a priori, że dwóch gejów "wykorzysta" swojego synka lub córkę?

Mam chyba genialne rozwiazanie, ktore rozproszy obawy naszej przedmowczyni. W sumie oddanie do homoseksualnej rodziny adopcyjnej dziecka plci przeciwnej jest najlepszym zabezpieczeniem przed wykorzystywaniem, prawda? No, chyba ze tatusiowie beda wykorzystywali coreczke do biegania do sklepu
25-01-2005 12:31 
 Ocena 1 na 1
Walpurg (29 punktów)
>Mam chyba genialne rozwiazanie, ktore rozproszy obawy naszej przedmowczyni. W sumie oddanie do homoseksualnej rodziny adopcyjnej dziecka plci przeciwnej jest najlepszym zabezpieczeniem przed wykorzystywaniem, prawda?

To złe rozwiązanie, bo opiera sie na załozeniu, że geje będą wykorzystywać seksualnie adoptowanego chłopca. A na jakiej podstawie to zakładasz? Skoro proponujesz by gej (mężczyzna odczuwajacy pociag seksualny do innych - DOROSŁYCH - mężczyzn), mógł adoptować tylko dziewczynki, to powinno mieć to zastosowanie także w odniesieniu do rodzin heteroseksualnych - tam bowiem tatuś jest mężczyzną, którego pociągają seksaualnie kobiety, a więc pewnie będzie wykorzystywać swoją córeczkę. Więc dla mężczyzn heteroseksualnych szlaban dla adopcji dziewczynek???
Aut liberi aut libri (Nietzsche)
Zielona

>Nie chcę tutaj gloryfikować związków osoó homoseksualnych, ale chcę zwrócić uwagę na pewien szczegół, który w ferworze czasami ucieka. mianowicie - związki gejów i lesbijek są szczere. Dwóch facetów nic nie trzyma. W momenci, gdy kończy sie uczucie, miłość, namiętnośc, idą oni w swoje strony. Inaczej wygląda sprawa w związkach heteroseksualnych, które czasami trwają z przyzwyczajenia (bo ślub, bo dzieci, bo co powiedzą rodzice).
>Tak samo - jeżeli dwie lesbijki decydują się przyjąc dziecko - czują większe poczucie odpowiedzialności niż wiele par, w których dzieci pojawiają się z powodów losowych ("bo wpadłam").

Moim zdaniem tak własnie jest jak piszesz Ci którzy decydują się na dziecko czują się naprawdę dojrzali do roli rodzica.
Poza tym jak pisałam już wcześniej "większa trwałość związków heteroseksualnych jest uwarunkowana nie (!!!) odmiennym przebiegiem związku emocjonalnego, ale naciskami społecznymi w kierunku zachowania trwałości rodziny, przede wszystkim wówczas, gdy istnieją dzieci" jak sugeruje profesor Imieliński. Jest to tożsame z tym co Ty ująłeś pod pojęciem "przyzywyczajenie"
Pozdrawiam

??
Zielona
>Własnie staje się homofobem (przez sam fakt odpowiedzi na Twój wątek, skoro tak założyłaś)

Oj nie doczytałeś Cytuję " winna jestem małe sprostowanie- swoją notkę wycięłam z szerszej dyskusji, do której właśnie owi "homofobni artyści" mnie nakłonili, więc proszę tego tak personalnie nie brać do siebie"

>ale muszę napisać, że chociaż nie znam żadnego(ej) homoseksualnej osoby to już ich lubię jak wszystkich ludzi z ogromnym poczuciem humoru i talentem autoironii.

Tez ich lubię miedzy innymi za to właśnie.

>Pewien zespół muz. - Metallica- zaśpiewał kiedyś piosenkę pt.: "Free speech for the dumb", w której dość wrednie upomina się o wolność słowa dla niemów; ale hasło samo w sobie jest trzeba przyznać - kabaretowe. W swoich przykazaniach kreujesz im analogiczną sytuację...mianowicie (przy dodatkowym założeniu, że każdy homosex. wie skąd się biorą dzieci, ale pierwotnie (nie wtórnie-z domu dziecka)) piszesz o ludziach, którzy nie mają sobie zamiaru potomka sprawić

Nie bardzo się zrozumieliśmy, a szkoda Masz fajny sposób wyrażania myśli, lubię taki styl. Tyle, że trochę za daleko się zagalopowałeś w metaforach Powiedziałabym nawet, że trochę się w nich pogubiłeś, albo po prostu nie chciało Ci się przeczytać całości tego co napisałam

>ale jakoby jednocześnie instynktownie poządają jego istnienia i w tej sprawie robią tyle, że zawiązują w parach wspólnoty majątkowe pzy okazji obiecując sobie wierność i tym samym (nie wdawajmy się w badanie siły presji społ., która burzy harmonię ich zw. aż w końcu zmusza ich do zdrady)

Jedno to móc troszczyć się o swojego partnera/partnerkę na mocy prawa tzn być przy nim/ niej w zdrowiu i chorobie a drugie to chcieć posiadać dzieci. Związki partnerskie służą właśnie tej pierwszej ewentualności. Potencjalna adopcja to inny etap i nie każdy go pragnie, ale uważam, że Ci którzy pragną i mają nazwijmy to powołanie do bycia dobrym ojcem/matką powinni móc się realizować jako rodzice według ( PODKREŚLAM) mnie.

>zgodnie z Twoją wiedzą na ich temat, resztę swojego niewyidealizowanego żywota spędzają tylko ze sobą pochłonięci walką o możliwość zdobycia potomka drugim kanałem, wspierają się w tej walce i podtrzymują w nadziei, że kiedyś go wreszcie zdobędą; czy tak naprawdę wygląda ich życie???

Ejże kolego ale bzdurki mi tu imputujesz

> oj nieładnie tak sobie stroić żarciki z tym adoptowaniem dzieci przez ludzi którzy ich nie chcą mieć, pomyśl sobie o tych, którzy napradę biologicznie ich mieć nie mogą, pewnie czują się jak te niemowy po Twoim apelu...

Także zaniemówiłam czytając to coś wyprodukował
Powtarzam się - fajny masz dowcip, doceniam kunszt komika-szydercy, ale trochę jakby przerost formy nad treścią w Twej sztuce Mistrzu
Pozdrawiam

??
PTRqwerty
Nie ma specjalnie sensu, abym się wypowiadał nie czytając książki na którą się powołujesz. W końcu nie może być bezsensowne coś co się cieszy sporym uznaniem. 600 pozycji w bibliografii też o czymś świadczy.
Szukałem informacji o niej i co się o niej pisze.
Głównie są to propozycje kupna. W większości jest identycznie brzmiąca recenzja.
Natknąłem się na krytykę przyjmowania postaw skrajnych w zadanym temacie. Niniejsza książka służyła w niej jako przykład takiej skrajności. Może ktoś zechce: czytelnia.onet.pl/0,1191060,1,do_czytania.html Niestety to tylko wstęp, ale pewne światło na sprawę rzuca.
Kolejna wypowiedź pochodzi ze strony "Pedagogika i wychowanie", która bardzo serio traktuje tę pozycję. www.stegny(*)odst_ped/genetyka_banasiak.htm
09-02-2005 13:15 
 Ocena 1 na 1
kret (6 punktów)
Chmm.. no bardzo dziękuje za uznanie dla mojej poetyckiej osobowości, ale ja nie chciałem( a w zasadzie nie chciałamodpisywać Tobie tylko założycielce tegóż forum..
jarcio (1198 punktów)
>Legalizacja związków partnerskich będzie bodźcem
>wzmacniającym trwałość związków homoseksualnych

Zawiązki partnerskie są legalne.Może przykładowo Pan ze swoim partnerem żyć wspólnie, a wymiar sprawiedliwości nie ma podstawy prawnej by Was z tego powodu ścigać.

>a założenie rodziny homoseksualnej uczyni homo i hetero związki równymi
>pod względem społecznych parametrów.

Rodziny mają to do siebie, że wydają na świat potomostwo chyba, że cierpią na chorobe, która im to nieumożliwia.

Zielona
>>Legalizacja związków partnerskich będzie bodźcem
>>wzmacniającym trwałość związków homoseksualnych

>Zawiązki partnerskie są legalne.Może przykładowo Pan ze swoim partnerem żyć wspólnie, a wymiar sprawiedliwości nie ma podstawy prawnej by Was z tego powodu ścigać.

Związki partnerskie są "legalne" tak samo jak konkubinat tyle, że konkubinat hetero-pary można w każdej chwili usankcjonować jeśli taka wola obu stron. Związki homo-par tej możliwości nie mają. Proszę mi wybaczyć, ale nomenklatura prawnicza nie jest moją "działką" Myślę, że wiesz o co chodzi tylko postanowiłeś uprawiać dywagacje metatekstowe. Notabene nie jestem Panem a Panią i posiadam już od kilku lat cywilnego małżonka

>>a założenie rodziny homoseksualnej uczyni homo i hetero związki równymi
>>pod względem społecznych parametrów.

> Rodziny mają to do siebie, że wydają na świat potomostwo chyba, że cierpią na chorobe, która im to nieumożliwia.

Nie jest prawdą, że "rodziny mają to do siebie, że wydają na świat potomstwo" Słowo "rodzina" w czasach współczesnych bardziej odnosi się do więzi emocjonalnej między dwojgiem ludzi, którzy postanowili żyć we wspólnym gospodarstwie domowym a czasem nawet jest to określenie wyłącznie więzi, bo osoby zwane mężem i żoną żyją w innych miejscowościach. Wielu moich znajomych mimo, że są to heteroseksualne związki ludzi płodnych nie planuje wcale mieć dzieci. Nie mamy żadnego argumentu poza religijnymi aby odbierać im prawo do bycia RODZINĄ .
Pozdrawiam
??
25-01-2005 12:16 
 Ocena 1 na 1
jarcio (1198 punktów)
>Związki partnerskie są "legalne" tak samo jak konkubinat tyle, że konkubinat hetero-pary można w każdej chwili usankcjonować jeśli taka wola obu stron. Związki homo-par tej możliwości nie mają.

No to wobec tego posłużyła sie Pani niezręcznym językiem i należało sprecyzować swoje stanowisko.Dzisiaj sie jakoś tak dziwnie utarło, z pewnością przez błąd językowy (a moze cos wiecej ?), że związki homoseksualne są nielegalne, co oczywiście jest kłamstwem.Dlatego, zwróciłem na te niezręczność uwage.Sądze, że powinno sie mówić o usankcjonowaniu związków partnerskich obojga płci, a nie ich legalizacji.Pierwsza część tego zdania, jest z pewnością bliższa prawdy.

>Notabene nie jestem Panem a Panią i posiadam już od kilku lat cywilnego małżonka

Sorry

>Wielu moich znajomych mimo, że są to heteroseksualne związki ludzi płodnych nie planuje wcale mieć dzieci.

No, ale chyba Pani nie traktuje tego jako argument ? Ja moge powiedzieć coś zupełnie odwrotnego i w ten sposób człowiek utkwi w martwym punkcie, gdyż nie bedzie w stanie udowodnić swoich racji.Wielu moich znajomych, w przeciwieństwie do tego co Pani mówi, jak najbardziej planuje w przyszłości wydanie potomstwa na świat.
No i co teraz z tym fantem zrobić ?

>Nie mamy żadnego argumentu poza religijnymi aby odbierać im prawo do bycia RODZINĄ .
>Pozdrawiam

Nie mamy już jak zbijać stanowiska przeciwnego "nowej rodzinie" to musimy zidentyfikować rozmówce z religią.

Pozdrawiam
Zielona

>No to wobec tego posłużyła sie Pani niezręcznym językiem i należało sprecyzować swoje stanowisko.Dzisiaj sie jakoś tak dziwnie utarło, z pewnością przez błąd językowy (a moze cos wiecej ?), że związki homoseksualne są nielegalne, co oczywiście jest kłamstwem.Dlatego, zwróciłem na te niezręczność uwage.Sądze, że powinno sie mówić o usankcjonowaniu związków partnerskich, a nie ich legalizacji.Pierwsza część tego zdania, jest z pewnością bliższa prawdy.

Uważam mimo, iż jak nadmieniałam nie jestem zbyt biegła w prawniczej nomenklaturze, że związki nie są legalne, ale jednocześnie nie są nielegalne. Myślę, że mamy zatem prawo mówić, że "legalne" nie są choć nie mamy prawa mówić o nich "nielegalne" Taki drobny niuansik gwoli jasności

>>Wielu moich znajomych mimo, że są to heteroseksualne związki ludzi płodnych nie planuje wcale mieć dzieci.
>No, ale chyba Pani nie traktuje tego jako argument ? Ja moge powiedzieć coś zupełnie odwrotnego i w ten sposób człowiek utkwi w martwym punkcie, gdyż nie bedzie w stanie udowodnić swoich racji.Wielu moich znajomych, w przeciwieństwie do tego co Pani mówi, jak najbardziej planuje w przyszłości wydanie potomstwa na świat.
>No i co teraz z tym fantem zrobić ?

Ano zrobić nalezy to co zamierzałam czyli nie wszczynać licytacji kto i ile dzieci mieć zamierza a jednynie ustalić fakt, że ludzi bezdzietnych z wyboru oczywiście można i należy nazywać RODZINĄ.

>>Nie mamy żadnego argumentu poza religijnymi aby odbierać im prawo do bycia RODZINĄ .
>Nie mamy już jak zbijać stanowiska przeciwnego "nowej rodzinie" to musimy zidentyfikować rozmówce z religią.

Ależ mamy Wcale nie identyfikuję Cię z religią a jedynie nadmieniam, że religia w czasach współczesnych forsuje tezy anty-antykoncepcja, pro-metody naturalne itp Nie mam zaielonego pojęcia czy i nie sugeruję wcale, że mój oponent jest osoba religijną co więcej nie obchodzi mnie ów fakt a liczą się tu wyłącznie arumenty
Pozdrawiam
??
25-01-2005 12:44 
 Ocena 1 na 1
jarcio (1198 punktów)

>>>Wielu moich znajomych mimo, że są to heteroseksualne związki ludzi płodnych nie planuje wcale mieć dzieci.
>>No, ale chyba Pani nie traktuje tego jako argument ? Ja moge powiedzieć coś zupełnie odwrotnego i w ten sposób człowiek utkwi w martwym punkcie, gdyż nie bedzie w stanie udowodnić swoich racji.Wielu moich znajomych, w przeciwieństwie do tego co Pani mówi, jak najbardziej planuje w przyszłości wydanie potomstwa na świat.
>>No i co teraz z tym fantem zrobić ?
>Ano zrobić nalezy to co zamierzałam czyli nie wszczynać licytacji kto i ile dzieci mieć zamierza a jednynie ustalić fakt, że ludzi bezdzietnych z wyboru oczywiście można i należy nazywać RODZINĄ.

A jak to jest w końcu z homoseskualistami ? Stają przed tym wyborem czy nie ? Jeśli nie stają przed wyborem i są przymuszeni przez uwarunkowania genetyczne, czy inne, to czy nadal sie zawierają w Pani pojęciu rodziny czy już nie ?

>>>Nie mamy żadnego argumentu poza religijnymi aby odbierać im prawo do bycia RODZINĄ .
>>Nie mamy już jak zbijać stanowiska przeciwnego "nowej rodzinie" to musimy zidentyfikować rozmówce z religią.
>Ależ mamy Wcale nie identyfikuję Cię z religią a jedynie nadmieniam, że religia w czasach współczesnych forsuje tezy anty-antykoncepcja, pro-metody naturalne itp Nie mam zaielonego pojęcia czy i nie sugeruję wcale, że mój oponent jest osoba religijną co więcej nie obchodzi mnie ów fakt a liczą się tu wyłącznie arumenty
>Pozdrawiam
>??

To w takim razie po co ten element religii, skoro nikt z nas na niego sie nie powołał ?

Pozdrawiam
Zielona

>A jak to jest w końcu z homoseskualistami ? Stają przed tym wyborem czy nie ? Jeśli nie stają przed wyborem i są przymuszeni przez uwarunkowania genetyczne, czy inne, to czy nadal sie zawierają w Pani pojęciu rodziny czy już nie ?

Pisz mi na "Ty" Przy "Pani" czuję się baaardzo staro
Jestem zwolenniczką tezy, że homoseksualizm jest uwarunkowany wieloczynnikowo, nie wiem czy to w jakiś sposób pozwala nam rozstrzygać spór o nazywanie więzi emocjonalej między homoseksualistami rodziną. Moim zdaniem - TAK są oni RODZINĄ.

>To w takim razie po co ten element religii, skoro nikt z nas na niego sie nie powołał ?

O.K. masz rację moja luźna uwaga o religii była zbędna

Pozdrawiam

??
Mariusz Agnosiewicz
>>Związki partnerskie są "legalne" tak samo jak konkubinat tyle, że konkubinat hetero-pary można w każdej chwili usankcjonować jeśli taka wola obu stron. Związki homo-par tej możliwości nie mają.
>No to wobec tego posłużyła sie Pani niezręcznym językiem i należało sprecyzować swoje stanowisko.Dzisiaj sie jakoś tak dziwnie utarło, z pewnością przez błąd językowy (a moze cos wiecej ?), że związki homoseksualne są nielegalne, co oczywiście jest kłamstwem.Dlatego, zwróciłem na te niezręczność uwage.Sądze, że powinno sie mówić o usankcjonowaniu związków partnerskich, a nie ich legalizacji.

Mylisz się. Niebywale wynosisz się ponad swoją polemistkę a sam używasz potocznego znaczenia pojęć. Pojęcie legalizacja jest czasami nieprecyzyjnie używane w odniesieniu do związków konkubenckich - mówi się o ich legalizacji, zaś one nie tylko nie są prawnie zakazane (potoczne pojęcie - nielegalne), ale i mają swoje regulacje w różnych aktach prawnych. Wprowadzenie uregulowania tych związków w jednym całościowym akcie nie powinno być określane mianem legalizacji, na co zwracałem uwagę w jednym ze swoich artykułów. W odniesieniu do związków partnerskich pojęcia tego używa się raczej poprawnie (no, chyba, że ktoś twierdzi, że związki te są zakazane).

Ty rozumiesz legalizację tylko w znaczeniu potocznym, jako brak prawnego zakazu, ale to jest tylko część znaczenia. Jednym ze znaczeń legalizacji czynu czy zachowania może być jego ujęcie w języku przepisów prawnych, uregulowanie prawne, wprowadzenie do aktów prawnych, nadanie mocy prawnej. Homozwiązki są prawnie indyferentne a ich prawne uregulowanie, nadanie im znaczenia i skutków prawnych można określić właśnie legalizacją, co też ich zwolennicy słusznie podkreślają. Walczy się zatem o legalizację, a aktualny brak legalizacji nie jest tożsamy z nielegalnością, jak to sobie prostodusznie wytłumaczyłeś.

I to jest lepsze pojęcie niż Twoje sankcjonowanie. Sankcja w prawie kojarzy się przede wszystkim z karaniem, a takich, nawet odległych skojarzeń odnośnie związków partnerskich zdecydowanie niepotrzebna, chyba że celowo takie podejrzane pojęcie tutaj forsujesz. Gdybyś był nieco bardziej dociekliwy, nawet u pana Kopalińskiego mógłbyś się dowiedzieć, że sankcjonować to także legalizować.

Dlatego też proszę nie zwracać uwagi na wywody kolegi i spokojnie używać pojęcia "legalizacja związków partnerskich", co więcej jako lepszego i trafniejszego niż nieszczęsne "usankcjonowanie"
25-01-2005 14:20 
 Ocena 1 na 1
jarcio (1198 punktów)
>Homozwiązki są prawnie indyferentne a ich prawne uregulowanie, nadanie im znaczenia i skutków prawnych można określić właśnie legalizacją, co też ich zwolennicy słusznie podkreślają. Walczy się zatem o legalizację, a aktualny brak legalizacji nie jest tożsamy z nielegalnością, jak to sobie prostodusznie wytłumaczyłeś.

Kolego związki homoseksualne są legalne.Legalne to nie jest prawo dziedziczenia majątku przez któregoś z partnerów w takim właśnie związku,przykładowo.Te związki tez nie są formalne w świetle prawa.Ale legalne jak najbardziej.

> aktualny brak legalizacji nie jest tożsamy z nielegalnością, jak to sobie prostodusznie wytłumaczyłeś.

Nie ma czegoś takiego jak "aktualny brak legalizacji związków homoseksualnych".Ja dobrze wiem, że brak legalizacji nie jest tożsamy z nielegalnością i nigdy nie twierdziłem przeciwnie.Zapewne mnie nie zrozumiałeś i moje słowa o błędnej sugestii "legalizacji związków homoseksualnych" odebrałeś jako odnoszące sie do mojej osoby tylko i wyłacznie.Ja twierdze, żę takie określenie "legalizacja związków homoseksualnych" wprowadza ludzi w błąd, gdyż sugeruje im, że te związki legalne nie są.
To że ktoś nie ma wszystkich praw wcale nie oznacza, że jego stanowisko wymaga legalizacji.Dzieci też nie mają wszystkich prawa.Czy to oznacza, że dzieciństwo trzeba zalegalizować lub "prawnie uregulować" ?
Dlaczego nie mówi sie o legalizacji dzieciństwa ? Bo nie ma czego legalizować ! Tak samo jest w przypadku związków partnerskich.Tylko nie rozumiem po co ten upór przy tym błędnym określeniu ? Może ktoś tutaj nowomowe stosuje ?

>I to jest lepsze pojęcie niż Twoje sankcjonowanie. Sankcja w prawie kojarzy się przede wszystkim z karaniem, a takich, nawet odległych skojarzeń odnośnie związków partnerskich zdecydowanie niepotrzebna, chyba że celowo takie podejrzane pojęcie tutaj forsujesz. Gdybyś był nieco bardziej dociekliwy, nawet u pana Kopalińskiego mógłbyś się dowiedzieć, że sankcjonować to także legalizować.

Natomiast słowo "legalizacja" przedewszystkim wśród społeczeństwa, jest kojarzone jako nadanie prawnego przyzwolenia na dane zjawisko.Gdy ludziom sie mówi, że coś trzeba zalegalizować to z czasem nabierają coraz większej pewności, że dane zjawisko legalne nie jest.Homoseksualim jak i związki homoseksualne są legalne.Wobec prawa różnią sie od małżeństw tym, że nie posiadają tych praw, które obowiązują w związkach małzeńskich.Wobec tego sądze, że najlepszym rozwiązaniem bedzie określanie istoty problemu jako "nadanie pełnych praw związkom homoseksualnym".Poprawniej jest ppisać o "nadaniu pełnych praw związkom homoseksualnym", aniżeli "legalizacji związków homoseksualnych".

>Dlatego też proszę nie zwracać uwagi na wywody kolegi i spokojnie używać pojęcia "legalizacja związków partnerskich", co więcej jako lepszego i trafniejszego niż nieszczęsne "usankcjonowanie"

Ależ Panie Generalissimus ludzie dobrze wiedzą, co jest słuszne, a co nie.Napradwe nie musi Pan im pomagać w dobieraniu tej "słusznej drogi"

Pozdrawiam

Mariusz Agnosiewicz
Jarcio,

Nigdy nie wyjdziemy z problemu, jeśli Ty nie wyjdziesz poza potoczne rozumienie pojęcia "legalizacja". Ty mi tutaj opowiadasz, że w społeczeństwie jest to rozumiane tak a tak, że pojęcia legalizacja coś źle sugeruje, i to są Twoje argumenty na to, że ktoś tutaj źle używa pojęć. Jeśli się nie zna znaczenia pojęć, to może to być mylące, jednak jeśli się postuluje zmiany dotyczące regulacji prawnych, można i należy używać konotacji prawnych pojęć. Język prawny i prawniczy nieco się różnią od potocznego. Jest na pewno wiele takich pojęć w języku prawnym lub prawniczym, których znaczenia do końca nie znasz lub które rozumiesz inaczej, ale nie znaczy to, że jest to nowomowa, lecz właśnie język prawny lub prawniczy, który cechuje się pewnymi odrębnościami.

Wyłożę Ci to łopatologicznie:

W prawie legalizacja może oznaczać:
- urzędowe stwierdzenie wiarygodności
- uwierzytelnienie
- nadanie mocy prawnej
- zatwierdzenie
- uznanie za zgodne z prawem

Ty, świadom tylko ostatniego znaczenia, wymądrzasz się w zagadnieniu na którym się nie znasz. To nie chodzi o to, że legalizacja związków to rozszerzenie ich praw czy nadanie "pełnych praw", jak błędnie sugerujesz, ale pozbawienie go prawnej indyferencji. Osoba pożywająca w takim związku nie ma z tego tytułu żadnych praw, a to dlatego, że zasadniczo jest to taki stan społeczny, który jest prawnie nierelewantny, nie rodzi skutków prawnych jako taki.

Legalis (łac.) znaczy "ustawowy", i o to tutaj chodzi, że legalizacja to, mówiąc kolokwialnie, wprowadzenie homozwiązków do ustaw, do prawa pozytywnego, związanie z nimi określonych skutków prawnych, a jakich - to kwestia dyskusji.

Plączesz się w pojęciach przez mieszanie znaczeń. "Nielegalny" to pojęcie typowo potoczne. "Legalizacja" - tutaj stosujemy to w znaczeniu prawniczym, jeśli postulujemy pewne zmiany w kwestii "homozwiązki i prawo".

Jednym z synonimów sankcjonowania, jest legalizowanie.

Jeśli nie czujesz prawniczej siatki pojęciowej, to się nie wymądrzaj, bo głupio to wygląda. Jeśli jeszcze nie załapałeś, dlaczego stosowanie pojęcia "legalizacja" do związków partnerskich jest trafniejsze niż sankcjonowanie, to wytłumaczę Ci to inaczej, ale ufam, że będziesz potrafił przyznać się do błędu i nie będziesz ślepo pozostawał w swym uporze.
25-01-2005 13:11 
 Ocena 1 na 1
jarcio (1198 punktów)
>Pisz mi na "Ty" Przy "Pani" czuję się baaardzo staro

OK młoda, no problemo

>Jestem zwolenniczką tezy, że homoseksualizm jest uwarunkowany wieloczynnikowo, nie wiem czy to w jakiś sposób pozwala nam rozstrzygać spór o nazywanie więzi emocjonalej między homoseksualistami rodziną. Moim zdaniem - TAK są oni RODZINĄ.

Na gruncie historycznym spostrzegam rodzine, jak związek krwi trwający co najnmniej od kilku pokoleń.Homoseksualiści mają to do siebie, że tego pokolenia nigdy mieć nie bedą.W każdym z takich związków, wspólne żcie skończy sie tylko na związku obecnym.Nigdy nie bedzie czegoś takiego, jak tradycja rodzinna.
Moim zdaniem nie kwalifikują sie do miana rodziny.Ich związki można określać mianem związków partnerskich.

Równość to bardzo dobra rzecz.Z tym, że ingerowanie w nature i naginanie jej by "temu sprostała" już jest powiedziałbym bardzo ryzykowne.

Pozdrawiam

PTRqwerty
Miałbym jednak parę pytań. Odnośnie książki pani Harris. Dwie osoby to czytały, więc może zechcą coś bliżej powiedzieć.
W recenzjach ta praca jest przedstawiana bardzo skrótowo - jak to recenzja. Musiałbym to kupić i przeczytać gdybym chciał poznać treść, ale popytać też mogę. Z tej dyskusji wynika, że co najmniej dwie osoby książkę czytały.
Możemy przyjąć zasadę, że skoro w tym momencie się pytam, to nie będę podejmować dalszych wypowiedzi w tonie polemicznym - o ile tylko uzyskam odpowiedź, czyli informację o treści publikacji pani Harris, a nie czyjeś osobiste poglądy.

Podstawowa sprawa. W recenzjach przedstawia się treść tej książki głównie w formie myśli, że geny i rówieśnicy mają większy wpływ na wychowanie dziecka.
1. Pytanie pierwsze moje jest, czy tak się dzieje we wszystkich rodzinach, czy też w większości?
2. Drugie pytanie to, czy pani Harris poruszyła kwestię, czy zaobserwowane przez nią zjawisko występuje zawsze i we wszystkich kulturach, czy też jest to jedynie współczesne?
Drugie pytanie nasuwa mi się dlatego, gdyż jesteśmy w czasach stałego rozwoju i stałych zmian. Współczesne dzieci znacznie lepiej radzą sobie z obsługą urządzeń technicznych niż ich opiekunowie, którzy często proszą je o pomoc. Zatem w pewnym sensie tracą tzw. autorytet. Różni rodzice mają zupełnie różny kontakt ze swoimi dziećmi. Jedni potrafią nawiązać kontakt z dzieckiem, inni zupełnie sobie z tym nie radzą. Ujmując jeszcze inaczej - zapewne inaczej dziecko traktuje rodzica, który jest fizykiem, a rodzica, który jest sprzedawcą spodni, choć może nawet tak samo swych rodziców kocha. Kiedy dziecko powiedzmy studia skończy i dojdzie do jakiegoś konfliktu choćby światopoglądowego, zupełnie inaczej rozmawia się z rodzicem, którego się nie traktuje intelektualnie. Zatem środowisko dziecka będzie miało duży wpływ na jego sposób patrzenia na świat, ale jest jeszcze istotne kim jest rodzic - współcześnie.
Wtedy gdy nie było takiego rozwoju, być może rodzicie mieli więcej do zaoferowania swym dzieciom - tzw. doświadczenia życiowego.
Krzysiu
Uff!!! Mnóstwo tych wątków. Wybaczcie więc, że nie czytałem wszystkich. Tak samo pewnie będzie z moim. No, ale cóz.
Moim zdaniem pary homoseksualne to obecnie nic nowego. Adopcja dzieci? Czemu nie!!! A jakże!!! Jest według mnie tylko jeden warunek:
Takie osoby nie powinny wierzące, lub przynajmniej nie są chrześcijanami.
Religia chrześcijańska takie związki jednoznacznie określa jako niemoralne, więc niestety nijak nie da się pogodzić tych dwóch rzeczy.
Poza tym nie widzę żadnych przeciwwskazań.
Obecny czas (według mnie) nie jest przeznaczony na naprawę świata, tylko na wybranie grona ludzi, którzy okażą się wierni w niesprzyjających warunkach. Całą resztę biblia opisuje tak:
2 Tm 3:1-17
1. A wiedz o tym, że w dniach ostatnich nastaną chwile trudne.
2. Ludzie bowiem będą samolubni, chciwi, wyniośli, pyszni, bluźniący, nieposłuszni rodzicom, niewdzięczni, niegodziwi,
3. bez serca, bezlitośni, miotający oszczerstwa, niepohamowani, bez uczuć ludzkich, nieprzychylni,
4. zdrajcy, zuchwali, nadęci, miłujący bardziej rozkosz niż Boga.
5. Będą okazywać pozór pobożności, ale wyrzekną się jej mocy. I od takich stroń.
6. Z takich bowiem są ci, co wślizgują się do domów i przeciągają na swą stronę kobietki obciążone grzechami, powodowane pożądaniami różnego rodzaju,
7. takie, co to zawsze się uczą, a nigdy nie mogą dojść do poznania prawdy.
8. Jak Jannes i Jambres wystąpili przeciw Mojżeszowi, tak też i ci przeciwstawiają się prawdzie, ludzie o spaczonym umyśle, którzy nie zdali egzaminu z wiary. Ale dalszego postępu nie osiągną:
9. bo ich bezmyślność będzie jawna dla wszystkich, jak i tamtych jawna się stała.
10. Ty natomiast poszedłeś śladem mojej nauki, sposobu życia, zamierzeń, wiary, cierpliwości, miłości, wytrwałości,
11. prześladowań, cierpień, jakie mnie spotkały w Antiochii, w Ikonium, w Listrze. Jakież to prześladowania zniosłem - a ze wszystkich wyrwał mnie Pan!
12. I wszystkich, którzy chcą żyć zbożnie w Chrystusie Jezusie, spotkają prześladowania.
13. Tymczasem ludzie źli i zwodziciele będą się dalej posuwać ku temu, co gorsze, błądząc i /innych/ w błąd wprowadzając.
14. Ty natomiast trwaj w tym, czego się nauczyłeś i co ci zawierzono, bo wiesz, od kogo się nauczyłeś. Od lat bowiem niemowlęcych znasz Pisma święte.

Ci, co nie znają Boga, lub Go nie uznają, mają wolną rękę. Niech sobie robią co chcą. Ich te przykazania na razie nie dotyczą.
dr E
>Homoseksualiści mają to do siebie, że tego pokolenia nigdy mieć nie bedą.W każdym z takich związków, wspólne żcie skończy sie tylko na związku obecnym.Nigdy nie bedzie czegoś takiego, jak tradycja rodzinna.

Jakiś czas temu oglądałem program "Warto rozmawiać", w którym jakiś kleryk chciał wykazać, że geje są osobami chorymi wedle kryteriów medycznych. Wyszedł z założenia, że wedle medycyny osoba bezpłodna jest osobą chorą, a że dwóch mężczyzn (para gejów) nie może mieć dzieci, zatem jest bezpłodna, co oznacza, że są wedle kryteriów medycznych chorzy..... Szczęka mi opadła do ziemi słysząc takie głupoty, że geje dzieci mieć nie mogą... Jeśli mogą produkować odpowiednią ilość zdrowych plemników, to są jak najbardziej płodni i wbrew temu co zacytowałem powyżej - osoby homoseksualne pokolenie mogą mieć, ba ... znam zarówno osoby homo, bi jak i transseksualne, które potomstwo posiadają, ich życie nie kończy się tylko na związku partnerskim, ich geny są przekazane dalej.
Może warto powoli zacząć rewidować pojęcie tradycyjnej rodziny, bo pojęcie to już mocno przestarzałe
26-01-2005 22:38 
 Ocena 1 na 1
jarcio (1198 punktów)
>>Homoseksualiści mają to do siebie, że tego pokolenia nigdy mieć nie bedą.W każdym z takich związków, wspólne żcie skończy sie tylko na związku obecnym.Nigdy nie bedzie czegoś takiego, jak tradycja rodzinna.
> Jeśli mogą produkować odpowiednią ilość zdrowych plemników, to są jak najbardziej płodni i wbrew temu co zacytowałem powyżej - osoby homoseksualne pokolenie mogą mieć,

Tylko do tego potrzeba partnera przeciwnej płci Panie dr.

>ba ... znam zarówno osoby homo, bi jak i transseksualne, które potomstwo posiadają, ich życie nie kończy się tylko na związku partnerskim, ich geny są przekazane dalej.

Homoseksualiści jeśli posiadają dzieci, to wypadałoby sie zastanowić czy rzeczywiście są homoseksualistami.Homoseksualista, nie potrafi współżyć z przeciwną płcią, bo nie jest pobudzony seksualnie, a wiec dzieci mieć nie może.Jeśli tego pokolenia sie dorobił, nastapiło to, gdy jeszcze nie bylł homoseksualistą i mógł wpółżyć z płcią przeciwną.Czyli żył wcześniej z żoną, miał dzieci, tylko jednego dnia świat mu stanął do góry nogami i postanowił kopulować z mężczyznami.

>Może warto powoli zacząć rewidować pojęcie tradycyjnej rodziny, bo pojęcie to już mocno przestarzałe

Aha czyli nowy model rodziny to taki w którym mężczyzna posiada pokolenie, żyje z żoną przez powiedzmy 10 lat, po czym sie z nią rowodzi, rozbija rodzine i postanawia kopulować z mężczyznami.Oto zdaniem dr. E nowy "warty" model rodziny XXI wieku.

Dziekuje, ale nie.Śmiem skromnie stwierdzić, że taki model służy za patologie, a nie jako dobry przykład rodziny.
dr E
>Homoseksualiści jeśli posiadają dzieci, to wypadałoby sie zastanowić czy rzeczywiście są homoseksualistami.Homoseksualista, nie potrafi współżyć z przeciwną płcią, bo nie jest pobudzony seksualnie, a wiec dzieci mieć nie może.Jeśli tego pokolenia sie dorobił, nastapiło to, gdy jeszcze nie bylł homoseksualistą i mógł wpółżyć z płcią przeciwną.Czyli żył wcześniej z żoną, miał dzieci, tylko jednego dnia świat mu stanął do góry nogami i postanowił kopulować z mężczyznami.

Jak najbardziej się zgadzam, że do spłodzenia potomstwa potrzebny jest przynajmniej jeden mężczyzna i przynajmniej jedna kobieta.
To że geja nie podnieca kobieta nie stoi na przeszkodzie by ejakulował. Może w trakcie miłości ze swym partnerem ejakulować bezpośrednio do pojemnika na nasienie. Podobnież do zaplemnienia lesbijki wcale nie jest potrzebna penetracja jej pochwy penisem. Wystarczy, że gdy lesbijki będą się kochać, jedna z nich wprowadzi odpowiednim inseminatorem nasienie do jej pochwy.
Są oczywiście metody zapłodnień in vitro, które nie wymagają tyle zachodu i dają większe szanse na uzyskanie potomstwa.
Zatem gej, który nie doznaje erekcji na widok kobiety dziecko mieć może.

Oczywiście jest też sporo osób homoseksualnych, które posiadają potomstwo ze związków w których utrzymywały stosunki heterosekusalne, co nie oznacza, że są biseksualni czy że zmieniła im się orientacja. Po prostu w danym miejscu i czasie nie mieli możliwości zawarcia związków z tą samą płcią, może byli poddani społecznym represjom, może wykształcili w sobie poczucie bycia gorszym i za wszelką cenę chcieli dążyć do "jedynego i słusznego modelu życia"... Ich świat od początku był odwrócony do góry nogami, może pewnego dnia dopiero mieli możliwośc stanąć na nogach. Proponował bym spojrzeć na to z tej strony, a nie traktować homosekusalizm jak jakiś kaprys, bo kto chiałby ot tak sobie, z czystego "widzi mi się" stać się gejem w niezwykle homofobicznym kraju?

>>Może warto powoli zacząć rewidować pojęcie tradycyjnej rodziny, bo pojęcie to już mocno przestarzałe
>Aha czyli nowy model rodziny to taki w którym mężczyzna posiada pokolenie, żyje z żoną przez powiedzmy 10 lat, po czym sie z nią rowodzi, rozbija rodzine i postanawia kopulować z mężczyznami.Oto zdaniem dr. E nowy "warty" model rodziny XXI wieku.
>Dziekuje, ale nie.Śmiem skromnie stwierdzić, że taki model służy za patologie, a nie jako dobry przykład rodziny.
Ja również nie popieram gejów ukrywających swoją orientację i wstępujących w związki heteroseksualne, posiadających dzieci z kobietami w sposób "tradycyjny", a następnie, gdy bariera wcześniej uniemożliwiająca im comming out znika, rozwodzący sie z żoną. Tym sposobem krzywdzą zarówno małżonkę jak i dzieci. Winę za takie zachowanie pośrednio ponosi każda osoba głosząca treści homofobiczne, przez to bowiem niektórzy geje, bojący się społecznego ostracyzmu wstępują w związki małżeńskie "bo rodzina, bo kariera polityczna, bo kariera zawodowa" itp itd
Nie o taki XXI wieczny model rodziny mi chodziło.
27-01-2005 01:00 
 Ocena 1 na 1
jarcio (1198 punktów)
>Zatem gej, który nie doznaje erekcji na widok kobiety dziecko mieć może.

Pod warunkiem, że znajdzie kobiete, która zgodzi sie nosić w łonie dziecko, które pozniej bedzie musiała oddać.Rozumiem, że takie zachowanie kobiety byłoby dla ciebie prawidłowe ? Znaczyłoby to tyle co traktowanie człowieka niczym naczynie, w którym możesz sobie wychodować człowieka.Gdy już człowiek bedzie gotowy, dziecko wyjmuje sie z tego naczynia.Dziecko trafia do związku homoskesualnego, a matka nie rości do niego żadnych uczuć i żadnych praw.Chyba, że widzisz tutaj możliwość, dwóch ojćów i jednej matki ;-P.W takim razie kolejne pytanie ; jak posiadanie dwóch ojćow i jednej matki, albo dwóch matek i jednego ojca wpłynie na psychike dziecka ? Coś mi sie zdaje, że najgorzej wyjdzie na tym dziecko.Pytanie znowu czy osoby które skazują dziecko na nienormalne życie, nadają sie na tych rodziców ? Bo moim zdaniem ktoś tutaj chce sie zabawić, umilić sobie życie kosztem dziecka.

>Oczywiście jest też sporo osób homoseksualnych, które posiadają potomstwo ze związków w których utrzymywały stosunki heterosekusalne, co nie oznacza, że są biseksualni czy że zmieniła im się orientacja.

Hę ??? Jak homoseksualista może współżyć z osobnikiem przeciwnej płci ? Jeśli współżyje, to musi być pobudzony seksualnie, więc jest podniecony i odczuwa przyjemność z aktu seksualnego.Homoseksualiści nie odczuwają pociągu seksualnego do odmiennej płci, a do tej samej.Jeśli jest inaczej to nie są homoseksualistami.Homoseksualista nie może utrzymywać związków heteroseksualnych !!! To najzwyklejszy błąd logiczny.Stary co ty wygadujesz ???!!!

>Po prostu w danym miejscu i czasie nie mieli możliwości zawarcia związków z tą samą płcią, może byli poddani społecznym represjom, może wykształcili w sobie poczucie bycia gorszym i za wszelką cenę chcieli dążyć do "jedynego i słusznego modelu życia"... Ich świat od początku był odwrócony do góry nogami, może pewnego dnia dopiero mieli możliwośc stanąć na nogach.

Jeśli dla Ciebie człowiek, który rozbija rodzine staje na nogi, to sie nie dogadamy bo nasze systemy wartości są poodwracane o 180 stopni.Destrukcja to oznaka bezsilności i ze stawaniem na nogi nie ma nic wspólnego.Człowiek który niszczy nadal leży na glebie.Tylko akt konstrukcji może człowieka podnieść i uszlachetnić.

>Proponował bym spojrzeć na to z tej strony, a nie traktować homosekusalizm jak jakiś kaprys, bo kto chiałby ot tak sobie, z czystego "widzi mi się" stać się gejem w niezwykle homofobicznym kraju?

Nie chciałbym sie wychowywać w żadnym innym kraju.Polska jest mi najdroższa.Jeśli koledze nieodpowiada "ten homofobiczny kraj" to nic nie stoi na przeszkodzie by sie przeprowadzić do homoseksualnego raju - Holandii.

Tradycjonalistka
Wczoraj ogladałam jakieś mistrzostwa w jeździe figurowej na łyżwach. I nagle parsknęłam śmiechem bo przypomniawszy sobie ten wątek wyobraziłam sobie jak dwóch panów w parze jeździ, podnoszenie wykonuje i w oczy patrzy, tańcem na łyżwach usiłując taniec godowy pokazać.
Mówicie homo że ról żadnych w parach nie odgrywacie? To jak ten Wasz taniec godowy wyglada, skoro myśliwego nie ma ani łani. Ano ubogo wygląda, dziwacznie i nijak, bo żeby on wyglądał jakos, to siła zaistnieć musi z kontrastu wynikająca. Z przeciwności kobieco - meskich, które obcymi się zdaja a w rzeczyswistosci dla siebie stworzone sa. Jak to u was wyglada skoro nie ma tego co zwierzyny wypatruje czujnie i tej ktora na mysliwego od zawsze czekala. Skoro nie ma tego kto soba otula i tej co otulona byc chce, tego co ja lubieznosciami czestuje i tej co sie rumieni ze wstydu ze cale zycie tego wlasnie pragnela. Jak sie u Was ta sila przejawia ktora jej kusic kaze, minki stroic, "nie" mowic "tak" myslac, wodzic i zwodzic...Kto u Was miesnie napreza, oponami piszczy, drzwi do samochodu otwiera, swiat podbija zeby u stop zlozyc, na rekach nosi i przed niebezpieczenstwami chroni? Jak ten Wasz seks wygladac musi skoro nie ma tego co bierze i tej co przyjmuje, nie ma dominujacego i poddajacej sie, a skoro ich nie ma to znaczy ze natury w tym nie ma, glosu jej niezmiennego od tysiecy lat co kiedys kazal lupy przynosic a dzis zlota karta kredytowa sie chwalic albo tytul doktorski zdobywac...
Smieszne to wszystko a tak zalosne i karykaturalne ze glupcem trzeba byc zeby nie widziec tego ze nic miedzy wami takiego byc nie moze i caly wasz taniec do pocierania penisa i pochwy sprowadzic sie musi.
Naturze wlasnej zaprzeczacie chorobe za jej oblicze uznawszy i jeszcze innym nakazujecie garbatego za wzor szkieletu zdrowego uznac.

A na koniec wyobraźcie sobie ogniste flamenco w wykonaniu dwóch panów albo pań. Jak się w tańcu "obwąchują" jak kobieta i mężczyzna, jak nogami przytupują i klaszczą w rytm tętna porządaniem przyspieszonego. Ależ by to komicznie wygladało! Pociesznie. żałośnie. Jak małpki w cyrku dla uciechy w ubranka poprzebierane. Toż to cała wioska andaluzyjska by się ze śmiechu pokładała...A ja z nimi
dr E
>Wczoraj ogladałam jakieś mistrzostwa w jeździe figurowej na łyżwach. I nagle parsknęłam śmiechem bo przypomniawszy sobie ten wątek wyobraziłam sobie jak dwóch panów w parze jeździ, podnoszenie wykonuje i w oczy patrzy, tańcem na łyżwach usiłując taniec godowy pokazać.

Gdy wczoraj oglądałem owe mistrzostwa, pierwsza myśl jaka mi przyszła do głowy - kiedy wreszcie zaczną jeździć męsko-męskie i damsko-damskie pary.
Turnieje tańców towarzyskich dla gejów i lesbijek już widziałem i podobało mi się to bardzo. Namiętność w oczach partnerów, czułe dotyki partnerek. Miodzio....

>A na koniec wyobraźcie sobie ogniste flamenco w wykonaniu dwóch panów albo pań. Jak się w tańcu "obwąchują" jak kobieta i mężczyzna, jak nogami przytupują i klaszczą w rytm tętna porządaniem przyspieszonego. Ależ by to komicznie wygladało! Pociesznie. żałośnie. Jak małpki w cyrku dla uciechy w ubranka poprzebierane. Toż to cała wioska andaluzyjska by się ze śmiechu pokładała...A ja z nimi

Nie wiem co w tym zabawnego, ale cieszę się że się cieszysz.
Szczerze zasz pisząc - już dawno tak beznadziejnie homofobicznego tekstu nie czytałem.
Widać ilosc osób homoseskualnych jaka znasz jest bardzo mała, swoje domniemania czy wręcz zarzuty czerpiesz z ... no właśnie z czego?? Nie rozumiem też dlaczego by sie kochać trzeba się dzielić na role damskie i meskie? Czy wszystko trzeba sprowadzać do zalotów, seksualności, penisów, pochew?? Co jest zabawnego w tańcu miłości dwóch mężczyzn czego nie ma w tańcu miłosnym mężczyzny i kobiety?? Co w ogole jest smiesznego w miłości, pożądaniu?? Żałosne jest to co piszesz...
Tradycjonalistka
Szkoda ze srodka mojego listu nie skomentowales bo on najistotniejszy byl.
Tanca milosci dwoch mezczyzn nie ma. To parodia jakas. Tam prad nie plynie bo roznicy napiec nie ma z kontrastu wynikajacej...To farsa nad farsami...malpki poprzebierane...Bleeeeeeeeeeeeeee
Tradycjonalistka
Szkoda ze srodka mojego listu nie skomentowales bo on najistotniejszy byl.
Tanca milosci dwoch mezczyzn nie ma. To parodia jakas. Tam prad nie plynie bo roznicy napiec nie ma z kontrastu wynikajacej...To farsa nad farsami...malpki poprzebierane...Bleeeeeeeeeeeeeee
dr E
>Szkoda ze srodka mojego listu nie skomentowales bo on najistotniejszy byl.
>Tanca milosci dwoch mezczyzn nie ma. To parodia jakas. Tam prad nie plynie bo roznicy napiec nie ma z kontrastu wynikajacej...To farsa nad farsami...malpki poprzebierane...Bleeeeeeeeeeeeeee

A czy jest gdzieś powiedziane/naspisane, że geje są zawsze identycznymi osobami??
Geje (jako że ludzie) się różnią od siebie. Są osoby mniej lub bardziej dynamiczne życiowo, mniej lub bardziej przystojne, są osoby grube, chude, wysokie, niskie, z szerokimi barkami, z wąskimi biodrami, bruneci, blondyni, łysi, sportsmeni, zainteresowani kosmetyką, lekarze, taksówkarze, kioskarze, politycy, jednią bardziej namiętni inni mniej, itp itd.
Uproszczenie, że ktoś musi przyjąć rolę męską, a ktoś żeńską, by była różnica dająca ów impuls do miłości, jest szyte grubymi nićmi.
Opisz może jak wiele znasz par gejowskich, jak wygląda ich codzienne życie, a potem porówanaj to z życiem przeciętnej pary heteroseskualnej w podobnym wieku.
Jakie małpki?? Skąd te wymioty (może jesteś w ciąży, ale w takim wypadku zalecam zajęcie się czymś pożyteczniejszym niż chamskie nabijanie się z czyjejś miłości tylko dlatego, że zostałaś wychowana na homofobkę).
Tradycjonalistka
Nie bede porownywac hetero z homo. To ze swiat zepsuty i zgnilizna zarazony jest nie znaczy ze idealy powinnismy zmieniac i strzalki drogowskazow przekrecac...Chocby garbaci do gwiazd dotarli i fortuny zbili to wlasnie nedzarz o prostym kregoslupie za zdrowego uznany byc powinien.
Ja sie z Milosci nie nabijam. Toz to wartosc najwyzsza, zycia esencja i cel jedyny. Ja sie z "milosci" nabijam bo i nabijania ona warta. Nie kazda milosc Miloscia jest a nie kazde pozadanie Pozadaniem. I definicji zadnej Ci tu nie dam bo i jej nie znam, tylko czuje.
Waszej milosci przyroda nigdy do tanca nie zagra bo ona sama na tym kobieco - meskim wyrownywaniu potencjalow oparta jest. A to co nie tanczy do jej muzyki zniszczone byc musi. Lub samo przeminie...Chocby i krzyczalo i manifesty robilo i prawnie zalegalizowane zostalo...Przyroda jedno ma prawo...a Pozadanie mesko - damskie wyjatkowo waznym przejawem tego Prawa jest...
Szkoda mi was tak z serca i moze nawet bronilabym was zeby krzywdy Wam nikt nie robil ale tylko tak jak chorych sie broni...
dr E okropnie zdenerowowany...
>Nie bede porownywac hetero z homo. To ze swiat zepsuty i zgnilizna zarazony jest nie znaczy ze idealy powinnismy zmieniac i strzalki drogowskazow przekrecac...Chocby garbaci do gwiazd dotarli i fortuny zbili to wlasnie nedzarz o prostym kregoslupie za zdrowego uznany byc powinien.
>Ja sie z Milosci nie nabijam. Toz to wartosc najwyzsza, zycia esencja i cel jedyny. Ja sie z "milosci" nabijam bo i nabijania ona warta. Nie kazda milosc Miloscia jest a nie kazde pozadanie Pozadaniem. I definicji zadnej Ci tu nie dam bo i jej nie znam, tylko czuje.
>Waszej milosci przyroda nigdy do tanca nie zagra bo ona sama na tym kobieco - meskim wyrownywaniu potencjalow oparta jest. A to co nie tanczy do jej muzyki zniszczone byc musi. Lub samo przeminie...Chocby i krzyczalo i manifesty robilo i prawnie zalegalizowane zostalo...Przyroda jedno ma prawo...a Pozadanie mesko - damskie wyjatkowo waznym przejawem tego Prawa jest...
>Szkoda mi was tak z serca i moze nawet bronilabym was zeby krzywdy Wam nikt nie robil ale tylko tak jak chorych sie broni...

Tym sposobem zanegowałaś moją miłość, moje pożądanie, moje człowieczeństwo. Kim jesteś by w ten sposób oceniać ludzi? Czujesz?? To może zachowaj to dla siebie.

Właśnie to mnie najbardziej denerwuje w postawie Kościoła Katolickiego - jedna jest tylko prawda,prawo boże, jedna miłość, kazdy kto jest inny jest chory... Niedobrze mi się robi słysząc taki ideologiczny nazim ...
Tradycjonalistka
Niedobrze mi się robi słysząc taki ideologiczny nazim...

No to juz jest nas woje do wymiotów . Ide do domu. Chyba dzisiaj druga czesc jazdy figurowej
Tradycjonalistka
Chore zwierzę w cień się chowa, jakby ukrywajac, innosc chowajac, nie chcac dluzej w słońcu blyszczec dumnie. I człowiek podobnie robic powinien. Jak wysypka jakas go dosięgnie niech ciało okrywa zeby innym przykrosci widokiem nie robic. Jak choroba go wyniszcza smiertelna ze szkieletem ze skora sie wydaje niech w miejsca publiczne nie chodzi na siłę. To piekno w sloncu lsnic musi, zdrowie i sila, a chorzy choc na milosc i pielegnacje zasluguja drugie rzedy zajmowac musza. Kazde zwierze to prawo natury rozumie i pokorne jest, z wyjatkiem czlowieka. Chyba to z tego glodu milosci wynika, z tej potrzeby w piramidzie Maslowa nieuwzglednionej, ze jak idiota jakis choroby swoje obnosi z duma, czcic kaze i normalnoscia nazywac.
Ja Ciebie z czlowieczenstwa nie obdzieram. Ja Ci przypominam tylko ze je tracisz, godnosc swoja tak tanio sprzedajac.
dr E
>Ja Ciebie z czlowieczenstwa nie obdzieram. Ja Ci przypominam tylko ze je tracisz, godnosc swoja tak tanio sprzedajac.

Zatem chory jestem?? Może mnie swoimi słowami uleczysz??
dr E
>Hę ??? Jak homoseksualista może współżyć z osobnikiem przeciwnej płci ? Jeśli współżyje, to musi być pobudzony seksualnie, więc jest podniecony i odczuwa przyjemność z aktu seksualnego.Homoseksualiści nie odczuwają pociągu seksualnego do odmiennej płci, a do tej samej.Jeśli jest inaczej to nie są homoseksualistami.Homoseksualista nie może utrzymywać związków heteroseksualnych !!! To najzwyklejszy błąd logiczny.Stary co ty wygadujesz ???!!!

Heteroseksualny mężczyzna w więzieniu uprawiający seks z więźniami, czyli utrzymujący kontakty homoseksualne nie staje się w wyniku tego gejem. Nie widzę błędu logicznego, bo są geje, którzy uprawiają seks z kobietami z różnych powodów, często dlatego, bo nie mogą uprawiać go z mężczyznami.

>Jeśli dla Ciebie człowiek, który rozbija rodzine staje na nogi, to sie nie dogadamy bo nasze systemy wartości są poodwracane o 180 stopni.Destrukcja to oznaka bezsilności i ze stawaniem na nogi nie ma nic wspólnego.Człowiek który niszczy nadal leży na glebie.Tylko akt konstrukcji może człowieka podnieść i uszlachetnić.

Źle się zrozumieliśmy. Jestem przeciwny postawom niektórych gejów, którzy ukrywają swoją orientację wstępując w związki z kobietami. Oczywiście są miejsca na świecie, że nie zrobienie tego owocuje karą chłosty, karą więzienia, a ostatecznie karą śmierci przez zrzucenie ze skały, tudzież spalenie żywcem, i w takim wypadku przeciwny takiej postawie nie będę, tylko przeciwny będe prawu, które panelizuje homoseksualizm.

>Nie chciałbym sie wychowywać w żadnym innym kraju.Polska jest mi najdroższa.Jeśli koledze nieodpowiada "ten homofobiczny kraj" to nic nie stoi na przeszkodzie by sie przeprowadzić do homoseksualnego raju - Holandii.

Mi się w Polsce i polakach wiele rzeczy nie podoba, ale jest to tak samo mój kraj jak i Twój. Najważniejsze to nauczyć się jakoś żyć na wspólnej płaszczyźnie publicznej. Homofobia wynika z tego, że mają problemem w odbiorze osób homoseksualnych i to jedynie do zmiany takich postaw należałoby dążyć, co nie jest ani łatwe, ani przyjemne.
Uciekanie się do środków typu "jestem krową, zdania nie zmienię, a jak Ci się nie podoba, to się wynoś" nie jest rozwiązaniem konstruktywnym, o którym wspominałeś akapit wyżej, że jest czymś co człowieka uszlachetnia.
27-01-2005 20:12 
 Ocena 1 na 1
jarcio (1198 punktów)

> Nie widzę błędu logicznego, bo są geje, którzy uprawiają seks z kobietami z różnych powodów, często dlatego, bo nie mogą uprawiać go z mężczyznami.

Facet osłabiasz mnie, po prostu mnie osłabiasz. Jeśli mężczyna uprawia seks z mężczyzną, a również go podniecają kobiety,znaczy to że jest BISEKSUALISTĄ, a nie HOMOSEKSUALISTĄ !! Sięgnij do słownika.Jak nie znasz pojęcia fundamentalnych słów na których sie opiera ta "dyskusja" to lepiej nie zabieraj w niej głosu.

>Heteroseksualny mężczyzna w więzieniu uprawiający seks z więźniami, czyli utrzymujący kontakty homoseksualne nie staje się w wyniku tego gejem

Ja nie wiem kim On sie staje i Ty tego nie wiesz.A może byłeś osadzony w zakładzie karnym i są to Twoje refleksje ? Wówczas to zmienia postać rzeczy.

>Mi się w Polsce i polakach wiele rzeczy nie podoba, ale jest to tak samo mój kraj jak i Twój. Najważniejsze to nauczyć się jakoś żyć na wspólnej płaszczyźnie publicznej.

Po pierwsze.Jeśli piszesz o Swoim kraju to nazwe obywateli piszesz DUUUUŻĄ LITERĄ.Zresztą taka jest zasada gramatyczna.
Po drugie.Problem w tym, że Ty nie potrafisz żyć w zgodzie i chcesz koniecznie wyrugować pewne zachowania u ludzi, których nie lubisz. Jak sam napisałeś chcesz kogoś tutaj zmieniać by Tobie żyło sie lepiej.
Może jednak byś już pojechał do tej Holandii ? Tam nie bedziesz musiał nikogo zmieniac i społeczeństwo przyjmie Cie z otwartymi rękami.

>Homofobia wynika z tego, że mają problemem w odbiorze osób homoseksualnych i to jedynie do zmiany takich postaw należałoby dążyć, co nie jest ani łatwe, ani przyjemne.

Nie, mylisz sie.To Ty masz problem, a nie homofobi.Jeśli chcesz żyć w społeczeństwie to sie do niego dostosuj, a nie zmieniaj wedle własnego widzimisie, Panie Tolerancja.

>Uciekanie się do środków typu "jestem krową, zdania nie zmienię, a jak Ci się nie podoba, to się wynoś" nie jest rozwiązaniem konstruktywnym, o którym wspominałeś akapit wyżej, że jest czymś co człowieka uszlachetnia.

Jestem człowiekiem o ukształtowanym poglądzie.Wszelkie aluzje do zwierząt , lepiej kieruj do Siebie.Jasne ?
dr E
>Facet osłabiasz mnie, po prostu mnie osłabiasz. Jeśli mężczyna uprawia seks z mężczyzną, a również go podniecają kobiety,znaczy to że jest BISEKSUALISTĄ, a nie HOMOSEKSUALISTĄ !! Sięgnij do słownika.Jak nie znasz pojęcia fundamentalnych słów na których sie opiera ta "dyskusja" to lepiej nie zabieraj w niej głosu.

Znów mnie nie zrozumiałeś ... nie musze sięgać do słownika, bo znam dobrze pojęcia, którymi operuję. Jeśli wdajemy się już w akademicką dyskusję, to rozumiem, że pojęcia gender są Ci nieobce, że orientujesz sie iż spektrum orientcji seksualnych to nie trzy, czy siedem orientacji seksualnych a kontinuum i jeśli to wiesz, to dziwi mnie Twój zarzut...

>Ja nie wiem kim On sie staje i Ty tego nie wiesz.A może byłeś osadzony w zakładzie karnym i są to Twoje refleksje ? Wówczas to zmienia postać rzeczy.
Nie byłem, ale znam osoby zajmujące się seksuologią i tak mnie poinformowały.

>Po pierwsze.Jeśli piszesz o Swoim kraju to nazwe obywateli piszesz DUUUUŻĄ LITERĄ.Zresztą taka jest zasada gramatyczna.

A netykieta mówi, ze na forum nie zwraca się uwagi na ortografię i garmatykę komuś z przedmówców, bo to nie jest w dobrym guście (pisząc szybko łatwo niezdązyć wcisnąc jednego klawisza). Ping-pong.

>Po drugie.Problem w tym, że Ty nie potrafisz żyć w zgodzie i chcesz koniecznie wyrugować pewne zachowania u ludzi, których nie lubisz. Jak sam napisałeś chcesz kogoś tutaj zmieniać by Tobie żyło sie lepiej.

A w myslach wyrzucając gejów i lesbijki do innego kraju robisz coś innego niż ja ?????

>Może jednak byś już pojechał do tej Holandii ? Tam nie bedziesz musiał nikogo zmieniac i społeczeństwo przyjmie Cie z otwartymi rękami.

Własnie o tym pisałem ...

>Nie, mylisz sie.To Ty masz problem, a nie homofobi.Jeśli chcesz żyć w społeczeństwie to sie do niego dostosuj, a nie zmieniaj wedle własnego widzimisie, Panie Tolerancja.

Czyli mam zalożyć, że reszta społeczeństwa wie lepiej co jest dla mnie dobre, że dyskrymiancja jest tylko wymyslonym przeze mnie zjawiskiem.
Co mam zrobić?? Zmienić orientację, bo społeczeństwu się nie podobają pedały??
A może wolisz bym się ożenił, uprawiał seks z kobietą i co niedzielę chodził do kościoła, a raz na jakiś czas wyjeżdżal w delegację do Holandii bzykac sie z facetami?? (jak czynią niektórzy geje w czarnych sukienkach)

>Jestem człowiekiem o ukształtowanym poglądzie.Wszelkie aluzje do zwierząt , lepiej kieruj do Siebie.Jasne ?
No tak... wyzywać od zwierząt to my a nie nas ...
Widzę, że dyskusja zeszła na psy (oups ..)
dr E
>Hę ??? Jak homoseksualista może współżyć z osobnikiem przeciwnej płci ? Jeśli współżyje, to musi być pobudzony seksualnie, więc jest podniecony i odczuwa przyjemność z aktu seksualnego.Homoseksualiści nie odczuwają pociągu seksualnego do odmiennej płci, a do tej samej.Jeśli jest inaczej to nie są homoseksualistami.Homoseksualista nie może utrzymywać związków heteroseksualnych !!! To najzwyklejszy błąd logiczny.Stary co ty wygadujesz ???!!!

Heteroseksualny mężczyzna w więzieniu uprawiający seks z więźniami, czyli utrzymujący kontakty homoseksualne nie staje się w wyniku tego gejem. Nie widzę błędu logicznego, bo są geje, którzy uprawiają seks z kobietami z różnych powodów, często dlatego, bo nie mogą uprawiać go z mężczyznami.

>Jeśli dla Ciebie człowiek, który rozbija rodzine staje na nogi, to sie nie dogadamy bo nasze systemy wartości są poodwracane o 180 stopni.Destrukcja to oznaka bezsilności i ze stawaniem na nogi nie ma nic wspólnego.Człowiek który niszczy nadal leży na glebie.Tylko akt konstrukcji może człowieka podnieść i uszlachetnić.

Źle się zrozumieliśmy. Jestem przeciwny postawom niektórych gejów, którzy ukrywają swoją orientację wstępując w związki z kobietami. Oczywiście są miejsca na świecie, że nie zrobienie tego owocuje karą chłosty, karą więzienia, a ostatecznie karą śmierci przez zrzucenie ze skały, tudzież spalenie żywcem, i w takim wypadku przeciwny takiej postawie nie będę, tylko przeciwny będe prawu, które panelizuje homoseksualizm.

>Nie chciałbym sie wychowywać w żadnym innym kraju.Polska jest mi najdroższa.Jeśli koledze nieodpowiada "ten homofobiczny kraj" to nic nie stoi na przeszkodzie by sie przeprowadzić do homoseksualnego raju - Holandii.

Mi się w Polsce i polakach wiele rzeczy nie podoba, ale jest to tak samo mój kraj jak i Twój. Najważniejsze to nauczyć się jakoś żyć na wspólnej płaszczyźnie publicznej. Homofobia wynika z tego, że mają problemem w odbiorze osób homoseksualnych i to jedynie do zmiany takich postaw należałoby dążyć, co nie jest ani łatwe, ani przyjemne.
Uciekanie się do środków typu "jestem krową, zdania nie zmienię, a jak Ci się nie podoba, to się wynoś" nie jest rozwiązaniem konstruktywnym, o którym wspominałeś akapit wyżej, że jest czymś co człowieka uszlachetnia.

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365