 |
artykuł pana Agnosiewicza nauki etyczne Jezusa Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Religie
| Napisano | Autor | Tytuł | | 14-12-2003 12:23 | Kowa | artykuł pana Agnosiewicza nauki etyczne Jezusa | Pan Agnosiewicz popełnia takie błędy rzeczowe jak przypisanie Jezusowi słów: - NIE CZYŃ TWEMU BLIŹNIEMU NICZEGO, CO I TOBIE NIEMIŁE - OTO CAŁE PRAWO ! WSZYSTKO, CO PONADTO, TO TYLKO OBJAŚNIENIA!
A z ewangeli Miłuj bliźniego swego jak siebie samego. Poważna rużnica. Jezus w całej Ewangelii NAKAZUJE miłować bliźniego, czyli wykazywać się postawą aktywną, pozytywną. Generalnie oznacza to stawianie cudzego dobra nad swoje własne (aczkolwiek w ostatecznym rachunku i tak na tym nie stracimy) w sytuacjach skrajnych jest to nawet ofiara z własnego zycia. Trzeba jasno stwierdzić, ze poprzeczka została postawiona przez Niego wysoko, sam przeskoczył przez nią nie bez strachu - spójrzcie na scenę modlitwy w Ogrójcu. Po pozornie niewielkim retuszu red. Agnosiewicza poprzeczka zjechała znacznie niżej, choć też dla wielu jest zbyt wysoko. Powstrzymywanie się od czynienia innym szkody - pojmowanej w naszych subiektywnych kategoriach - to już nie to samo co oddawanie za kogoś życia. Gdyby faktycznie nauczanie Jezusa o stosunku do bliźniego miało tylko taki, pasywny i negatywny wymiar to św. Maksymilian Kolbe nie poświęcił by się ratując życia współwięźnia i było by wszystko cool. W końcu nie robił mu nic niemiłego, nieprawdaż? Trzeba jednak stwierdzić otwarcie, że postawa NAKAZANA przez Jezusa, postawa miłości miłosiernej czyli caritas, jest niesłychanie trudnym wyzwaniem i niewlielu z nas potrafi się na nią zdobyć. Na szczęście my chrześcijanie nie mamy na nią monopolu, Duch dąży kędy chce i może się zdażyć, że w sytuacji ekstremalnej to pan red. Agnosiewicz wykazał by się postawą heroiczną i miłosierną zawstydzając nas wszystkich. Czego mu zresztą z całego serca życzę (miłosiernej miłości oczywiście, nie sytuacji ekstremalnej)
Ps: Nie ma uzasadnienia w artykule typu fałszerstwo. Krytyka nie co też chybiona dobra najwyżej na machinejczyków. Sle ukłony.
|
 | | Mariusz Agnosiewicz | Widzę że na Frondzie dalej ten Raduś ciągnie z krucjatą przeciwko mnie  Dziękuję za uwagę. Spisałeś (pierwszy akapit twej wypowiedzi) w Racjonaliście jego słowa niemal bez r óżnic, choć on oprócz błędów ortograficznych nazwał mój fragment tekstu arcyfałszerstwem. Wiem, że on ma kabaretowe usposobienie, ale jak zwykle się myli. Przede wszystkim wypadałoby podać źródło tekstu, ale on w trosce, aby jego bracia czasem tam nie zajrzeli, darował im tej przykrości. www.racjonalista.pl/kk.php/s,1030Być może popełniłem drobną nieścisłość w tej uwadze, ale ja nie przypisałem dokładnie takich słów Jezusowi, wyraźnie zaznaczyłem, że to słowa rabbiego Hillela, który żył tuż przed narodzinami chrześcijaństwa. Opisywałem tak oddziaływania Hillela na etykę chrześcijańską i niewątpliwym jest fakt, że takie oddziaływanie miało miejsce, w dużym zakresie. Zapewne także ta jego maksyma - czyli zsyntetyzowanie całej nauki Prawa i Proroków do przesłania etycznego (a nie kultowego, "faryzejskiego") względem bliźniego. To jest niewątpliwym wpływ tego rabbiego, a nie żaden "patent" Jezusa. Jest to niewątpliwie, a o innych tego śladach pisałem właśnie w podanym wyżej tekście. Proszę go przeczytać. Być może Hillel ujmował tę naczelną regułę jakoś inaczej, podobnie, nie mam wcale pewności, że to jest dosłowne jego przytoczenie, gdyż o dosłownym wchłonięciu jego zwięzłej syntezy Prawa i Proroków do katechizmu chrześcijańskiego pisało wielu autorów. Ja akurat wziąłem to od historyka starożytności Aleksandra Krawczuka, który pisał o tym o ile sobie przypominam gdzieś na końcu książki "Rzym i Jerozolima". Pragnę podkreślić, że w moim tekście krytykowałem nie co innego jak twierdzenie o oryginalności nauki etycznej Jezusa. W istocie nie ma w niej NIC oryginalnego, jest to mit. Wszystko co się tam zawiera znajdowało się również we wcześniejszych systemach filozoficzno-religijnych. Np. ideał powszechnej miłości głosił już czterysta lat wcześniej chiński filozof Mo-Cy. Są tam nie tylko zaczerpnięcia z żydowskich szkół (wspomnianego Hillela), ale np. ze stoicyzmu, por. np. "Miłujcie nieprzyjaciół... bo słońce jego wschodzi nad złymi i dobrymi" (Mt 5, 44-45) "niewdzięcznym czyń dobro! Bo słońce wschodzi nawet dla zbrodniarzy" (Seneka)Jeśli powątpiewaliście w identyczność słów Hillela ze "słowami" Jezusa (moim zdaniem niesłusznie), to już nie możecie nie przyznać, że ta caritas to jednak nie idea Jezusa! Czynienie dobra niewdzięcznym głosił podówczas m.in. popularny Seneka, żyjący tuż przed pisaniem ewangelii, a chrześcijaństwo od dawna było podejrzewane o czerpanie z tej szkoły filozoficznej. Można uznać po prostu nieoryginalność etyki chrześcijańskiej, osobiście uważam ją za zwykłą syntezę kilku systemów, w jeden rabiniczno-stoicko-esseński system (wiele badaczy wylicza również inne wpływy, ale to już szczegół). Nie potępiam całkowicie etyki chrześcijańskiej, lecz nie raz pisałem, że wolę sięgać do źródeł i do filozofii. Osobiście znacznie wyżej cenię np. "Myśli" Seneki, niż Ewangelie. Polecam Wam lekturze. (por. "Relatywizm etyczny Biblii" www.racjonalista.pl/kk.php/s,2076 ) Wyjątkowo nieciekawym pomysłem jest to, że jakiś chrześcijański duch może mnie natchnąć do heroicznych czynów dla innej osoby lub osób. Błąd polega na tym, że Wam się zdaje, iż ten duch może wionąć tylko od systemu chrześcijańskiego. Dla mnie nie ma nic bardziej błędnego. I choć podobnie jak chrześcijanie, na czele z papieżami, nie podzielam idei miłości nieprzyjaciół, to jednak nie jest wykluczona sytuacja ekstremalna, w której stałoby się tak, że poświęciłbym życie za coś lub za kogoś - coś na pozór całkiem sprzecznego z racjonalizmem. Jeśli jednak chcecie czytać o tym jak to w życiu funkcjonuje, to raczej nie do ewangelii bym odsyłał, a np. do: Waldemar Łysiak - "Perfidia", opowiadanie z cz.3 "Był sobie strach" - pt. "Śmierć motyla. Bardzo piękne opowiadanko właśnie o tym jak to "duch trafia" do całkiem niepozornych osób. Polecam. Podsumowując jednak kolejną napaść na mnie... hmm... Krucjaty Radusia jak zwykle docierają do... Konstantynopola i demolują to co nie trzeba w wyjątkowo pożałowania godny sposób...
|
|
|  | | Radek | > Widzę że na Frondzie dalej ten Raduś ciągnie z krucjatą przeciwko mnie Dziękuję za uwagę. Spisałeś (pierwszy akapit twej wypowiedzi) w Racjonaliście jego słowa niemal bez różnic, choć on oprócz błędów ortograficznych nazwał mój fragment tekstu arcyfałszerstwem. Wiem, że on ma kabaretowe usposobienie, ale jak zwykle się myli.Zrobiłem żeby Maryuszeczka podjudzić. Co mi się udało. Nie prowadzę krucjat. > Przede wszystkim wypadałoby podać źródło tekstu, ale on w trosce, aby jego bracia czasem tam nie zajrzeli, darował im tej przykrości.> www.racjonalista.pl/kk.php/s,1030> Być może popełniłem drobną nieścisłość w tej uwadze, ale ja nie przypisałem dokładnie takich słów Jezusowi, wyraźnie zaznaczyłem, że to słowa rabbiego Hillela, który żył tuż przed narodzinami chrześcijaństwa. Opisywałem tak oddziaływania Hillela na etykę chrześcijańską i niewątpliwym jest fakt, że takie oddziaływanie miało miejsce, w dużym zakresie.Raczej powiedział pan staną się głównym, słynnym, drugim przykazaniem. Zapewne także ta jego maksyma - czyli zsyntetyzowanie całej nauki Prawa i Proroków do przesłania etycznego (a nie kultowego, "faryzejskiego") względem bliźniego. To jest niewątpliwym wpływ tego rabbiego, a nie żaden "patent" Jezusa. Jest to niewątpliwie, a o innych tego śladach pisałem właśnie w podanym wyżej tekście. Proszę go przeczytać. > Być może Hillel ujmował tę naczelną regułę jakoś inaczej, podobnie, nie mam wcale pewności, że to jest dosłowne jego przytoczenie, gdyż o dosłownym wchłonięciu jego zwięzłej syntezy Prawa i Proroków do katechizmu chrześcijańskiego pisało wielu autorów. Ja akurat wziąłem to od historyka starożytności Aleksandra Krawczuka, który pisał o tym o ile sobie przypominam gdzieś na końcu książki "Rzym i Jerozolima".Niech pan wytłumaczy jaki to dowód na nie korzyść etyki czy boskości , że, korzysta z cudzych dokonań. Dobre na Machinejczyków. > Pragnę podkreślić, że w moim tekście krytykowałem nie co innego jak twierdzenie o oryginalności nauki etycznej Jezusa. W istocie nie ma w niej NIC oryginalnego, jest to mit. Wszystko co się tam zawiera znajdowało się również we wcześniejszych systemach filozoficzno-religijnych. Np. ideał powszechnej miłości głosił już czterysta lat wcześniej chiński filozof Mo-Cy. Są tam nie tylko zaczerpnięcia z żydowskich szkół (wspomnianego Hillela), ale np. ze stoicyzmu, por. np.> "Miłujcie nieprzyjaciół... bo słońce jego wschodzi nad złymi i dobrymi" (Mt 5, 44-45)> "niewdzięcznym czyń dobro! Bo słońce wschodzi nawet dla zbrodniarzy" (Seneka)> Jeśli powątpiewaliście w identyczność słów Hillela ze "słowami" Jezusa (moim zdaniem niesłusznie), to już nie możecie nie przyznać, że ta caritas to jednak nie idea Jezusa! Czynienie dobra niewdzięcznym głosił podówczas m.in. popularny Seneka, żyjący tuż przed pisaniem ewangelii, a chrześcijaństwo od dawna było podejrzewane o czerpanie z tej szkoły filozoficznej. Można uznać po prostu nieoryginalność etyki chrześcijańskiej, osobiście uważam ją za zwykłą syntezę kilku systemów, w jeden rabiniczno-stoicko-esseński system (wiele badaczy wylicza również inne wpływy, ale to już szczegół).> Nie potępiam całkowicie etyki chrześcijańskiej, lecz nie raz pisałem, że wolę sięgać do źródeł i do filozofii. Osobiście znacznie wyżej cenię np. "Myśli" Seneki, niż Ewangelie. Polecam Wam lekturze. (por. "Relatywizm etyczny Biblii" www.racjonalista.pl/kk.php/s,2076 )> Wyjątkowo nieciekawym pomysłem jest to, że jakiś chrześcijański duch może mnie natchnąć do heroicznych czynów dla innej osoby lub osób. Błąd polega na tym, że Wam się zdaje, iż ten duch może wionąć tylko od systemu chrześcijańskiego. Dla mnie nie ma nic bardziej błędnego. I choć podobnie jak chrześcijanie, na czele z papieżami, nie podzielam idei miłości nieprzyjaciół, to jednak nie jest wykluczona sytuacja ekstremalna, w której stałoby się tak, że poświęciłbym życie za coś lub za kogoś - coś na pozór całkiem sprzecznego z racjonalizmem. Jeśli jednak chcecie czytać o tym jak to w życiu funkcjonuje, to raczej nie do ewangelii bym odsyłał, a np. do: Waldemar Łysiak - "Perfidia", opowiadanie z cz.3 "Był sobie strach" - pt. "Śmierć motyla. Bardzo piękne opowiadanko właśnie o tym jak to "duch trafia" do całkiem niepozornych osób. Polecam.> Podsumowując jednak kolejną napaść na mnie... hmm... Krucjaty Radusia jak zwykle docierają do... Konstantynopola i demolują to co nie trzeba w wyjątkowo pożałowania godny sposób...  Ma pan wiele małooczywistych stwierdszeń. Np, O braku nowości... Nie wyczerpał pan jednym artykułem całej ewangeli, Ponadto polecam księżkę Messoriego Opinie o Jezusie. A mopże pan ją zna? Wprzeciwieństwie do pana nie jestem taki poważny%-) Rozumiem też że, nie lubi pan życzeń wyrażanych nie pańską nowomową.
|
|
| |  | | Jak to możliwe Mariusiu?! | Chrześćjanie przy krytyce naprzykład aborcji, eutanazji powołują się na etykę Chrześćjańską. Tym czasem wielu etyków nie chrześćjańskich popiera te żeczy. Jak to możliwe? Jak rozumiem racjonaliści powinni kierować się etyką. Wiem to od was na Racjonaliście. Jeśli etyka jest jedna a religia nasza nic innego nie wnosi to czemu jesteście za aborcją, eutanazją?
|
|
| | |  | | Radzio | Ponieważ Mariuś nie odpowiada będę zgadywał co odpowie w swym wodolejstwie. Nasza etyka jest gorsza niż myślał. Ogranicza wolność człowieka i tym podobne. Nie może znieść wyżej postrawionej poprzeczki, odpowiedzialności i tyle.
|
|
| | | |  | | Yankes | Radzio i Kowa (nie uciekła litera "r"?) są niewątpliwie ministrantami lub kandydatami do zawodu księdza. Żadnej, jak zwykle u takich typów, argumentacji, tylko złośliwe docinki lub ewangelia jako gwarant prawdy. Tacy jak oni nigdy nie wyjdą poza pewien obszar, bo to dla nich zbyt trudne i wręcz nieosiągalne!
|
|
| | | | |  | | Filozof | > Radzio i Kowa (nie uciekła litera "r"?) są niewątpliwie ministrantami lub kandydatami do zawodu księdza. Żadnej, jak zwykle u takich typów, argumentacji, tylko złośliwe docinki lub ewangelia jako gwarant prawdy. Tacy jak oni nigdy nie wyjdą poza pewien obszar, bo to dla nich zbyt trudne i wręcz nieosiągalne!No cóż to ma być argumentacja na poziomie.%-P Polecam forumowicze opinie o P Agnosiewiczu na stronce www.filozofia.pl/dysputy/odp.php3?nzw=53791Są inne ciekawe wypowiedzi po za wątkiem.
|
|
| | | | |  | | Filozof | > Radzio i Kowa (nie uciekła litera "r"?) są niewątpliwie ministrantami lub kandydatami do zawodu księdza. Żadnej, jak zwykle u takich typów, argumentacji, tylko złośliwe docinki lub ewangelia jako gwarant prawdy. Tacy jak oni nigdy nie wyjdą poza pewien obszar, bo to dla nich zbyt trudne i wręcz nieosiągalne!No cóż to ma być argumentacja na poziomie.%-P Polecam forumowicze opinie o P Agnosiewiczu na stronce www.filozofia.pl/dysputy/odp.php3?nzw=53791Są inne ciekawe wypowiedzi po za wątkiem.
|
|
| | | | |  | | Ryjek | >> nieoryginalność etyki chrześcijańskiej, osobiście uważam ją za zwykłą syntezę kilku systemów, w jeden rabiniczno-stoicko-esseński system (wiele badaczy wylicza również inne wpływy, ale to już szczegół).
Ta stnteza czyni oryginalną moim zdaniem.
|
|
| | | | | |  | | Mariusz Agnosiewicz | A więc teraz Radziu udał się po wsparcie intelektualne do Źródła Mądrości - Filozofów. A to wszystko po to aby móc obalić agnosiewiczową krytykę zawartą w jednym tekście... Filozofowie stanęli na wysokości zadania i dostarczyli Radziowi cennych argumentów: Agnosiewicz nie może mieć racji, gdyż to: - wychowanek systemu stalinowskiego - agresywny pyskacz - ignorant - specjalista od reklamy damskiej bielizny  - prymit - bezmyślnik pospolity Nie wiem Radziu czy zamierzasz tych wszystkich argumentów - za info o których bóg zapłać Filozofowi-Ryjkowi! - użyć przeciwko mnie, ale może poproś tych przykościelnych filozofów, aby jeszcze trochę nad tym wszystkim podumali... * Notabene, jak zwykle potwierdza się znany od dawna fakt, iż bezsilność moich krytyków przejawia się w ich atakach ad personam i w wyciąganiu jakichś moich dawnych słabostek  To jednak pozytywne, że moi przeciwnicy skazani są na wymyślanie nowych wyzwisk i w bezradnym biciu piany cieknącej im z ust. Choć muszę przyznać, że takiego popisu "myśli filozoficznej" jak w wydaniu tej grupki Mędrców to już dawno nie zaznałem... Gdyby mnie te wszystkie spekulacje o moim związku z komunizmem nie bawiły, to wydałbym na ten temat oświadczenie  No i w końcu, to w jakiś sposób przyjemne, że moja osoba może wywołać tyle dzikiej emocji... aż nie chcę myśleć jak na myśl o mnie te Filozofki muszą drapać ekran ze złości i kopać w nogi od stolika na którym znajduje się komputer... oczywiście uspokajając się później wieczorną lekturą pisma świętego
|
|
| | | | | | |  | | avenarius | > No i w końcu, to w jakiś sposób przyjemne, że moja osoba może wywołać tyle dzikiej emocji... aż nie chcę myśleć jak na myśl o mnie te Filozofki muszą drapać ekran ze złości i kopać w nogi od stolika na którym znajduje się komputer... oczywiście uspokajając się później wieczorną lekturą pisma świętego  No, Woleńskiego też znalazłem gdzieś na tej stronie, a on się na pewno nie uspokaja Biblią. Ale i to prawda, że nie było go w gronie "recenzentów", a jedynie publikowano gdzieś tam jego teksty. W każdym razie znając raczej negatywny stosunek Wolenskiego do chrześcijanstwa rozbawiła mnie myśl, że znalazł się tak blisko "przykościelnych filozofów".  A propos, Woleński ma stosunek negatywny, ale chyba by się nie posunął do poublikowania takich tekstów, jakie można znaleźć na racjonaliście.pl. Twórczość niektórych zaangażowanych w tworzenie tej strony autorów imho zawsze będzie prowokować przynajmniej równie dzikie i nieuzasadnione reakcje "drugiej strony" Najlepszym sposobem, by tego uniknąć jest nie robić błędów i wszelkie ideologizowanie wziąć w karby sensownej argumentacji. Ad meritum (i teraz już bynajmniej nie zadaję pytania wyłącznie panu Agnosiewiczowi): Dlaczego kwestia oryginalności nauk Jezusa rodzi takie emocje? Jestem chrześcijaninem, ale nie widzę potrzeby rozrywania szat w sytuacji, gdy ktoś znajduje paralelne teksty etyczne poza ewangelią? Przeciwnie, podejrzewam, że to właśnie zupełna heterogeniczność etyki zaszkodziłaby chrzescijaństwu, bo zrelatywizowałaby potrzebę odkupienia, którą spostrzega się wśród chrześcijan, jako powszechną.
|
|
| | | | | | | |  | | Mariusz Agnosiewicz | Nie wiem Avenariusie o co ci chodzi z tym Woleńskim, przecież ja pisałem o tych co się tam wypowiadali, a nie zauważyłem, aby tam był Jan Woleński. Oczywiście wiem kim jest Jan Woleński (współpracownik Bez Dogmatu) i bardzo go cenię. Jakie to ma znaczenie, że on by nie opublikował czegoś takiego jak np. ja? Agnosiewicz to Agnosiewicz, Woleński to Woleński. Jeśli błądzę gdzieś co do meritum, to oczywiście powinienem dany błąd poprawić lub tekst nawet usunąć, ale jeśli nie mijam się z prawdą, a wyrażam swój bardziej krytyczny stosunek do chrześcijaństwa, to znaczy tylko tyle, że taki mam temperament, osobowość, przekonania i wyrażam je w sposób odpowiedni dla siebie i nie wiem dlaczego miałbym się martwić tym, że np. Jan Woleński tak by nie napisał??? Czy za to jestem atakowany? Pewnie częściowo tak, ale to tylko pozory, gdyż spotkałem się jakiś czas temu z ogromnym oburzeniem środowisk radiomaryjnych, które wydały specjalne oświadczenie potępiające Tygodnik Powszechny za to, że zamieścił na swych łamach takiego wstrętnego bezbożnika jak Woleński. W istocie oszołomy będą ujadać zarówno na Woleńskiego jak i na Agnosiewicza, choć może na tego drugiego będą używać większej ilości wyzwisk. Drobnostka. Jak rozumiem, przeciwstawiasz autorytet profesora przeciwko komuś takiemu jak agnosiewicz - opluwany przez internetowych bigotów w imię miłości bliźniego, w imię caritas, mówiącej aby nieprzyjacielowi "robić dobrze"... No cóż to nie jest dla mnie argument poważny. Tak naprawdę nie jestem aż tak bardzo radykalny, np. ani mi się równać choćby z Fryderykiem Nietzsche (wybrałem to naprawdę zupełnie przypadkowo z jego Antychrysta)... ============== "właśnie temu pożałowania godnemu schlebieniu osobistej próżności człowieka zawdzięcza chrześcijaństwo swój tryumf - przyciągając do siebie wszystkich nieudatnych, buntowniczo usposobionych, pokrzywdzonych, wszystkie wyrzutki i odpadki ludzkości. (...) chrześcijaństwo każdemu poczuciu respektu i dystansu między ludźmi, to znaczy przesłance wszelkiego podwyższenia, wszelkiego wzrostu kultury, wydało śmiertelną wojnę, prowadzoną z najtajniejszych zakątków lichych instynktów - z resentymentu mas wykuło sobie swój główny oręż przeciwko nam, przeciwko wszystkiemu, co na Ziemi dostojne, radosne, wielkoduszne, przeciwko naszemu szczęściu na Ziemi... (...) Chrześcijaństwo jest buntem wszystkiego, co pełza po ziemi, przeciw wszystkiemu, co wysokie: ewangelia "niskich" czyni niskim..." ============== "Ów osobliwy i chory świat, w który wprowadzają nas Ewangelie - świat niczym z jakiejś rosyjskiej powieści, w której wyrzutek społeczeństwa, cierpienie nerwowe i "dziecięcy" idiotyzm urządziły sobie, zda się schadzkę - z pewnością musiał, w tych okolicznościach, sprymitywizować typ" =============== "Co z tego wynika? Że dobrze jest nakładać rękawiczki, gdy się czyta Nowy Testament. Nieomal zmusza do tego bliskość tak wielu nieczystości. "Pierwszych chrześcijan" wybralibyśmy sobie za kompanów równie niechętnie jak polskich Żydów: my, przynajmniej, nie musielibyśmy wytaczać przeciwko nim choćby tylko jednego zarzutu... I jedni, i drudzy nie pachną przyjemnie. - Daremnie szukałem na kartach Nowego Testamentu choćby tylko jednego sympatycznego rysu; nie ma w nim niczego, co tyłoby swobodne, dobrotliwe, szczere, prawe. Człowieczeństwo nie uczyniło tu jeszcze swego najpierwszego początku - brak instynktów czystości... W Nowym Testamencie są tylko liche instynkty; nie ma nawet odwagi, by ulegać tym lichym instynktom. Wszystko w nim jest tchórzostwem, wszystko w nim jest zamykaniem oczu i oszukiwaniem samego siebie. Każda książka staje się czysta, jeśli wcześniej przeczytało się Nowy Testament" ================ "Czytając Nowy Testament, nie sposób nie czuć sympatii dla tego, co jest w nim maltretowane - nie mówiąc już o "mądrości tego świata", którą bezczelny pędziwiatr daremnie próbuje pohańbić "głupstwem głoszenia słowa"... Nawet faryzeusze i uczeni w Piśmie mają korzyść z takiej wrogości: musieli być coś warci, skoro ich tak nieprzyzwoicie nienawidzono. Obłuda - to byłby zarzut, który mogli czynić "pierwsi chrześcijanie"! - w końcu, faryzeusze byli uprzywilejowani: to wystarcza, nienawiść czandalów nie potrzebuje więcej argumentów. (...) Morał: każde słowo w ustach "pierwszego chrześcijanina" jest kłamstwem, każde działanie instynktownym fałszem - wszystkie jego wartości, wszystkie jego cele są szkodliwe, ale ten, kogo nienawidzi "pierwszy chrześcijanin" i to , czego nienawidzi "pierwszy chrześcijanin", ma wartość... Chrześcijanin, w szczególności kapłan chrześcijański, jest swego rodzaju kryterium wartości - Czy muszę jeszcze mówić, że w całym Nowym Testamencie jest tylko jedna jedyna postać, której nie sposób nie darzyć czcią? Piłat, namiestnik rzymski. Piłat nie daje się namówić na poważne traktowanie zwady między Żydami. Jeden Żyd mniej czy więcej - czy to ważne?... dostojna kpina Rzymianina, przed który, bezwstydnie nadużywa się słowa "prawda", wzbogaciła Nowy Testament o jedyne słowo, które ma wartość - które jest jego krytyką, wręcz jego unicestwieniem: "czym jest prawda!"... ==================== Czy więc jesteśmy aż tak radykalnie? Oczywiście nie. I czymże są te opinie "przykościelnych filozofek" wobec tego Filozofa? Oczywiście można mówić, że to Nietzsche to chory z nienawiści człowiek. Ale to tylko oszukiwanie samego siebie. Nietzsche w istocie jest jednym z największych filozofów w dziejach całej naszej filozofii, który od lat 70. przeżywa ogromny renesans. Uniwersytet Wrocławski niedawno urządził coś jakby "kurs nietzscheanizmu" - cykl wykładów ludzi z całej Polski pasjonujących się filozofią Nietzschego, która była oczywiście znacznie szersza niż krytyka chrześcijaństwa. (Notabene, dzięki tym wykładom, również i ja uległem fascynacji Nietzsche, odkryłem go na nowo.) Dlatego też żonglowanie autorytetami jest tutaj bez sensu.
|
|
| | | | | | | | |  | | Mariusz Agnosiewicz | Co do meritum to sprawa jest bardzo prosta: ja nigdy nigdzie nie twierdziłem specjalnie, że nieoryginalność etyki chrześcijańskiej jest argumentem przeciwko chrześcijaństwu! To jest argumentem przeciwko bzdurom często rozsiewanym o oryginalności tej etyki, o tym jakoby to chrześcijaństwo było jakąś wyjątkową krynicą wartości etycznych. Chrześcijaństwo ani nie jest takim źródłem, ani już tym bardziej nie dało nam historii przepojonej wartościami etycznymi.
|
|
| | | | | | | | | |  | | avenarius | >Co do meritum to sprawa jest bardzo prosta: ja nigdy nigdzie nie twierdziłem specjalnie, że nieoryginalność etyki chrześcijańskiej jest argumentem przeciwko chrześcijaństwu! A ja nie twierdziłem, że tak twierdzisz, jeśli chodzi o ścisłość. Zadałem to pytanie wszystkim uczestnikom. Zarówno tym z 'racjonalisty", jak i z "frondy" i "filozofii" jeśli sie tutaj pojawiają. Nie wykorzystywałem również przeciw Tobie osobiście autorytetu Woleńskiego, choć nadal myślę, że ogólnie rzecz biorąc większą chwałą byłoby mu dorównywać ścisłością dyskursu, niż ilością noszonej na grzbiecie "śliny oszołomów". Na to drugie bowiem można również zasłużyć nie będąc ani szczególnie bystrym, ani odważnym intelektualnie.
Co do pozostałych kwestii, to myślę, że strategicznie lepiej byłoby ich nie rozwijać. Nie mogę jedynie powstrzymac się od uwagi, że imho Nietzsche nie jest szczególnie wielkim filozofem. Jest na pewno modny i pisze z nerwem. Ale zaliczyłbym go raczej do tego typu filozofów, co Montaigne, Woltaire czy Erazm z Rotterdamu - w swoim czasie niezwykle poczytnych, a przecież w historii filozofii nie odgrywających tak naprawdę żadnej szczegółnej roli. To raczej publicyści. Jako chrześcijanin naprawdę bardziej boję się Carnapa lub Ouine'a niż Nietzschego.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Mariusz Agnosiewicz (moderator) | >myślę, że ogólnie rzecz biorąc większą chwałą byłoby mu dorównywać ścisłością dyskursu, niż ilością noszonej na grzbiecie "śliny oszołomów"
Co do jasności i precyzji wywodu - staramy się, pracujemy nad tym. A co do śliny... Sprawdzałem, nie ma jej na moich plecach, co jakiś czas muszę jednak ścierać coś z okolicy kostek. Ale idąc przez życie trudno sobie nóg nie pobrudzić.
Co do Nietzschego to naprawdę się mylisz, gdybyś zajmował się filozofią na co dzień, mógłbyś się kompletnie nie zgadzać z filozofią Nietzschego, ale nie mógłbyś mu przypisywać tak małego znaczenia, degradować jego wpływ do mody. Nie, to niepoważne.
Oczywiście nie zawsze ludzie, którzy przypisywali sobie nietzscheańskie inspiracje głosili poglądy z którymi Nietzsche mógłby się zgodzić (np. nazizm, postmodernizm, satanizm), ale jego filozofia jest ogromnie płodna, ma wielki potencjał. Niedawno się zdziwiłem, że nawet Maria Szyszkowska, zagorzała kantystka (o stosunku Nietzschego do Kanta lepiej nie wspominać...) pozostaje również pod wpływem Nietzschego, a co najmniej go ceni. Jest zafascynowana przede wszystkim jego koncepcją nadczłowieka, którą na ogół się błędnie rozumie. W felietonie "Sięgnijmy do Nietzschego" pisała m.in.: "Właśnie Fryderyk Nietzsche to jeden z filozofów obwinianych za czasy niemieckiego faszyzmu. A przecież jego koncepcja nadczłowieka ma głęboki sens z punktu widzenia psychologicznego i filozoficznego. Odległa całkowicie od rasizmu, warta jest przypomnienia i propagowania. Lata siedemdziesiąte przyniosły wielkie międzynarodowe odrodzenie filozofii Nietzschego. Jego wpływ na dzisiejszą literaturę jest nie mniej silny - jeśli zważyć chociażby twórczość Kafki czy Camusa - niż na literaturę pierwszych dziesięcioleci dwudziestego wieku. Strindberg, Ibsen, Przybyszewski, Maeterlinck, d'Annunzio - to przykłady wybitnych twórców pozostających pod jego wpływem. Nie można też zapomnieć o tym, że Nietzsche wywarł wpływ na Heideggera, zaś egzystencjalizm oddziałał i oddziałuje na całokształt współczesnej kultury. (...) A w Polsce? Po II wojnie światowej uznano najogólniej, że twórczość Nietzschego nie nadaje się pod względem zawartości filozoficznej do naukowych analiz. Deprecjonowanie filozofii Nietzschego ma źródło u nas w jego antyheglizmie, rzekomym rasizmie, jak również w jego krytyce chrześcijaństwa. Niektórzy nawet chorobę psychiczną, na którą zapadł pod koniec życia, wykorzystują do tego, by osłabić powagę twierdzeń tego filozofa." I Ty zapewne ze swój opinią o Nietzsche jesteś ofiarą tej propagandy ponad półwiecznej. Za jakiś czas chyba zamieszczę ten felieton Szyszkowskiej, gdyż jej interpretacja nadczłowieka jest jak najbardziej ciekawa. Zestawiać w jakikolwiek sposób Nietzsche z Erazmem jest jakimś totalnym nieporozumieniem, podobnie jak z Wolterem! Wolter był filozofem w zupełnie innym sensie. Filozof oświeceniowy to nie to samo co my rozumiemy pod pojęciem filozofa. Wolter nie był kiepskim filozofem, lecz innym filozofem. Pozdrawiam Mariusz Agnosiewicz
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | avenarius | >I Ty zapewne ze swój opinią o Nietzsche jesteś ofiarą tej propagandy ponad półwiecznej.
Ba, a kto nie jest pod wpływem propagandy? Ja zresztą nie zaprzeczam, że Nietzsche jest w pewen sposób kimś wielkim i ważnym dla kultury XX-wiecznej. Chodzi mi tutaj właśnie o to w jaki sposób.
Ad hoc wielkich filozofów można podzielić na tych, którzy stawiają ważne pytania i tych, którzy udzielają ważnych odpowiedzi. Podział nie jest oczywiście rozłączny, bo jedno z drugim często się wiąże. Nadto właściwie każda ważna odpowiedź wzbudza wielką dyskusję albo wielką krytykę. Jeśli patrzeć od tej strony na filozofię, to widać, że np. krytyka przyczynowości Hume'a, Dilthey'owski podział nauk lub ontologia fundamentalna Heideggera są po prostu ważne same w sobie niezależnie od tego, czy autorzy tych koncepcji pasowali do oświeceniowego, pozytywistycznego czy postmodernistycznego etosu filozofa czy też nie.
Mnie tutaj trudno jest zobaczyć wielkość Nietzschego. Poczekam na ten felieton Szyszkowskiej, może coś się zmieni. Ale nie widzę tam ani wielkich pytań ani wielkich odpowiedzi zadawanych w płaszczyźnie epistemologicznej. Oczywiście to nie jest jednyna płaszczyzna na której warto toczyć spory, ale na portalu racjonalista.pl można się zastanawiać nad wynoszeniem na piedestał kogoś, kto prawdę uważał za rodzaj pożytecznego błędu. Może wyjątkiem jest interesujące i "płodne" pojęcie wartości, które w jego nowoczesnym znaczeniu filozofia zawdzięcza zdaje się Nietzschemu.
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|