Moi kochani - wszak moge tak Was nazwac - czytajac Was od pewnego czasu (prawie od poczatku). Jestem kierowca nawijajacym mile po Kanadzie i Usiech na kola a ze czasu mam mnostwo przy tym zajeciu to i do Was wstepuje. Procz Racjonalisty jest mnostwo innych portali na jakie zagladam (opacznie). Na jednym z nich, wywiazala sie dyskusja o sztuce w pelni tego slowa znaczeniu (Polak potrafi, to malo! - czasami, rowniez kuma) Ps. przepraszam zainteresowanych - ale, lubie sie posmiac. Ergo! Jeden taki napisal: "Grucha obudzil sie nad ranem. Leb jebal mu kac, jakby go karbidem nabil. Obok lezala jakas ruska zdzira. Na ziemi pusta flaszka, w pokoju jeszcze kilkanascie innych cial. Tracil Ruska lokciem - zyla. Przysiadl, przeciagnal sie i odtwarzal poprzedni wieczor. Bylo jak zwykle. Sorry to nie to! "Generalnie spoznieni widzowie operowi kierowani sa na drugi balkon (gdzie ich entree nie wzbudza zamieszania), na swoje wlasciwe miejsca moga sie przesiasc dopiero w przerwie. Co do komorek - raz slyszalem: w proletariackiej Lodzi. I tu mala opowiesc dygresyjna." Znowoz nie to. Sorry! Poprawie sie. "Co do Wagnera - w mojej 'home opera' w Poznaniu wystawia sie Parsifala: raz, dwa razy do roku, w okresie Wielkiej Nocy. Sakramencko dlugie i raczej nudne Protestuje!!! Slusznie pan protestuje. Lucje z Lamermoor w Operze Bytomskiej odchorowalem (zalamanie nerwowe). Po choleres tam lazil? Gdybys polazl pod budkie z piwskiem - co najwyzej, dostalbys w leb flacha. Po takim urazie objawy mija zazwyczaj po tygodniu - oczywiscie strupy trzeba odmoczyc. Cos tu nie gra. 1. Kompozytor Dionizetti nie byl Niemcem. 2. To przeciez Lucja "wariuje" a nie sluchacze, i to jeszcze jest najlepsza aria tej opery. 3. Lucja jest Szkotka, tam juz niejeden z nudow zwariowal albo zostal kataryniarzem... Jaka roznica, ze Dionizetti? Przeciez jak wiesz, to kazdy makaroniarz jest takze faszysta. Wspominana opera jest najgorsza opera, jaka znam. Brr... Siedzialem do tego na prawym balkonie i musialem trzymac glowe w lewo. O przysnieciu mowy nie bylo bo ciotka patrzyla rozkochanym wzrokiem to na mnie, to na te durnowata Lucje, co to nikt nie wiedzial o co jej biega. To bylo straszne przezycie. Do dzisiaj jak slysze "Lucja z Lammermoor", to mi glowa w lewo idzie i mam samobojcze mysli. Kiedys, nalezalem do pewnego churu (dawali specjalny plyn do zwilzania strun glosowych) ale ze zawsze biore za wysoko "C" (tak mi mowili) i nie przestrzegam "A battuta" to mnie pognali zamiast moj wspanialy glos skonwertowac. Bo ja juz taki jestem ze wszystko wykonuje "Affettuoso"i nijak do zadnego churu nie moge sie dopasowac? Co mi radzicie? |