 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Kościół i antyklerykalizm
| Napisano | Autor | Tytuł | | 04-10-2004 11:10 | jarek | religia w przedszkolu | Mam problem z przedszkolem. Mam maluszka, którego musiałem posłać do przedszkola, a w związku z tym, że jestem ateistą nie zgodziłem się na udział dziecka w zajęciach z religii. Problem w tym, że mały zostaje z panią sam. Widzę, że czuje się z tym źle, chyba odbiera to jako formę kary dla niego. Bo wszystkie dzieci gdzieś idą, a on nie. Poza tym, siłą rzeczy dzieci o tym rozmawiają, nie dokuczają mu może ( przynajmniej na razie ), ale mały zaczyna przynosić do domu pewne uwagi, treści, pytania. Czyli zaczyna stykać się z tym, przed czym chcieliśmy go uchronić, przynajmniej w tak wczesnym dzieciństwie. Próbujemy odpowiadać na jego pytania, ale czujemy się z tym źle, bo chcieliśmy, żeby jego umysł był wolny od tej problematyki jeszcze przez jakiś czas. Umysł dziecka jest taki delikatny i chłonie wszystko jak gąbka wodę... i tutaj siłą rzeczy nabywa pewnych treści, które mącą mu spokojne, bezideologiczne dzieciństwo. Nie wiemy za bardzo co robić. Czy żona ma wrócić do domu i nie pracować, a bez tego nam, ciężko. Może ktoś ma jakiś pomysł...? |
| Mariusz Agnosiewicz | Ten problem zaczyna się coraz częściej pojawiać. Warto więc chyba abyśmy coś o tym pomyśleli w Racjonaliście, aby zbadać go dogłębniej i spróbować wypracować jakieś porady. Aktualnie ważna mo że być wymiana doświadczeń z luźmi, którzy borykają się z podobnymi problemami gdzie indziej. Sugeruję skontaktować się np. z Justyną z Wrocławia, która niedawno pisała u nas o podobnym problemie. Polecam wątek: www.racjonalista.pl/forum.php/s,6597Pozdrawiam
|
|
 | | jarek | > Ten problem zaczyna się coraz częściej pojawiać. Warto więc chyba abyśmy coś o tym pomyśleli w Racjonaliście, aby zbadać go dogłębniej i spróbować wypracować jakieś porady. Aktualnie ważna mo że być wymiana doświadczeń z luźmi, którzy borykają się z podobnymi problemami gdzie indziej. Sugeruję skontaktować się np. z Justyną z Wrocławia, która niedawno pisała u nas o podobnym problemie. Polecam wątek: www.racjonalista.pl/forum.php/s,6597> PozdrawiamDziękuję za wskazanie wątku, choć miałem nadzieję, że to łatwiej rozwiązać. No nic, będę walczyć o swoje.
|
|
|  | | Lubię Kawę (143 punktów) | Nie chciałem tu pisać, bo ktoś dojdzie do wniosku, że pewnie ironizuję, że właśnie ja rad w tym wątku udzielać zamierzam. Świat w którym żyjemy jest bardziej wieloideowy niż kiedykolwiek dotąd. Chcąc dla dziecka jak najlepiej przekazujemy mu to co znaleźliśmy najlepszego w świecie, ale i tak dziecko się spotka z innymi ideami. Po prostu należy rozmawiać i wskazywać na przyczyny swojego stanowiska.
Nie wiem czy przykład adekwatny, ale np. przypomina się pewien muzułmanin, który żyje w Polsce, który nie chciał aby jego dziecko chodziło chodziło na etykę, ale właśnie na lekcję religii. Uzasadniał to tym, że chce by jego dziecko poznało kontekst kulturowy w którym żyje (w końcu skoro uważał, że katolicyzm nie jest słuszny, to łatwo potrafi to dziecku sam wytłumaczyć). No niestety nie uzyskał zgody. Szkoda.
Nie ma co trzymać dziecka pod kloszem jednej idei. To naturalne, że dziecko poznaje świat i inne światopoglądy i się tym w domu dzieli.
PS. Natomiast faktycznie jest pewien problem, że dziecko czuje się jakieś "inne", skoro nie chodzi tam, gdzie reszta dzieci. Myślę, że gdybym był ateistą, to jednak próbowałbym dziecko wprowadzić w temat i wyjaśnić mu co i jak, bo lepiej dla dziecka, gdy rozumie dlaczego nie czyni tego samego co inne dzieci.
Tak przynajmniej mi się wydaje (czyli subiektywizm).
Pozdrawiam
----
PTRqwerty
|
|
| |  | | Celecrin (11895 punktów) | > Nie ma co trzymać dziecka pod kloszem jednej idei. To naturalne, że dziecko poznaje świat i inne światopoglądy i się tym w domu dzieli.Oczywiście masz rację. Jednak problem stanowi wiek. Religia w przedszkolu to za wcześnie. Zdecydowanie za wcześnie. Przecież dla takiego malucha nawet świat realny jest abstrakcją. Ledwo rozumie czym się rożni pojęcie "miasto" od "Polska". Moim zdaniem wystarczą bajeczki o wilkach, sierotkach, królewnach i innych. Dlaczego obciążamy umysły religią?
|
|
| Anna Słota | Witam
Religia w przedszkolu, czy w szkole to faktycznie spory problem dla rodziców ateistów i trudno tu coś radzić, bo ewentualny sposób postępowania zależy od zbyt wielu czynników. Dlatego ja radzić nie chcę, spróbuję jednak spisać jak to wyglądało w moim przypadku: Dziecko wychowywane jest do życia w społeczeństwie, przedszkole jest takim mini-społeczeństwem gdzie dziecko już w pierwszych miesiącach uczęszczania styka się z pewnymi ideami, o których w domu się nie mówi. Na pierwsze pytanie mojego syna o Boga odpowiedziałam, że są ludzie, którzy w niego wierzą, ale są też tacy, którzy nie wierzą. Potem wielokrotnie musiałam rozwijać te myśli odpowiadając na jego pytania wynikające, jak sądzę, z tego co usłyszał w przedszkolu. Nie miałam łatwego zadania, bo jestem jedyną ateistką w najbliższej rodzinie, musiałam zatem sporo się nagimnastykować, żeby powiedzieć co myślę, ale tak aby nie okazywać jakichś emocji (a czasem w obliczu bzdur, które słyszałam było to trudne), z drugiej strony to ja spędzam z synem najwięcej czasu i to mnie on te swoje pytania zadaje i jak zauważyłam moje opinie potem rozpowszechnia (to spora odpowiedzialność). Gdy nadszedł czas religii w przedszkolu syn nie chciał na nią chodzić, nie musiał, przedszkole organizowało to tak, że mógł się bawić w innej grupie. Niestety życzeniem ojca dziecka było, aby syn jednak na religię chodził, ku mojemu zaskoczeniu nawet mu się tam zaczęło podobać, a jako dziecko bardzo zdolne przyswajał te treści bardzo sprawnie, otrzymywał nawet nagrody od katechetki - często jako jedyny. Ja ograniczyłam się do lekceważenia tych "sukcesów", natomiast podkreślałam i chwaliłam jego osiągnięcia "naukowe" - to znaczy czytanie, pisanie, czy działania na liczbach. Zadawał mi w ciągu tego roku mnóstwo pytań na temat religii - odpowiadałam mu prezentując swoje stanowisko (na zasadzie przeciwstawienia: jedni mówią tak, ale ja uważam, że jest tak). Nie pamiętam tych naszych wszystkich dialogów na temat religii, ale gdy nadszedł czas szkoły mój syn kategorycznie odmówił chodzenia na religię i tym razem ojciec musiał się z tym pogodzić. Syn poszedł dwa razy (zachęcany przez tatę) - przyniósł stamtąd kilka stwierdzeń o miłości bożej, od których ręce opadają, ale widać uznał, że miłość, której nie sposób potwierdzić go nie interesuje. Powiedział mi, że szkoda czasu, bo nic nowego się na tych "lekcjach" nie uczy. Spoglądając wstecz stwierdzam, że owszem umysł dziecka jest jak gąbka, ale jeżeli pewne treści nie będą potwierdzane przez rodziców to nie utrwalą się one - przynajmniej w tym wieku. Mój syn sam z religii rezygnował, ma z tym związane pewne przykrości (ze strony dzieci), ale w jego przypadku te przykrości i tak by się pojawiły. Nie ma natomiast problemów z nauczycielami. Należy tu jeszcze powiedzieć, że dziecko z ideą Boga prędzej czy później się zetknie - nie uchronimy go przed tym, nawet gdy już religia zostanie wyprowadzona z państwowej edukacji. Może nawet lepiej żeby młody człowiek zaczął zadawać na ten temat pytania rodzicom wcześniej, kiedy jeszcze uważa ich za autorytet (zgodzimy się chyba, że kiedyś to się skończy). Uda nam się wtedy przedstawić inny punkt widzenia i wcześniej zasiać ziarno sceptycyzmu, które wykiełkuje w samodzielność intelektualną.
Serdecznie zapraszam wszystkich rodziców, zarówno tych, którzy mają już za sobą takie problemy - aby się z nami podzielili swoimi rozwiązaniami, oraz tych, którzy właśnie się z nimi zmagają. Możemy wspólnie stworzyć coś w rodzaju poradnika, z którego każdy będzie mógł wybrać, to co uzna za najlepsze w swojej sytuacji.
|
|
 | | Joachim Patryas | > . > >Serdecznie zapraszam wszystkich rodziców, zarówno tych, którzy mają już za sobą takie problemy - aby się z nami podzielili swoimi rozwiązaniami, oraz tych, którzy właśnie się z nimi zmagają. Możemy wspólnie stworzyć coś w rodzaju poradnika, z którego każdy będzie mógł wybrać, to co uzna za najlepsze w swojej sytuacji.
W moim przekonaniu problem ma dwa wymiary. Jeden formalno-prawny: Konkordat, podpisany przez nasze państwo - głównie za niechlubną przyczyna H. Suchockiej, który wprowadził religię do przedszkoli i praktyczny, tzw. życiowy, sprowadzający się do potrzeby racjonalnego zachowania się w tej nieracjonalnej sytuacji. Słusznie namawia nas Pani Anna do podzielenia się dobryni radami na temat zachowania się rodziców w obecnej sytuacji, bo na cywilozowanie naszego prawa to jest zmianę przepisów wynikających z podpisanego Konkordatu w najbliższej przewidywalnej perspektywie nie sposób liczyć. Problem polega jednak na tym, że trudno tu o jednoznaczne, dobre rady. Wektorami wszystkich sił dzałających na to co dzieje się w przedszkolu w wyniku wprowadzenia nauki religii, są min.: determinacja rodziców, stan emocjonalny dziecka /także wynikający z jego wieku/, postawa wychowawczyni i jej osobowość oraz podejście do dzieci katechetki, jak również wielkośc przedszkola i wynikający z tego powodu stan kadrowy personelu pedagogicznego /w małych przedszkolach dzieci przenosi się okresowa do innej, młodzszej grupy, bo nie ma "luzackich " przedszkolanek i inne. Dlatego wypadkowa tych wektorów jest różna. W moim przekonaniu to dziecko limituje wszelkie zachowania rodziców. Jeśli dziecko źle reaguje na dyskomfort "inności" wynikający ze specyficznej organizacji pracy przedszkloa /brak podziału pracy w ramach godzin lekcyjnych/ to niestety trzeba pogodzić się z dyktatem Konkordatu. Jednak nie oznacza to, że rodzice powinni rezygnować ze swoich praw wychowawczych. Tu jednak następuje problem, bowiem dziecko zbyt wcześnie musi wybierać między autorytetami i z konieczności samookreślać się, co oczywiście przerasta możliwości emocjonalne małego dziecka. Na tym polega bezdusznośc realizacji zapisów konkordatowych. Jako ojciec dorosłego syna nie jestem w tej dyskusji autorytetem /jednak jestem dziadkiem/. Mimo wszystko mogę tylko sugerować, by w rozmowie z dzieckiem reagować w sposób naturalny, to znaczy nie rozpoczynać dla dziecka abstrakcyjnych dyskusji, ale ograniczyć się tylko to przedstawiania własnych sądów na tematy podjęte przez dziecko /niestety zainspirowane na przymusowych lekcjach/. Jak słusznie zauważyła Pani Anna, dziecko często przebywające ze swoimi rodzicami - głównie matką - zawsze będzie oczekiwać od rodziców odpowiedzi na swoje wątpliwości. Być może ktoś uzna to jako swoistą bierność wobec indoktrynacji religijnej naszych dzieci. Ale tu nie ma dobrego wyjścia. Jedynie w dużych miastach mogą powstawać prywatne przedszkola bez nauki religii /oczywiście dotowane przez państwo/, ale obecnie jest to jedynie w sferze teorii. W tej sprawie najgroźniejsza jest presja środowiskowa i ustawowa oraz strach przed tą presją. Rodzice z problemem pozostają sami. Boją się jakiegokolwiek wsparcia, które naraziłoby ich na ewentualne szykany wynikające z ich walki o prawa rodzicielskie. Próby nagłośnieni z naszej strony /Klubu/ przykladów ewidentnej dyskryminacji światopoglądowej kończyły się podziękowaniem za nasze zainteresowanie problemem i prośbą by nie podawać nazwisk, bo: "Chcieliby unikąc szykan". Mimo wszystko pomysł - wymiany doświadczeń - Pani Anny jest dobry. Joachim Patryas www.kkwitolerancji.com
|
|
|  | | Anna Słota | Dziękuję za wsparcie > Mimo wszystko pomysł - wymiany doświadczeń - Pani Anny jest dobry.pomysł jednak nie jest mój, bowiem zaproponował to przecież nasz nieoceniony Redaktor Naczelny, pisząc: > Warto więc chyba abyśmy coś o tym pomyśleli w Racjonaliście, aby zbadać go dogłębniej i spróbować wypracować jakieś porady. Aktualnie ważna mo że być wymiana doświadczeń z luźmi, którzy borykają się z podobnymi problemami [...]ja moge zaproponować jedynie zebranie ewentualnych doświadczeń w jakąś całość, dlatego wszystkim, którzy mają ochotę podzielić się swoimi doświadczeniami, ale niekoniecznie na forum, proponuje kontakt ze mną: lp.atsilanojcar@atolsaas
|
|
| jarek | Jeszcze raz ja. Dzisiaj okazało się, że moje dziecko wbrew mojej woli uczestniczyło w religii. Niby się bawiło samo, gdzieś z tyłu, ale oczywiście nasłuchiwało co się mówi, bo pani uznała, że tak będzie dobrze, że nie będzie go wyprowadzać z sali. Mam kogoś zamordować, żeby się w końcu ktoś w tym kraju obudził? Czy rodzic nie ma prawa wychowywać swego dziecka wedle własnych wartości? Jednego nie rozumiem. Od maja jesteśmy w UE, tylu jest ludzi, którzy krzyczą, że są nadużycia ze strony religijnej większości i KK. Nadużycia, które łamią podstawowe prawa konstytucyjne obywatela. I co? I nic. Ja rozumiem, że odwołując się do polskich instytucji, to tak jakbyśmy coś załatwili, ale dziś można już iść dalej. Ale nic się nie dzieje. Ja tego nie potrafię, nie znam się na tym zupełnie, nie mam odpowiednich kwalifikacji, ani doświadczenia, żeby sobie poradzić. Ale przecież jest sporo ludzi, którzy wiedzą jak się można za to wziąć, jak to zorganizować. Nikomu nie zależy? Na gadaniu ma się skończyć?
|
|
 | | antyK (18 punktów) | >Jeszcze raz ja. Dzisiaj okazało się, że moje dziecko wbrew mojej woli uczestniczyło w religii. Niby się bawiło samo, gdzieś z tyłu, ale oczywiście nasłuchiwało co się mówi
A co Cię tak boli? Boisz się, że dziecko pozna Prawdę? Osobiście uważam, że nieposyłanie dziecka na religię (tym bardziej w przedszkolu, kiedy samo nie jest jeszcze w stanie jeszcze określić, czy chciałoby chodzić) to zwykła podłość. To, że Tobie los zaślepił oczy i że na skutek takiego a nie innego zbiegu okoliczności zostałeś ateistą, nie znaczy, że musisz zamykać drogę dziecku..
> Mam kogoś zamordować, żeby się w końcu ktoś w tym kraju obudził?
Tu widać najważniejszą wyższość chrześcijan nad ateistami - mnie też rażą różne zjawiska, które atakują moją religię (choćby ta strona), a wcale nie mam ochoty nikogo mordować (chociaż czasem by się przydało) - chociażby dlatego, że "większa jest radość z jednego nawróconego grzesznika, niż z 99 sprawiedliwych"..
> Czy rodzic nie ma prawa wychowywać swego dziecka wedle własnych wartości?
Dziwisz się? Czy gdybym należał do sekty, której ideologia polega na gwałceniu i obdzieraniu ze skóry dziewczynek do lat 3 i chciałbym swojemu dziecku wpajać te "ideały" od przedszkola - zgodziłbyś się na to "just like that"? Tylko nie mów mi o wyższości ateizmu nad pedofilią - zło jest złem, i dla mnie nie jest istotne, czy uczy się dziecko wbijać lalkom gwoździe w oczy, czy nie pozwala mu się poznawać Boga - to drugie może co najwyżej poczynić mniejsze szkody, ale na pewno jest złem. A dlaczego? A chociażby dlatego, że (pomijając kłótnie a'la "czy Bóg istnieje") człowiek potrzebuje idei (DOBREJ idei), żeby żyć. Dzisiejszy świat choruje, umiera na brak idei.. To stąd się bierze coraz większy odsetek samobójstw, coraz bardziej pogłębiająca się depresja u coraz młodszych ludzi, stąd bierze się coraz więcej patologii.. Wy, racjonaliści, za wszelką cenę chcecie pozbawić ten świat resztek ideałów, żeby był "wolnomyślicielski", żeby każdy mógł żyć, jak mu się podoba, i żeby każdy mógł myśleć, co mu się podoba.. A tymczasem z braku jakichkolwiek, wyższych wartości, świat prędzej czy później zgnije i nie będzie dlań żadnego ratunku. A my staniemy się tylko bezładną masą zagubionych atomów bez żadnej orbity.. Radziłbym zastanowić się nad tym "problemem" od tej strony. A jeżeli nadal będziesz wzbraniał się przed puszczaniem dziecka na religię, nie zdziw się, jeżeli (obym był złym prorokiem!) Twoja latorośl w wieku 18 lat zapadnie na depresję... Życzę konstruktywnych przemyśleń i światła Ducha Świętego i pozdrawiam.
|
|
|  | | jarek | dawno nie czytałem czegoś tak głupiego. I odczep się ode mnie , a zwłasza od mojego dziecka. Zajmij się sobą. Żyj sobie w świecie swoich idei, ale do moich się nie wtrącaj. WARA.
|
|
| |  | | Mariusz Agnosiewicz | Jarku powinieneś przyjąc zasadę, że nie ma co się w dawać w żadne polemiki z kimś tak przerażająco ograniczonym. Bredzenie wariata sie ignoruje, a nie zbija
|
|
| | |  | | Daniel Delimata | > Jarku powinieneś przyjąc zasadę, że nie ma co się w dawać w żadne polemiki z kimś tak przerażająco ograniczonym. Bredzenie wariata sie ignoruje, a nie zbija  Od pana redaktora naczelnego możnaby oczekiwać ciut więcej. Obrażanie osób o odmiennym światopoglądzie nie jest najszczęśliwszym sposobem prowadzenia dyskusji.
|
|
| | | |  | | Mariusz Agnosiewicz (moderator) | Nie obrażam ludzi o odmiennym światopoglądzie, mogę się z nimi nawet przyjaźnić, ale nie mam specjalnych skrupułów a już tym bardziej ochoty dyskusji z kimś kto w manifestuję swoją agresywną religijnośc bądź klerykalizm.
|
|
| | | | |  | | Daniel Delimata | >Nie obrażam ludzi o odmiennym światopoglądzie,
A jednak słowa nazywające kogoś "przerażająco ograniczonym" i "wariata" są obraźliwe.
>mogę się z nimi nawet przyjaźnić, ale nie mam specjalnych skrupułów a już tym bardziej ochoty dyskusji z kimś kto w manifestuję swoją agresywną religijnośc bądź klerykalizm.
... I to też stanowi problem.
Jak już wspomniałem od pana jako od Redaktora Naczelnego oczekiwałem nieco innej postawy.
|
|
| | | | |  | | antyK (18 punktów) | > nie mam specjalnych skrupułów a już tym bardziej ochoty dyskusji z kimś kto w manifestuję swoją agresywną religijnośc bądź klerykalizm.W poprzednim poście nazwałeś mnie "ograniczonym", co zresztą mnie specjalnie nie zraziło, bo świadczyło to tylko o Twojej ograniczoności, skoro na moją wypowiedź reagujesz wyzwiskami (i to niejako "za plecami", bo w słowach, które nie były do mnie kierowane).. Ale powyższy fragment jeszcze dobitniej świadczyłby o tym, że to Ty jesteś "przerażająco ograniczony".. Ja też mógłbym powiedzieć, że nie mam ochoty rozmawiać z "kimś kto manifestuje swoją agresywną _areligijność_ bądź _antyklerykalizm_", mógłbym stwierdzić, że z Głupotą nie ma się co zadawać, że dyskusja z Wami to strata czasu.. Ale skoro już zadałem sobie ten trud i popełniłem duchowy mezalians odzywając się do kogoś, kto nie potrafi wyjść poza ramy zakreślone rozumem, to powinieneś to przynajmniej uszanować to. I jeżeli nie masz ochoty na dyskusję, wypadałoby chociaż trzymać gębę na kłódkę - w końcu kierowanie się emocjami jest wybitnie nieracjonalne  Tak więc miałbym pełne prawo odwdzięczyć Ci się komplementem i nazwać Cię osobą ograniczoną, ale, nie zniżając się do Twojego poziomu, nie zrobię Ci tej przyjemności.. Cóż, wypada mi tylko Cię pozdrowić.. No i tym serdeczniej pozdrawiam Daniela (niezależnie od Jego światopoglądu) - dziękuję Ci za zwrócenie uwagi na ten prosty fakt, którego nie zauważyłem
|
|
| | | | | |  | | Daniel Delimata | > No i tym serdeczniej pozdrawiam Daniela (niezależnie od Jego światopoglądu) - dziękuję Ci za zwrócenie uwagi na ten prosty fakt, którego nie zauważyłem Jakby to kogo interesowało to jestem katolikiem. Na niniejszym forum posługuję się jednak zwykle retoryką tubylczą stąd też hasła liberalizmu w niektórych moich wypowiedziach.
|
|
| | | | | |  | | Mariusz Agnosiewicz (moderator) | Ależ ja nie przejawiałem żadnych emocji pisząc tę radę dla Jarka. Określiłem rzecz po imieniu. Może była ona wyrazem braku szacunku, ale na to trzeba sobie zasłużyć, ale nie była wyrazem moich emocji, bo i na to trzeba sobie zasłużyć  Twoja wypowiedź była przejawem skrajnego zaślepienia, była właśnie bredzeniem wariata i wcale nie trzeba się emocjonować, aby taką konkluzję zawrzeć. Powyżej były także wypowiedzi katolików i były one różne, ale nie były niedorzeczne i agresywne jak twoja
|
|
| | | | | | |  | | antyK (18 punktów) | Huh, zabrzmiało to tak, jak gdybym napisał "ty stary durniu", a Ty byś odpowiedział: "Tylko nie stary!"  No ale mniejsza z tym.. > Może była ona wyrazem braku szacunku, ale na to trzeba sobie zasłużyćToteż wcale nie żądam szacunku, bo fakt faktem, że nie zasłużyłem jak narazie na to, ale co innego brak szacunku, a co innego zasypywanie obelgami.. > Twoja wypowiedź była przejawem skrajnego zaślepienia, (...) były także wypowiedzi katolików i były one różne, ale nie były niedorzeczne i agresywne jak twojaZ mojego punktu widzenia to właśnie zastanawianie się, co zrobić, żeby dziecko nie chodziło na religię - jest niedorzeczne (i świadczy o ogromnym zaślepieniu "wolnomyślicielskimi" ideami). Zresztą już sam Twój atak świadczy o skrajnym zaślepieniu - o tym, że nie jesteś w stanie przyjąć jakiejkolwiek innej idei, która nie zgadzałaby się z Twoimi. Jakim więc prawem nazywasz mnie "ograniczonym"? Zresztą, pluję na to. "Jeżeli Mnie prześladowali, to i was będą prześladować" (J 15,20) Pozdrawiam...
|
|
| | | |  | | Kubicki (72 punktów) | >Od pana redaktora naczelnego możnaby oczekiwać ciut więcej. Obrażanie osób o odmiennym światopoglądzie nie jest najszczęśliwszym sposobem prowadzenia dyskusji.
Rzecz w tym, że nie jest to osoba o odmiennym światopoglądzie tylko mały brzydki zakompleksiony dewiant. Nikt realny go nie kochał i nie kocha wiec jest jaki jest. Roja mu się w główce pomysły o seksie ze szczurami i obdzieraniu dziewczynek ze skóry, on jest zboczony jak Markiz de Sade i taka też jest jego wartość. Więc popieram i rozumiem słowa p. Agnosiewicza o ignorowaniu antyKa
|
|
| |  | | antyK (18 punktów) | > dawno nie czytałem czegoś tak głupiego.widocznie nie czytałeś własnej wypowiedzi  > I odczep się ode mnie , a zwłasza od mojego dziecka. Zajmij się sobą. Żyj sobie w świecie swoich idei, ale do moich się nie wtrącaj. WARA.Napisałem to, co miałem Ci do napisania - jeżeli tego nie przyjmujesz, to Twój problem. "Kto ma uszy, niechaj słucha"... Ale żeby od razu reagować złością.. Chyba ma rację p. Agnosiewicz, że bełkot wariata się ignoruje, a nie zbija - i dlatego niepotrzebnie się w ogóle odzywałem... Chyba mam jednak trochę niewyparzoną klawiaturę  W porządku, "spal ten list". Jak już napisałem, Twój problem... Ale zadziwiająca jest Wasza "racjonalistyczna" zatwardziałość
|
|
| |  | | nerva | >dawno nie czytałem czegoś tak głupiego. I odczep się ode mnie , a zwłasza od mojego dziecka. Zajmij się sobą. Żyj sobie w świecie swoich idei, ale do moich się nie wtrącaj. WARA.
skoro nikt ma sie nie wtrącać do "Twoich ideałów" to po jaką cholere zamieszczasz jakie kolwiek pytania w tej kwestii na tej stronie; Twoje zachowanie w tej chwili jest co najmniej infantylne...co do lekcji religii czyzbyś miał jakieś przykre doświadczenia z dzieciństwa związane z kiężami???
|
|
 | | leo_z | >Jeszcze raz ja. Dzisiaj okazało się ... Jarku, niestety w takich sprawach przeważnie jesteśmy samotni. To co Ty teraz przeżywasz, ja już mam za sobą. Miałem jednak te same problemy i kierowałem się wówczas - nazwijmy to, drogą "złotego środka". Mimo, że można mnie zaliczyć do "klanu" ateistów - co do "światopoglądu" mojej córki przyjąłem pewne założenie. Założyłem, że dziecko nie może odpowiadać za "mój" światopogląd. Mając na uwadze, że dzieci potrafią być "okrutne" dla odmieńców (wyśmiewanie się i dokuczanie "okularnikom", "grubasom" itp.) pozwoliłem córce uczestniczyć na równi z innymi dziećmi we wszystkich "religiach" i tym podobnych sprawach. Gdy przyszedł czas na pytania ze strony dziecka na tematy religijne i związane z wiarą, starałem się w wyważony sposób pokazywać córce te sprawy w sposób otwarty i bez niepotrzebnych komentarzy. Nasza (wraz z małżonką) otwartość światopoglądowa powodowała, że córka mogła sama czerpać wzorce od otoczenia (przedszkole, szkoła), naszych rodziców (osoby wierzące), kościoła (religia, święta kościelne) oraz nas rodziców (ja "ateista", małżonka wierząca tyle tylko, że "obrażona" na kościół). Obecnie córka zaczyna studiować i jest otwarta na wiarę joko taką (w znaczeniu, że "coś" jest na rzeczy) ale nie reprezentuje żadnej opcji wyznaniowej - jej przewodnikiem, jej "Kościołem" jest jej własne serce.
|
|
 | | Mariusz Agnosiewicz | > Dzisiaj okazało się, że moje dziecko wbrew mojej woli uczestniczyło w religii.Oto pouczająca ciekawostka: coś podobnego doświadczył nawet Richard Dawkins. Właśnie opublikowaliśmy list jaki napisał w związku z tym do swojej dziesięcioletniej córki. Polecam: www.racjonalista.pl/kk.php/s,3681
|
|
| zbyszek | Ja wychowywałem się w rodzinie katolickiej, potem spotkałem protestantów - w końcu nie mogłem sobie dac rady z tymi 'wariatami' i rzuciłem to w .... Dopiero po 20 latach kompletnego ateizmu, racjonalizmu itp. kierując się tylko głosem serca odlanazłem prawdziwą wiarę i Boga. Z doświadczenia, wiem że jesli ktos komus cos narzuca (czy rodzice, czy szkoła) to i tak dzieci zrobią swoje choćby na przekór. Z wiarą w Boga (nie koniecznie z religią) jest tak, jak z miłością w małżeństwie - lepiej żyć z nią, jesli jest prawdziwa lub bez niej jeśli ma zawieść. Dla dziecka najważniejsze jest traktowanie rodziców, od styczności z religią nie da się go kompletnie uchronic.
Dlatego osobiście podobała mi się odpowiedź LEO_Z. Ja dodatkowo porozmawiałbym z panią od religii , wyjaśnił sprawę , może poprosił o nieco inne traktowanie.
Pozdrawiam serdecznie
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|