 |
Gdzie jest ta cholerna dusza? Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » ABC Racjonalisty
| Napisano | Autor | Tytuł | | 21-04-2007 18:59 | Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów) (zablokowany) | Gdzie jest ta cholerna dusza? | P.T. Katolicy i inni religijni - może kto mi wyjaśnić, gdzie się właściwie znajduje dusza?
Bo wersji jest wiele, a każda bzdurna:
Czy dusza znajduje się w jednym maleńkim punkciku ludzkiego ciała - skoro duszę ma już zygota, to ta dusza nie rozpycha się chyba później na całym ciele? Chyba, że dusza rośnie wraz z człowiekiem - ale czym się żywi rosnąc?
Jak jest w jednym kawałeczku ciała - to czy można znienacka komórkę zainfekowaną duszą chlasnąć skalpelem - i juz mamy człowieka bez duszy, a biedna dusza ląduje w spalarni wraz z amputowaną tkanką?
A jak jest w całym ciele - to czy jak szybko machnę toporem i odrąbię komuś kończynkę - to ta dusza częściowo zostanie z odrąbanej kończynie, a tak niecnie zaatakowany nieborak zostanie z duszą niekompletną?
A może dusza z odrąbanej kończynki przefruwa do reszty ciała - tylko co będzie po wybuchu bomby, gdy rączki nóżki wielu osób latają w powietrzu - czy część duszy z urwanej rączki wtedy nie pomyli się i nie wlezie do innego ciała?
I czy dusza może sobie co chwilę z ciała wyłazic i włazić? No bo według was po śmierci wyłazi - jeden jest tylko problem - skąd dusza wie, kiedy jest śmierć? Leży gość na ulicy, serducho stanęło, duszyczka wylatuje - a tu jak na złość zjawia się karetka pogotowia ratunkowego, łapiduch strzela po klacie prądem - i człek ożywa. No to wtedy duszyczka włazi z powrotem? Czy dusza stosuje kryterium śmierci mózgowej? Bo jest możliwość, że KRK dopuszczając przeszczepy ryzykuje, że wraz z przeszczepioną nerką przeszczepia się kawałek duszy - a jak to będzie dusza mordercy?
Tyle o tej duszy się gada, a nie tylko nikt jej nie widział, nie słyszał i nie czuł, ani nikt nie potrafi mi powiedzieć, gdzie to dziwo mieszka.
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| LM50 (153 punktów) | heh... wiara tym się różni od nauki że nie da się udowodnić. Nie wiem czy człowiek ma duszę, i jak ona wygląda. Ale nie wiązałbym jej z ciałem. To raczej coś niematerialnego, czego nie da się zabić skalpelem. Ciekawe są wspomnienia ludzi którzy przeżyli śmierć kliniczną. Niektórzy z nich widzieli co się z nimi dzieje z odległości. Dowodów nie ma. Ich wizje mogły się wziąć z bodźców odbieranych podświadomie. Można w to wierzyć lub nie, ale raczej nie można wiązać duszy z konkretną strukturą istniejącą w ciele. Powstają zresztą inne problemy. Kościół katolicki twierdzi że duszę otrzymuje człowiek w momencie poczęcia - a więc mieści się w jednej komórce (obejmuje jedną komórkę). Czy to oznacza, że dusza rozwija się wraz z ciałem? Czyli - dusza duszy nierówna? Kolejna sprawa to definicja śmierci. Wg obecnej - śmierć wyznacza zanik aktywności mózgu. Inne komórki żyją dalej - włosy, paznokcie rosną jeszcze wiele lat. No to co z tą duszą? A może ma autonomię i sama decyduje kiedy sobie pójść? heh... zamiast odpowiedzieć sam zaczynam pytać. Jeśli wierzyć fizyce kwantowej, elektron jest falą, atom też - tylko bardziej skomplikowaną, więc człowiek też jest formą bardzo złożonej fali elektromagnetycznej. To maże tam szukać duszy i związków z wszechświatem?
|
|
 | | nieobecny | >Ciekawe są wspomnienia ludzi którzy przeżyli śmierć kliniczną. Niektórzy z nich widzieli co się z nimi dzieje z odległości. Przeprowadzano kiedyś eksperymenty, podczas których człowiek (dusza?) "opuszczał" swoje ciało, przemieszczał się w pomieszczeniu, w którym jego ciało zostało, a nawet widział owo tajemnicze światło na końcu tajemniczego tunelu. Po zakończeniu eksperymentu, gdy już "dusza" wniknęła z powrotem w ciało, eksperymentator zadawał pytania, co "dusza" widziała tak sobie polatując. Ciekawe, że "dusza" nigdy nie widziała żadnego z przedmiotów umieszczonych przez eksperymentatora na powierzchniach widocznych wyłącznie "z lotu duszy", czyli np. na szafie umieszczonej w pokoju. Można z tego wnioskować, że nie ma czegoś takiego jak opuszczenie ciała przez duszę, ducha, energię witalną (czy jak kto woli nazywać nieistniejące), są to tylko zaburzenia w pracy mózgu.
|
|
 | | Ocykan (3528 punktów) | Na wstępie piszesz: >nie wiązałbym jej [duszy] z ciałem
Nieco niżej zaś: >[dusza] mieści się w jednej komórce (obejmuje jedną komórkę). Czy to oznacza, że dusza rozwija się wraz z ciałem?
Z pewną taką nieśmiałością pozwalam sobie na zwrócenie Ci uwagi, że jesteś niekonsekwentny.
|
|
| Jan B (383 punktów) | Skąd taki język w stosunku do duszy? Uważa Pan że pojęcie duszy dehumanizuje człowieka? Jaki jest powód tej pogardy?
Ma Pan rację mówiąc , że obowiązek udowadniania jest po stronie tych, którzy nas próbują przekonać. Myli się Pan w tym, że przekonanie o istnieniu duszy łączy się z religijnością, bierze się z niej albo do niej prowadzi. Stąd może nie znalazł Pan rozmówców których Pan szukał - w kościele? Znajdzie ich Pan w dobrej bibliotece.
|
|
 | Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów) (zablokowany) | >Skąd taki język w stosunku do duszy? Uważa Pan że pojęcie duszy dehumanizuje człowieka? Jaki jest powód tej pogardy?<
Bo to jest pojęcie zbędne, byt opisywany, lecz nie udowodniony - czyli prawdopodobnie nie istniejący.
>Ma Pan rację mówiąc , że obowiązek udowadniania jest po stronie tych, którzy nas próbują przekonać. Myli się Pan w tym, że przekonanie o istnieniu duszy łączy się z religijnością, bierze się z niej albo do niej prowadzi. Stąd może nie znalazł Pan rozmówców których Pan szukał - w kościele? Znajdzie ich Pan w dobrej bibliotece.<
A Pan nie ma nic ciekawego do powiedzenia? Zapytałem się religijnych, bo to religie bazują na pojęciu duszy. Ile babć marnowało by ostatnie chwile swego życia w kościele, gdyby nie uważały, że ich "dusza" pójdzie do piekła lub nieba? Co by ich obchodziła historia jakiegoś Żyda sprzed 2 tysięcy lat?
|
|
|  | | Jan B (383 punktów) | >A Pan nie ma nic ciekawego do powiedzenia? Mam, ale proszę postawić jasno problem, bo nie wiem na jaki temat chce Pan rozmawiać. Wymienił Pan jeden pogląd na umiejscowienie duszy, ten najłatwiejszy do obalenia, i pyta Pan gdzie jest ta dusza. Skoro Pan obalił twierdzenie że jest w ciele, to pewnie nie ma jej w ciele. Więc o co Pan pyta?
|
|
| |  | Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów) (zablokowany) | > Wymienił Pan jeden pogląd na umiejscowienie duszy, ten najłatwiejszy do obalenia, i pyta Pan gdzie jest ta dusza. Skoro Pan obalił twierdzenie że jest w ciele, to pewnie nie ma jej w ciele. Więc o co Pan pyta?<Pytam się katolików, gdyż to według nich: "Dusza ludzka jest nie tylko elementem życia w ciele, ale również jego formą. Takie określenie duszy podał Sobór w Vienne w 1312 roku: "Jedność ciała i duszy jest tak głęboka, że można uważać duszę za "formę" ciała (DS 902)" (KKK 365). Dzięki temu życie duszy ujawnia się w ciele, albo inaczej mówiąc sama dusza się w nim ujawnia: "oznacza to, że dzięki duszy duchowej ciało utworzone z materii jest ciałem żywym i ludzkim; duch i materia w człowieku nie są dwiema połączonymi naturami, ale ich zjednoczenie tworzy jedną naturę." www.teologia.pl/m_k/zag03-03.htmCzyli skoro uznają oni, że dusza jest w ciele, to ja się dalej pytam - w którym miejscu ciała? I inne pytania, podane przeze mnie wyżej w topiku. Katolicy na razie milczą - zatem Pana pytam się, czy uznaje Pan istnienie tzw. "duszy", a jak tak - to gdzie według Pana to dziwo obrało sobie sedes?
|
|
| | |  | | Jan B (383 punktów) | Z tego co zrozumiałem z przytoczonego fragmentu, dusza nie jest w ciele tylko elementem życia w ciele.. Życie jest w ciele, dusza jest elementem życia. Ponieważ życie nie jest rzeczą, zwrot "życie w ciele" nie ma znaczenia dosłownego, bo nie mówi o przedmiocie. Dusza która jest elementem nie-przedmiotu sama też podpada pod tę zasadę i nie znajduje się w ciele w znaczeniu dosłownym. Dusza jako forma ciała to odwołanie do myśli Arystotelesa, zgodnej z powyższym rozumowaniem. Jestem przekonany że opacznie Pan zrozumiał tekst. Tyle na temat fragmentu.
>Katolicy na razie milczą - zatem Pana pytam się, czy uznaje Pan istnienie tzw. "duszy", a jak tak - to gdzie według Pana to dziwo obrało sobie sedes? Jeżeli naprawdę to Pana interesuje, mogę polecić kilka tytułów. Nie ma sensu dyskutować o tak trudnym problemie zanim nie przeczyta się podstawowych tekstów.
|
|
| | | |  | Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów) (zablokowany) | >Z tego co zrozumiałem z przytoczonego fragmentu, "dusza nie jest w ciele, tylko elementem życia w ciele". Życie jest w ciele, dusza jest elementem życia<
Skoro "dusza" jest "elementem życia w ciele" - to trzeba być naprawdę głupim (lub bezczelnie rżnąć głupa), by przy tym założeniu nadal twierdzić, że "dusza" u żyjącego osobnikaw ciele się nie znajduje.
>Ponieważ życie nie jest rzeczą, zwrot "życie w ciele" nie ma znaczenia dosłownego, bo nie mówi o przedmiocie. Dusza która jest elementem nie-przedmiotu sama też podpada pod tę zasadę i nie znajduje się w ciele w znaczeniu dosłownym.<
Fale sejsmiczne powstające po trzęsieniach Ziemi lat też są nie-przedmiotem. Są falą. Geolog, który by twierdził, że te fale rozchodzące się wewnątrz Ziemi jednak się w Ziemi nie znajdują byłby traktowany jako skończony dureń lub hochsztapler. Dlaczego mam nie traktować jak durniów i hochsztaplerów tych, którzy to samo twierdzą o ciele i "duszy"?
>Nie ma sensu dyskutować o tak trudnym problemie zanim nie przeczyta się podstawowych tekstów.<
No to proszę czytać, a jak już Pan doczyta, to uprzejmie proszę o odpowiedź.
|
|
| | | | |  | | Jan B (383 punktów) | >Fale sejsmiczne powstające po trzęsieniach Ziemi lat też są nie-przedmiotem. Są falą. Geolog, który by twierdził, że te fale rozchodzące się wewnątrz Ziemi jednak się w Ziemi nie znajdują byłby traktowany jako skończony dureń lub hochsztapler. Dlaczego mam nie traktować jak durniów i hochsztaplerów tych, którzy to samo twierdzą o ciele i "duszy"?
Myli Pan pojęcie procesu z pojęciem rzeczy. W przytocznonym tekście kk dusza jest w ciele jako proces - element życia w ciele, ale nigdzie się tam nie mówi że jest w ciele jako rzecz. Co więcej mówi się, że jest formą ciała, co odsyła bezpośrednio do Arystotelesa. Proszę się oczytać i nabrać ogłady, do tego czasu dyskusja jest skończona.
|
|
| | | | | |  | Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów) (zablokowany) |
>Myli Pan pojęcie procesu z pojęciem rzeczy.<
Nic nie mylę - to Pan podał jako "wyjaśnienie" fakt, że ta "dusza" jest nie-przedmiotem. No to znalazłem inny nie-przedmiot (falę), przez dostosowanie się do poziomu i argumentów interlokutora.
>W przytocznonym tekście kk dusza jest w ciele jako proces "element życia w ciele", ale nigdzie się tam nie mówi że jest w ciele jako rzecz. Co więcej mówi się, że jest formą ciała<
No to jak jest "formą ciała", to czy jak odrąbię nogę, to jednonożna część duszy idzie do nieba oglądać Boga, a reszta zostaje męczyć się z grzesznikiem na tym łez padole?
>Proszę się oczytać i nabrać ogłady, do tego czasu dyskusja jest skończona.<
Do tej pory starałem się pisać grzecznie, ale po takim tekście muszę sie odgryżć: Jak nie masz tępaku argumentów, to stul buzię, a nie obrażaj mądrzejszych od siebie. Bujaj się.
|
|
| | | | | | |  | | Jan B (383 punktów) | Widzi Pan, różnica między chamem a panem polega na tym, że cham musi się ciągle starać.
|
|
| | | | | | | |  | Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów) (zablokowany) | >Widzi Pan, różnica między chamem a panem polega na tym, że cham musi się ciągle starać.<
Dziękuję, że widzi Pan róznicę między mną a chamem. To samo chciałbym napisać o Panu, naprawdę chciałbym, ale...
|
|
| | | | | |  | | Fizyk (17637 punktów) | >Myli Pan pojęcie procesu z pojęciem rzeczy. W przytocznonym tekście kk dusza jest w ciele jako proces - element życia w ciele, ale nigdzie się tam nie mówi że jest w ciele jako rzecz.
O to, to, to! Czyli dusza jest procesem życiowym zachodzącym w ciele. A konkretnie w centralnym układzie nerwowym. Czyli dusza potrzebuje ciała aby istnieć. Zapewne żywego ciała. Zapewne też nie ma sensu mówić o duszy bez choćby najprymitywniejszego systemu nerwowego. Dopóki zarodek ludzki nie stanie się choćby płodem. Czy tak?
|
|
| | | | | | |  | | Jan B (383 punktów) | >O to, to, to! Czyli dusza jest procesem życiowym zachodzącym w ciele. A konkretnie w centralnym układzie nerwowym. Czyli dusza potrzebuje ciała aby istnieć. Zapewne żywego ciała. Zapewne też nie ma sensu mówić o duszy bez choćby najprymitywniejszego systemu nerwowego. Dopóki zarodek ludzki nie stanie się choćby płodem. Czy tak?
Nie chcę występować jako ekspert w światopoglądzie kk, ale możemy dyskutować o moim, który jest z pozoru podobny. Argument jest dobry na kogoś, kto utożsamia duszę z procesami w układzie nerwowym. Jeżeli rozszerzyć pojęcie duszy na każde przejawy życia, to nie trzeba czekać z jej pojawieniem się do momentu, w którym powstaje układ nerwowy. Ten moment będzie jednocześnie momentem rozpoczęcia procesu życia. Wtedy Pański argument traci moc, bo nie można rozróżnić co było pierwsze. Tu przypomina mi się bardzo oryginalny pomysł któregoś filozofa, mianowicie że z tych dwóch rzeczy żadna nie jest pierwsza ani zależna od drugiej, tylko obie działają niezależnie, będąc w idealnej synchronizacji. Można stwierdzić że ciało jest naoczne, a dusza to hipoteza, która nie jest w tym miejscu obalalna, natomiast potrzebuje jakiegoś dowodu.
|
|
| | | | | | | |  | | Fizyk (17637 punktów) | >Jeżeli rozszerzyć pojęcie duszy na każde przejawy życia, to nie trzeba czekać z jej pojawieniem się do momentu, w którym powstaje układ nerwowy. Ten moment będzie jednocześnie momentem rozpoczęcia procesu życia.
Całkiem rozsądna propozycja! Jednak będąc konsekwentnym należałoby uznać, że każda forma życia ma duszę. No, może dopiero-co-poczęta komórka miałby tylko małą duszyczkę, ale w zasadzie jakąś miałaby. A co z macicą? Jest ona dużo bardziej skomplikowana niż zarodek - może ma osobną duszę? A może na odwrót: dusza zarodka (a nawet płodu) i dusza matki, to to jedno? Przynajmniej do urodzenia? A może każda komórka Twojego ciała ma swoją duszę?
Zważywszy minimalne międzygatunkowe różnice na poziomie zarodka są (ludzki zarodek ma nawet na pewnym etapie skrzela!), nieodpartym wydaje się wniosek, że zwierzęta też mają duszę. A może rośliny też? A już na pewno koty i psy!
A co z wirusami? Może też mają duszę? A jak wirusy, to czemu nie pojedyncze łańcuchy DNA? Pojedyncze cząsteczki organiczne? Tudzież nieorganiczne? Kamienie i sople lodu? Tęcze na niebie?
I tak dotarliśmy do idei panteizmu. Myślę, że najwyższy już czas złapać za brzytwę Ockhama...
|
|
| | | | | | | | |  | | Jan B (383 punktów) | >I tak dotarliśmy do idei panteizmu. Myślę, że najwyższy już czas złapać za brzytwę Ockhama... Oczywiście że z tego zdania wynika, że wszystko co żyje ma duszę, nawet jednokomórkowce. To nie jest panteizm, to pewna wersja animizmu. Brzytwa Ockhama? Użył jej Pan tak, jakby wymogiem dobrego systemu była jak najmniejsza ilość elementów. Wymogiem natomiast jest to, żeby każdy element był z konieczności. Mi się wydaje, że mogą być jakieś konieczności etyczne dla jej istnienia, i tylko tyle chciałem powiedzieć w tym wątku.
>Jednak będąc konsekwentnym należałoby uznać, że każda forma życia ma duszę. No, może dopiero-co-poczęta komórka miałby tylko małą duszyczkę, ale w zasadzie jakąś miałaby. A co z macicą? Jest ona dużo bardziej skomplikowana niż zarodek - może ma osobną duszę? A może na odwrót: dusza zarodka (a nawet płodu) i dusza matki, to to jedno? Przynajmniej do urodzenia? A może każda komórka Twojego ciała ma swoją duszę?
Powiedziałem, że kryterium posiadania duszy to bycie żywą istotą. Pan pyta teraz o samo kryterium bycia żywą istotą. To nie jest problem ontologii uznającej istnienie duszy, tylko ontologii uznającej istnienie samodzielnych istot - czyli zdroworozsądkowego poglądu, który Pan pewnie też podziela. W przeciwnym wypadku cały świat istot dzieliłby się na kolejne istoty, a w odwrotną stronę skutkowałoby to panteizmem organizmów. Ciekawy pomysł. W pewnym ujęciu biologii człowiek jest definiowany jako makrooorganizm, zbiór wszystkich mikoorganizmów wchodzących w powiązania z abstrakcyjnym "aseptycznym" człowiekiem
Swoją drogą nie wiem jak chciał Pan użyć brzytwy Ockhama w stosunku do panteizmu, kiedy mówi on, że z pozorna wielość rzeczy składa się na jedność. Co tu można utrącić? I czy to znaczy że to jest najlepszy system, skoro jest odporny na brzytwę Ockhama?
|
|
| | | | | | | | | |  | | Fizyk (17637 punktów) | >Swoją drogą nie wiem jak chciał Pan użyć brzytwy Ockhama w stosunku do panteizmu, kiedy mówi on, że z pozorna wielość rzeczy składa się na jedność. Co tu można utrącić? I czy to znaczy że to jest najlepszy system, skoro jest odporny na brzytwę Ockhama?
W dużym stopniu ma Pan rację: panteizm jest jedną z nielicznych religii niesprzecznych z empirią. Co prawda w powszechnym rozumieniu tego słowa religia panteizmu nie jest wcale religią, bo bóg panteizmu nie jest osobowym Bogiem wymagającym np. modlitw, ale nie o to chodzi. Chodzi o to, że element duchowy (a więc i dusza!) jest w panteiźmie zbędny.
Bóg panteizmu to nic innego jak przyroda. Nie przyroda tylko nam znana, opisana redukcjonistycznym spojrzeniem nauki, ale przyroda w całej pełni - holistycznej i także tej nam jeszcze nieznanej. (W tym sensie Einstein wypowiadał się o Bogu, czym wielu zmylił.) Ale skoro już mamy pojęcie przyrody - i nikt nie zaprzeczy, że przyroda istnieje - to element duchowy panteizmu jest zbędny.
I tak to brzytwa Ockhama tnie dualizm na pół zostawiając tylko monizm. Materialny? Duchowy? To już tylko kwestia nazewnictwa.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Jan B (383 punktów) | >Ale skoro już mamy pojęcie przyrody - i nikt nie zaprzeczy, że przyroda istnieje - to element duchowy panteizmu jest zbędny.
>I tak to brzytwa Ockhama tnie dualizm na pół zostawiając tylko monizm. Materialny? Duchowy? To już tylko kwestia nazewnictwa.
Z drugim cytatem się zgadzam, pierwszy jest z drugim sprzeczny. Nie można mówić że jest monizm ani duchowy ani materialny, kiedy te pojęcia są równoważne, a Pan odrzuca jednak ten "element duchowy", cokolwiek ta nazwa dokładnie znaczy. Nazwałbym ten pogląd monizmem substancjalnym. On nie rozstrzyga naszego sporu na korzyść moją ani Pana. Poza tym coś odeszliśmy od tematu, jakim była dusza, w pogoni za czymś co by tę duszę miało podważać.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | Cześć >Mi się wydaje, że mogą być jakieś konieczności etyczne dla jej istnienia, i tylko tyle >chciałem powiedzieć w tym wątku. Pojęcie duszy powstało ze zdrowego rozsądku. W "Złotej gałęzi" bardzo popularnej książce antropologicznej, autor podał, że niektóre ludy prymitywne ciągle wierzą (książka znana, lecz z początku XX wieku), że człowiek żyje porusza się dzięki małej istocie w nim siedzącej. Wnioski możesz sam sobie dopowiedzieć, w jaki sposób mem "dusza" mógł się rozwinąć. Zadawano sobie pytanie, dlaczego żyjemy, ruszamy się, myślimy. Jakiś geniusz stwierdził, że to mała istota nami steruje. Teoria upadła dość szybko. Idea pozostała. Czekała na pojęcie "niewidzialna". Dalej poszło łatwo, bo jak coś jest niewidzialne, to można bajerować ile się da. Było wiele tabu z tym związanych. Niebezpieczne było na przykład: ziewanie (zasłanianie ust to nie tylko estetyka?), czy spanie z otwartymi ustami, kichanie, kaszel, wierzono bowiem, że "dusza" może wyskoczyć z ciała przypadkowo.
Tak samo było z sercem. To miejsce "żywe", rusza się. Tam lokowano uczucia, życie, energię życiową. Zostało tylko w powiedzeniach, ale ludzie NAPRAWDĘ traktowali poważnie stwierdzenie, że masz "dobre serce". Nasze powiedzenia brano poważnie.
Tak naprawdę, pojęcie duszy będzie się komplikować coraz bardziej. To prawo memetyki. Człowiek wie (wymyśla) coraz więcej, więc pojęcie się komplikuje. Jednak w istocie jest to pojęcie prymitywne w swym założeniu.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Jan B | >prawo memetyki. Człowiek wie (wymyśla) coraz więcej, więc pojęcie się komplikuje. Jednak w istocie jest to pojęcie prymitywne w swym założeniu. Rozumiem że to taki argument "z prymitywnych korzeni". Problem z takim argumentem polega na tym, że wszystko jest prymitywne w założeniu, każdy mem ma początek we wcześniejszym, prymitywnym memie - nie ma memów samoistnie nowych, oświeconych. Np: Średniowieczne eksperymenty naukowe dokonywane "na duszy" (badanie czasu reakcji na bodźce) przemieniły się później w eksperymenty dokonywane na układzie nerwowym.
>tak naprawdę, pojęcie duszy będzie się komplikować coraz bardziej. Nieprawda, to mogę stwierdzić z całą pewnością bo tym się zajmuję. Apogeum skomplikowania to lata życia Platona i Arystotelesa. Z prymitywnego pojęcia duszy wykształciło się rozwinięte, i od tego czasu oba istnieją równolegle. Dzisiejsze ustępowanie teistów przed naukowymi argumentami to po prostu ustępowanie prymitywnego pojęcia duszy przed racjonalną krytyką. W takiej sytuacji uwyraźnia się od czasu do czasu równoległe pojęcie rozwinięte, odporne na naukową krytykę, choć nie jest to dla niego żadnym rozwojem.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | Cześć Po pierwsze zmieniłeś przedmiot swoich dociekań. Z "prymitywnego założenia" zrobiłeś "prymitywne pojęcie". Prymitywne założenie polega na tym, że wierzymy, że "coś", "ktoś" nami steruje. Dlaczego jest prymitywne dla mnie? Bo pochodzi od instynktów. To czyste myślenie magiczne, to międzymózgowie szepta, podpowiada nam gotowe rozwiązania. Człowiek zawsze porównuje coś nowego do już znanych schematów. Pojęcie duszy jakby nie było przyobleczone w setki memów, zawsze będzie produktem myślenia magicznego, charakterystycznego dla dzieci. Dzisiejsze "inne wymiary" (zapewne pojęcie nie do ogarnięcia dla człowieka, co duszę wymyślił)? Powiedz, co to zmienia w założeniu do memu "dusza"? NIC. Założeń zmienić się nie da. Bez duszy człowiek umiera, ciało umiera. Czyli "coś" podtrzymuje życie. Ciekawe, że tylko u człowieka, prawda? Pies już duszy nie potrzebuje.
|
|
 | | less | >Skąd taki język w stosunku do duszy? Uważa Pan że pojęcie duszy dehumanizuje człowieka? Jaki jest powód tej pogardy? Dehumanizuje i jest godne pogardy, jeżeli propaguje się ją w zestawieniu czysta, dobra i doskonała dusza kontra brudne, złe, grzeszne ciało. A nawet jeżeli nie, to i tak jest pojęciem zbędnym i najprawdopodobniej kłamliwym.
|
|
|  | | Jan B (383 punktów) | Wcale nie jest zbędne, wręcz przeciwnie. Nie wiem czy dusza istnieje, ale jeżeli nie istnieje to wszystko można i nie może być żadnej etyki oprócz relatywnej, która się do niczego nie nadaje. To kwestia przemyślenia konsekwencji.
|
|
| |  | | nieobecny | Czyli źródłem jedynie słusznej etyki jest dusza?
Jesteś niezwykłym szczęściarzem, bo najwyraźniej nie doznałeś w życiu żadnego dylematu moralnego. Gdybyś doznał, to byś nie był taki skory do twierdzenia, że jest jeden, spójny i zawsze działający (nie wywołujący dylematów) system etyczny.
PS Widząc tonącego pięćdziesięciolatka obok tonącego pięciolatka - którego zacząłbyś najpierw ratować?
|
|
| | |  | | Jan B (383 punktów) | >Czyli źródłem jedynie słusznej etyki jest dusza? Nie, mówię że bez duszy etyka w ogóle nie ma sensu. Przykładem etyka utylitarystyczna. Jeżeli przyjmiemy że nie ma nic innego oprócz świata, to możemy działać tylko z powodów które do niego należą. U Platona to wszystko się trzyma: cnoty są dbałością o życie duszy, niekoniecznie o życie doczesne. Jeżeli powiemy, że cnoty są dbałością o życie doczesne, to nie widzę podstaw dla etyki wartości jakie znamy, tylko dla "etyki ewolucjonistycznej", którą niektórzy dopisują do teorii ewolucji.
|
|
| | | |  | | nieobecny | >>Czyli źródłem jedynie słusznej etyki jest dusza? >Nie, mówię że bez duszy etyka w ogóle nie ma sensu. Co na jedno wychodzi.
>Jeżeli przyjmiemy że nie ma nic innego oprócz świata, to możemy działać tylko z powodów które do niego należą. Nie wiem co to znaczy "działać z powodów należących do świata". Jak rozumiesz "świat"? Co to są "powody należące do świata"?
>U Platona to wszystko się trzyma: cnoty są dbałością o życie duszy, niekoniecznie o życie doczesne. No i co z tego, że Platon coś sobie wymyślił?
>Jeżeli powiemy, że cnoty są dbałością o życie doczesne, to nie widzę podstaw dla etyki wartości jakie znamy, tylko dla "etyki ewolucjonistycznej", którą niektórzy dopisują do teorii ewolucji. Po pierwsze - znamy przeróżne wartości etyczne/moralne, więc nie wiem jakie masz na myśli. Po drugie - o ile mi wiadomo rozpatruje się w filozofii 4 podstawowe systemy etyczne i tylko jeden nawiązuje do pojęcia duszy. Żaden z owych systemów nie zdobył przewagi nad innymi w tym sensie, że zawsze działa w sposób uniemożliwiający wystąpienie dylematu etycznego. Nie widzę żadnych podstaw, żeby wyróżniać system, w którym mowa jest o "duszy", "Bogu" itp.
No to jak - kogo z tonących zaczniesz ratować najpierw?
|
|
| | | | |  | | Jan B (383 punktów) | >Nie wiem co to znaczy "działać z powodów należących do świata". Jak rozumiesz "świat"? Co to są "powody należące do świata"? To co napisałem w innym zdaniu: U Platona to wszystko się trzyma: cnoty są dbałością o życie duszy, niekoniecznie o życie doczesne. To są te powody z poza świata. Dobrze by było, gdyby można je było wszystkie zastąpić powodami ze świata, ale to prowadzi do relatywizmu.
>Nie widzę żadnych podstaw, żeby wyróżniać system, w którym mowa jest o "duszy", "Bogu" itp. Nic o Bogu nie powiedziałem. System wyróżniam z powodów o których już pisałem - jak mi się wydaje, bez duszy nie można mówić o wartościach niezmiennych, z kolei bez nich system staje się relatywny. Konsekwentny relatywizm zawsze popada w sprzeczność. Jeżeli się więc nie mylę, to dobrze by było gdyby istniała dusza, bo inaczej każdy system będzie sprzeczny od podstaw.
>Żaden z owych systemów nie zdobył przewagi nad innymi w tym sensie, że zawsze działa w sposób uniemożliwiający wystąpienie dylematu etycznego. Nie mam na myśli takiego podziału. Dylematy są konfliktami wartości, a mi chodzi o same wartości i ich ugruntowanie, to co czyni je prawdziwymi i to, dlaczego w ogóle należy je narzucać innym choćby nie chcieli. Może tu jest źródło mojej niezgody, bo wielu ludzi uważa, że wartości należy narzucać innym po to, aby się przystosowali do swojej kultury i osiągnęli w ten sposób szczęście. Dla mnie nie do pomyślenia, w dosłownym tego znaczeniu, jest narzucać komuś coś, co jest względne i zależy od kultury, przypadku, etc.
|
|
| | | | | |  | | nieobecny | >>Nie wiem co to znaczy "działać z powodów należących do świata". Jak rozumiesz "świat"? Co to są "powody należące do świata"? >To co napisałem w innym zdaniu: U Platona to wszystko się trzyma: cnoty są dbałością o życie duszy, niekoniecznie o życie doczesne. To są te powody z poza świata. Dobrze by było, gdyby można je było wszystkie zastąpić powodami ze świata, ale to prowadzi do relatywizmu. To nie są odpowiedzi na moje pytania. Ich brak pozwala mi przypuszczać, że głosisz coś, czego sam nie rozumiesz. Masz prawo robić to dalej, ale ja już cię z tym zostawiam.
>>Nie widzę żadnych podstaw, żeby wyróżniać system, w którym mowa jest o "duszy", "Bogu" itp. >Nic o Bogu nie powiedziałem. System wyróżniam z powodów o których już pisałem - jak mi się wydaje, bez duszy nie można mówić o wartościach niezmiennych, z kolei bez nich system staje się relatywny. Konsekwentny relatywizm zawsze popada w sprzeczność. Jeżeli się więc nie mylę, to dobrze by było gdyby istniała dusza, bo inaczej każdy system będzie sprzeczny od podstaw. W takim razie zadanie banalne proste dla ciebie: przedstaw system etyczny wolny od relatywizmu, czyli taki, w którym nie mają miejsca dylematy moralne. Jak ci się uda, to zasłyniesz na cały świat.
>>Żaden z owych systemów nie zdobył przewagi nad innymi w tym sensie, że zawsze działa w sposób uniemożliwiający wystąpienie dylematu etycznego. >Nie mam na myśli takiego podziału. Dylematy są konfliktami wartości, a mi chodzi o same wartości i ich ugruntowanie, to co czyni je prawdziwymi i to, dlaczego w ogóle należy je narzucać innym choćby nie chcieli. Ależ to banalne stwierdzenie, że każdy system etyczny posiada zestaw wartości, które oczywiście uznaje za prawdziwe. Z tego nijak nie wynika wyższość jednego systemu nad innymi, a już na pewno nie wynika pochodzenie systemu etycznego od jakieś "duszy".
A moje pytanie o ratowanie tonących nadal pozostaje bez odpowiedzi. Jak widać postulowanie istnienia "źródła wartości" w postaci "duszy" oraz "jedynie słusznej etyki" wywodzącej się z "duszy" jest po prostu bełkotem niemającym zastosowania w rzeczywistości.
Podsumowując - bo ja już nie widzę sensu kontynuowania tej pseudodyskusji z tobą: Bełkoczesz nie wiadomo o czym.
|
|
| | | | | | |  | | Jan B (383 punktów) | >A moje pytanie o ratowanie tonących nadal pozostaje bez odpowiedzi. Jak widać postulowanie istnienia "źródła wartości" w postaci "duszy" oraz "jedynie słusznej etyki" wywodzącej się z "duszy" jest po prostu bełkotem niemającym zastosowania w rzeczywistości. >Podsumowując - bo ja już nie widzę sensu kontynuowania tej pseudodyskusji z tobą: >Bełkoczesz nie wiadomo o czym.
Myślę że Pan po prostu nie rozumie co piszę i nie próbuje zrozumieć, tylko powtarza wciąż to jedno najważniejsze dla Pana pytanie, które jest nie na temat. To źle o Panu świadczy i rzeczywiście dyskusja jest skończona.
|
|
| |  | | dżony | > Wcale nie jest zbędne, wręcz przeciwnie.Wg mnie jest zupełnie zbędne. Nie ma to żadnego wpływu na naszą rzeczywistość. > Nie wiem czy dusza istnieje, ale jeżeli nie istnieje to wszystko można (...)Czy jeżeli istnieje to "nie można wszystkiego"? Zawsze można, co nie znaczy, że należy. > (...) i nie może być żadnej etyki oprócz relatywnej, która się do niczego nie nadaje.Dlaczego istnienie/nieistnienie duszy ma w jakikolwiek sposób przekładać się na etykę? Nie widzę związku. Zresztą, tak naprawdę, to przecież nie ma żadnej etyki oprócz relatywnej. Zapominając oczywiście o pewnych wrodzonych cech i skłonności wpojonych przez mamę naturę, Reszta to kwestia absolutyzacji (tu akurat słusznej) pewnych pojęć, wypracowania pewnych "standardów"  > To kwestia przemyślenia konsekwencji.Konsekwencje nie decydują o poprawności twierdzenia. No ale to wszystko zależy co rozumie Pan pod dość niejasnym pojęciem duszy. Może jakoś źle Pana rozumiem.
|
|
| | |  | | Jan B (383 punktów) | >Zresztą, tak naprawdę, to przecież nie ma żadnej etyki oprócz relatywnej. Zapominając oczywiście o pewnych wrodzonych cech i skłonności wpojonych przez mamę naturę, Reszta to kwestia absolutyzacji (tu akurat słusznej) pewnych pojęć, wypracowania pewnych "standardów" Nie wiem, może mam jakąś wrodzoną wadę w myśleniu, ale nie potrafię w żaden sposób pomyśleć, że miałbym coś robić dlatego, że takie standardy wpoiła mi natura i kultura. Skoro mogę odkryć, co to za standardy, to nie muszę ich dalej stosować. Skoro nie muszę, to mogę odkryć jakie standardy są naprawdę właściwe. Jeżeli zaś muszę się jakoś zachowywać i nie mogę inaczej, to zachowanie takie nie należy do dziedziny etyki. Dlatego nie znoszę relatywizmu, to jest zatrzymanie się na samym stwierdzeniu że kultury są różne.
> To kwestia przemyślenia konsekwencji. >Konsekwencje nie decydują o poprawności twierdzenia. Oczywiście. Chcę powiedzieć tylko tyle, że z tych dwóch możliwości jedna może być lepsza dla ludzi a druga gorsza.
> (...) i nie może być żadnej etyki oprócz relatywnej, która się do niczego nie nadaje. >Dlaczego istnienie/nieistnienie duszy ma w jakikolwiek sposób przekładać się na etykę? Nie widzę związku. przekleję z innej odpowiedzi: (...) U Platona to wszystko się trzyma: cnoty są dbałością o życie duszy, niekoniecznie o życie doczesne. Jeżeli powiemy, że cnoty są dbałością o życie doczesne, to nie widzę podstaw dla etyki wartości jakie znamy, tylko dla "etyki ewolucjonistycznej", którą niektórzy dopisują do teorii ewolucji. Trzeba się zastanowić, jakie wartości da się wywieść z dążenia do przedłużenia gatunku, a jakich się nie da.
|
|
| | | |  | | dżony | > Nie wiem, może mam jakąś wrodzoną wadę w myśleniu, ale nie potrafię w żaden sposób pomyśleć, że miałbym coś robić dlatego, że takie standardy wpoiła mi natura i kultura.Ale przecież trochę tak to wygląda. Ja nie twierdzę, że to jakoś wybitnie determinuje nasze działania, ale ma to jednak jakiś wpływ i z tego się wywodzi. > Dlatego nie znoszę relatywizmu, to jest zatrzymanie się na samym stwierdzeniu że kultury są różne.Bez obaw, w żadnym wypadku nie ma Pan doczynienia z moralnym relatywistą. Jedynie zaznaczam, że wszelkie poczynania nigdy od jakiejś tam dozy relatywizmu wolne nie będą i że coś takiego jak "absolutnie obiektywna", od niczego niezależna etyka jest fikcją. Ale tu akurat absolutyzacja jest niezbędna bo moralny relatywizm nieuchronnie prowadzi do patologii. > > (...) i nie może być żadnej etyki oprócz relatywnej, która się do niczego nie nadaje.> >Dlaczego istnienie/nieistnienie duszy ma w jakikolwiek sposób przekładać się na etykę? Nie widzę związku.> przekleję z innej odpowiedzi: (...) U Platona to wszystko się trzyma: cnoty są dbałością o życie duszy, niekoniecznie o życie doczesne. Jeżeli powiemy, że cnoty są dbałością o życie doczesne, to nie widzę podstaw dla etyki wartości jakie znamy, tylko dla "etyki ewolucjonistycznej", którą niektórzy dopisują do teorii ewolucji.Cnoty są dbałością o życie duszy...ale cóż to jest ta dusza? Ja bym powiedział, że dbałością o "wyższe wartości" (cokolwiek miałoby to znaczyć). Tyle, że te wyższe wartości to dla mnie również życie doczesne. Te wyższe wartości również służą przedłużeniu gatunku - a może bardziej precyzyjnie - przedłużeniu i rozwojowi naszego człowieczeństwa, naszej tożsamości, bo to o zawartość, a nie opakowanie tak naprawdę tutaj chodzi. W każdym razie nadal nie potrafię odgadnąć z czym utożsamia Pan tę duszę i co to pojęcie nam tu wprowadza  Dla mnie to trochę sztuczne pojęcie.
|
|
| | | | |  | | Jan B (383 punktów) | >Te wyższe wartości również służą przedłużeniu gatunku - a może bardziej precyzyjnie - przedłużeniu i rozwojowi naszego człowieczeństwa, naszej tożsamości Jeżeli tak jest to bardzo dobrze, ale nie podoba mi się ta zależność. Jeżeli wartości są wtórne w stosunku do ewolucji, to można wyobrazić sobie sytuację, w której do przetrwania potrzebne są przeciwieństwa tych wartości. Ta sytuacja będzie się powtarzać tak długo, aż stanie się warunkiem przetrwania jednostki i gatunku. Więc nie mogę się zgodzić, że dobre i służące przetrwaniu to to samo.
>W każdym razie nadal nie potrafię odgadnąć z czym utożsamia Pan tę duszę i co to pojęcie nam tu wprowadza Dla mnie to trochę sztuczne pojęcie. Wydaje mi się, że jest niezbędne dla utrzymania niezależnych wartości. Jest dziwne, nie da się ukryć. Tym lepszym jest wyzwaniem dla intelektu.
|
|
| | | | | |  | | dżony | > Jeżeli wartości są wtórne w stosunku do ewolucji (...)Ależ oczywiście, że są. W odrobinę inaczej zbudowanym świecie, przy innym człowieku, innych wzajemnych zależnościach, byłyby one inne. Nie twierdzę, że są one nierozłączne z naszą biologią. W końcu w sporej mierze się od niej uniezależniliśmy, dalej poszły swoją drogą. Jednak moim zdaniem na pewno z niej się wywodzą. Faktycznie widać u Pana mocny wpływ Platona. W moim przekonaniu, to nie świat jest odbiciem wiecznych idei (wartości), a idee odbiciem świata, z którego się wywodzą  > Więc nie mogę się zgodzić, że dobre i służące przetrwaniu to to samo.Oczywiście, nie są to pojęcia tożsame, ale przyzna Pan, że jakoś dziwnie to co dobre (dla ogółu ludzkości), całe to nasze dążenie do doskonałości (transcendencji?  ), nadzwyczaj dobrze służy ewolucji. Niekoniecznie mam tu na myśli tę biologiczną  > Wydaje mi się, że jest niezbędne dla utrzymania niezależnych wartości. Jest dziwne, nie da się ukryć. Tym lepszym jest wyzwaniem dla intelektu.Kiedy, że to pojęcie nigdy nie było mi do niczego potrzebne  I nadal utrzymuję, że nie jest. Jest ono mocno naciągane, choć nie ukrywam, że stawianie takich rzeczy ponad czasem i materią jest pożądanym rozwiązaniem.
|
|
| | | | | | |  | | Jan B (383 punktów) | > > Jeżeli wartości są wtórne w stosunku do ewolucji (...)> Ależ oczywiście, że są. W odrobinę inaczej zbudowanym świecie, przy innym człowieku, innych wzajemnych zależnościach, byłyby one inne.Na przykład gdyby człowiek rozmnażał się jak modliszki? No, na pewno kilka zasad współżycia uległoby drastycznej zmianie, ale ja traktuję wartości jako coś nieprzekładalnego na zdania normatywne (czyli np. przykazania), jako nadrzędne a więc takie, z których można wyprowadzić zdania normatywne dla każdego możliwego świata, w tym świata ludzi-modliszek. > ale przyzna Pan, że jakoś dziwnie to co dobre (dla ogółu ludzkości), całe to nasze dążenie do doskonałości (transcendencji? ), nadzwyczaj dobrze służy ewolucjiTak jakoś się dobrze złożyło. Może żyjemy w najlepszym z możliwych światów  Ale jeszcze lepiej służy ewolucji zwykłe dążenie do władzy. Politycy to zwykle najpłodniejsze bestie ze wszystkich, do tego często poligamiści, i tak było od wieków.
|
|
| | | | | | | |  | Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów) (zablokowany) | >Politycy to zwykle najpłodniejsze bestie ze wszystkich, do tego często poligamiści, i tak było od wieków.<
Czytałem w Wiedzy i Życiu, że przy badaniu markerów chromosomu Y wyszło, że co dziesiąty mężczyzna w Azji Środkowej jest potomkiem Czyngis Chana.
|
|
| |  | | nieobecny | Jeszcze coś. Nie wiesz czy dusza istnieje czy nie, ale wiesz, że dusza jest źródłem "nierelatywnej" etyki. Pomyśl nad tym chwilę.
|
|
| | |  | | Jan B (383 punktów) | Przyjmuję pewną hipotezę, badam co z niej wynika. Nie widzę problemu, bo chyba nie wskazuje Pan po prostu na brzmienie zdania?
|
|
| | | |  | | nieobecny | Z założenia, że istnieje bądź nie istnieje coś, czego nie da się określić, można wysnuć dowolny wniosek. Tylko po co?
|
|
| | | | |  | | Jan B (383 punktów) | Duszy nie da się określić? Co to znaczy? Zdefiniować? Definicji duszy są setki, i niektóre z nich są dobre, tzn. prezentują wspólną i spójną wizję.
|
|
| | | | | |  | | nieobecny | >Duszy nie da się określić? Co to znaczy? Zdefiniować? Definicji duszy są setki, i niektóre z nich są dobre, tzn. prezentują wspólną i spójną wizję. Jak coś ma setki definicji, to znaczy, że nie ma definicji. Jak coś nie ma definicji, to znaczy, że nie można tego opisać, nadać mu żadnych cech. A skoro tak, to wypowiadanie się na temat tego czegoś ma sens równy wypowiadaniu się na temat xfjf^afj%jsda-fjjj3j3oERTL'a.
EOT
|
|
| | | | | | |  | | Jan B (383 punktów) | >>Duszy nie da się określić? Co to znaczy? Zdefiniować? Definicji duszy są setki, i niektóre z nich są dobre, tzn. prezentują wspólną i spójną wizję. >Jak coś ma setki definicji, to znaczy, że nie ma definicji. Jak coś nie ma definicji, to znaczy, że nie można tego opisać, nadać mu żadnych cech.
Wie Pan ile definicji ma "nauka"? Setki. Dlaczego? Bo są dziesiątki sposobów definiowania i dziesiątki ludzi, którzy te definicje tworzą. Proszę się zastanowić. To co widnieje na wikipedii pod hasłem "nauka" to kompilacja kilkunastu różnych i niesprowadzalnych do siebie definicji.
|
|
| | | | | | | |  | | nieobecny | Przy czym nauka istnieje.
|
|
| | | | | | | | |  | | Jan B (383 punktów) | Czyli o to chodzi, Pan po prostu cały czas chciał powiedzieć, że dusza nie istnieje. Ale ja nie o tym rozmawiałem, może stąd nie mógł Pan zrozumieć moich wypowiedzi.
|
|
| Tofik (5585 punktów) | Pojęcie dusza jest dziwne i nei da się tego ukryć (szczególnie zdziwaczałe przez kk). Sama mówiąc, że mam wyrzuty sumienia, albo ciężko mi na duszy myslę o sobie czyli moim mózgu. Wszystko to dzieje sie w naszym mózgu i to, że wiemy jak postępować też jest tego wytworem. I to włąściwie wszystko-tylko i aż MÓZG
"Fanatyzm: mieszanka wybuchowa tępoty i energii." Herbert von Karajan
|
|
 | frater1 (30 punktów) (zablokowany) | >Pojęcie dusza jest dziwne i nei da się tego ukryć (szczególnie zdziwaczałe przez kk). Sama mówiąc, że mam wyrzuty sumienia, albo ciężko mi na duszy myslę o sobie czyli moim mózgu. Wszystko to dzieje sie w naszym mózgu i to, że wiemy jak postępować też jest tego wytworem. I to włąściwie wszystko-tylko i aż MÓZG > "Fanatyzm: mieszanka wybuchowa tępoty i energii." Herbert von Karajan
W innych wymiarach tłumaczyłem to juz
dodajcie wątek o grze do Biblioteki, będzie mniej problemów
Pokój i Dobro
|
|
|  | | LEGION (3161 punktów) | Tak, "tłumaczyłeś" już... Dodamy wontek( placownik, znudziło Ci się już poprawianie Jego byków?), ale na razie załóż ten śliczny kaftanik... > Pokój i DobroWódka i Ogórek NIE KLIKAĆ
|
|
| Kortez (142 punktów) | >Tyle o tej duszy się gada, a nie tylko nikt jej nie >widział, nie słyszał i nie czuł, ani nikt nie potrafi mi >powiedzieć, gdzie to dziwo mieszka.
O świadomości też się dużo gada, a nikt jej nie widział. Więc gdzie jest skoro zdarza się, że człowiek pozbawiony znacznych połaci mózgu zachowuje swiadomość w 100%. Dusza, jeśli istnieje /nie wiem/ jest niematerialna /może jak prawi frater, znajdowac się w zwiniętym 11 wymiarze/. Może być czymś na wzór uzytkownika komptera w relacji: dusza-swiadomość - uzytkownik, mózg-komputer.
|
|
 | Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów) (zablokowany) | . >O świadomości też się dużo gada, a nikt jej nie widział.<
Lecz widać efekty istnienia świadomości. Efektów rzekomego istnienia "duszy" nie widać.
>Więc gdzie jest skoro zdarza się, że człowiek pozbawiony znacznych połaci mózgu zachowuje swiadomość w 100%.<
Jak usuniesz korę ruchową, to świadomość zostanie. Jak usuniesz resztę zostawiając pola ruchowe kory - świadomości nie ma żadnej.
>Dusza, jeśli istnieje /nie wiem/ jest niematerialna /może jak prawi frater, znajdowac się w zwiniętym 11 wymiarze/<
Ja się nie pytam, gdzie się może znajdować, tylko gdzie się znajduje. Z uzasadnieniem i dowodami.
|
|
|  | | Kortez (142 punktów) | > Efektów rzekomego istnienia "duszy" nie widać.Powiedzmy, że świadomośćjest efektem istnienia duszy /przynajmniej dopóki nie okreslimy wyraźnie czym jest i jak powstała świadomośc/ > Jak usuniesz korę ruchową, to świadomość zostanie. Jak usuniesz resztę zostawiając pola ruchowe kory - świadomości nie ma żadnej.A co jeśli usuniesz jedynie część reszty, np. 20%? Zniknie 20% świadomości? > Ja się nie pytam, gdzie się może znajdować, tylko gdzie się znajduje. Z uzasadnieniem i dowodami.Dusza znajduje się gdzieś we Wszchświecie. Ale gdzie znajduje się Wszechświat?
|
|
| |  | Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów) (zablokowany) | . > Powiedzmy, że świadomośćjest efektem istnienia duszy<Świadomość jest efektem istnienia mózgu. "Duszę" wymyślono wtedy, gdy o pracy mózgu nic nie wiedziano. Dziś podtrzymywanie tego bytu urojonego jest zbędne. > A co jeśli usuniesz jedynie część reszty, np. 20%? Zniknie 20% świadomości?<Mózg nie jest zbudowany tak, że za jedną funkcję intelektualną odpowiada tylko jeden ściśle określony fragment. > Dusza znajduje się gdzieś we Wszchświecie.<To samo ci powiem, gdy zapytasz sie mnie, gdzie zostawiłem ci do odbioru pożyczone od ciebie pieniądze. Pożyczysz mi tysiąc? Daję 100% odsetek dziennie - zrobisz super interes!
|
|
|  | | APawłowski (1150 punktów) | >Ja się nie pytam, gdzie się może znajdować, tylko gdzie się znajduje. Z uzasadnieniem i dowodami. Dusza znajduje się w żelazku, ale nie takim na prąd, tylko w takim dużo starszym, ale nie w takim starszym i nie na węgle. Dowód - w każdym skansenie są prezentowane.
|
|
| anubis | W zasadzie chcailbym zeby ktos na poczatek wyjasnij co to jest ta dusza? W sumie chetnie podyskutuje gdzie ona jest, ale najpierw musze wiedziec o czym wogole mowa i do czego to cos sluzy bo moze to mam tylko o tym nie wiem. Jezeli jest to cos co daje swiadomosc to niektore zwierzeta tez maja dusze. Tylko czy pojda one do nieba?
|
|
| Cieślański (994 punktów) | Ludzie mają ograniczony czas i możliwości przyswajania wiedzy. W natłoku wszelkich informacji, (zwłaszcza dyskusji o nieistniejącej duszy), najłatwiej "zaczepiają się o głowę", te najbardziej, bzdurne, dziwne i nienaukowe. Stąd, jeśli nie podejmiemy odpowiednich uzasadnionych racjonalnie kroków, wielu niewinnych czytelników możemy wychować na łatwowiernych i skłonnych do myślenia magicznego pobożnych "tłumoków". Każdy trzeźwo myślący umysł "ścisły", po prostu zbywa milczeniem wszelkie udowadniające istnienie tzw. duszy, nawiedzone pomysły. Natomiast wszystkim innym, którzy pokończywszy szkoły, "zeszli z bibleblelijnego drzewa", zalecam receptę starą jak świat, która radzi aby takie religijne bzdury, zwyczajnie wyśmiewać. Ponieważ jednak jestem za swobodą wypowiedzi, czyli "rzeczą świętą" w demokracji, nie popieram całkowitego zakazu toczenia na forum Racjonalisty, z łatwowiernymi wiernymi i religijnie nawiedzonymi, nawet najbardziej bzdurnych i nienaukowych dywagacji. Orkiestra tusz. Oto kazanie Jerzusia o gazowej naturze domniemanych dusz, wytwarzanych w "pokrętnej" rurze ludzkiego układu pokarmowego. Jak sama nazwa wskazuje dusza powinna być w "duszy". Rozmiar "duszy", w znaczeniu siedliska, czyli domu ludzkich dusz w stanie gazowo-eterycznym, zależy od typu sylwetki i nabytej tuszy, może być więc przytłaczająco-wszechogarniający tudzież szczupło-śliczny. Tuszę, że odpowiednio większą "duszę", mają wszelkie obżartuchy "w służbie bogu", z racji ciężaru, a właściwie z wymogu zmiejszenia jednostkowego nacisku "duszy" na centymetr kwadratowy sprężyn w biskupim siedzisku. Znawcy i koneserzy twierdzą, że jędrność młodej damskiej "duszy", ponoć po tym się poznaje, że jak owa "duszka" siądzie na stolcu, to podłożone pod nią bezpośrednio, orzechy włoskie kruszy. I jak uczy profesor Lew-Starowicz, owa szczęścia seksualnego Polaków dobra wróżka, "zazna nieba, kto taką duszyczkę zdoła zwabić do łóżka". Tej prawdy ostatecznej, o seksualnym sposobie na wyprawianie duszyczek do raju, nawet tym pobożnisiom, co bawią się w pozory celibatu, tłumaczyć nie trzeba, wszak zbyt wiele procesów sądowych o molestowanie, już mają. Wielu z nas, "obiło się też o uszy", że niektórzy konsekrowani erotumani wielbią rozmowy o Maryninej "duszy". Pobożnym mężom z wrażenia aż duszno się czyni, kiedy wysłuchowywowywują okołowielkanocnych spowiedzi, w temacie "duszy" Maryni, czyli podczas inwigilacyjnego "zaglądania w gacie", swych wiernych. Aby dusza dusząca się kiszkach, rodząca się pomiędzy resztkami pokarmu a początkami kału, łatwiej w odpowiednim momencie do nieba uleciała, bezszelestnie, bezgłośnie i nadzwyczaj łagodnie, najbardziej uduchowieni faceci na świecie noszą przewiewne księże sukienki a nie spodnie. Tę boską tajemnicę odpwiednio wyciszającego ubioru, (z uwzględnieniem koloru czarnego, kamuflującego piekielne osmolenie), niechcący, ponoć odkrył, w W.C. się modlący, "fancuski" uczeń ojca dyrektora, Pierre Rydzący. Wiedzą też o tym, już nawet małe dzieci, że robi się w sali katechetycznej nazbyt duszno, jeśli zbyt wiele zalatujących piekielnym siarkowodorem dusz, z "dusz" grzesznych katechetów, naraz, uleci. I, że wtedy zaraz uchylić okna trzeba aby zasiarczonym duszyczkom otworzyć "drogę do nieba". Stąd, teraz "nie trza" już tłumaczyć nawet największej "intelektualnej łamadze", skąd "katoliccy alchemicy" mogli wiedzieć, że ciało ludzkie po ujściu duszy do powietrza traci, co nieco na wadze. Więc teraz wiecie już, dlaczego damska bielizna osobista, (jak święty łańcuch portowy w starożytnym mieście Pireus), przystrajająca wargi sromowe i niewieści odbyt, te ludzkie wrota "do piekła lub do nieba, -wędrówki dusz", zwą się z francuska; dessous, (co niemożebnie męskie ucho pieści). Na tym kończę prezentację tej fascynującej i cudownej opowieści. 
bóg jest oszustwem
|
|
| APawłowski (1150 punktów) | Ciekawe jest zachowanie duszy w przypadku bliźniąt jednojajowych (nikogo nie mam zamiaru sugerować ze szczytów polityki naszej). Jeśli dusza jest niepodzielna i w momencie poczęcia jest nadawana, to chyba jeden jej jest pozbawiony, albo obaj mają tą samą?
|
|
 | | nieobecny | Jedna dusza dzieli się na dwie. To takie proste
|
|
|  | | APawłowski (1150 punktów) | > Jedna dusza dzieli się na dwie. To takie proste  Czyli mamy dwie osoby "półdzuszne" ? Dla mnie nie jest to proste.
|
|
| |  | | nieobecny | Jesteś u Pani (katechetki)!
|
|
| | |  | | LEGION (3161 punktów) | Kapuś! Ale poczekaj, już My Cię po szkole ZLUSTRUJEMY... NIE KLIKAĆ
|
|
| Arouet (49 punktów) | Najprawdopodobniej duszę można znaleźć, choć to już rzadkość, ale niegdyś dusza mogła znajdować się... w żelazku a teraz to może w encyklopedii na literę "D" pozdrawiam serdecznie
|
|
 | | stilb (1323 punktów) | > Najprawdopodobniej duszę można znaleźć, choć to już rzadkość, ale niegdyś dusza mogła znajdować się... w żelazku a teraz to może w encyklopedii na literę "D"> pozdrawiam serdecznie>  Stojak górniczy taka podpora typu "Walent" też ma swoją duszę. Wyciągana jest ręcznie, zabijana śledziami. pozdrawiam!
|
|
|  | | LEGION (3161 punktów) | > Wyciągana jest ręcznie, zabijana śledziami.Kłamca! Duszy nie można zabić! Dusza jest nieśmiertelna! NIE KLIKAĆ
|
|
| |  | | J.Szulc (5723 punktów) | Zasiadłam sobie grzecznie przed monitorem, pomyślałam, że poczytam coś ciekawego, co "napłodziliście" przez czas, gdy mnie tu nie było. Nie ustosunkowywałam sie do żadnej wypowiedzi. Chciałam poczytać wszystko. Czy ktoś zwrócił uwage, w którym kierunku poszła dyskusja? Nawet nie dyskusja, bo momentami to była pyskówka. A dusza, choć nie widoczna, nie można jej ani zmierzyć, ani zważyć, gdzieś tam w kazdym z nas cichuteńko przykucnęła, czasami siedzi na ramieniu, czasami staramy sie ją zagłuszyć... Dusza, to sumienie, to nasza umiejętność bycia ludzkim stworzeniem - tak myślę. To moja definicja na własny użytek.
I zgadzam sie z panem Pawłowskim, zelazko ma duszę, bo tak zostało skonstruowane - przydałoby mi się do kolekcji, bo mam tylko takie na węgiel. Wszystko ma duszę, i to żyjące stworzonka jak i przedmioty. Kiedyś amerykańscy naukowcy pokusili sie o badania, ile takowa dusza (luidzka) waży. Nie pamietam dokładnie, ale wyszło im jakoś około 6 gramów. Niech mnie ktoś poprawi, jeśli sie mylę. Co do spoglądania przez duszę na to, co sie wyrabia z jego ciałem w momencie kryzysowym (tzw śmierć kliniczna), nie jestem pewna ile w tym faktycznego postrzegania (chć czytałam na ten temat dużo). Jakoś nie udało mi sie niczego dostrzec, a miałam to szczęście niepojęte, że wróciło mi sie z podobnej podróży. Domyślam się, że za chwile ktoś mi powie, że nie mam duszy, więc kto miał coś widzieć. Dalej jednak bedę twierdzić, że dusza jest! I masz racje LEGION - jest nieśmiertelna. ... bo i po co jej umierać, skoro ani tego pochować, ani zamrozić, ani spalić...
Poza tym, wolę myśleć, że coś tam mam. Fajniej tak jakoś czuć sie o coś bogatszym, niż myśleć, że jestem uboga, bo czegoś tam nie mam. I to byłoby na tyle w tym temacie.... Pozdrawiam.
---
|
|
| | |  | | LEGION (3161 punktów) | > Czy ktoś zwrócił uwage, w którym kierunku poszła dyskusja?> Nawet nie dyskusja, bo momentami to była pyskówka.> A dusza, choć nie widoczna, nie można jej ani zmierzyć, ani zważyć, gdzieś tam w kazdym z nas cichuteńko przykucnęła, czasami siedzi na ramieniu, czasami staramy sie ją zagłuszyć...Ciekawe skąd o niej wiesz... > Dusza, to sumienie, to nasza umiejętność bycia ludzkim stworzeniem - tak myślę. To moja definicja na własny użytek.A co to sumienie? > Wszystko ma duszę, i to żyjące stworzonka jak i przedmioty.Moje wyro też ma sumienie? > Kiedyś amerykańscy naukowcy pokusili sie o badania, ile takowa dusza (luidzka) waży. Nie pamietam dokładnie, ale wyszło im jakoś około 6 gramów. Niech mnie ktoś poprawi, jeśli sie mylę.21. Tylko nie wiem co dokładnie z tym eksperymentem, nigdzie nie znalazłem wyników. > Domyślam się, że za chwile ktoś mi powie, że nie mam duszy, więc kto miał coś widzieć.Nie masz duszy, więc nie miał kto widzieć...  > Dalej jednak bedę twierdzić, że dusza jest!Twoje prawo. > I masz racje LEGION - jest nieśmiertelna.> ... bo i po co jej umierać, skoro ani tego pochować, ani zamrozić, ani spalić...Mylisz chyba przyczyny ze skutkami... Umieramy, nie po to,żeby można było nas pochować, ale dlatego, że nasze organizmy się zużywają.Taki argument o nieśmiertelności jest...hmm. Kiepski. > Poza tym, wolę myśleć, że coś tam mam. Fajniej tak jakoś czuć sie o coś bogatszym, niż myśleć, że jestem uboga, bo czegoś tam nie mam.Skoro tak wolisz, i dobrze Ci z tym, ani myślę zabraniać. > Pozdrawiam.Miłego dnia życzę. NIE KLIKAĆ
|
|
| | | |  | | J.Szulc (5723 punktów) |
> A co to sumienie?Dla mnie to umiejętnść wyboru, życie w taki sposób, żeby można było bez wstydu obejrzeć się za siebie. Pasuje? > Moje wyro też ma sumienie?Twoje wyro ma duszę, jak każdy przedmiot, którego dotykasz i który ma dla Ciebie jakieś znaczenie. Bo to my dajemy im dusze, jeśli znaczą coś dla nas. Ciesz się, że Twoje wyro nie ma sumienia. Nie wiem, jak wyglądałaby jego (Twojego wyra) opowieść o Tobie > Nie masz duszy, więc nie miał kto widzieć... - a właśnie, że mam!!! I wyobraź sobie, że wiem, dlaczego umieramy. Sama wzięłam i sobie raz umarłam. Z jakiegos powodu jednak dane mi było wrócić, ku utrapieniu co niektórych. I jest sobie ta dusza, jako coś niematerialnego w każdym, zakamarku naszego ciała. To taka sobie świadomość. Jeśli chodzi o wspomniany eksperyment, to polegał na warzeniu ludzi przed zgonem, właściwie w momencie śmierci, oraz już po. Waga duszy była różnicą obu tych wag. Głupie, ale jakie proste. Nikt jednak faktycznie tej duszy nie widział. Czy to koniecznie musi oznaczać, że jej nie ma?
---
|
|
| | | | |  | | LEGION (3161 punktów) | > >A co to sumienie?> Dla mnie to umiejętnść wyboru, życie w taki sposób, żeby można było bez wstydu obejrzeć się za siebie.Stalin patrzył bez wstydu. Miał sumienie? > >Moje wyro też ma sumienie?> Twoje wyro ma duszę, jak każdy przedmiot, którego dotykasz i który ma dla Ciebie jakieś znaczenie. Bo to my dajemy im dusze, jeśli znaczą coś dla nas.> >>Dusza, to sumienie, to nasza umiejętność bycia ludzkim stworzeniem - tak myślę. To moja definicja na własny użytek.> Ciesz się, że Twoje wyro nie ma sumienia. Nie wiem, jak wyglądałaby jego (Twojego wyra) opowieść o TobieZdecyduj się proszę na jedną wersję. Jeżeli dusza = sumienie, to łóżko ma duszę, ergo wg Twojej definicji ma sumienie. > >Nie masz duszy, więc nie miał kto widzieć... > - a właśnie, że mam!!!Wiedziałem, że tak powiesz...  > I wyobraź sobie, że wiem, dlaczego umieramy. Sama wzięłam i sobie raz umarłam. Z jakiegos powodu jednak dane mi było wrócić, ku utrapieniu co niektórych.Nie wyobrażę sobie. A to z tej przyczyny, że śmierć jest permanentnym ustaniem funkcji życiowych. Wszelkie stany pośrednie(śmierć kliniczna)nie są śmiercią, jedynie czasowym wstrzymaniem funkcjonowania człowieka. Czyli: nie umarłam, ale/tylko byłam w stanie... > I jest sobie ta dusza, jako coś niematerialnego w każdym, zakamarku naszego ciała. To taka sobie świadomość.Obawiam się, że świadomość jet tylko w jednym zakamarku ludzkiego ciała: w mózgu, i to nie w całym, tylko w pewnych kawałkach. > Jeśli chodzi o wspomniany eksperyment, to polegał na warzeniu ludzi przed zgonem, właściwie w momencie śmierci, oraz już po.> Waga duszy była różnicą obu tych wag.> Głupie, ale jakie proste. Nikt jednak faktycznie tej duszy nie widział.Zgadzam się,że głupie.  Masz może link do dokładnych wyników badań? > Czy to koniecznie musi oznaczać, że jej nie ma?Wcale nie. NIE KLIKAĆ
|
|
| | | | | |  | | J.Szulc (5723 punktów) | Z czystym sumieniem nazywam Cię od jakiegoś czasu RACJONALISTĄ. Podchodzę do wszystkiego mało racjonalnie i wcale sie tego nie wstydzę. W kilku miejscach przyznaję Ci rację, w innych nie do końca się zgadzam. Jakąś tam duszyczkę posiadam, a co! I wiesz, wcale nie muszę jej w oczka zaglądać. Jest sobie, bidula, zakamuflowana, co by jej "obce nie zauważyły". Stalin również miał sumienie, pewnie. Tylko nie myl neurotyka czy charakteropaty z przeciętnie rozwiniętym człowiekiem. Można mieć sumienie, duszę - dlaczego nie. Ma się jednak inne priorytety, wyznaje inne wartości - będzie się więc wybierało inne schematy zachowań. Dla nas będzie to coś zgoła innego, "chorego". Zachowania rzeczonego Stalina wskazywać mogłyby, że był po części psychopatą, a ci nie mają uczuć wyższych. HOWGH!
C do wspomnianych przeze mnie wyników badań, nie mogę Ci pomóc. Czytałam to kilka lat temu ale zupełnie nie pamiętam gdzie. Potraktowałam to jako ciekawostkę i tyle.
Pozdrawiam.
---
|
|
| | | | | | |  | | LEGION (3161 punktów) | > Z czystym sumieniem nazywam Cię od jakiegoś czasu RACJONALISTĄ.Dziękuję. > Podchodzę do wszystkiego mało racjonalnie i wcale sie tego nie wstydzę. W kilku miejscach przyznaję Ci rację, w innych nie do końca się zgadzam.Czytam Twoje wypowiedzi, przesadzasz z tym wszystkim, brak racjonalizmu widać tylko przy niektórych tematach - tych dotyczących wiary. > Jakąś tam duszyczkę posiadam, a co! I wiesz, wcale nie muszę jej w oczka zaglądać. Jest sobie, bidula, zakamuflowana, co by jej "obce nie zauważyły".No i koniec dyskusji.  > Zachowania rzeczonego Stalina wskazywać mogłyby, że był po części psychopatą, a ci nie mają uczuć wyższych. HOWGH!"Uczucia wyższe obejmują m.in. uczucia moralne (etyczne), uczucia estetyczne i uczucia intelektualne." [Wikipedia] Obawiam się, że w tej kwestii Twoje poglądy nie są zgodne z twierdzeniami psychologów badających psychopatie(np.Pospiszyl). NIE KLIKAĆ
|
|
| | | | | | | |  | | J.Szulc (5723 punktów) |
> "Uczucia wyższe obejmują m.in. uczucia moralne (etyczne), uczucia estetyczne i uczucia intelektualne." [Wikipedia]> Obawiam się, że w tej kwestii Twoje poglądy nie są zgodne z twierdzeniami psychologów badających psychopatie(np.Pospiszyl).Możesz rozwinąć? Nie bardzo rozumiem, dlaczego moje poglądy miałyby nie pasować, skoro uważam (na własny użytek), że wymieniony z nazwiska pan jest w jakimś sensie psychopatą, czyli, że nie ma uczuć wyższych. Dodam, że moim zdaniem duszę ma każdy, ale nie wszyscy pozwalają jej "dojść do słowa". Chyba coś sie zapętla... 
---
|
|
| | | | | | | | |  | | LEGION (3161 punktów) | > >"Uczucia wyższe obejmują m.in. uczucia moralne (etyczne), uczucia estetyczne i uczucia intelektualne." [Wikipedia]> >Obawiam się, że w tej kwestii Twoje poglądy nie są zgodne z twierdzeniami psychologów badających psychopatie(np.Pospiszyl).> Możesz rozwinąć?Psychopaci od "normalnych" różnią się głównie stosunkiem do innych ludzi. Traktują ich jak przedmioty. Mają uczucia wyższe, tylko,że np. miłością darzą zwierzęta. Często są inteligentni ponad normę, i bywają koneserami sztuki. W większości przypadków dla laika nie do odróżnienia od "normalnych". > Nie bardzo rozumiem, dlaczego moje poglądy miałyby nie pasować, skoro uważam (na własny użytek), że wymieniony z nazwiska pan jest w jakimś sensie psychopatą, czyli, że nie ma uczuć wyższych.Dlatego, że psychopata, socjopata, czy człowiek o osobowości dyssocjalnej(różnie ich określają) to terminy istniejące w psychologii, i mają swoje znaczenie. Tworzenie "na własny użytek" definicji psychopaty, to tak jak tworzenie własnej definicji żelazka, w której twierdzić będziemy, że żelazko robi się z jajek i mąki. > Dodam, że moim zdaniem duszę ma każdy, ale nie wszyscy pozwalają jej "dojść do słowa".> Chyba coś sie zapętla...Wiara nie jest dobrym tematem do dyskusji. NIE KLIKAĆ
|
|
| | | | | | | | | |  | | J.Szulc (5723 punktów) | Przemyślałam... odpuszczam.
Dziękuję.
---
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 frater1 (30 punktów) (zablokowany) | Dusza to człowiek, to `byt`.
Ciało człowieka to więcej niż skafander kosmonauty. Służy do tego by jeść, śmiać się, zginac się, wąchać kwiatki, stukać w klawiaturkę, oglądać świat, odczuwać ból, rozmnażać się, śpiewać, płakać itp.
Jak zakończymy pielgrzymke ciało - skafander pójdzie do `piachu`.
A my w innych wymiarach dostaniemy nowe Ciała przystosowane do tamtego życia.
Pokój i Dobro
|
|
| | | | | | | | | |  | | Cyngiel (438 punktów) |
>Jak zakończymy pielgrzymke ciało - skafander pujdzie do `piachu`. >A my w innych wymiarach dostaniemy nowe Ciała przystosowane do tamtego życia. >Pokój i Dobro > Bez urazy, ale opowiadasz bajki. Skąd wiesz, że będziemy przeniesieni w inny wymiar i że dostaniemy Ciała przystosowane do tamtego życia? Jakie to będą ciała? Czy ktoś z tamtąd wrócił i przekazał Ci te wieści? Oj obawiam się, że za tego typu widzenia, może Cię spotkać los Przełożonej od Betanek.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | fratris (-24 punktów) | >>Jak zakończymy pielgrzymke ciało - skafander pujdzie do `piachu`. >>A my w innych wymiarach dostaniemy nowe Ciała przystosowane do tamtego życia. >>Pokój i Dobro >>Bez urazy, ale opowiadasz bajki. Skąd wiesz, że będziemy przeniesieni w inny wymiar i że dostaniemy Ciała przystosowane do tamtego życia? Jakie to będą ciała? Czy ktoś z tamtąd wrócił i przekazał Ci te wieści? Oj obawiam się, że za tego typu widzenia, może Cię spotkać los Przełożonej od Betanek.
jest na ten temat trochę faktów
Pokój i Dobro
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | LEGION (3161 punktów) | > jest na ten temat trochę faktówWiemy, dziwimy się tylko, że ich nie dostrzegasz... > Pokój i DobroMistrz i Małgorzata NIE KLIKAĆ
|
|
| | | | | | | | | |  | | LEGION (3161 punktów) | > Jak zakończymy pielgrzymke ciało - skafander pujdzie do `piachu`.PUJDZIE? BARDZO Proszę... FIREFOX> Pokój i DobroWiedza i Życie NIE KLIKAĆ
|
|
| | | | | | | | | |  | | placownik (17853 punktów) | > A my w innych wymiarach dostaniemy nowe Ciała przystosowane do tamtego życia. I Ty, i ja, i nieochrzczona zygota. Ta ostatnia, jak się okazuje na podstawie najświeższych ustaleń ( Kościół Miłosierny), ma Raj jak w banku. Zygota w Raju? Szkoda, że tego nie zobaczę.  Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | Cześć Powiedz mi, w którym momencie skafander dostaje byt? Kiedy dusza powstaje? Powiedzmy, że plemnik wniknął w jajo. Jest już zalążek skafandra. I teraz: Dusza już jest tam, czy dusza tak jak informacja genetyczna, znajduje się w połowie w plemniku, a w połowie w jaju? Nawiasem mówiąc: Mam wrażenie, że Kościół jeszcze informacji o kobiecym jaju nie przyswoił. Jajo odkryto w połowie XIX wieku. Teologia była już uformowana, czy informacja na temat powstawania skafandra nie ma znaczenia? Chyba ma, co? Kobieta i mężczyzna w POŁOWIE przekazują informację genetyczną o skafandrze. Jajo różni się tylko tym, że wyniku ewolucji, kobiety "przegrały" bitwę , kto ma wnieść mniej. Jajo zawiera więc pokarm, i to one muszą rodzić. Informację jednak wnoszą w połowie. Trzecią partię gra tu Bóg, który "wnosi" duszę. Powiedz jednak, w którym momencie. Zawsze się zastanawiałem: Czy dusze istnieją przed, czy są stwarzane nowe w momencie poczęcia... Po co ja to piszę i tak nie odpowiesz
|
|
| | | | | | | | | | |  | Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów) (zablokowany) |
>Zawsze się zastanawiałem: Czy dusze istnieją przed, czy są stwarzane nowe w momencie poczęcia...<
Trzech duchownych prowadzi spór, kiedy zaczyna się życie. Ksiądz: W momencie połączenia plemnika z jajem. Pastor: Kiedy ukształtuje się mózg. Rabin: Kiedy stary pies zdechnie, pomarszczona, tłusta i obwisła żona odejdzie do kochanka, dzieci dorosną i opuszczą dom - wtedy się zaczyna życie!
|
|
| Wojtek | Dusza nie podlega fizyce, nie sposób jej umiejscowić i nie sposób stwierdzić stopnia jej zależności czy wpływu na ciało. Nie wiadomo też, czy i kto, lub co ją posiada, ponieważ ludzie są na tyle prymitywni, że nie tylko nie potrafią skomunikować się z obcymi cywilizacjami, ale też z innym gatunkiem zamieszkującym Ziemię, a zatem nigdy nie zweryfikują, czy inny gatunek lub przedmiot wierzy w istnienie własnej duszy.
Jest jednak w tym skądinąd sarkastycznie napisanym temacie pewne fałszywe założenie, którego konsekwencją jest wniosek, że coś, co jest immanentną cechą ciała, musi być gdzieś umiejscowione. W takim razie proszę o odpowiedź na proste zgoła pytania: czym jest myśl, gdzie się znajduje, ile waży? Czy nie słyszymy własnych myśli, szczególnie gdy subwokalizujemy czytany tekst? A i owszem! Skoro więc tak się dzieje, to dlaczego nie potrafimy tejże myśli złapać i zbadać, choć wiemy, że ona z całą pewnością istnieje? Synapsami wszystkiego wyjaśnić się nie da.
Utrącanie sensu istnienia abstraktów i podśmiechiwanie się z ludzi w nie wierzących, jest niegrzeczne jako że opisanie abstraktu w trzech wymiarach zawsze kończy się katastrofą. Każda, nawet najbardziej szalona idea ma tę przewagę nad rzeczą, że bez zbadania nie da się naukowo obalić jej sensu. Opowieści z cyklu: "dowód na nieistnienie Boga" z gruntu skazane są na porażkę, bo dopiero po empirycznym poznaniu podmiotu idei można skonstatować, czy ów istnieje naprawdę. Dopóki nikt tego nie zrobi (a nikt nie zrobi w przypadku Boga, czy duszy), idea jest nienaruszalna. Nikt ze stuprocentową pewnością nie powie, że dusza jest, ani nie powie, że jej nie ma, bo biorąc pod uwagę rachunek prawdopodobieństwa niczego wykluczyć się nie da. Jak tego np. że po Ciemnej Stronie Księżyca mieszkają Hobbity. Czy ktoś może mi udowodnić, że nie mieszkają?
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|