Zakończyłem lekturę do poduchy książki Erika Larsona "Tragedia Lusitanii". Polecam ją bardzo nie tylko zainteresowanych tym konkretnym problemem zawartym w jej tytule ale także tym wszystkim, którzy są zafascynowani żywiołem morza oraz epoką wiktoriańsko - edwardiańską. Larson pod koniec swego dzieła przytacza opinię wybitnego (wielu twierdzi że najwybitniejszego) brytyjskiego historyka marynarki wojennej Patryka Beesleya, oficera brytyjskiego wywiadu z czasów II wojny na temat przyczyny zatonięcia Lusitanii. A oto ona: "Jako Anglik i miłośnik Królewskiej Marynarki Wojennej wolałbym przypisać tę katastrofę zaniedbaniom nawet poważnym, niż spiskowi, którego celem było świadom wystawienie statku na niebezpieczeństwo. Tymczasem jednak na podstawi dostępnych obecnie informacji zmuszony jestem stwierdzić, choć niechętnie, że najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem sprawy zatopienia Lusitanii jest spisek, którego celem było uwikłanie wojnę USA. Jeżeli taki wytłumaczenie jest nie do przyjęcia, to czy ktoś może mi podać inne, które wyjaśni wszystkie towarzyszące sprawie niezwykle okoliczności". Lusitania była brytyjskim transatlantykiem. Została zatopiona przez niemieckiego ubota, w maju 1915 roku u wybrzeży Irlandii, płynąc z Nowego Jorku do Liverpoolu. Zginęło wielu amerykańskich pasażerów. Jej zatopienie zapoczątkowało proces odchodzenia USA o d polityki neutralności i zbliżenia z państwami Ententy. Za spisek o którym mowa w cytacie z Beesleya personalnie odpowiadał Winston Churchil, który w maju 1915roku pełnił funkcję Pierwszego Lorda Admiralicji. Opinię Beesleya powinni gruntownie przemyśleć nie tylko maniacy "zagadki Lusitanii" ale także wszyscy ci, którzy naśmiewają się szyderczo ze spiskowej teorii dziejów. Nie wiedzą bowiem oni, że tak naprawdę śmieją się sami z siebie - w formule sensu stricto gogolowskiej. lubimyczytac.pl/ksiazka/273059/tragedia-lusitanii |