Racjonalista - Strona głównaDo treści
Funkcje rytuałów we współczesnym społeczeństwie

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
26-10-2008 14:52sceptymucha (moderator, 11470 punktów)Funkcje rytuałów we współczesnym społeczeństwie
Ocena 2 na 2
Witam!
Pisząc o rytuałach mam na myśli: pogrzeb, ślub, ryt wejścia w dorosłość (przyjęcia do grona dorosłych w swoich wersjach- bierzmowanie, osiemnastka itp), rytuał przyjęcia do jakiejś wspólnoty (- chrzest, otrzęsiny itp).
Funkcją rytuału jest coś nam uświadomić. Także innym osobom biorącym udział w rytuale. Na pogrzebie mamy poczuć, że ktoś umarł. Na ślubie, że dwie osoby coś razem tworzą i nic nam do tego. W czasie rytów wejścia naszą przynależność do danej grupy, zbiorowości.
Ale czy to nadal działa? Czy nie straciliśmy umiejętności uświadamiania sobie ważnych zdarzeń?
Wydaje się, że zachodzi deprecjacja możliwości odczuwania w świadomości faktów, które do nas docierają jako mniej ważnych, ważnych i ważniejszych. Jakby natłok informacji, które do nas docierają przeciążył nasze zdolności pojmowania świata i to na poziomie zdawałoby się podstawowym, a więc rytuałów.
Albo też straciły znaczenie słowa- śmierć, grupa, lojalność.

Czy tak powinno być?

Pozdrawiam
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

belvedere (5304 punktów)
(zablokowany)
>Ale czy to nadal działa?

   Rytuał, uczczenie jakiegoś istotnego wydarzenia pozostaje w tle całej oprawy danej ceremonii. Bardziej niż refleksja czy uczuciowe przeżywanie danego faktu, zajmują nas formalności, sala, którą trzeba wynając na przyjęcie, menu na stypie, lista prezentów, itd.

>Czy nie straciliśmy umiejętności uświadamiania sobie ważnych zdarzeń?

   Nie straciliśmy. Ukryła się pod skupieniem nad materialnym aspektem naszego życia, który jest jednak istotny. Żyjemy w takich czasach, że nie ma zbyt wiele okazji na refleksję.
   
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>>Ale czy to nadal działa?
>   Rytuał, uczczenie jakiegoś istotnego wydarzenia pozostaje w tle całej oprawy danej ceremonii. Bardziej niż refleksja czy uczuciowe przeżywanie danego faktu, zajmują nas formalności, sala, którą trzeba wynając na przyjęcie, menu na stypie, lista prezentów, itd.
Chodzi mi o to, że celem rytuału jest uświadomienie czegoś. I nie chodzi o takie uświadomienie, jak informacja w serwisie informacyjnym, że dzieci w Afryce umierają z głodu, ale takie uświadomienie, w którym fakt ten wywołuje głębsze emocje i zmienia nasze patrzenie na świat.
Abstrahuje od tego, że mam gdzieś głodujące dzieci w Afryce (politycznie poprawnie powiedziałbym, że są blisko końca na liście moich priorytetów). To był przykład informacji strasznej, ale w zasadzie nie poruszającej nas wcale.
Ukrytym założeniem tego wątku, jest to, że właśnie rytuały są machiną, która dodaje do informacji coś, co nas porusza.
>>Czy nie straciliśmy umiejętności uświadamiania sobie ważnych zdarzeń?
>   Nie straciliśmy. Ukryła się pod skupieniem nad materialnym aspektem naszego życia, który jest jednak istotny. Żyjemy w takich czasach, że nie ma zbyt wiele okazji na refleksję.
Nie chodzi mi o refleksje, ale że niewiele nas rusza. A to co rusza jest prymitywne i musi być tego duży ładunek. Zupełnie jakbyśmy mieli prawie bezpostaciowe, bez struktury wnętrze.
Pozdrawiam
26-10-2008 18:09 
 Ocena 1 na 1
belvedere (5304 punktów)
(zablokowany)
>celem rytuału jest uświadomienie czegoś

Głównie rangi wydarzenia.

>Nie chodzi mi o refleksje, ale że niewiele nas rusza.

    Tak wiele jest doniesień o kolejnych tragediach, że zaczynamy uważac to za normalnośc. Ale czasem nas coś poruszy ("ruszy") i oddamy się refleksji. I to dobry znak. Złym znakiem może byc to, że poruszyc nas może jeszcze większy od poprzednich dramat. Obojętniejemy.
   
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>>celem rytuału jest uświadomienie czegoś
>Głównie rangi wydarzenia.
Chodzi mi o to, że wyraźniej w świadomości odczuwamy coś.
Na przykład nałogowy palacz wie, że palenie mu szkodzi, ale jest to wiedza powierzchowna, która nie zmienia głębiej ścieżek jego myślenia.

>>Nie chodzi mi o refleksje, ale że niewiele nas rusza.
>    Tak wiele jest doniesień o kolejnych tragediach, że zaczynamy uważac to za normalnośc. Ale czasem nas coś poruszy ("ruszy") i oddamy się refleksji. I to dobry znak. Złym znakiem może byc to, że poruszyc nas może jeszcze większy od poprzednich dramat. Obojętniejemy.
Raczej stajemy się powierzchowni.
rudyment (3233 punktów)
>Czy tak powinno być?

To signum temporis . Rytuał ma wielką wagę wtedy, gdy zwiastuje ważne wydarzenia. Dawniej znaczył nieodwracalną zmianę roli społecznej - z dziecka w dorosłego, ze stanu wolego w małżeństwo, z ćwoka w uczonego lub z cywila w kapłana. Rola była ściśle określona tak pod względem wymagań, jakie trzeba spełnić, jak i przysługujących za to przywilejów.
Dziś każdy pełni jednocześnie kilka rozmaitych ról społecznych, często je zmienia, a konsekwencje z tego wynikające są niezbyt dotkliwe ani tez nie zanadto profitujące. Zatem i rytuały stają się coraz bardziej naczyniem, w którym spod zawartości widać już dno.

Vivere, ergo philosophari
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>>Czy tak powinno być?
>Rytuał ma wielką wagę wtedy, gdy zwiastuje ważne wydarzenia. Dawniej znaczył nieodwracalną zmianę roli społecznej - z dziecka w dorosłego, ze stanu wolego w małżeństwo, z ćwoka w uczonego lub z cywila w kapłana. Rola była ściśle określona tak pod względem wymagań, jakie trzeba spełnić, jak i przysługujących za to przywilejów.
Wniosek z tego, że dziś nie ma ważnych wydarzeń. Albo są rozłożone w czasie tak, że nie da się rozgraniczyć przejścia sprzed ważnego wydarzenia i po ważnym wydarzeniu, więc nie sposób ulokować w czasie rytuału, który potrzebuje skokowości etapów.
Czy to nie znaczy, że nasze wnętrze jest nieustrukturyzowane? Dopasowuje się tylko do warunków, w których wylądujemy niewiele wnosząc do sytuacji, na jaką trafiamy od siebie.
>Dziś każdy pełni jednocześnie kilka rozmaitych ról społecznych, często je zmienia, a konsekwencje z tego wynikające są niezbyt dotkliwe ani tez nie zanadto profitujące. Zatem i rytuały stają się coraz bardziej naczyniem, w którym spod zawartości widać już dno.
Nie zostaje wewnątrz człowieka nic, co znaczyło by jakiś etap? Wymagało rytuału, by to coś wyróżnić?

Rytuał określa też zmiany na zewnątrz człowieka, które są istotne. Tego też nie ma w dzisiejszych czasach?

Co to mówi o naszej kondycji, ten brak rytuałów?
Pozdrawiam
26-10-2008 20:13 
 Ocena 1 na 1
rudyment (3233 punktów)
Nie jest aż tak tragicznie. Czasem w odczuciu człowieka to, czego dokonuje, jest bardzo ważne i zasługuje na upamiętnienie - na przykład zawarcie związku małżeńskiego, narodziny dziecka albo nagroda Nobla czy awans służbowy. W takim przypadku chętnie nadaje owemu zdarzeniu możliwie bogatą oprawę rytualną. Ale obecnie jest to wysoce zindywidualizowane, każdy sam sobie dobiera porę, przyczynę i sposób realizacji obchodów wydarzenia. Natomiast rytuały narzucone tradycją ulegają uwiądowi i, jako powiadam, pozostaje z nich jeno skorupka - bo dla uczestników nie niosą już dawnej treści.


Vivere, ergo philosophari
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>Nie jest aż tak tragicznie. Czasem w odczuciu człowieka to, czego dokonuje, jest bardzo ważne i zasługuje na upamiętnienie - na przykład zawarcie związku małżeńskiego, narodziny dziecka albo nagroda Nobla czy awans służbowy. W takim przypadku chętnie nadaje owemu zdarzeniu możliwie bogatą oprawę rytualną.
Ale taki rytuał nie kształtuje chyba w znaczący sposób człowieka świadomości. Jest raczej imprezą, by coś uczcić.
>Ale obecnie jest to wysoce zindywidualizowane, każdy sam sobie dobiera porę, przyczynę i sposób realizacji obchodów wydarzenia.
Wtedy ograniczamy uczestnictwo innych w 'naszym rytuale'.
>Natomiast rytuały narzucone tradycją ulegają uwiądowi i, jako powiadam, pozostaje z nich jeno skorupka - bo dla uczestników nie niosą już dawnej treści.
To może warto znaleźć nową formę dla rytuału- na przykład uświadamiać za ich pomocą nałogowców, że ich nałogi szkodzą.
Pozdrawiam
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>Czy tak powinno być?

Skoro tak jest, to pewnie tak być powinno.
Ja bym raczej zapytał: dlaczego tak jest?

Zaprezentuję dwa stanowiska w tej kwestii (roli rytuału w życiu społecznym): 1) Emila Durkheima; 2) Ervinga Goffmana. Uświadomienie sobie funkcji rytuału w naszym życiu da - pośrednio - odpowiedź na Twoje pytanie o jej (tej roli) deprecjację.

1) Durkheim podzielał pogląd P. Faucconneta i M. Maussa, że "[...] instytucje to zespół ustalonych działań oraz idei, które jednostki zastają jako coś gotowego i narzucającego się im mniej lub bardziej nieodparcie." Instytucją zaś wzorcową (prototyp wszelkich instytucji społecznych) jest wg Durkheima religia. Na czym polegała i polega owa szczególna rola religii, pokazuje durkheimowska analiza kultu religijnego.
a) Przez obrzędy religijne dokonuje się inicjacja jednostki do życia zbiorowego. System zakazów (kult negatywny) uczy ją powściągliwości i wyrzeczeń, przygotowując ją do kultu pozytywnego, który czaczyna uprawiać po osiągnięciu pewnego wieku. Ascetyzm, którego uczy się jednostka nie służy tylko celom religijnym. Korzyści religijne to tylko symboliczna forma korzyści społecznych i moralnych. Kult religijny jest więc pierwszą szkołą dyscypliny.
b) Obrzędy religijne służą zespalaniu zbiorowości, będąc środkami, za których pomocą dokonuje ona okresowo swej reafirmacji. Życie codzienne oddala jednostki od siebie, przyczyniając się do drobnienia i zanikania ideału; okresowe obrzędy i uroczystości potrzebne są po to, aby jednostki mogły znowu odczuć swą jedność moralną i wzmocnić wzajemne związki przez jej intensywne przeżycie. Współcześnie analogiczną rolę pełnią święta państwowe, zjazdy i zgromadzenia. Kult religijny integruje więc grupę społeczną.
c) Funkcją obrzędów religijnych jest kultywowanie tradycji grupowych, które w jakiejś mierze stanowią o odrębnej "fizjonomii moralnej zbiorowości". Mitologia jakiejś grupy to całość jej wspólnych wierzeń. Tradycje, których pamięć przechowuje, wyrażają sposób wyobrażenia człowieka i świata przez społeczeństwo. To zarówno moralność i kosmologia, jak i historia. Rytuał służy tu do zachowania żywotności tych wierzeń, uniemożliwia zatarcie się ich w pamięci czyli odnawia najistotniejsze składniki świadomości zbiorowej.
d) Obrzędy religijne pełnią też funkcję "euforyczną"; służą mianowicie do do podtrzymywania się na duchu jednostek w chwilach załamań i kryzysów (np. rytuały żałobne).

2) Wg Goffmana rytuał ma zasadnicze znaczenie, ponieważ podtrzymuje nasze zaufanie do podstawowych stosunków społecznych. Dostarcza innym ludziom sposobności upewnienia się co do prawomocności naszej pozycji w strukturze społecznej, zobowiązując nas zarazem do tego samego. Rytuał to mechanizm, dzięki któremu ci, którzy są usytuowani niżej, uznają wyższość pozycji tych, którzy są ponad nimi. Stopień rytualizmu w społeczeństwie odzwierciedla prawomocność jego struktury społecznej, albowiem rytualny respekt dla jednostek jest zarazem oznaką respektu dla wykonywanych przez nie ról.
W takim ujęciu rytuałami będą np. zachowania snobistyczne (z uleganiem modom włącznie).

Mam nadzieję, że powyższy materiał pomoże w dalszych dywagacjach na ten temat.

>Pozdrawiam

Wzajemnie.


fides ex necessitate esse non debet
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Pewnie wszystko to prawda.
Rzecz w tym, że ja widzę rytuał jako narzędzie do wywierania głębszego wrażenia/ uświadamiania czegoś głębiej. Abstrahuje od tego, kto tego narzędzia wcześniej używał i w jakim celu.

Ubolewam, że dziś głębszych wrażeń/ świadomości dookoła brak i jakaś taka nijakość jest w ludziach.

Pozdrawiam
glingor (640 punktów)
Rytuały mają na celu uczcić pojedyncze zdarzenie zakończenie lub rozpoczęcie nowego etapu w życiu.

narodziny, pępkowe, osiemnastka, obrona dyplomu, ślub, parapetówa, pogrzeb
oraz cykliczne imieniny, urodziny, rocznice

Czy to nie wygląda jak lista najczęstszych pretekstów żeby się upić ?
I czy nie tracą na tym że tak są postrzegane ?

Jeśli chodzi o rytuały związane z podkreśleniem że jakiś etap się zakończył osiemnastka, obrona dyplomu to odbieram to jako formalność, która tak naprawę nie wiele zmienia dla jednostki zmiana jest tylko na sposób jej postrzegania przez innych, stwierdzenie że z dnia na dzień człowiek staje się dojrzalszy śmieszne

Jeśli chodzi o ślub to o ile jest on planowany z wyprzedzeniem też jest tylko formalnością przynajmniej dla mnie.

Czas w którym żyjemy jest ciągły dlatego zmiany są ciągłymi procesami, poza narodzinami i pogrzebem które przyczyny mają w pojedynczych zdarzeniach.

Czy skupiając się na życiu bardziej niż na śmierci,
nie powinniśmy bardziej obchodzić narodzin ?

Co by się stało gdyby dorośli więcej czasu poświęcali dzieciom niż grobom?


prawdziwy tradycjonalista modli się do słońca i z ognia nie korzysta
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>Rytuały mają na celu uczcić pojedyncze zdarzenie zakończenie lub rozpoczęcie nowego etapu w życiu.
>narodziny, pępkowe, osiemnastka, obrona dyplomu, ślub, parapetówa, pogrzeb
>oraz cykliczne imieniny, urodziny, rocznice
>Czy to nie wygląda jak lista najczęstszych pretekstów żeby się upić ?
>I czy nie tracą na tym że tak są postrzegane ?
Właśnie gdyby chodziło tylko o uczczenie czegoś byłoby to puste.
Wydaje mi się, że najłatwiej będzie mi to wytłumaczyć na przykładzie pogrzebu- jeśli jesteś kimś postronnym (nie najbliższą rodziną zmarłego) na pogrzebie, a rytuał jest dobrze przeprowadzony, to w którymś momencie informacja o śmierci zmienia się w świadomość śmierci- coś co czujesz głębiej i wyraźniej.

>Czas w którym żyjemy jest ciągły dlatego zmiany są ciągłymi procesami, poza narodzinami i pogrzebem które przyczyny mają w pojedynczych zdarzeniach.
Nie doznałeś kiedyś takiego wrażenia, że w jednej chwili był przeskok zrozumienia. Rytuał ma wykonać coś takiego dla grupy osób w konkretnej sprawie.
Pozdrawiam
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Ale czy to nadal działa? Czy nie straciliśmy umiejętności uświadamiania sobie ważnych zdarzeń?

Bezpośrednia odpowiedź na to pytanie jest pozytywna. Potrafimy uświadomić sobie ważność wydarzeń, ale cywilizacja czyni rytuał zbędnym. Organizacja życia społecznego zapewnia nam trwałość skutków tych zdarzeń poprzez ich udokumentowanie i prawną solidność świadectw. Zamiast rytualnej przysięgi mamy możliwość zarejestrowania oświadczenia w obecności urzędnika, notariusza, świadków i prawników. Zamiast ogłaszać wszem i wobec zdradę i mobilizować społeczność przeciwko zdrajcy, mamy policję i sądy, które go dościgną o wiele skuteczniej niż kara boska czy lokalna infamia.

W cywilizowanym świecie wydarzenia mają wyższą rangę (choćby przez sam fakt szerszego o nich informowania) i pozostawiają trwalsze ślady niż dawniej. Mamy coś lepszego niż rytuały.

doku
27-10-2008 18:11 
 Ocena 7 na 7
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>Mamy coś lepszego niż rytuały.

Mamy Dokowskiego.

fides ex necessitate esse non debet
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>>Ale czy to nadal działa? Czy nie straciliśmy umiejętności uświadamiania sobie ważnych zdarzeń?
>Bezpośrednia odpowiedź na to pytanie jest pozytywna. Potrafimy uświadomić sobie ważność wydarzeń, ale cywilizacja czyni rytuał zbędnym. Organizacja życia społecznego zapewnia nam trwałość skutków tych zdarzeń poprzez ich udokumentowanie i prawną solidność świadectw. Zamiast rytualnej przysięgi mamy możliwość zarejestrowania oświadczenia w obecności urzędnika, notariusza, świadków i prawników. Zamiast ogłaszać wszem i wobec zdradę i mobilizować społeczność przeciwko zdrajcy, mamy policję i sądy, które go dościgną o wiele skuteczniej niż kara boska czy lokalna infamia.
Czy nie ubożejemy przez to wewnętrznie?
>W cywilizowanym świecie wydarzenia mają wyższą rangę (choćby przez sam fakt szerszego o nich informowania) i pozostawiają trwalsze ślady niż dawniej. Mamy coś lepszego niż rytuały.
Tylko życie wewnętrzne w takiej zbiorowości wydaje się zanikać.
Pozdrawiam
28-10-2008 10:50 
 0 na 2
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Tylko życie wewnętrzne w takiej zbiorowości wydaje się zanikać.

Nie zanika, ale staje się bardziej prywatne i intymne.

Dla mnie to "zanikanie" jest objawem pozytywnym, czymś w rodzaju rozwoju ludzkiej wrażliwości. Zamiast żenujących, ekshibicjonistycznych "gorzko, gorzko", zamiast publicznego przysięgania, jak mocno i jak długo będę kochał swoją żonę... mamy coraz silniejszą świadomość tego, czym różni się sfera naszych uczuć i naszej intymności od tego, co publiczne i na pokaz.

W świecie społeczeństwa coraz bardziej informacyjnego, odczuwamy coraz większą potrzebę intymności i szczerości w kontaktach z bliskimi. Coraz wyżej cenimy prawdziwe uczucia, coraz mniej rytuałów potrzebujemy.

Ja oceniam rytuał jako prymitywne stadium życia wewnętrznego, jako protezę dla ludzkości o słabo jeszcze wykształconej zdolności do uczciwości, szczerości, życzliwości, otwartości i współczucia. Trywializując nieco temat podam przykład, który doskonale oddaje mój punkt widzenia.

Kiedy dzieci chcą dochować tajemnicy, zbierają się w mrocznym miejscu i składają uroczystą przysięgę w stylu Tomka Sawyera, pod groźbą straszliwej kary ... i oczywiście przysięgi tej zwykle nie dotrzymują.

Człowiek dorosły, ale zdeklasowany, np. przestępca czy alkoholik, często daje "słowo honoru", albo przysięga na życie swojej matki lub swoich dzieci, chociaż nie towarzyszy temu rytuał tak skomplikowany jak w przypadku dzieci. Wiarygodność człowieka, który daje słowo honoru, jest oczywiście niska.

Mamy w końcu współczesnego człowieka kulturalnego i cywilizowanego, który czułby się zażenowany i obrażony, gdyby ktoś poprosił go o słowo honoru. Nam wystarcza zwyczajna obietnica. I zwykle jej dotrzymujemy.

I to koniec mojego przykładu.

Podsumuję. Mamy coraz bogatsze życie wewnętrzne i dlatego coraz mniejszą odczuwamy potrzebę uczestniczenia w rytuałach.

doku
28-10-2008 15:25 
 Ocena 6 na 6
Adamiak (36436 punktów)
>Człowiek dorosły, ale zdeklasowany, np. przestępca...>

Słowo honoru u przestępców jest dużo bardziej wiarygodne niż tożsame "zaklęcie" wśród pracowników ministerialnych.

>...czy alkoholik, często daje "słowo honoru", albo przysięga na życie swojej matki lub swoich dzieci, chociaż nie towarzyszy temu rytuał tak skomplikowany jak w przypadku dzieci.>

Zakładam, że byłeś trzeźwy pisząc tego posta, Dokowski.
Zakładam więc, że wiedziałeś co piszesz więc pewnie możesz- w związku z tym- podać przykłady innych chorób będących synonimem "zdeklasowania"?- czy alkoholizm jest jedyną jaka Ci przyszła do głowy?

Mam też pytanie, czy do "ludzkości o słabo jeszcze wykształconej zdolności do uczciwości, szczerości, życzliwości, otwartości i współczucia" zaliczasz również chorych na cukrzycę?

Czy przestępca, alkoholik i cukrzyk- w jednej osobie- to potrójny degenerat, czy liczysz jakoś inaczej?

Czy cukrzyk lub alkoholik nie dotrzymują słowa honoru od rana do wieczora, czy mają przerwę na lunch?- ups...przepraszam, przerwę na lunch mają urzędnicy ministerialni...pomyliłem klasy.

> Mamy w końcu współczesnego człowieka kulturalnego i cywilizowanego , który czułby się zażenowany i obrażony, gdyby ktoś poprosił go o słowo honoru. Nam wystarcza ...>

Nam też.
28-10-2008 16:17 
 Ocena-1 na 1
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Słowo honoru u przestępców jest dużo bardziej wiarygodne niż tożsame "zaklęcie" wśród pracowników ministerialnych.

Wiesz jak nisko oceniam takich dyskutantów, którzy stosują tego rodzaju wycieczki osobiste. Jeśli bardzo pragniesz mojej pogardy...

doku
28-10-2008 16:41 
 Ocena 5 na 5
Adamiak (36436 punktów)
>>Słowo honoru u przestępców jest dużo bardziej wiarygodne niż tożsame "zaklęcie" wśród pracowników ministerialnych.>

>Wiesz jak nisko oceniam takich dyskutantów, którzy stosują tego rodzaju wycieczki osobiste.>

Jestem alkoholikiem ...

...urzędniku ministerialny...czy kogo tam miałeś na myśli idąc na "wycieczki osobiste"

>Jeśli bardzo pragniesz mojej pogardy...>...

Ode mnie (o dzieciach nie wspomnę) możesz pragnąć tylko litości.

Ciesz się, Dokowski, że jeszcze nie odezwał się jakiś przestępca...
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>idąc na "wycieczki osobiste"

żegnam więc

doku
28-10-2008 17:01 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>>idąc na "wycieczki osobiste"
>żegnam więc>

Zaczął Ci się urzędniczo-racjonalistyczny fajerant?

Bo ja się nigdzie nie wybieram, Dokowski
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Bo ja się nigdzie nie wybieram

a ja tak

doku
28-10-2008 18:47 
 Ocena 4 na 4
Adamiak (36436 punktów)
>>Bo ja się nigdzie nie wybieram
>a ja tak>

Szczęśliwej podróży, Dokowski, dłuuugiej...jak najdłuższej, szczęśliwej podróży
28-10-2008 19:02 
 Ocena 4 na 4
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>Wiesz jak nisko oceniam takich dyskutantów [...].

Wiem. Tak jak wszystkich pozostałych. Wysoko cenić potrafisz jedynie siebie.

>Jeśli bardzo pragniesz mojej pogardy...

Bo tylko na tyle Ciebie stać.

fides ex necessitate esse non debet
Adamiak (36436 punktów)
>>Wiesz jak nisko oceniam takich dyskutantów [...].
>Wiem. Tak jak wszystkich pozostałych. Wysoko cenić potrafisz jedynie siebie.
>>Jeśli bardzo pragniesz mojej pogardy...
>Bo tylko na tyle Ciebie stać. >

Jesteś na tym portalu prawie 15 razy dłużej niż ja, MAM, więc chciałem spytać jako "starego" bywalca:

czy ta emotka " " pojawiła się ku czci Dokowskiego, czy to "samorodek" powstały po którymś z jego postów?

Pozdrawiam.
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>czy ta emotka " " pojawiła się ku czci Dokowskiego, czy to "samorodek" powstały po którymś z jego postów?

Pamiętam, że dawniej zestaw był znacznie uboższy. Wzbogacono go chyba w tym roku (wiosną?). Nie jest więc wykluczone, że powody, które podałeś są prawdziwe. Ale o to pytaj webmastera, bo to jego dzieło (te emotikony, nie Dokowski!!!)

>Pozdrawiam.

Z wzajemnością.

fides ex necessitate esse non debet
webmaster (moderator)
Ja bym chętnie zmienił ten zestaw na lepszy, gdybym tylko taki miał. Nigdy nie mam czasu aby się akurat tym zająć (nowe ikonki muszą mieć taką wysokość jak te).
awitu (7627 punktów)
>Ja bym chętnie zmienił ten zestaw na lepszy, gdybym tylko taki miał. Nigdy nie mam czasu aby się akurat tym zająć (nowe ikonki muszą mieć taką wysokość jak te).

Powiedz jakie są potrzebne, a może da się coś zdziałać w wolnej chwili


"Colorless green ideas sleep furiously"
webmaster (moderator)
Wysokość 15-17 pikseli, niekoniecznie animowane (odrywają wzrok) no i ładne. Muszą przynajmniej pokrywać te istniejące (ew. dodać nowe).
Adamiak (36436 punktów)
>Ja bym chętnie zmienił ten zestaw na lepszy, gdybym tylko taki miał. Nigdy nie mam czasu aby się akurat tym zająć (nowe ikonki muszą mieć taką wysokość jak te).>

Niech mają co chcą byle została nasza (?) maskotka " "
Przyda się różnym Wysokościom bez względu na wysokość
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>>Wiesz jak nisko oceniam takich dyskutantów [...].
>Wiem. Tak jak wszystkich pozostałych.

Naprawdę nie rozumiesz pojęcia "ad personam"? A może myślisz, że gdy kogoś nie lubisz, to usprawiedliwia już każdą nieuczciwą sztuczkę w dyskusji? A tamta zalicza się do najpodlejszych, powinieneś to wiedzieć.

doku
28-10-2008 21:03 
 Ocena 3 na 3
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>Naprawdę nie rozumiesz pojęcia "ad personam"?

Przecież wiesz o mnie więcej niż ja sam o sobie; po co więc pytasz?

>A może myślisz, że gdy kogoś nie lubisz, to usprawiedliwia już każdą nieuczciwą sztuczkę w dyskusji?

Błagam, nie rozmawiaj ze mną o uczuciach! To mnie obraża (preferuję kobiety, więc nie jesteś w moim typie!).

>A tamta zalicza się do najpodlejszych, powinieneś to wiedzieć.

Może i wiem, a może nie? Ale "gra się tak, jak przeciwnik pozwala". Może Cię to zdziwi, ale to Ty narzucasz takie a nie inne reguły gry.

Czy Ciebie nie zastanawia dlaczego znalazłeś się w bardzo wąskiej grupie (wręcz marginalnej) osób szczególnie atakowanych?
Wiem, wiem - geniusz nigdy nie szuka poklasku u motłochu (czy jak tam jeszcze nas określasz) i tylko nieliczne jednostki są w stanie go zrozumieć.
To nawet nie jest najgorsze, że piszesz prawie same brednie - masz prawo do takich czy innych przekonań, masz prawo do ich głoszenia, masz prawo się ośmieszać - Twoja prywatna sprawa (choć też nie całkiem, bo masz w nagłówku "należy do PSR", a to już wiąże się ze zobowiązaniem do przestrzegania Regulaminu).
Najgorsza jest Twoja bufonada, samouwielbienie i wyczuwalna w każdym niemal słowie pogarda dla otoczenia. No i to poczucie misji do spelnienia. Takie cechy nigdy nie przysparzają sympatii.

Nie apeluję nawet abyś się nad tym zastanowił, bo wiem, że to niemożliwe. Betonu nie kruszy się głową lecz młotem; gorzej gdy młot też jest z betonu...

fides ex necessitate esse non debet
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Błagam, nie rozmawiaj ze mną o uczuciach!

Dobrze, mam słabość, jestem spolegliwym typem

> "gra się tak, jak przeciwnik pozwala". Może Cię to zdziwi, ale to Ty narzucasz takie a nie inne reguły gry.

Zbyt inteligentny jestem? To ma wyrównać szanse?

>Czy Ciebie nie zastanawia dlaczego znalazłeś się w bardzo wąskiej grupie (wręcz marginalnej) osób szczególnie atakowanych?

Plusy jednak przeważają - wszystkie moje punkty są z forum, żadnych artykułów, zakupów czy innych źródeł. Racjonaliści cenią inteligencję, klarowność wywodu, merytoryczne traktowanie wątków, a przede wszystkim to co w moich postach najcenniejsze - chęć dzielenia się swoją wiedzą i przemyśleniami, bez atakowania cudzych poglądów, bez atakowania dyskutantów - ja atakuję zagadnienia, tezy, obiegowe opinie, stereotypy - a nie ludzi. Ta etyczność mojej postawy najbardziej drażni niektórych.

> piszesz prawie same brednie

To oczywista bzdura, nawet dla Ciebie

>Najgorsza jest Twoja bufonada, samouwielbienie i wyczuwalna w każdym niemal słowie pogarda dla otoczenia. No i to poczucie misji do spelnienia.

Nie podzielam tych uczuć. Jeśli nie chcesz rozmawiać o uczuciach, to zrezygnuj z prowokowania mnie takimi projekcjami. Po prostu nie rozmawiajmy o uczuciach, skoro niby tego sam chcesz.

> Takie cechy nigdy nie przysparzają sympatii.

Powinieneś wiedzieć, że większość takich problemów ma swoje źródło w nieporozumieniu. Twoje projekcje też mają takie źródło.

>Nie apeluję nawet abyś się nad tym zastanowił, bo wiem, że to niemożliwe.

Apelujesz, ale nie wprost. Ale taki apel powinien być konstruktywny, poparty cytatem i wskazaniem, co jest niezręcznego w zacytowanym fragmencie, zamiast ogólnikowego, emocjonalnego zarzutu w stylu "samouwielbienie".

Otóż to - cytat i wskazanie niezręczności, czyli konstruktywna krytyka. Potrafisz tak?

doku
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>>Tylko życie wewnętrzne w takiej zbiorowości wydaje się zanikać.
>Nie zanika, ale staje się bardziej prywatne i intymne.
Ale po czymś musisz poznać, że to życie wewnętrzne istnieje, nawet jak jest bardziej prywatne. Jak nie po rytuałach, to po czym?
>Dla mnie to "zanikanie" jest objawem pozytywnym, czymś w rodzaju rozwoju ludzkiej wrażliwości. Zamiast żenujących, ekshibicjonistycznych "gorzko, gorzko", zamiast publicznego przysięgania, jak mocno i jak długo będę kochał swoją żonę... mamy coraz silniejszą świadomość tego, czym różni się sfera naszych uczuć i naszej intymności od tego, co publiczne i na pokaz.
To jak wyrażasz miłość do żony publicznie?
>W świecie społeczeństwa coraz bardziej informacyjnego, odczuwamy coraz większą potrzebę intymności i szczerości w kontaktach z bliskimi. Coraz wyżej cenimy prawdziwe uczucia, coraz mniej rytuałów potrzebujemy.
Ale jakoś uczucia trzeba wyrażać. Jakoś też odróżniać informacje ważne od mniej ważnych. I chyba inaczej odczuwać to, co ważne w świadomości.
>Ja oceniam rytuał jako prymitywne stadium życia wewnętrznego, jako protezę dla ludzkości o słabo jeszcze wykształconej zdolności do uczciwości, szczerości, życzliwości, otwartości i współczucia. Trywializując nieco temat podam przykład, który doskonale oddaje mój punkt widzenia.
Ale rytuał ma nieść wrażenie, pogłębić świadomość czegoś, jego zewnętrzny wygląd nie powinien być wszystkim, co ze sobą niesie.
Jeśli nic nie niesie poza zewnętrznością, to jest pusty.

>Podsumuję. Mamy coraz bogatsze życie wewnętrzne i dlatego coraz mniejszą odczuwamy potrzebę uczestniczenia w rytuałach.
To jak dzielimy się tym życiem wewnętrznym z innymi? A może nie ma potrzeby się nim dzielić?
Pozdrawiam
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>To jak dzielimy się tym życiem wewnętrznym z innymi?

W bardziej intymnej i serdecznej formie, bardziej prywatnie. Mniej formalizmów i ceremonii, więcej spontaniczności, naturalności i szczerości.

doku
28-10-2008 18:07 
 Ocena 3 na 3
awitu (7627 punktów)

>Bezpośrednia odpowiedź na to pytanie jest pozytywna. Potrafimy uświadomić sobie ważność wydarzeń, ale cywilizacja czyni rytuał zbędnym.

Która cywilizacja? Większość cywilizacji współczesnych, dalej kultywuje a wręcz ostatnimi czasy coraz bardziej podkreśla rolę rytuałów jako jednego z elementów spajających daną cywilizację i odróżniających je od reszty cywilizacji.

>W cywilizowanym świecie wydarzenia mają wyższą rangę (choćby przez sam fakt szerszego o nich informowania) i pozostawiają trwalsze ślady niż dawniej. Mamy coś lepszego niż rytuały.

Ważniejsze? a może po prostu nowe rytuały np: "konwencje wyborcze" zastępują starsze rytuały?


"Colorless green ideas sleep furiously"
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>a może po prostu nowe rytuały np: "konwencje wyborcze" zastępują starsze rytuały?

Może tak. Nowe "rytuały" trudno z początku zidentyfikować jako coś, co nabierze z czasem cech rytuału


doku
sztejkat (4743 punktów)
>Witam!
>Pisząc o rytuałach mam na myśli: pogrzeb, ślub, ryt wejścia w dorosłość (przyjęcia do grona(...)
>Ale czy to nadal działa? Czy nie straciliśmy umiejętności uświadamiania sobie ważnych zdarzeń?

Jeśli idzie o mnie - nie cierpię rytuałów. Doskonale zacierają one fakty, które niby to mają podkreślać. Czy idę studia, do wojska, do ślubu - wiem co robię. Skupić się trzeba na esencji zadania (nauka, ojczyzna, małżonka) a nie na oprawie zacierającej wszystko dookoła.

>Albo też straciły znaczenie słowa- śmierć, grupa, lojalność.

Grupa - dla mnie na pewno. Rodzina, obowiązek i lojalność nie.

Michał Aleksy Mentrak w : Cytat:

Zaprezentuję dwa stanowiska w tej kwestii (roli rytuału w życiu społecznym): 1) Emila Durkheima; 2) Ervinga Goffmana. Uświadomienie sobie funkcji rytuału w naszym życiu da - pośrednio - odpowiedź na Twoje pytanie o jej (tej roli) deprecjację.
(...)


ma jak najzupełniej rację.

Nie cierpię rytuałów, ponieważ nie czuję, by były moje - nie identyfikuję się z grupą która je wytwarza.

Myślę więc, że zanik rytuałów, olewanie tradycyjnych form itp. nie tyle jest przejawem utraty zdolności dostrzegania ważnych zdarzeń, co objawem utraty łączności z tradycją grupy inicjującej oprawę zdarzenia.

Jednym z podstawowych elementów spajających grupę jest wspólnota celu i zainteresowań.

Jednak dziś prędkość zmian i tempo przyrostu wiedzy sprawia, że traci się najzwyczajniej w świecie możliwość pełnej wymiany zdań z tak zwanym "przeciętnym człowiekiem". Pole wspólnej wiedzy umożliwiające kreatywną dyskusję zawęża się niesamowicie szybko. Wielu spośród nas jest już lub będzie wąsko wyspecjalizowanym fachowcami. I nie ma na to rady. Tak szczerze - z iloma osobami z otoczenia możecie porozmawiać, ale tak bez uproszczeń, uogólnień itp. na temat waszej specjalności?

Tak dla przykładu: razu pewnego, w studenckiej stołówce przysiadłem się do dwu kolegów z informatyki. Chwilę potem rozpoczęli oni swobodną rozmowę o sprawach zawodowych. Nie powiem - informatyka nie jest i nie była mi wówczas obca. Jednak wtedy poczułem, że jedyne o czy w zasadzie możemy w pełni porozmawiać, to o tym, co mamy na talerzu. I to mimo tego, że byliśmy w zasadzie z jednej branży.

Ot, dla wykształconego humanisty reprezentuję moralnie zerowy światopogląd i prymitywną przedszkolną niemalże znajomość ludzkości. Jeśli nie będzie się dla mnie ograniczał, upraszczał niewiele zrozumiem z tego, co będzie chciał mi ze swej wiedzy przekazać. I vice versa - by poloniście wyjaśnić to, czym się zajmuję, musiałbym zacząć od powtórki ze szkoły podstawowej.

Zdaję sobie sprawę, że nie raz i nie dwa wygłupiłem się nieziemsko na tym forum, które bądź co bądź jest dość humanistyczne i bardzo odległe od mojej specjalności. Być może właśnie teraz ktoś, kto czyta ten tekst tarza się ze śmiechu lub zaduma nad moją tępotą. Kto wie?

Czy więc w ten sposób nie traci się więzi z ogółem, który bądź co bądź jest tym, co tworzy tradycję i tradycyjne rytuały? Czy to, że jedyne o czym można z każdym pogadać to "ten cholerny rząd" i przysłowiowa pogoda nie jest źródłem problemu?

Wydaje mi się że to między innymi o to chodzi - tracimy wspólną bazę. Staje się ona zbyt wąska i zbyt odległa od naszych codziennych pasji by powiązać społeczeństwo w jedną całość. A bez wspólnej podstawy nie ma wspólnych rytuałów.

Pozdrawiam,


Tomasz Sztejka
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)

>>Ale czy to nadal działa? Czy nie straciliśmy umiejętności uświadamiania sobie ważnych zdarzeń?
>Jeśli idzie o mnie - nie cierpię rytuałów. Doskonale zacierają one fakty, które niby to mają podkreślać. Czy idę studia, do wojska, do ślubu - wiem co robię. Skupić się trzeba na esencji zadania (nauka, ojczyzna, małżonka) a nie na oprawie zacierającej wszystko dookoła.
Jeśli w rytuale jest tylko oprawa, to jest pusty.

>Nie cierpię rytuałów, ponieważ nie czuję, by były moje - nie identyfikuję się z grupą która je wytwarza.
>Myślę więc, że zanik rytuałów, olewanie tradycyjnych form itp. nie tyle jest przejawem utraty zdolności dostrzegania ważnych zdarzeń, co objawem utraty łączności z tradycją grupy inicjującej oprawę zdarzenia.
Ból, radość, świadomość powagi lub trywialności nie zależą od tradycji grupy. Środki wyrazu, język, którym się powyższe przekazuje zależy od tradycji grupy. Wydarzenie nie przestaje być ważne mimo, że ktoś tej ważności nie potrafi przekazać.
Dziś chyba brak pomysłu, jak przekazywać, że coś jest ważne, a coś mniej.

>Jednak dziś prędkość zmian i tempo przyrostu wiedzy sprawia, że traci się najzwyczajniej w świecie możliwość pełnej wymiany zdań z tak zwanym "przeciętnym człowiekiem".
Niech wymiana nie będzie pełna. Spróbujmy porozumieć się w podstawowych kwestiach.

>Czy więc w ten sposób nie traci się więzi z ogółem, który bądź co bądź jest tym, co tworzy tradycję i tradycyjne rytuały?
Zanim rytuał stał się tradycją musiał być nowością.

>Wydaje mi się że to między innymi o to chodzi - tracimy wspólną bazę. Staje się ona zbyt wąska i zbyt odległa od naszych codziennych pasji by powiązać społeczeństwo w jedną całość. A bez wspólnej podstawy nie ma wspólnych rytuałów.
To nie takie proste. Rytuał ma pomagać w tworzeniu wspólnej podstawy. A wspólna podstawa zwiększać siłę rytuału.
Pozdrawiam
sztejkat (4743 punktów)
>(..)
>Niech wymiana nie będzie pełna. Spróbujmy porozumieć się w podstawowych kwestiach.

Słusznie, jednak brak możliwości pełnego porozumienia powoduje osłabienie więzi, przez co, moim zdaniem, trudno o odnalezienie wspólnej oprawy dla ważnych rzeczy.

Bo chyba o to chodzi - a przynajmniej ja tak to rozumiem: rytuał jak oprawę ważnej czynności. Brak wspólnego rytuału nie oznacza też moim zdaniem braku porozumienia co do ważności sprawy.

>Zanim rytuał stał się tradycją musiał być nowością.
>(...)
>To nie takie proste. Rytuał ma pomagać w tworzeniu wspólnej podstawy. A wspólna podstawa zwiększać siłę rytuału.

Jeśli jednak rytuał ma tworzyć nową wspólną podstawę, to musi być to nowy rytuał - stary musi odejść. Śmiem twierdzić, że możemy najzwyczajniej w świecie nie zauważać nowych rytuałów - są one zapewne lokalne w swej skali, mnogie dla tego samego "ważnego wydarzenia" przez co łatwe do zignorowania.

Moim zdaniem każdy rytuał nie tyle tworzy podstawę, co podtrzymuje istniejącą bazę i usiłuje włączyć w nią coraz to nowe pokolenia.

Jeśli jednak wspólna baza (tradycji, poglądów itp) zmienia się zbyt szybko, szybciej niż rytuał może absorbować i przekształcać zmiany to rytuał musi odejść jako nie pasujący do rzeczywistości.

Kluczem do dzisiejszego świata jest słowo "szybkość". Natomiast kluczem do społecznych rytuałów jest słowo "tradycja". To dwa słowa trudne do pogodzenia - szybkość to zmiany goniące zmiany. Tradycja to stabilne, wielokrotne, powolnie zmieniające się powtarzanie przeszłości. W samej tylko przestrzeni pojęć codzienność opętana szybkością oddala się coraz bardziej od powolnej tradycji. I przez to rytuał, nieodmiennie związany z tradycją, staje się tak oderwany od dnia codziennego że traci zupełnie związek z rzeczywistością. Jeśli zaś trudno postrzegać rytuał jako wydarzenie związane z rzeczywistością to siłą rzeczy trudno odbierać go zgodnie z założeniami - miast podkreśleniem wagi rzeczywistej zmiany staje się w odczuciu uczestników oderwaną fikcją.

>Dziś chyba brak pomysłu, jak przekazywać, że coś jest ważne, a coś mniej.

Co racja to racja. Myślę jednak, że usilne próbowanie "oprawiania" niektórych wydarzeń w taką czy inną formę, próby importu przeróżnych tradycji itp. są skazane na niepowodzenie. Rytuał, by być ważny, musi być oparty na wspólnej dla całego społeczeństwa bazie. Wczoraj mogła to być religia. Przedwczoraj - patriotyzm. Co może być wspólne dla wszystkich Polaków dzisiaj?

Jeśli uda się znaleźć odpowiedź na to pytanie to uda się znaleźć bazę dla nowych polskich rytuałów.

Uważam też, że zmiany jakim była poddana Polska namieszały naprawdę wiele w przestrzeni odpowiedzialnej za kompatybilność społeczeństwa z rytuałem. II-RP wracała do tradycji przedrozbiorowych zastępując to, co przez stulecia wstawiano w Polaków pod zaborami. PRL znowu dokonywał zmiany. III-RP ponownie. Za tzw. IV-RP znów próbowano dokonać zmian w tym, co w społeczeństwie ma być "wartością podstawową". Za dużo zmian, za duży chaos - a to prowadzi wprost do rozsypki wspólnoty.

Pozdrawiam


Tomasz Sztejka
diogenes (42753 punktów)
>Funkcją rytuału jest coś nam uświadomić.

Wiele rytuałów, również tych najbardziej podniosłych i pompatycznych, to zwykłe zabicie nudy. Dlatego, jesli dobrze im się przyjrzeć, zewsząd z nich wygląda. Czy potrzebuję pogrzebu, żeby uświadomić sobie śmierć bliskiej lub dalekiej osoby? Sednem rytuału jest dla mnie fałszywe rozróżnienie czegoś banalnego, zwykłego, czegoś bez znaczenia, od czegoś innego, niezwykłego, jedynego, czegoś z "sensem".

By pozostać przy smierci: zwłoki trzeba pogrzebać, spalić, dać sępom.
To nie ma specjalnego znaczenia.

I zapomnieć. Wszelki rytuał jest tu zbędny:
zasłania tylko fenomen śmierci, a nie odsłania jej sens.

Dopiero wtedy zrozumiemy,
czym jest przmijanie.

Rytuał jest ucieczką
od prawdy.
27-10-2008 22:31 
 Ocena 2 na 2
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>>Funkcją rytuału jest coś nam uświadomić.
>Wiele rytuałów, również tych najbardziej podniosłych i pompatycznych, to zwykłe zabicie nudy. Dlatego, jeśli dobrze im się przyjrzeć, zewsząd z nich wygląda. Czy potrzebuję pogrzebu, żeby uświadomić sobie śmierć bliskiej lub dalekiej osoby?
Poniekąd tak.
>Sednem rytuału jest dla mnie fałszywe rozróżnienie czegoś banalnego, zwykłego, czegoś bez znaczenia, od czegoś innego, niezwykłego, jedynego, czegoś z "sensem".
Dlaczego fałszywe?
>By pozostać przy śmierci: zwłoki trzeba pogrzebać, spalić, dać sępom.
>To nie ma specjalnego znaczenia.
Nie rozumiem.
>I zapomnieć. Wszelki rytuał jest tu zbędny:
>zasłania tylko fenomen śmierci, a nie odsłania jej sens.
Śmierć nie potrzebuje rytuału, ale my, którzy dalej żyjemy możemy go potrzebować.
>Dopiero wtedy zrozumiemy,
>czym jest przemijanie.
Przemijanie nie tak trudno zrozumieć. Gorzej radzić sobie ze swoim wnętrzem, jeśli nas bezpośrednio lub pośrednio dotyka.
>Rytuał jest ucieczką
>od prawdy.
Rytuał jest narzędziem. Od dzierżących go zależy, do czego go użyją.
Pozdrawiam
lipschitz (1674 punktów)
Nie wydaje mi się, aby sens rytuałów leżał w uświadamianiu sobie czegoś. Są na to inne, najczęściej prostsze sposoby. Nie wydaje mi się także, aby sens zawierał się w okazji do zabawy lub świętowania, wątpię również w cementującą więzi międzyludzkie skuteczność.

Cechą charakterystyczną rytuałów jest ich powtarzalność w niezmienionej formule lub zmieniającej się w niewielkim stopniu. Według mnie ich najgłębiej ukrytym sensem jest tworzenie jednorodnego, przewidywalnego środowiska ludzkiego. Motyw widzę w pragnieniu sprawowania kontroli, bo kontrolować można jedynie to, co przewidywalne, najłatwiej zaś to, co jednorodne.
Oczywiście obok rytuałów funkcjonuje wiele innych form, których zadaniem jest kreślenie pewnych szablonów zachowania, warunkowanie ludzkich umysłów do określonych czynności i zadań.

Trochę przypomina mi to eksperyment naukowy, z którego najpierw trzeba wyeliminować niepożądane efekty mogące wpływać na pomiar. Dopiero wtedy będzie możliwe uzyskanie tego samego wyniku wiele razy, a więc także uzyskać kontrolę nad badaniem i przewidywać wyniki w przyszłości, tyle, że w tym wypadku obszarem eksperymentu jest całe społeczeństwo. Raczej nie spotkamy władzy, rządu, dyktatora, który by odrzucił rytuały, co najwyżej zastępuje się jedne innymi. W mojej ocenie zdecydowanie chodzi o kontrolę, gdyż wszystkie inne wymienione tutaj pożytki można uzyskać w inny, wygodniejszy i skuteczniejszy sposób.
Adamiak (36436 punktów)
>Witam!
>Pisząc o rytuałach mam na myśli: pogrzeb, ślub, ryt wejścia w dorosłość (przyjęcia do grona
>dorosłych w swoich wersjach- bierzmowanie, osiemnastka itp), rytuał przyjęcia do jakiejś wspólnoty
>(- chrzest, otrzęsiny itp).
>Funkcją rytuału jest coś nam uświadomić. Także innym osobom biorącym udział w rytuale.>

Myślę, że wszelkiego typu "okazje" jakie wymieniłeś nie są rytuałami same w sobie, lecz uroczystymi- przez swą wyjątkowość- pretekstami do rytualnych zachowań, mających, w pierwotnym ich znaczeniu, określić, podtrzymać lub zapewnić pozycję w stadzie poszczególnym uczestnikom tegoż "spędu".
Prócz okazji do zabawy, oczywiście, która również jest- między innymi- formą ustalania hierarchii w grupie.
Przecież chrzest też jest okazją do rytualnych zachowań, choć maluch którego to zdarzenie, niby, dotyczy w ogóle nie ma jego świadomości.
Że o pogrzebie nie wspomnę z racji zupełnego braku zainteresowania delikwenta
Rytuał służy więc, w tym przypadku i w innych również, pozostałym jego uczestnikom.

Inne, "dorosłe" rytuały inicjowane przez bezpośrednio zainteresowanych, są dowodem uległości i podporządkowania właśnie stadu.
Przecie para nie zaprasza na swój ślub gości po to, by w tym ślubie uczestniczyli...goście nie uczestniczą w ślubie, lecz w rytuale z jego okazji - to dowód na podporządkowanie (nowego związku) grupie.

Podpisuję się pod stwierdzeniem "Sztejkata":

>"Nie cierpię rytuałów, ponieważ nie czuję, by były moje - nie identyfikuję się z grupą która je wytwarza.>

>Myślę więc, że zanik rytuałów, olewanie tradycyjnych form itp. nie tyle jest przejawem utraty zdolności dostrzegania ważnych zdarzeń, co objawem utraty łączności z tradycją grupy inicjującej oprawę zdarzenia".>

Sztejkatowi (?) i mnie rytuały nie są potrzebne bo, jako zdecydowani indywidualiści, jesteśmy dużo mniej podporządkowani grupie.
Niezależność w tym wypadku polega na nieuleganiu rytuałom a przynajmniej ich części.

Choć całe życie od świtu do zmierzchu jest usiane rytuałami, zaczynając od porannej kawy pitej w tym a nie innym kubku, ale temat wątku nie całkiem o tym, jakie rytuały sam sobie prokuruję...

Pozdrawiam.
sztejkat (4743 punktów)
>Sztejkatowi (?) i mnie rytuały nie są potrzebne bo, jako zdecydowani indywidualiści, jesteśmy dużo mniej podporządkowani grupie.

Wyjaśnię, w kwestii (?) - wyrosłem w czasach gdy login to był login a podpis to podpis. Stąd login mam taki, bym go mógł łatwo zapamiętać (wszędzie taki sam, bez spacji, dużych liter i polskich znaków) i stanowił swoisty klucz utrudniający włamanie zaś pod postami podpisuję się imieniem i nazwiskiem. Nie przyszło mi do głowy, że forum będzie traktować login jako publiczną nazwę użytkownika. A potem było za późno.

Pozdrawiam,


Tomasz Sztejka
Adamiak (36436 punktów)
>>Sztejkatowi (?) i mnie rytuały nie są potrzebne bo, jako zdecydowani indywidualiści, jesteśmy dużo mniej podporządkowani grupie.
>Wyjaśnię, w kwestii (?) - wyrosłem w czasach gdy login to był login a podpis to podpis. Stąd login mam taki, bym go mógł łatwo zapamiętać (wszędzie taki sam, bez spacji, dużych liter i polskich znaków) i stanowił swoisty klucz utrudniający włamanie zaś pod postami podpisuję się imieniem i nazwiskiem. Nie przyszło mi do głowy, że forum będzie traktować login jako publiczną nazwę użytkownika. A potem było za późno.>

Małe nieporozumienie, Tomaszu, ten pytajnik użyłem- pewnie trochę niezręcznie- by nie mówić za Ciebie kategorycznie, co Ci jest potrzebne "w temacie rytuały" .

Było jasne w kontekście, że mamy podobne zdania na temat niezbędności rytuałów, lecz tymże pytajnikiem zaakcentowałem, że piszę tylko za siebie.

A z dużej litery napisałem odruchowo: początek zdania i trochę Twoje nazwisko

Ale dzięki za wytłumaczenie.

Życzę miłego dnia
darlove (2804 punktów)
Nie chcialbym nikogo urazic, ale musze powiedziec, ze chyba naprawde nie macie co robic, jesli sie zajmujecie takimi p*****lami jak ten temat. Pochwalony! And Mariah, always the Virgin.

Lepiej jest z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć.
29-10-2008 16:42 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>Nie chcialbym nikogo urazic, ale musze powiedziec, ze chyba naprawde nie macie co robic, jesli sie zajmujecie takimi p*****lami jak ten temat.>

Nooo, aż dziwne, że znalazłeś czas poczytać...w natłoku roboty.
29-10-2008 22:12 
 Ocena 2 na 2
sztejkat (4743 punktów)
>Nie chcialbym nikogo urazic, ale musze powiedziec, ze chyba naprawde nie macie co robic, jesli sie zajmujecie takimi p*****lami jak ten temat. (...)

Nieznajomość obowiązujących rytuałów może czasem sporo kosztować. Ot, choćby możesz urazić kogoś kto potem może urazić bardziej bezpośrednio twój tyłek.

Mimo, że rytuały zdają się być pierdołami, trzeba wiedzieć jakie, kiedy i do kogo kierować.

Oczywiście wtedy, gdy nie chce się narobić sobie zbyt wielu wrogów.

Pozdrawiam,

Tomasz Sztejka
elfir (1058 punktów)
>Funkcją rytuału jest coś nam uświadomić. Także innym osobom biorącym udział w rytuale. Na pogrzebie
>mamy poczuć, że ktoś umarł. Na ślubie, że dwie osoby coś razem tworzą i nic nam do tego. W czasie
>rytów wejścia naszą przynależność do danej grupy, zbiorowości.

A ja myśle, ze geneza jest inna.
Człowiek jest szara myszką w spoleczenstwie, wiec to co dla niego jest wazne, chce by bylo zauwazone przez innych. Dlatego tworzy ceremonie i uroczyste swietowania.

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365