Jest taka klauzula DNR (do not resuscitate - nie reanimować !) . W niektórych krajach obywatel może taką klauzulę podpisać . Nie wiem co potem ? Czy wpisują mu DNR do paszportu , prawa jazdy czy innego ID ? Pewnie tak . Myślę , że ta cała procedura nie ma większego sensu , bo kiedy ratownik przyjeżdża do wypadku czy nagłego zachorowania i ma do czynienia z pacjentem w st. śmierci klinicznej , to nie grzebie mu w portfelu tylko bierze się do resuscytacji . W polskich szpitalach lekarz ma obowiązek przystąpić do resuscytacji prawie każdego pacjenta (z paroma wyjątkami np.- zaawansowana choroba nowotworowa ) . Podpisujący DNR boją się perspektywy bycia "warzywkiem" na OIT (popularnie - ojom) . Polecam książkę : "Skafander i motyl" Jeana Bauby . Inna sprawa , że reanimacja w odp. czasie u potencjalnie zdolnego do życia , niejednemu to życie uratowała . Ale dość wstępu ! Przed sześcioma laty , kiedy umierał Karol Wojtyła , w ostatnich prześwitach świadomości zastrzegł , by go nie reanimować . Towarzyszący mu w ostatniej godzinie dostojnicy dopilnowali tego . Czy taka wola zwykłego pacjenta byłaby uszanowana ? Raczej nie ! Nie wiem jak zaawansowana była choroba Parkinsona u papieża ? Czy resuscytacja i wdrożenie procedur podtrzymujących funkcje życiowe na OIT , przedłużyłaby mu życie ? Nie wiem . Natomiast wegetację jako "warzywka" (przepraszam za to trywialne określenie , ale bardziej literackie nie przychodzi mi do głowy) - prawdopodobnie tak . Intensywna terapia może ten stan utrzymywać miesiącami a nawet latami . I co wtedy z kościołem ? Przecież nie ma "wicepapieża" . Papież ma władzę absolutną aż do smierci . Tylko że papież , nie do końca umarły , leży na ojomie . Nie można złamać Pierścienia Rybaka . Nie można zwołać konklawe . Katastrofa !!! I jeszcze na koniec . Czy to co zrobili (a raczej nie zrobili) papiescy lekarze , nie nazywa się eutanazją ?
|