Racjonalista - Strona głównaDo treści
Ateista w szkole/pracy

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Kościół i antyklerykalizm
NapisanoAutorTytuł
19-04-2011 10:30Diana Maciejewska (547 punktów)Ateista w szkole/pracy
Ocena 5 na 5
Macie/mieliście znajomych w szkole/pracy którzy po dowiedzeniu się, że jesteście ateistami reagowali jakoś dziwnie?
U mnie w liceum, przy okazji lekcji filozofii i etyki, jedna koleżanka się zapytała: "ale ty tak zupełnie w nic nie wierzysz?". A na studiach inna koleżanka, nie wiedziała jak się przy mnie zachować i pytała czy może "o tym" (o bogu, świętach katolickich, problemach wierzących) przy mnie rozmawiać
Dla mnie to dość zabawne jest, ale oczywiście rozumiem, że ludzie, którzy mieli lub myśleli, że mają, wokół samych katolików - trochę się gubią

Tak poza tym, to co myślicie o tym, że na studiach matematyczno-przyrodniczych uczy się dodatkowo przedmiotów humanistycznych, a na humanistycznych natomiast nie ma matematyki, biologii, chemii czy fizyki...? To normalne? Bo dla mnie jest to co najmniej dziwne. Mogę zrozumieć, że np. uczy się wszystkich języka polskiego po to by przyszli magistrzy/inżynierowie/doktorzy posługiwali się poprawnie swym rodowym językiem i łatwiej się im pisało prace naukowe, ale tymi dodatkowymi przedmiotami zazwyczaj są filozofia i psychologia (które ogólnie moim zdaniem nie są złe, ale w wydaniu akademickim niestety nic pozytywnego o nich powiedzieć się nie da).

Ja osobiście miałam jeszcze gorzej, bo na mojej bioinformatyce miałam takie przedmioty jak "dzieje i kultura Pomorza" (J. Borzyszkowski) i "nauka o kulturze" (M. Błażejewski) - na tym pierwszym nauczyciel zachęcał do czytania Tygodnika Powszechnego, wypytywał z jakiej kto jest parafii itp.. Na tym drugim przedmiocie było mniej nachalnego katolicyzmu i zabobonów, ale np. nauczyciel mówił pozytywnie o medycynie alternatywnej czy astrologii, zdarzyło się też mu powiedzieć pewne zdanie, które może świadczyć o jego chorobie psychicznej: "Wiecie Państwo po co na świecie jesteśmy my - Humaniści...? A mianowicie wtedy gdy już Wy - ścisłe, analityczne umysły będzie rzygać swoją realistyczną i wyliczoną rzeczywistością, to my będziemy stać przy Was i trzymać Wasze biedne głowy nad kiblami..."
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Gosia (9452 punktów)
>Macie/mieliście znajomych w szkole/pracy którzy po dowiedzeniu się, że jesteście ateistami reagowali jakoś dziwnie?

Najdziwniejszą reakcją z jaką się spotkałam było wypowiedziane ze zgrozą:
-Yyyy, to ty KALWIN jesteś! KALWIN jak nic!
Do dziś nie mam pojęcia o co chodziło...
20-04-2011 13:01 
 Ocena 2 na 2
astrotaurus (12445 punktów)
>Najdziwniejszą reakcją z jaką się spotkałam było wypowiedziane ze zgrozą:
>-Yyyy, to ty KALWIN jesteś! KALWIN jak nic!
>Do dziś nie mam pojęcia o co chodziło...
Bo przez szkiełko i oko nie potrafisz zrozumieć emocji. A ten wypowiadający wyrażał emocje właśnie, które w luźnym tłumaczeniu brzmią: "Jesteś jakaś obca i choć nie rozumiem na czym ta obcość polega, ale się jej boję."

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
Roksana Małek (894 punktów)
>Macie/mieliście znajomych w szkole/pracy którzy po dowiedzeniu się, że jesteście >ateistami
>reagowali jakoś dziwnie?
>U mnie w liceum, przy okazji lekcji filozofii i etyki, jedna koleżanka się zapytała: >"ale ty tak
>zupełnie w nic nie wierzysz?".
Dokładnie tak samo tylko, że do mnie to raczej było w formie wyrzutu: W NIC NIE WIERZYSZ !!!!!
Ale najbardziej mnie powalił komentarz: TY SOBIE BĄDŹ ATEISTKĄ JAK CHCESZ, ALE NIE WAŻ SIĘ KRYTYKOWAĆ NAS - KATOLIKÓW !!!!
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
Ja miałem wykład z filozofii z dr. Janem Wadowskim na informatyce. Nie było indoktrynacji, aczkolwiek (co chyba było największą bolączką wykładu w moim odczuciu) na zajęciach nie przerabiał po kolei historii filozofii tylko luźno nawiązywał do prezentacji. A jego poglądy personalne były dość konserwatywne. Czego zresztą można się po doktorze teologii spodziewać.

Jakkolwiek filozofia na studiach ścisłych i pokrewne kierunki są tak naprawdę po to żeby jakoś zapchać ECTSy i zatrudnić doktorów. Innego wytłumaczenia tego nie ma. Tym bardziej że programy takich zajęć realizuje się z założeniem, że nikogo to nie obchodzi i nikt na to nie będzie uczęszczał.

Uniwersytety i politechniki nigdy nie będą pałać wzajemną sympatią. Bo ci drudzy się uczą coś robić, kiedy ci pierwsi uczą się kłócić. Zresztą wybitnych językoznawców, etnologów, czy kulturoznawców zawsze będzie na sztuki, a reszta będzie musiała szukać pracy po zawodzie. Co nie dotyczy lekarzy, ekonomistów, prawników, architektów itd.

Co do tego jak ludzie reagują na niewierzących, to raczej kwestia środowiska. U mnie w liceum antyklerykalizm był czymś powszechnym, podobnie osoby innych wyznań, czy niewierzące. Konsekwencją tak dużej różnorodności jest wzajemna tolerancja. Na uczelni jakoś nie mam potrzeby rozmawiać ze znajomymi o istnieniu Boga, wierze i tp., bo kogo normalnego to ciekawi?

>jedna koleżanka się zapytała: "ale ty tak zupełnie w nic nie wierzysz?". A na studiach inna koleżanka, nie wiedziała jak się przy mnie zachować i pytała czy może "o tym" (o bogu, świętach katolickich, problemach wierzących) przy mnie rozmawiać

Kobiety są dziwne.


"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
adamzwawy (969 punktów)Odp: Ateista w szkole/pracy/na wczasach
Witam.
Dawno temu, gdzieś w górach polskich, za czasów innej rzeczywistości, byłem w okolicach Zagórza.
Gdzie pewnego dnia wynajęliśmy u pewnej pani (pani była nie pierwszej młodości)
pokój z przyjaciółmi.
Podczas rozmowy wyszło na jaw, że My jesteśmy ateistami, na co pani zareagowała pytaniem:
-To jesteście komunistami?
Bez komentarza, tak w tedy jak i dziś.
Pozdrawiam.
neurosurgery (2484 punktów)Odp: Ateista w szkole/pracy
>Macie/mieliście znajomych w szkole/pracy którzy po dowiedzeniu się, że jesteście ateistami
>reagowali jakoś dziwnie?

Tak, ode mnie się 3/4 'kolegów' odsunęło. Teraz już się przyzwyczaili, ale niesmak pozostał...

>Dla mnie to dość zabawne jest, ale oczywiście rozumiem, że ludzie, którzy mieli lub myśleli, że
>mają, wokół samych katolików - trochę się gubią

Moi rodzice się tak pogubili, że mnie wydziedziczyli.

>Tak poza tym, to co myślicie o tym, że na studiach matematyczno-przyrodniczych uczy się dodatkowo
>przedmiotów humanistycznych, a na humanistycznych natomiast nie ma matematyki, biologii, chemii czy
>fizyki...?

Uważam, że każdy student powinien już w liceum znać (na odpowiednim poziomie) język polski. Na tym powinna się edukacja w tej sferze kończyć. Dla fanatyków i purystów - filologia. A co do przedmiotów ścisłych na studiach humanistycznych, to myślę, że są one tak samo potrzebne humaniście jak zagłębianie się w język polski 'ścisłowcowi'.

>To normalne?

Nie, to nienormalne.

>Ja osobiście miałam jeszcze gorzej, bo na mojej bioinformatyce miałam takie przedmioty jak "dzieje
>i kultura Pomorza" (J. Borzyszkowski) i "nauka o kulturze" (M. Błażejewski)

Tylko czekać, gdy w kraju nad Wisłą na medycynie będzie obowiązkowa teologia. Nauka o kulturze jest niesamowicie blisko związana z bioinformatyką.

>"Wiecie Państwo po co na świecie jesteśmy my -
>Humaniści...? A mianowicie wtedy gdy już Wy - ścisłe, analityczne umysły będzie rzygać swoją
>realistyczną i wyliczoną rzeczywistością, to my będziemy stać przy Was i trzymać Wasze biedne głowy
>nad kiblami..."

Ta wypowiedź odzwierciedla mój pogląd o 'humanistach'. Jeżeli nie potrafią zrozumieć niczego co ma charakter naukowy, to dłubią w "Panu Tadeuszu", aż się okładka oderwie...
astrotaurus (12445 punktów)
>Uważam, że każdy student powinien już w liceum znać (na odpowiednim poziomie) język polski. Na tym powinna się edukacja w tej sferze kończyć. Dla fanatyków i purystów - filologia. A co do przedmiotów ścisłych na studiach humanistycznych, to myślę, że są one tak samo potrzebne humaniście jak zagłębianie się w język polski 'ścisłowcowi'.

Bluźnisz niesłychanie, więc zaprotestuję, choć z meritum wątku ma to związek luźny: świat jest jeden (choćby był jakimś multiświatem ) i jedno mamy narzędzie do jego odbioru i interpretacji. Jeśli już musimy to narzędzie dzielić na działy, to niech będzie, ale ja postuluję nauczanie polskiego i matmy wszystkich i zawsze. Wszak cała reszta to tylko nakładki i pochodne.....

Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
20-04-2011 16:58 
 Ocena 1 na 1
neurosurgery (2484 punktów)
>Bluźnisz niesłychanie,

I poczułem się jak na rodzinnej kolacji...

>jedno mamy narzędzie do jego odbioru i interpretacji.

Zgadzam się w 100%.

>ja postuluję nauczanie polskiego i matmy wszystkich i zawsze.

Wierszyki, wierszyki, wierszyki. Matko!
astrotaurus (12445 punktów)

>Wierszyki, wierszyki, wierszyki. Matko!
Czego buczysz? Przecie chodzi o to, aby język giętki powiedział wszystko co pomyśli głowa,np: że suma kwadratów przyprostokątnych równa się ..itp.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
neurosurgery (2484 punktów)
Żeby tylko o to chodziło w tym języku polskim, to byłoby 'fajnie'. Całkowicie się w tej kwestii z Tobą zgadzam. A tak to 7/8 lekcji języka polskiego to 'co poeta miał na myśli'. Taki język polski mi się nie podoba. O, nawet rymowankę wymyśliłem!

Ucz się dziecko, pilnie ucz, ale i tak wie lepiej niezawodny klucz!

>aby język giętki powiedział wszystko co pomyśli głowa,np: że s uma kwadratów przyprostokątnych równa się

Zawsze Ci się może zdarzyć taka nagła sytuacja www.youtube.com/watch?v=zXb9dl8LwLA i trzeba będzie wybrnąć.
Katia (38 punktów)
Jedna moja szkolna koleżanka zareagowała lekkim szokiem, wydaje mi się, że byłam pierwszą spotkaną przez nią osobą, która deklarowała się jako niewierząca. Inna natomiast zareagowała zupełnie zwyczajnie, choć z lekkim zaskoczeniem. Przypuszczam, że do tej pory uważała, że zwyczajna dziewczyna, jej koleżanka z klasy, nie może być ateistką

Na uczelni (Uniwersytet Warszawski) nie mam żadnych problemów, ludzie są otwarci, a ci wykładowcy, którym zdarza się poruszać tematy religijno-kościelne, robią to żartem i widać ich wyraźny antyklerykalizm.

Co do przedmiotów humanistycznych, to ja sama mam z nimi pewien problem. Studiuję tłumaczenia specjalistyczne, więc rozumiem obecność w planie wykładów typu "kultura danego obszaru językowego" etc. Mam jednak problem z filozofią. Osobiście zawsze miałam do niej stosunek pozytywny. Niestety sposób, w jaki jest wykładana na moim wydziale, całkowicie mnie do niej zniechęca. Jaki jest sens zmuszania przeciętnego człowieka do czytania skomplikowanych tekstów filozoficznych? Jest pewien poziom abstrakcji, na którym wysiadam, i to jest właśnie ten poziom. A gdyby prowadzić te zajęcia w sposób bardziej przystępny, więcej tłumaczyć, mogłyby być przecież interesujące...
Banita (115 punktów)
Ludzie reagują bardzo różnie.Mam to szczęście,że na 15 osób w firmie w której pracuję (na mojej zmianie) jest 5 ateistów ,a jeden się waha...( jeszcze )Za pierwszym razem,kiedy jakoś rozmowa wynikła przy śniadaniu,spotkaliśmy się z "no co wy??jak można w boga nie wierzyć?",kiedy jednak okazało się,że nie jestem sam...cóżFrontalny atak spowodował milczenie "większości".Jak zwykle okazało się,że ci wierzący nic nie wiedzą o swojej religii,bo ja w przeciwieństwie do nich czytałem biblię,a oni cóż...mama powiedziała,że tak jest więc tak już zostałoParadoksalnie,najlepszą bronią na wierzących jest wiedza jakiej oni nie mająWystarczy przeczytać biblię i wytknąć 2,5 miliona błędówOni nie czytają bo i po co??...czasu szkodaBardzo lubię zdziwienie ludzi,którym do głowy nie przychodzi,że można po prostu powiedzieć "nie wierzę w boga" i tyle.Czasem przeraża ich nawet samo podjęcie dyskusjiKary się boją od tego swojego bożka czy jak?Kuzyn kiedyś mi powiedział,przy takiej rozmowie,żebym przestał tak mówić bo mu się jeszcze dziecko jakieś nie takie urodzi...masakra
Diana Maciejewska (547 punktów)
Ludzie reagują bardzo różnie.Mam to szczęście,że na 15 osób w firmie w której pracuję (na mojej zmianie) jest 5 ateistów ,a jeden się waha...( jeszcze )

Fajnie pracować w takim gronie W ogóle zauważyłam, że coraz więcej ateistów jest w naszym społeczeństwie, to miłe, mam nadzieję, że taki przyrost się utrzyma

Wystarczy przeczytać biblię i wytknąć 2,5 miliona błędówOni nie czytają bo i po co??...czasu szkoda

Ja próbowałam przeczytać, ale skończyłam na Księdze Wyjścia Te wyliczanki, powtórzenia... - nudne jak cholera.

Bardzo lubię zdziwienie ludzi,którym do głowy nie przychodzi,że można po prostu powiedzieć "nie wierzę w boga" i tyle.Czasem przeraża ich nawet samo podjęcie dyskusjiKary się boją od tego swojego bożka czy jak?Kuzyn kiedyś mi powiedział,przy takiej rozmowie,żebym przestał tak mówić bo mu się jeszcze dziecko jakieś nie takie urodzi...masakra

To jest jednocześnie zabawne jak i smutne. Religia jest straszna - jak bardzo szkodzi zdrowiu, widać po Twoim jak i po powyższych wpisach. Mam nadzieję, że kiedyś ludzie się tego świństwa pozbędą.
Asklepios (218 punktów)
Ja spotkałem się z jedną, bardzo dziwną reakcją...
Kolega z pracy opowiadał, że w pobliżu kościoła do którego uczęszcza ktoś porozwieszał jakieś obrzydliwe i obraźliwe plakaty. Rozmowa potoczyła się dalej i w końcu doszło do tego, że spytał się mnie o moją wiarę. Ogromnym skrótem myślowym powiedziałem, że jestem ateistą... Wtedy zaczął mi tłumaczyć, że też byłbym wściekły, gdyby ktoś poobklejał budynek, w którym spotykają się wyznawcy mojej religii.
21-04-2011 20:20 
 Ocena 3 na 3
Madman (7811 punktów)
>wyznawcy mojej religii
Koleżanka mojej matki jest magistrem teologii. Gdy dowiedziała się o moim ateizmie, powiedziała:
"No to opowiedz mi o tej twojej religii"...

Młot na czarowników
Asklepios (218 punktów)
>jest magistrem teologii
Widzę, że na tym kierunku oprócz czystej wiedzy naukowej można poszerzyć też wiedzę ogólną...
A mogę wiedzieć na jakiej to uczelni tak magistry rozdają? Bo widzę, że nietrudno jest nim zostać, a też bym bardzo chciał
22-04-2011 09:11 
 Ocena 3 na 3
Madman (7811 punktów)
>A mogę wiedzieć na jakiej to uczelni tak magistry rozdają?
Zaocznie - na każdej.

Młot na czarowników
Manian (950 punktów)
>Macie/mieliście znajomych w szkole/pracy którzy po dowiedzeniu się, że jesteście ateistami reagowali jakoś dziwnie?
Jak mojej matce zakomunikowałem, iż wątpię, żeby Bóg istniał, to jej pierwsze słowa brzmiały: "Nawet Cię wychować nie umiałam". A moi znajomi w pełni to akceptują. Nie spotkałem się z żadną formą ataku. Co po niektórzy mimo, iż są głęboko wierzący, są świetnymi kompanami do dyskusji. Jeśli ktoś rozumie, że sa różne poglądy to nie ma problemu.
>A na studiach inna koleżanka, nie wiedziała jak się przy mnie zachować i pytała czy może "o tym" (o bogu, świętach katolickich, problemach wierzących) przy mnie rozmawiać
Niby śmieszne, ale jednak smutne, bo przecież ateista może rozmawiać o świętach i kwestiach wiary. Przecież nie ma w tym nic niezwykłego. Nie trzeba wierzyć w Hobbitów, żeby przeczytać książkę Tolkiena.
Kasza (396 punktów)
Dwie koleżanki normalnie przyjęły, że jestem niewierzący. Później jednak stwierdziły, że jestem katolikiem, bo się nie wypisałem z kościoła, a same mówiły wcześniej, że w Polsce prawdziwych katolików prawie nie ma. Poza tym "nie wyobrażają sobie jak można nie wziąć ślubu kościelnego".
sztejkat (4743 punktów)
>(...) ale tymi dodatkowymi przedmiotami zazwyczaj są filozofia i psychologia (które ogólnie moim zdaniem nie są złe, ale w wydaniu akademickim niestety nic pozytywnego o nich powiedzieć się nie da).

Inżynierowie stanowią zazwyczaj kadrę kierowniczą, od której oczekuje się zdolności do rozpoznawania nietypowych problemów oraz zdolności analitycznych. Filozofia właśnie zajmuje się dość głęboką, upierdliwą, szczegółową i wszechstronną analizą przeróżnych problemów. I przynajmniej na mojej uczelni właśnie tego kawałka filozofii usiłowano nas nauczyć. Muszę przyznać - przydało się. Oczywiście, jeśli program zajęć opiera się głównie na historii filozofii czy próbach przekazania jej różnych nieutylitarnych aspektów to kicha.

Podobnie psychologia - zazwyczaj, prędzej czy później, inżynier będzie kierował grupą ludzi. Pewna elementarna znajomość psychologii, wywierania wpływu, unikania konfliktów, nagradzania, karania, upominania czy rozpoznawania specyficznych cech psychiki pracowników jest niezbędna. Niestety, na mojej uczelni tego nie uczono i człowiek z trudem musi samemu zdobywać doświadczenie potykając się tu i ówdzie.

Z kolei czystemu humaniście zdecydowanie z rzadka będzie potrzebne cokolwiek poza elementarną arytmetyką. No, może co najwyżej jeszcze statystyka - jednak i to tylko tym, którzy będą wykonywać jakiekolwiek badania.

Pozdrawiam,


Tomasz Sztejka
Ania... (14138 punktów)
Ja mam jakoś łatwo. Wielu moich znajomych nie za bardzo się utożsamia z kościołem, wiec kwestia omijania mszy dla mnie nie istnieje - większość znajomych omija jak może. Dla większości mój ateizm jest chyba mało istotny. Moje najbliższe przyjaciółki są wierzące, jednak nie ubolewały nam moim ateizmem. Jedna tylko doradziła mi, aby w ważnej sprawie iść się pomodlić do bazyliki, ale tak gorąco! Odpowiedziałam "kochanie, ale ja nie wierzę w to." Zamilkła i tyle.
Moja rodzina jest też mocno umiarkowana. Mama chyba nie wierzy na całego. Babcia twierdzi, że w boga wierzy, ale kościół jest niefajny i koniec.

Myślę, że jeśli ktoś ma poważny problem z naszym ateizmem, to jego sprawa. Gdybyśmy odwrócili sytuację i gnębili osoby wierzące za ich wiarę, to już widzę jaki tumult by się podniósł

Wróć do listy wątków działu Kościół i antyklerykalizm
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365