Mam do was mądrzy ludzie małą prośbę. Otóż w sobotę 17 września mój syn będzie brał ślub kościelny. W zasadzie jest człowiekiem niewierzącym. Nigdy do kościoła nie uczęszczał, był ochrzczony dzięki zabiegom mojej żony. Było mi to obojętne, żona chciała to się stało. Jego przyszła żona pochodzi z rodziny katolickiej i to dzięki tej rodzinie i jej namowie wezmą ślub kościelny. Podchodzę do całej sprawy spokojnie i bez emocji światopoglądowej. To ich ślub i ich decyzja, ja oczywiście na ślubie będę, w kościele też. Chociaż jestem ateistą to na ceremonię kościelną pójdę, chociaż nie umie się modlić i czynię wtedy to, co inni, wstaję siadam itd. Syn mój żył z Izą (imię jego przyszłej żony) w konkubinacie parę ładnych lat. A teraz wyjaśniam, na czym polega moja prośba. Otóż istnieje tradycja żegnania syna i córki przez rodziców. Oni będą walić gadkę typu, kościół Bóg wiara. Ja chciałbym też dać im rady na życie w szczęściu bez wzmianki o tych wartościach, co wyżej, jednocześnie nie chciałbym nikogo urazić. Mam parę myśli nie uczesanych, ale może ktoś ma lepsze. Proszę się ze mną podzielić swymi pomysłami. Dziękuję. Kozaczek3
|