Racjonalista - Strona głównaDo treści
Bog urojony - skrot myslowy

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » ABC Racjonalisty
NapisanoAutorTytuł
10-06-2007 15:26Kurt GödelBog urojony - skrot myslowy
Ksiazka Richarda Dawkinsa (Bog urojony) musi byc interesujaca, skoro wzbudzila takie zainteresowanie szerokich mas czytelnikow. Skadinad nieco przypomina swoim przeslaniem inna ksiazke, rowiez znanej ateistki - Oriany Fallaci (Wscieklosc i duma), gdzie uwypuklone zostalo niszczycielskie dzialanie islamu, co w pewnym stopniu potwierdza tezy stawiane przez Dawkinsa. Rzeczywiscie religia, podobnie jak kazda sfera ludzkiej dzialanosci, potrafi pasc ofiara manipulacji w imie wlasnych celow oraz sluzyc do naginania innych celem ich osiagniecia. Niestety problem ten jest szerszy, niz Dawkinsowi moze sie wydawac.

Przyznam, ze ksiazki Dawkinsa jeszcze nie czytalem, choc nie sadze, abym stal sie ateista po jej przeczytaniu. Nie jestem tez wierzacym, gdyz wychodze z zalozenia, ze istnienie/nieistnienie Boga (tak jak jakiejkolwiek rzeczy) jest niezalezne od tego, czy my w niego (to) wierzymy lub nie. Tak samo nie moge sie opowiedziec po stronie agnostykow, ktorzy wychodza z zalozenia, ze brak jest wystarczajacych dowodow na istnienie/nieistnienie Boga albowiem tutaj musielibysmy przedtem zdefiniowac czym jest Bog, a to wykracza juz poza ramy jednolitej definicji. Badania etnograficzne pokazuja, ze Bog (bostwa) dla roznych kultur jest roznie definiowany, choc przedstawiany jest najczesciej w formie symbolicznej. Totez dla jednych Bog jest sloncem, zywiolem wobec ktorego czuja sie bezsilni np. wulkanem lub pojeciem abstrakcyjnym, ktore wymyka sie jakimkolwiek wyobrazeniom symbolicznym. Mozna generalnie powiedziec, ze spory miedzykulturowe na temat Boga sprowadzaja sie de facto do sporow definicyjnych, ktorych nigdy nie bedzie konca albowiem ich nie da sie w zaden sposob udowodnic tak, aby mozna byloby wykazac, ktora koncepcja Boga w danej kulturze jest wazniejsza od drugiej. Stad mozna powiedziec, ze wszystkie koncepcje Boga sa sluszne i jednoczesnie niesluszne. To jest kwestia naszego uznania, ktora jest dla nas wazniejsza. Tymczasem z wiekszej perspektywy dla ludzkosci istotniejsze jest nastepujace pytanie: dlaczego ludzie w cos wierza? Dawkins zdaje sie uciekac tutaj od odpowiedzi.

Poniewaz jak juz wspomnialem, nie czytalem jego ksiazki, postaram sie odniesc do wyzej napisanego tekstu o niej. Odnosze wrazenie, ze ksiazka Dawkinsa jest radykalnym atakiem fundamentalistycznego ateisty na radykalne ataki fundamentalistow religijnych. Z historii dobrze wiemy, ze takie konflikty zle sie koncza, jesli wzajemny pojedynek wyjdzie poza swiat regul przypisanych swiatu dyskusji. Niestety, zarowno po stronie Dawkinsa jak i fundamentalistow religijnych nie brakuje negatywnych emocji, co moze w przyszlosci doprowadzic tylko do przemocy. Tylko jak z takiej dyskusji wyeliminowac emocje i swiete przekonanie, ze kazda ze stron ma monopol na prawde?

W kwestii sporu miedzy nauka a religia Dawkins zauwaza bardzo istotna kwestie. Chrzescijanstwo nie radzi sobie ze zmianami, jakie wynikaja z faktu rozwoju nauki albowiem jej rozwoj jest w stanie podwazyc fundamenty, na ktorych opiera sie religia. Tak bylo z filozoficznymi systemami starozytnymi, zaadoptowanymi przez kosciol katolicki dla wlasnych potrzeb, ktore staly sie fundamentem jego autorytetu, a zostaly pozniej podwazone przez odkrycia naukowe (odkrycia Kopernika, Galileusza, Darwina). Konsekwencja tego byly stopniowo coraz to smielsze proby zanegowania tego, co glosil kosciol i poczatku rozdzialu nauki od wiary. Trudno zatem oczekiwac, zeby podzial ten nie zaostrzal sie, jesli wiemy, ze nauka caly czas rozwija sie, podczas gdy fundamenty wiary chrzescijanskiej nie. Mozna byloby sie zastanowic; jak kosciol zareaguje, jesli ktoregos dnia zycie zostanie sztucznie stworzone w laboratorium albo bedziemy swiadkami odkrycia zycia pozaziemskiego? To zas stawia dostojnikow koscielnych w bardzo niezrecznej sytuacji; musza oni czesto odwolywac lub modyfikowac to, co glosili ich poprzednicy (rehabilitacja Galileusza, stanowisko wobec teorii ewolucji). Jak zatem nie zakwestionowac calej wiary, ktora z gruntu moze okazac sie bledna?

Rowniez w nauce istnieja ograniczenia; niepewnosc slusznosci stawianych teorii oraz brak teorii wszystkiego. Pytaniem motywujacym chec poznania prawdy przez naukowca jest odwieczne: dlaczego? To pytanie stanowi rowniez granice dla nauki, bowiem zawsze mozna stawiac ad infinitum, dochodzac do granic poznawczo-pojeciowych. Rozwoj nauki jak juz zostalo powiedziane, polega na wypieraniu dobrych teorii przez lepsze. Jednakze ten proces nie bedzie mial konca. Co wiecej, proba opisania nas ludzi przez samych jest skazana na niepowodzenie, bez wzgledu na przyszly poziom rozwoju naukowo-technicznego. Naukowiec, pragnacy poznac wszystko o sobie, przypomina troche barona Münhausena, ktory twierdzil, ze wycianal sie z bagna, ciagnac siebie za wlosy. Jesli zatem sami siebie nie mozemy w pelni odkryc, to czy mozemy otaczajacy nas swiat w pelni poznac?

Ludzie na wskros racjonalni np. naukowcy potrafia miec z gruntu irracjonalne przekonanie - wierzyc, ze to, co czynia jest sluszne, choc nigdy sami nie moga byc pewni, ze obrana przez nich droga poznania prawdy jest sluszna, a rezultat mozliwy do przewidzenia. Co wiecej, oni wierza, ze dzieki rozwojowi nauki i stanu wiedzy beda mogli stworzyc lepszy swiat dla pozostalych ludzi. To przekonanie juz niejednokrotnie zostalo wystawione na probe i historia pokazala, ze odkrycia i wynalazki zastowane w dobrej intencji (energia atomowa) moga sie okazac niszczycielskie i zgubne dla ludzkosci (bron nuklearna). Rowniez przecientni zjadacze chleba, uwazajacy sie za ludzi racjonalnych i zyjacy w swiecie nowozytnej demokracji nie sa wyzbyci "absurdalnej" wiary. Wierza oni, ze system demokratyczny jest wystarczajaco skuteczny, aby zapewnic im bezpieczenstwo w spoleczenstwie i wolnosc osobista. Niestety nic bardziej mylnego, gdyz nawet konstytucja amerykanska zawiera wystarczajaco mocne reguly prawne, by droga demokratycznych wyborow umozliwic dojscie dyktatorom do wladzy. Zatem oddajac swoj glos w demokratycznych wyborach na zdawaloby sie ra

Kurt Gödel
racjonalnych politykow, musimy wierzyc im na slowo, ze maja oni demokratyczne zamiary. Dlatego w swietle tych rozwazan nie jest istotne, w co sie wierzy (Boga, prawa czlowieka, system demokratyczny) albowiem dobre intencje niezaleznie od motywacji moga zostac w kazdej chwili zniweczone przez dzialanie innego czlowieka o zlej woli.

Istnieje tez kilka kwestii poruszanych przez Dawkinsa, z ktorymi sie nie zgadzam. Wiare i nauke da sie pogodzic, o ile rozgraniczymy ich pola kompetencji. Wiare powinno sie umiescic w sferze motywacji ludzkiej dzialalnosci, zas nauke, by znalezc odpowiedz na pytanie jakie stoja przede mna drogi wyboru. Tylko wtedy mozna sie uwazac za pelnego czlowieka, gdy mozna pogodzic te sprawy ze soba. Religia cieszy sie szacunkiem z prostego powodu, gdyz dotyczy bezposrednio sposobu zycia czlowieka i pytan ostatecznych. Ta sfera jest dla nas najwazniesza, najbardziej intymna i jednoczesnie najbardziej publiczna, gdyz jestesmy stadnymi indywidualistami. I dlatego jestesmy na tym punkcie wrazliwi. Religia towarzyszy nam od zarania dziejow, powstala duzo wczesniej niz psychologia, a i tak wydaje sie, ze rozwoj nauki nie spowoduje, ze ludzie przestana wierzyc w rozne religie, bowiem im wiecej wiemy, tym wiecej stawiamy pytan. Dlatego wszystko na to wskazuje, ze fenomen wiary jest wynikiem procesu ewolucji, kolejnym zjawiskiem obok umiejetnosci poslugiwania sie jezykiem i pojeciami abstrakcyjnymi, by moc scalic spoleczenstwo. Ten wniosek zostal ujety w ksiazce Dawida Sloana Wilsona (Katedra Darwina). Nawet gdyby przyjac, ze fenomen religii jest ubocznym wynikiem procesu (uwaza sie, ze wiara moze byc produktem ubocznym wiezi miedzyludzkiej, ktora stymuluje osrodek przyjmnosci poprzez moderacje stezen noradrenaliny i dopaminy), to jednak jest to na tyle efekt pozytywny, ze przetrwal on do naszych czasow tak jak pawi ogon, ktory jest ciezarem dla ptaka, lecz zarazem atraktorem dla samicy. Byc moze abiwalentne dzialanie fenomenu religii nalezy do kolejnych czynnikow selekcyjnych, ktore wpisuja sie w proces ewolucji czlowieka. Religia nie chroni przed chorobami, podobnie jak nauka, gdyz aby byc leczonym trzeba wczesniej zachorowac. Prawda jest natomiast, ze odpowiednio stosowana medytacja, psychoterapia moze wplynac na nasze stany wegetatywne, samopoczucie, a wiemy, ze istnieje gros chorob o podlozu psychosomatycznym, gdzie brak jest fizycznych czynnikow chorobotworczych. Dlatego wiara w skutecznosc terapii moze pomoc w farmakologicznym leczeniu chorob psychicznych jako uzupelnienie.
Ateisci maja dokladnie takie same prawo egzystowac i byc reprezentowani w spoleczenstwie tak jak ludzie wierzacy w Boga. Jednak jak slusznie zauwaza Dawkins bycie ateista istotnie obniza szanse kandydata na zrobienie kariery politycznej, gdyz religijnosc bywa uwazana za synonim zaufania. Czy nalezy obwiniac za to religie sama w sobie, czy raczej wygodnicka postawe wierzacych, ktorym nie chce sie znalezc innych kryteriow, by obdarzyc kandydatow zaufaniem? Na tak postawione pytanie Dawkins nie odpowiada. Uwaza, ze religia jest zla, co jest droga na skroty - szukaniem latwych recept na trudne zagadnienia.
Nie sadze w przeciwienstwie do Dawkinsa, zeby cywilizacja bez religii byla jakis sposob lepsza od tej z religia. Wiara wydaje sie byc istotna dla ludzkiej motywacji, przy czym nie jest istotne w jaki system sie wierzy. Nie jest wazne, ze system ten wydaje sie byc absurdalny z racjonalnego punktu widzenia. Wazne jest natomiast, ze wiara wystarczajaco silnie mobilizuje czlowieka do dzialania, by dzialal racjonalnie, podejmowal takie decyje, by zapewnic sobie sensowna przyszlosc bez wzgledu na przeciwnosci losu. To jak zbudujemy sobie przyszlosc zalezy tylko od nas samych.
Fizyk (17637 punktów)
>Wiare i nauke da sie pogodzic, o ile rozgraniczymy ich pola kompetencji. Wiare powinno sie umiescic w sferze motywacji ludzkiej dzialalnosci, zas nauke, by znalezc odpowiedz na pytanie jakie stoja przede mna drogi wyboru.

Ale ani religia, ani nauka Cię nie posłucha. Nauka sama sobie nie stawia granic poznania i co rusz wdeptuje w religijną domenę: Ziemia w centrum Świata, pochodzenie człowieka a teraz nawet genetyczne przyczyny samej wiary w Boga! Z drugiej strony gdyby religia (jakakolwiek) zrezygnowała ze zjawisk nadprzyrodzonych w rodzaju niepokalanego poczęcia, transubstancjacji, rozmów z Bogiem i innych cudów to nic by z niej nie zostało.

Konflikt religii a nauką jest nieunikniony, o czym zresztą pisze Dawkins w swej książce. Polecam.
Kurt Gödel
>Ale ani religia, ani nauka Cię nie posłucha.

To wiara lub nauka sa osobami, ktore maja mnie posluchac?

>Nauka sama sobie nie stawia granic poznania i co rusz wdeptuje w religijną domenę: Ziemia w centrum Świata, pochodzenie człowieka a teraz nawet genetyczne przyczyny samej wiary w Boga! Z drugiej strony gdyby religia (jakakolwiek) zrezygnowała ze zjawisk nadprzyrodzonych w rodzaju niepokalanego poczęcia, transubstancjacji, rozmów z Bogiem i innych cudów to nic by z niej nie zostało.

Nie wiem, czy rozumiesz istote problemu. Jesli wiare sprowadzam do motywacji, nie widze zadnego konfliktu, bo wtedy nie wykorzystuje wiary, celem wyjasnienia zjawisk w otaczajacym mnie swiecie. Swiat badam "racjonalnie", starajac sie odgadnac reguly rzadzace swiatem. Jednakze wierze jako naukowiec (choc to absurdalne), ze rozwoj nauki ulatwi ludziom zycie oraz zaspokoi moja ciekawosc.
Interpretacje maja to do siebie, ze ulegaja zmianom, stosownie do rozwoju nauki, co osmiesza kosciol (pisalem o tym). Z drugiej strony nauka nie zajmuje sie interpretacja wynikow eksperymentalnych, bo to czlowiek jej dokonuje. On zas zawsze moze sie pomylic
Czy jest jakas definicja zjawisk nadprzyrodzonych? Czy naukowiec obserwujac pierwszy raz jakies zjawisko, ktoremu nie moze przypisac zadnych widocznych zwiazkow z otoczeniem, nie ulega mistycznemu oczarowaniu (vide wypowiedz Einsteina)? Bo moim zdaniem tak, ulega. Roznica polega na tym, ze nie tlumaczy tego "Bogiem", ze jego ciekawosc pozostaje niezaspokojona, dopoki nie odkryje on tych zwiazkow.

>Konflikt religii a nauką jest nieunikniony, o czym zresztą pisze Dawkins w swej książce. Polecam.

Jesli pozostaniemy przy tym, przy czym sie upierasz, to tak; ten konflikt jest nieunikniony.
Kurt Gödel
>>(..)by znalezc odpowiedz na pytanie jakie stoja przede mna drogi wyboru.
>Ale ani religia, ani nauka Cię nie posłucha (...)
Pragne jeszcze raz podkreslic: nauka informuje o drogach rozwiazania jakiegos problemu, czlowiek podejmuje decyzje, ktora droge wybrac.
>Nauka sama sobie nie stawia granic poznania (...)
Istotnie, nie stawia, lecz taka nauka bylaby dla ludzkosci bezuzyteczna, bo zaden czlowiek nie bylby w stanie ogarnac chocby jednego problemu naukowego. Poza tym, aby moc korzystac z nauki, trzeba rowniez umiec interpretowac, a to jest zadanie niemajace konca. Aby przedstawic, co mam na mysli posluze sie pewnym przykladem: niech proces pisania ksiazki posluzy jako przedstawienie jakiegos problemu naukowego, z konkretnej dziedziny. Podejmujacy sie tego zadania dostaje dodatkowe polecenie kompletnego opisu ksiazki (nie tylko tekstu, rowniez wygladu ksiazki, skladu papieru itp) w trakcie pisania, co bedzie odpowiadalo naukowej interpretacji wynikow na dany temat, bo oprocz przedstawienia suchych faktow, dopuszczalna jest w nauce dyskusja.
Praca zaczyna sie od napisania tekstu, a potem szczegolowego opisu tj. barwy okladek, skladu papieru, jego zapachu, informacji o wydaniu, wydawcy, farbie drukarskiej, no i tekscie itd. W pewnym momencie mozna sie zorientowac, ze jest to zadanie nie majace konca, bo wszystko, co zostalo napisane w ksiazce musi zostac zreinterpretowane, co odpowiada w nauce niekonczancemu sie procesowi stawiania hipotez i weryfikacji, a tym samym ksiazka staje sie nieskonczenie dluga. Jednakze temat problemu naukowego jest jeden, zas ilosc dostepnej czlowiekowi informacji skonczona! Powstaje zatem sprzecznosc. Wniosek jest taki, ze nie da sie w danej dziedzinie uzyskac calkowitej informacji na dany temat, jesli informacja ma byc skonczona. Mozna jednak opisac dany temat naukowy w sposob skonczony, jesli uzyje sie innej ksiazki, czyli dokona sie dyskusji na poziomie interdyscyplinarnym, co jest od dluzszego czasu w nauce praktykowane. Z drugiej strony niesposob nie dyskutowac o nauce, w aspektach mniej naukowych np. etycznych.

Ludzka wiara, wyobraznia i kreatywnosc nie maja jednak granic. Czasem naukowcy nimi sie posluguja, choc swiat nauki niechetnie sie do tego przyznaje, bo to "szalenie nienaukowe". Tak bylo w przypadku Kekulego, kiedy usilowal wyjasnic strukture benzenu, choc prowadzone wtedy eksperymenty nie prowadzily do jednoznacznych interpretacji. Analiza spaleniowa benzenu wykazywala wzor sumaryczny C6H6, co sugerowalo, ze zwiazek musi byc nienasycony - poddawac sie reakcjom addycji. Tymczasem zwiazek ulegal latwo substytucji, natomiast ciezko addycji. Kekule zasugerowal strukture szesciokatna jako jedna z wielu mozliwosci. Za nia przemawiala liczba izomerow monopodstawionych halogenopochodnych benzenu - jeden. Tymczasem rozwazania teoretyczne rozkladu 4-wartosciowych wiazan wskazywaly raczej, ze powinny istniec dwa izomery o sumarycznym wzorze C6H5X. Rowniez benzen w testach kalorymetrycznych (spaleniowych) okazywal sie stabilniejszy niz wynikaloby to z termodynamicznych rozwazan teoretycznego odpowiednika benzenu, cykloheksatrienu. Pewnego dnia Kekulemu przysnil sie szesciokat i waz, ktory zlapal wlasny ogon i zaczal wirowac z zawrotna predkoscia. Naukowiec ocknal sie i spisal dwie mozliwe struktury graniczne benzenu. Nie umial jednak wyjasnic dlaczego tak jest. Z czasem zaakceptowano te koncepcje, stosujac zapis szesiokata z wpisanym kolkiem. Po 75 latach wyjasniono strukture benzenu przy pomocy teorii orbitali molekularnych. Intuicyjnie Kekule mial racje...Dlaczego czlowiek jest kreatywny? Chyba nikt nie zna na to odpowiedzi. Nawet Dawkins.

Natomiast sadze, ze mozna fenomen wiary i doznan mistycznych towarzyszacych ludzkosci mozna wyjasnic praca ukladu limbicznego (wydzielaniem noradrenaliny, dopaminy, serotoniny, opiatow), co potwierdzaloby teze Dawkinsa, ze sa one ubocznym efektem procesu ewolucji. Tak samo ubocznym jak uzaleznienie od narkotykow, talenty artystyczne itp. (Seks, jedzenie pomagaja przetrwac w sensie gatunkowym, dlatego powoduja wyrzut neurotransmiterow w ukladzie limbicznym i daja uczucie przyjemnosci, wiec sa czynnosciami czesto powtarzanymi. Narkotyki tez sprawiaja podobne odczucia, lecz zatruwaja organizm, przyczyniajac sie do jego smierci.) Jednakze religia moze sie przyczyniac do tego, ze czujemy jednosc z innymi ludzmi z naszego otoczenia, ufamy sobie wzajemnie, co w trudnych czasach pomaga przetrwac oraz to, ze dostarcza nam takich samych wrazen, jak przy procesie odkrywania czegos nieznanego na polu naukowym, o czym z reszta mowil Einstein twierdzac, ze czuje nieskonczony podziw dla struktury swiata. Dlatego nie sadze, aby religia zniknela z naszego zycia w sensie cywilizacyjnym, tak jak ewolucyjnie nie zniknie uklad limbiczny, ktory jest zrodlem odczuwanej przez nas przyjemnosci.
waligóra (961 punktów)
Na początek chciałbym wszystkim zasugerować przeczytanie ksiązki Jana Woleńskiego
"Granice niewiary" naprawdę warto, jest to stanowisko (bardzo wyważone) agnostyka, filozofa ,logika. Książka była właściwie napisana jako odpowiedź na publikacje biskupa Życińskiego pt. "Wiara wątpiących" tak na marginesie również warta uwagi.
Zawsze bowiem należy mieć na uwadze racje obu stron - uważam że w/w książki przedstawiają je w sposób bardzo konkretny.
Kwestia nauki i religii ( w szczególności wiary religijnej) jest w ogólności bardzo złożona i wielo aspektowa. Zazwyczaj w zależności od intencji autora można przeczytać, że nauka i religia jest komplementarna (np książki Peacocke'a, Hellera) ,albo jest wykluczająca (np Tad Clements "Nauka kontra religia").
Ja osobiście jestem zdania, że religia jest, była i będzie integralnym i nie redukowalnym składnikiem cywilizacji. I nie jest tak jak uważają "ateiści", że bez wiary religijnej człowiek może się obyć i również nie jest tak jak uważają "fanatycy" że wiara jest jedynym fundamentem działalności człowieka. Historia pokazuje jakie religia zajmowała miejsce w rozwoju cywilizacyjnym człowieka - religie zmieniały się rozwijały i niejednokrotnie upadały wraz z analogicznymi zmianami cywilizacyjnymi. Wiara religijna rozumiana jako element
pewnej metafizycznej "przestrzeni" życia człowieka jest w pełni uzasadniona w wielu badaniach religioznawczych i nie podlega obecnie żadnym czynnikom redukcyjnym.
Kurt Gödel
Dzieki za pozycje ksiazkowe Jak bede zamawiac ksiazke Dawkinsa (nie liczac siebie mam pare osob w rodzinie, ktore chcialyby ja przeczytac), to pewnie tez zamowie pozostale, bo chcialbym sobie wyrobic pelniejszy obraz - przekroj swiatpogladowy.
Uwazam podobnie jak Ty, ze religia jest i bedzie nieredukowalnym skladnikiem naszej cywilizacji. W obecniej sytuacji dostrzegam jednak czlowieka, ktory zyje pomiedzy dwoma fundamentalizmami tj. religijnym i ateistycznym. Czlowiek, ktory staje instrumentem wzajemnej, bezpardonowej walki. I to jest najgorsze Bo przecietny Kowalski nie che zginac ani w terrorystycznym zamachu bombowym ani tez nie chce, by politycy nie pytajac go o zdanie, zabrali mu emeryture, celem budowy przeogromnej swiatyni pychy. Ten sam Kowalski nie chce, zeby jakis szalony naukowiec wpadl na pomysl hodowli superrasy ludzkiej, bo gdy ona zdobedzie wladze, moze zechce wyeliminowac Kowalskiego i jego rodzine jako niepelnowartosciowych ludzi, celem zdobycia dla siebie przestrzeni zyciowej. Tak samo Kowalski bedzie protestowac, jesli panstwo zechce mu odgornie nakazac, w co ma wierzyc lub nie wierzyc.
Fizyk (17637 punktów)
>Ja osobiście jestem zdania, że religia jest, była i będzie integralnym i nie redukowalnym składnikiem cywilizacji. I nie jest tak jak uważają "ateiści", że bez wiary religijnej człowiek może się obyć [...]

Ależ znakomita większość ludzi w Anglii czy Holandii w zupełności obywa się bez religii! Także w pobliskich Czechach kościoły pustoszeją. I nie trzeba być ateistą aby to zauważyć.
Kurt Gödel
>Ależ znakomita większość ludzi w Anglii czy Holandii w zupełności obywa się bez religii! Także w pobliskich Czechach kościoły pustoszeją. I nie trzeba być ateistą aby to zauważyć.
>
Religia zmienia jedynie twarz i trwa. Ty poprzez slowo religia masz na mysli religie chrzescijanska - katolicka i potestancka. Sadzisz, na skutek polityki przedstawicieli religijnych, koscioly (instytucje) opustoszeja. Po czesci masz racje; moze i te koscioly stana sie bardziej puste, lecz ci ludzie, ktorzy je opuszcza, zbuduja sobie nowe. Taka jest kolej rzeczy. Moze spytasz, dlaczego? Dlatego, ze po pierwsze przyszlosc nie jest znana. Po drugie, ze wiara wiaze sie z ukladem limbicznym, ktory jest obecny w mozgu kazdego czlowieka. Bez niego nie da sie zyc (pomijam tutaj inne kwestie fizjologiczne), bo zaden czlowiek nie bylby sklonny do jakiegokolwiek dzialania i planowania na przyszlosc, gdyz nie mialby gwarancji, ze plan moze sie udac. Stwierdzilby natomiast, ze nie ma sensu ryzykowac i dzialac. Pozostaje tylko kwestia, co wywoluje kaskade neurotrasmiterow, ktore powoduja, ze czlowiek zaczyna wierzyc. Czy to bedzie milosc (rzecz jak najbardziej biologiczna), czy idea - rzecz typowo ludzka, ktora ma swe ujecie np w postaci religii, to juz nie ma znaczenia. Liczy sie to, ze czlowiek czuje jednosc z otaczajacym swiatem. Ten sam mechanizm pozwala Ci sie cieszyc, kiedy cos odkrywasz w nauce (por. slowa Einsteina).
Fizyku, nawet w zateizowanych krajach istnieje silna potrzeba wiary, bo jak wiesz natura nie znosi prozni. Ba, nawet ateisci maja swoja religie - sa to wartosci humanistyczne, czyli wiara niekwestionowalne dogmaty o prawie czlowieka do wolnosci w kwestii wyboru stylu zycia, swiatopogladu, czy wyrazania swoich mysli. Zeby tego bylo malo, wielu z nich chodzi do wrozki, astrologa czy psychoanalityka, bo szukaja pomocy u kogos, by zaszczepil ich wiara, mowi sie "zmotywowal", celem realizacji wlasnych planow.
Dlatego uwazam, ze wiary jako takiej nie da sie wyeliminowac.

PS. Jestem Czechem z pochodzenia i czesto odwiedzam w Pradze swoja rodzine, wiec moge Ci powiedziec, ze odkad siegam pamiecia koscioly byly tam zawsze puste!
waligóra (961 punktów)
>Ależ znakomita większość ludzi w Anglii czy Holandii w zupełności obywa się bez religii! >Także w pobliskich Czechach kościoły pustoszeją. I nie trzeba być ateistą aby to zauważyć.

Wyciągasz zbyt pochopne i płytkie wnioski. To że kościoły pustoszeją nie oznacza wcale zaniku religii lub jej potrzeby. Po prostu zmienia się kształt życia religijnego, czego byliśmy świadkami wielokrotnie w historii. Nalezy zwrócić uwagę na symptomy być może nadchodzącego przełomu (rewolucji) w praktykach i dogmatach religijnych. Być może będziemy świadkami narodzin jakieś innej nowej religii ? Smierć "Boga" i powszechny upadek religii był ogłaszany wielokrotnie w dziejach ale jak dotąd nic takiego nie nastąpiło.
To że wielu ludzi na całym swiecie obywa się bez zinstytucjonalizowanej formy religii wcale nie oznacza, że nie odczuwają potrzeby lub nie praktykują innych form kultu. Religia to nie tylko chodzenie do kościoła (katolickiego) lub inne publiczne praktyki kultu. Aby się o tym przekonać wystarczy uświadomić sobie co to są Święta Bożego Narodzenia - ubieranie choinki, dawanie prezentów, kolacja wigilijna, składanie życzeń ...... to wszystko jest związane z religią. Oczywiście możesz powiedzieć że obejdziesz się bez tego, możesz powiedzieć, że nie musisz wiązać tego z żadną formą religijności, ale wtedy bądź konsekwentny wyrzuć Wielkanoc, wszystkich świętych, dzieciom powiedz że prezentów nie będzie a jak będą to nie przyniesie ich św Mikołaj (bo nie istnieje) tylko tata (bo istnieje),
należy również porzucić wszelki kult przodków, fetysz przedmiotów, magie miejsc, irracjonalność zachowań, formy zachwytu inspirowane przeżyciami mistycznymi, ogólne przejawy sacrum, totemizm, itp.
Tak, można to oczywiście zrobić i żyć bez tego. Nie są to w żadnym wypadku składniki
niezbędne do przeżycia człowieka, pozostaje tylko pytanie, czy redukując te składniki
nie redukujemy części siebie? oraz w jakim celu je redukujemy ? - tylko po to aby na siłę udowodnić sobie absurdalność wszelakiego kultu ?



Fizyk (17637 punktów)
>> Ależ znakomita większość ludzi w Anglii czy Holandii w zupełności obywa się bez religii!
>Religia to nie tylko chodzenie do kościoła (katolickiego) lub inne publiczne praktyki kultu. Aby się o tym przekonać wystarczy uświadomić sobie co to są Święta Bożego Narodzenia - ubieranie choinki, dawanie prezentów, kolacja wigilijna, składanie życzeń ......

No tak. W tym sensie Anglicy są bardzo religijni. Choinki w supermarketach są ubrane już od września.
nieobecny
Jedno pytanie - jak byś określił osobę polemizującą z treściami książki, której nie czytała?
Kurt Gödel
>Jedno pytanie - jak byś określił osobę polemizującą z treściami książki, której nie czytała?
Coz, bazowalem na dwoch istotnych recenzjach ksiazki, ktore zawieraja dosc duzo informacji, aby sobie wyrobic zdanie nt. ksiazki:
Marcin Rotkiewicz - Wirus wiary
www.polity(*)=10429&fpage=Threads&page=text
Niezbędnik ateisty Andrzej Koraszewski
www.racjonalista.pl/kk.php/s,5107

Ksiazka jest dosc duza ok. 500 stron, a nie chce mi sie wydawac niepotrzebnie kasy, gdybym mial kupic cos trywialnego. Wolalbym wtedy wydac na cos innego, totez odnioslem sie do recenzji. Zakladam, ze obie byly uczciwie napisane, choc moga sie przeciez roznic.
PS. Co do twojej odpowiedzi: jako uczciwie stawiajaca sprawe. Moglbym przeciez napisac, ze ksiazke czytalem, a nie chce mi sie klamac A Ty moze czytales? Tylko nie klam
jarekland (142470 punktów)
>>Jedno pytanie - jak byś określił osobę polemizującą z treściami książki, której nie czytała?
>Coz, bazowalem na dwoch istotnych recenzjach ksiazki, ktore zawieraja dosc duzo informacji, aby sobie wyrobic zdanie nt. ksiazki:
>Marcin Rotkiewicz - Wirus wiary
>www.polity(*)=10429&fpage=Threads&page=text
>Niezbędnik ateisty Andrzej Koraszewski
>www.racjonalista.pl/kk.php/s,5107
>Ksiazka jest dosc duza ok. 500 stron, a nie chce mi sie wydawac niepotrzebnie kasy, gdybym mial kupic cos trywialnego. Wolalbym wtedy wydac na cos innego, totez odnioslem sie do recenzji. Zakladam, ze obie byly uczciwie napisane, choc moga sie przeciez roznic.
>PS. Co do twojej odpowiedzi: jako uczciwie stawiajaca sprawe. Moglbym przeciez napisac, ze ksiazke czytalem, a nie chce mi sie klamac A Ty moze czytales? Tylko nie klam
>
J jestem w trakcie czytania i nieżałuję pieniędzy. Poza tym, nawet gdybyś nie był w pełni usatysfakcjonowany to przeczytane ksiazki wzbogacaja człowieka.
Pozdrawiam
Patty Matheson (2087 punktów)
>Poza tym, nawet gdybyś nie był w pełni usatysfakcjonowany to przeczytane ksiazki wzbogacaja człowieka.



"Strzeż się człowieka, który przeczytał w życiu choć jedną książkę"
Kurt Gödel
Jeszcze jeden wywiad z Dawkinsem:
wiadomosci.onet.pl/1418040,240,kioskart.html
nieobecny
W pierwszej chwili wpadłem na pomysł, że podaruję ci te 40 zeta, żebyś kupił i przeczytał tę książkę, ale po namyśle zmieniłem zdanie. Po prostu nie ma sensu - i tak byś nie kupił i nie przeczytał, bo przecież wiesz co tam jest napisane.
Ja ją jeszcze czytam. Jak skończę, to przeczytam 5 razy cieńszą od niej książeczkę "Bóg nie jest urojeniem" autorstwa Alistera McGratha - znanego oponenta Dawkinsa, ateisty nawróconego na katolicyzm.
Wówczas będę dysponował poglądami z obu stron barykady.

W jednym masz rację - książka Dawkinsa nie odkrywa Ameryki, nie ma w niej niczego co by do tej pory nie zostało wcześniej powiedziane na temat religii, wiary i ich wpływu na człowieka, na społeczeństwa (przynajmniej do momentu, do którego doczytałem, czyli gdzieś do połowy).

Jest w niej za to mnóstwo informacji, których nigdzie indziej nie znalazłem np. na temat skutków jakie wywołało opublikowanie w duńskiej gazecie karykatur Mohameta, a właściwie skutków rozpętania przez duńskich islamistów kampanii nienawiści. Skutków, które ogarnęły cały świat a "zaowocowały" morderstwami, niszczeniem mienia na wielką skalę.
Kurt Gödel
>W pierwszej chwili wpadłem na pomysł, że podaruję ci te 40 zeta, żebyś kupił i przeczytał tę książkę, ale po namyśle zmieniłem zdanie. Po prostu nie ma sensu - i tak byś nie kupił i nie przeczytał, bo przecież wiesz co tam jest napisane.
>Ja ją jeszcze czytam. Jak skończę, to przeczytam 5 razy cieńszą od niej książeczkę "Bóg nie jest urojeniem" autorstwa Alistera McGratha - znanego oponenta Dawkinsa, ateisty nawróconego na katolicyzm.Wówczas będę dysponował poglądami z obu stron barykady.

Wyszedlem z zalozenia, ze dobra recenzja zawiera wystarczajaca ilosc informacji, by ktos, kto nie czytal ksiazki, mogl sobie wyrobic poglad, co ksiazka soba reprezentuje. Nie przecze, ze kazda zinstytucjonalizowana forma wiary stwarza pole do naduzyc, co z reszta zostalo przez Dawkinsa bardzo zgrabnie zestawione. Nie przecze, ze ksiazka zostala napisana prowokacyjnie po to, by zaczac samemu zadawac sobie rozmaite pytania. Z drugiej jednak strony zadna forma ludzkiej dzialalnosci nie jest pozbawiona tych samych wad, co dzialalnosc religijna, bowiem za nia kryje sie ludzka motywacja. Ona zas jest stara jak ewolucja: ma czlowiekowi pomoc panowac, kreowac i powielac idee, aby dojsc do celu.

>Jest w niej za to mnóstwo informacji, których nigdzie indziej nie znalazłem np. na temat skutków jakie wywołało opublikowanie w duńskiej gazecie karykatur Mohameta, a właściwie skutków rozpętania przez duńskich islamistów kampanii nienawiści. Skutków, które ogarnęły cały świat a "zaowocowały" morderstwami, niszczeniem mienia na wielką skalę.

No coz. Zaprosilismy (Europejczycy) ich sami do wlasnego domu. Z wlasnego egoizmu, pychy i wygody, aby ktos mogl wykonywac prace tania, brudna, trudna, zmudna i taka, ktorej zaden szanujacy sie" Europejczyk" do reki nie wezmie. Niestety "racjonalizatorom" umknelo, ze goscie z zewnatrz moga sprowadzic wlasne rodziny, kultury, religie, oraz system wartosci, ktory niekoniecznie musi pokrywac sie z europejskimi standardami. Tak czy inaczej mamy doczynienia z Kuturkampf (ups.. w politycznie poprawnych Niemczech mowi sie o Kampf der Kulturen), gdzie slaba, ale rozpowszechniona wiara oparta na fundamencie chrzescijanskim, stopniowo ustepuje miejsca silnej, malej, ale dynamicznej wierze w proroka Mahometa. Niestety, spoleczenstwo sie starzeje i umiera, zas najsilniej rozwijajaca sie grupa etniczna sa goscie spoza Europy... Obawiam sie, ze w takim towarzystwie za 30 lat nie bedzie miejsca na ateizm
PS. Co do ostatniego akapitu polecam ksiazke Oriany Fallaci "Wscieklosc i Duma". Tam znajdziesz jeszcze dokladniejsze i drastyczniejsze opisy nienawisci, przemocy i morderstw popelnianych przez islamistow na wlasnych ziomkach.
Fizyk (17637 punktów)
>Ksiazka jest dosc duza ok. 500 stron, a nie chce mi sie wydawac niepotrzebnie kasy [...]

Niepotrzebnie? Mogę Cię zapewnić, że kupowanie książek jest najlepszą inwestycją jaką możesz zrobić. Wiem to z własnego doświadczenia.
Kornowski (835 punktów)
Za dużo filozofowania, a za mało zdroworozsądkowego myślenia.

Filozofia ma to do siebie, że niewprawiony żeglarz zawsze trafi na mieliznę "Wiem, że nic nie wiem". Aż się prosi przytoczyć anegdotę Kota Schrödingera, którego stan ma być nieokreślony tylko dlatego, że my nie potrafimy go chwilowo określić.
Nasza wiedza i światopogląd są niczym domy: dach i ściany można oprzeć na fundamentach, ale prędzej czy później dojdziemy do miejsca w którym nie mamy żadnej "podpory" (fundamenty jak wiadomo w powietrzu nie wiszą, a to coś na czym się opierają nie jest przecież ujęte w kosztorysie domu).
Kurt Gödel
>Za dużo filozofowania, a za mało zdroworozsądkowego myślenia.
Raczej twardo stapam po ziemi i opisuje to, co mialo juz miejsce. Jesli sadzisz, ze tylko filozofuje, to szkoda mi Ciebie. No, ale to twoj wybor tak uwazac. Zeby nie byc goloslownym, przytocze pewne fakty, ze zlo jest dzielem naszej woli:
- wiekszosc wyborcow w 2005 stracilo wiare w to, ze jakikolwiek udzial w wyborach nie ma sensu. Bo coz one daja? Wybor pomiedzy zlodziejem A i zlodziejem B. Rezultat: 60 % nie poszlo do wyborow, a do wladzy doszlo oszolomstwo, ktore przeglosuje kazda ustawe, zaszczuje jednego przeciw drugiemu. Do szczescia brakuje im tylko wiekszosci, by zmienic konstytucje. A wtedy moga zrobic wszystko, bo nie ma takiej sily, ktora mogla im sie sprzeciwstawic, bo nikt nie wyjdzie na ulice. Ludzie beda protestowac? Nikt nie zdobedzie sie na to, predzej mlodzi wyemigruja. A jesli nawet. Wtedy zastosuje sie ustawe o "sytuacji kryzysowej" - uzycie wszystkiego bedzie dozwolone, lacznie z wojskiem, aby utrzymac sie przy wladzy. Cenzura? Przeciez to juz bylo! No, ale ludzie przeciez chcieli tego, wiec maja.
- Albert Einstein byl na poczatku projektu Manhattan zwolennikiem budowy bomby atomowej w obawie, ze Hitler moglby uprzedzic atak, gdyby zdobyl te bron wczesniej. Po wybuchu bomby w Los Alamos zmienil zdanie i stal sie goracym przeciwnikiem jej rozpowszechniania . Jak wiemy na prozno...
- ateisci (Hitler i Stalin) rowniez pokazali, ze w imie swoich racji i przekonan sa zdolni do najwiekszych zbrodnii. Jednak ja nie przypisuje ateizmowi zla tego swiata, lecz ludziom, ktory maja zle zamiary w stosunku do swego otoczenia.

Rowniez nie przypisuje zla religii, lecz ludziom zlej woli. Dawkins szuka drogi na skroty, by od razu wskazac innego.
14-06-2007 17:02 
 Ocena 1 na 1
Nelchael (2125 punktów)
(zablokowany)
>- ateisci (Hitler i Stalin)...

Hitler był katolikiem, a Stalin uczył się w seminarium :> Wierzący są o wiele bardziej skłonni do mordowania innych ludzi - pamiętasz WTC?
Kurt Gödel
>>- ateisci (Hitler i Stalin)...
>Hitler był katolikiem, a Stalin uczył się w seminarium :> Wierzący są o wiele bardziej skłonni do mordowania innych ludzi - pamiętasz WTC?
A jakiego wyznania sa/byli Mao, Kim Ir Sen, Pol Pot, Fidel Castro? Podpowiem ci: wlasnego
16-06-2007 03:25 
 Ocena 1 na 1
Nelchael (2125 punktów)
(zablokowany)
>>>- ateisci (Hitler i Stalin)...
>>Hitler był katolikiem, a Stalin uczył się w seminarium :> Wierzący są o wiele bardziej skłonni do mordowania innych ludzi - pamiętasz WTC?
>A jakiego wyznania sa/byli Mao, Kim Ir Sen, Pol Pot, Fidel Castro? Podpowiem ci: wlasnego

Czy którykolwiek z nich mordował w imię ateizmu? Nie wydaje mi się - za to wiem o paru ludziach, którzy mordowali w imię religii.
wyszpolski (447 punktów)
>Ksiazka Richarda Dawkinsa (Bog urojony) musi byc
>interesujaca, skoro wzbudzila takie zainteresowanie
>szerokich mas czytelnikow.

Nawet na onecie wywiad z Dawkinsem [;

wiadomosci.onet.pl/1418040,240,1,kioskart.html

I sterta komentarzy na poziomie chodnika. I jedna perełka która szła mniej więcej ~żeby przeczytac cos sensownego o religii w polskich mediach, potrzeba profesora Oksfordu

[;
Kurt Gödel
Jeszcze jedna recenzja ksiazki Dawkinsa:
portalwiedzy.onet.pl/,423,1417599,czasopisma.html
Fragment ksiazki Dawkinsa:
portalwiedzy.onet.pl/24107,105,1,1,biblioteka.html
diogenes
>nie jestem tez wierzacym, gdyz wychodze z zalozenia, ze
>istnienie/nieistnienie Boga (tak jak jakiejkolwiek rzeczy)
>jest niezalezne od tego, czy my w niego (to) wierzymy lub
>nie.

nie wiem, czy tak być musi zawsze. rozważ np. wiarę w swoje możliwości, np. sportowe. rozważ też efekt placebo, a więc wszystkie te sytuacje, kiedy wiara stwarza coś, np. stymuluje układ odpornościowy. to, co ludzie nazywaja bogiem, może być czymś w tym rodzaju, z czego w żaden sposób nie wynika jednak np. transcendentne wobec natury (układu nerwowego) istnienie boga. byc może (to kwestia badań) tak właśnie działa religia: dlatego nawet z ewolucyjnego punktu widzenia może być zjawiskiem korzystnym dla gatunku, albo przynajmniej dla pewnych osobników. uogólniając problem: czy koty medytują? a róże? kamienie polne?

>Tak samo nie moge sie opowiedziec po stronie
>agnostykow, ktorzy wychodza z zalozenia, ze brak jest
>wystarczajacych dowodow na istnienie/nieistnienie Boga
>albowiem tutaj musielibysmy przedtem zdefiniowac czym jest
>Bog, a to wykracza juz poza ramy jednolitej definicji.

nie musi tu chodzić o definicję, ale o przyjęcie czegoś, co wyniknie w pewien sposób z systemu,i przyjetych założeń czy też paradygmatu, w którym myslimy. porównaj np. sposób wprowadzenia przez kartezjusza substancji myślącej (bez scholastycznego tła niemożliwe) z empiryzmem huma, który substancję (a więc i duszę) odesłał do lamusa. a w ogóle to trudno dyskutować takie sprawy ( np. agnostycyzm) bez szerszego kontekstu. zerknij np. do bytu i nicości sartra.jego ateizm wynika (!) z przyjętej koncepcji bytu

>Stad mozna powiedziec, ze wszystkie koncepcje Boga sa
>sluszne i jednoczesnie niesluszne. To jest kwestia naszego
>uznania, ktora jest dla nas wazniejsza. Tymczasem z
>wiekszej perspektywy dla ludzkosci istotniejsze jest
>nastepujace pytanie: dlaczego ludzie w cos wierza?

osobiście traktuję wiarę jako zmistyfikowana formę instynktu samozachowawczego: obym był (zawsze). czy to nie zabawne, że nawet cmentarze mają formę ludzkich siedzib? moja wierząca matka nie może np. zrozumieć, jak ja mogę nie pragnąć nie tylko bycia, ale bycia doskonalszego niż na ziemi. liscie spadają nie płacząc.

>Jesli zatem sami siebie nie mozemy
>w pelni odkryc, to czy mozemy otaczajacy nas swiat w pelni
>poznac?

próba odkrycia siebie to echo minionego już paradygmatu. poznaj samego siebie zakłada, że gdzieś w labiryncie lasu jest jakiś grzyb, jakieś ja, jakaś identyczna ze sobą substancja, esencja, którą mozna odkryć...człowiek jest raczej procesem jednoczesnej konstrukcji i destrukcji. myślę że więcej o nas mówi meteorologia niż współczesna antropologia. tylko dla bardzo wielkiego uproszczenia masz przez całe życie (a nawet na pomniku) to samo imię...

>Co wiecej, oni [naukowcy] wierza, ze dzieki
>rozwojowi nauki i stanu wiedzy beda mogli stworzyc lepszy
>swiat dla pozostalych ludzi.

nonsens: ponieważ, jak piszesz, nie ma (dobrej) teorii wszystkiego...itd. w tej materii godna polecenia jest skromność poppera: żadne wielkie idee, tylko małe kroczki, łatanie dziur, a nie hurra-idealizm...

> Rowniez
>przecientni zjadacze chleba, uwazajacy sie za ludzi
>racjonalnych i zyjacy w swiecie nowozytnej demokracji nie
>sa wyzbyci "absurdalnej" wiary. Wierza oni, ze system
>demokratyczny jest wystarczajaco skuteczny, aby zapewnic im
>bezpieczenstwo w spoleczenstwie i wolnosc osobista.

podczas dyskusji z żulami pod supermarketem odniosłem inne wrażenie...

pozdro
Kurt Gödel
>nie wiem, czy tak być musi zawsze.

Precyzujac; mowa jest o rzeczach istniejacych niezaleznie od naszej woli.

>rozważ np. wiarę w swoje możliwości, np. sportowe. rozważ też efekt placebo, a więc wszystkie te sytuacje, kiedy wiara stwarza coś, np. stymuluje układ odpornościowy.
Tak, ale przechodzisz wtedy od bycia do stawania sie, a to jest roznica. Ponadto te zdolnosci leza w zasiegu kazdego z nas, bo sa uwarunkowane biologicznie - kazdy z nas posiada uklad limbiczny czy inne uklady regulacji niezbedne do zycia. Treningiem mozna spowolnic akcje serca, ale chyba nikt nie potrafi zatrzymac jego akcji wlasnym wola.

>to, co ludzie nazywaja bogiem, może być czymś w tym rodzaju, z czego w żaden sposób nie wynika jednak np. transcendentne wobec natury (układu nerwowego) istnienie boga.

Nie wiem czym jest "Bog", bo zetknalem sie z tyloma definicjami, ze dla mnie moze to oznaczac zarowno caly fizyczny wszechswiat jak i niematerialny swiat idei. Niemniej zaliczam to do kategorii, ktore mobilizuja czlowieka do dzialania. O ile moge zrozumiec bodziec biologiczny wyzwalajacy te energie, ktora drzemie w kazdym z nas, o tyle nie wiem jak to sie dzieje, ze mysl moze byc rownie silnym bodzcem aktywujacym.

>byc może (to kwestia badań) tak właśnie działa religia: dlatego nawet z ewolucyjnego punktu widzenia może być zjawiskiem korzystnym dla gatunku, albo przynajmniej dla pewnych osobników. uogólniając problem: czy koty medytują? a róże? kamienie polne?

Rzecz z pewnoscia tyczy sie organizmow zywych, obdazonych wysokorozwinietym ukladem nerwowym, posiadajacym samoswiadomosc. Nie wiem, czy tylko tylko ludzie posiadaja swiadomosc. Jesli chodzi o religie (obrzed) chyba tylko ludzie ja posiadaja (zagadkowy jest obrzed tworzenia przez sloni cmentarzysk i respekt przed szczatkami zmarlych osobnikow).

>osobiście traktuję wiarę jako zmistyfikowana formę instynktu samozachowawczego
Jak sam zauwazyles wiara powiazana jest z naszym instyktem , co przemawialoby za tym, ze jest produktem ewolucji. Tutaj nawet zgadzam sie z Dawkinsem, ze jest to uboczny produkt ewolucji (manifestuje sie poprzez aktywnosc ukladu limbicznego) i naszej samoswiadomosci. Czy zniknie z naszej cywilizacji? Nie sadze. Najwyzej zmieni swoj obszar kompetencji - byc moze stanie forma filozofii w formie rytualu, ktorej celem bedzie ludzka motywacja. Kto wie.

>próba odkrycia siebie to echo minionego już paradygmatu.
He?

nonsens: ponieważ, jak piszesz, nie ma (dobrej) teorii wszystkiego...itd. w tej materii godna polecenia jest skromność poppera: żadne wielkie idee, tylko małe kroczki, łatanie dziur, a nie hurra-idealizm...

Coz to latanie dziur potrwa do konca swiata i o jeden dzien dluzej Wole innych przedstawicieli Kola Wiedenskiego. Wczesny Wittgenstein i Gödel to je to

>podczas dyskusji z żulami pod supermarketem odniosłem inne wrażenie...
Nawet ci, ktorzy nam sie niepodobaja, chocby byli zulami, maja prawo do zycia i uczestniczenia w demokracji. Ot uroki demokracji
Pozdro

Wróć do listy wątków działu ABC Racjonalisty

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365