Racjonalista - Strona głównaDo treści
Pogodzeni w ciele

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » ABC Racjonalisty
NapisanoAutorTytuł
01-07-2007 23:38diogenes (42753 punktów)Pogodzeni w ciele
jak głęboko sięgają różnice między racjonalizmem a wszelkiej maści irracjonalizmami? na poziomie pojęciowym różnice są jasne. a na innym? jaki jest np. typowy wzorzec reakcji emocjonalnych kogoś, kto jest lub przynajmniej stara się racjonalnie myśleć? bo przecież jedno jest pewne: na poziomie ciała nie ma różnic między racjonalistą a religijnym oszołomem: możemy w duchu pojednania wymienić sobie tkanki, organy itd. wygląda na to, że to mózg płata nam figle. który jednak? mózg świętego czy mózg zatwardziałego niedowiarka? podobnie w paszczy lwa lub na podniebieniu robala nie ma żadnej różnicy: ateista i teista smakują tak samo ...
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Chudzik (100 punktów)Odp: pogodzeni w ciele
Jak dla mnie proste.
Racjonalista ma tendencje do szukania logicznej, poprawnej naukowo odpowiedzi na pytanie/wydarzenie, które go zaskoczyło. Nie kieruje się emocjami, gdyż emocje zwodzą.
Nawet jeżeli jakieś wydarzenie sprawia wrażenie cudu, to nie traktuje go tak tylko szuka sensownego wyjaśnienia wiedząc, że wszystko co dzieje się we wszechświecie rządzi się swoimi prawami i da się racjonalnie wyjaśnić.
Przykład - śniła mi się w nocy babcia(pierwszy raz o 15 lat), na drugi dzień dostaje telefon z informacją, że babcia umarła w nocy - myślę - zbieg okoliczności, mało prawdodobny, ale zdarza się.
W skrócie - rozum tłumi emocje/dogmaty/instynkt

Z kolei irracjonalista skłonny jest przyjąć jakieś nieprawdopodobne wydarzenie jako dzieło boga/kosmitów/potwora ze spaghetti itp. lub przyjmuje coś jako pewnik, bo tak podpowiada mu instynkt. Taka osoba mimo tłumaczeń i racjonalnych argumentów będzie pozostawać przy swoim, nielogicznym wyjaśnieniu.
Przykład - śniła mi się w nocy babcia(pierwszy raz o 15 lat), na drugi dzień dostaje telefon z informacją, że babcia umarła w nocy - myślę - prawdopodobnie duch babci/bóg powiadomił mnie o jej śmierci.
W skrócie - emocje/dogmaty/instynkt tłumią rozum.
diogenes
>Jak dla mnie proste.
wypada pozazdrościć...

>Racjonalista ... Nie kieruje się emocjami, gdyż emocje zwodzą.

moim zdaniem to ryzykowne stwierdzenie. owszem, grecy zafundowali nam wzorzec teoretycznego poznania, który nie ma (rzekomo) nic wspólnego z emocjami (por. ucztę platona, gdzie ciało przedstawione jest jako "kula u nogi" wzlatującej na szczyty poznania duszy). to wzorzec, który poznanie przypisuje wyłącznie intelektowi, rozumowi. ja uważam, że podmiotem poznznia jest cały człowiek, wraz z jego "bebechami". podobnie trudno poznanie odmówić zwierzątkom, a może i roślinkom (ogólnie: systemom ożywionym)emocje są równie ważne. nic dziwnego, że niektórzy uważają je za element metody naukowej (np. piękno). podejrzewam, że zwracanie uwagi na coś (a to wszak wstęp nie tylko poznania, ale bycia w ogóle) kierowane jest emocjami. jeśli natomiast uwzględnisz (od tzw. obiektywnej strony) budowę mózgu, to tu też raczej trudno lancetem odzielić to, co emocjonalne, od tego, co rozumowe. tu wszystko powiązane jest ze wszystkim. chodzi więc o racjonalne włączenie emocji do architektury poznania, a nie potępienie ich z góry w czambuł.

>Nawet jeżeli jakieś wydarzenie sprawia wrażenie cudu, to nie traktuje go tak tylko szuka sensownego wyjaśnienia wiedząc, że wszystko co dzieje się we wszechświecie rządzi się swoimi prawami i da się racjonalnie wyjaśnić.

ok., ale z naciskiem na "we wszechświecie". trzeba pokazać jednak, że te same procedury poznawcze odniesione do wszechświata jako całości stwarzają duże problemy. ludzie myślą na ogół tak: jak jest garnek, to jest i garncarz. to oczywiste "we wszechświecie". ale czy taki sam sposób rozumowania można przenieść na świat w całości: jak jest świat, to musi być i jego kreator? trudno wytłumaczyć ludzom, że to, co słuszne w odniesieniu do elementów zbioru, może być bezsensowne w odniesieniu do zbiorów. być może tu zaczynają nas zwodzić i język i emocje. może coś jeszcze...

>W skrócie - rozum tłumi emocje/dogmaty/instynkt

rozum tłumi również sam siebie: kiedy zwróci uwagę na siebie - zaczyna wątpić, aż po głupotę (nie istnieje nic, nie ma ruchu, czy jakiś inny nonsens z kabaretu zwanego filozofią).

>Z kolei irracjonalista... Taka osoba mimo tłumaczeń i racjonalnych argumentów będzie pozostawać przy swoim, nielogicznym wyjaśnieniu.

tonący brzytwy się chwyta. a tu trzeba się raz spokojnie utopić, żeby mysleć inaczej...

>W skrócie - emocje/dogmaty/instynkt tłumią rozum.

niestety emocje nie analizują same siebie (jak czyni to rozum). w takim razie narzuca się wniosek, że ludzi nie dzielą poglądy, lecz emocje, a idąc dalej: dynamika układu nerwowego, czyli - specyficzna dla każdego biochemia...

może dlatego dysputy przy winie znoszą różnice poglądów,
bo wszak in vinum veritas...

pozdrawiam
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Emocje maja swoja logike. Niby kazdy ma swoja wrazliwosc, ale daje sie okreslic kiedy niosa kogos emocje bez problemu. Zreszta w czasie zycia czlowiek uczy sie, co wyzwala jego emocje oraz emocje innych.
Silne stany emocjonalne maja swoje plusy i minusy.
Pozdrawiam
diogenes
>Emocje maja swoja logike.

wszystko ma swoja logikę, przez co rozumiem, że wszystko jest jakimś systemem, którego dynamikę da się opisać i przewidzieć z wiekszym lub mniejszym stopniem prawdopodobieństwa i abstrakcji. w emocjach kłopotliwe jest chyba to, że w czasie ich trwania wydaja się nie mieć żadnej logiki, a dopiero ex post, np. na sali sądowej, wydają się równie racjonalne jak dowód matematyczny. mozna wprawdzie teoretyzować na temat sposobów działania afektu na człowieka, ale co nam po tym, kiedy zalewa nas przysłowiowa krew? jest w nas po prostu bydle, którego trudno okiełznać. człowiek bywa najmniej udomowionym zwierzęciem...

>Niby kazdy ma swoja wrazliwosc, ale daje sie okreslic kiedy niosa kogos emocje bez problemu. Z reszta w czasie zycia czlowiek uczy sie, co wyzwala jego emocje oraz emocje innych.

jasne. przecież człowieka najłatwiej manipulować poprzez jego emocje, a nie poprzez intelekt. to dlatego wdzięcznym obiektem manipulacji są dzieci i (to tylko moja hipoteza) kobiety. fakt, że np. obecnie giertych chce poprzez szkołę przygotować sobie przyszłych wyborców mieści sie w tej logice. to samo zrobił już wcześniej kościół.

Pozdrawiam
estetka (708 punktów)
mysle, ze oprocz tego, ze my homo sapiens sapiens jestesmy rowni...
to jednak
latwiej jest powiedziec to zdanie bialemu
latwiej mezczyznie
latwiej inteligentnemu
latwiej zdrowemu
latwiej bogatemu
latwiej sympatycznemu

wiec to cialo, jako ze ma okreslony ksztalt i kolor... nie jest takie banalne.. jest to determinacja tego co mowimy , jak mowimy i komu mowimy
diogenes
>mysle, ze oprocz tego, ze my homo sapiens sapiens jestesmy rowni...
>to jednak
>latwiej jest powiedziec to zdanie bialemu
>latwiej mezczyznie
>latwiej inteligentnemu
>latwiej zdrowemu
>latwiej bogatemu
>latwiej sympatycznemu
> wiec to cialo, jako ze ma okreslony ksztalt i kolor... nie jest takie banalne.. jest to determinacja tego co mowimy , jak mowimy i komu mowimy

w takim razie coś nie tak z tą równością?
wmawiamy sobie równość wobec prawa, ale wiadomo, że sa równi i równiejsi. podobnie z innymi równościami. może na poziomie biologicznej taksonomii wszyscy jesteśmy homo sapiens sapiens, ale jesli zapytamy "od kiedy?" - to pogrążymy się albo w spory na temat życia poczętego, albo w spory kreacjonistów z ewolucjonistami (i wiele innych). być może problem tkwi w tym, że tak naprawdę wszyscy jesteśmy różni (tak pod względem fizycznymn jak i psychicznym), ale nie bardzo wiemy, co z tą różnością zrobić...łatwiej jest przyjąć równość (czy to w wydaniu religijnym: każdy człowiek jako tchnienie boga, czy też biologicznym, byc może to tylko błędna laicyzacja religijnego poglądu), bo równymi elementami łatwiej manipulować (niektórzy chcieliby sześcienne pomarańcze, żeby więcej ich weszło do skrzynki...). być może nic nie da sie tu zrobić, bo życie polega na uproszczeniach...tak, ciało nie jest banalne, nawet jesli słuzyć by miało tylko wyjaśnieniu tego, co dzieje się z naszą psyche. ale to przeciez cos znacznie ważniejszego. czasem przecież trudno jedno oddzielić od drugiego.

pozdrowienia
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>>Emocje maja swoja logike.
>wszystko ma swoja logikę, przez co rozumiem, że wszystko jest jakimś systemem, którego dynamikę da się opisać i przewidzieć z wiekszym lub mniejszym stopniem prawdopodobieństwa i abstrakcji. w emocjach kłopotliwe jest chyba to, że w czasie ich trwania wydaja się nie mieć żadnej logiki, a dopiero ex post, np. na sali sądowej, wydają się równie racjonalne jak dowód matematyczny. mozna wprawdzie teoretyzować na temat sposobów działania afektu na człowieka, ale co nam po tym, kiedy zalewa nas przysłowiowa krew? jest w nas po prostu bydle, którego trudno okiełznać. człowiek bywa najmniej udomowionym zwierzęciem...
Pol zartem, chyba nie byles na dobrej randce.
Ja nie widze emocji jako czegos zlego. Mam na tyle dobra pamiec, ze pamietam, ze bylem dzieckiem i emocje zaslepialy mnie. Dzis jest na tyle dobrze, ze probuje generowac wokol siebie takie emocje, ktore lubie przezywac.
Co do tego, ze nadmiar emocji wylacza nam rozum, to nie jest tak zle, o ile mamy choc troche kontroli nad tym, w jakiej sytuacji nam sie ten rozum wylaczy. Na szczescie silne emocje nie trwaja zbyt dlugo i w koncu rozum przejmie kontrole (czasem tylko po to, by ocenic zniszczenia, hahaha).
>>Niby kazdy ma swoja wrazliwosc, ale daje sie okreslic kiedy niosa kogos emocje bez problemu. Z reszta w czasie zycia czlowiek uczy sie, co wyzwala jego emocje oraz emocje innych.
>jasne. przecież człowieka najłatwiej manipulować poprzez jego emocje, a nie poprzez intelekt. to dlatego wdzięcznym obiektem manipulacji są dzieci i (to tylko moja hipoteza) kobiety. fakt, że np. obecnie giertych chce poprzez szkołę przygotować sobie przyszłych wyborców mieści sie w tej logice. to samo zrobił już wcześniej kościół.
Postrzegasz manipulacje jako cos zlego. Jest Manipulacja i manipulacja. Na przyklad kultura to manipulacja. Poza tym nie da sie w spoleczenstwie zyc bez manipulacji, nie da sie przyjac wspolnych norm bez niej (przynajmniej dla ludzi; moze gdzies w kosmosie istnieja bardziej rozwiniete formy stworzen inteligentnych i im sie udaje).
Natomiast dzialania Giertycha to margines. Szkola zalezy w wiekszym stopniu od nauczyciela niz wyboru podrecznika. Niemniej mieszanie dzieciom/mlodziezy w glowie nie jest wedlug mnie najlepszym pomyslem.
Pozdrawiam
diogenes
>Ja nie widze emocji jako czegos zlego. Mam na tyle dobra pamiec, ze pamietam, ze bylem dzieckiem i emocje zaslepialy mnie. Dzis jest na tyle dobrze, ze probuje generowac wokol siebie takie emocje, ktore lubie przezywac.

ja też w emocjach nie widzę niczego złego. nic co ludzkie nie jest mi obce. generowane, a więc kontrolowane(?) emocje to jak króliczki wypuszczone na chwilę z klatki...mi chodzi o emocje, które nas zagarniają jak sztormowa fala brzeg morza, kiedy nic nie masz do powiedzenia, kiedy wyjesz, bo musisz wyć, kiedy zabijasz, bo musisz to zrobić, kiedy piszesz, bo musisz pisać...

> Na szczescie silne emocje nie trwaja zbyt dlugo i w koncu rozum przejmie kontrole

albo więzienny strażnik...

>Postrzegasz manipulacje jako cos zlego.

wolę tego nie nazywać dobre, złe. postrzegam manipulacje jako odmóżdżające, ubezwłasnowalniające...maja coś wspólnego z morderstwem, bo w krańcowym przypadku w ogóle nie pozwalają rozwinąć się wolności, którą uważam za nasze sedno. ale wielu ludzi chce być manipulowanymi, nie chce byc wolnymi. bo z tym wiąże się ciężar odpowiedzialności. jak to bosko, kiedy ktoś twoje kłopoty weźmie na swój grzbiet. to dlatego np. chrześcijaństwo uważam za religię ontologicznych, śmierdzących leni. zamiast myśleć, cedują swój los na kogoś innego: proboszcza, jezusa, boga. nawet ich filozofowie mylą pobożne życzenia z myśleniem ...

>Jest Manipulacja i manipulacja. Na przyklad kultura to manipulacja. Poza tym nie da sie w spoleczenstwie zyc bez manipulacji,...

zgoda. ale rozumienie, czym jest, jak działa, na co nas naraża, jakie są jej obszary - działa wyzwalająco. trzeba robic wszystko, aby życie było czymś innym, aniżeli zwłokami w rękach pomywaczy zwłok...

>Natomiast dzialania Giertycha to margines.

marginesem jest giertych, ale nie to, co robi, co ma zasięg i skutki społeczne. przez niego przemawia pewna groźna koncepcja społeczeństwa, w którym tłumiona jest wolność i róznorodność, w którym miesza się naukę z ideologią i stojącą za nią kliką, ktorej poza władzą obojętne jest wszystko

>...mieszanie dzieciom/mlodziezy w glowie ...

to nie jest mieszanie w głowie...to próba zamiany szkoły w obóz: jeden mundurek, jedna świadomość, jeden bóg...rzecz jasna z wcieleniem w postaci wodza...i najgorsze, że ludzie kiwaja głowami, ale dają się właśnie manipulować...

pozdrawiam
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>>Ja nie widze emocji jako czegos zlego. Mam na tyle dobra pamiec, ze pamietam, ze bylem dzieckiem i emocje zaslepialy mnie. Dzis jest na tyle dobrze, ze probuje generowac wokol siebie takie emocje, ktore lubie przezywac.
>ja też w emocjach nie widzę niczego złego. nic co ludzkie nie jest mi obce. generowane, a więc kontrolowane(?) emocje to jak króliczki wypuszczone na chwilę z klatki...mi chodzi o emocje, które nas zagarniają jak sztormowa fala brzeg morza, kiedy nic nie masz do powiedzenia, kiedy wyjesz, bo musisz wyć, kiedy zabijasz, bo musisz to zrobić, kiedy piszesz, bo musisz pisać...
Jak kazdy mechanizm, tak i emocje maja swoj spust. W miare zycia uczysz sie, co dla Ciebie jest tym spustem od 'dobrych' (zamiast dobrych powinno byc: tych ktore uwazasz za odpowiednie dla siebie) emocji i tak grasz, by byl wciskany.
>> Na szczescie silne emocje nie trwaja zbyt dlugo i w koncu rozum przejmie kontrole
>albo więzienny strażnik...
Jesli wiezienny straznik, to niezle dales sie wpuscic w maliny.
>>Postrzegasz manipulacje jako cos zlego.
>wolę tego nie nazywać dobre, złe. postrzegam manipulacje jako odmóżdżające, ubezwłasnowalniające...maja coś wspólnego z morderstwem, bo w krańcowym przypadku w ogóle nie pozwalają rozwinąć się wolności, którą uważam za nasze sedno. ale wielu ludzi chce być manipulowanymi, nie chce byc wolnymi. bo z tym wiąże się ciężar odpowiedzialności. jak to bosko, kiedy ktoś twoje kłopoty weźmie na swój grzbiet. to dlatego np. chrześcijaństwo uważam za religię ontologicznych, śmierdzących leni. zamiast myśleć, cedują swój los na kogoś innego: proboszcza, jezusa, boga. nawet ich filozofowie mylą pobożne życzenia z myśleniem ...
Co do pierwszej czesci tego akapitu, to nie za bardzo rozumiem.
Co do chrzescijanstwa, to, jak kazda religia, ma utrzymywac swoje owieczki w okreslonym, zwykle korzystnym dla religijnych decydentow, stanie.
>>Jest Manipulacja i manipulacja. Na przyklad kultura to manipulacja. Poza tym nie da sie w spoleczenstwie zyc bez manipulacji,...
>zgoda. ale rozumienie, czym jest, jak działa, na co nas naraża, jakie są jej obszary - działa wyzwalająco. trzeba robic wszystko, aby życie było czymś innym, aniżeli zwłokami w rękach pomywaczy zwłok...
Pewnie chodzi Ci o to, zeby sie nauczyc nie byc manipulowanym w najbardziej barbarzynski sposob (statystycznie)- polityka i (tele)marketing oraz czesto sasiedzi.
>>Natomiast dzialania Giertycha to margines.
>marginesem jest giertych, ale nie to, co robi, co ma zasięg i skutki społeczne. przez niego przemawia pewna groźna koncepcja społeczeństwa, w którym tłumiona jest wolność i róznorodność, w którym miesza się naukę z ideologią i stojącą za nią kliką, ktorej poza władzą obojętne jest wszystko
Jak na razie miesza sie tylko Giertychowi.
>>...mieszanie dzieciom/mlodziezy w glowie ...
>to nie jest mieszanie w głowie...to próba zamiany szkoły w obóz: jeden mundurek, jedna świadomość, jeden bóg...rzecz jasna z wcieleniem w postaci wodza...i najgorsze, że ludzie kiwaja głowami, ale dają się właśnie manipulować...
W tym momencie mamy male nieporozumienie. Mundurki maja przyzwolenie spoleczne dlatego, ze szkola nie potrafi w tej chwili kontrolowac wzorcow kultury masowej przeniesionych na sposob ubierania/zachowania uczniow. Nie ma to wiele wspolnego z ideami Giertycha. Jesli widzisz w tym manipulacje Giertychowa, to chyba sam dales sie zmanipulowac.
Pozdrawiam
wyszpolski (447 punktów)
>jaki jest np. typowy wzorzec
>reakcji emocjonalnych kogoś, kto jest lub przynajmniej
>stara się racjonalnie myśleć?

Jestem ateistą od około ~5 klasy podstawówki, czyli prawie 10 lat. Ostatnio kiedy obudziłem się z niewyobrażalnie wielkim bólem brzucha, oczywiście nie zajęło mi dużo czasu, wręcz odruchowo "co trwoga to do boga" zadziałało, co oczywiście spotkało się ze sporym niezadowoleniem z mojej strony, ponieważ widać jak bardzo utrwalone są wzorce którymi było się przesiąkniętymi jak dziecko.

Nie wiem czy inne osoby tak mają, ale wydaje mi się że wiele osób na codzień racjonalnie myślących, może pod wpływem bólu/emocji/nieszczęścia powrócić do irracjonalnego myślenia w pierwszym momencie, głownie ze względu na nabyte jako dziecko reakcje. Wydaje mi się natomiast że zdecydowanie nie będzie to miało miejsca u osób wychowywanych bez religii.

Można więc założyć że im mniejszy czas i im większe zaskoczenie ze strony bólu/nieszczęscia/złej stuacji etc, tym większa szansa na mimowolne irracjonalne reakcje.

Wydaje mi się więc że różnice między irracjonalizmem i racjonalizmem nie ma właśnie głownie w początkowym momencie, kiedy róznic być nie powinno, bo odwołujemy się do najbardziej pierwotnych instynktów/wierzeń, natomiast im dłuższy czas minął od bodća, tym bardziej racjonalnie się myśli.

Przykładowo - całkowicie racjonalna na codzień osoba, może również reagować na przebiegnięcie czarnego kota etc. tak jak normalna osoba.
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)
   Po smaku i zapachu rzeczywiście nie poznać. Irracjonalizm zakotwiczony jest w świadomości gdzieś głębiej, bodaj na tym samym poziomie, na którym u ciebie, diogenesie oraz u estetki kryje się wzgarda do zasad języka pisanego. Argumenty użyte wobec was przynoszą ten sam skutek.

   Deszczowi nie wygraża się, raczej należy wejść pod dach. Przynajmniej pod parasol.
03-07-2007 09:33 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Irracjonalizm zakotwiczony jest w świadomości gdzieś głębiej,

wciąż ten naiwny obraz świadomości jako rzeczki lub strumienia, w ktorym pływaja sobie rybki myśli, który ma poziomy, dno (lub kilka den), głębie, mielizny, powierzchnię, no i rzecz jasna świetlane przestworza. fajna bajka. już dziadek kartezjusz pożegnał się z rozciągłą naturą "rzeczy myślącej", ale jak widać obrazy (archetypy?) wciąż zastępują nam myślenie. teraz nazywa sie to modnie "model", ale to tylko zamiana słówka na słówko. czy to jest racjonalna, a więc w jakiś sposób niesprzeczna z nauką koncepcja? w jej ramach mówiono kiedyś o "głębi duszy" myśląc, że o czymś mówiono...nie przeczę, że świadomość może mieć stany (i paralelne do niej również stany układu nerwowego: stan snu można wykryć odpowiednim urządzeniem...), ale nie mają one nic wspólnego z głębią, którą można by "sondować", wykrywając na jej dnie szlam irracjonalizmu...

>wzgarda do zasad języka pisanego.

oh, nie wiem, czy zasady gramatyki są akurat po to, aby chylić przed nimi czoło. stosuję tu fikołek myślowy gombrowicza: jesli wiesz, że rybę je się dwoma widelcami, możesz jeść ją łapami. podobnie myślał pollock, mój ulubiony malarz, kiedy w towarzystwie zamiast grzać się przy kominku - odlał się do niego...możesz rzecz jasna adorować małe i wielkie litery i adoracje tę zakotwiczać w "wyższych" regionach świadomości, ale to - jeśli już nie twój wybór - to twoja sprawa...jak widzisz, nie jestem konserwatystą, i staram się metodycznie nim nie być...i co więcej, uważam to za ważny składnik mojego racjonalizmu, plastyczności mojego (i równie nie mojego) mózgu...

>Deszczowi nie wygraża się, raczej należy wejść pod dach. Przynajmniej pod parasol

głębokie jak...ulewa

pozdrawiam
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)
   Najwięcej oryginalności okazują zazwyczaj ci, którzy niewiele więcej potrafią okazać. Czasami i na tym coś można zbudować.

   To ciekawe życie, tak wciąż kombinować, jakie jeszcze zasady nadają się do zignorowania. Dałbym ci plusa, diogenesie, gdybyś potrafił orzec, które się nie nadają.
diogenes
>   Najwięcej oryginalności okazują zazwyczaj ci, którzy niewiele więcej potrafią okazać. Czasami i na tym coś można zbudować.

uważam potrzebę oryginalności (kreatywności) za ważny składnik ludzkiej psyche. dlaczego tworzymy coś innego, nowego? nie zawsze muszą to być piramidy egipskie, systemy arystotelesa, kopernika, einsteina czy płótna piccassa... ale próba łamania, ignorowania, obchodzenia tradycji, kanonów, reguł, zasad, aksjomatów to jedna z tych cech człowieka, która utrzymuje go przy życiu. nie sądzę, aby ten "instynkt" (przynajmniej odnośnie niektórych ludzi) można było sprowadzić do kilku głupich grymasów. to stara mądrość. kamień odrzucony czasami staje sie kamieniem węgielnym. tu się z tobą zgadzam. co zas do myślenia głupstw: zwróć uwagę na metodę burzy mózgów, podczas której lęgną sie czasem oryginalne pomysły....

>   To ciekawe życie, tak wciąż kombinować, jakie jeszcze zasady nadają się do zignorowania.

ignorowanie, to pomijanie, nieuwzględnianie, brak zainteresowania. nie mam na mysli czegoś takiego. chodzi jedynie o twórczą krytykę, która nie cofa się przed niczym, absolutnie przed niczym (w języku teologii mówiąc: nawet przed sporem z bogiem). to tak, jak na rysunku mleczki: dzieci zamiast patrzeć na kukiełki teatrzyku, wolą zaglądać za kurtynę, jak to się robi...zanim ktoś je nie upupi: bo potem patrzą na swiat jak na mszę, i juz nic w nim nie chcą zmieniać. tak więc za niepodważalną zasadę uważam zasadę krytycyzmu w wersji nieograniczonej (np. tylko do nauki). zauważ, że ta zasada odnosi sie również do siebie. tak więc wszystko, co zalatuje jakąś formą dogmatyzmu - jest dla mnie nieracjonalne, bowiem wszystko ulega zmianie(język też, i nie ma powodów do tego, by próbowac go zmieniać w sposób świadomy). ruch wstecz jest śmieszny i szkoda podawać jego przykłady. oczywiście zasad, które trudno podważać (przynajmniej na pierwszy rzut oka i mysli) jest więcej (np. niesprzeczność), ale uważam, że są przyjęte tylko tymczasowo. punkt wyjścia w myśleniu nie jest punktem dojścia. a, które na początku drogi równe jest samo sobie, na jej końcu może równac się b.
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)
   Nie rozumiemy się, diogenesie.

   Parasol jest, owszem, banalny i teoretycznie można wymyślić coś nowego, jednakże w tym nowym również będzie chodziło o to, aby deszcz nie padał na łeb. Właśnie to stanowi zasadę.
Rzecz jasna, dobrze o tym wiesz. Po jakiego więc diabła krzyczysz o tym? Banałem być może nawet staranie się o niebanalność.
diogenes
>   Parasol jest, owszem, banalny i teoretycznie można wymyślić coś nowego, jednakże w tym nowym również będzie chodziło o to, aby deszcz nie padał na łeb. Właśnie to stanowi zasadę.

ejże...tu nie chodzi tylko o teoretyczne wymyślanie czegoś nowego, np. teorii heliocentrycznej, czy teorii względności. nie chodzi też o teoretyzowanie na temat mody, mozliwych kierunków w sztuce i literaturze. funkcją ubioru np. jest nie tylko ochrona przed ciepłem, ale pełnić on moze też inne, już nie związane z temperaturą (czy opadami) role. widzę, że jesteś na poziomie salomona, który cokolwiek by sie nie działo, powie swoje sakramentalne nihil novum sub sole. w pewnym sensie zgodzę się z tobą, ale jest jakoś tak, że życie nie rozgrywa się na poziomie abstrakcji, gdzie możesz sobie definiować pewne niezmienne struktury czy - jak chcesz - zasady. jesli siedzisz zbyt długo w miękkim fotelu - w pewnej chwili poczujesz potrzębę zmiany miejsca, i siądziesz sobie na dębowej ławie. czy cos nowego zaszło? dalej siedzisz. (coś jak icek, który chodził w celi, by nie siedzieć.). jesli ktos kazałby ci czytać sto razy potop, dostaniesz halucynacji i stworzysz cos innego, żeby obronić się przed tym barachłem. jesli bedziesz słuchał nagranego jednego słowa przez jakiś czas - w pewnym momencie zaczniesz słyszeć inne głosy. itd, itp. myślę, że potrzeba zmiany jest taką samą zasadą, jak zasada, której ta zmiana dotyczy. by być dobrze zrozumianym: zmiana formy parasola jest równie konieczna jak sam parasol. to jest, uogólniając, chyba jakaś zasada zmienności w niezmienności. a w salomonowym sformułowaniu: nic nowego i starego pod słońcem.

pozdrawiam
Zbysław Śmigielski (8639 punktów)
   Tak, masz słuszność w swej słuszności. Ty to wiesz, ja to wiem, co nie znaczy, że obaj wiemy to samo.

   Ignorowanie dużych liter jakoś jednak cię ogranicza. Po co stosujesz przecinki, wielokropki i resztę tych zbędnych zasad? Po co w ogóle stosujesz litery? One także przecież ustawiane są według określonych zasad.

   Rozumiem, że wybiórczość służy pewnym konkretom. I jest ci obojętne, gdy tych konkretów nikt nie pojmuje?

   Po prostu nie widzę w twojej zasadzie żadnej czytelnej zasady.
diogenes
>   Tak, masz słuszność w swej słuszności. Ty to wiesz, ja to wiem, co nie znaczy, że obaj wiemy to samo.

pomijając fakt, że nigdy nie jest to mozliwe: niby po co mamy wiedzieć to samo? nawet moje 2+2=4 nie równa się twoje 2+2=4. oczywiście, możesz to sobie w salomonowy sposób wyabstrahowac ze swojej biografii, ale to pozostaje tylko abstrakcją. moje przezycia nie są twoimi przeżyciami, mój mózg nie jest twoim mózgiem itd.

>   Ignorowanie dużych liter jakoś jednak cię ogranicza. Po co stosujesz przecinki, wielokropki i resztę tych zbędnych zasad?

biorę z tych zasad tyle, ile chcę, specjalnie sie nad tym nie zastanawiając. kropka kończy jakąś myśl, więc trudno byłoby pisac pasztet bez kropek. ale i bez tego mozna sie w końcu obejść. mam tu obok rysunek, który przedstawia egipski światopogląd...bez kropek, bez liter, proste rysunki...ale z grubsza wiadomo co chodzi...my wprawdzie mamy bardzo abstrakcyjne światopoglądy, ale światy, w których umieramy są bajecznie proste...

>   Rozumiem, że wybiórczość służy pewnym konkretom. I jest ci obojętne, gdy tych konkretów nikt nie pojmuje?

dokładnie...ty też bierzesz ze świata tyle, aby nie stracić orientacji. czy rozumiesz gwiazdę, na którą nawigujesz? poza tym, że świeci - jest ci obojętna, czyż nie? jeśli moje słowa w niczym nie pomagają ci "żeglować to po prostu je omiń jak zbędne boje. po co komuś w sadzawce mapa pacyfiku? a bardziej abstrakcyjnie: nie zakładam, że to, co tu robimy to próba wymiany tzw. informacji. nie jestem w stanie przewidzieć, jak odbierzesz mój tekst, i jak widzę, nie mylę się, bo wciąż zaskakuje mnie twoja werbalna reakcja. to samo jest z moimi tekstami. nie jestem na tyle naiwny by sądzić, że są - jak to się mówi - zrozumiałe. i nie jest jakimś przypadkowym zbiegiem okoliczności. to raczej "natura" naszego mózgu...tak więc widzisz, że dla mnie tzw. komunikacja bardziej zbliżona jest do konsumpcji przekazu niz wydłubywania z niego tzw. informacji i ich "rozumienie".

>Po prostu nie widzę w twojej zasadzie żadnej czytelnej zasady.

nie widzisz w mojej zasadzie czytelnej zasady...
dobre...które to zasady są czytelne?
może przykazania?
jeśli odrzucisz z logiki zasadę wyłączonego środka (dla wielu zasada ta nie jest oczywista), otrzymasz logikę intuicjonistyczną. i co? czy jest ona bardziej czytelna? po prostu inna. a w pewnych obszarach - lepsza.

pozdrawiam

Wróć do listy wątków działu ABC Racjonalisty

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365