Racjonalista - Strona głównaDo treści
Problem DDA a poszukiwanie "Boga, Bogów"

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » O wszystkim i o niczym
NapisanoAutorTytuł
03-06-2013 20:32knx90 (664 punktów)Problem DDA a poszukiwanie "Boga, Bogów"
Ocena 3 na 3
Witam.

Temat który chcę podjąć, dotyczy osób z dysfunkcją DDA. Doświadczyłem osobiście związku z tego typu osobą i chciałbym z wami podzielić się tym doświadczeniem, niezwykle cennym, dającym niemało wiedzy o relacjach międzyludzkich w ogóle.

Mając niespełna 23 lata na karku, zakochałem się w pewnej dziewczynie. Nie byłoby nic w tym nadzwyczajnego, ot czysto chemiczna reakcja z domieszką namiętności. Jej ojciec był nałogowym Alkoholikiem i "przyznała mi się" zaraz na początku znajomości. Miała trzech braci. Piszę "przyznała mi się" w kontekście klimatu który chcę narysować - jest to pewnego rodzaju auto afirmacja - jestem osobą doświadczoną, która wiele przeszła przez życie. Warto dodatkowo wiedzieć, że była już dwukrotnie zaręczona, pierwszy narzeczony zdradził ją z swoją najlepszą przyjaciółką płodząc dziecko, a drugi narzeczony - były policjant, z którym wzięła kredyt na mieszkanie, przy czym także nie wypaliło i jej bracia musieli żyrować żeby spłacić.

Jako osoba powszechnie ciesząca się szacunkiem czy to w zakładach pracy czy wśród znajomych - podszedłem do tego po ludzku. Z błędów należy wyciągać wnioski, a to co skończone - zostawiać werdyktom historii, której scenariusze są pisane zaraz po rozstaniu lub też po jakimś czasie. Nie ukrywałem nigdy tego, że cenię Racjonalizm - godzenie się z faktami, historią danego człowieka, i przyjmowanie rzeczywistości takiej, jaka ona faktycznie jest. Po pierwsze - rodziców się nie wybiera, co jest faktem niezaprzeczalnym. Po drugie - rozpoczynamy nowy rozdział, więc piszemy od tej chwili nową kartę.

Wielokrotnie kiedy rozmawialiśmy na tematy istotne i te mniej - padało z jej strony "ja tak na prawdę trochę wierzę w tego boga". Nie w formie instytucji Kościelnej, chociaż osoba ta twierdziła że przeszła przez inicjację sakramentalną i związaną z tym serią upokorzeń napalonych czarnych na jej walory fizyczne. Pochodziła ze wsi - gdzie proboszcz jak wiadomo - władca dusz i ziem niczym Flaszka Głódź. Następowało u niej - tak z relacji wynikało, po jakimś czasie mieszanie "alkoholi" - stężenie kościelnych przepisów, alkoholizm domowy, późniejsze ekcesy z amfetaminą w liceum, oraz różne inne upodlające sytuacje, w których normalny człowiek, wymiękłby. Postawa "Ojca" bijącego współbiesiadników wesela swojego syna tasakami - można by rzec - normalka.

Po miesiącu tej jakże satysfakcjonującej znajomości - zerwałem kontakt, w obawie o samego siebie. Osoba ta, jako DDA, zastanawiała się co faktycznie jest realne, a co nie. Nie zastanawiała się z powodu punktu widzenia jakiejś idei filozoficznej, czy czegokolowiek. Jej postawa, jej słowa brzmiały: Ja do niczego się nie nadaję, nienawidzę siebie, ale chociaż dobre to że ty masz przed sobą przyszłość, jakąkolwiek mimo to szukam serii kolejnych złudzeń w postaci kogoś kto się mną zaopiekuje, kogoś kto będzie moim psychoterapeutą. Na nic zdały się me wysiłki w postaci podbudowujących słów. Słów pełnych optymizmu, pewnej nadziei na lepsze jutro. Mój cały racjonalizm, a po jakimś czasie selektywne nie branie do siebie pewnych spraw - spadł na panewce, w obliczu alkoholu złożonego z religii, który był podpalany przez "domowe ognisko rodzinne". Otrzymaliśmy prawdziwy "ogień piekielny" na ziemi. W obliczu pewnej klęski, jako osoba pewna siebie - wycofałem się z tego układu jak najszybciej się dało.

Pragnę zwrócić uwagę w przytoczonej wyżej historii na kilka bardzo ważnych faktów. Po pierwsze, osoby takie swoje traumy przelewają niepotrzebnie na swoich partnerów - zamiast iść do specjalisty i podjąć długoterminową terapię, wolą trwać w centrum piekiełka alkoholowo-religijnego - tak jest im bezpiecznie, ponieważ w tym się wychowali. Ich naturalną zdolnością jest brak zdolności do tworzenia poprawnych relacji, które dają satysfakcję w wielu wymiarach. Nie ulega wątpliwości że przez łóżko starają się zatrzeć jarzmo piekiełka, które sami sobie fundują, pogłębiając frustrację. To tylko jeden z defektów, tak skomplikowanych osobowości. Zarówno wyznają wiarę w "boga, bogów", najczęściej katolickiego, jednocześnie destrukcyjnie wpływając na otaczającą rzeczywistość, i możliwości, jakie ona niesie.

Zrobiłem z czystej przekory mały eksperyment tak na koniec, który mnie tylko utwierdził w tym. Zabrałem ową osobę do Kościoła, dnia 1 stycznia, br. Jakież było moje zdziwienie, kiedy po prawie wieloletniej abstynencji od treści kościelnych, osoba owa chciała się wyspowiadać. Ba, kiedy wielebny z ambony powiedział o tym że Parafia posiada swoją stronę na Facebooku - jej radości nie było końca i mogła o tym wiele godzin dupę truć.

Koniec końców, pomimo ognia namiętności, zwyciężył we mnie rozsądek, dając mi podstawy, młodemu racjonaliście, do patrzenia pozytywnie w przyszłość, z dużym doświadczeniem życiowym, które jest bezcenne.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Ratatoskr (4439 punktów)
>osoby takie swoje traumy przelewają niepotrzebnie na swoich partnerów - zamiast iść do specjalisty i
>podjąć długoterminową terapię, wolą trwać w centrum piekiełka alkoholowo-religijnego
(...)
> To tylko
>jeden z defektów, tak skomplikowanych osobowości. Zarówno wyznają wiarę w "boga, bogów", najczęściej
>katolickiego, jednocześnie destrukcyjnie wpływając na otaczającą rzeczywistość, i możliwości, jakie
>ona niesie.

Poznałeś 1 (słownie: j-e-d-n-ą) osobę z DDA.

Pojęcia nie masz o zjawisku, prawdopodobnie nawet nie słyszałeś o całym spektrum ról i postaw życiowych przybieranych przez DDA.

Pomimo to jesteś gotowy wypowiadać się na temat TYCH osób, tego jak one się zachowują, czy są religijne, jak wpływają na swoje otoczenie, itp.

Naprawdę uważasz, że to jest racjonalne stanowisko?
knx90 (664 punktów)
>>osoby takie swoje traumy przelewają niepotrzebnie na swoich partnerów - zamiast iść do specjalisty i
>>podjąć długoterminową terapię, wolą trwać w centrum piekiełka alkoholowo-religijnego
>(...)
>> To tylko
>>jeden z defektów, tak skomplikowanych osobowości. Zarówno wyznają wiarę w "boga, bogów", najczęściej
>>katolickiego, jednocześnie destrukcyjnie wpływając na otaczającą rzeczywistość, i możliwości, jakie
>>ona niesie.
>Poznałeś 1 (słownie: j-e-d-n-ą) osobę z DDA.
>Pojęcia nie masz o zjawisku, prawdopodobnie nawet nie słyszałeś o całym spektrum ról i postaw życiowych przybieranych przez DDA.
>Pomimo to jesteś gotowy wypowiadać się na temat TYCH osób, tego jak one się zachowują, czy są religijne, jak wpływają na swoje otoczenie, itp.
>Naprawdę uważasz, że to jest racjonalne stanowisko?

Nie twierdzę że poznałem jedną osobę DDA, ale swoje wnioski opieram w głównej sile na tej osobie, z którą najwięcej doświadczyłem w tej materii.

Mod:
Kasuj, proszę, zbędne, cytowania.
04-06-2013 00:33 
 Ocena 3 na 3
Ratatoskr (4439 punktów)
> wyznają wiarę w "boga, bogów"
>(...)
>Nie twierdzę że poznałem jedną osobę DDA, ale swoje wnioski opieram w głównej sile na tej osobie, z którą najwięcej doświadczyłem w tej materii.

A ja twierdzę, że bezpodstawnie generalizujesz.

Np. ja jestem DDA i od wiary w boga / bogów jest mi jak najbardziej daleko.

Poza tym, osoba z DDA może równie dobrze być niekonfliktowym perfekcjonistą, który udręcza głównie siebie - tu również generalizujesz.

Generalnie, mam wrażenie, że przyszedłeś tu wylać swoje żale za rozpadnięty związek i pokazać nam, jakie to te DDA są niedobre.
Smoothie (163 punktów)
Zainteresował mnie Twój wątek, gdyż od 2 miesięcy jestem w związku z mężczyzną, który również zmaga się z syndromem DDA (Twój post pomógł mi zrozumieć, że istnieje nazwa problemów z jakimi się zmaga). Jest to człowiek niezwykle inteligentny, o szerokim spektrum zainteresowań, jest też niewierzący. Przez cały okres naszej znajomości złe duchy przeszłości nie dawały o sobie znać, do czasu naszego niedawnego pierwszego sporu. Otóż okazało się, że w pewien sposób czuje się ode mnie gorszy, jest zazdrosny o moją lepszą przeszłość, przechodzi coś na obraz depresji (brak chęci do działania, kompleksy, niedowartościowanie). Drążąc temat okazało się, że na krótko przed poznaniem mnie przechodził ciężkie załamania nerwowe, bezsenność (czy wręcz przeciwnie - niewychodzenie z łóżka przez tygodnie), migreny. Miał problemy z nawiązywaniem prawidłowych relacji z ludźmi, był kompletnie zamknięty w sobie.

Chyba nie zdając sobie sprawy z posiadania DDA na całe szczęście udało mu się zrobić krok milowy w stronę poprawy samooceny i relacji z ludźmi. Jednak w momentach stresujących nadal zachowuje się dziwnie, po rozmowach z nim wiem, że trudno mu zrozumieć dlaczego nagle załamuje się i nie potrafi opanować nerwów i trzeźwo spojrzeć na problem. Piszę o tym dlatego, że jego zachowanie w takich momentach zaniża jego wizerunek w moich oczach - przez co boję się, że pomimo iż jest rewelacyjnym facetem może stracić w moich oczach co niechybnie doprowadzi do rozstania.

Chciałabym mu jakoś pomóc, gdyż wiem, że uczucia jakimi mnie darzy przybrały niebotyczne rozmiary (boję się, że DDA również jest tego przyczyną - obsesyjna miłość?) i nie ukrywam, że bardzo mi na nim zależy. Nie chciałabym skrzywdzić i tak już skrzywdzonego przez los człowieka.

Niezaprzeczalnie powinien udać się do specjalisty, lecz moje pytanie kieruję do osób, które być może wiedzą więcej na temat DDA - jaką literaturę mogłabym mu podsunąć i jak poradzić sobie z sytuacjami, w których on rzeczywiście załamuje się lub sam zadręcza (i zdaje sobie z tego sprawę, lecz nie potrafi przestać). Sprowadzanie do pionu, pocieszanie niekoniecznie pomaga...
knx90 (664 punktów)
Wydaje mi się że uczuciom daleko jest do racjonalności, chociaż będąc w związkach z tego typu osobami, wydaje nam się czasami że mamy poczucie misji do spełnienia. Jest to forma para-religijności, bo przekraczamy już granicę między byciem partnerem a psychologiem związku. Takie jest przynajmniej moje zdanie i będę go bronić, gdyby pojawiły się jakieś kontr argumenty na to stanowisko. Ad rem.

To ty jako osoba świadoma, wybierasz sposób w jaki chcesz żyć. Wybierasz towarzystwo w którym chcesz przebywać, ludzi - z którymi chcesz dzielić pasje, zainteresowania, troski, czy "nadzieje". Będąc osobą "zdrową" w myśl rozumieniu związku z DDA, twoja rola raczej ogranicza się albo do umówienia na terapię do dobrego psychologa/psychoterapeuty, po wcześniejszym zasięgnięciu opinii, lub też zapodaniu literatury, która pomoże w "walce". Jeśli sami na własną rekę stajemy się takimi "psychologami" w związku z DDA, automatycznie ponosimy konsekwencje przeszłości, niejako stając się jej współ zakładnikami. Literatury naukowej nie kojarzę, bo swoją wiedzę czerpię na podstawie doświadczenia, co najwyżej czytałem opracowania oraz rozmowy które toczyłem ze specjalistami z tych dziedzin. Jednakże myślę że telefonicznie da się otrzymać odnośnik do pozycji które mogą pomóc w lepszym zrozumieniu tego problemu.

Z twojej wypowiedzi wynika, że twój chłopak podjął milowy krok. To bardzo ważne, ale tylko dla ciebie, bo jest to twoje subiektywne odczucie, podsycane uczuciem, w które nie ośmielam wchodzić. Trzeba zdać sobie sprawę, że ta osoba musi chcieć się zmienić, zamykając przeszłość. To jest klucz do sukcesu do którego ja nie mam mapy, bo podjąłem decyzję, że jednak wybieram siebie i swoją przyszłość, bo mam prawo do własnego szczęścia niż życie z kimś kto żyje traumami przeszłości, nie chcąc i defacto nie mogąc ich zamknąć. Egoizm, zwłaszcza ten racjonalny to czasami bardzo dobra rzecz.
Smoothie (163 punktów)
>Trzeba zdać sobie sprawę, że ta osoba musi chcieć się zmienić, zamykając przeszłość. To jest klucz do sukcesu do którego ja nie mam mapy, bo podjąłem decyzję, że jednak wybieram siebie i swoją przyszłość, bo mam prawo do własnego szczęścia niż życie z kimś kto żyje traumami przeszłości, nie chcąc i defacto nie mogąc ich zamknąć. Egoizm, zwłaszcza ten racjonalny to czasami bardzo dobra rzecz.

Właśnie dlatego chciałabym mu jakoś pomóc, gdyż trwanie w związku, w którym jedna strona ma ewidentny problem jest destrukcyjny i nie może być "zdrowy". Facet chce się zmienić i ja mogę służyć mu wsparciem, gdyż wiem jak mu ciężko. Jednak do czasu i on zdaje sobie z tego sprawę.
Sama pochodzę z rodziny, w której ojciec bardzo mocno nadużywał, udało mi się pozbierać i wyjść obronną ręką - zastanawia mnie tylko jak to jest, że w pewien sposób osoby z taką przeszłością wpadają z gruszki pod jabłoń - wiążą się z osobami o podobnych przejściach związanych z alkoholizmem w rodzinie. Czyżby to była ta "misja do spełnienia", o której piszesz? Nie chcę tkwić w związku z osobą niestabilną emocjonalnie - pytanie tylko jak duży kredyt czasu powinnam mu dać, jak mu pomóc prócz nakierowania na odpowiednie materiały i specjalistów, lub po prostu poczekać jak rozwinie się sytuacja.
No cóż, będę musiała poważnie zastanowić się czy brnąć w to dalej.
03-06-2013 22:37 
 Ocena 1 na 1
knx90 (664 punktów)
Misję do spełnienia podzielę na dwie części:

Z twojej strony może to być chęć "wyciągnięcia" ukochanej osoby z dna, przez co:

a) wariant z natychmiastowym ukierunkowaniem poprzedzoną szczerą rozmową: dzwonisz do specjalisty za zgodą i wiedzą chłopaka, ustalasz termin wizyty i ewentualne okoliczności. Rozpoczyna się powolny proces że tak powiem "rehabilitacji", który dla ciebie i twojego szczęścia jest najkorzystniejszy.

b) stajesz się psychologiem dla chłopaka, powolnym centrum zrzutu jego przeszłości, stając się zakładnikiem przeróżnych traum, niepowodzeń, w końcu DDA obarcza cię różnymi niepowodzeniami, sukcesywnie rujnując poczucie własnej wartości.

Z jego strony

a) Patologiczna chęć niesienia pomocy wszelkim stworzeniom na niebie i ziemi pod każdą postacią.

Do ciebie zawsze należy wybór, i pamiętaj że musi być const. w dawaniu i braniu w związku.

Życzę odwagi w podejmowaniu decyzji.
04-06-2013 00:37 
 Ocena 2 na 2
Ratatoskr (4439 punktów)
>Niezaprzeczalnie powinien udać się do specjalisty, lecz moje pytanie kieruję do osób, które być może wiedzą więcej na temat DDA - jaką literaturę mogłabym mu podsunąć i jak poradzić sobie z sytuacjami, w których on rzeczywiście załamuje się lub sam zadręcza (i zdaje sobie z tego sprawę, lecz nie potrafi przestać). Sprowadzanie do pionu, pocieszanie niekoniecznie pomaga...

A ile już wiesz o DDA? Nie jestem specjalistą od DDA, znam problem raczej "od środka" bo sama to mam/miałam i moja partnerka ma. Lata całe zajęło mi wyleczenie się z pewnych reakcji, a wcześniej jeszcze uświadomienie sobie natury swojego problemu.

Pierwsze pytanie jakie bym zadała to: którą z ról wybrał sobie swego czasu w domu rodzinnym twój partner jako mechanizm obronny (i zapewne nadal się w nią wciela w dorosłym życiu, chociaż mu to już nie pomaga, a nawet szkodzi).

www.psycho(*)rtykuly/27,role-w-rodzinie-dda
Smoothie (163 punktów)
Bardzo dziękuję za ten link - podesłałam głównemu zainteresowanemu, mnie samej bardzo pomógł. Na pewno będę pogłębiać wiedzę na temat DDA, a być może wybiorę się też do specjalisty.
knx90 (664 punktów)
>A ile już wiesz o DDA? Nie jestem specjalistą od DDA, znam problem raczej "od środka" bo sama to mam/miałam i moja partnerka ma. Lata całe zajęło mi wyleczenie się z pewnych reakcji, a wcześniej jeszcze uświadomienie sobie natury swojego problemu.

Bez obrazy, ale tak właśnie zastanawiałem się skąd takie u ciebie pochopne wyciąganie wniosków czego dowodem (jak na razie jedynym) jest twoja wypowiedź wyżej skierowana w moją stronę. Nie odbieram tego jak atak, natomiast rzuca mi się w oczy potwierdzenie tezy którą bardzo często podsuwają właśnie DDA, że to oni najwięcej i najlepiej wiedzą, bo przez to przeszli, a osoby obok, nie mają o niczym pojęcia. Jest to bardzo charakterystyczne i bardzo znamienne, krzywdzące niejako osobę zainteresowaną problematyką swojego partnera.

>A ja twierdzę, że bezpodstawnie generalizujesz.

Temat ten jest ukierunkowany na daną problematykę, zamkniętą w pewne ramy. Mamy tu do czynienia z danym doświadczeniem, więc nie rozumiem, gdzie tu generalizowanie To bardzo tani zarzut, by spróbować zdyskredytować interlokutora. Jeśli nie chcesz mnie wypunktować, by dowieść że masz rację - pozostaję przy swoim zdaniu, które jest mocno podparte empirią.
04-06-2013 11:17 
 Ocena 2 na 2
Ratatoskr (4439 punktów)
>Mamy tu do czynienia z danym doświadczeniem, więc nie rozumiem, gdzie tu generalizowanie To bardzo tani zarzut, by spróbować zdyskredytować interlokutora. Jeśli nie chcesz mnie wypunktować, by dowieść że masz rację - pozostaję przy swoim zdaniu, które jest mocno podparte empirią.

Oczywiście, że mogę wypunktować:

Zakładasz temat:
> "Problem DDA a poszukiwanie »Boga, Bogów«"

i piszesz:
> "Temat który chcę podjąć, dotyczy OSÓB z dysfunkcją DDA".
> "wyznają wiarę w "boga, bogów", najczęściej katolickiego"

Jak już wspomniałam, jestem DDA i mnie jakoś nie dotyczy. Rozumiem, że dysponujesz jakimiś statystykami religijności osób DDA w porównaniu do reszty populacji?
- Pierwsza nieuzasadniona generalizacja.

Dalej piszesz:
> "osoby takie swoje traumy przelewają niepotrzebnie na swoich partnerów".
> "destrukcyjnie wpływając na otaczającą rzeczywistość"

Co jest oczywistą nieprawdą, bo jeśli natrafisz np. na DDA typu "bohater rodzinny" to spotkasz się raczej z postawą: "Zwykle bierze na siebie różne obowiązki i świetnie sobie z nimi radzi (np. gotowanie, sprzątanie, wychowywanie młodszego rodzeństwa). Jest dzielny, opanowany, pełen poświęcenia i gotowości do rezygnacji z siebie dla innych".
- Druga nieuzasadniona generalizacja.

> "zamiast iść do specjalisty i podjąć długoterminową terapię, wolą trwać w centrum piekiełka alkoholowo-religijnego"

Rozumiem, że dysponujesz odnośnie tej kwestii jakimiś statystykami, uprawniającymi cię do postawienia tezy, że osoby takie nie podejmują terapii? Nie część z tych osób, nie większość - wszystkie.
- Trzecia nieuzasadniona generalizacja.

> "Nie ulega wątpliwości że przez łóżko starają się zatrzeć jarzmo piekiełka"

Ponownie, rozumiem, że dysponujesz jakimiś seksuologicznymi statystykami odnośnie zachowań łóżkowych osób z DDA? Rozumiem, że nigdy nawet nie słyszałeś o DDA wycofanych i zablokowanych seksualnie.
- Czwarta nieuzasadniona generalizacja.

Jak na post, w którym trzy razy pada słowo "racjonalizm" i raz "rozsądek". Jest to przedstawienie sprawy dalekie od racjonalizmu.
knx90 (664 punktów)
>Jak już wspomniałam, jestem DDA i mnie jakoś nie dotyczy. Rozumiem, że dysponujesz jakimiś statystykami religijności osób DDA w porównaniu do reszty populacji?
- Pierwsza nieuzasadniona generalizacja.

Jest wyraźnie napisane, że temat dotyczy DDA wierzących w bóstwa, więc jeśli nie dotyczy to ciebie, to nie rozumiem o co wątpliwość. Nigdzie nie stwierdziłem, że istnieją tylko wierzący DDA.

>Co jest oczywistą nieprawdą, bo jeśli natrafisz np. na DDA typu "bohater rodzinny" to spotkasz się raczej z postawą: "Zwykle bierze na siebie różne obowiązki i świetnie sobie z nimi radzi (np. gotowanie, sprzątanie, wychowywanie młodszego rodzeństwa). Jest dzielny, opanowany, pełen poświęcenia i gotowości do rezygnacji z siebie dla innych".
- Druga nieuzasadniona generalizacja.

Dobrze, ale warto się zastanowić co jest emanacją tego typu zachowań. No właśnie problemy osobowościowe wytworzone w przeszłości, które możemy mylnie mylić z dorosłością. Defacto, podtrzymuje to moją tezę.

>Rozumiem, że dysponujesz odnośnie tej kwestii jakimiś statystykami, uprawniającymi cię do postawienia tezy, że osoby takie nie podejmują terapii? Nie część z tych osób, nie większość - wszystkie.
- Trzecia nieuzasadniona generalizacja.

To jest z twojej strony nadinterpretacja tego co napisałem.
Z moich obserwacji - niezwykle rzadko. Dotyczy to także moich znajomych, którzy są DDA. Nie korzystają z pomocy, nie idą na terapię - konkretnie oni. Jeśli DDA idzie na terapię to jest to efekt pracy dwojga ludzi (ich) - ja dotąd czy to po znajomych DDA czy na własnej skórze poznałem oblicze DDA, które nie chce się leczyć. Absolutnie nie mam zamiaru porównywać tego syndromu do jakiegoś uzależnienia, np. od Papierosów i rozważań typu: wyjść/nie wyjść z uzależnienia bo ten syndrom jest spektrum tak wielu zależności i konotacji rodzinnych, do których - w temacie poruszanym, dochodzi szukanie nadziei w czymś na co nie ma dowodów istnienia (dalsza forma błądzenia).

>Ponownie, rozumiem, że dysponujesz jakimiś seksuologicznymi statystykami odnośnie zachowań łóżkowych osób z DDA? Rozumiem, że nigdy nawet nie słyszałeś o DDA wycofanych i zablokowanych seksualnie.
- Czwarta nieuzasadniona generalizacja.

Mówię tylko o jednym konkretnym przypadku, który zachowania seksualne traktuje jako jedyny azyl bezpieczeństwa i formę leczenia, co jest defacto dalekie od leczenia. Czyli sprawa nie dotyczy ciebie, a starasz się punktować moje argumenty, nadając im rangę ogólników, podczas gdy dotyczą danego przypadku. To nie jest racjonalizm. To jest czepialstwo, podyktowane jak mniemam osobistym stosunkiem do tematu - ogółem.
04-06-2013 12:21 
 Ocena 1 na 1
Ratatoskr (4439 punktów)
>Jest wyraźnie napisane, że temat dotyczy DDA wierzących w bóstwa,

Nie, nie jest wyraźnie napisane. Wielokrotnie używasz liczby mnogiej, pisząc "osoby te". Pisz na przyszłość "osoba ta" i nie będę się czepiać.

>> [bohater rodzinny]
> Dobrze, ale warto się zastanowić co jest emanacją tego typu zachowań.

Emanacją tego typu zachowań jest to, że: "bohater rodzinny" Jest dzielny, opanowany, pełen poświęcenia i gotowości do rezygnacji z siebie dla innych.

> No właśnie problemy osobowościowe wytworzone w przeszłości, które możemy mylnie mylić z dorosłością. Defacto, podtrzymuje to moją tezę.

Którą tezę? Bo na pewno nie tą, mówiącą iż: "osoby takie swoje traumy przelewają niepotrzebnie na swoich partnerów".

> Mówię tylko o jednym konkretnym przypadku

I tego się trzymaj.
04-06-2013 14:32 
 Ocena 1 na 1
knx90 (664 punktów)
>Emanacją tego typu zachowań jest to, że: "bohater rodzinny" Jest dzielny, opanowany, pełen poświęcenia i gotowości do rezygnacji z siebie dla innych.

Pytanie pozostaje tylko otwarte, na ile jest to rzeczywista chęć, a na ile wypracowany mechanizm obronny wyniesiony z bagażem innych doświadczeń.
Ratatoskr (4439 punktów)
>>Emanacją tego typu zachowań jest to, że: "bohater rodzinny" Jest dzielny, opanowany, pełen poświęcenia i gotowości do rezygnacji z siebie dla innych.
>Pytanie pozostaje tylko otwarte, na ile jest to rzeczywista chęć, a na ile wypracowany mechanizm obronny wyniesiony z bagażem innych doświadczeń.

I jedno i drugie: DDA typu "bohater" naprawdę tak czuje i myśli (tzn. niczego nie udaje) i chce pomagać innym, zapominając o swoich potrzebach, a zarazem jest to mechanizm obronny wypracowany w dzieciństwie.
knx90 (664 punktów)
>I jedno i drugie: DDA typu "bohater" naprawdę tak czuje i myśli (tzn. niczego nie udaje) i chce pomagać innym, zapominając o swoich potrzebach, a zarazem jest to mechanizm obronny wypracowany w dzieciństwie.

No więc właśnie jest to dowód na ścisły związek z przeszłością, z którym, z perspektywy osoby która tego nie doświadczyła, powinno się go przemyśleć lub nawet zerwać, a przynajmniej kilka spraw poddać pod ponowne przewartościowanie, za pomocą specjalistów i dużej ilości szczerych rozmów. Ale żeby do tego doszło, potrzeba po prostu dobrej woli. Bo wiadomym jest, że świat z reguły bywa niesprawiedliwy, i tego typu osoby mogą nosić w sobie duże poczucie krzywdy, pomimo coraz mocniejszego zaangażowania w sprawy innych, zapominając o sobie. Według mnie to tylko rodzi kolejne problemy, zamiast ucinać ich źródło.
Ratatoskr (4439 punktów)
>>I jedno i drugie: DDA typu "bohater" naprawdę tak czuje i myśli (tzn. niczego nie udaje) i chce pomagać innym, zapominając o swoich potrzebach, a zarazem jest to mechanizm obronny wypracowany w dzieciństwie.

>No więc właśnie jest to dowód na ścisły związek z przeszłością, z którym, z perspektywy osoby która tego nie doświadczyła, powinno się go przemyśleć lub nawet zerwać, a przynajmniej kilka spraw poddać pod ponowne przewartościowanie, za pomocą specjalistów i dużej ilości szczerych rozmów.

Bardzo proszę o przetłumaczenie powyższego zdania na język polski.

> tego typu osoby mogą nosić w sobie duże poczucie krzywdy, pomimo coraz mocniejszego zaangażowania w sprawy innych, zapominając o sobie. Według mnie to tylko rodzi kolejne problemy, zamiast ucinać ich źródło.

Tak, to jest prawda. Taka postawa psuje jakość życia "bohaterowi DDA" nawet jeśli społecznie odbierany jest bardzo pozytywnie.
04-06-2013 11:31 
 Ocena 1 na 1
Ratatoskr (4439 punktów)
> oni najwięcej i najlepiej wiedzą, bo przez to przeszli, a osoby obok, nie mają o niczym pojęcia.

No właśnie, przeszedłeś JEDEN związek z osobą DDA a teraz zachowujesz się jak Marsjanin, który po spotkaniu jednego człowieka, opowiada wszystkim, że: "Ludzie są żółci, mają skośne oczy, mieszkają w domach zbudowanych z lodu i żywią się rybami".

> Jest to bardzo charakterystyczne i bardzo znamienne, krzywdzące niejako osobę zainteresowaną problematyką swojego partnera.

Gdybyś rzeczywiście był zainteresowany problematyką swojej partnerki, zdążyłbyś się czegokolwiek dowiedzieć na temat DDA w ogólności. Twoje, zamieszczone na forum słowa, wyraźnie wskazują, że cała twoja wiedza o zjawisku ogranicza się do obserwacji pojedynczego przypadku.
knx90 (664 punktów)
>Gdybyś rzeczywiście był zainteresowany problematyką swojej partnerki, zdążyłbyś się czegokolwiek dowiedzieć na temat DDA w ogólności. Twoje, zamieszczone na forum słowa, wyraźnie wskazują, że cała twoja wiedza o zjawisku ogranicza się do obserwacji pojedynczego przypadku.

Słów niezacytowanych nie będę komentował, odniosę się krótko tylko do w/w. Nie jestem zawodowym psychologiem ani psychoterapeutą, więc moja wiedza odbiega oczywiście od naukowego dyskursu. Natomiast dla mnie osobiście najcenniejsza jest wiedza, która pochodzi z doświadczenia. Ja osobiście nie klasyfikuję tego jako jakiegoś ograniczenia - wyrażam własne obserwacje, dzieląc się doświadczeniem z innymi ludźmi - jak widać już, z małym sukcesem.

Co do zainteresowania partnerką, itp - braku szacunku i przejawów agresji, szantaży emocjonalnych ze strony DDA nie wolno usprawiedliwiać trudną przeszłością. A już na pewno nie wszystkich wad. Trzeba na sprawę spojrzeć trzeźwo - jeśli ktoś mnie nie szanuje, nie zasługuje na mnie.
Tego także doświadczyłem, i między innymi jest to element w oparciu o który wyrażam swoje zdanie.

Pozdrawiam
Ratatoskr (4439 punktów)
>Co do zainteresowania partnerką, itp - braku szacunku i przejawów agresji, szantaży emocjonalnych ze strony DDA nie wolno usprawiedliwiać trudną przeszłością. A już na pewno nie wszystkich wad.

Gdzieś coś podobnego sugeruję?
04-06-2013 16:30 
 Ocena 1 na 1
knx90 (664 punktów)
>>Co do zainteresowania partnerką, itp - braku szacunku i przejawów agresji, szantaży emocjonalnych ze strony DDA nie wolno usprawiedliwiać trudną przeszłością. A już na pewno nie wszystkich wad.
>Gdzieś coś podobnego sugeruję?

Nie twierdzę że to sugerujesz, tylko odpowiadam na wcześniejszy zarzut, podając ci odpowiedź na rzekomy brak zainteresowania z mojej strony.
DEMONICON (4893 punktów)
Może problem DDA nie istnieje?

metromsn.g(*)o_partyzantka___Terapeuta.html

Pozdrawiam

Wróć do listy wątków działu O wszystkim i o niczym
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365