Racjonalista - Strona głównaDo treści
Crimen sollicitationis i art. 240 KK

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Kościół i antyklerykalizm
NapisanoAutorTytuł
22-07-2011 16:51Ironhide (432 punktów)Crimen sollicitationis i art. 240 KK
Ocena 8 na 8
Nie wiedziałem, że nie mam obowiązku zawiadomienia organów ścigania o znanym mi przypadku molestowania, czy gwałtu. Dlatego nie rozumiałem, dlaczego nikt nie pozwał do sądu duchowieństwa za stosowanie instrukcji Crimen sollicitationis. Teraz rozumiem. Ta instrukcja nie nawołuje do przestępstwa, gdyż niepowiadomienie o molestowaniu/gwałcie przestępstwem nie jest.

No i jeszcze art 178. Kler może dowolnie zasłaniać się przed prokuraturą tym punktem drugim, twierdząc, że nie mogli powiadomić organów ścigania, bo akurat o molestowaniu/gwałcie wiedzieli ze spowiedzi.

"38. Należy zachować największą dyskrecję podczas zapraszania tych osób na rozmowę: nie zawsze stosownym będzie wzywać je do publicznych pomieszczeń kancelarii; zwłaszcza, jeśli przepytywanymi są młode dziewczęta, żonate kobiety lub służba. W takich przypadkach zaleca się raczej, aby przywołać je dyskretnie na przesłuchanie w zakrystii lub innym miejscu (np. w miejscu przeznaczonym do spowiedzi), wedle rozsądnego rozeznania ordynariusza lub sędziego. Jeśli ci, którzy mają zostać zbadani, żyją w szpitalach, zakonach lub kościelnych domach dla dziewcząt, muszą być oni/one przywoływani ostrożnie, w osobne dni, zależnie od konkretnych okoliczności (Instrukcja Świętego Oficjum z 20 lipca 1890 r.)"

Dobrze rozumuję, czy coś mi umyka?

Cytat:
VI. Niezawiadomienie o przestępstwie

Prawo polskie nie zna powszechnego obowiązku prawnego zawiadamiania organów ścigania o znanym komuś fakcie popełniania przestępstwa. Obowiązek taki mają jedynie instytucje państwowe i samorządowe (a więc kierujące nimi osoby), które w związku ze swą działalnością dowiedziały się o popełnieniu przestępstwa ściganego z urzędu (art. 304 § 2 KPK). Wszyscy pozostali obywatele mają tylko społeczny (a więc nie wywołujący żadnych skutków prawnych) obowiązek zawiadomienia o przestępstwie (art. 304 § 1 KPK).

Wyjątek od tej ogólnej zasady stwarza art. 240 KK, który zobowiązuje, pod groźbą odpowiedzialności karnej, do niezwłocznego zawiadamiania organów powołanych do ścigania o karalnym przygotowaniu albo o usiłowaniu lub dokonaniu pewnych czynów zabronionych, mianowicie:
- ludobójstwa (art. 118),
- zdrady głównej (art. 127),
- zamachu stanu (art. 128),
- szpiegostwa (art. 130),
- zamachu na Zycie Prezydenta RP (art.134),
- gwałtownego zamachu na jednostkę wojskową (art. 140),
- zabójstwa i morderstwa (art. 148),
- sprowadzenia powszechnego niebezpieczeństwa (art. 163),
- porwania samolotu lub statku (art. 166),
- porwania zakładników (art. 252).

Obowiązek zawiadomienia przewidziany w art. 240 KK, powoduje uchylenie tajemnicy dziennikarskiej (zob. art. 15 ustawy z 1984 r. Prawo prasowe oraz art. 180 § 4 KPK) i tajemnicy lekarskiej (art. 30 ust. 2 pkt 1 i 2 ustawy z 1996 r. p zawodzie lekarza).

Nie ma natomiast, ze względu na tajemnicę adwokacką, obowiązku zawiadomienia o przestępstwach wskazanych w art. 240 KK adwokat, który uzyskał wiadomość w związku z udzielaniem pomocy prawnej (art. 6 ustawy z 1982 r. o adwokaturze - Dz.U. Nr 16, poz. 124 ze zm.) ani duchowny, który dowiedział się o przestępstwie przy spowiedzi (art. 178 pkt 2 KPK).

Gardocki, Lech. Prawo karne. Wyd. 6. Wydaw. C.H. Beck, Warszawa, 2000.


Cytat:
Art. 178.
Nie wolno przesłuchiwać jako świadków:
1) obrońcy lub adwokata działającego na podstawie art. 245 § 1 co do faktów, o
których dowiedział się udzielając porady prawnej lub prowadząc sprawę,
2) duchownego co do faktów, o których dowiedział się przy spowiedzi.


Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

astrotaurus (12445 punktów)
>Nie wiedziałem, że nie mam obowiązku zawiadomienia organów ścigania o znanym mi przypadku molestowania, czy gwałtu.
Masz!

Akurat w polskim prawie karnym pojęcie przestępstwa w ogóle nie jest ściśle zdefiniowane.
Niewypełnienie obowiązku powiadomienia choć niezagrożone karą można nazwać przestępstwem, bo jest czynem społecznie szkodliwym.
Generalnie nie o nieprecyzyjne nazwy tu chodzi.

A tajemnica spowiedzi jest chroniona mocno, więc zapewne stosowne ustępy były zabezpieczeniem przed odpowiedzialnością w krajach gdzie niepowiadomienie jest karane, albo wynikało tylko z asekuracji kościelnych.


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
24-07-2011 16:12 
 Ocena 1 na 1
Ironhide (432 punktów)
To, że mam obowiązek powiadomienia- choć tylko obywatelski- jest również dla mnie oczywiste.

I to, że poszkodowani mogą się zgłaszać do państwowych organów- jak pisze prof. Grabowska- również jest jasne.

W temacie bardziej interesują mnie duchowni, którzy wiedzą o poczynaniach współbrata, a nie powiadamiają policji. A to dlatego, że co nie jest pod groźbą odpowiedzialności karnej (obywatelski obowiązek), nie będzie traktowane "serio". Takie jest chyba podejście kleru do prawa.

Teraz dodajmy do wyjątków artykułu 240 KK punkt:
"- molestowanie/gwałt"

I nagle okazuje się, że współbracia winnego, którzy wiedzieli o jego poczynaniach, a nie powiadomili organów ścigania, "naprawdę" popełnili przestępstwo i zostaną skazani. Również instrukcja Crimen sollicitationis staje się nawoływaniem do przestępstwa i stosowanie się do niej będzie karane.

Ignoramus et ignorabimus? Nonsense! Wir müssen wissen. Wir werden wissen!
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
Osoby wobec których popełniono przestępstwo, albo ich rodzice lub opiekunowie zawsze mogą się zgłosić na policję lub do prokuratury!
Nie muszą czekać aż KTOŚ powiadomi odpowiednie organa o przestępstwie które ICH spotkało.
Załóżmy, że ksiądz molestuje ministranta, a jego kolega donosi o tym biskupowi.
Biskup wzywa księdza i grozi mu paluszkiem, że jak to się powtórzy, to go wyśle do innej parafii, gdzie są fajniejsi ministranci.
Ale ja się pytam co robią w tym czasie ministrant i jego rodzice?
Dlaczego oni, najbardziej chyba zainteresowani, nie zgłaszają sprawy molestowania odpowiednim władzom świeckim?

O preferencjach dyrygenta "Polskich Słowików" wszyscy wiedzieli od lat.
Ojcowie, którzy wcześniej byli chórzystami i byli molestowani lub wiedzieli o molestowaniu innych, sami potem posyłali do chóru swoich synów.
Czy Wojciech Aleksander Krolopp też był objęty Crimen sollicitationis??

Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość, z nich największa jest miłość.
Głąbiński (3538 punktów)
>Nie wiedziałem, że nie mam obowiązku zawiadomienia organów ścigania o znanym mi przypadku molestowania, czy gwałtu.
W dalszym ciągu okazuje się, że chodzi o przypadek, gdy wiedzę o zaistnieniu przestępstwa uzyskano w wyniku zrelacjonowania tego faktu przez przestępcę osobie, której ów przestępca ufa co do zachowania tajemnicy. Wiadomo, że istnienie takich osób w społeczeństwie jest zjawiskiem b. cennym, że ich gotowość do przyjęcia zwierzeń z zachowaniem absolutnej dyskrecji (spowiedź, telefon zaufania, adwokat i przypadki nieinstytucjonalne) wielokrotnie zapobiegały i zapobiegają nieszczęściom dużo poważniejszym niż ew. uniknięcie kary przez winowajcę. Pamiętajmy o tym, że kara sama w sobie ma wartość minimalną (wątpliwa "satysfakcja" poszkodowanych osób), chodzi w pierwszym rzędzie o zapobieżenie podobnym wypadkom w przyszłości, a w dalszej kolejności o resocjalizację przestępcy i ew. o wyrównanie szkód materialnych. Zarazem zdajemy sobie sprawę, że wspomniana osoba lub instytucja dysponująca kredytem zaufania traci ten swój atrybut, gdy raz jeden nie dopełni warunku tajemnicy.


Stach M. G.
Cieślański (994 punktów)
Pedofilia i wybory.cz.I
W świetle najnowszych skandali katolickiej pedofilii w Europie, wyrosłej jak powszechnie wiadomo na boskich korzeniach chrześcijańskiej moralności, ważnym i pilnym zadaniem, wydaje się być przeciwdziałanie pobożnym rytuałom molestowania nieletnich. Wymaga ono dotarcia do: dzieci, rodziców, polskiej młodzieży, pedagogów, nauczycieli, oraz do urzędników państwowego nadzoru instytucji oświatowych i wychowawczych, z programem edukacyjnym mającym na celu zapobieganie pedofilii oraz przeciwdziałanie psychologicznym i społecznym następstwom wykorzystania seksualnego nieletnich.

Niestety program taki napotyka na sprzeciw środowisk katolickich, w tym opór hierarchii oskarżanej o celowe tajenie przestępstw seksualnych w łonie kościoła, ubrane w pozory powściągliwości natury religijno-doktrynalnej. Sprzyjają temu; koniunkturalne wyrachowanie władz politycznych i edukacyjnych, kunktatorstwo samorządów oraz pobłażanie deprawacji dzieci przez księży wynikające ze społeczno-obyczajowego zakłamania łatwowiernych wiernych. Mało kto odważa się na poruszanie tematyki zwalczania pedofilii w polskich szkołach, bo od razu wszystkim kojarzy się ona z kościołem katolickim, księżmi katechetami i zakonnicami.
Dlaczego? Nie wiem, bo problem statystycznie rzecz biorąc ma wymiar ogólnospołeczny i nie dotyczy jedynie środowisk religijnych. Prawdopodobnie dzieje się tak jakimś cudownym zrządzeniem woli bożej, wręcz nadprzyrodzoną siłą naszej wiary, a może nawet cudownego oddziaływania naszego ojca śniętego prosto z czyśćca. Wiem, wiem. I pamiętam o wybitnych zasługach półśniętego Lolka ale za ochronę księży pedofilów, nawet w majestacie tronu piotrowego, tak od razu, hop, siup, do nieba, to się nie trafia. Ten pan bóg, co to ponoć nierychliwy za to sprawiedliwy, pedofilii ino osobistej pobłaża. Niech się cieszy , że mu się upiekło po znajomości z sędzią najwyższym. Bo za morderczy zakaz używania condomów w Afryce gdzie miliony ludzi umierają na AIDS, kociołek ze smołą przysługuje każdej papie . Nawet białej.

Osobiście, mam przypuszczenie graniczące z kaczystowską pewnością Antka tchórzorewicza, iż w ojczyźnie białej papy z Wadowic istnieje dziwny rodzaj zbiorowego oporu i zmowy milczenia wobec tematyki wykorzystywania seksualnego młodzieży i pedofilii, bo wszyscy liczą się z bezkarnością i siłą wpływów urzędników kościelnych. Tudzież z mocą zabobonów. Zresztą mocno przereklamowaną, szerzonymi w mediach stereotypami o koniunkturalności światopoglądowej i tępym fanatyzmie większości polskiego społeczeństwa. Albowiem taka apologetyka mitu religijnej ciemnoty pozwala demokratycznej władzy na usprawiedliwianie własnego, wyżej wspomnianego, kunktatorstwa wobec business'owo-wyznaniowego molocha z nad Tybru.

Nawet lewicowe rządy, w zakresie zagadnień mniej drastycznych niż pedofilia, tyle, że nie zgodnych z zachciankami czarno-sukienkowych agentów religijnego totalitaryzmu, czyli na polu ideologicznej indoktrynacji dzieci i szabrowania kasy państwowej, miały duże problemy z wyegzekwowaniem konstytucyjnej świeckości państwa polskiego.

Jedną z możliwych przyczyn kleszej bezkarności i uprzywilejowania materialnego mogło by być domniemane "zaprzyjaźnienie" władzy religijnej ze służbami Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. W tamtych czasach szantaż ujawnieniem skłonności homoseksualnych (rejestracja Hiacynt) lub przestępstwa pedofilii był poręcznym argumentem do wymuszenia współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa lub wywiadem. Taki zniewieściały chłop w sukience, uświęcająco i zbawczo przesłuchujący ufnych parafian w czasie spowiedzi śniętej, mógł mieć dzięki temu znaczną swobodę w otrzymaniu paszportu i poruszaniu się po świecie. Przy wystarczająco licznym zawerbowaniu hierarchii rosły również możliwość awansu i promocji własnych współpracowników w strukturach religejnych. Może nawet do osadzenia na stolcu papieskim własnego agenta, włącznie. Po zakończeniu ery komunizmu, szkodliwym i nielogicznym było by zrezygnowanie przez nowe służby III RP z takich agentów zarówno w kraju jak i za granicą. I wygląda na to jakby nawet według boga kościelni agenci byli od innych księży bardziej święci. Co w części potwierdza niespełniona misja księdza lustratora z Nowej Huty. Ale to naturalne prawo boskie, że rajskiemu ogrodnikowi szkoda pozbyć się żyznego szamba, pardon naturalnego nawozu. Nadal więc śmierdzi, bo święte i nietykalne, ku wnerwieniu skrajnych krytyków tajnego spółkowania kleru z PZPR'em i demokratycznego cackania się SLD z klerem. I tych z prawa i tych z lewa.

Środowiska lewicowe systematycznie podnoszą postulat wyprowadzenia religii ze szkół ze względu na zapisaną w konstytucji neutralność światopoglądową państwa. W obliczu kryzysu gospodarczego koniecznością jest na pewno eksmisja pijawek kościelnego biznesu ze społecznej kieszeni obywatela, czyli skarbu państwa. W tym wyprowadzenie pensji katechetów na łono prywatnych portfeli łatwowiernych wiernych rodziców i nawiedzonych zwolenników ogłupiania młodzieży antynaukowymi zabobonami. Ale samo pozostawienie nauki religii w szkole ma jednak też zaletę pewnego minimalnego poziomu kontroli środowiska pedagogicznego nad pedofilskimi zachowaniami księży. Trzeba tylko ten nadzór konsekwentnie egzekwować. Nawet jeśli by mieli go realizować bezstronni przedstawiciele Unii Europejskiej. O co zawsze możemy poprosić, łącznie z pozyskaniem odpowiednich funduszy pomocowych. W przykościelnych salkach katechetycznych, jak wskazują sądowe doniesienia o księżach skazanych za molestowanie dzieci w USA, Anglii, Belgii, Irlandii, nie było takiej kontroli przez całe dziesięciolecia. W ten sposób tysiącom dzieci boża miłość zniszczyła psychikę na całe życie.
C.d.n.
PZDR Jerzuś Jerzegosyn Cieślański

bóg jest oszustwem
25-07-2011 14:43 
 Ocena 2 na 2
Cieślański (994 punktów)
Pedofilia i wybory.cz.II
Praktyka tajenia pedofilii przez vatykańskich szamanów bożego k****stwa nie musi wynikać li tylko ze źle pojętej solidarności korporacyjnej i ukrywaniu zwyrodnień oraz przestępstw wyzysku ciemnego ludu podatnego na myślenie magiczne. Również poczucie wspólnoty wynaturzenia pociągu seksualnego celibatem w kierunku molestowania nieletnich nie musi być jedynym wytłumaczeniem pobłażania pedofilii w kręgach religijnych. Warto, zwrócić uwagę na praktyczne i wstydliwe trudności w znalezieniu dorosłych i dobrowolnych partnerów homoseksualnych przez księży głoszących życie w doktrynalnym celibacie. Niezaspokojona żądza zakazanego seksu mogła być podstawą do karygodnego wykreowania tradycji corocznego głoszenia mitu o uświęcającej łasce wykorzystania małoletniej przez guru sekty, uznawanego za posłańca boga. W micie tym, ucieleśniona w aspekcie prokreacyjnym czyli seksualnym i głoszona z ambon szczególna miłość boga do dzieci, miałaby więc na celu zapewnić jednocześnie małoletni narybek dla zboczeńców jak i wyjątkowe przyzwolenie na zaspokajanie chuci, tu przez pedofilię kapłańską. Notabene, przyzwolenie takie sprzeczne jest z ogólnie obowiązującymi w tej religii zakazami seksu pozamałżeńskiego dla wszystkich zwykłych wyznawców.

Zarozki po wygronych wyboroch tym paluncym problymom powinyn zajunc sie nowiuśky syjm z ksyzem no ścionie, ano ji terozki łobjowiuny na kuśtownych billmordach pierdziel kracynski ji jego prawie szprawiedliwy rzund. Wim, co wygrajo, bo tyla nam łobjowił we Garwolynie jełropozer zez patrydjotyczny sodalycyji rear-dup-terorysty łojca muchomorka. I zara, jino po tem jak pedzioł, pognoł zez galantom sekretorkum do Krokowa na kuntrem z młodziezo w tefołpe-jinfo. Naźwyska nie pomnę bo łone łautopromocyje wypyscał sz kluskamy w gembie. Jale ludziska godojo aze pono zwoł się cusik akuratnie kaj były gospodos tartaka we naszy wsi, Czorniecki, co go łotkupił łot młynoza Gołosyfskiego, co ciotkie we Wiedniu mieli. We w tych szamych Guńcycach, kiele Sobolewa, co to za Buzkowygo rzuńdzenia blokery samybrony sztachetamy poguniły jenterwyniojuncy szpecjalny łotdzioł policyji w zaguny, a w pole. Ji nikto jych nie rusył. A ze we mojontku puna dziedzica ruskie wojoki we wojne tanki ryperowali, terozki wokoło co chołupa dzieciato to jakisi rusok zowdy mieska. To i nase chopy bojowe szum na sztodwa a rude a zadziorne a jurne kaj jakie sztyry tankisty i sabaka abo inszy psionek.

Mit uświęconego seksu, typowy jest dla sekt opartych na wywoływaniu urojeń religijnych przez piekło tłumienia popędu seksualnego ogółu wyznawców i zaspokajaniu go przez monopolistę zbawcę. Bardzo poręczny w sprawowaniu władzy nad umysłami członków sekty jest manipulacyjny aspekt reglamentacji miłosnych względów guru i zarządzania zazdrością seksualną wyposzczonych i walonych w rogi łatwowiernych wiernych. Religie, które zdołały powstać z takich sekt są typowymi systemami totalitarnego wyzysku i ucisku opartymi na męskim szowinizmie, kolaboracji ze zmilitaryzowaną dyktatorską władzą państwową i sprowadzeniu kobiet do roli służebnic pańskich.

Wywoływaniu stanów specyficznej schizofrenii religijnej i sterowaniu pożądaniem złudzeń seksualnego kontaktu z nadprzyrodzoną boskością sprzyja celowa rekrutacja do sekty. Preferuje się kandydatów mających problemy z samookreśleniem własnej identyfikacji płciowej i związanych z tym młodzieńczych dylematów samoakceptacji, poczucia winy, niepewności, lęków, niskiego poczucia własnej wartości, podatności na sugestie kreowania pozornych autorytetów egzystencjalnych. Przedłużony stres młodzieńczy wywołany takimi czynnikami może prowadzić do powstania zaburzeń psychicznych przypominających objawami chorobę afektywną dwubiegunową, z naprzemiennie występującymi stanami pozytywnymi pobudzeniami maniakalnego i negatywnymi depresji. W tej sytuacji, dalsze oddziaływanie sekty przez ograniczanie snu, jedzenia, popędu seksualnego, nacisk grupy, izolacja od rodziny i dopływu informacji z zewnątrz, upajanie rytualnym alkoholem, odurzanie substancjami narkotycznymi, indoktrynacja o wyższości nad innymi członkami społeczeństwa, straszenie bliskim końcem świata, obiecanie zbawienia za wierność sekcie prowadzi do całkowitego podporządkowania a nawet urojeń potwierdzających słuszność pozostawania w takiej niewoli umysłu.

Monopolizująca, reglamentacyjna, pełna uprzedzeń i moralnego zakłamania polityka seksualna wiadomej religii i głoszone przez nią mity wydają się być silnie skażone problemami psychicznymi homoseksualnych mężczyzn żyjących w doktrynalnym celibacie wraz ze wszystkimi chorobliwymi objawami towarzyszącymi tłumieniu popędu seksualnego. Złożona z mężczyzn stroniących od kobiet i zakochanych w zbawcy głoszącym bliski koniec świata, ferajna Jerzusia, cudownie spłodzonego przez skrzydlatego posłańca trójkątnego boga, w akcie cudzołóstwa a jakże, z nieletnią narzeczoną biednego wyznawcy, zdaje się wypełniać wszelkie wymogi bycia taką sektą.

Można przypuszczać, że taka np. powszechnie znana "tajemnicza i cudowna boska przyczyna" powołań do stanu kapłańskiego wśród rzymskokatolickiej młodzieży opiera się na wyparciu traumy wykorzystania seksualnego dzieci i wmanipulowanym poczuciu winy przez narzucone religijne pseudo autorytety. Wykorzystani seksualnie ministranci, w poczuciu winy, grzechu, wstydu i strachu przed ujawnieniem bolesnej tajemnicy, czują się inni i wyklęci przez społeczeństwo i otoczenie.
Stąd łatwo im wmówić, że jedyne miejsce gdzie mogą dokonać żywota to służba oprawcom w czarnych sukienkach w imię: zbawienia duszy i zabawienia tychże oprawców. Wykorzystaniu seksualnemu ministrantów przez księży sprzyja bezpośredni kontakt i wdychanie dymu z kadzielnicy zawierającego lotne substancje halucynogenne zwane kanibolami, występujące między innymi w żywicy mirry i innych składnikach kadzidła. Problemem dostępu nieletnich do wina mszalnego i narkotyków w kadzidle powinna zająć się policja, prokuratura i Inspekcja sanitarno-epidemiologiczna.
C.d.n.
PZDR, Jezuś C.

bóg jest oszustwem
25-07-2011 14:45 
 Ocena 2 na 2
Cieślański (994 punktów)
Pedofilia i wybory.cz.III

Ofiary kościelnej pedofilii pamięć o wykorzystaniu przez katechetów wypierają do podświadomości. Pozornie zapominają o doznanej krzywdzie ale chorobliwego wpływu na równowagę psychiczną i zdrowie cielesne nie da się uniknąć. Trauma wykorzystania seksualnego przez pomocników pana papieża, pozostaje do końca życia przyczyną: depresji, samobójstw, narkomanii, alkoholizmu, ksenofobii, i groźnych chorób psychicznych z kręgu zaburzeń schizotypowych. Młodzi ludzie obciążeni takimi "religijnymi doświadczeniami" mają niskie poczucie własnej wartości i są bardzo podatni na: dalsze wykorzystywanie i totalny wpływ religijnej indoktrynacji i manipulacji. Poczucie krzywdy i gniew ofiar katolickiej pedofilii, pozostają wyparte do podświadomości, bo trauma wykorzystania seksualnego pochodzi od "ukochanych religijnych autorytetów" i nie pozwala na otwarty bunt przeciwko nim. Utajone straszne przeżycia wykorzystanych seksualnie dzieci pana "zboczka", siłą wspomnień i powstających mimowolnie skojarzeń, stają się źródłem uprzedzeń, lęków, niszczącej, fanatycznej nienawiści do siebie i do innych. Ta sama wyparta trauma jest przyczyną późniejszego projektowania (ukierunkowanej księżowską manipulacją) nienawiści na inne religie, narodowości, światopoglądy. Stąd w naszych prawicowo-religijnych oszołomach i ich zachowaniach polityczno-społecznych tak jest wiele: toksycznej nienawiści, nietolerancji, zakłamania, ksenofobii, intryganctwa i strachu przed poruszaniem tematyki wychowania seksualnego dla młodzieży. Innymi słowy "w domu wykorzystanego nie rozmawia się o d***e maryni", a tym bardziej ministranta, aby nie pobudzać przykrych wspomnień i lęków przed obstrukcją społeczną przykościelnych fanatyków podburzonych kleszym jadem.

Większość prawico lubnych rodaków Lachapapy było ministrantami, więc skutki widać w narodowych przywarach i politycznej głupocie naznaczonej stresogenną traumą prawiczków wykorzystanych od strony zakrystii. Interesującym jest to, że rodzice najmłodszego miotu czołowych działaczy i polityków kato-prawicy, (tej wojującej z oświatą seksualną i profilaktyką antypedofilską w środowiskach religijnych), to często, gęsto, dawni prominenci PRL, sekretarze partii, byli oficerowie polityczni, emerytowani pracownicy wymiaru sprawiedliwości, dyplomaci PRL, asy siłowych służb mniej i bardziej tajnych. To się nazywa wymiana ekipy przez konflikt pokoleń oparty na kompleksie Edypa i menopauzie Elektry, (ale nie tej wąsatej, przywiezionej na strajk do stoczni motorówką). No, jednym słowem miodzio, bardziej wesołego zakończenia historii PRL, nawet sam Urban chyba by nie wymyślił.

Problem pedofilii urzędników pana boga i jego przydatność w manipulacyjnym oddziaływaniu na wiernych, może być jedną z przyczyn dla, których utrzymanie monopolu na dostęp do edukacji seksualnej młodzieży i społeczeństwa jawi się obsesyjną pasją kościoła katolickiego. Ale chyba nie tylko dla tego że, ilość powołań spadałaby na łeb na szyję, bo uświadomiona i ostrzeżona przed zagrożeniem pedofilii młodzież, byłaby zbyt trudnym do ugryzienia smakołykiem dla księży i zakonnic? Albowiem za prawdę wam powiem, w religijnym business'ie monopol edukacyjny wzmacniający wpływ kościoła na świadomość narodu pachnie obietnicą zwiększonych dochodów. Już teraz znaczna część młodej kadry nauczycielskiej to: wychowankowie ruchu oazowego, kościelnego harcerstwa, różnych przymierzy rodzin ładujących akumulatory fanatyzmu "światle i w rzycie" oraz kółek różańcowych. Nie dziwota więc, że dla nich temat pedofilii to temat ideologicznie i doktrynalnie śliski a nierzadko obciążony własnymi doświadczeniami traumy wykorzystania seksualnego.

Być może, z czasem, standardy unijnego prawa wymuszą określone działania oświatowe zapobiegające zagrożeniu pedofilią w polskich szkołach i kościołach, ale na pewno trochę to potrwa i spotka się z fanatycznym oporem otumanionych religijną ciemnotą środowisk, których problem jakże często bezpośrednio dotyczy.

PZDR, Jerzuś Jerzegosyn Cieślański


bóg jest oszustwem

Wróć do listy wątków działu Kościół i antyklerykalizm
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365