Możliwość umieszczania 10-latków w placówkach resocjalizacyjnych, przyzwolenie na użycie wobec dzieci paralizatorów, kajdanek, zakazywanie im kontaktów z rodziną. Takie zmiany wprowadza projekt ustawy o resocjalizacji nieletnich. - To nie ma nic wspólnego z resocjalizacją - mówi prof. Marek Konopczyński.
Projekt ustawy o wspieraniu i resocjalizacji nieletnich autorstwa Ministerstwa Sprawiedliwości – łącznie z uwagami – liczy 913 stron. Ma on służyć wprowadzeniu "bardziej skutecznych środków resocjalizacji, adekwatnych do stopnia demoralizacji nieletnich", jak tłumaczył odpowiedzialny za tę ustawę wiceminister sprawiedliwości Michał Woś.
Według projektu nieletni sprawcy najpoważniejszych przestępstw, takich jak zabójstwo, gwałt, pedofilia, będą obligatoryjnie trafiali do zakładów poprawczych. A pobyt w takim zakładzie będzie mógł trwać do momentu ukończenia przez wychowanka 24 lat (wydłużenie o trzy lata). Jednocześnie dolna granica wiekowa odpowiedzialności za demoralizację określona będzie na 10 lat. Oznacza to, że w zakładach poprawczych będą mogły znaleźć się dzieci i młodzież od 10. do 24. roku życia.
Projekt zakłada również przyzwolenie na użycie wobec nieletniego środka przymusu bezpośredniego w postaci siły fizycznej. Dotyczy to zarówno wychowanków młodzieżowego ośrodka wychowawczego, schroniska dla nieletnich, jak i zakładu poprawczego. Jeśli siła fizyczna będzie niewystarczająca, to w przypadku autoagresji lub zamachu na życie można będzie użyć m.in. obezwładnienia, kajdanek na ręce lub nogi, kaftana bezpieczeństwa, pasa obezwładniającego, pałki, pocisku niepenetracyjnego, chemicznych środków obezwładniających, przedmiotów przeznaczonych do obezwładniania osób za pomocą energii elektrycznej, czyli paralizatorów, czy zastosować izolatkę.
Prof. Marek Konopczyński: Po pierwsze, preambuła tego projektu ma się nijak do jego treści. W preambule mamy odwołanie do wartości chrześcijańskich i wzmocnienia rodziny. Ale w samym projekcie ustawodawca tę rodzinę osłabia, zakazując nieletniemu umieszczonemu w poprawczaku kontaktów z bliskimi. Nie realizuje też przykazania: "Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe".
Poza tym to żaden kodeks, tylko zalegalizowanie pewnych nagannych praktyk, których się dopuszczano już wcześniej. Przede wszystkim chodzi o stosowanie środków przymusu bezpośredniego wobec nieletnich: zakuwanie ich w kajdanki, zakładanie im pasów i kaftanów bezpieczeństwa, czy legalizacja tzw. izby adaptacyjnej, gdzie można nieletniego zamknąć, czyli izolacji. Pedagodzy resocjalizacyjni walczyli z tym od lat. A ten projekt chce to wszystko zalegalizować.
- To, co zawarto w tym projekcie, nie ma z resocjalizacją nic wspólnego. Przypomina to raczej system więzienny. Kuriozalne jest, że nowy projekt powiela rozwiązania z ustawy sprzed 40 lat: zapisy dotyczące środków wychowawczych żywcem przepisano z prawodawstwa, które powstało w czasach PRL-u, zaraz po wprowadzeniu stanu wojennego. Dzisiejsi autorzy nie zauważyli, że od tego czasu rzeczywistość i środki wychowawcze mocno się zmieniły.
- I to jest coś, co mnie oburza. Jeśli ustawa wejdzie w życie, w poprawczaku 24-latek spotka się z 10-latkiem. Co na tym zyska ten ostatni? Nauczy się od starszych kolegów bardziej profesjonalnego podejścia do przestępstw, a także tego, jak unikać odpowiedzialności. To jest skandaliczne.
Poprzednia ustawa określała próg odpowiedzialności za demoralizację na poziomie 13 lat. Nauki psychologiczne, neurobiologiczne, społeczne i ścisłe jednoznacznie stwierdzają, że 10-latek nie jest w stanie przyswoić systemu wartości, moralności i zasad pożycia społecznego, bo jego mózg nie jest jeszcze do tego zdolny, tak samo psychika. 40 lat temu, gdy wprowadzano ustawę o postępowaniu w sprawach nieletnich, o tym wiedzieli. Obecni ustawodawcy nie mają o tym zielonego pojęcia.
- Badania naukowe wskazują, że jak młody człowiek przebywa powyżej trzech lat w placówce zamkniętej, później nie radzi sobie w dorosłym życiu. Nie jest w stanie normalnie funkcjonować, nawiązywać relacji społecznych i międzyludzkich. Nabiera tożsamości dziecka placówkowego. Ma roszczenia. Uważa, że mu się należy. Bo dostawał jedzenie, miał wyprane ubrania.
wyborcza.p(*)rem.html#S.DT-K.C-B.1-L.1.duzy