Racjonalista - Strona głównaDo treści
ZA CHINY LUDOWE - dla Benedykta!

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Kościół i antyklerykalizm
NapisanoAutorTytuł
29-07-2011 10:03Miłosz Michałowski (1657 punktów)ZA CHINY LUDOWE - dla Benedykta!
Ocena 12 na 12
Być może powinienem wkleić to do działu "znalezione w sieci", ale myślę, że warto "nad tym" podyskutować - ponownie
LINK - www.tak-dla-benedykta.pl/

Pozwolę sobie zacytować:

"Wszyscy odczuwamy coraz większe zagrożenie naporem cywilizacji śmierci. Zdajemy sobie sprawę, że bez Bożej pomocy nie jesteśmy w stanie wygrać tego zmagania.

Z wielką radością przyłączamy się do powszechnej modlitwy w intencji każdego poczynającego się ludzkiego życia w łączności z Ojcem Świętym we wspólnocie całego Kościoła katolickiego poczynając od Adwentu aż do Święta Trzech Króli.

Wyrażamy serdeczne podziękowanie Ojcu Świętemu za podjęcie tej tak ważnej sprawy."

Takie inicjatywy sprawiają, że co raz trudniej mi tolerować ("takich") wierzących. Naprawdę, w takich "chwilach" myślę sobie, że tolerancja, to cnota dostępna wyłącznie jakimś "świętym" albo ignorantom.
Oczywiście każdy ma prawo do własnego zdania, ma prawo wyrażać je w przestrzeni publicznej i domagać się uznania (społecznego) dla swoich racji. W powyższym przypadku pojawia się jednak zasadniczy, jak dla mnie, problem: z ludźmi, którzy opierają się na metafizyce, a w zasadzie na wykładni tejże w wykonaniu jednego człowieka (papieża, szamana czy innego Rydzyka) - nie da się dyskutować. Trudno wypracować jakikolwiek kompromis i sensowny porządek społeczny, kiedy jedna strona jest zamknięta na rozmowę i oczekuję od innych (wszystkich?) podporządkowania.
Na marginesie jawi się tu jeszcze kwestia "zniewolenia", tudzież "brainwashingu" (myślę, że ten termin powinien się przyjąć - proszę zwrócic uwagę na język tego "listu":
klasyczna "cywilizacja śmierci" - to mogę jakoś wybaczyć, ludzie lubią chwytliwe slogany. Dzięki temu nie muszą myśleć. A przecież kto chciałby myśleć, to takie męczące...
Najbardziej niepokoi jednak sformułowanie, że bez Boga nie wygrają tego zmagania? Po pierwsze traktują to jak wojnę, co już definitywnie wyklucza rozmowę, po drugie jak rozmawiać i traktować ludzi, którzy nie są samodzielni i odpowiedzialni za siebie, tylko zdają się "na Boga". Chyba inaczej niż jak z chorymi psychicznie się nie da...
Mogę się spierać z kimś, kto uważa, że aborcja powinna być legalna np. od 10 czy 12 tygodnia życia i ma takie i takie argumenty naukowe lub nawet filolzoficzne. Kurde, niech ktoś nawet uważa, że aborcja powinna być zabroniona absolutnie, bo "to czy tamto". Ale, jeśli ktoś mówi nie, bo nie, a w zasadzie, "nie, bo papież powiedział, że Bóg powiedział"... to już ręce opadają. Wtedy podawanie jakichkolwiek merytorycznych argumentów, to jak krew w piach...
To chyba taki paradoks demokracji (liberalnej) - jak rozmawiać i czy rozmawiać z tymi, którzy rozmawiać nie chcą albo czy tolerować ludzi, którzy definiują sie poprzez nietolerancję.
I najgorsze z tego wszystkiego jest to, że tacy bogobojni potrafią się świetnie ogranizować, a raczej potrafią dawać się świetnie organizować. Oni sobie głośno krzyczą, większość ludzi, to olewa, racjonalnych głosów nikt nie słucha/słyszy, a nawet jeśli, to taka prof. Środa jest przecież komunistką, feministką i w ogóle bezbożnicą, więc słuchać jej nie ma sensus... i tak oto prawo najgłośniejszych zostaje uchwalone.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
Ja po krótkiej lekturze się zastanawiam jak oni w ogóle do tego doszli, że embrion jest człowiekiem. I że potrzebowali na to, aż dziewiętnastu stuleci!

>Ale, jeśli ktoś mówi nie, bo nie, a w zasadzie, "nie, bo papież powiedział, że Bóg powiedział"... to już ręce opadają.

To jest naprawdę zabawne jak się na to szerzej spojrzy. Bo przekonanie o tym, że embriony są tak samo ludźmi jak płody i ludzie, pociągnęło za sobą szereg szalonych konsekwencji, które jeszcze 100 lat temu były nie do pomyślenia.

Otóż przede wszystkim musieli stwierdzić, że ludzie poronione od razu wpadają do nieba, a nie do czyśćca, bo przecież kobieta czasami mogłaby się nie spostrzec, że jakieś jej dziecko umarło, więc jakby się miała za nie modlić?

Poza tym embrionom, płodom należy się katolicki pogrzeb jak dobrze rozumiem. Jakkolwiek nie wiem, co się wtedy pisze na nagrobku. Co bystrzejsza osoba zwróci tu uwagę na to, że mimo całej mowy trawy o chrześcijańskiej kulturze, moda na personifikację embrionów, płodów jest stosunkowo nowa. Niech sobie ktoś wyobrazi księdza, który sto lat temu robi pogrzeb nierozwiniętemu płodowi.

Jak dobrze rozumiem myślenie w kategorii płód-nowe życie, które nigdy nie zostało ogłoszone jako dogmat w przeciwieństwie do np. wniebowzięcia mamy Jezusa, zostało głównie ukonstytuowane przez Karola Wojtyłę i teraz przez Ratzingera. Entuzjastycznie jest podejmowane przez hierarchów kościelnych i wpajane tanią erystyką do głów biednych dzieci.

Miałem znajomą, która opiekowała się takim nienarodzonym dzieckiem. Musiała codziennie przez 9 miesięcy odmawiać różaniec w jego intencji i o nim myśleć. Oczywiście dziecko zostało jej przydzielone metafizycznym rozkładem binarnym za sprawą aniołków.

Co zabawne to właśnie wiara w życie ludzkie od poczęcia nie wynika bezpośrednio z biblii i jest całkowicie sprzeczna z koncepcjami pierwszych duchownych, a szczególnie średniowiecznymi. Usunięcie embrionu do 1917 roku nie było uznawane przez kościół za morderstwo i ta nowa niezdrowa moda jest efektem autorytarnej propagandy papiestwa.

Jest to kolejny dowód na to, że katolicyzm to inaczej serwilizm, totalitaryzm. Pozostaje pewien kult papieża, idealizowanie go, które całkowicie wyłącza jakiekolwiek myślenie, szczególnie zdroworozsądkowe.

>To chyba taki paradoks demokracji (liberalnej) - jak rozmawiać i czy rozmawiać z tymi, którzy rozmawiać nie chcą albo czy tolerować ludzi, którzy definiują sie poprzez nietolerancję.

Ludzie zawsze potrzebowali autorytetów. Oczywiście jest to negatywne zjawisko, kiedy mówimy o światopoglądzie. Kiedyś byłem na chrześcijańskich dniach rodziny i powiedziałem dokładnie to. Autorytety są złym zjawiskiem. Na szczęście uszedłem żywy.

W praktyce wielu ludzi, nawet wykształconych, nie wyobraża sobie życia bez pewnych ustalonych wartości i tradycji wpajanej przez pewne osoby. Do tego w swojej prostocie i ignorancji nie interesuje ich geneza tej tradycji, czego efektem są takie jazdy jak te z personifikacją embrionów.

I czy takim ludziom należy się tolerancja? Dlaczego miałaby nie należeć? To właśnie kolce tolerancji. Skoro propagujemy wolność światopoglądową, to powinna się należeć wszystkim. Skoro nawet argumenty napotykają na ścianę obskuranckiej, niemerytorycznej ignorancji to i tak powinno się te osoby samym sobie zostawić i żyć z nadzieją, że jednak więcej ludzi myśli, niż wyznaje kulty person o wątpliwej reputacji jak Wojtyła, czy Ratzinger.


"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
29-07-2011 12:26 
 Ocena 1 na 1
maruda (5550 punktów)
> jak oni w ogóle do tego doszli, że embrion jest człowiekiem. I że potrzebowali na to, aż dziewiętnastu stuleci!

Do dzisiaj takie nienarodzone dziecko jest trudne do zgryzienia dla KRK. Niedawno była mowa jakim zakręconym językiem jest "oficjalnie" opisywany dalszy los i ewentualne wniebowzięcie nienarodzonych. Dodam do tego tylko, że jest w trakcie proces beatyfikacyjny rodziny Ulmów w oficjalnych dokumentach mówi się o szóstce dzieci. Czemu nie kolejnym nienarodzonym?
29-07-2011 13:01 
 Ocena 7 na 7
Miłosz Michałowski (1657 punktów)
"To jest naprawdę zabawne jak się na to szerzej spojrzy. Bo przekonanie o tym, że embriony są tak samo ludźmi jak płody i ludzie, pociągnęło za sobą szereg szalonych konsekwencji, które jeszcze 100 lat temu były nie do pomyślenia."

Zabawne, ale i trochę straszne - nie wiem, czy to wynika z ignorancji czy z niewiedzy czy z obydwu czynników, że ludzie dają się nabrać na niekonsekwencję i, wynikającą z tejże, hipokryzję KRK. Wydaje się, że "autorytet", który tyle razy się zbłaźnił, sam sobie zaprzeczał, zmieniał zdanie i naginał własne doktryny już dawno powinien stracić zwolenników i nikt normalny nie powinien go słuchać. Ciekawe z czego wynika, że jest inaczej. Może, to taka niepisana umowa - Kościół obiecał wiernym:
"nie przejmujcie się. Będziemy robić wszystko, żeby pogodzić wiarę z odkryciami naukowymi, postępem cywilizacyjnym etc., byście tylko nie doznali zbytniego dysonansu poznawczego"
Niekiedy wydaje mi się, że tak to działa. Np.
- Papa, jak to możliwe, żeby Darwin miał rację? Czy to oznacza, że ludzie nie powstali z Adama&Ewy, ergo Boga nie ma?
- Ależ skąd moje dziecko. Bóg jest, ale w drugim pokoju, a nie tam, gdzie mówiliśmy, że jest.

Pamiętam, że jednym z pierwszych moich ateistycznych przebłysków było "porównanie" teorii ewolucji z "genesis" - jako 12 latek zacząłem rozkminiać, jak to możliwe: katechetka mówi, że ludzie są z "A&E", a fakty, poparte dowodami na lekcji biologii, mówią, że "pochodzimy od małp", które pochodzą od..., które to są spokrewnione z... Czyli, najpierw powstały te wszystkie stworzenia, dinozaury itd., a dopiero potem Bóg stworzył człowieka?
Wtedy uznałem, że nie potrzeba bełkotu katechetki, bo od razu widać, że to się kupy nie trzyma i zwyczajnie nie daje się pogodzić?
Później na parę lat przeszedłem na pośrednią i poluarną pozycję: Bóg jest nie takim, jakim maluje go kościół, ale takim jakim ja go sobie maluję. Wreszcie w wieku 17 lat, przy różnych przyjemnych i nieprzyjemnych doświadczeń, doszedłem do wniosku, że modlitwa za bardzo wygląda, jakbym rozmawiał ze sobą. Wtedy stwierdziłem, że dość tego. Na wszelki wypadek przyjąłem pozycję agnostyczną, ale jak zacząłem poszerzać swoją wiedzę, to innego wyjścia nie było, jak tylko uznać, tak do cholery, jestem ateistą!

Mówię o tym dlatego, że "moja droga", tak jak i droga mych przyjaciół ateistów, pokazuje, że do odrzucenia religijnych mitologii nie potrzeba wielkiego wysiłku czy nawet ogromnej wiedzy. Wystarczy krytycznie i racjonalnie pomyśleć i nie bać się tego, że będąc w ciemnym lesie jesteśmy po prostu w ciemnym lesie a w mroku nie kryją się aniołki.
Potrzeba do tego odrobiny krytycyzmu i ciekawości świata, które to należy na pewnym etapie życia zaszczepić, ale myślę, że i bez tego można. Dla chcącego nic trudnego. Większość ludzi chyba jednak zwyczajnie boi się tego "osamotnienia" - jak to bez Boga? To skąd wtedy pomocy? Że sam mam tak sobie poradzić? Żaden zwierz mnie nie pożrę? A tam, co szkodzic sie pomodlić...
I chyba "tak to właśnie działa!" - cytując pewną reklamę społeczną
29-07-2011 16:22 
 Ocena 8 na 8
Scorp (5381 punktów)
>... moda na personifikację embrionów, płodów jest stosunkowo nowa.
> Usunięcie embrionu do 1917 roku nie było uznawane przez kościół za morderstwo...
>Jest to kolejny dowód na to, że katolicyzm to inaczej serwilizm, totalitaryzm.

Ja bym to ujął nieco inaczej, używając teorii memów. Jak wiadomo, każdy mem potrzebuje przynęty (bait), żeby wślizgnąć się i haczyka (hook) żeby zaczepić się w psychice ludzkiej.

Dawniej, na przykład w średniowieczu, nie było lekko. Niedostatki żywności, okresowe zarazy, żyło się krótko i biednie, stale jakieś wojny, ucisk feudalny i każdy inny. Dzieci nikt nie poważał, wolno (a nawet trzeba!) było je często bić, szczególnie swoje, bo obce bronił ich ojciec, a swoje nie miały gdzie uciec. Władza była silna a niewola powszechna, w domu, na wsi, w miastach.

Dlatego przynętami religijnymi były nieograniczony dobrobyt, sprawiedliwość, wieczne życie, wolnośc i równość wobec Boga. Jednocześnie wrażliwość ludzi była mniejsza, bo ciągle ocierali się o śmierć, chorób się nie leczyło tylko zaklinało, rany operowało się bez znieczulenia, a zęby (psuły się dawniej tak jak i dziś), wyrywało się na żywca, albo gniły i wylatywały same.

A teraz? W porównaniu z dawnymi czasy mamy raj. Wskutek tego wrażliwość ludzi stała większa a strachy mniejsze. Modlitwa pomaga mniej więce tyle co pogaduszki przy kawie, od przedwczesnej śmierci ratuje nas służba zdrowia, demokracja zapewnia wolność, cywilizacja dobrobyt. Na czym ma oprzeć się Kościół, jeżeli baits straciły na znaczeniu?

Rozsądnie i, powiedział bym, racjonalnie, promuje teraz nowy hook, sięgający do naszej współczesnej wrażliwości. Mały, bezbronny płód, zarodek, zapłodnione ovulum, im mniejsze tym lepiej, bardziej chwyta za serce. Kto stał się nośnikiem najdelikatniejszej wrażliwości i strażnikiem naszego rodzicielskiego sumienia? No kto? Komu wierzyć?

W ten sposób mega-mem religii zapuścił nowy korzeń w umysłach ludzi, a Kosciół, który z niego żyje, przedłuża i umacnia swój dobro_byt na Ziemi.
-
Medieval (3004 punktów)

Scorp, dziękuję z tą wypowiedź. Jest bardzo interesująca.
30-07-2011 12:57 
 Ocena 2 na 2
Kasza (396 punktów)
>Jakkolwiek nie wiem, co się wtedy pisze na nagrobku.

Dziecko nieznanej płci. Umarło zanim się urodziło. Nie wiadomo czy już miało duszę, módlmy się za nie tak czy siak.
29-07-2011 12:52
 Ocena 10 na 10
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Najbardziej niepokoi jednak sformułowanie, że bez Boga nie wygrają tego zmagania

A cóż w tym niepokojącego, skoro Boga nie ma?
Póki na Moc Bożą i Siłę Modlitwy się zdają, pozostają zupełnie niegroźni. Gorzej będzie, gdy brakiem bożej interwencji zniecierpliwieni, w małą wiarę popadną i postanowią dopomóc Wszechmocnemu przyziemnymi środkami...

Istotne jest jednak, by język mówienia o Trójcy nie uległ chorobie abstrakcji i oderwania od życia. (kard. Joseph Ratzinger)
Miłosz Michałowski (1657 punktów)
>Gorzej będzie, gdy brakiem bożej interwencji zniecierpliwieni, w małą wiarę popadną i postanowią dopomóc Wszechmocnemu przyziemnymi środkami... <

Święta racja
Selanos (12869 punktów)
Ostatnio coraz częściej, jak widzę obrońców życia, mam ochotę wykrzyczeć im coś w twarz. Nie, nie są to żadne obelgi. Po prostu chciałbym im powiedzieć, żeby zrobili coś pożytecznego i sami zabrali się za tworzenie nowego życia.

Radzenie komuś, aby połączył przyjemne z pożytecznym nie jest chyba niczym złym ?
29-07-2011 15:57 
 Ocena 2 na 2
maruda (5550 punktów)
>Ostatnio coraz częściej, jak widzę obrońców życia chciałbym im powiedzieć, żeby zrobili coś pożytecznego

Oni robią coś pożytecznego, właścicielem domeny z pierwszego posta jest mężczyzna, ten sam mężczyzna i kobieta o dziwnie podobnym nazwisku już od kilku lat szefują fundacji "pro-life". Jestem pewien że rozumiesz ich pobudki finansowe równie dobrze jak ja.
Jan Res (4015 punktów)
Bycie siwowłosym ma swe zalety: można zauważyć jak szybko Watykan zmienia poglądy, podporządkowując je swym interesom.
W latach 60. spytaliśmy księdza na lekcji religii dlaczego księża nie pozwalają na pochówki nieochrzczonych niemowląt na cmentarzach.
-Przecież wiecie, że takie nieochrzczone niemowlę, to ZWIERZĄTKO. Jego duszyczka pójdzie do otchłani. Nie wolno chować ZWIERZĄT na poświęconej ziemi, między katolikami - odpowiedział księżulo.
Aby zapobiec tworzeniu takich "zwierzątek" w łonach matek ktoś tam już je chrzci strzykawką z wodą święconą.

Teraz dwie połączone komórki, to już człowiek. Ciekawe, co jeszcze wymyślą, żeby zwiększyć ilość swych wiernych.
kuba1313 (170 punktów)
Pozwolę sobie zacytować filozofa Hicks'a:
"Moi znajomi, wszyscy to bardzo inteligentni ludzie, są kompletnie podzieleni jeśli chodzi o ludzi pro-life. Część moich znajomych uważa że ludzi pro-life to irytujący idioci, a część że to złe sku...ele."

Niżej link do całości w oryginale.

www.youtube.com/watch?v=dJcebIEOkhY


"Samotności, jakaś ty przeludniona!" - S. J. Lec
i.czaplicka (5782 punktów)
Prof. Grabowska skasowała mojego posta, wiec przykleję go tu- mniej więcej na temat. Działacze pro life posługują się komunałami, które nie maja nic wspólnego z prawdą.
-Zycie zaczyna się w momencie zapłodnienia- g... prawda
-człowiek zaczyna się w momencie zapłodnienia- g.. prawda
Te dwa pierwsze- proszę poszukać we wcześniejszych wypowiedziach
Teraz chce się zająć "poglądem" ze życie psa jest w Polsce lepiej chronione niż nienarodzonego dzieciątka. Prawo określa, kto, w jakich okolicznościach i w jaki sposób moze pozbawić psa życia- tak samo jak np, zwierząt rzeźnych. To, ze Grabowska nie moze zabić psa/świni za pomocą siekiery, nie znaczy, ze ktoś inny nie moze. Psy są w Polsce zabijane na skale masową - po prostu jest ich za dużo, nie ma z nimi co robić. I niech Grabowska przestanie p... o rzeczach, o których nie ma pojęcia...
Czekam na argument z jajkiem...
maruda (5550 punktów)
Strona podana na początku pyta o imię, nazwisko, dokładny adres i mail. Zapytałem właściciela strony o to kto zarządza tą bazą danych i informacjami tam zawartymi. Niestety ani on, ani administrator strony do którego mnie skierował nie mają takiej bazy zarejestrowanej w GIODO. Nie jestem pewien co dalej zrobić.

Wróć do listy wątków działu Kościół i antyklerykalizm
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365