Racjonalista - Strona głównaDo treści
I Bóg stworzył sex...

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Kościół i antyklerykalizm
NapisanoAutorTytuł
31-08-2011 20:18dydymus (431 punktów)I Bóg stworzył sex...
0 na 2
Dziś obejrzałem www.hbo.pl/movie/i-bog-stworzyl-seks_-71423 film wyprodukowany przez HBO Central Europe. Portret współczesnych polskich katolików i ich przewodnika po świecie erotyki, kontrowersyjnego zakonnika, ojca Ksawerego Knotza, autora kilku poradników seksualnych dla wierzących. W/g mnie trochę słabo zrobiony, a może i nie? Nie wiem. Jeśli ktoś jeszcze to obejrzał, ciekaw jestem waszych opinii. Co o tym myślicie ?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

IllusiveMan (2786 punktów)
Czyżby ten wątek nie wylądował w oślej ławce ? Po co go powtarzasz ?

For a long time now, I thought I was just a survivor, but I'm not. I'm the winner. That's who I am.
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
Jakkolwiek temat mnie zachęcił do obejrzenia tej ciekawostki, tak zwiastun pomógł mi podjąć decyzję, żeby tego nie robić.

"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
dydymus (431 punktów)
Mnie zachęcił już sam tytuł jednak po kilku minutach zacząłem odczuwać zmęczenie. Gdy dotrwałem do konfrontacji autora książki z L.Starowiczem pojawiła się nadzieja, że oto zetrą się dwa jakże to na niby różne światopoglądy, a tu... NIC. Bla, bla, bla, lubię pana, a pan taki uprzejmy, och jak miło. Ogólnie filmu nie polecam. Zastanawia mnie dlaczego ludzie pozwalają (potrzebują?), aby ich życiem seksualnym kierowały idee moralne albo osoby te idee propagujące. Zastanawia mnie też wiele innych spraw z tym tematem związanych ale poczekam najpierw, aż (czy?) wątek się rozwinie. Nie wiem czy warto o tym dyskutować.
02-09-2011 21:57 
 Ocena 6 na 6
diogenes (42753 punktów)
>Zastanawia mnie dlaczego ludzie pozwalają (potrzebują?), aby ich życiem seksualnym kierowały idee moralne albo osoby te idee propagujące.

W katolicyzmie idea pasterza (kapłana) i wiernego (owcy) jest uniwersalna. Nie dotyczy ona tylko seksu, czy szerzej - zachowania. Obejmuje wszystkie dziedziny człowieczeństwa. Najlepiej świadczy o tym ilość różnego rodzaju duszpasterstw (podejrzewam, że lista nie jest kompletna):

* Duszpasterstwo Akademickie
* Duszpasterstwo Chorych
* Duszpasterstwo Charytatywne
* Duszpasterstwo Ekumeniczne
* Duszpasterstwo Głuchoniemych i Niewidomych
* Duszpasterstwo Harcerek i Harcerzy
* Duszpasterstwo Honorowych Dawców Krwi
* Duszpasterstwo Instytutów Życia Konsekrowanego
* Duszpasterstwo Kierowców[1]
* Duszpasterstwo Liturgiczne
* Duszpasterstwo Ludzi Pracy
* Duszpasterstwo Misyjne
* Duszpasterstwo Młodzieży
* Duszpasterstwo Pielgrzymkowe
* Duszpasterstwo Policjantów i Strażaków
* Duszpasterstwo Prawników
* Duszpasterstwo Przedsiębiorców i Pracodawców
* Duszpasterstwo Rodzin
* Duszpasterstwo Rolników
* Duszpasterstwo Służby Liturgicznej
* Duszpasterstwo Służby Zdrowia
* Duszpasterstwo Środków Społecznego Przekazu
* Duszpasterstwo Środowisk Twórczych
* Duszpasterstwo Turystyczno-Wczasowe
* Duszpasterstwo Trzeźwości
* Duszpasterstwo Sportowców
* Duszpasterstwo Więźniów

*Podejrzewam, że również portal Racjonalisty ma swego duszpasterza. Co jakiś czas pojawia się tu trol w birecie: udaje toto, że myśli, ale prędzej czy później jedzie od niego dogmatami jedynej wiary. Po pracy w szczególnie trudnych warunkach musi chyba przejść kwarantannę i seans z egzorcystą.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
fiedorek.t (5805 punktów)
>*Podejrzewam, że również portal Racjonalisty ma swego duszpasterza. Co jakiś czas pojawia się tu trol w birecie: udaje toto, że myśli, ale prędzej czy później jedzie od niego dogmatami jedynej wiary. Po pracy w szczególnie trudnych warunkach musi chyba przejść kwarantannę i seans z egzorcystą.
Amen!
maceox (6766 punktów)
>Portret współczesnych polskich katolików i ich przewodnika po świecie erotyki,
no, jak tak dalej się posunie reforma kościoła to będziemy mieli szansę doświadczyć tantrę po chrześcijańsku.
Ale to chyba za 3000 lat.

Gdy zatrzymujesz uwagę swą na czymś powodujesz utratę wszystkiego
smart (75 punktów)
Obejrzałem. I mam trochę refleksji.

Muszę przyznać, że oglądając ten film czułem dziwne zażenowanie. Brało się ono chyba z faktu przełamywania przez ortodoksyjnych katolików pewnego tabu, z faktu mówienia czegoś, co do tej pory nie mogło przejść im przez usta. Mówił o tym prof. Mikołejko - o pewnej nieporadności języka religii w kontekście seksualnym. Dodatkowo, a może przede wszystkim czułem się zażenowany, ponieważ patrzyłem na tych ludzi z pozycji racjonalisty, kogoś komu zupełnie obce i niezrozumiałe są treści, o których oni mówili - pojęcia takie jak "grzech", "czystość", "nieczystość", itp.

Widząc wywiad z prof L. Starowiczem, również spodziewałem się masakry. Byłem zaskoczony z wymiany uprzejmości, o których wspomniał kolega powyżej. Po obejrzeniu filmu zdałem sobie jednak sprawę, skąd ta uprzejmość i pozytywne opinie seksuologów. Film rzeczywiście jest swego rodzaju przełomem w dziedzinie seksualności ortokatolików, ale przełomem rozumianym jako zrobienie pierwszego kroku do przodu. Niewielkiego kroku, ale jednak, oddalającego od totalnej tabuizacji seksualności w myśleniu ortokatolików.

Prof. Starowicz nierzadko na pewno spotyka się z przypadkami nerwicy eklezjogennej. Jeśli więc ma do czynienia z kimś, kto powie dotkniętej tą neurozą osobie, że jej pragnienia nie są złe, że nie są grzechem, to zrozumiałe, że będzie raczej jej schlebiał niż spuści na nią ostrze krytyki. Stąd życzliwość ze strony Starowicza czy Izdebskiego do Pana Ksawerego Knotza.

To, co szybko rzuciło mi sie w oczy, to totalne uwikłanie bohaterów filmu w świat pojęć, które już wymieniłem, a które są mi obce tj. "grzech", "czystość", "nieczystość", "wolno", " nie wolno". Osobiście przeraziło mnie to, jak bardzo ci ludzie są psychicznie sterroryzowani i zniewoleni przez idee religijne.

Film otwiera zdanie Ksawerego Knotza: "szacunek dla ludzkiej fizjologii oznacza uznanie funkcyjności i celowości różnych części ciała człowieka. Właściwy akt seksualny odbywa się tylko poprzez wniknięcie męskiego członka do narządów rodnych kobiety i wytrysk w pochwie". Co za absurd !! Nonsensowne twierdzenie, ale to temat na zupełnie inną dyskusję.

Wokół tego twierdzenia koncentrują sie perypetie bohaterów i ich próby oszukania karnego sumienia, lawirowanie między nakazami i zakazami, tak żeby współżyć bez poczęcia dziecka. Pojawia się np. relacja pani, która opowiada jak z mężem współżyją również w dni płodne, ale do takiego momentu, żeby u męża nie doszło do wytrysku. Czasem wspomniana pani ma wtedy orgazm. Oczywiście pada pytanie do moralnego autorytetu, jakim jest Ksawery Knotz, czy opisana sytuacja jest grzechem czy może jednak nie. Mamy tu do czynienia z jawnym - mówiąc trywialnie - kombinowaniem. Pan Knotz odpowiada: "Wiesz, no po prostu to jest... tak jak mówiłem, że... można starać się żeby nie doszło, no a jak dojdzie to, jednoznacznie tak nie można powiedzieć, bo... to się tak trochę w sercu rozstrzyga... i to tak, czy to rzeczywiście było zamierzone czy nie". Jednym słowem odpowiedź Knotza, to bełkot.

W tym i wielu innych momentach obnaża się jego brak merytorycznego przygotowania. Knotz nie zaskakuje ani nadprzeciętną inleginecją, ani trafnymi, błyskotliwymi uwagami. Nie chciałbym być niegrzeczny, ale odbierałem go, jako takiego nieporadnego, bezbronnego ćwierćinteligenta, który próbuje pełnić rolę autorytetu w dziedzinie seksualności, i którego takim autorytetem zupełnie bezpodstawnie obdarzono. Chyba jedynie z racji tego, że jest duchownym, a w swoim nauczaniu trafia w serca ortokatolików lubiących seks.

Sam Knotz to przyznaje: "Zaprosiła mnie grupka znajomych małżeństw, żebym im coś więcej powiedział na temat spojrzenia Kościoła na życie seksualne [...] No to się tak od tych małżeństw po prostu bardzo duzo uczyłem. Można tak żartem powiedzieć, że jak byłem dla nich ekspertem, to już musiałem być tym ekspertem, więc udawałem że nim jestem."

Problemy małżeństw występujących w filmie koncentrują się na poszukiwania akceptacji swojej seksualności w ściśle ograniczonych ramach narzuconych im przez religię. Spotykamy np. małżeństwo, w którym mąż traktował seks oralny za grzech. Żona: "Później po tym po prostu leciał do spowiedzi natychmiast i obwiniał mnie, że jest w grzechu". Mąż: "Jeśli ja miałem wytrysk spowodowany pieszczotami, to powodowało u mnie poczucie grzechu i szedłem do spowiedzi i obwiniałem też żonę, że nie mogłem przyjmowac eucharystii". Sukcesem tego małżeństwa było odkrycie, że seks oralny nie jest, a raczej nie musi być grzechem.

Spotykamy małżeństwo, które poszukuje odpowiedzi na pytanie: "co można robić, a co nie?"
Dochodzą oni do wniosku, że przeciez sam Pan Bóg stworzył "zejście do tych intymnych rzeczy". Zastanawiają się czy jeśli dojdzie do przedwczesnego wytrysku (czyli nasienie nie zostanie złożone w kobiecie), to czy będzie miał miejsce grzech. Innym zajmującym ich dylematem jest pytanie czy grzechem jest orgazm u kobiety, podczas gry wstępnej.

W filmie pojawia sie również historia, w której mąż "naganiał" żonę do uklęknięcia i modlitwy przed aktem seksualnym, a dzięki rekolekcjom pana Knotza, opdkryła ona sens takich zachowań.

Tego rodzaju moralne dylematy frapują bohaterów filmu, którzy mimo wszystko i tak kombinują jak mogą, żeby uprawiać seks tak często jak się da, ale bez poczęcia dziecka. Dla mnie osobiście było to przedstawienie żenujące i delikatnie mówięc - niezrozumiałe. W pewien sposób było kompromitujące i budziło śmiech, choć ani razu się nie zaśmiałem. Nie pozwoliło mi chyba zażenowanie połączone z pożałowaniem dla ich kondycji moralnej i intelektualnej.
Wyimki z filmu mówią same za siebie.

...CDN...
smart (75 punktów)
...CD...

Jedyny pozytyw tego filmu, o czym już wspominałem, widzę w tym, że Knotz pokazał skrajnie religijnym osobom, że seks sam w sobie nie jest zły. Doskonałym przykładem było tu małżeństwo, gdzie piętnowany był seks oralny, stając się zarzewiem konfliktów małżeńskich. Jedynie w tym kontekście rozumiem życzliwość seksuologów dla Ksawerego Knotza.

Poza tym jednak, w filmie i tak spotykamy patologiczną etykę seksualna Kościoła Katolickiego, gdzie seksualność jest istotnym problemem, gdzie stygmatyzuje się seks pozamałżeński, nawet jeśli jest cudownie, wzniośle przystrojony w szlachetne treści. Widzimy świat zestresowanych bohaterów, którzy obracają się wśród grzechu, konfliktów sumienia, gdzie wyrządzając krzywdę naturze na świeczniku postawiono tzw. "czystość seksualną".

Dodam jeszcze, że przerażały mnie sceny, w których obnażona została indoktrynacja bezbronnych dzieci. Wpajanie im treści, których nie mogą zreflektować, a przez autorytet rodziców przyjmują je za prawdziwe. Przeraziły mnie sceny, rodem z dokumentalnych filmów o sektach, gdzie przy akompaniamencie gitary, klaskaniu w dłonie i hipnotyzującym zachowaniu dorosłych, dzieci śpiewały: "On jest drogą, prawdą, życiem, Jezus Panem Jeeeeeeest, Aaaallleeeelluuuja Aaaallleeeelluuuja.

Szczerze mówiąc, to cała ta grupa małżeńst na rekolekcjach jawiła się jak hermetyczna sekta ze swoim guru na czele. Taki był mój odbiór filmu "I Bóg stworzył seks" i tyle mam do powiedzenia.

Wróć do listy wątków działu Kościół i antyklerykalizm
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365