CREDO W mojej opinii wszyscy Bogowie, łącznie z Bogiem chrześcijan, są bytami wyima-ginowanymi przez ludzi. Takie byty obrastają irracjonalnymi dogmatami, struktura-mi organizacyjnymi kapłanów czerpiących zyski z ludzkiej naiwności, ceremonia-łem, jednym słowem religią. Wszystkie religie są źródłem wielorakich, ludzkich nieszczęść. Każda z nich aspiruje do jedynej prawdziwej wiary i ze swojej natury jest nietolerancyjna. Toteż nie ma religii, której wyznawcy nie mieliby na rękach krwi innowierców. Wszystkie religie swoje credo budują w oparciu o wiedzę z cza-sów ich powstawania. W miarę jednak rozwoju cywilizacyjnego ludzkości prymity-wne zasady wiary stają się sprzeczne z osiągnięciami naukowymi. Broniąc się przed tymi sprzecznościami religie stają bastionami obskurantyzmu, ksenofobii, a w skraj-nych przypadkach szowinizmu. W historii ludzkości najbardziej krwawe wojny mia-ły najczęściej podłoże religijne. Jeśli uznamy, że wszystkie religie są ideologiami opartymi o wyimaginowane dogmaty, to także faszyzm i komunizm możemy uznać za pseudo religie. Istotnie, manipulowanie wiarą stwarza fanatyków gotowych do najgorszych czynów w imię wyznawanej ideologii. I nie ma znaczenia czy ostatecz-nym celem tych ideologii jest życie wieczne w raju, stworzenie świata wiecznej szczęśliwości w myśl zasady „każdemu według potrzeb”, czy podporządkowanie ludzkości wybranej „rasie panów”. Reasumując, jestem przekonany, że cała metafizyczna i quasi-historyczna warstwa religii jest zmyśleniem, że nie ma innego, lepszego świata, i nigdy nie było. Nie pójdziemy nigdy do nieba, ani do piekła, ani nie będziemy mieli repety z raz daro-wanego nam życia przez naturę. Wystarczy przepuścić dogmaty jakiejkolwiek religii przez filtr racjonalizmu, a pozostanie jedynie fikcja, bajka, a zmyślone „prawdy objawione” okażą się sprzeczne z logiką i współczesną wiedzą. Być może wiara czyni cuda, ale z pewnością wiara w cuda czyni człowieka nierozu-mnym. Wiara w cudowną moc przeróżnych obrazów i figurek, czy cudowną prze-mianę krwi św. Januarego w Mediolanie, czy wypędzanie z „opętanych” złego ducha przez patentowanych egzorcystów, itp., obraża w pojęciu racjonalisty godność człowieka jako istoty rozumnej. Z zażenowaniem czytam o różnych „cudach” dokonanych za sprawą kandydatów na świętych. W dzisiejszych czasach tylko ateiści są w stanie skonstruować spójny model światopoglądowy, w którym ani „Bóg”, ani „mit” nie są potrzebne. Jest oczywiste, że tak szkicowo zarysowane podstawy racjonalnego poglądu na sens istnienia, spięty klamrą podstawowych filozoficznych pytań: - skąd się wzięliśmy? - dokąd zmierzamy? w żaden sposób nie wzbudzą w wyznawcach dogmatycznych ideologii zwątpienia w wyznawaną wiarę. Wiara w urojonego Boga żeby być silną musi być ślepą, nie-weryfikowaną żadnymi argumentami naukowymi. Oni taką wiarę posiadają, są więc dobrze zaimpregnowani na wpływy współczesnej nauki. Rodzi się pytanie dlaczego tak wielu wykształconych ludzi, którzy powinni mieć świadomość zła jakie niosą wszelkiego rodzaju religie, wykazują skłonność do irra-cjonalnego uduchowienia, do mistycyzmu. Problemem tym zainteresowali się dwaj amerykańscy uczeni z Narodowego Instytutu Zdrowia, psychiatra Robert Cloninger i genetyk Dean Hamer. Hamer wykrył „boski gen”, oznaczony VMA T2, który występuje w ludzkich organizmach w dwóch wariantach. Wariant „duchowy” ma skłaniać nosicieli do medytacji, wiary w siły nadprzyrodzone, do religijności, ale także do altruizmu. Ludzie posiadający wariant drugi mają znacznie mniejsze potrzeby w tej mierze, cechuje ich znacznie większy racjonalizm. Tak więc skłon-ność do mistycyzmu i irracjonalnej wiary w cuda ma swoje genetyczne podłoże. Ciekawe czy można się z tego wyleczyć? Pewnie tak samo nie można wyleczyć się z religijności jak i z homoseksualności i innych genetycznych przypadłości. Grzegorz Ulman |